Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 7 mar 2020, o 13:30

Wieści o potencjalnym życiu Natsume na wolności, prowadzącego jakiekolwiek sobie chce życie poza Cesarstwem, było wiadomością nieco zaskakującą. Ktokolwiek chciałby porzucać całkowitą władzę nad wielkimi armiami, szeregami klanów i ninja? Porzucić życie w luksusie, bez martwienia się o pieniądze czy swoją przyszłość? No, może fakt potencjalnego przejęcia władzy i skrytobójstwa mógł nieco odstraszać, ale z porządną ochroną można było spać spokojnie. O ile oczywiście to był konkretnie on i nikt nie podający się za niego, bo zawsze taka opcja mogła wystąpić. Niemniej trzeba było to jakoś wziąć pod uwagę.
- Przypadek, mówicie. Hmh... - powiedział pod nosem. Chyba był to typ człowieka, którzy nie wierzył w coś takiego jak "przypadek". Że spotkanie potencjalnie zaginionego przywódcy jednej z najpotężniejszych nacji na świecie przez jednego z jego ninja wydarzyć się nie mogło ot tak. To znaczy mogło, ale szansa na takie spotkanie była zdecydowanie mniejsza niż to, że z niebios spłynie na niego łaska bogini Amaterasu i podrapie go po plecach. No, czyli niezbyt duża.
- No faktycznie ze sobą walczyli, to może powiedzieć każdy kto to pamiętał. Mówił może coś jeszcze? Bardziej charakterystycznego dla niego? - zapytał, cokolwiek miałoby znaczyć "charakterystycznego dla niego". Może informacje które tylko on byłby w stanie posiadać? Jakieś historie z jego podróży? Owszem to też mogłoby być zmyślone, ale jest szansa że faktycznie znalazłoby się jakieś potwierdzenie jego relacji i opowieści. Jeśli tak, to można by ocenić czy faktycznie był to on czy nie. Niczego nie można było zostawić w kategorii "chyba" albo "może". Moneta na tylko dwie strony - "tak" i "nie".
- Mangyeko Sharingan. Myślałem że to tylko bajka. Cholerne Uchiha, czemu zawsze muszą sprawiać jakieś problemu? - rzucił, bardziej w przestrzeń niż do kogokolwiek w pomieszczeniu. Niemniej jednak coś w tym było, biorąc pod uwagę ile problemów Uchiha zazwyczaj sprawiają. Wojna, to jakiś Yoshimitsu, to ślub z Kaminari... Zawsze Uchiha.
- Możecie sporządzić portret Yoshimitsu? I czy mówił coś o Antykreatorze? Jakieś poszlaki, że mógł z nim współpracować?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2439
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 16:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761|45935433
Multikonta: Mujin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 7 mar 2020, o 21:45

Chyba wszystko już zostało powiedziane. Każdy szczegół, każde miejsce, każde imię, każde wydarzenie. Przynajmniej tak się wydawało czarnowłosemu, kiedy Asaka wypowiedziała swoje ostatnie słowa. Bardziej go interesowało, co wydarzy się na koniec tego spotkania, niż sam jego przebieg. Naturalnie - rób dobre wrażenie, mów treściwie, pokazuj się z takiej strony, z jakiej chcą cię zobaczyć. Czyli z najlepszej. Prezentuj się tak, żeby cię chcieli. Nie, więcej! Tak, żeby uznali, że jesteś niezbędny. Przecież stoisz teraz na tyle wysoko, by śmiało uznać, że jesteś tu niezbędny. Tutaj - na ziemiach, gdzie linia krwi nie ułatwiała pozyskania sensorów. Tu, gdzie oczy, które tyle widziały, musiały być cenne. Nie noś brody zbyt wysoko, bo znajdą się ci, którzy zechcą ci utrzeć nosa, ale też nie sprzedawaj się za bezcen. Zawsze potrafiłeś się wycenić, nie było tutaj miejsca i szans na rżnięcie głupa. Och, prawda była taka, że marne akoraito było poniżeniem. Ekhem. Przynajmniej dla kogoś, kto dbał o honor czy... czy inne takie. Ważne niby dla ninja sprawy, jeszcze ważniejsze dla samurajów. Tym nie mniej - taka ranga potrafiła wiele ułatwić i otworzyć wiele drzwi. Czasem ciekawość prowadziła do tego, żeby za nie zerkać. Toshiro ostatnio pomstował na to, że spotkał się ze ścianą, od której się odbił. Z innością, którą sobą prezentował, nie miał szans się przez nią przebić. Prawda to? Fałsz? Pomimo konserwatywnego wychowania tutejszej ludności, nie dostrzegł u nich żadnego uprzedzenia wobec obcych. Nie byli zamknięci, niechętni, wręcz przeciwnie. Łatwo było odebrać wrażenie, że jeśli zapukałby byle podróżnik do jakichkolwiek drzwi, to otrzymałby wikt i opierunek, gdyby o niego poprosił. Z drugiej strony - przebywał tutaj krócej od przyjaciela Asaki. Byłego przyjaciela.
Szybko okazało się, że to wcale nie miał być koniec.
- Opowiadał, że użył podstępu, odcinając zmysły Pustego. Mówił o Sachu no Senjo, jakby tam był. Mówił, że Asahi Ichirou przegrał jedynie dlatego, że zabawiał publikę. Do tego wspominał, że przemierzył kontynent wzdłuż i wszerz, od Głębokich Odnóg po Hyogoshimę, lodową wyspę i Czarny Archipelag. Wspominał o pingwinach. - Akurat pingwiny wydawały się Shikiemu najbardziej charakterystyczne ze wszystkich tych opowiastek. - Grał na flecie. Mówił, że sam się wygnał z Cesarstwa zapytany o to. - To wszystko, co dokładnie zapamiętał. Mówił też coś o jakiejś dziewczynie z Jugo, ale Shikarui nie zapamiętał jej imienia. Chyba walczyła z Pustym, nie wydawało mu się to istotne. Wtedy też nie - dlatego nie zapamiętał. Pytanie o rzeczy charakterystyczne dla Natsume, Cesarza, były dziwne. Ani on, ani Asaka, nie znali tego mężczyzny - ani sławnego członka Krwawego Pokolenia, ani tego spotkanego na drodze, Kenseia. Zebrane jednak w kupę informacje... Shikarui samego siebie bardziej przekonał, że to mogła być prawda.
- Nie. Nie potrafimy rysować. Możemy go opisać, jeśli shirei-kan posiada na służbie rysownika. - Zasugerował. - Nie. - Odpowiedział na kolejne pytanie dotyczące Antykreatora i to, czy są jakiekolwiek dowody na to, że ma on z tym cośkolwiek wspólnego.
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1760
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 7 mar 2020, o 22:29

Na ich ziemiach trafiali się sensorzy, ale… tacy zwykli. W porównaniu jednak do zdolności ich sąsiadów byli niczym, bo Byakugan potrafił znacznie więcej. Ale mieć w swoich szeregach kogoś, kto dorównywał Byakuganowi, a pod pewnymi aspektami wręcz go kontrował? To był skarb, prezent, którego nie otrzymywało się często, gdy więc już się trafił i był tak chętny wspomagać ród, pracować dla niego… Och, zgoda, sam nie chciał. Był tutaj ze względu na Asakę, na nikogo innego i cała trójka znajdująca się w gabinecie Shirei-kana o tym wiedziała. Shikarui może i przebywał tutaj krócej od Toshiro, ale był z rodem chyba nieco bardziej wiązany – przez więź małżeńską, jaką zawarli między sobą Asaka i Shikarui. No i fiołkowooki miał dużo wspólnego z sąsiadami z Nawabari. To tez można było wykorzystać na swoją korzyść – oczywiście mówiąc o korzyści Kosekich.
Asaka potakiwała, gdy Shikarui odpowiadał na pytanie Kazuo. Coś charakterystycznego dla byłego Cesarza…? Z tego wszystkiego złotookiej przychodziło do głowy tylko jedno.
- Odnośnie tej lodowej wyspy, wspominał, że to najbliższa na wschód od Morskich Klifów wyspa Czarnego Archipelagu. Mówił, że jest tam zimniej niż na Hyuo, że temperatury nigdy nie przekraczają zera, że wszystko tam pokryte jest śniegiem i lodem, nawet jakieś pozostałości drzew. Powiedział też, spędził tam kilka tygodni albo miesięcy, wydawał się nie być pewien. Mówił, że przetrwanie tam to koszmar. Zapytałam go jak to możliwe, że w takim razie wytrwał tam tak długo, to stwierdził, że ma swoje sposoby. Nie wiem… Były Cesarz był z tego rodu władającego lodem, tak? Wydaje mi się, że tylko ktoś przyzwyczajony do zimna byłby w stanie tam wytrzymać. Ale to już moja własna analiza – tak jej opowiadał Shikarui, gdy zainteresowała się tematem po tym, jak ją samą pomylił z członkiem rodu Yuki właśnie. Przez jej urodę. Natsume jej nie pomylił. - Wspomniał też o tym, że nie jest dumny z tego, że oszukał jego zmysły – znaczy Muraia, skoro i o tym była mowa, bo Shikarui o tym napomknął - bo nie dał mu możliwości na honorowy pojedynek.
Ta, dobre pytanie. Dlaczego Uchiha zawsze muszą sprawiać problemy? Asaka trochę się już o tym nasłuchała i też jej się tak wydawało właśnie. Że to Uchiha są przeklęci, a nie Jugo. Że wręcz sami to wszystko na siebie ściągają. Dlatego nie przepadała za Kotei właśnie, bo ich tam za dużo było.
- Hyuga-dono zasugerował, bym lepiej już więcej nie rysowała, więc posłucham jego rady – białowłosa uśmiechnęła się lekko, dość tym rozbawiona. No nie umiała rysować, co będzie ściemniać, skoro lider zaprzyjaźnionego rodu sam tak stwierdził? - Tak, rysownik by się przydał. W każdym razie Yoshimitsu był… Miał szkarłatne włosy, dość krótkie, ale i tak sterczały mu na wszystkie strony. Gdy nie miał odpalonego sharingana, to oczy miał całkiem czerwone. No i nosił na przedramionach łańcuchy. Ja wiem… Wiekowo to tak koło trzydziestki. Nie był niski. Co na pewno się rzucało w oczy to to, że był niespełna rozumu. Wszystko go bawiło. Chyba… Chyba powiedział wręcz, że może ufać tylko sobie i że z nikim nie współpracuje. Ale to równie dobrze mogło być kłamstwo. W każdym razie na pewno nie potwierdził takiej współpracy.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1193
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 9 mar 2020, o 20:19

Kolejne informacje odnośnie Natsume pojawiały się, a Kazuo chyba nadal nie był przekonany co do prawdziwości tożsamości "Natsume". Teoretycznie każdy kto widział walkę mógł powiedzieć o mgle, a wiele faktów mogło zostać wymyślonych na potrzeby utrzymania jego farsy. Najlepszą sytuacją byłoby w tym wypadku posiadanie informacji, które posiadałby Natsume i jedno z trzech będących aktualnie w gabinecie. Tylko niestety takiej informacji raczej nie było. Bez względu na to wszystko można było sprowadzić to do prostego pytania - Kazuo uwierzy czy nie uwierzy? Da wiarę w słowa bez pokrycia czy odpuści sobie i bez mocnych dowodów nie przepuści tego do swojej świadomości?
- Szanse są, że to faktycznie on. W tym momencie nie ma to większego znaczenia, ale dobrze wiedzieć. Z pewnością się to mi przyda. - odpowiedział, dalej słuchając odpisu Yoshimitsu. Nie żeby jego wizualizacja jakkolwiek się przydała, propozycja profesjonalnego rysownika została przyjęta bardzo pozytywnie. Z czystej praktyczności zapewne.
- Tak, byłoby miło. List gończy zawsze coś pomoże, lepsze to niż nic. - powiedział, po czym szybko zmienił temat - Nie wiem czy słyszeliście, ale na Lazurowych Wybrzeżach coś się będzie szykowało. Kolejny turniej, organizowany przez Tadatoshiego. Motywem ma być pokój między prowincjami czy inne gówno. Nie zamierzam opuścić, wam też radzę. Może być ciekawie. - zagadał jeszcze. Chyba nie trzeba było im mówić, żeby tam byli, bo i tak prawdopodobnie byliby tam obecni. Wybitne jednostki mają to do siebie, że lubią pojawiać się na wielkich wydarzeniach i wplątywać się w inne dziwne i niebezpieczne sytuacje. A chyba takimi jednostkami był właśnie ten duet, prawda? Oczywiście można było doszukiwać się drugiego dna - siedząc w loży dla ważnych i poważanych Shirei-kanów, Kazuo nie mógłby porozmawiać sobie z ludźmi na trybunach, nie byłby w stanie podsłuchać tego i owego. Generalnie zbieranie informacji od ludu. O ile zakładając, ze taki był motyw wspomnienia o tym.
- A tak swoją drogą, Shikarui-san, nie chciałbyś może pracować dla mnie? Aktualnie chyba nie jesteś pod niczyimi rozkazami. Szanuję, ale nie popieram. Warto mieć jakiegoś sojusznika w tych czasach. No, plusy sam zresztą znasz. Nie musisz dawać odpowiedzi teraz, ale twoje talenty byłyby u mnie docenione. - powiedział jeszcze, wykładając tym razem kawę na ławę. Shikarui pod rozkazami Kazuo? Mogłoby być ciekawie, oczywiście pod warunkiem że ten się zgodzi.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2439
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 16:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761|45935433
Multikonta: Mujin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 9 mar 2020, o 22:10

- Na pewno nie opuścimy tego turnieju. - Odparł gładko. Oznaczało to płynnie kolejną podróż, bez możliwości nacieszenia się Asaki rodziną i domem, ale turnieje były bezcenne - można się było na nich naprawdę wiele nauczyć, naprawdę wiele osobistości poznać. Tak jak szybciutko Shikarui się uczył na turnieju w Cesarstwie. Zresztą oto i życie shinobi i ciągłe kształcenie się. Jakoś wątpił, żeby białowłosej to jakkolwiek przeszkadzało, ale też i teraz to, czy jej przeszkadzało, czy też nie, nie miało dla niego znaczenia. To był jeden z tych wyjątkowych momentów, w których mówił za nich w roli męża. Bardzo, bardzo nielicznych. Zresztą akurat był pewien, że Asaka chciałaby sama takie widowisko zobaczyć. Dlatego nie było w jego zdaniu żadnego zawahania. Spojrzał na swoją żonę, żeby zobaczyć, co o tym myśli i co sama powie. Takie wydarzenie było zbyt istotne, by je przegapić. W dodatku nie rodziło żadnych niebezpieczeństwo. No, może poza tymi, które czekały na każdego ninja po drodze. Czy też związanych z ewentualnymi przepychankami. To nie była po prostu wyprawa na demona, a zwykłe oglądanie przepychanek innych ninja prezentujących swoje umiejętności. Czarnowłosy zresztą sam by chętnie w takim wystartował, gdyby wygrana była tego warta. Turniej Piaskowy pokazywał, że była.
Tyle razy już powtarzała: jesteś wyjątkowy. Twoje oczy są wyjątkowe. Są piękne. Lubiła też mówić, że nie podzielała jego fascynacji Uchiha. Powiedziała nawet kiedyś, że nie chciałaby spoglądać w te czerwone, głęboko winne oczy, które zdobywano bólem i cierpieniem. Nie, tak tego nie ujęła. O to jej chodziło. Kiedy powtarzasz coś wystarczającą liczbę razy - staje się to prawdą. Kiedy jeden temat ciągniesz wystarczająco długo, może stać się modlitwą. Zamieniasz słowa w osełkę, która ostrzy umysł i zbroi go do walki. Przeciw sobie, przeciw światu - jakakolwiek nie jest to walka, kiedy już masz wystarczająco ostre słowa, by skutecznie uderzać, każda bitwa staje się wygraną. Shikarui wygrał ich wiele - tych bitew przeciwko starym przyzwyczajeniom. Zadbał o porządek i pościerał kurze. Wymienił stare, podziurawione zasłony na nowe. Wytarł okna, aby w końcu dojrzeć świat. I co za nim widział? Och, to była wolność. Powtarzała to więc tyle razy, aż teraz powtarzał to on. Uderzała w niego miarowo i stonowanie jak palce w maszynę pisarską, która zaczyna produkować te same słowa i te same zdania. Nie poddawał się nieświadomie - ta kuracja była chciana. Chciał wziąć te zapisane kartki monotonnymi zwrotami i zalepić nimi ściany, skoro tyle zmian przychodziło do jego domu. Teraz była i nowa tapeta. Pięknie. Gdyby zapomniał, mógł zawsze odczytać je na nowo. Albo otworzyć okno i krzyknąć "hej, Asaka, co o mnie sądzisz?!". Odpowiedziałaby. Zawsze odpowiadała. Skoro więc sam zapamiętał już i przyswoił te słowa, nie było mowy o tym, żeby cenił się równie nisko jak kiedyś. Przecież widziało to wiele par oczu - jak razem z Asaką byli w stanie dokonać rzeczy, nad którymi inni się trudzili.
- Rozmawialiśmy na ten temat 2 lata temu. Znam swoją cenę. Prawdą jest, że nie jestem zainteresowany posadą poniżej sentokiego, ale polityka wewnętrzna nie wyglądałaby przy tym najciekawiej. Przyjdę po ten tytuł w swoim czasie. Jeśli mam służyć pod godłem Kosekich, to wyłącznie zaczynając z pozycji akoraito. - Te dwa lata nie były latami balang, czego dowodziły wieści, które ze sobą przynieśli. I taka też była umowa. Wszystko było do rozważenia i wszystko dało się zrobić... pytanie tylko, której ze stron na czym zależało. Co było ważniejsze. Już sam fakt przyjęcia kogoś z rodu Jugo pod rangę akoraito, kto nie kręcił się nigdy wokół tutejszych ninja, mógł być negatywnie odebrany przez publikę. Czarnowłosy zdawał sobie z tego sprawę. Sęk w tym, że on mógł sobie znaleźć szereg bardzo wielu zajęć nie służąc pod banderą Kosekich. W końcu to, aby do nich dołączyć, powodowane było tylko Asaką. Gdyby pochodziła ona z jakiegokolwiek innego klanu, to właśnie do nich by przystał. No, nie licząc rodów pustynnych. Na pustyni jego noga nie postanie.
Nie ciągnął tematu i nie komentował przemilczenia jego podszeptów. Były na tyle śmiałe, by z pokorą przyjąć przemilczenie shirei-kana. To znaczy, khym... pokorą. Takie słowo w jego słowniku istniało, ale emocja - już nie. Nie wypadało brnąć w to głębiej, gdy druga strona nie wykazuje zainteresowania. Wywęszył słabość tak, jak każdy drapieżnik ją węszy. Tak jak czuł strach u innych.
- Jeśli to wszystko, pójdziemy się przyszykować do wyjazdu.
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1760
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 10 mar 2020, o 00:29

Rzecz w tym, że i oni nie byli do końca pewni, czy faktycznie był to Yuki Natsume, o czym zresztą na samym początku Shirei-kana poinformowali. Nie byli pewni, ale jednak podzielili się tą informacją, bo Kazuo mógł ją wykorzystać na swój sposób. Chociażby jako blef, jakaś karta przetargowa w jego polityce – ach, mógł z tym zrobić cokolwiek. Mógł też zrobić z tym nic, ale i tak warto było powiedzieć. Szanse na to nie były wcale małe, bo i zbiegów okoliczności było całkiem sporo… Kto nie bierze takich niuansów pod uwagę był zwyczajnym ignorantem, a za kogoś takiego Asaka nie miała lidera swojego klanu. Co to to nie. Więc przyszli. Dać mu jedyną bron jaką w tym momencie mogli – informacje. O sprawach pozornie błahych i tych zdecydowanie bardzo istotnych. Informacje jednak mogły pozwolić zaplanować kolejny ruch. Istotny ruch. Bądź powstrzymać czyiś niechciany.
Asaka załapała aluzję. Gdy Shirei-kan niby to od niechcenia wspomniał o turnieju organizowanym na Lazurowych Wybrzeżach, że się wybiera, że im też radzi. Gdyby nie to, że z natury była blada, to pewnie pobladłaby teraz, na myśl o bardzo szybko zbliżającej się podróży statkiem, której chciała jak najdłużej uniknąć po tym, gdy okazało się, że najwyraźniej cierpi na chorobę mosrką i całą podróż na i z Morskich Klifów była… niedysponowana. Mąż się nią musiał zająć. Ale rada Shirei-kana to rada, czyż nie? Nie zamierzała się więc z nikim wykłócać, nawet nie z Shikaruiem, który zresztą podjął już za nich tę decyzję, bo miał do tego święte prawo. Mogła nie być tą wizją zachwycona, ale w obliczu tych dwuosobowych, męskich argumentów, niewiele miała do gadania. Nawet gdyby chciała. Co jej pozostało? Przyćpać się czymś na statku i modlić się do bogów o to, że uda jej się przespać większą część podróży. No i tyle. Zwłaszcza, że sam turniej rzeczywiście mógł być ciekawy. Można było na takim podejrzeć umiejętności ninja z innych klanów czy szczepów, a Asaka była pewna, że nie widziała jeszcze wszystkiego. Może uda się też natknąć na starych znajomych…? Tak, to zdecydowanie było tego warte.
Rzeczywiście – rozmawiali już o tym. Shikarui zaproponował Kazuo dołączenie do rodu Koseki, ale powiedział wtedy wprost, że nie chce zaczynać jako Doko. Był za dobry na Doko i… ach. Rzeczywiście, zaczynanie od Sentokiego to byłoby za dużo, nawet dla kogoś, kto był małżonkiem członka rodu, ale Akoraito…? Powinno wystarczyć. Już nie taki nieważny, ale też nie nadmiernie wywyższony rangą, by mogło to zacząć komuś przeszkadzać. Byliby wtedy sobie równi – ona i on. Nie wtrącała się do tej rozmowy. Nie miała prawa. Wierzyła w Shikiego całym swoim sercem, bo to ona spędzała z nim każdy dzień i wiedziała dokładnie, do czego był zdolny i czym mógł się pochwalić. A te jego piękne oczy, ach... Były jedyne w swoim rodzaju. Nic, czego powinien się wstydzić.
- Tak, spotkamy się z rysownikiem. A ja spiszę raport i dostarczę go do ciebie, Koseki-sama – że się przygotują do podróży już Shikarui powiedział. Ale chyba mieli jeszcze trochę czasu? Zapytają w recepcji, tak.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1193
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 11 mar 2020, o 20:16

Jednocześnie mogli wykonywać swoje obowiązki jako podwładni, a przynajmniej Asaka, i czerpać przyjemność z licznych dobrodziejstw wydarzenia. Począwszy od poznawania nowych ludzi i dowiadywania się o nowych rzeczach, na oglądaniu nowicjuszy walczących z całych sił kończąc. Widok słabych jednostek próbujących wykrzesać z siebie głębię potencjału brzmiał jak coś fajnego tylko dla niektórych, ale przecież zawsze można było znaleźć jakieś inne rozrywki. Właściwie i tak mieli tam być, więc nie wiązało się to z jakimś problemem. I wilk syty i owca cała.
Kwestia przyłączenia się w charakterze podwładnego była jak najbardziej sensowna i warto było ten temat rozwiązać w jakiś konstruktywny sposób. Tutaj już trzeba było brać pod uwagę korzyści i straty obydwu stron, nie była to sytuacja gdzie wystarczyło się dogadać i tyle. Shiakrui zresztą jasno postanowił postawić sprawę i faktycznie rację miał w pewnej kwestii. Co będzie dla Shirei-kana lepsze - to że będzie miał na usługach faktycznie ważną jednostkę, czy całkowita niepodważalność jego rządów? Bo komuś taki awans może się nie spodobać. Wtedy jak najbardziej można takiego zawodnika olać, ale z drugiej warto by było gdyby brać pod uwagę opinię innych ważnych członków swojego Rodu. No chyba, że ma się na to domyślnie wywalone.
- Pewnie. Przyjdź do mnie pomiędzy waszymi podróżami, dam ci moją ostateczną propozycję. A ty Asaka, weź to. - powiedział, podając swojej podwładnej zapisaną, złożoną kartkę z jego podpisem.- Dla rysownika. Żeby wiedział co i jak. I jeszcze jedno. Chciałabyś zostać Sentokim? Twoja służba nie pozostawia wątpliwości, że potrafisz i że się nadasz. Sentoki powinien też godnie reprezentować swój Ród, ale z tym też nie masz problemów. Pytanie tylko, czy chcesz. - ostatnia kwestia była nijako tą nieco ważniejszą od kilku słów do rysownika, ale jak to się mówi "najlepsze zostawia się na koniec".
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2439
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 16:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761|45935433
Multikonta: Mujin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 12 mar 2020, o 00:55

Ach tak, tak. Przecież Asaka nie cierpiała podróży morskich... i to nawet nie kwestia tego, że spoglądała na fale, a jej ogień czuł się jak motyl, któremu miast soczystej łąki oferowano jedynie piasek. Nie wzdychała wtedy, opierając się o kadłub statku i nie spoglądała tęsknie w błękit, szukając nierówności lądu. Nie. Jej alabastrowa cera zieleniała, bladła jeszcze bardziej i zamiast utęsknionej pani, co pragnęła zobaczyć znów mury własnego zamku, który dawał jej ciepło i bezpieczeństwo, widziało się bardzo chorą osobę, która nie mogła nawet o własnych siłach ustać na nogach. Shikarui jeszcze nie widział, żeby ktokolwek był tak bardzo schorowany, jak ona była po tej krótkiej podróży łodzią. Nie chciał tego widzieć znowu, tu i teraz była milsza, ładniejsza, była dumna, tak sądził, że ta cała podróż była również przydatna dla jej klanu. Chciała przecież, by Koseki prosperowali dobrze. Ciekawe - jak daleko sięgały jej ambicje? Czy teraz była tą panią, co czekała na zbliżenie się zamku..? Tylko nie tego, co był jej. Tego, który miał się jej dopiero stać. Pewnie nie. Na pewno nie w tej chwili, kiedy już jej głową kołysały silne fale morza, które będą musieli pokonać, by dostać się na wyspę samurajów. Nie, nie, nie powinien jej narażać na taki stres... - pewnie tak pomyślałby kochający mąż? Czarnowłosy lubił jak Asace było dobrze. Nie lubił bardzo, ale to bardzo, gdy było jej źle. Były też jednak takie sytuacje, gdzie istniały pewne przymusy, bo przecież wypadałoby. Kiedy shirei-kan cię zaprasza, gdy coś ci proponuje... odmawiasz? Kazuo był taki, że pewnie mógłby na to przystać. Miał wielu ninja na swoich rozkazy, nie musiał męczyć akurat tej jednej, która nie tolerowała podróży wodą, gdy tyle lądów było do zwiedzenia.
- Następnym razem, kiedy do pana przyjdę, to tylko po Sentokiego. - Uśmiechnął się w kierunku Kazuo i był to uśmiech, który nie był butny, nie był bezczelny ani arogancki. Był za to pewny siebie. I jednocześnie - łagodny. Jego głos zrobił się miękki. Przecież wiedział, co mówił i czego wymagał. Wiedział też jednak, co oferuje. To nie była kwestia niecierpliwości - był bardzo cierpliwy. Powiedział to w taki sposób, że można było śmiało odebrać te słowa dwuznacznie - zarówno jako żart jak i postawienie oczekiwań. A postawił je jasno już poprzednim razem. Nie, tu nie było miejsca na niedomówienia. Kazuo zrobił ostatnim razem na nim bardzo dobre wrażenie. Swoim charakterem, mocną osobowością - przecież to właśnie takie osobistości lubił. Jasne, wyrysowane nie delikatną kreską ołówka, a mocnym pociągnięciem pędzla z czarnym atramentem na włosiu. To była niebezpieczna gra, bo mógł zostać zepchnięty. Shikarui jednak nie bał się o nią grać. Nie miał tutaj niczego do stracenia - prócz ciepłej posadki, która wciągnęłaby go prosto w myśl o hobbystycznym uprawianiu polityki. Sęk w tym, że miał spore perspektywy i nie zamykały się one na Kosekich. Kazuo miał dwa lata na rozważenie tej propozycji. Jego słowa teraz były w pewien sposób obraźliwe po wszystkich zebranych dla niego informacjach i pomocy poczynionej względem Kosekich. A już przy pierwszym spotkaniu bardzo duża garść informacji została przyniesiona. Czarnowłosy nie zamierzał grać pokornego, kiedy wyraźnie widział, że sam Kazuo wolał jednostki zdecydowane, konkretne, które wiedzą, czego chcą, bo wtedy on sam wiedział, czego po nich oczekiwać. Oczywiście - mógł to być strzał w ciemno. Tak po prostu podpowiadała mu intuicja, a on zwykł jej ufać. Często myliła go ona w stosunku do ludzi, zwłaszcza w połączeniu z paranoją.
- Dziękujemy za audiencję. - Pokłonił się głęboko, zachowując całkowity spokój. Nawet brewka mu nie drgnęła, kiedy Asaka otrzymała awans, na który zasługiwała, na który ciężko pracowała, ten skarb, ta duma rodu. Ta nieczystej krwi, na co nikt nie zwracał uwagi dopóki nie pojawiało się słowo "ślub". Wysokie urodzenie nie tworzyło przepustek. Bycie dobrym shinobi - już tak. Tak jak i pochodzenie z innych ziem, posiadanie innego kekkei genkai - o zgrozo, inne kekkei genkai było bezcenne dla rodziny, która go nie miała! Tak Toshiro, jako Uchiha, był bezcenny dla Koseki, których ostatnią specjalizacją było genjutsu. Takie jednostki były na wagę złota, bo potrafiły coś innego. Rozszerzały arsenał broni, którym ród mógł się posłużyć. To jednak, że czujesz się wyrzutkiem wśród wszystkich innych Shikarui rozumiał doskonale. Czarnowłosy sprawiał wrażenie, jakby to, że Asaka została doceniona, w ogóle go nie obeszło. Czy był w ogóle zdolny do odczuwania dumy? Musiałby przecież sam ją posiadać... ta wykiełkowała bardzo nieśmiało. Czuł ją, sprawiała, że niektóre rzeczy były irytujące. Więc wyrywał tego chwasta. Był niepotrzebny. Zawadzał w jego dążeniu do celów.
- Mój najzdolniejszy diament. - Złapał Asakę w pasie, kiedy tylko wyszli z siedziby władzy i uniósł ją, całując jej usta. Okręcił się z nią lekko, jakby nic nie ważyła. Malutka, zgrabna. Ta zbroja ważyła zdecydowanie więcej niż ona sama. Tak, był z niej dumny. Lśniła ta mocno, tak jasno. Tak wysoko. Kiedyś snuł myśli o tym, że chciałby zobaczyć, jak mocno i boleśnie upada ze swoich wyżyn. Jak jej duma i godność są łamane. Jego chore myśli przekształciły się. Teraz bardziej chciał widzieć, jak zachwyca wszystkich. W końcu był posiadaczem tego diament. Inni mogli go tylko podziwiać i pożądać... i to też nie za bardzo. Nie za długo. Diament musiał trafić pod jego skrzydła. Zawsze. A przecież to wszystko było dozą tych dobrych emocji, tymi małymi ziarenkami, których kiełków akurat nie wyrywał. Podobały mu się. Lubił ich ciepło. - To wymaga świętowania. - Uśmiechnął się. Macocha będzie z niej dumna. Ojciec wypnie pierś przed siebie. Siostra piśnie, zaklaszcze w dłonie, rzuci się jej na szyję. Sprowadzą butelki sake i wystawiona zostanie uczta - tak powinno być. Radość z osiągnięć dziecka, kiedy ty sam już w większej części przemijasz. Masz mniej życia niż połowa i więcej wspomnień, by teraz porównywać samego siebie z czasów, kiedy sam byłeś tak młody. Oj tak. Na pewno zapanuje sporo radości tego wieczoru w domu rodzinnym Asaki. I jaką słodyczą będzie potem znalezienie się we własnym wiedzieli tylko oni sami.


[z/t]
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1760
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 12 mar 2020, o 02:06

To było dziwne. Dwa lata myślenia tylko po to, by teraz Shirei-kan musiał zastanawiać się znowu. Nad czym? Czy chce przyjąć Shikiego do rodu? Miał więcej niż jedną podstawę by to zrobić, zresztą, ach, tym razem sam to zaproponował. Cała trójka wiedziała zgodnie, że z Shikiego był taki Doko jak z koziej… no. Nie podobało jej się, że jej mąż musi znowu czekać na decyzję Kazuo, ale nie miała tutaj pozycji, by kogokolwiek ponaglać. Zresztą… Popłyną na ten turniej i po powrocie po prostu Shiki stawi się u Shirei-kana. Wóz albo przewóz. Nie było sensu tego odkładać jeszcze bardziej. Kompletnie zgadzała się za to ze słowami męża, gdy dał mu swoją odpowiedź. Żarty czy nie – och zasługiwał na to bardziej niż ona. Jedynym problemem było to, że ona robiła niemalże wszystko z oddaniem dla klanu, a Shikarui… Niekoniecznie. Tak czy siak Akoraito był dobrym początkiem. To na pewno. Mogli poczekać na koniec turnieju, prawda? Mogli.
Wychyliła się na swoim krześle, by sięgnąć po kartkę, którą wręczył jej Koseki. Zerknęła na nią krótko, po czym skinęła głową. Polecenia dla rysownika, no tak. Już miała wstać z krzesła, gdy Kazuo powiedział jeszcze jedno. Zadał pytanie, skierowane bezpośrednio do niej. Czy chciałaby zostać Sentokim? Złote oczy uniosły się na mężczyznę z lekkim niedowierzaniem. Zawahała się, tak, oczywiście, ale nie dlatego, ze nie była pewna tego czego chce, czy tego czy się nadaje, a dlatego, że to pytanie zupełnie wytrąciło ją z równowagi. Przez chwilę milczała.
- Tak, oczywiście. To byłby dla mnie zaszczyt, Shirei-kan – pokłoniła głowę. Czuła, ze w ustach jej zaschło. - Z chęcią przyjmę ten tytuł, by jeszcze godniej reprezentować nasz ród – tak, nie miała z tym problemu. Zawsze stawiała dobro klanu na pierwszym miejscu. To też był jej warunek, gdy dołączali do Karasu.
W końcu wstała z krzesła, nadal trzymając w dłoni kartkę, którą otrzymała.
- Do zobaczenia, Koseki-sama. Zjawimy się po powrocie z turnieju. Dziękuję za awans – pokłoniła się raz jeszcze i wyszła za mężem, oczywiście ustępując mu miejsca.
Odetchnęła dopiero za drzwiami gabinetu Shirei-kana. Już dawno przestała myśleć o swoim urodzeniu. Nie było już ważne. Otrzymała awans na Akoraito, niedługo później zaręczyła się z Shikaruiem. Nosiła teraz arystokratyczne nazwisko ziem Daishi, to że od Jugo? Nie miało to dla niej znaczenia. Wiedziała ile jest warta i ile może z siebie dać. Nadal trenowała, nadal stawała się lepsza, przydatniejsza. Odkąd poznała Shikiego jej życie zmieniło się na lepsze. Naprawdę. Na sto razy lepsze niż było. Przynosił jej szczęście. Motywował ją do ciągłego rozwoju. Kochała go za to. Naprawdę.
- Hej! – wyrwało jej się, gdy Shikarui złapał ją w pasie, tak nagle, gwałtownie, że się tego nie spodziewała, i uniósł by nie musieć się do niej schylać. Złączył ich usta w pocałunku, który i ona po pierwszym zdziwieniu odwzajemniła, zarzucając mu ręce na szyję. Przytuliła go tak nawet mocniej, wciskając nos w jego włosy, otulając się jego przyjemnym zapachem. Nawet na krótką chwilę zbliżyła usta do jego ucha, by je krótko cmoknąć, nim znalazła się na powrót na ziemi. Faktycznie nie ważyła dużo, zawsze była lekka. A Shikarui nie był słabym mężczyzną. Złapała go za dłonie. - Jestem pewna, że gdy następnym razem zobaczymy się z Shirei-kanem, to da ci sensowną propozycję. Nie słyszałam, by w klanie był przypadek, w którym ktoś, kto do niego dołącza, zaczynał od wyższej rangi. Wszyscy wiemy, że jesteś jej warty. Pewnie musi to dokładnie przedyskutować ze swoimi doradcami – naprawdę tak uważała. Był warty więcej. - Och nie, tylko nie świętowanie – jęknęła, ale tak naprawdę, to się cieszyła. Nim jednak pójdą do jej rodzinnego domu i przytargają ze sobą sake i smakołyki, mieli jeszcze coś do zrobienia. - Chodźmy do tego rysownika. A ja później muszę spisać ten raport… Będzie dużo pisania.
A potem? A potem można było pić i umierać przez następny dzień. Ale to już w swoim własnym domu. Tak bardzo wyczekanym. Pustym, jeszcze, ale będącym tylko na ich własność.

[z/t]
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1193
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Poprzednia strona

Powrót do Seiyama (Osada Rodu Kōseki)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości