Siedziba władzy

Siedziba władzy

Postprzez Defrevin » 22 lut 2015, o 00:48

Obrazek
Siedziba władzy


Kluczowe miejsce dla funkcjonowania osady. Siedziba władzy jest centrum administracji całej prowincji. To tutaj podejmowane są najważniejsze decyzje. Ze względu na pełnione tutaj funkcje, budynek jest dość obszerny. Mieści się w nim recepcja, pomniejsze biura urzędników, ale także sala konferencyjna jak i siedziba głowy rodu. Wszelcy posłańcy i delegaci pozostałych prowincji właśnie w tym miejscu podejmowani są przez władze osady. Także tutaj zatwierdzane są misje dla Shinobich.

Ważne: Zarówno korytarzy jak i wejścia do budynku strzegą strażnicy
Jeśli masz ważną sprawę, pytanie lub potrzebujesz pomocy związanej z funkcjonowaniem forum, proszę wyślij do mnie prywatną wiadomość. Z chęcią zapoznam się ze sprawą i rozwieje wszelkie wątpliwości.
Avatar użytkownika

Defrevin
Założyciel Forum
 
Posty: 2116
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 22:31
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Masaki » 1 lis 2016, o 14:51

Powrót do miasta, o ile w ogóle powrotem można nazwać ponowne zawitanie w progi, z których się pochodzi, ale nigdy nie widziało, przebiegał w dość nerwowej atmosferze. Hideyoshi nie był przyzwyczajony do takich metropolii. Ze względu na port handel kwitł, jak nigdzie indziej. Dziesiątki ludzi nieustannie przewijali się po szerokich ulicach miasta. Dwójka podróżników, takich jak oni, z łatwością mogła wtopić się w tłum. Nawet, jeśli dość nerwowo się rozglądali. Zupełnie, jak zwierzęta w nowym środowisku, które niekoniecznie musi być przyjazne. Mężczyzna, bo tak już kruczowłosego trzeba nazwać, poruszał się kilka metrów przed swoją towarzyszką. Zmęczenie obydwojga było jasno widoczne nawet po ich ubraniach. Wygniecione, trochę ubrudzone, okurzone. Nie mieli w tej chwili zbyt dużo przy sobie, a Hideyoshi miał nadzieję, że jego klan znajdzie trochę dobroci w swoim sercu żeby ich przygarnąć. Nie mieli innego wyjścia. Wcześniej nie okazali się bardzo wyrozumiali, aczkolwiek przez lata może niektóre rzeczy się zmieniły.
Nie wiedział do końca, gdzie znajduje się siedziba klanu, aczkolwiek łatwo można się było domyślić, że będzie w centrum. Z resztą jak to mówią: „Koniec języka za przewodnika”. Z pomocą kilku przechodniów łatwo było znaleźć największy gmach w tej metropolii. Robił wrażenie. Zwłaszcza na nich. „Dzikusach” z lasów kilka dni drogi stąd, którzy jedyne, co przez te wszystkie lata oglądali to drzewa i drewniane ściany małej chatki. Same piętrowe budynki mogły ich przytłaczać. Nie wspominając o pierwszym piętrze, które wykonane było z kamienia, którego nigdy wcześniej nie widział. Cała ta wizyta wymieszana była ekscytacją ze zdenerwowaniem. Wszystko, co poznawali w ostatnich dniach było nowe. Wcześniej słyszał o tym wszystkim tylko z ojcowskich opowieści. Akemi znosiła to trochę gorzej niż on. Obawiała się tego, że Ci bandyci będą i tutaj. Zabiorą ją. Dlatego przed wejściem przyszły Shinobi przytulił ją i delikatnie pocałował w czoło.
- Nie bój się. Tutaj będziesz bezpieczna. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, a taką mam nadzieję, to będziemy mieli nowy dom. Taki, gdzie nie będziesz się już musiała o nich martwić. Z resztą obiecałem Ci, że zajmę się tym problemem. Stanę się na tyle silny byś nigdy nie musiała patrzeć ze strachem za siebie. – uśmiechnął się, puszczając jej oczko. – No chodź, miejmy to z głowy. – przytaknęła ze słabym uśmiechem, podążając za nim, kiedy przekroczył wrota, skłaniając się lekko strażnikom na powitanie. Podszedł do recepcji ze swoją przyszywaną siostrą, uśmiechając się do pani za biurkiem.
- Witam, moja godność Soukike Masaki, chciałbym się widzieć z głową rodu Koseki. Powiedziano mi, że to może pomóc z moją sprawą... – zza koszuli wyciągnął mały, sześciokątny kryształ z wyrytym w środku imieniem oraz nazwiskiem: „Kouseki Hideki”. Tak właśnie nazywał się jego ojciec. Pełnoprawny członek tego rodu, który kiedyś musiał wynieść się z miasta by żyć w spokoju ze swoją żoną i nowo narodzonym dzieckiem. Jego synowi trudno było przebaczyć klanowi za takie potraktowanie jego matki, która niczym nie zawiniła, a jedynie tym, że nie została wysoko urodzona. W tym momencie, jednak nie ma innego wyjścia. Musi spróbować wejść w to życie, którego ojciec nigdy dla niego nie chciał. Miał nigdy nie podnosić miecza, a już miał dwoje ludzi na swoim koncie. Czego się nie robi dla tych kobiet. Spojrzał jeszcze przez ramię na swoją przybieraną siostrę, delikatnie się uśmiechając, by zaraz powrócić wzrokiem do recepcjonistki. Spoglądał dość wyczekująco.
No tato, oby ten kawałek kryształu naprawdę zdziałał takie cuda, o jakich mnie zapewniałeś. Jeśli nie, może być ze mną krucho... – powiedział do siebie w duchu, oczekując na odpowiedź.
Masaki
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 2 lis 2016, o 19:40

Dwie osoby w głównej osadzie Daishi nie wzbudzały niczyich podejrzeń. Nawet gdy ich szaty wskazywały na ciężką lub długą podróż. Ewentualnie obie opcje. Z drobną pomocą przechodniów Masaki oraz jego przybrana siostra trafili pod ogromny budynek władz prowincji. Budowla robiła potężne wrażenie nawet na "cywilizowanych" osobnikach, a co dopiero na takich, którzy wychowali się z dala od zabudowań. Strażnicy dokładnie przyglądnęli się nieznajomemu, który wyglądał dosyć podejrzanie, lecz nie odezwali się ani słowem. Przy drewnianym, długim blacie przypominającym nieco szynkwas, siedziała dwójka chuderlawych, starszych mężczyzn, którzy byli zwyczajnymi urzędnikami. Za nimi znajdowały się drzwi oraz regały pełne zwojów, a także innych papierów. Krzątał się tam jakiś młodszy chłopak, który podawał coś to jednemu, to drugiemu. Przed samym Masakim stało kilka osób, na które musiał poczekać zanim nastąpiła jego kolej. Nim urzędnik z szerokimi zakolami zdążył się odezwać, to Hideyoshi przedstawił już sprawę z którą przychodzi. Szare, zimne i lekko znudzone oczy mężczyzny przyglądnęły się przybyszowi, który oczekiwał spotkania z liderem. Spojrzenie jednak wykazało większe zaciekawienie, gdy kryształ został wyciągnięty. Urzędnik spojrzał na strażnika, który stał zaraz przy stanowisku, więc też obok Masakiego. Było to porozumiewawcze spojrzenie, więc ochroniarz odwrócił się do "dzikusa" i założył ręce na piersi, przyglądając mu się dokładnie. Przy boku miał broń, a zza pleców wystawała rączka od tanto lub sztyletu - to wskazywało, że jednak nie jest tylko strażnikiem od parady.
- Witam Pana. Rozumie Pan, Panie Soukike Masaki, że taki przedmiot mógłby być równie dobrze skradziony albo, co gorsza, zabrany po zamordowaniu dawnego właściciela? Aby dostać się na audiencję do lidera Daishi, czyli Pana Kazuo należy przynależeć do Rodu Kōseki lub znacznie wcześniej umówić się na spotkanie poprzez rozmowę ze mną. Ja zadecyduję czy sprawa jest godna, by Pan Kazuo tracił na nią czas. - odezwał się spokojnym, melancholijnym i całkiem wysokim głosem jak na mężczyznę po czterdziestce. - Rozumiem, że przybył Pan dopiero do Daishi, prawda? Skąd ma Pan ten kryształ i w jakiej sprawie chce Pan rozmawiać z liderem? - padło trzy pytania, a urzędnik opuścił głowę, by spojrzeć w zwój, który właśnie rozwinął przed sobą. Był cały zapisany, pełen maluteńkich znaków. Wyglądało to na spis ludności. Teraz nastał moment, w którym Masaki musiał się wykazać swoimi zdolnościami perswazji, by przekonać mężczyznę, że warto go dopuścić do rozmowy z głową rodu.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Masaki » 3 lis 2016, o 03:55

Sprawy przybrały dość nieprzychylny obrót. Wyciągnięcie kryształu miało skutek kompletnie odwrotny do zamierzonego. Porozumiewawcze spojrzenie nie mogło umknąć uwadze Masakiego, ani tym bardziej fakt, że strażnik obrócił się w jego stronę z podejrzliwą miną. Trochę go to speszyło, mimowolnie zacisnął pięść, by za chwilę ją rozluźnić, kiedy się już bardziej opanował. Wziął głębszy wdech, przymykając na chwilę oczy.
No tato... Nie postarałeś się z tym zbytnio. A ja Cię zawsze tak słuchałem. Mam tylko nadzieję, że nie przysporzy mi to kłopotów... – jakby wsłuchując się w jego myśli, urzędnik nakreślił mu całą sytuację. Z jego punktu widzenia wyglądało to, jakby chcieli go jeszcze wkręcić w morderstwo własnego ojca. Nie mógł nie odwrócić się by spojrzeć na Akemi. Chyba podświadomie chciał się upewnić, że nic jej nie jest. Przecież reszta strażników mogła już pochwycić atmosferę i ją osaczyć. Dla niego taki scenariusz miał całkowicie sens. Pamiętajmy, że nie wychowywał się wśród niezliczonej rzeszy rówieśników. Każda interakcja ludzka była mu w jakiś sposób obca. Przez całe swoje życie spotkał pięć osób. Dwoje z nich to jego rodzice, inną dwójkę zabił, a ostatnią jest przyszywana siostra, która w tym wszystkim pewnie miała więcej doświadczenia niż on. Mimo wszystko to właśnie on prowadził tę rozmowę. Zdawał sobie sprawę z tego, że może najłatwiejszą opcją jest po prostu przyznanie się do własnego nazwiska. Całego rodowodu, aczkolwiek w obecnej sytuacji... Nie był do końca pewien, czy i to nie obróci się przeciwko niemu. Nie posądzał ojca o wierutne kłamstwo, aczkolwiek jego dotychczasowa rada się nie sprawdziła. Aktualnie pragnął by nikt, prócz głowy rodu, nie wiedział, że należy do tej rodziny. Nie czuł się z tym do końca swojo. Jednakże przyszła pora, żeby się jakoś z tego wszystkiego wykaraskać. Przedłużanie nie działało na jego korzyść. Nie chciał zwracać na siebie uwagi, więc pochylił się lekko do mężczyzny by nie podnosić zbytnio głosu.
- Tak, to prawda, że dopiero przybyłem do tej prowincji. Do tej pory mieszkałem kilka dni drogi stąd. Ten kryształ natomiast został mi powierzony przez poprzedniego właściciela, lecz ma pan rację w swoich zarzutach, że zostało to zrobione niedługo przed jego śmiercią. Myślę, że każdy znający się na kryształach tego rodu wie, iż taki przedmiot nie zostałby stworzony pod wymuszeniem. Zwłaszcza wytłoczenie czegoś w środku mogłoby się okazać szczególnie problematyczne. Według twórcy miał mi umożliwić spotkanie z liderem, gdyby zaszła taka potrzeba. Widzi pan tę dziewczynę? – skinął za siebie głową by skupić uwagę na Akemi, która nadal podziwiała wystrój wnętrza, jak małe dziecko, ze świecącymi oczami. Trudno się dziwić, jeśli dorastała w wiosce, a resztę dni spędziła z nim na odludziu. Na nim również to wszystko robiło wrażenie, ale nie mógł się w tej chwili dać ponieść fantazji. Miał tutaj sprawy do załatwienia. – To córka tego mężczyzny, którą obiecałem chronić i zadanie mam zamiar wykonać. A gdzie byłaby bezpieczniejsza, jeśli nie w siedzibie swojego własnego rodu? Dlatego też proszę o audiencję u przywódcy. Czy nie byłby zadowolony wiedząc, że ma kolejnego członka czystej krwi? Myślę, że zasługuje chociaż żeby o tym wiedzieć. Kto wie, może sam zadecyduje żeby udzielić nam audiencji? – odpowiedział z lekkim uśmiechem. Niektóre z tych słów ciężko przechodziły mu przez gardło. Nie chciał zaczynać swojej historii tutaj od kłamstwa, aczkolwiek prawda raczej wiele by mu nie wskórała skoro już byli do niego wrogo nastawieni. Starał się nie wykonywać żadnych pochopnych ruchów, mówić pewnie, bez większych zająknięć. Miał nadzieję wzbudzić ich zaufanie.
Przepraszam tato, ale świat najwyraźniej nie jest już tym, czym był za Twoich czasów. Będę honorował Twój ród, tylko w inny sposób niż tego chciałeś. Muszę ją obronić. – spojrzał raz jeszcze za siebie gdzie Akemi przeszła do fazy dotykania kolumn podtrzymujących wyższe kondygnacje i wszelakich innych przedmiotów.
Mam nadzieję, że postępuję słusznie...
Masaki
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 4 lis 2016, o 09:39

Urzędnik w spokoju wysłuchiwał co Masaki ma do powiedzenia. To pogładził się po brodzie, to rzucił okiem na rozwinięty przed sobą zwój, to wrócił wzrokiem do rozmówcy. Kiedy jednak usłyszał, że stojąca w oddali dziewczyna to osoba z rodu Kōseki, postanowił się wychylić, podnieść nieco z krzesła i spojrzeć na rzekomą członkinię panującej w Daishi rodziny. Zmarszczył czoło kiedy usłyszał dalszą część. Przetarł z niezadowolonym grymasem twarz i westchnął lekko. Szare oczy mężczyzny spoglądały prosto w złote tęczówki Masakiego. Nawiązał twardy kontakt wzrokowy, który tłumaczył, że nie warto sobie z nim pogrywać.
- Fascynująca historia. Osobiście jestem nią urzeczony, ale jako pracownik siedziby władz Rodu Kōseki jestem zmuszony zweryfikować ją. - odezwał się tonem, który wyrażał dosyć zrozumiale sarkazm nawet dla tych, którzy mieli niewielki kontakt z innymi ludźmi. - Jak nazywa się ta dziewczyna? Z pewnością jest w spisie członków rodu skoro do niego przynależy. W końcu jest czystej krwi, a więc nie ma powodów, by ukrywać poród. Chyba, że jednak nie jest czystej krwi i została urodzona bez wiedzy władz - w takim razie potrzebuję imion i nazwisk jej rodziców. Oczywiście rozumiem, że ojcem jest nijaki Kōseki Hideki, który... - tutaj się zatrzymał, opuścił wzrok i wyjął z boku kolejny zwój, który rozwinął, a następnie szybko obejrzał. Jego oczy zatrzymały się w pewnym miejscu, a palec wskazał je, stukając w znaki zapisujące imię i nazwisko ojca Masakiego. Tuż obok był jakiś dopisek, ale zakryty został dłonią urzędnika. Mężczyzna uniósł wzrok znów do swojego rozmówcy. - ...jest na liście, chociaż w dosyć niekorzystnej pozycji. Kim była matka? Ten kryształ rzeczywiście jest dosyć wiarygodnym dowodem, ale niektórzy z członków Rodu Kōseki noszą takie, by w razie śmierci było wiadomo, kim byli. Muszę być pewien, że nie wpuszczę przed obliczę Pana Kazuo morderców lub złodziei. Pan rozumie. Jeszcze chciałbym wiedzieć dlaczego ta dziewczyna sama z tą sprawą nie przyszła, a działa przez pośrednika, który, Pan wybaczy, słabo rozumie sytuację. - dodał i oczekiwał kolejnych odpowiedzi. Urzędnik był może jedynie pracownikiem w siedzibie, ale to w żadnym wypadku nie ujmowało mu rozumu. Nie był w ciemię bity i od razu wykrył, że coś się nie zgadza w opowieści Masakiego. Musiał się jakoś z tego wykaraskać, bo próba oszukania osoby reprezentującej władzę Daishi, to niezbyt dobry start w prowincji, do której chce się powrócić.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Masaki » 6 lis 2016, o 17:33

Masaki ustąpił kawałek na bok by urzędnik mógł spokojnie spojrzeć na dziewczynę za nimi. Miał bardzo wielką nadzieję, że w samym wyglądzie nie doszuka się jakichś nieprawidłowości. Wiedział, że członkowie rodu Koseki nie mają jakichś wybitnych cech szczególnych, aczkolwiek zawsze mógł być jakiś tajny, tyci element, o którym nie miał pojęcia. Na szczęście nie odrzucił ich od razu, a strażnik nie zaczął się z nim szarpać, więc wszystko zdawało się być na razie w porządku. Oczywiście wzrok, jakim obrzucił go starszy człowiek nie był przychylny, wręcz wyzywający, aczkolwiek i on nie ustąpił wpatrując się prosto w oczy rozmówcy. Nie mógł się teraz ugiąć, kiedy był tak blisko. Wierzył, że spotkanie z głową rodu pójdzie już o wiele łatwiej, niż samo dostanie się do niego.
- Akemi, jej imię to Akemi. – odpowiedział przez lekko zaciśnięte wargi. Uwaga o czystej krwi wyraźnie działała mu na nerwy. Nie wiedział czy to kwestia jego wychowania z daleka od cywilizacji, czy miało na to wpływ co innego, ale po prostu nie rozumiał całego szału na czystą krew. Na szczęście według niego było obejście tej reguły. Jednakże nie omieszkał obrzucić człowieka nieprzychylnym spojrzeniem. Zwłaszcza, kiedy wspomniał o nieprzychylnej sytuacji jego ojca. – Jest czystej krwi członkinią rodu Koseki. Małżeństwo jej ojca oraz matki zostało zawarte na terenach tej prowincji, więc na pewno jest to odnotowane w waszych archiwach. Sam poród mógł zostać zatuszowany, aczkolwiek matka była już w ciąży podczas ceremonii, jednak została urodzona na dalekich rubieżach. Jak rozumiem zapyta pan o powód takiej odległości. Otóż matka, Kasumi Noriko bo tak jej było na imię, nie należała do żadnego z waszych wielkich rodów szlacheckich. Pochodziła z dość prostej rodziny, aczkolwiek wiem, że kochała go jak żadna inna. – jego lekka irytacja była widoczna, chociaż urzędnik nie mógł raczej wiedzieć czy spowodowane to jest całym tym przedłużaniem, czy tym, co mówił. Oparł się na obu rękach, nachylając się bliżej osoby utrudniającej mu przejście dalej. Ostatni strażnik przy wrotach do nowego życia.
- Z tego, co słyszałem, to pan Kazuo z łatwością poradziłby sobie z jednym złodziejem, a zabójca raczej nie próbowałby się tam dostać przez główne wrota. Teraz... Niech pan pomyśli, co może być dla pana bardziej korzystne. Z jednej strony, owszem, może się okazać, że wpuścił pan przed oblicze głowy rodu dwóch prostaków, którzy w ogóle nie powinni się tam znaleźć. Pewnie obejdzie się z jakąś naganą, najwyżej zrzuceniem z tego wygodnego fotelu. Z drugiej strony, może się okazać, że bez większych problemów wpuścił pan dawno zagubioną członkinię rodu, którą szybko i bezbłędnie pan rozpoznał, co może skutkować nawet awansem. W ostatnim wypadku może się okazać, że Akemi rzeczywiście jest członkinią tego potężnego rodu, pewnie nawet dość wartościową, a na osobę, która tak nieprzychylnie na nią patrzy i wstrzymuje od należnej jej audiencji, może odebrać więcej niż ukochaną pozycję. Hmm..? – patrzył urzędnikowi prosto w oczy, bez strachu, ale bez nuty groźby. Było widać, że bardzo mu na tym zależy. Zaczął nawet delikatnie stukać palcami o blat ze zniecierpliwienia. – Na koniec, jeśli chodzi o mnie, to jestem przyjacielem rodziny. Poprzysięgałem bronić tej dziewczyny i działać w jej najlepszym interesie. To właśnie tutaj robię. Dbam o jej dobro, ponieważ w jej najlepszym interesie jest powrócić do swoich korzeni. Tutaj może się rozwijać oraz będzie bezpieczna od wszelakich zagrożeń. – przeniósł ciężar ciała na prawą nogę, opierając się jednocześnie na prawym łokciu tak, by mógł spojrzeć na schody, prowadzące na górne piętro. Zmierzył również strażnika wzrokiem. Robił wrażenie. Na swoim aktualnym poziomie doświadczenia na pewno nie dał by mu rady. Na wszelki wypadek rozejrzał się jeszcze po pomieszczeniu. Tak na wszelki wypadek, gdyby przyszło mu się tutaj wkradać na bardzo prywatną audiencję.

//Przepraszam, że tak późno, ale w piątek cały dzień mnie nie ma, sobotę ogarniałem studia i dopiero dzisiaj dałem radę się zebrać, chociaż jeszcze dużo pracy mam :P Później powinno być już regularnie.
Masaki
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 9 lis 2016, o 14:30

//Mi również musisz wybaczyć czas odpisu. Piątek, sobota - spotkanie z ekipą z forum, niedziela - kurowanie się, poniedziałek - nie zdążyłem, bo uczelnia, wtorek - wycieczka i teraz dopiero mam czas. Sorraski.

Urzędnik spojrzał na listę, gdy usłyszał imię dziewczyny. Przejrzał ją dokładnie, a później znów wysłuchiwał co Masaki ma do powiedzenia. Pokiwał głową, aż znów przejrzał swój zwój tym razem w poszukiwaniu matki. Westchnął ciężko, gdy przybysz zaczął opowiadać o awansie, utracie pozycji i tak dalej. Zwinął zwój na koniec, odstawił go gdzieś na bok i zaczął zapisywać coś na jakiejś kartce. Milczał przez ten czas, a zajęło mu to może z minutę lub nieco więcej. W końcu zgiął kawałek papieru, na którym coś pisał w pół i trzymał go dalej w dłoni.
- Proszę mi oszczędzić tych bzdur z utratą pracy i awansami, gdyż, z całym szacunkiem, nie ma Pan zielonego pojęcia jak działa ten urząd. - odezwał się najpierw spokojnie, zupełnie bez jakichś wyraźnych emocji, które jednak wypływały na twarz i pojawiały się w zachowaniu Masakiego. - Zatem Pani Akemi może udać się na rozmowę z Panem Kazuo, lecz Pan, Panie Soukike Masaki, Pan musi zostać. W gabinecie Shirei-Kana własnego rodu nie grozi jej nic złego, więc Pana obrona będzie zupełnie zbędna. - na koniec oczy urzędnika zostały przeniesione na ochroniarza, który stał zaraz obok. - Zantsu, odprowadź tamtą dziewczynę do gabinetu Pana Kazuo i przekaż mu tę wiadomość. - wystawił dłoń, a strażnik odebrał kartkę i skierował się powolnym krokiem w stronę Akemi.
- Proszę za mną, udzielona została Pani audycja z Shirei-Kan Kōseki Kazuo-sama. - powiedział do dziewczyny i wskazał ręką kierunek, w którym miałaby iść. Poczekałby, aż ruszy i wtedy ramię w ramię z nią udałby się do miejsca urzędowania głowy rodu.



//Jeżeli zdecydujesz, aby Akemi sama rozmawiała z Kazuo, to pozwolę Ci nią kierować pod warunkiem, że założysz, iż ona jest słabo zorientowana w temacie rodu Koseki i całym Twoim planie oraz nie ma pojęcia co wygadywałeś urzędnikowi.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Masaki » 9 lis 2016, o 20:57

Z początku Masakiemu wydawało się, że jego dialog zadziałał. Urzędnik poszukiwał czegoś w zwojach, co przed chłopakiem było całkowicie ukryte. Nie mógł i nie chciał też być aż tak wścibskim by zaglądać za biurko. To mogłoby mu tylko i wyłącznie napytać biedy, a wydawało mu się, że już teraz patrzą na niego dość nieprzychylnie. Nie wiedział czy to dlatego, że wyglądał, jak wyglądał, czy był ku temu inny powód, aczkolwiek pewnym było, że już od początku będzie mieć tutaj pod górkę. W końcu mężczyzna przemówił. Kruczowłosy już po pierwszych słowach wiedział, że się nie udało. Dostał reprymendę w spokojnym tonie. Chyba zbytnio pozwolił by jego mniemany intelekt wziął górę nad rozsądkiem. Najwyraźniej będzie musiał przyjąć jakąś inną taktykę by przekonać zarówno urzędnika, jak i strażnika.
- Ma Pan rację, proszę mi wybaczyć. Nie powinienem był tego mówić. – skłonił nawet lekko głowę w pokorze, ale nie mógł się spodziewać tego, co tamten miał dla niego w zanadrzu. Kiedy usłyszał o tym, że może wejść tylko Akemi zaczął wewnętrznie panikować. Nie znała całej sytuacji, nie wiedziała o jego planie. W takim obrocie wydarzeń to nie mogło się skończyć dobrze, albo przynajmniej tak, jak on by tego chciał. Zupełnie nie tak to sobie wszystko wyobrażał. Przyszedł tutaj zgodnie z zapewnieniami ojca, że uda się przemówić do głowy klanu z pomocą tego małego kryształka, a zaraz go jeszcze skażą pod jakimś paragrafem. W tym momencie nie mógł zrobić nic więcej, jak tylko patrzeć na strażnika odbierającego sekretną wiadomość. Odwrócił się w stronę dziewczyny by jakoś załagodzić jej reakcję. Nadal przyglądała się tej wielkiej strukturze architektonicznej, kiedy podszedł gwardzista. Była wyraźnie przestraszona, aczkolwiek pochyliła lekko głowę i podążyła za mężczyzną. Hideyoshi wiedział, że nie może tego tak zostawić. Jego mącenie nie może odbić się na niej. Musiał coś wymyślić i to szybko. Do głowy przyszło mu tylko jedno, co mógłby powiedzieć w tej sytuacji.
- Wróć na swoje prawowite miejsce panno Koseki Akemi. – powiedział z uśmiechem, kiedy akurat go mijała. Na jej twarzy od razu wymalowała się nuta zdziwienia. Wiedziała przecież, że to jego nazwisko, a nie jej. Masaki tymczasem cały czas spoglądał jej w oczy mając nadzieję, iż zrozumie jego przesłanie, jakkolwiek krótkie i mało istotne by ono było. Musiało takie być, jeśli cała historia ma się trzymać kupy. Pewnie wszystko byłoby o wiele prostsze gdyby po prostu przyznał się do swojego rodowodu, aczkolwiek to chciał zrobić przed samym liderem i nikim innym. Wtedy dziewczyna zrobiła coś, czego zupełnie się nie spodziewał. Podbiegła do niego, oplatając jego rękę swoimi oraz przyciskając się do niego.
- Skoro już udzielono mi audiencji, to chyba nie będziecie mieli państwo nic przeciwko, jeśli zabiorę ze sobą swojego najbardziej zaufanego doradcę, który działa w moim najlepszym interesie? Chciałabym, by ze mną tam był. – spoglądała na strażnika z dużą dozą determinacji w swoich fioletowych tęczówkach. Kurczowo wręcz trzymała się ręki Masakiego. Przez chwilę nie wiedział, jak zareagować, ponieważ naprawdę nie sądził, że wpadnie na coś takiego, ale cóż... Pozostało grać takimi kartami, jakie mu rozdano. Uśmiechnął się trochę skrępowany, drapiąc się lekko w tył głowy.
- Widzicie drodzy państwo, że nie chce mnie odstawić na bok... Może zatem rozważycie możliwość żebyśmy udali się tam razem? Obiecuję się całkowicie rozbroić, przeszukacie mnie przed wejściem. Naprawdę nie chcemy wyrządzić żadnej krzywdy panu Kazuo. Prosimy jedynie o krótką rozmowę. – spojrzał raz jeszcze na obu mężczyzn, już o wiele grzeczniej niż poprzednio. Wręcz błagalnie. Żeby uspokoić Akemi pogłaskał ją trochę po białych włosach, uśmiechając się oraz puszczając oczko.
Masaki
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 12 lis 2016, o 04:03

Już urzędnik miał zapraszać do siebie kolejnego interesanta, lecz jednak sprawa z Masakim i Akemi nie została rozwiązana. Ludzie w kolejce zaczęli się niecierpliwić, a stała ich tam piątka. Nie stali całkowicie w linii prostej przed biurkiem mężczyzny, a całkowicie z boku, aby głos rozmówcy się rozbijał po całkiem sporym pomieszczeniu. Oczywiście było to delikatnym środkiem, by nie każdy wiedział po co ktoś przyszedł do siedziby władzy. Niektórzy z nich nawet zaczęli zaglądać czy drugi urzędnik jest już wolny, ale przy nim stała niewysoka dziewczyna, która na oko miała z czternaście lat i, naturalnie, była kunoichi co dało się wywnioskować po jej stroju, pasku z torbami wypchanymi zapewne ekwipunkiem oraz ninjato na plecach.
Strażnik przyglądał się dwójce z kamienną twarzą wyrażającą nieprzeniknioną obojętność, ale jednak spojrzenie wskazywało na to, że nie jest zadowolony z wydarzeń. Urzędnik ponownie westchnął i pogładził się dłonią po brodzie. On też był chyba zmęczony usilnymi próbami dwójki, aby dostać się do Kazuo i to razem. Ich intencje były nazbyt oczywiste i równie jasnym było to, że nie do końca powiedzieli urzędnikowi prawdy, lecz ten nie mógł nic z tym zrobić, gdyż nie miał twardych dowodów, aby zaprzeczyć. Już chciał się coś odezwać, już nabrał oddechu, już otworzył usta i nawet wydał z siebie jakiś niezidentyfikowany dźwiek, aż odezwał się strażnik, który przerwał mu całkowicie.
- Skończcie z tą szopką. Albo wchodzi sama dziewczyna, albo wypierdalać. Nie mam czasu się użerać z wami. - mężczyzna za biurkiem pokiwał niezadowolony głową. Widocznie niezbyt podobał mu się dobór słów ochroniarza oraz ton z jakim się odezwał.
- Wybaczcie za niego, chociaż muszę mu przyznać rację. Sprawę ma Panna Akemi, która chce rozmawiać o prywatnych sprawach z Panem Kazuo. Mogą paść informacje, które muszą pozostać tylko w rodzie, więc obecność osób postronnych jest zabroniona. Zresztą nie są to polityczne debaty, aby niezbędny był doradca. Z całym szacunkiem, ale podczas takich rozmów jakie Pan, Panie Masaki, przedstawił, to Pana obecność jest zbędna. Dodatkowo żyjemy w czasach, w których byle dziecko potrafi ze swoich płuc wystrzelić ogromną kulę ognia i to bez ekwipunku, więc rozbrojenie to żadne zabezpieczenie. Nie żeby ktokolwiek potrafił zagrozić Panu Kazuo, ale stosujemy wszelkie środki ostrożności. - odezwał się, a strażnik nieco odetchnął czując, że właśnie został skarcony i lepiej, by dalej się nie zachowywał w ten sposób, gdyż to nie przystoi komuś kto pracuje w siedzibie samego lidera rodu Kōseki. - Może też Pan skończyć te gierki i wyjaśnić mi prawdziwy powód chęci wizyty u Pana Kazuo, gdyż zapewne z Państwa lepsi ninja, niżeli aktorzy. Obowiązuje mnie tajemnica zawodowa i nie mogę rozmawiać o takich przypadkach z nikim innym oprócz samego Pana Kazuo, więc gwarantuję, że Wasza tajemnica jest w moich ustach bezpieczna. - dodał po chwili, aby wszystko już było jasne. Ludzie lubili sobie komplikować życie i tak też było w przypadku Masakiego, który na siłę chciał ukrywać coś, co i tak zostanie odkryte przed urzędnikami, gdyż taka jest ich praca. Jeżeli wróci do rodu, to zostanie zapisany w listach osób należących do niego, gdyż wiąże się to z pewnymi przywilejami i jest to niezbędne do prowadzenia polityki oraz zarządzania prowincją. Tylko skąd takie rzeczy mógłby wiedzieć ktoś, kto wychował się z dala od cywilizacji? Jak na "dzikusa" to i tak zachowywał się nadzwyczaj normalnie i ludzko, jakby potrafił wtopić się w zwyczajne społeczeństwo.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Masaki » 14 lis 2016, o 18:58

Masaki spoglądał wyczekująco na urzędnika czując już, że może tym razem się udało. W między czasie Akemi nadal była kurczowo przytulona do jego lewej ręki. Jegomość nie zdawał się być zadowolony z całej tej sytuacji, pogładził brodę, ale nadal mogło się udać. Jeśli nie teraz, to kiedy? Mentalnie chyba oboje trzymali kciuki, chociaż dziewczyna nawet nie wiedziała za co. Była świadoma tylko tego, co jej powiedział, czyli że udają się do jego rodu by zapewnić jej ochronę. Wystarczającą by sytuacja, która wydarzyła się na dalekich rubieżach nigdy nie miała już miejsca. W kulminacyjnym momencie odezwał się, jednak, strażnik. Dość wulgarnie, co od razu spotkało się z nieprzychylnym wzrokiem kruczowłosego. Zacisnął nawet pięść, gdyż spodziewał się, że zaraz go po prostu stąd wyprowadzą, aczkolwiek tak się nie stało. Na nowo odezwała się osoba, z którą prowadził całą tę konwersację. Hideyoshi odetchnął głębiej, uspokajając nerwy, a jednocześnie zwracając się do starszego człowieka by wysłuchać jego słów. Było w nich słuchać pewną karcącą nutę dla wartownika, ale wszystko po tym było bardzo dobitnym stwierdzeniem, że nie ma żadnej możliwości by udali się tam razem.
Nie ma co... Naprawdę boją się o jego bezpieczeństwo. Najwyraźniej to wszystko nie pójdzie tak gładko, jak sobie to wyobrażałem. A ten kamyczek miał otworzyć przede mną wszelkie wrota. Chyba się trochę pozmieniało, co tato? – rzucił w myślach takie pytanie retoryczne w pustą przestrzeń, bo przecież kto miałby mu odpowiedzieć. Musiał raz jeszcze przemyśleć swoje opcje. Rozejrzał się po sali, a za nimi zdążyła się już zrobić całkiem duża kolejka. To tylko kwestia czasu jak ludzie zaczną podchodzić bliżej, chrząkać, zaglądać, ponaglać. Strażnik, jakkolwiek nieprzyjemny by nie był, nie będzie w stanie zapanować nad petentami tak łatwo. I tak już zrobili scenę, więc może lepiej nie przedłużać tej szopki, skoro i tak ich przejrzeli? Gdyby puścił tam samą Akemi, ta zaraz i tak wygadałaby prawdę bo z tego, co dało się zasłyszeć na szlaku, lider jest dość przerażający, kiedy tego chce. Masaki na chwilę skrył twarz w dłoni, oddychając głęboko by zdjąć ją naciągając sobie trochę skórę. Spojrzał na dziewczynę i poklepał ją po ramieniu.
- Dobra, puszczaj. Nic nam nie będzie. Nie obawiaj się. Ja to załatwię. – uśmiechnął się delikatnie, kiedy wypuściła ze swoich objęć jego rękę. Podszedł do urzędnika raz jeszcze, a przyrodnia siostra zaraz za nim, nie odstępując go na krok. – Widzę, że nie mam wyboru. Ma Pan rację. Kręciłem z tych, czy innych powodów by Akemi dostała benefity, które prawdopodobnie należne są mnie. Dokładnie. Ten klejnot należał do mojego ojca, nie do jej. Nazywam się Koseki Hideyoshi. Moją matką była Noriko. Najwyraźniej nie doceniłem waszych archiwów. Miałem nadzieję, że nie mieliście zapisanego imienia dziecka, które miało im się urodzić. Najwyraźniej się myliłem, ponieważ to właśnie to imię jest na tej kartce, którą przekazał Pan strażnikowi. Mogę się mylić, chociaż takie jest moje założenie. – obrzucił oboje wzrokiem, jakby ze sobą conajmniej konspirowali. – Myli się też pan co do naszego bycia ninja. Akemi nie ma takowych zdolności, ja tak, aczkolwiek nie są one w żadnym stopniu tak rozwinięte by zagrozić liderowi klanu. W tym celu też wracam. Chcę się szkolić w technikach mojego rodu, wzmocnić się. Wydawało się to najlepszym ku temu miejscem. – spojrzał jeszcze przepraszająco na dziewczynę, jako, że jej też nie powiedział całej prawdy. Był święcie przekonany, że tak będzie najlepiej. Może to jego wychowanie z dala od czynników ludzkich. Oparł się o blat obiema rękoma, by nachylić się do starszego mężczyzny.
- Więc... Czy mogę się teraz zobaczyć z panem Kazuo? W między czasie mam nadzieję, że zaopiekujecie się Akemi tak, jakby była członkinią klanu, jeśli mnie zaakceptujecie, a ja nie proszę o nic więcej...
Masaki
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 20 lis 2016, o 04:36

//Na start muszę przeprosić, ale nie zauważyłem, że odpisałeś i byłem święcie przekonany, że nadal czekam na Twój odpis. W razie gdybym drugi raz nie odpisywał tak długo, to pisz mi na gg/PW. Najlepiej koło 48h bez odpisu i daj mi znać, bo mam tendencję do przeoczenia odpisu lub zapominania o nim.


No i cały misterny plan Masakiego legł w gruzach z jego własnego wyboru. Urzędnik był sprytniejszy niż na to wyglądał i pomimo braku dowodów, iż czarnowłosy kłamie, to i tak wiedział swoje. Nie mógł mu udowodnić fałszu, ale mógł domyślać się i w swych domysłach trafił idealnie. Zbyt wiele dziwnych rzeczy było w zachowaniu dwójki, a także ich słowach, by ot tak uwierzyć. Skoro coś śmierdziało, to lepiej nie wpuszczać podejrzanych osób przed oblicze samego Shirei-Kan. Szczególnie w tych niepewnych czasach gdzie bitwa bitwę pogania i wciąż dzieją się zaskakujące rzeczy.
Mężczyzna wyglądał na delikatnie zdziwionego, gdy usłyszał już prawdziwą wersję wydarzeń od Masakiego, a właściwie Hideyoshiego. Na koniec delikatnie się uśmiechnął, by mocno westchnąć. Znów zaczął coś pisać na drobnej karteczce. Po ponad minucie przerwał sobie, zgiął papier w pół i znów podał strażnikowi, jednocześnie odbierając od niego poprzednią notatkę. Spojrzał na czarnowłosego z całkiem pogodnym wyrazem twarzy.
- Myli się Pan co do tej kartki. Nie mieliśmy pojęcia jak nazywa się dziecko. Na tej kartce zapisałem jedynie tyle, ile mi Pan powiedział oraz krótką informację, że poddaję te wiadomości powątpiewaniu, gdyż zachowują się Państwo podejrzanie. Nie więcej, nie mniej. - powiedział i odchrząknął. - Co do Panny Akemi, to decyzja nie należy do mnie. Teraz rozumiem całą sytuację i pozwalam wejść wam obojgu do gabinetu Pana Kazuo. Strażnik poprowadzi. - dodał, a na koniec wymownie spojrzał na ochroniarza, który kiwnął głową. - Jednocześnie gwarantuję, że Pańska tajemnica będzie bezpieczna zarówno u mnie, jak i u strażnika. - w wypowiedzi na odchodne postawił twardy nacisk na ostatnią część odnoszącą się właśnie do strażnika. Zaakcentował to na tyle szczególnie, że ten skrzywił się.
- Rozumiem, rozumiem. Swoją robotę wykonuję należycie i znam swoje obowiązki. - odezwał się i wskazał dłonią pewien kierunek gdzieś wgłąb siedziby władzy. - Proszę tędy. - dodał, a następnie ruszył zaraz za nimi. Szli kawałkiem korytarza, schodami do góry, aż w końcu znaleźli się na piętrze i przeszli kolejnym korytarzem. Na samym końcu znajdowały się drzwi, przed którymi stał kolejny ochroniarz. Wymienił porozumiewawcze spojrzenie ze strażnikiem, który przyprowadził dwójkę, a ten oddał mu karteczkę. Ochroniarz przed gabinetem zapukał dwukrotnie w drzwi, odczekał trzy sekundy, a później otworzył je i wskazał dłonią, by Masaki i Akemi weszli za nim.
- Panie Kazuo - ta dwójka została skierowana na rozmowę z Panem przez urzędników. - po tych słowach położył karteczkę na biurko i odszedł. Gabinet był dosyć sporym pomieszczeniem, w którym znajdowały się różnego rodzaju meble pokroju półek na zwoje i księgi, ale najważniejsze i tak było biurko oraz osoba siedząca za nim - ogromny mężczyzna, który mógł patrzeć na niektórych z góry nawet podczas siedzenia. Wyglądał tak, jakby mógł gołą dłonią miażdżyć głazy, a jego spojrzenie wskazywało, że nie jest najprzyjaźniejszą osobą.
- Z jaką sprawą przychodzicie? - odezwał się krótko, tylko pobieżnie spoglądając na swoich rozmówców, gdyż zajął się karteczką. Otworzył ją, przeczytał i odłożył na bok. Jego sroga mina nie zmieniła się nawet na moment.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Masaki » 20 lis 2016, o 19:49

Skoro wszystkie karty zostały już wyłożone na stół nie pozostało nic innego, jak tylko czekać na decyzję szanownego urzędnika. Wiedział, że w tym momencie były tylko dwie możliwości. Albo mu tym razem uwierzy, skoro mówi samą prawdę, lub wyrzucą ich stąd na zbity pysk, jak każdego innego obdartusa. Na szczęście starszy jegomość delikatnie się uśmiechnął, ciężko wzdychając. Sytuacja oraz goście mogli być zdecydowanie męczący, a to może dopiero połowa dnia pracującego dla tej osoby. Raz jeszcze napisał coś na skrawku papieru, by podać to strażnikowi, a odebrać poprzednie. Gdy spojrzał na Masakiego z pogodnym wyrazem twarzy nie można powiedzieć. Mały kamień spadł mu z serca. Przeczuwał, że na jego kolejnych słowach się nie zawiedzie.
W istocie tak było. Zostało im wyjaśnione, co w istocie było w tajemniczej wiadomości. Prosty przekaz informacji. Można by się było spodziewać, że odbywa się to w inny sposób. Bardziej... Wyszukany, ale najwyraźniej jeśli jakiś sposób działa, to po co go zmieniać. Kruczowłosy spojrzał na Akemi by puścić jej oczko, kiedy było już pewnym, że dostaną się tam razem. – Mówiłem, że to załatwię. – szepnął z uśmiechem. Przeniósł uwagę na dwójkę z którą się do tej pory zmagał. Przytaknął urzędnikowi, gdy powiedział, że jego tajemnica jest bezpieczna wśród tych tu zgromadzonych. Zaraz spojrzał też na strażnika dość wyczekująco. Po jego poprzednim incydencie można się było od niego spodziewać wiele, aczkolwiek niekoniecznie tego, że aż tak sumiennie wykona swoje obowiązki. Z resztą... Czy do jego obowiązków w ogóle należy trzymanie języka za zębami w takich sytuacjach? Hideyoshi niekoniecznie ufał jego zapewnieniom, ale co mógł poradzić. Sprawy będą musiały potoczyć się swoim biegiem. Może będzie mógł na nie jakoś wpłynąć po wizycie u wielkiego wodza.
- Dziękuję wam obojgu i przepraszam za kłopot. Uwierzcie, że miałem swoje powody. Nadal mam. – zdecydowanie złagodniał. Zaledwie w kilka minut zdążył już przejść przez mały kalejdoskop swoich zachowań. Zanim ruszył za strażnikiem, odwrócił się jeszcze do starszego mężczyzny. – Czy mogę prosić tylko o zwrot klejnotu? To taka mała pamiątka. – poczekał chwilę z wyciągniętą dłonią. Jeśli otrzymał podarunek od ojca, od razu schował go w głębi swego ubrania, po czym pociągnął za sobą Akemi w górę schodów. W każdym wypadku miał zamiar podążać za wartownikiem do wskazanego miejsca. Szli spokojnym tempem aż do drzwi, przed którymi czekał kolejny strażnik. Jak na główną siedzibę rodu nie było ich tutaj zbyt wielu. Czyżby każdy potrafił zadbać tutaj sam o siebie? Ta myśl była równie absurdalna, co lekko przerażająca.
Akemi nic nie robiła sobie z powagi całej sytuacji. Nadal najbardziej fascynował ją wystrój wnętrz w tym wielkim budynku. Miejscami Masaki musiał ją ciągnąć za rękę by się nie zatrzymywała. Przed drzwiami mieli kilka sekund, dlatego kruczowłosy przyciągnął dziewczynę bardziej do siebie by zwrócić jej uwagę. – Teraz najważniejsza część. Po prostu rób to, co ja. Pozwól mi mówić, chyba, że Cię o coś zapyta, wtedy odpowiadaj prawdziwie. Jemu nie odważę się ściemniać. – pokiwała tylko głową w odpowiedzi. Razem przekroczyli próg biura. Było to dość duże pomieszczenie o wielu miejscach na przechowywanie zwojów, jak to można było się spodziewać. Chociaż najważniejszym elementem, górującym nad resztą, było solidne biurko za którym siedział lider klanu. Był z niego naprawdę wielki gość, sama postawa mogła już być zastraszająca, co zdawało się działać na dziewczynę. Poczuł, jak jej dłoń zaciska się mocniej wokół jego. Odwzajemnił się tym samym. Od razu głęboko się ukłonił, co za sekundę zrobiła i jego towarzyszka. Dopiero wtedy odważył się spojrzeć blondynowi w oczy.
- Witam, nazywam się Koseki Hideyoshi. Chciałem porozmawiać o potencjalnej możliwości powrócenia do mojego klanu. Nie interesują mnie jednak żadne sprawy sukcesyjne. Chciałbym się uczyć sztuk shinobi pod okiem współklanowców. Nie potrzebuję nawet tytułu, czy mojego prawowitego nazwiska. Zrobię dla klanu wszystko, a w zamian chciałbym jedynie prosić by dziewczyna, która jest ze mną również została przyjęta. By była bezpieczna za tymi murami. Naprawdę zrobię wszystko. – ukłonił się równie głęboko, co na początku czekając na decyzję Shirei-kana.
Masaki
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 22 lis 2016, o 21:54

Oczywiście Masaki odzyskał swój kryształ, który był dowodem, że ma jakiś związek z rodem Kōseki. Urzędnik nie miał powodu zatrzymywać go, więc zaraz po prośbie oddał wspomniany przedmiot. Uśmiechnął się nieznacznie na pożegnanie, a dwójka ruszyła razem ze strażnikiem do gabinetu Shirei-kana. Strażnicy zostawili ich samych w pomieszczeniu z głową rodu. Po ukłonie wskazał dwójce trzy niewielkie fotele, na których mogli usiąść przed samym biurkiem. Jego mina nie zmieniła się ani trochę, gdy usłyszał prośbę Hideyoshiego. Nawet milczał przez chwilę, ale jednak nie za długo. Jakby dał sobie kilka sekund na odpowiednie przemyślenie i ugryzienie tej sprawy.
- Naprawdę zrobisz wszystko? Zgoda. - odparł twardo, a następnie sięgnął dłonią gdzieś poniżej, by po chwili położyć na blacie zwyczajny kunai. - Poderżnij sobie gardło. - dodał z taką samą stanowczością i tonem wyrażającym lekkie zirytowanie. Oczywiście brzmiał jak władca, więc Masaki nie mógł odebrać tego jako żart. Był to najnormalniejszy w świecie rozkaz, a nawet więcej - sam Hideyoshi zapewnił, że zrobi wszystko, a więc cokolwiek co zapragnie Kazuo. Lider obserwował czarnowłosego z wyczekiwaniem. Widać było, że Shirei-kan nie jest czymś zadowolony. I to bardzo.
- Jak nie znasz wagi zapewnień, które składasz, to po jaką cholerę mi ktoś taki jak Ty? Słuchaj, dzieciaku, nie wiem gdzie wychowywał Cię Hideki, ale Ród Kōseki ceni sobie honor oraz słowność. Możesz być najsilniejszym człowiekiem na tym pieprzonym kontynencie i okolicznych wyspach, ale jak nie masz honoru i jesteś niesłowny, to dla mnie znaczysz mniej niż gówno, rozumiesz? - teraz brzmiał już na rzeczywiście wkurzonego, a na koniec uderzył otwartą dłonią w biurko, by podkreślić stanowczość swojej wypowiedzi. Nazwanie Masakiego dzieciakiem nie było po to, aby wytknąć mu wiek, bo przecież ten miał dwadzieścia sześć lat, ale po to, aby zaznaczyć jak niedorosłe jest z jego strony rzucanie słów bez przemyślenia. Mocno westchnął i rozsiadł się wygodniej na fotelu. Zabrał przed tym kunai, który miał posłużyć do popełnienia samobójstwa przez Masakiego. Trzymał go sobie w dłoni i co jakiś czas podrzucał go sobie tak, że ten robił pełny obrót w powietrzu i znów lądował rączką w dużej dłoni lidera.
- Skoro wyjaśniliśmy sobie jedną sprawę, to teraz przejdźmy do innych. Syn Hidekiego Kōseki - Hideyoshi Kōseki przedstawia się jako Masaki Soukike. Twój ojciec opuścił nasz ród i zataił Twoje narodziny. Był uciekinierem, chociaż wcale nie musiał. Wspomniałeś o sukcesji, ale muszę Cię zasmucić - Twój ojczulek nie był tak wysoko postawiony w rodzie, chociaż zajmował swoje znaczące stanowisko. Co się stało z nim skoro przychodzisz, chcesz dołączyć do reszty rodu i prosisz o bezpieczeństwo dla tej tajemniczej dziewczyny? Żeby poszło sprawnie, to odpowiesz na następujące pytania. Tak na początek. Co z Hidekim? Kim jest ta dziewczyna? Co się działo z Hidekim odkąd opuścił ród? Dlaczego ukrywasz swoją tożsamość i kłamiesz moich urzędników? - padła seria pytań, a Kazuo dalej podrzucał sobie kunai, wyczekując jednocześnie odpowiedzi od swojego rozmówcy, który to nie zrobił najlepszego pierwszego wrażenia jakie się dało. Cóż, trzeba było mu wybaczyć, gdyż nie miał kontaktu z cywilizacją zbyt wielkiego, a w dodatku nie wiedział nic o samym liderze i jego gorliwości w sprawach honoru.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 1 gru 2018, o 19:25

Chyba nie sądziła, że poczuje taką pustkę w sercu w momencie, gdy Shikarui w końcu wyruszy do Nawabari. Pewne rzeczy jednak musiały być zrobione, a choć nie wiedziała jakie to rzeczy i pytać wcale nie chciała, rozumiejąc dokładnie, że człowiek czasami potrzebuje czasu, by się przed kimś otworzyć, to kwestionować, ni trzymać go na siłę wcale nie chciała. Obiecał, że wróci – i tyle jej wystarczyło. Dziewczyna odprowadziła czarnowłosego aż do bram osady i wskazała mu odpowiedni kierunek do Nawabari. A później patrzyła za nim jeszcze przez chwilę, nim sama do domu wróciła. Przecież ona też miała rzeczy, które mają być zrobione. Jak na przykład raporty, o których przypominała jej macocha, a do których jakoś nie chciała się zebrać i teraz pluła sobie w brodę, że nie pisała ich od razu. Mogła to sobie jednak odkładać ile chciała i nie sprawiłoby to, że nagle ich ubędzie, albo, że ktoś zrobi to za nią. Nie. Wiedziała bardzo dobrze, że musi to zrobić. I równie dobrze… mogłaby teraz.
Spisanie tego, co robiła przez ostatni rok nie było łatwą sprawą. Między innymi dlatego, że ludzka pamięć lubiła płatać figle. Dobrze jednak było cofnąć się do tych wszystkich spraw, przeanalizować je teraz na chłodno, wyciągnąć wnioski… A wbrew pozorom ona je wyciągała. Spisanie wszystkiego zajęło mnóstwo czasu, też dlatego, że ze dwa raporty musiała przepisać, przez swoje gryzmołowate skreślenia, ale w końcu wszystko się udało. I nauczona tym, że zwlekanie nie popłaca, zamierzała czekać ze złożeniem ich do końca świata. Jeszcze tego samego dnia pojawiła się w Siedzibie Władzy, by po przedstawieniu się, złożyć w recepcji plik kartek, składający się na raporty o jej poczynaniach podczas rocznej nieobecności.
I szczerze mówiąc, to myślała, że na tym będzie koniec.
Jakież więc było jej zdziwienie, gdy następnego dnia ojciec poinformował ją, że ma się stawić w Siedzibie Władzy raz jeszcze, bo głowa rodu chce ją widzieć.
Szczerze? Sądziła, że coś przeskrobała, tylko jakoś nie mogła sobie przypomnieć co takiego zrobiła, bo ostatnimi czasy była przykładną obywatelką i przedstawicielką rodu, nie wykręcała żadnych numerów i prawdę mówiąc nawet nie planowała niczego nowego wywinąć. To był ten moment, w którym chyba człowiek w końcu prosto stwierdza: wyrosłem z tego. Wyrosła i Asaka.
Wiedziała natomiast, że lider nie będzie czekać w nieskończoność i mogłoby to pogorszyć sprawę, więc… chciała czy nie, bardzo prędko zerwała się z domu i pognała do siedziby. Strażnicy nie robili jej problemów, chyba nawet byli zdziwieni, że tak prędko wpadła do budynku.
- Koseki Asaka – ukłoniła się mężczyźnie będącemu w recepcji dokładnie tak samo, jak poprzedniego dnia. - Dostałam wiadomość, że Shirei-kan mnie oczekuje.
Nigdy tutaj nie była, przynajmniej nie przypominała sobie, by wychodziła gdzieś poza recepcję właśnie, więc liczyła na to, że urzędnik pokieruje ją, dokąd ma się udać. Ewentualnie wyśle z nią jakiegoś strażnika, by zaprowadzić ją do gabinetu Shirei-kana, żeby nie kręciła się bez sensu po siedzibie. Gdy już taką informację dostała, ruszyła we wskazanym kierunku sama, albo w towarzystwie – pokonując kawałek korytarza, schody na piętro i kolejny korytarz, by zatrzymać się przed drzwiami gabinetu, których strzegł ochroniarz. Zapukała sama (bądź zrobił to ktoś, kogo wysłano wraz z nią) i weszła tylko, jeżeli została poproszona do środka, kłaniając się nisko przed liderem, chcąc okazać mu szacunek.
- Koseki Asaka – przedstawiła mu się, choć całkiem możliwe, że nie było to konieczne. Tak czy siak wypadało poinformować kim się jest. - Chciałeś mnie widzieć, Shirei-kan – dodała, podając powód swojej wizyty tutaj (który zresztą pewnie też znał) i wyprostowała się, gotowa przyjąć na głowę ewentualne gromy. Tylko za co?
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 811
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Koala » 1 gru 2018, o 20:05

Pisanie, pisaniem, ale, droga panienko (JESZCZE panienko), pomyśl sobie, że ktoś to musi potem sprawdzać! Tony papierów napływające z różnych stron, nie tylko od ciebie, ale od wielu innych shinobi, nie tylko z tej jednej wioski - wielu wiosek! Kiedy dodać jeszcze, że za granicami się prali... Ho-hoo..! Nie ważne, gdzie obrócić głowę, nie widać było żadnych niepokoi. Jasne, nadstaw ucho, to sporo się mówiło o wojnie samej w sobie, ale nie miała ona fizycznego oddźwięku. Przecież to nie była wojna Kosekich.
Oddane raporty trafiły do odpowiednich rączek. Ładna pani w miłej recepcji (albo to miało być na odwrót?) przyjęła od ciebie papiery, poprosiła tylko o potwierdzenie swojej tożsamości, coś sprawdziła, coś zapisała, ładnie się uśmiechnęła i miło życzyła udanego dnia. Albo i to miało być na opak..? Co się działo potem z tymi papierami - to nigdy nie była twoja sprawa. Niczyja sprawa, tak na dobrą sprawę, dopóki było się Doko. Tym osobnikiem, co w sumie bezkarnie mógł patatajać po bezdrożach, średnio na jeża przejmując się, co powiedzą "starsi". Starsi stażem i wyżsi rangą, rzecz jasna. Tylko o to nam tutaj chodziło. Bo o wyższych fizycznie od Asaki nie było trudno. Zaś o starszych... łatwiej było zobaczyć młodszych. Asaka mogła zobaczyć, jak jeszcze dzieciak przyglądał się tablicy ogłoszeń i musiał stawać na palcach, żeby zerwać zlecenie rangi D, a jakiś chłopak, maksymalnie szesnastoletni, ze szramami, które nie zdołały się jeszcze zagoić, z miną wskazującą śmiertelną powagę, przekracza z dumą, w swojej własnej ciszy, progi domu władz. Świat shinobi był piękny tak długo, jak długo potrafiłeś trzymać oczy mocno zamknięte.
Kazuo to był chłop jak dąb. Chłop jakich mało, ot co. Dostać od takiego w ryła równało się - zostać znokautowanym, a to dopiero jego fizyczne walory. Niewiele osób znało jego możliwości, a ten krąg, który znał, nie lubił wiele peplać. Pewnie właśnie dlatego to właśnie oni znali. Nikt nie miał wątpliwości i nigdy nie podważał tego, ze Kazuo nie tylko wygląda prężnie, ale i równie prężnie potrafi kogoś zamienić w placek. Ugnieść jak ciasto drożdżowe, a potem zostawić do urośnięcia. Roju much na trupie, rzecz jasna. Kiedy drzwi się otworzyły, właśnie wstawał. Unosił na ciebie spojrzenie nieprzenikliwie czarnych, inteligentnych oczu, które przecinały cię na wskroś, tak jak przecinać potrafił diament. Miał złote włosy, które sterczały mu na wszystkie strony, a co chyba mu za bardzo nie przeszkadzało. Albo taka nowa moda, cholera wie. Ninja potrafili popisywać się wręcz skrajną... no wiesz, skrajnością. Jeśli o dziwactwa ubraniowe, makijażowe i włosowe chodzi zwłaszcza. Bo o charakterach lepiej nie wspominać. Skinął głową, minimalnie się pochylając w geście pozdrowienia, tworząc różnicę rang między sobą a tobą - Shirei-kan i zwykła Doko, ot co. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to popisówka, ale rdzenni mieszkańcy wiedzieli tyle o swoim liderze, że honor i tradycja tych ziem były dla niego wszystkim. On był nimi - one były nim. Weszły mu w krew tak głęboko, że większość rzeczy robił automatycznie.
- Tak było! Wejdź, proszę. - Wskazał jej krzesło, krzesło-fotel, który stał przed jego biurkiem. Zapraszająco, rzecz jasna. To nie była jedna z tych decyzji, które trzeba podjąć bez zawahania, bo inaczej twoja głowa skończy na szafocie. - Poprosiłem, żebyś przyszła, ponieważ dotarły do mnie twoje raporty. - Wziął do ręki jedną z kartek, rozpoznawałaś swój charakter pisma i przymrużył oczy, przyglądając się jej. - Ładnie. Bardzo ładnie. Udało ci się zwiedzić kawałek świata i przynieść nam ciekawe informacje. - Odłożył pieczołowicie raport na pozostałe kartki. Równo. Bez przesadnego pedantyzmu, ale porządek musiał być. - Ile masz lat? - Zwracał się do ciebie cały czas formalnie, z odpowiednim szacunkiem, nie pozwalając sobie na uchybienia. Różnica rang nie sprawiała, że miałaś być jakkolwiek gorzej traktowana. Dopiero, kiedy padła odpowiedź, kontynuował. - Doceniam twoje dotychczasowe zasługi, dlatego mam do ciebie bardzo ważne pytanie... Jak widzisz swoją przyszłość w tym rodzie? Do czego dążysz? Przyznam, że dziwi mnie, iż kobieta w twoim wieku nie posiada nadal męża.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 765
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Następna strona

Powrót do Seiyama (Osada Rodu Kōseki)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość