Pasmo Górskie

Terytorialnie największa prowincja Karmazynowych Szczytów, zamieszkana przez Ród Kōseki. Daishi graniczy od północy i zachodu z morzem, na wschodzie z Soso, zaś południowa granica oddziela ją od Kyuzo i obszaru niezbadanego. Efektem tego jest możliwość tworzenia bardzo dochodowych szlaków handlowych i handlu morskiego przy - niestety - utrudnionym utrzymywaniu bezpieczeństwa włości. Podobnie jak pozostałe prowincje, dominuje tu krajobraz górski i lasy iglaste, z tą różnicą że dużo tu fauny - w tym tej drapieżnej, co na dłuższą metę może być dosyć niebezpieczne dla podróżników. Na ziemiach tych mieszkają również shinobi ze Szczepu Jūgo.

Pasmo Górskie

Postprzez Ichirou » 9 gru 2018, o 14:46

Obrazek
Dominującymi krajobrazami Daishi są właśnie góry - zarówno te łagodniejsze bliżej centrum prowincji, jak i te niebezpieczne i strzeliste przy granicach, a w szczególności przy tej z Głębokimi Odnogami. Niniejsze pasmo górskie na dorą sprawę zawiera obie te skrajności - zaczyna się całkiem przyjemnie i nie stanowi problemu nawet dla niedzielnych podróżników, jednak im głębiej, tym tereny stają się surowsze i mniej bezpieczne. W wyższych strefach śnieg zalega przez większą część roku, a w najwyższych praktycznie nie znika wcale. Siatka traktów, dość często wąskich i stromych, łączy ze sobą poszczególne skupiska ludności, jednakże w znaczącej większości pasma górskie pozostają dzikie i niezamieszkałe.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2730
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Ichirou » 10 gru 2018, o 00:55

Wyprawa rangi C
Shikarui
25/x


Shuichi obudził się przed świtem, zaczął przygotowania do wyprawy i w międzyczasie wybudził Sanadę, jeżeli ten wciąż drzemał w pokoiku, który zajął kilka dni temu.
- Co do wczorajszego, to do Nawabari wrócił shinobi, który miał zbadać sprawę ostatniego zaginięcia. W skrócie nic nadzwyczajnego - jakiś młody Jūgo miał eskortować kupiecką karawanę przez górskie szlaki. Zostali napadnięci, a świeżak nie dał rady. Nie pierwsza i niestety nie ostatnia taka historia w ostatnich latach. Ten gość, który zdał mi relację, znalazł jedynie ciała cywili. Sama karawana nie została całkowicie rozkradnięta. Co jeśli celem napadu nie były przewożone towary, tylko nasz daleki kuzyn? Nie żebym zarzucał tamtemu brak kompetencji, ale nie skupił się na tym, na czym moim zdaniem należy się skupić. Chcę zbadać ten teren. Znaczy się, razem go zbadamy, więc zbieraj się, bo kawałek drogi przed nami - wyjaśnił, a potem zostawił chłopaka samego, dając mu trochę czasu na przygotowania.
Shuichi porozmawiał w tym czasie z matką. Powiedział jej, że postarają się uwinąć jak najprędzej i że poprosił znajomego, żeby zaglądnął do niej raz lub dwa, by sprawdzić, czy kobieta niczego nie potrzebuje. Przygotował drzewo koło kominka, jedzenie w spiżarni i tak dalej, więc w gruncie rzeczy staruszka powinna sobie poradzić. Była chora, fakt, ale nie w taki sposób, by potrzebować niańki. To akurat syn w ostatnim czasie był po prostu dla niej zbyt opiekuńczy.
Tak czy inaczej, Saki pożegnała się z dwójką wychowanków, zapewniła, że sobie poradzi i poprosiła o ostrożność. A potem dwójka mężczyzn opuściła domostwo Nijimów i ruszyła zgodnie za wskazówkami starszego z nich.
Czekało ich ponad więcej niż pół dnia podróży. Shuichi zdecydował się na wędrówkę o własnych siłach, bo choć nie był już młodzikiem, to nie brakowało mu wigoru. Nie chciał też uzależniać się od innych środków podróży; zależało mu na mobilności.
Taki sposób przemieszczenia się dawał również prywatność, którą brązowowłosy w pewnym momencie postanowił wykorzystać na podjęcie tematu, który nurtował go od niedawna.

- Te twoje oczy, Senninka, hmm? Nigdy nie widziałem czegoś takiego. No racja, u różnych osób różnie to wygląda, ale nasza klątwa objawia się w bardziej... no, fizycznych cechach. Cholera, nie mogę się wysłowić, ale dobrze wiesz, o co mi chodzi.
Maszerowali w dość niezłym tempie przez drogi zarówno te bardziej zaśnieżone, jak i te ugniecione przez buty wielu osób, kopyta koni, czy płozy sań. W pewnym momencie skręcili z jednego z większych traktów na nieco mniej uczęszczany. Bardziej kręty i pochyły, prowadzący do niedużej, górskiej osady. To właśnie na tym szlaku, według słów Shuichiego, doszło do napadu karawanę.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2730
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Shikarui » 10 gru 2018, o 12:32

Ogarnięcie się rano przyszło mu bez problemów. Obudził go Shuichi, chociaż nie musiał specjalnie się fatygować. Wystarczyły same jego kroki, Shikarui miał naprawdę lekki sen. Dlatego kiedy mężczyzna wszedł, stał już przy szafce i przemywał twarz wodą z blaszanej misy. Pół nagi, prezentujący wszystkie swoje blizny, ale te nie były nigdy żadną większą tajemnicą. Tak długo, jak długo przez nie się na niego nie gapiono i nie traktowano jak zwierzątka wystawionego w zoo, na jednym z najbardziej atrakcyjnych wybiegów. Atrakcyjnych, bo wszystko było na nich widać i można było podziwiać okaz ze wszystkich stron.
- Zaraz będę gotowy. - Przyobiecał, ale nie krępował się dokończyć swojej toalety. Zresztą Shuichi i tak wyszedł zaraz sam się ogarniać. Ubrał się i dołączył do mężczyzny w kuchni, gdzie zjedli lekkie śniadanie i była możliwość wyjaśnienia kilku spraw. Wiedział już, o co chodzi. Teraz tylko wyjaśnić szczegóły. Informacje, które nieznajomy Jugo przyniósł.
Wymarsz był już formalnością. Pomógł przygotować dom tak, żeby kobieta nie miała żadnego problemu z zapewnieniem sobie wszystkiego - w tym ciepła, niezbędnego o tej porze roku. Jego myśli już zajęte były przez to, co usłyszał od starszego… kolegi? Nigdy by go tak nie nazwał, nie szczerze. Partner biznesowy - to już bardziej. Shikarui nigdy nie pracował za darmo, ale Shuichi nie był też jego zleceniodawcą. Gdyby nie Asaka, pewnie właśnie upierałby się, że woli działać i pracować sam. Ta kobieta nauczyła go doceniać istotności współpracy z drugim człowiekiem i przede wszystkim - ułatwiła mu oswojenie się z ludźmi do stopnia, w którym nie spoglądał już na każdego z obrzydzeniem.
Ruszyli. W mroźny dzień, w poszukiwaniu śladów tego, co miało nie zostać odnalezione. Nawet jeśli trop był fałszywy i rzeczywiście chodziło tylko o przewożone dobroci w celu wzbogacenia się - warto sprawdzić. Jeśli przeznaczenie zechce - pójdą właściwą ścieżką.
- Wiem. Pochodzę z rodu Jugo, wiem, czym jest senninka. - Przypomniał mu. Nie chciał jednak za bardzo o tym rozmawiać. Może i wydawało się to prostym tematem, ale… wcale takim nie było. - Taki się urodziłem. Miałem przez to duże problemy z opanowaniem senninki w całości. - Kłamstwa, kłamstwa i jeszcze więcej kłamstw. Niektóre sekrety powinny pozostać sekretami do końca.
Pozwolił, żeby jego oczy pokryły się czerwienią i rozejrzał się po otoczeniu. Prosto na miejsce, gdzie, jak go Shuichi poinformował, doszło do wydarzenia. Nie szukał niczego konkretnego, przyglądał się otoczeniu i samej osadzie, wykorzystując pełnię swojego zasięgu, który… zwiększył się pięciokrotnie. Nie bardzo orientował się, w którym momencie nastała ta zmiana, ale różnica była duża. Zdaje się, że to przyszło… płynnie. A naprawdę dużo ostatnimi czasy trenował.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1468
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Ichirou » 10 gru 2018, o 17:12

Wyprawa rangi C
Shikarui
27/x


Shuichi nie zadawał więcej pytań, co nie znaczy, że odpowiedź całkowicie go usatysfakcjonowała. Trudno jednak w jego zachowaniu było odczytać niedowierzanie lub podejrzenie kłamstwa, choć w tym czarnowłosy raczej nie był dobry, a i jego senninka nie potrafiła jeszcze czytać z ludzi jak z kartki.
Trakt był całkiem wąski, bo przez najbliższych kilka kilometrów jego średnia szerokość wynosiła jakieś trzy, cztery metry, ale rzecz jasna pojawiały się węższe odcinki trasy. Po ich lewej stronie znajdowały się przysypany śniegiem wzniesienia - może nie skalne ścianki, po których należało się wspinać, ale na tyle strome górki, że przeciętny zjadacz ryżu miałby problem z poruszaniem się wzdłuż ich. Po prawej stronie malowały się natomiast doliny, miejscami gęściej lub rzadziej porośnięte dużym choinami. Nie była to więc skrajnie ekstremalna ścieżka przez górskie szczyty, ale i tak już dało się odczuć klimat tych rejonów, gdzie o tej porze roku bezdroża były całkowicie nieprzystosowane do przemieszczenia się przez ludzi. W gruncie rzeczy, mogli tylko iść do przodu lub do tyłu. Nie było żadnych rozwidleń, a nikt o zdrowych zmysłach nawet nie myślał, by nagle skręcić w bok i iść pod śliską górę lub zmierzać w głąb lasu, w którym raczej nic nie było.
Szkarłatne oczy uaktywniły się i pozwoliły ich posiadaczowi lepiej przyjrzeć się okolicy. W pobliżu nie było żadnych ludzi. Wioska, do której prowadził trakt, była wciąż daleko, poza zasięgiem doujutsu. Tu i ówdzie dało się wypatrzeć kilka typowych dla tych rejonów zwierząt, ale poza tym nic. Spojrzał w lewo? Wzgórza i w góry. W prawo? Doliny, las lub przyprószone śniegiem polany. Do tyłu? Droga. Do przodu? Też droga. I pobojowisko, a raczej jego pozostałości.
W ciągu paru lub parunastu minut i tak zapewne dotarli do wypatrzonego punktu, ale Shikarui mógł zawczasu opowiedzieć kompanowi o tym, co zobaczył i upewnić się, czy nie ma w pobliżu jakichś niebezpieczeństw.
Śnieg na drodze i w okolicy udeptany bardziej niż normalnie. Wiele śladów i wiele pozostałości po karawanie. Strzępki drewnianych elementów, gdzieś tam w zaspie połamane koło od wozu. Krew przebijająca się bledziutką czerwienią przez śnieżny puszek, który zdążył od tego czasu przysypać okolicę.
Już trochę czasu minęło, więc ludzie zdążyli tu posprzątać, czyli zabrać wszystko to, z czego był jakikolwiek użytek. Wciąż jednak panował tu lekki rozgardiasz, przez co nie było cienia wątpliwości, że to właśnie tutaj doszło do napadu.

- Szkoda, że nie było mnie tu wcześniej. Ech, cholera, musimy się dobrze rozejrzeć… Wioska nie jest duża, szlak nie tak często uczęszczany. Jaką mieli pewność, że akurat trafią na wóz? A jeśli nawet, to i tak musieli gdzieś czatować, czekać, no nie wiem, cokolwiek - odezwał się w pewnym momencie Shuichi, kucając w tym czasie przy jednym z śladów i dotykając opuszkami palców szkarłatne kryształki lodu.
Jeżeli Sanada skupił się na badaniu otoczenia, to z pewnością najbardziej rzucające się w oczy były ślady prowadzącej w głąb zalesionej choinami doliny. Oceniając po wgnieceniach w śniegu i większych ilościach drewnianych odłamków, wozy musiały się przewalić na bok i zjechać przynajmniej kilka metrów w dół. Niewyraźne ślady krwi i wgniecenia w śniegu prowadziły jeszcze dalej. Wyjątkowe oczy czarnowłosego mogły wypatrzeć kilkadziesiąt metrów dalej większe nagromadzenie śladów, szczególnie tych krwawych.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2730
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Shikarui » 10 gru 2018, o 21:21

Cisza i spokój. Bardzo dobrze. Mówi się, że zbrodniarze lubią wracać na miejsce zbrodni, tylko nie słyszał jeszcze, dlaczego w zasadzie mieliby wracać. By napawać się zwycięstwem? By wracać do dawnych dni, w których krew zdobiła ich dłonie, podłoże wokół ich stóp? Gdzie człowiek klękał i ulegał sile wyższej tego, co stawał się jego katem? Nie podzielił się z Shuichim ploteczkami o tym, jak wroniska kraczą a lis przemyka trzy kilometry dalej pod koroną drzew. Nie było czym się dzielić, skoro nic wokół się nie działo, a do wioski leżącej w dole było jeszcze za daleko, żeby tam sięgnął. Pobojowisku zaś zamierzał przyjrzeć się swoimi własnymi, lawendowymi oczyma. Nie żeby te czerwone nie należały do niego. Chyba, że jego towarzysz wyraźnie zapytał, co widzą oczy elfa, wtedy powiedział, że… nic. Śnieg, ostre kamienie, wysoko pnące się sosny, mrowie płatków śniegu targanych przez wiatr i cienie tańczące tam, gdzie promienie nie sięgały nawet mimo przebijania się przez szarą pierzynę firmamentu.
Czarnowłosy zatrzymał się przed samym pobojowiskiem, zastanawiając się, na ile ślady zostały już zadeptane, na ile zamarzły i wiernie odwzorowywały przeszłość, a na ile kuzynka Zima postanowiła sobie z nich zadrwić i pozwolić ziemi odmarznąć jednej z nocy, by wszystko zostało starte. To wszystko zależało od tego, na ile ta wąska droga, która na pewno nie była ulubioną kogokolwiek, była uczęszczana i jak często można tutaj było spotkać żywą duszę. Idealne miejsce na zasadzkę. To się aż prosiło, Sanada sam, gdyby chciał się zaczaić na czyjeś życie, nie wyobrażałby sobie lepszego terenu. Wszedł w końcu na miejsce zbrodni, ostrożnie, badając każdy swój krok i przyglądając się każdemu ze śladów. Złamane koło, części wozu… Jaki był jednak tor jazdy? Zjechał z drogi? Jak wyglądały ślady końskich kopyt? Były mocniejsze odciski, koń wpadł w panikę? Na czym wóz się zatrzymał - i dlaczego skończył tak tragicznie? Wozy same z siebie się nie rozpadały. To wszystko było przecież zapisane w otoczeniu. Ale ślady rzeczywiście były już zatarte, cenne rzeczy rozkradzione. Pozostało się zadawalać tym, co się ma. Marne ochłapy, z których czytało się jak z wnętrzności ryb - wyczytasz tyle, ile masz wyobraźni. On jej zbyt wielkiej akurat nie miał, jeśli chodziło o rzeczy abstrakcyjne.
- Jeśli posiadali kogoś z oczami takimi, jak moje, to zastawienie pułapki nie było problemem. - Przesunął palcami po śladach wozu i narysował nimi wszystkie skały drzewa, które ich otaczały. - Mogli posiadać informacje z miejsca, z którego wóz wyjeżdżał. Albo z miejsca, do którego miał dotrzeć. Może obserwowali konkretną osobę. - Bardzo dużo gdybań, mogliby tak w nieskończoność. Stawiać swoje teorie. Tym razem Shikarui mruczał te słowa bez większej refleksji, bo, jak już zostało wspomniane - skupił się bardziej na badaniu otoczenia, niż gdybaniu, o tym, jak to w ogóle możliwe. Po co gdybać? lepiej zbadać i dowiedzieć się faktów, niż mielić jęzorem i tracić bezcennie ciepły oddech. Powietrze tutaj przeszywało swoją ostrością i kuło w płuca. - Ślady prowadzą tam. - Zatrzymał palec na dolinie i opuścił rękę, kierując się w tamtą stronę.
- Ten Jugo, który tutaj zagiął, wiadomo o nim coś? Miał wrogów, jakieś niedokończone porachunki? Coś, co mogłoby nas naprowadzić? Albo jego zleceniodawcy?
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1468
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Ichirou » 11 gru 2018, o 20:59

Wyprawa rangi C
Shikarui
29/x


Dla czarnowłosego, który brodził już w rzece krwi, okoliczna biel miała jedynie drobną, szkarłatną skazę. Zarówno on jak i syn Saki skupili się na badaniu wszelkich poszlak. Shuichi co prawda dysponował wiedzą zdobytą z relacji tego, który jako pierwszy sprawdzał miejsce napadu, jednak celowo nie dzielił się z Sanadą wszystkim, a w szczególności wnioskami. Wolał nie sugerować się przypuszczeniami swojego poprzednika i wykonać robotę od zera, ze świeżą, czystą głową.
Dłuższa analiza i przyjrzenie się konkretnym elementom pobojowiska pomogło zebrać kolejną porcję informacji. Jeżeli chodzi o same wozy - były dwa i poruszały się normalnie, czyli wzdłuż traktu. Po samych odciskach kopyt koni nie sposób się było sugerować - sama ścieżka była w tym miejscu dość mocno zadeptana, zapewne przez ludzi, którzy zbierali wszystkie pozostałości. Pewnym pozostawał jednak fakt, że wozy przewróciły się na bok w kierunku doliny. Kilka chwil obserwacji przy pomocy szkarłatnych oczu pozwoliło rozpoznać źródło tego wypadku - masa większych i mniejszych kamieni śmignęła zboczem, starając karawanę ze szlaku. Nie było to w pierwszej chwili aż tak oczywiste, ponieważ odłamki skalne stoczyły się daleko i dopiero przy pomocy teleskopowej wizji, jakieś kilkadziesiąt metrów dalej dało się wypatrzeć parę kamieni, które jako pierwsze zatrzymały się przy napotkanych drzewach lub krzewach.
Skupiając się na śladach drewnianych strzępków, łatwo było wywnioskować, że jeden ze zwalonych wozów rozbił się o napotkane drzewo, drugi zaś roztrzaskał o duży, wystający z ziemi głaz.
Kilka większych, skrytych pod śniegiem, plam krwi musiało należeć do koni.
Schodząc niżej, śladów już było niewiele. Ot, jakieś odłamki i inne elementy wozu, które poleciały dalej i pozostały w śniegu. No i mało wyraźna ścieżka oznaczona kroplami krwi, które ciągnęły się wzdłuż niej. Ktoś musiał tędy przechodzić, a raczej się czołgać. I to więcej niż jedna osoba. Ocaleli? Jeżeli tak, to musieli zginąć na wypatrzonym wcześniej pobojowisku - kilkadziesiąt kroków dalej, pod jedną z wielką choin, gdzie śladów było znacznie więcej i jeszcze więcej było krwi.
- To tutaj zostali dobici - skomentował posępnie Jūgo, jeżeli dotarli do tego miejsca.
Prócz zmrożonego szkarłatu, ubitego śniegu były jeszcze inne ślady w bliskiej okolicy obszaru śmierci poszkodowanych. Na kilku krzewach i drzewach zauważalne były bowiem zniszczenia. Kory nieco pokiereszowanych drzew były w paru miejscach pocięte przez jakieś narzędzie lub broń, które miało nie jedno, lecz wiele mniejszych ostrzy. Nie była to zwykła piła do drewna, bo ząbki lub ostrza były jednak znacznie rzadsze, ale z drugiej strony większe.
Bez wątpienia było to miejsce walki. Raczej nie trwała zbyt długo i została zakończona właśnie w tym miejscu.
- Niezbyt. Jak mówiłem, to był młody shinobi. Dōkō, świeżak, dlatego dostał z założenia w miarę proste i niewymagające zadanie. Nie był to transport złota czy cholera wie czego, tylko normalnych towarów, które ta wioska potrzebowała do normalnego funkcjonowania i którego o tej porze roku nie mogła sobie sama załatwić. A zleceniodawca? W sumie nie wiem, no ale to raczej nie jest jakaś wielka szycha. No ale racja, zatargi może mieć każdy.
Brązowowłosy mężczyzna skupił się na śladach wokół krwawego pobojowiska, jednak na ten moment nie odnalazł niczego nowego, co rzucałoby nowe światło na badaną sprawę.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2730
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Shikarui » 11 gru 2018, o 22:33

Łatwo było wyjść na zewnątrz, bo ta rzeka nie miała mulistego dna. Nie zatapiał się w niej. Potrafił się poruszać wraz z nurtem, tak było najprościej, unosić się na powierzchni i pozwalać rzece ciągnąć cię wraz ze swoim nurtem. Wtedy nie traciłeś energii na próbach przedarcia się do punktu, do którego dostać się musiałeś - ni tworzysz punktów, nie liczy się cel, a sama wędrówka. Tutaj cel był zbyt ważny, dlatego warto było poświęcić kilka chwil więcej. Płaszcz i ciepłe ubranie chroniły go przed zimnem, a chłodne serce, które uderzało bardzo rzadko, kryło przed zamarznięciem po wyłonieniu się ze szkarłatu. Żadna z myśli w tym miejscu nie mogła zranić tak, jak fizycznie zraniono ofiary tego “wypadku”.
Szedł śladami walki, odtwarzając wszystkie wydarzenia. Kamienie. Wielkie głazy mknące w dół, prosto na jadące wozy. Z tamtego pagórka napastnicy mieli idealne miejsce do obserwacji, niezależnie od tego, czy posiadali zdolności sensoryczne, czy też nie. Wszystko musiało zostać dokładnie przygotowane i wyliczone. Głazy więc poleciały w dół. Konie spanikowały. Pierwszy stanął dęba, zatrzymał wolno jadącą karawanę składającą się z dwóch powozów, nie było dokąd uciekać, ale woźnica i tak próbował skręcić, by uciekać. Nie pomyślano o to, by zeskoczyć i ratować swoje własne życie. Głazy wpadły z całym impetem na pojazdy i zwierzęta, ściągając je w dół. Te poleciały dalej, kiedy wozy rozbiły się tutaj - jeden na drzewie, drugi na innej ze skał wyrastających z ziemi. Nie było koni. Kiedy już przybyli na miejsce zbrodni pewnie tu leżały. Jedno ze zwierząt, przynajmniej jedno, chyba jeszcze dychało, krwi było za mało. Mogło zemrzeć na wykrwawienie wewnętrzne. To drugie zaś, zdaje się, zmarło na miejscu. A woźnica? Ach, jeszcze ten Doko…
- Również jestem Doko. - Zauważył. Czym była ranga tak naprawdę? Kiedy jeden z drugim nie pragnął awansu, była formalnością. Tym, na co mogłeś sobie pozwolić, twoim prestiżem. Shikarui na razie chyba nie potrzebował prestiżu, choć… awans na pewno by sporo ułatwił. Kiedy zdecyduje się, gdzie się zatrzymać, pewnie po niego sięgnie.
Poszedł dalej. Tam, gdzie przesunęli się walczący. No właśnie - ilu ich było? Tutaj ślady nie były zadeptane. Czy ciała zostały stąd zabrane przez miejscowych, żeby posprzątać teren, jak trupy koni, czy jednak przez oprawcę? Bez znaczenia, jeśli to były ciała woźnic - znaczenie miało to, czy zabrano ciało zmarłego Jugo. Wyglądało to jak typowy napad rabunkowy. Nic specjalnego. Przybliżył się do jedneg z drzew, muskając je opuszkiem palca. Jakaś broń. Tylko jaka?
- Czy te ślady odpowiadają broni, jaką nosił przy sobie zmarły Doko? Co o nich sądzisz? - Jeśli nie on, to znaczy, że napastnik. Jeden? Dwóch? Shikarui próbował się tego dowiedzieć, ale czy jedna osoba byłaby zdolna do zastawenia tego typu pułapki? Jeśli był zdolnym shinobim, to jak najbardziej. Skierował się w stronę miejsca, z którego spuszczono głazy, jeśli ten konkretny teren niczego mu nie powiedział, nie było śladów ciągnięć, nie było trupów. Nie było śladów stóp, za którymi można było powędrować w głąb lasu, bo za tym mocno zaczął się rozglądać. W lesie o wiele trudniej o zasypanie śladów przez śnieg. Cud i tak, że tyle ocalało z pobojowiska, biorąc pod uwagę, że przed kilkoma dniami padało. Może nie padało tutaj?
- Wozy zostały zepchnięte przez głazy. - Wskazał palcem tor lotu kamieni. Zdecydował się zbadać i ten teren. Może coś tam zostało? Może to z punktu początkowego zrobiono również punkt końcowy?
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1468
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Ichirou » 12 gru 2018, o 18:33

Wyprawa rangi C
Shikarui
31/x


- A ja tylko akolitą, ale dawno powinni mnie awansować - odparł z lekkim niezadowoleniem brązowowłosy. Fakt, był doświadczony zarówno życiowo jak i jako shinobi, umiejętności prezentował całkiem przyzwoite. Czegoś wciąż mu brakowało. Tym brakującym ogniwem było panowanie nad sobą i swoją klątwa, o czym Shikarui mógł się zresztą przekonać i to na własnej skórze.
- Ten młody używał raczej podstawowych broni. Kunaie, shurikeny, wiesz o co chodzi... A to? Ciężko powiedzieć, ale wygląda raczej jak jakiś unikat albo przynajmniej coś rzadkiego.
Idealne odtworzenie sytuacji nie było możliwe. Szkarłatne oczy miały wspaniałe możliwości, ale nie potrafiły patrzeć w przeszłość, a tylko to gwarantowało im ocenienie, ilu, gdzie, kiedy i jak. Dużym problemem było to, że po wydarzeniu się całego incydentu pojawili się zwykli ludzie, którzy sprzątając i zbierając wartościowe pozostałości po prostu narobili swoich śladów i zatarli część dotychczasowych. Po samych cięciach na drzewach nie sposób było określić liczby napastników, bo niby jak? Dane zniszczenia mogło wykonać zarówno kilku jak i tylko jeden, który mógł przecież pozostawiać po sobie kolejne ślady.
Przynajmniej tyle, że okoliczne zbocze porośnięte było starymi, wielkimi choinami, które w sporej części zatrzymywały na sobie opady śniegu. Trzeba przyznać, że w tej okolicy przez ostatnie dni śniegu i tak dużo nie spadło. I dobrze, bo wtedy wyłapanie czegokolwiek istotnego graniczyłoby z cudem.

Badali okoliczną dolinkę jeszcze całkiem długo, by mieć pewność, że nic nie przeoczyli. Nie pojawiły się jednak żadne nowe fakty w sprawie napadu na karawanę. Sanada więc w pewnym momencie zamiast spoglądać w dół, spojrzał w górę. Jak dotąd sprawdzali miejsce, gdzie rozgrywała się finalna część ataku na wozy. Dopiero teraz zdecydowali się sprawdzić obszar, w którym nastąpił jego sam początek.
Wrócili na trakt. Kiedy Shikarui przeczesywał czerwonymi ślepiami wzgórza, syn Saki skupił się na tym co bliżej, czyli zboczu tuż przy trakcie. Jako tako śladów na nim nie było, no ale… nie do końca.
- Spójrz, ten śnieg tutaj jest bardziej świeży. Znaczy się, puch z wierzchu tutaj nie jest tak zmrożony jak w innych miejscach. Ktoś przysypał ten pagórek, żeby zatrzeć ślady? - skomentował, wskazując na obszar, którym musiała powędrować lawina, by strącić wóz tam, gdzie wskazywały wszystkie poszlaki.
Mniej więcej w tym samym czasie czarnowłosy mógł wykryć coś, co przy nieco innej sytuacji i innych faktach nie wzbudziłoby zainteresowania. Ot, jakiś lis znajdujący się znacznie wyżej, ponad pagórkiem. Znajdował się w niedużym wyżłobieniu półki skalnej, czyli innymi słowy czymś w rodzaju płytkiej jaskini. Przybliżając wzrok do samego zwierzaka, Sanada mógł ujrzeć, że myszkuje on w jakichś rzeczach. Rzeczach stworzonych przez ludzkich - paru skrzynkach, pakunkach, pozostałościach po…. obozie? Tak. Nieopodal bowiem znajdowało się schowane pod skałą, wygasłe już ognisko.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2730
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Shikarui » 13 gru 2018, o 00:07

O proszę, nawet nie wiedział, że Shuichi był akolitą. Nic dziwnego jednak, że wyżej nie chcieli go awansować, skoro nie panował nad swoim wewnętrznym demonem. Tytuł to nie tylko przywileje, to przede wszystkim obowiązki, chyba dlatego w ogóle nie śpieszyło mu się z pokazywaniem się liderce na oczy i zdawaniem bardzo treściwych raportów. Nie to, żeby żadnych nie zdawał, mimo wszystko był na usługach klanu. Była na tym świecie tylko jedna, jedyna rzecz, która miała większe znaczenie od pieniędzy - i była to wiedza. Lubił gromadzić ją w swoich dłoniach i sprawdzać, jak się rozwija, kwitnie jak podlewany codziennie kwiat, zgodnie z zaleceniami sztukmistrza, głaszcze policzki swoimi miękkimi płatkami, pachnie przez słońce, którego ma pod dostatkiem. Nie potrzebowało dłoni - tylko jego własne dłoni i mózg, w którym mogły zapuścić korzenie. Kiedy rozwijały się one - rósł i on. Czegoś takiego potrzebował chyba ten mężczyzna. Jakiegoś drobnego ziarnka, które pozwoliłoby mu zacząć wzrastać i nie poddawać więcej dręczocej go bestii. Powodowi, dla którego jeden z nich chciał zniszczyć chakrę całego świata. Czy wraz z nią pogrzebać też wszystkich ninja, którzy wykorzystali ją do zabijania i krzywdzenia i tych, którzy korzystali z niej, by chronić i budować? Miał bardzo wiele czasu, żeby się nad tym zastanowić, a kiedy teraz spoglądał na Shuichiego, nie mógł zapomnieć o człowieku, który spełnił największe marzenie jego życia. Będziesz mnie za to przeklinać, powiedział. Owszem, przeklinał, ale tylko przez krótką chwilę. Do czasu, kiedy jego wyniszczony organizm się nie zregenerował, a jego nie było stać od tej pory na lepsze. Ten człowiek kiedyś kochał, dbał, czuł - a jedyne, co w nim teraz zostało, to popiół i pył, który porywał wiatr. Więc gdzie poniosły go skrzydła Susanoo, tam zostawał na parę chwil. Niby nieobecny, a zasiewający strach w sercach wszystkich. W jego sercu ten strach również istniał. Oblepiał go pyłem, mieszał się z krwią i zanim się obejrzał, strach zniknął, a pozostały barwne wspomnienia, krew tryskająca z gardła przyjaciela i pragnienie, żeby jeszcze raz poczuć ten sam smak na swoich zaczerwienionych wargach. Pokąsanych teraz mrozem otoczenia, wychłostanych wiatrem i nożem wszystkich słów, które przez jego gardło przepłynęły. Uświadomił sobie, że nie chciał spoglądać, jak świat upada, bo ten świat miał zbyt wiele do zaoferowania.
Chciał chyba uratować Hana.
To było dziwne uczucie lekkiego uścisku, jakby coś bardzo istotnego ciągle przeciekało mu przez palcami i bólem objawiło się dopiero teraz, kiedy do niego dotarło, że w ogóle tak jest. Wyciągnąłby ręce, a ten wiatr, to powietrze, ten mróz, nie dałby się złapać. Nie ważne, jak bardzo by się nie starał, niektórych ludzi po prostu nie dało się uratować. Innych nie dało się tak łatwo zabić.
- Pomogę ci poćwiczyć siłę woli. - Nie rzucasz słów na wiatr - nie uciekną z twojej garści. Jak uciekał ten popiół. Nie palnął tego bez zastanowienia, nie palnął głupstwa bez świadomości tego, co mówi. Był bardzo świadom. Zobowiązać się było bardzo łatwo, a jemu równie łatwo przychodziło dotrzymanie tego zobowiązania, jeśli tylko trochę się postarał. Jeśli chciał.
Taak, jakiś unikat. Unikat, który bardzo zgrabnie ciął wszystko, co weszłu mu w drogę. Najwyraźniej należał więc do napastnika, skoro młodzik używał prostych broni. Nie ważne, że jego oczy nie miały mocy odtwarzania przeszłości, miał za to po to swój umysł, by chociaż spróbować tę przeszłość odtworzyć. Och, jakim cennym byłoby kekkei genkai, które pozwalałoby widzieć zdarzenia przeszłe! O ile cenniejszym byłoby to, które pozwoliłoby zaglądać w przyszłość? Przyklęknął przy ziemi, porównując odciski. W tym punkcie stał napastnik. Nieznany wróg. Zrobił zamach bronią, które zostało uniknięte. Przy drzewie, przy którym widniało cięcie, nie było żadnej krwi. Przesunął się w bok. Następne cięcie. Wraz z nim przesuwał się jego przeciwnik. Bronił się, żadnego śladu po jutsu. Czysta walka. I jak można było tu wynioskować po cięciach, że przeciwników mogło być więcej? Bez większych problemów. Wystarczyło krok po kroku prześledzić każdy z ruchów i przekonać się, pod jakimi kątami i z jakich stron cięcia zostały wykonane. Czy są tu tylko cięcia dziwnego ostrza, po kunaiu, czy może jakieś inne? Proste ślady potrafiły zdradzić więcej, niż człowiek chciałby po sobie zostawić. Dlatego to sprawdzanie terenu chwilę trwało, ale nie gnali na złamanie karku. Lepiej spędzić tu godzinę więcej i mieć pewność, że niczego nie przegapili, niż coś przeoczyć. Dopiero po rozglądnięciu się po tym terenie, skierowali się w górę, z której zsunięto kamienie.
Zwrócił uwagę na śnieg wskazany przez Jugo. Rzeczywiście… Dlatego nikt tego nie zauważył. I gdyby nie jego oczy, pewnie i oni nie natrafiliby na ten ślad. Zaraz zaczął się więc uważnie rozglądać po okolicy, przeszukując najbliższy kilometr kawałek po kawałku, wolno obracając się wokół własnej osi, żeby na pewno nic mu nie umknęło. I nie umknął lis. Nie było w nim niczego dziwnego, gdyby nie to, że nie grzebał sobie właśnie w ziemi ani żadnej króliczej norze, a ludzkich rzeczach. Porzuconych tak po prostu, zapomnianych? Nie, to nie był nowy obóz. To było to, co z niego zostało.
- Znalazłem obóz. - Obwieścił i ruszył w tamtym kierunku, wyłączając oczy.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1468
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Ichirou » 13 gru 2018, o 21:53

Wyprawa rangi C
Shikarui
33/x


Skupili się na zupełnie innych rzeczach, jednakże oba ich tropy raczej się pokrywały. Owszem, trop świeżego śniegu nie stawiał od razu sprawy tak jasno jak to, co odnalazł Shikarui, ale bardzo prawdopodobne, że prędzej lub później (z naciskiem na później) wypatrzony przez szkarłatne oczy obóz zostałby odkryty. Shuichi nie zamierzał bowiem tak łatwo rezygnować, a i jego młodszy kompan był całkiem mocno zdeterminowany, by sprawdzić ten i tak wątpliwy sposób na odratowanie chorej Saki.
- Tam na górze? No dobra, sprawdźmy to - rzucił krótko, a potem ruszył wzdłuż pagórka. Nie był on strasznie stromy, że należało wspinać się przy użyciu czekanów, ale i tak ze względu na warstwę śniegu kontrola chakry w stopach była jak najbardziej wskazana.
Dotarcie na miejsce zajęło kilka chwil. Po pierwsze drugi teren, a po drugie dystans. Kryjówka nie była jakoś szczególnie oddalona od samego traktu, ale przed oczami wędrujących chowała się za dużą, ośnieżoną skałką.
Obóz był dosyć prowizoryczny i raczej nie było w nim żywej osoby od jakichś dwóch dni. Były tu dwa posłania ułożone z materiałów i futer, więc idąc tym tropem wyczekujących napastników było właśnie tylu, no chyba że wprowadzili rotacje i spali na zmianę.
Krąg kamyczków formujących wypalone już ognisko był niewielki, pewnie po to, by jak najbardziej zminimalizować ryzyko wykrycia przez postronnych.
Znajdowało się tu trochę rzeczy codziennego użytku, potrzebnych do przeżycia w trudnych warunkach. Jakiś metalowy, przypalony garnek, drewniana łyżka, ułamany szpadel i trochę inny większych lub większych pierdół, które same w sobie nie stanowiły kluczowych poszlak, ale dawały pewność, że sprawcy napadu musieli tutaj spędzić więcej niż zaledwie kilka godzin.
Jūgo ostrożnie podszedł do lisa, a potem nawiązał z nim kontakt. Rozmawiał z nim? Uhm, chyba tak. Sanada odebrał jedynie krótką wymianę zwierzęcych dźwięków, a potem zobaczył, jak mężczyzna wyjmuje z torby kawałek suszonego mięsa i daje go lisowi. Mały rudzielec wziął jedzenie w pyszczek i ruszył gdzieś dalej, zapewne do swojej nory.

Po dłuższym czasie badania obozowiska Shuichi przeszedł do sprawdzania otoczenia. Skoro bandyci się zwinęli, to musieli gdzieś pójść. Brązowowłosy szukał więc odpowiedzi, jaki kierunek tamci obrali.
Szkoda, że znajoma kuzynka Noc o tej porze roku budziła się bardzo wcześnie i już zaczynała zaciągać na nieboskłon zasłonę uszytą z ciemności.
- Cholera, nie widzę żadnych śladów. Zatarli je? Wrócili na trakt i po nim maszerowali? - podzielił się swoimi przemyśleniami, kiedy kucał przy krawędzi obozowiska i był zwrócony spojrzeniem w ośnieżone bezdroża.
- Znowu świeży puch! - rzucił nieco żywej po chwili, po zbadaniu opuszkami palców pobliskich warstw śniegu. To oznaczało jedno - podobną zagrywkę do tej na pagórku przy drodze, która miała ukryć ślady stóp i uniemożliwić tropienie.
- Nie mogli tego robić w nieskończoność. Znaczy się, no mogli, ale czy robili? Ech, jesteś w stanie coś wypatrzyć? - zwrócił się do chłopaka, który, owszem, mógł wzrokiem przeczesać i nawet calutką okolicę mając więcej czasu, ale przy obecnych warunkach oświetleniowych nie za wiele był w stanie wypatrzyć. Jego senninka, choć wyjątkowa, miała pewne ograniczenia.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2730
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Shikarui » 14 gru 2018, o 00:00

Dziwne. Dziwne… co to za emocje, co to za uczucia? Pierwsze ukłucie w klatce piersiowej, które zgniatało serce w pięści, puściło i pozwoliło sercu bić. Wsłuchując się w jego jednostajny rytm można było odebrać wrażenie, że ta melodia była jedną z kołysanek nuconą przez matkę do snu. Zamykasz powieki, te opatrzone długą, gęstą linią rzęs, cienie tańczą na twoich policzkach, a Luna zakrada się, pocichu i powolutku. Myślisz, że to czas chłodu i ciemności, a tu przychodzi czas, by się witać. Na spokojnie. Bo przecież w takim tercecie właśnie uderzało to serce - gładko łagodniejąc. To było na tyle dobre, że nie dość, że nie chciało się przed tym uciekać, to nie chciało się też tego zakończyć.
Nie przypatrywał się rozmowie z lisem tylko dlatego, że badał cały teren. Znał tę umiejętność Jugo - jeden z powodów, dla którego ucieczka od nich była niemal niemożliwa. Sanada nie bez powodu mieli wilki w swoim godle. Choć tak naprawdę ich oczami były zawsze ptaki drapieżne - jastrzębie i sokoły, orły i myszołowy - każde z tych stworzeń, które mogło ci zdradzić o niebo więcej, niż opowiadały twoje oczy. Przeszukał obóz, ale niczego pożytecznego w nim nie było. Może prócz informacji, że właściciele musieli
- Lis ci niczego nie zdradził? Może ptaki coś wiedzą. - Być może brzmiało to idiotycznie dla kogoś, kto nie miał pojęcia o zdolnościach tego klanu, ale dla niego było jak najbardziej sensowne. Ba! Że też nie pomyślał o tym wcześniej! Ten cenny dar Jugo kompletnie mu uleciał. Uaktywnił znów swoje oczy, podchodząc do Shuichiego, żeby spojrzeć na bezdroże i na zakryty śnieg. Powędrował oczyma za tymi śladami, uparcie śledząc każdy centrymetr - przez najbliższe możliwe pięć kilometrów, jeśli trzeba, dopóki nie znalazł czegoś konkretnego. Czegoś… właśnie - śladów stóp. Wypatrywał, ile mógł. O ile mógł cokolwiek w tych zapadających cieniach, które próbowały objąć we władanie cały wszechświat. Mogli z nim walczyć, przeciwstawiać się, ale nie mieli szansy tej walki wygrać. W końcu, jak zostało powiedziane: miał niesamowitą senninkę, ale nawet ona nie była w stanie wygrać z naturą.
- Skorzystajmy z tego miejsca i rozbijmy obóz, albo zejdźmy do wioski. W całkowitych ciemnościach i tak niczego nie znajdziemy. - Powiedział w końcu… w zależności od tego, ile znalazł i czy na niebie wisiał księżyc, czy jednak panowały całkowite cienie. Zresztą - błąkanie się po nocy po lesie nie należało do najmądrzejszych pomysłów, nawet jeśli w promieniu 5km wokół nich nie dojrzał żadnego źródła ludzkiego życia, to zwierząt było aż nadto. Nie to, żeby przy Jugo trzeba było się bać jakichkolwiek wiewiórek, czy nawet przerośniętych misiów.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1468
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Ichirou » 18 gru 2018, o 00:22

Wyprawa rangi C
Shikarui
35/x


Wydawało się, że są blisko. Znaleźli przecież obóz, z miejsca napadu wyciągnęli chyba tyle informacji, ile się tylko dało. Wciąż jednak brakowało najważniejszego - poszlak prowadzących dalej. Od paru ładnych chwil stali w martwym punkcie.
- Niezbyt. Zjawił się tu po fakcie, szukał jedzenia dla swojej gromadki - odpowiedział, potem westchnął cicho nieco niezadowolony faktem braku nowych sensownych wieści.
Shikarui próbował, nawet bardzo. Przeczesywał czerwonymi ślepiami teren kawałek po kawałeczku, jednak nieprzyjemny Pan Mrok stał tuż za jego plecami i szeptał mu do ucha, że nie ma tak łatwo. Bledziutkie światło księżyca było niewystarczające, by doszukiwanie się śladów było efektywne. Osłabiał się kontrast, a cała okolica, posypana warstewką śniegu, zlewała się w jednolity, jasnoszary kolor.

W końcu coś znalazł! Jakieś wgniecenia w śniegu. Szkoda tylko, że możliwy entuzjazm szybko ostudziły późniejsze dociekania, z których wyszło, że ślady te nie były ludzkie lecz zwierzęce.
- Wiesz, zwierzęta aż tak nie analizują kto, skąd i po co. Wykryły przybyszy którzy przyszli, mówiąc bardzo z grubsza, od zachodniej strony. To w sumie najważniejsza informacja. Poza tym, to zakłócili okoliczny spokój i spłoszyli kilka zwierząt. Siedzieli tu trochę czasu...
Prędzej lub później motywacja zaczęła słabnąć. Słabły również ich ciała, które poddane były przez calutki dzień wysiłkowi wyprawy utrzymanej w całkiem niezłym tempie. Nic więc dziwnego, że zarówno jeden jak i drugi rozmyślali o odpoczynku.
- I tak już teraz nic nie wypatrzysz. Odpocznijmy, poczekajmy do świtu. Oni i tak raczej nie spodziewają się, że ktoś jest na tropie. Ech, nie przepadam za bardzo za dużymi skupiskami ludzi. Możemy spocząć tutaj. W sumie to wziąłem kilka rzeczy, które powinny się przydać.
Shuichi był przygotowany na obozowanie w nocy. Jak to wielu innych Jugo, lubił po prostu przebywać wśród natury. Z samym noclegiem większych problemów nie był. Większych, bo nieprzyzwyczajonemu czarnowłosemu mogło doskiwrać zimno i niewygoda, ale w razie czego można było ratować się pozostawionymi futrami oraz rozpalonym, niedużym ogniskiem, nad którym syn Saki ugotował jakąś ziołową herbatkę i ogrzał suszone mięso lub jakiś inny prowiant wzięty na drogę.
Akolita zaproponował wymienną wartę, a noc ogólnie minęła względnie spokojnie. Nie wydarzyło się nic niepokojącego, choć mimo braku wydarzeń mogło się odczuwać jakiś dziwny niepokój.
Tak czy inaczej, Shuichi z samego świtu zebrał klamoty i zachęcił do wznowienia poszukiwań.
Dopiero teraz człowiek zaczyna doceniać słoneczko. Zsyłana z nieba jasność była gwarantem dobrego wglądu w okolicę. Ograniczenie do jednego z czterech kierunków geograficznych też ułatwiało sprawę.
Po jakimś czasie badanie terenu przyniosło swoje owoce. Ślady, tym razem już stóp ludzkich, widoczne na bezdrożach jakiś kilometr dalej, odbijały od traktu gdzieś w kierunku wzgórz. Były na tyle daleko, że nawet dokładny badacz w normalny sposób miałby problem z ich odnalezieniem, a z drugiej strony na tyle blisko, że warto było nimi podążyć.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2730
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Shikarui » 18 gru 2018, o 19:22

Punkt był martwy tak długo, jak długo pozwalali mu na bycie takim. Wszystko tu zależało od nich, ściany na drodze były tylko pretekstem, by postarać się bardziej i skakać wyżej, kopane doły to kolejny powód, żeby skoczyć dalej. Poszlaki nie były żywe tak długo, jak długo to oni nie nadali im życia poprzez skierowanie na nich wzroku, zdobywały uwagę żywych, więc ożywały - w dłoniach, oczach i myślach, kiedy próbowali wyobrazić sobie, jak dłonie budowały te namioty, rozpalały ogień, kontrolowany, żeby nie było widać dymu, jak przygoowywali głazy, które potem porwały wóz i… cała reszta łańcuszka. Powalone kostki domina, które szczękały ciszą.
- Nie posiadłem daru komunikowania się ze zwierzętami, więc nie wiem. - Shuichi pewnie tego nie zauważył, bo nie było okazji do zauważenia, dlatego postanowił go oświecić. Dla niego było to oczywiste, że każdy Jugo może komunikować się z krewnymi, zaś dla czarnowłosego oczywistym było, że ta umiejętność nie jest powszechna i należy do jednej z tych rzeczy, które jest bardzo trudno zrozumeć. Całe życie kręciło się wokół niego mnóstwo Jugo, a żaden z nich nie potrafił trafnie i jednoznacznie wyjaśnić, na czym zdolność polega. Być może dlatego, że zwierzęta jednak nie posiadały tak rozwiniętego mózgu jak człowiek, przez co porozumiewanie się z nimi następowało na zupełnie innym poziomie. To nie były proste słowa, które można przetłumaczyć, tylko cała rzesza zapachów, dźwięków i gestów. - Rozumiem. - Uciął krótko, dając znać, że niczego więcej w takim razie nie oczekuje po tej zdolności. Przynajmniej na chwilę obecną, bo na pewno jeszcze im się przyda.
Shikarui odpuścił dość szybko, nie dał się zwariować. Przemęczenie się i wyzucie z chakry niczego by nie zmieniło, nie wypatrzyłby przecież płatka śniegu w kupce śniegu, tak nie miał szans wypatrzeć, który śnieg wyglądał na przesypany i bardziej świeży, nie w tych warunkach. Nie wiązało się to nijak z ostudzonym entuzjazmu, bo… od początku żadnego nie było. Podchodził do większości rzeczy z dystansem, bez zbędnych emocji. Nawet jeśli z tym emocje były związane i traktował sprawę poważnie, jak każdą swoją pracę, to poniesienie jego czarnych skrzydeł na wichrze pozytywnego myślenia nie wchodziło w grę. On nie nadzieją, a mgłą malował swoje życie. Zdradliwą, przychodzącą o poranku i załamującą dźwięki i promienie światła.
Wyciągnął ze zwoju swój namiot i wszystkie przyrządy do obozowania, których nie posiadał przy sobie Shuichi. Jak widać - sam był doskonale przygotowany. Jego życie okręcało się wokół podróży i w ostatnich latach tylko na kilka miesięcy osiadł w Sogen, do czego zmusił go bardziej stan zdrowia, niż rzeczywista chęć. Wspaniale był mieć dom, wtedy czuł się szczęśliwy, pozwoliło mu się upewnić, że nie każde cztery ściany to klatka, w której spróbują cię zamknąć, ale jego duch wędrował cały czas do przodu. Zbyt długo nie mógł latać, żeby teraz sobie odpuścić. Tak więc nie były mu straszne ani warunki, ani tym bardziej mróz. Zaliczał się do tych bardziej wytrzymałych bestii, a w Karmazynowych spędził jednak większość swojego życia i to w warunkach o wiele gorszych, niż te - nawet zimy, ciężkie i długie. Nie było dla niego żadnym zaskoczeniem, że ta Pani, co tutaj tak lubiła się rządzić o tej porze roku, szarpała ścianami namiotu i próbowała wykraść całe cenne ciepło, jakie posiadał. Na szczęście on był już zajęty przez jedną panienkę - o takich samych, białych włosach, które niknęły na srebrzystym śniegu.
Zebranie się rankiem było formalnością. Zjedli śniadanie, złożyli wszystko, Shikarui zapieczętował w zwoju swoje rzeczy i ruszyli za śladami, które winowajcy próbowali ukryć. Czarnowłosy nie trzymał cały czas swoich oczu odpalonych, nauczył się już używać ich tak, by przyglądać się otoczeniu i zaraz je gasić, by oszczędzać chakrę w czasie wędrówek takich jak ta.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1468
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Ichirou » 18 gru 2018, o 22:58

Wyprawa rangi C
Shikarui
37/x


Ciemność sprzyjała wielu rzeczom, ale z pewnością nie tropieniu. Prędzej lub później wniosek nasunął się sam - wstrzymać poszukiwania. Od bezskutecznego błądzenia po omacku o wiele pożyteczniejszym było odpoczęcie i zregenerowanie sił na potrzeby zmagań kolejnego dnia.
Przystosowanie obozu do własnych potrzeb nie stanowiło żadnego problemu, szczególnie żę obaj bardzo dobrze radzili sobie w terenie. Nawet surowa zima nie była wielką przeszkodą, bo i owszem, tyłek mógł nieco przemarznąć, ale w razie czego można było ratować się ciepłem ogniska lub dodatkową warstwą futer do okrycia się.
Zgodnie z sugestią Shuichiego, wprowadzili warty. Brązowowłosy wątpił w to, że sprawcy napadu znowu się tu zjawią, ale lepiej było nie ryzykować. Zresztą, mogły się pojawić jakieś inne zagrożenia. Na całe szczęście stróżowanie okazało się niepotrzebne, bo nie stało się nic nadzwyczajnego. Jeżeli nie liczyć jednego momentu, w którym to źródłem hałasu okazały się leśne zwierzątka, to było panowała tutaj niezwykła nuda.
Kiedy jeszcze ognista gwiazda nie wychyliła się ponad horyzont, ale jej promienie nadawał już mu czerwonawe barwy, akolita zaczął pakować swoje rzeczy i zwijać obóz. Bez marnowania czasu zachęcił do wznowienia poszukiwań, które tym razem, w świetle słońca, miały już rację bytu.
Szkarłatne ślepia rejestrowały bacznie okolice, szukając jakichkolwiek śladów w śniegu. I znalazły się - jakiś kilometr dalej. W miejscu, gdzie rosło nieco więcej choin niż zazwyczaj. Po prostu w pewnym momencie gładka warstwa zimowego puchu się kończyła, tak jakby autorzy tychże odcisków stóp pojawili się tam znikąd i zaczęli swój przemarsz.
Ślady prowadziły w kierunku bezdroży i oddalały się od głównego traktu, który wcześniej przemierzała dwójka bohaterów. Wychowankowie Saki mieli przed sobą kilka kilometrów trudnej trasy przez mniejsze i większe, zaśnieżone górki. Idąc wzdłuż tropu, mogli ocenić, że przed nimi szły raczej dwie osoby. Czy to właśnie one były odpowiedzialne za napaść?
W końcu wrócili na trakt, a dokładniej rzecz biorąc na wąską, niezbyt uczęszczaną ścieżkę. Nie była to już trasa na linii górska osada - reszta świata, lecz jej odnoga. Prowadziła wgłąb lasu i wkrótce doprowadziła bohaterów do czegoś w rodzaju obozowiska drwali. Ot, kilka budynków, bardziej szop niż domów, trochę wyeksploatowanego sprzętu, no i wycięty pobliski kawałek lasu, będący obecnie łysą polaną.
Nie wyglądało na to, żeby w ostatnim czasie trwały tu jakieś prace. Być może miejsce zostało porzucone, a może czasowo wstrzymane z powodu pory roku.
Trop jednak nie kończył się tutaj, lecz ciągnął gdzieś dalej, znowu po bezdrożach. Las robił się coraz gęstszy, a wysokie choiny utrudniały dostęp mdłych promieni słońca do poziomu gruntu.
Maszerowali jeszcze trochę czasu, zapewne z paroma przystankami na ponowne odnalezienie chwilowo zagubionych śladów. Przed zwykłymi oczami malował się las, ale przed dalekosiężnymi, szkarłatnymi ślepiami ujawniło się coś więcej. I ktoś, ponieważ wyjątkowa senninka Sanady wyłapała również energię życiową należącą do ludzi.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2730
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Pasmo Górskie

Postprzez Shikarui » 21 gru 2018, o 08:19

Kiedy polowałeś na drapieżniki, musiałeś myśleć tak, jak one. Stąpać jak one. Mieć te same odciski, jakie one miały - to na umyśle, to na twoich stopach, to na twoich dłoniach. Im więcej czerwieni posiadasz, Przyjacielu, tym lepiej wśród predatorów spałeś. Ktoś, kto mógł powiedzieć, że jest Jugo, sypiał dobrze w każdej sytuacji. Ciężej zachowywało się czujność, nie pozwalało omamiać względnemu spokojowi, który bił ze starych drzew, które kołysały się i kołysały - ramiona dobrej babiczki, w której oku zabrakło ciepłego błysku. Pewnie cierpiała na to, na co my wszyscy tutaj. Pewnie do jej oka wpadł odłamek kryształu, który nie pozwolił jej na więcej ciepła, niż ciepło jej własnego ciała. Dotkniesz ją - lodowata! Jednak żywa, jednak prawdziwa i co najważniejsze - bardzo obecna w tej codzienności.
Jałowość krajobrazu Sanadzie nie przeszkadzała. Ciągle te same pnie, ciągle te same gałęzie, wciąż i bez końca pojedyncze smugi śniegu malujące się na leśnej ściółce skutej lodem. Nuda. Przynajmniej ja bym to wszystko za nudę uznała. Pierwsza, druga godzina? W porządku, zieleń lubiła sprzyjać odprężeniu, ale nie ciągłe wpatrywanie się w niby różne od siebie, a jednak takie same obrazy, które uparcie nie chciały się zmieniać. Tym było gorzej, im głębiej w las wchodzili. Shikarui jednak nudy nie odczuwał. Wspominałam już może? Miał cierpliwość oceanów. Stałe, niezmienne dla ludzkiego oka, a jednak pod jego powierzchnią zmieniał się co chwila, zupełnie tak samo, jak potrafiły się zmienić stronnictwa czarnowłosego.
Shikarui prowadził i prowadził tak, by nie gnać na złamanie karku. Nie wiedzieli, ile ich czeka wędrówki, jak daleko zawędrował ich cel. Cele. Zimne, stalowe, wykute pod zamczyskiem strzeżonym przez ognistołuskiego smoka cele, w których brzęczały łańcuchy i jęczeli więźniowie, błagając o chociaż odrobinę wody. Ten pościg z duchami nie mógł się inaczej skończyć, gdy tygrys polował na stado wilków - te wyły do księżyca i swoją wędrówkę znaczyły śladami łap. Dobrze. Wielka, tygrysia łapa z łatwością je zadeptywała, zamieniając na odcisk swoich opuszków i pazurów. W kupie ponoć siła, o strach tu było łatwo, na pewno o wiele łatwiej niż o nudę czy zniechęcenie do tego, by iść dalej. Nie był głupi, żeby ignorować tych, za którymi podążali. Ich organizmy były właśnie wystawiane na próbę wytrzymałości, a umysły na hart ducha. Dlatego też - musieli myśleć dokładnie tak samo jak te wilki, jeśli chcieli je dopaść. Nie swoimi sposobami, nie. Najlepszym sposobem na pozbycie się wroga jest uderzenie tam, gdzie najmniej się spodziewa. A oni chyba nie spodziewali się, że ktoś w końcu na ich ślad natrafi, skoro tak niechlujnie posprzątali za sobą ślady.
Do domostw zbliżyli się dość ostrożnie. Co prawda nie wyczuwał tutaj energii życiowej jakiejkolwiek istoty, ale to nie oznaczało, że nie było tu żadnych niedźwiedzich sideł czy innych pułapek, w której mogli wpaść. Lepiej zapobiegać niż leczyć. Kiedy teren okazał się być bezpieczny, odpoczęli tutaj chwilę, nim ruszyli dalej, żeby się zregenerować. Czas ich nie gonił, ale księżyc już tak. Luna nie mogła się doczekać, aż obejmie ich swoimi ramionami, niecierpliwa kochanka od siedmiu boleści, która nawet nie potrafiła w ostatnich dniach odpowiednio czule pocałować. Pozostawało jej więc zostawić pięć ryo i karteczkę z dopiskiem: żeby nie było, że za darmo. Albo zignorować jej obecność i dalej robić swoje. Do nocy mieli w zasadzie ile czasu obecnie?
Shikarui powędrował błyskawicznie spojrzeniem do osób, które wyczuł. Zwolnił i gestem dłoni nakazał zwolnienie również Jugo. Ile osób? Jak daleko? Gdzie byli dokładnie? Co mieli przy sobie? Czy to możliwe, że to ci, których szukali? Jeśli ich dogonili mogło to oznaczać tyle, że natrafili na ich kryjówkę. Albo tamci mieli więcej spraw w tej głuszy, niż ktokolwiek chciałby przyznać.
- Przed nami ktoś jest. Grupa ludzi.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1468
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Następna strona

Powrót do Daishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość