Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 29 mar 2019, o 12:39

Litość? Na litość można było liczyć tylko i wyłącznie od strony Asaki. O ile było się z tych dobrych, albo chociaż wykazywało jakąś skruchę. Rzecz jasna to drugie również miało swoje uwarunkowania. Kobieta posiadała bardzo mocny kodeks, który prowadził ją przez życie. Mimo tego, że znał ją już kawałek czasu, nadal nie potrafił powiedzieć, czy to ułatwiało jej brnięcie do przodu, czy wręcz przeciwnie. W jego mniemaniu honor i duma była drogą do zguby. Tak samo jak wszystkie inne uczucia, które przysłaniały zdrowy rozsądek. Z drugiej jednak strony widział wyraźnie, że były one niesłychanym napędem do działania. Kiedy wszystko wokół się waliło, a ty zostałeś zmieszany z błotem, wyrzucony do samego serca dzikiej puszczy - nie ważne, ile razy się potknąłeś i ile ran zebrałeś, przedzierając się z powrotem. Zawsze wstajesz. Wstajesz, bo wiesz, że od tego zależy Twoje życie. Wewnętrzne palenie pobudza i wymusza na mięśniach danie z siebie więcej niż stu procent. Więcej niż stu dwudziestu. Jeśli coś się nie udawało, nadal próbowałeś - do skutku. W końcu przecież musiałeś postawić na swoim. Oda nie miał teraz w sobie niczego wartościowego. To nie był już ten sam turkus, to nie był ten sam człowiek. Przełamany w pół, być może szok opętał jego umysł niedowierzaniem, że wszystko wydarzyło się tak szybko. Tak więc - nie, jemu nie należała się żadna litość, żadne przebaczenie. Całkiem sprytnie to sobie obmyślili, trzeba przyznać. Wyszukiwanie osób, które mogłyby na nich polować, wabienie ich w pułapki. Może właśnie takim sposobem niektórych zaciągnęli na "złą stronę mocy"? Miło tylko ze strony mężczyzny, że był taki wylewny przed nimi i wszystko im tak wyśpiewał. Czyżby żałował? Dopóki nie wypowiedział swoich następnych słów - właśnie tak można było podejrzewać.
- Nogi możesz wrzucić tutaj. - Zaproponował, podnosząc torbę, w której były zwoje. Ona również idzie z nimi, ot co. A gdyby tak doszyć jej nóżki kobiety i zastosować na niej ninjutsu, zaczęłaby chodzić sama..? Czarnowłosy ziewnął, ściągając z siebie płaszcz, żeby zakryć nim kadłubek po podniesieniu go z ziemi. O, teraz takie nie mogę, mam spanko, ciepły obiadek... Dopiero w sumie obiadek jedli, więc może - ciepła herbatka? Oo. No i to był dobry pomysł na życie. Znaczy się - byłby, gdyby nie to, że jakiś groźny, Mroczny Pan Plugastw Wszelakich czaił się na nich za zakrętem. Znudzony wyraz twarzy i ziewnięcie bardziej wynikało ze zmęczenia niż faktycznego znudzenia. Skoro strażnika nie było w siedzibie władzy nie było się czym przejmować - tak by pomyślała większość. Sanada pomyślał, jak bardzo wkurzająco byłoby gonienie takiego kmiecia po uliczkach, na którego nawet szkoda strzał i że tę robotę trzeba zostawić ninja tego miasta. Nie ma tego złego, jak to mówią - przynajmniej będą mieli ciekawy raport dla lidera. Pomieszczenia, w których było ciemno całkowicie (chyba jakieś piwnice?) go nie interesowały, jakoś nie podejrzewał, żeby ktokolwiek normalny siedział w środku dnia w zupełnej ciemnicy tak o, dla zasady. Po chakrze zaś i tak nigdy nikogo nie odróżniał, jego oczy nie były aż tak wrażliwe jak zmysły Yamanaka czy sensorów w tej kwestii. Zaś to, że było sporo osób w siedzibie? No musiało być. Na szczęście oni mieli dużo czasu, a jego oczy w kwestii przeszukiwania były szybkie i sprawne. Zwłaszcza, gdy szukał konkretów, a nie śledził dokładnie metraże otoczenia, które go nie interesowały.
- Poprowadź mnie proszę. - Zwrócił się do Asaki, wlepiając czerwone ślepia w siedzibę. Chwilę to mimo wszystko trwało. - Szukam tego strażnika. - Odwrócił w końcu spojrzenie w stronę karczmy, w której siedzieli wcześniej z Mori. By spojrzeć, jak tam Ryutaro. I czy jest tam ta dziewczyna, co go otruła. - Nie widzę tego strażnika. Pewnie już uciekł. - Tak minęła im chwilka, nim w końcu dotarli do siedziby władzy, a kolor oczu czarnowłosego wrócił do ametystowego.
Trzeba było przyznać, że reakcję chłopcy mieli tutaj dobrą. Good bois. Niczego innego nie można się było spodziewać po strażnikach w siedzibie władzy. Szturm na takową byłby chyba największym wyzwaniem podczas walki o władzę na danym terytorium.
- Prowadzimy Jashiniste z szajki mężczyzny, który jest poszukiwany w bingo booku. Oraz jego martwą współpracowniczkę. Podobno ostatnio uciekł pomimo odciętej głowy. - Sogeńczykom. Czy gdziekolwiek ten fort był. Ale ponoć uciekał od Sogen. Spojrzał na Asakę.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1542
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 29 mar 2019, o 18:07

Czym była litość? Darowaniem życia? Odebraniem go? W tej sytuacji, w stosunku do Ody, może rzeczywiście odebranie – uwolnienie go od ciężaru życia, które spadło na niego nagle i przygniotło swoją masą. A ten człowiek zupełnie się tego nie spodziewał. Jego Pan podarował mu zdolność do nie odczuwania bólu, sam tak powiedział, a jednak… Pan go okłamał. Bo skoro nie czuł bólu…To dlaczego tak bardzo chciał umrzeć? Dlaczego tak bardzo chciał, by go dobili? Dlaczego tak bardzo bał się gnicia latami w celi…? Ból bólowi nierówny. Asaka też obawiała się zamknięcia w klatce – ale to nie dlatego postępowała według swojego silnego kodeksu moralnego. To nie strach napędzał ją do działania. A to, że chciała żyć godnie. Czyli jak? Czyli tak, by na koniec móc spojrzeć w swoje odbicie w lustrze i nie żałować. Być z siebie dumną. To w żadnym stopniu nie utrudniało jej życia, nie miała takich rozterek – chociaż nie wszystko było całkowicie czarne ani całkowicie białe. Nawet ona nie była cała w jednym kolorze, a była przecież mieszaniną barw. Oda ewidentnie gdzieś się po drodze pogubił i nie mógł znieść wizji spojrzenia sobie samemu w oczy. Żałował. Godności w nim nie było za grosz. A Asaka wcale taka litościwa nie była. Seigan nie reprezentował sobą niczego i nikogo, kto na litość zasługiwał. Umywanie rączek…? Może trochę, choć białowłosej przyświecała teraz chęć wymierzenia sprawiedliwości. A Hyuga doskonale wiedzieli, z czym to się je. Poza tym, Oda w tym momencie bardziej przyda im się żywy. Zwłaszcza jako dowód rzeczowy, który choć miał przebite nogi – poruszał się jak gdyby nigdy nic. Rzeczywiście plan był niezły. I wygląda na to, że było dokładnie tak, jak mówili między sobą, gdy oddalili się z miejsca, w którym Oda werbował – że może to nawet lepiej, że tak wyszło. Przynajmniej nie dali się wciągnąć w pułapkę.
- Daj – co prawda nóg do torby wrzucać nie zamierzała, ale wzięła ją od męża nie bez powodu.
Martwy kadłub ciała owleczony w warstwę kryształu najlżejszy nie był. A Sanada był zmęczony – i choć tego nie pokazywał po sobie, to Asaka wiedziała bardzo dobrze, jak ta klątwa, która została na niego nałożona, wpływa na Shikaruia. Jak za chwilowe wzmocnienie jego zdolności fizycznych (i nie tylko), płaci później wyczerpaniem. A Asaka nawet się nie zdążyła zmachać, w końcu tylko stała na dachu i sterowała kryształem. W razie potrzeby gotowa się była zamienić i wziąć na siebie większy ciężar, byle tylko ulżyć czarnowłosemu. Natomiast Odzie kazała iść przed nimi, ostrzegając, by nie robił numerów, bo inaczej też straci nóżki – w końcu wybuchowa notka magicznie nie zniknęła, tak samo jak nie pofatygowali się by wyciągnąć mu z nóg te strzały… A ręce miał przyblokowane. Musieli wyglądać komicznie, gdy szli tak przez osadę, kierując się do siedziby tutejszej władzy, ale Asaka niezbyt się tym przejmowała. Nadstawiła za to ramię, by Shikarui mógł się ewentualnie złapać, bądź sama go za rękę trzymała, prowadząc uliczką w pożądaną stronę, uważając, by się nie potknął o jakiś wystający kamień, albo o własne nogi. Wyglądało to trochę, jakby prowadziła ze sobą osobę niewidomą, ale nic bardziej mylnego – wszak było dokładnie na odwrót.
W końcu znaleźli się u celu. I chyba nie tego Asaka spodziewała się po posiadaczach Białego Oka; Koseki Kazuo chyba by ryknął i pierdyknął łapą w ścianę, widząc takie zamieszanie i oczekiwanie pod siedzibą, zamiast ujęcie kogoś, kto zachowuje się podejrzanie. Bo przywitanie, jakie im zgotowano, niemalże z defiladą powitalną przy wejściu, wyglądało właśnie mniej więcej tak – jakby czekali na jakichś przestępców. Ale zachowała to dla siebie.
- To Oda Seigan, przedstawiający się jako łowca nukeninów. Chciał dzisiaj nas zwerbować do wytropienia i wyeliminowania groźnego wyznawcy Jashina, który podobno zaszył się na terenie Kyuzo i zmierza z Sogen do Daishi – oto, co ma to wszystko znaczyć. Oto, kim był ten człowiek. - Niestety okazało się, że to tylko podstęp i pułapka by wytropić ludzi nieprzychylnych temu Jashiniście. A łowca okazał się jego poplecznikiem. Zresztą spójrzcie sami. Nogi poprzebijane, a ten nawet się nie krzywi z bólu. Podobno tutaj, w Shirio-iwie, była ich czwórka. Mamy rysopis jednej z osób, oprócz tej dwójki – to był dobry moment, żeby zacząć gadać i pokazać, że nie jest się przeciwko rodowi Hyuga. A jeśli chcieli coś więcej, jeśli chcieli zobaczyć rysopis czy szczątki tamtej kobiety to… lepiej nie na ulicy. - Jestem Akoraito rodu Koseki. Sanada Asaka, a to mój mąż Shikarui – dodała jeszcze na koniec, chcąc podkreślić, że nie mają absolutnie żadnych złych zamiarów.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1009
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Jun'ichi » 30 mar 2019, o 00:10

Jako młody mężczyzna, bo już z pewnością nie dziecko, Jun powinien lepiej rozumieć ukryte znaczenia słów lidera klanu. Niestety lata spędzone w odosobnieniu oraz odtrąceniu sprawiły, że te zdolności nie były jego mocną stroną dlatego wciąż stał lekko spięty nawet po spokojnej i delikatnie żartobliwej odpowiedzi Reiko-samy. Kiedy z jego ust padły słowa niejakiej Kyoko, młody kaleka poczuł jakby właśnie miano mu przekazać wiedzę skrywaną przez pokolenia - najpewniej sama rozmowa z liderem klanu miała na niego taki wpływ i zwyczajnie nie wiedział nawet o tym, że nawet on jest człowiekiem, z którym można normalnie i spokojnie porozmawiać. Po chwili ciszy chłopak kiwnął głową , bo chyba faktycznie rozumiał przekaz płynący z tych mądrych słów. Wszystkie jego dotychczasowe misje miały swoje mocniejsze i słabsze strony, jednak zawsze starał się nadrabiać niedociągnięcia, uczyć się na własnych błędach. Zapewne tak miało być też w przypadku ostatniej misji i straty Enkiego. Teraz kaleka wiedział, że następnym razem musi uczynić wszystko by uniknąć takich ofiar, by wrócić ze wszystkimi towarzyszami i móc z dumą oznajmić przed liderem, że podążał za jego mądrością i wykorzystał ją w słusznej sprawie.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć po swoim krótkim namyśle, Reiko-sama zaczął znowu mówić, a grzeczny Jun pokornie wsłuchiwał się w każde jego słowo niczym w najświętsze wersety, które miałyby zbawić cały świat. Kiedy zaś smukły mężczyzna zaczął zbliżać się do niego, wyprostował się jeszcze bardziej, napiął niczym struna i wbił spojrzenie prosto w równie białe ślepia lidera.
Przez chwilę usta Reiko-samy zdawały się poruszać bez wydawania żadnego dźwięku, ale w rzeczywistości Jun wyłapał dokładnie każde słowo. Były one jednak dla niego tak wielkim szokiem, że umysł zdawał się je zwyczajnie odtrącać. Dopiero gdy usta mężczyzny wykrzywiły się w delikatnym, szczerym uśmiechu, chłopiec powrócił do rzeczywistości.
Ja... ja... - wydusił z siebie po czym zastygł na moment z lekko rozwartymi ustami. W jego głowie działy się przedziwne rzeczy; radość mieszała się ze zdziwieniem, niedowierzaniem, ale również z niepokojem i nawet złością.
Akoraito? Zwykły opiekun Dojo miały piastować ten sam tytuł co inni, szanowani członkowie rodu? Jak musieliby się oni poczuć, gdyby usłyszeli o kalece, który pozwolił zginąć jednemu z nich, a następnie został uhonorowany takim zaszczytem? - te myśli przebrnęły przez głowę chłopca niczym burza i równie szybko zniknęły bo nie można było przecież stać niczym słup soli przez cały dzień, zwłaszcza gdy na wyciągnięcie ręki stał lider oczekujący odpowiedzi.
Reiko-sama... - kaleka usunął się na jedno kolano i spuścił wzrok na ziemię.
Zrobię wszystko by chronić rodzinę, jej sekrety, oddam życie za jej członków z uśmiechem na ustach oraz wyrwę język temu, kto ośmieli się powiedzieć złe słowo o rodzie Hyuga. - po tych słowach chłopiec nie mógł powstrzymać się od nadmiernie głośnego przełknięcia śliny, która z trudem przedostała się przez zaciśnięte gardło.
Nie robię tego jednak dla tytułów, nie oczekuję też tego że klan kiedykolwiek uzna mnie za równego sobie. Twoja uprzejmość oraz szczery uśmiech jest jednak dla mnie niczym cudowne lekarstwo, dzięki któremu jestem w stanie wymazać wszelkie zło jakiego doświadczyłem w tej osadzie i to w zupełności mi wystarczy. Nie ma powodu, by wśród rodziny zapanowała niezgoda z mojego powodu, bo pewnym jest że taki awans spotkałby się z wieloma głosami potępienia. Pragnę tylko być użytecznym, jednak pozostawanie w cieniu jest najlepszym co mogę zrobić dla rodziny. Dobrze wiesz też Reiko-sama, że to będzie najlepsze dla mnie.
Chętnie poprowadzę misję (D / C / B)
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) Sagisa & Akashi - C
2) Mai - C
3) -
4) -



Obrazek


I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1226
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hitsukejin Shiga » 31 mar 2019, o 15:44


BIały królik.
Misja Państwa Sanada rangą B.
57/67


Najdelikatniej byłoby skwitować, że strażnicy nie wyglądali na przekonanych. Była ich czwórka, choć, jeśli by przed nimi Shikarui nie wyłączył swych magicznych oczu - dostrzegłby, że w samej siedzibie w pełnej gotowości jest ich więcej. I naprawdę są gotowi na wszystko. Zwłaszcza, że to co zastali nieco zbiło ich z tropu. Pozwolimy sobie więc może to podsumować? Przed nimi stoi chłopak ciut poplamiony krwią, po tym jak wbił broń w gardło swojej przeciwniczki którą wykończył. Tej przeciwniczki, którą w dwóch częściach mają teraz ze sobą. Strażnicy widzą coś w torbie na zwoje, prócz samych zwojów oczywiście. Widzą też zamknięte w krysztale prawie humanoidalne gabarytami coś... I kobietę. I niby tutaj spoko, można zakończyć temat... Ale przed nimi jest także potężny jak szafa trzydzwiowa chłop. Z jego nóg sterczą strzały z notkami - dookoła których to strzał nie ma ran, jakby skóra dookoła nich zarosła lub ktoś doczepił te strzały na klej, a on sam porusza się nie przejmując się tymi strzałami - które normalnego człowieka prawdopobodnie by sparaliżowały. A ręce ma porośnięte kryształem. Znają możłiwości Kosekich, w końcu sąsiedzi, ale co, jak, kto, czemu...

A dalej będzie tylko śmieszniej. Bo jakby sama prezencja była tutaj niewystarczającym spektaklem, mającym już siedmiu aktorów (siedmiu i pół, praktycznie), a także rosnącą widownie. Bo nie da się ukryć, że gapie, trzymający się w rozsądnej i bezpiecznej odległości, byli zaciekawieni.
-W naszej osadzie nie ma wystawionego listu gończego za żadnym Jashinistą. A globalnie... Musiałbym sprawdzić. Aczkolwiek, można uznać, w pewnym stopniu, że coś z waszych słow może być prawdą. - Mężczyzna o białych oczach, typowych dla Hyuuga, wskazał palcem swoje gałki oczne.
-Była u nas pomocnica karczmarza, poinformować, że w wiosce jest Jashinista. Namawiał ją do porzucenia życia w biedzie i obiecywał lepszy świat. A o nim też słyszeliśmy. Jego przedstawienie na głównym placu nie uszło naszej uwadze, mieliśmy cały czas go na oku. Cały czas. Nie mieliście możliwości opuszczenia wioski, dlatego dobrze, że sami się zgłosiliście.- Mężczyzna podniósł dłoń. Inni zacisnęli mocniej dłonie na swojej broni.
- Strażnicy byli świadkiem waszego śledzenia tegoż mężczyzny, jego obcowania z kobietą w zaułku, jak i waszego ATAKU I MORDERSTWA na nich. Niesprowokowani w żaden sposób pierwsi zaatakowaliście i uśmierciliście próbującą uciekać kobietę. Będę wdzięczny, jeśli odłożycie broń i dacie się związać, byśmy mogli was przesłuchać. Z naszych obserwacji wynika, że to wy jesteście tutaj złoczyńcami... A nie chcemy robić rozlewu krwi na oczach mieszkańców, prawda? Plus pewnie lider Koseki nie byłby pocieszony gdyby jego rodaczka straciła życie w tak głupi sposób. - Strażnik spojrzał najpierw na kryształ, potem na Asakę.
-Widzę, że nie przejmuje się ranami. Ale widzę, że jego rany są zagojone. To wszystko wygląda na bardzo skomplikowany podstęp. Dlaczego miałby chcieć wyeliminować Jashinistę skoro waszym zdaniem dla niego pracuje? I dlaczego skoro uważacie, ze jest sługą kultusty was nie zaatakował... Tylko... wy jego? - Widać było w stu procentach, że straż tego nie kupuje. Opuścił dłoń.
Jeśli wszystko pójdzie gładko, cała trojka zostanie całkowicie rozbrojona i odprowadzona - pojedyńczo - do celi pełniących rolę pokojów przesłuchań w budynku obok siedziby władzy w Shiro-iwie, miejsca rojącego się od straży niczym mrowisko.

Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 31 mar 2019, o 18:23

Była ich w zasadzie szóstka. Tych nieprzekonanych, a nie strażników. Kolejni, co im chyba cegłówka spadła na łeb, ale starali się przy tym trzymać fason i robić jak najlepsze wrażenie. Właśnie - dalej miało być tylko śmieszniej. Bo czarnowłosy bardzo chciał ich potraktować poważnie, ale... jak? Skoro łgali w żywe oczy? Jedyne logiczne wytłumaczeni - no ci kurwa też byli w zmowie z Jashinistami, jak nic! Bo co to miała być za ściema?
- List gończy wystawiono w Sogen. Jestem przedstawicielem rodu Uchiha. - Uprzejmie poinformował strażnika, który chciał sprawdzać globalne listy. Cokolwiek miało znaczyć to "coś ze słów mogło być prawdą". Sanada zamrugał, a jego mózg powoli się wyłączał, wyczuwając, że zbliża się coś równie nudnego jak plątanie się w zeznaniach Ody, którego tutaj przyprowadzili. Fakt, że nie mieli możliwości opuszczenia wioski był, zdaje się, jakąś podszytą groźbą? Nie wiedział, co to miało być, ale było pierwszą ściemą. Drugim już w zasadzie zaognieniem. Ooo, niemal czuł żar, jaki rozpalał się już w sercu Asaki. Buzował z niej i pewnie tylko fakt, że prezentowała aktualnie swój ród, powstrzymywał ją przed przypierdzieleniem temu lunatykowi, który chyba był tutaj dowódcą (wtf, kto mu dał tę posadę? i to w siedzibie władzy?) prosto w mordę. Wachlarzem, rzecz jasna. Oj posypałyby się ząbki. Jeden, drugi, trzeci... roztrzaskiwane na ziemi jak groty strzał sypane prosto na bruk. Prosto pod nogi. - Ta dziewczyna prawdopodobnie otruła w karczmie na rynku shinobiego imieniem Ryutaro. - Uuu, Jashinista obiecujący nowy, lepszy świat? Taki Jashinista-pacyfista. Morduję tylko złych, więc jestem w sumie dobry. Składam ofiary ze złych, więc cieszę się łaską swego Pana, ale sam jestem zły. Nie żeby on to oceniał - miał na to wyjebane po całości. Gdyby miał wybierać między życiem jako Jashinista a śmiercią to oczywiście, że wybrałby to pierwsze.
- Kłamią. Nikt nas nie obserwował. Nie było też świadków. - Powiedział do Asaki, by miała świadomość, że nic takiego nie miało miejsca. Sprawdzał to wielokrotnie i bardzo tego pilnował - zarówno przed samą walką jak i po. Jego ton był spokojny i zblazowany - jak zazwyczaj. Ziewnął. Kolejny raz. Tym razem już jednak ze znudzenia. Miał anielską cierpliwość i nie przeszkadzało mu całe to przedstawienie, jakie było tutaj tworzone, mogli sobie tak rozmawiać. Nie ma sprawy. Gotowość strażników służących pod białookimi sprawiła, że oparł swój łokieć na rękojeści miecza w pozycji, która ułatwiała błyskawiczne sięgnięcie po niego. Rozluźnił mięśnie, by być gotowym do skoku, uskoku. Uniku w każdym kierunku. Nie robiłby tego, gdyby miał pewność, że ma do czynienia z prawdziwymi strażnikami, ale tutaj można było dostać świra. Chyba jednak odradzi liderowi Koseki przymierze z tym klanem. Mieli zerową kontrolę nad swoim terenem i jeszcze jakichś pojebanych ludzi na służbie. Oczekiwał po nich wszystkiego, tylko nie standardowego zachowania.
- Ze względu na fakt, iż Asaka jest przedstawicielką sojuszniczego rodu, oraz tego, że w szeregach straży jest szpieg grupy, którą zamierzamy rozbroić, nie dojdzie do żadnego rozbrojenia. - Chyba pojebało totalnie tego kolesia. Dlatego właśnie współpraca z prawymi obywatelami była taka nieznośna. Mogli tam zostawić trupy i po prostu wypierdolić z miasta, nie byłoby po nich ani widu ani słychu. Tylko mętne wspomnienie dwójki ninja, którzy prawie podjęli się pracy dla dobra miasta.
P.S. a w torbie nie było niczego poza zwojami.
- Zamierzał zaatakować. Szykowali na nas zasadzkę, tak jak na wspomnianego Ryutaro, który chciał na nich zapolować. I nie chce wyeliminować swojego Pana. Szukał osób, które mogłyby mu zagrozić, by ich eliminować. Zresztą pytajcie się jego. Jeśli nie zamierzacie za tę dwójkę zapłacić to zostają z nami, odprowadzę ich do Sogen, skąd przybyli. Jako że macie dowód, że jest to Jashinista, to chyba nie problem? - Dziwne pytania zadawał ten strażnik. Ale to wynikało właśnie z tego, że ta obserwacja była ściemą. A Shikarui? Hmph.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1542
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Koala » 31 mar 2019, o 19:00

Mężczyzna śledził emocje malujące się w twoich oczach. Przepływały przez twoje ciało, obmywały tęczówki jak stosowane fale obmywają brzeg morza. Powiedziałbyś, że mają nikły wpływ - a jednak każda z nich coś ze sobą przynosiła. Każda również coś odbierała. Złota zasada wymiany - tylko czy równej? W przyrodzie nic nie ginie. A czy w człowieku jest w stanie zaginąć wszystko?
Gdybyś tylko miał uniesioną głowę, widziałbyś zdziwienie, gdy nagle opadłeś na ziemię. Manifestacja swojego uniżenia, swojej pokory. Przebacz mi Panie, tak wiele grzechów popełniłem..! Nie było takiej potrzeby. Nikt tu nie grzeszył. Nie było winnych i niewinnych, których trzeba było skazać na stracenie. Była tylko propozycja, która miała zostać odrzucona. Dlaczego? Ze strachu? Z obawy o to, że decyzja lidera mogłaby być zbyt śmiała z uwagi na twoje pochodzenie? Była śmiała. Zdawał sobie z tego sprawę chyba lepiej niż ty sam. Tobie, jako pokornemu słudze, przystoiło jedynie odebrać swoje bibelociki i odejść do domu. Zmówić paciorek, podziękować bozi za odrobinę pomyślności w niepomyślnych czasach.
- Ród Hyuga od lat akceptował podziały społeczne. Są Ci, którzy nie zaakceptują mojego wyboru, ale tak długo, jak długo posiadasz limit krwi Byakugana, tak długo jesteś Hyuga. A każdy Hyuga powinien chodzić dumnie wyprostowany i sięgać po gwiazdy, które znajdzie na niebie. Twoje zwątpienie w mój brak zdolności osądu sytuacji jest bardzo zgubny. Oczekujesz ode mnie zaufania, nie dając tego samego w zamian? - Mężczyzna odwrócił się do ciebie plecami tylko po to, by wrócić na swoje miejsce za stołem. - Szanuję jednak Twoją decyzję. Jeśli to wszystko, możesz iść.

Kod: Zaznacz cały
[color=#FF8080][b]Lider[/b][/color]
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 806
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 31 mar 2019, o 20:28

Rzeczywiście – im dalej w las, tym więcej drzew. Takich przyrośniętych do stołeczków w Siedzibie Władzy – bo oto podobno byli cały czas pod ścisłą obserwacją, a jednak nikt palcem nie kiwnął, by po nich ruszyć, skoro tak bardzo naruszają prawo. I nagle nie mogliby wyjść z miasta? Dobre. Czterech strażników pofatygowało się do wyjścia przed Siedzibę Władzy by czekać na wielkich i złych rozbójników, którzy sami grzecznie do nich szli załatwić sprawę tak jak należy, a cała obstawa kryła się w środku. Łącznie z miłą panią z recepcji, kierującą zainteresowanych ludzi w odpowiednie miejsca w budynku. Śmieszne. No po prostu śmieszne. Oczy Asaki z każdym słowem (należałoby dodać, że w jej mniemaniu niedorzecznym słowem) jednego ze strażników, prawdopodobnie ich lidera, robiły się duże jak monety ryo. A potem coraz większe, bo wręcz nie wierzyła w to, co słyszy.
Skoro Hyuga mieli wszystko na oku, to zapewne i na słuchu, prawda? Przedstawienie Ody nie trwało przecież krótkiej chwili, bo zaczęło się na dużo przed tym, nim Asaka zdążyła zamówić dla siebie i Shikiego ramen – a ten zdążono przygotować, zdążyli go zjeść i dopiero wtedy wyszli z gospody by zobaczyć zamieszanie. Strażnicy Hyuga na pewno mieli więc czas by być tam przed nimi i przysłuchiwać się z pierwszej ręki temu, co się tam działo. W tym i wyryczanego w złości przez Odę do nich rysopisu czterech podejrzanych przez niego osób – choć wcześniej twierdził, że żadnego rysopisu to on nie posiada. I z pewnością owi strażnicy, tak samo jak Asaka z Shikaruiem, zobaczyli, że coś tu nie gra, skoro widzieli, że mężczyzna podający się za łowcę nukeninów (a listem gończym za tamtym Jashinistą to machał w tamtym zbiegowisku na pewno więcej niż raz, więc nie była to żadna ściema…), po małej kłótni z państwem Sanada udał się na numerek do prostytutki wyglądającej wypisz-wymaluj jak w podanym przez niego rysopisie. I to był powód, dla którego Shikarui zaatakował, a Asaka wiedziała o tym, gdy sama przyjrzała się kobiecie stojąc na dachu. Nic nie działo się tutaj bez powodu. Pomijając, że kobieta chciała uciec z tą arcy-ważną torbą, którą teraz białowłosa miała na ramieniu, i w której znajdował się zwój z rysopisem jednego ze strażników. Którego już tutaj nie było.
- Właściwie to listy gończe faktycznie były globalne. Wystawione przez kilka prowincji, w tym przez kraje kupieckie – dodała do słów fiołkowookiego gdzieś po drodze, gdy poinformował ich o tym fakcie.
A dalej można się było tylko śmiać. Jakieś rozbrajanie, cuda na kiju. Gdyby faktycznie ich obserwowano, to wiedzieliby, że Asaka nie wyciągnęła podczas całej walki broni. Ani pół broni. Nie złożyła też żadnej pieczęci. Oczywiście, mogła im oddać cały swój arsenał, ale tak na dobrą sprawę, to nie potrzebowała go do absolutnie niczego. Była bronią samą w sobie i nie potrzebowała do tego rąk. Mogli więc ją związywać i… co to komu da? Jakby chciała, to i tak mogłaby ich skrzywdzić – a nie chciała, dlatego przyszli tutaj ze wszystkim co mieli i wiedzieli, by w jakiś sposób rozwiązać sprawę. No a potem…
Potem już nie wytrzymała i po prostu parsknęła śmiechem.
- To jakiś żart? – na początku była zszokowana. Potem, zgodnie z przypuszczeniami Shikiego, zaczęło się w niej gotować. Na sam koniec zaś można było gdzieś na skraju wyobraźni usłyszeć świst opadających witek – bo w Asace, w środeczku, coś chyba właśnie umarło. I nie było to żadne nienarodzone dziecko, a po prostu nadzieja na to, że rozmawiają z kompetentnymi ludźmi. Bo nie rozmawiali z takimi. Może tam w środku, w Siedzibie, znajdował się ktoś, kto ma choć trochę więcej oleju w głowie i zobaczy, że nic tu się do kupy nie trzymało, i właśnie się temu absurdowi przysłuchiwał? - Skoro byliśmy obserwowani, to musieliście widzieć, jak Shikarui wystrzelił dwie strzały. Które wbiły się w nogi tego oto mężczyzny. A skoro tak, musicie wiedzieć, że nie są one żadnym podstępem, a rzeczywistą sprawą. Z tego co dzisiaj zrozumiałam, wyznawcy Jashina mają jakąś przyspieszoną regenerację, a niektórzy żyją nawet z odciętą głową, tak jak ten, za który wystawione są listy gończe. Więc co jest takiego dziwnego, że rany wokół strzał się zagoiły? To chyba wystarczający dowód na to, że ten tutaj trzyma z poszukiwanym? - Asaka nie zrobiła żadnego gwałtownego ruchu. Właściwie to nie wykonała absolutnie żadnego ruchu – w tym też takiego, który miałby świadczyć o tym, że składa swoją broń. Bo nie zamierzała jej składać. - A nie zaatakował nas, bo nie spodziewał się, że go obserwujemy, to przecież proste. A później zwyczajnie nie zdążył. Przecież to widzieliście.
Nah. Miała już pewność, że nic nie widzieli. Shikarui to potwierdził swoimi słowami, wiedziała jak był ostrożny i że zawsze sprawdzał wszystko dziesięć razy, w przeciwieństwie od niej, ale no cóż… No nie trzymało się kupy. Zupełnie jak w rozmowie z Odą, gdy próbował ich „zwerbować” – czyli innymi słowy wciągnąć w pułapkę. O czym też powiedziała wcześniej, a Shikarui musiał powtórzyć, bo najwyraźniej rozmawiali z głuchym. Albo przynajmniej z kimś, kto sobie słyszał to, co chciał słyszeć.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1009
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Jun'ichi » 1 kwi 2019, o 19:43

Pierwszy raz Jun'ichi był tak rozdarty i zarazem wystraszony tego co może się lada moment wydarzyć. Z jednej strony chyba rozumiał czemu lider chciał go awansować, mogło to pokazać jak dobrym jest człowiekiem i jak wspaniały jest klan, który nie uniża nawet komuś takiemu jak kaleki opiekun Dojo. Z drugiej jednak chłopak aż nazbyt dobrze wiedział jaki jest świat realny, jakie są spojrzenia ludzi, jak bolesne potrafią być ich słowa, którymi teoretycznie nie ma potrzeby się przejmować.
Kiedy Reiko-sama zarzucił mu brak wiary, chłopak poczuł jak gdyby dostał solidnego liścia w twarz. Ponownie przełknął ślinę nie wiedząc czy powinien zaprotestować i wyjaśnić swoje intencje raz jeszcze, czy może teraz pozostało mu już tylko wyjść i czekać na list, w którym Reiko-sama wygna go z osady.
Ciągle będąc na jednym kolanie, kaleka spuścił wzrok i wziął głęboki oddech licząc na to, że pozwoli mu to oczyścić umysł i podjąć właściwą decyzję. Niestety życie to nie cholerna bajka i nic nie przychodzi tak łatwo, dlatego po kilku sekundach milczenia Jun wreszcie wstał na równe nogi i skłonił się pokornie.
Nawet przez moment nie zwątpiłem w pański osąd, Reiko-sama. Wolę jednak pozostać opiekunem Dojo do końca swych dni, niż dać innym powód do negowania pana decyzji. Bardzo dziękuję za poświęcony czas. - po tych słowach Jun jeszcze przez moment trwał w ukłonie. Chciał wydusić z siebie coś jeszcze, jednak wiedział że podejmuje słuszną decyzję, która nie ma na celu uchronić tylko jego, ale przede wszystkim dobre imię lidera i klanu, w którym nie powinno być niezgody zwłaszcza z powodu kogoś tak nieznaczącego jak opiekun Dojo.
Wreszcie nogi zaczęły współpracować z resztą ciała i chłopak powoli skierował się w stronę wyjścia z gabinetu. Nie spodziewał się, że wizyta w której pokładał tak wielkie nadzieje przyprawi go o jeszcze większe zmartwienia. Teraz wprawdzie nie obwiniał się już tak bardzo za śmierć Enkiego, był jednak niesamowicie zawiedziony samym sobą oraz tym jak potoczyła się jego pierwsza i ostatnia rozmowa z najważniejszą osobistością w całym klanie.
Chętnie poprowadzę misję (D / C / B)
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) Sagisa & Akashi - C
2) Mai - C
3) -
4) -



Obrazek


I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1226
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Siedziba władzy

Postprzez Murai » 3 kwi 2019, o 00:09

BIały królik.
Misja Państwa Sanada B.
60/67


Ciężko było nie zauważyć absurdu sytuacji rozgrywającej się od jakiegoś czasu. Właściwie wszystko co tylko się dało było w jakiś sposób wypaczone, nielogiczne. Pozbawione sensu i jakiegokolwiek powiązania z innymi, równie bezsensownymi sytuacjami. Owszem, Jashiniści byli wspólnym czynnikiem. Ale nadal podejmowane przez nich akcje mające na celu... no właśnie, co miały na celu? Przede wszystkim, drogą czystej logiki, powinni zapewnić sobie bezpieczeństwo i wyeliminować zagrożenie. Zagrożenie którym byli Asaka i Shikarui.
Strona dominująca w tym konflikcie zdecydowanie mogła się poczuć wyżej. Ich pozycja była znacznie stabilniejsza jako pełnoprawnych strażników porządku, strażników Siedziby Władzy. Do której dwójka agresorów przyniosła dziwkę i łowcę nukeninów, którzy zgodnie z prawem uprawiali stosunek pomiędzy uliczkami. Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało, to oni mieli przewagę.
- Sprawdzić listę globalnych poszukiwanych! Yoroi, rusz tyłek! - rzekł mężczyzna do jednego z pozostałych strażników. Ten, lekko się wahając, zdecydował się na wykonanie rozkazu swojego przełożonego. Potwierdzenie argumentu użytego przez oskarżonego? To chyba podchodziło pod próbę rzetelnego wykonania swojego obowiązku. Mężczyzna zwany Yoroim sięgnął do kieszeni po książkę Bingo w swojej sakwie przy pasie i zaczął stopniowo przeglądać stronę za stroną. Główny oskarżający miał dzięki temu czas na uwzględnienie reszty argumentów.

- Szykowali na was zasadzkę ryćkając się ze sobą? Wasze zeznania nie są zbyt wiarygodne w świetle owych nieścisłości. Niestety brak poddania się pod kontrolę i konfiskatę uzbrojenia będę musiał potraktować jako bezpośrednie stawianie oporu. Ostatnie ostrzeżenie z mojej strony, pięć sekund na poddanie się albo strzelamy. - mężczyzna ponownie uniósł rękę, a trzymający ich na muszce ponownie przystąpili do celowania. Pochwycony przez duet nie ruszył się ani trochę, a na jego twarzy pojawił się lekki grymas. Niezadowolenie. Które kilka chwil później przerodziło się w autentyczne zaskoczenie.
- Moglibyście wyjaśnić mi szczegóły tej sytuacji? - Hyūga Reiko pojawił się w wejściu do siedziby. Jego pytanie nie było zadane tylko i wyłącznie do Asaki i Shikaruia, ale do wszystkich tutaj obecnych. A w szczególności do mężczyzny który jeszcze chwilę temu miał ich wszystkich rozstrzelać jednym rozkazem. Białe oczy Reiko były aktywne, a widoczne żyły pod skórą delikatnie pulsowały. Pomimo tej niewielkiej skazy na ogólnej aparycji, mężczyzna pozostawał skupiony i spokojny. Rozglądnął się po wszystkich, szczególnie dużo czasu poświęcając duetowi Sanada.
- Reiko-dono - mężczyzna skłonił głowę w obliczu najważniejszej persony w osadzie. Ci trzymający na muszce Shikaruia i Asakę nawet nie drgnęli, nawet nie zmienili celu swojego wzroku. - ta dwójka przyszła deklarując złapanie podwładnego nukenina-Jashinisty i jego towarzyszki. W naszych spisach prowincji żaden takowy człowiek nie figuruje. Jedna z nich przedstawiła się jako podwładna Shirei-kana rodu Koseki, Sanada Asaka. Obydwoje odmówili poddania się i konfiskaty broni. - rzekł mężczyzna, w dużym skrócie opisując całą sytuację. Oczy jego powróciły do normalnego stanu, widząc brak zagrożenia. Co... w gruncie rzeczy nie było oczywiste, przecież nie chcieli się poddać. W każdym momencie mogli się nawet na Shirei-kana rzucić. Graniczyłoby to z głupotą, owszem... ale w ciągu ostatnich kilku godzin głupota była najmniejszym absurdem na jaki trafili.
- Właściwie to w spisie globalnym znajduje się kilku wyznawców Jashina. - rzekł Yoroi cicho. Jego słowa były niczym zrzucone kowadło na głowę jego pełnomocnika. Nie umknęło to uwadze pełnomocnika jego pełnomocnika, czyli Reiko własnie. Shirei-kan przymrużył nieco oczy, szybko przenosząc wzrok ze strażników na pochwyconych.
- Czyli nieprawidłowości w Księdze Bingo? Tym zajmiemy się zaraz. A zatem teraz słucham waszej wersji, Asaka-san. - skierował się bezpośrednio do użytkowniczki kryształu. Chcąc poznać obydwie wersje myślał pewnie nad stworzeniem obrazu mając dwie osobne relacje. Tylko głupiec ślepo ufałby informacjom z jednego źródła, nie sprawdzając ich wiarygodności w innych podaniach i pismach.
Murai
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 3 kwi 2019, o 10:11

Celowali w nich, co mimo wszystko wywoływało pewien niepokój w sercu białowłosej kobiety. Podczas całej tej rozmowy, w której trzeba było jakiemuś przywódcy strażników tłumaczyć podstawy jak chłop krowie na rowie największe podstawy, które przecież widział i nie wyciągnął żadnych wniosków – pss, dobre – starała się ignorować myśl, że cały czas mają ich na muszce. Że wystarczy jeden gest, a do nich strzelą, ale to i tak nie sprawiło, żeby Asaka miała się zachwiać w tym, co myśli i tak po prostu łożyć broń i zostać potraktowana jak przestępca. Prędzej czy później okazałoby się to wielkim nieporozumieniem, ale łatka pewnie zostałaby przypięta, a nie czarujmy się, wygląd Asaki, pośród ciemnowłosych Hyugów, dość mocno się wyróżniał. Starała się więc to ignorować, choć nie do końca się dało, gdy w polu widzenia masz wymierzoną w ciebie broń, gotową wystrzelić. Czy zdążyłaby podmuchem ją zdmuchnąć? Czy zdążyłaby złożyć pieczęć i wyzwolić chakrę wiatru…? Zastanawiała się nad tym dość intensywnie. Zdążyłaby…? Na pewno by spróbowała.
Prawdę mówiąc już napięła mięśnie i była gotowa spróbować, gdyby po odliczeniu do pięciu strażnicy faktycznie wystrzelili, jeszcze chwila, gdy… na polu pojawił się jeszcze jeden gracz. Naprawdę miała nadzieję, że ktoś kompetentny przysłuchiwał się temu absurdowi tam w środku i w końcu zainterweniuje nim zrobią z nich poduszeczki do igieł, ale nie spodziewała się, że będzie to ktoś, na widok kogo reszta strażników zareaguje takim zdziwieniem. I kłanianiem się. Widziała żyły przy jego oczach, pewnie się im przyglądał. Jak wszyscy tutaj. Pewnie skanował co nieśli pod płaszczami żeby nie gorszyć cywili. Pewnie zaglądał do torby, którą Asaka niosła na ramieniu, a którą za cenę życia chcieli chronić Oda z tamtą kobietą. „Reiko-dono” – a więc to był Shirei-kan rodu Hyuga i tych ziem? Taki młody? Nie mógł być dużo starszy od niej samej. I, cholera, musiała przyznać jedno – facet był przystojny. Tak czysto subiektywnie stwierdzając, co nie znaczyło, że w jakikolwiek sposób była zainteresowana. Bo w tej chwili interesowało ją tylko to, żeby zakończyć tę absurdalną sytuację i żeby Shikarui mógł odpocząć. Rzadko kiedy się skarżył, ale wiedziała, że po prostu musi być wykończony.
Chwilę przysłuchiwała się więc odbijania piłeczki pomiędzy mężczyznami i tego, że jednak są wystawione globalne listy gończe za jashinistami. Trochę z satysfakcją przyjęła, że mina temu „przywódcy” zrzedła, gdy to wyszło na jaw. Ale do rzeczy, bo oto lider rodu zwrócił się bezpośrednio do niej – nic dziwnego, bo strażnicy nie przedstawili jej męża. Nim zaczęła, białowłosa lekko skłoniła głowę Shirei-kanowi, chcąc oddać mu należyty szacunek.
- Oczywiście, Panie. O całej sprawie dowiedzieliśmy się od niejakiego Ryutaro, gdy odpoczywaliśmy w gospodzie. Poinformował nas, że łowca nukeninów Oda – tu wskazała głową na mężczyznę ze strzałami w nogach, zagojonymi ranami i dłońmi unieruchomionymi jej kryształem - szuka kogoś do pomocy w ujęciu groźnego Jashinisty, którego tropi aż z Sogen, a który podobno zaszył się teraz w Kyuzo i prawdopodobnie zmierza do Daishi. Jakiś czas później natknęliśmy się na zbiegowisko na placu, gdzie Oda urzędował. I faktycznie kogoś szukał. Pokazał nam listy gończe i rysopis tego Jashinisty. Powiedział nam, że ma swoich wyznawców i czwórkę podejrzanych w Shiroi-iwie. Wiedział czym się zajmują, ale podobno nie znał ich rysopisów. Później jednak ich wygląd nam opisał i to był moment, w którym uznaliśmy, że coś się mocno nie zgadza – Asaka przemilczała to, że jeszcze po drodze zdążył ich obojga poobrażać. - Odeszliśmy więc, ale sprawa nie dawała nam spokoju. Mój mąż go wytropił i szliśmy jego śladem, by natknąć się na niego w dość jednoznacznej sytuacji z jedną z podejrzanych osób, które nam wcześniej opisał. To był moment, w którym zaatakowaliśmy, choć nie po to by zabić, a obezwładnić… Nasz Oda nie przejmując się żadnymi ranami za wszelką cenę chciał, by tamta kobieta uciekła z torbą, którą teraz mam przy sobie. Kobieta była wytrenowana, to nie był cywil. Mało tego, wolała zjeść kartkę z informacją od Ody, żeby nie wpadła w nasze ręce – dziewczyna przerwała na chwilę i zapatrzyła się na Odę, z którego nóg nadal sterczały strzały. - Rany jakie są każdy widzi. I że chodzi pomimo ich. Powiedział nam później, że jedna z tych podejrzanych osób otruła Ryutaro. I że wyszukiwał osób, które mogą zagrozić jego panu, jak to ujął, żeby ich eliminować. Podobno ktoś nas obserwował i już wyruszył donieść temu nukeninowi, że jest przez nas poszukiwany. I że trzeci z ich jashinistycznej siatki jest jednym ze strażników – Asaka też już była zmęczona tym wszystkim. - Ten tutaj – wskazała głową na strażnika, z którym o tej pory rozmawiali - twierdził, że cały czas byliśmy obserwowani i że o wszystkim wiedzą. A jednak czekali aż przyjdziemy tutaj i od progu chcieli nas aresztować.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1009
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 3 kwi 2019, o 15:05

Nawet jeśli byli to zwykli strażnicy to był czas, w którym i on nie byłby w stanie im sprostać. Czas wielkiego osłabienia i niewytrenowanego organizmu. Nawet jeśli byli to zwykli strażnicy - było ich więcej. To byli strażnicy. I mieli za sobą całe miasto. Z tej sytuacji należało wybrnąć z klasą, ale co najważniejsze - bezpiecznie. Nie odmówił zdania broni ze względu na dumę czy coś równie absurdalnego, co mogło ich teraz zwieść na manowce - odmówił, bo to, co się tutaj wyczyniało, nie było normalne. Bo podejrzewał, że jeśli już pozwolą im się rozbroić i zgodnie z wcześniejszą, wielką zapowiedzią, zaprowadzą ich do strażnicy - będzie po wszystkim. Znajdą sposób, żeby udowodnić niewinność Ody, oni zostaną owcami i takim sposobem wszyscy będą zadowoleni - tylko nie oni. Wszystko w nim podpowiadało mu, że właśnie mają do czynienia z mężczyzną, który był wtyką w twarzy. Nie to, żeby wcześniej nie widział jego twarzy - bo widział. I nie to, żeby nie prześwietlał ich Tsujiteiganem - bo robił to. Nie było tutaj żadnych tanich sztuczek i przebieranek. Może to jakiś kolejny współpracownik, a może to mieszkańcy tego skrawka ziemi wyglądali wszyscy tak samo. Równie paradoksalnego zmroczenia doznali przecież z Asaką kiedy zobaczyli tę ninjadziwkę, której truchło zostało przez niego położone na ziemi, wciąż okryte jego płaszczem. Tak w razie krytycznego momentu, w którym, całkiem przypadkowo, potrzebowałby wolnych dłoni. Nie lubił bić się z Hyugami. Tym bardziej nie lubił robić sobie złego piaru. Tak czy siak - był gotowy na każdy ruch mężczyzn. Bez oddawania broni, z pełnym skupieniem, które wymuszał na swojej ciężkiej głowie i z ciałem gotowym do bronienia się. To by musiała być samoobrona, nie kontratak. Na szczęście zwykłych cywili mgła mogła zmylić, ale jeśli postanie mgła - Asaka nie będzie mogła się w niej poruszać i ściągnie to uwagę wszystkich przedstawicieli klanu Hyuga w okolicy. Tak gdyby już i tak za mało było gapiów wokół.
Żadna ze stron nie panikowała. Ci mężczyźni nie mieli o co panikować - byli tutaj Losem, który rozdawał karty. Jeden gest i dwójka ninja leżałaby trupem. W zasadzie trójka, jeśli tylko liczyć samego Jashinistę. Jeśli liczyć na to, że zginie. Tak się im wydawało w tej przewadze, że druga strona nie zdąży. Bez poprawek na to, że mają do czynienia z Akoraito - więc nie pierwszym lepszym ninja, który gówno tak na dobrą sprawę znaczy. Jak na przykład taki Doko Shikarui. Pierwszych pięć sekund odliczania zostało przerwanych. A drugie..? Przy drugich sytuacja zrobiła się poważniejsza. Trzeciego razu być nie miało - tak właśnie pomyślał. I jakże błędne były to myśli! Znów miało się pojawić coś, co przerwie wyrok śmierci postawiony na - o zgrozo! - niewinnych! Włączając do całej sprawy ogryzek dobrego humoru - Sanada chyba sam by się roześmiał gdyby nagle ktoś miał go oskarżać o niewinność, ale w tej sprawie wyjątkowo - wszystko się zgadzało! Był tutaj jakże biedną ofiarą razem z Asaką.
Przymrużył oczy, cofając lekko jedną stopę w tył. Jakiś Hyuga wyszedł ze środka. Jakiś? Och, trzeba było przyznać, że był magnetyczny. Szpecące jego twarz żyłki wcale nie ujmowały mu urody. Długi jedwabi włosów był jak kurtyna samej Śmierci, co odwiedziła słowne pobojowisko żywych, by przekonać się, czy ostrza słów przerodzą się w ruch grotów strzał. Miały przerodzić. Więc, och, jak to dobrze, że jesteś, Ponura Matko. Sanada od razu padł na jedno kolano, kiedy wypowiedziane zostało imię tego, który postanowił ich odwiedzić. Pochylił głowę, zgodnie z szacunkiem, nim się podniósł. Dobrze, że Asaka trzymała tu rękę na pulsie. Bardzo mu odpowiadało to, że to ona została przedstawiona - nic dziwnego, w końcu akoraito i to sąsiedniego kraju. Tego samego, który ostatnim razem pomógł w wojnie. Teraz też miało się tak stać. Jedynie ta wojna była na mniejszą skalę, bo ledwo miejscową. A tutejsi Jashiniści, wbrew wcześniejszym krzykom o całej wielkiej bandzie, chyba byli tylko niedobitkami z bitwy o tamtą twierdzę, z której rzekomo mieli odbić głowę swojego pana. Rzeczowość białowłosej nie zawiodła. Przedstawiony przez nią opis zawierał wszystko, co najbardziej istotne w tej opowieści.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1542
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Murai » 3 kwi 2019, o 18:19

BIały królik.
Misja Państwa Sanada B.
63/67


Jeśli był ktoś kto mógł zostać nazwany "wybawicielem" tej dwójki, to bez cienia wątpliwości był to Reiko. W sytuacji w której jeden krok i jeden rozkaz dzielił ich dwójkę do aktywnej walki z siłami wojskowymi prowincji, osoba która dała w końcu możliwość szczegółowego wytłumaczenia była na wagę złota. Reiko w międzyczasie wyciągnął dłoń w kierunku Yoroiego, który natychmiast zrozumiał przekaz i podał mężczyźnie książeczkę Bingo. Podczas gdy Asaka tłumaczyła cały przebieg wydarzeń. Krok po kroku, spotkanie z Ryutaro, śledzenie go przez brak zaufania do niego. Atak i przyjście tutaj. A Shirei-kan, korzystając ze swojej podzielności uwagi, szukał w podanej książeczce owych Jashinistów. Co chwila patrzył też na pochwyconą dwójkę, prawdopodobnie by upewnić się w ich pokornej postawie i porównać do innych poszukiwanych.
- Jashinista pośród naszych strażników, powiadacie. Mówił wam może o jego przydziale? Mógłby być na przykład jednym z żołnierzy pilnujących mojej siedziby. Czy któryś z was ma może papier i ołówek? Przydałoby się dodatkowo nakreślić Ryutaro i rozpocząć jego poszukiwania. - powiedział Reiko, dając sygnał wszystkim obecnym żeby opuścili bronie. Najwidoczniej niebezpieczeństwa nie było. A nawet gdyby było, to Reiko sam mógłby poskromić każdego kto tylko spróbowałby postawić opór albo zaatakować go bezpośrednio. Jeden ze strażników znalazł w swojej kaburze odpowiednie przedmioty i natychmiast dostarczył je duetowi, by mogli na szybko narysować porządny wizerunek.
- P-Panie - rzekł łamiącym się głosem mężczyzna, który wcześniej oskarżał duet. Podszedł do Reiko i ukłonił się w pasie, tak głęboko jak tylko mógł. - Mogę ci wskazać, gdzie znaleźć ukrytego pośród strażników. I doprowadzić do ich przywódcy. - rzekł, a z każdym kolejnym słowem jego postawa stawała się coraz bardziej uległa i coraz bardziej tracił kontrolę nad swoimi emocjami. Na ziemi pojawiły się ślady po kapiących z jego twarzy łzach. A Reiko nic nie odpowiedział, jedynie na niego patrzył.
- Przypieczętowałeś swój los, zdrajco! Nie myśl, że kiedykolwiek ich odzyskasz! Mistrz się dowie! Czeka cię los znacznie gorszy od śmierci, ty skurwysy... - krzyknął nagle schwytany w krysztale Oda. Głosem pełnym jadu, nienawiści i najgorszych możliwych uczuć. Do tej pory stoicki i spokojny, teraz z przekrwionymi oczyma. Znalazł w sobie nową energię, do ukarania korzącego się przed Reiko mężczyzny. I pewnie mógłby to robić dalej, gdyby nie jeden gest ze strony Reiko. Nie wiadomo kiedy sięgnął do kabury i wyciągnął jednego kunaia. Wyrzucił go, trafiając perfekcyjnie w twarz schwytanego. Perfekcyjnie w jego usta, przerywając jego zdanie w połowie.
- Poczekaj na swoją kolej, na pewno ją dostaniesz. A ciebie - skierował się bezpośrednio do kłaniającego się przed nim mężczyzny. Jego twarz wydawała się nieskazitelnie czysta, wyprana z jakiejkolwiek złości czy innych emocji. Te pozytywne i negatywne po prostu nie miały miejsca. - odprowadzą na przesłuchanie. W zależności od tego, co powiesz, rozważę co z tobą zrobić. - rzekł. Po jego słowach, jak na komendę, dwójka pozostałych żołnierzy podeszła do niego i zaczęli unieruchamiać. Rozbrajać. On się temu, zgodnie ze swoją deklaracją pomocy, poddał. Całkowicie bez cienia oporu dał sobie zabrać całą swoją broń, pozycję i autorytet. I w przeciągu kolejnych kilku sekund został odprowadzony wgłąb siedziby.
- Tą dwójkę też zabierzcie. - Reiko miał oczywiście na myśli pojmanych Jashinistów, nie Asakę i Shikaruia. Ci prawdopodobnie stali z boku i przyglądali się całemu temu rozgardiaszowi. Możliwe że nawet całkowicie oniemieli, ale dzisiejsza porcja dziwności i innego gówna musiała uodpornić ich na kolejne atrakcje dnia dzisiejszego.
- Chodźcie ze mną, muszę omówić z wami pewną kwestię. - tym razem faktycznie było to skierowane do pary która nie tak dawno była celem uwagi. Reiko ruszył w kierunku wnętrza budynku, najpewniej kierując się z nimi bezpośrednio do swojego gabinetu. Najbardziej ustronnego miejsca w całej prowincji, i najlepiej zabezpieczonego. Jak właściwie stało się, że z jednej podsłuchanej serii użalań się nad sobą dotarli aż tuta? Los pisze doprawdy niecodzienne scenariusze.
Murai
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 3 kwi 2019, o 23:56

Kątem oka widziała jak Shikarui padł na jedno kolano i wewnętrznie trochę się zdziwiła, ale może z drugiej strony może nie powinna? Był z niego ogromny lizus, czy przejawiał do kogoś rzeczywisty szacunek, czy tylko udawany. Z drugiej strony Hyuga Reiko naprawdę okazał się ich wybawicielem, przed którym może i powinni bić pokłony. A może Shikarui był już tam zmęczony, że po prostu nie był w stanie ustać? Przy tej myśli Asaka z lekkim przestrachem zerknęła w bok, chcąc się upewnić, że wszystko jest w porządku i… chyba było. Bo zaraz z powrotem był na nogach. Białowłosa nie padła na kolana z dwóch powodów – nie chciała przeginać, a poza tym to ją zapytano o wydarzenia, które teraz streściła, nie było więc czasu do stracenia na przyklękanie. Pokłon głową i częścią ciała powinien więc wystarczyć.
- Nie mówił – odpowiedziała po drodze, gdy Reiko zapytał coś bardziej. - Ale mamy jego rysopis na jednym ze zwojów – chodziło rzecz jasna o strażnika, który należał do siatki Jashinistów.
Gdyby Shirei-kan, bądź którykolwiek inny strażnik z jego polecenia poprosił o ten zwój, Asaka była gotowa przeszukać odzyskaną torbę, by wydobyć dla nich odpowiedni dokument. To zapewne bardzo ułatwiłoby sprawę…
Zaraz jednak cała rozmowa zeszła na biednego Ryutaro. Dziewczynie było go w tej chwili żal – za to jego rozdmuchane ego, zbytnią pewność siebie i ogólnie bycie denerwującą bułą, która okazała się, według Ody, zagrożeniem dla jego pana-i-władcy złego wyznawcy Jashina, że postanowiono go otruć. Asaka nie miała pojęcia gdzie mężczyzna mógł teraz być, ostatnie co o nim wiedziała, a co wynikało ze słów „łowcy nukeninów” to to, że wrócił do gospody, w której go poznali. Kunoichi mogła go oczywiście opisać i wyszłoby to zapewne lepiej, ale mniej trwale niż rysunek na szybko, o jaki ich poproszono. Gdy więc dostała w ręce kartę i ołówek i odłożyła na ziemię opakowane w płaszcz i kryształ nogi, spojrzała kątem oka na Shikiego, z niemym pytaniem, czy nie chciałby wykonać tego dzieła sztuki. Ale w gruncie rzeczy to było takie pytanie z grzeczności – bo Sanada dopiero od niedawna jako-tako zaczął się posługiwać przyborami piśmienniczymi i ręki absolutnie nie miał wyrobionej. Spadało to więc na nią, a jej największym szczytem artystycznym było rysowanie koślawych kotków – ale to nic. Zamierzała dać z siebie wszystko! Krytycznie więc przyjrzała się Sanadzie po czym zbliżyła się do męża z krótkim:
- Nie ruszaj się.
Po czym przyłożyła kartkę do jego klatki piersiowej, jak że było to jedyne w pobliżu względnie proste i twarde miejsce, które mogła wykorzystać, by pomóc sobie w rysunku. Wygładziła więc kartkę i ze skupieniem jastrzębia wypatrującym myszy na posiłek zaczęła rysować. Dość potężną sylwetkę, długie, rozpuszczone włosy, futro na ramionach (w lecie, ale co, miał to miał), względnie mocno zarysowa szczęka. W skupieniu aż wystawiła bokiem język i go przygryzła. A później krytycznie przyjrzała się swojemu dziełu i dorobiła kilka strzałek z wyjaśnieniami. Na oczy – że niebieskie i że blizna na jednym. Na włosy – że ciemne. Na futro – że to futro, a nie jakieś nie wiadomo co. Generalnie cały obraz prezentował się o tak. Jak mówiłam – Asaka artystką nie była. Jej dłonie stworzone były do wojaczki i zabijania, a nie do malowania. W końcu skończyła swoje dzieło życia i na ułamek sekundy pokazała je Shikiemu, chcąc się upewnić, że absolutnie o niczym nie zapomniała, po czym podała je Reiko, albo jakiemuś innemu strażnikowi. W gruncie rzeczy to był całkiem wierny rysopis i Asaka nie pominęła nawet takich detali jak: szczęka jak pług do orania pola, orli nos czy szerokie bary. To wszystko działo się w międzyczasie, gdy jeden strażnik się złamał, a małomówny Oda, który jakiś czas temu był całkiem wylewny, znowu zabrał głos, plując jadem i tym bardziej potwierdzając kim jest i dla kogo pracuje. Czy raczej już w czasie przeszłym.
W końcu upomniano się o podejrzanych. A więc o Odę i o kobietę, która wcześniej mu towarzyszyła, a która była już martwa, ale Asaka… zakonserwowała ją w krysztale i dlatego razem z Sanadą ją tutaj w częściach przynieśli. Strażnicy mogli więc wziąć jej szczątki, które teraz leżały pod ich własnymi płaszczami na ziemi, gdy byli zajęci ważniejszymi rzeczami. Złotooka stała dość blisko Shikaruiego, w razie czego służąc mu pomocą i swoim ramieniem, gdyby jednak siły go zwiodły i poczuł się jeszcze gorzej.
Gdy więc Reiko poprosił, by poszli razem z nim, dziewczyna dyskretnie wyciągnęła w kierunku fiołkowookiego rękę, by mógł ją w razie czego złapać w razie potrzeby. Sama zaś bez gadania ruszyła za Shirei-kanem, pozwalając, by prowadził ich w tylko sobie wiadome miejsce. Do gabinetu? A może jeszcze gdzieś indziej?
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1009
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 4 kwi 2019, o 01:11

Wydawało się, że z czarnowłosym wszystko w najlepszym porządku. Prócz tej większej bladości, a zazwyczaj jego skóra opalona była słońcem. Prócz tych na wpół przymkniętych oczu, powiek, które opadają do połowy i chciałyby się zamknąć. Emocje powoli schodziły, jesteś w stanie to poczuć? Spływają z ciebie jak rzeka spływała do wielkiego morza, oddając każdą cenną kroplę. Wyrzucając drobne kamyczki a wraz z nimi wszystkie śmieci, które można było tam znaleźć. Wybawienie nadeszło z tej najbardziej oczekiwanej strony, tylko od najmniej oczekiwanego człowieka. Z drugiej strony - kto niby lubił, gdy wchodziłeś mu z butami do ogródka i robiłeś na nim zamieszanie? Nie musiała tu rosnąć nawet jedna roślinka, by każdy kawałeczek tej ziemi uznać za podpisaną. Oznaczona była imieniem Reiko. Wszyscy ci ludzie w służbie rodu, każdy z tych przechodniów. Każdy ze wzniesionych murów. Zwykłe robaczki tak bardzo przyzwyczaiły się do obecności białookich, że byli dla nich jak oddech. Odwieczni stróże prawa i porządku! Ci, co wędrowali ginąć za nich na wojnę. Mimo to przyciągali nieustannie tyle samo uwagi, bo wokół nich działy się rzeczy niesamowite. Wybijające jak ten strumyk, co w rzekę miał się przerodzić - wysoko w górę, rozpraszając światło dnia na diamentowe łzy. Shikarui nie lubił tej uwagi, czucia oczu na plecach, co wiercą i kręcą, namawiając i nęcąc na podjęcie kolejnych śmiałych kroków. Pewnie by się bardziej ucieszyli, gdyby te bełty strażników jednak wystrzeliły. Cieszyliby się tak długo, jak długo żaden z grotów nie zostałby wbity w ich pierś. W obliczu zmęczenia nie miało to większego znaczenia.
Odpowiedział na spojrzenie Asaki, wyłapując niemy przekaz i pokręcił głową - dosłownie raz - w geście zaprzeczenia. Nope. Nopenopenope. Nie zamierzał tykać kartek, ołówków i rysunków. To był jego słaby punkt, do którego nie przyznawał się chętnie i którego prezentacji wolał unikać. Miał prawdziwie lewą rękę do pisania, jeszcze gorszą do rysowania. Chociaż jak sobie w kurzu rysował torcik urodzinowy to jakoś to wychodziło! Dzieci zawsze mają bardziej wybujałą fantazję. Potem przychodzi po tę fantazję Śmierć. Nazwali ją: dorosłość.
Drgnął lekko i otworzył szerzej oczy, kiedy kunai przeciął powietrze, wędrując za nim błyskawicznie spojrzeniem. Był w stanie za nim nadążyć. Ledwo? Nie było tak źle, ale jego oczy automatycznie zapłonęły w momencie, w którym Shirei-kan zrobił tak gwałtowny ruch. Spłoszone zwierzę. Jak spłoszona sarenka. Walczysz czy uciekasz? Los i tak przypieczętowany. Przecież z liderem rodu i tak nie miałby najmniejszych szans. Jak się miało okazać - ta broń była wycelowana w tego, który podniósł głos. Cała ta scena z uległością, pęknięciem. Więc był kolejny strażnik? Och.
-Miał pilnować bramy. - Wygrzebał z odmętów pamięci, zwracając wzrok na Reiko. Chociaż tak naprawdę podziwiał kunszt rzutu podczas tej krótkiej wypowiedzi uzupełniającej całą opowieść białowłosej. W tym punkcie trochę ją poprawiającą. Była wzmianka o tej bramie. Tylko w sumie której bramie? I Sanada już nie był pewien, co tu było ściemą a co prawdą. Jego oczy wygasły. Ruch żony skupił na niej jego uwagę.
Na komendę "nie ruszaj się" zrobił dokładnie to, czego się po takiej NIE komendzie spodziewano - czyli przestał się ruszać. Zamarł w bezruchu, w którym nawet nie było niemal widać jego oddechu. Asaka mogła ten oddech poczuć, kiedy tylko kartka wylądowała na jego klatce piersiowej.
- Powinienem zrobić ci miejsce? - Zapytał, wysuwając wierzchni kawałek materiału spod kartki, by opadła ona na spodni, cieniutki. Było bardziej twardo. Przerwa na reklamę: tutaj nie nastąpi żaden sprośny żart. Napiął mięśnie i wyprostował się bardziej. Twardziej. Obserwował z góry, jak ten wspaniały rysunek wygląda. Jak powstaje. Z jakim skupieniem Asaka go robi, a dzięki temu, że nie miała w zwyczaju rozpuszczania włosów - widział całkiem sporo. - Jeszcze guziki. - Pokazał jej palcem drugiej ręki, przy której nie trzymała rysunku na piersi, lekko tykając brzuch rysunku. - Zapomniałaś o guzikach.- Guzików nie mogło zabraknąć! Ale chyba i tak zamierzała je narysować. No nic, nie wstrzelił się z istotną uwagą. Pokiwał głową z uznaniem i pełną powagą. Brakowało tylko kciuka aprobaty w górze - sama mina jednak wystarczyła. Była dostatecznie opisowa. Te uniesione brwi i pełnia powagi w skinieniu. Zdanie kadłubka o dumnym tytule ninjadziwki i chyba wciąż żywego Ody było formalnością.
- Dziękujemy za interwencję, Hyuga-dono. - Zwrócił się oficjalnie do lidera swoim spokojnym, niemal aksamitnym w tym momencie głosem. Niemal. Bo jednak ciągle był mrukliwy i brakowało mu wiele klarowności. Nie znał za dobrze tego lidera i w sumie nie bardzo wiedział, czego się spodziewać. Jego instynkt zawodził w tym wypadku. Tym razem nie protestowałby nawet przez sekundę gdyby powiedziano im, że mają zdać broń.
Uśmiechnął się do Asaki, łapiąc ją za dłoń i zaciskając palce na jej palcach. Chętnie z pomocy skorzystał, delikatnej i nienachalnej. Był wyraźne z niej dumny, zawsze wtedy miał ten specyficzny wzrok i uśmiech - dla postronnych niewidoczna zmiana, bo i mimika czarnowłosego była raczej oszczędna. Wiadomo, z czego był dumny - z rysunku! Widział poza tym, jak na niego zerkała. Wiedział, prócz tego widzenia, że się martwi. Zawsze się martwiła. I bardzo to w niej lubił. uwielbiał to nienachalne uczucie tego, że ktoś się o ciebie martwi, przez to mu zależy i przez to - troszczy się o ciebie. Dlatego nigdy nie należał do typów, które by odmawiały pomocy w razie potrzeby, nawet jeśli nie miał w zwyczaju się skarżyć. Zresztą - odrzucanie pomocy było zupełnie nielogiczne. Zwłaszcza, gdy otrzymywałeś je z ręki tak pięknej żony.
- Ryutaro wyszedł ci jak kropka w kropkę. Naprawdę.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1542
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 4 kwi 2019, o 01:43

BIały królik.
Misja Państwa Sanada B.
66/67


Nie dało się tego inaczej określić - Reiko przyszedł i pozamiatał wszystko i wszystkich. Zabezpieczył każdego podejrzanego, wymusił ujawnienie się dowódcy strażników, rozwiązał konflikt. Wszystko za jednym zamachem. Niektórzy mogli uważać, że Shirei-kan to pozycja która wymusza jedynie siedzenie za biurkiem i podpisywanie papierów, podejmowanie decyzji odnośnie przedstawianych problemów. Ale nie, Reiko swoją aktywną akcją i zaskarbił sobie większą sympatię i szacunek, i aktywnie wpłynął na poziom estetyki na pobliskim terenie.
Mówiąc o estetyce nie można było pominąć kwestii dzieła Asaki. Shirei-kan był zbyt zajęty problemami ludzkimi, dlatego też nie patrzył co chwila na postęp prac. Podkładka pod kartkę w postaci klaty Shikaruia nie była najlepsza, tak samo jak umiejętności rysownicze kobiety. Ale ostatecznie coś wyszło. Jeden z wojów odebrał kartę i przez dłuższą chwilę patrzył na to. Chyba nie wiedział, jak to zinterpretować. Jako obrazę majestatu? Nieszkodliwy żart? Po namyśle i wahaniu podsunął rysunek Reiko, ten z kolei bez jakiegokolwiek śladu zażenowania czy parsknięcia śmiechem, włożył złożoną kartę za pazuchę swojego kimona.
- Racja. Oddajcie im ich rzeczy. Yoroi, weź kilku ludzi i sprawdźcie jego dom. Nie róbcie przeszukania, sprawdźcie czy wszyscy domownicy są cali i zdrowi. - polecił. Torba i cała reszta zabranego mienia została przekazana w ręce ich prawowitych właścicieli. To z kolei pozwoliło na wydobycie zwoju z wizerunkami czwórki agentów. Zwój trafił bezpośrednio do Shirei-kana. A mówiąc "jego" miał rzecz jasna na myśli tego zdrajcę, niedawno odkrytego. Który sam się przyznał i ukorzył.

Kilka minut kluczenia po schodach i korytarzach i trafili do gabinetu. Dwójka strażników pilnowała solidnych, dwuskrzydłowych drzwi. Kiedy tylko ci zobaczyli nadchodzącego Reiko, uderzyli o ziemię swoimi włóczniami i uderzyli pięścią w swoje klaty. Każdy we własną. Mężczyzna odpowiedział im jedynie kiwnięciem głowy i zaprosił do środka. Oczywiście on wszedł pierwszy. Gabinet był jak gabinet. Niby każdy był taki sam, pełen mebli i papierów, ale zawsze pojawiały się jakieś oznaki indywidualności. Gustu właściciela. Tak było i tym razem. Na meblach można było zobaczyć zdobioną ceramikę, zestawy do parzenia herbaty, elegancko poukładane zwoje w przeszklonych szafkach. I sporej wielkości wachlarz za jego plecami, ozdobiony tak fikuśnie i drobiazgowo, tak piętnie i staranie, że można było go spokojnie uznać za jedno wielkie dzieło sztuki. Wachlarz tak duży, że praktycznie cała ściana była nim zajęta. Budził podziw tym bardziej, że jego centrum stanowił ogromny symbol rodu Hyuuga złożony z setek niewielkich czerwonych kwiatów. Przerost formy nad treścią?
- Przede wszystkim - rzekł, jak tylko usiadł i wskazał na miejsca siedzące naprzeciwko biurka- w imieniu moich ludzi przepraszam za ten incydent. Z tego co udało mi się wynieść z niedawnej sytuacji, mój podwładny może być szantażowany przez trzymanie jako zakładników jego rodziny. Jeśli faktycznie jest to powód jego zachowania. - nie drążył więcej tego tematu. Nie było potrzeby. To jakie kary wobec niego zastosuje, jaki właściwie czeka go los... Po co im to było wiedzieć? Czemu miałby im mówić o takich rzeczach. I tak jak na wielki autorytet poświęcił się. Niektórym to słowo nie przeszłoby nawet przez gardło, nawet na łożu śmierci.
- Fakt manipulacji naszymi szeregami wojskowymi przez jakiegoś Jashinistę jest wyjątkowo problematyczny, ale wasza pomoc pozwoliła na samo odkrycie tego procederu na tyle wcześnie, że będę w stanie podjąć odpowiednie działania. - rzekł, rozwijając zwój na biurku i przypatrując się licom złapanych. Faktycznie się zgadzało. Poza jednym, strażnikiem nadal zakonspirowanym. Który i tak miał zostać wydany.
- Od teraz ród Hyuuga zajmie się tą sprawą. Oczywiście otrzymacie stosowne honorarium za trud włożony w tą sprawę. I szepnę to i owo Kazuo. To powinno chyba wystarczyć. Jeśli macie jeszcze jakieś materiały które mogłyby posłużyć nam w śledztwie, to prosiłbym o ich udostępnienie. Poza kolejnymi odręcznymi rysunkami, jeśli łaska. - uśmiechnął się nieco, kierując białe oczęta w stronę to Asaki, to Shikaruia. Oczekując na potwierdzenie, zaprzeczenie, cokolwiek. Jakby nie było sprawa dotyczyła całej prowincji i jej bezpieczeństwa, współpraca byłaby więcej niż wskazana. Reiko w międzyczasie zaczął skrobać coś na niewielkich kartkach papieru, wypisując kilku cyfrowe liczby i podbijając ją pieczątką wyjętą z szuflady. i składając nań swój podpis.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2198
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość