Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Asaka » 4 mar 2019, o 16:37

Trochę już się oswoiła z widokiem shinobi z rodu Hyuuga – za ostatnim razem gdy była w tej prowincji. Czasami widywała ich też w Daishi, na samym końcu świata. Te biały oczy, choć intrygujące, nie wydawały jej się bardzo dziwne i dlatego też nie zwracała na nich większej uwagi, woląc nieść głowę wysoko, ze złotymi oczyma skierowanymi na otaczające ich budynki Shiroi-iwy. Niby wiedziała, że zabudowania mają tutaj inne, niby już je kiedyś widziała, ale zdecydowanie bardziej to to absorbowało dziewczynę, a nie użytkownicy Byakugana.
- Ale przynajmniej zobaczysz, kiedy będą to robić – powiedziała w zamyśleniu, przyglądając się zdobieniom na drzwiach przybytku, który właśnie mijali. To fakt – tak jak było widać, kiedy Shikarui używa swoich oczu, tak było to widać u Hyuugów. Wystające żyły na twarzy były dość trudne do przeoczenia. - Yamanaka też widzą chakrę, prawda? – dopytała po chwili, łapiąc za ogon myśl, że w sumie którędy by nie poszli, to shinobi tamtejszych ziem byliby w stanie widzieć, że coś jest z Shikaruiem nie tak. Wątpiła, by od razu wiedzieli, że to Przeklęta Pieczęć i co się z tym wiąże. Ba – miała tego pewność po rozmowie z liderem. Nie miało to więc większego znaczenia.
- Pewnie walki były na granicy. Stąd jednak jest kawałek – no i pewnie stolice były dużo lepiej strzeżone, obwarowane stacjonującymi tutaj shinobimi. Trzeba byłoby zobaczyć jak to faktycznie wyglądało na granicy pomiędzy Kyuzo a Soso. Tylko czy faktycznie Asaka chciała to oglądać? Nie, niespecjalnie. Dobrze było tak, jak było. Pokojowo, gdzie ludzie żyli własnym życiem. Wojna skończyła się co prawda jakiś czas temu, ale pewnie minie go sporo, nim wszystko wróci do normy tam, gdzie ludzkie życie było poprzewracane do góry nogami.
- Bardzo śmieszne – fuknęła na niego, dając mu kuksańca w bok. Dobre sobie. Jasne, cywilizacja, bo Daishi takie niecywilizowane, mieszkają tam większe dzikusy niż za sogeńskim Murem. Chaty zbite z desek, na dachach strzecha ze słomy i nikt jeszcze nie wynalazł koła, a na chleb mówią peb. A tutaj zdziwienie, gdy wjeżdżało się do Seiyamy. Albo zatrzymywało się w ryokanie na szlaku. No ale najpierw trzeba było do Daishi w ogóle zawędrować, co nie było takie łatwe, jeśli lwia część świata uważała, że to zadupie. - Ziemię kupiłeś, dom chcesz budować i plujesz na nasz rozwój – nie, nie mówiła na serio, doskonale wiedziała, że to akurat jest żart. - No chyba, że chodzi ci o to, że prowadziłam nas przez dzicz – dodała po chwili zastanowienia. Oj no, prowadziła, bo już tutaj kiedyś szła. A że raz źle skręciła i szli jakimiś chaszczami? Well… - To wtedy ci powiem, że nawet najlepszym się zdarza! – że ona taka najlepsza. Hue. Nie, ale można się było łudzić, prawd?
Umościła się na krześle, uprzednio ściągnąwszy z pleców wachlarz, który postawiła bezpiecznie przy ścianie i zanurkowała w kartę. Nie za bardzo zwracała uwagę na to, że Shikarui usiłuje przeczytać napis, na który padły jego oczy, bo sama była w tej chwili zbyt zajęta. Czytaniem? A skąd. Bo Asaka mruczała pod nosem, powtarzała wyliczankę i pomagała sobie palcem. Mogła wyglądać jak osoba, która bardzo szybko czyta, a paluszek potrzebuje, by się nie zgubić. A prawda była taka, że…
- Ence pence czte-ry rę-ce. Idzie sobie smok w… co? Chcesz teriyaki? – zapytała się dość głupio i z wyrazem twarzy nieskalanym inteligencją. Dopiero po chwili do niej dotarło. Szybko przeleciała wzrokiem menu, by zobaczyć, czy faktycznie jest tam jakieś teriyaki i czy dobrze przeczytał – wychodziło, że a i owszem. Uśmiechnęła się więc mile, z małą dumą, że dał radę to poskładać. - Taa… Zamówię. Tylko nie wiem co i zgubiłam się w wyliczance. Zacznę jeszcze raz.
Ence pence cztery ręce. Idzie sobie smok w sukience…
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 877
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Shikarui » 4 mar 2019, o 17:24

Nie wpadał w paranoję, że zaraz zaczną go ścigać z widłami jak demona, który wyłonił się z czeluści piekielnych, bo nie było ku temu przesłanek. Ot - miał większe i mniej przyjazne pokłady chakry od innych, wielkie mi halo! Ano halo. Tylko że to "halo" nie było na tyle wielkie, żeby wymagało jakichś pogoni czy rewizji - tak mu się przynajmniej wydawało. Jak dotąd się nawet nad tym nie zastanawiał. Dopiero kiedy sam zobaczył Chise i to wynaturzenie rzuciło się w jego pole widzenia, dopiero kiedy dotarli tutaj, do miejsca, w którym sporo shinobi mogło popisać się ładną zdolnością odczytywania chakry. To "dopiero" nie oznaczało, że było za późno. Jak zostało powiedziane - jakoś nie odczuwał niepokoju. Przecież nie czynił żadnej szkody.
- Jeśli nie zobaczę, będziesz mnie odwiedzać w więzieniu? - A bo to za krzywe spojrzenie niby nie można w pace wylądować? Jakoś szczerze wątpił! Za krzywe spojrzenie można komuś odebrać życie, choć prawo jakoś niechętnie regulowało takie... rozwiązania. Tak, po Hyuga widać było, kiedy używali swojego kekkei genkai. Tylko Yamanaka wyczuwali chakrę przez cały czas, ale znowu - nie mieli tak niesamowitych oczu. Nie wspominając o tym, że byli i ci, którzy do Yamanaka nie należeli, a jednak chakrę wyczuwać potrafili. Skinął głową w odpowiedzi na drugie pytanie. - Wyczuwają ją cały czas.
W sumie nie obchodziło go to, czy to urokliwe miasteczko byłoby garstką popiołów, czy prezentowałoby się tak jak teraz - wojna przecież miała swoje do powiedzenia i nie było takiego głosu, który mógłby ją zatrzymać. Tych głosów musiało być wiele - i musiały być ze sobą zgodne. O ile pierwsze nie było trudne do osiągnięcia, o tyle to drugie - już jak najbardziej. Zagaił o to tak z lekkiej ciekawości, jakim cudem oba kraje przetrwały tak bezgłośnie tą wojnę. Albo inaczej - głośno było, tylko że wyłącznie w plotkach. Bo jak na razie przeszli kawałek obu państw i nie znaleźli nawet śladów po tym, że coś się tutaj niepokojącego mogło dziać. Jak zostało ujęte - w sumie było mu to obojętnie. Brak wyraźnych blizn na ziemiach działał w tym momencie na korzyść wszystkich. Łatwiej będzie zapomnieć.
- Oj tak, to prawda. - Pokiwał lekko w zadumie głową, kiedy obwieściła po swoim wywodzie, że zdarza się najlepszym. - Najlepszym i tobie. - Nie powstrzymał się i parsknął krótkim śmiechem, unosząc ręce, żeby osłonić się przed groźnymi pięściami przedstawicielki Kosekich. Nie był przekonany do Daishi na początku. Nie kojarzyło mu się dobrze. Za dużo gór, za mało wody. Ale jak się okazało - wody było pod dostatkiem, jeśli tylko się chciało ją znaleźć. Co prawda przez to dom państwa Sadana nie był budowany w osadzie i był od niego kawałek do rodzinnego przytułka Asaki, ale znowu nie aż na tyle, by nie móc wpaść na obiad. Z uwagi na to, jak Asaka nie lubiła mew, poszedł na ugodę - znalazł sobie wystarczająco wielkie jezioro pośród gór, które z powodzeniem można byłoby nazwać "zatoką morską". Ledwo było widać drugi brzeg.
Zamrugał, wsłuchując się w wyliczankę. O? Tej jeszcze nie słyszał. Nie zdążył nawet dobrze odpowiedzieć, że niekoniecznie teriyaki, kiedy białowłosa szybko poskładała fakty w całość. Skinął więc głową na potwierdzenie, coby sobie nie przerywała i spróbowała drugi raz. Wyliczankę, rzecz jasna. Opuścił menu i spoglądał, jak palec kobiety wędruje po kolejnych napisach i jak w skupieniu próbuje wybrać odpowiednie danie.
- Naucz mnie. Jak to było? - Zaangażował się. Zabawa! To brzmiało jak zabawa, a kiedy "zabawa" wychodziła na pierwszy plan, jego umysł przełączał się na tryb dzieciaka. Pochylił swoją kartkę i wyciągnął szyję, coby zajrzeć na tą os Asaki.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Asaka » 4 mar 2019, o 18:39

- A co, już knujesz coś niedobrego? – wątpliwe. To ona z tej dwójki miała zdecydowanie głupsze pomysły. I to też wcale nie tak, że bardzo się starała – bo gdy się starała, to nawet się okazywało, że to, co chce zrobić, nie jest aż taką kaszanką. Ale tak naturalnie to wystarczała zwykle jednak głupia myśl… A głupia myśl + brak osoby, która trzepnie cię w łeb = efekt defekacji. Rzecz jasna ciągle chodziło o coś tak niedobrego, by chcieli go zamykać w więzieniu. Spranie jakiegoś ważniaka? Nope, to prędzej Asaka. Naplucie na kogoś? Nie, to też ta druga. Krzywe spojrzenie? Asaka rzucała właściwie prawie same krzywe – a przynajmniej tak się wydawało. Nie, Shikarui nie zrobiłby czegoś, za co mogliby go zamknąć. A że nieprzyjemna chakra…? Asaka nie potrafiła sobie tego za bardzo wyobrazić. Może dlatego, że nie widziała takich rzeczy. Dla niej Shikarui był całkowicie, absolutnie normalny. Mało tego – był osobą, z którą związała swoje życie. I broniłaby go własną piersią przed wtrąceniem do jakiegoś lochu. - Lepiej nie daj się złapać, bo inaczej ja odwinę coś absolutnie durnego – jak na przykład… włamanie do więzienia. Czy tam coś. Byłaby do tego zdolna, jak Boga kocham.
No właśnie, Yamanaka wyczuwali cały czas. Czy więc nie byłoby gorzej, gdyby szli przez Soso? No a ostatnim razem kompletnie olano to, co siedziało w Sanadzie. Więc Asaka miała swoje potwierdzenie – ludzie nie wiedzieli co to. I choć może powinni się tym interesować, to… tego nie robili. I w sumie to dobrze dla ich dobra. Tak jej się wydawało.
- O ty! Chcesz się bić?! – zdecydowanie pogroziła mu pięścią, lecz nie czekając na żadną konkretną odpowiedź, przyłożyła mu tą pięścią w ramię. Niezbyt mocno, to było niemalże jedynie klepnięcie, ale doskonale wyrażające jej niezadowolenie. Bo jak to tak, najlepszym i tobie. Phi! - Gdyby nie ja, to pewnie zgubiłbyś się po drodze trzy razy! – wystarczyło źle odczytać znaki na drogowskazach. Wystarczyło, że jakiś żartowniś drogowskaz obrócił… Jak się nie wiedziało, gdzie się idzie, to potem łatwo się było zgubić. Asaka wiedziała, a i tak zabłądzili. Nie na długo i więcej w tym było śmiechu, no ale tak się zdarzyło.
Białowłosej nie przeszkadzało, że ich dom nie powstanie w Seiyamie. Prawdę mówiąc to nawet dobrze się składało, będą mieli spokój, ale nie będzie też aż tak daleko. Ale na tyle, by jej rodzince nie chciało się ich codziennie odwiedzać. No i jeziora miały swój urok. A fakt, że całe Daishi było wręcz usiane gorącymi źródłami sprawiał, że z ciepłą wodą też nie będzie większych problemów. Jeziora były dobre. Przyjemne. Kojące. I NIE BYŁO TAM TYCH SMARKATYCH MEW. Wydzierające się paskudniki. No i Asace śmiać się chciało, gdy czarnowłosy odkrył jak wiele jezior mieli w Daishi. I malownicze widoczki przez to. Góry, doliny, jeziora, gorące źródła, lasy i morze. I święty spokój. Było absolutnie wszystko, czego można było chcieć do życia.
- A to było tak: siała baba mak, nie wiedziała jak. Dziadek wiedział, nie powiedział, i za karę w kuble siedział – wyszczerzyła się do niego i zarechotała, doskonale wiedząc, że to nie była ta wyliczanka, którą wcześniej zaczęła. Ale niemogłasiępowstrzymać. Położyła kartę na stole i zagapiła się na Shikiego, gdy on tak bardzo chciał złowić słowa głupiego wierszyka. Jeden mu już sprzedała, pytanie czy zapamięta i czy zaraz ją tu pacnie za bycie psotliwym duszkiem? - Dobra, słuchaj – zlitowała się w końcu i zaczęła jeszcze raz. - Ence pence cztery ręce. Idzie sobie smok w sukience – Asaka oczywiście zapomniała wyliczać na daniach, bo wolała się gapić w fioletowe tafle. - Elke trelke kartofelke. Smok się przebrał za modelkę. Cukier lukier, wrona z krukiem. Wiatr smokowi zwiał perukę. Raz, dwa, trzy, tę perukę łapiesz…TY! O cholera, no i nie wiem co zamówić – nici z obiadu.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 877
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Shikarui » 4 mar 2019, o 22:16

Knuł wiele niedobrych i brzydkich rzeczy, ale te knowania obejmowały ten bardzo ważny element - "jak nie dać się złapać". Nie śpieszyło mu się jakoś do czterech zamkniętych ścian... ba, Asaka dobrze wiedziała, że dostawał lekkiej paranoi i wpadał w panikę, kiedy tylko zaczynał czuć się zamknięty. Więc więzienie? Chyba byłaby tylko jedna opcja - albo on wyszedłby stamtąd żywy, albo strażnicy. Nawet jeśli straż miała swoje sposoby na to, by ograniczyć ruchy takich niepokornych. Nie chciał się o tym przekonać. Nie chciał nawet próbować się przekonywać i zastanawiać się nad tym, jakby to było, "gdyby jednak". Lepiej zapobiegać niż leczyć - taka złota zasada. Dlatego też lepiej było, kiedy przy życiu pozostawali tylko ci świadkowie, którzy ewentualnie będą zeznawać na twoją korzyść. Uff, jak to dobrze, że za krzywe spojrzenia nie zamykali, bo gdyby zamierzali mu zabrać Asakę, skończyłoby się tak samo. Walką. Do upadłego. Heh, chociaż bardziej prawdopodobne było to, że załatwiłby sprawę bardzo cichuteńko - tak, by nawet ptaki o tym nie śpiewały, by nie szemrały drzewa i by ploteczki zamarły wraz z tym, który po raz ostatni widziałby Asakę. Czy to czasem nie zostało już powiedziane? Noc lubiła chować sekrety. Księżyc oświetlał je tylko po to, by dodać im kropli dramatyzmu. W końcu to właśnie Asaka o srebrzystych włosach, podobnych promieniom Luny, była tą, której trzeba było się wystrzegać. Porywcza, gwałtowna i dumna. Nie, nie zgięłaby karku bez byle potrzeby i przed kimś, do kogo nie żywiła szacunku.
- Jeszcze na nic nie wpadłem. Jeśli wpadnę, najpierw zastanowię się nad drogą ucieczki. - Tknął kraniec noska pani Sanady swoim palcem. Nie musieli sobie tego mówić, bo dobrze to wiedzieli. Wiele rzeczy już nie musieli, a jednak mówili, robili, działali. Chyba nie dało się już być bliżej - ich związek przeszedł próbę ognia. Nie potrzebne były dowody czyjekolwiek miłości - choć słowa o niej padły tylko raz z obu stron.
- Tylko trzy? Przeceniasz mnie, bardzo miło z twojej strony. - Odłożył swoją kartę Menu. Prowadziła bardzo ładnie, bardzo zdolnie i bardzo ogarnięcie. Przecież nie była chodzącą mapą, zresztą jemu zboczenie raz czy dwa kompletnie nie przeszkadzało. Nie irytował się monotonią, nie irytował się straconymi godzinami, nie irytował się tym, że musieli wracać po własnych śladach. "Stało się!" - i tyle. Tak swoją drogą to wręcz było to całkiem urozmaicające. Coś się działo, zmieniało, działa się jakaś "akcja"! A sam gdy podróżował... pff. Drogowskazy, dobre sobie. Trafienie w jakiejś konkretne miejsce było dla niego koszmarem. Tak samo jak wybór jedzenia.
- To nie ta wyliczanka. - Upomniał ją całkiem poważnie. - Ale czemu dziadek nie powiedział babce? - Zrobił minę typową dla "wtf", ewentualnie "but why?" I to drugie nawet bardziej pasowało.- Smok w sukience? - Zaraz kiwnął głową, żeby kontynuowała, pokazał gestem, że już ma dziób na kłódkę, nie odzywa się, że może spokojnie kontynuować. Tylko że z każdym kolejnym słowem, o ile pierwsze bezgłośnie powtórzył, na jego twarzy malowało się coraz większe zdziwienie połączone z dziwnym grymasem, który uruchomił się, kiedy próbował objąć to, co właśnie słyszał, rozumem. Jak widać na załączonym obrazku - doszło do swoistego laga. Error 404.
- Chyba... nie zrozumiałem.... do końca. - Odetchnął.- [b]To ja zrobię wyliczankę. Ale mi pomóż. [b] - Złapał znów za kartę dań i przysunął się na krześle bliżej Asaki.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Asaka » 4 mar 2019, o 23:32

Knuć w zaciszu własnej głowy mógł ile dusza zapragnęła. Co tylko chciał – byle tylko, wprowadzając te uknute plany w życie, nie narobił sobie wrogów. Śmiertelnych wrogów, których się nie doceniło, takich, przed którymi trzeba było dać nogę, a którzy później zamierzali zrobić sobie z niego zwierzynę łowną. Takie już było prawo natury: zawsze znajdywał się ktoś lepszy. Silniejszy, szybszy, sprytniejszy, o większej pokładzie chakry, bardziej wytrzymały, albo po prostu ktoś, kto świecił na polu, na którym my gaśliśmy. Mierz siły na zamiary, czy tak? Tak.
Asaka była jeszcze zbyt młoda, by pozwolić, by teraz się ta historia zakończyła. A ta wspólna opowieść też była jeszcze zbyt krótka; co prawda ciągnęła się od roku, ale wtedy jeszcze ich drogi mogły się rozejść w każdym momencie. Teraz…? Niby też, wystarczyło po prostu wstać i wyjść, ale to nie było już tak proste, prawda? Było tyle rzeczy do zobaczenia, jeszcze więcej do zrobienia, nie było więc mowy o podpadnięciu komuś na tyle, by dać się zrobić na szaro. Shikarui musiał więc swoje knucie trzymać na wodzy, tak jak białowłosa musiała pilnować złego chochlika, który raz po raz zerkał z jej ramienia, na którym siedział sobie i wesoło majtał nogami. Złośnik, który namawiał do psot, tak jak teraz, dzisiaj. Bo Asaczka była w zadziwiająco dobrym humorze, promieniowała tym z daleka. Ale tak nawiasem mówiąc, to ona zazwyczaj miała dobry humor. I była dość pogodna. Pomimo złej miny, którą było widać z daleka na bladej twarzy.
- I powiedziałeś słowo-klucz. Jeszcze zaakcentowała to rzecz jasna, chcąc podkreślić o co jej chodzi. - Ale pamiętaj, że masz mnie pilnować. Asaka to taka nieprzewidywalna jest i kto wie kiedy jej coś głupiego do głowy strzeli. Pilnuj mojej córki jak oka w głowie, Shikarui – zniżyła głos, chcąc naśladować głos swojego ojca prawiący morały tuż przed tym, zanim wyruszyli z Daishi. Wyszła z tego głupia scenka rodzajowa. - I przypilnuj ją, żeby pisała listy – to już powiedziała wyższym głosem, naśladując swoją macochę. Jej rodzice chyba nie do końca mieli to na myśli, zresztą nie była już teraz tak definitywnie pod ich władzą, zresztą nie była też taka głupia, ale chyba po prostu musieli coś powiedzieć. Bo się martwili. Jak to rodzice, nie? Asaka też by się tak martwiła o swoje dzieci – o których aktualnie wcaaale nie myślała. Wcale. Y-y. Nie.
- Nie no, tak strzeliłam bez zastanowienia. Jakbym się skupiła i to wyliczyła, to pewnie bym ci powiedziała, że zgubiłbyś się tak dobre siedemnaście razy. Lepiej? – a czemu siedemnaście? Bo nie było żadną okrągłą liczbą. Powód dobry jak każdy inny.
No nie, oczywiście, że to nie była ta wyliczanka, captain obvious się znalazł, ale twarz Asaki już się krzywiła w grymasie śmieszka, który zrobi zaraz głupiego psikusa. Tyle, że… no nie zrobiła. Po prostu zaczęła się śmiać.
- Bo był starym i głupim burakiem – nie warzywem, ale Asaka dopiero po powiedzeniu tego zdania załapała, że Shiki pewnie za chwilę pomyśli, że na serio gadają o warzywach. Siała. Mak. Pole. Burak. Obiad. Jedzenie. Głodny brzuszek. Szybka kalkulacja. - No a co, smok nie może sobie sukienki ubrać? Nie dyskryminuj, co? – chociaż osobiście nie chciałaby widzieć Sanady w sukience. Co to, to nie. Ale jakiś tam smok z wyliczanki? A niech sobie jest.
- No dobra. To jeszcze raz – to teraz uczyli się wyliczanek? Spoko. Asaka przesunęła się trochę na krześle, by zbliżyć się nieco do Shikiego, który też się do niej przysuną i trzymał w łapkach kartę.
Powtórzyła raz jeszcze, choć w połowie nie wytrzymała i zaczęła się śmiać w
widząc minę Shikiego. Tą pełną skupienia i próby zrozumienia co się dzieje w tej głupiej wyliczance.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 877
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Hitsukejin Shiga » 5 mar 2019, o 20:56


BIały królik.
Misja Państwa Sanada rangą B.
1/67


Czy zakładacie, że życie jest tak przewidywalne, że jeśli nie chceice problemów to one was nie spotkają? Ja wiem, ja wiem, czasem jest tak, że gdzie się nie udamy to zawsze coś na nas wpadnie. Ale niekiedy jest tak, że po prostu moglibyśmy odwrócić wzrok. Zignorować sytuację. Zignorować ludzi. Zignorować świat. I nie mieć problemów. A was jest dwójka, jesteście dość świeżo po ślubie. Naprawdę możecie wpatrywać się tylko sobie w oczka i nie przejmować się nikim ni niczym. Tak, Ty Asako możesz patrzeć w te piękne klik-i-szkarłatne oczka... i tak dalej, a on w twoje. Naprawdę, na waszym miejscu bym tak robił i świat by nie istniał! Ale istnieją niestety jeszcze ludzie. A oni są głośni, robią rzeczy, głupie, niepotrzebne czyny, gesty i słowa. I skupiają uwagę, bo po prostu są. Przełamują ten... marazm ciszy i przełamują potworną pustkę w którą koniec końców w szumie zlewają się inne dźwięki... jak i słowa tych mniej ważnych. Tylko problem w tym, że są także ci, ktorych zignorować nie sposób, nie sposób też by się jakkolwiek zlali z otoczeniem. Takim kimś niewątpliwie był białowłosy mnich ze stalowymi kłami. Terumi z poparzoną uczennicą. Tajemniczy osobnik pragnący wiedzy o tym, co go nie dotyczyło, jeszcze. Niewidoma tancerka ostrzy. W sumie jak na to spojrzeć, to otaczają was wyjątkowo rzucające się w oczy jednostki. Tak, Asako, Ciebie rykoszetem też otaczają znajomi Shikaruiego i vice versa.

Ale tutaj nie spotkacie żadnego z wymienionych. Opuściliście Daishi, kierując się do gospody pod samotnym wilkiem. Sama nazwa wskazuje, że, no, samotność i te sprawy. Nie ma jednak ani krzty samotności tutaj. Są ludzie, jest obsługa. Jest głośno, gwarno... A to nagle zostaje po trzykroć przełamane. Do karczmy z rozmachem wkracza, nie, wróć. Wkroczyć to może wojsko do budynku. On WPADA z przytupem. On, czyli długowłosy, ładnie zbudowany jegomość w specyficznym fustrzastym płaszczu. Męska i mocna twarz boskim dłutem haratana, błękitne oczy, ciemne kłaki. Blizny tu i tam, widoczne nie całkiem ale jednak. I specyficzna broń prz pasie. Jakby... miecz w paski, ale cienki, jak szpada. Z rękojeścią znikającą pod płaszczem.
-Kurwa rozumiesz to Tenzen? - Od progu krzyknął w stronę karczmarza za szynkwasem. - Jakiś pastuch poszukuje jashinisty i nie chciał mojej pomocy. Stwierdził, że będę mu nieprzydatny. Rozumiesz to? Weź polej, bo się zaraz zagotuje ze złości. - Mężczyzna doszedł dziarsko do karczmarza. Przywitał się podaniem ręki. Był... mocny, głośny. Nawet uścisk był z klapnięciem dłoń o dłoń. Wszystko co robił było PRZERYSOWANE.
Chwycił kufel podany przez własciciela gospody i przechylił mocno. Trochę się napił, trochę oblał.
-No i się zagotowałem. - Jęknął i zaczął dyskutować.. znacznie ciszej ze swym przyjacielem.

Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2750
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Shikarui » 6 mar 2019, o 09:09

Jeszcze, to takie prawdziwe słowo-klucz. Sugerujące, że chociaż teraz się nie dzieje, to stanie - w dowolnej chwili w przyszłości. Nie będziesz znać dnia ani godziny. Nie to, żeby Shikarui rzeczywiście planował coś psocić, skądże znowu. Przecież to było wiadome - on taki good boi, to ona stanowiła tutaj zło wcielone i główny mózg wszelakich operacji. Głównie dlatego, że te operacje zazwyczaj toczyły się całkiem przypadkowo i raczej, w mniemaniu czarnowłosego, bez pomyślunku. To, jakim cudem ze wszystkich sytuacji jak dotąd wychodzili, nie koniecznie bez szwanku, ale wychodzili, było dla niego swoistą mistyfikacją. Bardziej był skłonny uwierzyć w to, że było to łutem szczęścia niż w to, że byli aż tak dobrzy. Jasne, nie byli najgorsi. Daleko im też było do najlepszych.
- Ma rację! - W jego głosie słyszalny był cień rozbawienia. Uniósł wysoko brwi, spoglądając na Asakę, która wcieliła się w rolę swojego ojca. Uważał macochę białowłosej za bardzo mądrą i rozsądną kobietę. Zapobiegawczą. A przecież zapobieganie to podstawa. Okej, podstawa dla wszystkich bez Asaki, ale wyjątki są po to, by potwierdzały regułę. W rzeczywistości narwańców było o wiele więcej, ale chwilowo byli przeszłością. Byli - każdy w swoim świecie, daleko od terenów Hyuga, od nich samych. Być może będzie dane ich spotkać w tej długiej wędrówce. Zaś jej ojciec? Jak macocha - dobrze się dobrali. Aż ciężko było uwierzyć, że mężczyzna mógł zostawić kobietę z nienarodzoną córką i odejść w daleki świat, skoro teraz jego córki zdawały się być jego radością i szczęściem. Nawet tak niepokorna córka jak ta tutaj siedząca przed nim.
- Burakiem? - Zgodnie z oczekiwaniami Shikarui mrugnął ze zdziwieniem, już kompletnie zatapiając się w przekleństwie abstrakcji, który rósł tutaj z sekundy na sekundę. Lepiej być nie mogło, chyba będzie tylko coraz gorzej! - Zgrozo, dlaczego istoty boskie miałyby nosić sukienki? - Jedna z tych rzeczy, nad którymi nie warto się zastanawiać. Albo nie - jedna z tych rzeczy, nad którymi zastanawiać się NIE WOLNO. Nie analizować, nie próbować złapać sensu, nie starać się pojąć, bo to nigdy nie miało być do pojęcia. Miało rozbudzać wyobraźnię i stanowić dobrą zabawę dla dzieciaków. Nikt nie pisał nad tym esejów filozoficznych. I kiedy już chciał wracać do nauki wierszyka, czy raczej - wyliczanki, którą hardo postanowił poznać pomimo kontrowersji, które wokół niej krążyły w jego głowie, coś mu przeszkodziło. Oderwało jego uwagę od pochylania się nad menu, z którego ciągle niczego nie wybrali i nakazało mu się obrócić w kierunku drzwi. No tak. Ktoś drący ryja, typowe dla każdej karczmy. Prędzej czy później się na takowego trafiało, jeśli nie w pierwszym ryokanie, to w drugim. Ludzie z reguły byli głośni, potrafili tym męczyć. Potrafili też być przez to całkiem interesujący i ciekawi. Fascynujący na swój sposób. A mężczyzna kupił uwagę Sanady po pierwszym pytaniu. W pierwszym czterech słowach, dokładniej, które padły po postawieniu pytania do niejakiego Tenzena - obecnego karczmarza, jak się zaraz miało okazać. Prześledził wędrówkę nieznajomego wzrokiem, nim spojrzał na żonę pytająco. Z wymalowanym wręcz w oczach pytaniem: "podbijamy"? Tak, ta, do tego typka, który chyba miał wiele do powiedzenia. No i w sumie - bliżej karczmarza. Bliżej korytka. Jeśli tylko Asaka wstała - poszedł za nią.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Asaka » 6 mar 2019, o 12:45

Lubiła samotność i święty spokój – i mogłabym zapytać: „a kto nie lubił?”, ale zbyt dużo ludzi znajdowało energię w obracaniu się pomiędzy ludźmi, ciągle, w graniu pierwszych skrzypiec, w rozgłosie. Jednak nie Asaka. I tym bardziej nie Shikarui. I o ile ta pierwsza była przyzwyczajona do tego, że zazwyczaj zwraca na siebie uwagę swoją dość nietypową urodą, to wiedziała, że Shikiemu przeszkadza zbytnie zainteresowanie jego osobą. I gapienie się na niego. No chyba, że robiła to Asaka, a miała tendencję do dość bezczelnego wgapiania się w mężczyznę o kruczoczarnych włosach, który – tak jakoś wypadło – był jej mężem. A że kręcili się w towarzystwie charakterystycznych osób? Tak to już bywało – i Asaka nie miała nic przeciwko poznaniu tych wszystkich ludzi, którzy zjawili się na ich ślubie z zaproszenia Shikaruia. Z jej strony było nawet więcej osób, które jej szanowny mąż musiał poznać. I swoją chęć poprzebywania w samotności musiał wsadzić sobie w buty.
Białowłosa wiedziała też, że jest sporo rzeczy, które musi w sobie poprawić – i nie chodziło wcale o charakter, który sprawiał, że pakowała się w kłopoty (miała przecież przy sobie kogoś, kto miał ją przed tym powstrzymać), a po prostu o umiejętności, nad którymi zawsze można było popracować. Zawsze można było coś ulepszyć. Wzmocnić.
- Co ma rację! Ej! – aż się obruszyła, bo jak tu nie?! - Nie jestem nieprzewidywalna! I wbrew pozorom myślę! – tak, owszem, myślała, ale zwykle po fakcie, jako, że w wielu sprawach po prostu improwizowała. Nie lubiła wymyślać całych planów i ściśle się ich trzymać, bo to nigdy nie zdawało egzaminu. Ale jednak w walce musiała przewidywać parę ruchów do przodu, przez ten swój wolny kryształ. Nic nie było albo czarne, albo białe. Kontrasty. Jak ogień i woda, powietrze i ziemia, Wilczyca i Tygrys.
- No palantem. Dupkiem – doprecyzowała zaraz. Aj, dobrze przewidziała, że zaraz ta cała rozmowa przejdzie na jakiś inny poziom abstrakcji, który mógł zapewnić tylko i wyłącznie Shikarui, z tym jego bardzo prostym momentami myśleniem. Że jak ktoś powie „a”, to trzeba to „a” powtórzyć, a nie iść dalej z alfabetem.
Już trochę się znali i choć Shiki potrafił wręcz błyszczeć bystrością i inteligencją, to momentami zupełnie się wyłączał i zachowywał jak taki dzieciaczek, który dopiero co poznaje świat. Trudne miał życie, wiedziała o tym, i wiedziała, dlaczego czasami tak głupawo i niedorzecznie się zachowywał, albo dlaczego zadawał takie dziwaczne pytania.
- Jak to dlaczego? Bo m o g ą! – to był najlepszy powód, dobry też jak każdy inny, który mógł przyjść Asace do głowy, ale ten był pierwszy. - Dobra, nie zastanawiaj się tyle i powtarzaj – bo tu naprawdę nie było sensu tego analizować i rozkładać na czynniki pierwsze. Czemu smok w sukience? Czemu został modelką? Czemu odpadła mu peruka? No bo… tak. Tak wyszło. Tak się rymowało!
Ale dalszą część tej abstrakcyjnej rozmowy przerwało wtargnięcie jakiegoś jegomościa do karczmy. Głośny był, darł się od początku i powiedział słowo klucz, które gdzieś tam przewróciło się po głowie Asaki. Z tym, że pewnie nie zostałoby tam za długo, gdyby nie to, że Shiki stracił zainteresowanie tą arcyciekawą wyliczanką i wyborem jedzenia, a zaczął kręcić się na krześle, żeby zobaczyć co się dzieje. No a co ma się dziać? Ktoś wszedł do karczmy. Tak jak i oni weszli wcześniej. Białowłosa już chciała wrócić do gapienia się na menu, ale po drodze zauważyła wzrok odwróconego z powrotem do niej mężczyzny. „No co?” – mogłaby sama zapytać, ale zainteresowanie w fioletowych oczach było aż niespotykane. Zwykle stronił od podsłuchiwania w karczmie, albo od siadania przy szynkwasie. A tu…? Asaka krzywiła się i wychyliła zza ramienia męża by spojrzeć na mężczyznę, który pogrążył się teraz w rozmowie z karczmarzem. Westchnęła. Przewróciła oczami. I wstała, sięgając do odstawionej przy ścianie kupy żelastwa znanej bliżej jako wielki wachlarz.
Poszła więc do szynkwasu, mając Sanadę za plecami i zajęła jedno z wolnych miejsc, pozwalając mężowi usiąść bliżej obiektu jego zainteresowania.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 877
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Hitsukejin Shiga » 6 mar 2019, o 17:47


BIały królik.
Misja Państwa Sanada rangą B.
4/67


Tak, to chyba rzeczywiście całkiem normalne, że ktoś w karczmach i gospodach zawsze wydziera ryj. Ale to wiecie, to dlatego, że alkohol. Alkohol jest doskonałą wymówką na wszystkie potencjalnie społecznie nie-akceptowalne zachowania. Zawsze mogło być gorzej - mógł się do was ktoś czepiać, zwymiotować blisko was... To takie cztery alkoholowo-gospodowe sytuacje o których mogę pomyśleć na ten moment. Ta trzecia z czterech o której nie wiecie to oczywiście tańczenie i robienie z siebie pośmiewiska - chyba pozytywne, dla obserwatorów, jeśli mają wrodzoną tolerancję żenady. Najgorzej jak ktoś się przejmuje czyimś błaznowaniem. Takie śmieszne uczucie, że ktoś się ośmiesza, a to wy, jako obserwatorzy, czujecie za niego wstyd. Nie? Jest tak, nie?
Jednak Pan który przybył, z wyraźnym niezadowoleniem, irytacją i złością parującą z jego muskularnego ciała z każdym ruchem i najdrobniejszym kroczkiem nie robił z siebie pośmiewiska. Zupełnie odwrotnie. Mimo tego, że zachowywał sie irytująco raczej nikt nie miał odwagi do niego szepnąć słowem dezaprobaty. Po pierwsze - był wielki i wyglądał... no, dość niecodziennie. Po drugie - wchodził do karczmy jak do Siebie i znał się z karczmarzem, który też miał całkiem solidną legendę wokół Siebie. Po trzecie - Słodziutka.

Kiedy wypił swój alkohol, odwrócił się tyłem do szynkwasu i oparł się o niego łokciami, mając w zasięgu wzroku krzątającego się karczmarza jak i resztę karczmy głównie z drzwiami.
Shikarui z Asaką w bardzo subtelny sposób, siadając przy szynkwasie, zbliżyli się do zasięgu słów mężczyzny. Tak jak wcześniej mówił dla nich w całkowitej ciszy, bo tylko szuru buru szuru buru i urywane słowa.... tak kiedy się zbliżyli, a on ich całkowicie zignorował - była to rozmowa całkowicie już zrozumiała.
-Rozumiesz. Powiedział, że Słodziutka nic mi nie da, nazwał ją kawałem żelastwa. I że podobno jego oręż, niezależnie od rodzaju, się nie ima. To co za bzdura. Nie ma człowieka odpornego na każdą broń. Wtedy chyba byłby Bogiem. Mógłby wygrywać każdy pojedynek... Ktoś taki powinien podróżować i wyzywać wojowników, kładąc na szali ich sprzęt. Ale moja Słodziutka by go poskromiła. - Wpadł w mały monolog nasz głośny mężczyzna. Tenzen głównie przytakiwał i pomrukiwał z aprobatą lub dezaprobatą, zależnie od części zdania. Sporo było też o rodzajach broni, które lepsze które nie. Całkowicie subiektywny bullshit.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2750
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Shikarui » 7 mar 2019, o 10:26

Prychnął śmiechem na reakcję białowłosej, kiedy się oburzyła na jego słowa. Pewnie, że myślała, pewnie, że potrafiła być w miarę ostrożna. Każdą decyzję, którą podjęła, rozumiał. Nie były bezmyślne - były dyktowane rytmem jej serca. I dobrze. Jemu się to podobało, za to ją również kochał. W niektórych momentach było to wadą, która sprawiała, że musiał bardzo głęboko przełknąć gulę w swoim gardle i się dostosować, ale koniec końców i to wychodziło na plus. Widzicie, mówi się, że kocha się pomimo. Ledwie lubi za zalety. I czarnowłosy doskonale rozumiał to powiedzenie. Mądra, uczuciowa kobieta - z taką kobietą się ożenił.
Usprawiedliwienie pod tytułem alkohol należało do tych ulubionych usprawiedliwień wszystkich, którzy byli... pod wpływem alkoholu. Shiki dawał sobie sprawę z tego, że procenty czyniły z ludzi bestię, doprowadzał do tego, że przestawali być sobą. Po jakimś czasie ten stan zdawał się wydłużać, kiedy zamiast dumnego lwa stawałeś się pokurwionym psem, gdy byłeś pod wpływem, aż w końcu zostawał z nami na stałe. Kiedyś lekarze udowodnią, że alkohol po prostu zatruwał organizm. Wyniszczał umysł. Wypalał żywcem, a my i tak bardzo chętnie się nim truliśmy. Wszystko, by zapomnieć, by się zatracić. Na mieszkanie pewnie w tym miesiącu nie wystarczy, ale na pewno wystarczy na wódkę. I potem staje się to problemem wszystkich, tylko nie twoim. Gdy już umrzesz, całkowicie wyżarty przez białą truciznę. Jak z tym wstydem.
Wiedza była kluczem do potęgi. Zdobywanie informacji było kluczem do potęgi. Stawianie sobie wyzwań i przekraczanie własnych limitów - to był obrys bramy, nad której progiem musiałeś przestąpić. Fakt, rzadko go coś interesowało. Ale słowo "Jashin" było ostatnio słowem kluczem, które mocno go zainteresowało. Skoro tak, chciał wiedzieć więcej. A skoro czegoś chciał... ta jedna rzecz nie zmieniła się w nim ani o jotę od początku. Zmieniło się to, że zaczął odpychać dawne zadry w kąt, szkoda mu było na nie czasu. Zmieniło się to, że funkcjonował jak normalny człowiek. Pojawiły się w nim uczucia, które były coraz wyraźniejsze. Ale to, że brał, czego chciał, nie ważne, jak długo miałoby mu to zająć - to jedno nawet nie drgnęło w kierunku zmian. Wręcz rosło wprost proporcjonalnie do jego uświadomienia sobie, że chyba... tak właściwie stał się całkiem silnym shinobi. Z jakiegoś powodu wzięło go to z całkowitego zaskoczenia.
Przesunął swój łuk, kołczan, wielki zwój pod bar, stawiając je obok swojego krzesła bez większego pośpiechu, przysłuchując się słowom mężczyzny, ale tylko do czasu, w którym wręcz flegmatycznie, niemal w spowolnionym tempie, opierał kolejny przybytek, by stał dobrze, by nic mu się nie stało, by, by, by...
- Kto poszukuje jakiego Jashinisty i z jakiego powodu? - Wtrącił się, dosiadając, jak to ładnie zostało nazwane - obok obiektu zainteresowań. Lwy widziały w dupskach antylop porządne steki. Shikarui widział w tym człowieku wielką encyklopedię i obietnicę monet. Jego nos żyda go tutaj sprowadził i kazał błysnąć zimnem ametystowych oczu.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Asaka » 7 mar 2019, o 16:38

Najpierw trzeba by się było przejmować nieznajomymi ludźmi, ich ogólnym zachowaniem i tym co mówią, by można było mówić o poczuciu jakiejkolwiek żenady. Asaka miała tę umiejętność, że potrafiła niemalże bezbłędnie ignorować hałaśliwe tło. A nawet kogoś, kto stał tuż przed nią i nawijał i nawijał, bla bla bla… bla bla. Mogła patrzeć się na swojego rozmówcę, ale jeśli temat jej nie zaabsorbował, to oczy zachodziły mgiełką rozluźnienia, mózg tańczył taniec hula, a słowa raz do niej dolatywały i przelatywały jej przez głowę, a czasami nawet nie zdołały się doń zbliżyć, zdmuchnięte gdzieś po drodze. Tak się zdarzało. Nader często. I zazwyczaj w karczmach takich jak ta, gdzie prędzej czy później zbierali się ludzie w przerwie w pracy na obiad, czy już po pracy na piwo ze znajomymi. Hałaśliwie. Procenty miały to do siebie, że rozluźniały obyczaje. Nie było się tak uważnym, mówiło się rzeczy, których normalnie by się nie powiedziało. Robiło rzeczy których normalnie nie robiło. Myślało rzeczy, które normalnie nie wpadłyby nawet do głowy, które były czymś dla nas obcym. Wypaczonym. Nie, alkohol nie pokazywał prawdziwego ja. Pokazywał dokładnie kogoś, kim tak naprawdę się nie było.
Na nią słowo „Jashin” nie działało tak, jak na Shikaruia. Owszem, słyszała o nich, ostatnio nawet nieco więcej, ale prócz „mają coś wspólnego z nieśmiertelnością” nie wiedziała nic. I co „coś wspólnego” mogło być absolutnie wszystkim, bo przy bujnej wyobraźni złotookiej kunoichi naprawdę mogło być wszystkim. Bardzo absurdalnym wszystkim. Dlatego nie zapuszczała się w tamte rejony myślowo-wyobraźniowe, bo mogłoby to ją wyprowadzić na manowce. I na co to komu? Dlatego teraz dość zręcznie jej głowa przefiltrowała słowo zaczynające się na J i kończące na Y, i wypluła je, jakby nigdy go w jej myślach nie było.
Ale i tak za chwilę znaleźli się przy szynkwasie, zajmując wolne miejsca. Asaka usadowiła się na krześle, łokcie nieelegancko położyła na blacie, uprzednio położywszy na ziemi wielki wachlarz tak, by nikomu nie przeszkadzał i nie zawadzał. W czasie, gdy Shikarui zainteresował się niedawno przybyłym do gospody mężczyzną, ona z powrotem zanurkowała w karcie z jedzeniem, jednak teraz już jednym uchem nasłuchiwała. Nie, żeby ją samą to interesowało, no ale skoro jej drogi mąż już się pofatygował – a to nie zdarzało się często – to zamierzała chociaż wiedzieć czy jest to choć w połowie warte ich uwagi.
Ona tymczasem zrezygnowała z wyliczanek. W końcu położyła kartę na blat i na oślep położyła na niej palec. Na to, na co trafiła, zamierzała zamówić. Gdy w końcu karczmarz zwrócił uwagę na jej palące spojrzenie na nim zafiksowane. A gdy chciała, naprawdę potrafiła przekonująco świdrować wzrokiem. Zresztą od tego tu był – od przyjmowania zamówień klientów.
- Poprosimy dwa razy… - tutaj zezowała przez chwilę na kartkę, by odczytać napis. - Shoyu ramen – odpowiedziała w końcu, wiedząc, że Shikiemu i tak będzie wszystko jedno co zamówią, byle napełniło brzuszek.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 877
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Hitsukejin Shiga » 8 mar 2019, o 10:13


BIały królik.
Misja Państwa Sanada rangą B.
7/67


Karczmarz trawiony wzrokiem wypalającym trzewia - bo przecież jak to tak, jakieś pogaduszki w czasie pracy? Nie ma czasu na pogaduszki gdy w kolejce czekają głodne brzuszki. Czy jakoś tak - bo chyba oboje byli głodni, nie? Karczmarz zdawał się jednak dość mocno zaaferowany zjawieniem się swojego przyjaciela, bo na samym początku, od razu, nie zauważył spojrzenia Asaki. Dopiero jak poczuł dym z palącego się karku, z dziury wypalonej jej laserowym wzrokiem - bo koseki, ha ha! - to się wzdrygnął, podszedł, zebrał zamówienie i zniknął na zapleczu kierując się do skrzydła gastronomicznego zajmującego się produkowaniem produktów cudownych do jedzenia przeznaczonych.
A ametystowo-oka bułeczka imieniem Shikarui postanowiła wykorzystać nieobecność karczmarza i chwilową pozorną nudę przybysza do gospody - przybysza z problemem - by się dowiedzieć czegoś więcej. By jak to ciekawskie buły mają w zwyczaju, dowiedzieć się czegoś, co może być potem wykorzystane w celach zarobkowych lub wzmocnieniowych - czy to cenna informacja zapewniająca przewagę i asa w rękawie czy to hajs pozwalający się bogacić... I jedno i drugie było przydatne. A cała sytuacja wyglądała, jakby byla głównie wokół tego utworzona.
-WIesz w ogóle są Jashiniści? Nie wszyscy są jak ten... - Karczmarz na szczęście przed odejściem coby zrealizować Asakowe zamówienie polał swojemu kompanowi do pełna po raz kolejny, dając mu jakieś pole manewru alkoholowe. Tak też teraz wziął głębokiego łyka.
-Ten, jak mu tam. Ten znany, co się spalał żywcem w Hanamurze, potem był widziany w Kami no Hikage, a teraz jest na smyczy u liderki Uchiha. Na S. Nieważne. No to nie wszyscy są tacy jak On, wiesz. Jemu nie wiedzieć czemu pozwalają żyć wśród ludzi i to całkiem w porządku dla nich jest, że to co zabiłoby mnie czy Ciebie w Hanamurze jego tylko zdenerwowało. Jashiniści, widzisz, śmieją się w twarz smiertelności. Zabijają innych by żyć. Piją krew i zjadają dzieci. - Kolejny głęboki łyk alkoholu z pełnego kufla i dłuższa chwila zadumy. W sumie powiedział już całkiem sporo, a na dobrą sprawę nie odpowiedział na żadne z pytań Shikaruiego. Nie był przecież jego prywatną encyklopedią, ale alkohol zawsze rozwiązywał jego jęzor. Dłonią przesunął po swoich włosach, odgarniając je z twarzy na bok. Przekręcił, po raz pierwszy, japę w stronę chłopaka by nawiązać z nim kontakt wzrokowy. To też pierwsza okazja dla Shikaruiego by zobaczyć że mężczyzna jest naprawdę przystojny tylko ta blizna na japie go trochę szpeci. Pierwsza też okazja dla Asaki by zrozumieć, że jej luby rozmawia z kimś, kogo alkoholowy oddech jest pewnie łatwopalny.
-Wszyscy prócz niego i może innych jeszcze dziwadeł zyją jak szczury w ukryciu. Porywają dziewice z wiosek, gwałcą, mordują i zjadają. A czasem tylko gwałcą, żeby im rodziły innych kultystów. I tak przez dziesiątki lat! Gdzieś z południa przybył łowca nukeninów, jashinistów i innych zwyrodnialców. Imieniem Oda. Ciężko go przegapić jak już go spotkanie. Podobno ma trop za jednym wyjątkowym skurwielem Jashina. Był w Sogen go szukać, podobno trop prowadzi tędy, aż w kierunku Daishi. Ma dużo hajsu, jak to łowcy takich potworów mają, więc chciałem coś uszczknąć i mu pomóc. Ale on mnie obejrzał, obejrzał Słodziutką i stwierdził, że nieprzydatne i Ona i Ja! Jak do jakiegoś pastucha mnie pogonił.. - Mężczyzna skupił się na dokończeniu swojego trunku, mając wyraźnie pogarszający się nastrój. Poprawił mu się jednak, gdy wrócił karczmarz ze swą kuchtą, podając Asace zamówione posiłki.

Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2750
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Shikarui » 8 mar 2019, o 12:39

Pod tym względem państwo Sanada byli do siebie podobni. Potrafili zwyczajnie nie słuchać. Wyłączać się, pozwalać myślom zamykać się w magicznym, czarnym pudełeczku. Wyobraźcie sobie, jak musiały wyglądać ich kłótnie! Na całe szczęście - nie wyglądały, bo się nie kłócili. Asaka nie miała na co się denerwować, bo czarnowłosy był cwany, a Shikarui... ogólnie rzadko kiedy się denerwował. I jak coś - to nie na Asakę. Ona była jego, on był jej, wszystkie rzeczy były więc ich wspólnymi. Jedyną osobą potrafiącą go zdenerwować samą swoją obecnością był Shiga - ale w czasie przeszłym. Umysł czarnowłosego rozjaśnił się zachwytem nad świetlikami, które wokół mnicha krążyły i nałożył na niego warstwę, która wyrównywała kształty i szorowała szorstkie kanty, które wcześniej przeszkadzały, drażniły. Powodowały strach przed sparzeniem się. Zaś zdolność do wyłączania się i nie słuchania miała za chwilę zostać uaktywniona. Tak na pół etatu. Mężczyzna z blizną na twarzy miał okazać się dokładnie taką gadułą, jaką prezentował się tutaj od wejścia.
- Niewiele wiemy o Jashinistach. - Rozmówca jakoś po prostu nie był w jego typie. Zresztą nawet jakby był, niczego by to nie zmieniało. Shikarui lubił drobnych mężczyzn. Delikatnych. Jak brzoskwinka Hikari na przykład. Tak kobiecy, że wydawali się wręcz stworzeni do tego, żeby złamać ich w swoich palcach, wsłuchiwać się w dźwięk pękającej dumy. Sęk w tym, że i tak się za nimi nie oglądał i go nie interesowali. Miał Asakę - i ona była dla niego początkiem i końcem świata. Nie był zainteresowany więc ani innymi kobietami ani mężczyznami. W seksualnym aspekcie.
Obrócił się do żony, spoglądając na nią, kiedy ta złożyła już zamówienie, a mężczyzna zaczął opowieść stosunkowo znaną - właśnie tą, którą słuchał jednym uchem. Spojrzenie czarnowłosego było jasne i klarowne - pesos aż świeciło mu się w oczach, zsuwając za mgłę wszystko pozostałe. Oczy Ranmaru czy Hyuga były niczym przy jego nosie do wyczuwania ryo.
- Słyszałem, że są nieśmiertelni. Na ile to prawda? - Shikarui rozsiadł się całkiem wygodnie i wyciągnął jedną strzałę z kołczanu, by następnie rozpiąć torbę i wyciągnąć z niej jedną notkę wybuchową. Torba od razu została zapięta z powrotem. I zaczął powoli owijać ją wokół strzały. Równiutko. Równiusieńko. Zerknął na Słodziutką, która była tak wychwalana pod niebiosa. W gruncie rzeczy ciągle oceniał - jak silny może być ten osobnik, ewentualnie jak wiele można by z niego wydusić gdyby tak zaciągnąć go do ciemnego zakamarka i przeszukać sakiewki.
- Co ty na to? - Zapytał, zwracając się w kierunku Asaki. Teraz niemal można było usłyszeć dźwięk otwieranej kasy, kiedy patrzyło się w paczałki shinobiego. Dolary się wysypywały. Zwolnienie blokady. Nie chodziło jednak aż tak o pieniądze. Czarnowłosy tak się wzbogacił ze swoją smykałką do ryo i interesów, że stać go było na niemal wszystko razem z żoną, ale dreszcz polowania - oo, tego nie było od bardzo dawna. - Jestem pewien, że twoja Słodziutka będzie idealną bronią na zgnuśniałego, wypaczonego ninje. Żadna moc, nawet boska, nie byłaby w stanie jej powstrzymać. - Zwrócił się do nieznajomego. Słodkie usta. Tak jakoś wydawało mu się, że mężczyzna mógłby być całkiem niezłym mięsem armatnim. Wybadaniem gruntu co do możliwości nieznanego, tajemniczego Jashinisty. - - Musi być wystawione zlecenie w bingo na tego Jashina? A ten Oda? Nie wiesz, gdzie można go spotkać?
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Asaka » 8 mar 2019, o 13:52

Nie było ludzi doskonałych. Prędzej czy później każdy popełniał błąd, mniejszy czy większy, ale popełniał. Komuś kończyła się anielska cierpliwość, czara, w której mieściło się całe wywalenie na świat się zapełniała, usypiało się ostrożność ugłaskaną przez ogólny spokój i… Bomba wybuchała. Dokładnie tak samo jak wybuchały odpalone notki wybuchowe. Czasami było jeszcze co zbierać, a czasami szkody były zbyt duże, rany zbyt głębokie a możliwości zbyt małe, by cokolwiek można było na to poradzić. Jakaś kłótnia w końcu się pojawi, jak wyczekiwana jaskółka zwiastująca wiosnę, heheh. Nie, nie wyczekiwana, ale pojawi się na pewno. Może już dziś, może za chwilę. A może za miesiąc, za pół roku. Kiedyś się zjawi. A zdolność do nie słuchania drugiej osoby tylko dołoży oliwy do ognia.
Prześwidrowany na wylot, przelaserowany karczmarz zniknął na zapleczu i zostawił ich samych sobie i wtedy ten wielki koleś, który wcześniej klepał jadaczką do swojego kumpla za szynkwasem, zaczął klepać do Shikiego. Asaka tylko kątem oka spojrzała w tamtą stronę – no, całkiem ładniutka buźka, gdyby nie ta szrama na buzi. Białowłosej szramy nie przeszkadzały, ani ta, ani te, które nosił Sanada, a które tak skrzętnie ukrywał przed światem, by nie zwracać niczyjej uwagi, ale nieznajomy jej nie porywał, serce nie biło mocniej, ani nic z tych rzeczy.
Nie, nie bardzo wiedziała kim są Jashiniści, prócz tego, że jakimiś sekciarzami. Wyznawcami jakiegoś dziwnego boga. A jak sekciarze – to pewnie świry, nie? Stereotypy, stereotypy… Dziewczyna nie odezwała się, zwłaszcza, że mężczyzna zaczął gadać o „tym” – kimkolwiek był. Nie była nigdy na Hanamurze, niewiele wiedziała o turnieju, który się tam rozegrał. O Kami no Hikage wiedziała już znacznie więcej, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że było tam znacznie więcej osób niż te, które znała z imienia. I zakładała też, że było tam więcej osób z rozkazu tej rozmemłanej liderki Uchiha, niż te dwie-trzy, o których wiedziała. No proszę – nawet tego nie była pewna, więc ktokolwiek spalał się żywcem i był „na smyczy” – nic jej to nie mówiło. Ale…
- Naprawdę? Zabijają innych by żyć?… Zjadają dzieci? – to brzmiało… kompletnie absurdalnie. Kompletnie niedorzecznie. I kompletnie obrzydliwie. W głosie Asaki można było wyczuć tak zaskoczenie, jak i niesmak. I teraz podejrzewała, że ten całkiem ładniutki mężczyzna wypił już jednak za dużo, może nawet pił coś nim przyszedł do gospody, a teraz bredził o czymś, co tylko mu się przyśniło. Ewentualna atrakcyjność właśnie wyparowała do końca.
Jednak znała ten błysk w oczach czarnowłosego młodzieńca. Poznała go stosunkowo szybko i to spojrzenie przez rok nie zmieniło się ani o jotę. Wyczuwał zarobek. Tak jak ja, czy Ty, moglibyśmy wyczuć piękną woń kwiatów czy drogich perfum, Shikarui wyczuwał hajs.
Białowłosa miała wrażenie, że Shikarui teraz się popisuje. Z tą strzałą, nawijaniem notki, brakowało jeszcze pucowania kunaia i odgarniania za ramię długich włosów. Aż uniosła w górę ciemną brew, patrząc na tę scenkę, którą tutaj przedstawiał lawendowooki, ale nie mówiła nic. Za to można było być pewnym, że notowała w głowie i nie obejdzie się później bez jakiegoś komentarza.
- Na co? – doskonale wiedziała na co, ale zamierzała go potrzymać w niepewności przez pięć sekund. - Przydałaby się jakaś rozrywka podczas podróży chyba, żeby nie wyjść z wprawy – czy coś tam.
Powiedziała cokolwiek, bo po prostu wiedziała i widziała jak błyszczą się te oczy, a nie chciała sprawiać Sanadzie przykrości. A czemu nie – dowiedzieć się można, zainteresować się można. Nie znaczyło to jeszcze, że trzeba faktycznie za kimś gonić.
Polowanie na jednego zwyrola chyba nie powinno być aż tak trudne, prawda? Z tym, że przed tym jednak wypadałoby się dowiedzieć, czy to faktycznie taka osoba, jak opisana przez nieznajomego. Porywają, gwałcą, mordują. Aż coś się przewróciło w żołądku Asaki, a lewa dłoń mimowolnie zacisnęła w pięść. Chore pojeby ot co. I wypadało się też dowiedzić, czy daliby radę sobie z nim poradzić. Bo… zawsze mógł znaleźć się ktoś znacznie silniejszy, nawet jeśli się wiedziało, że samemu jest się całkiem dobrym. I gdyby jednak Asaka oszacowała zagrożenie na zbyt duże – to pewnie by się jednak wycofała, ciągnąc Shikiego za sobą za fraki.
Pozwoliła więc Tygrysowi czarować. Zadziwiające, jak potrafił się zmieniać w ułamku sekundy z takiego wsiowego gupka w czarującego, inteligentnego młodzieńca. W dodatku cholernie pociągającego – przynajmniej w mniemaniu złotookiej. Sama zajęła się parującą, świeżo postawioną przed sobą zupą; tą drugą przesunęła pod nos Sanady.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 877
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Gospoda pod Samotnym Wilkiem

Postprzez Hitsukejin Shiga » 10 mar 2019, o 00:58


BIały królik.
Misja Państwa Sanada rangą B.
10/67


Mężczyzna z fikuśną bronią był tym typem, który bardzo zadowolony jest kiedy ma przed Sobą podatny grunt na swoje słowa, oferty i plany. Nie lubił osób zamkniętych w sobie, opornych lub wycofanych. Tych cech nie znalazł w Shikaruim więc chłopak był na najlepszej drodze by zostać jego przyjacielem. I to takim, z którym będzie razem zarabiał kokosy, chętny do współpracy nawet i od zaraz. Zwłaszcza, że Sanada cudownie umiał czarować - małe gesty od komplementów do prezentowania swoich broni... To wszystko odnosiło zawrotne efekty. Zwłaszcza, że mężczyzna nie wyglądał na tytana intelektu teraz, kiedy jego zmysły przytępiał chętnie chłeptany alkohol - no coż, nie było kozaka, któremu alkohol nie łagodziłby blokad w główce i nie rozwiązywał języka, ot zwolnione wszelkie hamulce!
-Serio? Myślałem, że wszystkie matki straszą swoje dzieci potworami. Wiecie, demony oni... No to to samo przecież o Jashinistach mówią. Tylko, że o ile ci pierwsi nie istnieją, tak ci drudzy istnieją i opowieści są prawdziwe. W ogole, zauważyłem bardzo nieprzyjemną rzecz. Opowiadam wam, a nie znam waszych imion, ani wy mojego. A widzę po waszym podejściu - No nie do końca Asaki, bardziej Shikaruiego ale uogólnianie król nie? - że będziemy współpracować. Przedstawie się wam więc. Ryūtarō. Uważajcie. - Mężczyzna zaczął palcem kreślić odpowiedni znak na blacie. - 太郎. To znaczy syn. I teraz bardzo, ale to bardzo ważne. - Zaczął kreślić dalej. Gdy w końcu nakreślił bardzo skomplikowany znak... - 竜 smok. Więc moje imię oznacza syna smoka. - W ruchach mężczyzny była jakaś gracja. Widać było, że sztuka piśmiennictwa nie jest mu obca, bo znaki były kreślone na blacie z rozmysłem, ale bez najmniejszego zawahania czy błędu. To by mogło oznaczac, że może bez obecności alkoholu, a jegomość był pod wpływem od wejścia, mógłby okazać się całkiem inteligentnym facetem.
-Owszem. Są nieśmiertelni. Nie da się ich zabić. I regenerują swoje ciała jak jaszczurki z Sabishi! Napełnia ich łaska ich bóśtwa. - Spojrzał na Asakę która zadała pytanie na ten sam temat o którym mówił, ale od nieco innej strony. - Tak. Bóstwo ich kocha bo składają mu krwawe ofiary. To bóstwo daje im łaskę. A dzieci są niewinne, bez grzechu. Podobno zabicie ich to jakby się kilka dorosłych chłopów poświęciło. Dostają od swego bóstwa jakieś nagrody pewnie! Ja nie wiem, daleko mi do tych plugawców... - Słowotok i fakty przeszywane bajkami i zasłyszanymi informacjami trwały w najlepsze, aż Shikarui nie zaczął przechwalać i wychwalać instytucji Słodziutkiej. Mężczyzna wyciągnął broń zza pasa i podał w dłonie Sanadzie, zakazując mu tylko dotykania gardy. Ostrze było... Dziwne. Wypolerowane z miłością na lustro, nieco pofalowane w strukturze jakby skuwane z kilku różnych warstw metalu, ale pod światło... coś się działo. Światło zdawało się załamywać w regularnych odstepach na ostrzu. Jakby pęknięcia? I sama rękojeść była dwukrotnie niemalże grubsza od normalnej broni, ale do wielkich dłoni Ryutaro to w sumie nawet pasowało.
-Okej. To idziemy. Cholera lubię was. - Zakrzyknął mężczyzna, rzucił sakiewkę w stronę Tenzena który wybuchnął śmiechem, płacąc za Sanadów i za swój alkohol.

Moi drodzy, zapraszam was tutaj. viewtopic.php?f=65&t=3345&start=45 Jeśli chcecie nieco pchnąć fabułę, to zakładając, ze mamy środek dnia, zobaczycie zbiorowisko ludzi dookoła czegoś, w centrum wioski i w sumie jeśli nie poczekacie, nie przebijecie się przez tłum to nie zobaczycie za czym stoją. Ot, w tym miejscu sobie wejdę ja, cały na MGowo i pchniemy sztosikowo akcję. Jeśli bym wam za długo nie odpisywał - śmiało możecie napisać jakieś krótsze posty które nie będą się pewnie liczyły do limitu (albo będą i trochę przekroczymy?) jakby dotyczyły waszego porozumiewania się postaciami. Za to nie gryzę. <3

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2750
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość