Świątynia

Świątynia

Postprzez Ayame » 4 kwi 2017, o 17:24

Obrazek
~***~

Na obrzeżu osady, gdzie park roztacza swoją zieleń traw i wszystkie kolory kwiatów, zaś woda krystalicznie czystego jeziorka lśni w promieniach słońca, została wybudowana Świątynia. Jest to miejsce spokoju, modlitwy i wyciszenia, gdzie można poprosić o łaskę i spełnienie marzeń, licząc na to, że nasze wołanie zostanie wysłuchane. Świątynią opiekuje się sędziwy mnich i trzy kapłanki, którzy nie tylko dbają o porządek i spokój tego miejsca, ale także służą radą i pocieszeniem w trudnych chwilach. Podobno też dobrze znają się na leczeniu klasycznym, czyli bez użycia chakry, ale za to za pomocą ziołowych maści, wywarów, bandaży i igły z nicią. Malowniczy krajobraz wokół, idealnie wpływa na dobre samopoczucie, dlatego też to miejsce jest chętnie odwiedzane, zarówno przez prostych ludzi, którzy modlą się o pomyślność własnych rodzin, jak i przez shinobich, którzy szukają zacisza do medytacji i uspokojenia skołatanych nerwów po wyjątkowo trudnych przeżyciach. Często też pomagają mnichowi i kapłankom w drobnych czynnościach, jak zakupy, połów ryb, sprzątanie i tym podobne, w zamian za błogosławieństwo, lub amulet, mający przynieść szczęście, miłość, pomyślność, czy bezpieczeństwo.
Ayame
 

Re: Świątynia

Postprzez Maji Meguri » 4 kwi 2017, o 19:16

Obrazek
"Podróżny sługa boży" - Misja D - Ayame - 1/15

Pięknyjesienny poranek, rozleniwiał i odprężał zarówno ducha jak i ciało swoim leniwym, słodkim spokojem. Szczególnie w miejscu takim jak te, gdzie piękne kolorowe liście co jakiś czas tańczyły opadając z drzew. Nasycone czerwienią i żółcią dzieci drzew rozłożone niczym dywan w świątyni świadczyły tylko o jednym. Najwyraźniej ani mnich ani kapłanki nie były obecne tu od wczesnego wschodu słońca. Nie był to jednak niepokojący fakt, gdyż o tej porze roku, często Ci którzy sprawiali pieczę nad tym miejscem wybierali się do miasta odczyniać jakieś obrządki.
Panował całkowity spokój, dzięki któremu można było cieszyć się ostatnimi ciepłymi promykami słońca i ochładzającym się, rześkim powietrzem. Ayame nie miała problemów w odprężeniu swoich myśli i zjednoczeniu się w zamieszkałym w ciele duchem. Spokój trwał tak długo, że kunoichi traciła poczucie czasu i ostrość zmysłów. W jednym momencie zrozumiała, że ktoś jest tu razem z nią. Przeszywające, nieprzyjemne uczucie bycia obserwowaną, które nie dawało spokoju. Ktoś znajdował się za jej plecami. Stojąc zaraz przy wejściu do usłanej listowiem świątyni. Bezszelestna postać rozegnała spokój tego miejsca, wyszarpując członkinie rodu Hyūga z kontemplacji. Niepokój. Leczy, czy nie obsesja? Być może zwykła osoba przybyła do tego miejsca. Lecz czemu nie było jej słychać? Czemu nie wchodzi i czeka? Jak długo obserwuje już młodą Kunoichi? A najważniejsze, czemu bije od niej tak nieprzyjemna aura, że niszczy spokój i ład świętego miejsca?
Maji Meguri
 

Re: Świątynia

Postprzez Ayame » 4 kwi 2017, o 20:52

Po tym całym cyrku w centrum osady, Ayame wróciła do domu iście wkurzona jak osa. Gdy opowiedziała ojcu o wszystkim, co się wydarzyło, ten westchnął przeciągle i pokręcił głową z niedowierzaniem. Wspomniał coś o bandzie idiotów i lepszym patrolowaniu rynku, po czym poklepał pocieszająco córkę po ramieniu. Kunoichi przebrała się w czysty strój i wyszła jeszcze na trochę, aby móc jakoś odreagować swoją złość. Już dawno nikt tak jej nie wytrącił z równowagi, a to się zdarzało naprawdę bardzo rzadko. Nogi poniosły ją prosto do świątyni, która była idealnym miejscem do wyciszenia i medytacji. Mnicha i kapłanek nie było w budynku, więc Ayame usiadła sobie w seiza na brzegu jeziorka i zamknęła oczy, oddychając głęboki i starając się wyciszyć.
Medytacja była najlepszą metodą na skołatane nerwy, więc kunoichi z każdą chwilą coraz bardziej się wyciszała., odpoczywając psychicznie. Jej wyłączenie się z rzeczywistości nie trwało jednak w nieskończoność. W pewnym momencie przebiegł jej zimny dreszcz po kręgosłupie, a w umyśle zapaliła się czerwona lampka. Wyraźnie czuła się obserwowana, ale nie miała pewności, czy wpada w paranoję, czy rzeczywiście ktoś stoi z tyłu za nią. Mogła się przekonać tylko w jeden sposób. Otworzyła swoje białe oczy i momentalnie odpaliła Bykaugana, żeby spojrzeć wokół siebie, nie musząc wcale obracać głowy. Nie robiła żadnych gwałtownych ruchów, chcąc żeby tamten myślał, że niczego nie zauważyła. Gdy tylko zlokalizowała go swoim wzrokiem, przyjrzała się mu uważnie i stwierdziła, że facet wygląda na mnicha. Ale ten był jakiś młody i nietutejszy.
- Jak długo jeszcze będziesz mnie tak obserwować? - Zapytała niespodziewanie. - Czy mogę Ci jakoś pomóc, przybyszu?
Nadal się nie odwracała, ale cały czas miała go na widoku, dzięki Byakuganowi. Gdy tylko facet zrobi niewłaściwy ruch, Ayame odskoczy w bok i stanie w pozycji wyjściowej, przygotowując się na atak. Miała jednak nadzieję, że facet nie ma złych zamiarów. Nawet nie usłyszała, jak podszedł. Jeśli się okaże, że jest nie groźny, kunoichi dezaktywuje klanową zdolność i spojrzy już na mnicha normalnym wzrokiem, odwracając się.
Ayame
 

Re: Świątynia

Postprzez Maji Meguri » 4 kwi 2017, o 23:56

Obrazek
"Podróżny sługa boży" - Misja D - Ayame - 3/15

Żyły w okolicy oczu ujawniły się, przekazując czystą moc do ślepi bladych niczym gęsta mgła. Specjalne umiejętności Kunoichi pozwoliły jej dostrzec to co znajdowało się za plecami. Przeszywające uczucie bycia obserwowaną ustało. Stojący za nią mężczyzna trzymając nabożnie złożone palce, delikatnie przykładał je do zamkniętych powiek. Nie drgnął nawet na moment. Więc nie było możliwości, ażeby szybko zasłonił swoje ślepia. Być może to sama obecność kogoś za swoimi plecami wywoływała paranoiczne lęki. W prawdzie, bycie Kunoichi wiązało się z tego typu uczuciami, nawet w obliczu pełnego bezpieczeństwa. Dłonie powolnie odsunęły się od powiek na dźwięk rozpraszających ciszę słów młodej kobiety.
Gdy ostatnie z wypowiedzianych wyrazów zabrzmiały, nic nie działo się przed jedno, czy też dwa uderzenia serca. Wtedy uderzyła w kunoichi fala ciepła. Szczery, dziadkowy uśmiech jaki pojawił się na twarzy mnicha potrafiłby skruszyć najtwardsze serca. Otworzył oczy, a w nich widać było ledwo tlące się płomyki. Mężczyzna prawdopodobnie tracił wzrok,
z dnia na dzień przybliżając się do całkowitego mroku, który zaleje cały jego świat. - Wybacz, że zakłóciłem Twój spokój. - Odezwał się, a głos jego był niski i przepełniony zmęczeniem. Mimo to, czuć było w nim życzliwość. Schylił się z widzianym i nie udawanym trudem po leżącą obok żelazną laskę z pierścieniami. Unosząc swojego pomocnika w podróżach zaskrzeczały kręgi, najwyraźniej po to aby dać o sobie znać przy każdym ruchu. Tak, aby słychać było tracącego wzrok mnicha zanim wpadnie komuś na plecy. - Właściwie, gdybym mógł prosić byś powiadomiła tutejszych opiekunów świątyni o moim przybyciu. - Odrzekł kłaniając się serdecznie, na pytanie o pomoc. Nie czuć w nim było ani krzty zagrożenia, więc wysilanie dziedzictwa młodej Kunoichi nie było potrzebne.
Odwróciwszy się i zobaczenie mnicha w naturalnym spojrzeniu przyniosło nowe refleksje. Był to całkowicie łysy mężczyzna, zdawałoby się że w sile wieku. Lecz każde wgłębienie się w szczegół ciała przynosiło wrażenie, jakoby był znacznie starszy. Kilka zmarszczek, gasnące zmęczone spojrzenie, uśmiech poczciwego dziadka. Mnisi pozostawali w dobrej kondycji fizyczniej przez lata. Ba! Przez dekaty, dzięki swojemu stylowi życia i medytacją. Nie wykluczone, że ślepnący mnich był znacznie starszy niżeli na takiego wyglądał. Wracając jednak do ogólnego wyglądu, to nosił na sobie standardowe, ubogie mnisie szaty. Dużo zacerowanych dziur i wytartych miejsc. Podróż odciskała na nim piętno i bez problemu można było to zauważyć. Ostatnią rzeczą i najbardziej rzucającą się w oczy był tatuaż zamkniętego oka. Nad oczami, na środku czoła pionowy wzór zaciśniętych powiek. Niezbyt przyjemny do oglądania, lecz mnisi pełni byli podobnych temu dziwnych znaków. Zdarzali się nawet tacy, co wypisane mieli na całym swoim ciele ważne traktaty filozoficzno-religilne.
Wracając do prośby obcego mężczyzny, w okolicy nie było śladu po tutejszych stałych bywalcach i na próżno było na nich czekać. Co więc teraz zrobić z podróżnikiem? Tą decyzje miała podjąć młoda Ayame.
Maji Meguri
 

Re: Świątynia

Postprzez Ayame » 6 kwi 2017, o 12:07

Widząc ten ciepły i serdeczny uśmiech, kunoichi przestała się spinać i rozluźniła mięśnie, gotowe w każdej chwili do szybkiej reakcji. Wyglądało na to, że przybysz nie był groźny, zresztą mnisi brzydzili się przemocą i unikali wszelkich konfliktów, więc o ile nie był to żaden podstęp, to wszystko było w najlepszym porządku. Coś w oczach tego mężczyzny powiedziało jej jednak, że chyba jednak nie wszystko. Przygaszone spojrzenie, ledwo tlące się blaskiem mogło sugerować na ciężkie przeżycia, lub przygnębienie, jednak gdy uważnie się przyjrzała temu, jak mnich patrzy na otoczenie, stwierdziła niepewnie, że może tracić wzrok. Tak więc wstała z trawy i obróciła się do tajemniczego przybysza, przyglądając się mu tym razem swoimi normalnymi oczami. O ile białe oczy można było uznać za normalne. W każdym razie nie były już wzmocnione Byakuganem.
- Nic się nie stało. - Odpowiedziała, spoglądając na żelazny kostur, brzęczący pierścieniami i zastanawiając się, dlaczego wcześniej go nie usłyszała. - Opiekunów obecnie nie ma w świątyni, ale jeśli to bardzo pilne, to mogę ich poszukać. Zazwyczaj zostawiają wiadomość, gdzie można ich zastać, gdyby coś poważnego się działo.
Jeśli mnich potrzebował pilnej opieki medycznej, to może lepszy byłby dla niego szpital? Medycy potrafili zdziałać cuda, chociaż o leczeniu ślepoty jeszcze nie słyszała. Tak więc od przybysza będzie zależeć, czy będzie musiała przebiec się do miasta w poszukiwaniu starego mnicha i kapłanek, czy może ostatecznie pozostanie jej dotrzymać mu towarzystwa, do czasu powrotu tamtych. Ostatecznie mogłaby go sama ugościć w głównej sali świątyni, która była zawsze dla wszystkich otwarta, na wypadek nagłego przypadku i potrzeby jakiegoś ziołowego specyfiku. Znajdowała się tam podstawowa apteczka, opatrzona etykietkami i instrukcjami, jak w razie czego postępować. Oczywiście w takich wypadkach szpital byłby lepszym rozwiązaniem, ale stąd do centrum był kawałek drogi i ranny, albo wymagający opieki czasami nie był w stanie iść dalej, więc zajmowano się nim tutaj, na miejscu i ewentualnie posyłano po medyka, jeśli było to konieczne.
Ayame
 

Re: Świątynia

Postprzez Maji Meguri » 6 kwi 2017, o 14:13

Obrazek
"Podróżny sługa boży" - Misja D - Ayame - 5/15

Zagadkowe przybycie mnicha pozostawiało wiele pytań, lecz nie kwapiło się aby nieść też jakieś odpowiedzi. Być może kunoichi zbyt mocno zapadła w medytacyjny trans, bądź też mężczyzna przytrzymał palcem żelazne pierścienie, które zaciśnięte nie wydawały żadnego dźwięku. Oczywiście można było również podejrzewać mnicha o niezwykłe umiejętności, które alarmowały, nasuwając tym samym podłe podejrzenia co do póki co nieznanych celów przybycia jegomościa.
Przyjemna i ciepła aura bijąca od pół ślepego, łysego podróżnika nie wydawała się być sztuczna. Jego pełen, przyjemny uśmiech zelżał, lecz nadal pozostał z tym, że teraz w nieco uboższej formie. Zrobił kilka kroków w kierunku świątyni hałasując przy tym metalicznym dźwiękiem. Z pobliskiego drzewa uniósł się jazgot i spłoszony ptak odfrunął w stronę lasu. Mnich o wyraźnie wyczulonym słuchu od razu rozpoznał całe zajście i z wyraźnym smutkiem odruchowo wsunął palec wskazujący we wszystkie pierścienie kurczowo je przy tym ściskając. Obrócił twarz w kierunku Kunoichi i znów zaatakował ją swoim przyjemnym dla oczu, szerokim uśmiechem. - Ah, no tak. Dni coraz krótsze a powietrze coraz ostrzejsze. Chyba rzeczywiście najlepszy czas na rytuał. - Powiedział wyraźnie zamyślony, pocierając swoją brodę, równie łysą jak głowę. Najwyraźniej nie działa mu się żadna krzywda i nie potrzebował opieki lekarskiej. - Nie wydaje mi się, żeby to było konieczne. Przybyłem oczyścić to miejsce ze złych duchów. - Wyjaśnił krótko i przez chwilę się rozglądał, próbując dostrzec miejsce w które chciał się udać. Jego stopy w końcu obrały kierunek niosąc ciało w kierunku drewnianych schodów. Pokryte były one niemalże całkowicie liśćmi w barwach złota i czerwieni. Gdy wszedł mozolnie na pierwsze schodek, poczuł pod sobą nietypowy grunt. Dywan ułożony z listowia przykuł jego uwagę, a tracące wzrok oczy chwilę się w nie wpatrywały. - Tyle pięknych kolorów w tym roku spadło z drzew. Lecz ich miejsce nie jest u progu świątyni. Znajdę tylko miotłę i zaraz zrobię z nimi porządek. - Odwróciwszy się całkowicie plecami, rozpoczął poszukiwania miotły znajdującej się praktycznie obok niego, opartej o jedną z poręczy. Na tyle szaty mnich posiadał sporych rozmiarów znak, w większości zasłonięty przez pokaźne, czerwone korale. Czerwone kręg mający w środku bliżej niezidentyfikowaną figurę geometryczną - z powodu korali.
Mnich wyraźnie sobie nie radził. Uznawszy, że miotła i tak nie jest mu w niczym potrzebna, oparł swój kostur o drewnianą poręcz i począł własnoręcznie zbierać liście. Na jego pogodnej twarzy nawet mimo takich niedogodności wciąż widniał uśmiech. Duże męskie dłonie, pojedynczo zbierały piękne kolory jesieni zawarte w cieniutkich listeczkach i układały je w coś w rodzaju bukieciku w drugiej dłoni. Obrazek ten przynosił wiele spokoju i ukojenia. Niczym gigantyczny plaster miodu na okaleczone serca. Taki podróżny mnich mógł wnosić wiele dobra na szlaku swoich licznych podróży. Być może warto było się do niego przekonać i pomóc mu w lekkiej pracy. Może to właśnie ona przyniesie lepszą harmonie ducha Ayame, niżeli medytacja w ciszy i spokoju.
Maji Meguri
 

Re: Świątynia

Postprzez Ayame » 7 kwi 2017, o 20:39

Okazało się, że sprawa nie była na tyle pilna, żeby Ayame musiała zasuwać do centrum, w poszukiwaniu mnicha i kapłanek. Po ostatnich wydarzeniach na targu, nie miała nawet ochoty tam wracać, bo już na samą myśl gotowało się w niej. Wyglądało na to, że medytacja słabo pomogła na jej skołatane nerwy, no ale w końcu jej przejdzie. Przekrzywiła lekko głowę, gdy mnich wyjawił jej cel swojego przybycia. Duchy? Ale że w sensie takie straszydła, którymi straszy się dzieci?
- Złych duchów? - Zapytała, niepewnie się rozglądając. - W sensie takich złych upiorów? To coś takiego istnieje?
O ile wierzyła w bóstwa, o tyle jakoś trudno było jej uwierzyć w potępieńcze dusze, które błąkały się po świecie i straszyły ludzi. Jeszcze nigdy nie słyszała, żeby kogoś zaatakował zły duch, a nawet jeśli istniały, to przecież jako niematerialne widma, które nie powinny mieć prawa ingerencji w to, co materialne. O rany, jak nie wróżbitki to teraz duchy. Oby to nie był jakiś kolejny głupi żart, bo wtedy już kompletnie nie wytrzyma. Mnich jednak nie wyglądał na takiego, który mógłby sobie żartować, zaś jego uśmiech był iście rozbrajający. Ayame może by go doceniła, gdyby nie fakt, że jej serce należało już do kogoś innego, więc nie przywiązywała zbytniej uwagi do innych facetów.
Widząc, jak ten chwyta za miotłę i zaczyna nieporadnie zmiatać liście, Ayame westchnęła i podeszła bliżej. Ostatecznie mnich dał za wygraną i zaczął zgarniać kolorowe liście własnymi rękami, na co bardziej pozwalał mu jego bardzo słaby wzrok. Kunoichi więc sama chwyciła za odstawioną miotłę.
- Proszę mi pozwolić się tym zająć. - Zaproponowała, zaczynając zmiatać liście. - Medytacja mi nie pomogła, to może chociaż praca mi się przysłuży.
Ayame
 

Re: Świątynia

Postprzez Maji Meguri » 8 kwi 2017, o 13:26

Obrazek
"Podróżny sługa boży" - Misja D - Ayame - 7/15

Chłodny wiatr, niczym oddech wyprzedzający nadchodzącą zimę. Znacznie mocniejszy i pewniejszy podmuch wydarł zebrane liście z delikatnego uścisku mężczyzny. Niesione z prądem, tańczyły wykonując liczne akrobacje, rysując po błękitnym niebie złote i krwisto czerwone linię. Oddech zimy nie pozostał obojętny wobec tych, które spokojnie wylegiwały się na drewnianej posadzce. Rozdmuchując jesienne barwy wgłąb świątyni, tym samym robiąc jeszcze więcej bałaganu i pracy.
Mnich powiódł za wypadającymi z dłoni liśćmi, aż zatrzymał się wpatrując w niebo. - Świat jest pełen tajemnic i istnień, których nie jesteśmy świadomi. - Westchnął ciężko i ponownie uśmiechnął się ciepło. - Lecz nie ma czego się obawiać. Większość z nich nie stanowi zagrożenia. - Nie wyjaśniając zbyt wiele, wznowił swoją pracę przy zbieraniu liści. Kunoichi postanowiła mu w tym pomóc, dzięki czemu tak naprawdę po raz pierwszy mógł się jej lepiej przyjrzeć. Tracące swą sprawność oczy, przez moment zatrzymały się na Ayame, jakby starając się rozpoznać cokolwiek z rozmazanych kształtów i pogłębiającego się mroku. - To bardzo miło z Twojej strony. - Nie opierając się w sprawie pomocy, lekko odsunął się nie przerywając swojej mało efektywnej pracy zbieranie liści rękoma. Co jakiś czas uderzał podmuch zimnego wiatru, rozdmuchującego liście coraz bardziej. Nie mówiąc już o biednych kupkach liści, które po prostu eksplodowały pod naporem powiewów czyniąc pracę istnie syzyfową. - Jesteś jedną z nich? - Odezwał się ponownie mężczyzna, wpatrując się w liście które zbierał. O co mogło mu chodzić? Czy rozpoznał w Ayame Kunoichi? Czy chodziło mu o zupełnie co innego? A może, wcale nie mówił do niej?
Maji Meguri
 

Re: Świątynia

Postprzez Ayame » 10 kwi 2017, o 10:23

O tak, tego jej było trzeba. Stwierdzeń, że świat jest pełen tajemnic i tak dalej. Nie lubiła takiej gadaniny, dlatego właśnie unikała szerokim łukiem wróżbitów i wieszczy. Nie spodziewała się jednak, że mnisi też mają taką gadkę. Aż się chciało przewrócić oczami i westchnąć z rezygnacją, ale w porę się powstrzymała. Była ninja, żołnierzem, który przyjmował tylko twarde fakty i niezbite dowody, a nie jakieś zawiłości i niejasne pierdzielenie, nie wiadomo o czym. Mimo to nie pokazywała targających ją od wewnątrz emocji, wykazując się cierpliwością i taktem, wobec przybysza. Przynajmniej otwarcie powiedział, że nie było zagrożenia ze strony duchów.
- Przynajmniej tyle dobrego. - Odpowiedziała. - Nie potrafiłabym walczyć z czymś niematerialnym.
Po pięciu minutach zamiatania liści dowiedziała się, dlaczego opiekunowie wcześniej nie uporządkowali terenu, a kolory nadal zalegały na trawie. Przy takim wietrze było to totalnie bezcelowe, bo co zamiotło się wszystko na kupkę, to zaraz silny powiew wszystko rozdmuchiwał. Gdyby jeszcze było gdzie wywalać te liście, a tak nie było nic, a wiatr sobie hulał w najlepsze, burząc ich starania. Po dłuższej, bezowocnej pracy, Ayame westchnęła z rezygnacją i zaprzestała na chwilę zamiatania, przyglądając się krytycznie temu, co już zrobili, a raczej temu co zostało ponownie zniszczone. Najwyraźniej jakieś duchy dobrze się w tym momencie bawiły, dmuchając im tutaj i ciesząc się z takiego psikusa, zaś Ayame miała powoli już dość tego wszystkiego. Nie lubiła sytuacji, nad którymi nie mogła zapanować i których w pełni nie kontrolowała.
- Słucham? - Zdumiała się na pytanie mnicha, spoglądając na niego. - To znaczy kim?
Nie bardzie wiedziała, o co mu chodzi. Dopiero co rozmawiali o duchach, a teraz się pytał, czy jest jedną z nich? Oczywiście duchem nie była, a pytanie zapewne miało inne znaczenie, ale jakie? Czy pytał o to, czy jest shinobi? A może dostrzegł jej białe oczy i powiązał z rządzącym tu klanem?
Ayame
 

Re: Świątynia

Postprzez Maji Meguri » 11 kwi 2017, o 14:36

Obrazek
"Podróżny sługa boży" - Misja D - Ayame - 9/15

Mnich czując również, że chwilowo wiatr nie daje możliwości posprzątania świątyni z nieproszonych, liściastych gości usiadł na jednym z drewnianych schodków. Ponownie obracając się do Kunoichi i prezentując znak na plecach. Tym razem widać było znacznie więcej, gdyż grube czerwone korale zasłaniały górną cześć symbolu. Czerwony pierścień w którego środku znajdował się najprawdopodobniej trójkąt, bądź też litera "v". - Różnie na Was mówią. Zwykli ludzie zazwyczaj utożsamiają z bronią. Niczym więcej, a zabójczym narzędziem, które utraciło swoje człowieczeństwo zaraz po narodzinach. Nieco bardziej roztropni, po prostu unikają tematu i starają się nie wyrażać swoich opinii. Bywają też tacy,
co nawołują do buntu, jakoby Wasz rodzaj był nosicielami wojny i niesprawiedliwości.
- Odezwał się ściszonym, basowym głosem. Męska, duża dłoń przywarła do brwi i potarła je w geście zmęczenia. - Jesteś Kunoichi, prawda? Wygląda na to, że świat pospolitych i poczciwych ludzi, źle na Was patrzy. - Zaraz dodał poprawiając swoje korale odsłaniając całkowicie symbol na plecach. Czerwony pierścień a w nim trójkąt o równych bokach. Jeden wierzchołek stykał się dokładnie na samym dole środkowego pierścienia. Wiatr jakby ustał, a chłód znacznie zelżał, dzięki ciepłym promieniom słońca. Mnich wstał, obrócił się i wznowił pracę. Jeśli się pośpieszą to wymiotą wszystkie liście ze świątyni zaraz przed kolejnymi podmuchami nadchodzącej zimy.
Maji Meguri
 

Re: Świątynia

Postprzez Ayame » 12 kwi 2017, o 21:13

No dobra. Nie spodziewała się tego, co właśnie usłyszała od tajemniczego mnicha. Od zawsze marzyła o tym, aby zostać zawodową kunoichi. Chciała pomagać ludziom i bronić prowincji, w której mieszkała. To był wielki zaszczyt i cieszyła się, że była jedną z Hyūga, tym bardziej, że miała teraz niezwykle silną motywację, którą była prawdziwa miłość. A teraz dowiaduje się tego, że prości ludzie patrzą na nich w ten sposób. To zabolało i to cholernie mocno. Ayame odłożyła miotłę na bok, bo dalsze sprzątanie nie miało na razie sensu, jednak nie usiadła obok mężczyzny, który przycupnął sobie na schodach. Była ciekawa, jakie on ma zdanie o shinobich.
- Tak, jestem kunoichi i jestem z tego dumna. - Odpowiedziała z nutą gniewu w głosie. - A ci, o których mówisz, są zwykłymi niewdzięcznikami, albo niedoinformowanymi głupcami. To my rozprawiamy się z bandytami, którzy napadają na traktach kupców i grabią ich dobra. To my ganiamy po mieście za złodziejami, mordercami i innymi łotrami, którzy robią krzywdę prostym ludziom. To my leczymy z ran i chorób w szpitalu za pomocą tych naszych wstrętnych mocy. To my pilnujemy porządku w mieście i patrolujemy ulice. To my pomagamy każdemu, kto tego potrzebuje, nawet przy zwykłym tępieniu szczurów w domu, czym ostatnio się zajmowałam. To my stoimy na straży porządku, żeby tym zwykłym ludziom jak najlepiej się żyło.
Była naprawdę zła i wytrącona z równowagi. Dopiero co starała się uspokoić po ostatnim wydarzeniu na rynku, a teraz znowu się wkurza. Owszem, przejęła się tą opinią, bo była kompletnie nieprawdziwa i pozbawiona wszelkiego sensu. Owszem, byli bronią, ale nie przeciwko zwykłym ludziom, a do ochrony ich. Służyli im, do cholery jasnej, a oni tak się odpłacają.
- Jesteśmy żołnierzami. - Powiedziała już nieco spokojniej. - Naszym obowiązkiem jest pomagać i zapewniać bezpieczeństwo. Do tego właśnie służą nam nasze umiejętności. Nosiciele wojny i niesprawiedliwości. Też coś! Nasz Shirei-kan nie jest konfliktowym człowiekiem. Dzięki niemu, żyjemy w zgodzie z sąsiadami i nie musimy obawiać się z ich strony najazdów, nie grozi nam żadna wojna, a nawet jeśli kiedyś przyjdzie nam stanąć do walki, to będziemy ginąć w obronie naszej prowincji i tych cholernych niewdzięczników, którzy tak źle o nas myślą.
Było jej cholernie przykro. Tak bardzie, że w białych oczach zaszkliły się łzy. Była taka dumna z tego, że robiła coś dobrego, że pomagała tym, którzy tego potrzebowali, a tu spotyka się z tak ciężką krytyką. Czyżby przemawiał przez nich strach?
Ayame
 

Re: Świątynia

Postprzez Maji Meguri » 15 kwi 2017, o 11:25

Obrazek
"Podróżny sługa boży" - Misja D - Ayame - 11/15

Mnich przez dłuższy czas się nie odzywał, a cisza dzwoniła w uszach gorzej niż wiatr, który nieustępliwie wył i świstał. Teraz po prostu wszystko ustało, wiatr i rozmowa. Na krótką chwile, tak jakby Mnich zastanawiał się nad słowami Kunoichi, albo czekał aż ochłonie. Obie te opcje były prawdopodobnie. - A ilu pośród bandytów to Shinobi? Ilu złodziei i morderców? Ile ran i krzywd czynią właśnie Shinobi? Ilu spośród Shinobi pomaga jedynie za śladem brzękających monet? - Rozmasowując kark swoją szeroką dłonią. - Ludzie się Was boją, nie bez powodu. A strach napędza koło nienawiści i niezrozumienia. Chociaż wielu z tych "głupców" w istocie ma racje. Leczy czy winne są jabłka i jabłoń, że wpośród nich znajdzie się zgniły egzemplarz? - Dłoń zeszła z karku i znów sięgnęła do zbierania liści.
W końcu wiatr ustał i to był idealny moment, aby posprzątać świątynie. Kto wie jak może być za pięć czy dziesięć uderzeń serca. Lepiej było wziąć się do pracy, póki takowa była możliwa. - Prości ludzie nie mają łatwego życia. Często co dzień walczą o to, aby nakarmić swoje pociechy i siebie. Nie można ich winić, za prostotę umysłu i niedouczenie. Nigdy nie mieli szans ani okazji pobierać jakiekolwiek nauki. Mówią i myślą to co widzą i to co przekazano im w starszych pokoleniach. - Zebrawszy całą garść liści, ostrożnie zszedł ze schodów i wysypał je pod jednym z kolorowych jesiennych drzew. - Czasem duma przysłania prawdę, a ta znajduje swoje miejsce pośrodku. -
Mnich skończył swój wywód i powrócił ponownie na drewniane schody gdzie znacznie żwawiej - lecz dalej ostrożnie, z powodu częściowej ślepoty - zbierał liście. Jeszcze trochę pracy i świątynia nadawała się do odpędzania złych duchów.
Maji Meguri
 

Re: Świątynia

Postprzez Ayame » 15 kwi 2017, o 14:23

Ayame była coraz bardziej zdenerwowana gadaniną mnicha. W każdej zwykłej rodzinie była jakaś czarna owca, która schodziła na złą drogę i to samo tyczyło się shinobich, którzy minęli się z powołaniem. Tylko że oni takich wyrzutków ścigali i tępili, a taka rodzina mogła tylko załamywać ręce i wydziedziczyć takiego delikwenta. Gdyby złamał prawo, to znowu oni by się takim zajmowali. I to oni są tymi złymi. Co za cholerna bzdura. Ludziom się już totalnie w głowie poprzewracało. Za dobrze im się żyje w Kyuzo i nie mają na co narzekać, to narzekają na ninja.
- A no właśnie, czym jesteśmy winni, że takie zgniłe odpadki powstają w naszych szeregach? - Zapytała zagniewana. - Lepiej sprowadzać wszystkich shinobi do jednego worka, bo łatwiej się zapamiętuje te złe rzeczy, niż te dobre. Ścigamy takich i wymierzamy sprawiedliwość, a mimo to jeszcze jest źle. Dawno nie mieli do czynienia z wojną lub kataklizmem, bo najwyraźniej zapomnieli, do czego nas wszystkich powołano. Mamy bronić i pomagać.
Chwyciła za miotłę i zabrała się za szybkie zmiatanie liści na kupki, korzystając z faktu, że wiatr się uspokoił. Aż się w niej gotowało. Szukała w świątyni spokoju, a ponownie została wytrącona z równowagi. Miała ochotę rzucić to w cholerę i zostawić mnicha samego sobie. To co mówił obrażało ją, obrażało jej ideały, którymi się kierowała. Nie jej wina, że nie wszyscy są tacy jak ona, ale nie życzyła sobie, być porównywana do innych. Prychnęła, gdy mnich napomknął o codziennej walce o to, żeby wykarmić rodziny. Kyuzo, dzięki Liderowi, było jedną z najbogatszych prowincji, która nie znała głodu i ubóstwa. Gdyby tylko usłyszeli i takich rodzinach, od razu zorganizowałoby się dla nich pomoc. Nie miała pojęcia, skąd ten mnich przylazł, ale widocznie nie miał zielonego pojęcia o tym, co się dzieje w tej prowincji. Ayame często sama zagląda na mniejsze wsie, żeby przyjrzeć się sytuacji i zdawać raporty. Dbali o swoich ludzi.
- Dość już tego. - Zakomunikowała stanowczo. - Nie chcę o tym więcej słyszeć. Nie tak zostałam wychowana. Nauczono mnie dbać o ludzi i pomagać im, wpajano bezinteresowność i życzliwość. To co mówisz, obraża wszystko to, czym od początku się kieruję, będąc kunoichi. Nie chcę być porównywana do innych.
Chciała jeszcze dodać, że wcale jej nie prosił teraz o pomoc, a mimo to sama ją zaproponowała i pomaga mu uporządkować świątynię, ale ostatecznie sobie odpuściła. Była zła i rozgoryczona, zaś do białych oczu cisnęły się łzy żalu. Będzie musiała porozmawiać o tym z ojcem. Czuła się naprawdę podle w tym momencie. Zawsze chciała być shinobim, a tu się okazuje, że ludziom lepiej by było bez nich. Ciekawe. Dopiero by się za nich łotry zabrały, gdyby nie miał kto ich bronić.
Ayame
 

Re: Świątynia

Postprzez Maji Meguri » 17 kwi 2017, o 10:43

Obrazek
"Podróżny sługa boży" - Misja D - Ayame - 13/15

Sytuacja w świątyni przestała mieć jakikolwiek wydźwięk kojącej nerwy. Rozmowa wyraźnie wybiła kunoichi z rytmu i przyprawiła o narastający gniew. Mnich co prawda pozostał spokojny, lecz uśmiech na twarzy znikł całkowicie. Zapadała cisza, przerywana od czasu do czasu skrzypiącym drewnem, gdy mężczyzna przesuwał się, aby pozbierać liście. Najwyraźniej po prostu odstąpił. Zostawił Kunoichi w spokoju, ponieważ czuł, że narusza cel tego miejsca. Musiała wyraźnie ochłonąć i dojść do ładu ze sowimi burzliwymi myślami. Mnich zaś uprzątał liście, ponieważ czuł po zmęczonych, starzejących się kościach, że spędził w tym miejscu zbyt dużo czasu. Częściowa ślepota utrudniała pracę, ale przyzwyczajany do tego stanu rzeczy mężczyzna z wytatuowanym, zamkniętym okiem na czole, radził sobie przyzwoicie. W prawdzie miał wiele szczęścia, bo, gdy odnosił ostatnią kupkę zebranych liści ponownie zaczął dąć wiatr, który po prostu rozrzuciłby liście ponownie po całej świątyni. Podnosząc swój żelazny kostur ścisnął palcem pierścienie, aby nie brzęczały podczas chodzenia. Doszedł na środek świątyni, gdzie próbując rozeznać się w terenie, szukał odpowiedniego miejsca na ułożenie swoich specjalnych notek.
Przydałby się sprawny wzrok do tego zadania i widać było, że rozglądanie nie wiele mu dawało. Mrok jakie spowijał jego oczy ograniczał skutecznie. - Jesteś tu jeszcze panienko? - Spytał bardziej z grzeczności, ponieważ znał doskonale odpowiedź na to pytanie. Ślepi ludzie mają nadzwyczajnie rozwinięte inne zmysły. - Gdybym mógł, prosić Cię o pomoc z umieszczeniem tych notek. - Dłoń mężczyzny zniknęła w głębokiej kieszeni i chwile tam buszowała, aż w końcu wyciągnęła pliczek notek o czerwonych bliżej niezidentyfikowanych wzorkach i napisach. Najwyraźniej jakiegoś rodzaju talizmany, odpędzające złe duchy. - Należy ułożyć z nich szeroki krag a w środku trójkąt. Lecz sam raczej nie dam rady. - Wyjaśnił wyciągając rękę z pokaźnym pliczkiem notek w przestrzeń przed sobą, mając nadzieje, że uda mu się uzyskać pomoc. Na wpół ślepy mnich miałby spory problem zachować odpowiednie kształty, przez co cały krąg z trójkątem wyglądałby pokracznie i zapewne nie wypędzał złych duchów.
Maji Meguri
 

Re: Świątynia

Postprzez Ayame » 19 kwi 2017, o 11:11

Najwyraźniej mnich pojął, że jeśli dalej będzie ciągnął ten temat, to Ayame rzuci miotłą w cholerę i sobie pójdzie, zostawiając go samego, bo zamilkł i skupił się na sprzątaniu, pozostawiając kunoichi ze swoimi ponurymi myślami. Dziewczyna zaś w milczeniu zamiatała rozrzucone liście, zgarniając je na kupki, aby łatwo było je potem wynosić. Całkowicie pogrążyła się w ponurych myślach, nie mogąc przeboleć tego, co usłyszała. Tak, bolało ją to i koniecznie będzie musiała porozmawiać na ten temat z ojcem. Może on doda jej otuchy i ponownie natchnie do bycia dobrym shinobi.
Kiedy liście zostały uprzątnięte z terenu świątyni, Ayame odstawiła miotłę na miejsce. Praktycznie chciała się już pożegnać i iść sobie stąd, bo co będzie dalej sterczeć jak głupia, kiedy mnich zawołał do niej, upewniając się, czy nadal tu jest, bardziej z grzeczności, niż z niewiedzy.
- Jestem. - Odpowiedziała, podchodząc bliżej. - W czym mogę pomóc?
Przyglądała się, jak mnich szuka czegoś po kieszeniach, a potem wyciąga gruby plik notek, na których widniały różne wzory. Najwyraźniej były to talizmany na te całe złe duchy, bo jak notki wybuchowe, ani oślepiające nie wyglądały. Wzięła więc od niego pliczek i kierując się symbolem, który sam nosił, zaczęła układać w wyznaczonym miejscu okrąg, a potem wpisany w niego trójkąt. Trochę jej to zajęło, żeby ułożyć idealny znak z takich notek, ale w końcu się udało, a przynajmniej miała taką nadzieję. Ostatecznie oceni to mnich, o ile będzie w stanie to zrobić.
- Skończyłam. - Zakomunikowała i odsunęła się.
Teraz pozostało jedynie poprawić to, co chciał przybysz, albo trzymać się z daleka i czekać, aż skończy to swoje wypędzanie złych duchów. W sumie to mogła już sobie iść, ale ciekawiło ją, jak taki rytuał wygląda i czy coś ciekawego będzie się działo.
Ayame
 

Następna strona

Powrót do Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość