Centrum Osady

Re: Centrum Osady

Postprzez Seinaru » 18 lut 2018, o 03:00

Misja D
13/15


Oj minka momentalnie zrzedła facetowi, który próbował przekupić krystaliczną kunoichi. Jęknął tylko żałośnie, gdy obu strażników przytaknęło z wyraźną ulgą w głosie i ruchach, że nie będą stawali przed problemem sumienia i przekupnej Hyuugi. Wniosek o przyjęcie łapówki przyjęto zatem jednomyślnie, tak samo jak pomysł o spętaniu i uciszeniu aresztowanych. Pomocny duet straży dysponował jednak własnymi kajdankami(?), choć jeśli chodzi o kneblowanie... cóż... mężczyźni spojrzeli po sobie i równie zgodnie jak przy odmowie łapówki, teraz przyjęli od kunoichi jedną rolkę bandaża (-1). Przecięli rozwiniętą porcję i wykorzystali do zakneblowania dwójki skrępowanych rabusiów. Dość drastyczne metody jak na stróżów prawa, to trzeba przyznać. Tutaj chodziło jednak o większe dobro...
- Jasne, popilnujemy ich i poczekamy, Hyuuga-san. To bardzo dobry plan. - Przytaknął ten niższy i szerszy, podczas gdy drugi tylko pokiwał głową z aprobatą. Skończyło się więc na zasadzce, Ayame czającej się na dachu na zewnątrz domu i cichym oczekiwaniu strażników i pilnujących pierwszego duetu rabusiów. Trzeba było czekać tak kilkadziesiąt minut, lecz w końcu dwóch kolejnych mężczyzn pojawiło się w zaułku, Wyglądali podejrzanie, jednak byli bardzo wyluzowani i ewidentnie nie przykładali się do obserwacji otoczenia. Bez skrępowania, w czasie rozmowy jeden z nich pociągnął za klamkę domu i zamierzał właśnie przekroczyć jego próg... Kunoichi natomiast była tuż za ich plecami...
Avatar użytkownika

Seinaru
Maruda
 
Posty: 1566
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Shinku Ame w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta:

Re: Centrum Osady

Postprzez Ayame » 18 lut 2018, o 13:16

Tak więc próba łapówki nie powiodła się i już po chwili, dwóch opryszków zostało związanych i zakneblowanych. Do tego drugiego Ayame użyczyła strażnikom jednej rolki bandaża, która potem może się przydać do związania pozostałej dwójki. Chyba, że panowie mieli ze sobą jeszcze jeden komplet okowów. Tak czy inaczej, potem będzie trzeba wszystkich zaprowadzić na posterunek i złożyć raport. Muszą też się dowiedzieć, kogo okradali, żeby zwrócić pieniądze poszkodowanym. Na razie jednak trzeba było złapać drugą dwójkę, więc kunoichi ponownie przedstawiła plan, na który strażnicy zgodzili się bez szemrania. Zostali więc w opuszczonym domu, razem z jeńcami, zaś kunoichi zamknęła za sobą drzwi i zaczaiła się na najbliższym dachu.
Musieli wykazać się sporą dozą cierpliwości, ponieważ minęło kilkadziesiąt minut, zanim ich cierpliwość została nagrodzona. W zaułku pojawiła się kolejna dwójka podejrzanie wyglądających mężczyzn i zmierzała prosto do opuszczonego domu. Nie było więc wątpliwości, że to ci, na których czekali. Byli pochłonięci rozmową, dlatego nawet nie zauważyli, kiedy kunoichi znalazła się za ich plecami z trójkunaiem w zębach. Gdy tylko jeden z nich otworzył drzwi z zamiarem wejścia, Ayame, używając swojej siły i stylu klanu, zwyczajnie wepchnęła ich do środka, uderzając ich dłońmi w okolice nerek. Co prawda mogła w kręgosłupy, ale mogłoby się to okazać dla nich zbyt niebezpieczne. Nie chciała ryzykować. Tak czy inaczej, powinni polecieć do przodu, a tam już zgarną ich panowie w zbrojach, czekający cierpliwie na nich.
Gdyby się jakoś pozbierali i postanowili walczyć, Ayame złapie trójkunai w rękę i ruszy do walki, polegając tylko i wyłącznie na swoim stylu. Broń miała na wypadek, gdyby nagle pojawił się nóż i trzeba by było zablokować cios. Akacja jednak powinna pójść sprawnie, ponieważ znowu został wykorzystany element zaskoczenia. Gdy już będzie po wszystkim, drugą dwójkę też się zwiąże i będzie można szykować się do wymarszu.
- Zbadam jeszcze ostatni raz to miejsce. - Rzuciła do straży. - Może mają tu pochowane łupy.
Tak więc Byakugan zacznie skanować po kolei każde pomieszczenie, zarówno na parterze, jak i na piętrze. Jeśli znajdzie się łupy, zawsze można potem poszukać ich właścicieli. Gdy już wszystko zostanie wyjaśnione, będzie można postawić całą czwórkę na nogi i odeskortować ich gdzie trzeba.


Spoiler: pokaż
Zasięg
W linii prostej
1500 metrów

Wokół siebie
30 metrów

Koszt Chakry E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie)

Bonus
+10 percepcji przy aktywowanym Byakuganie


Chakra: 84% - 3% podtrzymanie Byakugana = 81%

SIŁA: 50
WYTRZYMAŁOŚĆ: 50
SZYBKOŚĆ: 50
PERCEPCJA: 50/60
PSYCHIKA: 1
KONSEKWENCJA: 50

Torba przy pasie:
5x Bandaż
1x Sekretna maść klanu Hyūga
[*]Kabura na prawym udzie:
2x Trójkunai
1x Notka Świetlna

-1 Bandaż
Ayame
 

Re: Centrum Osady

Postprzez Seinaru » 19 lut 2018, o 14:49

Misja D
15/15


Ayame nie wahała się ani chwili. Sądząc po poziomie pierwszego złego duetu, wiedziała czego może się spodziewać, dlatego pewna powodzenia zaatakowała dwóch złodziejaszków od tyłu, wpychając ich do wnętrza ich własnej kryjówki. Hm..., to całkiem poniżające. Zdążyli oni jednak oboje tylko stęknąć, bo bez żadnych oporów przeciwko niespodziewanemu atakowi, wpadli do przedsionka domu, gdzie czekali już na nich pomocnicy kunoichi. Atak z zaskoczenia okazał się naprawdę skuteczny - zanim obu rzezimieszków zdążyło się odnaleźć w nowym świecie, ostrza strażników już były przy ich szyi, powoli podnosząc ich do pionu.
- Pod ścianę, tylko powoli... - Zakomenderował jeden ze stróżów prawa, wskazując ruchem głowy konkretną ścianę, przy której to aresztowano kolejny duet złodziei. Bandyci zostali skrępowani, a następnie cała siódemka opuściła ten przybytek. Cóż, zrobiło się tutaj trochę tłoczno, prawda?
Przeszukanie brunetki nic nie dało, więcej pieniążków tutaj nie było, choć strażnicy obiecali wycisnąć z przestępców dokładne położenie ich zrabowanych pieniędzy.
- Proszę się nie martwić, cała suma zostanie zwrócona poszkodowanym. Jeśli nie w formie skradzionych pieniędzy, to w formie zadośćuczynienia za wyrządzone szkody, prawda? - Jeden ze strażników szturchnął najbliższego bandytę dla potwierdzenia.
- Proszę odebrać wynagrodzenie w siedzibie klanu. Ten kwartet był poszukiwany własnym zleceniem. - Dodał jeszcze strażnik, a następnie wszyscy rozeszli się w swoją stronę.

Koniec misji.
Avatar użytkownika

Seinaru
Maruda
 
Posty: 1566
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Shinku Ame w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta:

Re: Centrum Osady

Postprzez Ayame » 19 lut 2018, o 23:51

Nie było sensu bawić się w żadne ataki i uniki, skoro Ayame miała ich jak na dłoni. Korzystając więc z faktu, że została niezauważona, gdy skradała się za plecami dwójki zbirów, zwyczajnie wepchnęła ich do środka własnej kryjówki, przyprawiając o totalne zaskoczenie. Nim zdołali się choćby rozeznać w sytuacji i podnieść, już mieli ostrza katan przy szyi. Może nie było to dość chwalebne z jej strony, ale nad wyraz skuteczne w tym momencie, więc nic więcej nie trzeba tutaj mówić. Tak oto cała czwórka została schwytana dzięki podstępowi.
Ponowne, dokładniejsze skanowanie opuszczonego domu niczego nie wykazało, więc łupy tutaj nie były trzymane, no ale nic straconego. Panowie gwardziści już się postarają o to, żeby opryszki zaczęli śpiewać wszystko, co tylko zechcą. Jej już to nie dotyczyło. Ona swoje zadanie wykonała, więc pozostało tylko zatroszczyć się o poszkodowanych. Słysząc słowa strażnika, że zajmą się tą sprawę, Ayame uśmiechnęła się z wdzięcznością.
- W takim razie nie martwię się. - Odpowiedziała pogodnie. - Bardzo dziękuję za wasze wsparcie.
Ukłoniła się grzecznie w podziękowaniu za współpracę, po czym dezaktywowała Byakugana. Już jej nie był potrzebny, więc mogła odpocząć. Straciła przez niego trochę chakry, ale nie był to zbyt duży ubytek. Przyda jej się jednak odpoczynek i może spróbuje nieco poprawić swoje możliwości wzrokowe. Czas najwyższy, bo minęło zdecydowanie za dużo czasu, kiedy ostatni raz próbowała.
- Oh, byli poszukiwani? - Zdumiała się. - W takim razie idę zdać raport, że zostali schwytani. Powodzenia, Panowie i jeszcze raz dziękuję.
Tak rozeszli się swoje strony, a Ayame udała się do Siedziby Władzy, aby poinformować o fakcie schwytania czwórki rabusiów, gnębiących kupców na targu. W drodze do budynku, zahaczyła jeszcze o handlarza biżuterią, od którego dostała informacje. Poinformowała go o schwytaniu bandytów i o fakcie, że odzyska swoje pieniądze. Potem już tylko pozostało zdanie raportu i można było udać się do domu. Ojciec zapewne będzie zainteresowany faktem o tej interwencji. Zawsze to o czterech złoczyńców mniej w mieście.


[zt]
Ayame
 

Re: Centrum Osady

Postprzez Shikarui » 10 mar 2019, o 22:57

Tak, to była popisówka, takie... małpowanie. Nie było ciężko zauważyć, jak bardzo mężczyzna, który tutaj siedział, był dumny ze swojej broni. Mało w spodniach, dużo w stali. Albo nadmiar testosteronu. Mowa broni była mową podobną do mowy pierwotnej, którą posługiwały się zwierzęta - do niektórych mężczyzn to trafiało. Czarnowłosy nawet potrafił to zrozumieć, przecież sam cenił do pewnego momentu swój łuk bardziej od jakiegokolwiek człowieka. To stali ufał, nie ludziom wokół. To zrozumienie było minimalne. Bardziej instynktowne, bo nie zastanawiał się nad tym głębiej, nie zaczynał bratać z obcym, nie próbował znaleźć w jego skórze. Za to na pewno próbował mu, przysłowiowo, wleźć w dupę. Takie mięso armatnie, które dodatkowo posiadało informacje, zawsze warto mieć po swojej stronie. Nie służyło to podniesieniu swojego ego, czy rzeczywistemu popisaniu się - ha, patrz ziomek jakie mam osom strzały! To tu... tak po prostu pasowało. Tak jak pasowało kłaniać się nisko przed przywódcami i Cesarzami. Jak wypadało być grzecznym przed rodzicami twojej narzeczonej, żeby cię polubili. Kiedy chcesz coś zdobyć i ci na tym zależy - starasz się. A że czarnowłosy nie posiadał czegoś takiego jak "strefa komfortu", to dla niego niemal każde zachowanie było całkiem naturalne - całkiem nie dziwne.
W całej tej opowieści akurat na to, że Jashiniści zabijali - dzieci czy nie dzieci - nie zwrócił większej uwagi. Zanotował fakt, że składają ofiary, reszta była otoczką, która stanowiła naklejkę nalepioną na i tak ładne pudełeczko. Taki szczegół, który był dopełnieniem, ale w sumie nie był zbyt istotny w swojej istocie. Dlatego, kiedy zapytała o to Asaka, nagle wydawało się to trochę bardziej istotne. Nie dlatego, że tej wiedzy potrzebował, a dlatego, że było to istotne moralnie. Dla Asaki to było coś, to wiele znaczyło - przecież mordu na niewinnych nie dokonywali wszyscy. Niesmak był bardzo dobrym określeniem na brzmienie jej głosu. A to, że zabijali, by żyć... to właśnie brzmiałoby jak coś istotnego, gdyby nie to, że tak jak już zauważyła białowłosa - brzmiało to kompletnie niedorzecznie. Jak bajeczka, dorobiona do całokształtu legenda, więc puszczasz ją mimo uszu.
- Sanada Shikarui i Sanada Asaka. - Przedstawił najpierw siebie, potem swoją żonę, wskazując na nią dłonią. Rzecz jasna śledził ruch palca mężczyzny. Ych, kanji. Powoli się tego wszystkiego uczył. Przynajmniej był już w stanie się podpisać bez stawiania tłustego "x" na kartce. Raczył zauważyć we własnych myślach, że smoki i tygrysy nigdy za dobrze się nie dogadywały... więc jaka to ulga, że byli ludźmi, a nie zwierzętami i nie dane im będzie wielka walka pośród chmur, wśród grzmiących piorunów, mając pod sobą najwyższe ze wzgórz.
- Przepiękna. Hartowana chyba w ogniu samego Kagutsuchi, święcona przez Bishamoten. - Przejechał dłonią nad stalą, ale nie dotknął jej. I to, że broń była piękna - to akurat mówił całkiem szczerze. Wyglądała na kawałek stali, którego należało się obawiać. Choć nie umknęły mu pęknięcia. Ostrze o takim stanie miało rychłe szanse na złamanie, uszkodzenie, stępienie. Generalizując - na wszystko, co złe. - Akurat o konszachty z tymi plugawcami cię nie podejrzewaliśmy. - Shikarui uśmiechnął się. Mogli ruszyć - ale! Najpierw obiadek i napełnienie brzuszków. Bez tego ani rusz! Co raczył, rzecz jasna, zauważyć na głos.
- Jak wygląda ten Oda? - Zapytał w trakcie drogi, gdy wyszli z karczmy. Z pełnymi brzuszkami i zadowoleni. I kiedy się stało oczywiste, jaki tłum zebrał się w punkcie, do którego Syn Smoka ich doprowadził. Jego oczy zajęły się czerwienią, kiedy zaczął wypatrywać wspomnianego łowcy. - Łatwiej będzie obejść ten teren po budynkach. - Pchanie się w ten tłum było chyba idealnym sposobem na przetestowanie cierpliwości Asaki, a dobrze wiedzieli - nie była ona zbyt wielka!


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Centrum Osady

Postprzez Asaka » 11 mar 2019, o 00:00

Asakę spokojnie można było nazwać i zamkniętą w sobie i oporną. Zwłaszcza oporną. Jej sceptyczna mina zresztą mówiła wiele, na szczęście wycelowana była w talerz przyniesionej im zupy, a wcześniej w półeczki wiszące na ścianie za szynkwasem, to i była duża szansa, że nieznajomy nie widział jej skwaszonej miny. Nie żeby była ona zrobiona specjalnie dla niego. Asaka przywdziewała taką na co dzień, prewencyjnie, żeby ją jaki świr nie zaczepiał. Shikarui był na tyle głupi, albo na tyle odważny, że zignorował ostrzeżenie i teraz o, proszę. Przyczepiła się taka do niego, nawet przyjęła jego nazwisko, i teraz już się tak łatwo nie odczepi.
- Moja matka straszyła mnie, że jak nie będę grzeczna, to mnie zostawi w lesie, żeby mnie jakaś yama-uba zabrała do siebie i zjadła. Ale nieraz szłam sama do lasu. Nieraz się zresztą zgubiłam. I żadnej starej wiedźmy nie było – młodej wiedźmy zresztą też nie. Trudno było powiedzieć, czy Asaka mówi teraz serio, czy pepla bez sensu, ale znając ją, to Shikarui mógł z powodzeniem stwierdzić, że jest to coś, co głupawy mózg Asaki mógł wymyślić i wprowadzić w życie. Durne toto takie było, głupio-odważne to i istniała duża szansa, że celowo się gubiła w lesie, by sprawdzić, czy jej biedna matka nie ściemnia.
Najwyraźniej ściemniała. Albo prawdą było, że złego licho nie bierze.
Nic więc dziwnego, że dość sceptycznie podchodziła do bajeczek, jakie opowiadał Syn Smoka, który tak chełpliwie wyrysował palcem znaki, którymi zapisywało się jego imię. Sanada zresztą zaraz przedstawił siebie, a potem ją – i choć darował sobie te znaczki, to Asaka uznała, że odwdzięczy się już-znajomemu, i zaraz dodała:
- Asaka pisane jako 阿嵯佳 – czego co prawda nie wyrysowała na blacie, a w powietrzu. - To znaczy, że jestem niedźwiedziem, który niesie piękną śmierć – czy jakoś tak. Nie zamierzała się w to dalej wgłębiać, nie było ku temu potrzeby.
Drobna i szczupła, z tą śliczną buźką, ubrana tak, że nic nie było w nadmiarze odkryte, ale też nie było przesadnie ukryte, z tymi długimi, białymi włosami, splecionymi w warkocze idące od jej skroni, łączące się z tyłu w jeden ciasny, owinięty w kok czerwoną wstążką trzymającą wszystko w miejscu, mogła wyglądać jak damulka z dobrego domu. Choć zwykle, gdy już się odzywała, z tym swoim kpiącym tonem głosu, gdy wcale niedługo trzeba było czekać na jakieś bardziej soczyste przekleństwa, w akompaniamencie jej krzywego spojrzenia, można było odnieść wrażenie, że to jakaś nieokrzesana dzikuska. Czasami zresztą zachowywała się jak prosta dziewczyna ze wsi. Ale sama potrafiła bez problemu czytać i pisać i teraz zresztą dała tego popis, tak jak imć. Ryutaro. Czy była więc pod wrażeniem? Nie, nie bardzo. Bardziej była, gdy Shiki przeczytał „teryaki” z kartki z daniami.
- Dobra, powiedziałeś dość, by mnie przekonać, że to pojebani psychole – teraz już wiedziała zresztą o co chodziło Kosekiemu Kazuo, gdy tak a nie inaczej zaczął wspominać o wyznawcach Jashina. Ale ta nieśmiertelność sprawiała pewien kłopot. Chyba. Czy nie?
I na tyle, by chcieć faktycznie złapać jednego z nich, skoro to jeden z tych „bardziej powalonych” – polujący na niewinnych, morujący, gwałcący… Nie. Nie można obok tego przejść bezczynnie. Ale najpierw obiadek. I nieco dziwnie jej było, że ten obcy za nich płacił, ale nie stawiała się, ani nie kręciła nosem. Gdy wszystko już załatwili, zabrała swoje rzeczy i grzecznie wyszła za mężczyznami.
Nie uszli wcale daleko, Shiki zadał dość istotne – ale pewnie nie tak naglące w tym momencie pytanie – i zobaczyli ten kotłujący się tłum na środku placyku. Białowłosa poprawiła pasek złożonego wachlarza i głośno wypuściła powietrze przez usta, bo nie, ten tłum wcale jej nie cieszył. To znaczyło, że trzeba będzie się przeciskać. No a jakaś jej mała część była odrobinkę ciekawa co tam się wyrabia.
- I wyglądać jak złodzieje uciekający z miejsca zbrodni? – jakaś część białowłosej już chciała powiedzieć „Super! Wchodzę w to!”, ale zły chochlik został w tej chwili zagłuszony przez rozum. - Nie, to głupi pomysł. Zwłaszcza tutaj – zwłaszcza w mieście, w którym bardzo łatwo będzie ich wypatrzeć. A choć nie mieli nic do ukrycia, to nikt normalny po dachach nie chodził, a na co im robienie sobie problemów? No po nic. - Chodźmy. Przeciśniemy się – mruknęła, niespecjalnie zadowolona z tego faktu, ale… nie było co stać i mitrężyć. Ruszyła więc prosto w tłum, mając nadzieję, że mężczyźni dotrzymają jej kroku i nie pójdą jednak na skróty po dachach.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 954
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Centrum Osady

Postprzez Hitsukejin Shiga » 12 mar 2019, o 19:26


BIały królik.
Misja Państwa Sanada rangą B.
13/67


Osoba bez strefy komfortu wpychająca swój język po same migdalki w czyjąś strefę komfortu? Cóż za cudownie zabawne zrządzenie losu, że na Siebie trafiliście. Oj tak, Ryutaro kupuje to podlizywanie się bardzo. Shikarui się z nim zgadza, mówi jego językiem, robi wszystko to, co Ryutaro by chciał widzieć. Chce mieć poparcie i utwierdzenie przez kogoś w swojej zajebistości - nie, żeby miał kompleksy, bo on ma wręcz przerost ego - ale Shikarui był niczym pasta polerska. Bo to, że jakiś miecz jest zajebiście kunsztownie wykonany, a sam jego widok budzi zgrozę i moczy gacie zarówno podziwiających jak i potencjalnych obdarzonych ciosem tegoż miecza... No to nie zmienia faktu, że wypolerowany jest piękniejszy. I to właśnie robił Shikarui, polerował ego Ryutaro z premedytacją, wkradając się w jego łaski bardzo glęboko.
I ten wypolerowany sympatią miecz wcale nie zdawał się przejmować tym, że jakaś tutaj skwaszona koseki próbuje go korodować swoim brakiem zadowolenia. Dla niego istniał tylko Shikarui który mu podchodził i nikt inny się nie liczył. Jego zły humor, obecny od wstępu do karczmy, bardzo sprawnie wyparował.
-W nocy w lesie są głównie wilcy. Ale wiesz, to zwierzęta. A to ludzie są gorsi od zwierząt. Zwierzę jak jest dzikie i głodne to od razu widzisz, masz czas się dostosować i wiać. A człowiek? Może być słodki i miły, a tylko kiedy się odwrócisz poderżnie ci gardlo. - Nagle stracił zupelnie uśmiech z ust i przypatrzył się przeszywającym wzrokiem Shikaruiemu. Jego dłoń powędrowała niżej... do miecza? Do innej broni? Nie. Poklepał jedynie Sanadę po kolanie, odzyskując uśmieszek na twarzy z miną "Ale nie ty".
Kiedy Shikarui przedstawił ich, uścisnął im dłonie, jeśli się na to zgodzili - także prezentując swoją dość pokaźną siłę. Oczywiście tylko na Shikaruim. Taki mały popis, dalsza próba dawania chłopakowi powodów do podziwu. Łaknął jego dalszych peanów na swój temat i swojej broni.
-A więc Shikarui i piękna niedźwiedzica. I jesteście małżeństwem. No nie wiem któremu najpierw gratulować. Tobie Shikarui niezwykle pięknej żony, niedźwiedzicy, czy tobie Asako niezwykle inteligentnego męża, który wie, że widzi doskonałość w czystej postaci gdy ma ją przed Sobą! - Puścił Asace oko. Taka... mała zagadka, nie wiadomo, czy mówiąc o doskonałości mówił o swoim mieczu, na którego to temat dalsze pochwały od Shikaruiego przeszły bez echa, czy mówił dalej o Asace. Niech to pozostanie w sferze domysłów.

Ważne było to, że wreszcie wyszliście z gospody. I kierujecie się w stronę centrum osady, gdzie uderza w was wspomniany tłum swoją liczebnością. Sama odpowiedź na pytanie skierowanego do smoka ze zranioną dumą nie była w żaden sposób pomocna. Chyba, że satysfakcjonuje was odpowiedź "Oda? A taki... przeciętny. Zobaczycie." bo tylko tyle Ryutaro postanowił powiedzieć "dobrego" o człowieku, który wyśmiał jego broń i jego, uderzając celnym lewym sierpowym w jego dumę, w samo serducho jego dumy.
Asaka jako posiadająca tutaj spore pokłady rozsądku i zrozumienia dla możliwie delikatnej sytuacji w jakiej się znaleźłi - bo rzeczywiście poruszanie się po dachach było... specyficznym pomysłem ujmując to najdelikatniej jak to możliwe... postanowiła przeć na przód. Wpadła od razu na rosłego mężczyzne, który ani w lewo, ani w prawo, nie chciał się ruszyć. A przerastał Asakę w każdym wymiarze gabarytowo. Jak muszka przy byku.
-Te, kolejka jest. - Odwrócił się od razu do niej przodem, dalej blokując ruch. - Zresztą, gdzie taka dziewczynka i jej młodszy braciszek pędzą? Tutaj są poważne sprawy dla silnych ludzi, nie dla dzieci. - Mężczyzna w rzeczy samej wyglądał na dość... obdarzonego wiekiem i muskułami. Ot taki typowy wioskowy zabijaka z rękami wyrzeźbionymi od pługa bo od czego innego?
-E, odpierdol się od niej. Śliczna jest. - Powiedział koleś obok i odepchnął mocno kolosa z nieładnym podejściem. Zaczęła się pyskówka i w ruch poszly groźby. Już miała lać się krew gdy ciszę i spokój zmąciło potężne pier...nięcie ręką w stół - który to pęknął na pół. Wszyscy się rozsuneli, zapewniając widok i dojście do Ody. Rosłego blondyna, z ostrym zarostem, ładnie wystrzyżonego i z dwoma poważnymi bliznami na twarzy. Niebieskie oczy i przeraźliwa bijąca ze spojrzenia wyższość i duma. Mężczyzna ubrany w długi płaszcz, po którym widać było skórzany pancerz...
Spoiler: pokaż
Obrazek

A obok niego stało coś, co równie dobrze mogłoby być pługiem. Gigantyczny, jak korpus człowieka z szerokości, kawał zaostrzonej stali z owiniętą skórą rękojeścią.
-Nie umiecie się zachować i grzecznie czekać? To zjeżdzajcie. Szukam pomocy, nie bagażu. - Skwitował krótko sytuację odsyłając wszystkich sprzeczających się... Reszta dopuściła Ryutaro, Asakę i Shikaruiego do Ody, który zbierał zwoje z ruin stołu. Na jednym z nich Asaka może przez chwile widzieć i rozumieć napisy - to list gończy. Ale oprócz faktu, czym on jest to ani rysopisu, ani zdjęcia... Zbyt szybko zostaje zwinięty.
-Chyba będę musiał poszukać ochotników w innym regionie. Do Daishi jeszcze chwila. - Podniósł spojrzenie na Ryutaro. - A ty tu czego? Powiedziałem, że się nie nadajesz. - Z pytającym spojrzeniem skierował wzrok na Asakę i Shikaruiego. Ryutaro szepnął jedynie "macie szansę". Oda oczekuje wygodnie na krzesełeczku.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Centrum Osady

Postprzez Shikarui » 13 mar 2019, o 10:50

Ładnie. Jakoś tak właśnie mijało przeciętne życie. Jeszcze nie źle, ale i nie do końca dobrze. Po prostu ładnie. Jak ładny był ten wypucowany szykwans i wszystkie te kielony, które każdy karczmarz u siebie polerował, bo co było innego do roboty. Jak ładne były te stoliki i tamten obraz wiszący na ścianie, na którego ramie zebrała się gruba warstwa kurzu. Gdyby go ruszyć to nawet by nie odpadł, bo cały przylepił się do drewna i stworzył jedną bryłę. Dopiero musiałbyś nim potrząsnąć. Przeciągnąć palcem po obrzydliwej nawierzchni, na której osadziły się zapachy ostatnich lat. Szczęśliwie! Rama była dowodem na to, że bywały jeszcze zakątki, w których przez dłuższy czas mogło nie dojść do rozrób pod wpływem. I tu dalej - zarówno wpływem procentów, ego czy dumy, ja i zwykłego testosteronu. Tak i ładna była buźka Ryutaro i jego bezcenna Śliczna. Niemal wszystko, co odbijało się w chłodnym jeziorze jego oczu, było po prostu ładne. Całkiem zwyczajnie, prosto. Bez zbędnych komplikacji. W ciągłym zrozumieniu, że świat jest na tyle prosty, na ile sami pozwolimy sobie na uproszczenie go. Prostota czarnowłosego polegała na tym, że kiedyś każdego uważał za wroga. Teraz każdego uważał za narzędzie, które było do użycia. Im bardziej wprawne ręce, tym użyteczniejsze narzędzie. Doskonałość Asaki w jej całej niedoskonałości ważona była zupełnie inaczej. Ona nie była ładna, ona była piękna. Pokochawszy jej wady od pierwszego wejrzenia - dalej mogło być tylko lepiej. Wszystko zależało od punktu spojrzenia, psychiki, która zamknięta w białej czaszce co jakiś czas próbowała się wyrwać. W tamtej karczmie wydawała się być dobrą towarzyszką na chwilę rozmowy i wybranie dania. W każdej następnej była jeszcze lepsza. Gdybym miała zgadywać, strzeliłabym, że drobne dziewczęta, nawet te o spojrzeniach zsyłających pioruny samego Susanoo, nie bardzo przerażały shinobich, w których już takie spojrzenia ciskały osobniki, wydawałoby się, zdolne do łamania dwoma palcami ludzkich kości. Czarnowłosy instynkt podpowiadał, że nie ma się czego bać. Oj było. Tylko nie dla niego.
Z wilkami i wiedźmami była zupełnie inna sprawa. Albo ta sama? Och. Shikarui odwzajemnił uśmiech mężczyzny, taki szczery i niewymuszony. Tak, tak! Dokładnie tak to było z ludźmi! Wystarczy obrócić wzrok! Chyba że widzisz to, co dzieje się za twoimi plecami. Wtedy przestaje być to problemem i chcesz pokazywać plecy przyjacielowi jak najwięcej tylko po to, by sprawdzić, co takiego zdoła wymyślić. Czy rzeczywiście chowa nóż za pazuchą, jak ci się cały czas wydawało, przeznaczony tylko dla ciebie.
- Kto chciałby cię jeść? Jesteś taka mała, że nawet ramen by z ciebie nie było. - Ta mała menda potrafiła się gubić specjalnie (albo i nie?), a gdyby tam gdzieś, w głębi lasu Daishi, żyła Yama-uba, to byłaby pierwszym celem podróży. Tylko że to bajka dla małych dzieci, tak? Być może stworzona na poczekaniu. Bo tak, podejrzewał ją o to, a to podejrzenie i jej słowa sprawiły, że uśmiechnął się ciepło, choć krytycznie, w kierunku białowłosej. Zdecydowanie łatwiej było pomyśleć o wiedźmie, o której krążyły legendy, niż o smoku w suk... ooch nie, nie chciał wracać do prób zrozumienia tego. To szkodziło jego zdrowiu. Więcej czasu na rozmowy nie było, ale to nic! Nadrobią, kiedy się uspokoi. Bo już przyszło im się pchać od razu w tłum. Czysta Asaka - prosto i na temat. Do przodu, łokciami się rozpychać, pobić wszystkich najlepiej... a nie, to ostatnie to jednak nie teraz. Jakoś w ogóle nie przeszkadzało mu wyglądanie jak złodziej uciekający z miejsca zbrodni - nie w tym momencie. Zresztą - jakiej zbrodni? Mina typu confused wypłynęła na jego twarz. Bieganie po dachach wydawało mu się najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Zdecydowanie bardziej naturalną i normalną niż ciśnięcie się w skotłowany - i jak się miało okazać - wrogi tłum.
Hę? Braciszek? Spojrzał na Ryutaro, zastanawiając się przez ułamek sekundy, czy to o niego może chodzić. Ale nie, chyba jednak nie. A może? W sumie... jakby tak... nooo, to rzeczywiście mogło chodzić o niego.
- Dziwni ci ludzie, wyglądasz na starszego. - Skomentował, przypatrując się napastnikowi. Który zaraz napotkał kolejnego napastnika. Czarnowłosy nawet nie mrugnął, nawet nie kiwnął palcem, nawet nie pomyślał, że na przykład teraz przerost testosteronu powinien mu kazać zachować się jak ten drugi, który kazał się od Asaki odpierdolić. Zawsze wychodził z założenia, że Asaka świetnie sama sobie poradzi, a po drugie - nie brał pod uwagę możliwości, że takie słowa mogłyby być jakkolwiek nieodpowiednie. Albo raczej - ignorował tę możliwość. Tak długo, jak ktoś nie mierzył do Asaki bronią, nie ranił jej w żaden sposób, tak długo czarnowłosy zazwyczaj w takich sytuacjach się nie wtrącał.
- Poprosiłem go, żeby nas do ciebie przyprowadził. - Przeskanował spojrzeniem mężczyznę przed sobą, nim czerwień zniknęła z jego oczu. Ooo, robił wrażenie. Błękit przyciągał. Topaz, który byłby zwieńczeniem kolekcji w gnieździe sroki. Śmieszne. Ktoś taki robił tak wielką rekrutację. Wszystko to w celu złapania Jashinisty, o której usłyszeli pewnie nawet martwi, co dopiero nadstawiający uszu zbieg. - Ranmaru Shikarui i Akoraito Koseki Asaka. - Celowo przedstawił ich z nazwisk, które opisywałyby umiejętności. Żeby dać mężczyźnie jakieś blade wyobrażenie o tym, kogo ma przed sobą. O ile orientował się, co te nazwiska oznaczały. - Słyszeliśmy, że polujesz na Jashinistę. Robisz całkiem zabawne przedstawienie. To jakaś próba zaszczucia Wyrzutka, żeby czuł twój oddech na karku? - Bardziej ciekawiło go, co takiego niesamowitego drzemało w tym mężczyźnie, że wszyscy się tak rzucili do niego, tak się pchali, gotowi byli walczyć i się rozpychać, żeby tylko z nim współpracować. Nie wydawało mu się to częste. - Masz ochotę wracać do Daishi w pogoni za zbiegiem? - Zwrócił się do białowłosej. Co prawda teraz miał wrażenie, że Asaka tego chciała żeby pozbyć się psychola, który zabijał niewinnych, nawet jeśli nie była jakąś wielką obrończynią sprawiedliwości to jednak... ten psychol zmierzał na jej rodzinne tereny. A kiedy chodziło o jej ziemie - stawała się odpowiednikiem SuperWoman. Plus sto do statystyk na czas misji ratunkowej. I plus jakieś milion do woli.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Centrum Osady

Postprzez Asaka » 13 mar 2019, o 15:19

Nie lubiła takiego sztucznego podlizywania się ludziom. Zwłaszcza tym, których dopiero co się poznało. Dlatego widząc to wiadro wazeliny tuż obok, dziewczyna miała ochotę to wiadro wziąć i komuś spodem o góry włożyć na łeb, tak by wazelina spłynęła sobie po włosach i twarzy jegomościa – tyle, że nie mogła się zdecydować kto powinien dostąpić tego zaszczytu. Wolała patrzeć na czyny danej jednostki, a takie pochlebstwa bez pokrycia, niemalże dosłowne wchodzenie komuś w dupę… Ugh. Nie. Nie. Swoje zdanie zachowała jednak dla siebie i zamierzała je wyrazić dopiero, gdy ona i Shikarui będą sami, w cztery oczy. To, że bardzo często nie była brana na poważnie, przez swój wzrost, czy ogólnie dość drobną budowę ciała (choć drobna nie znaczyło, że jest wątła jak sucha gałąź oderwana z drzewa) – to zupełnie inna sprawa. Ale to nie ona popełniała błąd nie doceniając przeciwnika. Błąd popełniali przeciwnicy, którzy brali ją za małą, nic nie potrafiącą młodą dziewuszkę (bo mało kto trafiał z jej wiekiem, zawsze dawali jej duuużo mniej lat, zadziwiające). Shikarui zaś w pierwszym odruchu okazał się dziwnym, choć całkiem sympatycznym młodzieńcem, a z każdym kolejnym dniem… Cóż, wpadała jak śliwka w kompot, i trudno powiedzieć przez co była tak przyciągana. Przez gładkie lico, lekko poznaczone niedoskonałościami tu i tam, czy przez jego charakter i dość oryginalne podejście do życia, które i jej pasowało? A może przez wszystko na raz…?
Że ludzie byli gorsi od zwierząt Asaka przekonała się na własnej skórze jeszcze jako małe dziecko. Wiedziała więc dokładnie jak to jest, i musiała się zgodzić, kiwając głową. Ludzie byli większymi potworami niż najgroźniejsze zwierzęta. Dlaczego? Zwierzęta działały instynktownie, nigdy nie zabijały czy nie pastwiły się nad kimś dla zabawy. Ale ludzie… ludzie już tak. Poderżną ci gardło. Dosłownie bądź w przenośni, tylko dla zwykłego kaprysu i podbudowania własnego ego.
- Coś by się na ramen znalazło – mała. Mogłaby zgrzytnąć zębami na to określenie, ale tylko zmrużyła figlarnie oczy. Choć zaraz ta figlarność zniknęła, gdy zobaczyła, jak Ryutaro spoufala się z jej mężem i go maca po kolanie. Aż chciałoby się krzyknąć „rączki przy sobie!” – ale w towarzystwie obcych białowłosa nigdy nie była zbytnio wylewna. Ograniczyła się więc do skrzywienia mordy.
Zaś niedopowiedzenie, które powstało później, było dla Asaki dość jasne. Czuła w kościach, że nie chodziło o nią, a o tego, który miał o sobie i o swojej Słodziutkiej strasznie wysokie mniemanie. Ilość wcześniejszej wazeliny i rozpływanie się nad mieczem i ten niemal płacz, że jakiś Oda nie docenił jej wspaniałości, były aż nazbyt wymowne. I to wcale nie poprawiało białowłosej humoru. I kto był teraz gburem? Prawdziwy gbur Shikarui, czy wesoły, gadatliwy promyczek Asaka?
Zresztą mityczna anielska cierpliwość kunoichi była już na wyczerpaniu. Ruszyła pierwsza, ewidentnie będąc mózgiem tej małej, śmiesznej, trzyosobowej drużynki i zamierzała się przecisnąć, przez ten tłum ludzi. Co, plac był tylko dla nich? Nie, nie wydawało jej się – i zamierzała utorować sobie miejsce i przejść dalej, chcąc najwyraźniej skierować się do wyjścia z miasta, bo jakoś nie dotarło do niej, że ten cały Oda znajduje się tutaj, na rynku, a wokół niego taaakie zbiegowisko! Jak więc wspominałam – mityczna cierpliwość Asaki, o nieziemskich pokładach, była już na wyczerpaniu przez głupie rozmowy w gospodzie, i mężczyzna, który odwrócił się do niej przodem postawił taką maciupeńką kropeczkę nad i.
- Kogo nazywasz dziewczynką i dzieckiem, staruchu? – wypaliła, nie mogąc już utrzymać w ryzach złości i tego, że naprawdę nie traktuje jej się poważnie. - Pierwsze słyszę, by rynek był czyjąś własnością i nie można było przejść. Zagradzacie całą drogę tam i z powrotem – dodała jeszcze niezbyt przyjemnie, puszczając mimo uszu stwierdzenie o jakimś jej braciszku, bo żaden z towarzyszących jej mężczyzn ani w małym stopniu nie mógł przypominać jej brata, ani kogokolwiek z kim jest spokrewniona.
A Shikarui, jak to Shikarui, stał jak słup i tylko się przyglądał, jak ją obrażają i jak jakiś inny facet będzie bronić jej czci, dumy, czy tam czegoś. Prawdę mówiąc, to Asaka była nawet zaskoczona, że ktoś to zrobił, bo nikt nigdy tego nie robił (a wspomniany już kochany mąż był na czele nie kiwania nawet palcem) i teraz jej zaskoczenie można było widzieć chyba z kilometra, bo błyszczało jak taki neonowy, krzykliwy znak drogowy. Przyzwyczaiła się do tego, że nikogo nie obchodzi, że może się przejąć, że jakieś słowa mogą ją dotknąć. Sanada o tym wiedział, bo o tym rozmawiali, ale cóż… To ona była tą z niewyparzonym językiem i z pięściami, które bardzo prędko pchały się do bitki. Teraz jednak nie zostały nawet uniesione, bo po prostu widziała przepychankę starszego mężczyzny z kolesiem obok.
A potem nastąpiło pierdolnięcie w… chyba w drewno, sądząc po odgłosie łamania i ludzie rozstąpili się, chyba nieco przestraszeni. Stół. To był stół – jak zdążyła zauważyć, a sądząc po jednym ze zwoi – wyglądał jak list gończy. Cała trójka mogła teraz nieco się zbliżyć, na co Koseki na chwilę odwróciła jeszcze głowę do dwójki walczących przed chwilą, by do tego, który stanął w jej obronie powiedzieć ciche:
- Dziękuję.
Mężczyzna zasiadający na krześle rzeczywiście robił wrażenie. Zdecydowanie większe niż Ryutaro syn smoka ze swoją Słodziutką. Oda był charakterystyczny, bardzo. Absolutnie nie przeciętny, jak to go określił ich towarzysz, który ewidentnie mu czegoś zazdrościł. I nie było się co dziwić. Ponownie pozwoliła Shikiemu mówić i skłoniła głowę, gdy została przedstawiona – tym razem nie z nazwiska, które nosiła od niedawna, a z tego, które przywdziewała przez połowę swojego życia. Klan czy nazwisko – dla niej w tym momencie było to jedno i to samo. Zresztą Oda powiedział właśnie słowo-klucz. „Daishi”. A „Daishi” + „chory pojeb Jashinista” (jak już zdołaliśmy ustalić w biegu rozmowy w gospodzie) = onienienie. Nie chciała kogoś takiego na ziemiach swojego rodu. Ziemiach swojej rodziny. Przypadki nie istniały, a los lubił sobie kpić z ludzi, czuła więc, że ten świr prędzej czy później mógłby natknąć się na przykład na członka jej rodziny będącego na misji. Nie wiedzącego o zagrożeniu. I niee, zdecydowanie nie miała zamiaru pozwolić by do takiego ewentualnego spotkania doszło. Albo do spotkania w ogóle z kimkolwiek z Daishi – a wszyscy tam byli jej poniekąd drodzy.
Jej zaciśnięte wargi i lekkie kiwnięcie głową były jedyną odpowiedzią.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 954
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Centrum Osady

Postprzez Hitsukejin Shiga » 13 mar 2019, o 16:11


BIały królik.
Misja Państwa Sanada rangą B.
16/67


To i nie było sensu reagować na odpowiedź Asaki, bo Pan - nie, wróc, koleś - który wypuścił ze swej paskudnej starej paszczy coś co chyba miało być zaczepką - swoją drogą świetnie stary, masz dwa metry wzrostu, dwa metry szerokości, a czujesz potrzebę poniżania drobnej kobietki - bo ten Pan miał większe problemy. No, nie większe dosłownie, bo oryginalny awanturnik był wzrostu poznanego wcześniej przez was Shigi - tyle, że dwukrotnie szerszy - a ten, który stanał w obronie Asaki o jakieś poł głowy niższy. Z kolei, co było zabawne, Shikarui nie poczuł się w żaden sposób zobligowany do walki w imię swojej ukochanej. Gdybym był prawdziwie złym losem to bym to chyba pociągnął dalej i zobaczył jak bardzo Shikarui nie ma zamiaru interweniować w obronie czci Pani Sanady... Ale po co, skoro męski testosteron osobników którzy chcą przeżyć przygodę życia u boku łowcy sam się na siebie wylewa, tryska i eksploduje - uderzając do mózgów - i zmusza ich do szarpania i wyzywania się i to wszystko o laskę którą widzą pierwszy raz na oczy i pewnie więcej nie zobaczą. Męski umysł jest naprawdę niemożliwy do zrozumienia czasem, zwlaszcza w przypadku takich bądź co bądź przykrych osobników.
Tak czy siak, Shikarui nie drgnął. Asaka odpysknęła, a sprawa rozwiązała się sama, tworząc ścieżkę do Ody, łowcy o którym dowiedzieli się dzięki Ryutaro, w karczmie, gdy ten przyszedł się żalić, że go nie wybrał. Zaprawdę powiadam wam, patrząc na sposób poruszania sie, mowy, fizyczności i zachowań - widać niebo i piekło całe różnicy między Synem Smoka, a łowcą. Jeden z nich pozował na większego niż jest, obnosił się dumnie, ale jego ruchy były dość toporne mimo starań. A ten drugi? Łowca wyglądał dość imponująco, ale zachowywał się bardzo spokojnie. Siedział ze złączonymi nogami, wyprostowane plecy, czyste, spokojne i stonowane ubranie, bardzo proste zanbato bez ozdobników, bez udziwnień. Bez imienia Słodziutka.
Prosty i stonowany człowiek, bardziej do wewnątrz niż na zewnątrz. Więcej robi, niż mówi. Chociaż teraz pora trochę pogadać.
-No to wybrałeś sobie bardzo specyficznego osobnika za przewodnika. Po tym jak odrzuciłem jego kandydaturę zabrał mi zwój, chyba jedyny czysty, tylko po to by na moich oczach wrzucić go do śmietnika. A jak nawet do niego nie wstałem, to się rozpłakał.- Oda mówił spokojnym głosem, utrzymując kontakt wzrokowy z czerwieniejącym Ryutaro. Wasz przewodnik sapnął, westchnął, mruknął... po czym szepnąl "Chwila słabości".
-Miło was poznać. Seigan Oda. Jak pewnie wiecie mam list gończy i szukam osobnika na nim spisanego, pewnego wyznawcy Jashina. Bardzo specyficzny jegomość. Wysoki, z kłami jak rekin. Podaje się za mnicha, przez co niejednokrotnie był widziany z wyznawcami. Prawdopodobnie opowieści o niesmiertelności i tym, że może im ją dać przyciąga ludzi. - A wtem Shikarui wyskoczył z małym... poniszczeniem planu Ody. Blondyn zacisnął dłoń w pięść na zwoju z listem, oddychając ciężko.
-Próba to dobre słowo. - Mruknął, widząc niespokojne ruchy w tłumie. -Przez tą bójkę oddaliła się kobieta i mężczyzna. Byli dość blisko mnie. Nie wiem czy to efekt tego, że nie chcieli problemów, czy tego, że dowiedzieli się dość. W końcu każdemu z tych... ochotników, muszę po raz kolejny powtarzać kogo szukamy i po co. Jestem łowcą zbiegów, wyrzutków, jashinistów, morderców i innych potworów.
-Skoro i tak nic już nie mam do stracenia, opowiedźcie mi o Sobie, nie tylko nazwy waszych rodów. Mam czas. - Powiedział, próbując poskładać do kupy przełamany na dwie połowy stolik. Mruknął tylko pod nosem cholera, gdy mebel znów się rozpadł. - Interesuje mnie głównie dlaczego sądzicie, że dacie radę wesprzeć mnie w walce z nieśmiertelnym. Wtedy może wam powiem, dlaczego w ogóle potrzebuje tej pomocy.

Pozostałe niedobitki tłumu dookoła stały grzecznie. Ryutaro też jakby spotulniał...
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Centrum Osady

Postprzez Shikarui » 13 mar 2019, o 16:56

Tej jednej rzeczy nie mógł się nauczyć. Albo nie chciał się wcale uczyć. Gdzieś tam w środeczku, w swoim cichym kącie, ostoja azylu, w niezmąconej przestrzeni - w tych odmętach, które nie wynurzały się na powierzchnię przecież lubił scenki rodzajowe. Triumf i załamania. Krew i pot. Oznaki walki na wygranych i przegranych, bez znaczenia, czy właśnie walczyli na słowa, czy błyskała w jasnym słońcu stal. Ona tego nie lubiła. Przyzwyczajona do samotnej walki, w której nikt jej nie wspierał - o, ależ wspierał! W każdej z potyczek kibicował właśnie białowłosej, to ją, nie tych młokosów, widział na szczycie, z nogą opartą na pokonanych, niewzruszenie dumną. Udekorowaną czerwienią rozbryzganą na jej gładkich policzkach i śnieżnych włosach. To była ta część jego, której Mori nie lubiła - i zdawał sobie z tego sprawę. Tak jak wiedział, że kobieta nie dałaby się nabrać na to, że on nie wiedział, nie rozumiał. Nigdy jej nie okłamał i nie zamierzał tego robić teraz czy w jakimkolwiek innym czasie. Nie ma istot doskonałych i idealnych, a jego wiara była niezachwiana - to pewność włożona w czasy przyszłe, inwestycja w tak zwanego człowieka. Tego, co był miłością twego życia. Inwestycja brzmiała "poradzi sobie". Jak dotąd radziła sobie świetnie. Najbardziej opornym delikwentem był Teiren. Ten posunął się już zdecydowanie za daleko na to, żeby tylko spoglądać. Wtedy kiwnął palcem, więc mówienie nikt nigdy było wyolbrzymieniem, ale to też było częścią dobrej inwestycji, tylko że już nie jego. Inwestycji tych złych, podłych ludzi, którzy szydzili i wytykali palcami. Kiedy jesteś już tak napiętnowany, że zostałeś zupełnie sam, nie pozostaje ci nic innego, jak przyzwyczaić się - i iść dalej. O tym Asaka przekonała się już dawno, dawno temu. Jej niewiara była niemal przykra. Niemal, bo nie podejrzewał nawet, że kobieta ma aż zakorzenioną w sobie traumę, która nie pozwala jej ufać w decydujących momentach nawet jemu samemu. Nie żeby to było naprawdę dziwne. Nie. Raczej normalne.
Wewnętrznie Sanada prychnął śmiechem, ale zewnętrznie wymknął mu się jedynie dość dziwny uśmiech jednym kącikiem warg. Mimo wszystko próbował się powstrzymywać. Uniósł też jedną brew, zerkając na Syna Smoka, który był taki mocny w gębie w karczmie, a tu i teraz, wytknięty ze swoich porażek, mógłby się kulić i marudzić. Głównie marudzić - pod swoim nosem, cichuteńko.
- Każdy zasługuje na drugą szansę. - Dopowiedział miękko. Wcale w to nie wierzył. Rozdał zbyt wiele takich szans, żeby móc uwierzyć w ich moc sprawczą. Były zatopionymi chęciami i marzeniami. Zmiętymi pragnieniami wyrzuconymi w błoto. Bo to zazwyczaj nie ta druga strona chciała się zmienić i poprawić - to ty chciałeś uwierzyć, że jest w stanie pokusić się na poprawę tylko po to, by ciągle z tobą być. Wyjątki miały potwierdzać regułę, nie ją przełamywać. O wazeliniarstwie i spoufalaniu się rzeczywiście mieli porozmawiać sobie z Asaką dopiero na osobności. Coby nie robić scen. Już i tak było wokół wystarczająco przedstawień, żeby dorzucać jeszcze swoje własne, prywatne. Nie mieszać zaś prywaty z pracą - jakoś tak głosiła jedna z zasad? Tych nigdzie niezapisanych. Może BHP którejś administracji to ujmowało.
Ukłonił się płytko po wzajemnym przedstawieniu się i powiedzeniu przez Odę, że miło mu ich poznać. A tak, tak, mi również miło, bardzo ładna dziś pogoda, więc może jakaś herbatka?
- Czy moglibyśmy zobaczyć list? - Wyszedł do przodu i wyciągnął rękę po jeden z listów gończych, ciekaw, czy Oda mówi o tym Jashiniście, który teraz przyszedł do głowy czarnowłosego. Spojrzał na Asakę w ten porozumiewawczy sposób, w którym niepotrzebne były żadne słowa. Chciał zobaczyć, czy myśli o tym samym, co ona. Jak mogłaby nie? Nie potrafił czytać w myślach, a niemal słyszał burzę, która toczyła się pod welonem jej białych włosów. Nie chciał już komentować tego tajemniczego oddalenia się, bo w jego mniemaniu nie było w tym nic tajemniczego. Zobaczyli, nasłuchali się. Ruszyli w swoją drogę. Tak jak i nie chciał pytać o tę bójkę ani kwestionować tego, że nie istnieją ludzie nieśmiertelni. Byli tylko tacy, których było ciężej zabić od innych. Sądząc po tym, co opisywał im Ryutaro, pewnie doprowadziłoby to do jakiegoś dziwnego konfliktu słownego, przekomarzania się, kto tu ma rację... nie zależało mu na tym. Mogli nawet nazywać tego zbiega bogiem - miałby o tym dokładnie takie samo mniemanie.
Bogiem był tylko Han.
- Asaka swoimi barierami i zbroją czyni nas nieśmiertelnymi, a ja jestem świetnym tropicielem. I nie zdarza mi się pudłować. - Oda wyglądał na dość treściwego gościa. Chociaż biorąc pod uwagę fakt, jak się rozgadał... - Jesteśmy bardzo zgraną i uzupełniającą się parą.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Centrum Osady

Postprzez Asaka » 13 mar 2019, o 18:59

Ciche, bardzo ciche „wsparcie” zza pleców, gdzie wszystko i tak musisz wywalczyć sobie sama to nie było tak na dobrą sprawę wsparcie. To było, za przeproszeniem, gówno. Co, Shiki uaktywniłby się dopiero, gdy dano by sobie po mordzie? A nie, raczej nie, bo przy ostatniej takiej sytuacji, gdy pięść Asaki poszła w ruch – on nie zrobił nic, tylko zaczął Teirenowi grozić, już po fakcie. Wtedy było już trochę za późno, prawda? To nie była niewiara. To było przekonanie, że akurat w sprawie bronienia swojej dumy jest całkiem sama. I nie, rzeczywiście nie lubiła tej części czarnowłosego. Bo niby był, ale musiała liczyć tylko na siebie. Cóż, nie była wygraną siedzącą na szczycie, niewzruszenie dumną. Nie było z czego być dumnym. Szczerze mówiąc, to sądziła – była wręcz przekonana i nie miało to nic wspólnego z tą niewiarą – że gdyby wylano na nią wiadro pomyj, zwłaszcza słownie, to nie doczekałaby się żadnej reakcji od Sanady. Czy można ją było za to winić? Do tej pory tak właśnie było. Nieco inaczej wyglądała sprawa, gdy ktoś podnosił na nią rękę i ją faktycznie zranił. Ale to rany psychiczne zostawały w człowieku na dłużej, wgryzając się umysł, zupełnie niechciane. Blizny na ciele, choć zostawały (albo i nie) niosły ze sobą ledwie widmo wspomnień. Bolały tylko przez chwilę, krótszą bądź dłuższą, do czasu zaleczenia, a zadry w psychice nie dało się tak łatwo pozbyć.
Zwłaszcza, gdy ktoś nie pomagał. Bo nie pomagał. Dziewczyna mogła tylko westchnąć i zacisnąć zęby; ona nie zamierzała robić absolutnie żadnych scenek i wywlekać swoich bolączek czy niezadowolenia na wierzch, w tłumie obcych ludzi. Zresztą też takich, który dopiero co się pobili o nią samą.
No, czyli niewiele pomyliła się w swoim osądzie dotyczącym Syna Smoka. Zadufany w sobie, z ego wywindowanym do poziomu dwupiętrowego budynku, co to ja nie jestem kogucik, a gdy przychodzi co do czego, to nie potrafi przyjąć do wiadomości czyjegoś „nie” i tego, że ktoś może go uważać za wcale nie takiego wspaniałego. Na tym polu Seigan Oda i Sanada Asaka doskonale się najwyraźniej rozumieli. Bo i jej, choć był przystojny, się zbytnio nie spodobał. Rzuciła na niego krótkie spojrzenie akurat w momencie, gdy jego twarz osiągnęła kolor soczystej piwonii i zaczął mamrotać, na co dziewczyna dość odruchowo pokręciła głową, zdegustowana.
Słowa, które wypowiedział Oda sprawiły, że Asaka dość wyraźnie pobladła, w kontraście do Ryutaro. Normalnie była blada, ale teraz stała się niemal jak kartka papieru. Rysopis podany przez mężczyznę był wyjątkowo obrazowy – i jej wyobraźnia ją nie zawiodła, nie zgadzał się tylko jeden element: „wyznawca Jashina”. Bo Asaka jak dotąd nie połączyła kropek. Ale reszta opisu – wysoki, podający się za mnicha, z kłami jak rekin. O, te zęby była w stanie sobie wyobrazić a ile osób pasujących do danego rysopisu chodziło sobie wesoło po ziemi i do tego znajdowało się w Daishi? A przynajmniej – całkiem niedawno się znajdowało… Jednak jak mówiłam, Los to wyjątkowa dziwka. Że ten psychol mógłby natknąć się na jej rodzinę, coś im zrobić…? A co… jeśli już się natknął…? Mogła się tylko modlić, by nie chodziło o osobę, która przyszła jej na myśl przez te cholerne zęby, bo… całkiem go polubiła. Jednak – nie miałaby skrupułów, jeśli te wszystkie historie okazały się prawdziwe. Jej reakcja była… no cóż, wyjątkowo wymowna. Wyglądała na poruszoną, a spojrzenie, jakim obdarzył ją Shikarui, tylko to wszystko pogłębiło.
- A coś więcej o nim wiadomo? Jakieś inne cechy wyglądu…? – taaak… Teraz też chciała zobaczyć ten list. A co do osób, które się oddaliły – cóż, ich sprawa, prawda? - Skoro coś takiego jak mała bójka w tłumie ich przegoniło, to raczej średni z nich będą kompani. To może znaczyć równie dobrze, że uciekną, gdy tylko wywiąże się prawdziwa walka – Asaka pokusiła się w końcu o nieco dłuższą wypowiedź.
A co do tego, co mogli mu zaoferować… Cóż… Oprócz tego, o czym wspomniał Shiki…
- Zbroi raczej nie będę mogła użyć na kimś, ale kryształowe bariery są w stanie zdziałać cuda. Poza tym pochodzę z Daishi i znam tamtą prowincję bardzo dobrze – nie chciała mówić o swoich umiejętnościach publicznie. Zresztą pewnie tak, jak Shikarui. - Zaś Shikarui… Cóż, czasami trudno za nim nadążyć. Ale tak. Bardzo dobrze się uzupełniamy – i o nim też za dużo zdradzać nie chciała.
A że stół nie chciał się poskładać na nowo? Cóż… Trzeba było w niego nie trzaskać. Asaka mogłaby mu postawić nowy, jednak jakoś nie pomyślała.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 954
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Centrum Osady

Postprzez Hitsukejin Shiga » 14 mar 2019, o 13:15


BIały królik.
Misja Państwa Sanada rangą B.
19/67


Oda od początku wygląda wam na człowieka naprawdę prostego. Takie sprawia wrażenie, tak wygląda, prezentuje się i zachowuje. Szkoda jedynie, że żadne z was nie jest tutaj sensorem. Pewnie byście dostrzegli, może jak byście posiadali oczka Hyuuga, że Pan nie ma jakoś potężnych zasobów czakry i jego czakroobieg nie pulsuje mocą jak u wyznawców Hana czy samego Hana. Ot, bardziej żylasty, a przy tym dość umięśniony człowiek z odrobiną wzmocnienia czakrą, niźli czakrowiec. To i pewnie zaimponować mu nie będzie trudno w praktyce, zwłaszcza, że jedne z was posiada niesamowite zdolności dostępne tylko jeśli ma się odpowiedni limit krwi - tworzenie kryształu. Tylko czy teraz jest sens się popisywać? Oda wydaje się być bardzo zdystansowany i spokojny, nie ma chyba sensu nic rozniecac. Ani pokazówek, ani kłótni, ani dysput. A i wygląda na to, że potencjalne pochwały nie kupią go tak, jak kupiły Ryutaro wazelinarskie umiejętności Shikaruiego. Syn smoka teraz, widząc, że jest już wam całowicie niepotrzebny zaczął złorzeczyć pod nosem po czym odwrócił się na pięcie i poszedł w pizdu, w tym samym kierunku w którym uciekła dwójka ludzi o których zniknięciu przed chwilą poinformował was Seigen Oda.
-Ta? Nie. Wcale nie. Szansę ma się jedną. Jak ją zmarnowałeś to przegrywasz. - Słowa Seigena były bardzo... oschłe, niemiłe. Niesympatyczne. Ale szczere. Na jego twarzy nie było widać niechęci, raczej profesjonalne podejście pozbawione niepotrzebnych emocji.
Kiedy Shikarui wyciągnął łapkę po zwój, Oda powiódł za nią wzrokiem, zastanawiając sie, czy nie odciąć jej chłopakowi jednym szybkim ruchem. Jednym, bardzo szybkim ruchem. Przeszłoby nawet z kością, ciach, amputacja...
Koniec końców złapał jednak chłopaka za dłoń i nakierował na inny ze zwojów, nie ten, do którego zmierzał Shikarui.
-Wszystkie to listy gończe. Z Ryuzaku, Z Shigashi no Kibu, globalne. Chcecie któryś zobaczyć? Bo nas aktualnie interesuje ten. - Puścił dłoń chłopaka, pozwalając mu zabrać zwój. Po rozwinięciu oczom wszystkich ukaże się dość specyficznie wyglądający mężczyzna koło trzydziestki, z topornym stalowym piercingiem w mordzie który nigdy nie powinien się dobrze zagoić, a jednak - w uchu, w wardze, w brwi. Uśmiech, a na nim rekinie zęby zaostrzone prawdopodobnie pilnikiem. Włosy to w połowie czarne warkocze, w połowie białe loki.
-Dość dobry rysunek. Mieli czas go wyrysować, przez jakiś czas mieli jego samą głowę, ale potem jego wysłannicy go odbili. A teraz od miesięcy jest nieuchwytny, a liczba ofiar się powiększa. Niekompetencja. - Mruknął Oda, wyraźnie się krzywiąc. Czyżby brak profesjonalizmu to była jedyna rzecz która na tej niezmąconej zbędnymi minami twarzy mogła wyrysować prawdziwe uczucia?
-Ogólnie opróćz swoich Jashinistycznych umiejętności włada elektrycznością i dość dobrze walczy wręcz. Miałem dwójkę towarzyszy i oni by wystarczyli do pojmania go... znowu, ale jeden z nich zmarł, gdy Jashinista napił się jego krwi. Nie wiem dlaczego. Ma krew drugiego, więc jego też nie mogę wykorzystać. Mnie nie zranił. Musicie się liczyć, że możecie zginąć, jeśli chcecie pomóc. - Zaczął więc pakować zwoje do torby i inne swoje rzeczy z resztek stołu. Rozgonił ręką pozostałych kandydatów. Chyba jasne było, kogo wybrał.
-Macie jakiś pomysł? Jego celem podobno jest Daishi, ale ostatnio jego ludzie byli widziani tutaj, w tym regionie. Zakładałem, że może po prostu coś dla niego załatwiają, ale z drugiej strony to dziwne by poruszali się bez swojego Pana, samopas... - Mężczyzna wyprostował się i przeciągnął. Zarzucił torbę na ramie, biorąc zanbato z niesamowitą łatwością jakby podnosił suchy kij i rzucił sobie na ramie.

Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Centrum Osady

Postprzez Shikarui » 14 mar 2019, o 13:58

Czy naprawdę szansa była tylko jedna? Oczywiście, że nie. Ale o to również Shikarui nie zamierzał się kłócić. Ba! Mógłby z powodzeniem powiedzieć: ależ oczywiście! - i wcale nie musiałoby być to kłamstwo. Nie dla roli, którą teraz trzeba było odebrać. Tylko że szans było tak wiele, jak wiele sam sobie ich dałeś. Możesz mieć przed sobą ludzi, którzy to wykpią - porażki i upadek na kolana uczy pokory, wiesz? Pokora zaś prowadzi do samodoskonalenia. Wytknięty błąd był jak śruba, której nie dokręciłeś do złożonego stołu. Niby stół stoi - ale na co się zda, skoro cały się trząsł, a śrubka właśnie wypadła? Jeszcze tylko kilka chwil i potoczy się w kierunku tej maleńkiej wyrwy między panelami, którą dotąd ignorowałeś, bo ci nie przeszkadzała. Małe drobiazgi, pozornie niegroźne, nabierały na znaczeniu, kiedy ciąg przyczyn i skutków zaczynał rozkręcać swój bieg. Nie zauważysz śrubki, dopóki ktoś ci nie powie: jak ty możesz na tym stole pracować? Spójrz. Za chwilę coś stracisz. Shikarui powinien był się zastanowić, czy swoim zachowaniem nie przyjdzie mu kiedyś stracić przez to najcenniejszego skarbu na tej ziemi, który sam zgodził się z nim związać. Taki był właśnie problem z drugimi i trzecimi szansami - masz ich tyle, ile sobie ich dasz, pod warunkiem, że nie będą uzależnione od drugiego człowieka. Wtedy nagle okazuje się, jak z tą śrubką, że na wszystko może być za późno, a rozwiązanie sprawy nie zostanie zamknięte tylko, gdy sam ją zamkniesz. Lub gdy skończy się czas, bo ludzki zegar tykał. W końcu musiała wybić północ.
- Zaczekaj. - Bardzo zwinnie i płynnie wysunęła się ręka czarnowłosego w kierunku Ryutaro. Aach, czy nie wspominałam, że Shikarui bardzo nie lubił wyższych od siebie? Złapał go za nadgarstek i lekko pociągnął, ale zaraz puścił. Nie przytrzymywał, nie szarpał się z nim. Obdarzył go po prostu dość ciepłym uśmiechem - jednym z tych, którym starszy brat może obdarzyć młodszego. Albo jaki przyjaciel może posłać do przyjaciela. Ale to zdecydowanie nie były te cenne uśmiechy, którymi obdarzał Asakę. Przede wszystkim - ten wcale nie był szczery. - Przecież nie dostałeś szansy na polowanie, więc się nie liczy. Ale pieniądze są nasze. - Obrócił się w kierunku Ody, sięgając po zwój. - Biorę go ze sobą. - Obwieścił, tak po prostu. Oda, Oda... wydawał się całkiem przeciętnym shinobim, nie ten ze słabych, nie ten z silnych. Po prostu shinobi. A jednak trząsł tym całym towarzystwem. Shikarui wprost nie mógł się doczekać, żeby zobaczyć jego i Ryutaro na polu walki. Tylko po to, żeby widzieć, jak zdychają. A to, że ich "pracodwaca" był niemiły? Jak dla czarnowłosego mógł nawet wyzywać wszystkich wokół bogatymi wiązankami. Miły, nie miły - miał zlecenie, a zlecenie równało się - pieniądze.
Dał poprowadzić swoją dłoń i złapał za odpowiedni zwój, rozwijając go. Stał tuż obok Asaki i otworzył go tak, żeby oboje widzieli go bardzo dokładnie i wyraźnie, coby żaden szczegół nie umknął. Hmm, więc to jednak nie Shiga. Może nawet trochę szkoda? Shikarui był ciekaw, ile Shiga by zapłacił za darmowe kukiełki do testowania tego, czy jest w stanie leczyć blizny. Może mniej od tego mężczyzny, który chciałby jego głowę? Aaach, pewnie Asaka chciałaby jego głowę. To by było całkiem ciekawe.
- Jego głowę? - Powtórzył. Ciężko było mu sobie jakoś wyobrazić głowę, którą mieli, a która została odbita... uniósł jedną brew na moment w drobnym odruchu zdziwienia. Chociaż... przyjął tę informację dosyć lekko. Chyba po tym, jak widziało się chodzące trupy i poznało zmartwychwstałego boga, można było uwierzyć w sporo rzeczy. Próg niedowierzania został przesunięty bardzo daleko. - Masz rysopisy "jego ludzi"? - To było chyba też dość istotne. Skoro jego ludzie się tu kręcili... - Może właśnie robią obławę po twoją głowę. A może organizują sprawną ucieczkę. - Spojrzał na Asakę. Mimo wszystko to ją uważał za mózg operacji, chociaż należała do osób, które nie planowały. Ale była mądra. On w tą mądrość wierzył i nigdy się na niej nie zawiódł. - Co o tym wszystkim sądzisz? Bezpieczniej byłoby zacząć od jego ludzi. Mamy do czynienia, przypuszczalnie, z Wyrzutkiem rangi B. Musiałabyś go skrystalizować. - Jeśli żył z odciętą głową... to w porządku. Niestety - żyć w krysztale się już nie dało. Niestety dla pana Jashinisty.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Centrum Osady

Postprzez Asaka » 14 mar 2019, o 15:16

Po co miała się wtrącać w tą filozoficzną rozmowę o szansach? Jakoś nie czuła się w nastroju do prowadzenia takiej wymagającej dłuższego pomyślunku i zaangażowania dysputy, czy daje się drugie szanse, czy nie. Osobiście uważała, że każdy na jakąś szansę zasługiwał, jednak nie tak łatwo było z niej skorzystać. Poprzeczka się podnosiła, a zdradzone zaufanie trudno było odbudować. Nie to, że się nie dało – bo uważała, że gdy ktoś jest wystarczająco zdeterminowany i faktycznie widzi, i żałuje, swój błąd, to wszystko można zdziałać. Problem polegał na tym, że nie każda sytuacja pozwalała na drugą szansę. Nie każdy charakter był tak wyrozumiały, by faktycznie jakąś dać. W kwestii Ryutaro zaś… cóż, nie sądziła, by tu w ogóle sprawa rozbijała się o dawanie drugiej szansy. Osoba odpowiedzialna za chwytanie takich przestępców powiedziała nie – i mógł to zrobić, choćby Ryutaro okazał się nie wiadomo jakim mocarzem. Liczył się też charakter w takich sprawach. Zgranie, którego blondyn ewidentnie nie widział pomiędzy sobą a Synem Smoka i żadne pieniądze świata by go pewnie nie dały. Odmowa była więc odmową, a że nie przeszedł próby charakteru, okazując się płaczkiem, bo nie dostał tego, czego chciał – to tym bardziej to potwierdzało.
Dlatego też Asaka znowu zaczęła kręcić głową, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, gdy Shikarui oznajmił – tak po prostu, bez najmniejszej konsultacji z nią – że on to sobie zabiera posiadacza Słodziutkiej ze sobą. I już. Dobrze. Dobrze. Niech więc czarnowłosy zajmuje się swoim nowym koleżką, zdanie złotookiej kunoichi najwyraźniej nie miało tutaj absolutnie żadnego znaczenia – kolejny temat dodany do listy, a jej humor pogarszał się z sekundy na sekundę w tym momencie.
Przeczekała zabawę na łapanie zwojów i w końcu zerknęła na ten rozwinięty przez Shikaruia. Portret przedstawiał kogoś absolutnie jej nieznanego i wewnątrz siebie dziewczyna poczuła wstyd, że tak prędko wyciągnęła pochopne wnioski, które nie zaprowadziły jej w żadne pozytywne miejsce. Przynajmniej jedno było jasne – ich gość weselny był w porządku, a przynajmniej tak jawił się w myślach białowłosej. Dużo gadał i nie bał dzielić się wiedzą. I dzięki temu może coś się ruszy, przynajmniej w Daishi. A polowanie na kogoś nieznajomego – spoko. Kunoichi uważnie przyjrzała się rysunkowi przedstawiającemu ich przyszły cel. Nic się nie zmieniło – ktoś, kto przypadkiem mógłby natknąć się na kogoś jej bliskiego i zrobić im coś naprawdę złego zasługiwał na wytropienie i wyeliminowanie. I dziewczyna nie byłaby sobą, gdyby miała teraz odpuścić. Zagrożenie życia? Cóż, z tym musiała liczyć się każdego dnia, jak zresztą każdy inny shinobi. Tak to już było.
- Mieli jego głowę? On… Może żyć z odciętą głową…? – powtórzyła niemalże na równi z Shikaruiem i dodała jeszcze coś od siebie. Ci cali wyznawcy Jashina z każdą chwilą stawali się coraz bardziej popieprzeni a ich zdolności – naprawdę przerażające. Jednak… fakt. Nie za bardzo słyszała o przypadkach osób, które byłyby w stanie przeżyć krystalizację, złączenie się z kryształem… - Więc mamy po pojmać czy wyeliminować? O ile w ogóle da się go zabić… - ale jakoś w głowie jej się nie mieściło, że ktoś był w stu procentach odporny na wszystko. Nawet na tą przerażającą technikę, którą władała. - Czyli nie można dopuścić do tego, by dostał naszą krew. Dobra – to już była jakaś informacja. I to sugerowało, że trzeba będzie tego Jashinistę ściągnąć z odległości, skoro dobrze walczył wręcz. Uhm.
Po tym, jak Oda zapytał czy mają jakiś pomysł i gdy Shikarui zaczął podawać swój pomysł, z którym swoją drogą w duszy się zgadzała, i gdy zapytał ją co sądzi… Cóż… Przez chwilę była cicho, jakby wcale nie usłyszała tego pytania. Ale usłyszała. I już nie wytrzymała.
- Och, to jednak istotne jest co ja myślę? – z ociąganiem oderwała wzrok od listu gończego, by przenieść go na Shikaruia. - Proponuję, żebyś zapytał swojego nowego znajomego o zdanie, Shikarui. A ja się po prostu dostosuję, jak ciągle dzisiaj. Jeśli wam to nie przeszkadza – tu zwróciła się już do samego Ody, bo najwyraźniej wszystko było już ustalone. Co mają robić, co ona ma robić, kto z nimi idzie i gdzie. Chociaż ewentualny cel, a więc rozprawienie się w pierwszej kolejności i poplecznikami tego kogoś, jak najbardziej jej pasował. Im mniejsze wsparcie dla psychola, tym lepiej.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 954
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość