Górski Las

Druga co do wielkości prowincja Karmazynowych Szczytów od wieków znajduje się pod opieką słynnego Rodu Hyūga, który bardzo dokładnie dba o rozwój wewnątrz swego kraju, a także o bezpieczeństwo granic - zważając na sąsiedztwo z niezbadaną powierzchnią lądową (znaną pod nazwą Głębokich Odnóg) na południowym zachodzie. Podobnie jak w pozostałych prowincjach Karmazynowych Szczytów, dominuje tutaj krajobraz górzysty i roślinność wysokogórska, lecz Kyuzo może pochwalić się bogatszą fauną - wiele zwierząt chętnie poszukuje kryjówek w głębokich jaskiniach prowincji, chroniąc się przed dość kapryśną pogodą.

Re: Górski Las

Postprzez Yami » 1 cze 2018, o 12:31

Misja Rangi D - Ayame
"Za parę monet"
9/?


Taozo odszedł parę kroków do tyłu zwiększając dystans między wami. Nie wiedział co planujesz z nim robić więc spoglądał na ciebie proszącym wzrokiem. Mogłaś wyczytać w nich jego myśli "Zrób ze mną co chcesz, ale uratuj ją" i odpowiedziałaś na ich wezwanie. Młodzieniec słysząc twoje słowa upadł na kolana, a łzy ponownie popłynęły. Słyszałaś jak mówił cichym głosem w twoją stronę.
- Dziękuję... Dziękuję...

Mężczyzna gdy się uspokoił a w jego oczach pojawiła się iskra nadziei odzyskał w sobie dawno utraconą werwę. Z determinacją już nie tyle szaleńca co mężczyzny broniącego to co dla niego ważne przysłuchiwał się wymyślonemu naprędce planowi Ayame. Wiedział, że kobieta również chciała mu pomóc więc nie zamierzał zawieść jej oczekiwań i tym samym zmniejszyć szans na powodzenie planu. Czuł się trochę nieswojo iż pomimo tego, że sam planował Ciebie poświęcić teraz ty planujesz częściowo zrobić to dla niego, z własnej nieprzymuszonej woli.
- Przygotowałem mamy drewniany wózek, którym wcześniej woziłem drewno, abym mógł łatwiej przewieść... Ciebie - trochę się zmieszał wspominając o wcześniejszej, niegodziwej próbie odebrania wolności kunoichi - wyłożyłem ją skórą. Dzięki czemu będzie Tobie wygodniej.
Rzeczywiście, jak tak się zastanowić, to używając wcześniej tajemniczych umiejętności swego rodu Ayame na tyłach domostwa dostrzegła drewniany wózek. Osadzone po bokach dwa koła, z tego samego materiału, oraz rączkę do ciągnięcia, bądź też pchania wózka. Biorąc pod uwagę, iż jaskinia znajdowała się bardziej na północy, Taozo będzie zmuszony iść pod górkę więc wózek będzie pchał. Od strony trzonka była bowiem drewniana ścianka aby przenoszony towar nie ześlizgnął się podczas trasy. Nie było go jednak po drugiej stronie co pozwalało na łatwiejszy załadunek. Głupio byłoby aby ciągnąc wózek praktyczka sztuk ninja ześliznęła się z wózka i rąbnęła głową o ziemię.
Nie było jednak nic co mogło być jeszcze powiedziane. Razem z drwalem przenieśli się na tyłu domu gdzie kunoichi mogła ułożyć się w dowolnej, najwygodniejszej pozycji na wozie. Skóra była miękka dzięki czemu nie czuła aż tak mocno twardej drewnianej konstrukcji, która mogła być bardzo niewygodna do drzemki jeśli tylko najechałoby się na kamień. Skóra częściowo amortyzowała ten efekt. Może chłopak nie był jednak taki głupi, jak mówił. Przy transporcie takie silniejsze uderzenie mogłyby wybudzić ofiarę zaś takie wyłożenie miękką skórą taki efekt by skompensowało. Ciekawe czy to był efekt przemyślany czy zwyczajnie ostatni gest "dobroci", wywołany wyrzutami sumienia.
Taozo pchnął wózek. Koła zabuksowały. Drewniany pojazd lekko podskoczył lecz właśnie dzięki odpowiednim wyściełaniu Ayame mniej odczuła efekt drobnego uderzenia. Ruszyli w stronę jaskini Suzao. Początkowo młodzieniec wybrał trasę na przełaj. Trasa była nierówna a wózek często podskakiwał na wystających korzeniach drzew. Nie mniej jednak udało się w końcu dotrzeć na niewielką dróżkę, która ustabilizowała jazdę. Mężczyzna pchał pchał wózek. Oboje trwaliście w ciszy, którą ostatecznie przerwał chłopak.
- Przepraszam... Wiem, że nic mnie nie usprawiedliwia ale... Proszę... jeśli ją uratujesz, nie mów Mitsusze... co chciałem zrobić aby ją uratować... Boję się... Boję się, że znienawidzi mnie za to... Piętno, które będę nosił i tak będzie dostatecznie ciężkie dlatego... proszę...
Dziewczyna wyczuła lekkie drżenie. Ręce Taozo drżały do tego stopnia, że dało się je wyczuć w całym wózku. Chłopak zaczął wierzyć, że uda się pokonać zbirów i odzyskać, żonę, której nie mógł uratować i właśnie z tego powodu zaczęły go trapić zupełnie inne myśli. "Co o mnie pomyśli, gdy się dowie", "Czy mi wybaczy", "Czy będzie mnie kochać pomimo tego jak zgniłym się stałem", "Czy nie odejdzie..". Takie właśnie myśli kłębiły się w głowie mężczyzny. Zaczęło dotykać go sumienie i strach...
Droga była trudna. Dla piechura nie zajęłaby więcej jak godziny spokojnego marszu. Chłopak jednak pchał dość ciężki wózek, na którym znajdowała się "śpiąca" wojowniczka. Mięśnie Taozo przy ostrzejszych zboczach krzyczały z bólu. Było to efektem nie tyle wagi wózka co również niezagojonym ranom tamtego wydarzenia. Chłopak jednak nie zatrzymywał się ani na moment. Dostrzegł drobinkę światła zwanego nadzieją i uczepił się jej jak tylko mógł. Efektem było dotarcie do miejsca po niespełna półtoragodzinnej drodze. Młodzieniec odstawił wózek delikatnie, tak aby nie zadać tobie żadnej niewygody bądź bólu wywołanego wstrząsem. Dyszał ciężko ale zbliżył się do jaskini. Wziął kilka głębokich wdechów aby uspokoić szalejące w piersi serce.
- JESTEM, JAK CHCIAŁEŚ. DOTRZYMAŁEM SWOJEJ CZĘŚCI, GDZIE MITSUHA!!! - Taozo wrzasnął.
Cisza. Nikt nie odpowiedział. Mijały sekundy, które dla mężczyzny były długie niczym godziny. W końcu odpowiedziały mu kroki dochodzące z jaskini. Z ciemności wyłonił się mężczyzna w długim zgniłozielonym płaszczu i nieprzyjemnym uśmiechu na twarzy. Spojrzał to na Taozo to na leżącą Ayame.
- Jestem w szoku. Naprawdę. Nie sądziłem, że rzeczywiście będziesz próbował. Szkoda tylko, że nie wypełniłeś do końca swej części umowy - głos porywacza brzmiał niczym małego dziecka, który bawił się wyrywaniem skrzydełek złapanym muchom. Wesoły, niewinny, dziwnie przerażający.
- Jak... Co? Przecież... Przecież przyniosłem ją na wymianę. Gdzie Mitsuha! Oddawaj ją. - Drwal skoczył w stronę mężczyzny lecz ten ustawił się bokiem i szybkim kopnięciem w podbrzusze posłał drwala tam, gdzie stał na początku.
- Owszem, była mowa o wymianie. Co jednak z prezentem powitalnym, bądź w ramach przeprosin za to jak potraktowałeś swego gościa? No nie wiem, nie wiem. Mogę przyjąć ją jako taki prezent. A niech tam stracę niech będzie jako i powitalny i w ramach przeprosin. Moja strata, moja strata. - Mężczyzna zaśmiał się radośnie - no to co. Jeszcze jedna pani i jesteśmy umówieni.
- Ty gnido. Gdzie ona jest! Chcę wiedzieć, zobaczyć, że nic jej nie jest!
- Proszę, proszę, czy mam jeszcze prosić ciebie o podarek za złorzeczenie w moją stronę? A tam, rozumiem, każdy ma gorsze dni. I to ci daruję, wiedz jakim to miłym jestem człowiekiem. A tak poza tym, mieliśmy pogawędkę z twoją żoneczką. - uśmiech na twarzy mężczyzny wykrzywił się jeszcze bardziej - Tyle nam o tobie opowiadała, jaką to jesteś kochaną, dobrą osobą, która muchy by nie skrzywdziła, jak to ją uratujesz, jak to nas pokonasz i nam nie darujesz. Oczywiście ostatnie kwestie były ostrzejsze. Musiałem uspokoić mojego przyjaciela, gdyż widzisz, jest on trochę porywczy, mimo, że mało się odzywa. Jestem ciekaw jak długo będę mógł go jeszcze powstrzymywać, w końcu każdy człowiek ma swoje granice i musi dać upust złości. Może dzień?
Mężczyzna cmoknął i klasną radośnie w dłonie zacierając je energicznie.
- No to jesteśmy umówieni. A i jeszcze jedno, tak klasycznie. Jeśli komuś doniesiesz... no, pozwolę działać twojej imaginacji. Hmm. Czy ja już tego nie mówiłem? W sumie to mało istotne, ważne, że będziesz wiedział co zrobić najlepiej. W tym czasie zaopiekuję się tą młodą osóbką.
Ayame słyszała całą rozmowę. Część planu trafił szlag, nie udało się Taozo odkryć miejsca, w którym znajduje się Mitsuha. Kroki zbira zaczęły stawać się coraz głośniejsze. Zmierzał w twoją stronę, zaś młodzieniec siedział tuż koło wózka. Jego głowa ponownie została zainfekowana przez słowa porywacza.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1986
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Górski Las

Postprzez Ayame » 1 cze 2018, o 22:07

Gdy Ayame postanowiła mimo wszystko pomóc młodzieńcowi w odzyskaniu żony, ten rzucił jej się do stóp, dziękując. Gdyby nie to, że jeszcze wcześniej chciał ją podstępnie zamknąć w piwnicy i uśpić, po czym oddać zbirom, to w tym momencie czułaby się niezręcznie, a tak, miała z tego mimo wszystko niewielką satysfakcję. Niech wie, że miał wyjątkowe szczęście, że trafił właśnie na nią.
Tak więc, gdy za pomocą Henge no Jutsu przyjęła wygląd zwykłej, wiejskiej dziewczyny, Taozo wspomniał o fakcie, że ma przygotowany wózek, wyścielony skórą, żeby mógł ją przetransportować. Przynajmniej nie będzie musiał jej nieść, co na dłuższą metę byłoby dla niego dość uciążliwe. Targanie wózka zapewne też będzie ciężkim zadaniem, ale koła ułatwią mu pchania, lub ciągnięcie, w zależności od ukształtowania terenu. Tak więc skinęła młodzieńcowi głową i ułożyła się wygodnie na miękkim posłaniu, chowając usypiającą bombkę w fałdzie skóry, aby móc jej od razu użyć, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wystarczyło, że miała ją pod ręką.
Podróżowanie na podskakującym wózku było dość upierdliwe, jednak miała na tyle miękko, żeby za bardzo jej to nie uraziło. Zamknęła oczy i przez ten czas obmyślała strategię, na wypadek, gdyby sprawy się pokomplikowały i nie poszły po jej pierwotnej myśli. Równie dobrze bandyci mogą nie pokazać Taozo żony i od razu dobrać się do Ayame, ale to akurat nie był problem. Dzięki swojej sile, była w stanie pokonać oprychów, a za pomocą Byakugana, mogła przeszukać naprawdę ogromny obszar, żeby znaleźć uprowadzoną kobietę.
Słysząc słowa młodzieńca i jego prośbę o to, żeby nie wspominała jego żonie, w jaki sposób planował ją ocalić, Ayame otworzyła oczy i uniosła na chwilę głowę, żeby spojrzeć na mężczyznę. Wzrok miała stanowczy, jednak nie było w nim niechęci. Nie miała zamiaru ratować mu żony tylko po to, żeby potem sprawić, żeby ta go znienawidziła. Owszem, źle postąpił, no ale szczęście chciało, że trafił na nią, a nie na jakąś niewinną duszę, którą oddałby na pastwę zwyrodnialców.
- Nie powiem jej. - Obiecała. - Ale jeśli dalej chcecie mieszkać tak daleko od ludzi, to proponuję wykopać podziemny tunel, który pozwoli wam uciec na wypadek kolejnego napadu. Dobrze by też było, jakbyś wokół domu zawiązał na żyłkach dzwoneczki, które przy mocniejszym szarpnięciu, ostrzegą was, że ktoś idzie. No i koniecznie barykadujcie drzwi wejściowe. Mieszkanie w lesie może i daje spokój, ale naraża was też na niebezpieczeństwo ze strony łotrów i dzikich zwierząt.
Po tych słowach ponownie ułożyła głowę na miękkiej skórze i przymknęła oczy. Nic więcej nie mogła mu poradzić odnośnie zabezpieczenia swojego domu przed napadem. Będzie musiał sam ocenić, jak spore podejmują ryzyko, tym bardziej, że po lesie lubią się kręcić bandy szubrawców.
Ta podróż strasznie jej się dłużyła, tym bardziej, że Taozo w pewnych momentach miał dość spore problemy z tym wózkiem. Nie chciała jednak zsiadać i mu pomagać na wypadek, gdyby byli obserwowani. Nie miała pojęcia, z kim ma do czynienia, ale jeśli bandyci byli ostrożni, to mogli postawić jednego na czatach. Okaże się. W końcu jednak dotarli na miejsce i mężczyzna od razu zaczął krzyczeć do wnętrza jaskini, a przynajmniej echo na to wskazywało. Ayame nie otwierała oczu, polegając w tym momencie całkowicie na słuchu. Chwilę czekali na odzew, by ostatecznie kunoichi mogła usłyszeć głos jednego z bandytów. Wyglądało na to, że wyszedł tylko jeden, a drugi pilnował porwanej kobiety i jakby mało było komplikacji, to zbir nie chciał pokazać Taozo żony, żądając jeszcze jednej kobiety. W tym momencie w Ayame się zagotowało i postanowiła już się nie hamować. Takich zwyrodnialców należało tępić jak robactwo, więc gdy tylko wyczuła, jak bandyta się nad nią pochyla, błyskawicznie wymierzy mu pięść prosto w gardło. Zapewne zmiażdży mu krtań, co zapobiegnie jego krzykowi i zaalarmowaniu drugiego, a ostatecznie sprawi, że zbir się udusi. Cóż. Już więcej nikogo nie skrzywdzi. W takiej sytuacji raczej nie będzie się spodziewał ataku po uśpionej wieśniaczce, więc element zaskoczenia zadziała na jej korzyść. Tak czy inaczej, bombkę zachowa na drugiego. Gdyby jakimś cudem nie trafiła w gardło, to zawsze może mu zaserwować kopniaka prosto w krocze, co również pozbawi mężczyznę głosu, a wtedy będzie mogła go dobić w dowolny dla siebie sposób. Tak czy inaczej, jeden będzie załatwiony i pozostanie tylko drugi, na którego już miała przygotowany plan.


Spoiler: pokaż
Kontrola chakry: C

Pokłady chakry: 95%

SIŁA: 50
WYTRZYMAŁOŚĆ: 50
SZYBKOŚĆ: 50
PERCEPCJA: 50/65
PSYCHIKA: 1
KONSEKWENCJA: 50
Ayame
 

Re: Górski Las

Postprzez Yami » 3 cze 2018, o 20:29

Misja Rangi D - Ayame
"Za parę monet"
11/?


Młoda Kunoichi była przygotowana. Wyczuła że mężczyzna się zatrzymał. Wtedy zaatakowała. Poderwała się z miejsca i sięgnęła ku jego gardzieli. Niestety słuch nie wystarczył do idealnego określenia odległości przez co chybiła gdy mężczyzna widząc co się dzieje odchylił się do tyłu. Nie spodziewał się jednak, że w razie niepowodzenia dziewczyna miała przygotowany jeszcze jeden ruch, bezlitosny, morderczy, kruszący skały, choć w tym przypadku klejnoty kopniak, powędrował w stronę jąder mężczyzny. Młoda dziewczyna teraz nie miała już problemów z perfekcyjnym wymierzeniem ciosu kiedy dostrzegła w pełnej okazałości swego oponenta.
- Gut... - Chciał zawiadomić swojego towarzysza lecz wtedy stopa kunoichi zetknęła się z jego, skarbem.
Mężczyzna pisnął tak wysokim głosikiem, iż przez chwilę zastanawiającym stało się czy rzeczywiście był mężczyzną. Co się jednak mu dziwić. Ayame była wściekła. Sposób w jakim potraktował Taozo oraz jego żonę był godny pogardy. Użyła więc całej siły jaką miała w sobie. A patrząc, że mięśnie nóg są znacznie silniejsze od rąk... no właśnie. Chyba tylko i wyłącznie Jashinista lub ktoś kto zamieni swoje ciało w kamień mógłby przeciwstawić się tak druzgocącemu ciosowi. Nasuwało się jednak pytanie czy doszło do zmiażdżenia jąder i krwotoku wewnętrznego, który najpewniej doprowadzi do śmierci mężczyzny. W sumie co to dziewczynę obchodziło i tak nie zamierzała się powstrzymywać.
Zbir leżał teraz na ziemi łapiąc się za swój skarb, w oczach pojawiły się pierwsze kropelki łez.
- Ty... jendzo - głos był niemal niesłyszalny, choć piskliwy ton docierał do ucha.
Charakterystyczny uśmiech już dawno zniknął z twarzy pozostawiając jedynie odwróconą podkowę bólu. Dziewczyna pozbyła się się pierwszego podejrzanego. Został jeszcze jeden, który mógł wraz z Mitsuhą skrywać się w jaskini. Na razie nie było żadnych przesłanek aby goryl, jak to go częściowo określił drwal w swej opowieści, zamierzał opuszczać kryjówkę. Jednak jedno pytanie zaczęło męczyć młodą dziewczynę. W opowieści było dwóch zbirów, co jeśli w rzeczywistości... jest ich więcej?
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1986
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Górski Las

Postprzez Ayame » 5 cze 2018, o 15:17

Niestety, cios w gardło nie powiódł się, z powodu złej oceny odległości, jednak Ayame miała w zanadrzu inny ruch, który bez problemu powinien powalić każdego faceta. Porządny kopniak w jądra i zbir wydał z siebie cienki głosik, by ostatecznie chwycić się za swoje klejnoty i upaść na ziemię, zwijając się z przeraźliwego bólu. W ten sposób też dało się go uciszyć, ale nie na stałe, więc Ayame szybko wyskoczyła z wozu i wymierzyła mężczyźnie porządny cios prosto w tył głowy, żeby ostatecznie pozbawić go przytomności. Chciała go przede wszystkim uciszyć, więc ostatecznie zrezygnowała z próby dobicia go. Wystarczyło, że nie darł ryja na całe gardło i nie ostrzegł kompana w jaskini, bo na tym zależało jej najbardziej.
- Masz coś, żeby go związać? - Zapytała Taozo.
Skoro planował przytachać tu jakąś kobietę na wózku, to może miał też kawałek sznurka na wypadek, gdyby podczas drogi się wybudziła i próbowała mu uciec. Jeśli nic takiego nie będzie miał, Ayame poświęci jeden rulon bandaża, aby mocno skrępować bandycie kostki nóg, nadgarstki za plecami i jeszcze owinie mu gębę, żeby się nie wydzierał, gdy odzyska przytomność. Tak czy inaczej, sprawa jednego bandyty była załatwiona, a ona nadal miała bombkę z usypiającą substancją, która zapewne nie była picem na wodę, skoro zbir nie pokapował się co do uśpionej wieśniaczki, która właśnie zniknęła, gdy Ayame anulowała Henge no Jutsu.
- Przypilnuj go. - Poleciła młodzieńcowi. - Ja sprawdzę jaskinię i poszukam Twojej żony.
Po tych słowach odpaliła Byakugana i puściła przed siebie wzrok białych oczu, prosto w stronę jaskini. Chciała wybadać, jak wygląda sytuacja i przygotować kolejny plan, aby złapać w pułapkę drugiego z drani. Nie chciała narażać kobiety na to, żeby stała się żywą tarczą, więc postanowiła podstępem podejść drugiego przeciwnika. Najpierw tylko musi się upewnić, jak wygląda obecnie sytuacja i czy może bezpiecznie wkroczyć do akcji. Lepiej nie podejmować pochopnych decyzji, bo w grę wchodziło życie kobiety, dlatego każdy kolejny ruch, należało dobrze przemyśleć, aby zminimalizować ryzyko niewinnej osoby. Wszystko powie jej Byakugan.


Spoiler: pokaż
Zasięg
W linii prostej
5 kilometrów

Wokół siebie
60 metrów

Koszt Chakry E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie)

Bonus
+15 percepcji przy aktywowanym Byakuganie


Kontrola chakry: C

Pokłady chakry: 95% - 4% aktywacja Byakugana = 91%

SIŁA: 50
WYTRZYMAŁOŚĆ: 50
SZYBKOŚĆ: 50
PERCEPCJA: 50/65
PSYCHIKA: 1
KONSEKWENCJA: 50

Torba przy pasie:
4x Bandaż
2x Trójkunai
4x Kunai + notka świetlna (doczepione)
2x Kunai + notka wybuchowa (doczepione)
Kabura na prawym udzie:
1x Sekretna maść klanu Hyūga
1x Bojowa pigułka żywnościowa
1x Pigułka ze skrzepniętą krwią
Ayame
 

Re: Górski Las

Postprzez Yami » 6 cze 2018, o 01:55

Misja Rangi D - Ayame
"Za parę monet"
13/?


Biorąc pod uwagę iż ręce zbira były zajęte ochronę jego skarbu oraz paraliż wywołany bólem był na tyle silny, że ciężko było mu się poruszać nie sprawiło Ayame wiele problemów ogłuszenie jej oponenta, który mimo, iż widział jak ta kroczy ku niemu nie mógł nic zrobić, nic poza zagryzaniem wargi z bólu. Cios był szybki i bezbolesny. Ktoś mógłby pomyśleć że ukróciłaś jego cierpienie posyłając świadomość w objęcia morfeusza.
Taozo widząc co się właśnie działo w końcu doszedł do siebie. Wróciła świadomość, że nie jest w tym sam, że znalazł w końcu kogoś na kim mógł polegać. Podniósł się z ziemi i spojrzał w twoją stronę z zmieszanym obliczem. Wiedział, że ponownie dał się omamić słowom Zbira, który sprytnie łączył słowa i dotykał odpowiednich tematów w odpowiednim czasie aby wszczepić strach w umyśle prostych ludzi następnie nimi manipulując.
- Ja, nie... znaczy planowałem... ale kiedy zaoferowałaś mi swą pomoc nie widziałem potrzeby jej brać, więc... ta została w domu.
Wzrok mężczyzny powędrował ku ziemi. Mimo, że chciałaś mu pomóc nawet po tym co planował Tobie zrobić zawodził na każdym kroku. Nie udało mu się spotkać ani nawet dowiedzieć gdzie jest żona, ponownie dał się zmanipulować mężczyźnie, do tego teraz nie miał potrzebnych narzędzi, których tak potrzebowałaś. Był bezużyteczny. Jedyne co było w nim silne to chęć pomocy ukochanej.
Nie zważając na pasma niepowodzeń Kunoichi była przygotowane na pewnie niedogodne sytuacje. Postanowiła wykorzystać bandaże do związania oponenta. Nie jest to co prawda najlepszy sposób na krępowania ruchów, gdyż wytrzymałość ich nie była tak wysoka jak lin. Nie mniej jednak po przebudzeniu taka osoba będzie miała problemy z wydostaniem się i uwolnienie się jej powinno swoje zająć, na tyle długo abyś mogła dokończyć co zaczęłaś.
Na polecenie dziewczyny drwal kiwnął głową. To była prawdopodobnie ostatnia szansa na pokazania, że jednak można na niego liczyć. Sama młoda użytkowniczka technik Doujutsu ponownie wykorzystała swoje talenty . Żyły ponownie pojawiły się wokół oczu świadcząc o aktywowania umiejętności klanowych rodu Hyuga. Wizja świata gwałtownie uległa zmianie. Mimo iż patrzyła w stronę wnętrza groty wciąż widziała znajdującego się za nią chłopaka oraz leżącego bandytę. Widziała więcej niż typowy człowiek i wykorzystała to aby odkryć miejsce przebywania Mitsuhy.
Jaskinia z której wyszedł mężczyzna była dość rozległa i posiadała 3 wyjścia, tak więc w razie ewentualnego ataku mogli bezpiecznie zgubić pogoń. W momencie wkroczenia do jaskini czekała 10m tunel, który następnie skręca w lewo i kieruje się w głąb góry, znajdowała się tam jedna pochodnia, która oświetlała tą część drogi. Następnie dochodziło się do rozwidlenia. Wybierając trasę na lewo docieraliśmy do ślepego zaułka. Druga zaś prowadziła do skalnego pomieszczenia, naturalnie wyżłobionej groty. Mogłaś dostrzec, iż znajduje się tam barczysty mężczyzna, który ręką powstrzymywał dziewczynę aby ta nie wyrwała się w stronę wyjścia. O dziwo nie używał przy tym siły oraz nie krępował znacząco ruchów aby nie skrzywdzić dziewczyny. Kobieta, która zapewne była żoną drwala rzucała czasem jakąś uwagą w stronę łysego jegomościa lecz ten jedynie kręcił głową w milczeniu. Sama dziewczyna miała dłonie skrępowane liną, która była doczepiona do skrzyni, która służyła za swego rodzaju kotwicę. Więzy jednak były założone luźno aby nie ranić rąk kobiety. Jej miejsce w grocie również było specyficzne, gdyż składały się na nią dwa wydawałoby się miękkie płaty futra wilczego. Zaś na skrzyni, do której była przywiązana znajdował się niewielka doniczka z kwiatami, które można znaleźć w tych rejonach. Grota oświetlona była przez pochodnię oraz niewielkie ognisko. Bandyci nie musieli się martwić o uduszenie się dymem, gdyż ten mógł swobodnie opuścić jamę ze względu na dobrą cyrkulację powietrza na co wskazywał cyklicznie tańczący płomień ogniska oraz pochodni.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1986
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Górski Las

Postprzez Ayame » 10 cze 2018, o 15:38

Jak się okazało, młodzieniec nie miał przy sobie liny, którą można było skrępować bandyty, bo nie wziął pod uwagę, że taka możliwość może nastąpić, pomimo faktu, że nie musiał jej samej krępować. No nic. Na szczęście Ayame miała przy sobie kilka zwojów bandaża, który mocno związany wokół nadgarstków i kostek, był tak samo dobry jak lina. Płótno było na tyle mocne, że tylko spora siła byłaby w stanie to rozerwać. Nie było też elastyczne, żeby można było naciągnąć je i się uwolnić. O ile zbir nie przetrze bandaża o ostrą krawędź, to za cholerę się nie uwolni, ale na to też miała sposób. Gdy tylko go związała i zakneblowała, chwyciła zbira za fraki i wrzuciła go na wózek. Miękka skóra nie pomoże mu się uwolnić, zwłaszcza gdy Taozo będzie go pilnować. Przynajmniej tutaj na coś się przyda.
- Gdyby coś kombinował, uderz go znowu w tył głowy. - Poradziła. - Nie może uciec.
Po tych słowach odpaliła swoje białe oczy i zaczęła przeszukiwać jaskinię, dokładnie badając każdy korytarz i przejście, jednocześnie zapamiętując drogę, aby się nie zgubić. W końcu dostrzegła drugiego zbira, a z nim uwięzioną kobietę, która zapewne była żoną drwala. Uważnie przyjrzała się sytuacji i temu, czy kobiecie nic nie jest, po czym spojrzała na Taozo.
- Twoja żona jest w środku, razem z tym drugim. - Poinformowała go. - Wygląda na to, że nic jej nie jest. Zaczekaj tutaj z tym, a ja się zajmę resztą.
Po tych słowach wyciągnęła kunai, z doczepioną do niego notką, by ostatecznie ruszyć w stronę jaskini, cały czas mając odpalonego Byakugana. W sumie to mogła próbować podstępu, zmieniając się w pokonanego zbira i uśpić czujność drugiego, po czym zaatakować w odpowiednim momencie, jednak nie chciała tego przedłużać już w żaden sposób. Kroczyła ostrożnie i cicho, przesyłając do stóp chakrę, aby nie robić niepotrzebnego hałasu i nie alarmować oponenta. Skręciła, aby dotrzeć do pochodni i minąć ją, aby następnie wybrać prawe rozwidlenie, ponieważ lewe kończyło się ślepym zaułkiem. Skradała się, czasami przylegając do ściany, aby nie ryzykować zbyt szybkiego wykrycia. Dopiero gdy była niedaleko groty, w której chronił się drugi zbir, przystanęła i wycelowała kunaiem. Ostrze spadło niedaleko stóp mężczyzny, który miał szansę zobaczyć tylko co to, zanim oślepił go mocny błysk światła. Tak, notka oślepiająca. Stosowanie notki wybuchowej w jaskini byłoby naprawdę głupim zagraniem, bo nie dość, że mogłaby skrzywdzić kobietę, to jeszcze zwaliłaby im na głowę sufit. Oślepienie było tutaj jednym z lepszych posunięć, ponieważ przeciwnik nie był w stanie teraz jej zlokalizować, osłaniając rękami oczy, a ona mogła bez problemu doskoczyć do niego i wymierzyć mu kilka ciosów. Na początek podcięła mu nogi, żeby się przewrócił, potem uderzyła go łokciem prosto w brzuch, a na koniec kopnęła w głowę, żeby stracił przytomność. Gdyby na oślep próbował machać na nią łapami, to sprawnie uniknie próby chwytu, lub ciosu. Miała nad nim przewagę, więc maksymalnie to wykorzystała, chcąc jak najszybciej to zakończyć. Oby to wystarczyło. Musiała jeszcze uwolnić kobietę, ale najpierw należy się upewnić, czy zbir nie stanowi już zagrożenia. Czy to koniec jej niepowodzeń w planie, czy też znowu stanie się coś niespodziewanego, co pokrzyżuje jej szyki? Okaże się. Tak czy inaczej, była gotowa do dalszej walki, jeśli sytuacja będzie tego wymagać.


Spoiler: pokaż
Zasięg
W linii prostej
5 kilometrów

Wokół siebie
60 metrów

Koszt Chakry E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie)

Bonus
+15 percepcji przy aktywowanym Byakuganie


Kontrola chakry: C

Pokłady chakry: 91% - 2% podtrzymanie Byakugana = 89%

SIŁA: 50
WYTRZYMAŁOŚĆ: 50
SZYBKOŚĆ: 50
PERCEPCJA: 50/65
PSYCHIKA: 1
KONSEKWENCJA: 50

Torba przy pasie:
4x Bandaż
2x Trójkunai
4x Kunai + notka świetlna (doczepione)
2x Kunai + notka wybuchowa (doczepione)
Kabura na prawym udzie:
1x Sekretna maść klanu Hyūga
1x Bojowa pigułka żywnościowa
1x Pigułka ze skrzepniętą krwią

-1 Bandaż
-1 Kunai + notka świetlna
Ayame
 

Re: Górski Las

Postprzez Yami » 10 cze 2018, o 20:31

Misja Rangi D - Ayame
"Za parę monet"
15/?


Młoda Kunoichi przedstawiła Taozo jaki jest aktualnie jego zadanie. Zadanie najważniejsze wydawałoby się jak do tej pory. Chłopak kiwnął głową dając Tobie do zrozumienia, że podoła zadaniu i więcej już nie popełni tak prostego błędu jak danie się omamić byle bandycie.
- Nie martw się. Mogę go walić nawet jak będzie spał.
Chłopak rozejrzał się po okolicy. Następnie skierował się w stronę jednego z pobliskich drzew i podniósł krótką lecz grubą gałąź. Widocznie znalazł już swoją broń, którą skutecznie będzie mógł ogłuszyć swego prześladowcę. Na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech, którym dodał w sobie odwagi. Nie mógł więcej popełnić takich błędów. Ze względu na siebie, ze względu na Ciebie oraz ze względu na Mitsuhę. Wzmianka o bezpieczeństwie żony sprawiła że ten od razu się ucieszył. Westchnął głęboko wiedząc, że nie musi się już więcej martwić. Wiedział, że może powierzyć tobie jej bezpieczeństwo. Zaufał Tobie, gdyż ty obdarzyłaś go swoim zaufaniem oraz przebaczeniem.
Ayame wkroczyła do jaskini. Przesłała chakrę do swych stóp aby do zera zminimalizować hałas wywołany szorowanie butów o skałę oraz wzmacnianie dźwięku ze względu na kształt wydrążonych naturalnie tuneli. Dodatkowo później zaczęła chronić dziewczynę przed możliwym poślizgnięciem się gdyż wraz z zagłębianiem się w grotę temperatura spadała, na skałach osadzała się wilgoć z powietrza dlatego w niektórych miejscach zdawało się być dość ślisko.
Wraz z zbliżaniem się zaczęłaś słyszeć dźwięk szamotania się kobiety. Czasem urywało się jej, krótkie "proszę". Mężczyzna, który ją pilnował dalej trzymał ją ramieniem aby się nie wyrywała. Nie wykazywał zbędnej brutalności o której wspominał wcześniej mężczyzna.
Zbliżyła się w końcu do groty. Mężczyzna dalej powstrzymywał kobietę. Nie zauważył twojej obecności. Mogłaś przymierzyć. Rzut.
- Ale przecież też... - Cichy świst, który został na szczęście zagłuszony przez trzaskające ognisko - tego nie chcesz... - mówiła kobieta łkającym głosem.
Uderzenie kunaiem o litą skałę dało się już usłyszeć. Mężczyzna oraz kobieta zwrócił się w stronę broni. Zbir dostrzegł notkę i ta nim zdążyła wypalić intensywnym światłem zrobił coś nietypowego. Szarpnął się i zamiast rzucić się w stronę wyjścia zasłonił kobietę, która była tuż przy nim. Pierwsza myśl jaka przeszła mu przez głowę to śmierć. Pomylił notkę świecącą z wybuchową.
Mężczyzna wrzasnął kiedy przyzwyczajone do większego mroku oczy przeszył ostry błysk światła. Zaczął krzyczeć zasłaniając własne dłonie rękami. Nie podniósł się, wręcz przeciwnie padł na ziemię z bólu. Kobieta z drugiej strony też ucierpiała jednak ilość światła jaka zaatakowała jej oczy była znacznie mniejsza w porównaniu do zbira. Wydała jedynie z siebie cichy pisk. Zagryzła wargi i mocno zacisnęła powieki. Bolało jednak to nie był ból aż tak intensywny. Na kącikach oczu zaczęły zbierać się łzy.
Dziewczyna w tym momencie wyskoczyła z ukrycia. Dopadła zbira. Ten już leżał, niemal bezbronny. Dziewczyna jednak potrzebowała się upewnić, że ten jednak, ani nie ucieknie ani nie zaatakuje. Musiała go zwyczajnie obezwładnić. Cios w brzuch sprawił, że dłonie z twarzy ześlizgnęły się a mężczyzna wypluł sporą porcję śliny. Miał rozwarte nieznacznie oczy. Dostrzegł jedynie zbliżający się szybko cień. Była to noga młodej dziewczyny, która trafiła tył jego głowy.Ta upadła na ziemię. Już się nie ruszał. Jedyne co dało się słychać to łkanie kobiety, spowodowane zapewne efektem notki.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1986
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Górski Las

Postprzez Ayame » 10 cze 2018, o 22:15

Dzięki posłaniu chakry do stóp, Ayame bez problemu skradała się tunelem, prowadzącym prosto do groty, w której znajdował się drugi bandyta z uwięzioną kobietą. Jej kroki były bezszelestne i nie odbijały się echem po jaskini, co pozwoliło jej zaskoczyć przeciwnika. Gdy tylko znalazła się wystarczająco blisko kryjówki łotrów, wymierzyła i rzuciła kunai prosto pod nogi mężczyzny. Uderzenie ostrza o skałę poniosło się po grocie i szybko zwróciło uwagę zarówno jego, jak i kobiety. Wtedy stało się coś nadzwyczajnego. Nim notka błysnęła oślepiającym światłem, mężczyzna zdążył jeszcze tylko osłonić niewiastę własnym ciałem, z zamiarem ochronienia jej. Czy tak powinien zachowywać się porywacz? Nie do końca, jednak dla Ayame nie miało to teraz znaczenia. Postanowiła najpierw wyeliminować zagrożenie i zapewnić porwanej bezpieczeństwo. Potem dopiero będzie wyjaśniać całą sytuację, dlatego też skutecznie ogłuszyła mężczyznę i podeszła do łkającej kobiety, dezaktywując Byakugana.
- Już dobrze. - Uspokoiła ją. - Przybyłam tu z Twoim mężem, żeby Cię uwolnić. Oślepienie niedługo minie, to tylko chwilowe. Stój spokojnie.
Po tych słowach przecięła krępujące ją więzy i nakazała, żeby stała w miejscu, póki jeszcze nie widzi. Nie chciała, żeby ta na oślep weszła w ognisko, albo zrobiła sobie inną krzywdę. Sama Ayame przeszukała kryjówkę zbirów, bo może znajdzie coś ciekawego. To samo zrobiła z leżącym mężczyzną, bo może chował coś po kieszeniach. Gdy już zgarnęła ewentualne fanty, które mogły się przydać jej, albo małżeństwu, złapała zbira za fraki i zaczęła go wlec w kierunku wyjścia. Jeśli kobieta odzyska wzrok, zapewne pójdzie za nią, a jeśli jeszcze nie będzie czuła się pewnie, kunoichi nakieruje jej dłoń na swoją kurtkę, żeby ta się zwyczajnie złapała, a ona będzie ją prowadzić prosto do wyjścia.
- Wracajmy. - Zakomunikowała. - Twój mąż szaleje z niepokoju.
Tak więc pozostało już tylko opuścić jaskinię z kobietą, ciągnąc za sobą nieprzytomnego łotra, w którym na koniec obudziły się jakieś przebłyski heroizmu. Przez ten czas niewieście powinien już wrócić wzrok i gdy wyjdą na zewnątrz, będzie mogła zobaczyć ukochanego, pilnującego pierwszego napastnika. Czy jej misja dobiegła końca? Zdecydowanie nie. Należało jeszcze tych dwóch oprychów odstawić na najbliższy posterunek i złożyć raport, więc zapewne zapakuje ich na wóz i udadzą się do stolicy. Najważniejsze jednak, że kobieta była cała i zdrowa.
Ayame
 

Re: Górski Las

Postprzez Yami » 14 cze 2018, o 20:08

Misja Rangi D - Ayame
"Za parę monet"
17/?

Dziewczyna ubrana w niebieską sukienkę i biały fartuszek przecierała oczy, które dalej łzawiły. Wydawała z siebie ciche jęki, które wynikały prawdopodobnie jeszcze z bólu po gwałtownym rozbłysku intensywnego światła. Podniosła nieznacznie lewą powiekę. Źrenicą próbowała odebrać światło odbijające się od twojej twarzy. Mimo bólu uniosła nieznacznie kącik ust.
- Dziękuję. Więc Taozo znalazł sposób.
Ból ustępował co odzwierciedlał rosnący uśmiechu. Uśmiech, który okazywał ulgę. W czasie kiedy dziewczyna dochodziła do siebie, Ayame postanowiła sprawdzić zawartość skrzyń oraz pozostałego sprzętu zebranego przez bandytów. Drewniane skrzynie zawierały w sobie jadło oraz alkohol, chodź znalazło się w śród nich również kilka bukłaków z wodą. W jadłospisie znajdowało się wędzone mięso, chleb, ryż, trochę warzyw, tutaj głównie królowała marchew. Znajdowały się również owoce aby uzupełnić niedobór witamin. Druga skrzynia była przedzielona drewnianą dyktą. Lewą część zajmowały ubrania oraz skóry, wśród typowych męskich tunik, znajdowały się również i ubrania damskie. Na prawą część składały się dwa skórzane napierśniki, Miecz przypominający znany dziewczynie Miecz-Tasak, choć ten był zdecydowanie węższy i był odpowiednio mniej toporny oraz coś w rodzaju metalowej kuli z zadziorami natkniętej na gruby drewniany kij, jeśli ktoś trafiłby czymś takim w głowę… śmierć byłaby pewna. Znalazł się tam też krótki łuk i kołczan z kilkoma strzałami oraz nóż do oprawiania zwierzyny. Biorąc pod uwagę, że swoje mają za uszami podróże do osady po prowiant byłyby nienajlepszym pomysłem a tak, mogli sami je uzupełnić korzystając z dóbr naturalnych Kyuzo. Trzecia skrzynia, do której przywiązana była wcześniej Mitsuha wypełniona była do połowy kamieniami. Cel był jasny, dociążyć pojemnik tak aby co słabsi nie mogli go przeciągnąć i uciec. Mężczyzna miał zaś przy sobie tylko jedną rzecz. Jasnoniebieską chustkę, która miejscami była już zjedzona zębem czasu.
Mitsuha zaczęła się rozglądać po jaskini. Chwilowo utracony wzrok zaczął wracać do stanu sprzed aktywowania notki. Jej wzrok padł na swoją wybawicielkę, która właśnie skończyła dogłębną analizę stanu wyposażenia groty. Wtem szczęśliwa jeszcze dziewczyna nieco pobladła a kąciki ust wywinęły się na drugą stronę.
- Gutsuso!
Dziewczyna podniosła nieznacznie głos, jakby z troską. Chciała podbiec w kierunku leżącego. Mimo że wzrok wrócił oszołomienie wciąż dawało się we znaki dlatego nieznacznie osunęła się po drugim kroku lecz z pewną dozą determinacji, którą dostrzegłaś wcześniej u jej męża odzyskała równowagę. Uklęknęła przy bandycie i położyła ramię na jego klatce piersiowej.
-Proszę. Wiem, że to dziwne ale… proszę. Temu jednemu nie rób krzywdy…
I wtedy podczas powrotu wolnym jeszcze krokiem zaczęła opowiadać swoją część historii…

Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co się działo. Przewieszona przez ramię niczym worek ziemniaków oddalała się od swego domu i ukochanego. Słońce powoli zachodziło nad Karmazynowymi Szczytami. Ich dom oblany był tym pomarańczowym blaskiem, w którym zakochała się kiedy po raz pierwszy przyprowadził ją tutaj Taozo. To wszystko działo się zbyt szybko, było nierealistyczne, nieprawdziwe, niczym koszmar, który czasem wybudza nas ze snu w środku nocy, koszmar, który sprawia, że na naszym ciele pojawiają się liczne kropelki zimnego potu. Mitsuha chciała się obudził. Nie, błagała o to. Prosiła Benten, jedną z siedmiu bogów szczęścia, opiekunkę dręczonych smutkiem i rozterkami kobiet, aby pomogła jej w tej chwili wyrwać się z tego snu. Niestety ratunek nie przychodził. Mitsuha coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że jednak nie śni.
-Puść mnie! – uderzyła niewielką delikatną piąstką o plecy mężczyzny – Proszę. Nie chcę go zostawić.
Na dźwięk tych słów mężczyzna przystanął na chwilę.
- Co się tak wleczesz Gutsuso? Kamień w bucie cię uwiera? – Od strony domu zaczął zbliżać się mężczyzna w zgniłozielonym płaszczu, dziecięcym uśmiechu i brunatnych włosach – Ho ho. Widzę księżniczka pełna sił. Doskonale, to się ceni, to się lubi. Teraz zapraszam panią na odbycie magicznej podróży po tych jakże uroczych górach.
Mężczyzna najwyraźniej w doskonałym humorze ruszył przed siebie, drugi zaś wciąż stał jakby nad czymś rozmyślał. Gdy już znudzony podejściem towarzysza śmieszek odwrócił się, spojrzał mu w oczy i wycedził krótkie „Chodź albo tu zostaniesz” mężczyzna ponownie zaczął maszerować.
Dotarli do groty. Słońce już zaszło poza horyzont. W czasie tej podróży Mitusha dwukrotnie chciała się uwolnić lecz każda próba kończyła się sromotną klęską. Zaniechała już ucieczki, wiedziała, że nie ma szans, że nie wymknie się tej dwójce. Serce biło nierówno. Zaczęła uświadamiać sobie, że się poddała, że zawierza swoje życie losowi, zaczęła martwić się tym mocniej o swoich bliskich. O matkę i ojca, którzy mogą opłakiwać stratę córki, o siostrę, która zapewne zamknęła się w ich wspólnej izdebce i krzyczała ze złości i rozpaczy z przyciśniętym Futonem do twarzy, oraz o swoim ukochanym, który próbując ją chronić został dotkliwie pobity. Zaczęła się obwiniać, że to właśnie przez nią ten teraz cierpi. Tym mocniej przybiło to kobietę.
Gdy byli już w trójkę w grocie Brunet usadowił się na jednym z futrze przy dogasającym ognisku. Oparł plecy o jedną ze skrzyń wyciągając z niej wcześniej butelkę wina ryżowego.
- Gatsuso, zajmij się naszą królewną. Usadź ją gdzie tam popadnie i zwiąż łapy liną.
Chłop, który wciąż trzymał kobietę ponownie stanął i zaczął się nad czymś zastanawiać.
- Zaciąłeś się czy jak? Trybiki w głowie zardzewiały?
Ten nie zwrócił uwagi na słowa kompana. Przerwał swoje rozterki pochodząc do jednej ze skrzyń i wyciągając z niego jedno futro i skórę. Skórę rzucił o ziemię zaś tę okrył trzymanym w wolnej ręce futrem. Na nich położył w miarę delikatnie kobietę. Złapał za leżący obok sznur i przewiązał nadgarstki kobiety. Nie zacisnął więzów do końca, przez co dziewczyna nie czuła większego bólu.
Widząc tą sytuację mężczyzna, który właśnie upijał łyk alkoholu wytrzeszczył oczy. Mitsuha również zdawała się być zaskoczona i spoglądała na Gatsuso pytającym spojrzeniem i z lekko otwartymi ustami.
- Ty stary. Co ci się stało? – zapytał krótko na co odpowiedziała mu dość niechętna mina współtowarzysza – No nie mów. Ulala! Chyba kogoś trafiła strzała miłości. Nie znasz dnia, ni godziny kiedy urok kobiety ciebie omami. Znam, znam to, rozumiem co czujesz bracie. Takie sprawy to nie przelewki. W sumie, tyle razem pracujemy więc niech tam stracę. Premia noworoczna przyszła znacznie szybciej niż do tej pory! – mężczyzna klasnął radośnie w dłonie. – Nie martw się zleceniem. Coś wymyślę. Dobry brat zawsze znajdzie rozwiązanie z trudnej sytuacji. - Na jego twarzy zagościł dość złośliwy uśmiech – No to ten. Widzę, że już przygotowałeś miejsce odpowiednio. Romantyczne płomyki już grają. Więc nie przeszkadzaj sobie. Ja się stąd ulatniam! Ogarnę czy w sidła coś nie wpadło. Lepiej pieczyste niż smoliste (chodzi o wędzone).
Mężczyzna upił kolejny łyk trunku, osadził korek w butelce, którą postawił na skrzyni. Poprawił płaszcz i pogwizdując opuścił jaskinię. Dziewczyna była przerażona słowami zbira. Nie chciała tego robić. Nie zrobiła tego jeszcze z ukochanym, a teraz wszystko wskazywało na to iż siłą zostanie do tego zmuszona. Oczy pełne rozpaczy i zbierających się łez spoglądały na zbira, który zaczął się jej przyglądać dokładnie. Usiadł, oparł się plecami o stalagmit. Wbił w nią swój wzrok i tyle…
Dziewczyna nie wiedziała co się dzieje. Wszystko wskazywało, że straci cnotę zaś teraz stała się jedynie obrazkiem w który wpatrywał się oprych. Zaczęła myśleć dlaczego? Po co? Nie mogła tego zrozumieć. Zaczęło targać ją dziwne przeczucie. Przeczucie, że jednak coś w tym gronie nie jest takie jakie zwyczajowo jest.
- Dlaczego?
Mężczyzna nie odpowiedział od razu. Opuścił głowę.
- Yuyumi. Jesteś do niej podobna. – głos mężczyzny nie pasował do jego aparycji. Był niski i cichy, czuć było w nim delikatność.
- K..Kim ona była – zapytała niepewnie.
- Moja siostra.
Na twarzy mężczyzny dało się zauważyć tęskne spojrzenie. Wspomnienie wydawało się mieć gorzko słodki smak. Mogła to z niego wyczytać. Dopiero teraz gdy zaczął się otwierać zaczęła czuć się bezpieczniej pomimo sytuacji, w której się znajdowała. Była zakładniczką, pewnikiem zostać miała sprzedana jako niewolnik lub co gorsza dziewczyna do… już samo wyobrażenie sobie niegodziwości, które mogły ją spotkać przyprawiały o mdłości i dreszcze. Teraz jednak sytuacja trochę zaczęła się zmieniać. Widocznie uratował ją jej wygląd.
- Czy coś jej jest? Czy ktoś ją porwał i teraz ciebie zmuszają do tej pracy?
Mężczyzna nie odpowiedział. Przygryzł wargę zaś kolana przykurczył.
-Zginęła w młodym wieku.– głos Gatsuso zaczął się załamywać.
Trwali w ciszy. Mitsuha nie mogła się zmusić aby przerwać ciszę oraz przebić się przez narastającą, gęstą atmosferę. Coś ściskało ją nieprzyjemnie w sercu. Nie wiedziała jak poradzić sobie z porywaczem, który zaczął się łamać, który widocznie cierpiał. Kobieta pewnikiem mogła teraz uciec lecz nie zrobiła tego. Od dawna potrafiła wyczuwać emocje jakie targały ludźmi. Teraz, pomimo, że mężczyzna przed nią odebrał jej wszystko, zaczęła się martwić, martwić o niego. Miała dobre serce dlatego ból innych odczuwała niczym swój.
Ognisko zaczęło dogasać. Powoli zaczęła obniżać się temperatura, która objawiła się gęsią skórką na odsłoniętych ramionach dziewczyny. Kiedy mrok spowił twarz mężczyzny ten podniósł się, zbliżył do usypanej z gałęzi i niewielkich pieńków kupki i przełamując kilka z nich dorzucił do ogniska. Następnie bez słowa opuścił grotę. Została sama. Nie wiedziała co ma teraz zrobić. Uwolnić się i uciec, zasadzić się i sama zaatakować czy może pomóc w jakiś sposób mężczyźnie. Każdy prosty człowiek już dawno by uciekł lecz serce podpowiedziało jej że nie powinna tego robić, że później może tego żałować.
Łysy osiłek wrócił po dłuższym czasie. W dłoniach trzymał niewielką doniczkę, w której znajdował się kwiat. Był to zimowit jesienny, roślina, której okres kwitnienia już dawno minął. Różowa barwa płatków, które jeszcze trzymały się na łodyżce zdumiewała. Mężczyzna zbliżył się do kobiety i postawił doniczkę na skrzyni, do której przywiązana była Mitsuha.

-D.. Dziękuję.
Mężczyzna ponownie usiadł w tym samym miejscu spoglądając to na dziewczynę to na tańczące płomienie ogniska. Było ciepłe, niczym dom rodzinny. Po jakimś czasie mężczyzna zaczął swoją opowieść.


Oboje zdążyliście opuścić grotę nim historia mężczyzny została rozpoczęta. Widząc wychodzącą dwójkę i nieprzytomną trzecią osobę Taozo odrzucił trzymany w dłoni gruby kij i popędził w stronę swojej ukochanej.
- Mitsuha!
- Taozo!
Padli sobie w ramiona. Łzom, uściskom, słowom przeprosin oraz wdzięczności które kierowali w twoją stronę zdawało się nie mieć końca. Spoglądali w swoje oczy aż w końcu Taozo pocałował dziewczynę. Zaprawdę urokliwy moment.
Kunoichi zdążyła zauważyć w międzyczasie dużego siniaka na głowie zbira, którego zostawiła pod okiem drwala. Widocznie zdążył się ocknąć lecz młodzian w końcu wykonał powierzone mu zadanie ponownie obezwładniając mężczyznę. Gutsuso również wciąż był nieprzytomny i nic nie wynikało aby miał się szybko obudzić.

Dziewczyna przeprosiła wybranka serca i odwróciła się w Twoją stronę.
- Pozwól, że teraz dokończę…

Dziewięć Lat temu. Jedenastoletni wtedy Gutsuso, wraz z rodziną mieszkał w prowincji w Midorii, gdzie niebawem miał odbyć się Festiwal Radości. Typowa sielanka musiała zostać jednak ukrócona. Niespodziewany atak szczepów Hoshigaki, Shabondama oraz Hōzuki sprowadziło spustoszenie na mieszkańców. Na całe szczęście ci zostali powstrzymani lecz wielu z cywili poniosło śmierć. Ojciec i Matka kazali uciekać dwójce rodzeństwa, gdy jeden z napastników zaczął szarżować w ich stronę. Sami zostali na miejscu aby choć trochę go opóźnić.
Gutsuso i Yuyumi biegli trzymając się za dłonie. Chłopak niestety potyka się i upada na ziemię. Siostra podbiega w jego stronę. Widzi że napastnik biegnie w ich stronę. Dziewczyna przyciska młodszego brata do swojej piersi. Broń przeszywa jej bok.
Po małej pyzatej twarzy zaczynają płynąć łzy. Twarz wykrzywiła się w bólu. Napastnik chciał wymierzyć kolejny cios aby zabić chłopca lecz nadeszła pomoc w postaci jednego z posiadaczy białych oczu.

-Yuyumi – łkał chłopiec.
-Będzie dobrze. Nie zostawię Ciebie samego. Nie chce.
Upada.
-CHOLERA. GDZIE SĄ KURWA MEDYCY. – mężczyzna dopadł do leżącej dziewczynki.
Krew obficie wypływała z jej ciała.
Przestaje oddychać.
Dziecko zaczyna potrząsać siostrą.
-Yumi. Obudź się. Nie śpij.
Dopada do nich medyk. Odpycha chłopca, który nie pozwalał podjąć odpowiednich działań medycznych.
Przerażony zaczyna biec uciekając od Festiwalu, od siostry.

-Czekaj – Hyuga chciał za nim pobiec lecz syknął kiedy musiał uniknąć zbliżających się baniek mydlanych.
Biegł. Biegł. Krzyk. Biegł. Przycisnął małe rączki do uszu. Biegł.
W końcu padł zmęczony.
* * *
Nie wiedział co miał zrobić. Siedział z przykurczonymi nogami w jednej z bocznych alejek. Walki dobiegły końca a agresorzy zostali odepchnięci. Wszystko zdawało się wracać do normy. Wszystko poza życiem tego chłopca, któremu już nikt nie zwróci ojca, matki i siostry. W kieszeni dalej miał chusteczkę.
- Co tu tak siedzisz. - Przed nim stał chłopak w wieku ok 20 lat. Miał na twarzy charakterystyczny dziecięcy uśmiech. – Co nie masz gdzie się podziać? Choć wtedy ze mną.
Początkowo Gutsuso nie wiedział co zrobić lecz po pewnym czasie złapał za wyciągniętą w jego stronę dłoń.
Zyskał nowy dom, nową rodzinę i nie chciał jej stracić. Czuł się zobowiązany do pomocy temu, który przygarnął go do siebie.


Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1986
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Górski Las

Postprzez Ayame » 14 cze 2018, o 23:12

Gdy kobieta dochodziła do siebie po oślepieniu, Ayame rozejrzała się po kryjówce zbirów. Okazało się, że po skrzyniach było poupychane sporo fantów, poczynając pod jadła i napitku, przez ubrania i kończąc na broni. Całkiem spory arsenał. W sumie to młodzi mogliby wziąć ze sobą to wszystko, nieprzydatne rzeczy sprzedać i tylko by na tym zyskali. Tak czy inaczej, Ayame nie widziała tu nic dla siebie, więc ostatecznie zostawiła skrzynie w spokoju. W tym czasie Mitsuha odzyskała wzrok i mogła ponownie dostrzec wnętrze jaskini. Wtedy stała się rzecz niesłychana, bo młoda kobieta dopadła do leżącego zbira i poprosiła, żeby nie robić mu krzywdy. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmiało, kunoichi miała wrażenie, że to ma związek z tym, że mężczyzna wcześniej osłonił ją przed wybuchem notki. Czyżby nawiązali znajomość?
- Trochę za późno. - Odpowiedziała Ayame. - Ogłuszyłam go. Jednak nie zrobię mu nic więcej, jeśli tylko wyjaśnisz mi, dlaczego miałabym tego nie robić.
Wtedy też wzięła jeden bukłak z wodą, chwyciła mężczyznę za kołnierz i zaczęła go ciągnąć w stronę wyjścia z jaskini, jednocześnie skupiając uwagę na tym, co mówiła młoda kobieta. Szybko się okazało, że ten drugi zbir potraktował kobietę niezwykle delikatne, a wszystko za sprawą faktu, że była podobna do jego zmarłej siostry. Pytanie tylko, czy gdyby nie doszukał się podobieństwa, postąpiłby inaczej? Tak czy inaczej, trzymał się z tamtym i wcale go nie powstrzymał przed porwaniem kobiety i obiciem młodego drwala. W tym momencie Ayame miała mieszane uczucia co do niego i nie była w stanie podjąć decyzji, dopóki z nim nie porozmawia osobiście.
Zanim jednak poznała historię do końca, wyszli z groty i młoda para znów była razem, nie szczędząc sobie przy tym czułości. Ayame uśmiechnęła się na ten widok, po czym posadziła Gutsuso przy drzewie i oparła go plecami o pień. Z zadowoleniem dostrzegła, że młody drwal zrobił użytek z kija, bo co jak co, ale tamtego szczególnie się należało. Gdy młodzi skończyli się sobą cieszyć, Mitsuha opowiedziała jej do końca historię nieszczęśliwego chłopca, który stracił rodzinę i znalazł nową, która ostatecznie wyszła mu bokiem.
- Rozumiem. - Odpowiedziała na koniec. - Jednak co by się stało, gdybyś nie była podobna do jego siostry? To, że potraktował Cię honorowo, nie zmyje faktu, że pomógł w napadzie na was, pobiciu Taozo i porwaniu Ciebie. W żadnej z tych trzech kwestii nie powstrzymał swojego towarzysza. Nawet nie chcę myśleć, co robili wcześniej.
Szybko przeszukała leżącego na wozie zbira, żeby sprawdzić, co ciekawego nosił przy sobie, po czym podeszła do Gutsuso i otworzyła bukłak z wodą, kucając. Wylała na rękę trochę zimnej wody, by następnie przetrzeć mężczyźnie twarz i poklepać go dość mocno po policzku, z zamiarem ocucenia. Gdy się ocknie, Ayame zachowa maksymalną czujność.
- Jeden gwałtowny ruch, a znowu pójdziesz spać. - Ostrzegła. - Twojego towarzysza zabieram ze sobą. Odpowie za napaść, pobicie i porwanie. Za to, że przez ten czas opiekowałeś się Mitsuhą i nie zrobiłeś jej krzywdy, daję Ci wybór. Jeśli jesteś tak mocno przywiązany do swojego kompana, że chcesz podzielić jego los, zabiorę Cię ze sobą. Jeśli jednak postanowisz zmienić swoje życie i zejść ze złej ścieżki, pozwolę Ci odejść. Wybór należy do Ciebie.
W tym momencie mężczyzna mógł sobie wykalkulować, że albo skończy w lochu wraz ze swoją ''rodziną'', która dopuściła się złego czynu i odpowie za niego, albo rozpocznie nowe życie i może spróbuje dla odmiany zrobić coś dobrego dla świata. Osiądzie w jakiejś wiosce, znajdzie pracę i może ułoży sobie z kimś życie. Tyle w tym momencie Ayame mogła mu dać. Podjęcie decyzji.
Ayame
 

Re: Górski Las

Postprzez Yami » 15 cze 2018, o 23:17

Misja Rangi D - Ayame
"Za parę monet"
19/?


Mężczyzna trochę nie wiedział co miał powiedzieć. Tak po prostu wybaczyć mężczyźnie który mimo wszystko chciał odebrać mu ukochaną? Taozo zacisnął mocniej pięść. Nie podobało mu się jakim torem zaczęła płynąć ta historia. Przygryzł wargę. Chciał coś powiedzieć ale różne słowa kłębiły mu się w głowie. Nim zdążył dobrać odpowiednie słowa Mitsuha z delikatnym uśmiechem spojrzała w twoją stronę. Rękę przycisnęła do piersi.
- Mówił, że nigdy tego nie chciał. Czuł się winny za te wszystkie rzeczy lecz nie mógł sprzeciwiać się osobie, która ocaliła jej życie. Czuł się w tym przypadku bezsilny.
To był moment, w którym coś w mężczyźnie pękło. Uświadomił sobie, że jeszcze tego samego dnia był w tej samej pozycji co on. Czuł się bezsilny więc za radą zbira chciał skrzywdzić inną osobę. Zabrać z czyjegoś życia kogoś równie cennego. Jednak na jego drodze stanęła młoda Kunoichi zaś na drodze tego mężczyzny stanęła Mitsuha, która zrozumiała z jakimi emocjami borykał się mężczyzna i co musiał przeżywać. Po poliku mężczyzny popłynęła jedna, samotna łza zaś chwilę później na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Skoro Mitsuha tak mówi to jej wierzę - powiedział kładąc rękę na ramieniu kobiety.
Dziewczyna podjęła swoją decyzję. To była jej odpowiedź na twoje pytanie. Wybaczenie.

Przeświadczona o decyzji dziewczyny kunoichi podjęła się kolejnych kroków. Zbadała zbira, który poza fajką i odrobiną tytoniu nie miał przy sobie a następnie zajęła się próbą ocucenia łysego mężczyzny imieniem Gutsuso.
Kiedy tylko zaczął odzyskiwać świadomość gwałtownie się poderwał jakby przypomniał sobie co stało się przed tym jak stracił przytomność. Musiał jednak szybko ograniczyć ruchy kiedy Ayame wyrzuciła w jego stronę swoje ostrzeżenie. Spoglądał to na ciebie, to na Mitsuhę. Miał otwarte usta jakby nie wiedział co tak właściwie się dzieje. Nie wiedział co ci odpowiedzieć lecz gdy spostrzegł na wozie nieprzytomnego kompana odruchowo postawił krok w stronę wozu
- Bracie
- Gutsuso przestań! - na dźwięk słów dziewczyny zbir się zatrzymał. Gdyby nie to prawdopodobnie Kunoichi Kyuzo obezwładniłaby go bezproblemowo - Mówiłeś, że chcesz od tego odejść, wyrwać się z więzów, które cię pętają. Masz szansę.
- Ale...
- Wykorzystywał cię, kazał ci robić rzeczy, których nie chciałeś. Teraz masz szansę... Proszę...
- Ja... Ja...
I w tym momencie mężczyzna padł na kolana. Wszystko uderzyło w niego ze zdwojoną siłą. Przeszłość w której zostawił siostrę, oraz przeszłość, w której zyskał nową rodzinę. Teraźniejszość, w której podejmował się czynności wbrew swej woli oraz tę w której poznał kobietę, która słowami przypomniała mu o jednej z najważniejszych osób jego życia. Przypominała ją, nie tylko z wyglądu ale i z charakteru. Pomimo tego co chciał jej zrobić ta walczyła o niego, tak jak tamtego dnia kiedy pokłócili się o byle głupotę a potem ochroniła go przed napastnikiem.
Na źdźbło trawy spadła kropla, potem kolejna. Na niebie nie było chmur a więc to nie był deszcz. Był to raczej potok, którego źródło znajdowało się w oczach mężczyzny.
- Nie chcę... Nie chcę tego kontynuować.
Skrywane wewnątrz kotłujące się emocje w końcu musiały się z niego wydostać.
- Nie martw się. Pomożemy Tobie.
- Kiedy moja żona coś sobie postanowi, nie ma zmiłuj - zaśmiał się Taozo.
Gutsuso dalej płakał. Nie mógł zebrać się aby cokolwiek powiedzieć.
Kunoichi chyba dostała swoją odpowiedź.

- Przepraszam za wszystko - Taozo zwrócił się w twoją stronę - i dziękuję za wszystko co dla nas zrobiłaś. W domu trzymamy oszczędności. Chciałbym Tobie dać Tobie wszystko co mamy w ramach podziękowań. Gdyby nie ty... nie wiem jakby to się mogło skończyć.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1986
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Górski Las

Postprzez Ayame » 16 cze 2018, o 23:05

Kolejne słowa Mitsuhy sprawiły, że Ayame dała się przekonać. Mimo faktu, że nie podobało mu się to, co robił jego towarzysz, nie był w stanie mu się sprzeciwić, przez wzgląd na to, że trzymali się razem i był dla niego jak brat. Cóż. Nadszedł czas, aby przerwać tą toksyczną więź i pozwolić Gutsuso żyć swoim, lepszym życiem, które miał przed sobą. Na szczęście Taozo, z początku nie bardzo zadowolony, dał się przekonać żonie i zgodził się z jej zdaniem.
Przeszukanie zbira na wozie nie przyniosło nic ciekawego, dlatego też Ayame skupiła się na cuceniu tego drugiego. Postawny mężczyzna wyrwał gwałtownie ku górze, jednak gdy usłyszał ostrzeżenie do kunoichi, rozważniej poruszał swoim ciałem. Wtedy też dała mu wybór. Albo zgnije z towarzyszem w lochu, albo rozpocznie nowe życie. Jak mogła zauważyć, to był dla niego trudny wybór, jednak Mitsuha sprawnie sobie z tym poradziła, przemawiając mężczyźnie do rozsądku. Ayame tylko się przyglądała i czekała, a gdy Gutsuso padł przed nią na kolana i z płaczem wykrztusił, że nie chce dłużej żyć takim życiem, skinęła głową i przykucnęła kładąc mu dłoń na ramieniu w geście pocieszenia. Jeśli małżeństwo mu pomoże, to będzie mu zdecydowanie łatwiej.
- Przyjmuję Twoją decyzję. - Odpowiedziała. - I życzę Ci powodzenia.
Po tych słowach wstała i spojrzała na małżeństwo. Jej misja była zakończona i pozostało już tylko zabrać skrępowanego bandytę ze sobą. Nim to jednak nastąpiło, Taozo wyszedł z przeprosinami, podziękowaniami i próbą odwdzięczenia się, na co Ayame uśmiechnęła się i pokręciła głową. Nie zamierzała brać od nich ani grosza, bo możliwe, że dostanie coś od straży za tego bandytę. Im pieniądze będą bardziej potrzebne.
- Zachowaj oszczędności. - Powiedziała ze spokojem w głosie. - I pamiętaj o tym, co Ci powiedziałam o zabezpieczeniu domu. W lesie nigdy nie możecie czuć się wystarczająco bezpiecznie. W jaskini jest pełno zapasów jedzenia, ubrań i broni. Weźcie na wóz to, co się wam przyda, a resztę możecie sprzedać. Gutsuso pewnie wam pomoże. Ja zaś zabieram tego.
Po tych słowach podeszła do wozu i ostrożnie zwlokła z niego nieprzytomnego mężczyznę. Miała wystarczająco siły, żeby przytachać go do wioski, chociaż jak się obudzi, to zapewne będzie kazała mu iść samemu. Póki co, jego utrata przytomności była jej na rękę, bo nie chciała żeby wiedział o tym, że pozwoliła jego kompanowi odejść.
- Uważajcie na siebie i bądźcie zdrowi. - Życzyła jeszcze na pożegnanie.
Potem ruszyła w drogę powrotną, ciągnąc za sobą nieprzytomnego i skrępowanego zbira. Tamta trójka na pewno dobrze sobie poradzi, więc nie musiała się już tym przejmować. Jej ostatnim zadaniem było dostarczenie bandyty na najbliższy posterunek i złożenie raportu. Będzie musiała skłamać, że drugiego bandytę zabiła, bo ten nieprzytomny zapewne potem będzie sypać, więc żeby nie było problemów, powie mu o tym, jak tylko się ocknie i to samo oznajmi w raporcie. Dzięki temu Gutsuso będzie mógł rozpocząć nowe życie, ten zbir zgnije samotnie w lochu, a Strażnikom było wszystko jedno, ilu bandytów przeżyło. Im ich mniej, tym lepiej dla nich. Nikt też nie będzie kwestionować słowa kunoichi z klanu Hyūga. Jedyną osobą, która będzie znała prawdę i zapewne przekaże ją komu trzeba, będzie jej osobisty strażnik, który zapewne zda raport samemu Liderowi. Tym się jednak nie przejmowała, bo wiedziała, że postąpiła dobrze. Tak więc odstawi bandytę do najbliższego lochu, wyjaśni co się stało i będzie mogła iść w swoją stronę.
Ayame
 

Re: Górski Las

Postprzez Yami » 17 cze 2018, o 13:19

Misja Rangi D - Ayame
"Za parę monet"
21/21


Mężczyzna przez chwilę zastanawiał się co ci odpowiedzieć. Nie mógł wyrazić swojej wdzięczności więc szukał usilnie sposobu. Przyłożył dłoń do ust wpadając w stan w zamyślenia. Na pomoc przyszła jednak Mitsuha.
- W takim razie jeśli kiedyś będziesz potrzebować porozmawiać, odciąć się na chwilę od bycia shinobi, nasz dom będzie stał przed Tobą otworem. - Nie mogli dać tobie pieniędzy ani żadnego drobiazgu więc dają Tobie miejsce do którego możesz przyjść kiedy tylko chcesz.
Pożegnaliście się i każdy udał się swoją stroną.

Mężczyzna nie leżał nieprzytomny przez dłuższy czas. Taozo musiał nie szczędzić sił aby ponownie odesłać zbira do krainy marzeń. Na kilometr przed dotarciem do osady ocknął się. Początkowo zdezorientowany, później coś klną pod nosem kiedy dowiedział się o śmierci towarzysza, a na koniec wrócił do swojego typowego usposobienia. "Mówi się trudno, raz się żyje, a raz się umiera, kochana". Wiedział w jakiej jest pozycji dlatego spokojnie szedł przed Tobą, choć początkowo wymigiwał się mówiąc, że kręci mu się w głowie co było oczywistym kłamstwem ze względu na użyty ton głosu.

Po dotarciu do osady zostałaś zatrzymana przez dwójkę strażników, którzy odebrali wstępny raport.
[akap]Zanim mężczyzna został zabrany przez straż z uśmiechem zwrócił się w twoją stronę.

- Coś czuję, że jeszcze się kiedyś spotkamy złociutka. - uśmiech nie znikał z jego twarzy.
Pełne zeznanie musiałaś złożyć na posterunku do którego się udałaś. Opowiedziałaś całą historię pomijając niektóre fragmenty a nie które musiałaś lekko podkoloryzować. Z oczywistych względów pominęłaś kwestię uwolnienia Gutsuso.[/akap]

Za bandytę została wyznaczona nagroda, którą wypłacono tobie natychmiastowo. Po wszystkich formalnościach mogłaś wrócić do normalnego życia. Z całą pewnością to był szalony dzień. Tak jak teraz o tym pomyśleć.

"Czego nie zrobią ludzie za parę brzęczących monet"

Misja zakończona powodzeniem
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1986
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Górski Las

Postprzez Ayame » 20 cze 2018, o 11:49

Ayame uśmiechnęła się lekko, słysząc słowa Mitsuhy o tym, że może ich odwiedzić, kiedy tylko będzie tego potrzebować. To było naprawdę życzliwe z ich strony, no ale nic dziwnego, skoro tyle dla nich zrobiła i nie chciała za to zapłaty. Zapłatę miała otrzymać z innego źródła i obciążanie kosztami młodego małżeństwa nie było konieczne, tym bardziej, że kunoichi nie zależało mocno na pieniądzach i bardzo często odmawiała przyjęcia wynagrodzenia.
- Dziękuję. - Odpowiedziała.
Tak więc ruszyła w swoją stronę, ciągnąć za kołnierz zbira, który był przyczyną całego tego zamieszania. Taozo najwyraźniej ostro mu przywalił tym drągiem, bo mężczyzna przez większą część drogi był nieprzytomny. Z jednej strony to dobrze, bo nie musiała się z nim użerać, ale z drugiej, było jej już trochę ciężko go za sobą wlec. Facet odzyskał przytomność, gdy byli już blisko stolicy, więc popędziła go przed sobą, nie zważając na jego zaczepki i symulacje. Był związany, więc ucieczka nie miała dla niego większego sensu, z czego zapewne zdał sobie sprawę, bo końcowy etap wędrówki przeszedł grzecznie, dopóki nie przejął go pobliski patrol. Wyglądało na to, że uwierzył jej w fakt, że zabiła jego towarzysza. Wstępnie wyjaśniła strażnikom co zaszło, na co oni przyjęli raport i zabrali ze sobą zbira do lochu. Słysząc ostatnie słowa mężczyzny, Ayame spojrzała na niego z powagą. Chciał ją nastraszyć?
- Wątpię. - Powiedziała ze spokojem. - Dopilnuję, żebyś zgnił w więzieniu.
Po tych słowach odwróciła się na pięcie i odeszła. Musiała udać się jeszcze na posterunek, aby tam zdać szczegółowy raport dowódcy na temat wydarzeń, co też zrobiła, oznajmiając przy tym, że drugi bandyta stawiał zbyt duży opór i stanowił zbyt duże zagrożenie, więc musiała go zabić. Sprawnie zdała relację z wydarzeń i niedługo po tym była wolna. Dostała też swoje wynagrodzenie za tego zbira, więc w końcu mogła wrócić do domu i opowiedzieć ojcu o tym, co się wydarzyło.


[zt]
Ayame
 

Re: Górski Las

Postprzez Tsuki » 20 lip 2018, o 15:01

Oddech nieregularny. Świst wiatru obijającego się o liście drzew. W środku gęstwin białowłosy osobnik. Nie może ustać w miejscu. Kręci się wokoło, jakby szukał jakiegoś zajęcia. Gdzie bracia? Gdzie ich wywiało? Tsukiemu się nudzi. Chłopak jest głodny. Dajcie mu jeść. Przynieście jedzenie, bo tutaj nie wytrzyma. Nie ma ich. Nie ma. To gdzie są? Gdzie ta rodzina, gdy młody w potrzebie? Musi samemu coś poradzić. Zabić? Kogo? Co może tutaj dorwać? Wszędzie drzewa i pustka. Tsuki nie wytrzyma. Musi coś poszukać. Tak, tak... Ruszył przed siebie, idąc i idąc... Gdzie zajdzie? Dokąd go zaniesie? Przystanął... Spogląda przed siebie. Co takiego widzi? Co zobaczył ten chory umysł? Padlina. Leży sobie w oddali. Przyśpieszyło mu tętno. Plamy krwi na zielonej trawie podkręciły adrenalinę. Opanuj się, świrze... Zostaw, to złe. To pełne zarazków. Dorwiesz coś świeższego. Coś smaczniejszego niż to stare mięcho. Tsuki nie wytrzyma. Nie może się oprzeć temu kolorowi. Ta czerwień pobudza do ruchu. Pstryknął nerwowo serdecznym palcem, niosąc wśród gęstwin falę zgrzytu. Podszedł do padliny, obserwując ją wokoło. Przypominała dzika. Mocno przestarzała, z falą robaków w trzewiach. Przysmak... Dajcie mu ten przysmak. Pochylił się nad trupem, gładząc go delikatnie po futrze. Czekało na niego, czekało... Nie mogło się doczekać, aż Tsuki tutaj zainterweniuje. I wykonał czynność, niespodziewanie wsadzając całą prawą rękę w brzuch trupa, kręcąc tam, jakby wszystkie skarby świata były tutaj ukryte. Wątroba... Nie ma jej... Trzustka... Jej też nie ma. Nie ma nic, co mogłoby go zaspokoić. COŚ JEDNAK MUSI BYĆ? CO MU ZOSTAŁO?! A jest... Znalazło się coś przyjemnego. Wszyscy, którzy obserwowali jego poczynania, mogli przyuważyć, jak Tsuki wyciąga z padliny długi mięsisty sznur, który ścisnął mocno, a napór spowodował, że mięsko rozprysło na pół, a z niego zaś wyleciała jakaś posoka.
- Mmm... Jelitko dobre... Jelitko czekało na mnie... - Mamrotał, chwytając obiema dłońmi sznur i wgryzając się w jego mięsistą włókninę. W tej chwili wyglądał, jak typowy stwór, który przegłodzony do granic możliwości, łapał się za cokolwiek tylko mógł. - Mm.... Mm... Taka uczta... Gdzie Kyoraku i Shi Hou... Ominie ich obiad... Może zostawię im co nie co... Oni też głodni... Wszyscy lubią mięsko... Oni też zjedzą... Gdzie oni są... Przyjdzie w końcu tu do mnie... Nudzi mi się samemu... - Ugryzł powtórnie, a sznur jeszcze bardziej pękał pod naporem szczęki Tsukiego. - Oj nie... Tak nie można... Ale to takie dobre... Zostaw im kawałek... He... He... Ale nie mogę się powstrzymać... - Ponownie ugryzł, trawiąc zwłoki i wypluwając co rusz twardawe części. Przez chwilę przystanął. Chyba coś go zainteresowało, ponieważ jego wzrok skierował się na kolejny organ, z którego sączyła się fala krwi. Był niezwykle mięsisty... Czerwona posoka zadziałała, jak afrodyzjak. Skusiła go uczta. Wyrzucił resztki jelita, sięgając po wyciągnięte serce. Podniósł go niezwykle ostrożnie, jakby miał do czynienia ze szklaną porcelaną. Okręcił go przed twarzą to raz w lewo, to raz w prawo, a grymas uśmiechu nie znikał z jego twarzy. Tętno podwyższone... Para uciekająca z ust, jakby panowało największe zimno. Nie może się powstrzymać, wgryzając się coraz to bardziej w to mięsiste włókno. Jeden potężny ucisk szczęki i fala posoki wytrysnęła na jego twarz.
- Ojej... Ojej... Ojej... Tak nie można... Nie mogę tego robić... Muszę na nich zaczekać... - Odparł cicho, rozglądając się wokoło, jakby czuł, że lada chwila wrócą jego kamraci i razem z nimi sobie zrobi ucztę.
Tsuki
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kyuzo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość