Miasteczko Utemi

Druga co do wielkości prowincja Karmazynowych Szczytów od wieków znajduje się pod opieką słynnego Rodu Hyūga, który bardzo dokładnie dba o rozwój wewnątrz swego kraju, a także o bezpieczeństwo granic - zważając na sąsiedztwo z niezbadaną powierzchnią lądową (znaną pod nazwą Głębokich Odnóg) na południowym zachodzie. Podobnie jak w pozostałych prowincjach Karmazynowych Szczytów, dominuje tutaj krajobraz górzysty i roślinność wysokogórska, lecz Kyuzo może pochwalić się bogatszą fauną - wiele zwierząt chętnie poszukuje kryjówek w głębokich jaskiniach prowincji, chroniąc się przed dość kapryśną pogodą.

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Yoichi » 12 mar 2017, o 14:43

"Przynajmniej tyle, że udało wam się zapieczętować demona jeszcze raz". Na te słowa Inuzuka lekko wyszczerzył się zirytowany. Przynajmniej, kurwa, tyle. Gdyby tylko była mężczyzną, to ta rozmowa nie skończyłaby się w taki sposób, w jaki powinna. Opanował odruch zaciśnięcia pięści, ale tylko po to, by reszta widowni nie zauważyła, iż zdenerwował się. Arisu z pewnością to wiedziała tak czy siak. Pewnie nawet wtedy, kiedy Yoichi zupełnie zachowałby kamienną minę. Yamanaka w końcu potrafili czytać z ludzi jak z otwartych ksiąg. Powodem nerwów rudzielca była próba umniejszenia dokonań całej ekipy. Liderka zapewne zrobiła to umyślnie, aby nie oczekiwał zbyt wiele, ale jednocześnie wkopała nieco siebie. Skoro to było tylko "tyle", to ród sensorów wypadał jeszcze bardziej żenująco. Inna sprawa, że zwróciła uwagę głównie na cześć z Bijuu, a ominęła fakt, iż od dwudziestu lat z jej prowincji znikają niewinni ludzie. Zawsze o tej samej porze roku. Nie liczyli się dla niej? To już w tym momencie mało obchodziło rudowłosego. Nie chciał drążyć tematu, bo tylko bardziej zdenerwowałby się. Odpuścił i rozluźnił się.
Wiedział, że to on ją teraz wkurzył, gdy wspomniał o oczekiwaniach. Wyczuła, że ich miła przysługa może w każdej chwili być szantażem. Nie przestraszył się jej z banalnego powodu - przyszło mu mierzyć się z Yamanaka już nie raz i jak widać, to on przetrwał. O ile z Renem pomógł Hanzo, o tyle Hayate i tamten mężczyzna z przerostem ego padli wyłącznie z rąk i łap Yoichiego, Reiki oraz Sotoro. Dodatkowo czuł swoją mocną pozycję. Był festiwal, był obok drugi lider, była masa świadków, rudzielec był jednym z najbardziej utalentowanych ninja wśród swojego rodu, Reika była córką lidera Senju. Rudowłosy wierzył, że Arisu rozumie z pewnością nawet lepiej wszelkie konsekwencje ataku na jego osobę. Zresztą Kazuo Senju już niedługo dowie się o wydarzeniach, więc Yamanaka wszelkim ruchem przeciwko Yoichiemu naraziliby się na wojnę. Czy rudzielec tego chciał, czy nie, to reprezentował swój ród i posiadał wyjątkowo cenną wiedzę wraz z umiejętnościami klanowymi. W dodatku pamiętał, że ich rody żyją w zgodzie i pokoju, który szkoda byłoby zakłócić. Inuzuka miał sporo czasu na przemyślenie tego wszystkiego, chociaż spodziewał się wizyty w gabinecie Arisu, gdzie sytuacja byłaby dla niego niekorzystniejsza. Tutaj nie było tak źle, więc obawy poszły na bok. Nie miał powodu do strachu, chociaż niewątpliwie liderka należała do osób, które nie należało prowokować.
- Mi wystarczyłby buziak w policzek, ale niestety jestem zajęty. - odparł z uśmiechem, gdy tylko odwróciła się. Nadal mu się podobała, a ten jej charakterek tylko dodawał jej uroku. Ten uśmieszek nawet wywołał ciarki na plecach Yoichiego, który zamiast wziąć je za znak, iż wewnętrzny rozsądek wskazuje mu, aby się jej bał, to on uznał je za znak, iż Arisu podoba mu się bardziej niż myślał. Taki już miał charakter, że raczej ciężko mu było bać się kobiet. - Cieszę się, że się dogadaliśmy. - dodał radośnie i również odszedł. Sprawa była załatwiona. Ugrał coś więcej od prostego "dziękuję i spierdalaj". Taki był cel - wyciągnąć jak najwięcej korzyści z czegoś, co i tak by zrobił nawet bez nagrody. Bo przecież nikt im na start nie obiecywał, że cokolwiek zdobędą, że ktokolwiek ich nagrodzi za ich trud.
Rudowłosy przysłuchiwał się słowom sołtysa i Hanzo z zaciekawieniem. Ninkeny już do niego dołączyły, więc również obserwowały całe wydarzenie. Yoichi roześmiał się serdecznie i założył ręce za głowę, będąc nieco speszonym. Niby nie wstydził się, ale rzadko kiedy był chwalony. Aby być dokładniejszym, to nigdy. Zawsze był jedynie krytykowany i poddawany wątpliwościom. Nawet jego matka ciągle mu próbowała wyperswadować kilka celów życiowych, gdyż uważała, że to go przerasta. W innych sytuacjach była dla niego oczywiście wsparciem, ale jednak oprócz niej, to nikt go nie chwalił, ani doceniał. Ani jego, ani Ninkenów - jedynie siebie nawzajem.
- I na odwrót też. Gdyby nie Hanzo, to i nas by tutaj nie było. - odparł zgodnie z prawdą, gdyż nie do końca był pewien czy z Renem daliby sobie radę. Z pewnością byłoby cholernie ciężko. Sam Hanzo też nie dawał sobie z nim rady, więc wiadomym było, iż ani jedna strona, ani druga bez wsparcia reszty nie zdołałaby pokonać lidera Wędrowców. Mimo wszystko osiągnęli swoje. - To może być coś, czego szukałaś. Ja już mam swoją zabawkę. - dodał po chwili, zwracając się do Reiki. Wskazał też kciukiem na Shinku Ame, która spoczywała mu na plecach. Kosa o niesamowitych właściwościach to idealny prezent dla niego. A przecież podstawą wyprawy było poszukiwanie techniki, którą niebieskowłosa chciała zdobyć, więc teraz już zupełnie osiągali to, co chcieli. O ile oczywiście zwój skrywał jutsu, a nie tylko informacje. Dziwny przybysz też mógł zażartować sobie z sołtysa i dać mu pusty zwój albo wypełniony jakimiś bzdurami. Tylko po co tyle trudu wkładać w marny żart? Oby to jednak była technika.
Yoichi
 

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Reika » 12 mar 2017, o 16:12

Z pomocą Hanzo udało się wyciągnąć Liderów na chwilę rozmowy, bo sprawa rzeczywiście była pilna, a nie wiadomo było, ile jeszcze zabawią na festiwalu, bo przecież jako przywódcy prowincji mieli też swoje zobowiązania. Reika więc starała się jak najlepiej streścić, aby przekazać najważniejsze informacje. Reiko był naprawdę zaskoczony, kiedy dowiedział się o zapieczętowanym Bijuu i o tym, że wyciągnęli Hanzo z lochów kultu. Przyjął jednak jej ostrzeżenie na poważnie, co kunoichi przyjęła z ogromną ulgą. Mało tego, zapewnił, że przekaże wieści pobliskim prowincjom, żeby również przygotowały się na ewentualne zagrożenie. Uśmiechnęła się.
- Dziękuję, Shirei-kan. - Skłoniła głowę. - Miejmy nadzieję, że Yonbi postanowi jednak zostać wśród wulkanów, nie chcąc się narażać na ponowne schwytanie. Powodzenia.
Z tymi słowami zakończyła rozmowę i pozostało już tylko wrócić na swoje miejsca. Reiko ponownie zasiadł za stołem na swoim fotelu, zaś Reika podeszła do Yoichiego, który również zakończył rozmowę z Liderką Yamanaka i stał teraz z Ninkenami obok stołu Hanzo. Uśmiechnęła się do Inuzuki, sygnalizując, że wszystko w porządku i że rozmowa przebiegła pomyślnie, po czym już chciała zapytać, jak mu poszło z Liderką, kiedy jej uwagę przyciągnął sołtys, niosący coś i zwracający się do Mnicha. Widząc duży zwój, Reika zrobiła zdumioną minę, po czym chwyciła Yoichiego za ramię. Stary mężczyzna w czerwonym ubraniu, opierający się na kosturze? Nie, to stanowczo nie mógł być zbieg okoliczności, ponieważ Reika szybko pojęła, kim może być ten człowiek i że to on zapewne zostawił jej notkę. Wszystko się zgadzało, a przed oczami miała właśnie zwój, którego zapewne od początku szukała. Spojrzała na Hanzo, który właśnie został obdarowany tym wspaniałym darem i już pogodziła się z porażką, kiedy Mnich oznajmił, że nic mu po nim, skoro nie widzi, a nagrodą dla niego jest udział w tym Festiwalu. Kiedy powiedział, że oni bardziej zasłużyli na tą nagrodę, miała ochotę rzucić się na niego i go serdecznie uściskać. Kolejny dług do kolekcji, który będzie musiała spłacić, odwdzięczając się Hanzo za to wszystko, co dla nich zrobił. Uśmiechnęła się, gdy Yoichi wyraził słowami to, o czym właśnie myślała.
- To prawda. - Potwierdziła z uśmiechem. - Nawzajem sobie pomogliśmy.
Tak oto sołtys oznajmił uroczyście, że zwój należy do nich, zaś Yoichi od razu zrzekł się wszelkich praw do niego, oznajmiając, że ma już swoją zabawkę w postaci kosy. Posłała mu pełen uczucia uśmiech i podeszła do stołu ze zwojem, przyglądając się zabezpieczającym go notkom. Nie znała się na pieczętowaniu, ale całkiem możliwe, że nie były to zwykłe pieczęcie. Mogły w jakiś sposób chronić zwój i jeśli otworzy go nieodpowiednia osoba, to może się stać coś niedobrego.
- Myślisz, że mogę go bezpiecznie otworzyć? - Zapytała niepewnie Hanzo. - Nie znam się na dziedzinie pieczętowania, a nie chciałabym wszystkich posłać na tamten świat.
W sumie to dlaczego Święty Mikołaj miałby zabezpieczać zwój w tak niebezpieczny sposób, skoro ten miał być nagrodą za pomoc? Ta myśl sprawiła, że Reika postanowiła zaryzykować i delikatnie odkleiła, lub przerwała notki, w zależności od tego jak się da, po czym zajrzy tylko na sam początek, aby się upewnić, że jest to ta technika, o którą bardzo prosiła. Jeśli wszystko będzie w porządku, to z uśmiechem zwinie zwój i zapakuje go do pokrowca, po czym podziękuje wszystkim i oznajmi, że jej wyprawa właśnie dobiegła końca i że osiągnęła swój cel.
Avatar użytkownika

Reika
Martwa postać
 
Posty: 2051
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 19:21
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie, torba na uzbrojenie przy pasie i dwie katany na plecach
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
Multikonta: Brak

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Natsume » 13 mar 2017, o 00:08

~ Krwawe Święta ~
Wyprawa 165/165
Reika, Yoichi i dwa psiaki

Obrazek

Na niepewne pytanie Reiki Hanzo tylko poszerzył lekki uśmiech. Liderzy również spojrzeli na notki znajdujące się na zawiniętym papierze. Arisu przejechała palcami po karteczkach, starając się wyczytać znajdujące się na nich symbole. Chwilę później na jej twarzy pojawił się spokojny uśmiech i pokazała gestem, że nie jest to nic groźnego.
-Ot, najzwyklejsze zabezpieczenie żeby zwój się nie otworzył sam z siebie. Chyba każdy zwój standardowo przetrzymywany w archiwach ma takie na sobie.
Reiko również pokiwał głową, potwierdzając słowa przywódczyni Yamanaka. Hanzo wypił kolejny łyk sake, po czym wysunął zza pazuchy niewielką drewnianą fajeczkę, którą odpalił od pochodni. Reika zerwała niewielkie notki, zasklepiające krawędzie zwoju, i powoli odwinęła zawartość. Na zwiniętym papierze widniały liczne instrukcje na temat tego, jak się powinno odpowiednio kontrolować chakrę i ją przekierowywać, by pozwolić swojej energii duchowej przeskanować całe swoje ciało i utworzyć z niej prawie identyczną kopię samego siebie. Widniało tam też kilkanaście różnych wykaligrafowanych symboli i rycin.
Reiko spojrzał od boku i pokiwał głową z szacunkiem.
-No no, Kage Bunshin - powiedział, po czym gwizdnął cicho. - Słyszałem co nieco o tej technice, i muszę przyznać że jest to bardzo hojny dar.
Hanzo usłyszał w głosie Reiki radość, gdy ta oznajmiła zakończenie swojej wyprawy. Mężczyzna pokiwał lekko głową, zaciągnął się dymem z fajki i stopniowo wypuścił go z uchylonych ust.
-Cóż... a moja pewnie dopiero się zaczyna. Mam jeszcze dużo miejsc do odwiedzenia, wielu ludzi do nauczenia... może wtedy wrócę do osady i zajmę się szkoleniem Hyuugów.
Reiko kiwnął głową z uśmiechem.
-Może twoja przeszłość z Rodem była burzliwa, ale przyjmiemy cię z otwartymi ramionami.
Hanzo podniósł się powoli i skłonił przed wszystkimi.
-Ruszam w stronę obelisku Hikohashira, później do świątyni Onikirimaru... a później, kto wie? Nieważne, gdzie pokierują was wasze kroki, niech Źrenica was prowadzi.
Z tymi słowami odwrócił się, ruszając w kierunku wyjścia z polany. Zniknął wszystkim z oczu, gdy tylko przeszedł za krawędź zasięgu padania światła pochodni.
Liderzy również pożegnali się uprzejmym pokłonem i ruszyli z powrotem w stronę zabawy. A co zrobi dwójka shinobi? To już zależy tylko i wyłącznie od nich...


Koniec wyprawy
Avatar użytkownika

Natsume
Pisarz Lata
 
Posty: 1687
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Reika » 13 mar 2017, o 20:55

Kiedy zadała pytanie o bezpieczeństwo notek, które zabezpieczały zwój, z pomocą przyszli jej siedzący obok Liderzy. Arisu Yamanaka wprawnie przestudiowała symbole na notkach, żeby ostatecznie uznać, że to zwyczajne zabezpieczenie przed rozwinięciem się zwoju i karteczki nie są obłożone jakimiś niebezpiecznymi pieczęciami. Jej słowa potwierdził Reiko, więc uspokojona Niebieskowłosa podziękowała im i przedarła ostrożnie notki, rozwijając delikatnie papier, aby móc zajrzeć na początek. Po krótkich oględzinach już wiedziała, że jest to technika, o którą prosiła, co wywołało u niej promienny uśmiech na twarzy, który skierowała prosto do Yoichiego. Tak, jej wyprawa właśnie dobiegła końca, a cel został osiągnięty. Koniec z narażaniem się na najbliższy czas. Teraz będą mogli zdecydować co dalej i wrócić do domu.
- To prawda. - Odpowiedziała Reiko, który kukał jej z boku do zwoju. - I zostanie użyty w dobrej wierze. Dzięki tej technice będę mogła leczyć kilka osób jednocześnie, nie musząc wybierać, którą najpierw powinnam ratować i skazywać tym samym pozostałe na dłuższe cierpienie. Będzie bardzo przydatna, gdyby przyszło nam ponownie stanąć na polu bitwy, tak jak ostatnio z Klanem Uchiha.
Tak. Właśnie dlatego prosiła o tą technikę, żeby już nigdy nie musiała wybierać. Jeśli nie daj boże w przyszłości Yoichi i Ninkeny zostaliby ranni, mogłaby jednocześnie wyleczyć całą trójkę, nie musząc się modlić o to, żeby pozostali przetrwali, zanim skończy leczyć tego pierwszego. Tak więc ostrożnie zwinęła zwój i zapakowała go ponownie do pokrowca, z którego został wyjęty, by ostatecznie przewiesić go przez ramię. Słysząc słowa pożegnania Mnicha, uścisnęła mu ramię.
- I Ciebie, Drogi Hanzo. - Odpowiedziała. - Mam nadzieję, że nasze drogi jeszcze kiedyś się zejdą i będziemy mieć okazję zrewanżować się za to wszystko, co dla nas zrobiłeś. Bezpiecznej podróży.
Kiedy Mnich zniknął im w ciemności, przyszła kolej na pożegnanie się z Liderami, którzy mieli jeszcze zamiar dołączyć do zabawy. Reika odwzajemniła się z ukłonem i życzyła im powodzenia, po czym została z Yoichim i Ninkenami, mając wokół bawiących się ludzi. Uśmiechnęła się ciepło do Inuzuki i podeszła do niego, trzymając dłoń na zwoju.
- Ten wieczór jest pełen niespodzianek, nie sądzisz? - Zagadnęła wesoło, po czym przysunęła usta do jego ucha. - Co Ty na to, żeby uczynić go jeszcze bardziej wyjątkowym?
Spojrzała na niego oczami błyszczącymi szczęściem, miłością i...czy to było pożądanie? Bardzo możliwe. Spędzili ze sobą ponad pół roku, jednak w podróży nie mieli za dużo czasu, aby się sobą wystarczająco nacieszyć, dlatego wypadałoby nadrobić pewne zaległości. W końcu Yoichiemu też się należał prezent za to, że przez ten cały czas towarzyszył jej w tych trudnych chwilach i co najważniejsze, wytrzymał z nią, do tego jeszcze odwzajemniając jej uczucia. Nie wyglądało na to, żeby miał od niej uciec z krzykiem, wręcz przeciwnie, zaś dowód na to wisiał teraz na jej szyi.
- Ayu, Akira. - Zwróciła się do Ninkenów. - Czy mogę wam porwać towarzysza na dwie...może trzy godzinki? Dacie sobie radę?
Oczywiście, że dadzą sobie radę, ale z grzeczności wypadało się zapytać, w końcu liczyła się również z ich zdaniem. To, że byli razem z Yoichim oznaczało jednocześnie, że ma w pakiecie dwa spore psiska, które naprawdę szczerze pokochała. Zależało jej na akceptacji z ich strony, dlatego starała się o nie dbać najlepiej jak potrafiła, jako osoba z zewnątrz. Akira chyba w pełni ją zaakceptował, a przynajmniej Reika odniosła takie wrażenie, jednak Ayu to była już zupełnie inna bajka. Może jednak i ta relacja kiedyś się zmieni. Kunoichi miała taką nadzieję.
Avatar użytkownika

Reika
Martwa postać
 
Posty: 2051
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 19:21
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie, torba na uzbrojenie przy pasie i dwie katany na plecach
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
Multikonta: Brak

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Yoichi » 13 mar 2017, o 23:02

Kolejny temat, w którym Yoichi wypadał zupełnie blado - pieczętowanie. Nie miał zielonego pojęcia czy te notki są groźne, czy nie. On zapewne zerwałby je bez zastanowienia i dopiero po wszystkim Akira lub Ayu zwróciliby mu uwagę, że postąpił jak skończony idiota. Czyli jak zwykle. Rzadko popisywał się mądrością, a często sprytem. Ot czystym, prawie zwierzęcym sprytem. Do mądrości brakowało mu i wiedzy, i umiejętności, i lat, i doświadczenia. W sumie praktycznie wszystkiego. Trudno, przynajmniej się tym nie przejmował. Miał inne pozytywne cechy. Jakieś miał z pewnością.
Kage Bunshin, technika tworzenia klonów. Rudzielec pokiwał głową jakby cokolwiek o niej wiedział lub miał jakiś konkretniejszy plan, lecz jedyne o czym myślał, to czy repliki mogą być wykorzystywane do celów... ekhem, niekoniecznie właściwych? I czy potrafiły korzystać z jutsu? Jeżeli tak, to technika wydawała się niesamowicie intrygująca. Użytkowniczka robi pięć swoich kopii, a później te zmieniają się dzięki Henge w inne kobiety z aparycji. Codziennie inny harem. Wspaniałe.
Z zamyślenia wyrwał go dopiero żegnający się Hanzo. Yoichi nie mógł go puścić bez podziękowania mu za... za wszystko. To dzięki niemu stał się teraz pewniejszym człowiekiem. Pewniejszym w tym, co należało zrobić. Zmienił się, stwardniał, zmężniał właśnie z powodu tego mnicha. Kto by pomyślał, że osoba tak skrajnie różna stanie się takim autorytetem dla rudowłosego. Zanim jeszcze Hyuuga zdążył zniknąć, to Inuzuka postanowił do niego podejść. Ramię w ramię przez chwile z nim szedł, a wcześniej pokazał reszcie, żeby zaczekali.
- Dziękuję za wszystko co uczyniłeś. Dzięki Tobie wiem co chcę osiągnąć i co muszę poświęcić. Wiele poukładałem sobie w głowie, sporo myślałem przez cały powrót. Zrozumiałem więcej, niż bym chciał. Ale tak musi być. Dziękuję jeszcze raz. - mówił półgłosem, gdyż mimo festiwalu nie było sensu wypowiadać słów głośniej. Hanzo miał doskonały słuch, więc zapewne i tak usłyszał co Yoichi chciał mu przekazać. W końcu rudzielec zatrzymał się, a nawet cofnął kilka kroków. - Do zoba-- do rychłego spotkania. - rzucił jeszcze za nim, chociaż na start popełnił pewną gafę. Nie do końca w porę się ocknął, że rozmawia ze ślepcem, ale i tak poprawił się. Chwilę jeszcze patrzył jak mnich powoli odchodzi, a później wrócił do Reiki. Pożegnał się wraz z nią z Liderami, a nawet wyszczerzył się w stronę Arisu. Niech nie myśli, że go zastraszyła, bo był zbyt niedomyślny, by załapać, że mógł skończyć z papką zamiast mózgu. I że te ciarki to ze strachu, a nie z zachwycenia.
Pokiwał głową z uznaniem słów Reiki. Rzeczywiście wieczór był pełen niespodzianek. Prawie tak, jak cała wyprawa. Chociaż te niespodzianki były przyjemne, a wcześniejsze... niestety dla Yoichiego też w pewnym stopniu. W końcu z przyjemnością mordował kultystów, aby później ubolewać nad własnymi morderczymi zapędami. Etap tych rozmyślań miał już za sobą, więc więcej nie ciągnął tego tematu. Pytanie niebieskowłosej nieco go zaskoczyło. Ich relacja była na tak dziwnym i jednocześnie naturalnym poziomie, że nie załapał początkowo o co chodziło Reice. Bardziej wyjątkowy? Zapytał sam siebie w myślach, ale odpowiedź znalazł dopiero w spojrzeniu towarzyszki, które wyrażało dosłownie wszystko. Ta informacja uderzyła w Inuzukę niczym Garougą w tamtego dotonowca. Stał jak wryty z osłupieniem wymalowanym na całej twarzy. Jego usta były rozchylone, a szmaragdowe oko niemalże nienaturalnie mocno otwarte. Nie mógł uwierzyć w to co się działo. Nim się ocknął, to Ninkeny już wyraziły zgodę. One znacznie szybciej załapały o co chodzi. Akira niemalże natychmiast zgarnął za sobą Ayu, która chyba jednak nie do końca wiedziała co może się wydarzyć. Większe psisko było już w podobnych sytuacjach, więc pokierowało się doświadczeniem. Miał trochę czasu dla siebie.
- Czyli to już czas. - odezwał się z nieco zakłopotanym uśmiechem. Tak poza tym, to nie spodziewał się, że inicjatywa wyjdzie od Reiki, a nie od niego. Skłamałby twierdząc, że nie chciał tego wcześniej. Nadeszła wreszcie najodpowiedniejsza pora. - No to w drogę. - odezwał się radośniej i żywiej. Bez większych ceregieli złapał niebieskowłosą na ręce, by nieśpiesznie skierować się z nią do... zajazdu, w którym wynajmowali pokój. Na twarzy Inuzuki widniał szeroki, zadowolony uśmiech i właśnie z takim wkroczył do ich tymczasowego "mieszkanka". Położył Reikę ostrożnie na łóżku, a sam wrócił do drzwi, aby zdjąć z pleców obydwie kosy. Ustawił je zaraz przy drzwiach, które zamknął i upewnił się, że klucz również przekręcił. Nikt nie powinien im przerywać. Oparł się o drzwi, założył ręce na pierś i wpatrywał się w swoją towarzyszkę przez chwilę w zupełnym milczeniu.
- No to co dalej? - oczywiście nabijał się z trochę z tego, że to ona sama wystartowała. Udawał, że zupełnie nie rozumie sytuacji i czeka na jej rozwój. Chciał trochę podroczyć się z Reiką oraz ją zawstydzić tym wszystkim. Może to on źle zrozumiał i niebieskowłosej chodziło o walkę na poduszki? Albo grę w łapki? Kto wie co miała na myśli. Kobiety są zagadkowe.
Yoichi
 

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Reika » 14 mar 2017, o 20:01

Widząc reakcję Yoichiego na swoje pytanie, przez chwilę aż pożałowała, że to zaproponowała. Zdumienie Inuzuki wyrażało naprawdę wiele, a najbardziej fakt, że co jak co, ale tego się nie spodziewał. Może rzeczywiście to było za szybko? Przez ten czas co byli razem miała wrażenie, że chętnie by się posunął ten krok dalej, ale specjalnie się hamował, żeby dać jej czas. Westchnęła i pokręciła głową. Już miała powiedzieć, żeby zapomniał o tym, po czym ruszyć w stronę zajazdu, aby odnieść zwój, kiedy Yoichi ponownie się uruchomił. Z początku z pewnym zakłopotaniem, którego nie zrozumiała, a potem z wyraźnym zadowoleniem i ożywieniem. Pisnęła zdumiona, gdy porwał ją na ręce i ruszył w stronę ich pokoju, po czym jednym ramieniem otoczyła jego barki, zaś drugim nadal podtrzymywała zwój. Przyglądała mu się uważnie, z nieco lekkim rumieńcem na twarzy. Coś jednak było nie tak. Był już z tyloma kobietami, że powinien zareagować na to jakimś żartem, który ją mocno zawstydzi i speszy, a zamiast tego zobaczyła porażające zdumienie...
Kiedy znaleźli się w zajeździe i weszli do swojego tymczasowego lokum, Reika została ostrożnie położona na łóżku, zaś Yoichi zajął się starannym zamykaniem drzwi, do tego na klucz. Na ten widok przeszył ją przyjemny dreszcz, jednak nie miała zamiaru póki co sobie leżeć i się przyglądać. Wstała więc i odłożyła pokrowiec ze zwojem obok swoich bagaży, po czym namoczyła wodą z manierki szmatkę, żeby otrzeć bose stopy. W końcu przez cały Festiwal chodziła na bosak, więc wypadałoby przemyć stopy, żeby nie pobrudzić pościeli. Kiedy się z tym uporała, przyszła kolej na wyciąganie kwiatków z włosów. Zajmując się tym, spojrzała w stronę ukochanego, który nadal stał przy drzwiach i opierał się o nie ze skrzyżowanymi ramionami. Słysząc jego pytanie i lekko kpiący ton, uśmiechnęła się lekko. Myślał, że ją zawstydzi? Nic z tego, a przynajmniej nie w taki sposób. Czasami umiała się z nim przekomarzać, więc i tym razem postanowiła się z nim podroczyć.
- Skoro masz zamiar tak stać jak kołek, to ja może jednak pójdę spać. - Odpowiedziała z uśmiechem, rozplatając warkocz i wygładzając palcami włosy. - To jak będzie?
Jeśli to nie był odpowiedni czas, to niech jej to otwarcie powie, przecież go za to nie pogryzie. To ona powinna się tu denerwować, a nie on, więc zrozumie. Usiadła sobie wygodnie na łóżku i sięgnęła do karku, gdzie była zawiązana tasiemka od sukienki. Jeśli ją rozwiąże, to będzie mogła bez problemów ściągnąć biały materiał przez głowę i zostać w bieliźnie. Okazało się jednak, że zrobił się supełek, więc przez chwilę mocowała się z nim, po czym westchnęła i dała za wygraną.
- Pomożesz mi? - Poprosiła. - Nie mogę tego rozplątać, kiedy nie widzę co robię.
W tym momencie mówiła całkiem poważnie i nie była to żadna podpucha do tego, żeby skłonić Inuzukę do odejścia od drzwi. I tak, i tak musiała się pozbyć sukienki, bo przecież nie będzie w niej spać. Meh, głupia tasiemka.
Avatar użytkownika

Reika
Martwa postać
 
Posty: 2051
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 19:21
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie, torba na uzbrojenie przy pasie i dwie katany na plecach
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
Multikonta: Brak

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Yoichi » 14 mar 2017, o 23:06

Spędzili ze sobą już trochę czasu. Pół roku wspólnych przygód. Przez ten czas nauczyli się czegoś od siebie. Reika, na przykład, nauczyła się już odpowiadać na droczenie się Yoichiego, co właśnie prezentowała. Już nie tak łatwo było ją zawstydzić czy zakłopotać. To akurat plus, bo Inuzuka lubił wyzwania. Niebieskowłosa była z pewnością największym z nich, gdyż z żadną dziewczyną jeszcze nie spędził tyle czasu, nie poświęcił jej tyle uwagi, aby dotrzeć do tego punktu. I co najważniejsze - z żadną dziewczyną nie udało mu się utrzymać tych uczuć, które czuł na sam początek. Tak oto znalazł się w momencie, na który czekał od dawna, a jednak nie był szczęśliwy. Był wewnętrznie rozdarty. Z całych sił starał się nie pokazywać tego po sobie do ostatniej chwili. Wychodziło mu to całkiem-całkiem, chociaż Reika zapewne i tak podejrzewała, że coś jest nie tak. Chociaż... skąd mogła wiedzieć jak Yoichi zachowuje się w takich sytuacjach? Mogła uznać to za naturalne.
- Myślisz, że pozwolę Ci dzisiaj spać? - zapytał jakby drwiąc sobie z niej. Nie ruszył się jednak od drzwi, a dalej czekał i obserwował ją. W końcu ujrzał jak ta zmaga się z tasiemką od sukienki. Ruszył natychmiast uratować swoją damę z opresji, uwolnić ją od tego ciążącego problemu. Podszedł, położył jej rękę na ramieniu i przewrócił ją na łóżko, prawą złapał ją za udo - dosyć mocno, ale nie na tyle, by bolało. Jeszcze chwilę dał się pokierować prawdziwymi uczuciami i tym, co chciał zrobić. Zbliżył swoje usta do jej, lecz po chwili przystawił je do ucha. - Nie pozwolę Ci dołączyć do grona kobiet, które kochałem fizycznie i zostawiłem. Będziesz jedyną, którą kochałem sercem, nie ciałem, a jednak musiałem zostawić. - wyszeptał jej do ucha i zastygł na dłuższą chwilę w bezruchu. Czuł się tragicznie. Może nawet gorzej niż świeżo po wydarzeniach z Tengokumine. Puścił ją i odsunął się, by wstać z łóżka i z krzywym uśmiechem na twarzy odwrócić wzrok. Skarcił się za to w myślach, więc wrócił natychmiast to patrzenia jej w oczy. Nastał moment, który przeklinał już od miesiąca. Tak musiało być.
- Kocham Cię. Jesteś pierwszą, którą szczerze kocham. Pierwszą i mam nadzieję ostatnią. Dlatego, że Cię kocham, musimy się rozstać. To koniec. - mówił powoli i starał się zachować spokój, chociaż słychać było, iż te słowa nie przechodzą mu łatwo przez gardło. Każde kosztowało go sporo wysiłku oraz wewnętrznego bólu. Ciężko westchnął, przetarł twarz i zdarł z oka opaskę. Chwilę tak stał z zamkniętymi oczyma, jakby nie wiedział co zrobić dalej. W końcu powolnym krokiem ruszył po pokoju. - To pierwszy raz kiedy wiem, że jestem prawdziwie zakochany. To był też pierwszy raz, kiedy byłem z kimś innym niż moje Ninkeny na wyprawie. Kiedy wykonywałem zadanie, które musiałem wykonać. Przez te pół roku moje myślenie mocno się zmieniło. Szczególnie przez ostatnie trzy miesiące. Dzięki Tobie i Hanzo zmężniałem. Wiem co chcę zrobić i wiem co muszę poświęcić. Wiem też po co żyję. Od zawsze kobiety były dla mnie równie ważne co życiowe cele. Wreszcie poukładałem sobie wszystko w głowie. - podczas mówienia nie patrzył na Reikę, chodził w tę i z powrotem po pokoju z cierpką miną i jedynie spoglądał na niebieskowłosą co chwilę. Musiał wszystko wyjaśnić. Nie mógł tak po prostu zostawić jej ze złamanym sercem. - W moim życiu jest wiele okropnych celów. Zabić ojca i wymordować porywaczy Ninkenów. To jedynie dwa z nich. Ciągle pojawiają się kolejne. Dążę do tego, by uczynić świat chociaż trochę lepszym miejscem, likwidując tych, którzy przynoszą więcej zła niż dobra. Pamiętasz naszą pierwszą rozmowę? Uznaliśmy zgodnie, że zabijanie jest złe w każdym wypadku i nie ma usprawiedliwienia dla morderstwa. Zło niekiedy konieczne. Cała nasza wyprawa była bezmyślnym mordowaniem. Może kultyści byli kontrolowani przez Yamanakę? Może wyprano im mózg? Zmuszono ich do tego? Nieistotne. Są martwi. Nie chcę, by moja ukochana obserwowała takie okropieństwa. Nawet jeżeli jest shinobi. Nie chcę jej zmuszać do istnej rzezi. Nie chcę, by patrzyła jak jej ukochany z lubością rozszarpuje swoje ofiary, a później uważa siebie za potwora. Nie chcę dla Ciebie niczego złego. Nie chcę, byś cierpiała. - przerwał sobie na chwilę i znów ciężko westchnął. Zrobił to, aby się uspokoić, gdyż przy końcu wypowiedzi ponosiły go emocje, zaczynał mówić szybciej i głośniej. - Przy mnie zawsze będziesz cierpieć jeżeli będę sobą. Zawsze będę ruszał bez zastanowienia w najgorsze wydarzenia - tak jak z Tengokumine. Moje życie będzie stało pod znakiem zapytania, tak samo Twoje. Nawet jak nie będziesz mi towarzyszyć, to nie wiadomo czy wróciłbym. Rzucam się w wir wydarzeń, które mnie przerastają. Tak samo było podczas Pustynnego Pogromu. Nie chcę Cię martwić, nie chcę byś cierpiała. Nie mogę wyzbyć się swoich celów życiowych, ani swojego sensu życia. Nie mogę zmienić swojego charakteru, bo wtedy nie byłbym sobą. Nie byłbym ani podążającym za celami, ani osobą którą kochasz. Zresztą nie potrafię się zmienić. Zawsze reagowałem zbyt emocjonalnie. Zawsze byłem nierozsądny. Mogę jednak porzucić coś, co jest dla mnie równie ważne. Muszę poświęcić miłość. Doskonale rozumiem, że jesteś świadoma wszystkiego, że to nie ja decyduję za Ciebie, że również jesteś silna i potrafisz sobie poradzić. Jednak ja zawsze ruszę na zagrożenie, które jest ponad moje siły. Nie będę mógł się zatrzymać. A Ty wtedy ruszysz za mną i zginiemy oboje. Albo zwyczajnie stracisz mnie lub ja Ciebie. Wszystko przez moją głupotę. Nie możesz umrzeć. Nic nie da się zrobić. Wizja wspólnej walki przeciwko złu świata jest naprawdę wspaniała, lecz zbyt niebezpieczna. Lepiej żeby cierpiała jedna osoba, niż dwie równie mocno, a nawet mocniej. Zwyczajnie muszę się poświęcić. Zdecydowałem. Po to żyję. - w końcu zamilkł po swoim długim monologu. Stał przy samym łóżku, wpatrzony w błękitne oczy Reiki. Czekał na cokolwiek mogło się wydarzyć. Przyjmie wszystko. Zwyzywa go, uderzy, każe się wynosić. Cokolwiek. Wiedział, że musiał jej właśnie złamać serce. On również miał złamane, jednak od miesiąca. I każda radosna chwila z nią bolała go po trzykroć mocniej. Teraz rozszarpał ranę. Czuł się okropnie. Chciał już wyjść, chciał uciec, jednak musiał tutaj stać i wysłuchać wszystkiego, co powie Reika. Tak powinien zachować się mężczyzna. Więc stał i milczał, chociaż chciał biec i krzyczeć z całych sił.
Yoichi
 

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Reika » 15 mar 2017, o 01:22

Uśmiechnęła się zadziornie, gdy usłyszała jego drwiące pytanie. Tak właśnie myślała i ten pojedynek na zaczepki zdecydowanie wygrała. Inuzuka nadal ją obserwował, zaś Reika zaczęła mocować się z tasiemką, z której zrobił się ostatecznie supeł. Kiedy z rezygnacją poprosiła o pomoc, Yoichi podszedł wreszcie. Nim się obejrzała, już leżała na łóżku, czując mocny uścisk na ramieniu i na udzie. Spojrzała z uczuciem na pochylającego się nad nią Inuzukę, który zaczął sięgać wargami do jej ust, jednak ostatecznie zatrzymał się przy jej uchu. Kiedy usłyszała pierwsze słowa, dosłownie ją zmroziło. ''...musiałem zostawić''? Że co?! Usiadła, gdy Yoichi puścił ją i odsunął się od łóżka. Patrzyła na niego oczami pełnymi niedowierzania, nie mogąc tego pojąć. Przecież właśnie powiedział, że ją kocha, więc dlaczego? Ponownie powtórzył te słowa, jednocześnie oświadczając, że muszą się rozstać i że to koniec. Reika momentalnie poczuła, jak serce rozpada jej się na milion strzępów, a przynajmniej tak myślała, czując potworny ból w klatce piersiowej. Opuściła wzrok na swoje dłonie, które bezwładnie spoczywały teraz na jej kolanach, jakby zapomniały, jak się zaciska palce w pięści. Słuchała. Cały czas słuchała tego, co Yoichi ma do powiedzenia, a po policzkach zaczęły jej spływać łzy, ostatecznie kapiąc na sukienkę. Nie mogła w to uwierzyć. To przecież musi być jakiś chory sen, z którego niedługo obudzi się z krzykiem. Jednak ból, który obecnie czuła, był aż nazbyt realny. Nie patrzyła na Inuzukę. Nie była w stanie teraz spojrzeć na niego, bo czuła że jeśli to zrobi, to rzuci mu się do stóp i będzie błagać, żeby jej tego nie robił. Pierwszy raz naprawdę szczerze kogoś pokochała, a teraz musi pozwolić mu odejść. Musi. Innego wyjścia nie było, ponieważ słysząc jego słowa już wiedziała, że podjął decyzję. Sam. Nie pytając jej o zdanie...
- Nie, Yoichi. - Odpowiedziała łamiącym się głosem. - Nie zmężniałeś. Nadal nie dorosłeś i nie dojrzałeś do tego, żeby zrozumieć pewne rzeczy. Miłość to kompromis. Decyzje podejmowane wspólnie razem. Ty zaś sam zdecydowałeś, nie licząc się kompletnie z moim zdaniem. Miłość to poświęcenie się dla tej drugiej osoby, zrobienie wszystkiego co w Twojej mocy, żeby była szczęśliwa, stawianie jej na pierwszym miejscu, nawet przed samym sobą. Ty jednak zamiast poświęcić siebie, chcesz poświęcić miłość...
Westchnęła, żeby się na tyle uspokoić, żeby móc dalej mówić. Tak, to nie był koniec. Postanowiła spróbować uratować ten związek i wyjaśnić Yoichiemu swój punkt widzenia. Rozumiała jego intencje, jednak stwierdziła, że sam sobie to tak bardzo utrudnił, że zrobił z siebie kompletnego męczennika. Czy będzie umiała mu wyjaśnić tak, żeby zrozumiał?
- Byłam gotowa odejść z rodzinnego domu i przenieść się do Yusetsu, dla Ciebie. Chciałam być już zawsze przy Tobie, nawet w trudnych chwilach, jakie daje praca shinobi, albo zwyczajnie czekać na Twój powrót, gdybyś ruszył beze mnie. Chciałam, żebyś miał naprawdę bliską sercu osobę, do której mógłbyś zawsze wrócić, z myślą o której byś walczył, starając się ze wszystkich sił przeżyć. Chciałam Cię nauczyć, jak radzić sobie z ranami, nie będąc medykiem, żeby choć trochę zwiększyć Twe szanse, gdybyś nie chciał mnie ze sobą wziąć. To jest właśnie miłość, Yoichi. Wiem o Twoich celach. Pamiętam o nich i nie mam o to do Ciebie pretensji, wręcz przeciwnie. Rozumiem Cię doskonale, bo sama też wymierzałam sprawiedliwość z czystej zemsty. Chciałam Cię wspierać i pomagać jak tylko bym zdołała i na ile byś mi pozwolił. Ale Ty wolałeś odrzucić to wszystko. Tylu różnych shinobi walczy w obronie swoich prowincji, mając swoje rodziny i nie mają z tym żadnego problemu, zaś Ty nie potrafisz tego pogodzić. Powiem Ci coś. Te rodziny są dla tych shinobi niesamowitą siłą i motywacją do tego, żeby wykonać zadanie i szczęśliwie wrócić. Owszem, niektórym się nie udaje, jednak to nie powód, żeby wszystko od razu przekreślać. Jesteś bardzo silny, mi też niewiele brakuje, a przecież cały czas się wzmacniamy. Razem dalibyśmy radę stanąć do walki, mając przy tym większe szanse przetrwania. Powiedz mi, czym się różnię od Akiry i Ayu? Oboje są dla Ciebie równie ważni, a mimo to nie masz problemów z tym, żeby ich narażać. Pozwalasz im walczyć u swego boku, mimo że odnoszą rany, cierpią, mogą zginąć. Owszem, są z Tobą związane i doskonale Cię znają, ale przecież nas też powiązało silne uczucie i zdążyliśmy się dobrze poznać. Akceptuję Cię takim, jakim jesteś i nie mam z tym problemów, a Ty chcesz mnie odtrącić. Teraz, kiedy chcesz mnie zostawić samą, jaką masz gwarancję, że nie zginę na kolejnej misji? Chcesz mnie chronić, a tak naprawdę wystawiasz na jeszcze większe niebezpieczeństwo...
Łzy nie przestawały płynąć i nawet nie starała się ich powstrzymać, bo nie miało to sensu. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Spodziewała się trudnej rozmowy na temat ich wspólnej przyszłości, ale nie miała pojęcia, że to będzie się równało z rozstaniem. Pasowali do siebie. Oboje byli shinobi i mogli się nawzajem wspierać, do tego z jej medycznymi umiejętnościami miał większe szanse na przeżycie, niż normalnie. Ale i to postanowił odrzucić.
- Będę cierpieć, jeśli teraz mnie opuścisz. - Oznajmiła dobitnie. - Równie mocno, jak wtedy, gdybyś zginął, bo w tym momencie pozbawiasz mnie tych wszystkich szczęśliwych chwil, które mogłyby być przed nami. Martwienie się o ukochaną osobę jest czymś zupełnie naturalnym, zresztą traktujesz mnie w tym momencie, jakbym była delikatnym szkiełkiem, które w jednej chwili może się rozbić. Przeżyłam już tyle bitew, widziałam tyle śmierci, a nadal byłam w stanie otworzyć przed Tobą swoje serce. Fakt, miewam koszmary, ale są to moje osobiste wyrzuty sumienia i błędy, które w przeszłości popełniłam. Muszę z tym żyć. Sprawa Tengokumine jest dla mnie zamknięta. Zrobiliśmy to, co było konieczne, nie ważne w jaki sposób. Tak było trzeba i nie ma sensu do tego wracać. Uratowaliśmy wiele istnień i to jest dla mnie najważniejsze. Jestem gotowa dalej walczyć u Twego boku, albo chociaż wspomagać Cię w inny sposób. Teraz, kiedy zdobyłam idealną technikę klonowania, nawet nie będę musiała się narażać, jeśli nie będziesz chciał. Możesz zabrać ze sobą mojego klona, który posłuży wam do leczenia, gdybyście odnieśli jakieś obrażenia. Na wszystko jest rozwiązanie, tylko trzeba wspólnie usiąść i porozmawiać. Na tym właśnie polega miłość, Yoichi...Proszę, nie przekreślaj nas. Przemyśl to jeszcze raz po tym, co Ci teraz powiedziałam...
Więcej już nie mogła zrobić. Powiedziała mu już chyba wszystko, żeby tylko zmienić jego punkt widzenia i pokazać, że jest na to rozwiązanie. Czy wyglądała na cierpiącą, kiedy zarzynał kultystów? Nie, bo sama też to robiła! Ubzdurał sobie, że sprawia jej cierpienie tym, kim jest, a tak naprawdę to nie była prawda. Nadal szczerze go kochała i nie da za wygraną, póki jest jeszcze nadzieja. Oby tylko zdołał to zrozumieć. Wyglądał na takiego, który podjął już ostateczną decyzję, ale może nie wziął pod uwagę czegoś, co teraz od niej usłyszał. Miała taką nadzieję, bo inaczej życie straci dla niej sens...
Avatar użytkownika

Reika
Martwa postać
 
Posty: 2051
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 19:21
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie, torba na uzbrojenie przy pasie i dwie katany na plecach
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
Multikonta: Brak

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Yoichi » 15 mar 2017, o 07:13

Sytuacja wcale nie robiła się łatwiejsza. Z każdą chwilą zapewne oboje czuli się gorzej. Słuchał co ma do powiedzenia Reika, nie przerywał jej. Stał nieruchomo i patrzył na nią w taki sposób, jakby już ją stracił. Od zawsze był uparty, a teraz miał jeszcze za sobą cały miesiąc utwierdzenia się we własnej decyzji i przekonaniach. Słowa, które wypowiadała niebieskowłosa były często jego własnymi słowami, lecz wypowiadanymi w myślach. Rozmawiał sam ze sobą setki razy na ten temat i za każdym razem dochodził do jednego wniosku. Tego najsmutniejszego. Nie mógł jej dać słowa, że przeżyje chociażby dzień. Że w akurat ten dzień z pewnością nic mu się nie stanie, ani nie wpakuje się w nic większego. Zawsze brał udział w czymś, co nie było dla niego przeznaczone. Odwaga? Głupota? Szaleństwo? Może wszystko? Z pewnością była w to zamieszana empatia. Kiedy był chociaż najmniejszy cień szansy, on próbował. Tengokumine też było czymś, co znajdowało się poza ich zasięgiem. Czyste samobójstwo. Z problemem Festiwalu Śmierci nie radziła sobie cała prowincja sensorów, a dwójka niespecjalnie silnych ninja z obcych rodów postanowiła się w to wplątać. Gdyby nie Hanzo, to byliby martwi. Brak rozsądku sprowadziłby na nich śmierć. To Yoichi pierwszy zadeklarował się, że coś w tej sprawie podziała. Tym "czymś" było oczywiście unicestwienie tego chorego obrzędu. Zakładał od razu powodzenie. Jego bezmyślność mogła ich zabić. A Pustynny Pogrom? Też rzucił się do obrony mieszkańców, do walki z Oni no Mori, a był wtedy początkującym ninja. Wtedy też został uratowany. Świat trzymał go przy życiu, ale nie wiadomo było kiedy opuści go to szczęście. Mogło w każdej chwili.
- Masz rację. Nadal jestem gówniarzem, któremu wydaje się, że ma rację. I nie rozumiem miłości. Jakbym miał ją rozumieć? To pierwszy raz kiedy ją czuję. Jeżeli postawiłbym miłość na pierwszym miejscu, to musiałbym porzucić cele, sens życia i siebie. Miłość się wyklucza. - zaczął i przymknął na chwile oczy. Musiał poukładać w głowie słowa, by jasno się wyrazić. Zaciskał i rozluźniał pięści, aż w końcu zaczął kontynuować wypowiedź. W tym momencie ruszył ponownie w tę i z powrotem po pokoju. Nie mógł ustać w miejscu. - Wiem, że chciałaś się wyprowadzić. Też chciałem. Wiem, że chciałaś być przy mnie, lecz nie mogę Cię narażać. Wiem, że mogłabyś czekać, lecz wtedy czekałabyś na mnie całe życie, a mógłbym nie wrócić. Akira wciąż i wciąż powtarza mi, że jestem lekkomyślny. Ma rację. Bardziej lekkomyślni są jednak właśnie Ci, którzy mimo ukochanych wciąż się narażają. To najczystsza głupota. Nienawidzę siebie za to, co robię własnej matce. I miałbym to samo robić Tobie? Wystarczająco osób cierpi. I masz rację, ponownie - razem mamy większe szanse na przetrwanie, a raczej ja mam większe szanse. Gdyby nie ja, to możliwe, że nie trafiłabyś na Festiwal Śmierci. Bardzo możliwe. Ja to zacząłem. Chociaż, prawdę mówiąc, nie wiem czy rzeczywiście nasze szanse są większe. Stoczyliśmy dwie większe walki ramię w ramię i w każdej zraniliśmy siebie nawzajem. Jestem przyzwyczajony do idealnej współpracy z Ninkenami. Więź z nimi jest zupełnie inna niż jakakolwiek na tym świecie. Nie traktuję Akiry i Ayu jako osobne istoty, a jako część siebie. Nie ma mnie bez nich i nie ma ich beze mnie. To coś, co potrafi pojąć jedynie Inuzuka. Nie narażam ich - narażam siebie. I nie mam żadnej gwarancji, że nie umrzesz na kolejnej misji, ale mam pewność, że będziesz w swoim życiu bezpieczniejsza beze mnie, niż ze mną. - zatrzymał się przy ścianie i znów dawał sobie chwilę na ochłonięcie. Myśli prowadziły gonitwę w jego głowie. Niby wiedział doskonale co chce, rozumiał sam siebie, ale jak zrobić, by Reika również go zrozumiała? Mówiła, że rozumie, lecz była w błędzie. Gdyby rozumiała, to wiedziałaby, że te argumenty są jedynie optymizmem, a nie racjonalnym spojrzeniem na sprawę. Yoichiemu zajęło to trzy miesiące, a wcześniej całe swoje życie wydawało mu się inaczej. Wiedział, że łamie jej serce, ale tak musiało być. Jak bardzo byłoby złamane, gdyby zginął? Jak bardzo byłoby złamane, gdyby to ona zginęła przy jego boku? Zagrożenie było wpisane w fach shinobiego, ale bycie ninja ograniczało się do wykonywania zleconych zadań. Rudowłosy zaś miał gdzieś zadania, które nie były nakierowane na pomoc innym, na zwalczanie zła. On chciał, jak w tych oklepanych historyjkach, być bohaterem - obrońcą dobra. Niemożliwym jednak było zostanie takim czystym rycerzem. Musiał złem wojować z większym złem. I tak, zamierzał być męczennikiem, chociaż zawsze uważał to za godne pożałowania. Po Tengokumine zrozumiał, że mimo patetyczności, poświęcenie siebie w dobrej sprawie jest rozsądne. Mieszanie w okrutne sprawy innych osób byłoby czymś roztropnym, o ile ból byłby rozdzielany, a nie mnożony. Niestety był zwielokrotniany. Yoichi dążył do tego, by być mścicielem świata, chociaż tytuł brzmiał żałośnie i śmiesznie. Chciał wymierzać sprawiedliwość, nawet własnym kosztem. Być nadzieją, że zawsze znajdzie się ktoś zdolny oddać się sprawie w całości - bez ograniczeń. Takim ograniczeniem niestety była miłość.
- I ja cierpię! - podniósł głos i uderzył pięścią w ścianę. Szybko jednak rozluźnił dłoń, gdyż nie mógł się teraz unosić emocjami. Nie mógł pozwolić im wziąć górę nad rozumem, bo wtedy od razu złamałby się. On nie chciał się rozstawać z Reiką, ale tak być musiało. Wziął kilka głębokich wdechów, aby rozjaśnić umysł. Było nieco lepiej. - I ja cierpię. I może tak samo, jak gdybyś zginęła. Rozstając się, zabijam nas razem, ale Ty możesz żyć beze mnie. Czas leczy każde rany. Tak, traktuję Cię jak delikatne szkiełko. Traktuję tak każdą kobietę, a tym bardziej taką, którą kocham. Sprawa Tengokumine jest w tym momencie nieco podobna do tego, co właśnie robię. To okropne, że przekreślam nas. Tak jak okropnym były morderstwa, ale tak trzeba - sama to powiedziałaś. Uratowaliśmy wiele istnień, a ja teraz chcę uratować Ciebie. Przy mnie zginiesz. Nie jestem w stanie zapewnić Ci bezpieczeństwa, gdyż nie jestem w stanie nawet sobie go zapewnić. Wszystko przemyślałem już setki razy. W myślach stworzyłem dziesiątki scenariuszy, sprawdziłem niezliczoną ilość opcji i zawsze wniosek był ten sam. Nie mogę pozwolić sobie, by jak zwykle rzeczywistość została mi przesłoniona przez optymizm i lekkomyślność. Twoje argumenty to gdybanie, nic pewnego. Moja decyzja, to wynik wielu dni. I tak, też nie jestem pewien swojej racji, ale jestem przekonany, iż jest ona bardziej realna. - skończył mówić wpatrzony prosto w jej oczy. Nie stał tak długo, niemalże natychmiast odwrócił się i złapał za Zetsumei, a później Shinku Ame, by umieścić je na plecach. - Sam podjąłem decyzję, bo wiedziałem, że nie byłbym w stanie dojść do suchej, racjonalnej myśli razem z Tobą. Zawsze mną targają emocję, a właśnie przeżywam najsilniejsze z uczuć, które odbiera mi rozum. Gdybym miał decydować razem z Tobą, to nigdy nie doszedłbym do tych wniosków, co teraz. I pożałowałbym tego w dniu własnej lub Twojej śmierci. Mógłbym postawić miłość na pierwszym miejscu, lecz byłbym wtedy okrutnym egoistą. Dbałbym o siebie i o swoich bliskich, a cały świat, który nie ma siły walczyć ze złem pozostałby zdany na siebie. Istnieje niewiele ludzi, którzy potrafią bezinteresownie oddać się pomocy innym. Ja nie potrafiłbym ryzykować własnym życiem dla obcych osób, jeżeli miałbym Ciebie. W jednym miejscu mylisz się. Poświęcam i siebie, i miłość, wybierając świat. W dniu śmierci zrozumiem czy była to właściwa decyzja, lecz teraz zdecydowałem. - mówił poprawiając ekwipunek, a później zwyczajnie stał spokojnie w miejscu i mówił. Ciężko mu było patrzeć na Reikę. Krzywdził ją i tracił. Przekręcił klucz od drzwi - był to znak, że rozmowa się kończy. Pozostało się pożegnać. Nie mógł się zmusić do tego. Patrzył na nią i cholernie nie chciał odchodzić. Zęby miał mocno zaciśnięte, podobnie pięści. Walczył sam ze sobą. Musiał zakończyć co zaczął.
- Kocham Cię i pewnie nie przestanę. Mam nadzieję jednak, że Ty dasz radę. Nie zapomnę żadnej naszej wspólnej chwili. Oby Twoje życie było szczęśliwe. Tak, szczęśliwsze niż ze mną. Wiedz, że w razie czego zawszę Ci pomogę. Arisu Yamanaka zgodziła się Ci pomóc, jeżeli będziesz tego potrzebować. Przepraszam za... - musiał zrobić sobie chwilę przerwy. Stanęło mu w gardle, a oczy miał pełne łez. - Przepraszam. - nie był w stanie wydusić już nic więcej z siebie. Odwrócił się, a następnie w pośpiechu opuścił pokój. W głowie mu huczało, a oczy były jak ślepe. Nie myślał już. Gdy tylko wyszedł z zajazdu, to pobiegł. Ruszył za węchem w stronę Ninkenów. Przedzierał się przez radosny tłum, w dużej mierze już nawet pijany. Jedni się śmiali, jedni sami coś pili, jedni się obściskiwali. A on między nimi biegł. W końcu znalazł Akirę i Ayu, którzy obserwowali tańce. Psy gdy tylko spojrzały na rudzielca, to zrozumiały co się wydarzyło. One wiedziały prawie tak długo, jak on sam co nastąpi. Akira warknął tylko niezadowolony, że nie mógł samemu się pożegnać. Zresztą i tak Reika nie zrozumiałaby go. Pognał przodem, a za nim Yoichi, by przez chwilę jeszcze Ayu patrzyła w stronę zajazdu. Żałowała, że jej znajomość z niebieskowłosą kończyła się w ten sposób, na takim tonie. W końcu pobiegła za resztą towarzyszy. Było już ciemno, a kierunek był jeden - Yusetsu.


Z/T
Yoichi
 

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Reika » 15 mar 2017, o 19:48

Słysząc słowa Yoichiego już wiedziała, że nie ma szans na uratowanie tego. Podjął decyzję i kurczowo trzymał się swoich racji, nie przyjmując innych do wiadomości. To zabolało Reikę jeszcze mocniej. Czuła się winna temu wszystkiemu, że nie była wystarczająco silna, aby wyjść cało z tej wyprawy, że została ciężko ranna. Że okazała słabość. Bolało ją tym bardziej, bo decyzja Inuzuki była podyktowana czystym egoizmem. Niby nie chciał, żeby ona cierpiała, ale nie przyjmował do wiadomości, że Reika wcale by nie cierpiała, tylko ze spokojem znosiła wszystko co konieczne. Cały czas powtarzał, że nie byłby sobą, że utraciłby siebie. Cały czas on, on i jeszcze raz on. Fakt, poświęcenie się dla ratowania innych ludzi było chwalebne, ale bez przesady. Każda prowincja miała swoich własnych shinobi, którzy mieli za zadanie strzec porządku i bezpieczeństwa swoich ziem i cywili. Obowiązkiem Yoichiego było strzec terenów Yusetsu, więc jaki do cholery świat miał na myśli?! Naprawdę miał zamiar pchać się wszędzie i zgrywać bohatera? Objęła się ramionami, roniąc kolejne łzy i nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy. Gdyby go nie znała, pomyślałaby że zwariował, ale on był cholernie poważny i do tego wierzył w to, co mówił. Problem w tym, że tak bardzo się mylił...
Kiedy chwycił za swoje kosy, Reika zaczęła rozpaczliwie szlochać, bezradna całkowicie w obecnej sytuacji. Nie miała już argumentów, które mogłyby obalić jego decyzję. Skoro nawet wykorzystanie klonów na niego nie podziałało, to nie było już nadziei. W pewnym momencie zaczęła się zastanawiać, czy on naprawdę ją kocha, czy po prostu nie potrafi jej powiedzieć prawdy prosto w oczy i zwyczajnie się ulatnia, kolejny raz. Kolejny raz jednak to powtórzył i widać, oraz słychać było, że targają nim emocje równie silne, co ją obecnie, więc musiała być to prawda. ''Kocham Cię i pewnie nie przestanę''. To jej dało cień nadziei. Może kiedy wypełni swoje plany, wywrze zemstę i spełni się jako shinobi, to wtedy zatęskni. Może wróci. Czy będzie potrafiła czekać nie wiadomo ile? Kochała go z całego serca i na dzień dzisiejszy była pewna, że jest w stanie poczekać kilka lat, ale jak długo? Czy doczeka się? Na te pytania nie było odpowiedzi.
Spojrzała na niego ostatni raz, oczami pełnymi łez smutku i bólu, jakby chciała go zapamiętać, po czym rzuciła się na łóżko, zanosząc rozpaczliwym płaczem, gdy tylko opuścił pokój. Płakała długo w noc, nie mogąc się uspokoić. Tak, w tym momencie czuła, że życie straciło dla niej sens i trudno było się dziwić. Utrata ukochanej osoby w ten sposób była naprawdę bolesna, a Reika czuła się tak, jakby straciła serce i przy okazji jeszcze część siebie. Nie dała rady zasnąć, nawet zmęczona płaczem, więc wyciągnęła kunai i przecięła cholerną tasiemkę sukienki, żeby móc ją wreszcie zdjąć. Wtedy jej wzrok padł na błękitny kryształ, który miała na szyi, a oczy ponownie zaszły jej łzami. Szlochała długo, przytulając do policzka jedyną pamiątkę, jaka jej po nim została. Nie zdjęła naszyjnika, chciała go dalej nosić, mieć nadzieję. Przebrała się w swój podróżny strój, spakowała plecak i przemyła twarz. Związała włosy w koński ogon, zarzuciła plecak na plecy, zaś pokrowiec ze zwojem na ramię, by ostatecznie opuścić pokój, który zamknęła za sobą na klucz. Na dole oddała go zaspanemu właścicielowi, zapłaciła za wynajem, po czym ruszyła w drogę. Miała gdzieś, że wędrowanie po nocy było niebezpieczne. W tym momencie było jej naprawdę wszystko jedno. Jeśli się pospieszy, to może nawet dogoni swój list i dotrze do domu, zanim ojciec zdąży na niego odpowiedzieć. Nie miała zamiaru dłużej tu zostawać, bo było to zbyt bolesne. Tak więc pod osłoną nocy opuściła miasteczko Utemi i skierowała się na główny szlak, prowadzący do Shigashi no Kibu.


[zt]
Avatar użytkownika

Reika
Martwa postać
 
Posty: 2051
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 19:21
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie, torba na uzbrojenie przy pasie i dwie katany na plecach
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
Multikonta: Brak

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Seinaru » 12 paź 2017, o 11:55

Misja rangi D
3/15

A więc ze wszystkich ogłoszeń na tablicy w Shiroi-iwa wygrało to, które najefektywniej zaspokajało potrzebę pomocy zwykłym ludziom Ayame. Najbardziej przewidywalne, najbardziej łopatologiczne (pun intended), tylko czy kobieta da radę sprostać wymogom ciężkiej pracy fizycznej, którą w większości wykonywali mężczyźni? Młodej członkini poważanego w osadzie klanu chyba nie wypadało babrać się w ziemi i nosić ciężkie worki z piaskiem? A może wprost przeciwnie? Może dopóki jest się młodym i jeszcze nieznanym powinno poznawać się czym jest ciężka praca fizyczna, aby później potrafić ją docenić? To chyba dobry sposób na wychowanie mądrego i sprawiedliwego człowieka.
Pośpiech młodej kunoichi był godny podziwu. Słusznie zresztą chciała dostać się jak najszybciej do miejsca pracy. Mijała już druga połowa dnia, a najwytrwalsi pracują tam pewnie już od samego świtu i co najmniej dziwnie byłoby stawić się na dwie ostatnie godziny i uznać swoją pracę za wystarczającą. Chociaż na pewno każdy, kto wyrazi chęć pomocy, będzie w Utemi mile widziany, chociażby jego wkład był naprawdę minimalny. Oczywiście zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i przewidywaniami Ayame, jej fantazje o pozostawieniu swojego strażnika głęboko w tyle nie ziściły się. Dorównywał jej kroku, choć w niczym nie przeszkadzał i trzymał się w dystansie, który nie pozwalał dziewczynie czuć się napastowaną. Dotarli w końcu do Utemi, po zaledwie kilkudziesięciu minutach pośpiechu. Wioska oświetlona przebijającymi zza chmur promieniami Słońca wyglądała malowniczo, jednak pod jej murami nie było spokojnie. Chociaż "mur" to w tej sytuacji dość duże wyolbrzymienie. Niewielka mieścina była otoczona czymś, co bardziej przypominało drewniany płot, aniżeli mur. Najbliższe otoczenie nie było zalesione. Przed wejściem do wioski znajdowało się jedynie kilka drzew, resztę stanowiła udeptana trawa i mniejsze krzaczki, porozrzucane dookoła bez żadnego planu ze strony matki natury. Z daleka było jednak widać, a Hyuuga mogła to zobaczyć już z baaaaardzo daleka, że przed głównym wejściem do wioski trwają zaawansowane prace ziemne. Przed Utemi kopano niezbyt głęboki rów melioracyjny, odprowadzający wodę wzdłuż murów wioski, aby nie zalewała ona miasta, gdy wędrowała od strony Shiroi-iwa. Widocznie spadek terenu, choć niewielki, skierowany był na niewielkie miasteczko. Można było zatrzymać się już tutaj, ponieważ cały widok był dość oczywisty. Dookoła rowu pracowali mężczyźni ze szpadlami, poszerzając go i pogłębiając, a obok pracujących chodził i przyglądał się lekko przygarbiony, niski i prawie łysy staruszek, który ewidentnie nie nadawał się już do takich prac. Wyglądał na kogoś, kto nadzoruje postępy prac, bo od czasu do czasu wskazywał palcem i wymieniał kilka uwag z poszczególnymi robotnikami.
Obrazek
Avatar użytkownika

Seinaru
 
Posty: 2415
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 28
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba z tyłu na biodrach
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Ayame » 12 paź 2017, o 12:49

Ruszając do Utemi, Ayame zaczęła się zastanawiać, czy pracujący tam ludzie, nie będą na początku do niej uprzedzeni. Praca była ciężka fizycznie i wielu mogło mieć zdanie na temat tego, że kobiecie nie wypada, zwłaszcza tej z klanu, rządzącego w prowincji. Nie brali pod uwagę faktu, że nawet kunoichi są silniejsze od zwykłego mężczyzny i potrafią sobie lepiej poradzić z takim zadaniem, niż oni, do tego uznając to za świetny trening wysiłkowy. Będzie musiała udowodnić im, że się nadaje, zanim postanowią ją odprawić. Wśród shinobi nie mogła się pochwalić zbyt imponującą siłą, dzięki której gołą pięścią mogła rozwalać głazy, jednak nadal była zdecydowanie silniejsza od zwykłego człowieka, któremu mogłaby złamać rękę przy próbie siłowania.
Biegnąc tak traktem, kunoichi aktywowała na chwilę Byakugana, żeby sprawdzić, czy uda jej się namierzyć swojego strażnika. Pilnował jej już od jakiegoś czasu, ale nadal nie miała pojęcia kto to jest. Skutecznie trzymał się poza jej zasięgiem, nie zdradzając swojej obecności. Tym razem też nie udało jej się go wyczuć, więc nieco zawiedziona, dezaktywowała białe oczy, nadal biegnąc w kierunku Utemi. Najwyraźniej jego zadaniem była tylko ochrona jej osoby, a nie umilanie jej czasu podczas podróży. Westchnęła i przyspieszyła bieg, skacząc z gałęzi na gałąź.
W końcu Ayame dotarła do miasteczka i od razu mogła zauważyć spore poruszenie przy rowie melioracyjnym, który był skutecznie poszerzany i pogłębiany przez sporą grupę mężczyzn ze szpadlami w dłoniach. Dobrze, że wzięli się za to już teraz, bo późniejszą jesienią dużo padało i ulice Utemi często zamieniały się w błotniste bajora. Dodatkowo po zimie, wiosenne roztopy też nie będą już zagrażać mieszkańcom tego uroczego miasteczka. Krótko mówiąc, solidna robota, która posłuży na długi czas.
Tak więc kunoichi podeszła bliżej, uważnie przyglądając się pracującym i szybko wyłapała osobę, która się wyróżniała. Wątły staruszek był tu jak najbardziej nie na miejscu, więc zapewne nadzorował prace. Po krótkiej obserwacji jego osoby, Ayame upewniła się, że miała rację, więc podeszła do niego pewnym krokiem i zaczekała, aż skończy instruować kopaczy.
- Dzień dobry. - Przywitała się z tradycyjnym ukłonem. - Przyszłam zgłosić się do pomocy przy zabezpieczaniu miasteczka.
Ayame
 

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Seinaru » 12 paź 2017, o 20:52

Misja rangi D
5/15

Kunoichi dotarła na miejsce prac i bez zbędnych rozmyślań przystąpiła do działania. Tradycyjny ukłon na powitanie okazał się być strzałem w dziesiątkę. Staruszek patrzył nieco sceptycznie, gdy Ayame zbliżała się do niego, jednak wysoka kultura Hyuugi zmieniła jego wyraz twarzy na bardziej przyjazny. Większość starszych ludzi jest bardzo przywiązana do tradycji, zwłaszcza tych, która wiąże się z okazywaniem im szacunku. A może zauważył z bliska jasne oczy i zrozumiał, że jego pochopny osąd wydany z daleka jest błędny? Odkłonił się, lecz nie tak głęboko jak kunoichi. Widocznie plecy i zdrowie już na to nie pozwalały. Następnie odpowiedział wciąż jeszcze silnym głosem, jak na jego wiek i suchą posturę.
- Och, witamy, witamy... Nazywam się Miyamoto. - Przyjrzał się dokładnie, lecz nie komentował już ani płci Ayame, ani jej klanowego znaku rozpoznawczego.
- Oczywiście, każda pomoc jest mile widziana i przyjmujemy do pracy każde pomocne dłonie. - Rozejrzał się dookoła i po chwili od razu przeszedł do konkretów.
- Panienka może wybrać. Tutaj jak widać toczą się prace ziemne. Poszerzamy, kopiemy i oczyszczamy rów melioracyjny, aby był drożny i odprowadzał wodę bez żadnych kłopotów. To ważne, aby przynajmniej część wody deszczowej skierować obok wioski. Może panienka chwycić za łopatę i pomóc mężczyznom, albo skierować się do wioski. - Wskazał palcem bramę w drewnianym płocie, który pełnił tutaj główną fortyfikację obronną. Nieopodal leżały zapasowe szpadle i łopaty, więc bez żadnych ogródek można było wystartować już teraz.
- Wewnątrz wioski umacniamy natomiast wejścia do domów i piwnic workami z piaskiem, aby nie zalało naszych domostw. To co roku przysparza nam mnóstwo problemów... Gdy panienka wejdzie do miasteczka, na pewno nie będzie miała trudności ze znalezieniem sobie miejsca do pracy, zapewniam... - Uśmiechnął się już teraz całkiem swobodnie. Czekał po prostu na to, co zadecyduje dziewczyna. Każda opcja była dobra i każdy obowiązek tak samo ważny i potrzebny.
Obrazek
Avatar użytkownika

Seinaru
 
Posty: 2415
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 28
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba z tyłu na biodrach
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Ayame » 16 paź 2017, o 19:43

Ayame odetchnęła w duchu z ulgą, gdy staruszek po przywitaniu się, nie rzucił w jej kierunku komentarzem, który mógł poddać w wątpliwość jej siłę i wytrzymałość, tylko od razu przeszedł do konkretów. Najwyraźniej już nie raz miał do czynienia z białymi oczami i mógł mniej więcej orientować się w fakcie, na co stać klan Hyūga. To zdecydowanie ułatwiło kunoichi życie.
- Miło Pana poznać, Panie Miyamoto. - Odpowiedziała. - Jestem Ayame.
Kiedy usłyszała, że każda para rąk przyda się do pomocy i że może sobie wybrać, co chciałaby robić, Ayame przez chwilę przyglądała się kopiącym rów, żeby następnie skierować wzrok w stronę wioski. I tu, i tu przydałaby się pomoc, więc dlaczego nie można by było upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu? Do wieczora było jeszcze kilka godzin, więc miała sporo czasu, żeby zająć się wszystkim po trochu. Sprawności fizycznej jej nie brakowało, więc była w stanie zrobić trochę więcej niż normalny człowiek i do tego w krótszym czasie.
- Pomogę trochę przy rowie, a potem udam się do wioski. - Zaproponowała z uśmiechem. - Taka ciężka praca będzie dla mnie idealnym treningiem.
Po tych słowach podeszła do ogrodzenia i chwyciła łopatę, nie przejmując się kompletnie ewentualnymi spojrzeniami ze strony innych kopiących. Ostrożnie zeszła do rowu, korzystając z odrobiny chakry w stopach, dla lepszej przyczepności, po czym zabrała się sprawnie do pracy. Przez chwilę poobserwowała, żeby wiedzieć jak kopać, bo w sumie to nigdy czegoś takiego nie robiła, by ostatecznie zabrać się do pogłębiania rowu, machając szuflą zdecydowanie szybciej i sprawniej od innych. Nie ma co, ciekawy widok. Szlachcianka z wyższych sfer, macha łopatą i babra się w ziemi. Wielu miałoby z tego ciekawy temat do plotek, lecz Ayame nie obchodziło co wypada, a co nie. Shinobi mieli obowiązek pomagać swoim i to właśnie robiła. Nie ważne, jak bardzo ciężka, najważniejsza była satysfakcja z tego, że człowiek przyczynił się do czegoś dobrego, a w tym wypadku do zapobiegnięcia zalaniu wioski. To był szczytny cel.
Ayame
 

Re: Miasteczko Utemi

Postprzez Seinaru » 17 paź 2017, o 10:20

Misja rangi D
7/15

Etos pracy dopadł młodą kunoichi w najbardziej odpowiednim momencie. Chwyciła za łopatę, wydawałoby się bez respektu dla swojej pozycji i pochodzenia. Gdyby oprócz ochroniarza Głowa Rodziny przydzieliła do Ayame jeszcze jakąś przyzwoitkę, na pewno by teraz zainterweniowała. No bo jak to? Hyuuga z Osady kopie rowy razem z pospolitymi robotnikami? Nie każdy z nich był zdrowym blondynem. Często przez krajobraz przewijały się cherlawe sylwetki kopaczy, z czerwonymi nosami od porannej, południowej i popołudniowej sake, która umilała im każdy dzień. Taka praca to łatwy zarobek, chociaż nikt tutaj nie ociągał się zbytnio, nie odstawał od normy tego, co zazwyczaj widuje się podczas takich robót. Wszyscy pracują, ale oprócz tego rozmawiają, palą, na zmianę odpoczywają i tak dalej...
Jeśli chodzi o samą Ayame, to jej praca szła sprawnie i bez większych problemów. Nikt specjalnie nie próbował się z nią bratać. Zapewne była tutaj tak duża rotacja ludzi, że nikt nie poświęcał uwagi pracownikom, których widział na oczy pierwszy raz. Po jakiejś godzinie kopania z nieba zaczął padać deszcz. Nikt jednak nie przerwał pracy, jakby w ogóle im to nie przeszkadzało. Nie była to jeszcze ulewa, na którą się przygotowywali, jednak ubrania nasiąkały całkiem szybko, a ziemia stawała się coraz bardziej błotnista i ciężka. Wtedy podszedł do niej pan Miyamoto z parasolem.
- Może panienka zrobi sobie przerwę? Tamci niech pracują, ja zapraszam do siebie na herbatę dopóki ten deszcz nie ustanie. - Wyciągnął rękę, aby pomóc wyjść z rowu. Inni mężczyźni pracujący szpadlami nie ustawali jednak w wysiłkach, jednak chcąc nie chcąc, kunoichi była wszędzie na specjalnych prawach. Ma jednak wybór, jak zawsze.
Obrazek
Avatar użytkownika

Seinaru
 
Posty: 2415
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 28
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba z tyłu na biodrach
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kyuzo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość