Szlak transportowy

Druga co do wielkości prowincja Karmazynowych Szczytów od wieków znajduje się pod opieką słynnego Rodu Hyūga, który bardzo dokładnie dba o rozwój wewnątrz swego kraju, a także o bezpieczeństwo granic - zważając na sąsiedztwo z niezbadaną powierzchnią lądową (znaną pod nazwą Głębokich Odnóg) na południowym zachodzie. Podobnie jak w pozostałych prowincjach Karmazynowych Szczytów, dominuje tutaj krajobraz górzysty i roślinność wysokogórska, lecz Kyuzo może pochwalić się bogatszą fauną - wiele zwierząt chętnie poszukuje kryjówek w głębokich jaskiniach prowincji, chroniąc się przed dość kapryśną pogodą.

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 16 kwi 2019, o 12:37

- Zrozumienie nie jest równe zrozumieniu. - Nie pouczał jej, przecież wiedziała. Można było posiadać jakąś wiedzę i ją pojmować, ale to wcale nie oznaczało, że rozumie się ją całym sobą. Tak, jak on zrozumiał to pojęcie w tej chwili. Czemu tu i teraz? Czemu nie na ślubie lub gdy dzielili wspólne oddechy? Kiedy bawił się w pana życia i śmierci, udając Boga, kata, sędziego? Nie zadał sobie tego pytania. Przyczyna nie była istotna - istotny był skutek. Ku jego zdziwieniu zrozumienie to nie przyszło w czystych słowach. Było emocją. Mocną, ale nie odurzającą. Zdecydowaną, ale nie wstrząsającą. Jasną, lecz nie oślepiającą. Nie atakowała - chciała dać się zrozumieć. Najwyraźniej musiał nadejść ten odpowiedni czas. Moment, w którym szary dym zanikał i jedynym, co się widziało, przestawała być dłoń, która pomagała ci się stąd wydostać. - Tak, trochę to trwało. Nigdy się szczególnie nie śpieszyłem. - Shikarui miał czas na wszystko. Jego dni nie były pędem, jego codzienność nie była jasno spalającym się ogniem. Potrafił bezbłędnie dostosować się do czyjegoś zegara, ale ten jego tykał poza czasem aktualnym. Jakby sam tak dobrze skrył się wśród chmur i mgieł jałowych pustkowi, że ludzkie oznaczenia przestały mieć dla niego znaczenie. Zakonserwowało się jego ciało, zakonserwował się i umysł. Przystosowany i gotowy do największych wojaży, największych niebezpieczeństw, które świat chciał ciągle ku nim spychać. Zarówno wtedy, gdy przystawali, jak i wtedy, gdy biegli. Asaka też nie była już nastolatką, która musiała skakać wokół własnej osi i tej wszystkich dookoła. Minęły burze hormonów, chociaż charakter pozostał. Na szczęście nie wiązał się on z dzikim pędem.
- Nie mogłabyś. - Jej pytanie było tym retorycznym, choć lekko zaczepnym. Nie wymagało odpowiedzi. Ale Shikarui znał tę odpowiedź, nie mogła zaistnieć żadna inna. Dlatego ją wypowiedział. Nie mogłaby nie wierzyć, bo nie byłaby sobą. Teoretyzowanie, gdybanie. Bardzo rzadko się przy czymś takim zatrzymywał, nie było warte zapełniania kolejnych kartek, tworzenia teorii. Czasem się przecież zdarzało - i wtedy potrafiło być zabawnie, przyjemnie.
- Ludzie noszą maski. Widzę pęknięcia w tych maskach i prawdziwy kolor ich odczuć. To nie jest dokładny obraz. To nie jest dokładna emocja. Wszystko składa się na jedną, drobną wiedzę. Nie potrafię tego lepiej opisać. - Powtarzał się, ale naprawdę było to trudne. Próbował odpowiednio dobrać słowa, ale to i tak nie wyrażało całego sensu. Nie tworzyło kwintesencji całej zdolności, którą słownie chciał przekazać. I… o, masz ci los, ciągle rozmawiali o sztukach ninja!
- Nie dziwi. Lubię z tobą rozmawiać o wszystkim. - Nie ważne, czy o smutnych, dawnych czasach, czy o tym, ile kryształ Asaki wytrzyma. To była zwykła zajawka. Tylko dlatego, że mogła być, mogła istnieć. Mógł ją wypielęgnować i wysunąć na wierzch. - Kotach? - Tutaj już był zaskoczony, było to słychać w jego głosie. Tak troszkę, troszeczkę. - Lubię. Zwłaszcza tygrysy. Widziałaś kiedyś tygrysa? Wielkie, potężne machiny do zabijania. Wydają się całkiem leniwe, całkiem niezgrabne. Zawsze sobie wyobrażałem, że kiedy wychodzą na żer, milknie cały las. Chciałem być takim tygrysem. Więc tak. Chyba lubię koty. A ty? Powinniśmy mieć kota? - Tygrysa? Może powinni mieć tygrysa? Raz w życiu widział to piękne, egzotyczne zwierzę - w klatce. Prowadzone przez cyrkową trupę. Ku uciesze ludu. Ku śmierci.
- To też lubię. - Uśmiechnął się zadziornie, niemal banan mu na twarzy wyskoczył. Lubił, jak się martwiła, jakże to tragicznie musiało brzmieć! Oczywiście zmartwienie musiało dotyczyć jego i nie mogło być tak silne, by uprzykrzać cały dzień. Więc to lubienie było bardzo płynne. - Pamiętam, że smok nosił sukienkę i perukę. I że baba była warzywem? Ale to inna wyliczanka. - Coś przekręcił w tym ostatnim.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1408
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 16 kwi 2019, o 14:34

Oczywiście, że zrozumienie zrozumieniu nierówne. A raczej - przyjęcie do wiadomości, a pojęcie to były dwie różne sprawy. Asaka sądziła, że właśnie takie coś panowało pomiędzy nimi odnośnie sprawy godnego życia, o które Shikarui pytał kiedyś: co to znaczy żyć godnie. Jakiś czas później mówił, że chciałby się nauczyć być człowiekiem. Czy lepszym? Zapewne. Może chodziło o tę godność, może nie, ale z pewnością w jakiś sposób białowłosa dziewczyna… kobieta… mu imponowała. Niezachwiana w swych postanowieniach brnęła przed siebie z tym, co miała w głowie, nie dopuszczając do siebie, że miałaby i mogłaby zboczyć ze ścieżki. Shikarui z pewnością przyjął do wiadomości to, co mu o tej godności i dumie mówiła, ale czy zrozumiał… Dzisiaj okazało się, że nie, nie zrozumiał. Przynajmniej nie wtedy.
Nie była zdziwiona.
- Kwestia semantyki - odpowiedziała za to i uśmiechnęła się… chyba nawet złośliwie. A na pewno z przekorą, zupełnie naturalną dla jej charakteru. - Raz się lenisz, a raz chcesz wszystko na już - ta… niby miał cały czas świata, a tu myk, zdążył się dogadać z jej rodzicami odnośnie ślubu i wcale nie trzeba było na niego dłużej czekać. Ba, mało tego, wzięli ślub nawet przed jej siostrą, a tamto aranżowali znacznie dłużej. A tutaj szast prast - jak nikogo nie macie na oku to (łaskawie) się zaoferuję, szybka piłka i do domu. Znaczy prawie domu, bo był w trakcie budowy. A innego… Cóż, innego nie miał, nie licząc tego w Sogen, w którym pewnie zdążyło się wszystko zakurzyć. A jak się kurzy to niszczeje. Chyba, że ktoś tam zaglądał i sprzątał…? Wątpliwe.
Nie, nie mogłaby nie wierzyć. Bo gdyby w niego nie wierzyła, to by przy nim nie trwała, nie dopingowała mu. Gdyby w niego nie wierzyła, ich drogi rozeszłyby się w momencie osiągniecia wpólnego celu, który był wymówką dla podróży: po dotarciu do Daishi każde poszłoby w swoją stronę. A może nawet i wcześniej… Może ona poszłaby w swoją, a on w swoją jeszcze przed problematyczną granicą z Soso, gdzie przez chwilę oboje myśleli, że to czas się rozstać. Asaka nie wiedziała, jakie myśli wtedy kołatały się w sercu i umyśle czarnowłosego, ale znała swoje. Tak bardzo nie chciała powiedzieć: żegnaj.
- W porządku, w porządku. Nie wysilaj się, pewnie i tak nie jestem w stanie tego ogarnąć - bo niby jak? Brakowało jej perspektywy. Brakowało też odpowiedniego receptora zmysłu, by odbierać i przetwarzać. A najwyraźniej w prostych opisach Shiki się gubił, dopiero co tego doświadczył, więc nie wymagała. Zresztą… Nie był żadnym mistrzem opisów, a maksymalne skracanie wszystkiego nie polepszało sytuacji. Nie ma się co oszukiwać - było to wszystko dla niej trudne do pojęcia i z całą swoją wyobraźnią, tutaj poległa. - No kotach. Temat dobry jak każdy inny, nie? - a jakoś nigdy nie zdarzyło im się porozmawiać o kotach. Ani o psach. Ani w sumie za bardzo nie dyskutowali o zwierzętach, prócz tego, że Asaka wyrażała swoją nienawiść do drących dzioba mew w Sogen. A no i o gołębiach. I w sumie to tyle. - Nie widziałam. Widziałeś w Daishi tygrysa? Bo ja nie. Rysie owszem. I dziki, wściekłe dziki wtranżalające się ludziom na posesje i niszczące plony. I łosie. Niedźwiedzie. W sumie dużo zwierząt, ale nie tygrysy - zrobiła Shikiemu mały, bardzo szybki przegląd zwierząt zamieszkujących licznie Daishi, bo coś sądziła, że i tak nie jest z tym mocno zaznajomiony. - To dlatego lubisz się wspinać na dach i tam zasypiać w pełnym słoneczku? - robił to w jej domu w sumie… całkiem często, gdy tylko pogoda zaczęła na to pozwalać i przestało być tak przeraźliwie zimno. - Jaa? Lubię koty. Są słodkie, mruczą, są mięciutkie… - zastanowiła się przez chwilę. - I jak coś im nie pasuje to dadzą znać, heheh. No. Moglibyśmy mieć kota. Ale kto by się nim zajmował? - posiadanie zwierzęcia, gdy prowadzi się taki a nie inny tryb życia, a więc ciągłe podróże - przynajmniej na razie - to nie było zbyt odpowiedzialne.
- Lubisz jak się martwię? Ale nie rób tego specjalnie. Żebym się specjalnie martwiła - martwiła się, zamartwiała, umierała gdzieś wewnętrzne ze strachu… Nie chciałaby, by to było w żaden sposób wykorzystane. Jej dobroć. - Nie, baba nie była warzywem. Baba siała mak, a dziadek nie chciał jej powiedzieć jak. Ale to inna wyliczanka. Dobra, słuchaj - odchrząknęła krótko i zaczęła… raz jeszcze. - Ence pence cztery ręce. Idzie sobie smok w sukience. Elke trelke kartofelke. Smok się przebrał za modelkę. Cukier lukier, wrona z krukiem. Wiatr smokowi zwiał perukę. Raz, dwa, trzy, tę perukę łapiesz… Ty! - spojrzała na niego znacząco, spodziewając się zobaczyć na jego twarzy konsternację… znowu.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 857
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 16 kwi 2019, o 16:59

Sematyka. Sematyka. S e m a t y k a. Co za piękne słowo. Osiadło na krańcu jego języka i smakowało pomarańczą. Nie tą dowiezioną do Daishi, sprzedawaną za takie pieniądze, że prędzej byś sobie założył za to gospodarstwo i został milionerem. Te dojrzewały w gorącym słońcu Shigashi no Kibu, muskane wiatrem i cieniami słońca. Były obmywane letnimi deszczami, a zerwane z gałęzi ciążyły w dłoni od ilości soku, jaki w sobie miały. Były słodkie. Koiły pragnienie i mogłeś mieć pewność, że zawsze, ale to zawsze, będą najlepsze.
- S-sematyki? - Od razu wyczulony słuch mógł usłyszeć zainteresowanie w jego głosie. Lawendowe oczy skupiły się, zamarł w bezruchu, jak kociak, który widzi migającą mu na krańcu niteczki sztuczną myszkę. Nie ważne, że sztuczna. Ważne, że instynkt nakazywał się nią interesować i za nią gonić. Trenować swoje zdolności łowcze. Asaka nie oferowała niczego plastikowego. Może dlatego, że plastiku nie znano, tss. Co za piękne czasy. Autentyczność gwarantowała ten najlepszy smak, którego się oczekiwało. Chyba tylko raz przeżył przy niej drobny zawód, tylko raz poczuł się zawiedziony. Wtedy, kiedy widział, że w niego zwątpiła. Lecz, och, to było tak dawno temu..! Tamten zgniły owoc rozłożył się na ściółce. Złączył z matką naturą, stał się jej naturalnym kręgiem. Nie na czystej nawierzchni człowiek żyje. Możemy oddychać tlenem właśnie dlatego, że powietrze przepełnione jest wszystkim innym.
- Oszczędzam energię, żeby w odpowiedniej chwili wziąć to, czego chcę. Dla mnie to zdrowe podejście. Dla Ciebie też. - Niekoniecznie dla reszty świata. Na tym polegał cały myk. Czarnowłosy nie był leniwy z natury. Wręcz przeciwnie. Rzadko bywał taki czas, w którym naprawdę zupełnie nic by nie robił. Potrafił tak się zrelaksować, zresetować przez kilka dni, ale potem już trzeba było czymś się zająć. Nawet jeśli często było to zajęcie pasywne, bo obserwowanie było jego pasją. Hobby. Obserwowanie codziennych czynności, tego, co robi Asaka, jej siostra, spoglądanie na rzeczy brutalne jak mord czy tak banalne jak zamiatanie podwórza. Niewdzięczne, bo przecież zaraz i tak ci kurzu naleci. Ta ciekawość i brak chęci do całkowitego bezruchu, sprawiały również, że nigdy nie narzekał, kiedy wciskano mu roboty domowe. Robił je nawet z chęcią… tylko znów: do czasu. To lenistwo stanowiło rytuał jego życia, który pozwalał mu załadować energię baterii, by potem działać jak należy.
Skinął dwa razy głową, kiedy potwierdziła, że dalej nie ma sensu tego ciągnąć. Kiedyś coś wymyśli. Znajdzie sposób na przekazanie dokładnie tego, co widział. Albo tego, co czuł? Może wystarczyłoby? Ciekawe, czy byłby w stanie wpływać na emocje innych? Oddziaływać na nie… współczuć? Tak bardzo dosłownie, jak żaden człowiek tego dosłownie nie odbierał dotychczas.
- Widziałem! Cyrkowa trupa wiozła jednego w klatce. Był piękny. Powinniśmy pójść i pooglądać tygrysy. Nie wiem tylko, gdzie dokładnie żyją. - Właśnie, pójść, zrobić… tylko najpierw trzeba było dokładnie zbadać temat. Rodziła się z tego zagadka, którą będą musieli rozwiązać. Znaczy - nie musieli. Ale czarnowłosy zapragnął, by te złote oczy mogły ujrzeć piękno tych stworzeń poza stalą krat. Nic nigdy nie wyglądało tak okropnie jak wtedy, gdy umieścić je w więzieniu. - Nigdy nie widziałem rysia. Niedźwiedzia też nie. - Dziki i łosie nie były aż takie trudne do zobaczenia. Wilki, wbrew pozorom, również nie. Nie często zapuszczały się na tereny ludzi, bo i po co? Natury nikt nie zabijał. Mogła się rozwijać, więc futrzakom nie brakowało pożywienia. - Widziałem za to niedźwiedzie na ilustracjach. Jeśli są takie same z charakteru jak ty to nie ma się czym martwić. - Przedrzeźnił się z nią. Miał na myśli ten jej kochany, cieplusi charakter, który zachęcał do przytulasków. Bo gdyby miały tego samego wkurwa… ugh! Klękajcie narody, byłoby odgradzanie się murem od lasów, nie od Dzikich! - To nie dlatego, że imponują mi te drapieżniki, jeśli o to pytasz. - Uśmiechnął się półgębkiem. - Po prostu to lubię. Nie mogę się nim nasycić po wielu latach życia niemal bez niego. - Za długo oglądał niebo zza krat. Było ono ucieleśnieniem wolności, jego manifestacją. Skoro teraz miał wolność i zdobył Niebo… co jeszcze pozostało do zrobienia? Do skończenia opowieści była jeszcze daleka droga.
- Czemu ktoś miałby się zajmować kotem? To drapieżnik. Jeśli nie poradzi sobie sam, po co go trzymać? - Prawo natury było brutalne, ale pozwalało utrzymać porządek. Oczywiście prezentowało to bardzo bezduszne, to niemoralne podejście czarnowłosego do życia. Rzecz jasna zajmowałby się tym zwierzęciem, karmił je, dałby mu schronienie. Ale nie zrobiłby z niego maskotki domowej. Nie był typem osoby, która niewoli i wypacza charakter tego, co powinno być pielęgnowane i wręcz uwydatniane. Hipokryzja. Wszak tyle przyjemności sprawiało mu zrównywanie innych z ziemią. Tak jak kot kotu nierówny, tak i tu: sytuacja sytuacji nie była równa. Istnienie istnieniu. Miał pełną świadomość tego, co mówi. Był też ciekaw, jak Asaka zareaguje. Na ten wyjątkowo duży przejaw szczerości z jego strony o tych rzeczach, które nie były nigdy wypowiadane.
- To nie to. Nie chcę, żebyś źle się czuła. Kiedy ty się martwisz ja czuję się niespokojny. To instynkt, szukam zagrożenia. Ale lubię to, ile miejsca zajmuję w twoim sercu i myślach. - I znów - przecież to tak trudno opisać… - Nikt się o mnie szczególnie nie martwił. Doceniam to. - Była Saki. Zawsze można było powiedzieć, że miał Saki. Och, ta kobieta umierała każdego dnia. Przez niego. Sprezentował jej piekło na Ziemi, bo nie tylko piekłem było to miejsce pod naszymi nogami, co buchało płomieniami.
Ii…! Tak, pojawiła się konsternacja. Najpierw było pełne skupienie. Ale to nie, nie poddał się! Dzielnie uczył się wyliczanki razem z nią.
Kto wie, na kogo padnie dziś jeszcze większa miłość..?
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1408
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 16 kwi 2019, o 22:21

Może coś w tym było - z tym pięknym słowem. Na pewno przykuwało uwagę. Na pewno zapadało w pamięć, kołatając się gdzieś po świadomości, szeleściło po umyśle i nie chciało, by usłyszane po raz pierwszy, zostało tak po prostu zapomniane. Asaka czytała różne pisma, gdy już nauczyła się płynnie czytać. Głównie były to zwoje z technikami, ale nie tylko - jakieś historyjki, wiersze, a czasem nieco mądrzejsze teksty uczonych, z których niewiele rozumiała, więc prędzej czy później dała sobie z nimi siana. Generalnie jej ród zadbał o jej edukację, czego nie zawsze było widać, patrząc na charakter dziewczyny – ten prosty, by nie powiedzieć prostacki. Oczywiście powierzchownie. Bo wielokrotnie dużo więcej myślała, niż rzeczywiście mówiła, nie chcąc zdradzać wszystkich kart, które trzymała w ręce. Wszystkich asów, królów czy królowych. Resztę pokazywała, by uśpić czyjąś czujność – czasami z premedytacją, a czasami kompletnie nieświadoma, z inną intencją.
- Nie. Semantyki – powtórzyła cierpliwie, nadal nie pozbywając się zagadkowego uśmieszku, który zabłąkał jej się na usta. Shikarui zgubił „n” ze środka słowa, które tak mu się spodobało. Tak się zająknął, jakby dostał wypieków na twarzy, i jakby… jakaś nieśmiałość w niego wstąpiła. Odwrócenie ról? Tylko w zupełnie innej sytuacji. - Chodzi o znaczenia poszczególnych słów – wytłumaczyła pokrótce. - Więc nazywaj to jak chcesz, ale dla mnie to nie zrozumienie zrozumieniu nierówne, a po prostu przyjęcie do wiadomości i zrozumienie. To rzeczywiście nie jest sobie równe – tajemniczy uśmieszek przerodził się w ten lisi, chytry i trochę zuchwały. Bo teraz Asaka… Po prostu bawiła się słowami. Lubiła precyzję w rozmowie, a nie jakieś rozmyte to temu nie równe i nie zastanowienie się nad tym, co zostało powiedziane i jaka była tego intencja czy zamysł. Asaka nie miała mu tego za złe. Z natury nie była cierpliwa, ale dla niektórych osób, które miały pewne szczególne miejsce w jej sercu, cierpliwości miała aż nadto. Tylko dlatego była w stanie uczyć swoją siostrę, tak samo jak cierpliwie pilnowała w podróży Shikiego z jego treningami na literkach. Kogo innego dawno by zlała, ale nie jego.
- Tylko dlatego, że lubię sobie pospać – tak, też oszczędzała energię, ale nie aż tak celowo. Po prostu lubiła ciepełko, lubiła zawinąć się w kocyk czy kołderkę, zwinąć w kłębek, przytulić i spać. Rzecz jasna jak trzeba było, to dzielnie stała na warcie, ale gdy nie trzeba było… To zamieniała się w słodziakowego misia. Ale poza tym to nie – nie była leniwa, chociaż taka drzemka w środku dnia po obiadku brzmiała jak marzenie. Poza spankiem lubiła się jednak poruszać. Poczuć, że ma jakieś miejsce w życiu, że do czegoś się przydaje. A to coś ugotować w domu, a to zrobić zakupy, a to potrenować, by mięśnie sobie nie zapomniały jaki jest cel ich istnienia. Albo pospacerować sobie, że niby bez celu, a tak naprawdę to obserwować. Notować w głowie. Dużo było rzeczy do roboty, jeśli tylko miało się chęci.
- W sumie to nie byłam nigdy w takim cyrku. Nie miałam czasu, bo trzeba było trenować, żeby nie odstawać jeszcze bardziej – kiedyś jej życie było jasno określone przez ten trening. Nadrobienie lat straconych na… w sumie to z perspektywy czasu Asaka nie uważała, że były jakkolwiek stracone, ale w młodości, gdy przepełniała ją złość i bunt wieku, patrzyła na to zupełnie inaczej. - Ha, ja też nie wiem. Może się kiedyś znajdzie przy okazji, co? – napalał się i zapalał, już to dostrzegała. - Naprawdę? Za mało się szlajaliśmy po Daishi w takim razie. To dość powszechne zwierzęta. I oba groźne, jak się nie jest przygotowanym. Ryś to taki przerośnięty kot swoją drogą – z jakże uroczymi pędzelkami na końcach uszu – Asakę trochę to rozczulało, ale tylko trochę, bo wystarczyłaby chwila nieuwagi, a ryś by ją załatwił. Niedźwiedź tym bardziej. Dziewczyna aż miała przebłyski z przeszłości, gdy o niedźwiedziu pomyślała i aż się skrzywiła, przypominając sobie ile strachu się wtedy w ogóle najadła. - Co masz na myśli, co? – drapieżnie zmrużyła oczy, słysząc uwagę o jej charakterze.
A potem troszkę zmiękła, słysząc dość bezpośrednią odpowiedź odnośnie przeszłości, w której był zamknięty i odgrodzony od swojej rodziny. Wolną ręką, tą, którą nie podpierała leniwie swojej głowy, nakryła dłoń Shikiego spoczywającą spokojnie na blacie stołu – i ścisnęła ją lekko, nie mówiąc nic w zamian. Nie trzeba było. Pożartowała sobie troszkę z jego lenistwa i ucieczek przed jej matką, która zawsze miała jakiś idealny powód by zagonić go do roboty, ale w sumie to… Nie pomyślała, że chodzi akurat o to. A powinna. Głupia.
- Bo zwierzęta są trochę jak ludzie. Przywiązują się. Nie to, że by sobie nie poradził, ale wiesz… Po długim czasie jakiejś kolejnej podróży już mógłby nie czekać. Może znalazłby kogoś, kto by go tak nie zostawił i lepiej dotrzymywał czasu – tylko o to jej chodziło, o uczucia. Zwierzęta też je miały w pewnym sensie. Zwłaszcza psy, prawda? Choć koty też. Tak jej się przynajmniej wydawało, że też. A że prawo natury? No tak było, nie było się zresztą o co kłócić. Przeżywają silniejsi. Albo sprytniejsi. I Asace mogło się to nie podobać z czysto samolubnych pobudek, ale generalnie przywykła i nie zauważyła, by w słowach Shikiego czaił się żaden podstęp. Poza tym się zgadzała.
- Rzeczą całkowicie ludzką jest się martwić o kogoś bliskiego – nie chciała wywoływać w nim niepokoju swoim zmartwieniem. Wystarczało, że niepokój był już w niej, gdy się martwiła… i tym samym troszczyła też – choć to robiła i bez zamartwiania tak na co dzień. - Pewnie niektórzy powiedzieliby, że to taka kobieca rzecz – parsknęła, pijąc do rozmowy z Jun’ichim o martwienie się o nieznajomych. - Oczywiście, że zajmujesz miejsce. Nie powinno cię to dziwić. Mógłbyś, gdybyś nie zajmował – ot… żarcik. Czy taki nie do końca…?
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 857
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 16 kwi 2019, o 23:04

Aaa. A, dobrze. SemaNtyki. Skinął ze dwa razy głową, dając znać, że załapał, że tym razem zapisał to słowo w pamięci i że mu nie umknie. Nie teraz. Nie w przyszłości. I to słowo nie miało w sobie jakiejkolwiek prostackości. Brzmiało wręcz fantazyjnie i był pewien, że nigdy wcześniej nie miał okazji go usłyszeć. Nie był z tego powodu nieśmiały, ale na pewno już zafascynowany tak. Przecież, no halo, coś nowego! A skoro coś nowego, to można się wzbogacić w wiedzę! Poznać kolejny element życia, zakryty maleńką chusteczką! Pojedyncze słowo wszak tym było - czymś delikatnym, misternym, szytym wyjątkowo delikatnymi nićmi. Szew potrafił być za to bardzo solidny. Jak ze wszystkim - kwestia podejścia. Im bardziej się przyłożysz, tym solidniejszą konstrukcję stworzysz. Tak jak solidna była podstawa Asaki jeśli chodzi o jej edukację. Shikarui też nie był głupi, matka tłukła mu do głowy wiedzę, bez której zdecydowanie nie potrafiłby się popisać tak gładkimi gadkami. Chociaż nie aż tak gładkimi, jak gładko wyszło teraz kobiecie.
Przez moment rozkładał zdanie na części pierwsze. Bardzo krótki moment, bo zrobił to sprawnie i pieczołowicie. Po jej złośliwej mince widać było, że zrobiła to specjalnie, dlatego jego pierwszą odpowiedzią było przymrużenie oczu i diabelski uśmieszek, który w efekcie mówił: o ty spryciuloo. Próbowała go tu zamotać, ale nie zamierzał się dać! Teraz był gotowy, pobudzony i uzbrojony w miecz zwany słowem. Nawet pomimo zmęczenia. Akurat w tym momencie przyfarcił, bo pewnie jutro znowu się da Asace na coś złapać i skończy z rozłożonymi łopatkami na ziemi. Ulegał jej potencjałowi abstrakcyjnego i złożonego myślenia i nie pozostawało mu nic poza poddaniem się w porę, żeby zachować chociaż resztki dumy po sromotnie przegranym pojedynku.
- Powtórzenie tego samego innymi słowami, jak sprytnie. - Niemal wysyczał, przeciągając słowa. Nie z faktycznego jadu, bawił się z nią dalej, ciągnąc grę, którą rozpoczęła na tyle, na ile potrafił sobie poradzić z zasadami tej gry. Z każdym miesiącem coraz bardziej się wycwaniał i uczył. Na początku ich znajomości ledwo łapał sarkazmy, a teraz przychodziło mu to całkiem sprawnie. - Tym razem ogłaszam remis. Rozejm. - Wyciągnął w jej stronę dłoń tak, jak w niektórych miejscach zwykło się to robić. Chłopski sposób na ogłoszenie zgody. Wcale nie tak daleki tej dwójce, nawet jeśli on urodził się jako arystokrata, a ona jako prosta kobieta… z arystokratycznego pochodzenia. Skończyli w sferze tych “wyżej urodzonych”, bo mieli zdolności i możliwości. To było naprawdę dobre. Shikarui był dość zdecydowany jeśli chodziło o ciągle bogacenie się pod względem zdolności ninja.
- Twoja zdolność zasypiania w każdych warunkach to jak kekkei genkai. - Bawiło go to zawsze, niezmiernie. Podziwiał to na swój sposób. Jemu bardzo rzadko zdarzało się spać naprawdę głęboko, nawet jak był mocno zmęczony. Czasem działała tu karuzela śmiechu pod tytułem - im bardziej jesteś zrypany, tym ciężej ci będzie spać. O dziwo takie rzeczy naprawdę miały miejsce. Jego sny od dłuższego czasu i tak były spokojniejsze. Nie śnił już tak często koszmarów i chociaż sypiał czujnie to nie przebudzał się często. Zwłaszcza jak spali w domu Asaki. Wtedy potrafił przespać całą noc bez większego przebudzenia. Tylko delikatnie wysuwał się ze świata snów, kiedy słyszał kroki na korytarzu albo szczęknięcie jakiegoś garnka. Jednocześnie potrafił spać naprawdę długo, bo tak jak ona - w sumie lubił sen. Był jedynym w swoim rodzaju doznaniem odcięcia się i zresetowania. Ale wiercić to się potrafił nocami! Przekładać z boku na bok, przesuwać, poprawiać. Dobrze, że Asaka była pobłogosławiona solidnym snem, bo chyba żadne z nich by się nie wysypiało i skończyłoby się na oddzielnych sypialniach.
- Do cyrku też pójdziemy. Widziałem ich tylko przejazdem. Oczami. - Przejechał dłonią przed twarzą. Chodziło mu o Tsujiteigana rzecz jasna. Miała racja, napalał się. Znała go przecież nie od dziś. Zarówno na cyrk, jak i na tygrysy. Na rysie też. Na wszystko, co mogli razem zobaczyć i razem przeżyć, nawet jeśli nie były to informacje, które rzeczywiście po przekazaniu liderowi klanu przyniosłyby faktyczny #profit. Bo co niby lidera obchodziły odwiedziny w cyrku? Lecz nie dla samego lidera człowiek żył. I na pewno nie żyli tylko dla niego oni. Właściwie działało to nieco odwrotnie - żyli dla siebie i to dla siebie chcieli zadbać o dobro Karmazynowych Szczytów. Włącznie z ambicjami Shikaruiego, które wyrosły ponad zwykłe “będę służyć klanowi”. Już służył dwadzieścia lat, pora było wpisać się w historię i uszczknąć z tego coś dla siebie samego.
- To chyba rysia widziałem. Taki z pędzelkami na krańcu uszu? - Uniósł ręce i pokazał na głowie uszy. - Dokładnie to, co powiedziałem. Że muszą baardzo lubić spać. - Wzięło ich na przedrzeźniania się wzajem, ot co! Shikarui traktował to jak zabawę. Uwielbiał wciągać Asakę w różne gry wszelakiego rodzaju - od prostych gierek słownych zaczynając na shogi kończąc. Tak i te przepychanki słowne w pewnym momencie ich wspólnych rozmów uznał za zabawę i zaczał się w nie wkręcać, próbując dać z siebie wszystko. Zabawa jest tylko wtedy ciekawa, kiedy się do niej naprawdę przykładasz.
Nie spodziewał się takiego gestu z jej strony w tym momencie. Nie uważał, że nie powinna takich rzeczy sugerować, nie był przewrażliwiony na punkcie zdarzeń przeszłych - miał inne świergle, o których białowłosa doskonale wiedziała, ale to? Szybko załapał, o co chodzi. Z jej mimiką, z tym gestem. Zacisnął palce na jej dłoni w geście “jest w porządku”. Bo było. Teraz miał wszystko, czego zapragnął, więc jak miałoby być źle?
- To byłoby niedobre. Obawiam się, że mógłbym się zezłościć. - Tak, tak, ta mania posiadania. To niezadowolenie, kiedy ktoś ci odbierał to, co twoje… nawet jeśli to, co twoje, samo odchodziło. Asaka powiedziała właśnie, że ze zwierzęciem to trochę jak z człowiekiem, a on tak do tej pory o tym nie myślał. Miała racja - przywiązywały się. Ufały, kochały, dawały ciepło. Jak ludzie. Uniósł dłoń Asaki i złożył na niej pocałunek. Stał się zdecydowanie śmielszy i bardziej szczodry w okazywaniu emocji i rozmawianiu o nich. Łatwo było odkryć, że sprawiało to kobiecie przyjemność i… jemu też to przyjemność sprawiało. Dawało poczucie bliskości i było rozczulające.
Dokończyli jedzenie i wykupili nocleg w karczmie. By wypocząć. Żeby się pobawić. Z rana, kiedy się wyspali, ruszyli w drogę do Sogen, która przebiegła już bez większych przeszkód.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1408
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 17 kwi 2019, o 12:29

On sobie rozkładał na czynniki pierwsze, a w tym czasie minka Asaki przybierała coraz to bardziej chytry i chytry wyraz. Przymrużenie oczu i ogólnie przyjęcie wyrazu twarzy dorodnej żmijki również nie zrobiło na dziewczynie większego wrażenia, a nawet w odpowiedzi zmrużyła też swoje duże oczy, zupełnie nieprzejęta tym, że ktoś tutaj za chwileczkę może zacząć kąsać.
Nie zaczął. Za to odpowiedział pięknym za nadobne, pokazując, że zrozumiał jej przekaz i że podjął wyzwanie. Inna kwestia, że to w odpowiedzi na niego słowa i próbę wyłapania sensu, białowłosa w ogóle zaczęła tę małą zabawę. To nie był żaden konkurs, nic z tych rzeczy, nic konkretnego nie było do wygrania, bo to przecież nie tak, że wygrany bierze wszystko. Ten „przegrany” nie pójdzie nagle spać z pustym brzuchem, albo nie będzie mógł skorzystać z balii z wodą po ciężkim i męczącym dniu – przecież nikt nie chciał, by mu druga osoba śmierdziała w łóżku. Też nie tak, że ten „przegrany” musiał wykonywać polecenia „wygranego”. To była konkurencja czysto teoretyczna, tylko na papierze, ale Asaka je lubiła. Z Shikim. Z kimkolwiek innym pewnie już dawno zechciałaby komuś rozwalić nos o stół.
- Sprytnie? Nie. L o g i c z n i e. Teraz przynajmniej dokładnie wiemy co miałeś na myśli i że nie chodziło ci wcale o nic innego – ha. Gadułka jednak nie mogła pozwolić, by ostatnie słowo należało do Shikiego, prawda? A przez „my” miała na myśli tak siebie i Sanadę, jak i siebie i swój chory mózg. Chory w znaczeniu, że myślał sobie pokrętnie, wyłączał się z rozmowy gdy chciał i tańczył wtedy z przepaską z trawy taniec hula. Czy tam coś. To jest – ona i jej złośliwy chochlik, który teraz bawił się wyjątkowo dobrze.
Lubiła go takiego. Obecnego, skupionego, bawiącego się z nią, z inteligentnymi odzywkami, odwdzięczającego się pięknym za nadobne. Tego małomównego też lubiła, bo wierzcie lub nie, ale Asaka też potrzebowała czasami zamknąć jadaczkę i sobie pomilczeć. Ale gdy Shiki był taki… zdystansowany, zblazowany i nieobecny, to krajało jej się serce. Na szczęście od samiuśkiego początku podłapał te jej słowne gierki i inne zabawy-zgadywanki… i tak im mijał czas w podróży.
Sięgnęła po wyciągnętą w jej stronę dłoń do zawarcia, hmpf, rozejmu, ale nim ich ręce się zetknęły, ona już zabrała swoją i oparła ją o swoje ramię, jakby chciała kciukiem wskazać na coś za swoimi plecami.
- O zobacz, tam się witają! – nikt się nie witał, a ona nie miała w ogóle okazji by spojrzeć na siebie, ciągle przecież zaaferowana była młodzieńcem siedzącym tuż przed nią. Powiedzmy sobie wprost – wykiwała go i jeszcze do tego wyszczerzyła się szeroko. Nie ma rozejmów! Nie ma! Zaraz zresztą parsknęła śmiechem i dała spokój z chytrymi uśmieszkami, chociaż przez jakiś czas jeszcze się podśmiechiwała z tego wyjątkowo udanego kawału. Udanego oczywiście w jej mniemaniu.
- Jak bym mogła, to bym ci tego trochę oddała – całe szczęście, że nie była to narkolepsja i że nie zasypiała w zupełnie losowych momentach, na przykład podczas jedzenia. Albo podczas walki. Albo… w jeszcze innych sytuacjach. Ot po prostu kładła się do łóżka i choć nie zasypiała tak od razu wraz z położeniem głowy na poduszkę, to zwykle po prostu nie potrzebowała na to wiele czasu. Nie była to też zdolność wymagająca większych ćwiczeń, albo która się z czasem polepszała. Ot… po prostu była. I owszem, Shiki kręcił się w nocy, jakby miał owsiki i czasami Asaka uchylała powieki – tylko po to, by złapać go w lekki uścisk i zaraz spać dalej. Poza tym nie budziła się często i nie stanowiło to dla niej większego problemu. A sama, w przeciwieństwie do lawendowookiego, nie kokosiła się tak w pościeli jak on, więc gdy już zasnął, to istniała spora szansa, że go przypadkiem nie obudzi. Faktycznie całe szczęście – bo co to za spanie osobno, już widziała jaka kłótnia byłaby o to w domu. Niemalże taka jak o to, że zamieszkają w Daishi – i choć jej rodzina cieszyła się z tej decyzji gdzieś tam w głębi serca, to wychowanie robiło swoje.
Dobrze, a więc do cyrku – o ile będzie kiedyś ku temu okazja. Pomysł dobry jak każdy inny, no bo hej – co mogło pójść nie tak? Dzikie zwierzęta przecież nagle nie uciekną… prawda? Nie, żeby się bardzo bała. Alle nadal miała w pamięci spotkanie z wściekłą niedźwiedzicą. Kiwnęła głową, potwierdzając, że rysie to te z cudownie słodziakowymi uszkami z pędzelkami. Małe urocze kiteczki – to mówiło misiowe serce Asaki, która potrafiła zachwycić się największymi pierdołami, ale nie mówiła tego na głos. I całe szczęście.
- Taa… W zimie. A weź takiego przypadkiem obudź. Niedźwiedzie to groźne bestie – mruknęła niezadowolona, bo przekonała się, że „sen zimowy” to bujda na kółkach, a te cholerne miśki budziły się i łaziły jak każde inne zwierzę. Tylko chyba mniej aktywnie, ale poza tym było równie groźnie. - I wcale nie są milusie! – i ona też nie była! Przecież to zła i groźna samica, o proszę, jaką minę złą zrobiła, żeby podkreślić to, co miała na myśli. Grrr! Brwi ściągnięte, usta w podkówkę – nic tylko uciekać w popłochu.
Dalszą złość przerwał karczmarz, który zaserwował zamówione jedzenie – więc na chwilę zapadła cisza między małżeństwem, które rzuciło się na jedzenie, jakby od miesiąca nic w ustach nie mieli. A mieli – po południu w Shiroi-iwie. Tak, te małe gesty, śmiałe i czułe, niezbyt częste, ale zdecydowanie obecne, sprawiały Asace mnóstwo przyjemności. Rozczulały tak, że naprawdę mogłaby się roztopić.
Reszta rozmowy zaginęła w szczęku zastawy. Nocleg już był załatwiony, bo od tego Asaka w ogóle zaczęła, gdy tutaj przyszli, żeby mieć pewność, że znajdzie się dla nich miejsce. A ranek… Przyszedł pewnie dużo za szybko. Ale w końcu trzeba było się udać do Sogen. Tym razem bez większych postojów

[z/t i podróż z Shikaruiem]

Dokąd: Sogen
Czas podróży: 2h
Środek transportu: cebulakowe nóżki
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 857
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Kakita Asagi » 13 cze 2019, o 04:08

Sprawa wydawała się być chwilowo zamknięta. Asagi pożegnawszy się z nowopoznaną Hyuuga wyruszył dalej na południe, w kierunku swojego domu. Chociaż początkowo planował pozostać dłużej na północy i poczekać na rozwój wydarzeń z tajemniczym gangiem i zdrajcą szkoły, to jednak w świetle nowych ustaleń musiał plany zmienić. To, co początkowo uważał za miejscowy problem Daishi, okazało się dużo poważniejszym wyzwaniem, z którym sam na pewno sobie nie poradzi, a nawet jeśli, to przeciwko któremu nie może występować samodzielnie. Potrzebował nie tylko wsparcia innych samurajów, ale również autoryzacji swoich działań ze strony mistrzów szkoły. Nie mógł sobie już pozwolić na to, by sytuacja potoczyła się tak jak przed kilkoma miesiącami w Daishi - musiał działać oficjalnie, a na pewno z glejtem który będzie chociaż zmuszał miejscowe władze do zastanowienia się, jak głęboko wprowadzić go w ich własne śledztwa...
Samotna podróż do kupieckiego miasta idealnie nadawała się do tego, by poukładać sobie w głowie kolejne kroki. Asagi wierzył, że Hyuuga Ayame przedstawi sprawę liderowi jego klanu tak, jak obiecała i on ją poprosił. Dodatkowo, jeśli szepnie o nim dobre słowo, ułatwi to dalsze działania na północy przeciwko "kogutom". Poza tym, wewnętrzny (dość cichy, ale jednak znaczący) głosik prywaty podsuwał myśli, że jeśli Ayame spotka Setsune, to na pewno nie zawaha się by opowiedzieć o spotkaniu z niebieskookim. Ile to już czasu minęło od kiedy jej nie widział? Wojna się skończyła, minęło lato, a po nim nastała jesień. Los wydawała się nie sprzyjać kolejnemu spotkaniu samuraja i kunoichi, w zasadzie, niebieskooki czuł jakieś dziwne, wewnętrzne przyzwolenie na taki obrót spraw - nieubłagany czas robił swoje, temperował młodzieńcze pasje i przekuwał je w dojrzałe postępowanie - jak bowiem nie patrzeć, Kakita młodszy się nie robił. Należało poważnie zastanowić się nad swoimi dalszymi działaniami, tak jako samuraj szkoły Taka, jak i pierworodny syn domu Kakita. Sytuacja na Yinzin była mu nieznana, dawno nie dostał wiadomość z rodzinnego domu, będzie musiał to zrobić, by wywiedzieć się, jak się sprawy mają, bowiem dbanie o własne nazwisko nie było nigdy dużo mniej ważne, jak służba swojemu panu. Była w tym również troska o suwerena, w nieco pośredni, ale dalej istotny sposób - tak jak czyste i zadbane ręce mówią wiele o umyśle któremu służą, tak sługa nie umiejący nawet o swoje zadbać jakże ma wspierać pana?
Na razie jednak należało skupić się na sprawach, na które samuraj miał wpływ. Pierw więc udać się do Shigashi by odwiedzić dawnego znajomego i sprawdzić, czy już poradził sobie z zamówieniem, a potem ruszyć do Kaigan i złożywszy raport zobaczyć, jak się sprawy potoczą...

<ZT>

Dokąd: Shigashi no Kibu
Czas podróży: 30 minut
Środek transportu: Spacerek
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 916
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Szlak transportowy

Postprzez Naoki » 13 sie 2019, o 21:36

Wszystko na szczęście się ułożyło. Sama dziewczyna zbytnio nie protestowała na informacje, że razem z osobą, która miała odnaleźć wyruszy jeszcze jedna osoba. Przedstawiciel zupełnie innego klanu, pochodzącego z sąsiedztwa. Życie czasami potrafiło płatać chwilę, samemu zielonowłosemu ulżyło wręcz na powodzenie jego operacji. W końcu miał kogoś z kim mógł podróżować i dzielić się swoim szczęściem, jednak było mu smutno, że pierwsza smutna podróż to misja, a nie spokojny wypad w ramach odpoczynku i zwiedzania. Przez co Naokiemu było lekko wstyd przed swoim nowym przyjacielem, liczył że ten nie ma mu tego za złe. Chociaż teraz oboje mogli dowiedzieć się czegoś więcej o dziewczynie, która tutaj przybyła.
Była starsza rangą, przez co zapewne była również bardziej doświadczona jako shinobi. Tylko pozostała kwestia czy Jun'ichi przypadkiem nie jest tej samej rangi co ona? Jeżeli by tak było sam Naoki byłby pod tym względem gorszy od obojga towarzyszących mu shinobi. Jednak jakoś mu to nie przeszkadzało, w końcu na dopiero niedawno zaczął podchodzić poważnie do bycia shinobim i skupił się na rozwijania swoich zdolności. W końcu ledwo minął rok od rozpoczęcia jego życia jako shinobi, a on właśnie dostał swoją pierwszą poważną misję od klanu. Wszystko to mogłoby wywołać uśmiech na jego twarzy, gdyby nie fakt jaki był to rodzaj misji.
- To jest smutne, że ludzie potrafią posunąć się tak daleko, w stosunku do swoich sąsiadów. Osób, które zapewne znali od wielu lat. - wypowiedział, lekko pod swoim nosem, zasmuconym głosem. Przyglądając się swoim towarzyszą.
- Jednak, ciężko jest ustalić do czego tam doszło. Musiał być jakiś nieznany nam powód, ale czy coś może być na tyle poważne, żeby pozbawić kogoś bliskiego życia. - dodał po chwili, dalej rozmyślając nad tą sprawą. Chcąc ułożyć w swojej głowie scenerię zajścia jakie miało miejsce w wiosce do jakiej mają się udać.
Tylko po paru, szybkich minutach powrócił do świta żywych, przerywając swoje rozmyślania na tematy, które jeszcze nie powinny go obchodzić.
- Przepraszam. Jeżeli chcecie możemy już wyruszać. Ja.. nie mam co ze sobą zabrać, Aiko zabrał wszystko ze sobą. - wypowiedział, lekko kłaniając się w formie przeprosin do dwórki rozmówców. By po tym razem z nimi udać się w stronę wyjścia z wioski. Gdzie mogli stanąć na szlaku transportowym. Czekająca ich podróż nie powinna być długa, sam młodzieniec chciał ją lekko ułatwić. Jednak by świadom tego, że jego pokłady chakry nie są do tego wystarczające. Przez co trzeba będzie podróżować pieszo, jednak przed samą wioską dał czas Jun'ichemu by ten mógł się pożegnać ze swoim domem, którego raczej w najbliższym czasie nie uświadczy. Lecz sam Naoki nie planował żadnych długich podróży, jedynie po okolicznych prowincjach. Przez co powrót tutaj był bardzo realny i to w szybkim czasie. Jeżeli zamaskowany chłopak tego potrzebował, Naoki lekko go objął poklepując po ramieniu w formie pocieszenia i wsparcia. W końcu ten dzień był już dla niego wystarczająco ciężki. Nie było znaczącej potrzeby zbytnio go stresować.
- Nie musicie martwić się o jedzenie. Będę w stanie przygotować jakieś pożywienie po drodze, z tego co uda nam się znaleźć. - dodał na sam koniec przed wyruszeniem. Oczywiście teraz to wszystko miało jakiś sens, przecież ani Naoki, ani Jun'ichi nic nie jedli. Dlatego posiłek w trakcie wędrówki będzie obowiązkowy, bądź od razu po dotarciu do wioski.


Dokąd: Daishi
Czas podróży: 30 minut
Środek transportu: Pieszo
Avatar użytkownika

Naoki
 
Posty: 180
Dołączył(a): 5 sty 2019, o 21:44
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Zielonowłosy młodzieniec, przeciętnego wzrostu.
Link do KP: viewtopic.php?p=108086#p108086
GG: 41875401
Multikonta: Akashi

Re: Szlak transportowy

Postprzez Jun'ichi » 15 sie 2019, o 08:14

Przybywamy

Informacje jakie przedstawiła nieznajoma okazały się być mniej zaskakujące niż początkowo zakładał chłopak. Jedynym co go dziwiło, było to jak długą drogę przebyła panienka Tomoko, by ściągnąć świeżo upieczonego shinobi na misję. Jun nie znał jednak wioski rodu Kouseki, nie znał zbyt dobrze ich zwyczajów, ale z całą pewnością bardzo poważnie traktowali otrzymywane misje.
Niestety ale ludzie potrafią skrywać urazy przez długi czas. Niektórzy mówią, że czas leczy rany, ale potrafi też pogorszyć ich stan, zwłaszcza kiedy znienawidzoną osobę widujesz codziennie. Z pewnością dla winnego, powód był wystarczający ale to już nie nasza sprawa, mamy być tylko obstawą więc nie wczuwajmy się zbyt mocno w problemy tej osady. - odpowiedział Jun, zrównując krok z zielonowłosym.
Tomoko-san, czemu pani nie została przydzielona do tego zadania? Wydaje się nieść spore zagrożenie, a o ile wiem Naoki nie jest jeszcze weteranem wśród waszych shinobi. Czyżbyście chcieli sprawdzić go, rzucając na głęboką wodę? - spytał kaleka, licząc na to że rozmówczyni nie uzna go za śmiecia, niegodnego odpowiedzi.
W międzyczasie w głowie chłopca kłębiły się radosne myśli o tym, że oto właśnie rusza w swoją podróż, wyprawę w czasie której zyska siłę i zrobi pierwszy krok ku naprawie klanu Hyuga. W danej chwili nie musiało się dziać nic szczególnego, jednak chłopiec wiedział jak ważna jest to chwila, dlatego starał się chłonąć ją wszystkimi zmysłami; wpatrywał się we wszystko wokół, nasłuchiwał głosów towarzyszy, śpiewu ptaków, starał się skupić na wietrze, który delikatnie muskał jego odsłoniętą w niektórych miejscach skórę. Wreszcie poklepał Naokiego po ramieniu i uśmiechnął się do niego radośnie, ciesząc się że to właśnie z nim los skrzyżował jego ścieżki.

Dokąd: Daishi
Czas podróży: 30 minut
Środek transportu: Pieszo
Chętnie poprowadzę misję (D / C / B)
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) Shin - C
2) -
3) -
4) -



Obrazek


I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]
Avatar użytkownika

Jun'ichi
Ciapciak
 
Posty: 1094
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Szlak transportowy

Postprzez Ichiro » 17 sie 2019, o 05:32

Obrazek

Icirek | Itemy | #FF6600
Avatar użytkownika

Ichiro
 
Posty: 175
Dołączył(a): 2 lip 2019, o 18:17
Wiek postaci: 15
Ranga: Doko
Krótki wygląd: young_madara.png
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7442&p=120026#p120026
GG: 68610694
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Kyuzo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości