Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Seinaru » 26 paź 2018, o 11:36

- Dziękuję, Misałka-kun. - Pokłonił się jej w podziękowaniu, jak przystało na dżentelmena, a następnie po prostu rozstali się. Samotny samuraj został sam samiusieńki przed siedzibą groźnej liderki Yamanaków. Trzeba było przyznać, że poznana kunoichi była bardzo przyjazną osóbką, choć takie losowe znajomości nie dawały mu szansy na to, że jeszcze kiedyś ją zobaczy. Była jedną z tłumu, wybraną losowo i jak mógł się spodziewać, że jak świat długi i szeroki jeszcze kiedyś się na nią natknie? Nie był zauroczony ani nic w tym stylu, ich rozmowa trwała na to za krótko. Jej życzliwość była jednak na tyle niespotykana, że Kei jakoś nie miał ochoty oddawać komuś słonecznika, który trzymał w dłoni. Cóż, małe gesty... Odłożył go na pobliski murek, aby nie wpadł on w jakieś inne, kobiece, niegodne ręce. Może ktoś jeszcze na niego spojrzy?
Koniec końców wylądował nareszcie tam gdzie chciał - przed głównym wejściem do urzędu swojej tymczasowej zleceniodawczyni. Problemem było to, że będąc tutaj nie działał już do końca na własną rękę jak zwykle, lecz niejako z ramienia i rozkazu Tadatoshiego. Chłopak już teraz podejrzewał, że nieprzyniesienie wstydu swojemu Panu w oficjalnych rozmowach może okazać się nawet trudniejsze od rozgromienia armii Hjugów. Nie było jednak odwrotu. Poprawił płaszcz, wyprostował swoją naginatę, którą miał założoną na pleckach i wypiął pierś do przodu. Rozpoczął szturm na główne drzwi. Przy wejściu, pierwszemu kto go zatrzymał bez żadnych ogródek i tajemnic powiedział o swoich personaliach, celu wizyty i chęci rozmowy z Arisu. Nie wiedział do końca, czy to ona jest osobą, której powinien się przedstawić i bezpośrednio od tej najważniejszej osobistości przyjmować zlecenia. Niemniej jednak, nieważne było do kogo tak naprawdę dalej zostanie pokierowany - rozmowa wciąż będzie toczyć się na ten sam temat.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 26 paź 2018, o 14:17

Misja Wojenna B
Seeping through the cracks
I'm the poison in your bones.

Obrazek
2

Saimin śniło snem sprawiedliwych, których nie dotknęła ręka Wojny. Pani o czerwonych włosach, gnająca na krwawym rumaku, podążała innymi ścieżkami, a żadne z nich nie prowadziło do tego miasta. Nie krzyżowała też swoich dróg z tymi twoimi - przynajmniej dotychczas. Ludzie snuli się z nieco opuszczonymi głowami, przemykali bokiem, spaczeni i oznaczeni krwawą łuną niedostrzegalną gołym okiem. Dla ciebie to byli tylko ponurzy ludzie, ogarnięci swoimi zmartwieniami, przerabialiśmy już to przecież wiele razy, ten widok krańca własnego nosa, który tak bardzo mocno przysłaniał ci rzeczywistość. Nic się chyba nie zmieniło od tego czasu, co, Przyjacielu? Złamał się gruby kij, którym wywalczyłeś sobie tyle tras, tyle miejsca dla siebie i tych, którzy potrzebowali pomocy i zmienił się płaszcz, który okrywał twe ramiona. Podrósł nieco pies, a pora roku zdążyła już schylić swoją głowę w kierunku Białej Pani, płacząc złoto-czerwonymi łzami dębów i wierzb. Niektóre z domostw, wyrosłe wokół Saimin, przypominało te na Teiz. Proste, nie wyróżniające się na tle szlacheckich rezydencji, w których wygodnie mieszkali paniczowie, mimo to nic nie było takie samo. Rodzaj architektury, roślinność, charakterystyczny akcent tutejszych mieszkańców, z których większość próbowała jednak nosić podbródki wysoko, nawet jeśli na głowę przybrali koronę cierniową. Jeden co cierpi za milijony, ha... Smutna historia wytrwałości i pragnienia wolności, dla której biły ludzkie serca - przynajmniej tą jedną rzecz byłeś w stanie pojąć. Wolność, co ma parę śnieżnych skrzydeł i wyjątkowo długie nogi. Byłeś niemalże ignorantom! Potrafiłeś dostrzec cienie snujące się po kątach? Omijające promienie słoneczne, wydłużające się wraz z chmurami, co oplatały ludzkie kostki i próbowały przytrzymać w miejscu. Te bystre, jasne oczy, które dostrzec potrafiły, ale nie koniecznie już widziały. Jestem pewna, że to była kolejna z tych rzeczy, którą zdążyliśmy przerobić. Możemy zacząć od nowa - podstawową naukę wśród tych, którzy potrafili ze zdumiewającą łatwością zaglądać w serca innych. Byli jak lustereczka. Tobie pozostawało tylko zacząć mówić: lustereczko, powiedz przecie...
Siedziba rodu Yamanaka, jak każda inna, była okazała, reprezentacyjna, sycąca oczy. Jednocześnie nie wystarczający pyszna, żeby onieśmielać. Solidna konstrukcja pięła się przed tobą w górę, otoczona strażnikami, którzy pilnowali tego miejsca. Złożona z dwóch pięter, pełna okien, w których odbijało się słońce, nie pozwalając dojrzeć, co dzieje się w środku. Większa część była zresztą zasłonięta. Mógłbyś na to patrzeć tygodniami i jedyne, co by się zmieniało, to twarze wartowników pracujących na różnych zmianach i klimat wokół ciebie, gdy w końcu Jesień odeszłaby w sen, pozwalając Zimie okręcić się na swoich pantofelkach. Żaden z tutaj obecnych nie zwrócił na ciebie większej uwagi, nie było zaczepiania, zatrzymywania przy drzwiach ani pytania, po co tu jesteś, skąd jesteś i w ogóle po co ci taka duża pałka na plecach. I to z przywiązanym do krańca nożem. Dopiero miła, uprzejma i kochana pani w recepcji, podobna każdej pospolitej pani dziekan, zwróciła na ciebie jakże mile, uprzejmie i kochanie uwagę, kiedy tak dumnie wkroczyłeś do środka iii w sumiee... w sumie co dalej? Korytarze, pokoje, więcej pokoi, schody... i jeszcze więcej pokoi.
- Słucham pana? - Odezwała się. Wysłuchała twojej krótkiej opowieści życia, wypowiedzianą niemalże na jednym tchu - o dziwo bez większego stresu! Doświadczenie życiowe jednak robiło swoje, co, Seinaru? Wypuść pasterza między ludzi, a zacznie krakać jak oni. - Pokój pani Arisu znajduje się na drugim piętrze. - Wytłumaczyła ci pokrótce, którędy się udać, jaki pokój - raczej nietrudno go było poznać. Jako jedyny był chroniony dodatkową porcją świeżego mięska w postaci strażników. Trafiłeś bez większych trudności (czy może jednak pobłądziłeś, Słodziaku?) do miejsca docelowego, gdzie zatrzymali cię strażnicy. Ci tutaj reagowali - a już na pewno reagowali na broń, która nie wydawała się wisieć od parady na twoim umięśnionym ciele. Zapytali o cel wizyty - i przyszło ci zdać tę samą śpiewkę. Bo ty tu z polecenia lidera... Kazali chwilę poczekać, jeden z nich uchylił drzwi, by cię zapowiedzieć, a drugi poprosił o zdanie broni, która będzie tu na ciebie czekać. Dopiero wtedy drzwi stanęły przed tobą otworem, gdy rozległo się dźwięczne: wejść!
Kobieta siedząca przy biurku, na którym leżała rozłożona mapa Karmazynowych Szczytów, była drobnej budowy o białych jak śnieg, krótko przyciętych włosach, drobnej, okrągłej twarzy i czerwonych jak karmin oczach. Ładna była. Prezentowała się godnie i dumnie, jak przystało na kogoś, kto ma stanowić ikonę swojego rodu.
- To zaszczyt gościć samuraja z Teiz. - Wstała i obeszła stół, by oprzeć się o niego pośladkami. Na cienkie usta przybrała egnismatyczny uśmiech, który nawet opisałbyś jako "sympatyczny". - Powinnam to uznać za próbę poprawienia relacji między rodami i chęć wsparcia Yamanaka w wojnie? - W rozmowach, jak na wojnie - jedno złe słówko mogło przekreślić wszystko. Tak jak jeden cios miecza mógł być tym ostatnim.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1363
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Seinaru » 26 paź 2018, o 23:11

Spoiler: pokaż
Obrazek

Uh, wszystko poszło tak gładziutko jak zwykle. Czy Seinaru naprawdę jest taki niestraszny, że wszyscy wszędzie go wpuszczają jak woźnego w szkole? Dlatego wdarcia się do siedziby Yamanaka nie można było nazwać szturmem, ani nawet wtargnięciem, po prostu nikt nie zwrócił na niego uwagi aż do momentu, w którym stanął przed panią z recepcji. Ah tak...
- Przepraszam, nie byłem umówiony... - Od tego zaczął, a potem poszło już górki. Widać do obrony granic przyda się każda para rąk, bo Kei od razu został wpuszczony dalej na audiencję u zapewne bardzo zapracowanej Arisu. Bez zwłoki udał się tam gdzie mu polecono, czyli schodkami na górę, a tam zastał już poważną kontrolę. Cóż... tutaj sytuacja była zupełnie inna niż w Ryuzaku, czuł się nieco bezpieczniej, a nade wszystko rzeczywiście złym pomysłem było stawanie przed liderką obcego Rodu będąc uzbrojonym. Posłusznie więc zdjął naginatę z pleców i przekazał ją strażnikowi na przechowanie.
- Ah panowie... jeszcze to... - Prawie zapomniał, tanto było na tyle leciutkie, że nosząc je prawie nie czuł, że wciąż wisi mu przy pasie. Gestem jego dobrej woli było oddanie całego śmiercionośnego wyposażenia, więc oprócz głównej broni, oddał również tą przyboczną. Teraz nareszcie czuł się lżejszy i w pełni uprawniony do wizyty ze swoją zleceniodawczynią.
Wszedł do całkiem przestronnego gabinetu, w którym chyba właśnie wrzała praca, jednak Arisu nie zaczęła od robienia mu wyrzutów z powodu przerwania jakiegoś zajęcia. Wprost przeciwnie, przywitała go nawet z taką grzecznością, do której Seinar zupełnie nie był przyzwyczajony.
- Yyyyy... panią również miło widzieć... - Chwila ciszy.
- Seinaru Kei, pasterz z Teiz. - Wyciągnął rękę w jej kierunku. Zapomniał jednak, że wciąż nie zrobił ani kroku po zamknięciu drzwi i aktualnie wciąż dzieliło ich jeszcze kilka metrów. Schował łapę z zakłopotaniem.
- Uhm... przepraszam... - Widać było, że był cholernie stremowany, co przełożyło się na pierwszą gafę już od wejścia. Uznał, że lepiej będzie gdy pozwoli jej poprowadzić rozmowę i na razie skupi się po prostu na odpowiadaniu na pytania.
- Yyyy tak... w sumie to nie wiem. Pan Tadatoshi nic nie wspominał o poprawianiu jakichś relacji. Właściwie to nie wiedziałem, że wymagają poprawy. No ale jeśli Pani uważa że tak, no to na pewno tak jest! - Uśmiechnął się szczerze i szeroko, trochę głupkowato. Nie wiedział w sumie, że za jego przyjazdem kryją się jakieś polityczne aluzje, dlatego postanowił po prostu pójść za jej ciosem. Podobno kobitki uwielbiają, gdy przyznaje im się rację. Tak gdzieś czytałem.
- Wie Pani, jesteście naszymi zamorskimi sąsiadami, oczywiście że Lazurowe Wybrzeża interesuje tutejsza sytuacja. Można chyba powiedzieć, że jestem tu w roli... bezpłatnego najemnika? - Damn, to źle zabrzmiało. Najemnik wypowiedziany w takiej rozmowie tylko w kilku kontekstach brzmi dobrze, a to nie był jeden z nich.
- Pan Tadatoshi po prostu wysłał mnie, abym był tutaj pomocą i wypełniał Pani rozkazy. Nie wolno mi tylko zabijać moich krajan, to od razu uprzedzam. Prawdę mówiąc to w ogóle niezbyt dobrze znoszę widok krwi. Zawsze jak się gdzieś rozleje to aż mi ciarki potem przechodzą po plecach... okropne uczucie. - Na samą myśl jak powiedział tak zrobił - ciarki przebiegły mu po plecach.
- No ale dość już o mnie. Co tam u Was? - Szybko zrzedła mu mina i zreflektował się.
- Yyyy... przepraszam... chciałem powiedzieć... jak wygląda sytuacja na froncie? - Szybko ubrał pytanie w inne słowa, aby już zapomnieć o kolejnej wpadce.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 27 paź 2018, o 09:49

Misja Wojenna B
Seeping through the cracks
I'm the poison in your bones.

Obrazek
4

Karmin jej oczu był jak oczy kucharza, który właśnie ocenia wyjątkowo apetyczny kawałek wołowiny i zastanawia się, jaką przyprawą ją przyprószyć, by wydobyć zeń jak najwięcej walorów smakowych. Odrobina soli, szczypta majeranku... nie. To nie było spojrzenie żarłoczne, raczej oko profesjonalisty, które właśnie wycenia tak, jak chyba nie powinno wyceniać się człowieka. Waży każde z mięśni, każdy z ruchów, a od tego jednego fałszywego, tego jakże szczerego wyciągnięcia dłoni, tylko w jakiś niezręczny sposób, mogło zależeć więcej, niż chciałbyś założyć. Lecz oczywiście - nie zakładałeś. Przecież nie byłeś politykiem, a już na pewno nie byłeś wysoko urodzonym, żeby zamartwiać się tym, że w tym momencie to wypada dygnąć w ten sposób, ale już w tej samej sytuacji, tylko dwie minut później, trzeba się równo pokłonić. Drobna postać przed tobą zdawała się zaś stworzona do tego, by stać na szczycie i łapać za mordy wszystko, co nawinie się jej pod rękę, nie potrzebowała do tego wyglądu Pudzianowskiego i barków dwa na dwa. Była całkowicie swobodna, delikatna jak na kobietę przystało, z pedantycznie niemal ułożonymi włosami, idealnie równymi, eleganckim strojem, którego zamiarem nie było podkreślanie jej kobiecych walorów, których natura jej nie poskąpiła, a podkreślenie szlachetnego urodzenia. Błękitu krwi, który wypełniał jej żyły i odróżniał od... pastuchów na przykład.
Nawet nie drgnęła, kiedy wyciągnąłeś w jej kierunku dłoń. Swoje, drobne, o wypielęgnowanych, równie przypiłowanych paznokciach, oparła na kancie biurka i czekała. Na to, aż się przedstawisz, zbliżysz? Aż w końcu zrobisz coś więcej niż wyciągnięcie dłoni z oczekiwaniem, że liderka wybiegnie ci na spotkanie z otwartymi ramionami? Nie było z jej strony ruchu, więc twoja dłoń opadła w dół. Rzeczywiście - bardzo niezręczna sytuacja, choć białowłosa wydawała się zupełnie nieporuszona.
- Słyszałam o panu wiele dobrego. Sława pana prześciga. - Tak, tak, zdecydowanie było lepiej oddać jej wodzę rozmowy, przynajmniej wtedy jest szansa, że wszystko potoczy się dokładnie tak, jak... napisałabym: zaplanowałeś, ale zapewne nie planowałeś wcale. Więc może: jak twój zwierzchnik sobie zaplanował. - Nic nie szkodzi. Zwyczaje Yinzin nie są mi zbyt dobrze znane, jak mniemam dzieli nas spora różnica kulturowa. - Nawet ślepiec zobaczyłby twoją tremę, nerwy, które nie pozwalały ci normalnie funkcjonować. Tadatoshi musiał upaść na głowę, że wysłał tutaj ze wszystkich samurai akurat ciebie - na misję polityczną! Śledczą! Kogoś, kogo subtelność była pokroju słonia w porcelanie. Mocne braki musiały być w kadrach samurajskich, och mocne.
- Nie przepadam za niekompetencją, panie Seinaru, więc prosiłabym sobie nie żartować w ten sposób. - Uchyliła na drobną chwilę kąciki warg ku górze, coby zaznaczyć, że niemal docenia żarcik, jaką ją uraczyłeś, że niby nie wiesz i że twój przełożony nie sprecyzował polityki, jaką masz prezentować, kiedy wyruszasz już na oficjalne odwiedziny. Tak oficjalne, że aż niepoprzedzone żadnym listem czy zawiadomieniem. Twarz kobiety była całkowicie nieprzenikniona, nie byłeś w stanie powiedzieć, o czym dokładnie myśli, ba! O czym myśli w ogóle i czy już za tych parę głupich tekstów cię nie znienawidziła, albo myślała o tobie jak o niededukowanym pastuchu. - Najemnika? - Tak, zdecydowanie brzmiało to źle. Nawet bardzo źle. Tym nie mniej podczas wojny każda ręka się przyda, a przynajmniej teraz gadałeś z sensem. No, przynajmniej na krótką chwilę. Racja, Yinzin było dość bliskim sąsiadem, a o zagraniczne relacje, zwłaszcza te najbliższe, trzeba dbać, chuchać i dmuchać. Żeby czasem się nie zakurzyły, skoro już samurajowie zeszłego roku postanowili wyjść do świata i wziąć udział w wojnie pod Murem, wtrącając się po raz pierwszy w losy całego kontynentu.
- Panie Seinaru. - Zabrzmiało to bardzo mocno oficjalnie, nawet nieco chłodno, a jej głos przy wypowiadaniu tych dwóch słów nieznacznie nabrał na mocy. Nie to, żeby bardzo wychylał się ponad normę. - Skoro Szanowny Tadatoshi przysyła pana do mnie jako najemnika, nie mogłabym nie docenić takiego gestu. Przydzielę do pana jednego z naszych ninja, by nie miał pan problemu z poruszaniem się po prowincji. Mam nadzieję, że rozumie pan, że wszelkie samowolne działanie z pana strony może zostać źle odebrane. - Ostrzeżenie? Przestroga? Fakt? - Aktualna sytuacja wojenna jest stabilna, jeśli taka odpowiedź pana satysfakcjonuje. Próbuję przechylić tę sytuację na naszą korzyść.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1363
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Seinaru » 27 paź 2018, o 13:55

Rozmowa od samego początku nie potoczyła się tak, jak Seinaru wyobrażał sobie to ostatnio pod prysznicem. Niemniej jednak powiedział to co chciał, zmienił tylko nieco słowne opakowanie. Od całkowitej kompromitacji uratowała go chyba jednak tylko jego reputacja, która zapewne dawała mu jakiś kredyt zaufania w oczach ludzi, którzy wcześniej o nim słyszeli. Dlatego Arisu nie skreśliła go od razu, a jedynie puściła mimo uszu wszystkie nietakty i nieokrzesanie samuraja.
- Faktycznie, "najemnik" nie brzmi zbyt dobrze w tej sytuacji. Nasza hierarchia jest jednak bardzo prosta. Ja jako Hatamoto w czasie wojny wykonuję polecenia Yakuina, czyli pana Tadatoshiego. On zdążył mnie już nieco poznać i Pani zapewne zorientowała się, że nie nadaję się do misji dyplomatycznych. Uważam, że jest zbyt mądry na to, aby wysłać mnie tutaj na pakty, ale jednak przybyłem tutaj za jego rozkazem. Moim celem nie jest poprawa stosunków między jakimiś prowincjami, tylko ograniczenie ofiar przez pomoc w szybkim zakończeniu konfliktu. Tam, na froncie. - Pokazał wzrokiem mapę leżącą na jej biurku. Wyjaśnił już konkretnie i pokrótce co on o tym wszystkim myśli. Naprawdę nie czuł się dobrze w roli emisariusza i chciał wyjaśnić tą kwestię już na początku, aby nikt nie oczekiwał od niego spełnienia roli, której nie potrafił odegrać.
- Bardzo dziękuję za pomoc. Na pewno przyda się ktoś ze znajomością terenu, jestem na tych ziemiach pierwszy raz. - I co dalej? Formalności mieli już chyba za sobą, a on wciąż jednak nie wiedział co zrobić ze sobą dalej. Gdy usłyszał, że Arisu była właśnie w transie planowania kolejnych wojennych działań ożywił się nieco. Nie był urodzonym strategiem, często przegrywał nawet w statki, ale zwietrzył tutaj okazję do zagarnięcia sobie w końcu jakiegoś zadania.
- Właśnie, wspominając o przechylaniu zwycięstwa na naszą stronę. Od kogo będę przyjmował kolejne rozkazy? Powinienem się do kogoś zgłosić po przydział, czy tutaj będę otrzymywał kolejne zadania?
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 27 paź 2018, o 23:10

Misja Wojenna B
Seeping through the cracks
I'm the poison in your bones.

Obrazek
6

Kobieta wysłuchała cię uważnie i ze spokojem. Kompromitacja i porażka - tak można było krótko i jasno podsumować twoje dotychczasowe słowa. Widzisz? Mówiłam przecież - tu jak na wojnie. Gorszej, trudniejszej, rządzącej się własnymi prawami, gdzie każdy chwyt był dozwolony tylko jeśli potrafiłeś go ubrać w dostatecznie ładną oprawkę. Opleść wianuszkiem świeżo zerwanych stokrotek, dodać kilka kłosów trawy cytrynowej, naprawić małą ułomność własnej postawy. Wyprostowany, z krawatem pod szyją, mocno zaciśniętym co z tego, że dusi. Musi dusić, żebyś miał pewność, że na pewno jeszcze nikt cię nie otruł. Tylko prawdziwy ból będzie tu dowodem, że jeszcze nie osunąłeś się po ścianie szaleństwa w świat sennych koszmarów. Na jawie nosiły imię dobrze ci znane - nazwano je: wojna, a panią im ta, co po przełamaniu pieczęci konia czerwonego dosiada, by nieść śmierć przez niezgodę, miecz i pięści. Narzędzie było mało istotne, kiedy dawało ten sam efekt. Skoro już tę jedną porażkę poniosłeś, gorzej być nie mogło. Ach, nie, wróć - mogło. Arisu naprawdę nie musiała niczego mówić, komentować w jakikolwiek bardziej dosadny sposób twojego zachowania i słów, które wypadały gorzej niż marnie, nie musiała wykrzywiać swoich ślicznych ust w sposób inny niż do uśmiechu ani marszczyć brwi - i nie robiła żadnej z tych rzeczy. Sam przed sobą najlepiej wiedziałeś, że twoje zdania były stopione jak guma, ciągnęły się bez ładu i składu, w każdą stronę, w którą tylko się obróciłeś, starając się zachować twarz. Bogowie ci świadkiem (albo tylko diabeł, bo który z bóstw błogosławiłby Przeklętemu?), że chciałeś dobrze - jak zawsze. I jak zawsze - wychodziło źle. Szkoda tylko, że (znów - jak zawsze!) skutki tego "źle" musieli pożerać inni, tylko nie ty sam. Tak, Seinaru? Czy nie tak to było? Śmiało.
Znamy się przecież nie od dziś.
- Taka "pomoc" między prowincjami nigdy nie jest bezinteresowna, a ja nie lubię, kiedy do moich włości wysyłany jest szpieg. - Postawiła sprawę jasno, skoro zamierzałeś również pewne rzeczy "rozjaśnić". Tylko pewne, bo Arisu nie była liderką od dziś, nie żyła na tym świecie od dziś przede wszystkim, żeby nie wiedzieć, że coś takiego jak "pomoc ludności, bo cierpią", kiedy jakiś lider wysyła swojego cennego wojownika na obcą wojnę, która ich kompletnie nie dotyczy i to nie ich ludzie giną... och, takie bajki nie istnieją. Wsunęliśmy je na półki strychowe i okryliśmy je białym prześcieradłem, by nie zakurzyły się, nim pożrą je szczury i mole. Może dotrwają do czasu, w którym narodzą się dzieci, które jeszcze karmiło się fałszem i mydliło oczy opowieściami o pięknym i szlachetnym świecie. - Pomoc zawsze jest w cenie. - Zakończyła całą tą dyskusję, zamykając temat polityczny - przynajmniej na razie.
- Doceniam, że ufa pan moim zdolnościom taktycznym do tego stopnia, w którym wierzy pan, że potrafię w chwilę rozplanować dla pana całą wojnę, ale obawiam się, że muszę pana zawieść. - Oto stał przed nią samuraj, bardzo dorodny kawał mięsa, który mogła w dowolny sposób wyłożyć na talerzu. Jaką zastawę wybrać, jakie wino do niego dobrać..? Które miejsce na stole będzie dla niego najlepsze? - Aktualnie przydzielę pana do sentokiego, który pana pokieruje. Chciałabym w pełni wykorzystać pana potencjał. Zapewne pokieruję pana na zachodni front, w okolice granic z Kyuzo. Powrót do Saimin w takim wypadku byłby niepotrzebną stratą czasu i narażaniem jednostek. Na miejscu będzie pan pod dowództwem jednego z najwyższą rangą stacjonującego tam ninja. Dokładne informacje zostaną panu dostarczone, kiedy je ustalę. - Prost, krótko i na temat. Kobieta miała łeb jak sklep, ale bez przesady. Z góry wyceniać ruchy, bez odpowiedniego rozeznania się w obecnych raportach i dokładnego przejrzenia informacji, gdzie potrzebni są ludzie - głupota. Mogła być pewna siebie, ale nie była głupia. - Tymczasem może pan skorzystać z dobrodziejstw Saimin. Mam nadzieję, że miasto się panu spodoba. Przed zachodem słońca proszę się pojawić przed siedzibą władzy, odpowiednia osoba będzie już na pana czekać.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1363
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Seinaru » 28 paź 2018, o 15:59

Oh my, gdyby mógł, przewróciłby teraz oczami na to nieporozumienie. Kurcze, nie chciał wyjść na jakiegoś niekompetentnego tłumoka i przy okazji wystawić tym odpowiednią wizytówkę całemu Teiz. A to oskarżenie o szpiegostwo? To tak samo jakby słonia podejrzewać o występowanie w balecie. Nie obraziło go to, ale pokazało, jak daleka od zrozumienia postępowania samurajów i jego samego jest pani Arisu. Czy samuraje szpiegowali? Czy ich bushido pozwalało na takie nieczyste gierki? Seinaru nie znał całej tej doktryny od deski do deski, ale sam nie podejrzewał Tadatoshiego o uczynienie z niego pionka w jakiejś wojennej grze. Tak, można powiedzieć, że Kei ufał zarządcy Teiz na tyle, aby dla jego zadowolenia i dobrej opinii schować swoją męską dumę do kieszeni. Również wtedy, gdy uwagi liderki Yamanaka stały się dość prowokacyjne i zaczepne. Samuraj zachował jednak spokój i zaraz przekonał się, że mu się to opłaciło, bo wreszcie przeszli do konkretów.
- Tak... dziękuję bardzo - Nie miał ochoty na zwiedzanie Saimin, ale bardziej nie chciał nie zgadzać się z Arisu i ciągnąć tej rozmowy dalej. Tym bardziej, że obmyśliła ona już dla niego odpowiedni plan akcji, którego następnym punktem była ewakuacja z tego pokoju, co chyba im obojgu było na rękę. Ukłonił się zatem, zrobił kilka kroków w tył, a potem obrócił się i wyszedł zgodnie z poleceniem. Przed drzwiami odebrał swoje ruchomości, a następne ruszył w miasto. Po co? No cóż, obmyślił sobie sprytnie, że skoczy do jakiegoś onsenu, aby się zrelaksować, a następne posili się przed wyruszeniem na front. Przeszła mu przez myśl również rezerwacja hotelu, ale nie miał pewności, czy wróci następnego dnia. A co jeśli zginie w zasadzce partyzantów? Pokój pozostanie wynajęty do końca świata i będzie go blokował jakimś innym potencjalnym gościom. Nie, to nie wchodziło w grę. Skorzystał więc z przechodnich tutejszych atrakcji, aby wieczorkiem przed siedzibą liderki stanąć w miarę możliwości zregenerowany i z pełnym żołądkiem.
Tak też się stało, gdy ponownie przyszedł pod drzwi siedziby głowy Rodu, aby szukać swojego łącznika, był już najedzony i pachnący. Włos umyty, majty przeprane, wszystko na swoim miejscu. Szkoda, że nie zapytał, jak znajdzie swojego nowego towarzysza. Cóż, pozostało tylko czekać na nieśmiałą zaczepkę "eeee... Pan Seinaru?"
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 29 paź 2018, o 08:26

Misja Wojenna B
Seeping through the cracks
I'm the poison in your bones.

Obrazek
8

Saimi było urokliwym miejscem, ale przecież ty już o tym wiedziałeś. Spokojnym, choć tkwiącym jak perła na wojennej górze zgiełków i obaw, gdzie nie mogłeś dostrzec ani jednego typowego przedstawiciela tego klanu. Nie było złotych, czy białych włosów, pustych oczu pozbawionych źrenic. Albo dobrze się kryli, albo mieli o wiele ważniejsze rzeczy na głowie niż wałęsanie się po ulicach tego miasta i podziwianie, jak trawa więdnie, przygotowując się na nadejście zimy. Za to pojedynczy shinobi jako tacy widoczni byli. Jeden mężczyzna, zniszczony wojną i życiem, okryty bandażami i brudem, odpoczywający w promieniach słońca przy jednej z budek z jedzeniem, był ikoną, oknem na świat zewnętrzny. Jak wszyscy ci wojownicy, którzy ledwo byli w stanie wrócić spod Muru. Jedni z ranami, które będą ich prześladować do końca, ropiejąc w ich wnętrzu, inni bez nogi, by już nigdy więcej nie mogli pobiec do przodu i wybiec na spotkanie rodziny. Wojna i herb, pod jakim służyli, były dwoma elementami, które łączyły tych wszystkich ludzi do tego stopnia, że jeden był zależny od drugiego. Życie tego mężczyzny, który właśnie wyszedł z lecznicy z porwanym ubraniem mogło zostać ocalone przez tego, któremu medycyna nie była w stanie pomóc od razu. Dziwnie wyludnione wydawały się te tereny, ale może to tylko złudzenie. Nieodpowiedni czas to, nieodpowiednie miejsce. Wszyscy zapewne jeszcze pracowali na polach i w swoich zakładach, dlatego ulice nie miały okazji zapełnić się tak, jak zapełnione potrafiły być w największych miastach na terenach prowincji rodów.
Słońce wygrywało barwy krwi, płomieni i fijołków, kiedy kryło się za horyzontem, przepuszczając ostatnie ze swoich promieni. Tylko te fijołki nie pasowały do przyszłości, którą właśnie rozkładała przed tobą wierna Los, zachowująca absolutną ciszę przy pieśni zachodu słońca, nieobecna ciałem, że mogłeś sobie nie zdawać nawet sprawy z jej obecności. Skoro nie można było dostrzec jej gołym okiem - nie istniała. Przed samą siedzibą nie kręcił się już właściwie nikt. W samym wnętrzu przesuwały się ze dwie osoby, widziałeś je przez otworzone drzwi - przemiła pani sekretarka i jakaś osóbka w fartuchu, która zasuwała na kolanach ze ścierą w rękach, nie ośmielając się unosić swojej głowy, kiedy pracę miała tak nisko. Strażnicy się zmienili - nowe twarze... czy wciąż te same? I nikogo, kto mógłby do ciebie podejść, wykazać swoją niższość, kto by na ciebie tutaj czekał zgodnie z tym, co zapowiedziała liderka. Za wcześnie przyszedłeś? Za późno?
- Pan Seinaru? - Rozległo się za twoimi plecami.
Nie słyszałeś nawet jego kroków.
Mężczyzna był wysoki, mniej więcej twojego wzrostu, o długich, równo przystrzyżonych, myszowatych włosach, które układały się jedwabiem wokół jego twarzy i opadały na plecy, w większości złapane szarfą w kuc. Nosił na sobie czarno-karminowe kimono, przeszywane bielą, które nie wyróżniało go zbytnio z tłumu, a przy pasie krótkie wakizashi. W zasadzie - nie wyróżniał się zupełnie niczym. Gładka twarz, wąskie usta, inteligentne oczy - złote - pozbawione całkowicie źrenic. Mógłby uchodzić za całkowicie nijakiego, przeźroczystego wręcz. Zwłaszcza, że uśmiechał się całkiem... sympatycznie. Przepraszająco.
- Mam nadzieję, że nie kazałem panu na siebie długo czekać. Yoshida Akiya, to zaszczyt pana poznać. - Pokłonił się połowicznie, by oddać ci wszelki szacunek, na jaki zasługiwałeś (albo nie?). A i nawet uścisnął ci dłoń, jeśli ją wyciągnąłeś w jego kierunku. - Proszę o wybaczenie, nie jestem obeznany z kulturą Yinzin.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1363
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Seinaru » 29 paź 2018, o 12:55

Aż lekko podskoczył, gdy usłyszał swoje imię zza pleców. Przerażające, gdy słyszy się je tak nagle nie wiadomo skąd, nawet jeśli czeka się na nie już od dobrych paru minut. Odwrócił się czym prędzej, aby ujrzeć całkiem przystojnego młodzieńca , który na szczęście nie okazał się być piekielnym pomiotem Arisu, bo nawet nie zapomniał o manierach. Seinaru odkłonił mu się oczywiście, aby sprawić dobre pierwsze wrażenie.
- Tak, tak, to ja. Seinaru Kei, najlepszy samuraj wśród pasterzy i najlepszy pasterz wśród samurajów. - Uścisnęli sobie nawet dłoń i porobili resztę tych grzecznościowych rzeczy, których wykonanie uprawniało dżentelmenów do zaczęcia w końcu rozmowy.
- Oh nic nie szkodzi, Yoshida. Króciutko czekałem, nawet mi nie zdążyły nogi ścierpnąć. - Wzruszył ramionami, takie wchodzenie w tyłek było dla niego trochę nowe, nie był przyzwyczajony i chyba dlatego wolał nawiązać nieco luźniejszą relację. Rozejrzał się jeszcze dookoła dla pewności i zaczął znów.
- Więc... co będziemy robić? - Kei spodziewał się, że teraz będzie po prostu słuchał i pomagał swojemu towarzyszowi. Nie miał innego wyjścia, oprócz wzięcia tego co mu podadzą. Oczywistym było dla niego to, że jego przewodnik pełni również rolę przyzwoitki, czyli jego zadaniem oprócz prowadzenia Seinara za rączkę jest dopilnowanie, aby samuraj nie wtykał samodzielnie nochala tam, gdzie nie powinien. Ma wejść, zrobić robotę i wyjść, bez żadnych skoków w bok. Dla niego było to zupełnie w porządku, nie miał żadnych nieczystych zamiarów, tym bardziej, że do tej pory wszyscy byli dla niego względnie mili, poczynając od Misae, a kończąc na stojącym właśnie przed nim Yoshidą.
- Arisu-sama zdecydowała, że w trakcie mojej wizyty będziemy pracować razem, ale szczerze mówiąc... - ściszył głos... - ...jestem tutaj po raz pierwszy. - Wrócił już do normalnego tonu.
- Nie dała mi również żadnych konkretnych rozkazów co do mojego udziału na froncie. Ty na pewno wiesz co nas czeka, prawda? - Zagadnął już bezpośrednio, czekając na konkrety. Był wieczór, czyżby mieli dotrzeć na front w nocy?
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 29 paź 2018, o 21:54

Misja Wojenna B
Seeping through the cracks
I'm the poison in your bones.

Obrazek
10

Najlepszy samuraj - w końcu! Tyle czasu zabiegania o tytuł, który teraz ile był wart? Nie więcej, niż tego psa, który czekał w twoim mieszkaniu. Niż tych białych owiec, wśród których mogły być i czarne - ich kolor nie miał znaczenia. Byle nie być surykatką. Akiya nie skomentował tego żadnymi słowami, uśmiech był jedynym komentarzem, ale wystarczającym. Teraz muszę nadmienić, byś czasem źle nie zrozumiał, że nie był kpiący, szyderczy, nie było w nim żadnego wywyższania się, więc rzeczywiście - żaden z niego diabelny pomiot wyciągnięty rodem z podmroku. Uśmiechnął się tak, jakby mimo delikatnego zdziwienia tym przedstawieniem całkowicie rozumiał. Więc nawet jeśli nie rozumiał, albo odczuł jakiekolwiek zażenowanie twoją ekstrawagancją, w żaden sposób nie dał tego po sobie poznać. Tytulatura oficjalna została w tyle, bardzo ścisłe warunki dobrego wychowania zostawiliście za swoimi plecami, posypane solą, żeby nie drażniły tak, jak drażniły w gabinecie Arisu. Musiałeś mieć w końcu przed sobą kogoś wyżej rangą niż Akoraito, przynajmniej Sentoki. Może nawet wyżej..? Wyglądał tak, jakby mógł mieć rangę Doko ze swoją niepozornością. Mocniejsze zaciśnięcie dłoni na jego barku na pewno doprowadziłyby do jego rozpadu, pokruszenia się jasnej karnacji tak jak kruszyła się biała kreda, którą dzieci tuliły do swoich piersi, by móc na chodnikach wymalować domki, drzewka - i tego pieska, którego bardzo chciały przygarnąć, ale matka im nie pozwoliła. Tego samego, którego mogłeś za to przygarnąć ty. Pewnie dlatego kreda nie była ci potrzebna. Bo mówić, że z niej wydoroślałeś? Ha... Te silne dłonie nie zostały stworzone do tego, by zaciskać się na broni o ostrzu, które przecinało ludzką codzienność. Niestety nie wykuto ich również do bezczynności.
- Całe szczęście. Zwłaszcza, że czeka nas długa podróż. - Spojrzał na budynek administracyjny, który powoli szykował się do snu, tak jak zresztą miasto. Chłodne, nieprzyjemnie wilgotne wieczory, ciągnące mroźnym powietrzem z gór, nie były dobrym czasem do wybierania się na spacery, za to rewelacyjnym czasem do tego, by usiąść przy ciepłym palenisku, albo w barze przy butelce nagrzanej sake. Jak też słychać - miały być idealnym czasem na podróż.
- Zostaliśmy przydzieleni do drużynie na froncie. Musimy tam dotrzeć jak najszybciej. - Obrócił się w kierunku przeciwnym do siedziby władzy i gestem zaprosił cię do dołączenia do niego. Nie żeby było to zaproszenie, któremu można było powiedzieć "nie". - Szczerze mówiąc zawsze działałem sam, moją specjalnością jest infiltracja, nie walka w zgiełku. - Pokręcił lekko głową z uniesionymi brwiami i uśmiechem ni to rozbawienia, ni zmieszania. - Z tego co zdążyłem się dowiedzieć pańską mocną stroną nie jest inwigilacja. - To nie było pytanie, to było stwierdzenie oczywistości. Sława w końcu cię prześcigała, jak już to liderka zdążyła zauważyć, a i on usłyszał "co nie co" z jej ust. - Jeśli sytuacja w obozie będzie stabilna udamy się na tereny Hyuga i spróbujemy rozbroić jeden z ich obozów, który odkryto w pobliżu. Nie musisz się martwić, że jesteś tu pierwszy raz, na szczęście ja biegam po tych terenach od urodzenia. - Zapewnił z uśmiechem. Po drodze upewnił się, czy masz na podróż wszystko, czego ci potrzeba, ponieważ droga może potrwać do dwóch dni. W razie czego mogliście bez problemu je uzupełnić, sklepy nadal były pootwierane. Ulice miasta powoli były rozjaśniane płomieniami latarni i blaskiem padającym z wnętrza domów, a światło księżyca rokowało spokojną drogę. Przynajmniej - widoczną drogę.
Dotarliście do stajni i tam Akiya poprosił stajennego o wyciągnięcie dwóch koni, za które zapłacił woreczkiem złota. Jeden był przeznaczony dla ciebie. Sam wskoczył na swojego i wyprowadził go na środek drogi.
Ruszyliście.

-> Zapraszam tutaj
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1363
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Yami » 14 lis 2018, o 22:29

Bezpańskie Psy
Misja rangi C (Wojenna) 7.2/30
Hikari Terumi


W końcu przed waszą dwójką wyrósł spod ziemi budynek Siedziby Władz. Wejścia pilnowała dwójka członków klanu Yamanaka, którzy obserwowali okolicę. Miejsce to w porównaniu do ulic było dużo żywsze niż ulice miast. Co chwilę przybiegali na miejsce to nowe osoby, które dostarczały informacji z różnych rejonów prowincji, zaś z samego budynku wychodzili kolejni posłańcy. Mimo, że wojna nie przyjmowała charakteru globalnych starć ilość informacji przechodzących przez to miejsce była zadziwiająca.
Chłopak, który prowadził ciebie zbliżył się do jednego strażnika i przedstawił sytuację. Przekroczenie progu budynku nie stanowiło teraz żadnego wyzwania. Skierowaliście się w stronę jednego z gabinetów przystosowanych do wydzielania zadań dla najemników, którzy pragnęli pomóc w walce z Hyuga.
Młody Yamanaka zbliżył się i uderzył dwukrotnie w drzwi. Odpowiedź w postaci dość zmęczonego głosu nadeszła błyskawicznie. Krótkie, zdawkowe " Wejść" zabrzmiało w waszych uszach. Yamanaka otworzył Tobie drzwi.
Pokój w którym się znajdowałeś byś obszerny świadcząc o wyższym statusie urzędnika, który siedział za zawalonym dokumentami biurkiem. Ubrany był w białą yukatabirę. Miał około 40 na karku. W dłoni trzymał podniszczony ołówek. Oficjalne dokumenty powinno spisywać się atramentem jednakże, z powodów prawdopodobnie braku czasu robił to właśnie przy pomocy tego węgielka zatopionego w drewnie.

- Ah, tyś z pewnością jest Hikari. Miło mi widzieć ciebie w tych niespokojnych wszak czasach. Usiądź proszę. - odparł wskazując ręką na siedzisko przygotowane naprzeciw stołku.
Młody Yamanaka ukłonił się i już miał opuścić pokój lecz zatrzymał go spokojny głos mężczyzny.
- Poczekaj jeszcze chłopcze. Sprawa ta zaś i ciebie dotyczyć będzie.
Zwrot ten sprawił iż młodzieniec spojrzał to na urzędnika to na Hikariego niepewnym wzrokiem.
-Hikari-san, przykro mi, że zmuszony jestem prosić ciebie o wypełnienie zadania, które może być niemiarodajne do umiejętności twych jednakże ze względu na pewne czynniki zmuszon jestem Ciebie o to prosić. Nie muszę mówić, że wojna wiele wymaga, nawet taka... powolna jak ta. Większa część środków została odpowiednio pokierowana dlatego często brakuje osób do mniejszych w stosunku wojny prac lecz równie ważnych. Wojna ma to do siebie, że panosząca się hołota często staje się zbyt pewna siebie. Łączy się w grupy, stanowi zagrożenie dla tych, którzy sami nie są w stanie się bronić. W czasach spokojnych problem ten zdążyłby rozwiązać się szybciej niż zdmuchnięcie wszystkich nasion z dmuchawca, jednak teraz sprawy się komplikują. Dlatego chciałbym abyś zajął się rosnącym zagrożeniem w północnych częściach prowincji, który to grupa samozwańczych "Bezpańskich Psów" zaczęła szabrować okoliczne tereny. Zważywszy, żeś niezaznajomion z terenem... młodzieniec z naszego rodu będzie ci towarzyszył.

Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1304
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hikari » 19 lis 2018, o 21:39

Dłużej Terumi nie miał zamiaru już czekać, więc te słowa były miodem dla jego uszu można powiedzieć. Chciał ruszyć dalej, odwalić swoją robotę jak najszybciej i zająć się chociaż odpoczynkiem. Nie zwracał specjalnie uwagi na stan chłopaka, przecież nic zupełnie mu się nie stało w tej sytuacji. Pochwały nad względem szybkości już parę razy usłyszał, ale wciąż czuł, że jest to niewystarczająco. Parę razy już to zdarzyło przecież, ale Natsume jest daleko poza zasięgiem. Zresztą co o nim myśleć, nawet ten przeklęty szermierz z Ryuzaku, który zatruł mu sporo krwi. To co zrobił wtedy nigdy nie zostanie mu wybaczone. Dojście do siedziby władz było dość szybko, a wszystkimi formalnościami zajmował się towarzysz. Najpierw rozmową z strażnikiem, a także doprowadzeniem do jednego z gabinetów dla najemników. Podła dyskryminacja, ale co zrobić widocznie ludzie z gór są dość dumnymi ludźmi. Zapewne w jego osadzie traktowano by takich na równi, każdy chętny na bitkę, bo szukać zaczepki najłatwiej bez myślenia. Przy okazji ile czasu jest do zabicia, na nudy narzekać też nie można. Ehhh i właśnie przez brak chęci osiągania porozumienia ten świat widzi wieczne wojny jak ta tutaj.
Po dwukrotnym stuknięciu w ostatnie drzwi zostało wykrzyczane proste polecenie, aby wejść. Hikari nie miał żadnego powodu odmawiać, więc przekroczył próg dość szybko chcąc poznać szczegóły pierwszego zadania. Przedstawić je miał jakiś około czterdziestoletni urzędas z podniszczonym ołówkiem. No pięknie, nawet na atrament ich nie stać? Gdyby wiedział to by mógł ich za sponsorować, może potem byliby mu bardziej wdzięczni po wygranej. To byłby klucz do zwycięstwa prawda? Ta ukryta ścieżka ukończenia czterdziestogodzinnej gry w dziesięć minut. Nie? Szkoda.
- Nawet przypadkiem się zgadza.
Powiedział to zajmując miejsce nie przejmując się swoimi słowami. Był o dziwo dość zrelaksowany, wątpił aby dali mu coś ciężkiego skoro został zaprowadzony w takie miejsce. Młodzieniec chciał wyjść z pokoju, ale został zatrzymany przez mężczyznę siedzącego za biurkiem. Na widok niepewnego wzroku Terumi spokojnie kiwnął głową.
- Skoro nie widzą przeciwwskazań, trochę pewności siebie.
Nie był człowiekiem, który zazwyczaj siedział cicho, ale to chyba dużo takich ludzi chodzi po świecie, szczególnie z skłonnościami po alkoholu. No teraz nie wypił prawie nic, tylko jedno piwo odstawiając sake, ale jeszcze pewnie brakuje paru tygodni nim w żyłach procenty zamienią się w czerwoną ciecz. Słuchał dalej ładnie ułożonych słów, także z przeprosinami, ale prawdę mówiąc nie było takiej potrzeby. Ostatecznie wciąż wątpił, aby był tak sławny, że mógłby dostać tutaj jakieś wyzwanie niesamowite na start. Nawet mimo takich słów, każdy chce zachowywać pozory aby nie obrazić rozmówcy. Po co komu kolejny wróg skoro mają ich już sporo? Albo Terumi zbyt wiele myśli na trzeźwo.
- Nie widzę problemu, aby wykonać taką misję. Szczególnie na początek, miałbym jednak parę pytań wpierw.
Tutaj nie musiał się zastanawiać, położył łokcie na stole i lekko się podpierał, bo tak mu było na ten moment wygodniej.
- Czy dobrze rozumiem, że to są w większości cywile? W takim wypadku postarać miałbym się do załatwienia tego bez ofiar?
Zazwyczaj mu nie wychodziło raczej, albo przynajmniej na porażkach się skupiał. Z drugiej strony wiele osób, które zabił zasługiwało na to. Ciężko to ocenić jak to jest faktycznie w tym przypadku.
- Znacie jakąś ich liczbę, czy są wśród nich znane jakieś umiejętności, albo coś co powinienem wiedzieć jak dokładniejsza lokalizacja?
Po uzyskaniu na to odpowiedzi nie chciał marnować więcej czasu tak więc Hikari miał tylko jeszcze jedno do dodania.
- Jeżeli to wszystko to dziękuję za rozmowę i do zobaczenia potem.
Wstał z krzesła, a następnie ruszył do wyjścia nie czekając. Jeżeli młodziak się ociągał nie wiedząc co robić to miał zamiar dodać mu trochę otuchy.
- Tylko nie zostawaj z tyłu, w końcu to Ty musisz iść przodem.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Yamanaka Inoshi » 20 lis 2018, o 21:29

Misja Rangi - CW - 9/...

- Rok 385 - Zima -
- Terumi Hikari -
- Siedziba władzy -

- Bezpańskie psy -





" Zlecenie "

Takie zlecenia nie były dla ciebie. Bandy rabusiów z drugiej strony dostałeś chłopaka do niańczenia. Tak naprawdę to nigdy nie wiadomo na co się natrafi i nawet takie zadania trzeba szanować. Początkowo nie dostałeś zbyt wielu informacji od mężczyzny zawalonego papierami. Wciąż miałeś swoje pytania które miały doprecyzować wszystko to co powinieneś był zrobić oraz jak. Nie widzę problemu by wykonać taką misję, hah, Terumi zabrzmiał tak jakby był rzeczywiście baaardzo pewny swoich umiejętności i nie umknęło to uwadze mężczyzny który podniósł brew w tej samej chwili w której skończyłeś mówić.
- No cóż, nie powiedziałbym jakobyśmy nie potrzebowali najemników na więcej zadań... - Zaczął powoli, nieco znużony, nie jeden taki jak ty siedział już przy jego stole. Nie było to nic nowego bo częścią papierów na stosie jaki znajdował się w jego biurze były papiery i kontrakty należące właśnie do najemników którzy zaciągnęli się w różnych celach na tę wojnę.
- A czy rzezimieszki to cywile? - Wzruszył ramionami. To już kwestia jak kto kogo nazwie. Doprawdy nawet Doko mógłby być tutaj cywilem pomimo stopnia wojskowego jednak, wszyscy wiedzą, że w wypadku wojny lub konfrontacji nie muszą brać w niej udziału. Tak samo wszyscy inni ludzie którzy nie posługują się chakrą, oni również mogą dołączyć do armii i przydać się w czasie wojny lub też pokoju.
- Osada Notsuka, to miejsce w którym ostatnio narozrabiali. Raporty donoszą, że szaber ma miejsce gdzieś na drodze na południe od samej osady. Ostatnio pozwolili sobie jednak zrabować, zagrabić wręcz transport przeznaczony dla nas, dla Saimin. Zwyczajna żywność która zostanie później dostarczona na front. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdybyśmy pobierali żywność z tej osady... Rozumiesz do czego zmierzam? - Mówił nie zajmując się w tej chwili papierami. Teraz zwyczajnie przypatrywał się tobie oraz młodszemu koledze który miał ci pomóc. Rzucił mu wymowne spojrzenie i po krótkiej chwili chłopak już sam zareagował.
- Ah, tak... Wiem gdzie to jest, wioska Notsuka, to ta z taką wielką ulicą... - Powiedział lekko się uśmiechając. Dojście na miejsce nie powinno stanowić dla niego najmniejszego problemu, wiedział jak poruszać się po okolicy oraz czego spodziewać się przynajmniej na części dróg. Gdy wychodziliście również pokłonił się mężczyźnie i wyszedł zaraz za tobą po pożegnaniu w biurze.
- Hai, postaram się Hikari-san - Powiedział nieco pewniej przyśpieszając odrobinę, jednak wciąż nie pozwolił sobie ciebie wyprzedzić.
- Chodziło mu o to, że dostawa z tamtej wioski już do nas dotarła i wszystko jest z nią w porządku, akurat na mnie padło gdy prowadziliśmy kontrolę tego co zostało do nas przywiezione... - Mówił podczas gdy wychodziliście razem z budynku.

Michio
Urzędnik


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2784
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hikari » 23 lis 2018, o 19:26

Mężczyzna uniósł lekko brew widząc pewność Terumiego, ale jakby mogło być inaczej w jego przypadku? Może i jest tylko Akoraito przez co większość nie zdaje sobie prawdę mówiąc sprawy z jego umiejętności, ale posiada je zdecydowanie poziom jak nie dwa wyżej. Jego techniki były dość zabójcze, a większością walorów fizycznych także górował. Pewnie, że potrzebują najemników także do innych zadań, ale on jest nowy i jeszcze nie zdążyli nawet pomyśleć gdzie się przyda najbardziej. Muszą opracować jakiś plan, a tego nie robi się w parę godzin od przybycia do wioski, chciał tutaj zbić pewność siebie przybysza, ale to nie było zbytnio możliwe.
Odpowiedź na temat czy nie powinien postarać się oszczędzić rzezimieszków spotkała się z obojętną reakcją. Można ich nazwać ofiarami wojny, pewnie potracili swoje domy i zaczęli szabrownictwo. Typowe dość przy takim stanie prowincji, który się przeciąga. Prawdę mówiąc lekko im współczuł, ale takiego zachowania nie można pochwalać, bo zaczyna się szerzyć. Ci ludzie stracili wiele, czyżby mieli być kolejnymi niewinnymi ofiarami na jego duszy? Dalsza wypowiedź urzędnika wręcz na naciskała. Hikari na szczęście zabił dawno swoje serce i zrobi to bez problemu, chociaż nie potrafił już wymusić tymczasowo na sobie wcześniejszego uśmiechu.
- Rozumiem, wykonamy swoje zadanie.
Pracownik z gabinetem w siedzibie władzy patrzył na nich dość jednoznacznie, zupełnie nie zajmując się papierami. Widać, że więcej nie ma zupełnie nic do powiedzenia, zresztą wolał też Terumi nie wiedzieć. Będzie musiał przemyśleć całą sytuację, a co jak z zbójnikami będą po części rodziny? Wtedy będzie musiał po prostu zneutralizować bunt i przyprowadzić uczestników jego przed sąd. Co prawda można powiedzieć, że był lekko zmęczony zabijaniem w tym momencie, czy też wolał obejść się bez ofiar. Jest to jak najbardziej mylne przekonanie. Zdaje sobie sprawę jak funkcjonuje wojna, w której nie może okazać żadnej litości. Młodzieniec nagle się obudził i skończył tutejsze posiedzenie. Był lekko nieogarnięty życiowo, ale mógł się przydać znając okolicę. Wiedział, gdzie mają się udać toteż czarnowłosy najemnik wstał z swojego miejsca i ruszył do wyjścia. Po motywacji szli równym tempem, a chłopak postanowił dopowiedzieć wypowiedzi urzędnika.
-Akurat na ciebie? Tak patrząc to ciężko będzie opanować poprzednią sztuczkę.
Powiedział to z najnormalniejszym tonem głosu z dość poważną miną. Wciąż myślał o planie powstrzymania tych ludzi bez morderstwa. Przed wydarzeniami w Ryuzaku tych ludzi by uznał za winnych i bez zawahania zabił, ale od tamtego czasu widział więcej odcieni niż tylko czerń i biel. Sam był wiecznie odporny na zewnętrzne bodźce, a przynajmniej tak myślał do odkrycia swojej hipokryzji. Mimo wszystko przerwa do jego kolejnych słów wcale nie była długa, najwyżej sekunda.
- A powiem, że to akurat była moja najsłabsza strona.
Lekko westchnął Hikari zdając sobie sprawę, że mieszkańcy Notsuki pewnie będą dość nieprzychylnie wobec nich nastawieni w tym momencie. Zostało im zabrane jedzenie, które w trakcie wojny bywa bardzo wartościowe. Z drugiej strony właśnie zajmują się sprawą, aby do tego nigdy więcej nie doszło. Chciałby porozmawiać z mieszkańcami, dowiedzieć się więcej czy ci ludzie zasługują na śmierć. Czuje jak za każdym jego krokiem ciągnęły go za płaszcz z tyłu szkielety zabitych ludzi tworząc już dość długi "pociąg".
- Jak myślisz ile zajmie tam podróż? Powinniśmy wynająć jakieś konie?
Pytanie było dość zwyczajne, ostatecznie Yogańczykowi lekko zależało na czasie. Dobrze, że przed nim jeszcze tak wiele czasu i może przemyśleć parę spraw, przecież cała droga.

Z/T




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hikari » 29 gru 2018, o 22:21

Owszem,po części szczęście. Byli naszym celem, przed wyruszeniem tutaj wiedzieliśmy jak to ma się zakończyć. Co nie znaczy, że jestem szczęśliwy krzywdzić i zabijać ludzi.
Skwitował lekko dopytywanie Michiego, normalnym tonem głosu. Do Nitty nie musiał nawet zbytnio nic dodawać, co najwyżej tylko kiwnął głową na potwierdzenie tego będąc zmęczony. Na prawdę nawet sama podróż w tym stanie i brak spokojnego snu dotychczasowo stanowiła w pewnej dozie utrudnienia, które się piętrzyły. Teraz mięśnie odczuwały wszystko jednocześnie, z powodu pośpiechu powieki także robiły się senne. Nikt przy stoliku nie oponował aby Hikari udał się do swojego pokoju, który wciąż musiał wynająć i tam spożył posiłek. Ostatecznie tak też przecież można prawda? Alkohol zostawił tamtej dwójce, ale zapłacił za niego. Po zjedzeniu odłożył talerz na jakimkolwiek meblu, zrzucił z siebie ekwipunek i poszedł oddać się w w pełni wytworom wyobraźni.
Poranek przyszedł nagle. Wszystkie godziny były niczym parę sekund, Terumi wciąż był lekko oszołomiony po otworzeniu powiek. Z każdą chwilą nieprzyjemne uczucie znikało, aż postanowił wstać i obejrzeć swoje rany. Lewy bark posiadał wielkiego siniaka, który powinien zejść w najbliższych dniach. Gorzej wyglądały trochę plecy oraz ubrania po zderzeniu się z drzewem, ale nie potrzebuje żadnego medyka. Prawdę mówiąc to czuł mniejszy ucisk niż poprzednich dni, tak samo zdawało się, że kontrola nad chakrą powoli wracała do normy. Będąc w stanie się swobodnie podnieść ruszył aby wpierw się umyć. Gdy wrócił mógł założyć czyste ciuchy, oddał je obsłudze do prania za dodatkową opłata. Będąc gotowy wyszedł na zewnątrz, było później niż planował, ale los czasem też się potrafi uśmiechnąć, bo spotkał Michio przy koniach. Czyżby mogli wyruszać?
- Wczoraj trochę mi brakowało snu. Mogłoby być lepiej, ale nie ma co narzekać pozostały same zadrapania.
Twarz Yogańczyka ponownie nabrała kolorów, tak samo głos swojego normalnego tonu. Będąc tak długo w gorącu musiał uzupełnić swoje płyny, ale będąc poza wioską nie mógł odpowiednio. Po prostu dużo przeciwności losu, z którymi musiał się zmagać nakładała się co dopiero teraz widział w pełni pozbywając się połowy problemów. Informacja, że rozmowę z Okitamą mieli za sobą przyjęta została z uśmiechem, tak samo mieszek chociaż nie przeliczał go. Po prostu schował, nie było to dla niego istotne, ale za wykonanie zadania należała się zapłata.
- Mi pasuje takie rozwiązanie, bo nie wrócą. Ponieśli trochę większe straty niżeli mój stan pokazywał.
Wskoczył na swojego wierzchowca i dogonił przewodnika.
- Z czasem się przyzwyczaisz, jak dłużej porobisz w tym zawodzie.
Wrócili do wioski meldując się od razu w siedzibie władzy i ponownie wyśpiewali wszystko co przeżyli w ostatnich dniach. Urzędnik mógł to uznać za sukces, ale obawiał się odwetu. Cóż jak są gotowi na spotkanie się z kimś rozwalającym piątkę Akoraito i wciąż mieć siły na więcej to zapraszamy. Może to być dobra okazja na założenie jakiejś pułapki, trzeba tylko obserwować granicę. Swoich myśli jednak Hikari nie zdradził i wyszedł z budynku zmierzając do szpitala po pożegnaniu z towarzyszącym mu całą drogę młodzieńcem. Po drodze zajrzy jeszcze do Ryokanu czy nie znajdzie tam Arisy, ale głównie chciał aby sprawdzili miejsce, gdzie miał wbijane coś w rodzaju niewidocznych igieł.

Z/T ---> Szpital
Ostatnio edytowano 2 mar 2019, o 04:05 przez Hikari, łącznie edytowano 1 raz




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość