Jinja

Re: Jinja

Postprzez Yura » 24 sty 2019, o 22:29

To był właśnie urok osobisty Jureczka! Był tak nierozgarnięty, że nawet nie wypadało się na niego złościć, chociaż sam Jin nie zdawał sobie z tego nawet sprawy. Po prostu zachowywał się tak, jak podpowiadało mu serce i jego niesamowity mózg, a że zazwyczaj wychodził przy tym na dziwnego nieogara, to już sprawa drugorzędna. Nie można mu jednak odmówić, że nigdy się nie starał. Nawet przy tej sprytnej próbie wmieszania go w zamiatanie świątyni chłopak dawał z siebie wszystko pomimo tego, iż cała sytuacja nie wyglądała mu na dobry trening. Być może dla kapłanki były to odpowiednie ćwiczenia, ale on potrzebował przy tym jakiegoś obciążenia. Gdyby do pleców przywiązała mu jeden ze znajdujących się tutaj posągów, to chłopak byłby wniebowzięty, a tak nie reagował na to wszystko z wielką euforią.
Yura spodziewał się, że białowłosa będzie trochę bardziej zawiedziona na wieść o tym, że ktoś podmienił jej artefakt, ale , ku jego zdziwieniu, przyjęła ten fakt bez większych emocji. To sprawiło, że Mori Jin zgłupiał. Patrzył na Inojkę wzrokiem zagubionego dziecka, a później przeniósł wzrok na miotłę. I co on z nią miał teraz zrobić? Odłożyć ją? Oddać kapłance? Ale ona przecież sobie już poszła do wiernych. Chłopak postanowił, że na razie nie pozbędzie się tej niezwykle dobrze wykonanej podróbki artefaktu i rozejrzy się po świątyni w poszukiwaniu oryginału. W końcu jeśli złodziej podrzucił fałszywkę, to nadal może się znajdować na terenie świątyni z oryginałem! Mori Jin pomoże go złapać. Zaczął się już nawet na ten pomysł napalać, kiedy odezwała się do niego Yamanaka i cała jego uwaga skupiła się teraz na tym, co kapłaneczka wyrabia. Robiła jakieś dziwne karteczki na sznurku, których wcześniej chłopak nie widział.
- Nie widziałem tam żadnej świątyni. Chyba ludzie pustyni nie wierzą w takie przestarzałe rzeczy. Chociaż matka mówiła mi, że powinienem się modlić, a nigdy nie powiedziała mi jak. Ja w sumie też w te cuda nie wierzę. Żadnego boga nigdy nie widziałem. - przyszedł do paszczy lwa i zaczął opowiadać o tym, jak to nie widział jego lwiątek. Jureczek nie zdawał sobie sprawy z tego, że w świątyni w sumie takich rzeczy mówić się nie powinno, a nawet gdyby sobie zdawał sprawę, to pewnie i tak by powiedział - A co to za woreczki? Rozdajecie w ten sposób ryż dla ludzi? - rzucił, wskazując trzonkiem miotły na talizman, który zrobiła Yamanaka. W ogóle to już zapomniał po co w dłoniach trzymał miotłę. Pamiętał moment treningu, ale jakoś reszta uleciała mu z głowy. Najwyraźniej nie była tak ważna jak mu się wydawało albo też Inoyu potrafi umiejętnie skupić uwagę chłopaka na czymś innym. Jeśli prawdziwa była ta druga opcja, to najwyraźniej Shikatsu rzuciła kapłance rękawice, bo sprawiła, że Jin skupił się teraz na jej słowach, a w oczach zapaliło mu się dziwne światło.
- Oprowadzić? A macie tutaj jakąś siłownie albo coś do przenoszenia? Może mogę pomóc przenosić jakieś posągi? W ten sposób poćwiczę i jeszcze zwiedzę. Z chęcią zwiedzę każdy dach i zakamarek. - entuzjazm dosłownie się z niego wylewał. Jeśli zaproponowano mu zwiedzanie, to przecież nikt nie będzie mu miał za złe, że zajrzy wszędzie. Nie będzie pokoju, dachu czy komórki, które nie zobaczą stopy Jureczka. Miał duszę podróżnika, więc zbada wszystko!
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 26 sty 2019, o 12:54

Aż musiała się nieznacznie uchylić przed zamachem miotłą, który wykonał tryskający energią Mori Jin, gdy zainteresował się świecidełkami, które pieczołowicie sklejała Inoyu. Jakby ktoś rozdzielił wigor, którym dysponował obcokrajowiec, pomiędzy niego a Shikatsu, to pewnie powstałaby jedna normalna osoba. Tym bardziej, że Shi miała wrażenie, że ludzie tego typu karmią się jej siłami witalnymi jak jakieś wampiry, sprawiając, że jest coraz słabsza. Miała w sumie ochotę wycofać się i położyć na moment – zamrugała kilka razy, usiłując odzyskać koncentrację.
W sumie pożałowała tej propozycji z momentem, gdy obcy tak chętnie na nią przystał. Spojrzała niepewnie na Inoyu, licząc na to, że ta zaoponuje, ale dziewczyna skupiona była bardziej na nanizaniu koralików na talizmany niż na osobie Nary. Sama przecież nie do końca wiedziała właściwie, do czego służą różnorodne święte pierdółki, o które tak pieczołowicie dbała kapłanka, a samą Inoyu odprawiającą jakieś święte modły widziała najwyżej ze dwa razy.
- Siłownię? Tutaj trenuje się duchowość, nie bicepsy – wykonała pełen patosu gest dłonią, który miał naśladować to, co wyprawia Inoyu, gdy rozdaje swoje błogosławieństwa motłochowi. Spojrzała nieprzytomnie na świątynię, zastanawiając się, czy są tam jakieś przedmioty, które można wykorzystać do treningu. Może jakby popływał sobie w tej studzience do mycia rąk? – Inoyu, jest coś, co trzeba ci poprzestawiać? Masz chętnego tragarza, korzystaj z okazji. Druga się taka nie zdarzy.
Oparła się ręką w nonszalanckiej pozie o budkę z wszelkimi talizmanami, posążkami, świecidełkami, odpustami, wróżbami i całą resztą, którą kapłanka sprzedawała łatwowiernym, by klepnąć w drewno jak najlepszy na świecie sprzedawca.
- No, to skoro tu zaczynamy wycieczkę, chociaż może powinniśmy ją tu kończyć – zaczęła wielce oficjalnym tonem, usiłując sprawiać wrażenie kompetentnego przewodnika po okolicznych świątyniach – To oto jest sklepik. Nie kupisz tu raczej jedzenia, ale zobacz, jaka piękna ręczna robota – złapała w dłoń jedną z kocich figurek, by dość niedbale zaprezentować ją turyście. Łaciaty kotek siedział z podniesioną jedną łapą, a na jego szyi wygrawerowana była zawieszka z kunsztowną kaligrafią.
Lokalni artyści, cacuszko. A do tego jeszcze magiczne! I można wykorzystywać je do ćwiczeń, przykładowo… - zawahała się na moment, pocierając dłonią brodę. Do czego cyrkowiec może wykorzystać takie pierdoły? - …można używać ich jako obciążenia! Albo można nimi żonglować. Albo ozdobić nimi wnętrze, oczywiście.
Chciała w sumie zrobić przysługę Inoyu – miała właściwie poczucie, że jest jej to winno. A jeśli przybysz z pustyni miał być zagranicznym najemnikiem, to niech przynajmniej zostawi trochę pieniędzy w prowincji – skoro Shi sama zamierza je wywieźć.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 351
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 31 sty 2019, o 23:01

Kolejny kawałek drewna z wypisaną na nim modlitwą trafił do kolejnego woreczka. Zawiązała dość estetyczną pętelkę łączącą pamiątkę ze sznureczkiem, który pozwoliłby potencjalnemu właścicielowi na przymocowanie talizmanu w możliwie najbardziej dogodny dla niego sposób. Ruchy kapłanki były zautomatyzowane, niemal robotyczne; ciężko było doszukać się w jej postawie jakiejkolwiek pobożności. Wprawne oko mogłoby dostrzec również pewną niedbałość, która zdecydowanie nie powinna przejawiać się u, notabene, opiekunki świątyni. Odłożyła w końcu rękodzieło na blat, po czym zaczęła kategoryzować je ze względu na dziedzinę życia, którą miałoby wspomóc.
Rozumiem, rozumiem. Masz jeszcze czas, by się nawrócić. Pamiętaj – to, że ty ich nie widzisz, nie znaczy, że boża opatrzność nie sprawuje nad tobą pieczy. Nic się martw! Jestem pewna, że i do was, hen, tam daleko, też dotrze cywilizacja — odparła pocieszająco, wieńcząc wypowiedź być może nieco zbyt nerwowym chichotem. Omiotła kontrolnie spojrzeniem przebywających tutaj ludzi, próbując ocenić, czy usłyszeli cokolwiek z tej wymiany zdań.
W świętym miejscu ateiści nie są zbyt mile widziani. Nadal nie mogła zdecydować, czy - w takim razie - ona sama nie powinna opuścić świątyni; usprawiedliwiała się przed sobą w ten sposób, że wierni przecież przychodzą tutaj z własnej woli, a ona musi tu przebywać, bo przecież jest w pracy. Inoyū po prostu pracuje w usługach. Dostarcza im usługę w postaci duchowego przewodnictwa. Sama nie musi w nic wierzyć. Nie muszę, prawda, mamo? Przepraszam.

Kontemplacja nad własną duchowością i słusznością (lub nie) swojego postępowania pochłonęła ją tak bardzo, że zarówno nienaturalne krzątanie się pozostałej dwójeczki, jak i oburzającą sugestię Nary o oprowadzeniu przybysza po jej świątyni, zauważyła z niemałym opóźnieniem. Jak ona śmie w ogóle proponować coś takiego! Zmarszczyła brwi z narastającym zniecierpliwieniem, by z pewną gwałtownością podnieść się z zajmowanego wcześniej stołeczka, gdy Shi zaczęła szybkim krokiem przemieszczać się w kierunku jej stoiska.
Myślę, że na sklepiku możemy zakończyć te całe oprowadzanie, prawda, Shikatsu? — wysyczała przez zaciśnięte zęby, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Nie ufała ani koordynacji ruchowej brunetki, ani jej dobrym intencjom. Gdzie w ogóle ona ma zamiar go zaprowadzić, skoro nigdy nie pozwalała tym zbyt ciekawskim ślepiom ujrzeć mniej dostępne części świątyni? Czyżby złamała zakaz i zapuściła się tam sama pod nieobecność Yamanaki? — Jedyną rzeczą, jaka prosi się o przestawienie, jesteś ty. Jak najdalej od mojej świą-... Hej! Zostaw!
Niemal natychmiast przechyliła się w stronę Shi, by drżącymi dłońmi przejąć od niej figurkę Manekineko. Zdzieliła ją po łapskach, po czym odstawiła łaciatego kotka na swoje miejsce, między kotkiem złotym a kotkiem białym. Wszystkie z równie uniesionymi łapkami, co kotek łaciaty. Odetchnęła z ulgą, przeświadczona o tym, że właśnie uchroniła go przed upadkiem z rąk Nary.
Swoją drogą – jakim cudem Shikatsu może mieć tak beznadziejnie małe pojęcie o marketingu! Co z tego, że teraz skusi jedną osobę na kupno jakiejś pamiątki, skoro ten szybko o tym zapomni. Profit będzie jednorazowy, a szansa na rozprzestrzenienie informacji o istnieniu świątyni zostanie zduszona w zarodku. Klientem jest turysta; skoro on tutaj przybył bez żadnego konkretnego powodu, to dlaczego jego ewentualni znajomi nie mieliby też tutaj przyjść? Do tego jednak potrzebna jest jedna rzecz: przyjemne skojarzenie. Nawiązanie jakiejś więzi z konsumentem.
To, mój drogi przybyszu z pustyni, jest talizman. W środku jest modlitwa do jednego z bóstw, które, zależnie od intencji, bezustannie pomaga ci osiągnąć określony cel — wytłumaczyła wreszcie, prezentując gestem ręki swój towar — Jako że głęboko poruszyły mnie twoje próby połączenia się z istotami wyższymi, jestem skłonna podarować ci jeden z nich. Tyle przeciwności losu, a ty nadal znalazłeś sposób, by chociaż przez chwilę oddać należną Im cześć! Prawdziwy wzór! — z ust albinoski wydostał się przesłodki trel zachwytów, a wprawne dłonie machinalnie zahaczyły o ten jeden, konkretny przedmiot. Wyciągnęła rękę z niewielkim zawiniątkiem w kierunku Mori Jina, cały czas utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Spojrzenie bystre, uśmiech tylko trochę podejrzany, chociaż nadal umiarkowanie miły.
Przekazuję więc na twoje ręce ten skromny talizman, który pozwoli ci utrzymać dobre zdrowie pomimo uprawiania katorżniczych treningów. Nie oczekuję w zamian nic — zawiesiła głos na krótki moment — oprócz szepnięcia słówka o mojej świątyni, gdyby, zupełnie przypadkiem, ktoś z twoich znajomych z dalekich krain odwiedził Saimin.
...O ile któryś z nich zdecyduje się na tak długą wędrówkę. No cóż. Jeden talizman to żadna strata.
Ostatnio edytowano 5 lut 2019, o 19:55 przez Inoyū, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 340
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Yura » 3 lut 2019, o 12:51

Właśnie w takim miejscu ateiści powinni być widziani najmilej, bo być może dadzą się przekabacić na wiarę, ale Jin niestety nie był na tyle mądry, żeby jakkolwiek do tego nawiązać. Zainteresowały go za to słowa kapłanki, która stwierdziła, że bogowie i tak go widzą. Jak to? Oni niby go obserwują, a on ich nigdy nie zauważył? Jak to możliwe, że mogli go obserwować na przykład w jego małym pokoju, w którym nie mieli się gdzie ukryć? Przecież gdyby jakiś się tam znajdował, to Jureczek wypatrzyłby go od razu, a potem dopadł i zadał kilka pytań. Teraz, dla pewności, młody chłopak też rozejrzał się kilka razy dookoła jakby czegoś lub kogoś szukał.
- Obserwuje mnie opatrzność? Czemu? Jest jakaś zboczona? Czego ode mnie chce? - zapytał kapłanki wprost, bo ta cała opatrzność wydawała mu się teraz podejrzana. Nikt normalny nie patrzy na drugiego człowieka tak przez cały czas bez powodu! Jureczkowi sie to nie podobało i obiecał sobie, że gdy tylko ją kiedyś spotka, to natychmiast wyzwie na pojedynek. Jeśli wygra on, to opatrzność natychmiast będzie musiała przestać go śledzić, a jeśli wygra ona, to niech sobie na niego patrzy jak i ile chce. Jakoś to zniesie.
- Mój mistrz zawsze mi powtarzał, że trening ciała hartuje ducha. Pewnie moja duchowość jest już całkiem twarda, bo lubię trenować. - zaśmiał się radośnie, bo to akurat było dla niego powodem do dumy. Wiedział, że potrafi wytrzymać cios, ale teraz, kiedy połączył wszystkie kropki, wychodziło na to, że potrafi wytrzymać nawet duchowy cios! Nawet nie spodziewał się, że jest tak silny. Najwyraźniej kiedy człowiek cały czas ćwiczy, to nie zauważa swojego wzrostu. A skoro mowa o zauważaniu, to Shikatsu właśnie dostała plusa. Jeśli tym kotem faktycznie można ćwiczyć, a ona sama właśnie go podniosła, to oznaczało, że Jureczek kiedyś zaprosi ją na trening. Pewnie będzie wniebowzięta propozycją wspinania się na góry z jedną ręką za plecami. Już widział ich zmęczone ciała na samym szczycie, które jakby było im mało zmęczenia, zaczęły stykać się w treningu taijutsu! Do tej pory nie spotkał dziewczyn, które jakoś szczególnie lubiłyby tego typu akcje, ale najwyraźniej świat jest wielkim miejscem.
To, co na innych klientów działało jak magnes, na Jureczku nie robiło wielkiego wrażenia. Podniosły ton Inoyu, jej pochwały, a wreszcie i sam kontakt wzrokowy kapłanki nie działały na wyobraźnie chłopaka. Jego nie obchodziły bóstwa i pomoc w osiągnięciu celu, a konkretne działania. Jeśli powiedziałaby mu, że ten talizman waży kilkadziesiąt kilogramów, to cieszyłby się z jego otrzymania jak dziecko. Tymczasem patrzył się na Yamanakę również jak dziecko, ale zagubione. Przechylił nawet głowę lekko na bok, starając się zrozumieć o co jej tak naprawdę chodzi. Jakaś cześć dla bogów, a on nikomu przecież cześć nie mówił poza tymi dwiema kobietami. Postanowił jednak, że nie będzie niemiłym człowiekiem i szeroko się uśmiechnie, bo uśmiech to lekarstwo na każde zło, po czym wziął do ręki talizman, dokładnie mu się przyglądając, a nawet podnosząc go na wysokość nosa i wąchając. Nie pachniał, meh.
- Dzięki, ale... Jak on działa? Mam go zjeść? Wytarzać w jadzie skorpiona i wcierać w skórę? A może zawiesić na uchu jak kolczyk? Jakieś dziwne te wasze zwyczaje... No, ale powiem innym, że tutaj coś takiego jest. Tymczasem... Muszę coś sprawdzić! - zwrócił się do Inoyu i uśmiechnął się cwaniacko. No chyba nie sądziła, że nie sprawdzi tych trzech kotków, o których mówiła Shikatsu. Przecież mogły służyć do treningu! T-R-E-N-I-N-G-U. Nie trzeba było więcej mówić Jinowi, który szybkim, sprawnym ruchem wyminął kapłankę i znalazł się zaraz obok kotków, pod drodze zawieszając talizman na swoim uchu. Trzeba jednak nadmienić, że Jureczek był grzeczny, bowiem nie wziął w ręce kota, którego miała Shikatsu, ponieważ dokładnie słyszał jak kapłanka mówiła "zostaw". Nie mówiła jednak tego o dwóch pozostałych, więc chwycił je w swoje dłonie, a zaraz po tym zaczął nimi sprawnie żonglować. Po raz kolejny jednak słowa dziewczyny minęły się z prawdą.
- Jesteś pewna, że można nimi trenować? Są śmiesznie lekkie... - powiedział zmartwiony, patrząc się na Narę. Czy przeszło mu przez głowę, że ten ruch nie był jednym z najlepszych? Gdzie tam! Kotki są jeszcze całe, więc chyba wszystko w porządku, a przecież nie mógł zignorować czegoś, co może mu pomóc w treningu.
Ostatnio edytowano 5 lut 2019, o 13:04 przez Yura, łącznie edytowano 1 raz
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 4 lut 2019, o 22:46

- W takim razie niezła świnia z tej opatrzności. I do tego budujecie temu świątynie? Wstydziłabyś się, Inoyu – natychmiast podchwyciła wątpliwości Yury odnośnie zboczenia teoretycznych sił wyższych. Pokręciła więc głową z ostentacyjną dezaprobatą, posyłając kapłance wymowne spojrzenie pełne rozczarowania – obrzydliwe, że ta jeszcze miała czelność promować coś takiego! I to jeszcze pewnie wpuszczają tu dzieci! – Może ty sama też jesteś zboczona.
Wykrzywiła wargi w pełnym wyższości uśmiechu, spoglądając w puste czerwone ślepia swojej tymczasowej gospodyni, najwyraźniej zadowolona z tej głupkowatej zaczepki – jej szczęście nie trwało jednak zbyt długo, Inoyu bowiem zdecydowała najwyraźniej, że kocia figurka nie jest bezpieczna w pewnym uchwycie Nary i odebrała ją jej pewnym szarpnięciem. Proces odzyskiwania talizmanu zwieńczyła jeszcze trzaśnięciem brunetki po dłoniach, co tak skwitowała zirytowanym parsknięciem. No przecież nie zamierzała tym rzucać!
Nie miała w sumie pojęcia, skąd u Inoyu taki brak zaufania w stosunku do tymczasowej lokatorki – przez cały swój przedłużający się pobyt w Soso zachowywała się niczym anioł: sprzątała po sobie, nic nie psuła, wracała przed ciszą nocną i czasem nawet zdarzało się, że przygotowała jakiś prosty obiadek, który zostawiała później dla wracającej późnym wieczorem ze świątyni Inoyu. Pomijając ten jeden wyskok z kradzieżą wazy z lokalnego lombardu, to nie miała sobie nic do zarzucenia - a albinoska tym bardziej powinna docenić jej dobre sprawowanie, bo nie raczyła się podzielić z nią historią tej dość nielegalnej przygody. Współlokator jak marzenie.
Skrzyżowała dłonie na piersi, wyraźnie poirytowana tym wiecznym sztorcowaniem, by oprzeć się plecami o stragan z dewocjonaliami kapłanki. Inoyu w tym czasie wcisnęła przybyszowi jakiś świstek, podobny do tego, który wręczyła Shikatsu w dniu ich pierwszego spotkania po latach. Wtedy odebrała to jako miły gest, wyjątkowy prezent, który miał przypominać jej o ich przyjaźni – teraz zrozumiała jednak, że albinoska w ten sposób uprawiała jakąś dziwną reklamę, która miała zachęcać ludzi do powrotu na jej śmieci. Wykrzywiła wargi wielce zirytowana, dotykając dłonią miejsca na swojej piersi, gdzie schowany miała swój talizman.
W zamyśleniu nie zwróciła uwagi na to, jak toczyła się rozmowa pozostałej dwójki – z otępienia wyrwał ją jednak widok porcelanowych kotków, które w dłoniach przybysza z pustyni zmieniły się w piłki do żonglowania. Otworzyła usta w bezmyślnym wyrazie, obserwując przez moment trajektorię lotu figurek – Shi za cholerę nie brała pod uwagę tego, że Mori Jin mógł wziąć do siebie jej sugestię i zdecydować na miejscu sprawdzić, czy kotki w rzeczywistości będą odpowiednim wyposażeniem do ćwiczeń.
- …Co? C-cholera, to nie jest dobry pomysł – wydusiła w końcu, rozkładając bezradnie dłonie przed siebie, próbując przechwycić chociaż jedną z wirujących w powietrzu figurek – oczami wyobraźni już widziała, jak roztrzaskują się o kamienne podłoże, a później to ona dostaje wciry od wściekłej kapłanki za podsuwanie takich genialnych pomysłów atletycznemu obcokrajowcowi – …Może jesteś już zbyt zaawansowany i potrzebujesz cięższych, przeceniłam twoje możliwości. Już już, zostaw. Dlaczego w ogóle odwiedzasz Soso, Mori Jinie? Jeśli chcesz, to możemy zabrać cię do miasta. C-czekaj, oddaj mi to-…
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 351
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 5 lut 2019, o 22:38

Sęk w tym, że nie miała zamiaru nikogo nawracać. Nigdy nie przyszło jej to nawet do głowy – tą, bądź co bądź, nudną robotą zajmowała się jej matka, która do wiary miała stosunek stanowczo poważniejszy niż córeczka. Inoyū zwykle zajmowała się sprzedażą dewocjonaliów i wciskaniem tym biednym ludziom, że dzięki zakupie kawałka drewna spłynie na nich boska łaska, a wszystkie ich problemy przestaną istnieć wraz z zawieszeniem sobie tego drewnienka na szyi.
Energię włożoną w próbę przekabacenia jednego bezbożnika na swoją stronę mogłaby spożytkować na poszukanie kilku osóbek, które, dzięki temu, że głęboko wierzą w istnienie bóstw, byłyby zdecydowanie podatniejszym gruntem na inojkowe matactwa. Jej misją nie jest nawracanie niewiernych – jej misją jest generowanie jak największego zysku pod nieobecność matki. Ateiści (tfu!) wprowadzają jedynie niepotrzebne zamieszanie swoją obecnością w chramie, niebezpośrednio wpływając również na ewentualne chwile zwątpienia w tych, którzy już byli gotowi sypnąć groszem do tej jej niewielkiej skrzyneczki; w końcu tak chętnie wskazywała ją każdym kolejnym zwiedzającym, że nie mieliby żadnego problemu ze znalezieniem jej lokalizacji.
Opatrzność was obserwuje, by móc was chronić. Nie chce, by umknęła Jej uwadze żadna chwila z waszego życia, bo to znaczyłoby, że mogłaby przeoczyć potencjalne niebezpieczeństwo. Powinniście być wdzięczni, a nie wyzywać Ich od świń i zboczeńców! — zagrzmiała srogo — Nie chcecie przecież, by spotkał was Ich gniew, prawda? Być może już jest za późno. Powinniście ich szczerze, z głębi waszego grzesznego serca, przeprosić — wytłumaczyła już nieco delikatniej, przyjmując rolę wyrozumiałego mentora, który to – z początku ganiąc swoich niesfornych uczniów – w końcu wykazuje się jakże dojrzałym zrozumieniem i pozwala im naprawić swój szczeniacki błąd. Zerknęła też dość wymownie w stronę Nary, marszcząc lekko brwi; to głównie jej dedykowała dalszą część wypowiedzi. Yamanaka nie miała pojęcia, co w jej koleżaneczkę teraz wstąpiło, ale od samego jej przybycia zachowuje się ka ry god nie. Po prostu karygodnie. Skandalicznie. Niech sobie już pójdzie razem ze swoim mało rozgarniętym kolegą, tylko płoszą jej klientelę. Phi! – chciałoby się rzec.
Dostrzegając talizman zwisający smętnie z ucha chłopaczka, jedynie wypuściła powietrze z cieniem zmęczenia. Kiedy jednak rzeczony talizman kilkakrotnie zatańczył na granicy jego ucha i niemal spadł na ziemię, wyciągnęła rękę w jego stronę, by zwrócić mu uwagę, ale szybko zaniechała jakiegokolwiek interweniowania, uznając, że tylko niepotrzebnie straci energię na wykłócanie się z energicznym obcokrajowcem. Prawdę powiedziawszy, to – podobnie jak Shikatsu – im bardziej on skakał jak piłeczka, tym bardziej czuła dojmujące znużenie. Z tego wszystkiego aż przysiadła ponownie na stołeczku.
Wytarzać w jadzie skorpiona? Co za bzdury! Doprawdy, ci pustynni muszą być naprawdę zacofani... — zauważyła z niedowierzaniem, przyjmując swoje nowe spostrzeżenie jako niekwestionowany fakt — Talizmany możesz nosić gdzie tylko sobie wymarzysz. Najlepiej, oczywiście, ulokować go blisko swojego serca, ponieważ-... — nie była w stanie dokończyć. Gardło zacisnęło się boleśnie, a puls gwałtownie podskoczył. Czasem przeklinała swoją fizyczność, która śmiała odmawiać posłuszeństwa w nieodpowiednich momentach. Nie mogła ocenić, czy jest teraz po prostu zła, czy bardziej jest jej cholernie słabo i lada chwila osunie się na ziemię. A może to i to?
Minęło kilka długich sekund, zanim ujarzmiła swoją rozstrojoną fizjologię. Krew na powrót napłynęła do jej – jeszcze chwilę temu wręcz chorobliwie – bladej twarzyczki, formując na jej licu delikatny rumieniec. Nie było w nim bynajmniej nic uroczego; zaraz potem jej ręka niemal wystrzeliła w stronę Mori Jina, niezbyt taktownie wskazując na jego sylwetkę paluchem.
E-Ej! — zakrzyknęła, chcąc zwrócić jego uwagę — Zostaw to, do cholery! Natychmiast! Odłóż! Co jest z wami nie tak?! Koniec! To nie jest miejsce na takie idiotyczne zabawy! — warknęła z rozeźleniem, obserwując z narastającą paniką wirujące w powietrzu figurki. Początkowo wyrwała się razem z Shi do przodu, by chociaż podjąć próbę przejęcia jednego z nich, ale w ostatniej chwili zatrzymała dłonie przy sobie, nie chcąc przypadkiem wybić kotka czy to jej, czy to Jinowi z rąk.
Czy oni mają w ogóle świadomość, ile kosztują takie kocie figurki?! Inoyū musiała się nieźle pofatygować, by je zdobyć! Musiała iść i je kupić! Za własne (zdarte z innych ludzi) pieniądze!

Wzięła głębszy wdech. Oddech, jeszcze chwilę wcześniej nienaturalnie szybki i nierówny, powoli odzyskiwał swoją miarowość. Potarła palcami okolice skroni, odwracając wybitnie sfrustrowany wzrok od tej nieznośnej dwójeczki.
Wyprowadź go — rzekła dramatycznie.
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 340
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Yura » 9 lut 2019, o 14:19

- Ej, ja ich nie wyzywałem, więc nie będę przepraszał! - oburzył się na moment, bo przecież zapytanie o to czy opatrzność jest zboczona nie jest tym samym, co nazwanie jej zboczeńcem. To drugie to już robota Shikatsu, a nie grzeczniutkiego Yury. W każdym razie słowa Inoyu niezbyt przypadły do gustu chłopakowi i w tym momencie wiedział już, że nigdy nie będzie zbyt wierzący - Czyli ta cała opatrzność sprawia, że jestem bezpieczny? Bleeeh! Nie chcę jej. Weźcie sobie moją część. Bez niebezpieczeństw nie ma szans na rozwój i dobry trening. - rzekł i skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a talizman, który nadal znajdował się na jego uchu, poruszył się figlarnie. W sumie to nawet zapomniał już o tym swoistym kolczyku, ale to chyba oznaczało, że kawałek papieru zaczął w takim razie działać. Wtopił się w jego percepcję otoczenia i stał się częścią jego własnego ciała. Inojka jak jedna zrobi talizman, to mucha nie siada! Kapłanka szybko jednak przypomniała o swoim rękodziele.
- Małe ilości jadu skorpiona mogą mieć zbawienne działanie dla ciała, bo sprawiają, że aktywuje się jego system obronny! Problem tylko w tym, że jak ktoś się nie zna, to możesz zginąć. - wytłumaczył i zaśmiał się radośnie. Pamiętał jak pewnego razu zaaplikował sobie za dużą dawkę i kolejne dwa dni gorączkę przeplatały halucynacje, a mistrz dwoił się i troił, żeby tylko utrzymać go przy życiu. To była dopiero zabawa! Tylko czy rozśmieszanie Jureczka było dobrym ruchem, kiedy ten właśnie żonglował kotkami? Wszystko wtedy mogło się wydarzyć.
- Hmm? Nie lubicie żonglerki? - zapytał zdziwiony i w tym momencie przeniósł wzrok na dziewczyny. Pech chciał, że w tym samym momencie młoda Nara chciała zabrać jednego z kotków. No i ten ruch jej się udał. Jureczek stracił jedną z figurek podczas gdy druga z nich była jeszcze w powietrzu, ale ten śmiały akt bohaterstwa spowodował wypadnięcie pustynniaka z rytmu, co z kolei przełożyło się na nieczyste złapanie kolejnego kociego bożka. Ten delikatnie zsunął się z dłoni chłopaka i zaczął spadać w stronę ziemi ku swojemu niechybnemu końcowi. Czy pustynny bohater zamierzał się poddać? Co to, to nie! W końcu nie mógł dopuścić do tego, żeby jego trening wyrządził jakieś szkody w świątyni (próbę ratowania figurki też potraktował jak trening, ale cśś). Za drogocennym kawałkiem sztuki ruszyła więc druga ręka, która niestety nie była wystarczająco szybka i zamiast ją chwycić, trąciła ją w górę. Problem nadal nie był więc zażegnany, a na dodatek Jureczek zaczął powoli tracić równowagę. Figurka odbiła się od jego dłoni jeszcze kilka razy, aż w końcu dało się usłyszeć głośny huk, który oznaczał bliskie spotkanie czegoś z ziemią. O ile Inoyu miała prawo do przeżycia małego zawału serca, o tyle na sam koniec mogła odetchnąć z ulgą, bo z podłożem nie spotkał się kotek, a jedynie twarz Yury. Figurka spoczywała cała i nienaruszona na jego dłoniach wyciągniętych do góry. Chłopak odetchnął głęboko z ulgą.
- Wszystko w porządku! Złapałem! - rzekł radośnie, podnosząc przy tym głowę do góry i spoglądając na Inoyu z szerokim uśmiechem. Talizman, który do tej pory znajdował się na jego uchu w wyniku wypadku przeniósł się na jego czoło i całkiem ładnie się do niego przykleił. Czy to oznaczało, że opatrzność chroni resztki jego mózgu przed zniszczeniem? A może to zwykły przypadek?
- W ogóle to czemu to zrobiłaś? Prawie zepsułem to szkaradztwo! - tym razem zwrócił się do Shikatsu, bo gdyby nie zabrała jednej figurki, to być może nic by się nie stało. Tak przynajmniej myślał biedny Jureczek.
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 10 lut 2019, o 11:56

- Nie prosiłam cię o kazanie - zagderała, nadal czując się dogłębnie zraniona tym, że przed chwilą dowiedziała się o prawdziwym znaczeniu inojkowego podarku. Yamanaka najwyraźniej świetnie czuła się w roli trochę nawiedzonego moralizatora, a zaczepki ze strony Nary i najwyraźniej szczerze pytania Yury sprawiły, że kapłanka uruchomiła swoją kaznodziejczą personę, chcąc wytłumaczyć dwójce niedowiarków zawiłości swojej podejrzanej religii. Baranki najwyraźniej dorzuciły tajemną wiedzę, którą chciała się z nimi podzielić Inoyu - Mori Jin głośno wyraził swój niesmak podglądactwem opatrzności, a Shi znudziła się w połowie wypowiedzi albinoski i zagapiła na jakiegoś ptaszka, który przysiadł na jednym ze schodków i zaczął dziobać po kamiennym podłożu, szukając czegoś do zdatnego do jedzenia. Żadne z nich nie sprawiało wrażenia, jakby chciało kogokolwiek przepraszać, a już na pewno nie kosmiczny byt, którego istnienie próbowała wmówić im młoda szarlatanka.
- Dlaczego ja mam go wyprowadzać? To nie jest jakiś mój kole-… - nie dane jej jednak długo było się awanturować - najwyraźniej jej próba przechwycenia jednej z wirujących figurek zamiast pomóc zapewnić fantom bezpieczeństwo, tylko pogorszyła sprawę. W sumie mogła to przewidzieć - była przecież genialna - że niezależnie od tego jak świetnie nowopoznany kolega odnajdywał się w pajacowaniu i cyrkowych sztuczkach, to zaburzenie tej prostej czynności mogło sprawić, że nawet on nie podoła dalszym popisom. Włożyła pod swoją pachę porcelanową figurkę, początkowo nawet zadowolona z siebie, że zapobiegła katastrofie - chwilę później zrozumiała jednak, że to ona, a nie Mori Jin, jest tu źródłem nadchodzącej destrukcji. Otworzyła ślepia szerzej, widząc, jak jeden z kotków wyślizguje się z ręki przybysza z pustyni, i wyciągnęła łapsko przed siebie w dość rozpaczliwym geście, usiłując ratować go przed zderzeniem z twardym podłożem. Jeszcze tego jej brakowało, by potem oberwała za to, że przyświątynny biznesik albinoski poniósł jakieś straty! Znając Inoyu pewnie to Narze kazałaby zwracać wszelkie koszta, a Shi zdecydowanie wolałaby tego aktualnie uniknąć.
- Złapałeś? Z-złapałeś? Masz łeb z kamienia?! - wysapała nerwowo, brzmiąc w sumie tak, jakby przebiegła maraton. Spoglądała na chłopaka z góry dość niepewnie, nie będąc przekonaną, czy nie powinna właśnie lecieć po jakąś pomoc medyczną. Czy on aby nie łupnął tym twardym łbem o ziemię podczas tej akcji ratunkowej? Na twarzy obcego malował się promienny uśmiech, ale kto tam wie, Shi nigdy nie była dobra w te klocki – może to jakiś początek paraliżu mięśni ust po takim urazie czaszki. Uniosła jedną brew podejrzliwie, decydując się przez moment go obserwować – upierdliwe byłoby go mieć potem na sumieniu, jeśli okazałoby się jeszcze, że dostał jakiegoś wstrząśnienia mózgu. No, ale przynajmniej ukochane kotki Inoyu nie skończyły jako roztłuczone kawałki.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 351
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 10 lut 2019, o 20:43

Yura nie został wyprowadzony.
Ostentacyjna prośba Yamanaki, nie dotarłszy do niczyich uszu, rozpłynęła się gdzieś w eterze. Mori Jin jak stał, tak stał. Nadal beztrosko wywijał kocimi figurkami, a na jego twarzy nadal przyklejony był szeroki, wręcz nienaturalny z perspektywy Inoyū, uśmiech. Kto normalny tak szczerzy się bez przerwy? Z jakiego powodu? Głupi jakiś czy co? A może na pustyni po prostu mają takie twarze? Czy ten paraliż to skutek uboczny terapii jadem skorpiona? Im więcej niezbyt stosownych pytań kłębiło się w jej wścibskiej główce, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że pustynia musi być naprawdę śmiesznym miejscem. Będzie musiała to zweryfikować – najchętniej w bliskiej przyszłości.
A ja nie prosiłam o twoje przybycie — burknęła pod nosem, na chwilę odrywając wzrok od wirujących posążków, by uraczyć nim rozbestwioną Narę. Zmrużyła ślepia delikatnie, by jeszcze bardziej podkreślić swoją wrogość. Czy dało się być w tym momencie bardziej nieprzyjaznym niż Inoyū? Nie, nie dało się; dziewczyna bowiem wspięła się teraz na wyżyny swojej nieprzyjazności, gdy Shikatsu – będąc w świętym przybytku – kazała zaprzestać jego opiekunce prawienia kazań! Niedorzeczność tej sytuacji nie działała na korzyść jej władającej cieniem koleżanki. Nawet, jeśli w jej rodzie z pokolenia na pokolenie przekazywany jest gen bycia geniuszem, to albo musiał być po drodze bardzo rozwodniony, albo ta bajeczka, którą niegdyś wcisnął jej ojciec Shi, jest po prostu nieprawdziwa.
W byciu dogłębnie urażonym przeszkodziła jej kolejna wzmianka chłopaka o właściwościach jadu skorpiona. Brak znajomości takiego zwierzęcia, jakim jest skorpion, bynajmniej nie oznaczał, że będzie tym tematem mniej zainteresowana. Na miejscu wielce nabzdyczonych grymasów pojawiło się uniesienie brwi i delikatne rozchylenie warg; wiedza, której kontynuowanie zostało zepchnięte na drugi plan przez albinoskę na niemal rok, ponownie stała się intrygująca i warta zagłębienia.
Przynajmniej tyle wyniesie z wizyty tego dziwnego chłopaka z pustyni.
Czy można ten jad jakoś u was, nie wiem... kupić? Jak duże są te sko-... — kolejny raz słowa ugrzęzły w gardle, a niemiłosiernie głośny trzask spowodował spłoszone, instynktowne odskoczenie w tył. Przez krótki moment miała wrażenie, że serce, zamiast gwałtownie przyspieszyć, przestało bić. Czy człowiek może umrzeć ze strachu? Czy taka śmierć zdarza się tylko małym zwierzątkom?
Upewniwszy się, że jej serce jednak ma się bardzo dobrze, a oddech śmierci na jej karku był tylko delikatnym powiewem wiatru, wzięła głęboki wdech. Napełniła płuca powietrzem, do którego chwilę wcześniej odcięła sobie dostęp. Figurka, chwała bogom, była cała. Zanim w ogóle przejęła się stanem sprawcy całego zamieszania, chwyciła zaborczo koci posążek, by ten już nie miał z nim żadnej styczności.
Oszalałeś, idioto?! — wrzasnęła ochryple. Przeniosła figurkę do jednej ręki, by uwolnić drugą, po czym zacisnęła palce na jego ramieniu, szamocząc nim niezbyt subtelnie — Przecież mogłeś sobie rozbić łeb, skąd ty się urwałeś?! Nie potrzebuję zwłok w mojej świątyni, kto by cię niby stąd sprzątał! Na pewno nie ja! — zdrapała dość niezgrabnie talizman z jego czoła i ułożyła go gdzieś na podłożu. Całą siłą, jaką mogła posiadać jej chuderlawa łapa, spróbowała podnieść go do pozycji chociaż odrobinę mniej żałosnej leżącej. Grupki wiernych, które od dłuższego czasu spozierały dyskretnie na niezwykle ruchliwą trójeczkę, teraz już zaczynały uciekać ze świątyni, szepcząc coś między sobą. Czy da się jeszcze w ogóle uratować tę sytuację?
Jak się czujesz, kretynie? Ile widzisz palców? — nachyliła się w jego stronę i pomachała panicznie dłonią przed jego ślepiami. Zreflektowała się dopiero po krótkiej chwili, ostatecznie pokazując mu trzy palce. Ot, widziała kiedyś, jak jej matka tak robiła, gdy babcia zasłabła. Nie ułatwiała mu zadania; dłonie Yamanaki dygotały tak bardzo, że cudem byłoby dojrzenie czegokolwiek oprócz rozedrganej masy.
I wtedy stała się rzecz domykająca całe te przedstawienie. Figurka, która wcześniej znajdowała się w niepewnym uchwycie jej drżącej ręki, wyślizgnęła się. Dystans, jaki dzielił ją od podłoża, był zdecydowanie zbyt wielki, by delikatny materiał mógł wytrzymać spotkanie z tak twardą powierzchnią. Posążek roztrzaskał się na drobne kawałeczki - tak samo jak serce Inoyū, gdy w końcu uświadomiła sobie, co się właściwie stało.
Kurwa — szepnęła bezsilnie — mać.
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 340
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Yura » 10 lut 2019, o 22:32

Jak to kto? Yura. On nie miał problemów z uśmiechaniem się do każdego wokół. W końcu jego życie nie obfitowało w jakiejś szczególne przeszkody, to też nigdy nie miał powodu, aby patrzeć na innych spod byka. Pustynny chłopak, który nawet z pustyni nie pochodził, był po prostu przyjaźnie nastawiony do świata, w którym mógł trenować i spotykać wiele ciekawych osób. Jeśli dodać do tego, że te zazwyczaj były po prostu miłe, to jego radośc nie wydaje się taka dziwna. Co więcej, Mori Jin jakoś nieszczególnie przejmował się wrogością innych osób. I tak Inoyu, która dwoiła się i troiła, żeby tylko dać im do zrozumienia, że nie są tu mile widziani, dla Jureczka była całkiem zabawna. Całe to jej udawanie oburzonej, mrużenie oczu i próba bycia chłodną kapłanką mogły spełznąć na niczym, albowiem chłopak widział ją całkowicie inaczej. W zasadzie, właśnie przez tę niby wrogość polubił ją jeszcze bardziej i jeśli myślała, że jego noga w świątyni więcej nie powstanie, to bardzo się myliła. Będzie wpadał na okazyjne herbatki, bo przecież ma jeszcze obiecaną wycieczkę po świątyni. No i skoro mowa o wycieczce, to przechodzimy tutaj do drugiej dziewczyny, która też przypadła Yurze do gustu (zresztą jak 99% procent ludzi). Przede wszystkim wydawała się bardzo miła, a jej przyjaźń z kapłanką była widoczna na pierwszy rzut oka. Zresztą ogólnie przyjaciele musieli być ważni dla młodej Nary, bo Jin nadal pamięta z jakim zacięciem starała się znaleźć pajaca, choć najwyraźniej teraz zaabsorbowała się czymś innym. Ale nie ma się czego bać! Pustynia pamięta i pomoże w poszukiwaniach.
Skąd te wszystkie rozmyślenia? Otóż kiedy Jureczek czasem zasadzi w coś twardego głową, to po jego umyśle rozsypują się dziwne, niekoniecznie ważne myśli. Tak też było i w tym przypadku, chociaż posadzka wcale nie była najtwardszym, co go w życiu spotkało. Dlatego też nie rozumiał tego całego krzyku, jaki rozgrywał się dookoła niego. W jednej chwili dwie dziewczyny znalazły się zaraz obok niego i zaczęły zadawać dużo pytań. Ktoś tu chyba nigdy nie ćwiczył taijutsu z nauczycielem Yury, jesli przejmują się takimi obrażeniami. Mori Jin mógł wydawać się natomiast nieźle zdezorientowany, bo faktycznie taki był, ale nie z powodu upadku. Starał się ogarnąć swoim niewielkim umysłem na co ma odpowiadać i reagować, a jego obwody w mózgu zaczęły się powoli przepalać.
- Nazywam się Mori Jin. Przecież już mówiłem... - rzucił bezradnie, bo dziewczyna nazywała go jakimś "kretynem". Czemu każdy chce mu nadawać jakieś nowe imiona, kiedy jego stare naprawdę mu się podoba? - Pięć? - odpowiedział nie będąc pewnym czy odpowiedź zadowoli kapłankę. No bo przecież o co innego mogło chodzić? Człowiek zawsze miał pięć palców chyba, że ktoś mu jakieś uciął, ale z tego co widział pustynniak, to dłonie Inoyu były w porządku. Skąd miał wiedzieć, że tak naprawdę chodziło tylko o te palce, które były w górze? Nic mu nie wytłumaczono, a na dodatek jeszcze szarpano nim jak szmacianą lalką. Gdyby naprawdę doznał jakiegoś urazu, to w tym momencie jego mózg otrzymałby dodatkowe obrażenia. Całe szczęście, że nie było zbytnio co uszkadzać, a i pokrywa była całkiem twarda. Czego nie można powiedzieć o kocie. Oczy Yury zamieniły się w dwa wielkie, białe talerze, kiedy zobaczył, że figurka się rozleciała. Nawet nie chodziło już o ten trud, który włożył w jej uratowanie, bo to mu się nawet podobało. Bardziej przejmował się reakcją kapłanki, dla której ten brzydki kot wydawał się całkiem ważny.
- Spokojnie, spokojnie! - próbował wszystkich uspokoić, ale pewnie przyniosło to odwrotny skutek. W każdym razie nie przejmował się już dziewczynami, a zbliżył się szybko do figurki i zaczął przykładać do siebie jej kolejne elementy - Mamy jakiś klej czy gips? Jak przyłożymy ten kawałek do tego... albo do tego... Nie. To też nie ten. Może ten? - on wszystko poskłada! Może i zbyt mądry nie był, ale nie trzeba nie wiadomo jakiego Nary do poskładania kota. On wszystko naprawi.
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 11 lut 2019, o 15:44

Pozwoliła Inoyu zająć się obcokrajowcem, który przed chwilą przeżył zderzenie z twardym podłożem. Niezbyt w sumie znała się na jakiejś pierwszej pomocy, zdecydowała więc, że nie będzie się tam pchać. Schowała dłonie w kieszeniach, zerkając na nich z góry niby od niechcenia, ale dość podejrzliwie. Głowa chłopaka była w jednym kawałku i nie zauważyła, by zachowywał się jakoś dziwnie – albo przynajmniej dziwniej niż przez całą ich interakcję – ze skrywaną ulgą zdiagnozowała więc, że będzie żył. No, całe szczęście, jeszcze tego jej tylko brakowało, żeby musiała razem z kapłanką zakopywać gdzieś zwłoki jakiegoś nieuważnego podróżnika. Miała inne plany na resztę popołudnia. Na przykład drzemkę.
- No trudno dyskutować z tym, że nasz kolega Mori Jin ma w sumie rację – zarechotała pod nosem, gdy brunet ogłosił, ile widzi palców Inoyu, która wymachiwała dłonią przed jego twarzą. Nie do końca była pewna, czy rzeczywiście dwoiło mu się przed oczami, czy może wykazał się właśnie niezłym refleksem i elokwencją, ale w sumie nie zamierzała tego drążyć.
- Po prostu go wyrzućmy. To nie jest żadne unikatowe dzieło sztuki - spojrzała z góry rozsypane porcelanowe puzzle i rozłożyła swoje dłonie w geście, który miał wyrazić głównie to, że jest jej już w sumie wszystko bardzo jedno. Nawet nie raczyła się pofatygować, by pomóc je zbierać. Jedna figurka to przecież nic wielkiego - jeśli Inoyu nie brała pod uwagę strat, jakie mogła ponieść, to jej sprawa. A ostatecznie wszystko w sumie w opinii Nary skończyło się pomyślnie - porcelanowy posążek zakończył żywot z rąk samej Yamanaki, nie mogła więc winić za to ani Nary, ani tego całego Mori Jina, który, notabene, dostał figurkę w swoje dłonie tylko ze względu na to, że Shi bardzo nierozsądnie zasugerowała mu te idiotyczne zabawy. Na szczęście Inoyu mogła teraz winić tylko samą siebie - trzeba było chwycić ją oburącz, a tak to sama prosiła się o wypadek!
Przydepnęła i zamiotła nogą parę kocich odłamków i okruchów, które rozsypały się blisko niej, decydując, że nie będzie się po to schylać, bo szkoda biednego kręgosłupa. Leniwym kopnięciem posłała więc większy odłamek w jakieś krzaki, tym bardziej cementując los koteczka – nie ma sensu łatać czegoś, czego elementów i tak już nie znajdą, o ile nie będą łazić po jakichś chaszczach. Jak się coś kocha, to czasem trzeba pozwolić temu odejść. A że ona te figurki miała raczej w nosie, to tym bardziej zdołała szybko pogodzić się z taką stratą.
Zadowolona z siebie spojrzała z całym swoim zblazowaniem na Inoyu i Yurę, prezentując te genialne rozwiązanie leżącego przed nimi problemu – nad ich głowami jednak napotkała pełne dezaprobaty spojrzenie jakiejś staruszki, która właśnie opuszczała świątynny przybytek, telepiąc się powoli w dół schodów. Najwyraźniej rozgardiasz jaki wniosła ta trójeczka nie była zbyt dobrze widziana przez innych wiernych, którzy chcieli spędzić czas na spokoju i zadumie. Sama Shikatsu niekoniecznie widziała w tym problem – jeśli ktoś rzeczywiście jest tak zdeterminowany, by się pomodlić, to poradzi sobie w każdych warunkach – ale trzeba przyznać, że poczuła się wręcz skarcona. Zwęziła wargi nieznacznie z niezadowoleniem.
- Chyba trzeba się powoli zbierać – odprowadziła wzrokiem kobiecinę, rozmasowując swój zesztywniały bark jedną dłonią – Powinnam w sumie jeszcze wysłać rodzicom list i iść do sklepu kupić parę pierdół, zawracanie głowy. Zostajecie?
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 351
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 11 lut 2019, o 22:15

Ojciec zawsze mówił, że wszędzie trzeba szukać plusów, bo inaczej człowiek może oszaleć. Powtarzał to za każdym razem jej matce, po której to odziedziczyła te najbardziej odpychające cechy charakteru, więc zaczął wpychać swoje mądrości także swojej ukochanej, choć równie rozpaskudzonej, córeczce. Jednak jakie plusy można odnaleźć w sytuacji, gdy roztrzaskała się wcale nie tak tania figurka, którą sama będzie musiała odkupić? Zamiast tego mogłaby, na przykład, kupić sobie jakąś dobrą herbatę. Najlepiej drogą. Albo jakieś nowe łaszki. Również drogie.
Mogło być gorzej. Zamiast straty jednej figurki, mogła stracić ich dwie. Albo trzy. Ale rozbiła się tylko jedna. Zawsze mogło być gorzej.
Inoyū należała do osób, które kiepsko sobie radzą z emocjami – zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi. Niezwykle ciężko było jej zachować zimną krew w sytuacjach, które tego bezwzględnie wymagały. Nie potrzeba wprawnego oka czy wybitnej znajomości ludzkiej psychiki, by móc zauważyć tę nieco żałosną bezradność dziewczyny, gdy okoliczności wymuszały na niej zachowanie się w odpowiedni sposób. Niespecjalnie się z tym kryła, bo też nie wiedziała jak.
Ukojenie jej rozszarpanych nerwów zajęło jej chwilkę, może dwie; popatrzyła jeszcze pustym wzrokiem przez parę momentów na drobniutkie kawałki rozbitego posążka, po czym westchnęła ciężko, uświadamiając sobie, że owszem, zupełnie nic nie da się z tym zrobić.
Poklepała chłopaka po tej nienaturalnie twardej łepetynie kilkakrotnie, przestając w końcu machać mu bezsensownie łapskiem przed oczami. Jin – w przeciwieństwie do figurki – miał się chyba całkiem dobrze. Przynajmniej na tyle, by opuścić świątynię o własnych nogach. Nie potrzebowała do szczęścia niczego więcej.
Dobra, dobra, zostaw to już. I tak nic nie da się-... — zaczęła, widząc, że jej nowy kolega próbuje naprawić sytuację poprzez przykładanie do siebie niepasujących elementów. W dokończeniu wypowiedzi przeszkodził jej beznamiętny głos Nary oraz drażniący uszy dźwięk jej buciora depczącego bezczelnie po kocim posążku, który zaraz potem został przez nią sprawnie rozkopany na wszystkie strony świata. Oczywiście, że nie było sensu jakkolwiek kleić tę cholerną figurkę, ale do decydowania o tym ma prawo tylko i wyłącznie Inoyū! Nikt inny! Nawet, jeśli Shi miała rację! — Ej! Nikt cię nie pytał o zdanie! — jęknęła z pretensją, zerkając na nią spode łba. Nie chcąc pozwolić Shikatsu na zbytnie panoszenie się po jej świątyni, sama zaczęła zgarniać resztki kota gdzieś pod mur, zostawiając sprzątnięcie tego całego bałaganu dla Inoyū z przyszłości.
Koniec na dzisiaj — mruknęła chłodno, starając się ignorować te przeszywające spojrzenia wybitnie niezadowolonych z przeszkodzenia im w modlitwie staruszek, które demonstracyjnie zaczęły telepać się po schodach z zamiarem opuszczenia chramu. Z pewnym ociąganiem przyznała, że zgadza się z brunetką – nie ma sensu już dłużej tutaj siedzieć. Na utarg nie ma co liczyć, a próby tłumaczenia się przybyłym, że przecież nic się nie dzieje, wszystko w porządku, wszystko pod kontrolą mogą jedynie wyrządzić jeszcze więcej szkód.
Po prostu już idź, co? Nigdzie nie pójdę, dopóki wy stąd nie znikniecie — odwróciła się w końcu do nich grzbietem, rozpoczynając proces przygotowywania świątyni do całonocnego opuszczenia jej przez opiekunkę — Sio.
Ostatnio edytowano 15 lut 2019, o 21:14 przez Inoyū, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 340
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Yura » 12 lut 2019, o 21:55

Jureczek czegoś tutaj nie rozumiał. W jednej chwili każdy zachowywał się tak, jakby tak figurka była pępkiem świata, żeby za chwilę udawać, że straciła całe znaczenie. Kiedy chłopak starał się poskładać ze sobą chociażby część kawałków, Nara wpadła na inny pomysł, który skutecznie zniszczył wszystkie plany człowieka pustyni. Starannie dobrane szczątki koteczka zostały zgniecione, zdeptane, starte na proch i jeszcze kopnięte. Chłopak rozdziawił tylko buzię ze zdziwienia i spojrzał bezradnie na Shikatsu tak, jakby właśnie zabroniła mu trenować. Przecież on to układał! Jak można być tak podłym?! I kiedy myślał, że ręka na jego ramieniu będzie oznaczała wsparcie, to dostał kolejny cios w plecy. Inoyu również nie zamierzała poświęcić chwili czasu, żeby odnowić figurkę. Rozdziawiona buzia i niedowierzający wzrok przesunął się więc teraz na nią. Spodziewał się pomocy, a dostał figę z makiem. Może i one się poddały, ale chłopak nie zamierzał. Wróci tu jak ich nie będzie i doprowadzi figurkę do dawnej świetności! Oczywiście nie wziąl pod uwagę, że do tego czasu pewnie cały bałagan zostanie sprzątnięty, ale życie już skoryguje jego błędne podejście do tematu.
- Czy tutejsi zawsze tak łatwo się poddają? Pewnie od sępów też byście się nie odganiali! - ta mało zrozumiała wypowiedź miała na celu skarcenie dziewczyn, które najwyraźniej niezbyt cenią to, co dostały od życia. Jureczek nie zamierzał być jednak kaznodzieją, bo w tym miejscu już ktoś tę rolę zajął, ale mimo tego musiał podkreślić swoją dezaprobatę dla takiego zachowania. I być może starałby się jeszcze coś w tej sprawie wskórać, gdyby nie dano mu do zrozumienia, ze chyba czas wynieść się z tego przybytku. Co prawda dla niego dzień był jeszcze młody, ale pomimo swego nieokiełznania doskonale zdawał sobie sprawę, że skoro gospodarz mówi basta, to faktycznie ma być basta. Jak gdyby nigdy nic podniósł się więc na równe nogi i przeciągnął się kilka razy, strzelając przy tym chrząstkami.
- Żeby nie było, ten kot jeszcze będzie jak nowy! - podkreślił, aby nie było żadnych wątpliwości - Jeszcze tu wrócę! Ale najpierw... trening! - dodał rozentuzjazmowany i w jednej chwili stanął na rękach, aby później zacząć się w ten sposób przemieszczać w stronę wyjścia ze świątyni. Po przejściu paru metrów podniósł jednak jedną rękę do góry, a wzrok skierował na dziewczyny. Jak on mógł zapomnieć o czymś takim podstawowym?!
- Do zobaczenia później! - no, niegrzecznie byłoby się nie pożegnać, więc skoro już im pomachał to mógł przyspieszyć "kroku". Zejście po schodach nie zajęło mu wiele czasu, ani nie przyniosło też zbyt wiele trudu. Mori Jin nie udał się jednak w stronę miasta, bo w pewnym momencie zboczył ze ścieżki, udając się w leśne gęstwiny. To właśnie pośród nich zamierzał kontynuować swój trening. Oczywiście o talizmanie zapomniał...
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 13 lut 2019, o 21:44

Shi, mimo swojego niewątpliwego intelektu, nie dostrzegła problemu w swoich poczynaniach - skoro z kotka i tak już nie będzie żadnej pociechy, to jedyne co pozostało, to wyrzucić jego resztki i ruszać dalej. Nie wykazała się może szczególną empatią w tym momencie, ale prawda była taka, że wydawało się to jej jedynym sensownym rozwiązaniem - tym bardziej, że Inoyu miała na stanie jeszcze parę takich figurek. Stłukło się, no dobrze, ale świat się chyba nie kończył.
- Sępów? - pierwszy raz słyszała w sumie o takim zwierzu; niezbyt przejęła się więc zarzutem jaki przybysz z pustyni skierował w jej stronę. Czasem po prostu lepiej było się poddać zawczasu, gdy wiadome było, że sprawa jest już przegrana - a nie męczyć się dla samego faktu zmęczenia się z jakimś pokruszonym kotkiem, wykonując jakąś syzyfową pracę sklejenia go jako takiej całości. Kiwnęła tylko głową ze znużonym wyrazem twarzy na oświadczenie Yury, który ogłosił, że sprawi, że figurka odzyska swoją pierwotną formę - nie miała ochoty bardziej psuć mu humoru i pozbawiać go entuzjazmu, ale pozostawała dość sceptyczna.
- No, to na razie. Zobaczymy się później - machnęła na Inoyu niedbale łapskiem, zbierając się do drogi, ale wyprzedził ją Mori Jin. Oczywiście, jak to miał w zwyczaju, nie mógł pokonać schodów jak normalny człowiek - chłopak z łatwością stanął na rękach i w tej karkołomnej pozycji zaczął skocznie złazić po kamiennych stopniach. Potarła czoło, zastanawiając się w duchu, czy może jednak ten upadek nie zaszkodził brunetowi - Bywaj, Mori Jinie. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy!
Liczyła na to, że jeszcze go zobaczy w dobrym zdrowiu - tryb życia chłopaka wydawał się dość ryzykowny. Wzruszyła jednak ramionami, wsunęła dłonie w kieszenie i poszła w cholerę.

z/t
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 351
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 15 lut 2019, o 21:14

Zawzięcie nie odwracała się w ich stronę, próbując zminimalizować jakiekolwiek bodźce, które mogliby od niej dostawać. Chciała, by niepożądani goście po prostu znudzili się brakiem reakcji z jej strony i, nie doczekawszy się od niej żadnego me ani be, w końcu opuścili święty przybytek, pozwalając Yamanace na spokojne, niezmącone niczyją obecnością, oporządzenie się.
Okryła sporych rozmiarów materiałem swoje aż nadto zdobne stoisko ze świątynnymi suwenirami, wiążąc w kilku miejscach na prowizoryczne supełki sznur, który miałby zapobiec zdmuchaniu okrycia przez, znane ze swojej intensywności, saimińskie wiatry.
Oby nie — burknęła cicho pod nosem, gdy do jej uszu dotarła niechciana zapowiedź powrotu Nary. Inoyū, jako osoba niezwykle ceniąca własne towarzystwo, musiała co jakiś czas posiedzieć w swojej samotni, nie czując przymusu otwierania do nikogo gęby. Pomieszkiwanie z rodzicami pozwalało jej na spędzenie tych wyjątkowych dni, kiedy siedziała w domu ze swoimi grubymi kotami, nie czując w pobliżu niczyjej bytności – ci, na szczęście, w całości poświęcali się pracy. Nawet nie starała się niczego szacować ani analizować, fakty były bowiem zatrważające – od ponad roku(!) nie miała sposobności do pospędzania odrobiny czasu z samą sobą.
Czy te twoje sępy też mają jakiś jad? — wypaliła, początkowo nie zauważając, że chłopak zaczął już schodzić powoli po schodach. Na rękach, co istotne. — Ach, no nieważne. Mam nadzieję, że następnym razem zobaczę tutaj zarówno ciebie, jak i twoich znajomych! — przypomniała mu niezbyt subtelnie o swojej wcześniejszej prośbie, po czym pomachała w jego kierunku bez większego zaangażowania — Tak, tak, do zobaczenia.
Odprowadziła wzrokiem Jina, chwilę później również Narę. Wypuściła powietrze przez lekko rozchylone wargi z wyraźnym znużeniem. Omiotła spojrzeniem ten cały bałagan, który po sobie pozostawili, by za momencik zamieść podłoże także miotłą, pozbywając się resztek tej nieszczęsnej kociej figurki.
Niewdzięcznik — syknęła, zauważając na kamiennych płytach podniszczony talizman. Nawet nie pomyślała o tym, że to mógł po prostu być przypadek, a Jin wcale nie miał żadnych złych zamiarów. Nic nigdy nie jest przypadkiem!
Zamiotła pamiątkę razem z kawałkami posążka i – w niewyobrażalnie złym nastroju – wróciła do domu.

z/tDom Inoyū
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 340
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość