Jinja

Re: Jinja

Postprzez Ichirou » 10 gru 2018, o 20:39

Misja rangi D
Inoyū
15/15


Obrazek
Zdolności Yamanaka nie były efektowne, nie kruszyły skał i nie tworzyły wielkich wybuchów, ale w wielu sytuacjach były szalenie skuteczne. Niepodatny na religijne manipulacje osiłek okazał się był całkiem łatwym celem do manipulacji przy pomocy telepatii. W dłuższej perspektywie mężczyznę do szaleństw mógł doprowadzić brak trzeźwej oceny, co było jego własnymi myślami, co głosem wiedźmy dudniącym w łysej łepetynie, a co faktycznymi, wypowiadanymi słowami. Albinoska oszczędziła mu jednak długoterminowych tortur, chcąc po prostu jak najprędzej się go pozbyć.
Natręt, targany pełnym spektrum skrajnych emocji - od wzbudzenia do dezorientacji, schylił się po czapkę.
Kolejny śmiertelnik bił przed nią pokłony, choć z zupełnie innego powodu niż zazwyczaj.
- Jak mnie kłamczysz to jeszcze tu wrócę - odburknął przez zęby, nie podnosząc wzroku na kapłankę. Zgarnął szybkim ruchem czapkę, potem odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w stronę powrotną.
Jeżeli Inoyū nadstawiała uszu, to mogło do niej dotrzeć po paru chwilach, jak w przypływie złości facet uderzył pałką jakieś napotkane po drodze drzewko. Biedna Matka Natura. Oberwało się jej zupełnie bez powodu.
Tak czy inaczej, nieprzyjemniaczek odszedł, klnąc coś cały czas pod nosem i łamiąc po drodze jeszcze kilka innych, niewinnych gałązek.
Starsze małżeństwo było trochę zdezorientowane i ostatnia dość burzliwa scenka w świątyni trochę wybiła ich z wyciszenia i nastroju do gorliwej kontemplacji.
- Niech Amaterasu ma nas w swojej opiece - odpowiedziała nieśmiało kobieta, kłaniając się białowłosej na pożegnanie, by zaraz potem ruszyć niemrawym tempem w kierunku wioski. Zanim jednak wyszli poza obręb świętego miejsca, starsza pani szturchnęła wymownie współmałżonka i zachęciła go do uiszczenia datku.
Po paru chwilach Inoyū została już sama. No, prawie, bo starsza parka bardzo powolutku pokonywała kolejne metry, pokonując schodek bo schodku, by nie wywinąć zaraz orła z powodu śliskiej powierzchni.
Taca od złożonych dzisiaj monet była cięższa niż zawsze, ale dla równowagi we wszechświecie wokół było dość sporo do ogarnięcia - zarówno z powodu sarenki jak i łysego wandala.
Jeżeli najgorliwsza z gorliwych kapłanek zabrała się prędzej lub później za sprzątanie, to mogła spotkać ją dziwna niespodzianka. Pod jednym z posągów (ewentualnie przy innym istotniejszym miejscu) znalazła kilka niespotykanych podarków - groteskową kukiełkę, jakiś zwój i zestaw shurikenów o dziwnym kształcie. Żart czy szczera ofiara? Trudno ocenić, ale ważne, że z tych przedmiotów mógł być jakiś użytek.
Sarenka na szczęście? niestety nie wróciła.

Misja zakończona powodzeniem. Gratulacje + torcik na urodziny :")
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2828
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 11 gru 2018, o 15:05

Poszedł sobie. Zajęło mu to zdecydowanie dłużej niż przewidywała.
Dziewczę parsknęło cicho pod nosem, odprowadzając wzrokiem delikwenta aż do tego długo wyczekiwanego momentu, gdy ten zniknął gdzieś między drzewami. Nie była w stanie go już dojrzeć w gęstym gąszczu pozbawionych liści drzew, ale za to mogła go usłyszeć – razem z jego zanikającą sylwetką zanikał też odgłos łamanych gałęzi. W końcu zanikł całkowicie, zaś Inoyu – puściwszy w końcu trzymaną od kilku długich chwil pieczęć – odetchnęła z ulgą. Rozmasowała zastałe, teraz już niemal całkowicie przemarznięte, dłonie, próbując odzyskać w nich czucie. Nie pamiętała, kiedy ostatnio była tak bardzo nieprzygotowana na zimę jak teraz. Jeszcze raz przeklęła cichaczem irytującego strażnika, który już do końca zatruł jej dzień, po czym poprawiła niedbale narzucony kawałek szmaty na grzbiecie, łudząc się, że dzięki niemu będzie jej chociaż odrobinę cieplej.
Nie mogła uwierzyć, że została zmuszona do zubożenia swoich pokładów chakry przez taką miernotę. Następnym razem nie będzie się już z nim tak cackać i rozwiąże sprawę bardziej siłowo, ale przynajmniej na stałe. Teraz nie miała żadnej pewności, że strażnikowi pewnego pięknego dnia znowu coś nie odbije i nie postanowi wrócić do świątyni, by już ostatecznie rozprawić się z parszywą wiedźmą. Z drugiej strony jednak, pomimo że jej energia duchowa została odrobinę nadszarpnięta, to nie musiała przynajmniej męczyć swojego, jakże sfatygowanego pracą przy świątyni, ciała. Mężczyzna nie był wart nawet kiwnięcia palcem, a co dopiero walki na gołe pięści!
Pokłoniła się machinalnie w stronę miłych państwa. Podziękowała pokornie za uiszczoną ofiarę, by, odczekawszy chwilkę, aż ci sobie poszli, przesypać zawartość niewielkiej skrzyneczki do skórzanego mieszka i błyskawicznie schować ją za pazuchę, zupełnie jakby zaraz ktoś miał do niej podbiec i wyrwać jej pieniądze z rąk. Musiała przyznać, że wierni odznaczyli się dzisiaj szczególną hojnością – cóż z tego jednak, skoro połowa kwoty zostanie przeznaczona na pokrycie wyrządzonych przez mężczyznę strat?
Została w świątyni do późnych godzin wieczornych. Zamiatała, zbierała kawałki rozbitej wazy, wyrzucała i znowu zamiatała. Nie czuła dłoni, nie czuła stóp. Korzystając z tego, że – na szczęście – nikt już tutaj nie przyszedł i mogła pocieszyć się swoją własną obecnością, złorzeczyła bardzo wokalnie na cały boży świat.
Z samego początku miała zamiar pozbyć się tych dziwnych fantów, które przypadkiem znalazła podczas wielkich porządków. No bo po co to, na co to? Do czego? Co to za szpetna kukła? Jedyne kukiełki, z jakimi kiedykolwiek miała styczność, to te wykonywane przez jego ojca na potrzeby pewnej tajemniczej techniki, której i tak nie było jej dane nigdy zobaczyć. Wzruszyła lekko ramionami. Zebrała jednym szybkim ruchem nietoperzowe shurikeny i wcisnęła je do tego samego mieszka, do którego jeszcze chwilę przedtem wrzuciła pieniądze. Niewiele myśląc, przypięła specyficzną kukiełkę do paska, by gdzieś się nie zawieruszyła, a zwój włożyła pod pachę.
Zwinęła na dzisiaj interes. Ruszyła żwawym krokiem w stronę domu... obładowana śmieciem niczym muł.

z/tPort
PH BANK arciki głosik pyk

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Lata
 
Posty: 402
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Yura » 6 sty 2019, o 02:33

Yura nie spodziewał się, że świat może być taki duży! Kilka dni zajęła mu podróż do Soso, a przecież temu kawałkowi drogi daleko do miana "świata". Co by się stało, gdyby pewnego dnia po prostu wybiegł z pustyni i biegł cały czas przed siebie? Co by się stało, gdyby nie obawiał się wody i nadal poruszał się do przodu? Kiedy dotarłby w to samo miejsce, z którego wyruszył i tym samym udowodnił, że ziemia jest okrągła? Dzięki takiemu wyczynowi nie tylko odbyłby świetny trening, ale jeszcze został szanowanym podróżnikiem naukowcem. Niestety Mori Jin na taki pomysł wpaść nie potrafił, więc niestety jego nazwisko nigdy nie zapisze się w annałach historii pod słowem - odkrywca. To jednak chłopakowi nie przeszkadzało, bowiem jego oczy chłonęły teraz widoki, których na pustyni doświadczyć nie mógł. Co prawda w Soso nie było fajnych, jadowitych skorpionów, nie dało się umrzeć z ciepła za dnia i zamarznąć w nocy, ale za to ta prowincja miała coś innego. Zanim shinobi dotarł w to miejsce, dzień wcześniej udało mu się natrafić na burzę. I to jaką! Wiatr był naprawdę silny. Gałęzie się łamały, ludzie pochowali się w domach, a zwierzęta uciekły do swoich kryjówek. Ale! Ale nie Yura! On dzielnie szedł do przodu, zasłaniając sobie twarz ręką. Po raz pierwszy miał do czynienia z takim żywiołem, więc nie mógł sobie odpuścić sprawdzenia swojej wytrzymałości.
Natura 0 - 1 Yura. Jego wizyta w nowym miejscu zakończyła się zwycięstwem, więc trzeba było świętować, a że chłopak alkoholu nie pija, to jego świętowanie też powinno być nietypowe. Jakie? TRENING. No dobra, w tym nic wyjątkowego nie było, ale i na to Mori znalazł rozwiązanie. Dlaczego by nie trenować podczas modlitwy? Może bogowie docenią jego starania i spełnią jego prośby podwójnie? Młodzieniec właśnie z takim pomysłem zjawił się w świątyni, którą wypatrzył schodząc do doliny. By tu jednak trafić, musiał zaczepić po drodze paru przechodniów. Wszystko poszło jednak zgodnie z jego planem i przed południem chłopak pokonał pierwszy schodek prowadzący go do torii. To właśnie za tą bramą postanowił znaleźć sobie przytulne, odosobnione miejsce, w którym nikomu nie będzie przeszkadzał. Narożnik nadawał się do tego idealnie. Z pewnością dla zgromadzonych w świątyni, chłopak przechodzący przez bramę i stający na jednej ręce w rogu świątyni musiał wyglądać dziwnie, ale lepiej niech się przyzwyczajają, skoro Mori Jin miał zamiar spędzić tutaj cały dzień. A czemu stał na jednej ręce? Drugą dłoń trzymał bowiem na wysokości klatki piersiowej z palcami rozłożonymi jak do modlitwy. Do tego zamknięte oczy, pełne skupienie i już po minucie Yura wyglądał jak posąg, który od zawsze miał tutaj stać. Jedyną różnicą było to, że po dłuższym czasie na jego czole zaczęły pojawiać się pierwsze krople potu informujące o tym, że trening jest odpowiedni. Teraz wystarczyło tylko zaczekać na jakiś znak od bogów, że wysłuchali jego modlitw.
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 10 sty 2019, o 19:03

Przyszła tu w sumie tylko dlatego, że chciała porozmawiać z Inoyu - coraz częściej zaczynała myśleć o powrocie w rodzinne strony, a ich relacja praktycznie nie zmieniła się ani o krok od momentu, gdy zdecydowała osiedlić się w domostwie wujostwa Yamanaka. Nadal żyły w zupełnie różnych trybach i zazwyczaj mijały się na swoich codziennych ścieżkach - Shikatsu lubiła dużo spać i powroty do domu dziewczyny zazwyczaj, po prostu, przesypiała. A nawet jeśli nie, to co z tego - w domu i tak przemykały obok siebie, każda zajęta swoimi sprawami. Na początku nie przeszkadzało jej to w ogóle; lubiła to, że dziewczyna daje jej przestrzeń - teraz jednak coraz częściej zaczęła odczuwać potrzebę towarzystwa.
Gramoliła się więc po kamiennych stopniach, złorzecząc pod nosem – kto w ogóle wpadł na to, żeby budować świątynie na wzniesieniach? Może i ona zrezygnowałaby ze swojego ateizmu, gdyby dotarcie do miejsca kultu nie wymagało od niej intensywnego wysiłku fizycznego – zazwyczaj unikała wizyt u swojej ulubionej kapłanki właśnie z tego względu, że oznaczało to wieczne łażenie w górę i w dół – tym bardziej, że Inoyu bardzo lubiła wymyślać innym jakieś bezsensowne prace przy świątyni.
Po drodze minęła parę osób – była tym aż zaskoczona, bo zazwyczaj, gdy tu wpadała, świątynia świeciła pustkami. Może to wiosna? Może to wojna? Nigdzie jednak nie dostrzegła znajomej białej głowy, mina więc jej zrzedła; nie przyszła tu przecież padać na kolana.
Z momentem, gdy doczłapała do torii, była już zasapana – czuła, że powinna popracować nad kondycją, a nie znosiła treningów. I wtedy dostrzegła jakiegoś dziwaka, który, zamiast jak normalny człowiek klasnąć w łapki, pomodlić się i wrócić do domu, sterczał w miejscu do góry nogami. Na jednej ręce. Głupi jakiś? Pijany?
Przez moment chciała ominąć oszołoma i udawać, że go nie widzi; w końcu nikomu nie robił krzywdy, oprócz tego, że ściągał trochę zdezorientowanych spojrzeń. Z drugiej strony jednak pomyślała o Inoyu – świątynia była jej skarbem i trzeba tu było trzymać się przecież jakichkolwiek zasad. Westchnęła ciężko, zatrzymując się w pół kroku – czuła, że zaraz tego pożałuje.
- Ej, pajacu – skrzyżowała dłonie na piersi, zatrzymując się za plecami wariata i oglądając się za siebie w poszukiwaniu jakiejś miotły przy pomocy której mogłaby w najgorszym przypadku spróbować pogonić intruza – to święte miejsce, nie cyrk!
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 410
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą. Duży Shuriken przytroczony do pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Jinja

Postprzez Yura » 11 sty 2019, o 01:27

Yura zajmował się tym, co umiał najlepiej - treningiem. I choć ten nie był jakoś szczególnie wyszukany, to na pewno sprawiał, że jego ciało będzie pod koniec dnia przemęczone. Z pozoru tak prosta rzecz jak stanie na ręce, potrafi naprawdę mocno oddziaływać na mięśnie. Przede wszystkim, człowiek musi ustać na jednej kończynie, na której zazwyczaj nie opiera całej swojej masy (chyba, że jest się Jureczkiem). I dla zwykłego amatora tutaj w zasadzie zmęczenie mogłoby się skończyć. Jednakże ktoś, kto ma jakiekolwiek pojęcie o tym, co Mori Jin właśnie czyni, wie, że do całej zabawy zaangażowane są także inne mięśnie, których praca zapewnia utrzymanie pionowej pozycji w nietypowych warunkach. Skoro ustaliliśmy, że fizyczną robotę odwalało w tym momencie całe jego ciało, to wypadałoby się też odnieść do tego, co znajduje się w jego czaszce i choć było tego niewiele, to pracowało na pełnych obrotach. Yura się bowiem... modlił! Co prawda nie znał żadnych religijnych pieśni, ani formułek, a nawet chyba po raz pierwszy w życiu był w świątyni, ale się modlił. Matka zawsze mu powtarzała, że modlitwa to nic innego jak rozmowa z bogami, ale taka grzeczniejsza. Dlatego też chłopak w swojej głowie starał się używać dużej ilości słów takich jak "przepraszam", "dziękuję" i "proszę". To było miłe.
Do miłych nie można za to zaliczyć na pewno słów, które wyrwały go z jego małej pogadanki z bytami wyższymi, w których istnienie kazano mu wierzyć. Całe jednak szczęście, że słowa te nie były skierowane w jego kierunku. Skąd ta pewność? Ano stąd, że Yura nie miał przecież na imię "pajac". Ba, on nie miał nawet na imię Yura! Normalnie może by na to jakoś nieszczególnie zareagował, bo dużo osób miało na imię pajac (tak wynikało z karczemnych rozmów, które kiedyś podsłuchał), ale teraz znajdował się w świątyni. Tutaj trzeba być dobrym nie tylko dla bogów, ale także dla innych ludzi. Mori za to był dobrze wychowanym, młodym człowiekiem, więc nie mógł pozostawić problemu bez rozwiązania. Natychmiast przestał stać na jednej ręce i zamiast tego oparł przedramiona obydwu rąk na ziemi, a następnie odchylił głowę do tyłu, co dla samej Shikatsu mogło jednak wyglądać tak, jakby ją podnosił w jej stronę. W efekcie Yura widział już osobę, z gardła której wydobyły się przed momentem niezbyt miłe słowa. No, a jeśli nie osobę, to przynajmniej jej nogi do połowy ud. W końcu nie byl żyrafą, żeby bardziej wygiąć szyję.
- Szukasz pajaca? Znam paru. Mogę pomóc Ci jakiegoś znaleźć, bo siedzę w tej świątyni już kilka godzin. Jeśli tylko tu przechodził, to na pewno go znajdę, tylko dokładnie go opisz. - zwrócił się do, jak wywnioskował z barwy głosu, nieznajomej, której twarzy niestety nie widział. Liczyły się jednak chęci! W końcu nie było po co przerywać treningu, jeśli dziewczyna nie potrzebowała jego pomocy. To tylko dałoby mięśniom Yury chwilę odpoczynku i musiałby je męczyć od nowa.
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 13 sty 2019, o 00:57

Umysł Shikatsu może i był genialny, ale też bardzo konserwatywny. Raczej trzymała się sztywnych ram i przyjętych konwenansów. Modlitwę kojarzyła - mimo, że sama nie za często sięgała wsparcia sił wyższych - ze składaniem razem dłoni w pobożnym geście, spuszczoną głową, poważną miną i tak dalej, i tak dalej. Nic więc dziwnego, że widok obcego w tak osobliwej pozie skojarzył jej się po pierwsze z jakimś cyrkowym występem, a nie z pogłębioną wiarą i duchowością. Sama nie do końca rozumiała ten cały koncept porozumiewania się z bożkami i bóstwami w jakikolwiek sposób. Gdy już lądowała w sytuacji, która wymagała udawania, że się modli, to jedynie powtarzała bezmyślnie zestaw gestów, który zaobserwowała u innych wiernych, do bólu świadoma bezsensu tych zachowań - świat przecież był prosty i pozbawiony dotyku jakiegoś mistycznego palca bożego; jakiekolwiek próby rozmów z kosmosem były więc dla niej z góry skazane na sromotną porażkę. Tym bardziej jej niezaprzeczalnie jasny umysł nie mógł więc w ogóle przyswoić, że te wygibasy mogły być dla kogoś – co prawda dość niestandardową – ale jednak jakąś formą modlitwy.
Westchnęła ciężko i ostentacyjnie, gdy usłyszała odpowiedź akrobaty. Zmęczenie towarzyszyło jej zazwyczaj całą dobę, jednak widząc, że ten ani myśli zaprzestać tych dziwnych akrobacji i zamierza kontynuować rozmowę w tej pozycji, Shi poczuła, jak opuszczają ją resztki sił. A do tego obcy najwyraźniej zdecydował się robić sobie z niej jakieś żarty, udając, że nie wie, że to do niego mówi! Przetarła twarz dłonią, wypuszczając powietrze przez zęby z cieniem irytacji – cholerni wariaci z Soso. Ten wyglądał na trochę nieokrzesanego w porównaniu do ogólnej otoczki, jaką kojarzyła z tubylcami - ale kto tam wie, może to lokalna czarna owca. Chociaż jakiś dziwnie opalony jak na to, że dopiero zaczął topnieć śnieg.
- No dobrze – odpowiedziała dość monotonnym tonem, zerkając kątem oka w górę schodów, licząc na to, że wyjrzy tu gospodyni i zaraz się wszystkim zajmie. Gdzie ona polazła, gdy jest potrzebna? Przecież całymi dniami tu siedzi i udaje, że coś robi. W dodatku po cholerę ona w ogóle dyskutuje z tym gościem, skoro nie ma tu Inoyu, która mogłaby docenić jej poświęcenie w imię ich pięknej przyjaźni Dobrze. A więc szukam pajaca. Pajaca poznasz po tym, że stoi na głowie w cholernej świątyni, a nie na nogach jak normalny człowiek, i nie umie się zachować. Wiesz, gdzie mogę takiego znaleźć?
Nie była pewna, czy oszołom bardziej ją drażnił, czy imponował jej tym, że nadal zawzięcie stał ze stopami skierowanymi w niebo zamiast opartymi na twardym gruncie. Może jakby nie była skażona dziedzicznym lenistwem, to sama byłaby w stanie wyczyniać teraz takie cuda. Szkoda tylko, że wymagało to odpowiednio dużych nakładów systematycznej (fuj) pracy.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 410
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą. Duży Shuriken przytroczony do pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Jinja

Postprzez Yura » 13 sty 2019, o 14:58

Za to może i umysł Yury nie był zbyt rozwinięty, ale na pewno był elastyczny! Każda sytuacja, na którą trafiał, mogła zostać obrócona na jego korzyść jeśli tylko się postarał. Tak samo było i z modlitwą. Czemu miał siedzieć w miejscu i modlić się jak stary dziad, żeby po kilkudziesięciu minutach zastały mu się mięśnie, kiedy to samo mógł robić przy okazji poprawiając swoją ogólną, fizyczną kondycję? Może i Mori Jin nie był najlepszy w dodawaniu, ale jeśli chodziło o dodawanie związane z treningiem, to był geniuszem! Tutaj żaden Nara go nie pokona, choćby nawet chciał. Pomijając to, że chłopak nie miał pojęcia o Nara, więc nie wiedział, że mieli być niby geniuszami.
Westchnięcie chłopak usłyszał, ale niestety zmęczonego wyrazu twarzy nie uświadczył. Ten nie ujawnia się na kolanach, więc niestety nie miał nawet ku temu sposobności. Jednakże młody syn rolnika momentalnie założył coś, co sprawiło, że poczuł do nieznajomej delikatną sympatię. Pewnie jest zmęczona po treningu! Tak jest. Yura znalazł w świątyni bratnią duszę, która uwielbia doprowadzać swoje ciało do granic wytrzymałości, a sądząc po intensywności tego westchnięcia, Shikatsu była na naprawdę dobrej drodze. Jeszcze trochę starań i może sama otworzy bramy? W tym momencie otworzenie bramy należało jednak do obowiązków chłopaka i wcale nie chodziło o hachimon tonkou. Yura musiał otworzyć bramę w mózgu, żeby jego myśli mogły swobodnie popłynąć, a on sam był w stanie udzielić dziewczynie odpowiedzi.
- Hmmm... - z początku tylko tyle wyrwało się z ust Jina, który momentalnie wylądował na prostych nogach, a kciukiem i palcem wskazującym złapał się za swoją brodę. To była jego standardowa poza kiedy zaczynał myśleć. Problem był jednak taki, że Nara dała mu naprawdę ciężki orzech do zgryzienia, a kiedy taki zostaje mu przedstawiony, to pod kopułą taiusera aż się gotuje. Niby nic niegroźnego, nie? Błąd! Nara mogła teraz zobaczyć, jak cyrkowiec akrobata powoli odchyla się do tyłu, z każdą sekundą coraz mocniej, aż w końcu przyjął swoją pozycję mędrca. Jego stopy były położone płasko na ziemi stanowiąc jeden punkt zaczepienia. Drugim była natomiast głowa, która również oparła się podłożu, a ciało Yury wygięło się w jeden, twardy łuk.
- Pasowałoby to do mnie, ale ja mam na imię Jin, a nie pajac. Niestety nie widziałem też chyba nikogo innego, kto robiłby podobne rzeczy. Na pewno dobrze wypowiadasz jego imię? Może to jakiś dialekt? Mistrz mówił mi, że na całym świecie jest ich pełno i czasem trudno zrozumieć innych. - powiedział całkowicie poważnie, dopiero teraz spoglądając na twarz rozmówczyni. Czerwona kurteczka rzucała się w oczy i to w zasadzie tyle chłopak zapamiętał z jej wyglądu, gdyby ktoś kazał mu ją opisać. Nigdy za szczególnie nie skupiał się na wyglądzie innych osób, więc byłoby to małym problemem.
- I ej! Jesteśmy w świątyni, więc się wyrażaj. Żadna "cholerna". Tak nie przystoi! - dodał po chwili lekko oburzony, jakby dopiero do niego dotarło, co takiego powiedziała Shikatsu. No ta to miała tupet! Najpierw szuka jakiegoś pajaca i tym samym przeszkadza Jinowi w modlitwie, potem jeszcze używa słów, które mogą podchodzić pod powszechnie używane za obelżywe, a na dodatek będąc w świątyni się nie modli. Yura wiedział, że ludzie nie zawsze są tak dobrze wychowani, jak on sam, ale nie przypuszczał, że w Soso będzie z tym taka tragedia!
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 16 sty 2019, o 19:05

Zima, ku wielkiemu zaskoczeniu panny Yamanaki, minęła w mgnieniu oka.
Nie mogła się, póki co, przyzwyczaić do tej rozzielenionej roślinności, która z pewną natarczywością dawała znać o nowej porze roku. Drzewa strzeliły pąkami, promienie słońca zaczęły jakoś tak nieco agresywniej parzyć jej pozbawioną melaniny skórę, a wszelkie robactwo wylęgło się ze swoich zimowych kryjówek, uprzykrzając biednej albinosce życie. I chociaż wiatr nadal był stosunkowo chłodny, to nie dało się ukryć, że przyroda powoli przebudzała się z letargu, zaszczepiając optymizm oraz nadzieję w spragnionych odrobiny ciepła ludziach.
Ale nie w Inoyū.
Wiosna dla albinoski zazwyczaj oznaczała początek ukrywania się przed promieniowaniem słonecznym, nadaktywnymi owadami oraz licznymi pielgrzymkami wiernych, którzy – zainspirowani tą wiosenną atmosferą oraz wyjątkowo skorzy do wyznaczania sobie nowych postanowień – zbierali się często i gęsto w okolicach świątyni z zamiarem wybłagania u bogów błogosławieństwa. Modlili się o znalezienie lepszej pracy, drugiej połówki, zrzucenie nadmiaru kilogramów... lub o przeżycie bliskiej osoby, która aktualnie walczy na froncie.
To był jeden z tych okresów, kiedy była zmuszona pracować na zwiększonych obrotach; wiosną zazwyczaj nie podejmowała więc żadnych nowych zleceń, zbyt zajęta pomaganiem matce przy świątyni. Teraz jednak – jako jedyna właścicielka tego przybytku – zajmowała się wszystkim sama, toteż chramu nie opuszczała prawie w ogóle. Stopniowo zaczynała się przyzwyczajać do braku rodzicielki. Sytuacja, niegdyś nowa, teraz już stała się codziennością. Przestała czekać. Przestała też pamiętać te – jakże w tej chwili zamierzchłe! – czasy, kiedy jej rodzina, chociaż skromna, była w komplecie.
Pokonała kilka pierwszych schodków prowadzących do chramu. Zatrzymała się momentalnie. Zbystrzała.
Z wielką niechęcią zarejestrowała fakt, że gdzieś za bramą torii znajduje się aż zbyt znajome ognisko chakry, którego bynajmniej nie powinno tutaj być; co w ogóle ta natrętna Nara może robić w świątyni pod jej nieobecność?! Przyszła pokornie zmówić paciorek? A może postanowiła wykorzystać to, że chram pozostał przez moment bez opieki i zgarnie coś naprędce, by potem to sprzedać i z zarobioną kaską wrócić do tych swoich lasów?! A kto ją tam wie!
Zmarszczyła brwi. Podniosła nieco do góry dość obszerne i przydługie nogawki swojego świątynnego odzienia, po czym wdrapała się błyskawicznie na samą górę, po drodze jeszcze kilkakrotnie potykając się na tych swoich chyboczących się bucikach z drewnianą podeszwą. Kiedy już udało jej się wdrapać, zerknęła w kierunku Shi dość podejrzliwie, taksując wzrokiem zarówno ją, jak i dziwnego chłopczyka, który z jakiegoś tajemniczego powodu zaczął wykonywać jakieś figury akrobatyczne, ściągając swoją obecnością spojrzenia przybyłych tutaj wiernych. Skinęła im parę razy z wyuczoną powagą i dostojnością, po czym przemknęła w stronę dueciku pośpiesznie.
Ej, zabierz stąd siebie i swojego koleżkę. Odstraszacie ludzi — syknęła konspiracyjnie, zasłaniając usta z jednej strony własną dłonią. Zerknęła spode łba na Shikatsu, dając jej tym samym niewerbalny znak, jak bardzo źle postąpiła, po czym przeniosła spojrzenie pozbawionych źrenic ślepi na tego dziwaka, który nadal tkwił w dość osobliwej pozycji. Prawdę powiedziawszy, to nawet nie wiedziała, co ma o nim sądzić. Może w ten sposób modlą się w Midori? Yamanaka, oczywiście, starała się z całych sił być w miarę tolerancyjna dla innych kultur, ale przecież wszystko ma swoje granice i nie pozwoli jakiemuś obcokrajowcowi niszczyć jej biznesu. Nawet nie brała pod uwagę, że enigmatyczny młodzieniec wcale nie musiał być przyjacielem Shi. Jeżeli ktoś jest dziwny, to musi być z buszu, prawda?
Możecie nawet iść do mojego domu, wszystko mi jedno, niech stracę. Tylko pilnuj go tam, jasne? — westchnęła z wyreżyserowanym zmęczeniem, chwytając w wolną dłoń opartą o mur miotłę. Niezbyt przejmując się ich obecnością, rozpoczęła proces zamiatania, intensywnie pozbywając podłoże resztek śniegu oraz wszelkiego rodzaju pyłków, których dostarczyła budząca się Matka Natura.
Już, sio. W przeciwieństwie do niektórych — wykrzywiła wargi w złośliwym uśmieszku, który był przeznaczony specjalnie dla nadal pasożytującej Shikatsu — ja mam sporo pracy. Skąd w ogóle ten ruch? Oszaleli czy co? — burknęła pod nosem, rozglądając się z cieniem zdezorientowania po nienaturalnie przepełnionym chramie.
Nie może narzekać. Więcej ludzi to większy zysk.
Ostatnio edytowano 16 sty 2019, o 22:58 przez Inoyū, łącznie edytowano 1 raz
PH BANK arciki głosik pyk

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Lata
 
Posty: 402
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 16 sty 2019, o 20:49

Gdy zwinny nieznajomy przybrał nową karkołomną pozę, Shi wywróciła ślepiami tylko ostentacyjnie, w ten sposób dając wyraz światu, jak bardzo nie chce tutaj być i jak bardzo żałuję, że w ogóle wyszła dzisiaj z łóżka. Czuła się tym słabiej, im bardziej wyszukane figury przyjmował intruz, który przedstawił się imieniem Jin, bo przypominało jej to o ograniczeniach własnego ciała - miała wrażenie, że sama odczuwa ból stawów, który powinien doskwierać akrobacie.
- Dobra, kolego, słuchaj mnie no – podparła dłonie o swoje biodra, w ten sposób starając się przyjąć jak najbardziej dominującą pozycję i w ten sposób może nakłonić oszołoma do zakończenia pajacowania – to miejsce należy do mojej przyjaciółki, a jeśli ona zobaczy, co tu wyprawiasz, to może dojść do rękoczynów. Ostrzegałam.
Ostatnia uwaga wariata w sumie wybiła ją trochę z równowagi, brnęła jednak dalej w tą idiotyczną wymianę zdań, nie chcąc ustąpić i malując Inoyu jako bardziej wybuchową niż była w rzeczywistości. Chłopaczek miał trochę racji – prawda jest taka, że to ona wprowadziła tu więcej zamieszania niż on sam, wywołując bądź co bądź bezsensowną awanturę i przeszkadzając innym wiernym w spokojnej modlitwie i kontemplacji. Nieomylna Nara była na tyle bystra, by dojrzeć swoją pomyłkę i poczuła, jak pieką ją uszy z zażenowania. Po cholerę w ogóle otworzyła dziób? Czy ona jeszcze nie nauczyła się, że niektóre rzeczy dla własnego świętego spokoju lepiej ignorować?
Wybawienie przyszło w postaci Inoyu, jednak Shikatsu wystarczył tylko krótki rzut okiem na twarz albinoski, by zrozumieć, że kapłanka nie jest szczególnie zadowolona tym, co właśnie ujrzała. Natychmiast wykonała krótki krok w tył, nie chcąc, by Yamanaka w ogóle uznała, że ma coś wspólnego z przybyszem – nie po to starała się o poprawę ich stosunków dyplomatycznych, by teraz to spieprzyć.
- Cholera, Inoyu, to nie jest żaden mój koleżka, pierwszy raz go na oczy widzę – odburknęła, wciskając dłonie w kieszenie i zerkając to na Jina, to na Yamanakę – perfidnie wyczekiwała tego, że Inoyu wygoni pyskującego gimnastyka, który miał czelność próbować przegadać członkinię klanu geniuszy. Albinoska jednak jak zwykle ją rozczarowała – zignorowała gościa zupełnie, tym bardziej sprawiając, że Shi miała ochotę zapaść się pod ziemię, biorąc pod uwagę to, że z dobrej woli wywołała małą burdę. Może jednak składanie się w pół i stanie na głowie są jakimś rodzajem wyznania czci bożkom? Może to Shi jeszcze mało wie o świecie?
- Nie będę go prowadzić do twojego domu. To jakiś włóczęga, a już na pewno nie jest z moich stron – fuknęła z poirytowaniem jakby Yury tu wcale nie było, wymijając go i przystając bliżej Inoyu, która jakby nigdy nic po raz setny zaczęła ścierać ze stopni jakieś paproszki i pyłki. Zmierzyła podejrzliwie intruza z bezpiecznego dystansu, prostując zesztywniały kark i unosząc jedną brew ku górze. Co jak co, ale taki akcent słyszała chyba pierwszy raz w życiu – ani trochę nie brzmiał jak inni mieszkańcy Karmazynowych Szczytów.
- Ej, ty! Jin, tak? Skąd ty tu się w ogóle wziąłeś?
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 410
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą. Duży Shuriken przytroczony do pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Jinja

Postprzez Yura » 17 sty 2019, o 19:27

Czy on dobrze usłyszał? Rękoczyny? Rękoczyny oznaczają sparing, tak? Jak więc Yura mógł w ogóle się sprzeciwiać? Skoro proponowano mu taką formę rozrywki, jeśli tylko będzie dalej odstawiał swoje dzikie pozy, to już teraz Shikatsu mogła zauważyć, że Jin wygina się jeszcze bardziej. Od ostatniego sparingu z Kiku minęło trochę czasu, więc dobrze byłoby też zobaczyć co takiego mogą mu zaoferować ludzie z tego całego Soso.
- Brzmisz tak, jakby była naprawdę silna. Z chęcią się z nią zmierzę, kiedy tylko wróci do świątyni. Mały, przyjacielski sparing jeszcze nikomu nie wyszedł na złe. Być może uda mi się zebrać nawet kilka nowych siniaków? - powiedział, chwytając swój podbródek między kciuka, a palec wskazujący zupełnie tak, jakby był jakimś wielkim myślicielem, który robi teraz w głowie nieprawdopodobny rachunek nieprawdopodobieństwa! Nie jest jednak tajemnicą to, że w głowie chłopaka z pustyni zbyt wiele się nie działo i jeśli już lepiej czemuś się przyglądać, to jego absom, aniżeli wątpliwemu geniuszowi dnia codziennego. Za to skupiona mina rozpłynęła się niemal całkowicie, kiedy do uszu taiusera dotarł kolejny, kobiecy gło. Yura spojrzał na Inoyu i mimowolnie zaśmiał się pod nosem. Ludzie w tej części świata naprawdę wyglądają zabawnie. Noszą na sobei tyle materiału, że garb wielbłąda można by nim okręcić ze dwa razy, a jeszcze by się ciągnął po ziemi! Przecież to było zwykłe marnotrawstwo, a pewnie i niezbyt w tych ciuchach wygodnie. Wszystko się zaczepia, zawija, ciągnie po ziemi. No chyba, że one w tych nogawkach noszą dzieci. Yura już coś takiego raz widział! Tyle, że to było na pustyni, a kobieta niosła dziecko w chuście ulokowanej na klatce piersiowej. Tutaj jednak nie było piasku, więc może i zwyczaje były inny. Noszenie brzdąca w nogawce miało pewnie swoje plusy jak np. brak możliwości ucieczki do rodzica. Cała to rozkmina na temat niecodziennego ubioru sprawiła, że Mori zamknął się w swoim świecie i niewiele słyszał z tego, o czym dyskutowały pomiędzy sobą dwie przyjaciółki. Z letargu wybudziła go dopiero Shikatsu, która po raz kolejny do niego zagadnęła. Chłopak podniósł się ze swojej dziwnej pozycji bez użycia rąk, przez co wyglądało to tak, jakby właśnie dżdżownica odwaliła dziki cyrk i stanęła na głowie. Chłopak następnie zbliżył się do dziewczyn, cały czas obserwując dzikie ruchy Inoyu. To jakiś trening?
- Urodziłem się przy polach ryżowych. - powiedział z początku, coraz uważniej przyglądając się kapłance - Ale kilka ostatnich lat spędziłem wraz z mistrzem na pustyni. Tam to dopiero jest trening. - dorzucił wyraźnie zadowolony, w tym momencie naśladując już ruchy albinoski. Kiedy ona skoczyła, on skoczył pół sekundy później. Wybiła do przodu z miotłą? On ruszył ze swoją wyimaginowaną miotłą. Nie wiedział co to za ćwiczenia, ale być może pomogą mu się rozwinąć, więc zaczął robić to samo.
- Nigdy nie widziałem tak zabawnego treningu. Nie kładzie wielkiego nacisku na mięśnie, ale za to jest całkiem przyjemny. - uśmiech nie schodził z jego twarzy, bo cała sytuacja wydawała mu się naprawdę zabawna. Nie wiedział, że kiedy on wspina się po skałach na jednej ręce, reszta świata ćwiczy taijutsu w zupełnie inny sposób - Nie przyłączysz się do nas... em... czerwone odzienie? - starał się, ale niestety nie znał imienia Shikatsu, więc poszedł po linii najmniejszego oporu i nazwał ją na cześć tego, co ma na sobie najbardziej charakterystycznego. Los chciał, że był to akurat czerwony kawałek materiału, więc tak właśnie Nara zyskała pierwszy przydomek.
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 18 sty 2019, o 19:53

Brak jakichkolwiek powiązań między Shi a tym dziwnym, podejrzanie nadaktywnym typkiem nieco komplikował sprawę; zdecydowanie bardziej wolała swoją wersję, w której Nara oraz owe specyficzne indywiduum są bliskimi znajomymi, którzy postanowili trochę się ponarzucać, a potem odejść sobie w swoją stronę, już więcej nie pokazując się zaharowanej Yamanace na oczy. Zbyt zaślepiona wizją rychłego spokoju wynikającego z braku obecności stojącej tuż obok niej dwójki, dopiero po krótkiej chwili przyswoiła, że Nara nie ma zupełnie nic wspólnego z pobudliwym nieznajomym.
Nie? — wymsknęło się z jej ust szybciej, niż zdążyła w ogóle o tym pomyśleć. Ani przez chwilę nie przeszło przez jej – przynajmniej dotychczas – jakże przenikliwy umysł, że jej najdroższa koleżanka, tak samo jak ona, mogła widzieć go po raz pierwszy. Być może trochę ze względu na swoje miejsce zamieszkania, a być może trochę ze względu na swoją nieco szarlatańską profesję, Inoyū nigdy nie była towarzyskim motylkiem, a jej braki w komunikacji interpersonalnej dawały o sobie znać z wiekiem coraz częściej. Jakim cudem byli dla siebie całkowicie obcy, skoro stali obok siebie – ba! Rozmawiali i chyba świetnie się bawili! Bo przecież tak właśnie było, nie?
Jeśli nie, to... — zaczęła powoli, ostrożnie, pozwalając sobie na krótką analizę zastałej sytuacji. Dalsze wypowiedzi Shikatsu w żaden sposób nie klarowały tej wielce podejrzanej sprawy. Zacznijmy od tego, że – skoro szanse na przyprowadzenie go tutaj przez Shi są praktycznie zerowe – ten artysta-akrobata musiał przybyć tutaj sam. Jeszcze raz: przyszedł tutaj sam z siebie, prosto z pustyni. Czego tak naprawdę mógł chcieć od najnormalniejszej w świecie świątyni, których krocie znajdują się w różnych miejscach dookoła globu? Czy miał jakieś niecne zamiary? Drugą sprawą jest obecność jej koleżanki Nary. Po jaką cholerę ona tutaj przyszła, skoro tyle razy zdążyła powtórzyć, że pod jej nieobecność wstęp do chramu jest kategorycznie zabroniony? Tak właściwie, to... — ...To co ty tutaj w ogóle robisz?
Wszystkie niewiadome musiały jednak pozostać niewiadomymi, a pytania musiały pozostać bez odpowiedzi, bowiem jej kapłańskie powinności oraz obowiązki nie cierpiały zwłoki. Nie mogła przecież ryzykować nadszarpnięciem jej autentyczności przez takie nieistotności jak pogawędka z jakimś ekscentrycznym jegomościem, jęła więc zamiatać świątynne podłoże z dość niespotykaną u niej pasją i poświęceniem, wykonując przy tym wiele zbędnych figur oraz męcząc się przy tym niesamowicie. Nie dała jednak tego po sobie poznać; dusiła zaawansowaną zadyszkę gdzieś głęboko w sobie, niemal się zapowietrzając.
Jinie z pustyni! — zakrzyknęła podniośle, dostrzegając, że ten zaczął z godną podziwu precyzją kopiować większość jej manewrów. W tym samym momencie zaprzestała także intensywnego wywijania miotłą na różne strony, by rozpostrzeć ręce szeroko na boki w geście uznania.
Jestem zachwycona twoimi ruchami! Widzę w tobie ogromny potencjał! Niebywałe! Przeszkodzę ci jednak na chwilę — podeszła do niego nieco bliżej, uważając, by przypadkiem z tego wszystkiego nie dostała po tej jej bielutkiej facjacie — Muszę jeszcze sprawdzić jak ci idzie z prawowitym orężem. Składam ci go na twoje ręce, bowiem jesteś już tego godzien — skończyła równie patetycznie, co zaczęła. Piastując w dłoniach z wręcz teatralną czcią oraz szacunkiem kij od miotły niczym jakiś legendarny artefakt, ostatecznie wyciągnęła go w kierunku chłopaczka.
Wyraz twarzy pozostał niewzruszony.
Ostatnio edytowano 19 sty 2019, o 01:59 przez Inoyū, łącznie edytowano 3 razy
PH BANK arciki głosik pyk

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Lata
 
Posty: 402
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 18 sty 2019, o 21:23

- No nie! Nie wiem, skąd gość się urwał, był tu jak już przyszłam. Może jest z jakiegoś przejezdnego cyrku – wyszeptała do Inoyu wielce konspiracyjnie – tak konspiracyjnie, że Yura mógł słyszeć dokładnie każde słowo, które padało z ust brunetki. Gdy kapłanka zadała jej bezczelne pytanie o to, co w ogóle wyprawiała w świątyni w momencie, gdy opiekunki przybytku nie było na miejscu, Shikatsu zwęziła wargi nieznacznie, spoglądając na nią z nieskrywaną pretensją – przeszły razem tak wiele, a Yamanaka nadal ma czelność traktować ją jak nieposłusznego gówniarza, który swoimi tłustymi rączkami zbruka jej wymuskaną kapliczkę! Nara wzniosła niebieskie ślepia ku zachmurzonemu niebu – A co miałam robić, głupia? Szukałam ciebie. No i znalazłam… - tu wykonała niedbały wymach dłonią w stronę nowego znajomego z dalekich krain, który właśnie w jakiś karkołomny sposób wyprostował się do względnie normalnej pozycji - …to.
Jin na nowo wzbudził jej zainteresowanie, gdy stanął wreszcie prosto. Dopiero teraz zmierzyła jego twarz uważnym spojrzeniem, marszcząc brwi. Sparing, siniaki, trening, nacisk na mięśnie – samo brzmienie tych słów sprawiało, że czuła dreszcz obrzydzenia. Jeśli postawić ich oboje na spektrum, to oboje znajdowaliby się w dwóch najbardziej oddalonych od siebie punktach – rekordowo leniwa Nara i nadpobudliwy koleś, który ma obsesję na punkcie wyciskania z siebie siódmych potów. No kabarecik.
- Z pustyni? Pierwszy raz rozmawiam z kimś z pustyni. To prawda, że nie ma tam czego jeść i zżeracie węże? – wyszczerzyła zęby w krzywym uśmiechu, wysuwając jedną dłoń z kieszeni kurtki z zamiarem wyciągnięcia jej w stronę akrobaty – Kapłaneczka to Inoyu. Ja nazywam się Shikatsu. Z Midori, Prastary Las, może kojarz-…
Urwała wpół słowa i mina jej zrzedła, bo przed oczami zaczął spełniać się jej najgorszy koszmar. Nie dość, że Inoyu ruszyła w dziwne tango ze swoją starą miotłą, wywijając dzikie hołubce, to jeszcze do tego obcy dołączył do niej, zaskakująco sprawnie naśladując jej płynne ruchy. Skąd ludzie mają tyle energii? Czemu Shi tyle jej nie ma? Stała przez moment bezradnie, obserwując te osobliwe widowisko, by wreszcie westchnąć ciężko – chyba po raz setny dzisiaj – i osunąć ciężko swój tyłek na jeden ze stopni. Podparła głowę o dłoń, a łokieć o kolano – ten duet skutecznie pozbawiał ją resztek jej bardzo ograniczonej energii. Chociaż nie da się ukryć, że przynajmniej dostarczali jej darmową rozrywkę.
Ale ta Inoyu była bezczelna! Shi szybko rozpoznała, że sposób wypowiedzi albinoski nagle zmienił się – stał się podniosły, nawet ton był bardziej melodyjny. Dobrze wiedziała, co to oznacza – parę razy obserwowała już kapłankę w trakcie obsługiwania jakichś zbłąkanych wiernych i zdołała dostrzec, że osobowość Yamanaki skrajnie się zmienia, gdy pazerna albinoska zwietrzy możliwość osiągnięcia jakiejś korzyści dla siebie lub swojego chramiku. Uniosła brew nieznacznie, nawiązując z nią krótki kontakt wzrokowy – cholerna szachrajka! Chce wrobić biedaka w sprzątanie!
- Ten tajemny trening to sekret przekazywany od pięciu pokoleń wśród opiekunów tej świątyni – dopowiedziała monotonnie, nawet nie starając się brzmieć przekonująco. Pociągnęła to kłamstewko w sumie tylko z nudów – Prosiłam ją, by pozwoliła mi spróbować, ale nie zgodziła się jeszcze. Dopiero teraz rozumiem dlaczego.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 410
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą. Duży Shuriken przytroczony do pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Jinja

Postprzez Yura » 19 sty 2019, o 22:16

Cyrk? Co to był cyrk? Jura przez moment się zamyślił, bo ani nigdy nie widział cyrku, ani cyrkowca, ani nawet nie był do końca pewien co to takiego. Może to ktoś pokroju pajaca? Czarnowłosa dziewczyna wypowiadała wiele dziwnych słów, ale to właśnie w niej od razu polubił. Była zabawna! Nikt inny nie używał przy nim słów, które tak śmiesznie brzmiały. Zazwyczaj każdy wypowiadał się normalnie, a tutaj taka niespodzianka. Może Shikatsu była jakimś tutejszym śmieszkiem i robiła furorę w prowincji, a przez to, że Jureczek jest z pustyni, to nigdy o niej nie słyszał.
- A ja jestem Mori JIn. - zwrócił się do Nary i uścisnął jej dłoń na tyle silnie, że dla zwykłego człowieka z pewnością skończyłoby się to czerwonymi śladami po palcach Yury, ale że chłopak nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest silniejszy od przeciętnego człowieka, to jakoś nigdy nie miarkował siły swoich uścisków. Według jego rozeznania i tak nie robił tego jakoś mocno, więc problemu nie było. Uścisk dłoni musiał jednak ustąpić miejsca zabawniejszej rzeczy, czyli treningowi, który odprawiała Inoyu. I kiedy chłopak zaczął się już wkręcać i wymyślać co takiego te ruchy dają, to Yamanaka niegrzecznie mu przerwała. Skończył swoje wygibasy i spojrzał natychmiast na kapłankę. Trening? Z miotłą? Tego nigdy nie robił, ale też jakoś nieszczególnie garnął się do ćwiczeń, podczas których musiał mieć coś w rekach. Nie korzystał z broni za często, bowiem uważał, że jego ciało jest wystarczające do większości rzeczy, które chciał robić. Po co kogoś ciąć mieczem, skoro można go kopnąć? Po co tak samo ścinać ostrzem drzewo, skoro dobry i mocny cios pięścią je złamie, a w efekcie i tak upadnie? Ha, widzicie? Jureczek może nie wydawał się najbystrzejszy, ale jego dwieście IQ pracowało wtedy, kiedy musiało. Wadą chłopaka była za to ta wrodzona łatwowierność. Przez krótką chwilę spoglądał w milczeniu to na Inojkę, to na Shikatsu tak, jakby wywęszył podstęp, ale było to tylko złudzenie. W rzeczywistości zastanawiał się jak podziękować za taki zaszczyt.
- W takim razie zaczynam! - zdecydował, że nie podziękuje, bo wystarczającym aktem docenienia takiej okazji będzie fakt, że przykłada się do treningu. Tak więc miotła wylądowała pewnie w jego dłoniach, a on zaczął nią wywijać i podskakiwać tak, jak pokazywała to Inoyu. Do swojego występu wplątał jednak takie cuda jak salta czy wyginanie się do tyłu pod kątem prostym i zamiatanie w ten sposób. Taki niecodzienny występ trwał dobre kilka minut, kiedy musiał zostać przerwany, ale nie przez samego Jureczka. Gdyby to od niego zależało, to mógłby spędzić tutaj jeszcze w ten sposób pół dnia, bo chociaż ten sekretny trening nie sprawiał mu żadnych trudności, to jednocześnie nie chciał, żeby kapłanka poczuła się urażona gdy to przyzna. Los przyszedł mu jednak z pomocą, ku nieszczęściu Yamanaki. Yura spróbował wykonać kolejną figurę, która nie skończyła się zbyt dobrze dla miotły. Wszystko miało wyglądać dość prosto. Jureczek odbija się od ziemi, trzonek kija opiera na podłożu, a następnie robi dwie pompki i przeskakuje na równe nogi, żeby tam wykonać zamach i zetrzeć kolejny kurz. Pech chciał, że drewno nie było tak wytrzymałe jak sądził i złamało się pod wpływem jego wagi. Mieszkaniec pustyni upadając wystawił przed siebie dłoń, która następnie wybiła całe jego ciało od podłoża i on sam wylądował na równych nogach. W ciszy wziął w ręce miotła, która doznała pączkowania i rozdzieliła się na dwa kawałki, a następnie podszedł do kapłanki.
- Chyba ktoś Ci podmienił oręż, bo się zepsuł... - powiedział do niej z poważnym wyrazem twarzy, bo naprawdę w to wierzył. Podczas jego treningu drewno nie powinno się złamać, wiec to nie była jego wina. Ale jeśli Inojka chce, to Jureczek może znaleźć tego zbója, który dokonał tak haniebnego czynu. To przecież nie przystoi, żeby działać na szkodę świątyni!
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 22 sty 2019, o 23:18

Tajemniczy przybysz z pustyni, a jakżeby inaczej, łyknął rzucony przez Inoyū haczyk i chętnie zdecydował się na wysprzątanie jej świątyni. Nie była tym wcale a wcale zaskoczona – w końcu sztuka manipulacji i wszelkie inne socjotechniki były jej wpajane już od kołyski; mamusia musiała zadbać o jej edukację w tej kwestii, jeśli chciała sobie wychować w miarę pomocną asystentkę. Wszelkie szachraje i machlojki przychodziły młodziutkiej kapłance z wręcz dziecinną łatwością. To, czy ktoś w nie wierzył, jest już sprawą odrębną.
Czasem – jak, na przykład, teraz – nieco przesadzała ze swoją niewyczerpaną kreatywnością, doprowadzając sytuację niemal do śmieszności. O ile zwykle mniej lub bardziej zdawała sobie z tego sprawę, tak teraz ani przez chwilę o tym nie pomyślała, tym bardziej, że sam nieznajomy nie widział żadnych przeszkód w podjęciu wskazanej przez Yamanakę pracy. Co więcej – wydawał się być nawet zadowolony!
Wzruszyła delikatnie ramionami, nie zastanawiając się nad tym dłużej. Być może nowo poznany chłopaczek jest amatorem sprzątania. A może jest pedantem i nie może dłużej wytrzymać w tej nie w pełni posprzątanej świątyni, więc uznał, że sam to zrobi, by nakarmić swoje natręctwa? Nieważne. Ważne jest to, że Inoyū może sobie teraz chwilę odpocząć, a ktoś inny odwala za nią całą robotę.
Myślisz, że z cyrku? Nie wierzę, że to mówię, ale w sumie brzmi sensownie. Wygląda jakoś dziwnie, nie sądzisz? Jak jakiś, nie wiem — wyszeptała równie konspiracyjnie, co ona, po czym wzniosła oczy ku niebu i zmarszczyła brwi. Blada dłoń albinoski zaczęła intensywnie gestykulować, gdy ta próbowała znaleźć te odpowiednie słowo, które czaiło się gdzieś na końcu języka, a którego nie mogła tak na szybko przywołać — pajac?
Dla dziewczyny wychowanej w górach taki przedziwny osobnik rzeczywiście mógł kojarzyć się wyłącznie z cyrkowcem, który grzeje miejsce w jakiejś pustynnej trupie artystycznej, chcąc zarobić marne grosze na swój niezmiernie ciężki żywot. Każdy widoczny skrawek jego ciała pokryty był przynajmniej jedną blizną, co tylko świadczyłoby o tym, jak bardzo doświadczało go życie, zanim stał się tym, kim się stał, czyli cyrkowcem. Odzienie chłopaka prezentowało się ubogo, a jego skóra skażona była dość intensywną opalenizną. Otóż kto się w ogóle opala w Karmazynowych Szczytach? Wyłącznie biedacy.
Wytłumaczenie, że turysta pochodzi z pustyni, wcale nie było dla niej jasne. Owszem, słyszała gdzieś, że może tam być całkiem ciepło, ale żeby aż tak? Czy każdy, którego domem jest pustynia, prędzej czy później musi spalić sobie skórę? Skoro tak, to nie ma mowy, że Inoyū kiedykolwiek postawi tam swoją wydelikaconą stópkę. Jednak z drugiej strony, pustynia wydawała się całkiem intrygującym miejscem – czy wszyscy tam zachowują się w taki przedziwny, beztroski sposób? Dla osoby, która ani razu nie przekroczyła granicy Saimin, myśl o podróży do tych wszystkich dalekich krajów, o których słyszała wyłącznie z ust przypadkowych ludzi, była równie ekscytująca, co przerażająca.
Skończywszy pogłębioną analizę aparycji oraz pochodzenia swojego nowego koleżki, oparła się ramieniem o mur tuż obok koleżanki Shikatsu, która od dłuższego czasu nie poruszyła się chyba ani o milimetr.
Miałaś trzymać się z daleka od chramu, ile razy mam ci to powtarzać? Czy twój genialny umysł nie jest w stanie zapamiętać tak prostej rzeczy? — prychnęła z irytacją — I nie. Nie pożyczę ci pieniędzy. O tym też już mówiłyśmy.
W planach miała wytknięcie jej jeszcze kilku, nieco mniej ważnych spraw, ale w tym samym momencie do jej uszu dotarł potworny trzask łamanego drewna dobiegający z okolic przebywania, o zgrozo, Mori Jina. Nie chcąc tak od razu dowiedzieć się, co takiego zepsuł, z ociąganiem odwróciła głowę w jego stronę; oczom Yamanaki ukazała się miotła, która, jak jeszcze chwilę temu była jednym przedmiotem, tak teraz pod wpływem ciężaru chłopaka rozdzieliła się na dwa.
Och — zapowietrzyła się na moment, mimowolnie przeczesując palcami białe kosmyki — Chyba masz rację, oręż został podmieniony. Cóż za pech! No nic — klasnęła w dłonie, lekkim krokiem oddalając się od nich w stronę stoiska ze swoimi szemranymi amulecikami — Bawcie się dobrze, wracam do pracy. Shi, zrób z nim coś, jeśli zacznie stwarzać problemy, jasne?
Twarz nawet nie drgnęła, głos pozostał beznamiętny. Nie będzie przecież przejmować się złamaną miotłą, którą, nie dość, że i tak wymienia co parę dni, to jeszcze skleiła naprędce z gałęzi i chrustu. A tych ci u nas pod dostatkiem!
Kolejnych kilka grzecznościowych skinięć w stronę wiernych później, zasiadła wreszcie na niewielkim stołeczku tuż przy stoisku, zaczynając produkcję nowego nakładu talizmanów. Jest to czynność na tyle czasochłonna, że zwykła wykonywać ją już podczas swoich godzin pracy w świątyni, gdy przybywający tutaj ludzie akurat nie wymagali od niej wiele, zbyt zajęci własną modlitwą.
Mori Jin? — zagaiła, wrzucając drewnianą deseczkę z modlitwą do zdobnego, materiałowego woreczka — Czy tam u was na tej pustyni — zaakcentowała ostatnie słowo wystarczająco dobitnie — są w ogóle jakieś świątynie? Czy nadal odprawiacie taniec deszczu i tańczycie wokół ogniska?
PH BANK arciki głosik pyk

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Lata
 
Posty: 402
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Shikatsu » 23 sty 2019, o 21:39

Aż gwizdnęła głośno, rozcierając czerwoną od uścisku dłoń; typek może i był dzikusem, ale jednak miał parę w łapie. Obcy szybko jednak poleciał uskuteczniać niesamowity sekretny trening, nie dowiedziała się więc za dużo o nawykach żywieniowych mieszkańców pustyni - wsunęła więc dłonie w kieszenie, usiłując zignorować to, że nadal czuła pulsowanie dłoni, którą Mori Jin praktycznie zmiażdżył. Był cholernie silny - albo rzeczywiście był jakimś osiłkiem z cyrku, którego zadaniem było bawienie gawiedzi rozmaitymi akrobacjami, albo może był jakimś zagranicznym najemnikiem? Niby granice były sprawdzane, a na mieście słyszała nowiny z frontu jakoby konflikt między wioskami miał zbliżać się ku końcowi, ale nadal lepiej było zachować czujność - akrobata czy shinobi? I jeśli shinobi, to którą stronę wspiera? Niezbyt lotny poczciwina czy tylko udaje? Z drugiej strony po cholerę jakiś wrogi najemnik miałby odprawiać modły w tej biednej świątyni Inoyu?
Mori Jin z odległej pustyni fikał właśnie z miotłą, wykonując karkołomne akrobacje, które na starość prawdopodobnie ściągną na niego problemy z kręgosłupem - Shi skorzystała więc z okazji i nachyliła się bliżej ucha Inoyu, nie spuszczając oczu z obcego. Jasne kosmyki jej włosów załaskotały twarz Nary.

- Chyba nie jest od tych drugich, co nie? Tych z dziwnymi oczami – szeptem podzieliła się z albinoską swoją najnowszą spiskową teorią, niezbyt przejmując się tym, że to niegrzeczne. Niegrzecznie to jest stać na głowie – Niby nie wygląda, ale-…
Chrup! Nie zdążyła dokończyć zarażać swoją paranoją Yamanaki, bo przerwał jej donośny trzask – urwała więc w pół słowa, szukając źródła hałasu. Tym, jak można było się spodziewać, był ich nowy koleżka. Był on niewątpliwie bardzo zdolny – znała niewiele osób, które z jednej rzeczy są w stanie zrobić dwie, a Mori Jin właśnie zduplikował miotłę.
Podekscytowała się w sumie, spodziewając się jakiejś burdy – przyzwyczajona była do tego, że Inoyu rozlicza ją z każdego grosza i była pewna, że jeśli ona uszkodziłaby jakąś jej pierdołę, to ta zaraz wystawiłaby jej rachunek. Znowu jednak czekało ją rozczarowanie – co ten cholerny pustyniak w sobie ma, że wszystko uchodzi mu na sucho? Spojrzała na Inoyu z pretensją, gdy ta zupełnie zignorowała zdezelowaną miotłę i odmaszerowała w stronę swoich paciorków, zostawiając ich samych sobie. Do tego jeszcze miała czelność wbić biednej Narze kolejną szpileczkę.
- Nie chcę twojej brudnej kasy, zdzierasz ją z jakichś dziadków – obruszyła się, znów opadając tyłkiem tam, gdzie siedziała wcześniej. Miejsce było wręcz wygrzane. Znów łypnęła podejrzliwie na chłopaka za którego była teraz odpowiedzialna, próbując zgadnąć, czy nie jest aby wilkiem w owczej skórze – Jureczek jednak nie wydawał się mieć jakiekolwiek złe intencje. Westchnęła ciężko – Te, Jin. Oprowadzić cię po świątyni? Jestem świetnym przewodnikiem.
Genialny plan – po pierwsze Inoyu się ten pomysł nie spodoba, bo nie znosi, jak ktoś kręci się po jej śmieciach bez nadzoru; po drugie jeśli chciałaby później spróbować wziąć małą pożyczkę od obcego, to warto było najpierw zrobić mu przysługę. Ludzie przecież bardzo lubią się odwdzięczać. Ciekawe jak się tam żyje na tej pustyni; nie wyglądał na bogacza, ale kto wie – może asceta.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 410
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą. Duży Shuriken przytroczony do pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość