Ryokan " Siedem kotów "

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Hikari » 28 paź 2018, o 11:05

Koty unikały jakoś kontaktu z Hikarim, podobno zwierzęta idealnie wyczuwały czyjeś emocje, więc było to dość naturalne. Nie była to żadna do nich awersja, po prostu były mu one obojętne. Mogłyby próbować go atakować wskakując na kolana, tylko po co? Pewnie by chwilę pogłaskał, a potem zostawił w spokoju, nawet gdyby te uderzały głową w jego rękę prosząc o kolejne pieszczoty. No dobra, wtedy by pewnie po jakimś czasie się zirytował i pozbył takowego zwierzęcia. Oglądanie z kolei Arisy głaszczącej takiego śnieżnobiałego futrzaka sprawił, że pojawił się na jego twarzy uśmiech. Po prostu dobrze trafili z ryokanem, przynajmniej jego partnerka podróży była szczęśliwa. Przynajmniej na taką wyglądała lekko się śmiejąc. Gdy podeszła obsługa został wytypowany do zamawiania jako pierwsza osoba, a przynajmniej tak zrozumiał to spojrzenie. Był gentelmenem, tak więc brak wykonania takiej prostej prośby byłoby czymś nie miłym. Zresztą od dawna miał wybrane co chce wziąć.
- Tak więc dla mnie poproszę danie dnia, a do tego piwo.
Bez procentów byłoby ciężko wyobrazić sobie zamówienie Terumiego, ale tym razem wziął ich najbardziej delikatną odmianę. Wolał nie przesadzać, wciąż nie dostał żadnych rozkazów, nie wiedział kiedy ród Yamanaka zdecyduje się skorzystać z jego usług. Co do jedzenia, zamówiona potrawa była mu to zupełnie nieznana, a coś nowego zawsze mogło być przyjemną odmianą. Chociaż dango też lubił, to wątpił aby zapełniło jego żołądek po całej tej podróży, którą niedawno przebyli.
W momencie siłowania się z kociakiem Hikari zaczął się śmiać, ale mimo tego natychmiastowo wstał, aby pomóc Sanjince. Był szybszy niżeli obsługa, chociaż niewiele. Nie chciał wcale się im wcinać w pracę, tylko uratować damę w opałach. Zaczął delikatnie od łapek, które wbijały pazurki podnosząc je tak, aby nie zniszczyły ubrań. Po tej ciężkiej operacji dwójka dostała koszyk od obsługi, w którym Arisa dalej mogła trzymać bez problemu swoje zwierzę.
- No teraz już nie powinien być zagrożeniem.
Ponownie delikatnie zażartował z uśmiechem i powrócił na swoje miejsce. Na zamówienia musieli długo czekać, ale czas marnować było trochę smutno. Ostatnie dni spędzili w swoim towarzystwie prawie ciągły czas, a tematy do rozmów powoli się wykańczały. Oboje zgodzili się przejść do rozgrywki w shogi i rozwikłania ich wcześniejszego zakładu. Ostatni raz grał z ojcem w wieku 8 lat, kiedy średnio rozumiał jeszcze tą grę, ile pozostało w jego głowie od tego czasu? Jak się okazywało początkowo dość sporo, chociaż to może było bardziej związane z rozkojarzeniem dziewczyny. Wydawała się jakoś zamyślona, nieobecna lekko.
- Czy wszystko w porządku?
Nie zamierzał naciskać, ale wyglądało jakby z czymś się męczyła w głowie, stąd nawet miał przez pewien moment delikatną przewagę. Przynajmniej pozorną, bo po jakimś czasie wszystko odwróciło się w tsume, a także brak pomysłów jak z tego wyjść. Chwilę kręcił królem w dłoni zastanawiając się co jeszcze mógłby zrobić, aby tą rozgrywkę odwrócić. Ostatecznie wzruszył ramionami odkładając go na miejsce.
- Może i mam szansę, ale ja jej nie widzę. Poddaję się, wygrałaś. Jak brzmi twoje życzenie?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Yami » 1 lis 2018, o 22:38

Bezpańskie Psy
Misja rangi C (Wojenna) 1/30
Hikari Terumi


Drzwi Ryokanu zaskrzypiały. Leciwe już zawiasy odrzwi mimo, że oliwione dawały oznaki zmęczenia codziennym natłokiem mieszkańców Saimin oraz przybywających doń żołdaków pragnących zaciągnąć się na wojnę. Aktualnie zdawać się mogło, że zastygła w miejscu. Nie słychać było o większych starciach na granicy lecz nawet pomimo, bądź zwłaszcza dlatego wszyscy zdawali się być spięci i w pełnej gotowości. Większa część Yamanaka oraz zaciągniętych najmeników udała się już na odpowiednie posterunki oczekując na rozkaz wykonania zadania.

Przybycie młodzika, który odziany był w prosty strój nie zapowiadało przybycia kłopotów. Nie wyróżniało go na tle tłumu nic specjalnego. Ubrany był w prosty ubiór, po którym można było rozpoznać, że jest jeszcze młodzikiem, małym zielonym pędem wśród porastającej latorośli zwanej Ninja. Niewielka kabura przy pasie i prosty ochraniacz na czoło. Stanowczo za młody by brać udział w czynnej walce i znajdować się tutaj. Była jednak jedna rzecz, która wręcz go do tego zmuszała. Młodzieniec miał specyficzne oczy. Nie posiadał źrenic co było charakterystyczne tylko dla dwóch rodów Yamanaka oraz Hyuuga. Obie strony tegoż konfliktu. Fakt, że młodzieniec znajdował się Saimin mogło znaczyć tylko jedno, był mieszkańcem tych ziem.

Chłopak o krótkich charakterystycznych dla klanu blond włosach wszedł do środka. Usilnie rozglądał się za czymś bądź kimś. Twarz wyrażała zmartwienie i niepewność. Zbliżył dłoń do klatki piersiowej w chwili największego zwątpienia. Powieki opuściły się do połowy a sam chłopiec powędrował spojrzeniem gdzieś na deski w pobliżu twoich stóp. Wtedy też podniósł go powoli. Wzrok powoli podnosił się aż w końcu znalazł się na twojej twarzy. Młodzieniec rozwarł lekko usta i ponownie przyjżał się twojej osobie. Mina, która wcześniej wyrażała smutek zaczynała powoli rozjaśniać się. Postawił pierwszy krok ku Tobie. Nim jednak prawa noga podążyła za lewą zawachał się. Niegrzecznym było przeszkadzać w posiłku. Po chwili walki z myślami ostatecznie zbliżył się do dwójki.

- Umm - rozpoczął trochę niepewnie - Hikari-san? Przepraszam, że przerywam w posiłku ale poproszono mnie abym przyprowadził Pana do Siedziby władz. Ja... poczekam na zewnątrz. Proszę się nie kłopotać.
Chłopak pochylił się nisko i opuścił karczmę ponownie zostawiając was samych.

Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1304
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Akashi » 4 lis 2018, o 20:18

Po ostatnim zadaniu chłopak nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Wiele nie potrafił już zrobić przez co skierował swoje pierwsze kroki najpierw do kobiety u której zostawił szczeniaka, a następnie wyruszył w dzicz. Nie planował pozostawiać wśród ludzi, przynajmniej w tym momencie. Planował sobie odpocząć od tego wszystkiego, przez co mały szczeniaczek, z którym zaczął tą misję zdołał podrosnąć żywiąc się tym co oboje upolowali w okolicznych lasach. Przynajmniej on przy tym wszystkim mógł odzyskać sposób umysłu i powoli wrócić ze swoim śnieżnym towarzyszem do cywilizacji, od której potrzebował odpoczynku. Jednak samemu nie wiedział gdzie udać się na pierwszym miejscu.
- No cóż mała, wiecznie pustelnikami być nie możemy. - powiedział do swojej wilczycy kierując się w stronę miasta. Sam nie wiedział gdzie, ważne by iść i nie stać już w miejscu. Byle by coś zrobić i pozbyć się złych myśli po ostatnich wydarzeniach gdzie był zupełnie bezradny. Może właśnie przez to zawędrował przed miejsce gdzie nie powinien zawitać ze swoją włochatą towarzyszką Ryokan "Siedem kotów" Ciekawe miejsce, zwłaszcza jak przybywa się do niego z drapieżnikiem, który raczej średnio przepada za kotami. Ciężko się temu dziwić, kto by lubił te wredne sierściuchy, które do niczego nie są przydatne. Przez co teraz przyszedł czas na zastanowienie czy warto tutaj zostawać czy iść dalej? Na pewno przydałoby się odpocząć chwilę.
Chłopak ze spokojem podszedł pod wejściu do budynku, jednak zatrzymał się przed nim przyglądając się mu uważnie. Nie planował na razie wchodzić do wnętrze przybytku. Na razie wystarczy mu zostanie na zewnątrz, gdzie mógł korzystać z pogody, która nie powinna być zła o tej porze roku. Przynajmniej mógł spędzić nieco czasu w śniegu razem ze swym futrzakiem, który wyjątkowo lubił bawić się w nim. Ciężko się dziwić, młode to i lubi taką zabawę, a przy tym idealnie wtapia się w śnieg. Przez co chłopak pozbawił się swojej broni, wbijając ją w ziemię nieopodal ścieżki prowadzącej do wejścia, a samemu postanowił pobawić się ze swoją wilczycą, zajmując tym swój czas, przynajmniej w taki sposób mógł uzyskać nieco radości ze swego nieśmiertelnego bytu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1161
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Arisa Terumi » 6 lis 2018, o 02:14

Obrazek


Jej życzenie? Prawdę mówiąc, Arisa nie wiedziała, czego powinna sobie zażyczyć. Bogactwa, sławy, zdrowia, radości, wskrzeszenia ojca - gdyby Hikari był bogiem, pewnie zażądałaby jednej z tych rzeczy, ale oczywiście nie dla siebie. To matka, Naizen i Narima potrzebowali tych wszystkich rzeczy za to, że uznali ją za jedną z nich, że o nic nie pytali, choć mieli tamtej nocy pełne prawo mieć wątpliwości; Arisa tak bardzo nauczyła się być cieniem innych, że teraz nie potrafiła - albo tak się jej zdawało - prosić o coś dla siebie. Myślenie o innych wydawało się w trudnych, wojennych czasach, gdy niebezpieczeństwo czyhało ze wszystkich stron, po prostu łatwiejsze; prościej było zapomnieć o sobie i liczyć na to, że bogowie o tobie nie zapomnieli, niż wysuwać roszczenia i żądania, których nikt nie mógłby spełnić. Ale to jedno życzenie...tą prośbę Hikari chyba mógłby spełnić, prawda...?

- Moje życzenie... - zawahała się, przerwała na chwilę. Czy i jakie miała prawo tego sobie życzyć? Czas ucieka, idiotko. Szybciej. - Chcę, byś przeżył tę wojnę i został moim przyjacielem, Hikari-san. Niech to będzie nasza obietnica.

Zarumieniła się delikatnie. Wiedziała, że to, co mówi, brzmi jak tani tekst z melodramatycznej historii zapisanej w zwoju, ale...coś podpowiedziało jej, by poprosiła właśnie o to. Dlaczego?
To już, moi Przyjaciele, inna historia - taka nie nadająca się do druku, z krainy marzeń i snów.
Bo przecież wszyscy jesteśmy snami.

- Wszystko w porządku - zapewniła. - Po prostu...och!

Wciągnęła głęboko powietrze w płuca, gdy podszedł do nich chłopak i wyjaśnił, po co przyszedł. Z jednej strony poczuła nawet ulgę, że przyszedł tylko po niego, ale z drugiej...Tak szybko? Widać życzenia docierają szybciej do Raju nieba i cieni, niż można się było spodziewać. Uśmiechnęła się jednak, ukrywając starannie niepokój, i przez chwilę przytrzymała dłoń Hikariego w swojej.

- Powodzenia - szepnęła. Wypuściła ją powoli, czerwona aż po cebulki włosów, i wstała, pozostawiając na stole pusty talerz po swoim posiłku i niedopitą matchę. Wypuściła powoli powietrze z ust, zastanawiając się, jak bardzo spieprzyła; i w momencie, gdy ona podchodziła do okna, by przez nie wyjrzeć na zewnątrz, usłyszała skrzypnięcie paneli. Jakaś młoda para właśnie wyszła z ryoukanu i, trzeba trafu, nie domknęła dobrze drzwi wyjściowych. Naturalnie z tego stanu rzeczy skorzystał biały potwór, który wyskoczył z pozostawionego na krześle koszyka i momentalnie wymknął się na zewnątrz. Arisa, niewiele myśląc, pobiegła za nim, nawołując zwierzaka - i tym oto sposobem niefortunnie wpadła na nieznajomego mężczyznę, który bawił się z wilczycą (Shiro, naturalnie, jako wzorowa kocia kanalia zaatakował ogon biednej psiny).

- Aaa! Do licha! - wrzasnęła, zderzając się nieprzyjemnie z obcym przybyszem. Szybko jednak zarumieniła się, jeszcze mocniej, niż wcześniej (zawsze bądź damą, Ariso), i spojrzała przepraszająco na ofiarę zderzenia, której omal nie wywróciła. - Bardzo pana przepraszam...

Zaraz za nią wybiegła zaaferowana Akiko.

- Panienko Ariso! Niech pani złapie Shiro! - zawołała niespokojnie, wciąż dzierżąc w rękach tacę z naczyniami. - Gotowy uciec, jeszcze coś mu się stanie...

Łatwo powiedzieć.
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 67
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Akashi » 6 lis 2018, o 10:30

Człowiek w swoim życiu może spodziewać się wszystkiego, ale czy wszystko da się przewidzieć? Ciężko to określić, tak jak to przypadkowe zderzenie, które mogło lekko wytrącić z równowagi każdego. Brak uwagi na otaczający świat i brak jakiegokolwiek kontaktu, który byłby pomocy w unikach. Na szczęście nieznajomej chłopak nie posiadał odruchów obronnych, nie były mu one do szczęścia potrzebne, ale przynajmniej był świadkiem dość zabawnej sceny. Po raz pierwszy był świadkiem jak kot atakuje wilka, ktoś tutaj czuł się Panem. Jednak raczej do tego sporo brakowało, a śnieżnobiała wilczyca chciała się odwdzięczyć chodzącemu nieszczęściu łapiąc go i przyciskając do ziemi, by wytarzać go porządnie w śniegu. Krzywdy mu wielkiej zrobić nie powinna, co najwyżej obślinić i zniszczyć jego poczucie władzy w tym rejonie.
Odpłacić pięknym za gryzienie ogona. Teraz jednak scenę trzeba delikatnie przenieść i skupić się na nieznajomej, która najwyraźniej nieco się przejęła wszystkim co można powiedzieć po jej rumieńcach. Co u samego chłopaka wywołało lekki śmiech i uśmiech radości.
- Nie masz się czym przejmować. Nic się nie stało. - powiedział, spoglądając radośnie na dziewczynę, która znacząco różniła się od tych, które poznał wcześniej. Była bardziej wycofana i stonowana, przynajmniej takie wrażenie można odnieść na pierwszy rzut oka.
- A więc nazywasz się Arisa? Dobrze wiedzieć jak nazywa się dziewczyna, która na mnie wpadła. - dodał, po chwili jak miał okazję przysłuchać się głosowi kobiety, która najwyraźniej była przejęta tym wszystkim i bała się o krzywdę kota.
- Teraz raczej będzie mieć problem uciec. Wątpię, że moja wilczyca na to pozwoli, a sama dużej krzywdy mu nie zrobi. - powiedział by uspokoić kobietę, cóż teraz miała przynajmniej pewność, że jej kotu nic specjalnego się nie stanie. Tylko czy chłopak przy tym wszystkim o czym zapomniał? Oczywiście, że tak. Jakby mogło być inaczej. Zapomnieć o najważniejszych rzeczach i zająć się głupotami, które nie mają sensu.
- Wybacz. Zapomniałem się przedstawić. Jestem Akashi. Tobie nic się nie stało? - wypowiedział, ponownie się uśmiechając i przeczesując przy okazji swoje włosy ręką, wskazując na swoje lekkie zdenerwowanie przez popełnioną przez niego gafę. Przynajmniej mógł okazję ją naprawić dość szybko. Teraz jedynie chyba zostało pomóc jakoś dziewczynie, cholera wie czy ona będzie zadowolona z tego, że wilk szarpię kocinę w śniegu, bawiąc się z nim.
- Jeżeli chcesz, pomogę Ci złapać kota. Jednak zostawiłbym to tak na chwilę. Przynajmniej trochę energii mu ubędzie
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1161
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Hikari » 7 lis 2018, o 01:00

Dalszych zdarzeń Hikari zupełnie się nie spodziewał. Prawdę mówiąc dziewczyna mogła sobie życzyć wszystkiego, chociaż to mogło być nawet większym problemem. Pewnie kwestie rodzinne tutaj od razu jedne i drugie pomijało, a przynajmniej w to wierzył chłopak tymczasowo. Mogła prosić o odpowiedź w pełni szczerą na pytania, czy cokolwiek innego dającego jakiekolwiek korzyści, ale zamiast tego Arisa chciała aby on przeżył. Do tego po wojnie mieli zostać przyjaciółmi, nie miał najmniejszego powodu aby temu odmawiać. Chociaż jest ona delikatnie niezdarna, próbuje się wykazać ponad siłę i brać wszystko w swoje ręce to posiada czyste serce. To towarzystwo potrafi uciszać demony podróżujące wszędzie za Terumim. Z drugiej strony bał się, że to przerodzi się w coś więcej, nie uważał aby był tego godny. Do tego prowadzi dość niebezpieczny styl życia z jeszcze niebezpieczniejszymi celami. Odpowiadał z uśmiechem na ustach.
- Tak więc masz moje słowo. Postaram się szybko zakończyć tą wojnę, w międzyczasie przeżyć, a potem możemy zostać przyjaciółmi. Tylko pamiętaj, aby przypadkiem nie wcześniej.
Lekko z tego zażartował, przynajmniej te ostatnie słowa co było słychać już po tonie głosu. Wtedy też przyszedł jakiś młodzieniec, który poszukiwał przybysza z Yusetsu. Razem mieli udać się do siedziby władz, a więc nadchodziło pierwsze zadanie. Miło, że postanowił zaczekać na zewnątrz aż skończą posiłek, dopiero co przybyli do wioski. Tego jednak nie zostało w sumie nic, bardziej musiał posprzątać planszę do gry w Shogi. Będąc sam na sam Arisa złapała go za dłoń wraz z płonącą twarzą. Widać, że mocno się zawstydziła, chociaż Hikari tylko troszeczkę. Już miał parę takich doświadczeń, a nawet gorsze.
- Dziękuję. Jak dadzą mi spokój to postaram się Ciebie znaleźć, ustalmy tą gospodę za miejsce spotkać.
Powiedział nim dziewczyna odeszła od stołu. Po tym zajął się sprzątaniem po rozgrywce, schował to w jakiejś torbie i ruszył do wyjścia. Przy okazji zobaczył, że jego dotychczasowa towarzyszka ponownie na kogoś wpadła, te potknięcia zdarzały się nadzwyczajnie ciężko. Będzie musiał jej kupić jakieś buty antypoślizgowe czy coś w przyszłości, bo się dziecina zabije. Mimo wszystko przeszedł obok tylko będąc za plecami Akashiego machając na pożegnanie do jego przyszłej przyjaciółki. Będąc na świeżym powietrzu Terumi natychmiast ruszył do młodzieńca wysłanego przez władzę osady. Długo nie musiał czekać, tak do pięciu minut.
- Jestem gotowy, możemy ruszać.
Nie czekając bez sensu we dwójkę wybyli w kierunku siedziby władz. Wypytywanie po drodze odnośnie zadania kogoś takiego nie ma sensu, na pierwszy rzut oka widać, że kompletnie nic na ten temat nie wie. Za to można poznać jakieś inne informacje, nie powinien odmawiać odpowiedzi, a nasz Yogańczyk nie wiele wie na temat konfliktu jak do tej pory.
- Jak wygląda sytuacja na froncie? Tutaj jest tak spokojnie, że nie chce się wierzyć w jakiś konflikt.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Yami » 10 lis 2018, o 14:36

Bezpańskie Psy
Misja rangi C (Wojenna) 3/30
Hikari Terumi


Młodzieniec, o ile można tak zwać osobę, która już 22 wiosny za sobą miała, opuszczając swoją towarzyszkę Arisę przekroczył próg "Siedmiu Kotów" wkraczając na ulice Saimin, głównego miasta Soso, które pomimo wojny zdawało się być niezachwiane istniejącą wojną.
Chłopak, który zbliżył się do ciebie w środku Ryokanu stał teraz oparty plecami o ścianę zajazdu. Ręce miał splecione za sobą, prawą nogę wyprostowaną zaś lewą lekko ugiętą tak, że wnętrza część stopy znajdowała swoje oparcie na ścianie budynku. Wzrok skupiony miał w ziemię dlatego nie od razu spostrzegł twoją obecność, dopiero łagodny głos Hikariego poruszył nim a ten szybko skierował głową w twoją stronę, uśmiechnął się lekko z zakłopotaniem i skinął głową. Dodał na końcu krótkie "przepraszam" i podrapał tył głowy z lekkim zażenowaniem.
Młodzieniec nie odzywał się. Prowadził ciebie do głównej siedziby miejskich władz. Ciszę, którą przełamywały od czasu do czasu rozmowy pobratymców bądź turkot przejeżdżającego wozu przełamał Akoraito Terumich. Chłopak odwrócił głowę sprawdzając czy to aby do niego padło pytanie, czy może nie przesłyszał się bądź nie usłyszał przypadkowej rozmowy z ulicy, choć biorąc pod uwagę okoliczności było to dość wątpliwe.
- Hmmm. Z tego co wiem to przy granicy nie dzieje się wiele. Chyba każdy boi się, że atak może być szkodliwy dla jednych i drugich. Tak przynajmniej się słyszy choć dużo nam się nie mówi. Ściany mogą mieć uszy... tak mówią.
Chłopiec odwrócił się na pięcie i tyłem stawiał kolejne kroki. Całym sobą zwrócony był ku tobie.
- A może mi Pan powiedzieć Hikari-san... - chłopak spuścił wzrok - Jak się żyje poza Karmazynowymi Szczytami?
W momencie zakończenia pytania drzwi jednego z pobliskich budynków rozwarły się a z ciemności wyłonił się rosły mężczyzna o krótkich czerwonych włosach. Ubrany był w typową kamizelkę Shinobi. Prowadzący cię chłopiec nie zdążył zareagować i wpadł na niego. Zachwiał się momentalnie i padł na ziemię.
- Prze...Przepraszam - szybko zreflektował się chłopak podnosząc się z ziemi.
Usta czerwonowłosego wygięły się w nieprzyjemny grymas.
- Dziwne, że Hyuga jeszcze nie pozbyli się was skoro takie jednostki bronią osady.
Postawił krok w przód barkiem popychając młodzieńca, który ponownie wylądował na ziemi a sam zaczął oddalać się wzdłuż głównej ulicy. Chłopak długo nie podnosił się z ziemi. W końcu jednak musiał nastać moment w którym poprowadzi ciebie do siedzib władz. Podniósł się przeprosił ciebie, zaś wcześniejsza choć trochę stłamszona energia poznania nowej osoby, która mogłaby opowiedzieć o świecie przepadła.
Ostatnio edytowano 14 lis 2018, o 21:06 przez Yami, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1304
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Hikari » 11 lis 2018, o 12:22

Chłopak przysłany przez władze był strasznie bojaźliwy, wydawał się zupełnie pozbawiony wiary w własne umiejętności. Czy on był szkolony w ogóle na shinobiego? Może to powołanie przyszło wraz z stanem obecnych rzeczy, kto to wie. Wszystko jest możliwe podczas wojny, jak brakuje ludzi. Ostatecznie może być po prostu posyłany po wiosce z niewielkimi sprawami. Teraz muszą sobie przekazywać najwyższe władze o wiele więcej informacji i dowodzić większą rzeszą ludzi niż zwykle. Pewnie też prowadzą pertraktacje z okolicznymi prowincjami. Tylko na froncie wiele się nie zmieniło, widać tutejsi są o wiele bardziej spokojni. Jak sobie przypomina ostatnie wojny to były głównie szybkie bunty, wybuchy w środku wydarzenia czy natychmiastowe oblężenia stolicy. Może wcale nie chcą walczyć? Tutaj przyszło pytanie o życie poza Karmazynowymi Szczytami, ale Hikari nie miał czasu na to odpowiedzieć. Otworzyły się drzwi do karczmy, a z nich wyszedł rosły mężczyzna o krótkich czerwonych ubrania, na którego wpadł przewodnik. Po prostu nie zdążył zareagować i runął na ziemię. Podnosząc się z ziemi przeprosił, ale to zdawało się nie wystarczać i w tym momencie postanowił zareagować Terumi. Widział ten grymas na twarzy czerwonowłosego podczas wypowiadanego zdania, więc zdążył stanąć dosyć blisko. Tak aby zareagować jak będzie jakiś kolejny agresywny ruch, a taki się pojawił. Złapał go wtedy za ramię przelewając chakrę do rąk, a także nóg pragnąć wykorzystać swoje mięśnie w pełni możliwości. Postanowił też poprawić sobie przyczepność z podłożem, aby nie został przepchnięty. Spróbował zatrzymać zanim przepchnie ponownie młodego. Znał swoje słabe strony, ale także mocne jakim była szybkość.
- Przeprosił, to chyba wystarczy.
Oczywiście nawet zanim przemówił był gotowy do obrony jakiegokolwiek następnego ataku. W każdej chwili do lekkiego nabrania powietrza i wyplucia gumowych kulek w stawy unikając nadchodzących ataków i starać się kopnąć w tył kolana aby przeciwnik upadł na nie. Nawet jak posiada sporą przewagę to powinno zadziałać, poprawiłby łapiąc jego twarz i uderzając w nią z kolana. Oczywiście to mogło nie wystarczyć, był gotowy wystrzelić jeszcze gumową wersją lawy, aby go zalać i pohamować.
- To, że ktoś jest słabszy nie sprawia pozwala nam się nad nimi znęcać.
Odwrócił się do swojego przewodnika i stwierdził dość krótko.
- Możemy kontynuować?
Uwalniać agresora wcale nie miał zamiaru, może to go czegoś nauczy w życiu. Zresztą pewnie ktoś się tym jakoś zajmie. Oczywiście tylko w najgorszym wypadku, przecież mógł czerwonowłosy przemyśleć też swoje zachowanie po pierwszym powstrzymaniu. Wtedy kiedy tylko złapał za bark i chciał przemówić do rozsądku. Równie dobrze mogło wystarczyć kolanko w twarz. Tak czy inaczej sam nie kontynuował atakowania nie będąc zmuszonym do obrony.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Yami » 12 lis 2018, o 12:30

Bezpańskie Psy
Misja rangi C (Wojenna) 5/30
Hikari Terumi


Hikari dostrzegł pierwszą oznakę agresywnego zachowania czerwonowłosego mężczyzny. Postanowił zainterweniować jeśli tylko będzie taka potrzeba, jeśli dostrzeże ruch, który wyrazi chęć jakiejkolwiek formy ataku, on zareaguje . Zbliżył się do dwójki. Czerwonowłosy całą swoją uwagę skupił na młodym Yamance, tak więc zdawać się mogło, że nie był świadomy ataku z twojej strony. Ruszył do przodu z zamiarem zderzenia się barkiem z młodzieńcem lecz wtedy młody Terumi wystrzelił niczym z procy. Pochwycił ramię mężczyzny powstrzymując a tak.
- Co jest? - rzucił nim zdążyłeś powiedzieć swoją rycerską, choć może samurajską byłoby tutaj bardziej wskazane, godność. Wszak walka ze słabszymi należała do czynów, które honorowi ujmowały a sam nie mogłeś przecież być tylko i wyłącznie obserwatorem wydarzeń. Byłeś ich częścią a skoro tak, musiałeś odegrać swoją część przedstawienia zwanego życiem.
- Nie zgrywaj bohatera, chłopcze! - zawył dając upust kipiącej w nim złości.
Pomimo dość nieprzyjemnej pozycji mężczyzna napiął mięśnie i szarpnął ramieniem z całej siły. Bez problemu wyrwał się z ucisku, zaś ty dzięki tylko i wyłącznie przelanej do stóp chakrze nie wbiłeś się w powietrze niczym lampion wykonany z papieru.
Zaraz po uwolnieniu się zacisnął pięść, która wystrzeliła w twoją stronę. Był zdecydowanie wolniejszy. Mogłeś uniknąć ataku bez problemu i sam wymierzyć cios w dół podkolanowy, który znalazł drogę do celu. Mężczyzna zachwiał się gdy kolano zgięło się pod wpływem uderzenia lecz nie sprawiło, że ten padł na ziemię. Odwinął się próbując złapać skaczącą wesz, którą dla niego byłeś aby ukrócić twą wolność. Uniknąłeś po raz kolejny. Uskoczyłeś i wziąłeś wdech planując wystrzelić gumowe kulki w jego stawy lecz powstrzymała ciebie jedna rzecz. Szmery dochodzące ze wszystkich stron. Mieszkańcy Saimin z niepokojem obserwowali to co działo się na ulicach. Dostrzegł to również i czerwonowłosy, który również powstrzymał się od dalszej walki. Podniósł się, splunął na ziemię.
- Masz szczęście weszko. Nie mam zamiaru mieć przez takich jak ty problemów na głowie. - po czym zaczął iść w główną ulicą, w stronę przeciwną do waszego pierwotnego kursu.
Pierwsi widzowie opuszczali już spektakl w wykonaniu Hikariego i Czerwonowłosego. Życie miejskie ponownie wracało do swojego normalnego trybu.
- Jest Pan niesamowity - rzucił chłopak, który podniósł się z ziemi - Momentami miałem wrażenie, że Pan znikał, jak duch. Nauczy mnie Pan tak robić? A i... - ekscytacja przeistoczyła się w skruszoną minę - Dziękuję Panu.
Ostatnio edytowano 14 lis 2018, o 21:07 przez Yami, łącznie edytowano 3 razy
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1304
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Hikari » 12 lis 2018, o 18:35

Walka natychmiast sprawiła, że Hikari chodził na pełnych obrotach. W głowie analizował ruchy przeciwnika na bieżąco, a następnie się do nich dostosowywał. Wiedział, że zapewne zatrzymanie takie ręki nie wystarczy, także to iż przegrywa pod względem siłowym na pierwszy rzut oka. Zresztą nie oszukujmy się, to była jego słaba strona w pojedynkach i to bardzo. Został uznany za chłopca zgrywającego bohatera, co go lekko rozgniewało. Takie myślenie odrzucał od siebie, chociaż wiedział jak bardzo wobec niego jest prawdziwe. Zrobił trochę dobrego, ale tak samo wiele złego w swym życiu czego wciąż żałuje. Zamknął jednak swoje demony przeszłości wraz z swoim sercem. Gdy czerwonowłosy wyrwał rękę Terumi niemalże został wybity w powietrze, bardzo dobrze, że przygotował się i złapał dodatkową stabilność za pomocą chakry. Z jej pomocą zamierzał kontratakować na próbę zamachnięcia się, wszak agresywny shinobi dla niego poruszał się dość powoli. Kopnięcie pod kolano zadziałało połowicznie, sprawiło tylko, że tymczasowy wróg zachwiał się i spróbował innej taktyki. Złapać wciąż uciekającego mu Yogańczyka, co też przyszło dość łatwo uniknąć odskokiem wraz z łapanym oddechem do wystrzelenia gumowych kulek w stawy. Z tej odległości niemożliwe było spudłowanie. Zatrzymały go tylko szmery dobiegające z wszystkich stron.
Dookoła tej dwójki zebrała się dość spora ilość gapiów, może cały pojedynek trwał tylko dosłownie chwile to i tak przyciągnął wzrok wszystkich. Przecież to zawsze jest najlepsza atrakcja jak gdzieś ktoś komuś obija mordę. Muskularny facet też zrozumiał sytuacje i powstrzymał swoje nerwy spluwając na ziemię i rzucając jakąś niby obelgę. Hikari zostawił to bez odpowiedzi, nie była takowa potrzebna. Ostatecznie został zostawiony, zarówno przez agresora jak i obecny tutaj tłum. Szkoda, nawet nie zaczął się jeszcze rozgrzewać. Wciąż nie warto było sobie większych kłopotów w nowym mieście, chociaż takowe pewnie prędzej czy później go jeszcze znajdą. Przynajmniej młodzieniec docenił jego starania, a przy tym lekko się za bardzo podekscytował. Przypominał obecnie Inoshi jak pokazał jej parę sztuczek w cesarstwie.
- Wcale nie jestem tak niesamowity.
Lekko podrapał się przy tym po włosach. Obecnie nie będzie miał czasu nikogo nauczać, zresztą to co zrobił nie było żadnym jutsu...
- Po prostu użyłem swojej szybkości, w tym nawet nie pomoże najlepszy mistrz jeżeli nie będziesz trenować jego samodzielnie starając się pokonywać swoje ograniczenia.
Powiedział dość szczerze wznawiając marsz do siedziby władz.
- I nie ma za co, po prostu uznałem, że przydałoby się niektórych czasem nauczyć paru manier.
Powiedział to zgodnie z swym sumieniem. Czy teraz tej dwójce będzie dane dotrzeć do miejsca docelowego, czy też może coś jeszcze ich spotka po drodze?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Yami » 14 lis 2018, o 22:29

Bezpańskie Psy
Misja rangi C (Wojenna) 7.1/30
Hikari Terumi


Chłopiec ponownie skierował wzrok na Hikarim, gdy ten zaczął odpowiadać na jego wezwanie. Spoglądał na niego z lekko przeszklonymi oczami. Chłopak widocznie szybko zapominał o poprzednich wydarzeniach dlatego mógł wciąż iść wprzód. Przecież jeszcze nie tak dawno temu z zamroczoną miną dziękował Hikariemu za pomoc samemu obwiniając się o to, że ten dopiero co musiał walczyć z powodu jego błędu, zaś teraz ponownie wbijał w niego wzrok, który wskazywał jeszcze wcześniejszy żal lecz energia młodości już powoli znajdowała swoje ujście na zewnątrz.
-Myślałem, że to jakaś tajemna sztuka a Pan zwyczajnie jest taki szybki. Niesamowite - odparł chłopak lecz niczym kobieta (może właśnie nią jest) zmienił temat błyskawicznie - Przepraszam Pana, jeśli zaraz nie zaczniemy iść to obetną mi uszy na miejscu.
Chłopak* zaśmiał się i znowu po tej dziwnej a zarazem krótkiej wymianie zdań wróciliście na starą trasę, która wiodła was ku przeznaczeniu.

Zapraszam Tutaj
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1304
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Arisa Terumi » 23 lis 2018, o 16:30

Obrazek


Imię Akashi coś jej nasunęło, z kimś jej się kojarzyło. Domagało się uwagi, jak zapomniane melodie dawnych piosenek, jak historie opowiadane przy ognisku. Oh well, Przyjaciółko, twoja historia otwiera tu chyba nowy rozdział, nic dziwnego, że masz zwidy.
Tyle że chłopak, jego oczy...wróć, jedno oko, fioletowe włosy, ten ton głosu, ten śnieg...To chyba już się wydarzyło. Kiedyś. Kiedyś, wiele lat temu, jeszcze w innej bajce, gdy matka piekła pyszne ciasteczka z czerwoną fasolą i miodem, a ojciec - momentami - był, jak trzeba, bohaterem jej historii był inny fioletowowłosy Akashi; starszy brat o lekkim uśmiechu wyższości, błyszczących oczach, stanowczy, subtelny, chroniący przed złymi dziećmi. A potem? Ach, potem wszystko się zmieniło: przyszła Śmierć, która nie miała fiołkowych oczu, przyszło zło czarne jaksumienie faszysty i pryzmy węglowe jak skrzydła kraczących nad opuszczonym domem. Co zrobiono z ciałem ojca? Pewnie odbył się jakiś tam szybki pogrzeb, może spalono ciało i gdzieś tam, nie wiedzieć gdzie, umieszczono je w ziemi czy w zimnej urnie; nikt nie lał łez, nikt nie wygłaszał mów, nie było sztucznych frazesów kierowanych w stronę zrozpaczonej wdowy i przerażonych dzieci.
Nikt nie zastanawiał się też nad ich zniknięciem. Minęło tyle lat; łatwiej było uznać, że bachory alkoholika i dziwaczki gdzieś zniknęły, że może pozdychały - albo ktoś się nimi zajął - nikt się nimi na tyle nie interesował,nie miało to już znaczenia.
Bo przecież każdy ma, prawda, swoje własne problemy - po co przejmować się jakimiś pomiotami niewydarzonego wariata? A przy tym Izumi, choć była piękną, to jednak świętą kobietą. Zbyt świętą, by sąsiadki nie mówiły o niej z drwinami.

- Akashi... - powtórzyła wolno imię chłopaka. Czy to był moment, kiedy powinna o to zapytać? Dobre maniery wymagały, by kontynuować small-talk, by wyglądać interesująco; mężczyzna, zauroczony jej subtelnością i charakterem oraz manierami, miał myśleć przy niej o rzeczach przyzwoitych - li i jedynie. - Rozumiem. Zapamiętam. Masz jakieś...nazwisko czy...?

Popatrzyła uważnie na kota, jakby o nim zapomniała, jakby myśli w jej głowie, galopujące jak stado wściekłych koni (była opanowana, to wszystko, chociaż ten cholerny rumieniec i ta ciekawość w oku...)), oderwały ją od niego.

- Och - westchnęła. - Nic mi nie jest, nie ma obawy. Jeśli twoja wilczyca nie skrzywdzi Shiro-chan, to dobrze. Ale pomóż mi ją potem schwytać. To znaczy, jego.

Przyjrzała się jeszcze raz Akashiemu. Jedno oko. Fiolet. Głos z akcentem z Ryuzaku no Taki... Trzydzieści procent danych wskazywałoby na niego (zgadzał się też, chyba, charakterystyczny chód - a może się myliła, może to coś normalnego, może...). Ubierał się na pewno dziwnie. Nietypowo. I miał wilczycę...tamten Akashi pomógł jej kiedyś złapać ptaszka i pocieszał ją, kiedy biedne zwierzątko umarło. Ale...Wzdrygnęła się. Nie miała pewności. Czy to możliwe, że po latach odnalazła jedynego męskiego członka rodziny, prócz Naizena, jaki jej pozostał? Zaiste, dziwne byłyby wtedy wyroki bogów - rozstawali się chyba wiosną, a spotykają się zimą, po latach, dojrzalsi i inni od tamtych dzieci, biegających po podwórku, samotnych i związanych ze sobą zarazem.

- Akashi-san - zaczęła z wahaniem, nie mogąc oderwać spojrzenia od jego ciemnych, spokojnych oczu. Jeśli się pomyliłam...
Nie chciała o tym myśleć w ten sposób. Zbieżność imion, liczne wojny i misje, które targały światami Shinobich, rzeczywistość, trudna i gorzka - wszystko mogło sprawić, że ten chłopak tak bardzo przypominał jej brata. Nawet wiek by się zgadzał - gdyby Akashi żył, byłby mniej więcej w jego wieku. Ale przecież...Mimo to Arisa wiedziała, że kto nie ryzykuje, ten nie ma, dlatego postanowiła to rozegrać trochę inaczej. W sposób, który i jej pozwoli się czegoś dowiedzieć, i jemu w razie czego wycofać z honorem z całej tej sytuacji.

- Ja... - znowu urwała. Jak to powiedzieć...? - Myślę, że to bogowie nas ze sobą zetknęli, Akashi-san. Wybacz szczerość, ale...Bardzo przypominasz mi osobę, której szukałam od lat. Ale...Nawet jeśli jesteś tylko podobny, to może coś wiesz. Musiałeś zwiedzić tyle krain.

Nie dokończyła, nie potrafiła. Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć i B. Tak to leciało? Chyba tak. Wspomnienia były niepewne, zmieszane, wstrząśnięte jak martini Bonda - i trzeba byłoby chyba Yamanaki lub detektywa, by wykazać im obojgu powiązanie. Choć...Może oboje rozmyślnie woleli nie widzieć prawdy? Albo Arisa nie chciała, jako ta młodsza, przez całe życie słabsza? Akashi za to zwyczajnie może nie widział tego, co przed nim się znajduje - męska ślepota bywała przecież legendarna, a upływ czasu...

Nie.

- Zaraz muszę zabrać Shiro do środka - powiedziała cicho, pozornie bez związku.
Ach, ten śnieg był taki zimny.
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 67
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Akashi » 23 lis 2018, o 22:04

Czy ta sytuacja z przypadku, stała się całkowicie dziwna i niezrozumiała dla chłopaka? Oczywiście, że tak. Sam nie rozumiał o co rozchodzi się dziewczynie gdy ta, w kółko powtarzała jego imię i patrzyła się na niego. Czyżby aż tak źle wyglądał? Czy zapomniał się umyć nim ruszył do miasta? To nie było to. W młodzieńcu powoli rodziła się niepewność co do osoby, która stała obok niego. Uśmiech, który miał wymalowany na twarzy powoli zanikał i ustępował miejsca zamyśleniu i zakłopotaniu. Czyżby było coś o czym zapomniał? Coś co w tym momencie było bardzo ważne. Właśnie tak było. Tylko jeszcze nie potrafił zdać sobie z tego sprawy.
- Nazwisko?... - powtórzył za Arisą, niepewnym głosem. Dla samego siebie i dla każdego w swoim otoczeniu był tylko Akashim i nikim więcej.

- Nie... Chyba nie, nie jestem pewien. Kiedyś jakieś chyba miałem, ale nie pamiętam. - dodał po chwili, uzupełniając swoją odpowiedź, która i tak była nieco upośledzona. Wiedza jaką posiadał chłopak nie dotyczyła nigdy jego, ani jego przeszłości. Jedyne co pamiętał z przeszłości, to że musi odnaleźć swoją siostrę. Choć samemu nic o niej nie pamiętał, nawet o sobie. Czemu to było dla niego takie trudne i problematyczne.

Przynajmniej na chwilę mógł powrócić do teraźniejszości i nie pogrążać się w swoich dziwacznych rozmyśleniach na temat przeszłości. Nie odpowiadał, zwyczajnie kiwnął głową, potwierdzając, że pomoże ze schwytaniem kota. Przecież żaden futrzak nie będzie szybszy od niego, raczej to mało możliwe. Tylko czy to był koniec dziwnych pytań dziewczyny i powtarzania jego imienia? Oczywiście, że nie. To był początek czegoś co przyprawiało chłopaka o ból głowy, ból którego nie jest w stanie fizycznie odczuwać. Cholerne bóstwo.

Dziewczyna napominająca o bóstwie, które zetknęło ich ze sobą, wywołało u chłopaka wewnętrzny śmiech, zazwyczaj jak tak było jego rozmówca miał podpisany wyrok śmierci, którego wykonawcą miał być jednooki. Tylko czasami są te wyjątki kiedy jest się bezbronnym w środku miasta, szukając zapomnienia po olbrzymiej porażce, która miała miejsce tak niedawno.

- Szukasz? Może na prawdę Bogowie mieli coś z tym wspólnego. Samemu od paru lat poszukuje pewnej osoby. Bardzo dla mnie ważnej. Nie widziałem jej od lat, a samemu nawet nie pamiętam jak się nazywam. Ironia losu, poszukuję kogoś, a sam nie odnalazłem siebie. Po raz pierwszy zdałem sobie z tego sprawę. - odparł, śmiejąc się cicho z samego siebie. Czuł się jak idiota, szukał własnej siostry, o której nie pamiętał nic, a samemu nawet nie wiedział jak się nazywa. Więc jak miał odszukać kogoś innego.
- Szukam swojej młodszej siostry. - dodał, chcąc podsumować kim dla niego jest poszukiwana przez niego osoba. Nie planował mówić kiedy ostatnio ją widział i w jakich okolicznościach. Po co dzielić się czym takim z obcą osobą, której zna się jedynie imię. Arisa.... niby obce, ale chyba znajome, dziwne i niepokojące. Coś tutaj było nie tak i to bardzo.

Jednak sama dziewczyna chciała zabrać już kota do środka, a chłopak wcześniej mówił, że jej pomoże. Przez co postanowił spełnić swoją obietnicę i chciał złapać kota, który sprawiał problemy. Z jego szybkością powinno być to raczej łatwe. Wiele starań nie powinien w to wkładać. Lecz chciał złapać kota i podać go dziewczynie bez większych zabaw.
- Powiesz coś więcej o osobie, której poszukujesz? - zapytał na koniec, będąc gotowym wejść z nią do środka. Zostawiając przy tym swoją wilczycę na zewnątrz, ale zabierając ze sobą dość nietypową broń jaką władał.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1161
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Arisa Terumi » 29 lis 2018, o 01:19

Obrazek

Czy to był jedynie przypadek, czy zaledwie łut szczęścia? Litość okazana przez bogów w swoim wszystkowiedzącym uśmiechu, wiecznej, bezkresnej mądrości? Ona szukała starszego brata, jedynej męskiej opieki, jaka jej została na ziemi po śmierci obu ojców (Naizen był za młody, by być jej ochroną); on z kolei pragnął odnaleźć młodszą siostrę. Tak wiele się zgadzało i nie zgadzało zarazem, pasowało do schematu, łamiąc go. Gorzko-słodka rzeczywistość pytała, wołała, domagała się rozwiązań. Arisa musiała je zatem odszukać w tej rozmowie. Dlaczego miała wrażenie, że wszystko jest takie bliskie - i dalekie zarazem? Jakaś niewyjaśniona od lat prawda rysowała się niewyraźnie przed coraz bardziej niespokojną dziewczyną. Wciąż nie miała pewności, ale skoro tak, powinna wymienić imiona, fakty. Jeśli to on, rozpozna je bez trudu. Serce jej tak łomotało, że miała wrażenie, że zaraz rozerwie jej pierś, w ustach miała potężną suszę, a w głowie coraz większy chaos. Bała się tego, co miało nastąpić, i zarazem tego pragnęła. Potrzebowała tego, do czego dążymy, szukając: odpowiedzi. A jeśli odpowiedź stała właśnie przed nią? Jednooka, przystojna, w przerażający sposób piękna, bliska i odległa...? Tamten Akashi był inny. Był łagodniejszy, kochający, odważny, jak to w oczach naiwnego, idealizującego bliskich dziecka. I nie miał w sobie tego żaru, który mimowolnie wyczuwała; ognia, który ją przyciągał jak ćmę. Ale musiała spróbować.

Nie, żebyś miała wybór.

- Szukam mojego brata. Masz na imię tak samo, też Akashi...On też miał ciemne włosy, podobnie wyglądał, chociaż... - powiedziała z wahaniem. - Był synem Izumi Terumi i mężczyzny, który nie był jej wart. Wiecznego alkoholika. Był ode mnie trzy lata starszy i chronił mnie przed wszystkim. A tego wieczoru, kiedy uciekłam z domu jako małe dziecko, ojciec próbował go zabić. Nie wiem, jeśli to przeżył, jeśli żyje...

Wypuściła powietrze z ust. Chłopak szukający siostry, dziewczyna szukająca brata...Za wiele przypadków, by były prawdziwe. Istne zrządzenie losu! Albo ironia wysnuta na niciach bogów, wątłych i marnych jak sny. Jeśli rzeczywiście to był jej brat...nie. To musiałoby być niemożliwe. Trudno jej było uwierzyć, że po tych wszystkich latach, po tym, co widziała, stał przed nią żywy - i przede wszystkim realny.

Akashi...?

-Mieszkaliśmy w Ryuzaku no Taki - dodała jeszcze. Patrzyła teraz prosto na Akashiego - i, rzecz zabawna, wszystko stało się teraz nieważne. Marne, jak puch śniegu, osiadający na jej długich, brązowych włosach, jak ledwo skrywane niepokój, strach i nadzieja zarazem, drżące pod resztką maski, która zresztą po chwili opadła.

Och, Akashi.
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 67
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Akashi » 2 gru 2018, o 10:20

Obrazek
Zima, szczęśliwy czas? Czas, w którym zdarzają się cuda. Czas, który sam odbiera najwięcej żyć. nie pytając się nikogo o zdanie i maskując ciała pod zaspami białego puchu. Skrzętnie ukryte do czasu roztopu. Tylko czy ten moment zaliczał się pod czas wyjątkowy? Moment spełniania najbardziej skrytych marzeń. Nie.. nie może być, przecież to nie święta, nie istnieją, a marzenia nigdy się nie spełniają.

Tylko czym była ta rozmowa? Najpiękniejszym snem? Czy najgorszym koszmarem. W sumie chłopakowi było to bardzo ciężko ocenić, niezbyt wiele pamiętał poza samą jego śmiercią, która niestety nie doszła do skutku. Rana, który nie chciała mu się zagoić, irytujący przypadek, nieuleczalny tworzący z niego dziwadło na tle innych dziwadeł.

Skoncentruj się i opanuj. Przecież to co się dzieje, nie jest możliwe. To musi być zwykły przypadek zbieg okoliczności, ale.. Skąd ona to wszystko wie? Kim ona jest do cholery? Czemu to co ona mówi jest takie bliskie, a zarazem dalekie? Co to ma być.
Co JA mam zrobić?
Sytuacja na pewno nie należała już do łatwych, zwłaszcza dla chłopaka którego przez to wszystko rozbolała głowa, wyraźnie dało się to zauważyć. Jedna z dłoni powędrowała w okolice jego czoła, zasłaniając nadgarstkiem zamknięte oko, a palcami wplątała się w jego włosy.
Straciła brata. Rodzina... wieczny alkoholik... zły człowiek, zły który zginął. Zabity nożem pokrytym krwią. Starszy... brat był straszy, miał młodsza siostrę, która chronił. Jej obraz wyryty na wieki w zamkniętym oku, które nigdy nie zobaczy blasku światła.. Myślał, będąc cały czas skupionym na rozmówczyni, której fakty coraz bardziej wdzierały się w jego głowę niczym olbrzymie wiertła, chcące zniszczyć coś co zostało utworzone by ujawnić to co skrywa się pod tym wszystkim. Nie chciał nic mówić, a raczej nie wiedział co miał jej powiedzieć. jedynie przyglądał się potakując głową, że rozumie to co stara się mu przekazać, a jego dłoń coraz mocniej ściskała włosy. Ostatni fakt, miejsce. Miejsce narodzin i śmierci. Wszystko się zgadza, tylko czemu?

Na wszystko co tutaj się odpierdala, akurat teraz nie ma broni, jest niedaleko wbita w ziemię i czeka na jej dobycie. Tylko czemu w głowie chłopaka nie ma chęci? Czemu miałby sięgnąć po broń? Ktoś wie zbyt wiele. To nie może być ONA... chyba.
- On... nie zginął. - powiedział, dość cicho dodatkowo mało wyraźnie, a zaraz po tym odsunął się o jeden krok od dziewczyny, by powoli opuścić swoją dłoń, która przez chwilę trzymał na twarzy. Wielkiego wyjścia, w tym momencie on nie miał. Postanowił wszystko postawić na jedną kartę, jedyną kartę którą miał. Przez co zaczął powoli składać pieczęci Pies, Świnia i Baran. Po czym dookoła niego pojawiła się chmura białego dymu na chwilę go ukrywająca, by po paru sekundach pojawić się przed nią. W swej młodszej formie. Jeżeli to była ONA, powinna go rozpoznać. Niewielki chłopczyk ubrany zwyczajnie z dużymi oczami. To była jego ostatnia karta, która wolała sobie kucnąć by objąć swoje kolana i spokojnie czekać na osąd drugiej osoby.
Tylko co ona z tym wszystkim zrobi? TO było w tym najcięższe i było dla niego największą zagadką.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1161
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość