Ryokan " Siedem kotów "

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Arisa Terumi » 4 gru 2018, o 21:52

Obrazek





You used to captivate me by your resonating light
Now, I'm bound by the life you left behind
Your face it haunts my once pleasant dreams
Your voice it chased away all the sanity in me


Maleńki, granatowowłosy chłopczyk o poważnej mince sprawił, że Arisa uśmiechnęła się szeroko, nie wierząc we własne szczęście, a w jej oczach zabłysły łzy szczęścia. Wszystko się zgadzało, trafiło na swoje miejsce, puzzle wreszcie stworzyły odpowiedni obraz. Słowa ułożyły się w logiczne wyrazy i zdania, piosenka została zaśpiewana czysto i bez fałszu. Piosenka o ich przeszłości i teraźniejszości. O rzeczywistości, która właśnie przybrała nową postać, nową formę, kształt wyłaniający się z mroku, subtelny i krwawy zarazem.

Na bogów...! Akashi, to ty! - wykrztusiła, wpatrując się w niego jak w ducha. Po jej twarzy spłynęło kilka łez. Uśmiechnęła się, kręcąc głową. To było takie surrealistyczne, nieprawdziwe... Akashi Terumi...Braciszek...

Niewiele myśląc, podbiegła do chłopczyka obejmującego się ramionami - i objęła go, łkając cicho z ulgi. Drżała przez chwilę, pełna sprzecznych ze sobą emocji: radości z odnalezienia brata po latach, szczęścia, miłości, strachu (jak on zareaguje? jaki on jest...?), niepokoju, zmieszania i jednocześnie...swego rodzaju ulgi. Jasne oczy kobiety spotkały się z oczami tego, którego tuliła; śnieżnobiały kot przestał się ganiać z wilczycą i podszedł bliżej, zaintrygowany zmianą. Wilczyca szczeknęła cicho, uniosła ogon, ale nie zareagowała. Oba zwierzęta przysiadły przy swoich prawie-że-opiekunach - ona po prawej, on po lewej stronie Akashiego.

Śnieg padał powoli, jakby nieubłaganie, oprószał długie, rozpuszczone, brązowe włosy kobiety, jej zaróżowioną twarz, barwne ubrania, smukłą sylwetkę, spadał na ramiona i główkę chłopca. Obejmowała go delikatnie, nie chcąc w żaden sposób przerwać jego techniki, przerwać tej magicznej chwili, której udało im się dotrwać. Niebo było podejrzanie wręcz gładkie, spokojne jak nigdy dotąd, nie było na nim już chmur, nie było mgieł, które mogłyby rozdzielać ich twarze. Pachniała konwalią, tęsknotą, szlachetną samotnością, magnolią - i tajemnicą, a trudno było stwierdzić, który z tych zapachów był tak naprawdę nią, bo dla Arisy świat był teraz jak rozwiązana porządnie zagadka. Tęskniła, kochała - i choć przez te wszystkie lata Akashi był bardziej przytłumionym, słodkim wspomnieniem, teraz stał się tak wyraźny, ostry w swojej wyrazistości, w swoim fiolecie, kruchy i niebezpieczny zarazem, że łzy nie mogły jej nie popłynąć.


Obrazek



I've tried so hard to tell myself that you're gone
But though you're still with me, I've been alone all along



Patrzyła na niego przez długą chwilę, starając się pozbierać myśli. Miała tyle pytań, tyle wrażeń, tyle słów przepływało jej przez gardło, nie chcąc się uformować w wyraźne frazy, stać się rzeczywistością. Tak bardzo chciała się czegoś dowiedzieć, zasypać go pytaniami, poznać, porozmawiać. Nadrobić ten stracony czas, choć czuła, że może to już być trudne, jeśli nie niemożliwe. Choć byli rodzeństwem z krwi i kości, z jednej matki i z jednego ojca, to jednak różnice między nimi mogły być już nie do przeskoczenia. Byli jak ogień i woda, a jednak tak podobni do siebie w swoich pozorach, w uroku, który przyciągał i oddalał zarazem, ona piękna i tajemnicza, ukrywająca się w swoim własnym świecie, on...no właśnie, jaki był Akashi? Co kryło się w jego oczach, w umyśłe, w biciu jego serca? Nie mogła uwierzyć, że to naprawdę on, ale przecież...Tak wiele się zgadzało, tak wiele się wpasowywało, zazębiało ze sobą, kreując nową nić przeznaczenia. To spotkanie zmieniło Arisę, jej myśłenie całkowicie; to, co było niemożliwe, nie do przekroczenia, nagle stawało się łatwiejsze niż kiedykolwiek, prostsze od czegokolwiek innego. Cieszyła się, że odnalazła Akashiego, była zmieszana, bo mimo wszystko nie co dzień spotykasz brata, którego uważa się za zmarłego od lat - a jednocześnie coś w niej drżało z obawy. Bała się, że Akashi okaże się...obcy, że mimo ich relacji nie dadzą rady odtworzyć tego, co było; wiedziała, że nie da się odtworzyć jeden do jednego tego, jacy byli dla siebie w dzieciństwie, ich miłości, przywiązania do siebie...A jednak liczyła na to, może trochę naiwnie, że czas okaże się dla nich łaskawy. Że nigdy nie będzie musiała wybierać między Akashim a...

Jak udało ci się przeżyć? - spytała przez ściśnięte gardło, przyciszonym głosem, patrząc ciągle w oczy Akashiego. Jej własny, rozpaczliwy, dziecięcy krzyk ginący w letnim dniu (a może jesiennym?), dziecięca sylwetka biegnąca przez ciemny las, krew i wrzaski ojca...Wszystko to zdawało się narastać przed jej oczami, wywoływać stare wspomnienia, a jednocześnie kłóciło się z obrazem żywego przecież brata, tego samego starszego brata, który chronił ją przed światem i przed uderzeniami jak zawsze pijanego rodzica, a teraz był taki kruchy i mały, taki uroczy...

O ironio.

Mam tyle pytań - dodała cicho po chwili. Nie widziałam cię tyle czasu. Myślałam, że cię zabił, onii-san.

Westchnęła cicho. Spojrzała w górę. To zabawne, prawda...? Mijają lata, zmieniają się okoliczności, miejsca, zdarzenia, ludzie - a przyroda, Matka Natura, pozostaje taka sama. Wieczna jak mędrzec Rikudou z baśni, jak legendowe yukionny snujące się cichym krokiem bez słów po śnieżnych, samotnych krainach lodu - przecież nie zmienia się tak bardzo, prawda? Siedemnaście lat temu trzyletnia Arisa z Ryuzaku no Taki, bawiąc się w śniegu - mała, brązowowłosa, posiniaczona, chuda istotka w cienkich ubraniach bez barw, przeciętna, ale wciąż obdarzona błękitnymi oczami - pokazała swojemu starszemu bratu śnieg. Miał wtedy piękne kształty sześcioramiennych gwiazdek. Teraz dwudziestoletnia, piękna i poraniona Arisa Terumi obserwowała ten sam śnieg, trzymając w ramionach młodszą wersję tego samego Akashiego.


And I held your hand through all of these years
But you still have all of me.
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 67
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Akashi » 5 gru 2018, o 10:50

Sukces? Czy to można określić mianem powodzenia? Czegoś co się udało zdobyć ciężką pracą i wyrzeczeniami? No chyba nie, za mało tutaj tego. Zbyt mało wysiłku. To był zwykły przypadek, zrządzenie losu bez większego sensu. Tylko czemu ono, jakim cudem właśnie w tym momencie. W tej jednej chwili jak chłopak okazał słabość, czuł się bezradny bezsilny w momencie gdy życie(?), które miał chronić zgasło. Przez to właśnie chciał stać się silniejszy, by w momencie spotkania siostry móc ją chronić, a tutaj los zadrwił z niego, dając mu to co chce w najgorszym momencie. Tylko czy on na to zasłużył? Był godzien tego zaszczytu, czy to znowu zwyczajne kłamstwo, piękne kłamstwo. Niemożliwe do wykrycia. Coś w co pragnie się uwierzyć, nie widząc za grosz podstępu.

Wszystko postanowione na jedną kartę, jedyną która była wszystkim co chłopak pamiętał. obraz siebie, obraz przerażonego dzieciaka zagubionego w świecie. Chcącego jedynie chronić to co dla niego najważniejsze. Teraz jednak było inaczej, a wszystko co stało się w tym momencie było dla niego obce, zbyt ludzkie. Oddalone od jego codzienności na tyle, by poczuć lęk i przerażenie, a zaraz wypełnić się spokojem. Chcąc zrozumieć to wszystko nie mówił nic, jedynie wsłuchiwał się w głos swojej siostry, którą od lat nie widział. Co on miał w tym momencie zrobić?

- Akashi Terumi?... - powtórzył po chwili, lekko załamującym się głosem, jakby sam nie znał siebie. jednak dalej nie potrafił wykryć czemu miałby nie ufać tej kobiecie. W końcu tak bardzo chciał odnaleźć swoją siostrę, a tutaj przed nim stała kobieta, która się za nią podawała. Teraz pozostało jedynie się skupić by utrzymać obecną formę. Tylko... jak to zrobić? Trzeba się skoncentrować, a zarazem odpowiadać na pytania siostry, ale czemu akurat jej pierwsze pytanie było zarazem tym najtrudniejszym.
- Ja... sam nie wiem, nie rozumiałem tego w tamtym momencie. Coś pozwoliło mi przeżyć. Jednak ja... zrobiłem wtedy coś złego. Zabiłem go... - odparł będąc przy tym dość smutny, nie chciał zabijać ich ojca, jednak nie widział wtedy innego wyboru, coś pozwoliło mu przeżyć zamiast jego ojca. By uwolnić się od śmierci, trzeba poświęcić życie.
- Chciałem Cię odnaleźć... jednak nie dałem rady. Pamiętam las, upadłem. Po czym obudziłem się w świątyni. Mówili mi, że minęło parę dni, oraz że poza mną nie znaleźli nikogo. - dodał, po chwili chcąc naprostować co wtedy się z nim stało. Jednak unikając przy tym informacji jaka była to świątynia, nie mógł nikomu wyjawić miejsca gdzie ona się znajduje ani jak się do niej dostać.
- Ja w sumie, też mam wiele pytań, ale zbyt wiele jeszcze nie rozumiem. Jednak ty możesz się pytać o wszystko. - powiedział, tuląc przy tym swoją siostrę. Chcąc ją nieco ogrzać. Sam nie martwił się swoim zdrowiem, jednak potrafił wyczuć tą niską temperaturę, która mogłaby być szkodliwa dla jego siostry.
- A z Tobą co się stało? - zapytał, chcąc poznać chociaż część historii swojej siostry. O tym co się z nią stało. Jakim cudem udało jej się tam przeżyć samej.
- Może wejdziemy do środka? Jeszcze się pochorujesz. Jest zimno. - wypowiedział, chcąc chociaż jeszcze trochę potroszczyć się o swoją siostrę. Przez co wrócił także do swojej normalnej formy, by okryć swoją siostrę czarnym skórzanym płaszczem, który idealnie nadawał się na tą pogodę.

Teraz tylko pozostało czekać na jej decyzję co do wejścia do budynku, a przede wszystkim podnieść się z tej ziemi, z tego całego śniegu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1161
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Arisa Terumi » 10 gru 2018, o 00:20

Obrazek




- Tak. Tak, chodźmy do środka, to nie miejsce na wspomnienia... - przyznała pospiesznie. Zawahała się przez chwilę, gdy zmienił formę i gdy w jej ramionach znalazł się jako dorosły, ale przyjęła płaszcz brata z uśmiechem pełnym wdzięczności. Dobrze było wiedzieć, że Akashi jest obok, że przynajmniej to w nim się nie zmieniło - o ile nie odgrywał roli, nie kłamał, to nadal miał w sobie ten pierwiastek braterskiej troski, opiekuńczości. Wciąż zależało mu na ochronie siostry, nawet jeżeli minęły lata...
Uśmiechnęła się delikatnie. Oddała kota właścicielce, odebrała klucze od swojego pokoju i zapłaciła za nocleg (jeśli zrobiła to wcześniej, to po prostu zaprowadziła Akashiego do swojego pokoju); tak czy inaczej, po jakimś czasie ona siedziała na łóżku, wciąż otulona w jego czarny niczym noc płaszcz, a on? Albo siedział na czymś, albo stał, cokolwiek zrobił, Arisa poprosiła go gestem, by usiadł przy niej. Jeśli nie widział problemu i to uczynił, to dotknęła jego twarzy, by mieć pewność...By mieć pewność, że wszystko się ułoży. Że to nie jest sen, Henge ani zdradliwe oszustwo.
Przez chwilę milczała, rozgrzewając się w ciepłym pomieszczeniu. Wszystko było wyraźne i nierzeczywiste zarazem, puste i pełne słów. Mieli tak wiele do opowiedzenia, a tak mało czasu...

- Ja uciekałam. W lesie zostałam znaleziona przez rodzinę, Makoto i Asami Terumich. Adoptowali mnie, zabrali ze sobą. Mam brata i siostrę - powiedziała cicho, nie spuszczając wzroku z Akashiego. - Co do ojca...

Znów się zawahała. Nie wiedziała, co powiedzieć. Czy powinna? Z jednej strony Akashi był tylko dzieckiem, przerażonym, bitym, zaszczutym, które myślało tylko o matce i siostrze, z drugiej zaś dokonał zbrodni. Ojcobójstwa. Ale przecież Ryuuzen, czy jak tam miał na imię, nigdy tak naprawdę nim nie był. Nie dla niej. Prawdziwy ojciec, Makoto, przynajmniej się nią opiekował. Żałował, że nie mogli odnaleźć braciszka, zresztą...nie, nie. Nie chciała do tego wracać myślami. Nie teraz. Najważniejsza była ta przeszłość spędzona w Yōgan-ryu, nie ta, którą znosiła w Ryuzaku no Taki - zapłakana, bita przez dzieci i ojca, szukająca oparcia w tych, którzy nie mogli jej go zbyt wiele dać.


- To dobra rodzina, onii-san. Zaopiekowali się mną, nie skarżyłam się. Byłam szczęśliwa. Też cię szukałam, ale...nikt nie pomagał. Sąsiedzi pochowali ciało mamy, z tego, co wiem, ale ojciec...Nie wiem, co się z nim stało, i nie chcę wiedzieć - warknęła niespodziewanie. Spojrzała na jego twarz, zaciskając pięści. - Teraz mam ciebie, matkę, Nari i Naizena. Siostrę i braci. O naszej mamie będę pamiętać. O nim oboje musimy zapomnieć. Dla naszego dobra.

Rozluźniła palce, głęboko westchnęła. Co teraz? Odwróciła wzrok od brata. Czy powinnam mu oddać ten płaszcz? On też może się rozchorować. Była na siebie zła, że nie pomyślała o czymś ciepłym do picia, że to spotkanie odebrało jej rozum. Chciała zapytać o tą świątynię, ale...Coś jej mówiło: nie teraz. Postanowiła więc zaczekać z tym pytaniem na przyszłość. Na czas, kiedy będą prawdziwie wolni i...


- Zamówię nam sake. Chcesz? - spytała ciepło, miękko. - I pytaj, o co chcesz. Z nas dwojga to ty jesteś starszy, bracie. Ty pierwszy.
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 67
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Akashi » 10 gru 2018, o 10:14

Plan długo terminowy w końcu został zrealizowany, a odnalezienie siostry stało się faktem, które nie powinno przemijać. Niech już tak zostanie i ten z celów życiowych niech zostanie faktem. Spokój, w końcu można oswoić się z tą informacją i dać się ponieść emocją. W sumie to trochę trudne i niezbyt zrozumiałe, ale chociaż miał kogoś kogo mógł nazwać rodziną i to taką prawdziwą, a nie fałszywą, jedynie w wierze, która już mu pokazała że jest jedynie dobra kiedy sprzyja to jej interesom.

Tylko jak to wszystko na wyglądać? Przecież nie może zabrać jej tam gdzie się wychował, przecież zostałaby zabita, a on sam raczej nie zostanie przyjęty do jej społeczności. Czemu zawsze muszą powstawać nowe problemy, które niezbyt wszystko ułatwiają. Trzeba będzie to jakoś rozwiązać, ale jeszcze nie czas na to. Przyjdzie na to odpowiednia pora.

Przynajmniej jego siostra go wysłuchała i miał nadzieje, że zrozumie wszystko. To, że dokonał morderstwa i to nie jednego. Ważne, że to pierwsze było w jakiś sposób usprawiedliwione. Teraz mógł wejść z siostrą do środka, zostawiając wilczycę przed wejściem, ale zabierając ze sobą swą dziwaczną broń, która postanowił oprzeć o ścianę pokoju, a samemu usiadł obok siostry, tam gdzie ona zaproponowała.
- Rozumiem, przynajmniej ty trafiłaś na dobrych ludzi, którzy się Tobą zaopiekowali. Kiedyś będę musiał im za to podziękować. - powiedział, z uśmiechem na ustach, głaszcząc lekko przy tym siostrę. By poczuła się chociaż trochę bardziej kochana przez niego.
- Ja nie miałem raczej aż tak wiele szczęścia. To czego mnie nauczono jest przydatne, w tym czym zajmuję się obecnie. Twój braciszek został najemnym shinobim. - dodał, chcąc lekko pochwalić się tym, że jakoś radzi sobie w życiu. Przez co chciał odjąć siostrze nieco zmartwień o jego bezpieczeństwo. Teraz pozostało jedynie delektować się czasem, który mieli dla siebie w tej chwili i wymienić się chociaż odrobioną informacji.
Samo sake średnio przemawiało za chłopakiem, raczej mogłoby to się źle skończyć biorąc pod uwagę, że samemu nie jest w stanie się zbytnio upić. Jednak co do zadawania pytań, także nie był zbytnio prędki. Pozostało mu zadać jej tylko parę.
- A właściwie, co ty tutaj robisz? Na obszarze, w którym toczy się wojna? Też zostałaś shinobi? - zapytał się. W sumie to dla niego było najważniejsze. Nie chciał martwić się o bezpieczeństwo siostry bardziej niż jest to potrzebne, a powątpiewał, że ona posiada taki sam dar jak on.
Teraz zostało coś na koniec, co powinien wyznać właśnie w tym momencie.
- Ja wtedy, przeżyłem tylko z jednego powodu. Przez to, że zabiłem. Żyję tylko dlatego, że zabiłem. Dostąpiłem czegoś w rodzaju daru. Stałem się praktycznie nieśmiertelny. Moje rany goją się natychmiastowo. Jednak by to działało muszę zabijać. Życie za życie. Śmierć za śmierć. - powiedział chcąc jej wszystko naprostować, jakim cudem on żyje, a jeżeli jego siostra chciała dowodów, postanowił jej to pokazać w praktyce rozcinając swoją skórę.
- Wiem, że to trudne i nie jestem w stanie Cię zmusić byś mi zaufała. Zostawię Cię w tym momencie, a moja wilczyca pomoże Ci mnie w razie czego odnaleźć, a jak nie to samemu się tu zjawię w niedługim czasie. - powiedział, nawet nie pozwalając siostrze dojść do głosu. Pośpiesznie zabrał swój płaszcz, a następnie umocował na plecach swoją broń, rozcinając prawie przy tym ściany niedużego pomieszczenia. Wielkie i nieporęczne, ale zabójczo skuteczne.
- Zawsze Cię kochałem i będę. - powiedział na pożegnanie, powoli wychodząc z jej pokoju. Niech odpocznie by mogła to wszytko zrozumieć, a sam chłopak tak samo potrzebował czasu by to wszystko pojąć i przy tym nie zwariować.


z/t
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1161
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Arisa Terumi » 11 gru 2018, o 01:03

Obrazek



- Mieszkamy w Yōgan-ryū. Matka nazywa się Asami Sanjin, gdybyś...no, chciał podziękować - poinformowała Arisa, podnosząc wzrok na Akashiego. Wzdrygnęła się; mimo wszystko było tu dość chłodno. Słuchała słów brata uważnie, bo każde słowo, każda fraza, miała tu bardzo duże znaczenie. Minuty płynące od chwili, gdy się ujrzeli po raz pierwszy, śnieg, zima, czas...wszystko było częścią układanki. Wiecznych puzzli, które coś sobą przedstawiały. Jakiś niewyraźny obraz, tylko jaki? Dla dwudziestoletniej Sanjin sytuacja wyglądała tak, jakby oglądała stare rysunki, sceny z opowieści, nie umiejąc przewidzieć końca. Akashi był przyjazny, kochający jak niegdyś, a zarazem stanowił wyzwanie. Tajemnicę. Czym był ten...kult, który go wychowywał? W jakiego boga wierzył? Jakie wartości przekazał jej bratu? Tego Arisa nie wiedziała - i raczej nie miała się dowiedzieć, chyba że...

Akashi mówił dalej, wyjaśniał, a osłupienie dziewczyny powoli przestawało mieć granice. Profesja, którą się zajmował, nie była czymś dziwnym, zważywszy na rzeczywistość, ale...Nieśmiertelność? Wieczne życie? Powstanie przez śmierć do wieczności? W domu w Ryuzaku nie było bogów. Matka czasami wezwała, znów poobijana i zmęczona, Amaterasu na pomoc, czasem ich przeklęła za swój los, ale to było wszystko. Nie było tam ołtarzy, sfery sacrum, modlitw, nie było niczego, co uważa się za święte - byli, bo mieli na to jakieś marne pieniądze, zdychali, bo taki był los ludzi. Za to w domu w Yōgan? Odwrotnie. Pobożność, uczestniczenie w nabożeństwach w świątyni, wspomnienia matki, której kuzynka przez jakiś czas służyła jako miko w świątyni, modlitwy wypowiadane o zmroku w cieniach padających od drzew - jednym słowem, religia, ale też codzienność ludzka. A teraz nagle okazywało się, że po tych wszystkich latach Arisa Terumi miała nieśmiertelnego, silnego brata, który nigdy nie zazna problemów starości, siwych włosów, choroby...Nie zdołała stłumić okrzyku zgrozy i zdumienia, gdy rozciął sobie skórę, a rana zasklepiła się szybciej, niż wymieniłaby wszystkich nieśmiertelnych bogów. Teraz zrozumiała, co wytworzyło między nimi taką...przepaść. On był bogiem.
Ona tylko ludzkim śmieciem.

- A-Akashi! - krzyknęła, drżąc z wrażenia. Słowa cisnęły się jej na usta galopem, pospieszne jak uciekinierzy, ale z jakiegoś powodu nie powiedziała nic więcej. Dlaczego?
Być może w ostatniej chwili była zbyt...dumna?
On oczekiwał odpowiedzi. Więc musiała mu powiedzieć jeszcze to.

- ...tak. Też zostałam kunoichi. Poszukam sobie pracy - wymamrotała. A kiedy powiedział "zawsze cię kochałem i będę", po jej policzkach znów pociekły łzy. Nie odważyła się nic powiedzieć, protestować, może dlatego, że Akashi miał rację - i po prostu potrzebowała czasu?

Spędziła w ryoukanie cały następny dzień i noc; trzeciego dnia uznała, że dość tych szamotanin. Dość myślenia, dość zatruwania się strachem, wspomnieniami, irracjonalną obawą, że przez swą wielkość Akashi tak naprawdę dawno już przestał ją kochać - bo po co zauważać marną, tak słabą istotę, której daleko do akceptacji zabijania, takiego...jak to?

Co ma być, to będzie.

Razem z nią z pokoju wyszła wilczyca - czarna, futrzasta, puchata i na swój sposób jej oddana, którą Arisa postanowiła nazwać Yume.
Marzeniem - bo w końcu, jakby nie było, spełniła swoje pragnienia.
Wychodząc, ani razu nie obejrzała się za siebie.

__________________________________________________
ZT razem z wilczycą Yume
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 67
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: Ryokan " Siedem kotów "

Postprzez Hikari » 23 sty 2019, o 20:06

Odchodząc spod szpitala prawdę mówiąc czuł też niepokój. Otwieranie się tworzyło pewną lukę, przed którą zazwyczaj się wzbraniał. Dopuścił parę osób do siebie, w pewnym chociaż sensie. Żadna od dawna nie zbliżała się tak blisko jak Inoshi, ale tylko w znaczeniu mocy więzi. Nic sobie już nie myślcie, żadnych takich. Po prostu nie posiada dłuższych znajomości od dawien dawna, zazwyczaj tylko przelotne. Dziwne to było, ale postanowił to przemyśleć z jeszcze butelką sake i dobrym posiłkiem. Może ktoś się przysiądzie, albo usłyszy w tłumie jakąś dobrą historię. Możliwości jest wiele, ale efekt ten sam. Skończy w stanie mocnego upojenia, a potem pójdzie spać.
Wskazano mu stolik dla dwojga, nawet jak siedział samotnie. Praktycznie zawsze tak się działo, czy to przypadek? A może tym razem znowu ma się ktoś pojawić znikąd i usiąść naprzeciw z swoim posiłkiem? Tak z względu na brak miejsc, bo tłumy były spore. Wyjątkowo się to nie zdarzyło i mógł wypić alkohol w samotności. Było to najlepszym rozwiązaniem, masa myśli chodziła Terumiemu po głowie. Wypił pierwszą czarkę i lekko odprężył się na krześle zastanawiając się nad wszystkimi relacjami tworzącymi ostatnio. Było to dość przyjemne, ale również czasochłonne. Z tego względu po raz kolejny uczestniczy w wojnie poza rejonami swojej prowincji i nie poświęca uwagi konfliktowi domowemu. Wiele raczej się tam nie zmieni skoro to już dziesiątki lat tak się kłócą dwie gałęzie. Jebać to.
Przyśpieszył tempo opróżniania butelki i zanim przyniesiono Hikariemu posiłek ubyło jej prawię połowę. Czuł w głowie lekkie kręcenie świata dookoła, ale to przez pusty żołądek. Wraz z wrzuceniem czegoś na ząb poczuł w sobie drugą siłę do skończenia alkoholu. Tutaj już w myślach zastanawiał się jakie dokładnie książki wziął z sobą z domu. Parę tylko najcenniejszych egzemplarzy, w tym także dziennik ojca specjalnie spisany własnoręcznie z największym skrótem ich większości. Było to podzielone na trzy części, widać, że się napracował jak wół. Początkowo może widział w papierze jakieś emocje, ale obecnie był on niezwykle pusty. Nim się zorientował jego zamówienie się w pełni skończyło. Zarówno jakieś mięso z dodatkami jak i sake. Zapłacił za to i udał się chwiejnym krokiem do zarezerwowanego wcześniej pokoju na czas wojny, gdzie składował swoje rzeczy i mógł się przespać. Wstał o poranku, zgodnie z zwyczajem. Lekko ściśnięty żołądek dokuczał, ale Yogańczyk nie poddał się i po ubraniu się oraz porannych potrzebach wyruszył na pole treningowe, gdzie wyciszy swój umysł. Oczywiście zabrał z sobą też potrzebne rzeczy wszystkie.

Z/T ---> Pole Treningowe




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość