Gdzieś w mieście

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 30 paź 2018, o 00:03

Misja rangi D
31/22


Fiu, fiu, fiu, kto by się spodziewał, że dziewczyny mogą być takie zadziorne? Niby ułożone, z dobrych domów, takie grzeczne, pomocne i w ogóle, dobrze z oczu im patrzyło, a tu jednak coś takiego. Nawet jeżeli ich kolejne działania były w dużej mierze improwizowane i nieuzgodnione między sobą, to i tak całość wychodziła im całkiem sprawnie. Zgrały się, trzeba przyznać, i całokształt wyszedł naprawdę nieźle, dzięki czemu udało im się odrzeć Saori z pewności siebie, którą do tej pory posiadała.
Czarnowłosa nie odezwała się na kolejne komentarze. Raz lub dwa otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale była chyba zbyt skołatana, by wydusić z zaciśniętego gardła cokolwiek sensownego, co nie pogrążyłoby jej jeszcze bardziej.
Duet dzielnych bohaterek osiągnął to, co chciał, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Saori musiałaby być naprawdę wspaniałą aktorką, by odegrać te wszystkie emocje, które przemykały przez jej twarz w ciągu ostatnich kilku chwil.
Zostawiły ją samą sobie. Kiedy odchodziły, nie wykonała jakichkolwiek akcji. Siedziała tak samo jak do tej pory, zaciskała drżące piąstki wsparte na kolanach i ze spojrzeniem pełnym wyrzutu odprowadzała do wyjścia dwie czarownice.
Została nie tylko przestraszona, ale również upokorzona. I to we własnej posiadłośći.
Lokalizację właściwego domu dobrze znały, więc dotarcie do niej nie stanowiło najmniejszego problemu. Zgodnie z dotychczasowym podziałem ról, Shikatsu miała zapukać w drewniane wrota, a Inoyū zając się rozmową. Miały sporo szczęścia, bo nie tylko drzwi zostały otwarte, ale też w progu pokazał się sam Yasuhiko, więc można było załatwić sprawę bez jakiegokolwiek pośrednictwa.
- Och, czyli to była jednak jej sprawka? - zapytał mężczyzna z zainteresowaniem, unosząc lekko brwi, co jak na niego było i tak bardzo ekspresywną rzeczą.
- Przekażę Hisie, powinno ją to trochę uspokoić. Zawołałbym ją, żebyście mogły powiedzieć jej to osobiście, ale teraz jest w trakcie kąpieli. Z pewnością by was wyściskała... - No tak, wychodziło na to, że dla niektóych osób z tego grona nieobcym pojęciem było mycie się.
Yasu zmrużył oczy na moment i uważniej przyjrzał się pokazanego mu skrawkowi. Chwilę podumał, a w procesach myślowych pomogło mu nieświadome podrapanie się po podbródku.
- Wygląda podobnie jak materiał na suknię Hisy. Ale nie dam sobie ręki uciąć, uhm, nie znam się na tym za bardzo. Nie wiem, czy zwykły zbieg okoliczności, czy nie, ale... wolałbym nie dorzucać sobie zmartwień, skoro jak mówicie powinniśmy być już spokojni.
Właściwie to już miał się pożegnać i zamknąć za sobą drzwi, ale coś mu się przypomniało. A może to wymowne spojrzenia dziewcząt tak dobrze odświeżały pamięć?
- Ach, poczekajcie chwilkę... - przełamał moment ciszy, a potem wrócił do wnętrza domostwa i zniknął za korytarzem na niedługo.
- Jesteśmy bardzo wam wdzięczni, za pomoc, za wszystko... - odezwał się znowu, kiedy wrócił na swoje wcześniejsze miejsce. Jego ton był życzliwy, choć - jako można byłoby się domyślać - jego twarz była pozbawiona wyrazu, tak jakby nieumiejętnie ciosano ją z kamienia. Wręczył im to, co bohaterki lubiły najbardziej, czyli drobną, pieniężną zapłatę.
- Hisa miała szczęście, że spotkała was na swojej drodze. Takie prawdziwe przyjaźnie są naprawdę cenne, szczególnie w tak ciężkich czasach... - przerwał w tym momencie, wzdychając cicho. Chyba uświadomił sobie, że niepotrzebnie wprowadził niemiłą atmosferę, odwołując się do obecnej sytuacji politycznej w prowincji.
Nie był mistrzem pożegnań. Po prostu skinął im życzliwie głową i odczekał te kilka sekund, aż te ruszą w swoją drogę, by nie zamykać drzwi tuż przed ich nosami.
Saimin nie wyglądało jakoś szczególnie inaczej względem stanu sprzed choćby kilku tygodni. Niebo było przejrzyste, ale atmosfera była jednak nieco gęstsza, tak jakby ktoś w powietrzu rozpylił dozę niepokoju. Wcale nie był to efekt napomknięcia Yasuhiko. Tak po prostu było.

Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2571
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 30 paź 2018, o 19:14

No i już po wszystkim. Saori, chwała bogu, nie wybiegła za nimi z nożem w ręce, chcąc zemścić się za plamę na honorze - bez żadnych większych problemów dotarły pod okazałe domostwo Yasuhiko i odbębniły raport z niewdzięcznego zadania. Shi uniosła brwi nieznacznie, gdy zauważyła, że Inoyu przywlokła za sobą poszarpane szmatki, które wynalazła w domu zazdrośnicy. Nie odezwała się jednak, opierając ramię o framugę domostwa z cieniem zmęczenia i pozwalając rozmowie toczyć się gdzieś obok niej. Zabawa w udawanie paniusi z dobrego domu pozbawiła ją większości z jej i tak bardzo ograniczonych zasobów energii - obserwowała więc z otępieniem ptaki latające po pochmurnym niebie, zwalając na biedną Inoyu cały obowiązek spowiedzi z tego, co udało się w ogóle załatwić.
Oprzytomniała dopiero wtedy, gdy Yasuhiko z powrotem zniknął we wnętrzu domostwa i pojawił się z zapłatą za dzisiejszą "dyplomację". No, w końcu zapłata - Hisako i Yasuhiko byli co prawda bardzo sympatyczni, ale nie da się ukryć, że ich prywatne problemy nie interesowały jej na tyle, by za darmo pchać się do cudzych domów i zastraszać rywalki w miłości. Brak społecznej ogłady mężczyzny niekoniecznie jej przeszkadzał - sama też skinęła mu tylko łbem w geście wdzięczności za to, że obie strony wywiązały się z umowy, by, gdy tylko ten zniknął za ciężkimi drzwiami, ruszyć w swoją stronę ukradkiem wprawnie przeliczając otrzymaną kwotę. Shi była do bólu pragmatyczna.
- Ja pierniczę, jestem wykończona - skierowała swoje kroki na ulicę, rozmasowując dłońmi obolały kark. Zerknęła kątem oka na Inoyu, by sprawdzić, czy ta grzecznie za nią idzie - miała nadzieję, że kapłanka nie jest w dalszym ciągu obrażona o to, że miała czelność zdegradować ją do roli swojej prostej służki. Tak ładnie dzisiaj współpracowały, że nie miała ochoty się z nią o to kłócić - Widziałaś minę tej laski? Smutny człowiek. Mam nadzieję, że trafiłyśmy na dobrą babkę, bo inaczej będę miała wyrzuty sumienia do końca życia. Lepiej nie pokazujmy się na razie w tamtej okolicy, bo następnym razem to my zlecimy z pierwszego lepszego dachu.
Jej ton głosu był aż nienaturalnie swobodny i nonszalancki - chyba przeczuwała nadchodzącą burzę, i nie chodzi tu o ciężką atmosferkę Saimin. Inoyu chyba powoli kończyła się cierpliwość. Lepiej było zejść jej z oczu.


z/t
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 284
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Inoyū » 2 lis 2018, o 20:57

Tuż po wydukaniu niezbędnej formułki na samym początku, Yamanaka nie raczyła już odezwać się ani słowem; pozwoliła mężczyźnie mówić to, co najwyraźniej musiał powiedzieć, uznając, że próby przerywania mu skutkowałyby raczej przedłużeniem tych niezbyt pożądanych odwiedzin. Przytakiwała więc uprzejmie, nie chcąc pozostawić żadnej z jego wypowiedzi bez jakiegokolwiek odzewu. Można rzec, że poczuła do niego delikatną sympatię – ot, znękany, być może nieco niezręczny w obyciu, facet, który prawdopodobnie pragnie jedynie długiego, porządnego wypoczynku. W pewnym stopniu się z nim utożsamiała.
Niemal automatycznie wyciągnęła dłoń w kierunku odliczonej sumki, uśmiechając się przy tym promiennie. Nie sposób się nie uśmiechać, skoro już za krótką chwilę w jej zachłannych łapach miało się znaleźć coś, na co czekała calutki dzień. Radość jednak, jak to zwykle bywa, była przedwczesna – Nara wykazała się większym refleksem i zgarnęła całą wypłatę tuż sprzed jej nosem, sprawiając, że Yamanaka musiała obejść się smakiem. Tym razem nie czekała na odpowiedni moment i błyskawicznie przejęła pieniążki z jej rąk, by odliczyć swoją połowę i natychmiast wcisnąć do kieszeni, nie pozwalając na reakcję Shikatsu, która dzisiaj chyba była nieco bardziej łasa na kasę niż zwykle.
Podziękowała ślicznie, ukłoniła się, pożegnała. Nie była do końca pewna, czy sprawa faktycznie została zakończona; ostatecznie nie mogła im zagwarantować, że Saori w najbliższej przyszłości znowu coś nie odbije. Została teoretycznie unieszkodliwiona i teoretycznie nie powinna się już wtrącać w ich małżeńskie sprawki. Cicho liczyła na to, że zrobi jeszcze coś podejrzanego – w końcu do kogo innego mogłaby się znowu zgłosić Hisako, jeśli nie do swoich najbliższych przyjaciółek?
Ta – odbąknęła od niechcenia do wyjątkowo rozgadanej Shi, powoli oddalając się od posiadłości Yasuhiko. Sprawnym ruchem dłoni odgarnęła niesforne kosmyki za ucho, po czym przetarła krótko kąciki oczu, czując, że migrena, która cudownie przeminęła jakiś czas temu, ponownie przybiera na sile – Nie myśl sobie, że niezapuszczanie się tutaj gwarantuje ci całkowite bezpieczeństwo przed nagłymi wypadkami. W końcu różne przypadki chodzą po ludziach, prawda? Prawda, Shi? – przechyliła nieznacznie głowę w stronę Nary, by wbić pełne wyrzutu spojrzenie w jej twarzyczkę. Bynajmniej nie była tym jakoś szczególnie dotknięta… co nie zmienia faktu, że nadal tamto nieprzyjemnie ją uwierało. Drażniło jej dość spore, ale i zarazem kruche ego. Wprawiało w dość infantylną irytację i nakazywało wyrzucić z siebie jak najszybciej te – już całkiem długo zresztą – tłumione pretensje. To jeszcze nie jest czas, by dorosnąć.
Cholera, nie wierzę, że mianowałaś mnie swoją służką. Czyli taka była twoja pierwsza myśl? – wypluła z siebie z niemal wyzwalającą ulgą – Idź przodem, muszę jeszcze coś załatwić.
Skręciła pośpiesznie w niezbyt znaną sobie uliczkę.

z/t → Jinja
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 288
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 22 lis 2018, o 01:03

Misja rangi D
Shikatsu
11/15


Na dobrą sprawę przygoda mogła się zakończyć już w tym momencie, a Shikatsu mogłaby dopisać do swojego konta najłatwiej zarobione pieniądze w życiu. Dziewczyna miała jednak złote serce resztki moralności i zamierzała dotrzymać umowy, co mimo wszystko było całkiem rozsądne. Negatywna sława mogła bardzo szybko rozprzestrzenić się po całej wiosce, a to skutecznie utrudniłoby dalszą działalność zarobkową.
Kolejny dzień nie był szczególnie inny od poprzedniego. Było tak samo zimno jak wczoraj i dokładnie tak samo nikomu nie chciało się wychodzić na zewnątrz. O tej porze dnia, czyli rankiem, ten efekt mógł być nawet jeszcze mocniejszy, bo bledziutkie promienie skromnego słońca dopiero zaczynały ogrzewać tutejszą okolicę. Shikatsu, gdyby tylko chciała, z pewnością mogłaby wymyślić tysiąc wymówek, ale tym razem obyło się od tego. Wykazała się czynem niespotykanym dla Nary i ruszyła swe cztery litery o względnie wczesnej godzinie.
Odnalezienie właściwego budynku nie stanowiło większego problemu. W tej kwestii Ayako dobrze poinstruowała. 'Shichiya u Ichiya' znajdowała się na rogu, przy skrzyżowaniu dwóch uliczek - jednej nieco bardziej uczęszczanej, a drugiej już wąziutkiej i bez ruchu. Lokal był nieduży, ale całkiem zadbany. Od strony tej większej ulicy przylegał jedną ścianą z jakimś innym sklepem.
Otwarcie drzwi zaowocowało rozbrzmieniem odpowiednio zamocowanych dzwoneczków, co miało poinformować wszystkich w środku o przybyciu nowego gościa. W głównym pomieszczeniu jednak nie było nikogo. No dobra, gdzieś nieopodal na kocu leżał stary, całkiem duży pies o brązowej sierści, którego jedyną reakcją było drgnięcie ucha. Nawet nie był skory do podniesienia łba, tylko po prostu dalej kontynuował swoją smaczną drzemkę.
Shikatsu miała więc chwilę na rozejrzenie się po wnętrzu. Lada, nieduży stolik z dwoma krzesłami po przeciwnych stronach oraz naścienne półki, na których rozmieszczone były najróżniejsze przedmioty wszelkiego użytku. Prawdopodobnie dobra przejęte lub odkupione w celach późniejszego handlu. Po szybkim przeleceniu wzrokiem półek nie udało się wypatrzyć jakiejkolwiek wazy, co w sumie potwierdzało wczorajsze relacje Ayako.
- W czym mogę służyć, panienko? Jakaś rzecz pod zastaw? - odezwał się w pewnym momencie mężczyzna, który właśnie wyłonił się zza zalecza. Ot, gościu w średnim wieku, nieco przy kości, z wyraźnymi zakolami i wąsikiem pod nosem. Stanął za ladą, a potem mrużąc oczy i uważnie przypatrując się Narze czekał na jej odpowiedź.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2571
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Yamanaka Inoshi » 24 lis 2018, o 19:08

Misja Rangi - CW - 11/...


- Rok 385 - Zima -
- Terumi Hikari -
- Saimin -

- Bezpańskie psy -





" Notsuka "


Czy pozbawienie życia rzezimieszków to sytuacja wymagająca rozważenia? W końcu lepiej jeśli już ich nie ma, jeśli zginą i będą martwi, przestaną kłopotać kogokolwiek odnośnie swoich bandyckich poczynań. Odbieranie innym i gromadzenie ich własności, odbieranie również własności tutejszych władców z jakich powodów? Podjąłeś się wykonania zadania i opuściłeś budynek administracyjny wraz z chłopakiem który miał za zadanie towarzyszyć ci do Osady a przynajmniej wskazać drogę.
- Tak, jakiś czas temu przybył transport z tej osady, żywność. Wtedy ja to wszystko podliczałem z jakiegoś powodu doszły do nas jednak informacje, że nie przestrzegamy umowy którą sami spisaliśmy i zabieramy dużo więcej - Powiedział cały czas spoglądając w stronę Terumiego podczas gdy przesuwaliście się po osadzie w kierunku bramy, bądź też stajni która była na drodze.
- Hikari-san, podliczałem wszystko, tak samo ktoś robił to po mnie i nie możemy doliczyć się tych zapasów. Myślimy, że to właśnie ci bandyci z tamtej okolicy zrabowali wszystko podając się za nas. - Mówił gestykulując z otwartymi dłońmi w kierunku Terumiego. Był szczery, nie zamierzał niczego ukrywać, bo i po co. Mieliście w końcu razem rozwiązać tą sprawę i doprowadzić winnych przed sąd lub przed bogów śmierci. To akurat była już wasza decyzja. Wciąż jednak czeka was całkiem długi przejazd do samej wioski która oddalona jest od Saimin o spory kawałek drogi którą musicie pokonać.
- Tak. Musimy zabrać ze sobą konie. Całe szczęście, że jest jeszcze wcześnie, Hikari-san. Może uda nam się dojechać przed wieczorem, jeśli się pośpieszymy... - Mimo chęci to jego mina sugerowała, że jest dosyć sceptycznie nastawiony do tej podróży. W najlepszym wypadku dotrzecie przed nocą lub w trakcie nocy a każdy wie, że podróże nocą są niebezpieczne ze względu na bardzo słabą widoczność której nic w żaden sposób nie poprawi, tym bardziej w czasie wojny z przeciwnikiem który potrafi widzieć w nocy.
Znaleźliście się przed stajnią, na miejscu Michio skierował się do tutejszego właściciela. Nie było go przez kilka dłuższych minut podczas których ty mogłeś podziwiać tutejsze konie na swoistym parkingu. Było ich tylko kilka, było to niczym niezwykłym w końcu była zima i temperatury potrafiły naprawdę zdarzać się niekorzystne a co za tym idzie, większość koni znajdowała się raczej w zabudowanej stajni, te kilka które stoi widocznie są już przez kogoś wynajęte lub po prostu są czyjeś.
W międzyczasie dostrzegłeś jak Michi porusza się od drugiej strony budynku z jakimś innym chłopakiem i o czymś rozmawiają. szli w kierunku zabudowanej stajni z której po paru chwilach wyprowadzili dwa konie. Jeden bialusieńki a drugi brązowy. Obydwa były opatulone skórzanymi szatami które zadziwiająco trzymały ciepło jak watowana kamizelka.

- Będziemy jechać głównymi drogami na północ. Później musimy przeciąć przez las aż dotrzemy do wioski wzdłuż rzeki którą zobaczymy wyjeżdżając z lasu. - Doprowadził w końcu obydwa zwierzęta do ciebie. Był gotowy do drogi, pytanie tylko co z tobą. Na ulicach można było dostrzec drobne płatki padającego śniegu który zaczynał powoli skrywać pod sobą ulice nadmorskiego miasteczka Saimin. Drogi musiały być nieco gorsze.




- Wioska Notsuka -
Michio
Urzędnik


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2778
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 27 lis 2018, o 19:12

Trzeba przyznać, że trochę ją kusiło, by zawrócić razem z gotówką i wskoczyć na najbliższy transport do jakiejkolwiek innej osady, nawet nie oglądając się za siebie. Shikatsu westchnęła bardzo ciężko, opatulając szyję szalikiem i zadzierając głowę do góry, odczytując napis na szyldzie. Jej nastrój był koszmarny, bo dawno w sumie nie była na nogach o tak wczesnej porze – trudno było ją nazwać typem skowronka, który zrywa się wraz z pierwszymi promieniami porannego słońca. Właściwie to sową też nie była – Nara kładła się spać z kurami i wstawała stosunkowo późno; jej ojciec zawsze powiadał, że jak głowa ma dobrze pracować, to trzeba być wyspanym, a co jak co, ale Shi ojca szanuje i stosuje się do jego zaleceń. Z tego względu właśnie nie za często można ją było oglądać o poranku poza ciepłą pierzynką – taka genialna maszyna jak jej mózg potrzebowała czasu na regenerację!
Pchnęła drzwi, przerywając ciszę panującą w lokalu dźwiękiem dzwoneczków, które informowały właściciela o przybyciu klienta – uniosła brew nieznacznie ku górze, w duchu dziękując sobie, że nie zaczęła prób odzyskania fantu od zakradania się tutaj pod osłoną nocy bez uprzedniego rekonesansu. Omiotła spojrzeniem puste pomieszczenie, zatrzymując je w końcu na psisku, które wyciągnięte było na jakimś wyleniałym kocu. Zwierzak miał chyba już swoje lata i niezbyt kwapił się do spełniania funkcji psa obronnego – rozproszyła się na moment, zapominając o celu swojej wizyty w lombardzie, i podetknęła zaspanemu futrzakowi swoją dłoń do obwąchania. Jeśli bestia nie zdecydowała się użreć ją w nadgarstek i dalej kontynuowała swoją leniwą drzemkę, to przejechała łapskiem po jego pokrytym posiwiałą sierścią łbie w przypływie dość szorstkiej czułości.
Oczywiście tej cholernej wazy nigdzie nie było widać – zaklęła w duchu dość szpetnie, ale szczerze mówiąc, to w sumie właśnie tego się spodziewała. W życiu przecież nie może być tak pięknie, że przyjdzie, przywita się, kupi i wyjdzie. Czasem miała wrażenie, że im bardziej chce mieć tylko i wyłącznie święty spokój, tym częściej wszystko się komplikuje. Spojrzała na śpiącego zwierzaka, zazdroszcząc mu bezstresowego trybu życia. Chętnie zamieniłaby się z nim miejscami. Pieskie życie.
Początkowo nawet nie zauważyła pojawienia się mężczyzny, zbyt zajęta użalaniem się nad sobą – drgnęła na dźwięk jego głosu, by wyprostować się z przegięcia nad psim legowiskiem i obrócić w jego stronę.

- Dzień dobry – odezwała się wreszcie, kiwając mu głową niedbale, ale w miarę kulturalnie – Dzisiaj na szczęście nie zastawiam, ale kupuję. Niedługo wracam do rodzinnej prowincji i szukam jakiegoś prezentu dla mojej mateczki. Mama zbiera różne bibeloty, jakieś zdobione naczynia, kubeczki i wazoniki, to pomyślałam, że tu znajdę coś wyjątkowego. Na targu wszystko na jedną modłę sprzedają, zwykła masówka. Ma pan może coś ładnego?
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 284
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 28 lis 2018, o 20:57

Misja rangi D
Shikatsu
13/15


Przygoda Shikatsu mogła skończyć się bardzo nieszczęśliwie. Jej łapka mogła zostać pożarta lub przynajmniej boleśnie pogryziona, a i kto wie, czy nie trafiłoby się jakieś zakażenie. Tym razem jednak miała szczęście albo po prostu wyczucie. A może to wyczucie miała psina, która nie wyłapała u napotkanej osoby złych intencji? Może dostrzegła w ciemnowłosej panience dobroduszną osobę o ciepłym serduszku, która niosła pomoc potrzebującym? Choć mogło to brzmieć nieco śmiesznie, to coś jednak w tym musiało być. W końcu dziewczyna zdecydowała się zająć problemem i to tak o wczesnej porze bez pewności, że otrzyma za to jakąkolwiek zapłatę.
Pies wyciągnął szyję do góry, by ułatwić głaskanie. Powąchał wcześniej rączkę Shi, merdnął raz ogonem i w sumie to tyle. Był zadowolony, ale było to umiarkowane zadowolenie. Nie miał w sobie typowego dla większości młodszych psów wigoru i entuzjazmu.
- Tak się składa, że mam akurat zestawik małych filiżaneczek - mężczyzna odpowiedział później na zadane pytanie, niedbale wskazując na półeczkę po jego prawicy. Było tu wiele najróżniejszych rzeczy, a jedną z nich były właśnie cztery zdobione, ładne filiżanki, które stojąc jedna obok drugiej przedstawiały jeden większy obrazek. Przedstawiał on oprószony śniegiem, leśny krajobraz, który wspólnie przemierzała para - jelonek oraz sarenka. Malunek był naprawdę bardzo dobrze wykonany, a przy tym nie brakowało mu uroku.
Przez twarz mężczyzny przemknął drobny uśmieszek, kiedy przeniósł spojrzenie ponowne na Narę. Och, chyba kanony piękna były całkiem uniwersalne na kontynencie i Shikatsu podobała się panom nie tylko w Midori.
- Jedna taka paniusia zostawiła je z miesiąc temu, a miała po nie wrócić na następny dzień. Leżą tu i tylko zajmują miejsce, więc chciwy nie będę. Myślę, że jakoś się dogada...
I wtedy spokojną sielankę przerwało głośne stuknięcie. Coś uderzyło w okno, ale nie było raczej niesamowicie duże lub rozpędzone, bo szyba nie została przebita. Pojawiła się jednak na niej pajęczynka.
Ospały pies nieco się ożywił, zerwał się na cztery łapy i szczeknął kilka razy. Jego właściciel natomiast natychmiast zerwał się pędem do przodu i wybiegł na ulicę.
- Wy skurwiele! - wydarł się i pobiegł gdzieś wzdłuż uliczki za nieznanym wandalem.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2571
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 29 lis 2018, o 21:09

Porcelana była rzeczywiście śliczniutka, przypominała jej o rodzinnych stronach i szczerze mówiąc, to jakby tu nie była w cudzych interesach, to pewnie sama by chętnie się w takie zaopatrzyła. Jelenie w końcu były dumą jej prowincji – aż w duchu poczuła krótkie ukłucie tęsknoty za rodzinnym Midori. W sumie ile to już czasu minęło, od kiedy przybyła do Soso?
Nara pokręciła głową, szybko tracąc zainteresowanie proponowanym jej towarem – jej wzrok przyciągały bibeloty rozstawione na sklepowych półkach, nigdzie nie widziała jednak tego, co zastawił ojciec Ayako.
- Bardzo piękne, ale nie ma pan czegoś innego? Wyglądają jak produkowane w naszych stronach, mama ma już-... - urwała, skołowana łoskotem, który przerwał jej w pół słowa. Obejrzała się przez ramię na pajęczynę w szybie, dość wybita z rytmu nagłym zdarzeniem, ale wzruszyła ramionami, zgadując, że pajęczyna na szybie jest efektem uderzenia kopniętej przez jakiegoś szczyla piłki czy innej dziecięcej zabawy. No cóż, pana kierownika będzie czekało małe łatanko.
Właściciel jednak najwyraźniej zdecydował się nie odpuszczać urwisom - może zdarzało się to częściej? Shikatsu cofnęła się krok do tyłu, zaskoczona nagłym wybiegnięciem mężczyzny, i zerknęła pytająco na psa, jakby oczekując od niego wyjaśnień. Cholera jasna, czy los robił sobie z niej jakieś żarty? Dopiero co zdecydowała podążać ścieżką prawości, a tu nagle szanowny pan przedsiębiorca zostawia ją samą ze swoim interesem, najwyraźniej ufając jej, że nie zacznie wynosić garściami jego drogocennego dobytku. Pospiesznie wychyliła się ukradkowo za drzwi, chcąc sprawdzić, czy szef oddalił się dalej niż na odległość kilku metrów. Jeśli stał zaraz za drzwiami – cóż pozostało zrobić, uśmiechnęła się do niego bezradnie i cofnęła się do środka, szykując się do dalszych negocjacji.
Jeśli mężczyzny nie było w polu widzenia dziewczyny – przymknęła drzwi wejściowe do lombardu, wypuszczając ciężko powietrze przez zęby i zerkając krótko przez ramię na drzwi, które prowadziły na zaplecze interesu. Kompas moralny i zdrowy rozsądek podpowiadał jej, by cierpliwie zaczekać na powrót pana lombardziarza Z drugiej strony miała taką sposobność! To było takie proste! Tak proste, że aż podejrzane – Shi miała wrażenie, że ktoś robi sobie na niej jakieś dziwne eksperymenty, chcąc zbadać, czy łyknie haczyk, zapominając o swojej zwykłej przezorności.
- Dobry piesek… Śpij sobie, ja tu tylko zerknę… - zacisnęła przez rękaw kurtki dłoń na klamce od zaplecza i wysiliła się na jak najbardziej spokojny i łagodny ton głosu, nie chcąc alarmować psiego staruszka. Łudziła się, że jeśli nie da po sobie znaków zdenerwowania, to może pies uzna, że nie robi nic złego i będzie kontynuował słodką drzemkę – Dobry piesek, piękny piesek…
Jeśli zwierzak nie zaatakował jej ani nie podniósł zbędnego rabanu – otworzyła drzwi powoli i ostrożnie, by zajrzeć do środka, rozglądając się za czymkolwiek, co pasowało do opisu Ayako. Z nerwów zaschło jej w gardle.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 284
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 30 lis 2018, o 20:13

Misja rangi D
Shikatsu
15/15


To okazja czyni złodzieja, nieprawdaż?
Nie można było zarzucić jej dobrych intencji, bo przecież próbowała w legalny sposób odzyskać wazę, no ale wyszło jak wyszło. Rozeźlony Ichiya nie skończył swojego sprintu na paru metrach, tylko pobiegł gdzieś dalej wgłąb uliczki i zniknął za rogiem jakiegoś budynku. Może przesadnie zareagował, a może z tajemniczym wandalem miał już na pieńku.
Jeżeli Nara omiotła wnętrze pomieszczenia raz jeszcze i tym razem nie skupiła się na bibelotach leżących na półeczkach, to mogła dostrzec na innym oknie dwie pajęczynki podobne do tej, która powstała chwilę temu.
Co do poczciwego, czworonożnego staruszka, to ten nie był aż tak skrajnie obojętny na wydarzenia dziejące się dookoła. Przeczłapał się w stronę otwartych drzwi wejściowych i stanął w ich progu. Szczeknął kilka razy za swoim panem, który był już kilka jeśli nie kilkanaście metrów dalej. W psim języku jego komenda oznaczała mniej więcej tyle, co dorwij dziada.
Zaabsorbowany pościgiem piesek nie zwracał większej uwagi na Shikatsu, więc ta mogła teraz po cichutku wejść na zaplecze i sprawdzić, jakie skarby się tam kryją.
Pomieszczenie nie było duże. Ot, kanciapka z jednym okienkiem, dwoma krzesełkami przy małym stoliczku oraz z paroma półeczkami i kuferkami. Na stoliku leżały rozłożone karty do gry. Jeśli Shikatsu zwróciła na nie uwagę i znała zasady (bo tatko przecież grywał), to jej przegenialny umysł mógł szybko rozpoznać, że coś z tymi kartami jest nie tak. Drugi rzut oka wystarczał do stwierdzenia, że kilka figur w talii jest w większej ilości niż reguły nakazują.
To jednak nie karty były tutaj istotne, ponieważ ciemnowłosa bohaterka szukała konkretnego skarbu. Na tutejszych półkach tak samo jak i w głównym pomieszczeniu znajdowały się najróżniejsze przedmioty, ale wiele z nich tutaj było bardzo osobistych. Jakiś stary medalion, para obrączek (ach, ciekawe, jaką niosła za sobą historię), portret całej rodziny... Był też zawieszony na wieszaczku czarny niczym noc płaszcz, który wydawał się być skrzydłami nietoperza. A tuż obok tego płaszczyku leża biała jak świeżutki śnieg waza. Istne dzieło sztuki. Ręcznie namalowane na niej różnokolorowe motyle sprawiały wrażenie, jakby miały zaraz odfrunąć.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2571
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 5 gru 2018, o 19:56

Kochane psisko - poleciało kibicować swojemu panu i przy okazji pozwoliło Narze samotnie eksplorować lokal. Shi domknęła drzwiczki od kanciapy za sobą pospiesznie, ale uważając też, by nie zrobić przy tym zbędnego rabanu. Nie chciała przecież, by piesek przypomniał sobie o jej obecności. Teraz wreszcie mogła rozejrzeć się po pomieszczeniu, usiłując wśród różnorakiego dobra jak najszybciej wypatrzeć wazę świętej pamięci mamusi blondyny.
- Skurwiel - wysyczała pod nosem, pierwsze co dostrzegając rozłożoną na drewnianym blacie talię. Dziewczyna grywała czasem z ojcem, nie pasjami, ale wystarczająco często, by wiedziała z czym to się je. Nie trzeba było być jakimś królem szulerki, by dostrzec, że szanowny pan lombardziarz nie grał do końca fair, uzupełniając talię o dodatkowe figury.
Opanowaną, spokojną, z natury cierpliwą Shi krew zalała - pieprzony skurczysyn, chciała elegancko przyjść, zapłacić i odejść, nie robiąc problemów ani sobie, ani panu biznesmenowi, który też przecież próbuje wiązać koniec z końcem, a tu cholernik zostawia jej taką niespodziankę? W takim razie i jej nie obowiązywały już zasady tej idiotycznej gierki.
Zacisnęła wargi w wąską linię, odszukując na półkach lombardu pospiesznie coś, co pasowało do opisu - rodzinne bibeloty i ich historia nie interesowały jej w ogóle. Śnieżnobiała waza rzucała się w oczy pomiędzy bardziej lub mniej wartościowymi bzdetami, które spieniężyć musieli jacyś nieszczęśnicy. Chwyciła ją ostrożnie i przycisnęła do siebie - nie chciała przecież zbierać zaraz stłuczonej porcelany.
Okienko wydawało się być jedyną drogą odwrotu. Shi nie musiała być geniuszem (mimo tego, że niewątpliwie nim była), by zrozumieć, że zaszła już za daleko, by moc po prostu wymaszerować sobie głównym wejściem i prawdopodobnie od razu wpaść na rozjuszonego lombardziarza. Odblokowała okiennicę jedną ręką – operacja przepchnięcia przez okno własnego tyłka nie wydawała się szczególnie skomplikowana, chociaż zdecydowanie dobrze by było, gdyby delikatny łup nie wymsknął się teraz z jej dłoni i nie wylądował na twardym gruncie. Szybkim szarpnięciem zerwała z wieszaka płaszcz, by owinąć nim szczelnie naczynie – przynajmniej mniej rzucało się teraz w oczy, a przy okazji zawiniątko służyło za jakąkolwiek amortyzację.
Zawahała się na moment, gdy gotowa już była do zakończenia operacji opuszczania kantorka oknem – klnąc pod nosem na samą siebie wyciągnęła jednak pieniądze Ayako z kieszeni i odłożyła mniej więcej połowę na półkę tam, gdzie wcześniej była waza. Mocniej przycisnęła opakowany łup do piersi, marszcząc brwi i gramoląc się na stół tak, by ułatwić sobie wydrapanie się przez okno i, przy okazji, zabłocić buciorami i strącić na podłogę karty tego zasranego gnojka. Niech skombinuje sobie nową talię. Sprawdziła, czy akurat nikt nie idzie – jeśli tak, odczekała moment. Jeśli do drzwi zaczął dobijać się właściciel, to nie czekała.
Jeśli udało jej się bez szwanku opuścić kantorek - zanim lombardziarz zorientował się, że coś jest nie halo, a na ulicy nie było świadków – pewnym, ale dość pospiesznym krokiem ruszyła ulicą z czarnym pakunkiem, patrząc prosto przed siebie. Byle dojść do tej herbaciarni.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 284
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 6 gru 2018, o 19:26

Misja rangi D
Shikatsu
17/15


Przyglądając się poczynaniom nastoletniej Nary, trudno było nie wyciągnąć wniosku, że to bogowie zebrali się i wspólnie poddali dziewczynę testowi, by ustalić, czy jej szlachetność to sama prawda, czy jedynie zmyłka i dobre aktorstwo. Biedni, zawiedli się pewnie i kręcili z niedowierzaniem głowami, kiedy ta wkradła się do kanciapy lombardziarza.
Okienko nie było wielkie, ale Shi bez większych problemów dała radę zmieścić w nim swój tyłek. Miała też te minimum finezji, dzięki której udało się uniknąć potłuczenia cennego, porcelanowego skarbu. Na całe szczęście nikt nie przyłapał jej, kiedy tak wymykała się z lokalu. No, przy całym tym przedsięwzięciu pies jedynie raz szczeknął, ale to już dobrą chwilę temu, kiedy dziewczyna zamknęła za sobą drzwi do zaplecza.
Można byłoby powiedzieć, że bogowie jej wciąż sprzyjali, bo okienko wyprowadziło ją na boczną, nieuczęszczaną uliczkę, no ale przecież nie zmieniło ono magicznie swojego położenia i znajdowało się w tym miejscu od wielu lat. Tak czy inaczej, złodziejka z wybielonym sumieniem mogła teraz skupić się na oddaleniu od miejsca zbrodni i ruszeniu na spotkanie ze swoją zleceniodawczynią.
Obejmując wazę zwiniętą w czarny jak noc płaszcz, Nara mogła wyczuć, że w kieszeniach wierzchniego odzienia coś się znajduje. To coś było chyba ciężkie, metalowe, a do tego posiadały kształt, który już coś jej przypominał, ale nie do końca.
Droga, choć na pozór spokojna, mogła być niezwykle stresująca. Każde spojrzenie przypadkowo mijanej osoby na ulicy wydawało się znacznie bardziej przeszywające niż normalnie. Strażnicy, którzy przechadzali się nieopodal, zamiast wzbudzać poczucie bezpieczeństwa rodzili niepokój i obawę.
Dopiero żywiczny zapach sosny ukoił nerwy.
Shikatsu dotarła do specyficznej herbaciarni, która na ten moment nie była tak obfita w gości jak wczorajszym popołudniem. Ach, no tak! Przecież godzina wciąż była wczesna, ale w całym tym zamieszaniu i stresie związanym z wkroczeniem w świat przestępczy błyskotliwa Nara doznała drobnego zaciemnienia. Zapomniała, że ustaliła z Ayako spotkanie o tej samej porze co ubiegłego dnia.***Minęło kilka długich, nudnych godzin. Jeżeli Shi nic nie zamawiała przez ten czas, prędzej lub później mogła ściągnąć na siebie niemiłe spojrzenia przechodzących obok kelnerek. Była też duża szansa na pojawienie się bardziej bezpośrednich sugestii dotyczących skorzystania z usług lokalu. Okres bezczynności był też okazją do sprawdzenia, jakie skarby były ukryte w płaszczu nietoperka.
Perypetie podczas oczekiwań nie były jednak istotne tak jak to, że blond znajoma Hisako zjawiła się w Sosence o właściwej porze. Szybko zlokalizowała położenie zaradnej złodziejki i dosiadła się do stolika po przeciwnej stronie.
- Cześć! I jak poszło? - spytała od razu, nie mogąc już dłużej czekać z informacją w sprawie, która była dla niej bardziej istotna niż cokolwiek innego na świecie.


[zt Shikatsu]
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2571
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 17 lut 2019, o 18:02

Obrazek
Misja rangi D
Inoyū i Shikatsu
4/22


Inuju i Shikatatsu, mimo dość mocnej prokrastynacji w codziennych obowiązkach, nie miały w zwyczaju odkładać na później okazji do zarobienia pieniędzy. Treningi, sprzątanie, czy inne zwyczajne prace zawsze mogły sobie poczekać, ale po monetę warto było się schylić i uprzedzić pozostałych.
Było późne popołudnie. Słońce już dawno opuściło swój najwyższy punkt i wisiało gdzieś bardziej z boku, przez co nie grzało tak mocno. Dzięki dość gęstej zabudowie po ulicach stolicy krzątał się jedynie nieśmiały wiaterek, do którego mieszkańcy byli jak najbardziej przyzwyczajeni. Życie w wiosce, choć od miesięcy związane z pewnym niepokojem, przebiegało tego dnia zupełnie rutynowo.
Dwie młode melodie przyszłości świata shinobi ospale włóczyły się przez kolejne uliczki Saimin, dążąc do celu znanego tylko Yamanace. Podwykonawczyni z Prastarego Lasu zupełnie poddała się kierownictwu swojej koleżanki, bo zadanie to przecież zadanie, nieprawdaż?
Tym właśnie sposobem Shikatsu zupełnie nieświadomie pchała się do paszczy lwa, a raczej do miejsca swojej małej zbrodni. Ślimacza podróż przywiodła obie bohaterki do obszaru, który Nara najprawdopodobniej omijała szerokim łukiem. Skrzyżowanie tych dwóch konkretnych uliczek. I ten lombard na rogu skrzyżowania.
Shichiya u Ichiya nie była lokalem, obok którego dziewczyny tylko przechodziły. Oj nie, to był punkt, do którego zmierzały. A raczej Inoyū zmierzała, ponieważ Shi, pod wpływem wewnętrznego alarmu, mogła przyhamować swój i tak wolny już chód. Nawet jeżeli między wspólniczkami nie nawiązał się żaden dialog, to Nara i tak powinna zdołać wydedukować, dokąd konkretnie zmierza białowłosa.
Jeżeli panienka na obczyźnie zachowała w obecnej sytuacji choćby trochę trzeźwego myślenia, to jej ostry jak brzytwa umysł mógł zarejestrować pewien fakt. Witryny frontowej elewacji budynku były w innym stanie niż podczas jej dawnego złodziejskiego uczynku. Ta, na której kiedyś dopatrzyła się pajęczynki, teraz była nowa, całkiem świeżo wstawiona. Druga miała się jednak znacznie gorzej - okno było zabite w poprzek pojedynczą deską, spod której można było dostrzec wiele pęknięć na szkle.
W pewnym momencie w środku lokalu pies zaszczekał dwa razy, ale nie sposób ocenić z jakiego powodu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2571
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 18 lut 2019, o 23:02

Shikatsu dobry moment zajęło zrozumienie, gdzie prowadzi ta droga. Nie znała na tyle dobrze ulic Saimin, by przypomnieć sobie okoliczności, w jakich ostatnio tędy szła; tym bardziej, że nie rozglądała się zbytnio na boki - szła po prostu potulnie u boku bardziej obeznanej w tutejszej topografii Yamanaki, dając się jej prowadzić jak cielę, zupełnie nie spodziewając się, że stąpa właśnie po bardzo kruchym lodzie.
Była w sumie w dość pogodnym nastroju - zabawiała Inoyu jakąś niezobowiązującą pogawędką o sprawach lekkich i przyjemnych, lekko idąc ulicą przed siebie. Znała tę okolicę dość mgliście - z każdym jednak krokiem bliżej celu ich wędrówki zaczynał jej jednak podskórnie towarzyszyć jakiś irracjonalny niepokój. Machnęła jednak ręką na te głupie uczucia i przeczucia - dyrdymały.
Dopiero gdy dostrzegła w sporej odległości przed sobą szyld lombardu, który, niestety, miała okazję już odwiedzić, zwolniła kroku odrobinę, czując, jak zaczynają pocić jej się plecy. No nie. Nie, nie, nie. Wiedziała, że z jej pobytu w Soso nigdy nie mogło wyniknąć nic dobrego.
- Idziemy tam? - zapytała Inoyu podejrzanie skrzekliwie i skrzywiła się, słysząc, jak głos dziwnie jej się załamał. Odwróciła głowę w stronę przeciwną do lokalu jakby od niechcenia, starając się nie dopuścić do tego, by ktoś, nie daj boże, mógł dopatrzeć się jej twarzy.
Podobno podstawowym błędem wszystkich przestępców jest powrót na miejsce zbrodni - Shi niechcący dała się wprowadzić w pułapkę jak ostatni jeleń. Spojrzała na Inoyu nieufnie, zatrzymując się jak zmrożona w pół kroku. Co jak to spisek? Może ten cholerny lombardziarz jakimś cudem dowiedział się, gdzie mieszka złodziej, a Inoyu, jak zwykle łasa na kasę, zgodziła się wydać Shi lokalnym władzom za drobną opłatą? Albo, co gorsza, miał tu się dokonać jakiś samosąd? Czy Inoyu wbiłaby jej tak bezdusznie nóż w plecy? Czy ją wsypała? Czy mogła jej teraz ufać?
- ...Wiesz co, poczekam tu na ciebie. Mam uczulenie na psy - wysyczała przez zaciśnięte zęby, przyglądając się kapłance bacznie i przy tym, z perspektywy albinoski, zapewne dziwnie wrogo. Drgnęła nieznacznie na odgłos szczeknięcia tego kundla, ale wyraz jej twarzy pozostał zacięty.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 284
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Inoyū » 22 lut 2019, o 00:06

Inoyū, chociaż to ona w tym duecie była tą tutejszą, w drodze do miejsca docelowego zdążyła już kilka razy poobłazić ten sam budynek, który wydawał jej się być cholernie podobny do innego budynku wyznaczającego dobry trop w poszukiwaniu wąskiej uliczki prowadzącej do lombardu, po czym – myśląc, że już wie, którędy powinna tam dojść – skręcić w nieodpowiednie przesmyki. Do swoich błędów się, oczywiście, nie przyznała. Przez całą, ostatecznie dość chaotyczną, wędrówkę, jedynie przytakiwała od niechcenia w reakcji na te wszystkie smalltalkowe bzdeciki płynące wartkim strumieniem z ust jej najdroższej koleżanki; nie zapuszczała się w te rejony zbyt często, więc wesołe bełkotanie Shikatsu jedynie pogłębiało jej dezorientację.
To jakiś cud, że w końcu udało im się dotrzeć do celu. Nie obyło się, co prawda, bez podpytywania przechodniów i panicznego zerkania na świstek z wypisanym adresem, ale... ale liczy się efekt końcowy. A efekt końcowy był taki, że wreszcie dotarły na miejsce.
Miała nadzieję, że uda im się załatwić to wszystko szybko, sprawnie i z możliwie jak najmniejszym wykorzystaniem ich dość niskich pokładów energii. Ot, ubzdurała sobie, że po prostu przyjdą, spytają, w czym jest problem, a potem – jakże utopijnie, jakże ułudnie – ten problem rozwiążą. Zamarzyła sobie, że wykonają przydzielone im zadanie na tyle zgrabnie, że przed wieczorem jeszcze zdążą wrócić do domu. Poodpoczywają sobie przed jutrzejszym dniem. Może coś sobie – mniej lub bardziej pożytecznego – porobią.
Słysząc łamiący się głos Shikatsu wiedziała już, że nie będzie łatwo, nie będzie przyjemnie, ale, co najważniejsze – nie będzie też szybko. Wizja bezcelowego leżakowania na kilku mięciutkich poduszkach oddalała się w tempie wręcz błyskawicznym, a nastrój Yamanaki, aż do tego momentu całkiem pogodny, powolutku zaczął się psuć. Póki co – delikatnie.
A, nie mówiłam ci? — spytała dość lekkim tonem, zerkając z ukosa Narę, której krok zaczął podejrzanie zwalniać, a jej mina – rzednąć. Im bliżej były lombardu, tym Nara zdawała się poruszać coraz wolniej, aż w końcu całkowicie się zatrzymała; wraz z nią zatrzymała się też Inoyū, która obróciła się w jej stronę, łudząc się, że ta w końcu się opamięta i łaskawie przestanie bojkotować jej całkiem łatwy i przyjemny sposób na zarobienie pieniążków.
Chyba żartujesz. Od kiedy? — parsknęła z rozdrażnieniem, po czym machnęła na nią łapskiem — Nie wyglądałaś na umierającą, gdy ostatnio tarmosiłaś pieski, ale niech ci będzie. Twoja sprawa — wzruszyła lekko ramionami i, raczej nie mając zamiaru biednej, uczulonej na pieski Shi do niczego przekonywać, odwróciła się na pięcie, by odmaszerować w kierunku lombardu. Nie poświęciła zbyt dużo czasu na jakieś pogłębione oględziny budynku; lokum, owszem, wyglądało na dość sponiewierane, ale czy można się dziwić? W końcu są w nim – czasem – niemałe pieniądze, więc i łasych na szybki zarobek jest niemało.
Wślizgnęła się szybciutko do środka. Odszukawszy wzrokiem właściciela, podeszła nieco bliżej lady. W przypadku, gdyby właściciel był czymś niezmiernie zajęty, to kaszlnęła sobie donośnie, coby zwrócić na siebie uwagę.
Dzień dobry, jestem córką Yamanaka Miyu. Dzisiaj w okolicach południa dostałam od pana list i udało mi się znaleźć kilka chwil na zajęcie się pana problemem. Pomoże mi w tym znajoma, która czeka na zewnątrz, bo — zawiesiła głos na krótki moment, wbijając półprzytomne spojrzenie w rozszczekanego pieska — ma uczulenie na psy. Gryzie? — pochyliła się nad nim delikatnie. Wcisnęła dłonie głębiej w kieszenie, walcząc z chęcią bezlitosnego wytarmoszenia jego sierści.
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 288
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 22 lut 2019, o 18:51

Obrazek
Misja rangi D
Inoyū i Shikatsu
7/22


Nie licząc dwóch sław, okolica aktualnie była pusta. Jedna z uliczek, tworząca skrzyżowanie przy lombardzie, o tej porze dnia nie była uczęszczana przez tłumy, natomiast ruch na drugiej był niemalże zerowy, jako że ta kilkadziesiąt metrów dalej kończyła się ślepym zaułkiem. Drobna scenka, która rozegrała się między dziewczynami, była pozbawiona więc świadków.
Rozeszły się, a Shikatsu pozostała na zewnątrz lokalu, z którym wiązała niekoniecznie najlepsze wspomnienia. Na skrzyżowaniu była tylko ona i jej mdłe, nieco zakrzywione przez liczne stłuczenia na szkle, odbicie w witrynie lombardu.
Biała Wiedźma weszła do środka budynku na rogu skrzyżowania, a z jej nadejściem rozbrzmiał wysoki, charakterystyczny dźwięk malutkich dzwoneczków ulokowanych tuż przy drzwiach. Pierwszym gospodarzem, który ujrzał przybyszkę, był duży pies o brązowej sierści, wyglądający na całkiem wiekowego. Podniósł ospale łeb znad miski, z której właśnie jadł, a potem zaszczekał raz.
- No przecież idę - odezwał się właściciel, wychodzący właśnie z zaplecza. Był to mężczyzna w średnim wieku, troszeczkę grubawy, z wyłysiałym czubkiem głowy i poprawnie przystrzyżonym wąsem. Ustawił się za ladą i skinął głową na powitanie dziewczyny. Nie odezwał się, ponieważ ta od razu przeszła do przedstawienia się i wyznania celu swojego wizyty.
- No, no, nie wiedziałem, że Miyu ma taką ładną córkę - odparł, a pod zadbanym wąsikiem pojawił się na moment lekki uśmiech.
- On? Gryzie? Taaa, może w ubiegłym dziesięcioleciu. Teraz ciężko mu się z koca podnieść, a co dopiero za kimś uganiać. Średni z niego stróż, ale co z nim zrobić... Od szczeniaka go mam, przywiązany jestem - oznajmił, spoglądając na swoją podstarzałą pociechę, która wróciła do konsumpcji posiłku. Westchnął bardzo ciężko, a potem wrócił spojrzeniem do albinoski.
- No dobrze, to może do rzeczy, skoro zdecydowałaś się mi pomóc. Sprawa wygląda tak, że od jakiegoś czasu nękają mnie wandale. Czasem rzadziej, czasem częściej, ostatnio to w sumie częściej. Zaczęli od rzucania kamieniami w okna, ale ostatnio zaczęli je nawet wybijać. Dwa razy włamali mi się do lokalu! Pierwszy raz w biały dzień. Jakaś dziewucha wtedy zrobiła rekonesans po moim zapleczu. Ale ostatnio, w zeszłym tygodniu w sensie, włamali się w nocy i ogołocili mnie z kilku cenniejszych rzeczy. Dwa dni temu wybili mi okno, też w nocy. Na samym początku, jak szkody były nieduże, potrafił mi ktoś czymś w okno rzucić, a potem zwiać. Jak uprosiłem u straży częstsze patrole, to zaczęli działać po zmroku. A straż nieporadna jest. Co lepszych ze służb to gdzieś na posterunki porozrzucali, bo cholerna wojna, a w wiosce to chyba same fajtłapy zostały. A tą bandyterkę na gorącym uczynku złapać trzeba, żeby był dowód no i żeby w ogóle było wiadomo, kto to.
Westchnął raz jeszcze, jeszcze ciężej niż poprzednio.
- Potrzebuję kogoś, kto mi przypilnuje w nocy lombardu. I poczeka, aż ktoś znowu zechce mi naszkodzić. Pies to jednak marny stróż, a ja to sobie rady nie dam. Razy w biały dzień, jak ruszyłem uliczką, gdy mi jakiś skurczysyn kamieniem w okno rzucił, to po chwili biegu serce mi do gardła skoczyło. Także no, potrzeba mi kogoś zaufanego, kto przypilnuje lombardu przez noc. Zapłacę za dorwanie tych gnojów. A jak dana noc minie spokojnie, to też jakimś groszem rzucę, żeby nie było, że jesteście ze wspólniczką stratne. Odpowiada taki układ? - zapytał z nadzieją w głosie, kręcąc krótkim wąsem między placami.
- A co do psa, to najwyżej go do domu wezmę na najbliższe dni, skoro znajoma nie można z sierściuchami obcować - dodał chwilę później, gdy tylko przypominał sobie o wcześniej wspominanym fakcie.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2571
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości