Gdzieś w mieście

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 18 sie 2018, o 14:37

Nie zdążyła nawet mu podziękować - narzeczony dziewczyny tak szybko pognał w stronę szpitala. Szczerze mówiąc, Shikatsu nawet nie spodziewała się zapłaty - najwyraźniej jednak odrobina bezinteresownej dobrej woli opłaciła się, a przyszły małżonek Hideko-Hisako był osobą na tyle dobrze sytuowaną, by uznać za stosowne odwdzięczenie się im w ten sposób za okazaną pomoc. No, teraz przynajmniej mogła być spokojna, bo facet wydawał się na tyle przyzwoitym człekiem, że chyba nie poleciał w podskokach do szpitala by poinformować swoją lubą, że zrywa zaręczyny - kącik ust drgnął jej ku górze lekko, gdy odprowadziła spojrzeniem pośpiesznie oddalającego się jegomościa. Szkoda w sumie, że nie zdążyła się wprosić na ich wesele.
- No to chyba to będzie na tyle – obróciła się wreszcie w stronę Inoyu, by niezbyt elegancko zwilżyć palce własną śliną i przeliczyć pieniądze z wprawą krupiera. Przez chwilę kusiło ją, by odłożyć sobie ciut więcej niż wydzieliła swojej koleżance – wreszcie jednak zdecydowała się zachować przyzwoicie i wyciągnąć w jej stronę dłoń z równą połową wynagrodzenia za fatygę – Nie do końca tego chciałyśmy, ale w sumie dobre i to, nie? Więcej niż zrobiłabyś przez kilka dni na tych swoich rupieciach.
Wsunęła kasę w swoją pustawą sakiewkę, by wcisnąć dłonie w kieszenie i, zachęcając Inoyu do dołączenia do niej niedbałym gestem ramienia, ruszyła ulicą, nie chcąc już tak sterczeć jak cielę pod domem obcego faceta. Dobry uczynek i odrobina grosza poprawiły jej na tyle humor, że nauczyła się ignorować dziwną atmosferę Soso – pogodnie pogwizdując pod nosem dreptała lekkim krokiem, aktualnie nie przejmując się praktycznie niczym. Zasługiwała na wypoczynek – wraz z Yamanaką kierowały się więc do ich obecnej bazy, gdzie każda mogła zająć się w końcu sobą i ignorować drugą przez resztę dnia. Idealny plan na wieczór.
Jedna rzecz nie dawała jej jednak spokoju od jakiegoś czasu i nie pozwalała w pełni oddać się celebrowaniu dzisiejszych sukcesów – kątem oka zerknęła na swoją towarzyszkę, otwierając usta z cieniem zawahania. Inoyu zadawała dzisiaj od cholery dziwnych pytań – a Shikatsu nie znosiła nie mieć na coś racjonalnej odpowiedzi.
- Tam przy bramie – zaczepiła w końcu albinoskę, ściągając z grzbietu kurtkę i przerzucając ją przez ramię. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęło się robić tutaj tak ciepło – wydawałaś się pewna, że to nie była jakaś mistyczna siła, ale człowiek. Nawet jeśli gadałaś o klątwach.
Nie była w sumie do końca nawet pewna do czego dąży, zaczynając ten temat – przez całą drogę zerkała na albinoskę uważnie, licząc na to, że chociaż trochę pozwoli jej zrozumieć, co tu się dzieje. A dzieje się wiele rzeczy, które nie wiedziała, jak interpretować.


z/t obie -> Dom Inoyu
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 4 paź 2018, o 14:20

Inaczej wyobrażała sobie życie shinobi - ostatnimi czasy czuła się bardziej jak domokrążca niż groźna kunoichi. Po odejściu pary chwilę zajęło im ogarnięcie świątyni przed opuszczeniem jej, by nikt niepowołany nie zbezcześcił tutejszych świętości – a dokładniej to Inoyu zajęła się oporządzaniem przybytku. Shi, biorąc sobie do serca wcześniejszy zakaz dotykania czegokolwiek, oczywiście pomogła jej, ale na odległość, usadawiając się na jednym ze schodków i obserwując mozolna pracę Yamanaki, oferując jej wsparcie emocjonalne z bezpiecznego dystansu. Potem, nie marnując już więcej cennego czasu, osobliwy duecik udał się we wskazane przez Hisako okolice.
Odnajdując charakterystyczny dom, który obrośnięty był malowniczo bujną roślinnością, Shi aż gwizdnęła z uznaniem. Wpojono jej od dziecka szacunek dla natury – nawet jeśli dziko rosnący las bardziej trafiał do jej poczuci estetyki niż wypielęgnowany ogródek przed okazałą posiadłością.
- Wyobrażasz sobie, ile pielęgnowanie całego tego zielska zajmuje czasu? – mruknęła do Inoyu, dość bezpardonowo wkraczając na czyjaś prywatną posesję. Optymistycznie zakładała, że nasza psychopatka nie postanowi ich zamordować zanim jej wyjaśnią o co tu właściwie chodzi i nie ujawnią swoich powiązań z parą – pewnie doczłapała więc do drzwi i, nie czekając na potencjalne wąty Inoyu, zastukała pięścią w drzwi budynku, by zaraz potem odsunąć się na bok subtelnie, opierając plecy o zimną ścianę i robiąc miejsce dla Yamanaki. Inoyu uwielbiała dzielić się ze światem swoimi wielce ważnymi opiniami, z tego względu Shikatsu uznała bardzo rozsądnie, że na pewno robi jej przysługę, pozwalając jej przejąć pałeczkę i zająć się negocjacjami. Uśmiechnęła się do albinoski wielce cieple i serdecznie – powinna jej być wdzięczna, dyplomacja to miał być w końcu jej konik. Taka była przecież mocna w gębie.
Jeśli drzwi w końcu się otworzyły i pojawił się w nich gospodarz lub gospodyni, wyciągnęła szyję z zainteresowaniem, chcąc spojrzeć w oczy niedoszłej zabójczyni. Ta jej sromotna porażka była trochę śmieszna, a trochę straszna.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Inoyū » 4 paź 2018, o 19:37

Chciała to załatwić sprawnie. Doprowadzić do końca, pozostawić bez niedomówień i kolejnych życzeń ze strony Hisako, których spełnienia nie byłyby w stanie odmówić. Dlatego też niedługo po tym, gdy pożegnała nieoczekiwanych gości i w dość prymitywny sposób zabezpieczyła świątynię przed ewentualnymi kradzieżami lub – co bardziej prawdopodobne – Hyuugami, którzy w wojennym szale zapewne mieliby chęć sprofanować święty przybytek, pośpiesznie wypruła kilka kroków przed zawzięcie nieprzydatną Narę. Prawdę powiedziawszy, nie chciała tracić czasu nawet na powiedzenie jej paru niezbyt przyjemnych słówek; nie mogła sobie pozwolić także na błądzenie po całym Saimin w przypadku, gdyby przywództwo objęła niezaznajomiona z tymi rejonami Shi. Nie miała czasu. Skoro już absolutnie to musi zrobić, to owszem, zrobi. Ale jak najmniejszym kosztem.
Narzuciła więc brunetce dość zawrotne jak na marsz tempo, instynktownie skręcając w odpowiednie ścieżki i uliczki prowadzące do dzielnicy mieszkalnej. Nadal nie do końca wiedziała, co tak naprawdę Shikatsu chciała uzyskać przez odwiedzenie tej małej zazdrośnicy w jej własnym domu. Co niby mają jej zrobić? Pobić ją? Powiedzieć jej, że postąpiła niefajnie i już więcej ma tak nie robić, bo dostanie klapsa? Każda możliwa opcja wydawała się tak absurdalna i niezręczna, że najchętniej poczekałaby sobie gdzieś, aż jej szanowna koleżanka sama to wszystko pozałatwia. W końcu tak bardzo tego chciała, prawda? To ona wyszła z inicjatywą, więc niechże to dokończy. Kretynka.
Tak, czasem bywa mocna w gębie. Mogłaby się pobawić w dyplomację, a czemu by nie. Tylko cała ta otoczka, to uparcie błękitne niebo, agresywnie palące słońce, mnogość domeczków okalająca spokojną ulicę. Te barwne kwiecie...
A zaskoczę cię i powiem, że sobie wyobrażam. Myślisz, że kto zajmuje się ogrodem przed moim domem? Duchy? – parsknęła pod nosem, z uwagą omiatając spojrzeniem bogato obrośniętą kwiatami posiadłość. Musiała przyznać, że prezentowała się dość imponująco; ilość odcieni oraz rodzajów roślinności z całą pewnością mogłaby przytłaczać niewprawne oko takiej, dla przykładu, Shikatsu, która z florą miała styczność jedynie pod postacią niezbyt przyjaznych chaszczy – Ha, nie tym razem.
Nie mogła sobie wyobrazić za to, co właściwie zrobiłaby w przypadku, gdy drzwi otworzyłaby matka podejrzanej – nie wiedziała przecież jak bardzo dobitną dyplomację będą musiały zastosować. Trochę głupio byłoby spojrzeć jej prosto w oczy tuż przed konfrontacją z kochaną córeczką mamusi.
Spojrzenie, którym obdarowała odsuwającą się gdzieś na bok Shi, było pełne niezrozumienia; w pierwszym momencie nie mogła sobie nawet uzmysłowić, że ktoś może być aż tak bezczelny, by, najpierw przymuszając wybitnie zniechęconą albinoskę do rozgrzebywania czyichś spraw, teraz jeszcze oczekiwać, że ta zajmie się całą resztą. Po raz kolejny.
Zmarszczyła brwi, zerkając na nią z nieudawaną wrogością. Fuknęła coś pod nosem bezgłośnie, po czym wbiła czubek obuwia w jej kostkę, już więcej na nią nie patrząc. Najwyraźniej jedyne, co pani Nara potrafiła, to pukać w cudze drzwi. Nic dziwnego, że jej rodzina nie ma pieniędzy, skoro to jej jedyna umiejętność!

Dzień dobry. Zastałyśmy może Saori? Mam... mamy do niej sprawę. Nic wielkiego – powiedziała na tyle beztrosko, na ile ją stać, po czym oparła nonszalancko dłoń na biodrze, wlepiając wzrok w potencjalnego rozmówcę.
O ile ktoś w ogóle jest w domu. I o ile ma zamiar te drzwi otworzyć, naturalnie.
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 283
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 5 paź 2018, o 20:50

Misja rangi D
19/22


Wskazówki dotyczące lokum podejrzanej nie zawierały konkretnych współrzędnych, wiec dziewczyny musiały chwilę przespacerować się przez odpowiedni obszar dzielnicy mieszkalnej. Nie można było jednak mówić o mozolnych poszukiwaniach, ponieważ domostwo Saori całkiem dobrze wyróżniało się na tle innych, okolicznych budynków, które były po prostu nudniejsze. Hisako się nie myliła - przed domem, od jego frontalnej strony, znajdował się bogaty, zadbany ogród, a samo domostwo również przyozdobione było najróżniejszymi roślinkami i kwiatami. Powierzchnia każdego z parapetów była w stu procentach zagospodarowana przez kolorowe kompozycji, ale nawet na samej elewacji zawieszone były mniejsze lub większe donicznymi z gatunkami roślin, których bohaterki zapewne w większości nie były nawet w stanie rozpoznać. Bardzo możliwe, że miały one do czynienia ze najbardziej kompletnym zbiorem lokalnej flory w całym Saimin.
Podział ról obył się bez większych sporów. Shikatsu wzięła na swe biedne barki fizyczną część pracy, natomiast Inoyū miała zająć się dyplomacją.
- Chwilkęęę! - dobiegł stłumiony, kobiecy głos zza drzwi.
A potem cierpliwość młodych pań została wystawiona na próbę, ponieważ ta chwila trwała naprawdę długo. Na tyle długo, że jakaś zbłąkana pszczółka zainteresowała się Narą, która najwyraźniej okazała się ciekawą odskocznią od okolicznych kwiatków.
W końcu drzwi cichutko skrzypnęły i uchyliły się, a w ich progu stanęła dziewczyna niewiele starsza od samych bohaterek. Całkiem ładna, o kobiecych kształtach, długich włosach czarnych jak noc i czarnych oczach, w których refleksy dziennego światła wydawały się podpadać pod fiolet.
Splotła ręce na wysokości klatki piersiowej, spojrzała to na jedną, to na drugą przybyłą, kiedy Yamanak wypowiadała swoją kwestię.
- No tak, dobrze trafiłyście - odparła bez entuzjazmu, a może i nawet bez życzliwości. - Trochę późno przyszłyście, ale może się wyrobicie zanim moja matka wróci. Narzędzia są w szopie za domem. Chyba wiecie, co macie robić, co? - zapytała dość niechętnym tonem, który jasno sugerował, że nie ma za bardzo chęci do instruowania pracownic. No własnie, pracownic, bo za nie uznała przybyłe dziewczyny. Chyba za bardzo nie zwróciła uwagi na to, co powiedziała do niej przed momentem Inoyū, nie?
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2568
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 6 paź 2018, o 15:37

- Nie wiem, myślałam, że zapalisz świeczkę i kadzidełko i samo się zrobi. Przyleci jakiś duszek - parsknęła, otrzepując się z całodziennego kurzu i poprawiając ubranie, by prezentować się odrobinę lepiej niż zazwyczaj. Ta próba doprowadzenia siebie do jako takiego ładu i składu szybko zmieniła się w chaotyczne machanie ręka, ponieważ trochę zbyt blisko twarzy Nary zbłąkała się jakaś pracowita pszczółka, która najwyraźniej pomyliła dziewczynę z jakimś kwiatkiem. Jakby tych wszystkich nieszczęść, które spotkały w tamtym momencie Shikatsu, nie było już dostatecznie wiele, to jeszcze Inoyu na domiar złego postanowiła z jakichś względów skopać ja po kostkach. Trzeba było zostać w Midori, tam by ja traktowali ze stosownym szacunkiem.
Gdy drzwi otworzyły się, a w progu pojawiła się kobieta, drgnęła natychmiast, przestając pokładać się na elewacji budynku. Zerknęła porozumiewawczo na Inoyu – a raczej w duchu liczyła, że Yamanaka odebrała to jej wymowne spojrzenie jako sygnał – i dość pewne spojrzenie skierowała na znudzone oblicze gospodyni, prostując się do mniej niedbałej postawy.
- Ech, też nienawidzę, gdy służba się spóźnia - przewróciła teatralnie oczami, starając się w miarę wiarygodnie odegrać kogoś, kto ma sporo mamony, wymuszając na swojej twarzy podobny grymas, jaki widziała na obliczu Saori. Szczerze mówiąc, to przychodziło jej to dość łatwo - wystarczyło, że sięgnęła pamięcią do lepszych, tłustszych czasów - My akurat nie w tej sprawie.
Pszczoła dalej zawzięcie nie chciała się od niej odczepić – zacisnęła więc mocno zęby, by powstrzymać odruch próbowania przepędzenia robala. Nie chciała, by jakiś biedny owad zaprzepaścił jej starania wcielenia się w rolę bogatej panienki z dobrego domu.
- Nie znamy się, ale dużo o tobie słyszałam. Nazywam się Eri – nawet bez mrugnięcia okiem ukłoniła jej się dość sztywno, ale nie na tyle nisko, by odczula, ze nie są na równej pozycji. Imię podała losowe, pierwsze, które przyszło jej do głowy - podebrała je jednej ze swoich kuzynek – Jestem bliską krewną Yasu, chciałabym powstrzymać go przed popełnieniem dużego błędu. Pewnie słyszałaś o jego zbliżającym się ślubie? Ktoś z takiej rodziny jak nasza nie powinien wiązać się z taką prostaczką, ale z kimś na poziomie.
Kończąc zdanie uniosła głowę z tego kurtuazyjnego skłonu, spoglądając na nią wymownie – tak, właśnie to ty jesteś na poziomie. Liczyła na to, że dzięki temu zawoalowanemu pochlebstwie Saori nie będzie chciała dociekać, czy ta osobliwa pielgrzymka aby nie kłamie. Otwartym gestem dłoni wskazała stojąca obok albinoskę.
- A to jest… - zamilkła, przez krótki moment mając pustkę w głowie - pewnie przez to pieprzone bzyczenie natrętnej pszczoły. Cholera, myśl, Shikatsu, myśli szybciej, bo będzie niedobrze - ...Moja służąca.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Inoyū » 7 paź 2018, o 18:13

Minęła minutka. Dwie. Może dziesięć? Od tego momentu przestała już liczyć.
Czyżby Saori jednak spodziewała się tej niezapowiedzianej wizyty? No cóż, miałaby wystarczająco dużo czasu, by wymknąć się oknem lub zniknąć w jakiś inny, równie efektowny sposób. Tyle czasu wystarczyłoby na – nie wyolbrzymiając – zrobienie czegokolwiek.

Wypuściła miarowo powietrze przez lekko uchylone usta, łudząc się, że próba wyrównania oddechu zaabsorbuje ją na tyle, że te nieznośnie przeciągające się minuty będą mijały chociaż odrobinkę szybciej. Kto jak kto, ale pani Yamanaka nie była żadnym wzorem cierpliwości. Przeżywała przed tymi cholernymi drzwiami prawdziwe katusze; najokrutniejsze tortury, które z łatwością mogłaby przyrównać do rozorania ostrzem świeżutkiej rany i posypania jej solą. Przygryzła nieznacznie wargi, czując, jak krew w jej żyłach zaczyna się gotować, a palce zaciskają nerwowo na materiale hibakamy, bezlitośnie mnąc tkaninę i zostawiając na niej niezbyt estetyczne zagięcia.
W głowie albinoski zaczynały już nieśmiało kwitnąć pomysły na to, w jaki sposób mogłaby spędzić ten czas, który właśnie traciła na bezczynne sterczenie przed – jakże bogato ukwieconą – posiadłością nieznajomej dziewczyny. Co ona, do cholery, tak długo robiła? Jeżeli nie o próbę zabójstwa, to z całą pewnością mogłaby ją oskarżyć o kradzież cennego czasu. Co za tupet!
Wyciągnęła rękę w stronę drzwi z zamiarem przypomnienia właścicielce domu o swojej obecności i już, już miała zapukać, gdy – nagle, niespodziewanie! – tuż przed nią pojawiła się sylwetka podejrzanej. Powoli wycofała dłoń. Ostrożnie podjęła z nią kontakt wzrokowy, by ostatecznie przybrać dość beznamiętny, wręcz kamienny wyraz twarzy i rozchylić nieznacznie wargi, chcąc kontynuować zaczęty z nią dialog.
Nie przewidziała, że Shi nagle odbierze tę pałeczkę, którą jeszcze chwilę wcześniej kazała jej przejąć. Nie przewidziała także, że postanowi przedstawić ją jako swoją służkę. Zapowietrzyła się na krótką chwilę. Przełknęła głośno ślinę. Przywdziała na swoje blade usta delikatny, uprzejmy uśmiech. Już wszystko było w porządku. W tym momencie będzie musiała jej darować. Nie mogłaby sobie pozwolić na zepsucie przedstawienia.
Zaplotła dłonie, by w pełnym skromności geście ułożyć je na własnym brzuchu, wycofując się lekko tak, żeby znaleźć się mniej więcej o pół kroku za Narą. Ukłoniła się lekko w momencie, gdy ta postanowiła ją przedstawić. Chyba nigdy jej tego nie daruje.

Sprawa jest wysoce delikatna, panienka Eri nalegałaby na omówienie jej w nieco bardziej sprzyjających warunkach – wtrąciła tuż po tym, gdy Shi skończyła recytować swoją kwestię. Zajrzała prosto w ciemne ślepia stojącej przed nią dziewczyny. Musiała przyznać, że – jak by nie spojrzeć – nie była tą spłoszoną blondynką, którą dostrzegła chwilę po incydencieMogłybyśmy wejść do środka?
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 283
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 8 paź 2018, o 22:48

Misja rangi D
22/22


Czarnowłosa westchnęła ciężko, gdy wyprowadzono ją z błędu, a potem przewróciła jeszcze oczami, równie teatralnie jak Shikatsu, tyle że w przeciwnym kierunku. Nie dość, że nie zjawiły się te osoby, na które czekała, to jeszcze ktoś zawracał jej teraz głowę. No własnie, kto?
Kiedy właścicielka najostrzejszego umysłu na kontynencie przedstawiła się i wyjawiła cel swojej wizyty, Saori zwróciła na nią większa uwagę. Jeszcze przed momentem wydawała się być asertywna, niechętna do jakiekolwiek interakcji, no ale najwyraźniej pociągnięto za te sznurki, za które trzeba. Kruczowłosa zmierzyła więc spojrzeniem niejaką Eri, by poddać ją subiektywnej ocenie. Nie było dziwne, że w świecie tych wysoko zadzierających nosa to właśnie prezencja była jedną z najistotniejszych rzeczy.
- Yasu? - powtórzyła zaintrygowana, a zaraz po tym jakby przygasła i uspokoiła swoje emocje, by dalej już mówić z chłodem i neutralnością - Ach, tak... Słyszałam, że pobiera się z jakąś wsiurą...
Na Inoyū rzuciła okiem jedynie na króciutki moment. Przecież była tylko służką, więc w gruncie rzeczy nie była istotna.
No tak, intryg się nie ustala w progu, stąd też dość prędka inicjatywa Białej Wiedźmy, która czarnowłosa przez momencik przeanalizowała w myślach.
- Ależ naturalnie! Zapraszam, bardzo chętnie porozmawiam - odparła z wymuszoną życzliwością, a później cofnęła się w stronę wnętrza domostwa i ustąpiła drogę.
Tak jak można było się spodziewać, w środku znajdowało się wiele kwiatów postawionych w najróżniejszych flakonach, donicach, czy wazonach. Młoda pani gospodarz zaprowadziła bohaterki do salonu, na którym - prócz kwiatów rzecz jasna - znajdowała się zastawa do parzenia herbaty. Woda w czajniczku nie była już tak gorąca jak powinna, więc należało albo raz jeszcze przygotować wrzątek, albo zadowolić się trochę wybrakowanych naparem.
- A wiec w jaki sposób chcesz go powstrzymać od błędu? - wypaliła od razu do rzeczy, kiedy tylko cała trójka zajęła miejsca na poduszkach przy stoliczku. Och, chyba temat wcale nie był jej tak obojętny, bo w czarnych, delikatnie fioletowych oczach zapłonęły małe iskierki.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2568
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 9 paź 2018, o 19:27

Czujne, oceniające spojrzenie gospodyni sprawiło, że skóra na karku Shi pokryła się potem. Odetchnęła więc bezgłośnie z ulga, gdy Saori połknęła wreszcie haczyk i wpuściła niezapowiedzianych gości do środka. Milion rzeczy mogło pójść nie tak – najbardziej obawiała się tego, że krnąbrna Inoyu zaoponuje na tę nagłą degradację. Ta jednak najwyraźniej, o dziwo, zdecydowała się zaufać młodej Narze – gdy Saori wprowadzała je do środka Shi skorzystała więc z okazji, że dziewczyna obrócona jest tyłem i zerknęła przez ramię na swoją kompankę ukradkowo, by przelotnie wykrzywić wargi w pełnym wdzięczności uśmiechu. Chciała wyglądać na taka, co kontroluje sytuację.
- Może napijemy się czegoś? Moja Sayu parzy doskonałą herbatę - zasiadła wreszcie na przygotowanym siedzisku, starając pamiętać o tym, by stosować się do etykiety i prostować cały czas tak, jakby połknęła kij – zazwyczaj była raczej niedbała w obyciu. Naśladowała więc manieryzmy swojej matki z czasów, gdy ojciec jeszcze parał się polityka i zdarzało im się przyjmować w domu znamienitych gości. Skinieniem głowy wskazała albinosce stygnący czajnik, nie mogąc powstrzymać trochę perfidnego wyrazu twarzy – Inoyu nie śmiałaby tak zagonić do usługiwania sobie, ale Sayu to inna para kaloszy. Nie mogła nie skorzystać z takiej okazji do zemsty za to wyrzucenie jej ze świątyni.
- Pewnie słyszałaś, że trzeba przesunąć tę farsę zwaną ślubem? – zaśmiała się sztucznie i perliście, przysłaniając wargi dłonią i nie odrywając uważnego spojrzenia od twarzy Saori, by nie umknęła jej żadna ekspresja, która mogłaby pojawić się na twarzy dziewczyny - Ta cała Hisako miała ostatnio wypadek. Ja tam uważam, że ta durna gęś zmądrzała na moment i chciała nam wszystkim zrobić przysługę, ukracając swój nędzny żywot. Ale służba słyszała, że Yasuhiko powoli wariuje i próbuje wszystkim wmówić swoje spiskowe teorie, że niby ktoś to zorganizował.
Spojrzała krótko na Inoyu, zachęcając ją namolnym spojrzeniem do potwierdzenia swoich słów. Sama Nara siedziała sztywno jak cholera – jeśli chciała coś wyciągnąć od tego babska, to liczyło się każde słowo, każda próba przypodobania się i wskazania wspólnych interesów. Dłonie ułożyła na swoich kolanach, licząc na to, że jeśli ich drżenie miałoby zdradzić jej zdenerwowanie, to w ten sposób zniweluje ten problem. Yasuhiko był najwyraźniej jej słabym punktem – wiedziała, że to tam powinna uderzać.
- Niech to zostanie między nami, ale przyznam się, że sama bym chciała, żeby tak było. Czasem dobro rodziny wymaga dosadnych środków – wycedziła przez zęby, zaciskając dłoń na materiale swojego ubrania. Wypowiadane słowa zostawiały niesmak w jej ustach - Z przyjemnością uścisnęłabym dłoń temu, kto doprowadził tę wywłokę do tego żałosnego stanu.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Inoyū » 10 paź 2018, o 19:57

Rybka połknęła haczyk.
Dosłownie momencik po tym, gdy Saori łaskawie zdecydowała się wprowadzić je na swoje salony i ruszyła w głąb posiadłości, ujrzała przed swoimi oczami wykrzywioną w bezradnym grymasie twarz Shikatsu. Cholera, tak bardzo nie mogła teraz na nią patrzeć. Rzuciła w jej stronę krótkie, pełne szczerego politowania spojrzenie, po czym w ślad za właścicielką przekroczyła próg, ostentacyjnie odwracając głowę. Phi, też coś. Przecież Shi nawet nie wygląda jak jakaś arystokratka! To ona powinna być służką, a nie ktoś taki jak Inoyu! Obraza majestatu. Całkowity brak szacunku, który, naturalnie, jej się należy. Nie puści jej tego płazem; dlaczego miałaby, gdy ktoś tak perfidnie śmieje jej się prosto w twarz?!
Zaufanie to zdecydowanie zbyt duże słowo na określenie tego, co zadecydowało o tym, że Yamanaka postanowiła kontynuować tę żałosną szopkę. Powód był znacznie prostszy – nie miała wyboru. Po prostu nie miała innego wyboru. To, czy wierzyła w skuteczność planu (z całą pewnością dokładnie przeanalizowanego przez nieprzeciętny intelekt młodej Nary), czy też nie, miało dość małe znaczenie w obliczu nieuchronnej konieczności. Jakikolwiek protest w tym momencie obróciłby się przeciwko nim, a tego przecież nie chciała. Chciała tylko sprawnego, niezbyt czasochłonnego finału.
Sunąc posłusznie za podejrzaną w stronę siedziska, zdążyła jeszcze porozglądać się dość dyskretnie po wnętrzu. Nie chciała, by jej oczom umknął żaden szczegół, który mógł okazać się istotny. Nie miała zamiaru ignorować przeciwnika, w końcu znajdują się aktualnie w domu potencjalnej zabójczyni... lub osoby zlecającej zabójstwo? Niczego już nie mogła być tak bezczelnie pewna, jak jeszcze była kilka chwil wcześniej.

Zasiadła razem z pozostałą dwójeczką na przygotowanych poduszkach. Spuściła pokornie wzrok, chwilę później ułożyła także grzeczniutko dłonie na swoich kolanach. Nie wiedziała zupełnie nic ani o służących, ani o ich panach. Ot, prowadziła sobie spokojne życie z dala od miasta, a co za tym idzie – z dala od tych wszystkich układzików i hierarchii, które zdawały się jej nie obowiązywać. Codzienność składała się na służbę w świątyni, naukę oraz pomoc przy prowadzeniu domu; całą wiedzę o świecie czerpała całkowicie z opowieści jej rodziców. Jedyne, co mogła, to wyobrażać sobie, w jaki sposób służba w danej sytuacji mogłaby się zachować. Uznała, że najbardziej odpowiednie będzie nieodzywanie się aż do momentu, gdy zostanie wywołana. Jeszcze popełni jakieś faux-pas. I wtedy będzie.
Już się robi-... – urwała, zerkając z ukosa na Narę. Założyłaby się, że ta czuje się teraz cholernie zadowolona z siebie. Z całą pewnością sprawia jej to satysfakcję. Z ust wzburzonej Yamanaki prawie wyleciało coś, co miało pozostać tylko i wyłącznie telepatycznym złorzeczeniem. Prawie. Mama zawsze mówiła, że zemsta najlepiej smakuje na zimno. – …Pani. – pochyliła się w lekkim półukłonie, po czym pośpiesznie wygięła grzbiet do pionu i – czym prędzej! – pognała w stronę stygnącego czajniczka, by ponownie zaparzyć w nim wodę. Sayu pójdzie, Sayu zrobi.
Przycupnęła sobie na podłodze tuż obok parzącej się herbatki, z pełnym skupieniem oddając się oddelegowanej jej pracy. Cierpliwie sypała liście do naczynia, uważnie wysłuchując tych bajeczek, które Shi właśnie sprzedawała biednej Saori. Nie umknęły jej uwadze roztrzęsione ręce koleżanki. Kąciki ust kapłaneczki drgnęły leciutko tuż przed tym, gdy jej twarz na powrót stała się pokerowa.
Dokładnie tak. Nie trzeba było podsłuchiwać, by usłyszeć, co Pan Yasuhiko sądzi o tej sytuacji. Trzeba przyznać, że Pan Yasuhiko raczej nie kryje się ze swoimi spostrzeżeniami – dopowiedziała do jej słów, stawiając przed obiema paniami po pustej czarce. Uklękła na zajmowanym wcześniej miejscu, jednocześnie ujmując w dłonie zdobny czajniczek, by zacząć rozlewać do naczyń gorącą herbatę.
W takich chwilach żałowała, że jeszcze nie rozwinęła do wystarczającego poziomu swoich umiejętności alchemicznych. Z chęcią mogłaby tę herbatkę czymś... przyprawić. Przecież to była idealna sytuacja – wręcz jedna na milion!
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 283
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 10 paź 2018, o 22:38

Misja rangi D
25/22


- Dosssskonale - odparła z drobnym uśmieszkiem, przyjmując należytą postawę przy stoliku. W przeciwieństwie do Shikatsu, ta sztuczna poza nie sprawiała jej jakiegokolwiek dyskomfortu. Mogło się wydawać, że kręgosłupy ludzi z wyższych sfer są zupełnie proste, a nie przyjmują kształtu litery S tak jak w przypadku przeciętnych zjadaczy patisonów.
Młoda kobieta zerknęła na poczynania służki, która całkiem dobrze radziła sobie w nowej roli. Może to była dobra okazja do zrewidowania planów swojej kariery? Duma dumą, ale polewanie herbatki przynajmniej gwarantowało jakiś stały poziom dochodu w przeciwieństwie do pracy świątyni. Świat przecież gnał do przodu - postęp technologiczny był oszałamiający, na pustyni opracowano okulary przeciwsłoneczne, coraz większy procent populacji umiał czytać i pisać, a kobiety w bardziej zacofanych regionach miały do powiedzenia więcej niż kiedyś. Osłabienie religii było kolejnym następstwem postępu. Nic więc dziwnego, że kapłanki młodego pokolenia dorabiały na pozaświątynnych zajęciach, bo z samych obrządków nie dało się godnie wyżyć.
- Ach, no obiło mi się coś o uszy - odparła kruczowłosa, odmachując niedbale ręką, by zademonstrować, że sprawa ją aż tak bardzo nie zajmuje. Potem wysłuchała kolejnych słów, mrużąc lekko oczy, a odpowiedź na nie pojawiła się z jej strony bez konieczności przerwy na pomyślunek.
- Spisek to musiała mieć ta durna gęś z demonami, że przystojny, dobrze postanowiony kawaler w ogóle raczył na nią spojrzeć, a co dopiero się nią zainteresować... - odparła z grymasem niezadowolenia i wyraźnym niesmakiem. - Obstawiam, że ta wsiura po prostu na moment zmądrzała i zrozumiała, w jakie bagno pakuje biednego Yasu i postanowiła go z niego wyratować. No ale się nie udało...
Biała Wiedźma Sayu, produkując się nad dostojnymi paniami i polewając im herbatki, mogła dostrzec jedną rzecz. Znajdujące się nieopodal shōji, przesuwane drzwi wykonane z drewna oraz papieru, nie były od końca dosunięte i odsłaniały to, co kryło się za nimi. Było to względnie nieduże pomieszczenie pełniące funkcje garderoby, w którym - jak przystało na przedstawicieli tych lepszych sfer - znajdowało się naprawdę wiele fatałaszków. Najbardziej jednak wyróżniała się jasna, tradycyjna suknia, a raczej... jej strzępki, głównie zmięte i rzucone na krzesełko na środku garderoby, ale także walające się po drewnianej podłodze.
- Och... - odpowiedziała, zasłaniając otwartą dłonią rozchylone usta. Kontynuowała wypowiedź wciąż utrzymując tę prowizoryczną maskę z własnej ręki. - Też chciałabym za to podziękować... Jeżeli ktoś za to odpowiada, to z pewnością musi być z siebie dumny. I słusznie. - Jej dłoń i tak nie była w stanie w całości ukryć kącików ust, które w tym momencie troszeczkę się uniosły.
Potem opuściła rękę i sięgnęła nią po wykonane ze zdobionej porcelany naczynie ze świeżo zaparzoną herbatką. Ostrożnie i bez pośpiechu upiła malutki łyk. Może jej zaschło w gardle, a może po prostu chciała ugrać nieco na czasie.
- Jak wiele możesz zrobić dla dobra swojej rodziny, moja droga Eri? - Jej kąciki ust zaczęły delikatnie, niemalże niezauważalnie drgać. Zaraz do tego dołączyło nerwowe stukanie paluszków o blat stolika.
- Tej głupiej kaczki należy się pozbyć. Wskoczyła do jeziora z łabędziami i zaczyna się panoszyć, a biedny Yasu tego nie widzi. Eri, może byśmy oskubały z tych jej piórek zanim będzie za późno? - skończyła z drobnym uśmieszkiem na twarzy, choć wciąż trzymało się jej poddenerwowanie.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2568
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 12 paź 2018, o 20:41

Shi nie miała zbyt dużego doświadczenia, jeśli chodzi o jakieś romantyczne uczucia i związki - nie wiedziała za dużo o gorących romansach. Jednak nawet samo przebywanie w jednym pomieszczeniu z kimś, kto w imię wielkiej miłości byłby w stanie tak obrzydliwie pobrudzić sobie ręce, było w sumie przerażające. Brunetka siedząca przed nią budziła w niej tylko i wyłącznie odrazę – w tym momencie chciała już w sumie dociągnąć te sprawę jak najszybciej do końca i opuścić to miejsce, nie oglądając się za siebie. Nara poruszyła się niespokojnie na zajmowanym siedzisku, gdy Inoyu rozlewała im herbatę – przez moment próbowała uchwycić spojrzenie towarzyszki, wzrok kapłanki jednak zastygł na czymś, czego sama z zajmowanego miejsca dostrzec nie mogła. Przez moment pożałowała, że albinoska nie jest w stanie czytać w jej myślach – nie musiałyby nawzajem zgadywać, co siedzi w głowie tej drugiej - no, byłoby to piękne, szkoda, że niemożliwe. Spiła ostrożnie łyk gorącego naparu, który przygotowała Inoyu, w milczeniu wysłuchując słów gospodyni i zatrzymując zimne spojrzenie niebieskich ślepi na twarzy Saori. Ta wydawała się być dziwnie pobudzona – Shi splotła zimne dłonie na swoim podołku, wykrzywiając wargi w parszywym, gorzkim uśmiechu.
- Ja? Moja rodzina i jej dobro to dla mnie wszystko. Sama w dodatku wiesz, Saori, że w miłości i na wojnie – dość płynnie złożyła palce w pieczęć szczura, zmuszając swój cień do wydłużenia się i złączenia z cieniem kobiety; w pomieszczeniu, ze stołem stojącym pomiędzy nimi, nie powinno to być zbyt trudne - wszystkie chwyty dozwolone, prawda?
Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, a czarnowłosa nie wymknęła się poza zasięg jej cienia, Saori powinna teraz nie mieć możliwości wykonania żadnego ruchu bez przyzwolenia Nary. Shi czuła, że kropla potu cieknie jej po skroni – był to w sumie pierwszy raz, gdy miała okazję skorzystać z rodowych technik poza bezpiecznym polem treningowym. Co teraz? Pozostał jej tylko blef – niby Inoyu powiedziała jej o niezwykłej naturze sekretnych technik klanu Yamanaka, nie miała jednak w sumie nawet pojęcia, czy dumna kapłanka takowe tajne techniki w ogóle zna.
- Tak się składa, że moja przyjaciółka też pochodzi ze znakomitego rodu - tu wskazała gestem ramienia na swoja „służkę”, rozkładając dłonie w bezradnym geście i zmuszając brunetkę do powtórzenia tych ruchów, kręcąc głowa z dezaprobata – i może zaprowadzić cię na pięterko. Daj spokój, Saori, znajdź sobie innego chłopa. Szkoda energii.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Inoyū » 17 paź 2018, o 19:13

Nie rozglądała się jakoś szczególnie, gdy już siedziała z Saori przy wspólnym stoliczku. Dziewczyna z łatwością mogłaby zauważyć, że coś tu jest nie tak i natychmiast wygonić je z domu. Wydawałoby się to zdecydowanie zbyt podejrzane, zbyt ryzykowne, a jednak – tak czy siak – wzrok młodej kapłanki powędrował na krótką chwilę w miejsce, na które chciała spojrzeć już od pewnego czasu. Ta jasna plama, na którą mimochodem zerkała od czasu do czasu, okazała się być... no właśnie, czym? Wyjątkowo sponiewieraną szmatą? Odruchowo zmrużyła ślepia, licząc na to, że w ten sposób magicznie wyostrzy wzrok. Wszystko wskazywało na to, że ten zniszczony łach jest suknią. Czy Saori byłaby skłonna pociąć swoje fatałaszki tylko dlatego, że jej się nie spodobały? Sprawa miałaby się nieco inaczej, gdyby ten fatałaszek okazałby się suknią ślubną. Jakie to podłe.
W pierwszej chwili nawet nie zarejestrowała, że kącik jej ust uniósł się delikatnie ku górze na samą myśl o tych – niemiłosiernie przezabawnych – intrygach przedślubnych i trójkątach miłosnych. Zrehabilitowała się dopiero chwilę później, gdy już opadła siedzeniem na miękką poduszkę. Schowała dłonie pod blat stołu, by – chcąc pozbyć się nadmiaru emocji – zacząć bezmyślnie skubać nieco przydługimi paznokciami o skórę dłoni; tak cholernie, cholernie korciło ją, by po prostu teraz wstać i przyjrzeć się z bliska temu, co w akcie wielkiej rozpaczy musiała popełnić Saori. Nie mogła. Jeszcze nie w tej chwili. Może za momencik. Tylko na co tak właściwie teraz czekały? Aż gospodyni zacznie pokornie przyznawać się do popełnionych przez nią czynów? Nonsens.
Nie musiała długo czekać.
Cień Shikatsu – należy zaznaczyć, że dotychczas zachowujący się jak normalny, nieruchomy cień – nagle się poruszył. Sam z siebie. Bez żadnego ruchu ze strony Nary. Całkowicie zatracił kształt, jaki rzucała jego właścicielka, a następnie wydłużył się, łącząc z cieniem podejrzanej dziewczyny.
Jedyną reakcją, na jaką było ją stać w pierwszych momentach, było paniczne odsunięcie się w bok; tak to już jest, gdy się człowiek czegoś nie spodziewa, a nie spodziewała się tego w ogóle. Kiedyś tatusiek coś przebąkiwał o tym, że Nara bywają czasem dość inteligentni, ale to tyle. Zawsze wydawało jej się nieco absurdalnie, że z pokolenia na pokolenie tak wielka grupa ludzi ma wydawać na świat samych geniuszy, toteż nigdy Shi za geniusza nie uznawała, zaś ta uparcie nie pokazywała żadnych zdolności, które mogłyby chociaż trochę poprawić jej wizerunek.
W momencie, gdy wreszcie je pokazała, zupełnie nie wiedziała, co z tym fantem zrobić; w końcu nie miała żadnej wiedzy o tym, jak ten cień ma działać. Zerknęła z ukosa na brunetkę, po czym ostrożnie położyła palec w miejscu, gdzie cień łączył ją z Saori. Wycofała się pośpiesznie, niekoniecznie wiedząc czego się spodziewać. Shikatsu wydawała się jednak dość pewna siebie, więc, kierowana swoją nieprzeciętnie wielką wścibskością ciekawością, niemal jak na skrzydłach poleciała do garderoby, by wziąć między palce niewielki skrawek materiału i wrócić przed oblicze nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny. Podstawiła pomiętą tkaninę tuż przed jej czarne ślepia.
O! A cóż to? – uśmiechnęła się kąśliwie, potrząsając energicznie swoją zdobyczą – Spójrz. Co to jest, Saori? Hm?
Nie czekała na odpowiedź. Kucnęła obok niej, układając skrawek sukni na jej głowie. Nie mogła ukryć, że była trochę podekscytowana tą niespodziewaną umiejętnością Nary, więc – chociaż próbowała – nie mogła powstrzymać się przed jakąś idiotyczną zagrywką, na którą nie mogłaby sobie pozwolić, gdyby dziewczyna nie była unieruchomiona przez cień Shi. Miała cichą nadzieję, że to nie jest tak, że dopiero zaczęła się tego uczyć i już za moment cały efekt zniknie, pozostawiając Inoyu na pastwę rozwścieczonej brunetki.
Skończmy już tę farsę. Nie uważasz, że tak desperackie próby utrzymania kogoś przy sobie są dość żałosne? On cię nie chce. I nigdy nie zechce. Zrozum to wreszcie – wymamrotała monotonnym, znużonym tonem, lustrując jej – jeszcze chwilę temu pełną ekspresji – facjatę – Nie stresuj się. O ile nie będziesz znowu czegoś kombinować, to nic ci się nie stanie… – zawiesiła głos – …A jeśli jednak nie masz zamiaru przystopować, to pamiętaj – znalezienie ciebie jest dziecinnie proste. I powiem nieskromnie, że wierzę w swoją skuteczność – dokończyła. Nieśpiesznie złączyła palce w charakterystyczną dla swojego klanu pieczęć, po czym spojrzała na nią przez powstałe między dłońmi okienko. To wszystko zaczynało być zdecydowanie zbyt komiczne i przerysowane; z trudem była w stanie utrzymać w miarę profesjonalny wyraz twarzy.
Nie miej nam tego za złe, osobiście nic do ciebie nie mam. Całkiem ładnie się urządziłaś.
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 283
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Ichirou » 19 paź 2018, o 00:35

Misja rangi D
28/22


No, no, no. I kto miał najostrzejszy umysł w całych Karmazynowych? Na pewno nie Saori, bo ta w pewnym momencie zaczęła błyskotliwej czarnowłosej jeść jak z ręki. Och, naprawdę satysfakcjonujący był kontrast jej wyrazów twarzy między tym podczas początku wypowiedzi Shikatsu, a tym po jej uzupełnieniu po króciutkiej przerwie.
Nie trzeba chyba dodawać, że misterny plan jak najbardziej się powiódł. Nikt nie spodziewałby się ataku ze strony cienia. Na pewno nie w Saimin, na pewno nie w przypadku młodej cwaniary, pijącej właśnie herbatkę.
Saori chciała wydusić z siebie jakieś słowo, choćby najbardziej sztampowe "co?", ale przez pierwszą chwilę żaden, choćby najcichszy dźwięk nie był w stanie wydostać się z gardła.
- C-co w...wy?! - wydukała z siebie w końcu.
Zagrywka Inoyū ze skrawkiem materiału zadziałała na nią niczym płachta na byka, tyle że byk ten był dosłownie obwiązany na wszystkie strony łańcuchem, bez możliwości jakiegokolwiek ruchu. Jedyne, co jej się udało, to zmarszczyć brwi i spojrzeć nieco bardziej gniewnie.
- T-to ta wiedźma go omamiła tymi gusłami! Yasu był mój, ja pierwsza go sobie wypatrzyłam... - odparła z wyrzutem, a każde kolejne słowo miało w sobie mniej złości a więcej rozżalenia.
- Ale skoro jest taki ślepy, to niech z nią męczy. Może kiedyś przejrzy na oczy, ale wtedy już będzie za późno. Rozumiecie? O nie nie nie, ja nie będę jadła po kimś ostatków.
Jeżeli została puszczona, to odetchnęła cichutko z ulgą. Nie zamierzała robić pochopnych ruchów. Czymkolwiek nie był ten znak, który utrzymywała własnie Yamanaka, Saori wolała nie sprawdzać jego działania. Jeżeli jednak Kagemane wciąż się utrzymywało, to jej dalsze słowa i tak były zgoła podobne.
- To ona was napuściła, prawda? Wiecie co, ja już mam tego dosyć. Nie warto się produkować... - Czyżby gra pod publiczkę, by zdobyć święty spokój? Może jednak nie. Mimo wszystko jej zachowanie wyglądało dość naturalnie, a w głosie przebrzmiewały silne emocje.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2568
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Shikatsu » 22 paź 2018, o 19:11

Dopiero teraz zaczęła dostrzegać, że z Inoyu to jest jednak niezłe ziółko. Sama Shi w Saori widziała jedynie żałosne, smutne, zdesperowane babsko, które budziło w niej zarówno niesmak, jak i pewien rodzaj politowania, że ktoś przez bzdurne porywy serca mógł zachowywać się aż tak nieracjonalnie. Nie czerpała żadnej przyjemności z łapania Saori w taką zasadzkę – terroryzowanie jej nie było ani odrobinę zabawne.
Inoyu z drugiej strony świetnie odnalazła się w roli złego gliniarza – Nara spojrzała na nią z lekkim zaskoczeniem, podtrzymując technikę, gdy ta wyfrunęła nagle do sąsiedniego pomieszczenia, by wrócić z niego pośpiesznie z jakąś zdobną szmatą. Tą następnie ulokowała na głowie unieruchomionej gospodyni. Nara bezgłośnie otworzyła usta odruchowo, na początku chcąc ją w sumie zrugać na to zbędne upokarzanie tej żałosnej dziewczyny, ale szybko zreflektowała się i zacisnęła wargi w wąską linię, pozwalając albinosce przejąć jej nieprzyjemne obowiązki bycia głównym mówcą. Nigdy nie uważała siebie za kogoś szczególnie mocnego w gębie. Przedłużający się dialog z Saori dość ją wyczerpał, z ulgą przyjęła więc wybawienie w postaci złośliwej kapłanki, która w roli osoby grożącej wypadła zaskakująco przekonująco. Moment zawahania zniknął z twarzy Shikatsu, gdy Inoyu złożyła dłonie w jakąś dziwną pieczęć – dobrze było wiedzieć, że nawet jeśli ich różne temperamenty skutecznie uniemożliwiają im harmonijną koegzystencję, to jednak w takiej sytuacji mogła liczyć na wsparcie zazwyczaj nieprzewidywalnej Inoyu. Chociaż dalej czuła szaleńcze łomotanie własnego serca, to obecność kapłanki sprawiała, że czuła się pewniej.
- Saori… - zaczęła w końcu, podnosząc się do pionu i przerywając wreszcie działanie techniki. Dłoń jednak oparła na torbie z bronią za swoim grzbietem, tak na wszelki wypadek – Znamy i Hisako, i Yasuhiko. Najbardziej pogrążasz się w oczach tego faceta, więc jeśli w ten sposób chciałaś zdobyć jego względy, to zastanów się dwa razy. Przez takie zagrywki zaszkodzisz nie tylko innym, ale też samej sobie.
Nie odrywała wzroku od gospodyni, starając się doszukać w niej chociaż odrobiny woli walki – dziewczyna wydawała się dość zgaszona, jednak kto wie, czy nie spróbowałaby się jeszcze rzucić na nie z pięściami. Dotknęła lekko dłonią pleców Inoyu, by kiwnięciem głowy dać sygnał do odwrotu – zakładając oczywiście, że obędzie się bez żadnych niespodzianek.
- Żegnaj, Saori. Dzięki za herbatę – wybełkotała, otwierając ostrożnie drzwi wyjściowe. Liczyła na to, że Inoyu nie zrobi nic głupiego i pójdzie jej śladem - Mam nadzieję, że znajdziesz jeszcze miłość. Czy coś. Tego kwiatu jest pół światu?
Ruszyła ulicą energicznym krokiem z dłońmi wciśniętymi w kieszenie kurtki, starając się wyglądać tak, jakby właśnie skończyła standardową wizytę u dalszych lub bliższych znajomych. Dopiero w momencie, gdy zeszła na boczną uliczkę, zwolniła trochę, by przetrzeć twarz dłońmi i obejrzeć się na Inoyu - szukała na jej twarzy potwierdzenia, że trafiły w ogóle na dobrą osobę. Nogi same ją niosły w miejsce, gdzie wiedziała, że znajduje się dom Yasuhiko – trzeba domknąć cudze sprawki. Załomotała pięścią w drzwi bez zastanowienia.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Inoyū » 28 paź 2018, o 20:00

Inoyū nie była osobą silną fizycznie. Nie miała motywacji, by w ogóle podjąć próbę zmiany tego stanu rzeczy, więc sylwetka albinoski zdecydowanie była sylwetką – nieco niezgrabnego jeszcze – podlotka, składającą się na, między innymi, wątłe ramionka, niezbyt wytrzymałe nogi oraz dłonie, których uścisk można by określić jako anemiczny. Istniała pewna szansa, że być może w przyszłości się to zmieni; nie w głowie jej wojaczka, ale trochę głupio byłoby tak biernie oglądać wszystko z boku. Całkiem możliwe, że jest to odrobinę żałosne. Może powinna wreszcie zastanowić się nad doskonaleniem swojego ciała? Mama zawsze powtarzała, że ciało jest osobistą świątynią każdego człowieka, o którą powinien dbać.
Tymczasem jednak sterczała w lekkim rozkroku, czując, że jeszcze momencik jakże rozpaczliwego paplania Saori, a odpadną jej ręce. Dosłownie. Nie mogła wytrzymać tych kilku minut z wyciągniętymi łapskami, pozorując pieczęć techniki przejęcia umysłu, bo czuła, że te drętwieją jej do tego stopnia, że zaraz całkowicie odpłynie z nich krew. Niemal w całości pochłonięta własną fizycznością, niestety nie wyciągnęła zbyt wiele z monologu nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny. Cały komunikat dosłownie wleciał do jednego ucha, by natychmiast wylecieć drugim, nie pozostawiając w umyśle Yamanaki żadnej znaczącej informacji.
Ależ ja całkowicie się z tobą zgadzam, że nie warto się produkować, więc teraz już sobie pójdziemy. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę zmądrzałaś – rzuciła w jej kierunku wybitnie moralizatorskim tonem, po czym opuściła ręce z cichym westchnięciem ulgi. Wiedziała, że nie ma zbyt dużo czasu – nie zdziwiłaby się, gdyby Saori, tuż po anulowaniu techniki skrępowania cieniem, uwolniła z siebie dzikiego berserka i pokazała nieco zbyt krnąbrnej Inoyū gdzie jest jej miejsce, więc błyskawicznie capnęła znajdujący się na jej ciemnej łepetynie skrawek materiału, by przerzucić go sobie przez ramię i pognać w stronę wyjścia. Pozwoliła sobie wszelkie formalności i pożegnania pozostawić Shikatsu, a sama chybcikiem przekroczyła próg, ani razu nie oglądając się za siebie. Nie była pewna, czy to było najlepsze rozwiązanie tej sytuacji. Czy mogły zrobić więcej? Nawet jeśli, to i tak nie mogłyby już tego naprawić. Najwyraźniej pewne pytania muszą pozostać bez odpowiedzi.
Całą drogę powrotną sunęła tuż za Narą, niekoniecznie mając chęć nawiązywać z nią jakikolwiek kontakt. Nie po to użycza jej dachu nad głową, wiktu, opierunku i, co najważniejsze, wsparcia duchowego, gdy ta znalazła się w zupełnie obcym sobie miejscu, by teraz odwdzięczała się nazywaniem jej (kogo jak kogo, ale Inoyū?!) swoją służką! Niewdzięcznica. Drodzy państwo, tak właśnie kończy się pomaganie! Przez jeden dzień była altruistką, by dowiedzieć się, jak bardzo jest to nieopłacalne. Ech, cholerne życie. Ciągle tylko rzuca jej kłody pod nogi.
Do reszty zaabsorbowana swoim rozgoryczeniem w końcu dotarła razem z wyrodną Narą pod dom swojego nowego kolegi – pana Yasuhiko. Jedynie zaśmiała się cynicznie, słysząc, że jej towarzyszka właśnie zapukała, oczekując od Yamanaki, że ta znowu wszystko pozałatwia. Zerknęła na nią z ukosa, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
Nie przeginasz? – sarknęła. I to było tyle. Nie miała zbyt dużo czasu na wokalizowanie swojego niezadowolenia, bowiem dokładnie w tym momencie widok drewnianych wrót został zastąpiony przez postawnego mężczyznę, którego łaskawie uraczyła wzrokiem wraz z momentem uchylenia przez niego drzwi.
Wydaje mi się, że sprawa jest załatwiona. Wasza koleżanka nie powinna już was niepokoić – powiedziała dość beznamiętnie, po czym wcisnęła rękę do swojej torby, by zacząć po omacku, ale i ze sporym zaangażowaniem, czegoś tam szukać – Przy okazji… – wyciągnęła z niej jasny, niemiłosiernie pomięty materiał – …U Saori znalazłyśmy coś takiego. Poznajesz?
W przypadku, gdyby otworzył jednak ktoś inny, a nie Yasuhiko, wówczas prosi uprzejmie, by go do nich pofatygować, a następnie powtarza powyższą kwestię. Jeżeli nikogo nie ma w domu, to aktywuje swoje trzecie oko, by sprawdzić, czy aby na pewno nikogo tam nie ma. Jeśli wykrywa czyjąś obecność swoim trzecim okiem, to zaczyna intensywnie uderzać pięścią w drzwi, mówiąc: "Nie udawaj, że cię tutaj nie ma".
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 283
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość