Szpital

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 6 sty 2019, o 15:08

Większość rozmów kończyła się zazwyczaj jakimiś kompromisami, w tym wypadku każda osoba widziała po prostu swoją stronę medalu i nie chciała z niej zrezygnować. Ironia Terumiego nie była zrozumiana, chociaż za bardzo taka nie mogła być. To człowiek, który udawał emocje. W przypadku niektórych tematów nie mógł tego wykonywać, szczególnie jak chodziło o naprawienie tego świata i nie rozumiał pewnych spraw. Jak może całe społeczeństwo przestrzegać prawa, bo tak po prostu trzeba? Wpajano im do głowy od małego? Czy to by wystarczyło w jego rejonach? Nie potrafił tego sobie wyobrazić, ale nie zamierzał też jakkolwiek negować. Ostatecznie nie przebywał wiele w górach, głównie tylko teraz podczas wojny więc kiwnął głową zapisując tą informację.
- Nie zapominaj jeszcze o jednej różnicy, na Hanamurze nie spodziewano się was, a Kami no Hikage było ich największym wrogiem. Mimo to potrafili nie wyrządzić wam żadnej krzywdy, podzielić się posiłkiem, a także noclegiem. Tutaj do Soso najemnicy są ściągani i zachęcani do walki, po ich stronie, a potem bywają traktowani nieodpowiednio. A powód? Może się znaleźć zawsze.
Hikari wiedział, że niestety świat nie jest tak prosty jak myśli Inoshi. Wiele osób woli umrzeć niżeli się poddać. Sam spotkał się z takim przypadkiem, nie raz ani nie dwa. Widział na świecie ludzi, którzy tworzyli nawet jakieś wielkie potwory, a ich pożywieniem byli ludzie. Nie martwili się o siebie, póki czuli się zupełnie niepokonani. Wierzyli, że są niepokonani, a w momencie porażki mogli błagać o swoje życie. Czy to się liczyło jakkolwiek? Za takie uczynki jedyną adekwatną karą jest czyjaś śmierć.
- W inny sposób nie przeżyje, to prawda, ale czy to wystarczy? Na świecie jako shinobi ludzie są uczeni, że mają poświęcić nawet własne życie w celach misji. W innym przypadku, jak nie spełnią swojego obowiązku będą w niebezpieczeństwie nie tylko jego rodzina, ale cała kraina. W takim przypadku człowiek nie boi się poświęcić swojego istnienia. Pamiętam jak próbowałem złapać szpiega w mojej gałęzi klanu, a gdy oferowałem aby się poddał wolał użyć stu notek na raz, aby nie umrzeć samotnie.
Wojna przynosiła tylko zło i nienawiść między dwoma krainami, niczego to nie poprawia kompletnie. Zemsta jest jak perpetuum mobile. Po pierwszej śmierci, nadchodzi kolejna która tylko zakręca coraz bardziej spiralą nienawiści. W pełni się z tym zgadzał, tylko co na to poradzić? Nie znał rozwiązania, bo wiedział, że nie wszystkich można też uratować.
- Próbując każdego oszczędzić nie tylko dostrzegą to osoby dobre, ale też nasi wrogowie, którzy zechcą to prędzej czy później wykorzystać.
Lekko nasz Yogańczyk westchnął, a potem się uśmiechnął.
- Tylko nie zrozum mnie źle. Darowanie życia innym jest bardzo szlachetne, cieszę się, że szukasz sposobu do poprawy tego świata, ale... Musimy pamiętać o ostrożności, bo zawsze może się dziać coś nieoczekiwanego. Jeżeli zginiesz nie będziesz mogła iść do przodu, ku realizacji marzenia.
Ciężko mu było kontynuować ten temat widząc osobiście głównie ślepe zaułki. Jakiej drogi nie poszuka do naprawienia świata widzi tylko luki, uznając najbardziej barbarzyńską metodę za najlepszą. Świat liczy się z jednostkami, które posiadały siłę. To jest prawda, tylko zdobywając moc możemy zmieniać całą historię. Tylko czy na pewno? Terumi na pewno będzie musiał jeszcze nie raz wszystko przeanalizować. Tylko jedno było pewne.
- Długa którą chcesz wybrać jest na pewno dłuższa od innych, a poza tym trudniejsza. Przynosi zazwyczaj nam więcej cierpienia, czasem też poświęcenia i nie jeden zawód czy błąd po drodze.
Nie chciał zmieniać sposobu myślenia Inoshi, zresztą może z czasem się przekona o co chodziło Yogańczykowi. Przecież każdy powinien mieć własny cel życiowy i go spełniać. Każda jednostka jest odpowiedzialna za siebie, chociaż brakuje tych dobrych wszędzie.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 7 sty 2019, o 19:04

- Rok 385 - Zima -


" Ostatnie słowa "
Obrazek

Hikari oczywiście miał racje. Wyspy przyjęły ich od razu w wyniku katastrofy jaką było Kami no Hikage, nie mniej jednak to na co pozwoliły władze nijak się miało co do nastrojów ludzi i faktycznej sytuacji uchodźców w tamtym rejonie. Wiadome było jedno, uratowali ich ale mieli się jak najszybciej wynieść. Ale tak jak Terumi wspomniał, powód do złego traktowania znajdzie się zawsze, tego się nie zmieni, pewni ludzie są tacy jacy są a inni stają się niezbyt życzliwi w wyniku irytacji bądź innego rodzaju zdenerwowania.
- Po prostu źle trafiłeś, Hikari-sama... Nie oceniaj wszystkich po irytacji zaściankowej grupki ludzi... - Nie była zła na to, że Hikari ma własne zdanie na ten temat, może i miał racje, wciąż jednak trudno było się jej przestawić na coś takiego, Kami no Hikage to była tragedia, coś z czym trzeba walczyć i nie ma innej opcji, każdy inny konflikt jednak był do uniknięcia, gdyby tylko ktoś chciał tego dokonać.
- Tak jest tutaj... Dla klanu... - Zmrużyła oczy spoglądając się gdzieś w drugi koniec pokoju, musiała przyznać tutaj racje bowiem jaki był sens odwracania rzeczywistości? To był jeden z głównych powodów dla których obawiała się swoich bo ktoś zostanie zmuszony do wykonania takiego poświęcenia lub sam go dokona bo tak właśnie został nauczony, a co jeśli jest inna droga? Słuchała wspomnień Terumiego bo jak zawsze potrafił przytoczyć sytuacje z własnego życia które pchnęły go w tą a nie inną stronę. Yamanaka nie wiedziała co mogłaby odpowiedzieć słysząc historie o mordercy samobójcy który chciał zabrać ze sobą więcej istnień. Był zdesperowany, ale dlaczego?
- Dlaczego był tak zdesperowany, Hikari-sama? - Musiała zapytać, chociaż pewnie jej pytanie będzie tylko pustym zbitkiem słów na które nie ma jasnej, krótkiej odpowiedzi mogącej rozwiać tą nieprzyjemną aurę mordu.
- Przekonałam się już, że... Ostrożność to nic innego jak szczęście albo jego brak - Mówiąc to wyciągnęła przed siebie lekko ręce, po chwili lekko podciągnęła górną część szpitalnego stroju pokazując kolejne bandaże które rozciągały się przez cały tors Blondynki. Nie pokazywała wszystkiego bo nie było takiej potrzeby.
- Byłam ostrożna cały czas... Nawet Sakki nie wyczuł tej pułapki, pewnie nawet nie była przeznaczona by zadziałała... - Miał racje, śmierć pozbawi każdego realizacji marzenia. Zawsze może nam grozić nieoczekiwane i niespodziewane. Ale czy nawet wrogowie widząc litość i zrozumienie nie spróbują kiedyś zrozumieć?
Mogliby tak rozmawiać jeszcze długo, tylko czy do czegoś by to doprowadziło? Na pewno pozwoliłoby Inoshi dostrzec różne spojrzenia na tą sytuacje, zwłaszcza od kogoś kto przeżył nieco więcej i jest bardziej doświadczonym shinobim. To była jednak chwila w której przed drzwiami pokoju przechodziła dziewczyna, ubrana zwyczajnie, niezbyt rzucała się w oczy. Miała krótkie ciemne włosy oraz jasne oczy. Nie była Yamanaką. Widząc Terumiego przy łóżku już chciała odchodzić, dopiero po chwili dostrzegła Inoshi która konwersowała z mężczyzną.
- Inoshi? - Wychyliła się nieznacznie spoglądając w stronę blondynki, po chwili widząc bandaże weszła do środka i zbliżyła się do łóżka.
- Um... Znamy się, pani... - Odpowiedziała zaskoczona Inoshi, to była dziewczyna której nie kojarzyła, nie miała z nią dużej styczności, aczkolwiek kiedyś się spotkały, kilkanaście lat temu w domu Orito o czym Inoshi zdawała się nie pamiętać.
- Nie pamiętasz mnie? Nie ważne... Na pewno pamiętasz Orito. Wiesz, że on nie żyje, prawda? - Zapytała prosto z mostu, nie miała pewności czy blondynka zdaje sobie sprawę z tego co się faktycznie w Utsukushi wydarzyło. A stało się bardzo dużo podczas gdy dziewczyna była całkiem poza rzeczywistością, ranna i nieprzytomna w ciągu tych kilkunastu dni.
Inoshi nie odpowiadała słowami, nie chciała bowiem wspominanie Orito nie było dla niej proste, ich relacja była bardzo zakręcona. W jednej chwili była na niego zła a w innej było jej go żal a chwilę później martwiła się o jego życie, jak o przyjaciela którym ostatecznie mogła go nazwać. Szkoda, że dopiero teraz, gdy już nie żyje, czym innym jak nie gestem przyjaźni jest to czego dokonał i był gotowy zrobić tamtego dnia gdy oddał życie?
- Ty tego nie pamiętasz, byłaś już nieprzytomna, ale... Orito chciał ci coś przekazać, nie zdążył więc ja to powiem. Jego ostatnie słowa, przeznaczone dla ciebie, byłaś tam z nim tuż przy końcu... " Wybacz, że to zrobiłem Inoshi. Krew jest na moich rękach. " - Westchnęła i dopiero wypowiedziała ostatnie tchnienie Orito, tego który poświęcił swoje życie by uratować przyjaciółkę, przedtem jednak dokonał wiele złego o czym Inoshi dopiero miała się dowiedzieć.
- Już pamiętam, masz na imię Namika, pracowałaś dla rodziny Orito... Ale... Wiesz co miał na myśli? - Kilka chwil było tym czego blondynka potrzebowała by przypomnieć sobie z kim faktycznie rozmawia. Przypatrywała się dziewczynie nie mogąc powstrzymać szklących się powoli oczu. Trudno jest powstrzymywać emocje w chwilach w których nie powinno się tego robić, w sytuacjach takich jak ta gdy porusza się tematy i dni które wciąż sprawiają, że serce krwawi.
- Miałam ci to przekazać... Jego kurchan jest na polanie, na południe od wioski, pośród wielu innych. Jakbyś chciała go odwiedzić. Leży sam... - Jej też napłynęły łzy do oczu, była jego służką, chciała być kimś więcej, kochała go i dawno miała odejść gdy Orito zwalniał je, służki, jedną po drugiej przed wyruszeniem na wojne, ona jako jedna pozostała i nie chciała odchodzić.
- Nie zapomnę o nim - Powiedziała cicho przypatrując się końcu łóżka, pogrążyła się na chwilę we własnych wspomnieniach z tamtego okresu które wciąż miały dużo luk i były bardzo wyblakłe. Namika skinęła w stronę Hikariego na przywitanie, albo nawet i jednocześnie na pożegnanie. Wyglądało na to, że nic więcej jej tutaj nie trzyma i spełniła swoją powinność.


Namika

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Seinaru » 7 sty 2019, o 21:44

Urlop w Saimin przebiegał naprawdę przyjemnie. O ile te trwające dopiero od kilku dni tułanie się po onsenach, barach i restauracjach mogły być nazywane urlopem. Nie pił, co to to nie. Po prostu zwiedzał, spacerował i łapał spokojne powietrze, tylko że w swoim własnym, najlepszym towarzystwie. Tubylcy nie byli do niego jakoś przychylnie nastawieni. Jego wyczyny z frontu i echa misji były tutaj niektórym znane i Kei wielokrotnie czuł na plecach nieprzychylny wzrok Yamanaka, lecz nikt (poza tamtym jednym razem), nie wyrzucił mu niego w twarz.
Nie spotkał już więcej tamtej przyjaznej duszyczki... jak jej tam było... Misałka? Cóż, miał czas żeby poukładać sobie swoje kolejne "zbrodnie". Oczywiście nie odczytywał ich jako czyny, które zarobiły mu minusów tam na górze. Po tylu potyczkach podchodził już do sprawy bardziej profesjonalnie, stał się chyba mistrzem w ignorowaniu własnego sumienia, stąd najbardziej teraz znów martwił się o siebie. O tym żeby doszedł do formy, o tym czy jego zbroja i broń nie zostały poważnie naruszone podczas misji, a nade wszystko czy po drobnych oparzeniach na lewej ręce nie pozostaną szpetne blizny. Nie znał się na medycynie, dlatego postanowił zasięgnąć porad specjalisty i prewencyjnie udać się do szpitala, aby ktoś jeszcze raz na to spojrzał. Już w obozie na froncie został zapewniony że nie zostanie oszpecony, ale jednak chciał usłyszeć to chyba po prostu jeszcze raz.
- Dzień dobry, chciałem zgłosić się... na kontrolę. - Opowiedział w recepcji historię swojego życia, a konkretnie fragment jak nabawił się tych powierzchownych oparzeń, których w ogóle już nie czuł. Gdyby nie pozostawiły śladu, prawdopodobnie już dawno by o nich zapomniał. Zdziwiła go jednak odpowiedź pielęgniarki za ladą. Otóż ta Pani(!), ta Paniusia(!!) kazała mu czekać! Jemu, p o t ę ż n e m u zwycięzcy turnieju! Nie no spoko, ile można było jechać na sławie sprzed dwóch lat. Poza tym liczył się z tym, że dookoła na pewno znajdzie się ktoś, kto pilniej potrzebuje pomocy medyka, niż taki rozpieszczony gwiazdor jak Kei. No cóż, postanowił odstać swoje, a raczej odspacerować, bo z nudów zaczął w końcu kluczyć po szpitalnym korytarzu, czekając aż wyczytają jego numerek.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 7 sty 2019, o 21:52

Hikari nie oceniał wszystkich mieszkańców Soso z powodu tego, kogo spotkał w wiosce. W swoim życiu poznał wyjątki, które były dla niego miłe mimo nienawiści niemalże całego Yogan-Ryu. Tutaj też się znalazły osoby o wiele milsze, jak na przykład Michio. Nie podobały mi się działania jakich dokonywał shinobi z Yusetsu, ale wciąż potrafił się zachować co najmniej porządnie. Czy to było z strachu? Możliwe, że początkowo. Potem chyba jakoś się zaczynali rozumieć, szczególnie w podróży powrotnej.
- Nikt nie zasługuje na to, aby być z góry oceniany. Każdy człowiek jest inny i działa na swoje konto indywidualnie, ostatecznie też nie mam im tego za złe.
Terumi się uśmiechał i lekko drapał po głowie, bo wiedział, że jego późniejsze zachowanie wcale nie było idealne. W żaden sposób.
- Jak to się mówi, było minęło. Nie ma co rozpamiętywać nad takimi głupotami, aczkolwiek trzeba pamiętać, że nie ma miejsca idealnego. Każde ma swoje wady, zalety.
Na koniec machnął delikatnie dłonią, w tym momencie nie przejmował się zupełnie jak go potraktowali. Gdyby tak prawdę mówiąc nie ta rozmowa niemalże zapomniałby o tym i następnym razem spotykając ponownie strażników Notsuki okazałby im pełen szacunek. Z pewnością po małym pokazie ognia na niebie już nie powtórzyli by swojego błędu. Nawet z względu na strach.
Yogańczyk trafił swoimi słowami w sedno, młoda dziewczyna sama wiedziała zapewne do czego jest zdolny shinobi w ramach obowiązków. Dosłownie do wszystkiego, tak jak mały przykład z samobójcą posiadającym sto notek. Opowieść o nim przyniosła kolejne pytania, na które odpowiedź młodej może się nie spodobać. Ludzie są zdolni do różnych okrucieństw w ramach wydobycia prawdy.
- Świat jest okrutny, dlatego jak Twój sojusznik wpadnie w wrogie ręce musisz przyjąć, że dowiedzą się od niego wszystkiego. Osoby zajmujące się torturami potrafią zadać niewyobrażalne ilości bólu, a każdy ma jakiś swój próg.
Hikari zmienił się w pełni poważnego, a do tego zamknął na chwilę oczy współczując tym ofiarom. Westchnął zanim kontynuował temat.
- Zamiast cierpieć długo, zdradzić tajemnice, których gałąź nie mogła się dowiedzieć wolał szybko umrzeć. W końcu był szpiegiem, kto wie. Mogli nawet z góry dać takie ostatnie zadanie. Można tylko zgadywać.
Wzruszył lekko ramionami i otworzył oczy, które wyglądały dość smutno. Hikari zdawał sobie sprawę, że sam byłby gotowy wywoływać cierpienia wśród innych bez problemu. Gdyby to miało służyć do wykonania niekontrowersyjnego zadania, które się podjął mógłby mieć lekkie wahania, zależnie od sytuacji. W momencie szansy złączenia szczepu? Był gotów ponieść swoją cenę, prawie każdą jaką tylko musiał. Ból, który przeżył w swoim życiu od innych był najlepszym kopem do skończenia tego w rodzinnej wiosce na zawsze. Tylko jak skasować zemstę, która żarzy się w sercach ludzi tak głęboko? Jedna wielka niewiadoma.
- Szczęście... Może to prawda, sam go miewałem więcej niż rozumu kilkakrotnie. Myślę jednak, że ono lubi dopisywać silnym osobom.
Ile to razy narzekał, że fortuna Terumiemu za bardzo ratuje tyłek w porównaniu do umiejętności? W swojej głowie nieskończoność. Chociaż, czy to prawda? Ostatecznie każdy taki moment sprawiał, że czuł się coraz silniejszy. Potrafił się uczyć na błędach. Wiedział w jakich dziedzinach musi jeszcze się podciągać i dążył do tego celu za wszelką cenę. Teraz można powiedzieć, że był dwukrotnie szybszy niż podczas spotkania samuraja w Ryuzaku. Mógłby się porównywać do cesarza na wyspach, a on właśnie był najszybszą osobą mu znaną na świecie.
Spoglądał też jak młoda dziewczyna pokazywała mu swoje bandaże na większości ciała. Musiała doprawdy paskudnie oberwać, o wiele gorzej niż to jakkolwiek zakładał. Rany, chociaż nie mógł ich dostrzec podejrzewał, że były głównie od ognia lub jakiegoś wybuchu. Skoro to pułapka to może zwykła notka była?
- Wygląda nieciekawie, wciąż bardzo dokucza?
W głosie dało się usłyszeć lekką nutkę troski, a nawet zobaczyć na twarzy. Mimo braku odczuwania normalnie emocji, to była kolejna, która przez chwilę wylała się na zewnątrz. Przebywając z Arisą, towarzystwem w domu, swoją uczennicą może powoli się otwierał w tym kierunku? Dalej musi jeszcze przeskoczyć parę kanionów zanim wróci do swojego stanu z dzieciństwa, kiedy miał z osiem lat.
Yogańczyk niemalże podskoczył słysząc głos z korytarza, przez moment się rozkojarzył w myślach. Natychmiastowo się odwrócił do pielęgniarki i uśmiechnął z lekkim ukłonem tradycyjnym dla prowincji Soso. Nie można powiedzieć, że jego przygody nie powodowały żadnej zmian, nauki manier czy przyswajania wiedzy. Starał się to robić w każdej sekundzie, aby stać się lepszym człowiekiem. Nie chciał się wtrącać, skoro zdecydowanie rozmowa nie była skierowana do niego, tylko słuchał nie uczestnicząc. Gdyby to było zabronione nakazano by mu opuścić salę.
Milcząc dowiadywał się o szczegółach misji uczennicy. Powoli rozumiał, dlaczego nie chciała się dzielić szczegółami swojego zadania, przeżyła stratę swojego towarzysza. Jak bardzo ta dwójka się z sobą zżyła? Bardzo. Czy znali się wcześniej? To pytanie bez odpowiedzi, a nacisk nie przyniesie niczego dobrego. Wręcz przeciwnie, aby podzielić się smutkiem znajdzie wciąż wiele okazji w przyszłości. Czekał, aż zostaną sami w dwójkę, odpowiadając na pożegnanie kiwnięciem głowy, a następnie zadał jedno ważne pytanie.
- Czujesz się na siłach, abyśmy poszli razem dzisiaj na kurhan? W razie czego służę każdą możliwą mi pomocą.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 8 sty 2019, o 00:03

- Rok 385 - Zima -


" Ostatnie słowa "
Obrazek

Namika po przekazaniu informacji pożegnała się kulturalnie z dwójką shinobich przesiadujących w tym pokoju. Swoje zadanie spełniła i nie chciała być zatrzymywana przy tym bolesnym temacie jakim był Orito. Uszanowanie jego prośby było czymś co zwyczajnie stało się jej obowiązkiem. Inoshi otrzymała wiadomość która stała się dla niej czymś więcej niż tylko pustymi słowami bowiem okazały się kolejną zagadką bez odpowiedzi, tajemnicą którą będzie musiała rozwikłać w nadchodzących dniach, bądź tygodniach. Początkowo nie odpowiadała na zapytanie Hikariego bowiem rozmawiała z Namiką, gdy ta jednak opuściła ich zaszczytne grono, mogła odnieść się do jego wcześniejszego pytania. Ból był czymś względnym, w tej chwili nie mogła powiedzieć czy ją boli, bolało, lecz nie była pewna czy rzeczywiście jest to odzew rany czy krzyk serca.
- Nie potrafię tego stwierdzić... Boli ale... Ale to chyba nie to, nie w tej chwili. Albo się przyzwyczaiłam... - Zagryzła delikatnie wargę zaciskając przy tym lekko usta z odrobinę wykrzywioną miną.

- Oparzyłeś się kiedyś czymś gorącym? Na pewno... Chodzi mi o takie uczucie jak czujesz to drażniące pieczenie i nie możesz się go pozbyć... Dostaję od tego szału. - Oparzony palec potrafi doprowadzić do szewskiej pasji jeśli przy każdym dotyku lub powiewie wiatru odczuwa się skutki naruszonej skóry, palenie, pulsowanie. Różnie to nazywają, za każdym razem powiela się jednak jedno zdanie określające taki stan, jest on cholernie niekomfortowy. Owszem, było lepiej niż na samym początku, wciąż brała leki które uśmierzały ból przez co nie czuła tego aż tak bardzo, a czasami nawet wcale. Można stwierdzić, że siła tego wszystkiego opierała się w dużej mierze na jej nastroju i woli do wyzdrowienia.

- Nie pamiętam pierwszych kilku dni... Albo kilkunastu, nie wiem jak długo... To było... Nie wiem jakich słów powinnam użyć, Hikari-sensei - Czy przytomnością można nazwać przebudzenie z podkrążonymi oczami w lawinie bólu całego ciała które gdyby mogło rozerwałoby się od środka byle tylko go nie odczuwać, a wszystko to tylko do czasu aż kolejne kadzidło zostanie zapalone, kolejna roślina zostanie jej podetknięta pod nos by zasnęła i nie zbudziła się przez kolejne kilka dni, godzin... Czy to ważne? I tak czeka ją to samo dopóty ciało nie będzie zdrowe na tyle by znieść wewnętrzny krzyk.

- Z każdą wizytą trzeba się podzielić czymś ze zmarłym... Przynajmniej na pierwszej. Miło jest sobie z nimi na nowo porozmawiać... Tylko nie wiem co powinnam mu powiedzieć ani co on mi powie... - W tej chwili odkryła kołdrę która skrywała jej nogi i wysunęła się z łóżka przysiadając na jego boku. Zwróciła wzrok w kierunku szafki, tej na ubrania która tutaj stała. Siedziała tak z dłońmi opartymi na łóżku. Sięgnęła po kubek z wodą który stał po drugiej stronie łóżka, na szafeczce, napiła się z niego i zaraz odstawiła na miejsce. Powoli się podniosła, Terumi mógł zobaczyć, że idzie normalnie, nie ma problemów z poruszaniem się, wciąż jednak jakby oszczędza ręce, tak jakby nie musiała ale mogła i unikała niepotrzebnych dotyków czy podpierania się.

Spojrzała na drzwi a następnie na Hikariego, spojrzenie było ciut wymowne, mogło jednak nie trafić lub nie zostać odpowiednio dostrzeżone. Dziewczyna i tak zaraz pokazała mu jasny sygnał poprzez ściągnięcie koszulki. Nie wstydziła się bo i tak była cała obwiązana bandażem niczym mumia, już i tak go widział więc nie miała niczego do ukrycia. Miało to w ostateczności swoje plusy, mogła ściągnąć wszystko a wciąż nie świeciła cyckami jak jakaś lafirynda. Jeśli patrzył to widział, że cały tors od góry do dołu jest w bandażu, dokładnie obwinięty każdy centymetr ciała kończąc się gdzieś przy szyi. Od palców rąk po szyję mówiąc krótko. Można było dostrzec dziewczęce kształty w jasnym dla każdego miejscu, nic jednak ponad to. Zakładając, że Hikari zdecydował się wyjść to mogła przystąpić do dalszego przebierania się. Kilkanaście minut i nałożyła tunikę z długimi rękawami które kończyły się nieznacznie przed nadgarstkami, buty oraz dość długi bo za kolana element dodatkowy, częściowo ochraniający, częściowo podkreślający nogi. Po wypadku nie miała już raczej innych rzeczy na które ktoś mógłby spojrzeć.

- Jestem gotowa - Powiedziała jak już się ubrała i zapięła swój strój, włosy zostawiła lekko rozpuszczone, nie były aż tak długie by musiała je jakoś szczególnie układać, ani tym bardziej nie czuła potrzeby by w tej chwili spinać je w sposób tradycyjny dla swojego klanu. Mogła już wyjść z pokoju więc pokierowała się do wyjścia i zamknęła za sobą drzwi. Oczywistym było, że musi wspomnieć w recepcji, że wychodzi. Nie chciała przecież by określono ją zbiegłym pacjentem bądź wypisano przedwcześnie.
- Muszę się zameldować w recepcji, że wychodzę... Nie wiem na jak długo mi pozwolą - Przetarła lekko oczy ręką w bandażu starając się na spokojnie odetchnąć, rozejrzała się lekko po całym pomieszczeniu w jakim się znajdowali, korytarz, dużo sal i dużo kierunków w które można się udać, na całe szczęście recepcja była dosyć blisko, na tyle Inoshi była w stanie poznać rozkład tego miejsca by móc trafić tam bez żadnych problemów.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Seinaru » 8 sty 2019, o 08:23

Wyszurał już nawet taką ścieżkę na korytarzu, bo nikt nie podchodził ani nie wołał go od ponad dziesięciu minut. Tłumaczył sobie to opóźnienie dużą ilością rannych wracających z frontu, łóżka w tym szpitalu na pewno wszystkie są zajęte, a rotacja pacjentów jest taka, że nawet pościeli pomiędzy nimi nie zmieniają. Samuraj zaczął w końcu tuptać nóżką ze zdenerwowania, gdy drzwi od sali znajdującej się obok niego otworzyły się, a z sali wyszła jakaś para. Jakaś dziwna, bo dziewczynka wyglądała na dziewczynkę bardzo młodą, natomiast jej towarzysz... nie, nie, nie... to na pewno tylko jej brat. Chociaż podobieństwa w ogóle Kei nie dostrzegł. Mimo to zaintrygowały go bandaże na ciele dziewczyny, przynajmniej tyle ile mógł zobaczyć na dłoniach i przy szyi, jednak to wystarczyło. A więc trafił swój na swego, to znaczy... poparzenia Keia nie umywały się nawet do ran tamtej, bo on nie nosił nawet żadnego opatrunku i tylko trochę go swędziało, ale jednak.
- Przepraszam bardzo... - Zaczepił ich przy recepcji.
- Nie wiecie może kto zajmuje się takimi wstrętnymi przypadkami? - Wskazał na Inosię.
- To znaczy... mówię o tych bandażach. O bandażach oczywiście. Ja sam jestem poparzony i nie chciałbym żeby mi jakiś ślad został. O, patrzcie. - Pokazał im na szybko swoją zaczerwienioną rączkę z kilkom małymi, gojącymi się już bąbelkami.
- Wiem że to nic poważnego, ale pacjent to pacjent, prawda? A oni w ogóle tu nie dbają o kombatantów. Nieprawdopodobne. - No nie do pomyślenia, aby nie obsługiwać weteranów bez kolejki, ale jak może ta dwójka poleci go jakiemuś medykowi, to szybciej dostanie się do gabinetu?
- Jestem Seinaru tak w ogóle. Seinaru Kei, pasterz z Teiz. - Przedstawił się jeszcze na koniec, bo przecież tak wypadało. Może mu się odwdzięczą, może pomogą.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 8 sty 2019, o 13:32

Gdy tylko zostali sam na sam w pokoju mogli kontynuować rozmowę, a Inoshi była w stanie odpowiedzieć na pytanie zadane wcześniej odnośnie bólu. Młodej Yamanace chodziło o ból serca, zresztą jakby się zastanowić po opiece medycznej z kimś znającym się na sztukach medycznych poparzenia powinny już dawno się w większości zagoić. Wciąż potrzeba więcej czasu, blizny mogą zostać, ale dokuczanie niemalże ustawać. Dla Hikariego, jego wnętrze od dawna jest zamknięte, jak coś czuł negatywnego szybko odcinał się od tego. Miało to swoje plusy, ale brakuje mu bycia kimś ludzkim. Obecnie jest jak zaprogramowana maszyna, nie chciałby aby ktoś inny trafił w ten stan.
- Znam, chociaż nigdy nie w takim stopniu.
Nawet na swojej ostatniej misji sam był winny podrażnienia swojej skóry, ale mógł to niemalże natychmiastowo ignorować. Skupiał się głównie na przeżyciu w nie łatwej sytuacji, gdzie wrogowie posiadali dużą przewagę liczebną. Skóra piekła, była podrażniania przez wszystkie okoliczne czynniki, a Terumi nic, a nic nie odpuszczał. W sercu współczuł jak musi się denerwować młoda dziewczyna reagując na cokolwiek, ale to rzecz tymczasowo niezmienna. Jak wiele innych, zawsze są fakty, przed którymi stajemy chcąc lub też nie. Nawet niemalże nie pamięta początku jak tutaj trafiła, widocznie było to zbyt wiele dla człowieka do wytrzymania bez jakiegoś skutku ubocznego.
- Niech zgadnę. To było niemalże jak znalezienie się w krainie ciemności?
Yomi, to miejsce w które nie wierzyło sporo osób, ale powinno być dość znane każdemu. Głównie z powodu straszenia rodziców, że niegrzeczne dzieci potem tam kończą w wiecznych mękach, ale brzmiało bardziej niczym jakiś mit.
- Powiedz mu to co czujesz w sobie, a jak dalej nie przyjdzie nic do głowy to wystarczy podziękować. Słowa... Tu nie chodzi o jakąś formułkę, a aby otworzyć serce przed kimś, kto już nas opuścił.
Yogańczyk zgodnie z nazwą rejonu najbardziej znał wietrzne bóstwo, to głównie do Shine-Tsu-Hiko się modlił przy bardzo rzadkich okolicznościach. Jak to się mówi, wierzący, ale nie praktykujący za bardzo. Nie odwiedza świątyń z sam siebie, nie odmawia codziennych modlitw tylko za zmarłe dusze. Chciał udzielić jak najlepszych rad, ale sam nie był w tym najlepszy. Nie pamięta kiedy opłakiwał bliską sobie osobę, dawno temu rodziców, którzy go zostawili. Nawet jak wie, że ojciec żyje to dla niego jako członek rodziny jest martwy. Widząc, że uczennica zbiera się jednak do przebrania wyszedł z sali zanim miała okazję ponownie chwalić się swoimi bandażami, zamknął za sobą drzwi i poczekał na korytarzu samotnie.
Trwało to kilkanaście minut, aż Inoshi dołączyła do swojego nauczyciela w nowym ubraniu. Pierwszy raz widział ten strój, ale z pewnością w domu posiadała ich multum zależnie od okoliczności. Kto chodzi ciągle w tym samym? No głównie Hikari, ma podobne stroje, ale to z względu na wygodę bojową. Przyzwyczaił się do posiadania niewielu ograniczeń i chociaż lubił bardzo kimona, te nadawały się najbardziej do chodzenia po tylko po swojej posesji. Przeklęty zawód, który wymaga wiele poświęceń, ale daje też możliwości. Słysząc słowa gotowości odpowiedział kiwnięciem oraz uśmiechem i powoli skierował się w kierunku wyjścia. Nie wiedział jak druga strona, ale on posiadał informacje jak tam dotrzeć, jakoś tutaj przybył prawda?
- Nie ma problemu, jest ona po drodze przy wyjściu.
Dotarcie tam to niemalże chwila, bo dosłownie paręnaście kroków, ale nim zwrócili się do obsługi zostali zaczepieni przez... Jakiegoś samuraja, bo to się dało poznać niemal natychmiast po tym akcencie. Bardzie nieprzyjemne akcentowanie nosowych głosek, a poza tym ten brak płynności. Spotkał się z tym kilkukrotnie, nie da się tego pomylić z niczym innym. mówił on szybko, co sprawiało, że ciężkie to było do zrozumienia. Przynajmniej bez jakiegokolwiek doświadczenia, na szczęście gesty wspomagały. Spojrzał na jego lekko poparzoną ranę i od razu miał swoją radę do przekazania.
- Ja byłem wysłany do lekarza na końcu korytarza, ale z tym wątpię aby ciebie przyjęto. Najlepiej zostawić na świeżym powietrzu, rany od gorąca kiepsko się leczą pod bandażami.
W końcu oczekiwał chyba aby dostać jakiś materiał, którym mógłby to zasłonić. Inaczej po co mówiłby o białym opatrunku, który pokrywa większość ciała towarzyszki? Co ciekawe i zabawne, był to kolejny najemnik, który narzekał na tutejsze traktowanie.
- Mogliby się w niektórych aspektach bardziej postarać.
Nie chciał po raz kolejny za bardzo rozwijać ten temat, ale potwierdzało to wcześniejszą rozmowę z uczennicą.
- Hikari Terumi, shinobi z Yusetsu, a to moja uczennica. Inoshi Yamanaka. Miło nam poznać, długo już tutaj wojujesz?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 8 sty 2019, o 16:03

- Rok 385 - Zima -


" Spotkanie z pasterzem "
Obrazek

Słowa Hikariego niosły za sobą pewną wiedzę lecz również i ból którym trudno się nawet podzielić, każdego budują doświadczenia oraz osoby które spotyka a on miał bardzo zły start niekoniecznie ze swojej winy, bo czy dziecko winne jest grzechów rodziców lub innych ludzi z którymi dzieli krew? Dlatego właśnie błędne koło nienawiści było złem trawiącym świat gdyż wiele osób które nie były winne musiały płacić za sprawki innych, czasem z chęci zwykłej zemsty a innym razem pod pretekstem, bo ktoś już się jakiegoś zła dopuścił.

Udało się im dotrzeć do recepcji w relatywnym spokoju, nie było to daleko, wystarczyło otworzyć drzwi i pokonać kilka trudnych metrów. Szła zaraz obok Terumiego z którym kierowała się w to miejsce, już miała zaczynać się odzywać w kierunku osoby która zasiadała po jej drugiej strony gdy stało się coś kompletnie nieoczekiwanego, zaczepiono ich jak jakąś zakochaną parę by pogratulować udanego związku. Oni jednak w takowym nie byli, nawet obok takiego nie stali. Zaczepiający ich, jak się później okazało pasterz z końca świata mówił dość dziwnie, niespotykanie jak na te tereny. Częściowo zdziwiła się reakcją Hikariego oraz tym, że tak od razu z miejsca zrozumiał o co mu chodziło. Ten akcent był okropny i w żadnym stopniu nie zachęcał do rozmowy, prawdopodobnie to byłby koniec konsternacji gdyby nie została wskazana palcem jako jakiś najgorszy przypadek.

To była chwila w której zmarszczyła brwi całkiem mocno, nie to, że była jakoś szczególnie zła, nie chciała by bandaże były tym na co najbardziej zwraca się uwagę, po prawdzie Seinaru, pasterz z Teiz wskazał bandaże a nie ją.
- Co za gość... Nie ma za grosz kultury... - Zielone tęczówki Yamanaki zwęziły się gdy przyglądała się gościowi który wymachiwał przed nimi zranioną rączką, jego rana nie wyglądała tak poważnie jak jej, ostatecznie to był zwyczajny pikuś a on, jak dziecko skarżył się na to, że lekarz stwierdził " zagoi się " i zajął się pewnie poważniejszymi przypadkami, zwłaszcza jeśli miało to miejsce na terenie objętym wojnom, chodziło o obozy i linię frontu rzecz jasna.
- Wskazuje na mnie a sam się poparzył, pewnie jeszcze zrobił to podczas nalewania gorącej herbaty z imbryku... - Skrzywiła się odrobinę łapiąc jedną ręką za okolicę łokcia drugiej, nie chciała przypatrywać się nowo napotkanemu pasterzowi zbyt długo. Nie podobało jej się, że tak bardzo nie docenia tutejszych ludzi. Inoshi od zawsze nie zgadzała się z tym przesadnym oddaniem klanowi i wykonywaniem wszystkich poleceń, nie była buntowniczką jednak, jego słowa w dalszym ciągu świadczyły źle nie o konkretnych osobach które napotkał a o ogóle ludności, bo te słowa właśnie we wszystkich były skierowane.
- Pacjent to pacjent... - Westchnęła bo trudno było w tej chwili nie przyznać mu racji. Każdy jeden był ważny a kim by była ona jeśli nie spróbowałaby naprawić błędów, może niekoniecznie swoich a czyichś, to dobry początek do zmiany świata, najpierw należy zmienić jedną osobę by zmienić kolejną i następne. Wtedy Seinaru zdecydował się przedstawić, a Hikari nie pozostawał dłużny, z jednej strony nie podobało się jej, że wyskoczył od razu ze wszystkimi informacjami, wspominając o sobie oraz o niej, prawdziwy filip z konopi. Inoshi nie lubiła konopi, jednak w tej sytuacji nie mogła zrobić nic jak tylko rozłożyć ręce bo decyzja już została podjęta za nią. Została przedstawiona pasterzowi.

Blondynka posłała dosyć zdecydowane spojrzenie w kierunku swojego Senseia. Nie mniej jednak widząc jak zaczyna odpytywać mężczyznę z jego wojennych przebojów zrezygnowała, przecież wie, że nie powstrzyma go od kieliszka z wojownikiem pół krwi jeśli się rozgadają a wieści wojenne to coś w cenie, sama też by chciała wiedzieć jak się sprawy mają, będąc tutaj nie mogła wiedzieć wszystkiego. Zacisnęła usta przyglądając się ranie na którą tak bardzo narzekał chłopak, w jej ocenie nie wyglądała tak strasznie, może to jedynie sugestia jaką przywołał w jej głowie nosiciel owej rany samemu twierdząc, że to nic poważnego.
- Mogę... Mogłabym się zająć tym beznadziejnym przypadkiem jeśli naprawdę tak ci zależy... - Lekko burknęła, potem jednak próbowała poprawić ton swojej wypowiedzi by brzmieć nieco bardziej normalnie, burczenie było czymś co robiła dosyć dobrze i Terumi mógł już to kilka razy usłyszeć w jej wykonaniu. Trudno ukryć bycie urażoną, co jest niezręczne, zwłaszcza jeśli nie taka była intencja obrażającego. Przewróciła wzrok w kierunku swojego pokoju, drzwi do niego były zasunięte bo to zrobili zaraz po jego opuszczeniu.
- Będziesz musiał wytrzymać kilkanaście minut. - Wskazała zabandażowanym palcem na Seinaru a po chwili na swój pokój, niemal jakby wydawała rozkaz. Bo przecież, jakby nie patrzeć, wciąż była wyższa stopniem. Była Doko a on był kim? Pasterzem.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Seinaru » 8 sty 2019, o 17:31

Wow, to była naprawdę jakaś szycha. To znaczy ten obcy shinobi, który trenuje tutejszą dziewczynkę. Czyli to był to jej prywatny nauczyciel, a jej rodzice muszą być bardzo bogaci żeby pozwolić sobie na indywidualne nauczanie swojej córeczki. Czyli wniosek z tego, że Inoshi to rozpieszczony bachor? Nie, na pewno. Nie mógł od razu zakładać tego najbardziej zepsutego scenariusza. Chyba po prostu za daleko wybiegł myślami, jednak szybko wrócił do szpitalnego korytarza i tylko tego co miał aktualnie przed sobą.
- Miło poznać. To wojuje tutaj już... to będzie... hm... jakiś tydzień albo może nawet i dwa. To znaczy wojowałem, teraz się relaksuję, chodzę po onsenach i takie tam, ogólnie to miałem zamiar niedługo wracać... do siebie na gospodarkę... - Odpowiedział przez nos ze swoim dziwnym akcentem.
- Zdarzyło mi się być w oddziale Riri Yamanaka, taka szczupła, blond włosy... jak one wszystkie tutaj... - Domyślił się w pół zdania, że ten opis w Soso nikomu nic nie powie, bo to właśnie było chyba charakterystyczną cechą większości Yamanaków.
- A Wy, skąd... TO? - Wskazał znowu na jej bandaże, cóż... ciekawski był z natury, a swoją drogą ciekawe jak doszło do tego, że koleżanka musiała owinąć się od samych kciuków aż po kark. Bo domyślał się jedynie, że tam wszystko pod spodem też ma mocno ściśnięte. To znaczy nie był amatorem taki zabaw, nie był w ogóle jeszcze amatorem kobiet nasz niewinny Seinaru, a tym bardziej nieletnich. Chodziło mu głównie o aspekt zawodowy.
- Nah, nie przejmuj się. Ja nawet tego nie czuję, po prostu nie chciałem mieć takiej skóry pomarszczonej, rozumiesz... - Odpowiedział na ofertę pomocy. No tak, to miała być tylko kontrola, a nie zmiana opatrunku czy coś w tym stylu. Nie było sensu się w sumie tym przejmować, tym bardziej że już zapomniał w ogóle po co tutaj przyszedł, tak mu się spodobała ta parka.
- Też byliście na froncie? Jako część szkolenia, panie sensei? - Zwrócił się ponownie do Hikariego. On chyba grał w tym duecie pierwsze skrzypce. Był bardziej doświadczony, a i ona o wiele częściej spoglądała na niego, niż on na nią.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 8 sty 2019, o 19:31

Poznany samuraj był dość specyficzny, a jego zachowanie mogłoby być odebrane jako brak kultury. Takowej można zarzucić dużej ilości osób, ale tutaj uznawał to bardziej jako prostotę chłopa, który nie przejmuje się duperelami. Tak, chociaż nie wypowiada niepotrzebnych wyzwisk, co Terumiemu najzupełniej wystarczało. Dziwne było, że Inoshi milczała, ale widocznie chciała im dać porozmawiać. Dość szybko zaczęli wymieniać między sobą zdania. Ten mężczyzna może i przedstawiał się jako pasterz, ale skoro uczestniczył w wojnie wciąż musiał się znać na rzemiośle walki. Tylko teraz chyba skupiał się na lizaniu ran chodząc po onsenach.
- To jestem trochę dłużej, chociaż wiele misji mi nie chcieli dać.
Hikari zamiast tego miał samotną eskapadę na teren wroga, sama podróż zajmowała sporo czasu. Zresztą, nie ważne, bo padają tutaj kolejne słowa rzucane przez nos. Mówił o jakiejś Riri Yamanaka, szczupłej blondynce... Tak rzeczywiście, wręcz idealny opis, pasuje do więcej niż połowy kobiet prowincji zapewne. Nie mając co tutaj odpowiedzieć jakkolwiek tylko wzruszył swoimi ramionami. Nie kojarzył żadnego takiego imienia, praktycznie nikogo nie zna w wiosce. Co tutaj wiele zresztą opowiadać, bo nasz pasterz zadał kolejne pytanie. Odnośnie bandaży, kolejna rzecz, którą zostawi bez odpowiedzi. Przecież sam nie poznał tej historii.
Wtedy Inoshi dała swoją propozycję odnośnie uleczenia rąk Seinaru, ale ta została odrzucona. Chłop martwił się, aby nie zostać na zawsze z takim brzydkim kawałkiem ciała. Kolejne zapewnienia od osób musiały wystarczyć, bo za takie coś podziękował. Wielka szkoda, dałoby to możliwość ujrzenia rezultatów samotnego treningu, w którym nie mógł pomóc. Ostatecznie te dziedziny są całkowicie obce dla shinobiego z wietrznych równin. Milczenie z jego strony nie trwało niesamowicie długo, bo miał okazję powiedzieć coś na temat bycia na wojnie.
- Nie dostaliśmy wspólnej misji, te przyszły z góry, a będący w siedzibie urzędnicy raczej nie zdają sobie sprawy z naszej relacji.
Powiedział zgodnie z prawdą, bo po co miał kłamać.
- Mogłoby to być dobre doświadczenie, ale nadejdzie jeszcze ten czas. Do tej pory byłem wysłany jedynie do wioski Notsuka, aby rozwiązać problem z znikającymi zapasami. Co prawda trafiłem za linię wroga samotnie, ale to z własnej decyzji pościgu zamiast czekania aż spróbują to zrobić ponownie i wpadną. Nie chciałem tracić za dużo czasu, nawet jak przez to miałem parę więcej wrogów na sobie.
Powiedział to trochę bez emocji, bo omijając kwestie jego osobowości to niby co tutaj mogło być radosnego czy też smutnego? Raczej to tylko fakt, który się zdarzył. Czekał też na jakiekolwiek reakcje uczennicy, ale czy one nastąpią? A może się ona zamknie w sobie? Większość czasu milczała, a chociaż chciała pomóc to miała wyraźnie buczący głos. Hikari słyszał go parę razy i teraz łączył go raczej z irytacją? Byciem lekko złym? Możliwe, będzie musiał na to zwrócić większą uwagę.
- Wybacz, że tak przerywam, ale byliśmy w drodze na kurhan Orito. Nie chciałbym, aby moja uczennica nadwyrężała się ponad swoje siły, więc wypadałoby nam się ruszyć.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 8 sty 2019, o 21:02

- Rok 385 - Zima -


" Spotkanie z pasterzem "
Obrazek

W klanie Yamanaka były różne rodzaje osób, również dzielone pod stan majątkowy, byli i ci biedniejsi, zwykli szeregowi członkowie oraz ci o większym przeznaczeniu, dużo bogatsi od pozostałych mający swoje posiadłości, przeznaczeni do wielkich rzeczy... Może to zwyczajna bujda i na to nie wygląda, Inoshi należała do tych środkowych, zwykłych którzy nie mają ani własnej służby ani wielkich posiadłości, jak niektóre rodziny. Przez chwilę nic nie mówiła, słuchała wymiany zdań zarówno Hikariego jak i Seinaru, nie chciała za bardzo przechwalać się swoimi mizernymi dokonaniami, nie lubiła też tego robić jeśli nie czuła się z tego dumna, nie miała naprawdę z czego. Seinaru jednak powiedział coś co sprawiło, że Inoshi zwróciła całą swoją uwagę na niego.
- Riri? Czy to może być przypadek? - Yamanaka Riri była kluczem włożonym do zamka uwagi Inoshi, chciałoby się rzec, że jej zielone oczy zaświeciły się jakby usłyszała coś bardzo ważnego. Imię to było jej znane tylko z listów, nie wiedziała o niej zbyt dużo ale ona mogła wiedzieć nieco więcej o Orito i tym co mu się przydarzyło, kto wie, może kobieta rzuciłaby nowy cień na tą sprawę którą zielonooka znała tylko z jednej strony. Tym razem blondynka starała się zignorować jego wskazywanie palcem, to był faktycznie zły nawyk który sprawiał, że czuła się niezbyt komfortowo i zaczynała rozglądać trochę na boki, nie wiedziała tam nic ciekawego poza innymi pacjentami i kręcącymi się ludźmi, to był szpital, mogło być tłoczno.
- Wypadek na wojnie, to wszystko... - Odparła na odchodne, liczyła, że zaspokoi to ciekawość pasterza, nie chciała mówić o tym wszystkim co się jej przydarzyło, nie było to miłe ciągle do tego wracać, zwłaszcza jeśli wciąż widziało się te rany i każdy tylko się o nie wypytywał lub krzywo patrzył. Gdyby mogła to zapadłaby się pod ziemię byle nie słyszeć uwag odnośnie bandaży. W końcu specjalnie dlatego założyła strój w którym większość była zakryta, wciąż jednak nieco zabandażowana część pod szyją nie uniknęła świetnej percepcji pasterza któremu była chyba potrzeba do wypatrywania owiec na pastwisku. Kto wie, może potrafił pośród nich wypatrzeć i wilka w owczej skórze.
- Ale... Ale... Naprawdę mogę się tym zająć, nalegam... - Dziwnie się czuła najpierw słysząc marudzenie na obsługę a później odrzucenie pomocy, to nie było w końcu coś wielkiego, drobny gest, gdzie w ostateczności mogła komuś pomóc, nawet jeśli nie znaczyło to faktycznie nic. To część jej pracy o której zapomnieć nie mogła i liczyła na sytuacje takie jak ta, w której będzie mogła wykorzystać swoje umiejętności chociaż trochę.
Czy to była jej wina? Możliwe, że zniechęciła pasterza swoją uwagę na temat beznadziejnego przypadku, nie była ona jednak niesłuszna czy tylko jej winą. Może mężczyzna zwyczajnie szukał sposobu by kogoś zaczepić i padło na nich a narzekanie na służbę zdrowia stało się wspólnym tematem spajającym rozmowy, bo przecież jak narzekać to w grupie.
- Seinaru-san... Znałeś Riri Yamanakę? Ja... Czytałam o niej, właściwie to... Nie powinnam ale to nie ważne, znała mojego przyjaciela Orito, podobno razem służyli, słyszałeś może o nim? - Przerwanie Hikariego było czymś niespodziewanym, nie mniej też nie chciała się nadwyrężać ponad siły, w tej chwili i tak jedyne co mogłaby robić to spać odzyskując powoli swoje siły, była już po zabiegach dzisiejszego dnia a rany, mimo, że było z nimi różnie były " do zniesienia " O ile jest taki punkt na skali.
- Właściwie to pięć minut od bramy miejskiej... Znam to miejsce, długo nam nie zajmie dotarcie... - Objęła się delikatnie za przed ramiona, niemalże tak jakby chciała skrzyżować ręce jednak w trakcie zdecydowała się tego nie robić. Częściowo był to gest mogący świadczyć też o temperaturze, najcieplej to nie było a by wyjść i tak trzeba było się trochę lepiej ubrać.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Seinaru » 8 sty 2019, o 22:50

- Ah, rozumiem. Szukałeś zaginionych bułek. Fascynujące. - No właśnie kompletnie nie. Problem znikających zapasów równie dobrze mógł oznaczać plagę myszy w obozowym magazynie, dlatego Seinaru nie ciągnął już dalej tego tematu, bo w sumie... nie miał jakiejś wielkiej potrzeby słuchać o misji jakich wiele. Zamiast tego, teraz znalazł wspólny temat z panienką Inosią, która bardzo zainteresowała się z kolei jego znajomą. To znaczy słowo znajoma to chyba zbyt wiele powiedziane, bo póki co mieli ze sobą styczność tylko przy jednej okazji. Niemniej jednak Seinaru dostał na koniec zaproszenie do Marmuru, całkiem prywatnie i niezobowiązująco, więc chyba oprócz towarzyszy broni rzeczywiście byli już znajomymi. Sam nie wiedział już w sumie, ale do tej pory nawet się nad tym nie zastanawiał.
- Jak to "czy znałeś"? To ona nie żyje? - Wybałuszył oczy na dziewczynę, bo w sumie... moment... przecież ostatnie co o niej wiedział, to że Riri wróciła już z frontu i udała się do siebie, do Sogen. W drodze coś jej się stało?
- No w sumie to tak, znałem ją. Robiliśmy razem jedno zadanko. I przyznam szczerze, że niewiele z tego rozumiem. W dużym skrócie, to ratowaliśmy chyba matkę tego Orito, a on był zdrajcą, a potem się okazało że jednak nie, a potem to ta matka w ogóle popełniła samobójstwo. Mówię wam, dom wariatów, co ci ludzie mają w głowach... - Westchnął ciężko.
- Szkoda Riri, dobra z niej była dziewczyna, tylko taka trochę że zadzierała nosa, wiecie co mam na myśli... - No tak, ale ogólnie to raczej oddana służbie, klanowi i te wszystkie pozytywne cechy w sobie miała i pewnie to ostatecznie przyczyniło się do jej zgonu.
- No dobrze no, to chodźmy na ten cmentarz w takim razie... Tam będziesz mogła sobie poeksperymentować na mojej ręce, uparta Ty... - Powiedział to ostatnie trochę z przekąsem i nawet przez myśl mu nie przeszło, że duet mówiąc "chodźmy" i "nam" może mieć na myśli dwie, a nie trzy osoby.


// róbcie już zt ze mną jak chcecie.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 9 sty 2019, o 01:40

Bułki? Cóż, ktoś nie zna się zupełnie na ścieżce wojennej, bo głupie pieczywo może stanowić o wygranej lub przegranej. Zresztą poza tym był w tym zawarty ekwipunek, różna broń przydatna na froncie. Nie ma co się kłócić z kimś takim, bo czy zrozumie całkowite przesłanie? Pewnie nie, a poza tym nie był jego nauczycielem, aby uzupełniać wiedzę o podstawy. Kontrola pożywienia potrafiła wygrać wojnę, tylko przy shinobich jest to dość ciężkie. Jedna jednostka jest w stanie zniszczyć cały wspaniały plan, który mógł doprowadzić w dłuższej perspektywie do wewnętrznego buntu. Szkoda strzępić języka na ignorancje samuraja wobec otaczającego go świata.
Dalej przyszło mu słuchać pytań na temat tej Riri, która była mu zupełnie nieznajoma, bo Inoshi nie chciała podzielić się swoją historią ran. Cóż, z tego co usłyszał do tej pory nie mogła to być dumna opowieść, w której ratowała czyjeś życie. Nie mogła usłyszeć ostatnich słów Orito, a także wpadła w jakąś pułapkę, której nie przewidział nawet członek Sakki. Przynajmniej tak wnioskował Hikari z informacji otrzymanych, ale analizował kolejne. Podobno zmarły, którego mają odwiedzić był zdrajcą, ale jednak potem nie? Jego matka popełniła samobójstwo? To z pewnością pierdolnie jego uczennicą, zupełnie jakby ktoś wyjebał jej młotem w twarz. Jakimś strasznie ciężkim. Cokolwiek doda, na tą sekundę mógłby to tylko zepsuć zamiast naprawić, tak więc milczał. Nie posiadał odpowiedniej wiedzy, aby się odzywać samemu.
Zdezorientowanie, to najlepsze określenie stanu głowy Yogańczyka. Śmierć samej blondynki z opowieści Seinara mogło być jednym wielkim nieporozumieniem, bo to równie dobrze mogło być tylko czepianie się jednego niefortunnie użytego zwrotu. Był osobą, która pośpieszyła tutaj pozostałych, więc wypadało działać z błogosławieniem reszty. Przy okazji okazało się, że będzie mu dane zobaczyć efekty samodzielnych treningów towarzyszącej mu jakiś czas Yamanaki. Szczęście potrafi się do nas uśmiechnąć, chociażby raz. Nic dziwnego, jako sensei oceniał rozwój podopiecznej. Przyjmował to zadanie dość poważnie, a po wypadku miał zamiar zabrać się poważniej do roboty. Mogła przecież równie dobrze już nie żyć...
- To tylko załatwmy zwolnienie Inoshi z tego miejsca i możemy się zbierać.
Wskazał głową w kierunku recepcji pasterzowi, a potem ruszył w tamtym kierunku. Po załatwieniu wszelakich formalności cała trójka mogła opuścić budynek, a następnie zmierzyć na cmentarz.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 9 sty 2019, o 05:09

- Rok 385 - Zima -


" Nie kończący się egoizm "
Obrazek

Poszukiwanie wypieków przez Hikariego może i było ciekawą opowieścią jaką Inoshi mogłaby wysłuchać w trakcie obiadu albo przejazdu karawaną, Terumi czasem potrafił opowiadać tak, że historia wydawała się ciekawsza niż w rzeczywistości była. Szczegóły, potrafił o nich opowiadać, jeśli chciał. Blondynka mogłaby się zaśmiać, niemal brak zainteresowania Seinaru przygodami Terumiego przyprawił ją o delikatny uśmiech, zachichotała by gdyby nie jego kolejne słowa a raczej odpowiedź dla niej odnośnie Riri, kobiety która była przyjaciółką Orito. Po prawdzie sama nie mówiła zbyt jasno to słowa pasterza nie mogły wywołać innej reakcji niż zakłopotanie.
- eee? Ja... Nie wiem... Mam nadzieję, że żyje... - Jej minę można podsumować krótko, była zwyczajnie zmieszana. On jednak rozwinął swoją historię z Riri a tematy które w niej podjął okazały się być czymś o czym Inoshi zwyczajnie nie chciałaby usłyszeć. Ton jego wypowiedzi, całkowicie ignorujący powagę i dramat tej sytuacji był niemal nie do zniesienia.
- Nie żyje? Zdrajca? - Wyszeptała cicho, wcześniejsze poszerzone tęczówki to nic w porównaniu do tego jak wyglądało to teraz, zrobiła wielkie zaskoczone oczy kompletnie wyłączając się ze wszystkiego. Niby patrzyła na Seinaru ale tak naprawdę to nie, nie widziała w tej chwili ani jego ani właściwie niczego.
- Ale... Ale jak to zdrajcą... Jak to ona popełniła samobójstwo? - Wyraźnie było widać, że cofnęła się odrobinę w tył, zatrzęsła jakby wsadzono ją do wanny z cholernie zimnym lodem. Trudno stwierdzić czy informacje Seinaru były dla niej jak płachta na byka czy może jak kanapka na Shi. Była zła, była zmieszana, była smutna. Wybierz jedno z trzech a na pewno trafisz. Nikt tak nie potrafi złamać serca w czterech słowach jak Seinaru, " Był zdrajcą, popełniła samobójstwo " Czy to była nawet prawda?
- Nie... Nie mogło tak być... Nie mogło, Orito nie był zdrajcą! Nie był! Słyszysz!? Dlaczego jej nikt nie powstrzymał? Może... - Nerwowo się rozglądała, to na lewo, to na prawo, nie chciała patrzeć na żadnego w tym momencie ani na Hikariego ani na pasterza którego słowa były jak kubeł lodu, nie takiego zwykłego a ostrego przecinającego nieco więcej niż skórę, głównie serce i duszę. Co prawda można już było usłyszeć głosy mówiące o samotnym grobie zdrajcy na polanie niedaleko wioski, czy jednak Inoshi chciałaby przyjąć do wiadomości informacje od zwyczajnych plotkarzy i wziąć je za pewnik? Z Seinaru było inaczej, znał Riri, przyjaciółkę Orito którą opisywał w listach i swoich własnych notatkach.
Nie mówił nic, milczał jak grób, gdzie ten Terumi jak jest najbardziej potrzebny? Inoshi przełknęła nerwowo ślinę biorąc kolejny głęboki oddech. Okazało się, że tak naprawdę wiele rzeczy wcale nie jest takimi jakie myślała, że są bądź będą, takimi jakie być powinny. Dygotanie właściwie nie mogło ustąpić, przejmowała się bardzo, tak jakby nie mogła wypuścić z siebie tych wszystkich emocji lub, po prostu nie chciała. Po ostatnich słowach Terumiego odwróciła się i tępo skierowała w stronę swojej sali, te zwyczajne kilka kroków. Zasunęła drzwi i osunęła się na ścianie skrywając twarz pomiędzy rękami. Pierwsza myśl chcąca naprawić zwód, wobec samej siebie po śmierci Orito to było odnalezienie jego pojmanej matki, chociaż tyle mogła zrobić by uczcić jego pamięć, okazało się, że nie jest w stanie zrobić nawet tego i ta dwójka skończyła już przeklęta w krainie ciemności z której, nie ma już powrotu, czy taki okrutny los powinien ich był spotkać? Ta historia mogła mieć dobre zakończenie, i kto jest temu winny jak nie ona? Gdyby Orito żył to Yokami nie pozbawiłaby siebie życia. Całkiem szybko, jakby się przysłuchiwać można by usłyszeć z pokoju dochodzące zwyczajne szlochanie. Seinaru i Hikari mogli nie rozumieć, lecz nie codziennie tyle cegieł które miały służyć za chociaż drobną podporę odbudowanej wizji, spadają na czyjąś głowę.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Seinaru » 9 sty 2019, o 10:33

Spojrzał na nią, potem niego, potem znowu na nią... potem jeszcze raz na niego, a potem to już tylko na drzwi za którymi zniknęła.
- Ona jest jakaś nie teges? Może trafiła do złego szpitala. - Zakręcił palcem przy skroni, sugerując, że uczennica Hikariego nie ma wszystkich klepek na swoim miejscu. Nie widział w swojej wypowiedzi niczego bulwersującego, ludzie podejmują własne decyzje i jakiekolwiek by one nie były, to należy je uszanować, a nie się przeciwko nim buntować. Poczekał chwile, czy sensei Inosi pobiegnie pod drzwi aby wyperswadować jej rozpacz i ewentualną kradzież ogromnej ilości środków nasennych, bo nie był pewien, czy to ten nadopiekuńczy typ.
Zostawi ją, czy zareaguje? Kei teraz bardziej obserwował sytuację, czekał na to co wydarzy się dalej, choć zupełnie nie czuł się winny.
- No to będziemy szli na ten cmentarz czy nie? Przydałoby się zaczerpnąć tworzę świeżego powietrza i rozruszać kości. Szpitale dziwnie pachną... - Zagaił ponownie do Hikariego. Tylko czy można było ją tu zostawić i mieć pewność, że ta histeryczka dojdzie do siebie? Samuraj poczekał jeśli było to konieczne, aż wszyscy się uspokoją i otrą łzy rozpaczy, jednak szczerze mówiąc, wolałby żeby nastąpiło to wcześniej niż później.
- Przecież to nie moja wina, że ktoś znowu się przeze mnie zabił, taki już jestem. - Wzruszył ramionami nawiązując jeszcze do swoich poprzednich przedwcześnie zakończonych znajomości. On już pogodził się ze swoim fatum, więc kolejna i kolejna ofiara, tym razem praktycznie nieznajoma... nie tyle, że nie robiła na nim żadnego wrażenia, lecz nauczył się szybko odpychać od siebie jakiekolwiek strzępki odpowiedzialności, jakie pozostawały na ciałach.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość