Szpital

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 28 gru 2018, o 20:41

- Rok 385 - Zima -


" Wspaniały Alchemik... "
Obrazek

Czy było się o co obrażać? Stwierdziła tylko, że to proste zadanie które mógłby wykonać każdy. Może i powiedziała to dosyć tempo i prosto a powinna inaczej, delikatniej.
- Może to po prostu jego... Sposób by sobie z tym poradzić... - Obróciła się w stronę z którego dochodził głos, szukała go trudno odpowiedzieć komuś kto nawet się w twoją stronę nie odwrócił i nawet nie wiedziało się kto rzeczywiście się odezwał.
- Nie wiedziałam. - Powiedziała nie odrywając się za bardzo od przekładania ziół i rozdzielania ich na konkretne kupki. Jeśli to co mówił było prawdą to czy rzeczywiście to coś zmieniało? Nic nie zmieniało, nie mniej jednak to mogło być coś co zajmowało go na tyle by o tym nie myślał.
- Może to pozwala poczuć mu się potrzebnym... Skądś to znam - Obróciła się przystając na chwilę, spojrzała w stronę imbryczków oraz samego Morta. To nie tak, że nagle poczuła do niego jakąś sympatie bo poniósł straty. Wydawało się jej, że częściowo rozumie, bo kilka z jego zachowań może zostać tym faktem bardzo łatwo wyjaśnione.
- Przesadna obowiązkowość przy braku umiejętności? Chęć bycia potrzebnym? - To nie była osoba która zasługuje na bęcki czy potępienie, nie mniej, mógłby tak nie piszczeć, może nie robi tego jakoś długo i nie ma wprawy Albo zwyczajnie ktoś go słabo poinstruował. Inoshi westchnęła słysząc dalsze ostrzeżenie " kolegi " Wiedziała z czym to się je, nie potrzeba w takim miejscu spędzić dużo czasu by poznać je od podszewki. Mort nie był tutaj lubiany i to było jasne odkąd tylko postawiła nogę po tej stronie drzwi. Czy jednak był nienawidzony tylko z powodu swojego piskliwego głosu i przesadnej chęci udawania kogoś ważniejszego niż w rzeczywistości jest?
- Dlaczego go tak nienawidzicie? - Zapytała szeptem, otwarcie, tępo tak jak poprzednio. Mimo, że sama przed chwilą skrytykowała chłopaka to nic nie stało na przeszkodzie by i teraz odwrócić karty. Mort już tutaj szedł a ona oparła się o blat plecami rozglądając się po wszystkich i reakcjach na jej powiedzenie.
- A więc... Co ta nasza herbatka zrobi? - Zapytała Morta podczas gdy podchodził do stolika, nie spoglądała w stronę jego twarzy, bardziej obserwowała imbryczek który niósł.
Przyglądała się jak zalewał wodą ceramiczne naczynia, ani go nie ponaglała ani nie pośpieszała. Pozwoliła mu robić, cokolwiek tylko chciał, lub czuł, ze należy do jego obowiązków. Dostrzegła zmianę w nim, nie zareagowała jednak, jeszcze nie. Widziała jak odchodził toteż zaczęła się przyglądać tym jak parzą się ich twory.
- Nie musimy tego niczym przykryć? - Zapytała swobodnie, nie jakoś głośno nim Mort odszedł daleko, tak żeby usłyszał aczkolwiek bez elementu drwiny jaki mógłby się tam znaleźć.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2806
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Ayatsuri Juranu » 28 gru 2018, o 22:29

"Nauka rzemiosła"
Misja rangi D dla Yamanaka Inoshi
15/15


Dziwny śmieszek na stanowisku miał śmiertelnie poważną minę gdy mówił o tragicznym losie chłopaka, ale gdy dziewczyna na niego reagowała, zaczął się szeroko uśmiechać, jakby powstrzymywać od śmiechu. No ale to dało się to dostrzec dopiero po spojrzeniu wprost na niego, bo on się ani na chwilę nie odrywał od swojej pracy. A miał przygotowaną całą serię pojemniczków. Nie używał wody raczej, miał wielką misę z jakąś mazią, do której wrzucał składniki, mieszał i rozdysponowywał. I kolejny pojemnik z mazią, kolejne składniki. Duża staranność i mechanizacja ruchów. Gość był doświadczony, a to stanowisko pewnie sam kiedyś wybrał, bo nie potrzebował palników ani światła. A może wygnano go z zastawionej części? Nie ma znaczenia, ten człowiek to była maszyna.

- Zaraz. - spławiła ją enigmatyczna odpowiedź chłopaka. W tym czasie zadała pytanie Mortowi o działanie herbatki, a ten się zastanowił, bo nie zwrócił uwagi, co gdzie zalał i zaczął zaglądać i się przyglądać.
- Z tej się robi okład na rany dla szybszego gojenia, a ta jest na uspokojenie. - wskazywał palcem z wyraźną zadumą, więc ciężko mu było pomylić. Odszedł też jak gdyby omijając pytanie o zakrycie. A wtedy znowu się włączył sąsiad, jak na czujnik ruchu.
- Pomylił. Jest na odwrót. Z korzenia robisz na uspokojenie. Osobiście polecam do domu. Nie trzeba zakrywać, ale zakrycie zmniejsza szanse na niewyjście. A co do niego. Sama go nie lubisz. To już się zaczyna na tym jego idiotycznym imieniu. I tak na poważnie, to nic mu się nie stało z rodziną, ale matka gdzieś tu pracuje w szpitalu, chociaż nigdy mnie nie obchodziło gdzie. - dzieciak wsiąknął na dobre. Czyżby znowu się obijał? I w ogóle jak on to robił, że ani razu Inoshi nie mogła go przyłapać na zerkaniu, a wiedział wszystko, co tu się dzieje. Chyba ktoś złożył postać w percepcję i iryojutsu, kończąc w fabryce maści zamiast na froncie - Z resztą widzisz. Jest irytujący, ciągle znika, umie tylko zaparzyć herbatę. Nie wiem, po co Nakamura nam tu przysyła ludzi i "przydziela" ich Mortowi.
- bardzo pogardliwie zaakcentował to przydzielanie. W ogóle chyba był dziwnie nastawiony do przybyszów, jak gdyby powinni być gdzie indziej. Po prostu gdzie indziej, a nie tutaj - No teraz to zostało tylko jakieś dwanaście minut do odcedzenia. Nie wiem, czy chcesz tutaj siedzieć, bo wszystko inne jest trochę bardziej złożone... Jak nie ma tego przeklętego dzieciaka to sam to robię. Poważnie. Robiłbym tego tyle razy szybciej i więcej, gdyby dali mi większe naczynia, ale nikogo nie obchodzi napar na uspokojenie i jakiś okład, gdy zrobić już porządną maść o faktycznym zastosowaniu. - nawijał słowo za słowem, tłumacząc całą sytuację, umiejąc dostosować głośność do słuchaczki. Jedyną osobą, która mogła ich słyszeć poza tym i rozumieć co mówi, był jego sąsiad z drugiej strony, który się tym zupełnie nie przejmował - Nakamura pewnie cię tu przysłał, żebyś się rozruszała. To nie pierwszy raz. Jak chcesz faktycznie coś zrobić pożytecznego, to się przespaceruj. Poważnie. Jak chcesz to możesz nawet wziąć to zielsko. Sam takie hoduję na parapecie. - i się drugi raz od życzenia powodzenia oderwał od pracy. Odwrócił się w kierunku dziewczyny. Uśmiechnął się, mimo, że był niemiły. Ale był to taki dziwny uśmiech, jakby cała jego twarz była ceramiczną maską - Jak chcesz się pouczyć alchemii, to mogę ci dużo pokazać, ale póki mamy tylu rannych, nie ma tu czasu na zabawy. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe, ale już muszę niańczyć tego dzieciaka, a potem robię za niego. Sześć minut. - czy tu w ogóle było coś co mierzy czas, czy ten gość ma już takie przyzwyczajenie? - Od tygodnia próbuję wyprodukować więcej tej zasranej maści, którą mi dostarczyli ci infiltrujący, ale wychodzi mi tylko jakaś marna podróbka. Jest skuteczna, ale to nie to samo. Eh. - westchnął i nawijał. Zbliżał się czas do odcedzenia, pod stołem zaś znaleźć można była znaleźć wiaderka podpisane jako "Korzeń" i "Rozmaryn", najprościej jak tylko można. W zależności od dobranej techniki można było użyć sitek, albo nawet przykrywek, które czekały wcześniej na zakrycie naparów...


Tylko co teraz? Iść stąd, skoro się tylko przeszkadza, jakkolwiek ten dziwny koleś tak wszystko ogarniał mimo bodźców zewnętrznych. W gruncie rzeczy - zioła i spacer wydają się dobrą perspektywą. Na pewno mniej nerwową niż to, co działo się tutaj...


Spoiler: pokaż
No więc teraz tak - w przypadku zadowolenia z podstawowych zestawów ziół (prawdopodobnie 3) możemy zakończyć tym postem, jeśli chcesz kasę i rozbudować o pracę dalszą - liczę na informację szybką.
Avatar użytkownika

Ayatsuri Juranu
 
Posty: 642
Dołączył(a): 18 lip 2018, o 18:51
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Długie białe włosy, ukryte w większości pod bordowym płaszczem. Blada cera. Średni wzrost.
Widoczny ekwipunek: Rękawica łańcuchowa na lewej ręce. Bordowy płaszcz, brudny i podniszczony. Wybrzuszenie sugeruje noszenie pod nim dużej torby na ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6012
GG: 2334356
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 28 gru 2018, o 23:36

- Rok 385 - Zima -


" Wspaniały Alchemik... "
Obrazek

Dostrzegając uśmiech " śmieszka " podniosła nieznacznie brew. Nie była bardzo zaskoczona, nie spodziewała się tego, że wpadnie tak łatwo w te pełne śmiechu sidła. Słysząc odpowiedź Morta nie odpowiedziała nic, widziała, że się zamyślił. Wskazał napary to i zaczęła się im przyglądać. Przejechała dłonią po oczach podczas gdy do rozmowy włączył się sąsiad Morta, który raczej nie zamierzał pozostawać bierny. Od razu zaczął wyjaśniać to co mały pokręcił.
- Dobrze wiedzieć, jest aż tak źle? - Najpierw mówiąc o poprawieniu pomyłki małego a później, dosyć retorycznie stwierdzając, nie omieszkała rzucić dosyć sugestywnego spojrzenia w kierunku Morta, oparła się o blat, tak jakoś z boku by nie postrącać gorących misek z miksturami. Rozejrzała się po blacie i tym fragmencie pełnym bibelotów za czymś do przykrycia zaraz po tym jak powiedział. To nie tak, że chciała być obowiązkowa, można ale nie trzeba, więc czemu nie.
- Jest wiele rzeczy które lubię i równie wiele tych których nie lubię. Na chwilę obecną... Skłaniam się ku " nie lubię " - Powiedziała po krótkiej chwili gdy dowiedziała się, że rodzinie Morta jednak nic nie jest. Złapała się na słaby żart który przynajmniej przyprawił kogoś o uśmiech, może i było warto wpaść w te sidła.
- Nie wiem czy to był najlepszy żart jaki mogłeś wymyślić... Do mnie... Wróciłam z misji i na niej zginął mój przyjaciel, nie dziw się, że wszystko wzięłam na poważnie. - Spuściła delikatnie głowę nie kryjąc zasmuconej twarzy. Po kilkunastu chwilach wróciła ze swoim zwyczajnym, ani nie uśmiechniętym, ani szczególnie szczęśliwym wyrazem twarzy. Jakby go opisać byłoby to takie -1 do uśmiechu. Tak siedziała i zastanawiała się gdzie podział się chłopak, trochę go nie było a w przeciwieństwie do niego koleżka zdawał się pilnować wszystkiego całkowicie zdalnie, miał gość wyczucie.
- Nie wiem. Może sądzi, że go przypilnujemy przy parzeniu herbaty... - Wzruszyła ramionami opierając się o blat, przypatrywała się drzwiom, czekała aż Mort w końcu się pojawi, ten jednak wciąż nie przychodził co i Inoshi zaczęło doprowadzać powoli do drobnej pasji.
- Ugh... Ale on beznadziejny, jeszcze go nie ma... - Wypuściła z siebie powietrze przyglądając się sufitowi by zabić nudę. Po prawdzie nie miała do robienia nic innego jak patrzenie jak bąbelki uciekają z wody lub liście robią się mokre. Ku swojemu nieszczęściu sama pozbawiła się nawet i tej wątpliwej przyjemności jaką było właśnie oglądanie parzącej się wody, jak już się przykryło to nie warto odkrywać.
- Czyli tak właściwie ty tutaj robisz wszystko a on tylko przeszkadza? Coś mi to przypomina - Delikatny uśmiech, naprawdę ledwo zauważalny wyskoczył na jej twarzy wraz z tym jednocześnie pytaniem retorycznym a i stwierdzeniem bowiem sama w drużynie razem z Amachim i Orito czuła się kiedyś jakby tylko zawadzała, Amachi na szczęście zawsze widział to inaczej a dla Orito? Oboje zawadzali.
- Może trzeba częściej i głośniej o to prosić, w końcu jeśli prosi się raz czy dwa to nie jest to tak istotne, ktoś mi kiedyś tak powiedział, o ile to coś warte - Patrzyła na pozostałe stoliki, to co dzieje się przy nich i co tam przygotowują, westchnęła lekko dalej wyglądając Morta który znikł, wsiąkł jak kamfora, w końcu zerknęła ponownie na poczynania kolegi.
- Chyba nie przyjdzie... A zielsko wezmę, sama sobie zrobię takiej herbaty na uspokojenie, czasami... Przynajmniej nie będę myśleć o Orito. - Zbliżyła się do pozostałych ziół które były tutaj przygotowane, część nawet została już przez nią wydzielona to więc jeżeli był tutaj jakiś woreczek czy coś do czego mogła nieco nabrać to tak poczyniła i przygotowała sobie kilka zestawów z których być może sama coś upichci później.
- Arigatou, właściwie to dobra propozycja, hai... Rozumiem, tak naprawdę sama mam kilka spraw do załatwienia. Kto wie, może go zmienią jak pojawi się ktoś inny... - Zawiązała supełek na materiale lub zamknęła pudełeczko jeśli tylko tyle znalazła. Ostatecznie popatrzyła na wszystkie przedmioty i aparaturę która pracowała na stanowisku " szefa Morta " Zaśmiała się delikatnie jak zdenerwował się na tą maść, nie chodziło o słowa a o samą frustracje.
- Kiedyś mi powiedziano, że powinniśmy innym pomagać zawsze kiedy możemy, my Iryonini. Poradzisz sobie jeśli będziesz chciał, mniej złości, zrób to z sercem, nie będzie łatwo ale wiesz jak to zrobić. - Jak zbliżył się czas do odcedzenia to zaraz się za to zabrała zaczynając od korzenia, potem przechodząc do rozmarynu. Najpierw wzięła wiaderko, potem sitko i już na samym stoliku zaczęła przelewać jedno przez drugie starając się nic nie rozlać.
- Tak właściwie... Na co komu tyle tego? Przecież to nie wytrzyma za długo... Poza tym, nawet się nie przedstawiłeś " Szefie Morta " -

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2806
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Ayatsuri Juranu » 29 gru 2018, o 01:57

"Nauka rzemiosła"
Misja rangi D dla Yamanaka Inoshi
17/15


- Rzecz w tym, że gdyby taki nie był, to nigdy by tu nie trafił, bo nie musiałby ciągle mieć go ktoś na oku. A przy aktualnej... Sytuacji. Po prostu nie ma czasu, żeby dobry lekarz marnował czas. My tu właściwie żyjemy, bo nie jest nas wcale tak dużo, a nasze produkty dostarczane są na cały front. Trzeba wziąć pod uwagę, że część zostanie przejęta lub zniszczona. Przepraszam za ten nieśmieszny żart, ale sama widzisz. Nawet coś takiego nie zmieniłoby nic w stosunku do niego. - gorzka prawda, ale jednak. Zaczął powoli już wracać do roboty, bo za długą sobie przerwę najwyraźniej zrobił na gadanie - Widzę bandaże, pewnie swoje przeżyłaś, ale nas tu więcej nie ma. Wszyscy, którzy mogliby nas zastąpić w tej sali aktualnie śpią lub czekają na swoją kolej. Do tych herbatek możemy wziąć każdego, jak sama widzisz, ale gdzie indziej nie jest tak łatwo. Wiesz jak ciężko jest, jak dochodzą do tego trucizny? Zanim dotrze do nas zatruty, mijają nawet dni. Jeśli trucizna jest śmiertelna, dociera martwy, żebyśmy tylko wydobyli próbkę, a jak udało się dotrzeć, to mamy dużo mniej czasu. I nie wiemy ile, obie strony pracują, żeby zabić jak najskuteczniej. - o dziwo oparł się zmarnowany o stół. Gdyby Inoshi się rozejrzała po twarzach ludzi, zobaczyłaby skupienie. Ale w oczach widać było zmęczenie - Współczuję ci, że kogoś straciłaś. Dwa tygodnie temu trafiła tutaj moja narzeczona. Zatruta. Nie udało nam się. Ale tym bardziej wiem, jak bardzo jesteśmy potrzebni. - nie płakał, jego oczy i tak były zaczerwienione od bezsenności - Ale zdarza się. Nie każdy jest shinobi, nie każdy skacze po drzewach i pluje ogniem. Trafiają się też zwykli ludzie, jak ja, czy ona... - zaczynał znowu działać. Znowu być maszyną, znowu zabijać myśli. Moździerz, składniki, tłuszcz, pojemniki. Pchnął w jej stronę maleńki słoiczek - Jestem Izumo. Może spróbuj to na ręce, ale nic nie gwarantuję. Miło będzie cię jeszcze zobaczyć. - rzucił jakby nawiązując do zaproszenia. On... On nie był smutny, bo cały się zatopił w pracy. Tylko skoro tak mówił o truciznach, to czy nie powinien bardziej się zajmować tą dziedziną? Chyba, że po tym wypadku... A teraz jak maszyna pozbawiona uczuć przy kolejnych próbach podrobienia czegoś, co działa.


Jako iż Izumo trochę wyprasza ze względu na sytuację, kończymy. Dzięki bardzo za misję, śledź wynagrodzenia.
Avatar użytkownika

Ayatsuri Juranu
 
Posty: 642
Dołączył(a): 18 lip 2018, o 18:51
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Długie białe włosy, ukryte w większości pod bordowym płaszczem. Blada cera. Średni wzrost.
Widoczny ekwipunek: Rękawica łańcuchowa na lewej ręce. Bordowy płaszcz, brudny i podniszczony. Wybrzuszenie sugeruje noszenie pod nim dużej torby na ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6012
GG: 2334356
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 30 gru 2018, o 11:13

- Rok 385 - Zima -


" Zdrowienie "
Obrazek

Inoshi nie chciała wywoływać złych wspomnień ani dalszego smutku w osobie Izumo, wiedziała jaki to ból i strach dlatego uznała, że najlepiej będzie wysłuchać jego słów i nie wspominać ani nawet nie składać kondolencji, one tylko bardziej denerwują i przypominają o stracie a czym są kondolencje jak nie tylko zgrupowaniem słów które nic nie znaczą, od osoby której to nie obchodzi lub od osoby która nie ma pojęcia o czym mówi.

- Też tak sądzę, no to... Wrócę do siebie. Pokój na korytarzu, za zakrętem. Raczej łatwo trafić - Lekki uśmiech bo na więcej ją nie było w tej chwili stać. Powoli oddalała się od stanowiska ze swoją zdobyczą. W końcu natrafiła na drzwi i wyszła kierując się do swojego pokoju. Pokręciła głową parokrotnie po dojściu i w sumie nie zostało jej wiele jak przebrać się ponownie w szpitalne ciuchy, właściwie całkiem niepotrzebnie się przebierała skoro tylko na te parenaście minut a jak będzie paradować normalnie to jeszcze jej pokój zabiorą, któż to wie. Ostatecznie przebrała się z powrotem i odwiesiła ciuchy do szafki, tak jak je zastała, wydawały się wygodne. Wróciła do łóżka, wciąż miała odpoczywać więc tym razem spróbowała najzwyczajniej w świecie zasnąć...

Kolejnego dnia Inoshi odwiedzili jej rodzice, którzy nie omieszkali zabrać za sobą czegoś więcej niż tylko domowego jedzenia bowiem dzisiaj był dzień który znaczył nieco więcej niż każdy poprzedni i kolejny. Dzisiaj Inosia miała urodziny. Nie podchodziła do tej sprawy zbyt poważnie, nawet nikomu o tym nie przypominała, liczyła na pamięć, chociaż gdyby mogła to usunęłaby się tego dnia w cień, czasem takie dni bywały szczególnie krępujące, dużo bardziej niż faktycznie być powinny.
Odwiedziny nie były niczym specjalnym, prócz tego, że faktycznie przyszli z drobnym podarunkiem. Inoshi widząc zarówno mamę i tatę w przejściu nie mogła zachować się inaczej jak się uśmiechnąć. Ojciec szedł z pudełkiem które po wkroczeniu do jej pokoju postawił na stoliku. Było to zwyczajne pudełko bez żadnych specjalnych oznaczeń.

- Masz dzisiaj urodziny i nie chcieliśmy byś siedziała tutaj cały dzień sama - Powiedziała Matka przysiadając się do łóżka i witając z córką.
- Jak sobie radzisz, Inoshi? - Głos ojca brzmiał zwyczajnie, odbijały się w nim echa troski.
- Sama nie wiem, jeszcze trochę i pewnie mnie wypiszą, codziennie są zabiegi... Strasznie nudne, ale przynajmniej już mnie ręce prawie nie bolą... To taka odmiana, czasem jeszcze mi trudno robić precyzyjne rzeczy ale... Poprawia się. - Skrzywiła się dosyć wyciągając jednocześnie łapki ciut przed siebie. Ruszyła dłońmi ściskając je w piąstki a potem opuściła je na łóżko.
- No i chyba zacznę się bawić w alchemię! Ale... Z bandaży raczej nie wyjdę... - Westchnęła z dosyć przygaszoną miną Zdawała sobie sprawę, że tych ran się nie pozbędzie za łatwo, nie tutaj i nie teraz. Harumi oraz Inoshima w sumie nie wiedzieli co odpowiedzieć więc ojciec zwyczajnie złapał za pudełko postawił na nogach Inośki mówiąc:
- No to może rozpakujesz? - Chciał zmienić temat, to nie był dzień w którym powinna się smucić lub mieć smętną minę, wiedział, że to co przynieśli to nie było wiele ale zawsze liczył się ostatecznie gest. Blondynka zaczęła otwierać pudełko aż w końcu po poradzeniu sobie z nim dostrzegła, że to coś w środku jest dalej zapakowane i owinięte w materiał. Spojrzała się takim wzrokiem " serio? " w ich kierunku aż w końcu zaczęła odwijać materiał, podczas odwijania czuła, że jest to coś niezbyt twardego ale dość wytrzymałego by nie był to jakiś nic nie znaczący bibelot. Jak skończyła zobaczyła karwasz. Wyjęła go od razu i zaczęła się mu przyglądać, zarówno zaglądając do wnętrza oraz na zewnątrz. Jak tylko go zobaczyła to ojciec zaczął mówić o tym co może i dlaczego jest specjalny.
- Wiemy jak kłopotliwe czasem potrafi być uwolnienie wody dlatego pomyśleliśmy, że dzięki temu będzie ci chociaż troszkę łatwiej... Nie w każdej sytuacji ale zawsze będziesz miała trochę wody pod ręką. Powinno ci się przydać. - Inoshi po odpakowaniu sprzętu sprawdzać materiał a później czy pasuje na jej nadgarstek i pasował. Wystarczyło go dopiąć i jakby został dokładnie przeznaczony właśnie na jej rękę.
- Arigatou... Mamo, tato. - Powiedziała a potem przytuliła rodziców. Dalej siedzieli i rozmawiali przez godzinę, oni jednak nie mogli spędzić z nią teraz aż tak dużo czasu, również mieli swoje obowiązki które musieli wypełniać. Inoshi wiedziała, że nie będzie musiała spędzać w szpitalu dużo więcej czasu, jeszcze trochę i ją wypuszczą i będzie mogła wrócić do domu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Inoshima
Harumi


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2806
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 30 gru 2018, o 14:41

Szpital, miejsce którego Terumi zazwyczaj unikał, ale zdarzało mu się tutaj wylądować. Do niektórych rzeczy się nikomu by się nie zwierzył co przeżył, ale porażki bolą najbardziej. Prawdę mówiąc o to części niemalże zapomniał, pewnie jakby ktoś zapytał o najbardziej wstydliwe wspomnienie dopiero wtedy odkopywałby takie rzeczy. Mimo to czuł, że jego kontrola chakry po oberwaniu techniką tych ostatnio spotkanych Hyuga była gorsza niż zwyczajnie. Zupełnie jakby cofnął się w rozwoju, zdawało się puszczać z czasem, ale na wojnie musi być gotowy w każdej chwili. Bagatelizował swoje plecy oraz ramię, bo w tym momencie wszystko niemalże wróciło do normy, nie miał tylko czasu jeszcze kupić nowych ubrań. Na plecach widać trochę podarć niestety.
Wchodząc do środka przedstawił swój problem i został poproszony aby udać się do sali, gdzie obejrzy to doktor. Przechodząc się po budynku za wskazówkami czasem zerkał do otwartych pokoi, gdzie mógł widzieć rannych. Szczególnie, bo usłyszał dobrze znajomy mu głos należący do jego uczennicy. Czyżby została jakoś ranna podczas, gdy on był daleko poza wioską? Nic nie mógł poradzić na swoje rozkazy jakie dostał, ale i tak źle się czuł z tą myślą. Widząc ją na łóżku chciał podejść i się zapytać, ale widząc jak się domyślił rodziców wolał nie psuć jej tej chwili. Uwinie się z sprawdzeniem swojej sprawy, a potem wróci do niej jak będzie już wolna.
Lekarz nie potrzebował wiele, aby stwierdzić co Hiklariemu dolegało. Znając zdolności przeciwnika uznał, że ma zablokowane punkty tenketsu, którymi wypuszcza się chakrę. Podobno szczęście, że nie oberwał pełną techniką tylko jej o wiele słabszą wersją, bo prawdopodobnie chakry prawie by z siebie nie byłby w stanie wydobyć. Teraz dopiero rozumiał potęgę jaką nosił ich limit krwi. Wychodzi na to, że niezwykle kontrolowali swoją chakrę mogąc ją wykorzystać do niemalże wszystkiego. Strzelanie powietrzem o horrendalnej sile, niebieskie nicie tnące, wir chroniący przed technikami, a do tego jeszcze wbijanie igieł. Ciężej było o niewygodniejszych przeciwników pracujących w grupie mających przewagę liczebną. Po chwili zdumienia wrócił do świata żywych, przecież sam jego szczep posiada dwa kekkei genkai. Sama lawa ma wiele wariacji, a on nie zrozumiał ich większości jeszcze zapewne. Po wizycie u doktorka wrócił do wcześniej widzianego pokoju, gdzie nie słyszał już żadnych rozmów. Spojrzał do środka upewniając się, że widział dobrą osobę, ale tak. To zdecydowanie była Inoshi.
- No proszę kogo tutaj zastałem. Gdybym wiedział przyniósłbym chociaż jakąś czekoladę. Jak się trzymasz?
Powiedział to głosem dość przejętym, nie było mu w tym momencie za bardzo do śmiechu. Wiedział, że żyje i to najważniejsze, ale obwiniał się za jej obrażenia. Będąc w tamtym miejscu mógłby do tego nie dopuścić. Dojrzał bandaże na rękach sięgających do nadgarstków, ale z naturalnych względów jak ubranie nie było dane dojrzeć jak wiele powijają ciała. Musiało to być dość paskudne skoro musi spędzić w tym miejscu więcej czasu. Yogańczyk usiadł przy łożu i z lekkim smutkiem patrząc początkowo w oczy, a potem przeniósł wzrok na okno i przeprosił.
- Przepraszam, że nie mogłem tam być, ani nie przeprowadziliśmy ostatecznie żadnego treningu. Urzędnicy mnie wysłali do Notsuki, gdzie miałem zbadać sprawę ukradzionego prowiantu wojennego i zawiało mną aż za do Kyuzo.
Westchnął tutaj Hikari czując na wspomnienie o tym jak plecy mu zaczynają ponownie dokuczać.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 30 gru 2018, o 15:05

- Rok 385 - Zima -


" Zdrowienie "
Obrazek

Inoshi nie dostrzegła Hikariego wcześniej jak przechodził. Dopiero gdy sam zdecydował się ściągnąć z siebie kamuflaż " kolejnego rannego " i wparować do pokoju to go poznała. Zwyczajnie przez te parę dni przewinęło się tyle osób które przechodziły korytarzem, że przestała zupełnie zwracać uwagę na ich twarze. Nie uśmiechała się gdy go zobaczyła, po części w jej głowie pojawiło się teraz wiele myśli. Dużo z nich skupiało się na zaskoczeniu wynikającym z tego spotkania.
- Hikari? Co on tutaj robi, czyżby jego też coś dopadło? Wydawało mi się praktycznie niemożliwe, żeby on tutaj wylądował - Bo czy tak nie było? Hikari był chyba najznamienitszym shinobim jakiego do tej pory widziała, nigdy by nie przypuszczała, że i on wyląduje w takim miejscu jak to, może to zwyczajne odwiedziny, albo czysty przypadek.
- Ah, no Hikari-sama, przyszedłeś mnie odwiedzić? Chyba nie zostałeś ranny, prawda? - Zapytała się nieco zaskoczona, właściwie to liczyła, że odpowie jej twierdząco, nie chciała by jej wyobrażenie Hikariego jako nieustraszonego i niezniszczalnego ninjy prysło. Tak było po prostu łatwiej.
- Mogłam powiedzieć wcześniej... No więc, skoro mam dzisiaj urodziny to każdy powinien mi coś dać, przygotowałeś się, Hikari-sama? Nie ważne, później mi coś dasz. - Starała się brzmieć pozytywnie, tak naprawdę to nie wiedziała, że to nawet możliwe spotkać tutaj Terumiego, zwłaszcza po tym jak ostatnio ich drogi się rozeszły w tej samej osadzie. Z drugiej strony, nie chciała wchodzić na temat tego co jej się przydarzyło, bo czy było to ważne? Raczej nikt nie chciałby do tego wracać.
- Zobacz co dostałam - Sięgnęła do pudełka i wyciągnęła karwasz, oczywiście wszystkie jego pojemniczki były wypełnione stąd też wydawał się cięższy.
- Taki drobny bajer ale pozwoli mi wykonywać techniki wody, bez wody... Tak jakby... Ma kilka zbiorniczków przez co raczej... Nie zabraknie mi jej do podstawowych technik - Uśmiechnęła się nieznacznie wyciągając rękę z karwaszem w dłoni w jego stronę. - Sam zobacz - Powiedziała wycofując ją jeśli Terumi zdecydował się obejrzeć tego świetnego dynksa.
- Ale... Dlaczego przepraszasz, to w końcu nie twoja wina Hikari-sama? - Skrzywiła się słysząc jego słowa, idąc dalej słyszała część jego historii odnośnie osady Notsuka która w końcu wcale nie była aż tak daleko od granicy, był to jeden z punktów który mogła zobaczyć na mapie gdy poszukiwała Utsukushi.
- Właściwie... Moja misja była podobna - Spuściła delikatnie głowę, wpierw poprawiła włosy a potem złączyła dłonie przy pasie splatając je. W tej chwili nie mówiła nic bo sama nie miała, przynajmniej w tej chwili ochoty dzielić się swoimi doświadczeniami, ostatecznie nie miała nic przeciw wysłuchaniu jego historii.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2806
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 30 gru 2018, o 19:58

Hikari w pełni spodziewał się zdziwienia na twarzy młodej Yamanaki, skąd miał wiedzieć, że ona tutaj jest? Co też tutaj robi? Pewnie wiele pytań mogło jej krążyć po głowie, ale nie był w stanie na nie odpowiedzieć nie słysząc ich. Początkowo przejmował się jej stanem, ale słysząc pierwsze słowa trochę mu ulżyło. Miała się całkiem nieźle, od razu zmieniając temat. Widząc stan psychiczny raczej nie chciała wspominać swojej porażki zamiast doskwierało jej coś kończącego karierę shinobi. Przejdzie z czasem, zresztą praktycznie zawsze widział ją smutną lub naburmuszoną to się już powoli przyzwyczaja.
- Ciężko powiedzieć abym został ranny, w samotnym pojedynku z oddziałem Hyuga jedna z nich zbliżyła się trochę niebezpiecznie i zamknęła mi parę tenketsu, co szybko tutaj zostało załatwione.
Terumi machnął delikatnie ręką, bo to zranienie nie było tak istotne. Prawdę mówiąc same by przeszło, chociaż może się cieszyć tylko dzięki wrogiemu bełtowi który przeszył kobietę. Gdyby ktoś wiedział jak to dokładnie wyglądało musiałby przyznać, że to było szczęście. Wejście na tor lotu pocisku, który byłby w stanie go zabić. Nie rozmyślał nad tym, bo dziewczyna zaczęła mówić o urodzinach. Uśmiechnął się na tą informację, ale tym bardziej żałuje, że nic nie przyniósł.
- Wszystkiego najlepszego, ale usłyszałem ciebie idąc korytarzem więc postanowiłem zajść jak będziesz już wolna. Dopiero co wróciłem do Saimin i jak się domyśliłaś nie byłem gotowy.
Zamiast tego skupił się na prezencie, który dostała Inoshi. Karwasz z wodnymi pojemniczkami, które może użyć do wykonywania wodnych technik. Zmyślne urządzenie, a ona myśli, że rodzice o nią nie dbają? Po swoich jedynie ma domostwo i bibliotekę, parę lat miłości... Może to być wiele, zależy jak na to spojrzeć, nie mógł odmówić aby nie zadbali o niego nawet do tej pory. Ich przewidzenia na temat możliwych rozwijanych jego talentów zaskakuje jego samego, chociaż wydaje się jakby chcieli dać mu informacje na temat wszystkiego. Jakby coś mu się w głowie popierdoliło i zechciał nagle poznać Raiton czy Futon też pewnie znalazłby jakąś encyklopedię technik tego żywiołu. Zakurzone w pudle, którego jeszcze nie otworzył na strychu.
- Teraz to raczej nic lepszego nie będę w stanie tobie podarować.
Zażartował biorąc urządzenie do rąk i wtedy też przeprosił dziewczynę. Dlaczego to zrobił? No właśnie.
- Bo jestem twoim sensei'em, a nie potrafiłem zrobić przynajmniej jednej z dwóch rzeczy. Nie byłem w stanie ciebie ochronić, ani nie byłem w stanie nauczyć ciebie wystarczająco jak sobie poradzić.
Yogańczyk powiedział to dość normalnym tonem i pstryknął w szklaną buteleczkę będąc ciekawy jej wytrzymałości. On sam mało kiedy polegał na jakimkolwiek ekwipunku, co mogło być głupotą, ale też rzeczą pozwalającą mu się ciągnąć coraz wyżej. Każde wyzwanie, gdzie lekko zahacza o śmierć sprawia iż nabiera doświadczenia, które stopniowo zamienia go w osobę z którą trzeba się mierzyć. Jeszcze nie jest w stanie dosięgnąć krwawego pokolenia, wciąż mu trochę brakuje.
Widząc, że dziewczyna nie chce opowiadać o swoich ranach oraz zadaniu nie pozostało nic innego jak samemu przejść do działania. Lekko westchnął, ostatecznie o czym miałby mówić? Wiele się nie działo więcej w ostatnim czasie. Jeszcze musi się dowiedzieć, gdzie jest Arisa, ale nie powinien się tym przejmować. Chyba, że mężczyzna z wilkiem był jakiś podejrzany. To nie czas na myślenie o tym, Hikari położył dłoń na opuszczonej głowie Inoshi i lekko zmierzwił jej włosy z uśmiechem.
- Na miejscu okazało się, że przybyły dwa oddziały o różnych godzinach tego samego dnia zabierając prowiant wojenny. Wybrałem się wraz z Michio, młodym chłopakiem Yamanaka za tymi, co wybrali się niespodziewanie przez wyjście prowadzące na front wojenny zamiast do stolicy. Po spotkaniu w lesie kupców ścigając ich dotarliśmy do granicy, gdzie postanowiłem dalej pójść sam.
Terumi zabrał swoją rękę nie krępując długo swojej podopiecznej, jeżeli wciąż ją może tak nazywać. Chciał poprawić humor leżącej tutaj rannej więc wczuł się w rolę narratora nawet głosowo, a do tego gestykulował.
- Trafiłem tam na pięcioosobowy oddział Hyuga z którym się starłem. Najpierw zająłem się dowódcą, ale przez to uciekając drasnęli mnie jakimś sprężonym powietrzem jak chciałem wykonać unik i zderzyłem się z drzewem. Otoczyli mnie i nacierali z wszystkich stron, ale uciekłem kawarimi i zaskakując ich pokonałem kolejną dwójkę. Potem zaczęło się to lekko komplikować...
Podrapał się po głowie nie chcąc za bardzo przyznawać do wszystkiego, ale nie kłamał. Miał swój honor.
- Wszędzie było pełno już dymu i płomieni, a pozostali przy życiu dorzucili bombki dymne. Wydostając się stamtąd strzelałem trochę nową techniką wapna, ale to tylko mogło lekko zatrzymać. Gdy mój widok się polepszył do piętnastu metrów spotkałem oddziały przebrane za Yamanaka odpowiedzialne za cały problem. Próbowałem wyeliminować ich główną grupę ognistym smokiem, którego tobie pokazałem, ale byli w stanie go uniknąć wytwarzając ziemną barierę. Usłyszałem zza pleców ponownie dźwięk tej fali powietrza, nie czekając składałem pieczęci aby odpowiedzieć wodnym strumieniem. Miałem nie wiele czasu, pocisk był już tuż tuż poprawiając widoczność...
Budował delikatnie napięcie oraz przełkną ślinę. Chciałby się czegoś napić, bo tak kontynuując to gardło mu wyschnie.
- Zdążyłem w ostatniej chwili, ale pryskająca woda stworzyła gorącą parę, która trochę mnie poparzyła. Do tego poczułem igły w prawym ramieniu, ale nim zareagowałem Hyuga za to odpowiedzialna została zabita przez bełt od kusznika z wozem z skradzionym prowiantem. Lider zeskoczył z tej ziemnej ściany i atakował mnie łańcuchem, ale uciekłem, a potem wykorzystałem to aby go niemalże spalić. Wróciłem zniszczyć tylko ich transport, a potem nie czekałem aż przyjdą kolejni jak wykonałem swoje zadanie.
Specjalnie tutaj nie wspominał na temat młodego Hyugi, który wziął w swoje ramiona swoją towarzyszkę nie walcząc już dalej. Pewnie nie posiadał też tak wiele chakry, ale widząc jak wszystko zawodzi po prostu się poddał. Jest to dla niego wspomnienie smutne, ale dopiero od momentu jak jest bezpieczny. Wojna nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, niestety czasem koniecznym i cierpią niewinni.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 30 gru 2018, o 21:39

- Rok 385 - Zima -


" Zdrowienie "
Obrazek

Inoshi zdecydowała się wysłuchać tego co miał jej do powiedzenia Hikari, musiała przecież wypytać go o pewne rzeczy a co ważniejsze, podzielić się a tak dosadniej mówiąc pochwalić karwaszem jaki dostała. Słysząc początek opowieści zrobiła wielkie oczy, nie mówiła nic bo wolała wysłuchać tego co może przekazać jej Terumi, jego opowieść na pewno była dużo ciekawsza niż jej mogłaby być kiedykolwiek. To on przecież był doświadczonym i silnym shinobim który mógł chwycić gwiazdy, gdyby tylko chciał. A chciał, tylko ciężko było mu się za to zabrać, zdobycie jego gwiazd wymagało dużo przygotowań i jeszcze trochę więcej siły.
- Od tego nikt nie mógł mnie ochronić... Nawet Sakki mojego klanu nie zdołał, wątpię byś ty był Sensei... - Nie miała wcale na celu umniejszać możliwości i umiejętności Hikariego, bynajmniej chodziło tutaj o sposób działania i styl postępowania, Sakki zawsze potrafili zapobiec wielu rzeczom, potrafili być tam gdzie nikt nie spodziewałby się ich obecności a co dopiero ich dostrzegł.
- Nie wiem czy temu dało się zaradzić Hikari-sensei, jak czasem o tym myślę to... To był pech - Wzruszyła lekko ramionami, rozglądając się dosyć niespokojnie po pomieszczeniu, jego akcja z włosami była czymś co się powtarzało już w ich relacji, mimo to wdawało się to ciut dziwne po takim czasie, nie mniej jednak nic nie powiedziała i dalej słuchała tego co miał do powiedzenia Terumi. Hikari mógł pstrykać sobie w szklane buteleczki, bowiem nie były one szklane, to były materiałowe pojemniczki stąd, nic w środku nie brzęczało. Czy mogło to być zaskakujące? Raczej nie.
- Aż pięciu? Ciekawe jak to wszystko wyglądało - Zastanawiała się podczas słuchania opowieści serwowanej przez Terumiego. Poprawiła roztargane włosy, chociaż trochę, mimo, że tutaj, w szpitalu nie musiała tego robić, nie musiały wyglądać.
- Też spotkałam Hyugę... Więc mówisz, że było ich pięciu? Musieli być silni skoro dotrzymywali ci kroku, Hikari-sensei - Obserwowała gestykulacje Terumiego, pewnie wyglądało to śmiesznie albo pokracznie co mogłoby przynieść nawet drobny uśmiech na jej twarzy, ostatecznie nie byłą zaskoczona wątkiem dymu i płomieni, Hikari w końcu posługiwał się żywiołem i ognia i wody a jedno i drugie potrafiło czasem wchodzić w dziwną kooperacje.
- Ognistym smokiem? - Zapytała, nie znała tej techniki, wielu technik nie znała, tym bardziej z dziedziny katonu o której miała dosyć małe pojęcie. Terumi wcześniej pokazywał jej jak bawił się lawą, jakiś ogień chyba też, ona jednak, zwyczajnie nie pamiętała.
- Brzmi nieprawdopodobnie, jak z jakiejś opowieści, naprawdę było ich pięcioro, Hikari-sensei? - Dopytywała się z drobnym niedowierzaniem bo by faktycznie zniszczyć piątkę shinobi na takim poziomie to trzeba było mieć diabelne szczęście albo faktycznie być jednym z najlepszych, czy właśnie tak było w tym przypadku czy była to mikstura obu, zarówno szczęścia jak talentu.
- Eee? Przebrani za Yamanaka? Jak to przebrani? O co z tym chodzi? - Do tej pory wydawało się jej to praktycznie zaskakujące, jak ktoś się przebrał za Yamanaki? Niby, że nosili symbole klanowe czy o co z tym właściwie chodziło? Przebrać się za Yamanakę wcale nie było aż tak łatwo, przede wszystkim mieli trochę cech szczególnych, to prawda, że nie każdy musiał je posiadać ale taki kamuflaż byłby niemal nie do prześwietlenia a co dopiero jakby taki ktoś jeszcze potrafił się jak Yamanaka zachować.
- Czyli ci od tego wozu też walczyli z Hyugami? Tam były trzy strony? - Nie do końca docierało do niej to co chciał przekazać jej Terumi, zaintrygowało ją to co powiedział bowiem z tego wynika, że albo trafiona została hyuga przez przypadek albo stało się tam coś więcej i to ona była celem a Terumi byłby wtedy jedynie dodatkowym punktem który mógł oberwać, bo czemu nie. W końcu z nimi też miał walczyć.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2806
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 30 gru 2018, o 23:47

Sakki, organizacja która zniszczyła Hikariemu życie. Jego rodzice do nich należeli i działając na rzecz złączenia szczepu zostali przyłapani oraz potem wygnani. Mogli być dyskretni, czy przyzwyczajeni do wszelakich pułapek, tylko czy byli kimkolwiek wyjątkowym? Nie miał o nich takiego pojęcia, ale jego ojciec odwiedzając go jednorazowo potrafił zachować swoją anonimowość. Było bardzo wcześnie rano i korzystał z prostej sztuczki mgły. Wedle tego co kiedyś usłyszał być może już teraz dorównuje mu umiejętnościami, ale ciężko jest to ocenić. Jednego można być pewnym on też nie tracił swojego czasu i stał się silniejszy od kiedy pamiętali go ludzie.
- Może tak, może nie. Tego się nie dowiemy.
Nie miał zamiaru kontynuować tego tematu, zresztą czy cokolwiek by dało takie gdybanie? Miałby się teraz Terumi upierać, że mógł zdziałać lepiej? To nie było w jego też stylu, raz wypowiedziane wystarczy i należy przejść dalej, a tutaj była opowieść o jego misji z której dopiero co powrócił. Jego podopieczna była tym zainteresowana, nawet zadawała pytania dzięki czemu mógł on uzupełnić pomięte informacje, czy też te gorzej zrozumiane.
- Dobrze współpracowali, a do tego jakiekolwiek obrażenia przypłacili czyjąś stratą. Zaczęło się od dowódcy, który przyjął pierwszą ognistą technikę na niebieską barierę. Widząc, że to nie wystarczyło poprawiłem się wyciągając już jedną z dwóch kart atutowych już na samym początku.
Czyżby dziewczyna zapomniała pokazu Yogańczyka na wyspach? Możliwe, pewnie wciąż była w szoku po Kantai, albo to chłopak miał niewątpliwie dobrą pamięć. Pamiętał nawet każdą sekundę gdy przesadził z sake, a zdarzyło mu się to parę razy.
- Pokazywałem to w Hanamurze, a zresztą jestem pewien że jeszcze nie raz będziesz miała okazję. Powiem, że to moja jedno z dwóch najsilniejszych jutsu. Gorąco sięga na parę metrów w dal, a sama smocza głowa w formie płomienia mknie na przeciwnika z zawrotną prędkością. Dodatkowo potrafi przebić nawet parometrowe ściany i być niewzruszona.
Zaczął się delikatnie bujać na krześle, nie trzeba tego chyba przesadnie tłumaczyć. Każdy mężczyzna miał w sobie coś z dziecka. Uczennica mogła mu nie wierzyć w jego wersję wydarzeń, ale tym się nie za bardzo przejmował. Wcale tego nie wymagał, a jak przyjdzie czas sama będzie mogła się przekonać do czego jest zdolny jej nauczyciel.
- No cóż, nie musisz mi wierzyć, ale nie mam też powodu kłamać. Pięcioro ich było przynajmniej na początku.
To co mówił było pełną prawdą, a pewnie przez ocalałych w przyszłości pojawią się jakieś plotki. Nawet nie takiej długiej, będzie mogła to sama zweryfikować każda dusza nie wierząca jego słowom. Co mówi wróg na temat jakiegoś mężczyzny, który posługuje się ogniem, wodą oraz wieloma rodzajami lawy. Aby wyjaśnić swoje dopowiedzenie wspomniał o ucieczce z dymu, ale to też przyniosło pytania.
- To była grupa odpowiedzialna za kradzież prowiantu z Notsuki, która podawała się za Yamanaka. Podejrzewam, że pracowali dla Hyuga, ale nie mieli nic wspólnego z patrolem z którym już byłem zaangażowany w potyczkę. Po prostu byłem bardzo blisko ich obozu i chcieli zmienić miejsce, a przy okazji ukarać tego co tak rozrabia. Dziewczyna co oberwała bełtem napatoczyła się na niego w gorącej mgle od mojej obrony wodną techniką.
Wydawałoby się, że ma to wszystko w garści, a historia jest dość kompletna. Wraz z dopowiedzeniem istotnych faktów, mógł przejść do poważniejszych pytań. Wciąż nie uzyskał odpowiedzi o jej stanie zdrowia, ale też wolał o to nie pytać ponownie wprost. Zamiast tego znalazł coś idealnego.
- To... Mówili coś kiedy będziesz mogła wyjść? Prawdę mówiąc ja nigdy nie przepadałem za tymi miejscami i ich unikałem za wszelką cenę stosując jakieś metody z książki. Taka sala po dniu doprowadziłaby mnie do szaleństwa. Poważniejszymi rzeczami zajmowała się zielarka mieszkająca już poza samym Yogan-Ryu.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 31 gru 2018, o 00:12

- Rok 385 - Zima -


" Opowieści z frontu "
Obrazek

Yamanaka nie zamierzała kwestionować prawdy lub nie prawdy w słowach Terumiego, nie o to przecież chodziło. Bądź co bądź chciała poznać jego opowieść oraz jego wojenne losy które ostatecznie nie mogły być całkowicie szczęśliwe jeśli trafił tutaj. Dobrze było dowiedzieć się dużo więcej o przygodzie Hikariego, jej jednak wciąż nie dawało to spokoju, ta walka którą stoczył.
- Hikari-sensei... A próbowałeś uniknąć walki? - Zapytała go całkiem szczerze, miała w tym swój cel, bowiem ona próbowała jej uniknąć, poza tym, słowa Hanzo wciąż brzmiały jak echo w jej głowie, wiedziała, że nawet i w takich sytuacjach powinna próbować pomóc dlatego zastanawiała się jak w takiej sytuacji decydował się postąpić Hikari.
- Nie wiem czy aż tak cieszyłabym się z takiego wyniku... Cieszę się, że jesteś dumny, Hikari-sama, ja... Nie wiem co myśleć. To jest tak, że chciałabym postępować w pewien sposób a... Każdy próbował stanąć na drodze tego postępowania... - Zwierzyła się, nie mówiła szczegółów bo w tej chwili nie były istotne, wciąż chodziło o to samo. Nie bez powodu liznęła trochę technik medycznych by działać przeciw im i tworzyć to z czym sama stara się walczyć, mimo, że techniki medyczne mogą zostać wykorzystane w przeróżnym celu.
- Kradzież żywności? To dlatego wszyscy zginęli? Nie mogli jej po prostu oddać? - Zapytała, najprościej jak potrafiła. Nie miało to znaczenia, przynajmniej dla niej, dla kogo pracowali, czy jak bardzo " granice " przekroczyli, zastanawiała się czy taka możliwość w ogóle istniała bowiem, to byłoby najlepsze rozwiązanie, kto wie, może i wtedy obyłoby się bez wizyt w szpitalu oraz późniejszych sierot. Za wszelką cenę zależało jej by udowodnić, że można rozwiązać problem w inny sposób niż przesadnym rozlewem krwi.
- Właściwie to... Przyzwyczaiłam się, też nie lubię ale... Tak jakoś... Mam jeszcze kilka zabiegów, może tydzień... Kilka dni, przy dobrych wiatrach... Zielarka... Wiesz, Hikari-sama, to zabrzmi śmiesznie ale zielarka nie mogła sobie ze mną poradzić, ten powrót był okropny... - Oparła głowę o oparcie zabierając jednocześnie karwasz, włożyła go z powrotem do pudełka i odstawiła gdzieś obok, na stoliku. Potem wzięła kubek z wodą, był jeden, jej wodą, napiła się i odstawiła go. Zrobiła kilka delikatnych min po jej wypiciu, nic wielkiego ani czegoś na co można zwrócić uwagę, wypuściła powietrze, odetchnęła.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2806
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 31 gru 2018, o 15:38

Opowieść na temat misji się lekko ciągnęła, a wraz z nią nachodziły kolejne pytania. Czy Terumi szukał za wszelką cenę walki? Tak się mogło wydawać, ale słysząc o przeciwniku, który wypatrzy ciebie nawet bez problemu w nocy uznał, że został dostrzeżony. Była to błędna kalkulacja, a Hyuga widząc pewnego siebie wroga nie zapraszali go na herbatkę, aby porozmawiać jaką paskudną to mamy pogodę na dworze. Od razu obie strony rozpoczęły wymianę ataków, chociaż to do niego należał pierwszy cios, nie zmienia to niczego.
- Ciężko powiedzieć, abym próbował uniknąć walki. Michio przestrzegł mnie przed ich wzrokiem, któremu nie będę w stanie uciec. Założyłem, że skoro kierują się w moją stronę będę zaraz dostrzeżony. Pewnie teraz po przekonaniu się o tym jak to działa na własnej skórze bym postąpił bardziej uważnie.
Czuł na sobie śmierć ludzi, którzy może nie koniecznie powinni, ale Terumi też wiedział, że tego świata podwalinami jest tylko trup. Tyle przelanej krwi, ziemia jest jej ciągle głodna. Chciał to zmienić w przyszłości, ale to nie będzie łatwe i jeszcze nie raz będzie musiał pozbawić kogoś oddechu.
- Czy się cieszę takim wynikiem? Bardziej po prostu przyjmuję taki rezultat jako konieczny, a też nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Z perspektywy czasu mogłem pewnie zmniejszyć liczbę ofiar, tylko czy z tego powodu powinienem kłamać czy nie potrafić spojrzeć do przodu? Jedyną rzeczą z jakiej mógłbym się radować na wojnie jest jej zakończenie i ku temu chciałbym zmierzać, zapewne któraś z stron musi uzyskać jakąś przewagę aby druga się ugięła. Na ten moment osiągnięcie tego jest ponad moje możliwości, czy to z względu na swoją pozycję czy też umiejętności.
Wzruszył ramionami mówiąc prawdę. Swojego serca dawno się pozbył, żył różnymi zasadami, które łamiąc zadawały wewnętrzny ból. Nie trwał on długo, Yogańczyk zamykał się na wszystkie niepotrzebne mu emocje niemalże ekspresowo. Czuł pewnie śmierć kolejnych ofiar na swoim koncie, ale potrafił z tym żyć normalnie przechodząc jak do rzeczy codziennej. To było dalekie od ideału rozwiązanie, ale takie uzyskał i nie ma co w tym zakresie oszukiwać, ostatecznie walczył z wrogiem.
- Czy nie mogli jej oddać? Musisz się ich zapytać. Widząc do czego jestem zdolny wedle słów wydali na mnie wyrok śmierci. Mając za zadanie to powstrzymać i widząc uciekający wóz z prowiantem nie miałem wielkiego wyboru. W końcu otoczyli mnie, posiadali dużą przewagę liczebną, a moim zadaniem było powstrzymać kolejne napady wioski. Na wojnie żywność oraz broń jest rzeczą mogącą przechylić szalę zwycięzcy.
Oddał swojej uczennicy karwasz, który ku zawiedzeniu był w pełni z materiału i nie miał szklanych buteleczek w środku. W pewnym sensie po prostu lubił ten dźwięk, nie wiedzieć czemu.
- Do tego przez nich ludzie zaczynali wątpić w Arisu, nawet tamtejszy kapitan straży mówił zarządcy wsi, że ona kłamie i jest za to odpowiedzialna. Pozwalając dłużej na coś takiego mogłyby wybuchnąć bunty, a to, że tym razem byli grzeczni nie znaczy, że nie uczynią tego ponownie.
Dokończył wszelakie zeznania na temat, czy to mogło się zakończyć w zupełnie inny sposób i słuchał jak długo może zejść dziewczynie z leczeniem. Prawdę mówiąc to szmat czasu, ale przynajmniej od czasu do czasu obiecał sobie wpadać tutaj. Przecież nie mógłby spędzać tutaj całej doby, każdy ma chociaż trochę swojego życia. Nawet przykładowo na higienę osobista, a tutaj jeszcze dochodziły treningi aby powiększyć swój wachlarz zdolności.
- Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma prawda?
Rozejrzał się po sali i na chwilę zawisł wzrokiem za oknem z poważną dość miną.
- Ostatecznie jak nie ma wyboru to nie jest tak źle, ale nie oceniaj książki po nazwie. Może obecnie jest zielarką, ale w przeszłości zasłynęła z swojego iryojutsu w wiosce. Po stracie męża i niemalże syna postanowiła, że wycofuje się z swojego zawodu. Tam może się nim opiekować, a do tego wyszkoliła już swoją uczennicę teraz, która równie dobrze mogłaby pracować już samodzielnie.
Tutaj lekko przyszło wspomnienie jak ta stara wiedźma potrafiła nawet niemalże martwego pobudzić na nogi. Nie to, że swoimi zdolnościami, ale temperamentem. Zresztą to może być dobry dowcip jak dziewczyna by ją poznała, pewnie teraz zacznie się ekscytować, że mogłaby się czegoś nauczyć. Oj ty głupiutka. Szybko zmienisz swoje słowa, ale tymczasowo przynajmniej powinna się rozweselić trochę.
- Jak wyzdrowiejesz będę mógł ciebie tam zabrać.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 31 gru 2018, o 16:22

- Rok 385 - Zima -


" Opowieści z frontu "
Obrazek

To prawda, że klan Hyuga posiadał wspaniałe oczy które pozwalały dostrzec bardzo dużo, na dalekie odległości, to była ich zaleta której nikt nie mógł im odebrać, to był ich limit krwi który pozwalała na dużo więcej niż mogłoby się wydawać, białe oczy widzące chakrę, prawie tak jak sensorzy a może nawet i lepiej.
- Hikari-sama, oni mogą zobaczyć dużo, trudno mi powiedzieć jak dokładnie widzą ale... Ale wiem, że nie widzą wszystkiego. Są w stanie zobaczyć więcej ale to się nie aplikuje za każdym razem. Wiem na pewno, że nie widzą tak dobrze cały czas - Podzieliła się tym co wiedziała na temat Hyugów ze swoim senseiem, prawdopodobnie nie było to nic nowego, wciąż jednak uważała, że powinna się tą informacją z nim podzielić, może chłopak o którym wspominał coś pominął lub był zbyt przesądny. Może zbyt ostrożny...
Ostrożność była w pewnym sensie tematem którego blondynka poruszać nie chciała. Przesadna ostrożność często prowadziła do przedziwnych sytuacji, zwłaszcza w jej przypadku gdzie tworzyła dziwne spojrzenia albo kompletny brak zrozumienia ze strony tych którzy nie są uwikłani w te machlojki.
- Wiem tylko jedno Hikari-sama... Zastanawiałeś się dlaczego w czasie pokoju w Saimin oraz innych miejscach w prowincji cele są zazwyczaj puste? Stróżowie prawa nie mają co robić, ludzie są posłuszni. Jedynymi którzy psocą są zagranicznicy. Bez urazy Hikari-sensei, ale tacy jak ty. Którzy przynoszą swoje przeświadczenia na tę ziemię. - Westchnęła zaciskając lekko dłoń na kołdrze w pięści. Nie była zła na niego, nie mogła być. To było bardziej coś w rodzaju trudności w zrozumieniu jego toku myślenia dotyczącego tych wszystkich sytuacji.
- Nie każdy chce umierać, dlaczego uważasz, że wszystkim do tego śpieszno, sensei? Pamiętam, że opowiadałeś mi o swoim domu ale... Nie wszystko jest jak twój dom. - Czy miała racje? Trudno powiedzieć bo wojna zawsze była taka sama, bez znaczenia gdzie zbierała swoje żniwo, to zawsze było ono takie samo, śmierć i ból i strata to cechy wspólne które dzierżyła każda osoba która wpadła w jej siła.
- Wiem po prostu, że to najszybsza droga do zemsty, a zemsta? Zemsta powoduje tylko kolejne straty i kolejne cierpienie, i kolejną zemstę, to błędne koło z którego nie ma ratunku... - Czy miała cokolwiek na podparcie swoich słów? Owszem, bowiem każda chęć uczynienia dobra mogła spotkać się właśnie z takim oporem bo nawet ratując kogoś czy pomagając często sprawia się innym ból który jest nośnikiem zemsty, każdy tego doświadczył, Terumi na pewno też.
- Właściwie to nie wiem... Tylko słyszę o jakich zielarzach to wracam myślami do tych czterech dni w których mnie nie było... Poza tym... jakoś tak wyszło, że Izumo z wydziału tutaj ma mi pokazać coś niecoś z miksturami jak trochę się zwolni - Wzruszyła ramionami słysząc dalszy ciąg opowieści o zielarce. Może i mogłaby się czegoś od niej nauczyć, nie mniej jednak słowo zielarka wciąż przypominało jej te cztery dni wypisane z życiorysu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2806
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 2 sty 2019, o 23:47

Teraz informacje na temat zdolności klanowych rodu Hyuga nabrały pełnego sensu. Inoshi dopełniła braki, które doprowadziły do niepotrzebnego starcia, wiele stało się też jasne w tym zakresie. Oczy, które potrafią dostrzec więcej, tylko pytanie co dokładnie? Czyżby to jakaś pochodna sharingana? Wyglądały zupełnie inaczej, czerwień i biel była przeciwieństwami więc to odrzucił. Wciąż jednak może być jedna cecha łącząca, która się nie zmienia.
- Zapamiętam.
Terumi nie miał co tego komentować zbytnio, ale też ganić za chęć podzielenia się czymś. Wręcz przeciwnie, wciąż trwać powinna jakaś wojna, wezwanie może nadejść niemalże w każdej sekundzie. Nawet teraz posłaniec może biegać gdzieś po ulicach Saimin, normalnie zabawa w chowanego tylko dla dorosłych pod przykrywką pracy, gdzie każdy jest wyjątkowo szczęśliwy. Czy widział, że cele są puste? Nie przebywał w lochach to skąd miałby, a zresztą... Dużo tutaj rzeczy przyszło mu do głowy, które musiał poruszyć.
- Wiem wiem, jesteście wyjątkowi, a my spoza gór to dzikusy.
Hikari był ironiczny, ale bez emocji zupełnie machając ręką.
- Nie zwiedzałem żadnego więzienia, ale będąc tutaj miejscowi przywitali mnie lepiej na wyspach niż tutaj. Przez czas jednego zadania niemal każdy na mnie pluł w pełnym sensie, mimo wcześniejszych starań bycia bardzo miłym. Nie dziwię się, że przybysze reagują gniewem, a potem zostają zamykani w metalowej klatce.
Każdy kij ma dwa końce.
- Przyznaję, że mieszkańcy są z sobą zżyci, tylko przez to stali się zamknięci na obcych. Widziałem też szczęście, ale w momencie wypowiedzenia nazwiska krzywe spojrzenia oraz wyzwiska. W tym świecie nie ma dobra bez chociaż szczypty zła.
Blondynka rzeczywiście posiadała dobre serce, ale naiwne. Wierzyła w miejsce swojego pochodzenia, ale pewnie wciąż nie przetrawiła wszystkich faktów. Za decyzją zabijania Hyuga była jeszcze jedna rzecz, która siedziała w głowie Terumiego, ale ją wyłączył. Był wściekły z czasu usłyszenia plotek o wojnie w Shigashi. Wszystko podobno zaczęło się od zaatakowania wiosek przy granicy przez obie strony.
- Nikt nie chce umierać, dlatego człowiek trzyma się swojego życia nawet kosztem czyjegoś zazwyczaj. Jesteśmy bardzo samolubni jako społeczeństwo. Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie, dlaczego miałbym oszczędzać wroga? Wpierw jednak przemyśl wszystko jeszcze raz.
Hikari odchrząknął mając parę faktów do analizy, po których chciał poznać reakcje uczennicy.
- Widziałem jedną karczmę spaloną przy granicy, została kompletnie zniszczona, a właściciele pewnie zabici wraz z początkiem wojny. Słyszałem również, że ofiarami padły pobliskie wioski. Nikt nie oszczędzał cywili, chociaż nie miałem okazji sprawdzić. W swoim życiu przeżyłem wiele, ale zazwyczaj pewne granice nie zostały nigdy przekroczone.
Zmrużył delikatnie oczy.
- W Atsui każdy niezaangażowany w działania wojenne, nawet członek szczepu Kaguya poddający się bez walki został eskortowany przez część napastników. Pamiętasz gniew Tetsu słysząc tylko nazwisko? Wszyscy, którzy umierali to żołnierze oraz shinobi.
Yogańczyk mógłby się pochwalić, że był pomysłodawcą zapewnienia bezpieczeństwa niewinnych. Problem w tym, że nie lubił się chwalić za bardzo, tutaj opowiadał co zrobił głównie z braku jakiegoś pomyśłu większego. Czy mogła się wywiązać większa drama z czegoś tak banalnego? Pewnie tak.
- Wojna nie zależnie od tego gdzie się dzieje wciąż pozostaje niezmienna. Możemy oszczędzać wroga, pozwolić mu dalej żyć, ale on powróci i wykorzysta naszą naiwność. Kwestia czasu, a z jego ręki zginie nam ktoś bliski. Ratowanie każdej jednostki też nie zamknie koła nienawiści i zemsty, jest to zadanie o wiele trudniejsze zadanie.
Ciekawe było wspomnienie o Izumo, który miał pokazać parę sztuczek z buteleczkami. Widocznie Inoshi poczyniła jakieś postępy z książkami, które jej Hikari przekazał. Przynajmniej komuś się mogło to przydać.
- Widzę, że się starasz. Nawet tutaj nie masz odpoczynku od nauki, co?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 3 sty 2019, o 18:08

- Rok 385 - Zima -


" Opowieści z frontu "
Obrazek

Hikari zdawał się nie zrozumieć w dużej mierze tego co Inoshi chciała mu przekazać, nie mówiąc już o oczywistości którą były słowa traktujące o klanie Hyuga, nie było to wiele ale mogła podzielić się chociaż tym ze swoim Senseiem który zdawał się nie mieć kompletnie pojęcia z kim stawał w szranki przez co niezbyt mógł interpretować wiedzę jaką przekazał mu Michio na jego własnej misji.
- Hikari-sensei... Nie rozumiesz - Odetchnęła wyraźnie speszona jego stwierdzeniem, kompletnie nie o to jej chodziło, nie miała na celu robić dzikusów z ludzi mieszkających gdzie indziej niż w górach. Ta " wyjątkowość " jak ją Terumi określił była czymś o czym, powinien mieć już pojęcie i wiedział, że ona się z tym nie zgadza jako osoba. Tym bardziej dalsze jego przemyślenia odnośnie tego w co Inoshi wierzy, były najzwyczajniej w świecie błędne, nie wierzyła w klan, a przynajmniej nie w taki sposób w jaki on chciałby to widzieć.
- Po prostu, mówiłam ci to już kiedyś, tutaj ludzie przestrzegają prawa bo po prostu tak trzeba. Czy ludzie którzy mieszkają tutaj, albo jeszcze gdzieś indziej... Jeśli są z gór to od zawsze mieli wpajane przestrzeganie zasad, zawsze wiedzieli, że każdy wszystko wie, dlatego nikt nie robi tutaj złych rzeczy bo ktoś będzie o tym wiedział... Przynajmniej mnie się tak zawsze wydawało. - Wzruszyła ramionami, szybko, odrobinę nerwowo, nie za bardzo czuła ironię jaką chciał prezentować Hikari, no bo w czym? Niby jak odczytać ironie na twarzy kogoś kto nawet nie próbuje udawać, że ironizuje, faktycznie robiąc to? Tym bardziej, że Hikari nie raz i nie dwa udowodnił, że bywa bardziej bezpośredni niż drwiący czy żartujący.
- Bo tutejsi ludzie mają pewne oczekiwania... Musieli mieć jakiś powód by to robić, przecież mamy wielu podróżnych którzy są tutaj przyjmowani dobrze, pewnie nawet lepiej niż my zostaliśmy na wyspach, chociaż... Teraz jest ten czas i ta wojna... - Owszem, wojna nie była czasem w których każdego z walczących poznawało się z najlepszej strony, tym bardziej gościnności o czym świadczyły między innymi dekrety i traktaty odnośnie przekraczania granic przez shinobich i przymus służby dla tych którzy chcą się na ten teren przedostać, albo się było z nimi, albo przeciw nim.
- Dlaczego? Bo wie, że w inny sposób nie przeżyje... A dlaczego tak myśli? Ponieważ wie, że jego życie nie zostanie oszczędzone, nie zostanie uratowany i nie zostanie mu przebaczone - Odpowiedziała na pytanie Hikariego, nie było to jednak koniec jej wypowiedzi, to był ledwie czubek góry lodowej która zdawała się jedynie rosnąć pod tą taflą wody.
- Dlatego jeśli on zabije, to później bliscy zabitego będą chcieli dokonać zemsty, ukarać sprawcę tego bólu którego doświadczali. Prędzej lub później to zrobią, jeśli nie znajdą winnego to ukarzą kogoś innego, nie liczy się kogo, liczy się by ktoś został ukarany i poczuł taki ból z jakim oni musieli sobie poradzić, nawet jeśli zamkną oczy na własną paranoje i kłamstwo, że ukarali właściwą osobę... - Czy nie tak działały wszelkie wojny? Akcja budziła reakcje, odwet za odwet, nie chodziło o zwykłe uzyskanie przewagi, zawsze chodziło o coś, albo o karę dla kogoś albo o zabranie komuś pieniędzy na które pracował by ponownie mieć pretekst do walki później.
- Później bliscy tej osoby będą czuli potrzebę zemsty za to co im się przytrafiło, będą mieli do tego prawo i historia się powtórzy. Znowu, któreś z nich próbując dokonać zemsty zostanie pokonane i zabije kogoś, czy przypadkiem, czy tak po prostu... Byle by przeżyć i cała historia zatoczy się kołem, Hikari-sensei - Czy przemyślała to wszystko? Musiała jeśli była w stanie przedstawić tak dogłębną analizę sytuacji która występowała nie raz i trudno jest temu jakoś przeciwdziałać.
- Hikari-sama, wiesz że ludzie dokonują różnych rzeczy, wszystko jednak sprowadza się ostatecznie do zemsty, każdy chce sprawiedliwości... Sprawiedliwość... Nie ma w sobie nic ze sprawiedliwości o jakiej zazwyczaj myślimy gdy wypowiadamy te słowa. - Sprawiedliwość nigdy tak naprawdę nie była narzędziem dobra, zwykle bywała usprawiedliwieniem dla wszelkiego zła lub własnego widzimisię u pewnych grup ludzi z dosyć kwestionowalnym kompasem moralnym co zwykle prowadzi do jeszcze większego zła i krzywdy sprawionej innym.
- Wiem, że to trudne, ale ktoś musi zacząć, nie jedna osoba, nie dwie osoby... Wtedy jest szansa, że inni też to dostrzegą i będą próbować... Inaczej wojny takie jak ta, lub ta o której opowiadałeś nigdy się nie skończą. Poza tym... Wiem, że nie można winić innych za obronę przyjaciół... Nic nie jest takie proste jak może brzmieć. Dlatego chciałabym... - Nie musiała nawet kończyć, bo czy miało to jakieś znaczenie? Swoje powiedziała. Wciąż jednak było wiele sytuacji, nawet nie tylko w trakcie samej wojny które można było rozwiązać inaczej niż walką, inaczej niż śmiercią i krzywdą. Inaczej niż niekończącą się zemstą.
- Wojna... A czy jeśli on nam pozwoli żyć to nie dokonamy tego samego? O to właśnie chodzi, o to błędne koło - Pierwsze słowo nie należało do tych które lubiła powtarzać, kilka liter które mogły powodować dużo więcej niż mdłości u nie jednej osoby. Hikari miał interesujące przemyślenia odnośnie Izumo, nie mniej jednak nie chodziło tutaj o żadne małpie sztuczki ani tym bardziej żonglowanie butelkami od alkoholu. Nie mniej jednak nie odpowiedziała werbalnie, ścisnęła tylko trochę usta biorąc później łyka wody, nie wiedziała czy w ogóle powinna odpowiadać, czymś więcej niż " tak " albo " nie "

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2806
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość