PORT

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: PORT

Postprzez Hiyori » 27 cze 2018, o 21:52


Na pomoc Mruczkowi
Misja rangi D
23/15



Lokal przeżywał swoją przeciętną, wieczorną porę, kiedy drzwi prowadzące do środka zostały brutalnie potraktowane kopniakiem. W przejściu stał teraz niewysoki blondyn z czarnym kotem w ręku, pytając o "szefa". Brodaty mężczyzna stojący za ladą jedynie westchnął ciężko.
- Wiem jak to wygląda, ale to nie nasza sprawka i nie nasz interes - zaczął obojętnym tonem - Tak, wiem że za moim lokalem ktoś skupuje te cholerne koty. Tak wiem, że to nielegalne. Nie, nie interesuje mnie dlaczego i po co - oznajmił twardo. Nim jednak chłopak zdążył zareagować, czarnowłosy mężczyzna w sile wieku szybko wtrącić kolejne zdanie, aby uniknąć niepotrzebnej, słownej potyczki - Chodź za mną, wiem gdzie gość jest. Możesz z nim zrobić co chcesz. W sumie będę wdzięczny, kiedy ten piskliwy jazgot ucichnie - powiedział, po czym wyszedł zza lady i udał się w stronę wyjścia z baru.

Nie mając ciekawszego wyjścia Ryuji podążył za tutejszym gospodarzem. Nie minęła chwila, kiedy jego uszu dobiegł niezbyt kulturalny okrzyk nowego kompana, który zdążył przed nim skręcić za ścianą budynku.
- O żesz kurwa!
"Should I be... good?
Or should I be myself?
Heat the frozen or burn what is left?"
Avatar użytkownika

Hiyori
 
Posty: 100
Dołączył(a): 13 cze 2018, o 22:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu dziewczyna (170cm) o drobnej budowie, czerwonych włosach, zielonych oczach i jasnej karnacji w zielonej tunice do połowy ud i czarnych legginsach przed kolana
Widoczny ekwipunek: Torba na bronie znajdująca się przy lewym biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5722
GG: 0
Multikonta: 0

Re: PORT

Postprzez Ryuji » 27 cze 2018, o 22:25

Wielkie wejście okazała się totalnie bezsensownie i straciło swój urok dość szybko. W pomieszczeniu nie było śladu po kotach oraz głównym bandziorze. Jedynie jakiś brodacz udający barmana, który oczywiście nie jest nic winien, on tu tylko sprząta i takie tam. Ryuji nie miał ochoty słuchać jego wymówek jednak nie mógł nic wtrącić ponieważ mężczyzna na to nie pozwalała. Chyba doskonale zdawał sobie sprawę, że blondyn ma wiele do powiedzenia, a jemu nie chce się tego zwyczajnie słuchać. Udał się za swoim przewodnikiem i później tego żałował. Takiego scenariusza zdarzeń kompletnie nie brał pod uwagę. To co widział zostanie w jego pamięci na zawsze. Koty jak sam wcześniej wspomniał to łowcy jednak nie spodziewał się, że te w ramach zemsty zjedzą swojego oprawcę. Gdy tylko zobaczył to nie odwrócił wzroku. Jedynie westchnął i spuścił nieco głowę. Całą tą sytuację zniósł spokojnie jakby w życiu widział coś o wiele gorszego. Również mocniej trzymał Mruczka aby ten przypadkiem również nie chciał zapuścić swoich zębów w ciele leżący na ziemi. Po chwili odwrócił się i udał się w kierunku z którego przyszedł. Bez słowa i bez jakiegoś wielkiego zaskoczenia powolnym krokiem przeszedł koło brodatego mężczyzny. Gdy go minął zatrzymał się na chwilę przy nim. Następnie szybko i energicznie odwrócił się w jego stronę i wyprowadził prosty cios w jego brzuch. Cios miał być bardzo odczuwalny, a nie niebezpieczny. Ponownie odwrócił się od delikwenta i rozpoczął marsz w kierunku wyjścia przy okazji mówiąc do mężczyzny. W jego głosie z łatwością można było wyczuć złość i gniew.
-Następnym razem jakoś zareaguj. Tym razem ci odpuszczam... Wezwij lepiej strażników, nie mam zamiaru sprzątać za ciebie tego gówna.
Jak tylko przeszedł przez próg drzwi od razu udał się w kierunku domu właścicielki zwierzaka.

z/t
Avatar użytkownika

Ryuji
 
Posty: 69
Dołączył(a): 16 cze 2018, o 17:50
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?p=87822#p87822
GG: 0
Multikonta:

Re: PORT

Postprzez Jun'ichi » 1 lip 2018, o 16:31

Obrazek
Amai Kaibutsu
甘い怪物

1/15
Izanagi


Był już późny wieczór w porcie Ryuzaku, kiedy Twoja łódź transportowa dobiła do brzegu, a jeden z marynarzy zarzucił cumy by każdy mógł bez obaw o własne zdrowie zejść na brzeg. Wokół panował mrok i tylko nieliczne latarnie z niewielkimi płomykami w środku oświetlały główne drogi którymi można było opuścić to nieco śmierdzące rybami miejsce. Mało kto chciałby spędzać tutaj więcej czasu niż było konieczne dlatego wszyscy którzy nie byli marynarzami zwyczajnie, niemal gęsiego ruszyli w stronę oświetlonych dróg.
W tym samym czasie kiedy Ty schodziłeś na brzeg, niecałe 50 m dalej grupa marynarzy zajmowała się rozładunkiem różnych skrzyń i najwyraźniej panująca wokół ciemność bardzo utrudniała to zadanie.
Do stu piorunów! Patrz co robisz albo upier*** ci łapę jak tamtemu śmieciowi! Rusz dupę! Szybciej! Hej ty! Nie opier*** się, do roboty! - jeden z mężczyzn stojących na brzegu, najwyraźniej kapitan był dość mocno zdenerwowany co można było ocenić nie tylko po jego pełnych wulgaryzmów okrzykach, ale również po tym jak nerwowo gładził się po gęstej, ciemnej brodzie z której wystawała drewniana fajka wypchana całkiem dobrze pachnącym tytoniem którego zapach dochodził aż do Ciebie.
Niech to diabli! Gdzie te łamagi? Mieli zabrać to gówno od razu gdy przybijemy! Toshi! Leć ich szukać, pewnie siedząc gdzieś w okolicy o ile jeszcze nie zapili mord! Jeśli to zrobili, utnij jednemu ucho, drugi natychmiast otrzeźwieje i nie będziemy musieli czekać na nich kolejnej godziny! RUCHY! - ciężko było się dziwić dlaczego to właśnie ten człowiek był kapitanem. Nikt z załogi nawet nie mruknął na żaden jego rozkaz, wszyscy uwijali się jak mrówki i wykonywali jego polecenia najszybciej jak potrafili i może właśnie przez ten pośpiech co jakiś czas słuchać było odgłos upadających albo pękających skrzyń.
Obrazek

[color=#4080BF]

Co jest silniejsze, niż serce człowieka które bez końca pęka, a wciąż żyje...
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 416
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: PORT

Postprzez Izanagi » 2 lip 2018, o 11:31

Wreszcie dotarłem do brzegu, tyle jeszcze w życiu nie pływałem na łodzi, może choroby morskiej nie miałem ale nogi lekko się uginały jak schodziłem z pokładu. Wreszcie byłem zadowolony że jestem na lądzie, bez walk, po prostu zwykłe codzienne życie się zaczęło. Przyznam że oprócz dotarcia do siedziby klan to innych planów nie mam, powoli i spokojnie miałem ruszyć w stronę Sogen, za nim jeszcze zacząłem obierać odpowiedni kierunek, do mych uszu zaczęły dobiegać jakieś hałasy, marynarze coś darli mordy. Nie dało się nie słyszeć o czym rozmawiali, przez co postanowiłem podejść do nich.
- Witam, potrzebujecie jakiejś pomocy?- doszedłem do nich i tak z 5 metrów przed już stojącym tylko kolesiem, prawdopodobnie kapitanem. Nie śpieszyłem się aż tak bardzo w stronę swojej siedziby klanu, przez co postanowiłem żeby jeszcze coś ciekawego wydarzyło podczas tej podróży, to będzie taka moja podróż przygodowa z powrotem do domu. Ciekawy byłem czy mogłem jakoś pomóc kapitanowi, czy on w ogóle potrzebuje pomocy oraz co tutaj się wydarzyło. Rozglądałem się dookoła być może coś mi rzuci się w oczy przypadkiem i sam odpowiem sobie na pytanie "czemu on drze tak twarz?".
- Jak mógłbym się do czegoś przydać, to za drobną opłatą...- zawsze mógłbym zarobić parę groszy po drodze do domu, o ile będzie tu jakaś robota do wykonania.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 82
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: PORT

Postprzez Jun'ichi » 3 lip 2018, o 00:08

Obrazek
Amai Kaibutsu
甘い怪物

3/15
Izanagi


Marynarze bezustannie krzątali się po pokładzie i porcie zaś kapitan również bez przerwy wydzierał się dyrygując wszystkim co i jak mają robić. Jego uwagę od prac odciągnęło Twoja nagłe pojawienie się i właściwie całkiem zrozumiałe w tych ciężkich czasach zapytanie o możliwość zarobku. Kapitan nie był w ciemię bity i wiedział, że za pracę każdy chce zarobić.
Zerknął na Ciebie, pogładził się znowu po brodzie i zamyślił jakby zastanawiając się czy nadasz się do tego co mu właśnie po głowie chodziło.
Wiesz, właściwie to mógłbyś się do czegoś przydać. Jak widzisz jesteśmy w ciemnej dupie z czasem przez te cholerne mgły i niespokojne wody. Mamy na statku pewien ładunek, który jeden z naszych chłopców miał odeskortować z portu pod wskazany adres. I jak już pewnie załapałeś młody, musimy wypływać lada chwila, a nie uśmiecha się nam zostawiać kogoś z załogi dla ch** wie czego i to za marny grosz. Podzielę się z Tobą zapłatą, dostaniesz powiedzmy... 100 Ryo. Co Ty na to? - kapitan pociągnął bucha z drewnianej fajki i wypuścił gęstą smugę ponad wasze głowy.
Chciałeś zarobić, dostałeś taką możliwość. Pytanie tylko czy płaca była godna pracy? Pytań z pewnością mogłoby być znacznie więcej tylko czy miałbyś odwagę je w ogóle zadać?
Obrazek

[color=#4080BF]

Co jest silniejsze, niż serce człowieka które bez końca pęka, a wciąż żyje...
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 416
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: PORT

Postprzez Izanagi » 3 lip 2018, o 01:07

- No, dobra. Gdzie mam zanieść tę paczkę, do kogo i co w niej jest?- zapytałem, po zacząłem się rozglądać.
- Gdzie ona jest?- szybko chciałem ją zabrać i zanieść pod wskazane miejsce, pytań nie można się bać bo inaczej bez odpowiednich odpowiedzi mógłbym nie dostarczyć paczki.
- Jeszcze jedno pytanie, jak duży ten ładunek bo żeby się nie okazała że nie dam rady go udźwignąć, to wtedy utknę tutaj na amen, do tego dałbyś 150 ryo za wykonanie w pewnym stopniu przysługi dla was, no i płatność z góry, dzięki czemu będziecie mogli spokojnie sobie od razu odpłynąć, bo rozumiem że tak chcecie zrobić, skoro sami jej nie możecie dostarczyć.- skrzyżowałem ręce i czekałem na odpowiedź kapitana, co ten ma mi do powiedzenie, nie liczyłem że dadzą mi więcej wynagrodzenia, ale potargować się można skoro się zapytał co ja na to, kto wie może się okaże że dorzuci te 50 ryo, niby nie wiele ale lepsze to niż nic. Teraz nie pozostało mi nic jak poczekać na reakcję kapitana, samemu co jakiś czas przyglądający się otoczeniu, jak to pracują ludzie, jak wygląda tutejsza kultura oraz zwyczaje, wiadome pierwszy raz w tym miejscu powoduje iż jestem ciekawy wszystkiego.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 82
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: PORT

Postprzez Jun'ichi » 3 lip 2018, o 19:38

Obrazek
Amai Kaibutsu
甘い怪物

5/15
Izanagi


Kapitan uśmiechnął się lekko kiedy rzuciłeś kwotą "150 Ryo" bo oznaczało to dla niego i tak całkiem niezły biznes. Tym czego zapewne nie mogłeś wiedzieć było fakt, że otrzymał on od zleceniodawcy... 1000 Ryo za dostarczenie paczki do Ryuzaku i 250 Ryo za eskortowanie jej pod wskazany adres. Ktoś bardzo mądry powiedział kiedyś "czego oczy nie widzę, tego sercu nie żal" i tak faktycznie było bo kiedy kapitan wyciągnął ku Tobie dłoń w geście zawarcia umowy, nie czułeś żalu.
Widzę, że nie lubisz tracić czasu. Podoba mi się to ale mam dla Ciebie dobrą wiadomość. - kapitan chwycił ustami swoją fajkę i odwrócił się w stronę statku.
Psubraty! Zestawić bestię! I dawać tu te chuchra co go tachają! Byle migiem! - jak powiedział kapitan, tak posłuszne "kukiełki" zrobiły i po kilki minutach na ziemi przed Tobą została postawiona... mała lektyka szczelnie zamknięta drewnianymi okiennicami oraz zasłonięta z zewnątrz grubymi aksamitami. Zanim zdążyłeś wyrazić swoje zaniepokojenie gabarytami "paczki", dobiegło do was dwóch bardzo chudych, odzianych w zwykłe szmaty ludzi którzy bez słowa chwycili za obydwa końce lektyki i podnieśli ją czekając na dalsze polecenia.
Proszę bardzo, oto Twoja paczka, haha! Zaskoczony? Mówiłem, że to dobra wiadomość bo nie będziesz musiał niczego dźwigać. Zrobisz sobie po prostu mały spacerek u boku tej laktyki, dojdziesz pod ten adres (wręczył Ci kartkę) i to będzie proszę ja Ciebie wszystko. Pamiętaj jedynie o tym, żeby za nic nie otwierać drzwi, okienek, nic, najlepiej w ogóle nie ruszaj tego cholerstwa i nie pozwól żeby ktoś to zrobił. Proste, prawda? A tu masz zapłatę i to chyba będzie już wszystko. - kapitan ewidentnie nie mógł doczekać się momentu, w którym ten zbędny ciężar spadnie z jego barków.


* Adres który otrzymałeś na małej kartce mówił o dwupoziomowym, drewnianym domu w dzielnicy mieszkalnej. Nad wejściem winno znajdować się godło pewnego nieznanego Ci rodu, które wyglądało niczym oczy bestii przeszyte z dwóch stron strzałami których groty złączył się w jeden. Dziwne, aczkolwiek kto bogatemu zabroni?
Obrazek

[color=#4080BF]

Co jest silniejsze, niż serce człowieka które bez końca pęka, a wciąż żyje...
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 416
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: PORT

Postprzez Izanagi » 3 lip 2018, o 23:29

Nieco się zdziwiłem jak zobaczyłem ten ładunek, ale dopóki to nie ja musiałem go nieść to nie widziałem problemu, mogłem spokojnie sobie eskortować to dzidostwo do celu, zabrałem karteczkę i nie czekałem na nic więcej. Chciałem już szybko udać się we wskazane miejsce aby szybko dostarczyć ową przesyłkę, nigdy nie wiadomo co w środku się znajduje a do tego zapewne odbiorca chciałby szybko dostać swoją przesyłkę. Przeczytałem adres i uważnie przyjrzałem się jak wygląda herb czy coś...
- Dobra ruszamy chłopaki.- po zobaczeniu tej paczki można było się domyśleć że 150ryo to za mało, ale powiedziało się A trzeba powiedzieć B, najważniejsze że zwróci mi się za statek. Zaraz po tym jak dałem znak do marszu, udałem się w stronę adresu wskazanego na karteczce, oraz rozglądałem się gdzie znajduje się opisany dom z owym godłem, trzeba także uważać aby jacyś bandyci na nas nie napadli, świat jest tak skonstruowany że może nie zabraknąć idiotów próbujących na nas napaść, szukając szybkiego zarobku, odważnych straceńców którzy nie mają nic do stracenia. Sam nie chciałem przyglądać się nawet tej paczce, jakoś nie interesowało mnie co tam się znajduje oraz czy osoba której to dostarczam jest dobra czy zła, moje zadanie to podrzucić paczuche i spadam. Po za tym to wygląda jak zwykłe, najzwyklejsze zlecenie więc raczej nie spodziewam się jakiś ostrzejszych akcji, ale mimo wszystko raczej mało mnie może teraz zaskoczyć po tym co przeżyłem na tej małej wojence.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 82
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: PORT

Postprzez Jun'ichi » 4 lip 2018, o 15:12

Obrazek
Amai Kaibutsu
甘い怪物

7/15
Izanagi


Dwójka tragarzy patrzyła na Ciebie obojętnym wzrokiem jakby tylko czekali na dalsze instrukcje. Tak jak i Ty mieli w nosie zawartość lektyki, cel podróży i to kto ich pokieruje - liczyła się tylko uczciwa zapłata. Kiedy wreszcie zadecydowałeś o wymarszu, Ci niczym posłuszne marionetki ruszyli za Tobą dotrzymując kroku mimo sporego ciężaru drewnianej konstrukcji.
O tej godzinie port był opustoszały jednak już stąd słychać było szmer świadczący o tym, że wioska Ryuzaku no Taki mimo późnej pory nadal czuwa, a jej mieszkańcy i goście korzystają ze wszystkich dobrodziejstw tego miejsca. Oznaczało to dla waszej trójki mniej więcej tyle, że mimo późnej godziny wcale nie będziecie mieli przed sobą pustych ulic i droga do celu może nie być taka prosta jaką ją sobie wyobrażałeś.

Po kilku minutach smród ryb z portu został za waszymi plecami, a po bokach zaczęły wyrastać przed waszymi oczami coraz to większe budynki mieszkalne, sklepiki i różne zakłady rzemieślnicze. W tej części wioski nie było tłoczno bo mieszkali tu raczej biedni, niemający pieniędzy na nocne uciechy ludzie. Stąd jednak widzieliście już kilkadziesiąt metrów przed sobą jedną z głównym ulic Ryuzaku no Taki - Targową. Znajdowała się ona względnie blisko portu, dlatego już wiele lat temu zadecydowano że będzie to dogodne miejsce do umiejscowienia (oczywiście) targowiska. Na wasze nieszczęście miejsce to było o tej porze wyjątkowo tłoczne za co pewnie odpowiedzialne były ostatnie dostawy wspaniałych, niezwykle tanich (jak dla kogo) produktów zza dalekiego morza.
Na pewno zna Pan drogę? W tak tłocznych miejscach możemy mieć problem z utrzymaniem lektyki. Ludzie często obijają się o nią, opierają a czasami nawet chcą sprawdzać co jest w środku. Nie powinniśmy do tego dopuścić. - to przedni tragarz wyraził swoje zaniepokojenie, najpewniej doświadczony dawnymi podróżami po takich miejscach.
Twoja wrodzona, przeciętna orientacja w terenie pozwalała mniej więcej przekalkulować że przejście przez Targowisko zajęłoby wam około 10 minut jeśli nie będzie żadnych niespodzianek. Jeśli jednak postanowicie je ominąć, droga może potrwać nawet 30 minut, a wcale nie będziecie bliżej celu, jedynie przebędziecie pierwszy etap drogi.
Tragarze oczekiwali Twojej decyzji, zapewne gotowi podjąć ryzyko jeśli uznasz to za najlepszą z opcji.


Teraz proszę, abyś odpisał już w tym temacie (nawet jeśli wybierzesz drogę okrężną, zwyczajnie określ to w poście).
Obrazek

[color=#4080BF]

Co jest silniejsze, niż serce człowieka które bez końca pęka, a wciąż żyje...
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 416
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: PORT

Postprzez Nikusui » 4 lip 2018, o 20:56

Białowłosa uśmiechnęła się nieznacznie. W takim razie gościu, który dowodził, ewidentnie nic nie robił, skoro w żadnym calu nie zapadł Muraiowi w pamięć. W tym wypadku temat tego człowieka mogli uznać za zakończony. Tak jak i pobyt Shigemiego wśród nich. Członek klanu Kaminari postanowił od razu udać się w stronę Antai, by tam spotkać się z Liderem. I naprawdę niesamowicie to odpowiadało Nikusui. Mogła mieć parę chwil dla siebie, bez zbędnych pytań, co wprost uwielbiała. Nie lubiła się spowiadać, formalności wychodziły jej uszami, dlatego odkładała ewentualna rozmowę z Ukyo. Trudno, najwyżej później sprawi jej reprymendę, teraz nie miało to dla niej znaczenia.
- Nie byłaby tego taka pewna. - zaczęła, widząc, jak statek zaczyna zbliżać się do portu w Ryuzaku no Taki. - Są tacy, którzy dalej będą je uważać za zagrożenie. Szczególnie, kiedy pójdzie fama, jakie nastawienie mieli Klifowcy podczas przybycia do Kami no Hikage. Może i to jest ryzykowne, ale czy kiedykolwiek ktoś powiedział, że ryzyko się nie opłaca? - zapytała, chociaż sama nie pokusiła się o wyrażenie swojej dokładnej opinii. Zresztą, czy to było ważne, co by zrobiła? Nie była osobą wpływową, zresztą, gdyby nie bitwy i wojny, to od czego by byli? Od łapania uciekinierów, w postaci kotów? Od małych rzezimieszków, którzy odważyli się okraść jakąś karczmę? No chyba nie. Nie oznaczało to jednak, że popierała wszelakie walki, ale była pewna, że póki ten świat istnieje i póki rodzą się nowi ninja, nowe umiejętności, to spory nigdy nie ustaną. Mogą być mniejsze, bądź większe, ale będą. A sytuacja, w której sądzono, że rozsądniej będzie nie podejmować walk z Cesarstwem, mogła być dobrą podpuchą i uśpieniem czujności. Skoro większość nie sądziłaby, że może do czegoś takiego dojść, to mogliby nie zdążyć się przygotować i nie odparliby ataku.
- I śmiało mogę powiedzieć, nie na wyrost, że wiele klanów i szczepów żyje urazami, które mogły mieć miejsce kilkadziesiąt lat temu. Skoro kiedyś ci, co byli słabsi, podporządkowywali się wpływowym Rodom, praktycznie im służąc, to nie widzę powodu, by teraz nie pokłoniły się Hanowi. A szczerze wątpię, by zrobiło to Cesarstwo, które, tak po prawdzie, może stać się największym wyzwaniem dla Antykreatora. Ciężko będzie otworzyć się tym, którzy żyją przeszłością, by móc połączyć siły, nie tylko między rodami kontynentalnymi, ale i tymi za wodą. - dodała w momencie, kiedy statek już zacumował. Szybko znaleźli się więc w porcie, w którym nie było sensu się nawet zatrzymywać. Dlatego powoli ruszyła dalej, mając dziwną pewność, że Murai również podąży obok niej. - Han wiedział, co robi. - posumowała, kiedy opuszczali teren portu. Gdzie ich poniesie? W sumie białowłosa nie oczekiwała, że Kakuzu będzie jej towarzyszył, ale mogli nawiązać dalej ciekawą rozmowę, więc przydałaby się do tego również jakaś knajpka. Co jak co, ale dzisiaj Ryukata nie zamierzała wracać do Antai. Spokojnie mogła znaleźć tu jakiś pokoik, zresztą spędziła tu spory okres czasu, więc miasto kupieckie znała i nie powinna mieć z tym problemu.


z/t z Muraiem
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 913
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: PORT

Postprzez Saburō Hokusai » 11 lip 2018, o 19:28

Podróż minęła spokojnie. Wyznawca ten czas przeznaczył na rozmyślenia dotyczące jego życia, celu i ambicji. Nie pominął w tym również modlitwy do swojego Boga z którego czerpie siłę. Choć... Może nie tyle co czerpie, ale dostaje w łasce. W każdym razie wysiadł ze statku a jego oczom ukazał się port w którym się zatrzymał. Nic wspaniałego. Port jak port, dużo handlarzy, milion stoisk i przede wszystkim tłok. Westchnął spod kaptura robiąc przy tym dziwny grymas twarzy. Nie chciał się tutaj zatrzymywać. Wiedział, że to miasto będzie teraz tętnić wydarzeniami które odbyły się na wyspie. Nie chciał tego wysłuchiwać. Przeżył to i na razie chciał wypić za kapitana. Jego celem była sąsiednia prowincja, więc nie myśląc wiele ruszył w trasę.

z/t
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 245
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: PORT

Postprzez Uchiha Izanami » 17 wrz 2018, o 13:38

Cana wciąż patrzyła na swoich wybawców ze spojrzeniem, które było nieobecne. Oczywiście, obaj młodzieńcy zdecydowali jak najszybciej się uskromnić z pomieszczenia i wyruszyć do portu, po uprzednim wzięciu ze sobą Cany. Oraz porzuceniem głów, za które byla duża nagroda. Cóż, i Akodo i Seinaru nie dbali o dobra doczesne i 1400 ryou za głowę nie obeszło ich w żadnym wypadku.
Cana ruszyła z młodzieńcami, stawiając małe kroki w swoim kimonie. Nie wydawało się, żeby chciała gdziekolwiek się zatrzymać czy wziąć swoje rzeczy. A może po prostu nie miała odwagi powiedzieć, że potrzebuje swoich rzeczy.
Przejście przez Złotą Różę nie stanowiło problemu. Ludzie – którzy czekali i obserwowali – rozchodzili się i robili im przejście. Miny, jakie miały na twarzach koleżanki Cany, wyrażały bezbrzeżną pogardę i nienawiść w stosunku do Hayami’ego i Keia, ale powstrzymały się przed powiedzeniem czegoś. Dwie jedynie splunęły pod ich buty, kiedy wychodzili.
Cała podróż do portu nie zajęła im dużo czasu. Cana szła za nimi, nie odzywając się ani słowem.
Do portu dotarli wczesnym popołudniem. Oboje wykończeni, poranieni, chcący się położyć i wylizać swoje rany. Na statek do Teiz, który miał wypłynąć wieczorem, było ich stać. Nawet na osobne kajuty, jak chciał Seinaru po tym, jak widział, jak Hayami flirtował z męską prostytutką.


Strasznie mało czasu mam. Opiszcie prosze wasza podróż na Teiz, zachowanie, to, co robicie. Tylko rozsądnie.
Avatar użytkownika

Uchiha Izanami
 
Posty: 229
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:08
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Długie, czarne włosy, wysoka, jasna cera, ubrana w kimono lub ciemne spodnie do połowy łydki, keikogi bez rękawów
Widoczny ekwipunek: Kabura na udzie, torba na pośladku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5279
GG: 63951012
Multikonta: nope

Re: PORT

Postprzez Seinaru » 18 wrz 2018, o 12:16

- Waaaah! - Odetchnął głęboko, łącząc to z ziewnięciem. Byli już w porcie, te pierwsze emocje zdążyły już opaść, a po rozpłynięciu się adrenaliny, dopadły go ból i zmęczenie. Mlasnął dwa razy, gdy rozglądali się za łodzią, która mogłaby przewieźć ich na brzeg Teiz. Hayami i Cana stali obok, nikt ich nie gonił, więc chyba mogli teraz nareszcie zamienić parę słów.
- Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej. Poznajesz mnie w ogóle? - Zapytał Cany, dokonując jej pobieżnych oględzin. Zmieniła się od tamtych wydarzeń, to na pewno, ale jej dziwna nieobecność była dla niego niepokojąca. Nie spodziewał się tego, że dziewczyna rzuci mu się na szyję jak rycerzowi na białym koniu, w końcu przecież nie był tutaj konno, ale jednak wciąż nie widział na jej twarzy ani odrobiny radości.
- No nic... - Przewrócił tylko oczami i nieco się przeciągnął. Kurcze, bolało go całe ciało, a kijek którym zazwyczaj się podpierał został u Shinigamiego, smutny i krzywy. Wyciągnął 300 Ryo z torby i podał je Hayamiemu.
- Zajmij się opłatami za naszą podróż, dobrze? - Zakomenderował, choć tak naprawdę brzmiało to jak prośba wypowiedziana zmęczonym głosem. On nie miał już po prostu chęci włóczyć się po porcie. Dlatego zostawił to zajęcie dla Akodo, sam natomiast poprowadził Canę do najbliższego siedziska, gdzie czekali na transport.
- Do Sogen udamy się konno aby nie męczyć Cany. Tam przenocujemy, może w tym hotelu gdzie kiedyś zatrzymaliśmy się z Shijimą. Jak to się nazywało? "Granit"? "Marmur"? Jakoś tak. Tylko będziemy potrzebowali osobnych pokoi. Nie chcę skończyć jak tamten chłopaczek z niebieskimi włosami. - Rozpisał mniej więcej plan podróży powrotnej i aby Akodo wiedział, co i gdzie załatwiać. Wiedział, że w takich kwestiach może na nim polegać.
Zarówno podczas podróży, w hotelu jak i na łodzi do Teiz, Seinaru trzymał pieczę nad dziewczyną, zwracając uwagę zwłaszcza na to, czy ona sama nie zamierza opuścić ich na własną rękę. Musiała pozwolić sobie pomóc. Po wylądowaniu na wyspie, należało w pierwszej kolejności pokazać ją Kapitanowi Straży, a dopiero później będzie można zaprowadzić ją do domu Seinaru, gdzie czekała na nich Yuri.

// Ryuzaku nie ma bezpośredniego połączenia łodzią z Teiz, dlatego ten post powinniśmy pisać na szlaku transportowym i przejść przez Sogen. No ale jak tutaj nas zaprowadziłaś no to siup. Sam też się pomyliłem tho.

Skąd: Ryuzaku no Taki
Dokąd: Teiz
Czas podróży: 45 minut, ale to pewnie liczone od posta Hayamiś
Czas przybycia: jw.
Środek transportu: do Sogen konno, na Teiz łódką (-300 Ryo za Seinaru i NPC)
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1285
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 23
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: Dwuryj, Ukog

Re: PORT

Postprzez Hayami Akodo » 21 wrz 2018, o 20:20

Obrazek


There's no tomorrow for the imagining future
If it hurts, let's just keep hurting it



- "Marmur", Seinar. To był "Marmur" - przypomniał z cichym westchnieniem. - Byłem tam przecież już wcześniej, przed wami. I nie martw się. Atak mojej miłości ci nie grozi.

Po krótkiej chwili ruszył do łodzi i rybaków, żeby poszukać kogoś na transport. Jeśli się udało namówić jakiegoś chętnego rybaka...do podróży, wówczas młodzieniec beznamiętnie mu odliczył odpowiednią ilość pieniędzy. Przez całą drogę nie mówił zbyt wiele, o ile koniecznie nie musiał się odezwać, a i to mówił wtedy cicho, powoli i spokojnie. Bursztynowe, jasne oczy były pozbawione blasku, ale spokojne. Żadnych wybuchów, ataków furii, gniewu nie należało się spodziewać - raczej potężnego smutku - i zmęczenia.
O tak, był wyczerpany, padnięty, skonany przez tą cholerną misję, przez to całe zadanie, przez ten szał, który omal nie rozpruł mu duszy, i bardzo potrzebował wypoczynku. Ale jakiego...?
Może nie wrócił psychicznie do czasów po śmierci Shijimy, do tego gorzkiego poczucia, które towarzyszyło mu w chwili rozstania z Sagisą, do momentu po utracie bliskich czy po rozstaniu z Aki, ale smutek i wściekłość na samego siebie wyciszyły się. Czuł się nieco teraz tak, jak wtedy, w zimowym zakątku, gdzie śnieg, lód, samotność (przynajmniej tak wtedy to odbierał, nie wiedząc, że w owym ukrytym przed światem na zawsze miejscu może być ktoś jeszcze) pomogły mu uciszyć wewnętrzną burzę. Teraz ucichła ona przez jego siłę woli, przez ten nakaz nie możemy ronić łez, który mu od zawsze wpajano. Co samurajowie wiedzieli o uczuciach, o okazywaniu emocji? Wcześniej wybuchał, śmiał się, płakał, krzyczał, chłonął życie tym swoim otwartym, ciepłym sercem - i ludzie, przynajmniej na razie, nie ranili jego serca. Ale potem przyszły śmierci, wybory, przyszła smutna Rzeczywistość w woalce z Marzeń. A Hayami, widząc, że odsłania swoją twarz, brudną i zniszczoną jak twarze tych wszystkich ofiar wojen, bał się jej. Bardziej, niż kiedykolwiek.
Czuł się też winny, że na własne bezmyślne życzenie złamał tyle cholernych zasad. Kodeks bushido po coś istniał. Po coś zakazywano samurajom pić sake. Przecież wtedy, z Yosuke, w tej karczmie, upił się tak bezwstydnie, że łaska bogów, że nie skończył jak marny zachlaniec pod stołem ku wstydowi całego rodu.

"Nie pozwól, by kierowała tobą miłość albo żądza", mówił kodeks. Ale Hayami nie żałował, że kochał, pożądał, że pragnął. Nawet jeśli ta miłość miała być niespełniona, a szybki pocałunek, wymiana śliny z niebieskowłosym chłopcem w burdelu, miał być tylko początkiem upadku. Przekonał się, że nie jest łatwo zostać kryształowym ideałem, rycerzem z marzeń, z bajek, które musiano przecież czytać tym dziewczynkom: Aki, kuzynce Sachiko, córce Reijiego, może Tensie i Sagisie też, kiedy były dziećmi. Może Atari, może Megumi Ishida też miały kogoś, kto wpajał im zasady, przekazywał ideały mężczyzny i dobrego męża...Ale te opowieści, historie sprzedawane podnieconym dzieciom o zmierzchu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, miały się tak do rzeczywistości jak kał do kwiatów róży.

Przyjął pieniądze Seinaru, oczywiście, że je przyjął. Opłacił wszystko, co należało opłacić, w tym i swoją podróż, a kiedy rybak - zbyt stary, by zadawać pytania i troszczyć się o coś więcej w życiu, ale jeszcze nie w tym wieku, by rozsypywać się w próchno i bezmyślnie mamlać pod nosem "baczyć aby trzeba, że shinobi wielce za dziewkami przepada" - zgodził się im użyczyć łodzi, wsiadł razem z Keiem i z Caną. Nie wiedział, co ma powiedzieć Yuri; bo jakieś wyjaśnienia jej by się należały, to pewne.
Jak wytłumaczyć tę ciążę i to wszystko...

Był zmęczony. Bardzo. Czuł wciąż na sobie ciężar tykających zegarów: zegara biologicznego, bo choć był młody, to jednak czasu nie można było zatrzymać, zegara życia - osiemnaście lat mijało, jak się urodził, nie wiadomo było, ile mu zostało, żeby dopełnić zemsty i celów w życiu - i zegara rzeczywistości. Żadnego z nich nie potrafił zatrzymać, więc wpatrywał się, milcząc, w wodę i w jej lekkie, delikatne fale, marszczące się chwilami pod naporem wiosła. Kiedy jechali konno, również milczał, chyba że naprawdę musiał się odezwać, bo o coś go pytano albo czegoś od niego chciano.

Po co niepotrzebnie strzępić słowa? Krzyczeć, cieszyć się, jakby było z czego? Nawet jeśli ją uratowali, za ratunkiem szła odpowiedzialność. I chyba teraz dopiero do niego ta odpowiedzialność dotarła - a miała ona brutalną, rozbitą na kawałki twarz tamtego chłopaka, którego zabił. Wciąż dręczyło go pytanie: kim on był? Pytał też ostro, brutalnie: kim jestem ja, do kurwy nędzy?

Jeśli był Lwem, to takim, z którego futra i kłów długo nie miała zejść krew. Drapieżnicze instynkty króla sawanny przełożyły się na niskie, prymitywne żądze pierwotnego człowieka, który swego czasu łaził po wyspach czy tam po jaskiniach i dopóki Matka Kaguya oraz bogowie go nie oświecili, oznaczał teren i chodził na czterech nogach. Stał się zwierzęciem. Potworem?

Nie miał pewności. Próbował się pocieszać, że przynajmniej próbowali, że podjęli jakąś próbę. Musiał się czymś podtrzymać na duchu, a blada, obojętna twarz Shijimy, którą przecież zachował w pamięci, jakoś nie chciała teraz wrócić. Widma odeszły, zostawiły go samego; chłopak zaś chyba tego żałował. Chyba wolał, by wróciły, tak by było łatwiej: powierzać przodkom część swojej rozpaczy, jeśli nie całość, błagać martwe iluzje o wsparcie, wiedząc, że przecież się oszukuje - bo modlitwa zdrajcy nie miała wartości dla strzegącego cnót samurajskich Bishamontena.

Tak, honor jest w swej naturze
Niezwykle podobny do miecza.


Ów wiersz, wyczytany gdzieś w jakiejś książce, sprawił, że tylko westchnął. A gdy znaleźli się już na sogeńskich ziemiach i upewnił się, że z Caną wszystko w porządku, gdy okazało się, że w Marmurze znajdą trzy pokoje - dla matki i dla jej eskorty, to właśnie on tym się zajął. On szukał pokoju, on to wszystko opłacał, on potem zamknął się u siebie i rzucił się na łóżko, wpatrując się w ściany bez słów.

Skąd: Ryuzaku no Taki
Dokąd: Teiz (przez Sogen)
Czas podróży: 45 minut od momentu wstawienia posta
Czas przybycia: jak wyżej
Środek transportu: do Sogen konno, na Teiz łódką (-150 ryou za samego Hayamiego)

ZT dla siebie, Seinara i Cany
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 793
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: PORT

Postprzez Natsume » 12 paź 2018, o 23:35

Na szczęście zorganizowanie całej wyprawy dyplomatycznej poszło całkiem sprawnie, i jeszcze tego samego dnia udało się odbić od brzegu Kantai i ruszyć na morze. Przez większość tego czasu Yuki tylko po cichu nadzorował, czy wszystko jest jak należy, i czy na statek weszli tylko wybrani przez niego ludzie. Postanowił, że chociaż teoretycznie nie potrzebował aż tak wielkiej ochrony, to mimo wszystko coś zawsze się przyda - nie wiadomo, co kontynenciakom może strzelić do głowy na widok czarno-złotego żagla. Dlatego postanowił wziąć ze sobą tych, którzy wcześniej znajdowali się w sali tronowej i pomagali mu w ustaleniu następnych ruchów - czyli tajemniczą gwardzistkę imieniem Kroto (nawiasem, strasznie dziwne imię... ciężko przechodziło przez gardło), Daizo, pozostałą dwójkę strażników, kilku innych członków i adeptów Gwardii, oraz, prawdopodobnie najważniejszy punkt: jednego z czterech kapitanów Gwardii, Ranmaru Hideo - tegoż samego, który był jego ochroniarzem podczas koronacji. Uczestnik turnieju na pustyni, mimo swojej cichej i służbistycznej natury, dorobił się dość dużej renomy i respektu pośród pozostałych członków Dywizji Duchów (inna nazwa Gwardii). Podobno za granicą też go kojarzyli - w sumie, jak i pozostałych uczestników imprezy poprzedzającej Pogrom.
No, ale mniejsza z tym. Cała ta wyprawa miała też inny, ważniejszy plus.
Gdy tylko statek ruszył z pełną prędkością, Yuki wyszedł na pokład i stając praktycznie na dziobie, spojrzał na horyzont, uśmiechając się pod nosem. Tak, dokładnie tego zaczynało mu brakować - podmuchu powietrza towarzyszącemu morskiemu przepływowi. Chłodu. Uczucia towarzyszącemu podróży z miejsca na miejsce. Było to bardzo budujące. Wręcz... nostalgiczne.
Spojrzał na Hideo, który jako jedyny na pokładzie - ze względu na swoją rangę - nosił gwardyjski mundur defiladowy. Pozostałym na czas podróży pozwolono być ubranym jak tylko zechcą, ale po przybyciu do Ryuzaku mieli wdziać swoje tradycyjne, białe pancerze. W pełnym opancerzeniu będą wyglądać identycznie, co doda im trochę majestatu.
-Nie powiem, miło się w końcu wydostać z pałacu - powiedział, uśmiechając się krzywo. - Jak myślisz, czego możemy się spodziewać w mieście?
* * *
W końcu dotarli na wybrzeże Ryuzaku no Taki. I od razu, na pierwszy rzut oka, dało się zauważyć że ich przybycie nie miało się spotkać z pozytywnym odbiorem, a przynajmniej na wstępie. Dość szybko też się okazało czemu - jednym z tych, którzy na nich oczekiwali, był sam Takasu Tsuyo, jeden z byłych przedstawicieli Rady Dwudziestu, która to przecież jeszcze niedawno próbowała im wypowiedzieć wojnę. Aktualnie zaś stał i oczekiwał przybycia przedstawicieli frakcji, za którą (w sumie z niewiadomych powodów) nie przepadał. Albo takie robił wrażenie.
Yuki westchnął ciężko. Na Konohanę, zapowiada się urocze spotkanie...
-Chyba się nie posiadają z radości na nasz widok - powiedział z bardzo wyczuwalnym sarkazmem, chociaż tego podkreślenia chyba w tym stwierdzeniu nie było trzeba.
Gdy okręt w końcu przybił, Natsume w towarzystwie swojej eskorty przybliżył się do burty i wykonał uprzejmy ukłon w kierunku Takasu. Nie za płytki, żeby nie urazić gospodarza, ale też nie za głęboki, aby podkreślić że nie jest jego podwładnym. I przez cały proces nie spuszczał Radnego z oczu.
-Bądź pozdrowiony, Takasu-dono - powiedział spokojnym tonem, przybierając na twarz równie uspokajający i uprzejmy uśmiech. - Cieszę się, że udało się nam zorganizować to spotkanie. Liczę, że uda nam się znaleźć nić porozumienia i zawiązać kilka nowych kontaktów.
Przez chwilę zastanawiał się, czy dobrał słowa odpowiednie do sytuacji - w końcu teraz cokolwiek powiedział, mogłoby zostać wykorzystane przeciw niemu. I tak dobrze, że nie użył tradycyjnego powitania z wysp - jeszcze by prąchać zaczęli. Jednak tych drobnych wątpliwości nie dało się wyczytać z twarzy Yukiego; na tej wciąż trwał kamienny spokój.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1220
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron