Siedziba władzy

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsume » 14 lis 2018, o 18:50

Natsume skończył przemawiać, po czym spokojnie oparł się o siedzenie swojego krzesła i skupił się na słowach pozostałych. Chociaż, nie w każdym przypadku było to w ogóle konieczne - po twarzach niektórych z rajców i radnych widział wręcz wylewającą się niechęć i marzenie o tym, by wyrzucić go za podwoje pałacu. Część z nich, jak na przykład Tsuyo lub jego poprzedni rozmówca, Nagaraki, zdawała się mieć znacznie więcej doświadczenia i bardziej otwarte umysły. Jaka szkoda, że nie była to cecha wspólna rajców...
Chociaż, póki co większą zagadką było - co doprowadziło Ryuzaku no Taki aż do takiej niechęci wobec Cesarstwa? Ruchy nacjonalistyczne na wyspach? Zniszczenie Kami no Hikage? Zwykły strach przed siłą wysp? Przecież zwykłe, neutralne kontakty nie znikały w tempie tak ekspresowym jak tutaj...
Natsume pokręcił lekko głową, gdy kobieta o nazwisku Yurushi zakończyła swój pełen jadu wywód, oraz podniósł uspokajająco rękę w kierunku mężczyzny który próbował ją wytłumaczyć. Twarz Yukiego nie wyrażała gniewu, nawet mimo tego że w środku młodzieniec czuł niemal obrzydzenie do ślepoty i niechęci, która jątrzyła się w kobiecie. W końcu jednak skupił na niej przeszywające spojrzenie złotych oczu i uśmiechnął się. O tyle niebezpiecznie, że bez żadnej groźby. Ot, zwykły uśmiech jaki można posłać dowolnej osobie.
-No właśnie - jaką możecie mieć pewność?
Ponownie lekko się nachylił i oparł łokcie na blacie, aby móc wesprzeć podbródek na splecionych niczym do modlitwy dłoniach.
-Jeżeli moje słowa i fakt, że człowiek odpowiedzialny za tamten czyn został z Cesarstwa wygnany pod karą śmierci, nie są wystarczającymi oznakami że nie jesteśmy wobec was przeciwni, to co innego może się do was przebić? Jakiego gestu ode mnie oczekujecie? Nie jestem jednym z kami, nie potrafię cudownie odwrócić czasu ani przywrócić do życia tych, którzy zostali go pozbawieni. To co mogłem, to właśnie uczyniłem - przybyłem do was z dobrą wolą i chęcią naprawienia tego, co zostało zniszczone. Dlaczego więc zamykacie się na taką możliwość?
Następnie westchnął lekko i ponownie pozwolił sobie na lekki uśmiech. Uniósł się jednak tylko jeden kącik jego ust.
-Na Ryuujina, nie wyobrażacie sobie jakim smutkiem napawa mnie to, że widzisz wyspiarzy tylko jako żądne krwi bestie, Yurushi-dono - stwierdził tonem, który brzmiał autentycznie na smutny. - W swojej niechęci wobec nas z góry stwierdziłaś, że chcemy obrócić wasze towary przeciwko wam w formie okrętów bojowych. Co jest powodem aż takiej nienawiści w Twych żyłach?
Pokręcił głową.
-Potrzebujemy drewna, aby odbudować budynki i miasta, które zostały uszkodzone przez władzę reżimu Novum Ordo - jak również przez wojnę domową, w której byliśmy zupełnie sami. Potrzebujemy drewna, by rozbudować Hanamurę; aby dać dach nad głową tym, którzy stracili wszystko w katastrofie na Kami no Hikage, aby na nowo dać im nadzieję na lepsze jutro. Potrzebujemy drewna, aby zbudować okręty handlowe, którymi moglibyśmy przewozić nasze towary do innych prowincji. A jednak Twoim pierwszym strzałem były przygotowania do wojny. - Westchnął ciężko. - Do czegoś, czego nie potrzebujemy ani wy, ani my.
Następna osoba zareagowała, dodając swoje trzy grosze o fakcie, że w Cesarstwie postawiono duży nacisk na rozwój wojskowości. Zwrócił swoje spojrzenie w jej kierunku, po czym posłał jej cierpliwy uśmiech. Podejrzewał, że ktoś może spróbować wytknąć ten punkt. I już wiedział, jak na to odpowiedzieć.
-Nie widzę sprzeczności między jednym a drugim - powiedział uprzejmym tonem. - W rzeczy samej, wojskowość Cesarstwa stoi na bardzo wysokim poziomie, zarówno pod względem umiejętności, jak i ilości. Lecz ku temu są dwa proste wyjaśnienia.
Wstał i zaczął się przechadzać za swoim krzesłem, trzymając jedną rękę za swoimi plecami, a drugą podnosząc do góry na wysokość ust.
-Po pierwsze - zaczął, unosząc jeden palec. - Jak wypunktowała Yurushi-dono, ludy Morskich Klifów zasadniczo różnią się kulturą od waszej. Mieszkańcy Kantai bywają zapalczywi, zaś walka jest częścią tego, kim jesteśmy. Takie podstawy mogą być trudne dla pokoju - chyba, że ludzi tych nauczy się czegoś więcej. Lojalności. Dyscypliny. Wierności. I dokładnie tego są uczeni w czasie służby. Lud Cesarstwa zyskuje na tym bardzo wiele - każdy z nich potrafi obronić to, na czym mu zależy i w co wierzy, ludzie są spokojniejsi i gotowi na wszystko, co może na nich spaść. Dostają to, czego tak bardzo potrzeba w dzisiejszych czasach. Wiarę w lepsze jutro.
Uniósł drugi palec. Jego wyraz twarzy zaś stał się śmiertelnie poważny.
-Po drugie, i ważniejsze - jak sam Nagaraki-dono wspomniał w swoich słowach, nasze czasy są ciężkie. Doskonale wiecie, kto powrócił, jaką siłą dysponuje, oraz jak wielkim zagrożeniem jest dla świata. Doskonale widzieliście, do czego doprowadził na Kami no Hikage. Nie wiem jak Ryuzaku no Taki, ale Cesarstwo nie zamierza zostać złapane z ręką w nocniku. Trzecia Wojna z Antykreatorem może nadejść w każdej chwili. A my nie możemy sobie pozwolić na to, by nie być na nią gotowymi. Nie będziemy błagać o wolność - będziemy o nią walczyć. I oddamy życie, jeśli będzie to konieczne by przyszłe pokolenia nie musiały żyć w tym mroku co my.
W końcu przystanął i odetchnął, a następnie skierował spojrzenie na Nagarakiego, który wtrącił kolejne stwierdzenie nawołujące do zakopania topora wojennego między dwoma frakcjami. Uśmiechnął się lekko i kiwnął głową.
-Tak jak mówiłem. Przybyłem tu po to, by walczyć o dobrobyt zarówno nasz, jak i Wasz. Wyciągam w waszym kierunku rękę, ponieważ chcę aby chociaż nasza część świata nie musiała się bać o przyszłość. A to, czy ją odtrącicie, czy ją przyjmiecie, będzie już tylko waszym wyborem.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 15 lis 2018, o 10:40

Misja B
And I will still be here when you come up for air
Obrazek
36

Miałeś dar przekonywania, wiesz o tym? Nauczyłeś się pleść słowa tak, żeby z odpowiednim impetem uderzały w najbardziej czułe punkty, dałeś w swoje dłonie pozwolenie na bycie tym człowiekiem, który jednym pociągnięciem sznura odsłania kurtynę, a za nią widownia widziała dokładnie to, czego pragnąłeś. Scenarzysta o wielu twarzach. Cesarz, wojownik, przyjaciel. Samotny podróżnik, którego blizny były dowodem na to, jak wiele przeżył. Rajcy słuchali. Wpatrywali się w scenę, którą nagle zobaczyli bardzo dokładnie, jak wyłożone im przed twarzami karty, w które tak uwielbiali grać. Poker był zaledwie odskocznią od wielkiej gry życiem, jaką podjęli już dawno temu, wstępując na tę posadę. Brudne ręce nie niosły ze sobą czystych myśli, nie tak to było? Musiałeś więc sprawić, żeby oni uwierzyli w to, że twoje dłonie są krystaliczne. Chociaż przelały tyle krwi, dla nich musiały być dłońmi mężczyzny silnego,z decydowanego, ale nie barbarzyńcy, którego obraz wżarł się w ich umysły i tam zadomowił na dobre. Nie musiałeś ich nawet oszukiwać. Nie przyniosłeś tutaj ani jednego złego życzenia, które mogłoby zadziałać na twoją niekorzyść. Zamieniałeś więc ich brud w swoją własną broń. Łapałeś ich za nadgarstki, przystawiałeś dłonie do ich własnych twarzy, by na pewno zobaczyli i nie byli już tacy zaskoczeni. SPÓJRZCIE! Patrzcie i podziwiajcie, jak toniecie we własnym gównie! Jeszcze chwila i nie będziecie mieli czym oddychać! Potrzebowali potrząśnięcia, potrzebowali wypunktowania tego, jak bardzo się mylili. Nie wszyscy jednak obserwowali aż tak uważnie. Niektórzy zakładali klapki na oczy i zatykali sobie uszy, krzycząc tak głośno, by zagłuszyć każde ze słów, które mogło do niego dotrzeć. O ludziach... o ludziach musiałeś się nadal jeszcze wiele nauczyć. Nie byłeś przecież jednak głupi - nie mogli pojawić się ci, którzy będą ci tylko i wyłącznie przychylni. Od początku o tym wiedziałeś - i dlatego chciałeś się nauczyć, jak zamienić tych, którzy za tobą nie przepadają, w sojuszników.
Kobieta, do której się zwróciłeś, a która jako pierwsza wysunęła ten temat, poczerwieniała nieco na twarzy, ale nie ze wstydu - ze złości. Widziałeś ten gorący, płonący gniew, który pojawiał się w jej oczach. Czy to jednak dziwne, że nie miała nic do powiedzenia, kiedy odebrałeś jej nóż i przystawiłeś go do gardła? Nie po to, by zranić, a czule przejechać zimną stalą po jej skórze. Jak sprytnie. Nóż wszakże pozostawał nożem.
- Jak zostało wspomniane - ciężko nie wysnuwać takich wniosków, kiedy spogląda się na rozwój Cesarstwa. Zwłaszcza pod militarnym konspektem. - Wtrącił kolejny głos, ten był jednak spokojniejszy - sam starzec, który się odezwał, wyglądał bardziej na zaciekawionego, niż niechętnego temu wszystkiemu. Zaraz więc i pośpieszyłeś z wyjaśnieniami. Tylko czy tak to powinno wyglądać? Powinieneś się przed nimi spowiadać, jak dziecko, któremu chciano dać klapsa? Punkt widzenia zależał od punktu siedzenia. Byli przeciwko tobie - więc musieli być, jeśli nie ZA tobą, to chociaż w stosunku neutralnym. Wszystko, żeby dokumenty mogły zostać podpisane.
- Kami no Hikage, mimo obecności Shiro Ryu, upadło. Ryuzaku no Taki również powinno przygotować się na Trzcią Wojnę. - Dodał kolejny głos z sali, żeński. Nie znałeś tej kobiety. Siedziała blisko Nagarakiego, który przytaknął jedynie lekkim skinięciem głowy, jakby bardziej przytakiwał sam do siebie, niż po to, żeby te słowa potwierdzić.
- Twoje dziwienie się, że jesteśmy negatywnie nastawieni, jest zupełnie puste. Gareki właśnie tobie powierzył władzę nad rodem, jak mamy wierzyć, że wraz z tym nie powierzył ci swojej spuścizny?
- Zdaje się, że niektórzy z nas tutaj zapomnieli, że naszym priorytetem jest zapewnienie, z obu stron, dobrobytu naszym prowincjom. - Odezwał się w końcu Tsuyo, zatrzymując tę lawinę komentarzy, która zaczęła się przelewać przez sale, kiedy tylko skończyłeś mówić. Zresztą - w trakcie również się pojawiały, kiedy wątek zostawał zakończony. Jak zwykle - brzmiał na bardzo spokojnego i opanowanego. - Wytykanie palcami zachowajcie na prywatne pogawędki. - Tsuyo skinął ręką, a Amano wstał, otwierając pergamin. Zaczął czytać. Oficjalne pismo, które zostało sporządzone dla obu stron, a które było traktatem handlowym, opiewającym na następny rok, z automatycznym przedłużeniem na czas nieokreślony do czasu, aż którakolwiek ze stron nie zechce zerwać umowy, co będzie się wiązało z opłaceniem strat dla poszkodowanej ze stron, albo obie strony, za porozumieniem, nie zdecydują się jej zmienić, tudzież całkowicie zerwać. Dokument zawierał dokładne ilości oraz ceny towarów, jakie miały zostać wymienione. Kiedy skończył, usiadł, a Tsuyo wstał.
- Czy wszystko się zgadza? - Tsuyo zwrócił się tutaj do ciebie. Wszystko było dokładnie tak, jak wczoraj to uzgodniliście, jedynie ubrane w oficjalne nazwy i elegancki dokument.

Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsume » 15 lis 2018, o 18:35

Czy powinien się tłumaczyć przed rajcami? Być może nie. Ha, prawdopodobnie nie. Ale w tym przypadku Natsume podchodził do tego w inny sposób. Wszystko co mówił w kierunku przebywających w pomieszczeniu było informacjami zupełnie podstawowymi, nie wyjaśniającymi żadnych szczegółów ani faktycznych zamierzeń danego sposobu rozwoju ich frakcji. Były to po prostu wzmianki, które miały lepiej nakreślić im obraz i tok myślenia, którym kieruje się Yuki. Takie szczegóły często pozwalały innym lepiej zrozumieć rozmówcę, a co z tym idzie - wyklarować sobie lepiej jego obraz. Ludzie, którzy lepiej rozumieją przemawiającego, mają większą szansę na uzyskanie sympatii wobec niego. A co z tym idzie, łatwiej z nimi nawiązać kontakt. Może nawet sojusz. A po drugie? Wszystko co mówił, było szczere. A przynajmniej brzmiało jak szczere. Mówił zgodnie z tym, jak widział świat, i do czego dążył.
Szczerość, siła, pewność swego i niezachwiana wiara. Aspekty, na które patrzyli ludzie. I aspekty, które oznaczały przywódcę.
A przynajmniej w to wierzył.
-Dokładnie do tego rozwoju dążymy - powiedział uprzejmie w kierunku podstarzałego mężczyzny, kiwając głową z uznaniem. - Za długo sytuacja na wyspach była godna pożałowania. Wszystko co robię, robię dla mojego ludu; ludu, który nareszcie zaczął rozumieć czym jest pokój. Dobrobyt. Siła. Duma z tego, kim są. A to, że wyspiarze uwielbiają walczyć? Szkolenie militarne da im wiarę i dyscyplinę - tak długo, jak nikt nie będzie zagrażał naszemu pokojowi, tak długo ich miecze nie będą skierowane w ich stronę.
Kiedy jedna z kobiet stwierdziła, że oni również powinni spróbować przygotować się na Trzecią Wojnę (oho, czyżby ktoś podłapał ten rzucony motyw?), co Natsume skwitował kiwnięciem głowy i rozłożeniem rąk w geście "dobry tok myślenia". Oczywiście, rozwój militariów u sąsiadów nie był dobrym znakiem. Ale dokładnie to samo widzieli ludzie z kontynentu, widząc rosnące bataliony Czarnej Fali. Dlatego był w stanie to zrozumieć. I pochwalić to, że w końcu ktoś zaczął rozumieć jego słowa. Może nadzieja w Ryuzaku nie została jeszcze całkiem pogrzebana.
Ostatecznie zaś jego złote oczy spoczęły na następnym rozmówcy, który wspomniał Garekiego. Zaczynał już mieć tego dość - zwłaszcza, że cały czas wycierali sobie twarze imieniem jego poprzedniego przywódcy tak, jakby to była zwykła szmata. Spojrzenie Yukiego nagle stało się bardzo ostre. I... puste. A powietrze wokół niego zdawało się wręcz zgęstnieć.
-Wybacz, ale chyba czegoś tu nie zrozumieliśmy. Powiem więc to dobitnie. Nie. Jestem. Garekim.
Specjalnie dobrał to zdanie w taki sposób. Oni, nie znając Natsumego, byliby w stanie z tego wyciągnąć tylko tyle, że Yuki całkowicie się odcina od czynu swojego poprzednika. A co naprawdę miał na myśli?
To, że przy Garekim, który dla dobra i w imię przyszłości wysp poświęcił samego siebie, Natsume jest nikim.
Szkoda, że tylko on to rozumiał. Inni widzieli Garekiego tylko jako zbrodniarza.
Westchnął ciężko, po czym znów pozwolił sobie na uśmiech. Jego normalne, serdeczne spojrzenie złotych oczu powróciło. I zwrócił oczy w kierunku Tsuyo, który w końcu postanowił zatrzymać tę karuzelę śmiechu. Co Yuki skwitował tylko lekkim ruchem rąk pt. "niech tak więc będzie". I skupił się w pełni na osobie Amano, który zaczął wyczytywać ubrane w piękne i oficjalne słowa porozumienie, ustalone poprzedniego dnia. Natsume z pełnym skupieniem zaczął wysłuchiwać całej treści dokumentu, starając się dopatrzeć wszelkich luk i prób zmiany tekstu, czy bramek do możliwych przemilczeń w dokumencie. Lub tzw. kruczków prawnych. Ostatecznie jednak kiwnął głową i uśmiechnął się.
-Całość brzmi jak najbardziej w porządku.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 15 lis 2018, o 19:47

Misja B
And I will still be here when you come up for air
Obrazek
38

Nie dało się nie wyczuć tych ostrzeżeń, które wplątywałeś między wiersze. Ile osób z tu zebranych było dobrymi słuchaczami, ilu z nich potrafiło wyłapywać niuanse niesłyszalne dla zwykłego ucha? Tak, tak, wszystko jest dobrze, takie przesłanie właśnie słałeś. Nasze ostrza są ostre, ale są bezpieczne - zaufajcie mi! To jakby zaufać tygrysowi, który namawia do schowania się pod jego ogonem przez mrozem nocy. Mógł być miły, sympatyczny, mógł wyglądać najłagodniej na świecie, ale głupiec jedynie zapominał o tym, że drapieżnik pozostanie drapieżnikiem - i nie wymieni mięsa na trawę. Tutaj wszyscy na ciebie spoglądali jak na drapieżnika, no - prawie wszyscy. Byłeś gatunkiem fascynującym, zagrożonym. Trzymanym na bezpieczną odległość, żebyś czasem nikogo nie sięgnął swoją łapą. Nie czujesz się jak w zoo? Tylko kto tu kogo oglądał - ludzie tygrysa, czy tygrys człowieka? Tsuyo, który wydawał się być największym problemem, w tym wszystkim okazał się, niemalże, twoim sojusznikiem, chociaż to wrażenie mogło być równie złudne, co kruchy był teraz na świecie pokój, gdy Antykreator mógł uderzyć z każdej strony i w każdym momencie. Nic dziwnego, że parę osób natychmiast podłapało temat. To nie była mrzonka. Zbyt wielu zginęło na Kami no Hikage i wszyscy widzieli, jak jego przeciwnicy są miażdżeni pod jego potęgą. Jak mrówki pod butami pańskimi, co nie znosił robali w swojej jadalni.
- Niektórzy tutaj również powinni zrozumieć, czym jest to słowo. - Odezwał się jeden z mężczyzn, ten przychylniejszy twojemu zdaniu. Zabrzmiało to nad wyraz cierpko i, jakby nie patrzeć, było pstryczkiem w nos tych, co tak mocno wyskakiwali do przodu z oskarżeniami. Nie jesteś Garekim. Nigdy nim nie byłeś. Widzieli tylko jego winę, a nie dostrzegali swojej - tych represji, jakie nałożyli na Wyspę. Bardzo mądrze postąpiłeś, że nie wyciągnąłeś tych argumentów na wierzch i pomimo wszystkich ostrzy, które wbijali w twoje boki - nadal stałeś przed nimi dumny, strzegący swoich prawd i wartości, które nosiłeś w sercu.
Kilka osób skrzywiło się na twoją zmianę tonu. Ktoś nawet prychnął, lekceważąco. "Wiedziałam, że taki jest" - chyba dosłyszałeś taki szept, tej samej kobiety, która pierwsza rzuciła kamieniem. Ci bez winy zawsze pierwsi po niego sięgali. Dowód na bycie bestią, barbarzyńcą, co? Nie. Ale były osoby, które bardzo chętnie potraktowały to jako dowód i zamierzały wykorzystać przeciwko tobie. Jeśli nie dzisiaj - jutro. Im więcej dajesz, tym więcej zostanie wykorzystane przeciwko tobie. To był twój jeden - i jedyny - błąd tutaj popełniony. Było czego żałować? Chyba nie. Zwłaszcza, że były też osoby, które skinęły głową i w czyich oczach widziałeś potwierdzenie. Chociażby w oczach Nagarakiego. Czasem trzeba pokazać owcom, gdzie ich miejsce, jeśli za długo meczały o tym samym, pieprząc farmazony. Nawet psu pasterskiemu zdarzało się podgryźć ich nóżki i zostawić nań ślady kłów.
- Jako przewodniczący Rady otwieram głosowanie. Kto na tak, niech podniesie rękę. - Ręce zaczęły się podnosić. Pierwsze całkowicie pewnie - osób, które nawet jeśli z tobą nie sympatyzowały, to były wystarczająco trzeźwe, żeby rozumieć sytuację gospodarczą. Zresztą to nie był żaden pakt o wzajemnej, głębokiej przyjaźni. Następni podnieśli wolniej. W końcu i te niepewne ręce się uniosły, niektóre tak, jakby nie chciały zostać do końca zauważonymi. Ręce uniosła większość sali. - Proszę o opuszczenie rąk. - Powiedział Tsuyo, kiedy zliczył głosy i zszedł na dół, gdzie na środku sali, na stoliku, zostały złożone papiery przez Hideo. - Zapraszam, Yuki-dono. - Nawet darował sobie dalsze głosowanie. Większość i tak była na tak. Wskazał ci gestem środek sali i sam złapał za kałamarz, by podpisać się na obu papierach, po czym przekazał pióro tobie, żebyś zrobił to samo. Następnie papiery zostały skroplone woskiem, na którym odbite zostały oficjalne pieczęci obu prowincji. Mężczyzna wyciągnął rękę w twoją stronę, zamierzając przypieczętować to porozumienie bardzo dobitnie. W końcu, jak sam ci powiedział - byliście, zdaje się, na przełomie zupełnie nowej epoki.
- Pakt między dwoma prowincjami zostaje oficjalnie zawarty! - Hideo zwinął jeden z dokumentów, kiedy oboje je podpisaliście a wosk wysechł i obwiązał go wstążką, kłaniając się przed tobą nisko i wyciągając zwój w twoją strony.
- Dziękuję za zebranie i przypominam o wieczornym bankiecie. - Odezwał się Tsuyo.

Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsume » 15 lis 2018, o 22:12

Głupcy.
Wystarczyło tak niewiele czasu, żeby dało się wyciągnąć tak prosty wniosek co do zachowania i stylu bycia dużej części rajców władających Ryuzaku no Taki. Tu nie chodziło już nawet o to, że nie próbują jakkolwiek zmienić rzeczywistości - oni aktywnie próbowali ignorować fakty i dobre rady, nawet jeśli zostały im one pokazane wprost, wręcz przyniesione na zdobionym talerzu. Woleli zatkać uszy i zakrzyczeć prawdę, niż uwierzyć że coś takiego może mieć miejsce. Tak długo jak coś nie wyjdzie od nich, tak długo uznawali takie informacje za bezwartościowe.
Woleliby doprowadzić swoją frakcję do ruiny, niż przyznać się że mogą się w czymś mylić.
Doprawdy, to był istny pokaz żałosności.
Kto w tej sytuacji bardziej się skupiał na obserwacjach - oni, czy on? Prawdopodobnie obie strony robiły to porówno. I obie były przerażone tym, co widziały. Rajcy byli zaniepokojeni tym, że ktoś tak silny i dziki może dowodzić silnym państwem, które się rozwijało - i z czasem mogłoby się stać dla nich zagrożeniem. Natsume zaś coraz bardziej upewniał się w przekonaniu, że Ryuzaku no Taki nawet nie jest stracone... Ono już upadło. Jeżeli przywódcy tej prowincji byli tak bardzo zapatrzeni w siebie i we własne uprzedzenia, że nie potrafiliby nawet przesunąć swój honor by trzeźwo spojrzeć na rzeczywistość, to ich tragedia była już teraz zbyt głęboka.
Choć niechętnie, musiał przyznać że przybycie Takasu Tsuyo było chyba najlepszym, co mogłoby się przytrafić Ryuzaku. Mógł być zimny, mógł być przebiegły, mógł zachowywać się jak bóg wobec zwykłych ludzi (czego Yuki nie tolerował)... ale przynajmniej miał łeb na karku. I wiedział, co trzeba zrobić. Szczęście w nieszczęściu. Chociaż samego Takasu ciężko było lubić, to trzeba było uszanować jego doświadczenie.
A co do komentarzy w stylu "wiedział-że-tak-będzie"? Zupełnie go to nie obeszło. Mogli go sobie uważać za kogo chcieli - udomowioną bestię, lidera barbarzyńców, węża i tygrysa w jednej osobie - ale przynajmniej widzieli jego charakter. Jego pewność swego. Jego przekonanie w słuszność swoich czynów. I swoją siłę, której się nie obawiał. Nie to co oni.
Ich obelgi nie były spowodowane faktyczną niechęcią. Były spowodowane strachem. To dało się wyczuć.
-Oczywiście.
Była to odpowiedź na zaproszenie ze strony Takasu. Natsume powoli wstał z krzesła i ruszył swoim standardowym, szybkim krokiem w kierunku ustawionego pośrodku sali pulpitu, żeby móc złożyć również swój podpis. Wziął do ręki podane mu pióro i kilkoma szybkimi ruchami złożył na dokumencie swój podpis (jako że zwykle musiał pisać innymi narzędziami piśmienniczymi, jego pismo było bardzo ostre i kanciaste - preferował pisać surowe znaki katakany niż pętle hiragany, więc i jego kanji miało podobny charakter). Następnie uśmiechnął się wesoło i również podał rękę Tsuyo, ściskając ją solidnie (lecz oczywiście nie na tyle, by Tsuyo zaczął odczuwać jakiś dyskomfort czy uczucie łamania palców - Yuki pamiętał, że to był tylko człowiek, nie shinobi).
-Ku lepszej przyszłości obu narodów - powiedział, gdy oficjalnie ustanowiono pakt handlowy. - Honor jest po mojej stronie, Takasu-dono. O ile nie otrzymam żadnych wiadomości zmuszających mnie do pośpiechu, z chęcią skorzystam z zaproszenia.
Żeby poznać owce, trzeba również wejść między nie. Wejdziesz między kruki, kracz jak i one.
Nie oznacza to jednak, że trzeba się owcą czy krukiem od razu stać.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 16 lis 2018, o 01:17

Misja B
And I will still be here when you come up for air
Obrazek
40

Zebrani zaczęli wstawać jeden po drugim. Tak jak w nocy nie było żadnego napadu na tle skrytbójczym (czy rabunkowym), tak nie było tutaj żadnych fanfar, uścisków, serdecznych gratulacji. Nic. Czarny tusz przelany na papier i wosk, który przyjął pieczęci i zastygł. Niech tak zastygnie na wieki. Nie pchali się trzeci przez piątego, wychodzili stopniowo. Drzwi zostały otworzone, a za nimi - twoim strażnicy, już w pełnym komplecie. Razem z córką marnotrawną, co ojca swego porzuciła, lecz wróciła. Dla odmiany - nie prosiła o więcej. Tsuyo czekał, aż wszyscy wyjdą. Nie zabierał ze sobą pergaminu, przejął go Amano, który zamierzał bardzo o niego zadbać, z najmniejszymi detalami zabezpieczyć ten zwitek, pozornie nic nie znaczący. A jednak zniszczenie papieru mogło się równać ze zniszczeniem umowy. Niektórzy tutaj właśnie tacy byli. Za mocno wierzyli w świstki, zamiast uwierzyć w człowieka. Rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami, ci głupcy, którzy mogli zadecydować o bycie albo niebycie traktatu, nachylali się do siebie, kilka osób skinęło ci głową z pozdrowieniem, niektórzy wyglądali na zadowolonych, inni wręcz przeciwnie. Szybko odsiane zostało ziarno od plewu i zobaczyłeś, kto ci przyjacielem, a kto przeciwny. Mimo wszystko - dominowali ci rozsądni, nic więc dziwnego, że poza ostatnią klęską, nieprzewidzianą, która dotknęła to miasto, teraz należało o najbogatszych i największych na świecie, kiedy Kami no Hikage upadło. Korona świata. Zupełnie nowa, mająca okazję zalśnić. Naturalny następca.
- Mam nadzieję, że ostre słowa niektórych z Radnych nie będą złą wróżbą dla przyszłych rozmów. - Tsuyo pokłonił się przed tobą połowicznie. - Do zobaczenia w takim razie, Yuki-dono. - Sala stała się całkowicie pusta, kiedy wszyscy wyszli - nawet skryba, który spisywał wszystko, co tego dnia zostało powiedziane. Kolejny element układaki do ułożenia historii, która kiedyś zostanie przekazana potomnym.
- Melduję się. - Odezwała się Kroto, kiedy wszyscy rozeszli się na dwie strony świata - bo tym korytarzem wędrować można było tylko w dwie strony. Drzwi do sali zostały zamknięte przez pałacowych strażników, którzy również opuścili posterunek. Nie było aktualnie czego (kogo?) chronić, nie w tym miejscu.
- Znalazłem to utrapienie w szpitalu, Panie. - Personalny translator Kroto miał, rzecz jasna, na myśli właśnie ją. I chyba tylko on nadawał się do tego, żeby ją odnaleźć, bo nikt nie był w stanie myśleć tak pokrętnymi drogami, jak ta przedstawicielka Ranmaru. Taki... Rodzynek.
- Zgubiłam nieznaną wronę, ale jej skrzeku i dziobu na pewno nie zapomnę. - Skryć się przed wzrokiem Ranmaru, to była sztuka sama w sobie. Kobieta klęknęła przed tobą, opuszczając głowę w skrusze. Tylko czy szczerej? Niewiasta wydawała się co najmniej szalona. Albo właśnie nie była szalona ani trochę, ale potrafiła dobrze udawać. - Zatrzymałam się na moment w szpitalu, Ludzie potrzebowali pomocy. Chorzy, czyste ręce z czystymi intencjami. - Ano właśnie.
- Kroto jest iryoninja, panie. - Wyjaśnił Hideo. W końcu dziwnie by było, gdybyś znał możliwości wszystkich swoich ludzi. Zbyt wielu ich było. Nie padły jednak deklaracje z jego strony, że dopilnuje, żeby spotkała ją kara. Wiedział aż za dobrze, że masz własne sposoby na postępowanie z ludźmi. Kroto zaś nie ośmieliła się unieść głowy, uważając, że na karę zasłużyła. Według paragrafu wojskowego - za niesubordynacje.
- Gratulujemy. - Uśmiechnął się szeroko Taku. - Hideo nas o wszystkim informował. Poradziłeś sobie, szefie, bezbłędnie. - Wystawił kciuk do góry. Kciuk aprobaty, ot co. Pergamin spoczywał przecież w twoich rękach. jedno zmartwienie na głowie mniej.

Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsume » 16 lis 2018, o 09:10

-Ostre słowa? Proszę. Im więcej słyszałem, tym większe było moje rozbawienie - powiedział ze śmiechem na komentarz Takasu o zachowaniu pozostałych Radnych. Bo i rzeczywiście - sposób w jaki wypowiadali się o charakterze, zachowaniu i samej osobie Natsumego świadczył tylko, jak bardzo ślepi lub zapatrzeni w siebie byli pozostali Rajcy miasta. Przez dużą część z nich nie przepływało nic więcej, niż osobiste urazy i zwykły, niczym nie hamowany jad. Tylko niektórzy z nich potrafili się przemóc i spojrzeć na rzeczywistość taką, jaką jest. A to oznaczało tylko dwie rzeczy: raz, miasto Ryuzaku będzie miało w niedalekiej przyszłości jeszcze większe kłopoty niż te, których doświadczyli jeszcze kilka tygodni temu. Dwa, ich słowa i obelgi miały tak wiele podstaw, że praktycznie żadnej. I ich podejście zupełnie Yukiego nie ruszało.
Pożegnał się z Takasu w taki sam sposób, jak on przed chwilą z nim, i udał się w kierunku swojej Gwardii. Jak zauważył, udało im się odnaleźć zagubioną wcześniej Kroto - cóż, całe szczęście. Jeszcze tego by brakowało, że któryś z Gwardzistów zagubił się w mieście lub zostałby znaleziony martwy. Wtedy Cesarstwo musiałoby wyciągnąć od Ryuzaku konsekwencje za atak na pokojowych dyplomatów. I nie skończyłoby się to na zwykłych żądaniach wyjaśnień.
-Zauważyłem - stwierdził bezbarwnie na słowa Daizo, po czym przeniósł spojrzenie na kajającą się Kroto. O ile przy tej części o "kajaniu się" nie trzeba dopisać pytajnika. - Wiesz że opuszczenie posterunku i poszukiwanie kogoś na własną rękę bez zgłoszenia takowego procesu i bez ZGODY jest czystą niesubordynacją, prawda? Jesteś świadoma faktu, że Twoje nagłe zniknięcie mogłoby zostać uznane za próbę szpiegowania i całe nasze porozumienie mogłoby się pójść jebać?
Lekko uniósł jedną brew, gdy z wypowiedzi Kroto dało się wykryć prostą informację. Nieznana wrona? Czyżby osoba która kręciła się w okolicy ich kwater była Krukiem? To by w sumie miało trochę sensu - po pierwsze, mogliby spróbować się zakraść i wydobyć informacje w czasie, gdy wszyscy spali. Albo nawet mogliby spróbować sfingowanego ataku, żeby skłócić dwie frakcje.
Kruki. Skurwysyny które zniszczyły Garekiego. Oby ich Yomi pochłonęło.
Wysłuchał też reszty wypowiedzi. I choć na jego twarzy wciąż był poważny wyraz, był w stanie zrozumieć zachowanie dziewczyny. A nawet widział w nim więcej pozytywów niż negatywów. Pojawiający się znikąd gwardzista cesarski który bez żadnego polecenia ni przymusu zaczyna pomagać chorym i rannym znajdujących się w szpitalach, nie żądając przy tym ani jednego ryo jako wynagrodzenia? Niby tak prosty gest, a jednak mógł pomóc w ociepleniu wizerunku przedstawicieli Morskich Klifów w Ryuzaku no Taki.
-Nie zmienia to faktu, że była to niesubordynacja. My może widzimy czego potrzebują ludzie i nie widzimy w tym nic zdrożnego. Rajcy - nie. Patrząc na ich podejście do Cesarstwa, byliby gotowi oskarżyć nas o pół zła na świecie, nie mówiąc już nawet o szpiegowaniu. Nie możemy sobie pozwolić na taką samowolkę.
Przez chwilę tylko stał i patrzył na klęczącą Kroto, po czym w końcu westchnął tylko ciężko.
-Dobrze uczyniłaś, pomagając tym którzy tego potrzebowali. Ci ludzie trochę już wycierpieli. Tym razem nie wyciągnę z tego konsekwencji. Następnym razem jednak zdaj raport co zamierzasz zrobić, zanim zaczniesz się wałęsać po mieście będąc na służbie. Zrozumiano?
Następnie zaś wzruszył ramionami, gdy Taku pochwalił rozwiązanie sytuacji na sali.
-Okupiłem to utratą części szarych komórek. Tępota niektórych jest zaraźliwa. - Pomasował się po skroni. - Cóż, pozostaje mieć nadzieję że chociaż będą się wywiązywać z kontraktu. Zobaczymy też co wymyślą na tym całym bankiecie. Chociaż przyznam, że wolałbym się już zawijać.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 16 lis 2018, o 13:49

Misja B
And I will still be here when you come up for air
Obrazek
42

Nie mogłeś jej nic zarzucić, przynajmniej w tym formalnym względzie jej zachowania, kiedy oczekiwała na karę, na ostre słowa, które miałyby potwierdzić, że zrobiła źle, na... w zasadzie na wszystko, czego się oczekiwało, mając pełną świadomość nieprawidłowości tego, co się uczyniło. Jej zniknięcie rzeczywiście mogło zostać odebrano dwojako, dobrze, że nikt tego w zasadzie nie zarejestrował, nie zwrócił większej uwagi. Albo zwrócili, tylko nikt niczego nie powiedział na głos. Byłoby dziwne, gdyby przegapili zniknięcie czwórki strażników, skoro na posiedzenie odprowadził cię jedynie Hideo. Tak czy siak - formalności były dopełnione. Ona na kolanach, ty wielki pan i władca, surowy, ale przecież nie kat. Niektóre czyny sprawiały, że mimo wszystko można było odpuścić, przymknąć oko, nawet jeśli naruszały regulamin, gdy nic co ludzkie, nie było ci obce. Tylko czy warto? Kiedy raz dasz rękę, będą chcieli ją znowu. Jedno przebaczenie mogło być efektem domina. Co z drugim razem? Liczyć na to, że go nie będzie, czy jednak po drugim razie dać kolejne rozgrzeszenie? Postępowanie z ludźmi nie było takie proste, dlatego tak ciężko było stworzyć regulamin, który obejmie wszystkie przypadki. Dlatego tak ciężko było być dobrym przywódcą - a jeszcze lepszym królem.
- Jestem tego świadoma, Panie. Jestem gotowa przyjąć każdą karę. - Nie tłumaczyła się, nie szukała dla siebie wymówek. Zależało jej na twojej ochronie, na przepędzeniu szpiega - Kruka, który szukał informacji po usłyszeniu, że sam Cesarz postanowił przyjechać do Ryuzaku no Taki i to w sprawach politycznych. Handlowych w tym wypadku. Ugoszczony i przyjęty przez samego Tsuyo - byliby głupcami, gdyby agenci się nie zainteresowali tematem. Przecież wszystkiego pilnowała, co? Przecież uważała, hmm? Nie, nie padły takie słowa. Shinobi do Gwardii nie przyjmowano przypadkowo, nie byli zbiorem osób, które błyszczały tylko na jednym polu, na reszcie byli ułomami. Każdy z nich, choć miał własny charakter i byli skrajnie od siebie różni, miał, przede wszystkim, rozum - i wpojoną lojalność, którą tak Cesarstwo się szczyciło.
- Na pewno zanotowali rozejście się straży. - Ano właśnie, powiedział to, co było przecież oczywiste, po to, by wziąć pod uwagę opcję, że pewne ruchy już mogły zostać wepchnięte do obiegu historii, tej mającej zarzutować na przyszłość. - Mimo ich bezczelności nie sądzę, żeby poważyli się na oskarżenia o szpiegostwo. Może to nawet któryś z rajców wynajął Kruka. - Teraz pozostawało tylko gdybanie, skoro i tak winowajca przepadł. Hideo spojrzał na Kroto, która klęczała na ziemi, ze skruchą słuchając tego, co wszyscy mieli do powiedzenia. Cicho. Ciszej. Tak, żeby żadna ze ścian nie usłyszała.
- Tak jest, Panie. Niech Watatsumi błogosławi ci za twą dobroć. - Pokłoniła się głęboko, będąc na kolanach, zanim za przyzwoleniem po usłyszanym rozgrzeszeniu, wstała. Wciąż z pokornie pochyloną głową.
Taku zaśmiał się cicho, nawet Daizo uśmiechnął się pod nosem. Tak, utrata kilku szarych komórek była dużą ceną, ale przynajmniej wartą tego, żeby zacząć uporządkowywać politykę zewnętrzną, kiedy ta wewnętrzna była stabilna. Na spokojnie, kroczek po kroczu. Od Ryuuzaku no Taki, po resztę prowincji, które tylko czekały, żeby wyciągnąć z nich zyski.
Resztę dnia spędziłeś w spokoju. Albo niepokoju? Jakkolwiek chciałeś, bo nikt cię nie zaczepiał, jeśli nie kręciłeś się po zamku. Kilka osób zagadało, gadki szmatki o różnej naturze, od kulturowej, po polityczne. A przynajmniej zagadywali ci rajcy, których określiłbyś mianem "rozsądnych". Lub chociaż w miarę rozsądnych. Którzy sami sobie klap na oczy nie zakładali, zamieniając się w ślepe konie ciągnące ten powóz zwanym prowincją.
W końcu nastał wieczór i do siedziby zaczęli zjeżdżać goście. Fantazyjne stroje, każdy musiał się przecież pokazać, wino polewane każdemu, serwowana w czarkach sake, zastawione stoły i orkiestra, która grała w brzegu sali, nikomu nie przeszkadzając i nadając przyjemnego klimatu w tym rozświetlonym złotem miejscu. Rzecz jasna - broń ci odebrano. Tą, którą ci zwrócono po zebraniu. Ewentualnie poproszono, żebyś zostawił ją w pokoju - wybór należał do ciebie. Gości było rzeczywiście sporo, ale raczej nie było co oczekiwać tych z odległych prowincji. Nie było tyle czasu na zorganizowanie tego. Mimo to osobistości z przyległych prowincji zostały zaproszone. Wszyscy cię poznawali, każdy się niemal za tobą oglądał, witał w ten czy inny sposób - to prostym dzień dobry, to skinięciem głowy, to pokłonem. Niektórzy nawet zaczepiali, żeby zamienić parę słów, chociażby zapytać, co tam teraz słychać za słonymi wodami. W ten bardziej kulturalny sposób i poprawny politycznie. Jedynie Hideo ze strażników przyszedł za tobą. Reszta czuwała dalej, żeby pokazać, że Cesarstwo nie jest paranoikami. Że ich Cesarz sam sobie poradzi. A i Hideo nie chodził przy tobie krok w krok. Kręcił się gdzieś, czasem migał ci wśród tłumu. Najczęściej znikał ci z oczu, co nie oznaczało, że ty znikałeś z jego.

Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsume » 18 lis 2018, o 13:04

Natsume ruszył tylko lekko ręką, żeby Kroto wstała, po czym podrapał się odruchowo po potylicy. Nie lubił tego typu gestów, nawet jeśli rozumiał ich tradycyjne i zwyczajowe znaczenie. W końcu nawet jeśli on sam nie chciał żeby w jego otoczeniu wykonywać tak duże gesty, to otoczenie i wszyscy obecni byli albo przyzwyczajeni do czegoś takiego, albo wręcz oczekiwali tego że "władca musi taki gest przyjąć". Więc w tej kwestii nie miał zbyt wiele do gadania - po prostu poczekał, aż Kroto wyrazi swoje "podziękowanie", po czym ruszył głową by wszyscy ruszyli za nim. Będzie można powoli się przygotowywać do opuszczenia kontynentu i powrotu do szarej codzienności. Cóż, przy całej swej nudności, chyba nie dało rady żeby w Hanamurze było jeszcze nudniej niż tutaj.
Czas do wieczora spędził, najpierw kontynuując swoje ćwiczenia i medytacje. Kiedy otrzymał pozwolenie od Tsuyo, by skorzystać z ogrodu w celu wykonania podstawowego treningu fizycznego, większość czasu po prostu spędził na terenach ogrodów, biegając, robiąc podstawowe ćwiczenia siłowe i rozciągające, no i trochę medytując. Tak jak zazwyczaj, pozwolił swoim ludziom się rozejść i zrobić co chcą - z zaznaczeniem, żeby ktoś udał się na okręt i przygotował go do odpłynięcia. Jeśli ktoś chciał zostać i obserwować, czy nic mu się nie stanie, to już był ich wybór. Jemu tam na towarzystwie jakoś znacząco nie zależało.
Później, gdy już się odświeżył kąpielą i ubrał w strój w którym planował udać się na tę całą imprezę (nie zamierzał zakładać żadnych wytwornych strojów, snujących się po ziemi czy błyszczących od szlachetnych metali i drogich materiałów - tak jak zawsze, ubrał po prostu swój czarny mundur cesarski ze złotymi zdobieniami. Odpuścił też sobie diatem - i tak wszyscy wiedzieli jak wyglądał, a ten ozdobnik tylko go irytował. Chyba zastosowanie sakkatu byłoby znacznie bardziej uniwersalne). Nie wziął uzbrojenia; w końcu powiadomiono go, że i tak zostałoby mu odebrane przy wejściu. Cóż, męcząca konieczność, ale jeśli reszta ma się poczuć dzięki temu bezpieczna, to nie było na to rady. Pozostawił miecze, zwoje i kabury dla jego strażników - sobie pozostawił zaś tylko zdobione karwasze, które idealnie pasowały do jego stroju, a i mające w sobie jeden wesoły sekret.
Wkroczył na teren sali, i odruchowo rozejrzał się po obecnych. Było ich naprawdę dużo, a większość z nich widział pierwszy raz w życiu - co nie oznaczało, że o nich nie słyszał. Niektórzy z nich byli przedstawicielami kupców, inni - mistrzami gildii, a jeszcze inni byli po prostu krewnymi rajców. Jakby miał ich wszystkich zliczyć, to by go istna kurwica wzięła. Nie umknął mu też fakt, że wszyscy go obserwowali i patrzyli, jaki ruch wykona jako następny. Niektórzy przychodzili się przywitać, co Yuki odwzajemniał, inni - zagadywali do rozmowy na różne tematy, na co Natsume również uprzejmie odpowiadał i rozwijał temat. Starał się jednak więcej pytać niż mówić samemu - takie zagranie pozwala więcej uzyskać niż samemu ujawnić. Co też wielokrotnie zauważał w dialogach z innymi.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 18 lis 2018, o 14:58

Misja B
And I will still be here when you come up for air
Obrazek
44

Mijały godziny. Płynęły ślamazarnie, jakby ktoś kata ustawił nad twoją głową i zmuszał do zliczania każdej następnej minuty. Nie musiałeś lubić takich przyjęć, żeby na nich bywać - kolejna z bardzo niezręcznych i bardzo irytujących cech bycia Cesarzem. Imiona przewijały się, plotki goniły ploteczki, byłeś w stanie nadrobić wszystkie informacje, które umykały ci, na temat sytuacji gospodarczo-politycznej na świecie. Ciekawsze, mniej ciekawe, o tym, że ponoć tamta liderka ugania się za tym i tym, a tamten klan chyba czeka na zbawienie bogów, że jeszcze nie znaleźli partnerki dla swojego lidera. A tu szepty o tym, że potomkinii Senju uciekła i teraz dołączyła do Hana, a tu twierdzenie, że to Han ją porwał i teraz zamierzał wykorzystać przeciwko tej prowincji. Tam żart o tym, że to nie może być przypadek, że obudzenie Hana poprzedziła walka o Mur, a tam insynuacje, że Dzicy sami z siebie sharingana by nie zdobyli, może to Sogen więc z nimi spiskuje, a więc i z Hanem? Znani od lat z tego, że chcieli za wszelką cenę przegonić Senju, więc może to oni tak naprawdę stali za zniknięciem córki lidera Senju? Teorii spiskowych było tyle, ile głów znajdowało się w tej sali, niektóre były mówione ze śmiechem i cynizmem, inne - całkiem na poważnie. Kilka naprawdę urodziwych dam zabawiło cię na dłużej. Dwie były zdecydowanie bardziej śmiałe w swoich zalotach, chociaż te raczej nie były zainteresowane jakimikolwiek dłużej dystansowymi zabawami - te jednonocne były wszystkim, co kusiło młode panienki z dobrych domów. Z dzikusem z Wysp, z ich przywódcą, ha! Niektórzy mieli okazję zobaczyć piękno Hanamury i wiedzieli aż za dobrze, że Cesarstwu do dzikości tak daleko, jak stąd daleko było do Atsui. Jak daleko słońce wisiało od ziemi. Wino i inne trunki, polewane były bardzo szczodrze. Jedzenia również nie brakowało. Nie sposób tutaj było odróżnić szpiega od przyjaciela, przyjaciela od wroga. Wszyscy cudownie się bawili, niektórzy kwaśno komentowali zawarty pakt, jakoby to był pokaz słabości tego miasta, inni wręcz przeciwnie - naprawdę widzieli w tym skok w przód, rozwój co się zowie, zamazanie dawnych urazów miało nad nimi wszystkimi rozkwitnąć pięknym, dorodnym kwiatem. Nasłuchałeś się nawet kilku pochwał - tak, tych dotyczących Kroto, o tajemniczej medyczce w cesarskich barwach, która pomogła uleczyć kilka miejscowych chłopów, dla których nie było jeszcze miejsca w szpitalu. To takie szlachetne. To takie piękne.
Mijały godzin i noc była coraz głębsza. W pewnym momencie Tsuyo wygłosił przemówienie. Soczyste, brzmiące tak, jakby natchnęły go wszystkie rozmowy, które tutaj zdążyliście przeprowadzić. Kto wie, może naprawdę był natchniony? Jak na twoje - wyglądał na bardzo zadowolonego z tego, jak te ostatnie dni się potoczyły. Pochwalił Cesarstwo, powtórzył, że liczy na dalszy rozwój, zaznaczył, że dzisiejszy dzień jest dniem przełomowym i ma zakopać wzajemną niechęć, jaką obie prowincje się darzyły od wielu lat. Już dość. Pora zaznać trochę spokoju i zbratać się z sąsiadami zza morza, by nie popełnić błędu, który został popełniony w Kami no Hikage. Zaprosił cię, na sam koniec, do siebie, żeby uścisnąć twoją dłoń i poprosić o wzniesienie wspólnego toastu - ciebie i całą salę przy okazji, by przypieczętować dobre wizje na przyszłość, które na razie snuły się tylko pod nogami, a które już przestały być mrzonką, czczym snem. Czy ty wyglądałeś na zadowolonego? Tego tym bardziej nikt nie potrafił stwierdzić. I bez diademu lśniłeś jak na Cesarza przystało - chłodem Hyuo, łagodnością hanamurskich drzew wiśni. Byłeś dokładnie taką ikoną, jakiej się nie spodziewali.
Mogłeś spokojnie opuścić bankiet, kiedy większość towarzystwa była już zdecydowanie za bardzo pijana. Z tego samego powodu część gości zaczęła się i tak zbierać, zostali jedynie ci, którzy za bardzo lubili zaglądać w kieliszek, żeby darować sobie sposobność zaglądania do niego dłużej. Tak czy siak - nie pojawiły się żadne więcej problemu.
Na następny dzień statek już na ciebie czekał. Statek, twoi ludzie, ich łagodne, lekko uśmiechnięte twarze. Przecież wszyscy wiedzieli - ta misja była wyjątkowym sukcesem i nie zawdzięczali tego nikomu innemu, jak właśnie tobie. Czekali, jak każdy mieszkaniec Morskich Klifów, aż powietrze zostanie im zwrócone.
Byli tu, kiedy chciałeś się wynurzyć z oparów tego miasta, żeby samemu zaczerpnąć powietrza.
Oddychasz?
Jod napełnił twoje płuca odrobiną wolności.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsume » 21 lis 2018, o 23:02

Przez większość czasu trwania imprezy Yuki starał się tylko uprzejmie reagować na każde słowa i spamiętać większość z tego, co się przewijało. Kilka ciekawych informacji udało się dzięki temu uzyskać - chociaż niestety w większości z nich trzeba było najpierw odcedzić plotki od informacji rzeczywistych. Między innymi te informacje o Hanie Sozo - na dziewięćdziesiąt procent nawet połowa z nich nie była prawdziwa, a były bardziej mrzonkami wymyślonymi ze strachu. Na informację o "ucieczce potomkini Senju" aż miał ochotę parsknąć śmiechem, bo chyba nawet wiedział o której potomkini była mowa. Ale nie dał po sobie poznać, że cokolwiek wiedział o tej informacji. Tylko udał kompletne zaskoczenie. I wyraził obawy.
Po jakimś czasie jednak cała ta szopka z byciem uprzejmym i towarzyskim przywódcą stała się bardziej męcząca niż ustawa nakazywała. Dlatego po prostu zaczął unikać większego tłumu, przysiadając w ustronnych miejscach i zjadając co poniektóre przekąski (po upewnieniu się, że ktoś już coś z nich jadł). A gdy impreza zaczynała się dopiero rozkręcać, i większość mężczyzn zaczynała już chlać na umór, Yuki po prostu się wycofał, uprzednio podziękowawszy za zaproszenie na udział w uczcie. Oczywiście odpowiedział na słowa Tsuyo, również chwaląc podejście i otwartość Ryuzaku no Taki, i uścisnął mu dłoń. A później? Po pożegnaniu się po prostu ruszył w kierunku swojego statku.
Czas wracać na swoje śmieci.
Czas wracać do domu.

z/t -> Hanamura (Koala powiedziała że mam tak zrobić)
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Siedziba władzy

Postprzez Aka » 22 lis 2018, o 02:50

Zimno.
Przerażający, chłodny wiatr uderzył w jego twarz, dosadnie przypominając mu o tym, że wychodzenie na zewnątrz po takim czasie lenienia się nie jest zbyt przyjemnym doznianiem. Spojrzał w niebo, jak gdyby próbując dostrzec tam coś ciekawego, coś czego wcześniej nie był w stanie ujrzeć. Jeżeli oczekiwał jakichkolwiek znaków, omenów, to niestety musiał się rozczarować, bo poza stadem gołębi krążącym nad miastem nie było tam absolutnie nic.
- Cholera... - westchnął, przykładając dłoń do twarzy i delikatnie drapiąc się po brodzie. - Ile to już czasu minęło? - zapytał sam siebie. Zupełnie stracił rachubę, godziny przechodziły w dni, dni w tygodnie, tygodnie w miesiące. Żył w Ryuzaku całkiem spory kawałek czasu, o ile można to było nazwać życiem. Bardziej odpowiednim słowem byłoby: egzystował, bowiem poza zaspokajaniem najbardziej podstawowych potrzeb, nie wychylał się nadto. W pewnym momencie jednak trzeba było powiedzieć dosyć, oddzielić przeszłość grubą kreską, albo przynajmniej starać się o niej nie myśleć. Podobno czas leczy rany, choć młody Uchiha samemu w to nie do końca wierzył.
Wszedł do siedziby władzy. W końcu to tutaj można było znaleźć jakieś, te no... zlecenie. Tak to się chyba nazywało. Szedł powoli, nie spieszył się. Zupełnie jakby nie wiedział, czy na pewno chce to robić. Niby był Shinobi ale jednak z czasem.... to wszystko jak gdyby przestawało mieć znaczenie. Nie czuł tego, nie czuł się wojownikiem. Przeszedł tak niewiele, a zarazem tyle, że nie jeden miałby już dość. I nawet on czasami miał tego wszystkiego po dziurki w nosie. Ale przecież taka jest droga ninja, huh? Trzeba wyprostować się, unieść wzrok w górę i patrzeć przed siebie, pewnie krocząc w przyszłość. Tego by chciała jego matka. Tego by chciał jego ojciec. Jego klan. Uchiha.
- Pierdolę. Zaczynam się robić sentymentalny. - pokręcił głową, prychając pod nosem, z pogardą wyrażając się o swoich myślach. - Chyba trzeba będzie mi potrzeba czegoś łatwego na rozgrzewkę. - zaczął rozglądać się po siedzibie, jak gdyby pierwszy raz od dawna miał kontakt z ludzkością. W sumie to mozna powiedzieć, że tak było. Minął szmat czasu odkąd otworzył do kogoś gębę. Nie żeby mu się nie chciało - po prostu nie było nikogo wartościowego w jego mniemaniu. Zresztą... teraz też raczej nie szukał misji, na której będzie musiał sporo gadać. Choć to do niego niepodobne, to nie miał ochoty na otwieranie jadaczki i kłapanie dziobem. Jednej osobie już kiedyś powiedział za dużo i przekonał się, że czasem lepiej zachować ciszę.
Aka
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Jun'ichi » 23 lis 2018, o 23:08

Misja rangi C
Aka
1/30


Na wejściu do siedziby władzy powitały Cię podejrzliwe spojrzenia strażników stojących przy drzwiach. Każdy z nich zlustrował Cię od góry do dołu, jakby próbując ocenić potencjalne zagrożenie jakie możesz stworzyć będąc w środku. Kiedy zdałeś im się "akceptowalny", po prostu wrócili spojrzeniami przed siebie, a Ty mogłeś swobodnie przejść między nimi podziwiając przy okazji nienaganny wygląd oraz dość bogate wyposażenie, które zapewne miało pomóc w walce z każdym, ewentualnym rywalem jaki mógłby się tu napatoczyć.
Kiedy wszedłeś już do środka budynku, ujrzałeś kilka osób przechadzających się korytarzami, czytających jakieś dokumenty i notatki, dyskutujących o ważnych sprawach z pełną powagą wypisaną na twarzach oraz - co interesowało Cię najbardziej - tablicę z numerami i opisami pomieszczeń. To właśnie z tej tablicy dowiedziałeś się o tym, że misje przydzielane są pod numerem 13... było to może lekko podejrzane, ale nie należało się z tym spierać, ani zbytnio przejmować bo podobno osoby zbyt emocjonalne i wierzące w przesądy są słabym materiałem na doskonałych shinobi.
Kiedy zrobiłeś krok w bok, aby ruszyć pod numer trzynasty, nie zauważyłeś nadchodzącej trójki mężczyzn, z których dwóch prowadziło trzeciego, skutego na rękach i nogach. Odbiłeś się od rosłego mężczyzny, ubranego w strój bojowy, jednak on nawet na moment nie zwolnił. Zerknął tylko na Ciebie lecz milczał, jakby rozumiał, że nie zrobiłeś tego specjalnie, a on ma znacznie ważniejsze zadanie niż kłótnia z małolatem.
No, powiedziałem wam wszystko. Puśćcie mnie, dobra? Poważnie, ja wrócę do prostego życia, zero kłopotów, poważnie! Panowie! Nie zabierajcie mnie tam! Ja się po... - głos domniemanego więźnia ucichł za zamykającymi się za nim drzwiami i tyle widziałeś całą trójkę.
Po kilku chwilach stałeś już przed pokojem numer 13.
Chętnie poprowadzę misję (D / C / B)
Aktualnie prowadzę:




Obrazek


I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1167
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Siedziba władzy

Postprzez Aka » 25 lis 2018, o 14:18

Trzynaście to niby pechowa liczba, ale Aka nie był jedną z tych osób, które wierzą w jakieś zabobony. Dla niego była to liczba jak liczba i choć znał jej znaczenie, to szczerze powiedziawszy - miał to gdzieś. No bo co mieli zrobić ci biedni urzędnicy? Dać pokój dwanaście a potem czternaście?
Zorientował się, że jest na miejscu dopiero, gdy odbił się od rosłego chłopa, większego niż dwóch Akich. Uchiha cofnął się lekko, spoglądając z lekkim zdezorientowanym w stronę swojej przeszkody. Przez chwilę myślał, że przypierdzielił w jakiś słupek, który nagle wyrósł mu przed oczami, ale słupek miał dwie nogi, dwie ręce i na dodatek wlókł za sobą jakiegoś innego, wraz ze swoim koleżką. Zapewne byli to Shinobi pracujący dla włodarzy miasta, załatwiający swoje sprawy, o których lepiej było, żeby Uchiha nie wiedział. Po tekstach rzucanych przez pojmanego można było się pokusić o stwierdzenie, że zapewne wracał z przesłuchania i bynajmniej nie jest taki niewinny na jakiego się kreuje. No ale młody posiadacz Sharingan nie zamierzał się w żaden sposób wychylać - nie jego biznes - i choć miał ogromną ochotę zapytać jak leziesz ciulu, to przygryzł język i powstrzymał się od zbędnych komentarzy. Jeszcze by dostał po ryju od tych dwóch.
Przemierzał więc spokojnym krokiem korytarz, zupełnie nie przejmując się zaistniałą przed chwilą sytuacją.
- Meh, ta cholerna biurokracja. Jak gdyby nie można było wszystkiego na miejscu powiedzieć... - przeszło mu przez myśl, gdy szukał odpowiedniego numerka. Nie należał do osób, które lubią się bawić w zbędny jego zdaniem formalizm. Ot, mówcie co zrobić, kiedy i czy mają być ofiary!
W końcu jednak znalazł się pod miejscem do którego zmierzał od początku. Pokój trzynaście. Miał się bać, czy coś? Co najwyżej tego, że zostanie ochrzaniony za niepukanie do drzwi. Postanowił więc zachować odrobinę kultury i uderzył kilka razy w drewnianą powełokę, zanim sięgnął i pociągnął za klamkę.
Aka
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Jun'ichi » 27 lis 2018, o 11:48

Misja rangi C
Aka
3/30


Kiedy dostałeś pozwolenie by wejść do gabinetu numer trzynaście, Twoim oczom ukazał się postawny, ubrany na czarno mężczyzna obstawiony ze wszystkich stron stertami papierków. Nawet nie unosząc głowy, a jedynie wzrok obłapił Cię od góry do dołu i ciągle skrobiąc coś piórem na pergaminie mruknął coś pod nosem.
Aka... Aka... - powtarzał przebierając w dokumentach, aż wreszcie wyciągnął niewielki zwój oznaczony literą C. Rozwinął go spokojnie i wczytał się w zawartość podczas gdy Ty spokojnie czekałeś przed jego biurkiem.
Wiesz, Aka... mamy jakby brak zadań odpowiednich dla kogoś z Twoim doświadczeniem. Wyprowadzanie psów, sprzątanie ogródka, pomoc starszej kobiecie z zakupami, aż szkoda zawracać Ci głowę takimi bzdurami kiedy mamy tylu wolnych młodzików. To dziwnie spokojny tydzień, nic nie możemy na to poradzić. - mówiąc to, mężczyzna zaczął zwijać zwój ciągle jednak patrząc Ci głęboko w oczy jakby chciał sprawdzić i ocenić Twoją reakcję na tak nietypowy przebieg wizyty.
Może wróć do domu, odpocznij, nabierz sił i kiedy pojawi się jakieś zadanie, dam Ci znać, hm? Ewentualnie poświęć ten czas na trening jak przystało na Uchiha, rozwijaj się, nie pozostawaj w tyle, przegoń czołówkę i pędź dalej! - mężczyzna najwyraźniej miał niewiele do czynienia z młodzieżą, a tym bardziej z tak specyficzną młodzieżą jak młody, lekko buntowniczy Uchiha.
Teraz rezydent pokoju numer trzynaście oparł brodę o splecione dłonie oparte na biurku i wpatrywał się w Ciebie uważnie. Widziałeś w jego oczach, że myśli nad czymś dość intensywnie i prawdopodobnie było to związane z Tobą ale... dlaczego milczał? Może jednak powinieneś odpuścić i zwyczajnie posłuchać jego rad?
Chętnie poprowadzę misję (D / C / B)
Aktualnie prowadzę:




Obrazek


I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1167
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość