[Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

[Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Yamanaka Inoshi » 26 lip 2018, o 19:53

- Ulice Ryuzaku no Taki -
Obrazek



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Oshi » 30 lip 2018, o 22:05

Chłopa drugi dzień przebywał już w podróży... Od czasu opuszczenia stolicy Akimichi, był niemal w ciągłej gotowości na podjęcie pościgu wnerwionych grubasków... Tym razem jednak udało się obyć bez przykrych niespodzianek. Adrenalina walki opuściła go gdzieś za lasami Shinrin, dopiero wtedy poczuł jak ciężkie były jego nogi, oraz jak wiele energi włożył w walkę z Goliatem. Pigułka wzmacniająca puściła gdzieś przy samotnych wodospadach, na terenie który kiedyś ratował przed podpalaczem. Jak odległy wydawał mu się czas przed wielkiej bitwy... To było jego wejście w dorosłość, gryzipiórek który trafił pod oddziały prawdziwych shinobi... Masakra której się dopuścili ukazała mu człowieczeństwo w prawdziwej formie. Odniesiony na noszach do szpitala polowego, przetrwał... Jednak jaki był tego koszt.
Spaczona wizja świata, błędne wskazówki i motywy które poznaje młody umysł. Oshi musiał zatrzymać się kilka mil za ostatnim drzewem Shinrin, stawiając prowizoryczny szałas... Mokuton ułatwił pracę dziesięciokrotnie. Oshi oczywiście wybrał następnie trasę przez prowincję Midori, gdzie liczył na na brak zainteresowania ze strony leniwych Nara. Wcześniej jednak spożytkował wolny czas na relaksie, płynącym z połączenia przy medytacji.
Senju ostatnim co zobaczył, była wizja małego Burū. Wąż przysiadł przed skupionym młodzieńcem, wprowadzając go w powolny trans swym delikatnym syczeniem...
[Dwa dni później...]

Oshi stał przed ogromnym miastem, napawając się jego rozmiarami. Jeśli wcześniej mówił o wiosce Akimichi, jak o czymś wzniosłym. To tutaj mieliśmy wspaniałość ponad skalę... Prawdziwe mrowisko potencjalnych informatorów, ludzi którzy za drobną opłatę czy kilka prostych zagrań na strachu... Są w stanie opowiedzieć o najmroczniejszych sekretach własnych dusz. Chłopak doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak wiele może się dowiedzieć o ostatnich wydarzeniach z Kami no Hikage... Ktoś musiał posiadać pełny opis tego co zniszczyło serce świata...
Chłopak opuszczając tereny Midori, sprawdził jeszcze czy nikt nie śledził jego kroków... Ostatnimi czasy niebezpiecznie było podróżować samemu, teraz przynajmniej stało się jasnym co podniosło tyle pytań... Chłopak przyłożył dłoń do czoła, obserwując jak mrowisko budzi się coraz bardziej do życia...

- To tam ma się wszystko wyjaśnić przyjacielu... Ktoś bardzo chce zniszczyć porządek świata, a my musimy poznać prawdę dlaczego... I jakie możemy wyciągnąć korzyści z potencjalnego wtykania nosa.

Zaśmiał się na koniec, po czym ruszył przed siebie... Na spotkanie z wielką metropolią.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 532
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Yamanaka Inoshi » 1 sie 2018, o 19:39

Zwodniczy Karmazyn - 16/x

- Rok 385 - Wiosna - - Ulice Ryuzaku no Taki - Oshi
Obrazek



" Ryuzaku w kłopotach! "

Twoja podróż trwała kilka dni, cel jaki chciałeś osiągnąć był jasny, Ryuzaku no taki, miasto kupieckie. Miałeś dowiedzieć się jak najwięcej odnośnie sytuacji tam panującej, zwłaszcza po przybyciu statków z uchodźcami którzy jak się wydawało, mieli potencjał do destabilizacji samego miasta, a co dopiero regionu. Kami no Hikage było duże a większość uchodźców wylądowała właśnie tam, nawet ci którzy trafili do Cesarstwa zostali częściowo odesłani do tutejszych portów z różnych powodów. Chciałoby się wręcz rzec, że Cesarz z Hanamury zbył ich bo było mu to wygodne, część jednak na pewno chciała wrócić na teren kontynentu sama...

O poranku z oddali miałeś już pełną wizję na bramę miejską, horyzont kończył się na tafli morskiej w której poranne słońce odbijało się na kolor brudno pomarańczowy... Czy mogło to zwiastować coś dobrego? Z oddali widziałeś już, że miasto jest zatłoczone i w kilkunastu miejscach zbierają się spore grupy ludzi, lub innych obiektów, zwłaszcza w porcie.
Kolejną rzeczą na którą mogłeś zwrócić uwagę była brama miejska która była... Szczelnie zamknięta, to nie była zwyczajna codzienność czy zmiana warty. Strażników przy niej, jak i na murach było pełno. Trudno byłoby im uciec czy się zwyczajnie przemknąć obok nich. Nie za dnia i nie w takim świetle...


Gdyby zbliżyć się do samego miasta wszystko w tutejszej okolicy zdałoby się dużo bardziej czytelne dla twojego wzroku. Widziałeś jak przed bramą znajdują się dwa wozy z towarami, właściciel jednego z nich rozmawia właśnie z tutejszym strażnikiem a wóz ustawiony jest w pozycji wjazdowej do miasta, obydwaj gestykulują rękami walcząc o swoją rację. Drugi wóz jest w pozycji odwrotnej, towary przez niego oferowane są skryte pod dużą płachtą, postawiony jest on nieco z boku a właściciel siedzi na jego tyle, jest nim mężczyzna w średnim wieku o blond włosach. Koło niego, po prawej stronie od powozu siedzi, wygląda na to, że jego rodzina, wygląda na to, że syn i żona, na kocu i jedzą jakieś szybko przygotowane ramen i onigiri. Nic specjalnego. Kawałek dalej od nich znajduje się rozbity zestaw obozowy.



Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Oshi » 2 sie 2018, o 22:20

Oshi znał swoje granice, widząc błękitne niebo mieniące się w słońcu szkarłatnym odcieniem... Wiedział że już wkrótce nastąpi coś czego nikt się tutaj nie spodziewa. Samotna próba dostania się do miasta była niemożliwa. Wszędzie gdzie tylko sięgał wzrok, można było ujrzeć mrowie strażników, blokujących jedyną drogę przez bramę. Chłopak pomyślał nawet o innej formie wtargnięcia, jednak było to bez sensu... Zwłaszcza że kilka wozów zdołało się wydostać z tego miejsca...

- Nie możemy robić nic głupiego, nasza rodzicielka wierzyła że osiągniemy coś w klanie... Jeśli będziemy dobrze grać, być może ktoś w tym miejscu zechce nam opowiedzieć prawdę.

Oshi podrapał węża pod paszczą, uśmiechając się do niego szeroko... To był jego jedyny przyjaciel, wierny do samego końca...
Chłopak ruszył wkrótce przez drogę prowadzącą w stronę wioski, zdejmując wcześniej z głowy opaskę Senju, nikt nie mógł wiedzieć że należy do rodu... Ukrywając Ją w czarnej kieszeni płaszcza, zdecydowanie uniósł wzrok gdy zbliżył się dość blisko fortyfikacji... Ludzie są jednak prawdziwymi geniuszami. Pomyślał zanim na dobre nie znalazł się przed wozem który wyjechał z miasta... Udając że jest tutaj z tego samego powodu co wszyscy, zbliżył się do rodziny kupca... Przynosząc na twarzy swój szeroki uśmiech, wreszcie zadał swoje pytanie.

- Witajcie... Nazywam się Hebi Oshi, możecie mi powiedzieć co się tutaj dzieje.

Chłopak z udawanym zaciekawieniem zmarszczył brwi, po czym zwrócił się na powrót do kupca...

- Od dwóch dni wędruje z północy... Myślałem że w mieście znajdę jakąś karczmę i łaźnie... Człowiek pragnie tylko jednego gdy tyle czasu ma piasek pod paznokciami.

Zakończył, udając że zna życie podróżnych... Potrzebował informacji, bardzo precyzyjnych informacji. Teraz wszystko leżało w rękach tych przypadkowych ludzi, istot których twarzy nawet nie zapamięta... Może właśnie dla tej chwili żyli i powstali... By pomóc chłopcu dostać się do środka... A jeśli tak to czy później mogą po prostu umrzeć?.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 532
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Yamanaka Inoshi » 3 sie 2018, o 22:49

Zwodniczy Karmazyn - 27/x

- Rok 385 - Wiosna - - Ulice Ryuzaku no Taki - Oshi
Obrazek



" Ryuzaku w kłopotach! "

Mężczyzna zwrócił na ciebie uwagę niemal momentalnie nim udało ci się rzeczywiście zbliżyć do jego rodziny. Szybko się do ciebie odezwał sam gdy jasnym dla niego stało się to, że zbliżasz się by to właśnie z nimi porozmawiać.
- Jestem Ehara, witaj Oshi... Nie masz tutaj czego szukać młodzieńcze, lepiej zawróć skąd przybyłeś. Oszczędzisz na czasie i... Wszystkim - Powiedział podnosząc nieznacznie dłoń w jego kierunku.

- Od dwóch dni powiadasz? Nie wjedziesz do miasta, nie ma nawet takiej możliwości. Zamknęli je od środka. Podobno jakaś zaraza tam panuje i nie chcą by się rozniosła. Ponoć za wtargnięcie do środka albo wyjście bez upoważnienia zabijają. Ja wolę nie ryzykować... Stąd tez koczujemy tutaj, niedługo ruszam. Nie ukrywam, że liczyłem na przyjezdnych którzy skuszą się na moje towary - Uśmiechnął się w twoją stronę nad wyraz śmiało. Nie miał chwilowo zbyt wielu klientów jednak wiedział, że prędzej lub później tacy się pojawią, zwłaszcza ci którzy zostaną odrzuceni w chwili przybycia do bram miasta, tak jak oni i sam Oshi.

- Przykro mi, ja nie jestem w stanie ryzykować życiem by wejść do środka, zależy mi na rodzinie i ich nie zostawię. Mam pewne obowiązki. Zresztą... Może to i lepiej, przynajmniej dalej będę zdrowy. - To prawda, zaraza może być kłopotliwa jednak czy jest to jedyny problem jaki może pojawić się w zamkniętym na cztery spusty mieście? Co z tymi wszystkimi ludźmi którzy zostaną tam zwyczajnie zamknięci jak sardynki w puszce?

Przed samą bramą stała trójka strażników. Dwóch stało wyprostowanych po obu stronach wrót, ten przed nimi, trzeci trzymał dłoń na pochwie swojego miecza. Gdyby spojrzeć w górę to można by bez najmniejszego problemu zwrócić uwagę na kilkunastu kuszników którzy obserwowali horyzont, kusze były przewieszone przez ich plecy.

Wydawałoby się, że komitet powitalny już czeka na każdego kto tutaj przybędzie. Drugi z wozów zdążył już ruszyć w drogę powrotną a kłótnia strażnika i karawaniarza jaka miała miejsce szybko ucichła podczas gdy on sam podszedł do ściany i jak gdyby nigdy nic wszedł po murze i stanął na bramie wraz z innymi kusznikami. Wygląda na to, że wojownik ten szkolony był w sztukach ninja...

- Czego tutaj chcesz? Już wiesz, że nikt nie ma tutaj czego szukać. - Rzucił krótko strażnik który pozostał na dole, widział już wcześniej, że Senju się tutaj kręci, dopiero teraz jednak zdecydował się zwrócić na niego uwagę i być może zwyczajnie porozmawiać.



Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Oshi » 5 sie 2018, o 12:38

Oshi skierował swoje kroki w stronę rozstawionych wozów, wiedząc już na samym początku że jego próba dostania się do miasta może być problematyczna. Najbardziej prawdopodobna teza mogła tyczyć się kolejnych ataków, jednak wtedy strażnicy z bramy nie byli by tak pochłonięci oddalaniem zwykłych kupców. Oshi przysłonił oczy dłonią, spoglądając pod słońce na zastępy kuszników na murach. Była to stosunkowo trudna sytuacja... Burū potwierdził to dosadnie, gryząc go delikatnie w pierś.

- Smutna to informacja, zwłaszcza gdy człowiek liczy na jakiś zarobek... Wiadomo jaki to rodzaj zarazy?... Jeśli to coś uderzyło całe miasto, to powinniście raczej się oddalić. Szkoda ryzykować zdrowia własnej rodziny.

Zagadał do samotnej rodziny, gdy mężczyzna wykonał gest na powitanie. Jego troska była zbyteczna, jednak wolał nie wzbudzać podejrzeń zbyt dużą ilością pytań... Nie przerywając swych oględzin, skupił się w drugiej kolejności na strażniku, który od tak ruszył w górę po kamiennej ścianie... A więc w tej wiosce nie tylko zwykli zjadacze chleba pilnowali porządku. Oshi uśmiechnął się szeroko gdy ten który pozostał, wreszcie zainteresował się jego osobą...

- Witam Pana, nazywam się Hebi Oroshi i przybywam z wioski ukrytej w lasach na dalekiej północy... Mój władca rozkazał mi dowiedzieć się co mogło wydarzyć się w Kami no Hikagi, posiadał tam swego syna... Martwi nas brak informacji o jego życiu... Ojciec od zawsze chciał tylko pokoju, dlatego był tak dumny gdy Hiro został jego wysłannikiem, idąc w ślad marzenia rodziciela.

Oshi wydawał się całkiem przekonywujący, kłaniając się na początku z szcunkiem... Przecież nie było powodu żeby podejrzewać go o kłamstwo.

- Mogę jakoś pomóc... W naszej wiosce wielu ludzi specjalizuje się w leczeniu i wykrywaniu skutków zatruć... Może uda mi się doradzić wam w potrzebie?

Chłopak uśmiechnął się w swój dziwaczny sposób... Taki który zwiastować może jednocześnie szczere serce, jak i kogoś kto własnemu dziecku wyrwie kilka zębów, jeśli będą mu właśnie potrzebne do dekoracji gabinetu...
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 532
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Yamanaka Inoshi » 6 sie 2018, o 22:22

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Ulice Ryuzaku no Taki - Oshi
Obrazek



" Ryuzaku w kłopotach! "

- Nie wiadomo za dużo na ten temat. Wiadomo tylko, że jakaś jest i ludzie chorują... Z tego co wiem to dostają czerwonych wrzodów albo wysypki? Nie widziałem nic, tylko tyle wiem na ten temat. Nie byłem w środku. - Mówił mężczyzna wzruszając ramionami, nie ruszał się ze swojego wozu. Jego rodzina natomiast dalej zajmowała się sobą starając się chociaż częściowo zignorować toczone tutaj rozmowy.

- Oroshi tak? Świetnie, mało mnie to interesuje kim jesteś i skąd przybywasz, interesuje mnie tylko to, że nie powinno Ciebie tutaj być. Nie obchodzi mnie twój władca, shirei-kan czy nawet Cesarz Morskich klifów. Tutaj rządzę ja i nikt utaj nie wejdzie, rozkazy od Tsuyo-sama oraz rady siedmiu. - Mówił podpierając się o jedną z blanek rękami, gdy był już na górze bramy, zerkał z góry na Oshiego z drobną pogardą w swoim wzroku.

- Przykro mi, jeżeli przybył z Kami no Hikage to albo jest zarażony i już przepadł albo dawno opuścił tę okolicę. Gdyby to był ktoś tak ważny to jestem niemal pewien, że pan Tsuyo już dawno by rozesłał wici. - Strażnik nie wykonywał zbytnio gestów grzecznościowych, to był gość typu rób jak chcesz byle było zrobione. Po co miałby podejrzewać Hebiego o kłamstwo gdy nawet prawda niezbyt go obchodziła? Co za różnica, czy kłamie, czy mówi prawdę jeśli rozkazy są jasne. Miasto jest zamknięte i nikt nie ma do niego wstępu do odwołania.

- Posłuchaj się tego handlarzyny i spływaj stąd chłopaku. Szkoda twoich, tak samo jak i moich nerwów. - Mówił strażnik podczas gdy pozostali będący na bramie kiwnęli głową tak jak on gdy skończył swoją wypowiedź. Dalej obserwowali uważnie członka klanu Senju nie wiedząc czego się po nim dalej spodziewać, na kupca niemal nie zwracali. On siedział ze skrzyżowanymi na piersiach rękami i krzywił się słuchając waszej wymiany zdań, wiedział, że próba wejścia tak się skończy, byle tylko nie skończyła się gorzej.



Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Oshi » 8 sie 2018, o 20:09

Oshi, wiele razy próbował zwalczyć w sobie pokusę pyszałka... Jednak nigdy nie wychodziło to według planu. Tym razem jednak, miał nieco inny obraz sprawy. Zastęp strażników na bramie, oraz pogardliwe zagranie ze strony kapitana tejże kompanii, pozwoliło mu stwierdzić że był na straconej pozycji. Senju ze szczerym uśmiechem, zwrócił się w stronę człowieka który nie pałał optymizmem... Takie zagranie, raczej nie miało sensu.

-Przepraszam za kłopot, najwidoczniej muszę zanieść mojemu panu te przykre wiadomości... Przykro mi że przerwałem pełnienie obowiązków.

Z tymi słowami, nasz młody bohater odwrócił się na pięcie. Po czym spokojnym krokiem ruszył w stronę z której przybył. By w jednej chwili zadecydować o tym co powinno się zrobić dalej... Jeśli słuszne wejście do wioski jest niemożliwe, to zostawała próba wtargnięcia na siłę albo cicha dywersja za plecami. Jako że siły do pokonania całej armii mu brakowało, to pozostawała jeszcze druga możliwość. W towarzystwie ukochanego węża chciał obejść część muru znajdując się już w zaroślach, by dojść do linii brzegu gdzie fortyfikacje miały swój koniec... Przy pomocy mokutonu można było zdziałać cuda, jednak wcześniej musiał mieć dokładne położenie strażników, oraz to jak wygląda samo zabezpieczenie... W końcu plany budowało się na posiadanych informacjach!

- Wiesz co Burū, dzisiaj zauważyłem że strażnicy często zapominają o dobrych manierach... Skoro są częścią trybu działającego dla dobra mniejszych od siebie, to czy nie powini sami okazywać przykładu moralnego?

Częste rozmowy z niebieskim gadem odprężały, obserwując z krzaków całe miasto, myślał o tym co może czekać na niego w środku... To zabawne że kolejny raz pchał się w paszczę własnej zguby... Skoro Ippo nie załatwił sprawy to może zaraza? Jego życiem kierowały dziwne karty, częsta zmienność powodowała prawdziwy chaos... W którym biedny Oshi musiał się odnajdywać.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 532
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Yamanaka Inoshi » 9 sie 2018, o 20:50

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Ulice Ryuzaku no Taki - Oshi
Obrazek



" Ryuzaku w kłopotach! "

Potrafiłeś wytrzymać i te zachowanie. Musiałeś, byłeś w tej chwili na przegranej pozycji, stracić mogłeś wiele, trudno się z tobą nie zgodzić, byłeś na przegranej pozycji jeśli chciałeś coś dogadać z tą bandą, jedyną rzeczą którą byś od nich otrzymał to pewnie strzała albo bełt na drogę. Strażnik przypatrywał się poczynaniom młodego węża bardzo dokładnie, jego osoba już teraz wydawała mu się zwyczajnie oślizgła. Słowa które skierował w jego stronę napełniły go zadowoleniem, swojego rodzaju zwycięstwem.

- Dobrze, wróć więc na swoje ziemie nieznajomy i nie wracaj. - W tej chwili zignorował już dalsze poczynania młodocianego węża, miał inne rzeczy którymi chciał się zająć, obserwacja sytuacji po drugiej stronie bramy była jedną z nich. Trudno jednak powiedzieć by działo się tam coś ciekawego. Senju miał przed sobą kilka możliwości, wydawało się jednak, że rzeczywiście zdecyduje się on na wejście do miasta. Jak nie wóz to przewóz jak to mówią, nie wejdzie się po dobroci to po złości... Musiałeś, nie miałeś innej możliwości jak obrać inną drogę. Zniknąłeś pomiędzy krzakami i szedłeś wzdłuż muru obserwując strażników którzy dosyć dokładnie i obficie je obsadzili, wyglądało to tak jakby w mieście wprowadzono co najmniej jakiś stan wyjątkowy. Po godzinie drogi albo i dwóch? Trudno powiedzieć ile czasu rzeczywiście minęło lecz udało ci się dotrzeć do linii brzegowej. Twoja kryjówka spełniała rolę, w dalszym ciągu nie zostałeś wykryty. Tutaj jak na ironię strażników było znacznie mniej, no fakt, na murach rzeczywiście wciąż znajdowali się strzelcy, brakowało jednak tutaj jakiegoś konkretniejszego posterunku który prawdopodobnie znajdował się dopiero gdzieś w porcie. W samym doku mogłeś dostrzec całkiem sporą flotyllę zacumowanych statków, z oddali wyglądały na, w tej chwili opuszczone, pokłady z twojej odległości wydawały się puste. Wciąż jednak brakowało ci informacji odnośnie tego co znajduje się w samym porcie. Na całej długości murów które mijałeś widziałeś grupy po dwóch strażników rozstawione mniej więcej co jakieś dwadzieścia, może trzydzieści metrów.



Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Oshi » 11 sie 2018, o 06:15

Oshi zakładając ręce za plecy, ruszył ścieżką powrotną, by już za parę chwil znaleźć się w bezpiecznym schronieniu leśnych ostępów. Jego losem często kierowały sprzeczne siły, zmuszając użytkownika mokutonu do podejmowania trudnych decyzji... Często nazywanych brakiem moralnego kręgosłupa. Senju po kilkunastu minutach obszedł cały mur, znajdując się w miejscu gdzie morze łączyło się z linią pierwszych zabudowań. Wojownik z Hayashimury zdawał sobie sprawę z faktu, że wejście do środka może być odebrane jako próba wtargnięcia... A jeśli ktoś go zauważy to najpewniej skończy jako martwa przestroga dla innych próbujących.

-Wiesz co Burū, tutaj nie przyda się chyba nasze uwolnienie drewna... Jeśli nie można nad, to może chociaż pod ziemią uda się przejść... Ciekawe

Przemówił do małego gada, po czym z nową porcją energii rozpoczął przygotowania do swego misternego planu... Chakra wypełniła jego organizm, w chwili gdy skoncentrował się na myśli którą chciał zamienić w rzeczywistość. Najpierw odpowiednia formuła, a później dzięki zdolnością dotonu, chciał ukryć się w ziemi między gęstymi krzakami... Wciąż martwił go jedynie brak posiadanych informacji o rozłożeniu miasta, czy posterunków straży...Używając Doton no Jutsu, mógł mieć tylko nadzieję że nie trafi przy wyjściu prosto pod stopy patrolujących miasto niemilców... Jeśli uda mu się wejść w ten sposób, to następna rzeczą jaką wykona będzie mkutonowa podmiana... Działająca znacznie lepiej, niż standardowa wersja którą widział w zwojach ninjutsu. Wciąż stawiał na jedną kartę, jego życie biegło zbyt szybko by myśleć o konsekwencjach... Oshi nie lubił kiedy mu odmawianio, tamten strażnik był sam sobie winny.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 532
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Yamanaka Inoshi » 12 sie 2018, o 12:28

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Ulice Ryuzaku no Taki - Oshi
Obrazek



" Wreszcie w środku... "

Czy Buru kiedyś się pomylił? Chyba nie jego rady zawsze były tymi które jednak pozwalały ci podjąć właściwą w tym momencie decyzję. Mokuton był twoją mocą jednak w tej chwili wydawał się całkowicie bezużyteczny, to nic dziwnego jednak twoje opanowanie uwolnienia drewna nie pozwalało ci na aż takie umiejętności szpiegowskie by dostać się do miasta niezauważonym. Samo wejście do środka jednak nie było wielkim problemem... Trudnością było zrobić to tak by nie narazić się na atak od strony straży lub nie dostać strzały w plecy...

Podjąłeś już decyzję odnośnie tego co chcesz uczynić. Potrafiłeś gromadzić chakrę całkiem dobrze, prawda? Gdyby nie to już dawno zginąłbyś czy to z członków gigantycznego pająka czy łap wielkiego Akimichiego który to jednak poległ pod siłą twoich technik. Zbadałeś dokładnie otoczenie i upewniłeś się, że twój plan wypali... Szybko zapadłeś się pod ziemię i zacząłeś przekopywać się w kierunku miasta... Minęło kilkanaście minut swobodnego kopania i według twoich wyliczeń powinieneś już znaleźć się w jego obrębie. Czas się wynurzyć i niech się dzieje co chce, prawda? Nie znałeś rozkładu miasta jednak trzeba było podjąć to ryzyko, że jednak... Znajdziesz się w odpowiednim miejscu, czy jednak kiedyś Buru wprowadził cię w maliny?

Udało ci się wynurzyć z podziemi, znalazłeś się w uliczce niemal przed drzwiami Ryokanu, na ławce obok siedziała dwójka Samurajów wyraźnie zaskoczonych twoim nagłym pojawieniem się...




- Ryokan Tanmei -


Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Keion » 15 sie 2018, o 13:49

Szybko jadłem śniadanie i popijałem kawę zamówioną przez Hiroshiego, od razu czując się nieco lepiej. Senność przeminęła, a pełny żołądek sprawił że poczułem się nieco lepiej, choć oczy nadal mnie bolały. Przy tym wraz z Hiroshim wymieniliśmy między sobą parę zdań i okazało się że nie ja jeden zauważyłem dziwne zachowanie i że moje przypuszczenia prawdopodobnie są trafne. -Masz rację powinniśmy się pośpieszyć.-Zgodziłem się z chłopakiem co do szybkiego złożenia raportu w szpitalu, ale to co usłyszałem później sprawiło że aż dłonie mi zadrżały. Byliśmy zamknięci w mieście w którym działy się dziwne rzeczy i nikogo nie znaliśmy, a póki co nikt nie był w stanie powiedzieć co będzie dalej. Całe szczęście cały czas podejmowano jakieś kroki zapobiegawcze i próbowano z tym wszystkim sobie poradzić. Wiedziałem że jeśli chce wyjść z tego cało nie mogę zostać sam bo w sytuacji kryzysowej mogę sobie nie poradzić.
Niebawem wyszliśmy z budynku i dołączyliśmy do grupy, która szła w kierunku szpitala, a to co widziałem po drodze napawało mnie lękiem. Wszyscy byli jacyś podenerwowani i wyraźnie wrogo nastawienie, a dokoła dochodziło do rękoczynów, które potrafiły być zapoczątkowane przez byle głupotę, wyglądało to niczym piekło. W końcu zatrzymaliśmy się widząc w oddali szpital, lecz nie było mowy żebyś przecisnęli się do drzwi, gdyż ludzi próbowali tam na siłę się przepchnąć. Byli jeszcze bardziej agresywni niż Ci których mijaliśmy po drodze, a wejścia strzegli strażnicy. Przewodzący nami Yukari Narashi nawet zwrócił się do nas pytając czy nie mamy jakichś pomysłów żeby się tam dostać. Przełykając ślinę z zdenerwowania spojrzałem na Hiroshiego później na naszą grupę, a później na szpital przed nami. Byłem pozbawiony wszelkich sensownych pomysłów, a jedyne co przychodziło mi do głowy to żeby jakoś zwrócić ich uwagę, ale kto by się tego podjął wiedząc że może to się skończyć szarżom tych wszystkich rozwścieczonych ludzi. W głowie za to zaczęło się rodzić pytanie czy na pewno trzymanie się teraz tej całej grupy jest najodpowiedniejszym rozwiązaniem i pomimo strachu bardzo chciałem zobaczyć na własne oczy to co działo się w porcie. Nie zamierzając w żaden sposób wyróżniać się grupy postanowiłem uderzyć do Hiroshiego.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Postarałem się żeby nikt nie usłyszał co do niego powiedziałem i rozejrzałem się próbując ustalić co jest w którym kierunku, gdzie jest największe zagęszczenie ludzi, skąd idą i dokąd zmierzają.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ponownie zachowałem dyskrecje nie chcąc żeby wszyscy słyszeli co powiedziałem bo byłem przekonany że wzięliby mnie za wariata. Sam tak o sobie w tym momencie myślałem, ale coś mi mówiło że to jest to co powinienem zrobić, choć do najbezpieczniejszych rozwiązań to na pewno nie należało.
Avatar użytkownika

Keion
 
Posty: 218
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 09:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Szare włosy, szczupły w miarę wysoki, ma wcięcia koloru czerwonego na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura z prawej strony na udzie i torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?p=79323#p79323
GG: 9908468
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Dōhito Satori » 15 sie 2018, o 14:39

Całe szczęście sytuacja nie wymknęła się spod kontroli i mogli podjąć dalsze środki bez rozlewu krwi już na samym początku. Gdy wszyscy się zebrali, Yukari zaczął formować oddziały. Satori również do takowego został przydzielony, ale nie spodziewał się za bardzo, że będzie w tej samej drużynie z niebieskowłosym i tajemniczym Haruko. Cóż, ci przynajmniej wydają się nietuzinkowi i oby, a raczej na pewno, okażą się uzdolnieni i kompetentni. Czas pokaże, ale na razie mieli zadanie - iść do szpitala i spotkać się z niejakim Izo. Brzmiało prosto, ale już za chwilę miało się okazać, że zadanie nie wygląda na tak banalne jak mogłoby się wydawać. Ruszyli zwartą grupą, niczym nietykalna kupa. Wtedy też miał okazję, by bezpośrednio zwrócić się do Senju.
- Twoje imię nie zostało wymienione. Praktyczniej będzie, jeśli je poznam. Moje już słyszałeś. - zagaił do niebieskowłosego. Kimkolwiek był Satori raczej niespecjalnie mu ufał. Właściwie to nie ufał nikomu tutaj. Wszyscy byli obcą dla siebie zbieraniną osób, która idzie za jednym samurajem pod jednym sztandarem. Każdy tutaj kierował się innymi wartościami i zasadami w życiu i w konsekwencji tego ta śmietanka towarzyska chyba szybko się zważy.
Dotarli pod szpital...który bardziej wyglądał jak oblężony fort. Tak więc napotkali swoją pierwszą trudność. Satori, nim Yukari się odezwał, bacznie zlustrował cały budynek od ich strony, jak i wadzący im tłum. Zastanawiał się jak dostać się do środka. I chyba coś wymyślił.
- Nie ma co się przeciskać przez tłum i wołać po Izo. Nic to nie da. Proponuję dostać się do szpitala podziemnym tunelem. Bedziemy do tego potrzebowali użytkowników Dotonu, do których się zresztą zaliczam oraz nawigatorów. Dotonowcy stworzą tunel, którym przedostanie się każdy oddział, ale by nie liczyć na łut szczęścia, będziemy także potrzebować kogoś, kto potrafi określić rozmieszczenie strażników i personelu wewnątrz budynku, a także jego rozkład.. - przedstawił swój plan. Nie mówił zbyt głośno, jedynie ci w obrębie grupy mogli go normalnie usłyszeć. Był świadomy dwóch faktów: Dotonowców jest dwóch, a nawigatorów na razie zero. Bez nich może byc ciężej, bo będą musieli się kierować na ślepo, a i nie wiadomo na co lub na kogo trafią na miejscu. Żaden plan nie jest bez ryzyka. Co warto dodać - podkopu nie zrobią tutaj na widoku. Gdzieś, gdzie będzie poza zasiegiem motłochu i wzrokiem strażników. Najlepiej między budynkami w tej dzielnicy.
- Ktoś jest za? Przeciw? Jakieś uwagi, lepsze pomysły? - spojrzał po oddziałach, zatrzymując wzrok na Yukarim.
Dōhito Satori
 

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Rika Kari Matsubari » 15 sie 2018, o 20:53

Smutne chwile zwątpienia szybko odeszły w zapomnienie, gdy Yukari zabrał głos i zaczął dzielić ich na drużyny. To wydawało się takie poważne i ekscytujące. Wspólna praca, jeden odpowiedzialny za drugiego! O tak, to brzmiało bardzo fajnie i działało na wyobraźnię. Po to właśnie zostaje się ninja, żeby uczestniczyć w podobnych akcjach. Niemałym atutem pozostawał cel, jakim było uratowanie kupieckiego miasta przed klęską. Jej miasta. Rika była małą patriotką i bez końca kochała swoje okolice. Trudno o lepszy obiekt motywacji, niż właśnie wsparcie miasta i popisanie się swoimi możliwościami.
Podział na grupy przebiegł… nie do końca po jej myśli. Na swój sposób lubiła Yasuo, ale nie bardzo chciała, by ktoś się nią szczególnie opiekował. Przecież ona doskonale poradzi sobie sama! W dodatku z tego co mogła zauważyć był raczej narwany, a to jest sprzeczne z jej własną filozofią. Z drugiej strony… To, że nie wyznawał jej zasad wcale nie oznacza, że się w nie idealnie nie wpasowuje. Nie on był zresztą problemem. Chodziło o Kazumi, której nie miała podstaw, żeby lubić. Oj tak, dalej miała jej za złe zachowanie w ryokanie i na pewno nieprędko o tym zapomni. Skoro jednak tak zarządził Yukari to istniała nadzieja, że widział w tym jakiś sens. Nie znał co prawda za dobrze swojej grupy, ale ktoś tak doświadczony na pewno widział rzeczy, których część z nich nie dostrzegała i dobrał ich według jakiegoś kryterium. Ciekawa była, czy ją również przejrzał.
W każdym razie Kazumi zadeklarowała, że ich „przypilnuje”. Naturalnie nie spodobało jej się to słowo, ale że wcześniej obiecała sobie, że da szansę tej kobiecie, to teraz spróbowała to zignorować. Mieli być drużyną i rzeczywiście najważniejsze było, żeby potrafili razem współpracować. Ich początkowy cel był jasny i wydawał się prosty. Dojść do szpitala i pogadać z Izo. Ruszyli więc w drogę.
Co ciekawe, wszyscy szli w swoich grupach, jakby przydział obowiązywał nawet w czasie marszu. Może chcieli się ze sobą poznać albo po robili tak podświadomie. Może uważali, że tak trzebaCo by nie mówić, Rika doskonale znała drogę, którą szli, ale tym razem przemarsz mocno różnił się od pozostałych. Miasto było… inne. Choć panował w nim jeszcze większy ruch, niż zwykle, ruch ten był martwy i miasto również martwym się wydawało. W najlepszym razie przygnębionym. Uśmiech na twarzy w większości obcych Rice ludzi był rzadkością, a wokół panowało raczej nastawienie na przetrwanie, czego w tych okolicach dawno, a może nawet nigdy nie obserwowano. Samej dziewczynce dokuczał deszcz, który już niedługo poskleja jej bardzo długie włosy. Mała mogła sobie być przejęta całą tą sytuacją, jaka działa się na jej oczach, ale nie mogła choć przez chwile nie pomyśleć o włosach.
Fale ludzi, zbitych w bezkształtne masy migrowały z jednej strony na drugą, kierując się widocznie w różne strategiczne miejsca. Jednym z nich był szpital, do którego właśnie się udawali. Kierunek ten bardzo odpowiadał Rice, która nie tylko znała mieścinę, ale i szpital również potrafiła niemal rozrysować.
Kiedy dotarli w okolice szpitala ich oczom ukazał się tłum ludzi nacierający na drzwi szpitala i kilku strażników, którzy nie mogli sobie z nimi poradzić. Czy to do czegoś prowadzi? Czy ich wejście w tej chwili komukolwiek wyjdzie na dobre? To jasne, że mieli problem ze wsparciem dla wszystkich. Na każdego przyjdzie jednak czas i wtargnięcie do środka nadmiaru ludzi już teraz może jedynie utrudnić pomoc dla tych, którzy właśnie znajdują się w środku. Rety, jeśli ich wściekłość wtłoczy się do środka, może zniszczyć szpital od wewnątrz, a wtedy… a wtedy koniec będzie bliski. Tak myślała.
Yukari rzucił pytanie do grupy, jak zaradzić tej sytuacji i rozpoczęła się burza mózgów. Jeśli Rika dosłyszy propozycję Satoriego, szturchnie stojącą obok Kazumi.
-Nie możemy zrobić tunelu. Zniszczymy szpital i jeszcze zrobimy wejście dla wściekłego tłumu. – chciała jej wytłumaczyć, gdy udało jej się zyskać jej uwagę.
Taki był zresztą jej plan. Rika miała świadomość, że jej zdanie raczej nie zostanie wysłuchane w pierwszej kolejności, ale… co jeśli Kazumi będzie jej głosem? Zresztą, krytykować było łatwo. Rika miała swój własny pomysł.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Ulice Ryuzaku no Taki

Postprzez Yami » 16 sie 2018, o 11:15

Świadomość spania w jednym pokoju z dwójką nieznajomych, którzy nie wyglądali zbyt przyjaźnie i czysto sprawiła, że nie czułem początkowo bolesnego skrętu kiszek. Dopiero kiedy opuściłem pokój, w którym się znajdowałem i odetchnąłem z ulgą, że żaden z nich się nie obudził i nie wystartował do mnie, że "zabrałem sobie łóżko, które do niego należało". Tak więc kiedy drzwi zostały zamknięte poczułem jakby kulę żelazną w żołądku. Nie dosłownie, nigdy nie miałem, żelastwa w brzuchu, chyba tylko tych drobnych ilości, które znajdowały się w we wszystkim co żyje a nawet o tym nie mam pojęcia, gdyż jeszcze tak bardzo nie rozwinęły się u nas nauki przyrodnicze. O czym to ja? A tak.
Złapałem się za brzuch. Cholera w takich momentach to wystarczyło zgłosić się do służki i poprosić coś na boleści a ta najpewniej najpierw prychnie, że to od nieróbstwa a potem przyniosłaby ciepły napar, który rozwiąże wszelkie problemy. Właśnie może coś ciepłego może pomorze, w słowie pomorze znajduje się może. No może nie takie ale wiadomo o co chodzi. Zamówiłem u karczmarza ciepły posiłek i napój. Niby już o tym wspominałem, lecz kto by się spodziewał, że przytrafi się to mi. Określenie Gówniany Fart w tym przypadku jest bardzo trafny, no wiecie, mam farta lecz teraz jest do dupy, gdyż z dupy może mi coś wyjść w każdej chwili.
Pomińmy jednak moje jakże wspaniałe rozmyślania nad moim szczęściem. Posiłek nic nie dał. Ciepełko załagodziło ból lecz tylko i wyłącznie na chwilę. Potem wrócił, niczym przyczajona bestia. Niczym wąż, który ukrył się pod głazem i tylko wyczekiwał momentu aby wypełznąć z swej jamy i zaatakować niczego nie spodziewającą się niewinną, kruchą, delikatną ofiarę. Zbliżyłem się wówczas do karczmarza z prośbą o jakieś dodatkowe ziółka, lecz nic takiego nie mieli. Nie wiem czy to wina halucynacji wywołanej boleściami czy zwykły figielek spłatany przez mój własny umysł ale zdawało mi się, że na twarzy właściciela przybytku pojawił się niewielki uśmiech, kąciki nieznacznie podniosły się po tym jak odpowiedział na moje błagalne modły. OTRULI. OTRULI MNIE LUDZIE. Miałem wrażenie, że krew odpływa mi z twarzy. Czy to z powodu boleści czy tego niespodziewanej intrygi, którą udało mi się wykryć. Bogaty chłopiec, to można go wykorzystać. Pochwycić kiedy będzie osłabiony i wysłać prośbę o okup. NIEDOCZEKANIE WASZE.
Tak trochę dramatyzowałem. No dobra nawet nie trochę. Kiedy tkwiłem w mych przemyśleniach o żałosności swego istnienia przypomniałem sobie, że chyba wczoraj ktoś coś mówił, o szpitalu polowym, który zrobił to tu w karczmie czy na jej zewnątrz. Popytałem kilka osób i wyszło na jaw, że państwo zwinęli manatki i uciekli nie wiadomo gdzie. Wszystko zaczyna się walić, ziemia rozstępuje się pod moimi nogami aby tylko mnie pochłonąć.
Opuściłem przybytek, w którym się znajdowałem i skierowałem w stronę szpitala. Skąd wiedziałem gdzie jest? Wystarczyło zadać jedno czy dwa pytania. Stan mój był tak okropny, że ludzie się ode mnie odsuwali myśląc, że mam jakąś gangrenę czy cholera wie co jeszcze. Złapałem się za brzuch i człapałem w kierunku wyznaczonym przez ludzi. Było ich od cholery. Najchętniej wspiąłbym się na dach i tak szedł ale jeśli podczas takiego przemarszu po ścianie żołądek postanowiłby zadać dodatkowego cierpienia a ja straciłbym kontrolę poleciałbym łeb na szyję. Jakoś mi się to nie widzi. Wtedy do szpitala nie będę szedł z powodu kiszek a rozbitej głowy i z powodu kiszek. A te bynajmniej marsza nie grają, choć może i marsz, ale żałobny.
W końcu moja podróż się skończyła. Dostrzegłem budynek szpitala i hordę potworów koczujących tuż pod nią. Oblężenie. Tak mogłem jedynie określić to co się działo. Raczej się dostać do środka nie mogłem. Mógłbym co prawda... wysadzić wszystko w pizdu ale wtedy moje boleści zakończą się utratą głowy. I wyrażenie stracić głowę dla strażnika będzie raczej dosłowne.
Padłem na kolana i zapłakałem cicho.


Raz na wozie, raz pod wozem.
Raz jest dobrze, a raz źle
Raz się nie chce, Raz się chce
A kiedy się chce, to nie ma kibla po drodze.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1493
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Następna strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość