[Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 23 wrz 2018, o 23:28

Notka eksplodowała, a siła tegoż wybuchu wypchnęła klapę zapadni do góry, pozwalając dziewczynce w końcu wydostać się z podziemi. To była długa podróż, idealnie wpasowująca się w ramy tego pełnego przygód dnia. Od samego świtu, gdziekolwiek nie była i dokądkolwiek nie szła, wszędzie natrafiała na przeciwności losu. Niekiedy może sama je prowokowała… oh, to nawet na pewno, ale nie zmieniało to faktu, że co chwilę coś stawało jej na drodze.
W podziemiach, albo – jak kto woli – w kanałach była już stanowczo zbyt długo i wyszła stamtąd z przytupem. Wyskoczyła wspierając się drabinki, a efektu dodawał unoszący się w górę dymek. Rozejrzała się nerwowo na lewo i prawo, ale nie było tam ani stojących w kółku ludzi, którzy wiwatowaliby na jej fantastyczny pomysł, ani zarażonych. Zasadniczo nie było nikogo, co w tym obfitującym we wrażenia dniu było czymś zupełnie nowym.
Odetchnęła z ulgą i jak na komendę jej ciało się rozluźniło. Chwila spokoju. Chwila bezpieczeństwa. Rozejrzała się po okolicy. Była w wąskim zaułku, które niewiele różniło się od podziemi, z których dopiero co wyszła. Pełno śmieci, skoncentrowanych przy ściankach wąskiego korytarza. Brudno. Właściwie tylko zapach był nieco lepszy, dzięki zbawiennemu dopływowi świeżego powietrza. Ruszyła przed siebie i szybko zorientowała się, że gdzieniegdzie leżały również ofiary… Ofiary szaleństwa, które opanowało jej kochane miasteczko. Skręciła w uliczkę, której światło, niczym światełko w tunelu, zwiastowało wyjście na jakąś większą przestrzeń. Odwracała wzrok od leżących w pobliżu zwłok. Dużo krwi i brutalności. To nie były obrazki dla kogoś takiego jak ona. Wystarczy, że wiedziała co tam jest. Mimo to dostrzegła znajomą twarz. To może mocne słowo, ale wiedziała, że skądś zna tę starszą o kilka lat dziewczynę. Z widzenia? Może chodziła do tej samej piekarni, w której Rika raz w tygodniu kupowała ciasteczka?
Doszła do końca zaułka wąską ścieżką oddzielającą od siebie dwa budynki. Przed nią stał powóz blokujący bramę, a za nią całe zabudowanie. Chyba wiedziała, gdzie jest. Tak mniej więcej. Wokoło było raczej pusto. Nie dostrzegła nikogo przed, ani za bramą. Dopiero z czasem okazało się, że w jednym z wysokich punktów „po drugiej stronie” stoi strażnik z łukiem. Nie zdążyła dojść do końca uliczki, kiedy zobaczyła, że z okna ostrożnie wychodzi jakaś kobieta. To przykuło uwagę Riki. Stanęła w miejscu i wytężyła wzrok, ale nie. Nie znała jej. Patrzyła to na kobietę, to na strażnika, który jeszcze jej chyba nie dostrzegł. Połapała się o co chodzi. Ona ucieka. I wtedy… Co!? Sumairu! Szybkim krokiem podeszła do końca ścieżki. Dalej była już droga z równolegle stojącym do ogrodzonych budynków powozem. Była teraz względnie blisko, wciąż nie rzucając się jakoś szczególnie w oczy. Złożyła pieczęć barana, próbując nawiązać kontakt ze swoim już-nie-takim-nowym przyjacielem.
-Sumairuuuu! – wydarł się głos w uszach samuraja. – Sumairu! Wąska uliczka. Do powozu i dalej prosto. Tędy! Nie daj się! – Rika nie wiedziała, co miałaby więcej powiedzieć. Zaraz na jej oczach rozpocznie się sprint do muru i dalej ku wolności. Scena rodem z komi… z różnych historii, o których nieraz jej opowiadano. Czy łucznik pozwoli im uciec? Czy mogła coś więcej zrobić? Nic nie przychodziło jej do głowy. Dlatego nie przerywając połączenia z Sumairu, puściła mu nastrojową muzyczkę. Śledziła poczynania całej trójki bohaterów owej sceny niczym piłkarski kibic wgapiony w ekran telewizora w kluczowych momentach meczu, trzymając buzię blisko imitującej trzymanie kciuków pieczęci.
Wszystko układało się bardzo dobrze. Minęła chwila, nim łucznik zaczął do nich celować. Sumairu wraz z kobietą byli coraz bliżej celu. Dotarłszy tam, kobieta pierwsza przeszła na drugą stronę bramy. Chwilę później tego samego chciał dokonać samuraj. I wtedy dostał strzałą w dupsko. Rika mimo woli parsknęła śmiechem, a jej ciałem rzuciło na tyle, że zerwała pieczęć. Koniec klimatycznych dźwięków, bohaterze. Nie było jednak wcale tak najgorzej, bowiem mimo bólu, Suma przedostał się na drugą stronę. Czekała ich jeszcze wcale niekrótka przebieżka do zaułka, do którego zapraszała przyjaciela dziewczynka. Czy ten przekazał jej komunikat swojej partnerce w zbrodni?
-Tutaj! – krzyknęła wreszcie, składając trzecią pieczęć. Wokół niej pojawiły się dwa, cztery, sześć, osiem, dziesięć klonów! Dziewięć z nich ruszyło prosto na dwóch sojuszników, lecz ich celem było przedostanie się na drugą stronę i robienie sztucznego tłumu, który utrudniłby łucznikowi trafienie. Jeden z klonów został przy Rice. Ktoś jej kiedyś radził, że tak zawsze jest najmądrzej.
Jeśli uda im się do niej dotrzeć, uciekną w głąb zaułka, chowając się przed wzrokiem łucznika. Dziewczynka będzie oczekiwała wyjaśnień, co to w ogóle było!?
-Czy strażnicy będą nas gonić? Musimy szybko dostać się do Nihya-tsu. Czekają tam na nas. – powiedziała. To nie kłamstwo. Przecież może tak jest.
W dalszej kolejności czeka ich szukanie alternatywnej drogi do dzielnicy możnych. Rika padała z nóg. Brak siły, brak chakry. Siniaki, obicia, brudna sukienka i poplamione buciki. Zwłaszcza ostatnie dwie rzeczy odbierały jej moc. A przed nimi jeszcze te przeklęte schody, którymi raz już się dzisiaj wspinała.
Gdy tylko ruszą w stronę Nihya-tsu, Rika zacznie zostawać z tyłu. Krok, dwa kroki za nimi. Zastanawiała się, jak to powiedzieć: Czy mógłbyś? Czy mogę cię prosić? Czy nie byłoby dla ciebie problemem... beznadzieja.
-Sumaaa..? Zaniesiesz mnie, co?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Sumairu Abe » 24 wrz 2018, o 10:12

-AŁA! - samuraj złapał się za ucho, gdy usłyszał znajomy głos w swojej głowie, lecz w nieco przesterowanej wersji.
Po bólu z pośladków i po bólu głowy jaki zafundowała mu dziewczyna wydzierając się do niego, do Sumy dotarło ciepłe i przyjemne uczucie spełnienia. Ten głos oznaczał, że mała Rika nadal żyje i jak widać (lub słychać) ma się ona całkiem dobrze.
Suma bał się, że młoda podzieli losy innych kompanów i już nigdy się nie zobaczą. -Udało się... - pomyślał.
-Weź tu bądź bohaterem...- wyszeptał będąc już po drugiej stronie patrząc na Toyoko. Przez jej narzekanie i jej marudzenie zyskali dokładnie tyle czasu ile potrzebowali by ona bezpiecznie przedostała się przez ogrodzenie, a on żeby na zakończenie swojego przelotu wylądował ze strzałą wbitą w jego pośladek. Ból był silny i nasilał się podczas wykonywania gwałtownych ruchów.
Strzała uniemożliwiała mu sprint, czy też nawet wyprostowanie się i pochylanie, dlatego zacisnął żeby i ułożył dłoń tuż przy grocie wbitej strzały i ze skomleniem poszkodowanego szczeniaka wyciągnął strzałę momentalnie łapiąc się za zranione miejsce i wyrzucając strzałę w ścianę.
W momencie, w którym po całym tym zamieszaniu udało mu się namierzyć wzrokiem Rikę, ruszył do niej i kompletnie zapomniał o stojącej obok Toyoko, jak i o bólu w jego pośladku, który mu zafundowała.
Rika wyglądała jakby musiała się przedostać przez niezły kanał, by spotkali się właśnie tutaj. Zrządzenie losu, czy coś?
Bez żadnego słowa zbliżył się do Riki, która wyglądała jakby była po niezłym maratonie... cała w błocie, siniakach..
Chłopak przytulił się do niej i zaczął ściskać.
-Dobrze, że jesteś, młoda. - powiedział wciąż trzymając ją blisko siebie.
Toyoko dołączyła do nich i przerwała ten romantyczny moment, a Rika oznajmiła że musimy udać się do dzielnicy możnych.
Gdy już ruszali, Suma podniósł dziewczynkę i ułożył ją sobie na rękach nim ta w ogóle wspomniała o tym, że jest zmęczona i chciałaby zostać przez niego niesiona. Sumairu nie znał drogi, nie był tak obeznany w Ryuzaku jak inni, ale przecież wszystkowiedząca Toyoko już do tego doszła chwilę wcześniej.
Gdy tylko zdecydują którędy należy się udać do tej dzielnicy, ruszą. Osłabiona maruda, kulawy samuraj i leżąca w jego objęciach czarodziejka. -Nieźle... - pomyślał.
Sumairu Abe
 

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yami » 24 wrz 2018, o 20:07

Gorąco. Jak cholernie jest gorąco. W sumie co mogę się dziwić. Znajdowałem się w pieprzonym płonącym budynku i zamiast uciekać leciałem do jego epicentrum. Już raz ktoś mnie spalił, jeśli przypomnę sobie tą iluzję od razu mam wrażenie, że robi się chłodniej. Chłodniej w porównaniu do piekła które zgotowała mi ta jędza. Na domiar złego mój towarzysz o białych włosach, które chyba powoli zaczynały pokrywać się sadzą pierzchnął przede mną. Pobiegł na drugie piętro. Mogło to znaczyć tylko jedno. Walka dopiero co się zakończyła. Bądź pościg za zbirem dopiero się zaczął. Musiałem zareagować musiałem określić, która z tych dwóch opcji jest prawdą, która doprowadzi mnie do wyniku najbardziej oczekiwanego, takiego, który zapewni mi największą korzyść. Postanowiłem, że pójdę za młodym.
Przebiegłem przez korytarz, w którym szalały intensywne płomienie. Dopiero teraz zaczynałem odczuwać iż moja wodna bariera przestała działać. Wyczerpało się moja jedyna tarcza. Miałem oczywiście jeszcze jedną bądź dwie (w sumie nigdy nie zastanawiałem się na ile takie coś mi starczy) próby choć nie chciałbym wykorzystywać ich teraz. Odrobina ulgi, którą mi teraz przyniosą może potem sprawić, że stojąc przed ścianą ognia nie będę miał jak się zabezpieczyć. I nie mam na myśli takiego zabezpieczania. Nie jestem tym samurajem co w dziwny sposób wypowiada się w kierunku kobiet. Że też jeszcze nie do stał od nich w twarz. Nieznane są wyroki opatrzności.
Dostrzegłem na podłodze ciało wyglądające jak szwajcarski ser. Jaki? No ten taki z dziurami. Krew nie wypływała gęsto albowiem silna temperatura i płomienie szybko wyciągały z niej wilgoć zaś czerwone plamy szybko zanikały. Nie znałem tej osoby ale ich widok dał mi do zrozumienia iż wszystko jest już zakończone. Przynajmniej w sprawie zamachowca. Minąłem jego ciało i popędziłem dalej korytarzem a następnie po schodach na kolejne piętro. Dostrzegłem w drzwiach Oshiego, który zdawał się wpatrywać niczym wryty na wnętrze pomieszczenia przed którym stał. Dopadłem do niego i uchyliłem drzwi szerzej. Znajdowały się tam dwie kobiety oraz dwójka dostojnie ubranych mężczyzn. Dostrzegłem również rozwarte okno przez które przeciągnięto prześcieradło służące możnowładcom za linę.
Cholera płomienie były coraz intensywniejsze, niedługo wtargną i tutaj a bez ochrony... Nie uda się tym ludziom długo przetrwać.
- Oshi zajmij się dwójką możnowładców ja pomogę Panią wydostać się z tego piekła. - Powiedziałem w kierunku młodego i sam wparowałem do środka - Zamachowiec został powstrzymany. Ja i mój towarzysz pomożemy wam wydostać się z budynku najszybciej jak to tylko możliwe. Panie proszę do okna. Jeśli można szybko.
Zbliżyłem się do tego i wyjąłem z torby zwój. Wyskoczyłem przez okno rozwijając go a z dymu wyłonił się wielki wachlarz, który rozwinął się i zawisł w powietrzu. Na nim zbliżyłem się możliwie najbliżej do okna i wyciągnąłem rękę w kierunku pań.
- Są panie już bezpieczne. Zapraszam.
Pewnikiem zastanawiacie się czemu wybrałem kobiety. Bo byłem dżentelmenem? Bo liczyłem na coś w zamiana? Bo chciałem zyskać w ich oczach i ludzi którzy się tutaj znajdowali? Nie. Sprawa była znacznie prostsza niż wam się wydaje. Panie były zwyczajnie lżejsze od Panów a co za tym idzie mniej zmęczę się transportując ich na dół. Tak więc jeśli tylko Panie znalazły się na wachlarzu zlecieliśmy niczym na magicznym dywanie na ulicę dzielnicy Nihya~tsu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 24 wrz 2018, o 20:08

Oshi znalazł swój plan na życie, pakowanie się w trudne sytuacje z częstym brakiem rozsądnego wyjścia. Panującą temperatura przyprawiała o zawrót głowy, kto był właściwym celem. Chłopak trafił do miasta, w chwili gdy wszyscy ruszyli na szpital. Z lichych rozmów i obserwacji, dowiedział się o panującej zarazie. Łatwo było stwierdzić że zamknięte bramy i puste ulice, zapowiadały trudną przeprawę. Zarażeni stanowili realne zagrożenie, teraz płonący budynek rady, i człowiek w białej masce. Senju powoli tracił orientację, co się właściwie dzieje... Raport który miał zanieść do osady pozostawał na drugim miejscu, teraz liczyło się głównie aby przetrwać w trudnych warunkach, by zaraz potem wrócić w znajome terytoria...
Wciąż czekało na niego mnóstwo pracy, zwłaszcza po ostatniej abdykacji głowy rodu. Teraz po zaledwie jednej chwili znalazł się na ostatnim piętrze, przekraczając drzwi, które o dziwo nie były zamknięte. Piętro prowadzące wprost na dach, dalej nie było już nic... Tylko Oshi i para arystokracji plemiennej. Bogaci ludzie z innej bajki, pozbawieni często właściwego rozeznanie w sytuacji jakiej się znaleźli... Niezręczna chwila w której jedni chcieli wyjść, a drugi właśnie wszedł...
Oshi spojrzał na nich z zaciekawieniem, po czym wypalił bez głębszego zastanowienia.

- Na waszym miejscu uważał bym z tymi prymitywnymi zamiennikami lin. Dom płonie w najlepsze i nie wiadomo gdzie zaraz wybije ogień.

Chłopak zbliżył się do nich ostrożnie, tak żeby nie czuli zagrożenia... Miał nadzieję na zagranie miłego gościa.

- Zmywam się, podpalacz odpadł w tyle... Jeśli chcecie mogę pomóc, nie będzie bolało.

Chłopak stanął z szeroko rozwartym uśmiechem, licząc na pozytywne przyjęcie jego propozycji. W razie czego szybko zawinął cały team, i zniknął w oknie znosząc wszystkich na pnączach z mokutonu. Zwłaszcza że wyczuł kto się zbliża... Miał nadzieję że to koniec ich przyjaźni.

- Spokojnie, On jest ze mną

Powiedział do zebranych, zanim Yami na dobre pojawił się na nowej scenie.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 532
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yamanaka Inoshi » 25 wrz 2018, o 19:18

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Dzielnica Nihya~tsu -- 地区二百 -
Obrazek



" ... "

Yasuo
Po usłyszeniu słów które skierowałeś w górę podczas gdy Izo znikał już za barierkami coś się wydarzyło. Prawda była taka, że nie mógł zostawić nawet i tego samuraja, mimo głupot które opowiadał. Zatrzymał się. Westchnął i pokręcił głową. Wrócił się do barierki i przykucnął przy niej.
- Eh... Zrobimy tak... - Mówił i tym samym przechodził na drugą stronę ponownie, chwilę mu zajęło wgramolenie się przez barierkę na drugą stronę. Nie chciał się ani skaleczyć ani zrobić sobie krzywdy. Stanął mniej więcej trochę wyżej niż w połowie odległości od poziomu na którym był Yasuo, kilkadziesiąt metrów.
- Rozpędź się i wbiegnij po tej ścianie, złapie cię i potem chwycisz się barierki. Przetniesz ją i przejdziemy na drugą stronę, dobrze? - Mówił nieco zrezygnowany, mimo to zrobił wszystko by ci pomóc najlepiej jak tylko potrafił. Gdy w końcu udało ci się wspiąć przy jego pomocy, przeciąć lub przejść przez metalowe barierki ruszyliście dalej w kierunku dzielnicy Nihya-tsu poprzez kompleks uliczek. Wasza droga nie trwała długo ponieważ dostrzegliście pożar dochodzący z pewnego budynku.
- To musi być siedziba możnych... Co tam się stało - Powiedział Izo ruszając dalej w kierunku wznoszącego się dymu całkiem niedaleko.

Rika, Sumairu

Rika wyłoniła się po drugiej stronie alejki, Sumairu słyszał w koło siebie jej głos który miał go naprowadzić na jej lokalizacje. Również całkiem szybko zaalarmowany strażnik zwrócił swoją uwagę na małą. Nie dawał za wygraną i zaczął od razu strzelać z łuku w jej stronę. Dziewczyna jednak stworzyła klony i wydała im polecenia. Iluzje zrobiły swoistą zasłonę dymną przed strzałami wypuszczanymi w jej stronę, w pewnej chwili dobiegający Sumairu był już blisko, stało się jednak coś nieoczekiwanego, jedna ze strzał dosięgnęła celu, nie dostała jednak ani Rika ani Sumairu, ranna została Toyoko, dostała w bark. Słaniała się na nogach jednak całkiem szybko udało wam się zniknąć w uliczkach miasta. Nie kwestionowała już niczego, nie miała na to siły, nie wyciągała strzały, jedynie ją złamała. Nie chciała stracić zbyt dużo krwi. Mimo ran nie pozwoliła się wam zatrzymać i wskazała drogę do dzielnicy do której wszyscy mieliście się udać...


Yami, Oshi
Arystokracja przystała na propozycję Oshiego i jeśli tylko stworzył pnącza z Mokutonu nie zastanawiali się długo nad tym kim jest i po co tutaj przyszedł. Wystarczyło im to, że nie zabił ich od razu a i wspomógł ich w ucieczce. Informacja o zabitym przeciwniku została przez wszystkich odebrana z ulgą. Wtedy też wparował Yami który zaskoczył wszystkich równie mocno co ich pierwszy gość. Jego pomoc również została przyjęta, pierwszy z mężczyzn schodził już jednak po pnączu co z kolei wywołało u niego pewną zazdrość gdy spostrzegł jak panie lecą z młodzieniaszkiem na wachlarzu. Może nie wypadało w tej chwili, mimo to sytuacja ta okazała się dosyć komiczna. Yami podczas gdy znajdował się w powietrzu był w stanie dostrzec w oddali nadchodzącą trójkę osób w których mógłby rozpoznać swoich niedawnych towarzyszy, z jednej z alejek, nieco bardziej oddalonych dochodziła kolejna dwójka. Znany już samuraj oraz bliżej nieznany osobnik w stroju Iryonina. Po parunastu minutach wszyscy już znaleźli się na dole obserwując palący się w najlepsze budynek. Zwyczajnie nie miał go kto ugasić. Tyle bogactw, dekoracji oraz innych dużo cenniejszych rzeczy szło właśnie z dymem.




Trójka śmiałków dotarła do dzielnicy ponownie pokonując bramę, tak jak poprzednim razem przedostali się i szli jej ulicami za Toyoko która kierowała się w stronę dymu z budynku możnych. Z Drugiej strony z uliczek wyłaniał się natomiast Yasuo wraz z Izo, wtedy też piąta mogła się już razem spotkać, dzieliło ich tylko kilkadziesiąt metrów których pokonanie nie powinno być dla nikogo problemem. Wszystko powoli się uspokaja i zmierza ku rozwiązaniu tej jakże kłopotliwej sytuacji...
- I-Izo? Udało ci się, naprawdę - Zapytała Toyoko sama sobie nie dowierzając. Może to zabrzmieć dziwnie, jednak bała się, że jednak go tutaj nie spotka. Oboje ranni i zmęczeni jednak byli tutaj na miejscu, para się zjednoczyła. Czułości pomiędzy tą dwójką nie trwały jednak długo. Wiedzieli, że mają kolejne zadanie do wykonania...
- Tak to ja, mówiłem ci, że jeśli coś się stanie to tutaj się spotkamy... Nie mamy jednak na to teraz czasu. Musimy dokończyć lekarstwo... - Powiedział Izo rozglądając się za budynkiem Cechu alchemicznego, pamiętał, że gdzieś w okolicy takowy się znajdował a tam aparatura bez której dalsza praca nie ma sensu. Dostrzegł ranę kobiety i nie omieszkał zabrać jej na stronę by wykorzystać nieco swojej medycznej chakry by ulżyć jej bólowi a później zaleczyć ranę na tyle na ile może bez marnowania dużej ilości swojej energii której potrzebował jak nigdy.





Tutaj będzie spis npc i ich kolorków
  • Tsobuki
  • Yukari Narahasi
  • Haruko Ihara
  • Kazumi
  • Uczeń
  • Herold
  • Toyoko
  • Izo


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Sumairu Abe » 26 wrz 2018, o 11:02

Sytuacja się już uspokoiła i właśnie wtedy do Sumy dotarło, że choć plan nie należał do najlepszych, to jednak żyją.
Udało im się wszystkim spotkać i nie są na tyle ranni, żeby spisywać swoją ostatnią wolę, czy testament razem z listem pożegnalnym dla swoich bliskich. Nie było idealnie, ale wyglądało na to, że inny przebieg wydarzeń mógłby być jedynie gorszy.
Podczas wędrówki atmosfera była lekko przygnębiająca i chyba lepiej szło by się w ciszy, lecz Suma zamienił kilka słów z Riką, na której widok bardzo się uradował. Bał się o nią i widząc losy Hiroshiego, czy też pierwszych lepszych ofiar zarazy to nie miał pewności, że dziewczynka będzie któregoś razu obok niego szła, a leżąc w jego ramionach, Sumairu będzie widział i czuł, że oddycha. Miał jednak nadzieję. Gdy zbliżyli się do bramy, Rika dała znak że już sobie poradzi i będzie iść o własnych siłach, więc Suma nie wojował się z nią i opuścił ją na ziemię. Chłopak był zmęczony i ranny, ale jego myśli błądziły po innych rejonach niż te w których się właśnie znajdowali.
Wszystkie myśli Sumy zaczęły wariować i ubierać emocjonalne ciuchy, gdy doszło do spotkania Toyoko z Izo. Jego oczy powiększyły się, a ich zaszklona powierzchnia mieniła się swoim rytmem. Jego wątpliwości w sprawie całego zamieszania oraz tego, czy zachował się dobrze udając się z bramy do Toyoko, a co najważniejsze decydując się na uratowanie jej i umożliwienie spotkania z tym całym Izo. Suma inaczej sobie go wyobrażał, ale to był tylko drobny szczegół, który nie zdołał się przebić przez atakujące samuraja myśli.
Samuraj mógł zostać kobietę z nadzieją, że będzie bezpieczna i strażnicy jej nie skrzywdzą, lub też mógł sam się jej pozbyć gdyby miał bałagan pod swoim sufitem... Pomimo nerwów, marudzenia i odniesionych ran - udało się.
Chłopak czuł się spełniony, pomimo tego że jeszcze nie udało im się zwalczyć choroby to czuł, że odniósł niemały sukces.
W mgnieniu oka, Sumairu przetarł rękawem twarz i 'drobne efekty wzruszenia', aby wyglądać już w miarę normalnie.
Chciał się przedstawić, ale z drugiej strony może lepiej byłoby się nie wtrącać i zwyczajnie ruszyć za nimi w określonym kierunku niczym ktoś w rodzaju bezimiennego ochroniarza, który skupiony jest tylko i wyłącznie na jednym zadaniu.
Suma westchnął i z chwili na chwilę uspokajał się, a mętlik w głowie znikał i ustępował miejsca bólom i ranom, które Sumairu odniósł podczas tej eskapady.
Był szczęśliwy.
Sumairu Abe
 

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 26 wrz 2018, o 18:21

Rika chciała zmotywować swojego przyjaciele do szybkiej, a co się z tym wiąże skuteczniejszej ucieczki. Efekt jaki osiągnęła był jednak zgoła inny od zamierzonego. Oprócz Sumairu i Toyoko, wszystko usłyszał również strażnik, który skupił na niej większą część swojej uwagi. Zaczął do niej strzelać. Zadanie miał niełatwe, bowiem wielość wytworzonych przez dziewczynkę klonów mogła przysporzyć o ból głowy i utrudnić trafienie w i tak już nieduży cel.
Nie zmieniło to faktu, że była przerażona. Wypuszczone z cięciwy łuku strzały lecą szybko i pewnie. Gdyby trafiły celu, mogłyby wyrządzić nie lada szkody, a trafione celnie… lepiej nie myśleć. Szybko schowała się więc w głębi korytarza, minimalizując możliwość trafienia. Łucznik niekoniecznie musiał to wiedzieć, miał bowiem dziesięć innych Rik do trafienia, a każda kolejna po kontakcie ze strzałą zamieniała się w dymek. Z tego wszystkiego wynikła pewna nieplanowana korzyść. Mała odciągnęła uwagę strażnika od Sumy i będącej z nim kobiety, przez co udało im się przebiec spory kawał na otwartej przestrzeni bez otrzymania ciosu. Kiedy Sumairu dotarł w bezpieczne miejsce wydawało jej się, że wszystko – choć nieco niezdarnie – ułożyło się tak jak powinno. Tyle tylko, że Suma biegł nieco szybciej od swej towarzyszki, którą tuż przed schowaniem się za murami jednego z budynków dosięgła strzała strażnika. Jako że mowa o stróżu, aż chciałoby się powiedzieć, że strzała sprawiedliwości, w tej chwili Rika jednak ani przez sekundę nie myślała o tym w ten sposób. Ojej!
-Nic p-pani nie jest? – Rika, która dopiero co myślała o konsekwencjach oberwania strzałą, była bardzo przejęta. To zabawne, że nazwała ją panią. Bez wątpienia miała ją za kogoś ważnego, skoro Suma wpakował się w taki bałagan. Właśnie. Choć wiekowo przynajmniej z wyglądu nie różnili się zanadto, ona była panią, a Sumairu panem już nie. On był po prostu jej Sumixem.
Strzała ta rzeczywiście wyrządziła wiele szkód i odebrała siły Toyoko. Dość powiedzieć, że nie była zbyt rozmowna. Znała jednak najkrótszą drogę – a przynajmniej krótszą, niż mogła zaproponować Rika – do Nihya-tsu i zamierzała zrobić wszystko, aby tam dotarli. Nie sposób było nie dostrzec jej determinacji. Cała trójka była ranna i wymęczona ciężkim dniem. Toyoko dostała w bark, Sumairu w tyłek, a ona sama cała była poobijana i brudna. Nie miała za wiele sił, ale i tak była chyba w najlepszej formie. Stąd długo zastanawiała się, czy powinna wspomóc się Sumą. Pomógł nieco moment, w którym kobieta przełamała strzałę i była gotowa iść dalej. Toyoko i tak jest za duża, zresztą coś mi się chyba należy. – zdecydowała wreszcie Rika i po chwili była już w rękach Sumy.
Tak więc szli krętymi zaułkami Ryuzaku no Taki. Przez pierwsze minuty szli tą samą drogą, z której ona wyszła im na nieplanowane spotkanie. Rika nie mogła być tego pewna, bowiem teraz, z głową odchyloną do tyłu widziała tylko niebo i szczyty budynków, którym wcześniej nie miała czasu ani chęci się przyglądać. Mimo to czuła, że to te same zakręty w tych samych miejscach. Że Toyoko i Suma błądzą wzrokiem po tych samych śmieciach i bezrefleksyjnie przeskakują wzrokiem po kolejnych trupach. Nieprzyjemny zapach unosił się w górę, jednak nikt z nich nie zwracał na to szczególnej uwagi. W zalewie problemów i trosk, jakie na nich spadły, unoszący się z wysokości podłoża odór był jak nic nieznaczący detal.
Rika zawsze starała się mieć dużo kontroli. Myślała, planowała… Mimo to życie zaskakiwało. Tylko tego dnia zdarzyło się wiele rzeczy, które gdyby nie ktoś z góry, mogłyby potoczyć się dużo lepiej lub gorzej. Jedno jednak pilnowała szczególnie. Włosy. Podczas wędrówki na plecach samuraja, wraz z dwójką rannych sojuszników, odchylając głowę mogłaby służyć za żywy mop dla całego brudu, cierpienia i zła, jakie znajdowało się na ziemi. Wciągnęła więc włosy na klatkę piersiową i opuszkami palców badała końcówki włosów, które musiała nieznacznie przyciąć. Niby niewielka różnica, której nikt nie zauważy (wszyscy na pewno to zauważą), a jednak dziewczynka czuła się trochę urażona. Urażona tym bardziej, że przypominając sobie jak wisi na włosach przykleszczona w czymś przypominającym studnię, nie ma nawet kogo obarczyć winą. Sama jestem sobie winna. – pomyślała, wypuszczając z ust powietrze.
-Jeszcze tylko schody. – powiedziała bardziej do wszystkich, niżeli do Sumairu, choć rzecz jasna chodziło jej głównie o to, by poświęcił się jeszcze „tylko” tu i zaniósł ją na górę. Była na tyle zmęczona, że chciało jej się spać. Niestety, a może na szczęście, na schodach pojawiły się pewne turbulencje. Kto by pomyślał, że tak ciężko jest być księżniczką? – dumnie zreflektowała pani mądralińska.
Na górze zeszła na ziemię i poruszała się dalej o własnych siłach. Jeszcze by możni zobaczyli, że trzeba się nią opiekować… po co to komu. Rika była twarda, a już na pewno chciała taka być. Po trwającej wcale niemało „podwózce” dziwnie było jej stanąć na nogi. Po chwili musiała jednak przyznać, że dobrze jej to zrobiło. Przyznać przed sobą, bo oczywiście nie zamierzała za to jakoś szczególnie dziękować. Jeśli nie jest głupi, to się domyśli. – powiedziała do siebie w myślach, uśmiechając się pod górę w stronę Sumairu.
Pokonali bramę za którą czekało nieznane. Rika nie wiedziała, co stało się dalej z Yamim i Oshim. Jak poradził sobie Yasuo? Co z Hiroshim, Keionem, skoro to my jesteśmy z Toyoko? – pytania można by mnożyć, ale nie o to chodziło. Ona sama kryła tego dnia tajemnice, o których nikt nie wiedział. Jedynie Oshi wie, że weszła do zapadni, a co było dalej? Pojawiła się dopiero w okolicy Toyoko i Sumy…
Mniej więcej wtedy z drugiej strony nadeszła druga grupa z Yasuo, a Rika dobrze pamiętała, że miał on pójść po Izo. Jeśli to on, to jest to świetna wiadomość! A skoro idą z naprzeciwka i nie panikują, to sytuacja w Nihya-tsu musi być już opanowana. Tylko gdzie jest reszta?
Doszło do zjednoczenia się Izo i Toyoko, którzy… może byli kimś więcej, niż przyjaciółmi? Rice mignął przed oczami Yukari i jego rola w tym wszystkim, ale była to chwila zbyt doniosła, by się nad tym teraz głowić.
Nie bardzo wiedziała jak się włączyć, ale kiedy Izo wspomniał o lekarstwie, nastała ta chwila. Trudno powiedzieć, czy ma to znaczenie, ale nie było powodu, by nie spróbować. Poza tym musiała jakoś nadać sens tej eskapadzie po kanałach. Podeszła więc i wyjmując z torebki obydwie fiolki, wyciągnęła ręce do Izo. Dopiero wtedy zaczęła mówić.
-Nie wiem co t-to jest, ale… - dziewczynka nie znała mężczyzny, ale przez to co o nim mówiono czuła do niego duży szacunek. – to może mieć jakiś związek z zarazą.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yami » 26 wrz 2018, o 20:35

Udało się pomóc wszystkim uwięzionym w budynku ludziom. Na szczęście nie słyszeliśmy z zewnątrz żadnych krzyków i wołań o pomoc. Znaczyć to mogło tyle, iż nikt więcej w nim się nie znajdował, dzięki czemu zrobiłem wspaniałą pętle w swoich myślach albowiem już wcześniej wspomniałem, że nikogo tam nie ma. Ciekawe czy to przez zmęczenie.
Drogie Panie opuściły mój wspaniały środek transportu. Oczywiście zawsze znalazły się jakieś persony, które będą niezadowolone jak pewni możnowładcy, którzy krzywo się na mnie patrzyli. Widocznie ci zbyt dumni do ratowania własnego życia uważało, że to im taki transport się przydał. Mężczyzna, który wpycha się na łódkę ratunkową podczas gdy okręt zatapia a odpycha przy tym kobietę. Z całą dozą pewności mogę oświadczyć, że na takiej osobie odprawiono by lincz. Poza tym "damy" z bogatych rodów z pewnością nie posiadałyby odpowiedniej siły do zejścia po pnączach Oshiego tak więc ja byłem jedyną osobą, która mogła im pomóc. Jakimż ja jestem dobrotliwym chłopcem.
Z torby wyjąłem zwój, który służył mi do magazynowania wielkiego zwoju. Już go nie potrzebowałem więc mogłem z powrotem schować go w podręczną lekką formę. Nie muszę chyba opisywać iż nie trwało to zbyt długo. Po tym wszystkim ustawiłem się Oshim.
- Niedługo będziemy mieli gości. Dostrzegłem znajome twarze, które zbliżały się w naszym kierunku. Lepiej jednak oddalić się od siedziby Rady. Nie chciałbym aby palący się budynek runął na nas kiedy będziemy rozmawiać o tym co nadejdzie później.
Poprosiłem następnie Radnych o oddalenie się od Budynku mówiąc o możliwym zagrożeniu. Wspomniałem również o budynku, w którym wcześniej ukryli się urzędnicy. W kupie raźniej i bezpieczniej.
Niezależnie od ich decyzji sam zostałem i oczekiwałem co nadejdzie los. W końcu zebraliśmy się wszyscy w jednym punkcie. Ziewnąłem. Tylko 5 nas zostało a z nami dwie nowe osoby przybyły. Z naszej dość licznej gromadki pozostały jedynie twarde do wyrwania chwasty: dzieciak, który nie dożyje następnej wiosny jeśli nie zmieni zachowania, dwójka samurajów, którzy popełnią seppuku jeśli tylko oskarżą kogoś o złe postępowanie a sami będą w błędzie, chłopak, który jako jedyny ma predyspozycje do przeżycia oraz osoba, która schowa się w kąt jeśli tylko zrobi się zbyt gorąco. Nieźle, nieźle.
Stałem obok w ciszy. Nie miałem sił odzywać się ani przerywać rozmowy. Wystarczy, że podążę za nurtem wydarzeń.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yasuo » 27 wrz 2018, o 08:14

Nie wiedziałem co ten Izo planuje. Myślałem, że mi nie ufa. No, ja bym sobie nie zaufał, ale mniejsza z tym. Generalnie cały ten jego pomysł był naprawdę durny. Jak miałem wbiec na taki wysoki mur? Jak on chciał mnie złapać jak był kilkadziesiąt metrów wyżej? No, ale zrobiĺem to co chciał. Pewnie pierdyliard razy spadłem na plecy, żeby w końcu Izo pomyślał, żeby trochę zejść. A może użył jakiejś dziwnej techniki? Kto wie? W końcu jednak udało nam się przejść na górę. Oczywiście wcześniej zabrałem resztki Tsume, żeby nie było!
Potem jeszcze przeprawa w dół. Pewnie tak samo bolesna. Ale to Izo był tutaj czarodziejem. Trzeba było go słuchać. Jednak przecięcie barierki nie było możliwe. Nadwyrężanie połamanego Tsume to nie był dobry pomysł.
- Pan wybaczy, ale nie przetnę barierki. Mój miecz jest w kawałkach, a ja nie chcę, żeby był w kawałkach jeszcze bardziej
Barierkę pewnie pokonaliśmy, przechodząc przez nią. Potem tylko na dół i można było z połamanym kręgosłupem iść do dzielnicy możnych. Tylko ten pożar... niepokojące zjawisko.

[akap]No i jednak spotkaliśmy Panią Toyoko. Kto by się spodziewał, że ona tutaj będzie? Oprócz tego, widziałem też Rikę, Sumairu, Oshiego (chyba?) i znajomego chłopaka, którego imienia nie znałem (Yami). Tak mało nas było. Tyle ofiar. Przytłaczające i smutne. Czułem smutek i złość na siebie. Cieszyłem się jednak, że nic im nie jest.
- Dobrze Was widzieć i Panią, Pani Toyoko, także - powiedziałem i ukłoniłem się Pani Toyoko. Tak na powitanie. - Oprócz tego, że w gniewie groziłem Panu Izo śmiercią i zniszczeniem Ryuzaku no Taki, to nic innego mu nie zagrażało. Przepraszam raz jeszcze.
Cóż. Trzeba było się wyspowiadać, prawda? Może to zmyje mój grzech? No i pewnie ekipa się ucieszy, że Izo jest cały izdrowy. Nawiasem mówiąc, ten koleś rzeczywiście zasługiwał na szacunek. Ja go tylko uwolniłem. On zrobił całą resztę. Czułem się trochę bezużyteczny. No i miałem poczucie winy. Nie powinienem go tak traktować. Był człowiekiem i... sojusznikiem. Jednak teraz trzeba było działać.
- Co teraz? - zapytałem.

Statystyki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Użyte Techniki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 918
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 28 wrz 2018, o 18:41

Oshi zrobił to co nakazało mu sumienie, dopadł wyjścia na wolność, przy okazji ratując kilka osób. Nikt nigdy nie powiedział, że rola bohatera będzie przyjemnie łatwa. Chłopak zagryzł wargi powstrzymując zdenerwowanie, gdy parobek Yami wszedł do pomieszczenia. No cóż, niech zbiera laury zasłużonego... Młody Senju miał zamiar zmyć się z tego przedstawienia, zanim ktoś dociekliwy zacznie zastanawiać się kim są właściwie wybawiciele miasta. Nie do końca widziało mu się posiedzenie wśród ciekawskich spojrzeń obserwujących Cię ludzi... Bohater z przymusu spojrzał na Yamiego, który próbował chyba kolejny raz użyć swoich sztuczek... Może i ładne, ale prawdziwa finezja pojawiła się w tych "żyjących" pnączach, które miały opleść uciekinierów znosząc ich na dół. Żadnego używania mięśni, czysta energia płynąca z niesamowitej linii krwi. Burū wpatrywał się w dzieło swego zmęczonego przyjaciela, na swój osobliwy sposób odnosząc się do jego umiejętności. Chłopak wiedział czego mu brakowało, jednak to co było w zasięgu ręki... Stanowiło zbyt wysokie ryzyko, przecież ledwo wyszedł z ostatnich walk. Akimichi prawie zmienił go w placek, wygrywał tylko dzięki szczęściu... Nie zamierzał w żadnym razie oddawać znaleziska, to co należało do trupa... Mogło przydać się jego wiosce.
Oshi spokojnie ruszył za innymi, gdy było już po wszystkim. Nie oddając zbyt wielu słów, szukał jedynie momentu... W którym jego noga, razem z resztą ciała, uda się w drugą stronę. Wciąż jednak pozostawało pytanie, po co kiego ten spektakl. Kim był zamachowiec, i co działo się w tym miejscu. Jeśli jednak w swej torbie, niósł składniki na coś do wytworzenia czegoś ciekawego... To może warto zakończyć rozdział przygody. Przecież dzieciak i tak interesował go przez krótką chwilę... Po prostu był sobą.
Burū co raz owijał się wokół jego ciała, rozkoszując się świeżym powietrzem. Płomienie zostały dawno w tyle, a ich grupa z chwili na chwilę stawała się większa... Czy kroki stawiane na tym zimnym bruku, znaczyły coś więcej niż poranny pochód widmo.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 532
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yamanaka Inoshi » 29 wrz 2018, o 12:36

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Dzielnica Nihya~tsu -- 地区二百 -
Obrazek



" ... "

Izo i Toyoko nie mogli próżnować. Kobieta całkiem szybko podzieliła się z nim zapomnianą formułą. Profesjonalizm był czymś o czym nie mogli w tej chwili zapomnieć. Mimo wszystko palący się budynek rady skomplikował sprawy, częściowo na lepsze, częściowo na gorsze. Nie mniej jednak, wszyscy już byli na miejscu.
Niemal znikąd pojawiła się też drużyna prowadzona przez samuraja Yukariego, wyłonili się z jednej z pobliskich uliczek dołączając do grupy. Samuraj rozejrzał się po wszystkich pytająco, nie był pewny czy to rzeczywiście wszyscy którzy ocaleli a może pozostali jeszcze nie wrócili. Nie mniej jednak gdy dostrzegł Izo odetchnął z ulgą, wiedział, że ten człowiek jest kluczem do tego wszystkiego.

- Widzę, że się nie nudziłeś, Izo - Lustrował lekarza z góry na dół i towarzyszącą mu kobietę. Ten z kolei lekko się uśmiechnął machając delikatnie głową.
- A ty się spóźniłeś... Nie mamy teraz na to czasu. - Rzucił do wszystkich a następnie zwrócił uwagę na małą Rikę która darowała mu swoje znaleziska. Widząc fiolki kiwnął głową, to była jedna z rzeczy których potrzebował przy swojej pracy.
- Dziękuje, będę tego potrzebował. To składniki niezbędne do wytworzenia właściwego lekarstwa. - Przewrócił wzrok na pozostałych, spoglądał w ich kierunku pytająco przez chwilę w końcu sam zadał pytanie:
- Czy nie udało się komuś znaleźć jeszcze czegoś? Brakuje mi jeszcze jednego składnika, jest to kora bardzo rzadkiego drzewa, odebrano mi ją dużo wcześniej i bez tego nic nie zrobię... - Wraz z tym co przyniosła mu dziewczynka nie potrzebował dużo więcej by wytworzyć lek na szaleństwo które opanowało to miasto.
Samurajowi towarzyszyła reszta jego przyjaciół, Haruko i Kazumi którzy od razu powędrowali zająć się uratowanymi przez Yamiego i Oshiego ludźmi. Zabrali ich do budynku w którym przebywała cała reszta ocalonych chwilę wcześniej. Później wraz z ochotnikami wrócili i przystąpili do gaszenia palącego się budynku. Kazumi korzystała z wodnych technik podczas gdy Haruko wraz z innymi gasili tradycyjnie wykorzystując do tego wiadra oraz wodę.
Yukari zbliżył się do Yasuo i wyciągnął ze swojej torby list który ten wcześniej mu podał, uśmiechnął się lekko wręczając mu korespondencję.
- Już nie będę musiał go dostarczać bo jesteś cały i zdrowy, chłopcze. - Powiedział do młodszego kolegi po fachu, podczas gdy kawałek dalej Izo oddalał się z Toyoko w kierunku gildii alchemicznej.

Po dotarciu do budynku gildii całkiem szybko lekarze odnaleźli potrzebną im aparaturę, moździerz, retorta oraz alembik. Odpalenie całego zestawu trwało chwilę podczas gdy druga osoba przygotowywała miejsce pracy. Uprzątnięcie oraz odpowiednie ustawienie reagentów by można było z nich wygodnie korzystać. Izo dosyć szybko nastawił aparaturę dodając do tego zarówno nie gotowy lek jak i kilkanaście pozostałych składników zgromadzonych przez niego samego oraz inne osoby które zdecydowały się pomóc. Każdy dołożył do tego swoją cegiełkę. Wytworzenie lekarstwa to już była kwestia kilkunastu godzin.

- Wypadałoby powiedzieć gdzie byliśmy przez cały ten czas... Odkryliśmy trop prawdziwego sprawcy tego całego zamieszania - Mówił przechadzając się przy wszystkich z delikatnie rozłożonymi dłońmi. Wyglądało na to, że nadszedł czas jego przemowy. Przemowy która wyjaśni pewne nieścisłości i miał nadzieję, że będzie ona ostatnią w tej sytuacji.
- Gdy się rozstaliśmy ruszyliśmy zbadać ślad na cmentarzu i w kilku innych miejscach, do rzeczy... Natrafiliśmy na kilka kryjówek pewnego osobnika który... Jak się okazuje zatruł źródła wody w mieście. Do tej dzielnicy dotarło to na końcu, cwaniak dał tutaj do dzielnicy nihya tsu najmniejszą dawkę swojego specyfiku. Dlatego właśnie tutejsi ludzie się nie pochorowali tak bardzo - Mówił przejeżdżając palcami po swoim czole, pomasował się chwilę nad oczami poprawiając hełm przy swoim boku.
- Najwięcej było tego w porcie, dlatego ludzie tam oszaleli najszybciej. Głównym problemem okazał się jego uczeń, z notatek wiemy, że posługiwał się naturą ognia i zależało mu na jak najszybszym zakończeniu sprawy. Pomieszał dawki i sam dodał kolejną do źródeł wody w pozostałych dzielnicach. Dlatego wszyscy tak nagle poszaleli, wielu ludzi strzeliło w tym samym momencie. - Westchnął spoglądając na pracującą aparaturę która miała w niedługim czasie wytworzyć lekarstwo dla każdego w tym i dla nich.
- Dowiedzieliśmy się też, że nie da się tym zarazić inaczej niżeli pijąc tą wodę więc... Częściowo wszyscy potrzebujemy tego serum... Z drugiej strony jeżeli mieliście kontakt z tłumem to nic wam nie grozi. Pozostanie zrobić jeszcze jedno, trzeba będzie udać się do każdego źródła wody i dolać odtrutki, będziemy potrzebować jej całkiem sporo ale poradzimy sobie. Haruko poradzi sobie z przemknięciem w każde z miejsc. Wierzę w niego - Spojrzał w kierunku swojego towarzysza który przebiegł właśnie z wiadrem wody na zewnątrz.
- Niestety, sprawcy udało się zbiec. Gdy połapał się, że jego uczeń działa na własną rękę zrezygnował, dostrzegł, że jego plan się wali i nie zrealizuje go tak jakby chciał. Tunele pod miastem potrafią być bardzo pokrętne... - Pokręcił głową odkładając swój hełm na stół. Oparł się rękami o kraniec blatu przyglądając się wszystkim ponownie.
- Sądzę, że w przeciągu kilku dni wszystko wróci tutaj do normy... Jak myślisz, Izo? - Obrócił głowę w stronę pracującego medyka, skrzyżował ręce na piersi nie odrywając wzroku od tego jak sprawnie i dokładnie oboje, Izo i Toyoko pracowali nad miksturą.
- Jutro... Może po jutrze, zobaczymy jak szybko zadziała odtrutka. - Mówił nieco zniechęcony bo zdawał sobie sprawę jak uciążliwe to wszystko będzie, mimo wszystko to był jego obowiązek, sam poprzysiągł, że uratuje wszystkich gdy tylko zaczął drążyć tą sprawę.

Jeszcze tego samego dnia udało mu się wytworzyć odpowiednią dawkę by uzdrowić każdego z tutaj obecnych, wystarczyło wypić parę kropel i było po wszystkim. Dalsza praca nad odtrutką jednak trwała a drużyna Yukariego była bardziej niż gotowa by zająć się wszystkim.

W przeciągu kilku następnych dni po rozprowadzeniu odtrutki sytuacja w mieście wróciła stosunkowo do normy. Wciąż było dużo rzeczy które trzeba było uprzątnąć oraz pochować przypadkowe ofiary które straciły życie przez te kilkanaście dni szaleństwa które opanowało miasto. W tym kilka ofiar dzielnego samuraja oraz paranoicznego Hirotsugu. Prócz tych kilku ofiar mało kto ucierpiał. Co poniektóre osoby od tej pory mogą kojarzyć osoby które przyczyniły się do uwolnienia miasta ze szponów szaleństwa które mogło doprowadzić do jego upadku.




Tutaj będzie spis npc i ich kolorków
  • Tsobuki
  • Yukari Narahasi
  • Haruko Ihara
  • Kazumi
  • Uczeń
  • Herold
  • Toyoko
  • Izo


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.






Tym akcentem, nieco przyśpieszonym kończymy. Mieliśmy wzloty i upadki, raz było fajnie a raz nie, mam nadzieję jednak, że wszyscy się czegoś tutaj nauczyliśmy. Chciałbym niektórym z was podziękować za słuchanie mojego marudzenia oraz czasem poganianie sami siebie na wzajem by wszystko przyśpieszyć. Nie wszystko było tak jak założyłem, ale cóż, tak to czasem bywa... Nie mogę mieć o to pretensji. Chciałbym jeszcze raz wam podziękować za towarzyszenie mi w Ryuzaku. No i co? Do zobaczenia na fabule z tymi którzy przeżyli? :o Niedługo pojawi się podsumowanie postowe z nagrodzikami.


Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 30 wrz 2018, o 11:33

Tutaj zakończył się kolejny rozdział jego przygody. Wojownik klanu Senju odpuścił wszystko, zwłaszcza że znalezisko było lichym trofeum. Mogli wreszcie zakończyć szaleństwo w Ryuzaki, uporządkować cały syf z ulic miasta. Oshi uzyskał wszystkie potrzebne informacje, wiedział kto, oraz dlaczego musiało dojść do podobnych wydarzeń... Szalony uczeń który go natrafił, posiadał prawo do podjęcia podobnych kroków. Każdy odpowiadał za swoje czyny... Oshi był jego katem, ostatnim co spotkał na drodze do spełnienia marzeń. Ludzie którzy otaczali go w tej chwili, znikną wraz z ostatnim wspomnieniem tego dnia. Przecież to nie była wina, wciąż natrafiając na cuda tego świata, nie przywiązywał swych uczuć do życia. Ulatująca chwila która pozostawała blizny, lepiej było działać w pojedynkę.
Burū wysunął łeb zza jego kołnierza, by po chwili przywrócić naturalną wizję świata. Chłopak ostatni raz spojrzał na każdego z niedawnych towarzyszy, zwracając się następnie w stronę płonącej posiadłości. Przyjemny blask destrukcji, ciepło które było czuć nawet tutaj. Niesamowite jak szybko pochłaniało niedawny cud próżności. Gdy wszyscy zniknęli w środku budynku, do którego prowadzili przewodnicy, Oshi nadal stał na swym miejscu. Nie podlegał nikomu z tych ludzi, wolny gracz który przybył w jednym celu. Wszystko co musiał zrobić, to powrócić do wioski z informacjami przeprowadzonego zadania. Zostawiając sobie część znaleziska, odwrócił się po chwili na pięcie, znikając gdzieś między budynkami. Gdy wszystko tutaj wróciło do normy, a bramy miasta zostały na nowo uchylone. Senju niczym zwykły człek wyszedł z klatki, cisząc się na widok pierwszej linii drzew. Jego ukochane środowisko, gdzie nie było czuć tego smrodu miasta. Mimo że wszystko stanowiło piękny widok, przytłaczająca ilość ludzi stanowiła problem.

- Jeśli wszystko dobrze poszło, to zapomnieli już o naszym starciu w willi jubilera... Może w sumie nikt tego, nie połączył.

Powiedział do małego węża, gdy ten wyłonił się z rękawa jego płaszcza. Byli już daleko poza miastem, daleko poza tym wszystkim. Pokonali razem kolejnych przeciwników, kolejne przeszkody na drodze poza mury znanego świata... Tam, gdzieś w mrokach, ukrywał się człowiek władający rodem węży. Istotami tak szlachetnymi, i wrażliwym na znaczenie każdego odebranego życia. Że ktoś musiał zakończyć wreszcie, ich trudy służenia byle tubylcowi...
Chłopak ruszył w stronę Hayashimury z nowymi nadziejami, wierzył w dzień który nadejdzie już wkrótce... Połączy krew ich ras, a później spełni obietnicę daną matce...
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 532
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 1 paź 2018, o 19:06

Od momentu wręczenia Izo fiolek z nieznaną substancją dla niej właściwie wszystko się skończyło. Dla niej, Oshiego, Yamiego, Sumairu czy Yasuo nie było już nic więcej do zrobienia. Wszyscy mniej lub lepiej wykonali swoje zadania, a teraz wszystko leżało w rękach Izo i Toyoko. O wszystkim zgrabnie opowiedział im Yukari, który w swe plany zaangażował również swych przyjaciół, czy kimkolwiek właściwie byli dla niego Kazumi i Haruko. Rycerz zdradził również, że pojawienie się zarazy nie było dziełem przypadku i ktoś dokładnie to sobie zaplanował. To woda była skażona i istniało ryzyko, że wszyscy, a przynajmniej większość osób jest zainfekowana, choć nie każdy zdążył doświadczyć jakichś objawów.
Tym samym przygoda Riki zbliżała się do końca. Sprawa była zbyt poważna, by pchać się na pierwszy plan. I tak miała ciężki, czy jak sama to nazywała: „przygodowy” dzień. Czuła się ważna i to jej wystarczało. Dlatego kiedy podano jej już dawkę serum, o której miała nadzieję, że będzie słodka, nie została zbyt długo w Nihya-tsu. Niech się dzieje, co ma się dziać.
Pożegnanie nie trwało zbyt długo, choć pojedynczym osobom poświęciła nieco więcej czasu. Musiała wracać do domu. W drodze powrotnej unikała miejsc, które zazwyczaj były najbardziej zaludnione, wciąż obawiając się kontaktu z zarażonymi. Wiedziała jednak, że niedługo zmieni się to na lepsze, a za sprawą tych wszystkich osób, które przez ostatnie dni poznała, niebawem wszystko wróci do normy.
Powrót nie był wcale taki zły. Droga powrotna zawsze leci szybciej i teraz było jakby tak samo. Zdążyła nawet zatrzymać się przy bezkresnym morzu i przed powrotem do domu zbyć z siebie nieco zdobyty w kanałach zapach. Ciężko stwierdzić, o czym myślała mama, otwierając jej domowe drzwi. Dziewczynka nie zamierzała jednak mówić za wiele, raczej enigmatycznie odpowiadając, że „nieco się poobijała przy zabawie”, zgodnie z filozofią mówiącą o tym, że półprawda to też prawda. Takie sceny już się zdarzały, więc tym razem nie było w tym nic nadzwyczajnego. Matka dopiero później dowiedziała się o udziale malutkiej dziewczynki w białej sukni, która brała udział „w całej tej zarazie”. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, czas goi rany. Z upływem czasu łagodnieją również przewinienia, przedawniając się. Tym samym miejsca na gniew nie pozostawało wiele, wyparła je raczej nieśmiało duma, chowająca się przed zdrowym rozsądkiem mówiącym o tym jak bardzo niebezpieczne było to zachowanie. Rika tak jednak nie myślała. Jeszcze wiele dób po tych pamiętnych dniach zastanawiała się, czy nie miała okazji stanąć z uciekającym kanałami sprawcą tego wszystkiego oko w oko…


z/t -> Domek Matsubari
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Sumairu Abe » 1 paź 2018, o 19:06

Zamieszanie nabrało sensu, wszystko obrało lepszy kierunek, ale czy wszystko się zmieni? Nie do końca.
W sercu samuraja powoli rosła ulga i ciepłe uczucie spełnienia, przynajmniej w jakimś tam stopniu, gdyż może nie spisał się najlepiej, to jednak starał się postępować słusznie i szczerze względem samego siebie i swoich ideałów.
Przed wyruszeniem w drogę i opuszczeniem Ryuzaku no Taki, Sumairu spędził trochę czasu z Riką.
Można powiedzieć, że chciał się jeszcze nacieszyć faktem, że udało jej się przeżyć i że znając (częściowo) jej naturę, Rika ruszy w kolejną podróż. Być może jeszcze bardziej niebezpieczną od tej, która przydarzyła się w Ryuzaku.
-Co by się nie działo...Uważaj na siebie, artystko.- powiedział zadziornie, gdy stali obok siebie i w zasadzie odpoczywali po całym tym chaosie.
-Jeszcze trochę i znów się zobaczymy. Mam tylko nadzieję, że zobaczymy się w przyjemniejszych okolicznościach. - dodał po chwili i położył dłoń na głowie dziewczynki.
Siedzieli tak przez jakiś czas, a gdy Suma nabrał sił...
-Odprowadziłbym Cię, ale dobrze wiem, że sama sobie poradzisz, Księżniczko.- przytulił się do Riki i posłał niewinnego całusa w czubek jej czupryny. Pomimo całego syfu przez jaki musiała przejść by znaleźć się tutaj, jej włosy wciąż pachniały świeżością. Chłopak zaczął żegnać się z pozostałymi towarzyszami i po wszystkich czułościach wyruszył na szlak transportowy.
W jego głowie, powoli kształtował się plan i kierunek, w którym powinien się udać...
[z/t]

Dziękuję ślicznie i co złego to nie ja. <ninja> Do następnego. :)
Sumairu Abe
 

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yami » 2 paź 2018, o 18:48

Kiedy zebraliśmy się razem w tym jednym miejscu i wszystko zostało wypowiedziane zdawać się mogło, że koniec tego horroru zbliżał się dużymi krokami. Myślałem, że to dopiero początek, preludium do terroru jaki przynosi mi los i obietnica złożona pewnej zielonowłosej dziewczynie z pustyni. Ku memu na szczęście błędnemu odczuciu okazało się, że opuściłem pieczarę bestii. Choroba przeminie a ludzie wrócą do stanu normalności, przynajmniej ci, którzy zdążyli przeżyć...
Udałem się za grupą w poszukiwaniu laboratorium alchemicznego. Cała historia została wyjaśniona. Zatruta woda... coś tak banalnego. Wielokrotnie wsie i miasta cierpiały katusze właśnie z powodu zatrutej wody ze studni. Oczywiście nie zawsze intencjonalnie. Ktoś przecież mógł wpaść do wody, utopić się i zniknąć na dnie. Takie historyjki też słyszałem. Tym razem była to jednak czynność wykonana z premedytacją. A ja oczywiście musiałem wpakować się tutaj, gdy zaczęły się dziać te okropieństwa. Ryuzaku odwiedzam... na tyle rzadko, że mogły mnie te wydarzenia pominąć, nie byłbym z tego powodu zły. Ba nawet podziękowałbym za to, może nawet dopłacił. Nie wspomnę też o tym, że atak szaleńca przekreślił moje szanse na ugadanie się z możnymi o zmniejszenie kosztów celnych dla Gildii kupieckiej do której przynależy mój Ojciec. Ach jakby mi dali spokój gdybym im coś takiego ugrał. Pewnikiem dwa do trzech miesięcy przeleżałbym bykiem w ogrodzie. Jeszcze jest ciepło więc nie byłoby problemów z irytującym chłodem przez, który jedynie co cię czeka to pociąganie nosem i metrowe gile z nosa.
Teraz jednak byłem tutaj. Stałem i przyglądałem się jak antidotum jest wytworzone. Te wszystkie szklane puzderka i kolebki. Jakim trzeba być geniuszem aby ogarnąć tyle sprzętu jednocześnie. Tutaj uważaj aby się nie przygotowało, jednocześnie przygotuj składniki, nie zapominaj o zmniejszeniu ognia po minucie od pojawienia się pierwszych bąbelków w kolbie trzeciej, a dodatkowo powinieneś jeszcze dolewać z fiolki jakąś żółtą ciecz do 4 kolebki i przekręcić jakiś zaworek gdy w tej pierwszej kolbie... Może sobie odpuszczę. Wiecie o co chodzi.
Rozprowadzaniem leku już się nie zająłem, pozwoliłem to robić innym. Sam pożegnałem krótko całą kompaniję i udałem się tam gdzie zawiązał się pierwszy szczątkowy sojusz, czyli do karczmy. Musiałem cholernie uważać na ulicach, zawsze istniała możliwość spotkania jeszcze zarażonych, a tego wolałbym uniknąć. W końcu jednak bez żadnych nieprzyjemnych starć dotarłem do lokalu. Zamówiłem coś do jedzenia i picia. Woda była skażona ale już wypiłem lek więc powinien podziałać i na to, czyż nie. Potem pomaszerowałem do pokoju. Jutro z samego rana będę wyjeżdżał z powrotem do domu, do Shigashi.


z/t
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości