[Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Saburō Hokusai » 13 sie 2018, o 15:23

Saburo i Sora zdecydowali, że spróbują jakoś nakłonić strażnika, aby przepuścił ich dalej. Ich celem był port, zabijanie ludzi aby się tam dostać średnio wchodziło w grę, wszędzie roiło się od strażników i ludzi, to byłaby kwestia czasu, aż zostaliby złapani w zamkniętym mieście. Już na pierwszy rzut oka koleś nie wydawał się groźny, ani tym bardziej kumaty. Nie chciał ich przepuścić, mimo to wyglądało na to, że zastanawiał się czy wpuścić medyka, a to im dawało szansę. Chłopak na miejscy wpadł na ten pomysł, nic nie zaszkodzi spróbować. Stracą jedynie trochę czasu, ale lepsze to niż daremne stanie i czekanie na cud, że zaraza minie. Wyznawca spojrzał na mężczyznę, który dzierżył kij w rękach po czym zwrócił uwagę na Sore. Obydwoje nie mieli zamiaru się poddawać. Jashinista stał, aż poczuł jak krople zaczynają coraz szybciej spadać mu na kaptur płaszcza. Idealny moment na dokonanie mordu i przejście dalej jednak nie mieli gdzie schować ciała. Plan był zbyt ryzykowny jak na tę sytuację, trzeba było improwizować.
- Nie wiem czy wiesz do kogo mówisz. Ta dziewczyna tutaj jest najlepszym medykiem na kontynencie. Szanowana i uwielbiana przez każdy kraj, ratowała ludzi z ciężkich opresji, takich o których nawet Ci się nie śniło. Jej wpływy są obszerniejsze niż możesz sobie wyobrazić, więc albo nas tam przepuścisz, albo ona sprawi że stracisz wszystko co Ci się udało zyskać do tej pory. Nawet sam Hirotsugu-sama jest jej dłużnikiem, nie chciałbyś chyba aby był zły, bo nie zezwoliłeś dziewczynie wejść, prawda?
Głupota czy zawziętość wzięła górę? Nie to teraz było najważniejsze. Czekał na moment w którym mężczyzna połknie haczyk i ich przepuści, a przynajmniej miał taką nadzieję.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 245
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Sora » 13 sie 2018, o 16:28

Czemu tak często na swojej drodze trzeba spotykać idiotów, dać takiemu rozkaz i będzie się go trzymał nie ważne co by się działo. Uparty i głupi... Mogło być gorzej? Zapewne wystarczyłoby, aby Sora rozcięła sobie brzuch i pokazała macki, aby przerazić go na tyle by nie protestował. No może zamiast uciekać postanowiłby zaatakować, a wtedy można było sprzątnąć go i iść dalej. Czy ostatnich strażników nie mijali dłuższy czas temu? A ten nie miał przecież nawet pochodni, wystarczyłoby, aby nie krzyczał, może nie byłoby to przyjemne... No, ale skoro już podała się za medyka można było się pobawić i ciągnąć to dalej. Do akcji wszedł Saburo, może nieco przegiął mówiąc, że dziewczyna jest najlepszym medykiem na kontynencie i zna kogoś, kto zapewne był bardzo poważany. Jej twarz jednak nie drgnęła, trzeba było kombinować, albo czekać na reakcję mężczyzny. -Nie wyglądasz na głupiego, wiesz jaka kara może cię spotkać za utrudnianie znalezienia leku, prawda?- Powiedziała chłodno. -Degradacja to zapewne najlżejsza z możliwości.- Rozłożyła parasol, kiedy pierwsze krople deszczu spadły na jej skórę. -Nie mam zamiaru stać tu w nieskończoność...- W jej oczach pojawiło się udawane zdziwienie. -Ciebie też już dopadła.- Jej twarz przybrała wyraz szoku. -To dopiero początek, powinieneś iść do szpitala, może to spowolnią, aż nie znajdę leku.- Westchnęła ciężko, jak już zastraszać to skutecznie.
Sora
 

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yamanaka Inoshi » 14 sie 2018, o 21:35

Zwodniczy Karmazyn


- Rok 385 - Wiosna - - Dzielnica Nihya~tsu -- 地区二百 -
Obrazek



" W poszukiwaniu szczęścia? "


Sora, Saburo
Mężczyznie zaświeciły się w moment oczy gdy Soburo zaczął mówić, początkowo był w szoku i nie potrafił nadążyć za jego słowotokiem. Był prostym gościem do którego najlepiej było mówić prostym językiem i zwracać się krótko, zbyt wielki natłok informacji potrafił wybić z rytmu i jego.
- Najlepszym? Naprawdę? - Łysol podrapał się po głowie końcem kija, był w tej chwili wyraźnie zakłopotany, coś mu świtało w tej makówce, że kiedyś chyba o jakimś najlepszym lekarzu słyszał, nie pamiętał jednak niczego na temat tej osoby, tak przynajmniej zdawało się to wyglądać.
- Hmm... A czy on nie był aby mężczyzną? Jakoś o tobie nie słyszałem... Pan Hirotsugu jest jej dłużnikiem?! Naprawdę? Nie wiedziałam... - Posmutniał wyraźnie opuszczając kij. Za chwilę go jednak podniósł kręcąc przy tym głową. Dalej mówiła dziewczyna dalej zapewniając o swojej wielkości oraz wpływach, kto jak kto ale ona to miała władzę i wpływy, mogła przecież pozbawić go wszystkiego, prawda? Tym bardziej gdyby utrudniał poszukiwanie leku, czy jednak... Ktoś go rzeczywiście poszukuje?
- Zaraza i mnie dopadła? Ale ja się wczoraj byłem u pana Izo i powiedział, że nic mi nie jest! Sam pan Hirotsugu mnie tam wysłał. Pan Izo nie mógł się pomylić... - Nieco spanikowany zaczął się rozglądać po swoich rękach, macać po twarzy tak jakby szukał jakichś oznak tego, że rzeczywiście jest zarażony. Można wręcz powiedzieć, że w tej chwili jest tak skołowany, że przestał na was zwracać uwagę. Im dalej w las tym gorzej jak to mówią, zaczął sprawdzać czy wszystko jest w porządku z resztą jego ciała.
W tej chwili ulice były już właściwie puste, nie mogliście dostrzec w obrębie waszej widoczności żadnego ze stróżów prawa w tym pokaranym przez kogoś miejscu. Z zaułka naprzeciw drogi zagrodzonej powozem zdawały się dobiegać odgłosy czegoś na wzór szamotaniny czy walki na przemian z odgłosami drobnego powarkiwania. Z chwili na chwilę nasilały się. W tej chwili w okolicy, byliście przekonani a przynajmniej wiedzieliście o obecności swojej oraz łysego mężczyzny. Od deszczu który zaczął padać zrobiło się znacznie chłodniej a jego strugi nieprzerwanie padały na ziemię oraz na każdego z was. Nawet i w lecie bycie przemokniętym do suchej nitki to nic miłego, wam to jednak nie przeszkadzało, prawda?




- Okolice portu -


Tutaj będzie spis npc i ich kolorków
  • Pan Koyama
  • Yukari Narahasi
  • Haruko Ihara
  • Kazumi
  • Herold


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- D - Leśne zwyczaje - Koseki Tamiko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 24 sie 2018, o 10:00

Po tym jak podjęła decyzję co do miejsca, w które chciała się udać, zgłaszali się kolejni. Hiroshi z Keionem wybrali drogę do schorowanej Toyoko, która być może przyda się w opracowaniu serum na zarazę. Dwaj samurajowie, Sumairu i Yasuo udali się zaś samotnie kolejno na bramę i do portu. Rikę ucieszyło, że do pary z nią zgłosił się Oshi. Wydawało jej się, że choć zapewne kiepsko jest mieć go za swojego przeciwnika, to póki stoi po jej stronie, może okazać się dużym wsparciem. W końcu nie wiadomo co ich czeka.
Pewne było jednak, że to co jest w siedzibie możnych, nie czeka tylko na ich dwóch. Zgłosił się bowiem jeszcze Yami, który zadeklarował nawet, że chętnie „będzie mówił”. Nie było żadnych głosów sprzeciwu, więc i tak zostało postanowione. Rika pamiętając scenę z piórkami i Yamim między ludźmi nie byłą zbyt zadowolona, że tę ważną rolę pełnić będzie ktoś tak nieodpowiedzialny, ale z drugiej strony sama nie zamierzała tego robić. Zresztą kto by jej pozwolił.
Yasuo w swojej wypowiedzi wymyślił chyba wszystkie scenariusze świata i było to trochę komiczne, bo niestety na polu bitwy nikt nie będzie myślał za niego. Dobrze się stało, że zauważył iż jego „opieka” nie wydaje się Rice potrzebna. Ona uważała to za zbędny ciężar dla obojga, poza tym jego sposób bycia był… no cóż. Po tym jak zobaczyła jego porywczość potrzebowałaby więcej czasu, żeby obdarzyć go zaufaniem. Samuraj swym specyficznym językiem jął roztaczać pieśni chwalebne pod adresem jej i Hiroshiego. Lubiła pochwały, ale teraz wyraźnie się zawstydziła. Była w tym jakaś – jej zdaniem – trudna do nie zauważenia przesada. Sytuacja robiła się coraz bardziej awkward, gdy poprosił ich, aby… postarali się nie zginąć, ale nazwanie jej sekretną bronią całkiem przypadło jej do gustu i dobrze się z tym czuła. Wtedy jednak Hiroshi oddał większość honorów Rice i wydawało się, że wymiana uprzejmości, komplementów i nie wiadomo czego jeszcze trwać będzie w nieskończoność do porzygu albo – co gorsza – do strawienia przez zarazę. Dygnęła więc z gracją i uśmiechem na buzi, nie dodając nic więcej od siebie. Trochę maskotka, ale co tam.
Dla jej grupy najważniejsze było to, by „zrobić co się da”. Mieli zarys sytuacji i wiedzieli mniej więcej co jest potrzebne, aby zwalczyć zarazę. Na miejscu pewnie dostaną dodatkowe informacje, więc… Na ten moment jasne było tylko to, by załatwić jakoś wejściówkę do portu dla Yasuo. W innym razie będzie musiał poradzić sobie sam. Może jednak rikowej grupie będzie trochę łatwiej, bowiem dołączono do niej jeszcze Chiakiego i Satoriego, którzy zdawali się być jacyś... zdechli? Zupełnie jakby nie służyło im przebywanie tutaj. Grupka z Yukarim na czele opuściła szpital, a zaraz za nimi Rika z Oshim, Yamim, Satorim i Chiakim. Dziwna to była paczka.
Przed wyjściem wyjęła jeszcze lusterko z torebki i przyjrzała się w nim, poprawiając fryzurę. Gdy wszystko było już na swoim miejscu, schowała je z powrotem do torby i wyjęła z niej płaszcz, który miał ochronić ją przed wymoknięciem w deszczu.
-Pokażę wam którędy tam iść. – zadeklarowała się, gdy wychodząc ze szpitala mijali śpiących ludzi.
W drodze zależało jej, aby zagłuszyć ciszę. Mieli być teraz drużyną i na pewno niedobrze się stanie, gdy wszyscy będą zamknięci w sobie.
-Skąd jesteście, co was tu sprowadza? Nie przypominam sobie, żebym kiedyś widziała was w Ryuzaku. – stwierdziła, licząc że każdy powie coś o sobie. Każda wymiana zdań, która ich nie poróżni z pewnością zadziała na ich korzyść.
Po spacerze, który dla jednych mógł się okazać tylko przebieżką, a dla innych niemałym wysiłkiem udało im się dotrzeć do schodków prowadzących na wyżynę, na której położona była siedziba możnych. Spojrzała w górę z szacunkiem dla tego, co znajdowało się u góry.
-Prawie jesteśmy na miejscu. – powiedziała z pewną nutką entuzjazmu i podziwu do okolicy. – o tej porze brama powinna być otwarta. – dodała. Jeszcze tylko kilka, kilkanaście… a może kilkaset schodów i rozpocznie się część Yamiego. Naturalnie i tak wszyscy wtrącą się w rozmowę, ale to on jako pierwszy miał zabrać głos.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 407
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yami » 25 sie 2018, o 12:11

To na czym to ja? A tak rozmowy. Nudne ględzenie o nie wiadomo czym, które nie wiadomo jak może się zakończyć, szczególnie, że na domiar złego rzeczywiście powód infekcji i bierność władz może zwiastować poważniejsze konsekwencje niźli mi się z początku mogło zdawać. Wszak dlaczego nic nie robili? Nie wróć, zamknięcie wejścia do portu i zamknięcie bram miasta aby nie doprowadzić do rozprzestrzenienia się zarazy jest jednak formą działania. Tak samo jak zwiększone patrole, które pilnują porządku miejskiego. Nie mogę więc powiedzieć, że miasto nie robi nic. Ba robi całkiem sporo ale wymagany jest dodatkowy udział tu i tam.
Dlatego wchodzę ja aby przemówić im do rozumów. Znaczy ja i czwórka innych osób, w tym Pana Glinkę, Pani Hełmik, Pana Starca, i Pana co się na mnie jakoś dziwnie patrzy. Będę musiał pomyśleć nad czymś innym gdyż w sumie nie byłoby to zbyt rozsądne mówić do nich w ten sposób. Po pierwsze mogą mnie wtedy znielubić a w momencie kryzysu zostawią mnie na pastwę urzędasów żądnych krwi... biurokrackiej oczywiście. Dlatego lepiej udawać osobę miłą. Taka zawsze będzie miała przychylność innych. Dlatego zapamiętajcie dzieci. Jeśli spotykasz osobę miłą, nie daj się zwieść... no i nie mam rymu na zakończenie. A tak właściwie kogo obchodzą jakieś rymy? Ech chyba ten brzuch mój nieszczęsny wprawia mnie w stan paraliżu umysłowego.
Przejdźmy jednak do spraw aktualnych. Znaczy omawiane wcześniej też były aktualne ale chodziło mi raczej do odnoszących się w tym konkretnym momencie. No... tamte też się odnosiły ale chodzi mi o tę całą rozmowę z grupą kilkunastu wspaniałych (nie chce mi się liczyć). Mała dziewczynka postanowiła, że pokaże nam drogę na miejsce. Jeśli nie zabierze nas do portu to w sumie nie widzę przeszkód. Nie mam zamiaru pytać się co chwilę gdzie znajduje się dzielnica władz miejskich. Oczywiście pokazać drogę nam może, to raczej nie problem, problem jednak jest taki, czy nam dopuszczą przed oblicze władz.
Zaczęła się również kwestia dotycząca zapoznania się z nową kompaniją. W sumie warto byłoby coś powiedzieć, aby nie być gburem. Nie mam zamiaru też za dużo opowiadać, bo się zwyczajnie mi nie chce. Muszę oszczędzać siły na grubszą rybę, a ta wyciśnie mnie z ostatniej kropelki energii i jeszcze trochę bardziej.
- Jestem Yami. Przyjechałem do Ryuzaku zamiast mego ojca aby prowadzić rozmowy z kupcami z tego miasta. - Krótko, treściwie, będą wiedzieć, żem kupiec nie wojownik. Będzie dobrze... oby.
Avatar użytkownika

Yami
 
Posty: 939
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 25 sie 2018, o 17:03

Oshi dostał się do dziwnej kompanii, mającej chyba jakiś związek z całym zamieszaniem. Szemrane typy i smród rozkładu... Chłopak niemal słaniał się na nogach, kiedy ten przykry całun otaczał jego ciało. Skąd brać siłę do życia, gdy życia tutaj brakowało... Zanim jednak wpadł na kolejne genialne pytania do własnej egzystencji, poczuł na swoim barku wbijające się kły małego węża... Burū szybko wrócił go do życia, by w porę zorientować o informacji że nie idą sami. Chłopak nieco zmartwił się faktem tego pomysłu, jednak ostatecznie warto było mieć u swego boku kogoś do poświęcenia. Blady chudzielec uśmiechnął się do siebie, mierząc wzrokiem resztę drużyny.
Będąc szczerym, nie był w nawet najmniejszym stopniu zainteresowany braniem udziału w masowym zadaniu... Wiązało się to z ryzykiem odkrycia własnej tożsamości, a wioska ostatnio prosperuje całkowicie przeciwnie do słowa świetnie... Mała Rika była jednak zbyt ciekawym odkryciem, jej zdolności do manipulacji były fantastyczne. Prawdziwe znalezisko, dla kogoś, kto poszukuje odpowiedzi na zbyt wiele pytań... Jeśli Ona odpowie na kilka, to raczej warto uchylić rąbka tajemnicy. Chłopak całkowicie pozbawił się szans na wydostanie z tej sytuacji... I szczerze mówiąc nawet mu to odpowiadało.
Gdy wyszli już z miejsca które zalatywało śmiercią, chłopak ruszył przed wysokiego blondyna, i przywódcę o aparycji człowieka z nikąd. Był bardzo zadowolony że reszta też prezentowała się znakomicie... Kiedy zrównał się już z małą wiedźmą, poprawił tylko płaszcz okrywający ciało, odpowiadając na jej pytanie...

- Nazywam się Oshi Hebi, pochodzę z niewielkiej wioski położonej w północnych lasach... Przybyłem tu w drodze do Kami no Hikagi.

...Oczywiście nie do końca zgodnie z prawdą, jednak nie wszyscy w państwie wiśni kochali leśnych ludzi. Oshi musiał wybadać teren, zanim oczywiście nie przyjdzie chwila w której trzeba będzie wiać... Senju poprawił kosmyki włosów, ociekające wilgocią którą było czuć dookoła. Żałował że nie może wysłać tam klona, siedząc bezpiecznie w ciepłym schronieniu. Wężowy dzieciak mimo że nie okazywał zainteresowania, na samym wstępie ocenił resztę brygady. Yamigo można było śmiało porównać do statysty, mającego wpływ na jakość produkcji, jednak bez szans na zapamiętanie twarzy. Blondyn stał wtedy na dachu, gdy chłopak wyłonił się z ziemi. Z pewnością to co znajdowało się wtedy przy nim, nie było niczym zwykłym. Starszy samuraj nie okazywał się specjalnie życzliwy, rozsądek podpowiadał odwrotnie od tego by próbować nawiązywać rozmowę. Senju obserwował ich przez krótką chwilę, skupiając się jednak całkowicie na tym gdzie właśnie zmierzali... Dzielnica którą chcieli odwiedzić mogła być już dawno zajęta przez ocalałych, jak ta banda chciała sobie poradzić z potencjalnym zagrożeniem cywilnej prowokacji. Kiedy jeden przez drugiego, nie mieli zbyt głębokich uczuć co do kosztów powodzenia. Oshi idąc krok w krok przy dziewczynce, zapamiętywał wszystkie boczne uliczki w których mógł później odszukać potencjalne zbawienie. Jeśli oni mieli zamiar tutaj ginąć, to była ich sprawa... Nic nie było wartego ryzykowania życiem. No chyba że prowokujący grubas, który nie umie zrozumieć słowa "sparing".
Na nowo znalazł się w paszy lwa, tym razem jednak miał przy sobie sporo więcej ognia artylerii... Uśmiechając się do siebie, ostatni raz spojrzał na małą Rike.

- To będzie długi dzień
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 1 rok i 2 miesiące
•Płeć: Męska
•Wielkość: 70 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 341
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 18
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy
-Blada cera
-Zlote oczy
-Biało/niebieskie kimono
-Czarny płaszcz z kapturem
-Wakizashi na plecach, przy pasku
-Drewniana maska węża na twarzy
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy)
-Torba biodrowa
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yamanaka Inoshi » 26 sie 2018, o 21:22

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Ryokan Tanmei 短命 - Chiaki, Yami, Satori, Rika, Oshi
Obrazek



" Wielkie schody. "

Chiaki, Yami, Satori, Rika, Oshi
Mieliście już swojego przewodnika, została nim najmniejsza ale i zarazem najdzielniejsza z waszej grupy mała Rika. Waszym zadaniem było dostać się do dzielnicy bogatych kupców, dzielnicy z której wychodziły wszelkie rozkazy oraz polecenia.
Od razu po opuszczeniu szpitala, mimo waszej świetnej przewodniczki dostrzegliście, że w mieście dzieje się coś bardzo złego. Ludzie na ulicy wydawali się wzburzeni i dużo częściej pojawiali się ci którzy byli wyraźnie agresywniej nastawieni od reszty.


Początkowo udawało się wam ich wymijać. Co ciekawe strażnicy również starali się omijać te osoby szerokim łukiem, nawet jak zdawały się zachowywać agresywnie w tłumie. Większość z tych osób miała na ciele sporej wielkości zaczerwienienia czy to na twarzy, lub rękach. Razem z wami szli oczywiście również Satori oraz i Chiaki. W pewnej chwili dotarliście do tłumu ludzi który uniemożliwiał wam przejście dalej. Wyglądało na to, że ktoś się tam bije, odgłosy uderzeń o ciało czy podłogę można było usłyszeć z kilku metrów. W pewnej chwili robiło się coraz głośniej i nim się obejrzeliście większość ludzi z tłumu dołączyła się do tej bitki, widząc to strażnicy zwyczajnie ulotnili się z tego miejsca najszybciej jak potrafili. Grupa ta blokowała wam przejście do gigantycznych schodów które prowadziły do dzielnicy wyżej, waszego celu.

Tłum walczących ze sobą ludzi rozsunął się na tyle, że wpadliście pomiędzy nich. Od strony z której szliście pojawili się kolejni, chętni do bitki... Wszyscy charakteryzowali się obfitymi zaczerwienieniami na ciele. Dosyć szybko ktoś kogoś kopnął, uderzył nawet i ktoś upadł przed małą Riką. Jeden z walczących po otrzymanym ciosie upadł zaczepiając o Chiakiego, przepełniony gniewiem złapał go i pociągnął w tłum za sobą... Starszy nie mógł się temu oprzeć gdyż w chwili jak na niego wpadł wytrącił mu z pasa torbę z całymi jego zapasami... I tak oto Chiaki zniknął gdzieś niesiony przez tłum ludzi tu i ówdzie dostając jednego sierpowego albo i dwa... Nie mówiąc już o ugryzieniach. Z drugiej strony złapany został Satori i również dosyć szybko straciliście go z widoku w tłumie który zaczynał się zbierać z drugiej strony...

Trudno zliczyć te wszystkie osoby które znalazły się teraz w tym miejscu ogarniętym szaleństwem. Wszystko dzieje się na tyle szybko, że nijak nie idzie tego przeliczyć... Zakładając, że ktoś by ich policzył to jest ich na pewno bardzo wielu, część z nich nie powinna nawet mieć takiej siły jaką w tej chwili posiadają, czyżby to efekt zarazy?


Nie mówię ilu ludzi bo mrowie :> Chaos w odpisie zamierzony.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Dzisiaj wyjątkowo krócej.

Tutaj będzie spis npc i ich kolorków
  • Tsobuki
  • Pan Koyama
  • Yukari Narahasi
  • Haruko Ihara
  • Kazumi
  • Właściciel Ryokanu
  • Biedna kobieta


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- D - Leśne zwyczaje - Koseki Tamiko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 27 sie 2018, o 13:21

Zaraza rozprzestrzeniała się szybciej, niż im się zdawało. A na pewno szybciej niż Rice. To ona miała zaprowadzić trzyosobową grupkę do Nihya Tsu. Ona znała drogę i miała klarowną wizję, jak tam dotrzeć. Przez dobrze znane uliczki, mijając przyjazne witryny sklepowe i wdychając zapach świeżego pieczywa. Tak wyglądałoby to w zwykły dzień, ale nie teraz.
Od samego początku, a więc od opuszczenia miejskiego szpitala nie sposób było nie odnieść wrażenia, że coś jest nie tak. Tłum zachowywał się inaczej, niż zwykle i już z daleka było to widać. Mając wiedzę o panującej w Ryuzaku zarazie nietrudno było dodać dwa do dwóch.
Z początku było nawet obiecująco. Rika znajdowała inne, mniej oblegane ścieżki, które prowadziły ich mniej lub bardziej do celu. Omijali w ten sposób największe skupiska ludzi, zwłaszcza tych opętanych przez zarazę, która nie tylko się rozprzestrzeniała, ale również postępowała w organizmach chorych. Plamy zajmowały coraz większe obszary ciała, a agresja stawała się coraz większa, przejmując kontrolę nad poczynaniami zarażonych. Nie dodawało optymizmu również zachowanie strażników. O ile zachowanie już-wcale-nie-wesołej-brygady można było zrozumieć, wszak nie walczyć z zarażonymi, a z samą zarazą było ich celem, to bierna postawa strażników mogła szokować. Zdrowi, którzy mieli nieszczęście znaleźć się po środku zdominowanych przez zarazę alejkach nie mieli zbyt dużych szans, szczególnie że zostali pozostawieni na pastwę losu. Co kierowało strażnikami? Obawa przed zarażeniem czy niemoc spowodowana przewagą liczebną „wroga”? Cokolwiek to było, na mapie Ryuzaku aż roiło się od czerwonych ognisk zwiastujących niebezpieczeństwo.
Niestety w pewnym momencie skończyła się dobra passa i przed grupą shinobich stanął kolejny tłum. Jedno uderzenie, kolejne kopnięcie i następne osoby przyłączały się do regularnej bitki. Przed tym tłumem nie było już ucieczki. Co gorsza, był coraz bliżej i bliżej. Nim się nie obejrzeli, byli właściwie pośrodku tej bezsensownej bijatyki. Ludzie dobijający się do szpitala to przy nich urocze stworzonka z komiksów dla dzieci. Jeden z ludzi wypadł z ludzkiej masy i runął na ziemię przed nogami Riki. To było straszne. Najchętniej krzyknęłaby co sił, ale nim zdążyła to zrobić inny człowiek niemal w tym samym momencie chwycił Chiakiego i wciąłgnął go w tłum, który szybko skupił na nim swoją uwagę.
-Chiaki! – wydarła się, ale Chiakiemu już nie było jak pomóc. Została po nim tylko torba, która spadła niemal w tym samym miejscu, w którym stał. Rika zamierzała ją odzyskać, wciąż nie tracąc nadziei, że Chiaki jakimś cudem się uratuje i kiedyś go jeszcze spotkają. Złożyła w pośpiechu kilka pieczęci i gdy tylko poczuła przyjemny dotyk na tylnych częściach ciała, opatuliła się grubym, kolczastym szalem o mahoniowej barwie i ruszyła po sprzęt Chiakiego. Gdy dzierżyła go już w dłoni, pozostawała kwestia wydostania się z tego miejsca. Rika nawet nie spostrzegła zniknięcia Satoriego, z którym wcześniej nie miała właściwie żadnego kontaktu. Miała cichą nadzieję, że jeden z kompanów wymyśli sposób wydostania się z tego piekła. Ona mogła pomóc tylko sobie, a i tego nie była pewna. Kurczę. Byli już przecież tak niedaleko…

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 407
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yami » 27 sie 2018, o 18:22

Szliśmy w trójkę, niczym Aragorn, Legolas i Gimli. Tak dokładniej to w Piątkę ale resztę ekipy nie liczę, niedługo dowiecie się dlaczego. Ja byłem tym Aragornem, Rika Gimlim, bo była mała a Oshi Legolasem. Tak właściwie ten ostatni przypadek całkowicie mijał się z opisem postaci, o której kiedyś słyszałem. Znalazłem kiedyś powieść zza mórz w biblioteczce mego rodu. Ot ciekawa historyjka o przyjaźni, walce ze złem i takich tam. I ta jedna postać która zaiste dziwne imię miała co to się chyba w ogóle zapisać nie dało przy pomocy naszych znaków a tamte dziwnie zapisane były. Ale pomińmy może już te kwestię wczytywania się w jakieś opowiastki, które z rzeczywistością za wiele wspólnego nie mają i przejdźmy do meritum sprawy, mianowicie byliśmy w dupie.
Huragan, tak można określić to co się teraz działo na ulicach miast. Chaos i huragan wrzasków, cierpienia i zadawania sobie ran przez własnych ziomków. Jeden z nich właśnie nas pochłoną. Tłum ludzi nas dopadł i szybko zebrał pierwsze żniwo w postaci Starca, który nie zdążył nawet się przedstawić oraz Satoriego, który ostatnio dziwnie się zachowywał. Możliwe, że i jego dopadła choroba lecz teraz nie było to ważne. Dwie osoby z piątki niemal błyskawicznie zostały oddzielone od grupy. Stałem chwilę wryty. Jeśli niczego nie zrobię i mnie dopadną te jednostki. Dopadną i zabiją, pogryzą jak dzikie psy. Ja... nie chcę tutaj ginąć w taki sposób. O nie.
Spojrzałem w stronę dziewczyny, która złożyła pieczęcie a jej długie opadające kaskadą po plecach włosy wydłużyły się i owinęły w okół dziewczyny, a ta popędziła w stronę Chiakiego, albo raczej to co z niego zostało. Cholera nie możemy się teraz rozdzielać. Sięgnąłem lewą ręką do prawego karwasza, na którym znajdowała się niewielkie pieczęć. Wtedy też poszedł z nich niewielki dymek a w mojej dłoni pojawiły się dwie niewielkie kuleczki owinięte papierem. Pod czas tego momentu próbowałem zbliżyć się do młodej dziewczyny, która pakowała się w niebezpieczeństwo.
- Młoda, Oshi, zamknijcie oczy na "Trzy" - z pewnością nie wszyscy byli przytomni, skoro jedyną ich przyjemnością i celem było mordowanie innych nie zaś słuchanie tego co jeden gnojek mówi. -Raz - Bombki wyrzuciłem wzdłuż środka drogi, jedną do przodu, drugą zaś do tyłu. Te zostały rzucone bardziej wertykalnie niż wzdłuż drogi tak aby opadając znajdowały się stosunkowo blisko nas. Niecałe dwa metry przed nami i za nami. - Dwa - złożyłem pieczęć do detonacji bombek świetlnych.
- TRZY!
Aktywowałem znajdujące się jeszcze w powietrzu bombki świetlne, zaś sam zamknąłem powieki a twarz skierowałem bliżej ziemi aby zminimalizować oślepienie. Powinno to spowodować niemałe poruszenie. Nawet jak ktoś jest agresywny szybko przestanie atakować aby zająć się bólem wywołanym jasnym światłem. Wykorzystałem ten czas aby wyciągnąć zwój z torby który otworzyłem i odpieczętowałem co zaowocowało pojawieniem się wielkiego wachlarza, który rozłożyłem i wskoczyłem na niego.
- Młoda, Oshi wskakujcie szybko! - rzuciłem do towarzyszy.
Jeśli tylko wskoczą zwiększam pułap i wykorzystuję lot aby wylądować na jednym z dachów pobliskich mieszkań. Najlepiej tych wyższych (jedno/dwupiętrowych).


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yami
 
Posty: 939
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 27 sie 2018, o 19:06

No więc cała ich przygoda zaczęła się zaraz po wyjściu ze szpitala. Można oczywiście powrócić do wątków w których każde z osobna dostało się do tego miejsca, jednak ostatnio w modzie było igranie z nieznanymi bohaterami, by dopiero na koniec opowiedzieć ich historię. Oshi obserwował z tylnego miejsca całe otoczenie, zerkając z zainteresowaniem na ciała zainfekowanego tłumu. Mimo że w dalszym ciągu nie popierał metod truciciela, to w jakimś stopniu skala i rozłożenie miasta na łopatki, pokazało tupet napastnika... Nie każdy miałby tyle odwagi.
Burū skrył się pod okryciem wierzchnim, zaraz po tym jak przekroczyli granicę dzielnicy bogaczy. W normalnych okolicznościach pewnie cieszył by oczy podobnym widokiem, wspaniałych nowoczesnych zabudowań. Teraz jednak pragnął tylko wydostać się z tego przeklętego siedliska zarazy.
Mimo że młoda Rika, zręcznie omijała wszystkie skupiska agresywnego tłumu. To wreszcie wpadli niemal w samo serce, jednego z nich... Trudno było stwierdzić czy pierwszy cios zadali tamci, czy któreś z grupy specjalnej. Wszystko jednak poprzedzała ciekawość, chęć ujrzenia bitki na ulicy. Oshi kątem oka widział, jak zbijający się tłum porywa wysokiego blondyna... A chwilę później coraz mniej dało się dostrzec zza rozpalonych plam, zdobiących dziesiątki ciał mieszkańców...
Senju wiedział że bez problemu może poradzić sobie nawet w pojedynkę, jednak co by było gdyby tamci odkryli za wcześnie jego pochodzenie... Przecież nie do końca mógł być pewnym, czyje gały obserwują poczynania w Ryuzaki no Taki. Zanim jednak wprowadził w życie pomysł z pewną techniką ninjutsu, Yami jak na zbawienie przyszedł z pomocą. Latający wachlarz pojawiający się z obłoku, był prawie tak samo majestatyczny jak chmura Goku... Prawie.
Oshi z racji braku innych perspektyw, przedarł się przez pierwszą linię "wroga", by spotkać się z wybawieniem latającego wachlarza. Jeśli młoda Rika była tak samo sprawna jak przy szpitalnym wejściu, to bez problemu również znajdzie drogę. Chłopak chciał tylko znaleźć się na bezpiecznej odległości, w pełni oceniając sytuacje w której się znaleźli... Jeśli jego przeczucie dobrze podpowiadało, to w jakiś sposób ta choroba ewoluowała... Zmieniając ludzi w coś czym nie byli.
Musiał zaryzykować... Bombki świetlne Yamigo mogły zmylić ich oprawców, jednak zagrożenie pozostawało. Gdzieś w tym mieście był marionetkarz... Istota pociągająca za sznurki spektaklu, oglądanego oczami młodych wojowników. Oshi wrócił do wspomnień z przed roku... Tam pod murami nieznanych ziem, również nie rozumiał całego procesu cierpienia.

- Co z nimi robimy?... Jeśli całe miasto tak wygląda, to lepiej nie zbliżać się do dróg.

Przemówił bez konkretnego odbiorcy, wpatrując się w to co widział przed sobą. O ile oczywiście miał do tego okazję, jeśli sytuacja rozwinęła się źle... No cóż, improwizacja to drugie imię Oshiego.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 1 rok i 2 miesiące
•Płeć: Męska
•Wielkość: 70 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 341
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 18
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy
-Blada cera
-Zlote oczy
-Biało/niebieskie kimono
-Czarny płaszcz z kapturem
-Wakizashi na plecach, przy pasku
-Drewniana maska węża na twarzy
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy)
-Torba biodrowa
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yamanaka Inoshi » 27 sie 2018, o 22:51

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Ryokan Tanmei 短命 - Yami, Rika, Oshi
Obrazek



" Wielkie schody. "

Yami, Rika, Oshi
Wydawałoby się, że mała Rika ma świetny plan co do swoich kolejnych poczynań. Rzeczywiście opatulona kocykiem z ostrych włosów mogłaby się ochronić nawet i przed tymi którzy by się na nią rzucili, wszyscy zabieraliby się do niej jak do jeża. Wszystko to byłoby niemalże idealnie zaplanowanym biegiem wydarzeń gdyby wzięła pod uwagę to, że złożenie tylu pieczęci to nie jest sekunda. Problemem okazał się czas w którym zaczęła działać, czy naprawdę potrzeba było stracić z oczu staruszka by zacząć myśleć? Ten ktoś kto upadł przed Riką wcale się nie podnosił jedynie wyciągnął rękę łapiąc małą za kostkę i sprowadzając do parteru. Gruchnęła o ziemię, nie jakoś straszliwie mocno. Nie musiał użyć do tego wiele siły. Na całe szczęście cały czas składała pieczęcie dlatego ostatecznie udało się jej zmienić w kolczastego jeża... Niestety ale... Leżącego, kolczastego jeża. Który zaczynał zwracać na siebie coraz większą uwagę. Człowiek który sprowadził ciebie do parteru szybko cofnął rękę jak poczuł pierwsze kolce. Dalej jednak kombinował jak tutaj się do ciebie dobrać, za każdym razem jednak był odstraszany przez twoje kujące włoski.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Yami natomiast również zaczął działać dopiero po stracie towarzyszy... Dlaczego tak wam brak empatii? Czy nikt z was nawet nie chciał ich uratować a może wszystko stało się tak szybko, że mogliście podejmować działania dopiero od tamtego momentu... Nie ważne. Zaskoczenie nie mogło opuścić twarzy młodzieńca który jak tylko się otrząsnął siegnął do swojego karwasza, szybko coś przywołał były to małe kuleczki, czyżby bombki? Lepiej by nie rzucał sobie wybuchowych pod nogi. To był świetny manewr, wyrzucenie bombek świetlnych mogło się udać, wyrzuciłeś je na środek drogi, jedną w jedną stronę ulicy, drugą w drugą. Musiałeś mieć pewność, że duża grupa przeciwników się w nią złapie. Uprzednio ostrzegłeś przyjaciół by zamknęli oczy... Na trzy zdetonowałeś je i rozświetliłeś okolicę jasnym światłem które oślepiło wszystkich zgromadzonych na dole którzy nie byli na to gotowi, nie mogli być. Nastał wrzask oślepionych i chwytanie się wszystkich za oczy. To był moment Riki która w tej chwili nie była już przez nikogo niepokojona... Zawołałeś każdego na swój wachlarz który również odpieczętowałeś, pozostało jedynie poczekać aż każdy znajdzie się na miejscu...

Miałeś dylemat prawda leśny chłopcze? Ujawnić się wraz ze swoją mocą albo... Albo no właśnie, liczyć na innych lub przepaść w tym morzu szaleństwa. Trzymałeś się blisko Yamiego, przynajmniej z początku. Wiele rąk próbowało po ciebie sięgnąć i wciągnąć gdzieś w tłum byłeś jednak w stanie się im przeciwstawić a i wielu z nich zwyczajnie uniknąć. Zarówno ty jak i Buru radziliście sobie całkiem nieźle, wasz refleks był dużo większy niż tych wszystkich ludzi a co za tym idzie mogliście sobie radzić póki nie zostaniecie kompletnie otoczeni... Na szczęście lasu, tak się nie stało, mimo to oddaliliście się nieco od Yamiego którego wachlarz widziałeś już z daleka, trzeba wykorzystać okazję i czmychać czym prędzej nim wzrok oślepionym wróci... Rika padła na ziemię otoczona kolczastą barierą podczas gdy wszyscy agresorzy zostali oślepieni bombkami wyrzuconymi z dłoni młodego kupca.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Tutaj będzie spis npc i ich kolorków
  • Tsobuki
  • Pan Koyama
  • Yukari Narahasi
  • Haruko Ihara
  • Kazumi
  • Właściciel Ryokanu
  • Biedna kobieta


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- D - Leśne zwyczaje - Koseki Tamiko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 28 sie 2018, o 13:09

Wszystko byłoby wspaniale, gdyby tylko rozpoczęła nieco wcześniej. Teraz tłum był już właściwie przy nich, czego najlepszym dowodem był mężczyzna leżący pod stopami Riki. Trudno by mała zaczęła składać pieczęcie szybciej, skoro technika była bezpośrednią reakcją na utratę Chiakiego, niemniej zdecydowanie za późno zareagowali na zagrożenie jakim był zbliżający tłum. Tylko kurczę, skąd dziewczynka miała wiedzieć, że zaraz zostanie złapana za kostkę i sprowadzona na ziemię? No skąd? Ona jest przecież od przytulania i aż dziw bierze, że oni tego nie wiedzą. No ale skoro tak, to nie pozostaje jej nic innego jak obrona.
Upadek był nie lada szokiem i zwiastunem nadciągającego końca. Szczęśliwie już chwilę po zapoznaniu się z ziemią technika poskutkowała i pierwsze igiełki dały sygnał mężczyźnie, by cofnął rękę. Jak to jednak w życiu bywa jeden pstryczek w nos to za mało, by wydostać się z pola zainteresowania natręta i teraz nie miało być inaczej. Mężczyzna podejmował kolejne próby złapania dziewczynki, która tym razem była już przykryta kolczastymi włosami i jego ręce za każdym razem odbijały się z bólem.
Zamknęła oczy na znak Yamiego, i tak będąc już zasłonięta w gęstej kopule ze swych włosów. Światło jakie spowodował jej sojusznik poluzowało nieco szyki wśród wrogiego tłumu i Rika dostrzegła w tym swoją szansę. Przeturlała się raz czy dwa w kierunku torby, wciąż wyglądając przez szczelinę między włosami. Wtedy zauważyła poprawę sytuacji i odkrywając przód swojego ciała – kolce chroniły ją tylko z tyłu i po bokach – ruszyła biegiem po ekwipunek Chiakiego. W razie ewentualnych ataków zamykała się szczelnie w swej osłonie, tak jak zrobiła to stojąc nad torbą, nie chcąc uświadczyć niespodziewanego ataku. Sięgnęła po sprzęt dopiero gdy ten znalazł się wewnątrz kopuły, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo.
-Podejdźcie do mnie bliżej! – krzyknęła, aby skrócić czas, w jakim będą się grupować.
Wiedziała, że oślepienie nie będzie trwało wieczność i nie każdy oberwie równie mocno. Dlatego drogę powrotną pokonała już opatulona włoskami od stop do głów, ze wszystkich czterech stron świata. Rika była niczym niepozorny jeżozwierz, który każdego dnia boryka się ze słynnymi drapieżnikami w postaci lwów i jadowitych węży. Dość powiedzieć, że jest w stanie wyjść zwycięsko nawet otoczony przez stado królów zwierząt.
Gdy była już blisko Oshiego i Yamiego ze swoim wachlarzem, włosy Riki zaczęły wracać do normy. Robiło się ich coraz mniej, a one same skracały się z każdą chwilą. Kiedy wskakiwała na wachlarz były już zbyt krótkie, aby go uszkodzić i nieco zbyt słabe, aby stanowić pełną ochronę. Miała nadzieję, że Yami szybko odpali sprzęt i oddalą się z zagrożenia, które pochłonęło dwójkę ich sojuszników. Było to przecież 40% ich grupy, oni nie żartują! W tym momencie była już bliska złapania oddechu. Manewr przejęcia torby okazał się znacznie trudniejszy i bardziej wymagający, niż początkowo sądziła. Teraz miała jednak dwie torby, a odkrycie zawartości drugiej z nich było nie lada gratką. Rika lubi niespodzianki.
Gdy tylko uda im się wzbić na odpowiednią wysokość i wylądować w bezpiecznym miejscu, powinni mieć wspaniały punkt widokowy na najbliższe okolice.
-To jest Nihya-Tsu - Rika wskaże wzniesioną na wyżynie dzielnicę, do której prowadzą setki schodków.
Nie pozostanie nic innego jak zebrać myśli i wybrać najbezpieczniejszą drogę. Być może w drodze do dzielnicy możnych poskaczą trochę po dachach?
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 407
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 28 sie 2018, o 16:10

Oshi z każdą chwilą rozumiał coraz mniej z dzisiejszego dnia. Wpierw dostał się na własne życzenie do miasta otoczonego kwarantanną. A później, oglądał jak morderczy tłum porywa dwójkę z czwórki jego towarzyszy. Zdolności którymi władał wystarczyły by odgonić od siebie zarażonych, jednak w pewnej chwili młody wojownik miał tego dość. Zbyt wiele rąk próbowało go sięgnąć, zbyt wiele par oczu ziało nienawiścią. Oshi oddalił się od pozycji Yamiego, podejmując w tamtej chwili szybką decyzję... Kumulując w swym ciele wszystkie pokłady chakry, Senju uśmiechnął się do siebie, w jednej chwili uwalniając nabyte zdolności... Dał sobie radę pod wielkim murem, dawał sobie radę w lesie śmierci i wiele razy później... Banda obdartych cywilów, nie miała prawa dybać na jego życie.
Jedna pieczęć wystarczyła do tego co zamierzał zrobić, jedna szybka myśl w której przelał swe pragnienie... Zdolność pnączy, która miała unieruchomić wszystkich w zasięgu jego wzroku. Każdego cywila który starał się go pochwycić... Senju miał zamiar dostać się na latający wachlarz bez kolejnych niespodzianek... Gdyby mu się to tylko udało, być może jego towarzysze nie będą na tyle zainteresowani dziwnymi umiejętnościami chłopca, by zadawać zbędne pytania... Liczył tylko na to, że Burū nie skomentuje tego krwawym pocałunkiem.

-Ruszajcie na najbliższy dach... Zajmę ich przez chwilę.

W pewnym momencie zrezygnował z prostej drogi na wachlarz, starając się pomóc swym żywym towarzyszą... Jeśli młoda Rika miała opowiedzieć na jego pytania, to wcześniej należało utrzymać Ją przy życiu. Co prawda liczył się z tym że sama doskonale daje sobie radę, jednak szczęścia nigdy zbyt wiele... Był tutaj z prostego polecenia swego przełożonego, jednak dodatkowych profitów nikt mu nie odmówi.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 1 rok i 2 miesiące
•Płeć: Męska
•Wielkość: 70 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 341
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 18
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy
-Blada cera
-Zlote oczy
-Biało/niebieskie kimono
-Czarny płaszcz z kapturem
-Wakizashi na plecach, przy pasku
-Drewniana maska węża na twarzy
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy)
-Torba biodrowa
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yami » 28 sie 2018, o 17:24

Wszystko zaczęło się nieźle pieprzyć. Myślałem, że trafi mnie szlag kiedy użyłem bombek świetlnych aby oszołomić tłum zaś mała dziewczynka zamiast zbierać dupę w troki na wachlarz biegła w kierunku niewielkiego pakunku który zostawił za sobą staruszek, którego porwał tłum. Czy ona nie rozumiała, że każda sekunda zwłoki zwiększa szanse na porażkę i zostanie w tym przeklętym miejscu? Czy ona chciała podzielić los towarzyszy? Była młoda chyba nie wie co to znaczy ryzyko i wciąż żyje bajkami w których wszystko wychodzi bez żadnych problemów.
Dodatkowo chłopak, który wcześniej kroczył w kierunku wachlarza zatrzymał się i zaczął... oddalać? Ci wszyscy ludzie są jacyś chorzy, ryzykują niepewnym działaniem, które może nie zaowocować wcale. Czy on chciał uciekać kiedy część ludzi była oślepiona? Przecież teraz jego szansa zmaleje niemal do zera. Nie mam zamiaru ryzykować za nich wszystkich skóry. Nie będę mógł uratować ich dwoje w tej sytuacji, a skoro Oshi postanowił uciekać mogłem chociaż uratować młodą dziewczynkę.
Zacząłem lecieć w jej stronę na wachlarzu jak tylko się szybko dało. Kiedy ta zaczęła wracać położyłem się na wachlarzu tak, że głowa i jedna z rąk wystawała mi poza nim. Sięgnąłem w dół aby mogła złapać moją dłoń, a jeśli to zrobi będę mógł wznieść się wyżej w stronę pobliskich wyższych domów mieszkalnych. Z takiej pozycji nie będzie mowy o ataku z tłumów poniżej.
Kiedy myślałem, że to ja, największy leń zachował najchłodniejszą krew ze wszystkich stała się rzecz nad wyraz zaskakująca. Las pnączy zaczął owijać się wokół wrzeszczącej gawiedzi, która w sposób gremialny została spacyfikowana. Brak większej ilości ruchu pozwolił mi dopaść Riki, której pnącza nie owinęły i złapać ją za rękę kołnierz, co tam się dało i wznieść się wyżej.
Stamtąd usłyszałem również słowa Oshiego, który wzywał nas do umknięcia na dachy co planowałem od dłuższego czasu. Zaraz to znaczy, że ten chłopak dokonał takiego burdelu? Miał umiejętności na to wszystko? Dlaczego nie zrobił tego znacznie wcześniej! Przecież tak udałoby się i Satoriego i Starucha wybronić przed wściekłym tłumem. BA! JA NIE MUSIAŁBYM NIC A NIC ROBIĆ, ANI TEŻ MARNOWAĆ CENNEGO EKWIPUNKU. NOSZ... spokojnie. Głęboki wdech i wydech. Spokojnie, spokojnie. Nie denerwuj się, złość piękności szkodzi a tej za dużo to nie masz.
Wleciałem na pobliski dach z Riką. Rozwinąłem zwój i zapieczętowałem tam wielki wachlarz. Nie mam zamiaru nosić tego cholerstwa przez całą drogę ani lecieć na tym do siedziby władz. Taka podróż całkowicie by mnie wyczerpała, a tak podróż po dachach... też będzie wyczerpująca choć może nie aż tak bardzo... poza tym nie będę leciał bez bladej twarzy, która miała solidne umiejętności. Może się przydać.
- Skoro jesteś na dole poszukaj Satoriego i Staruszka, może jeszcze da się ich wyratować - odparłem w stronę Oshiego.
Byłem też dość zły na młodą dziewczynkę, której imienia tak w zasadzie nie pamiętałem, czy może nawet nie znałem, jakoś nie mogłem sobie przypomnieć czy aby w ogóle się przedstawiała, dlatego zwróciłem się do niej. - Młoda nic ci nie jest? A tak właściwie jak ci na imię?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yami
 
Posty: 939
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Dōhito Satori » 28 sie 2018, o 18:07

Fakt faktem, Satori dostał jakiegoś zaćmienia umysłu. Owszem, zdarzało mu się wcześniej dużo rozmyślać, tak, że aż odlatywał duchem do innej galaktyki, ale bez przesady żeby zdarzało mu się to podczas akcji. Tuż po tym jak odrzucono jego pomysł dostania się so szpitala wstąpiła w niego jakaś dziwna apatia. Ciężkie było to wszystko do wytłumaczenia, ale jego dalsze działania nie były podyktowane jego własnym działaniem, lecz poleceniami innych osób. Innymi słowy był jak bezwolny golem wykonujący cudze polecenia bez cienia sprzeciwu. Nie reagował nawet na czyjeś słowa kierowane do niego. Niestety nie było to dla Satoriego dobre - obudził się, gdy zaczęło się niezłe piekiełko i to akurat w kiepskim dlań momencie. Blondyn i jakiś czterdziestolatek zostali porwani przez tłum zarażonych i wywleczeni w nieznanym kierunku. Gdy został szarpnięty po raz pierwszy, wreszcie się ogarnął z tej stagnacji i wtedy też podjął szybką akcję - impulsem chakry przywołał do siebie wcześniej stworzonego orła. Coś czuł, że twór może bardzo się przydać i jakiś bardzo się nie pomylił. W tym czasie kątem oka widział jak zarażeni rozszarpują Chiakiego. Niedobrze, bardzo niedobrze. Zaklął w myślach i jedną ręką dyskretnie, ale szybko sięgnął po żyłkę. Orzeł leciał z pełną prędkością, toteż powinien dotrzeć nim Satori odniesie jakieś obrażenia w kontakcie z pół-trupami. Żyłkę miał zamiar posłać ku nodze orła, by ją opleść, a następnie się wyrwać z łap niemal pewnej śmierci. Pewnej, bo fizycznie to on nie mógł się im opierać, musiał postawić na spryt i techniki ninjutsu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
GŁOS SATORIEGO| SATORI'S THEME
Wciąż błąkasz się jak obłąkany
Wszędzie się dopatrując zmowy
Dla Ciebie świat - gumowe ściany
W zakładzie dla normalnie zdrowych.

Los to przeszłości jest pokuta
Którą się z nikim nie podzielisz
Więc w swoich zacznij chodzić butach
I w swojej budzić się pościeli.

Jad nienawiści przestań sączyć
Bo to nie moja przecież wina
Że Twój banalny świat się kończy
Gdzie mój dopiero się zaczyna.

Nie bądź więc pomnożonym zerem
Co przezroczystą daje sumę
Rujnując podłym charakterem
Co ja stworzyłem tu rozumem.

Nic nas od siebie nie wybawi
Zanim nie spełnię dni w Zenicie
Ja Ciebie znoszę, gdy się zjawisz
Ty siebie musisz całe życie.
~ Krzysztof Cezary Buszman - List do ciemnej strony człowieka
Avatar użytkownika

Dōhito Satori
 
Posty: 103
Dołączył(a): 2 lip 2018, o 18:46
Lokalizacja: Tsurai
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki wzrost, atletyczna sylwetka, złote włosy i srebrne oczy.
Widoczny ekwipunek: Torba na glinę x2, płaszcz, torba zwykła
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5828
GG: 49615911
Multikonta: -

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość