Dom uciech "Rōzugōrudo"

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Hayami Akodo » 8 wrz 2018, o 15:07

Obrazek


This side of me I want a little more
But inside it seems I'm just a little boy
Nothing else



theme


Maska rozpadła się na kawałki, a dwie pary złotych, jasnych oczu spotkały się ze sobą w przerażającym, szybkim impulsie. Jedna z nich wyrażała rozpacz, przerażenie, druga była dziwnie skamieniała, beznamiętne, jakby zamroczone krwią i wściekłą rzezią. Mężczyzna - właściwie chłopak, chyba młodszy od Hayamiego?, może - leżał przed nim, krwawiąc i umierając bezradnie. Jak motyl o połamanych skrzydłach, którego odarto z barw...
Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że był tak młody i tak bardzo do niego podobny. Kolor oczu, kolor włosów, ta młodość, świeżość - czy tak samo mógł wyglądać pod Murem, kiedy został wtedy ranny, albo w chwili, gdy umierał jego ojciec? Tak samo przerażony, wstrząśnięty, blady, pogodzony ze swoim marnym losem?
Twarz Isamiego znów stanęła przed nim wyraźnie, bardzo wyraźna, ostra, rysująca się jasnym, skrwawionym widmem, przez chwilę widział go, patrząc w twarz złotookiego młodzieńca, który już nawet się nie ruszał.

Bogowie, co ja zrobiłem? To ja? To naprawdę...
Czy to naprawdę moja twarz?
Moja?


Bał się spojrzeć teraz na siebie w lustrze. Zresztą, nawet gdyby miał tu jakieś, czas by mu na to nie pozwolił. Sumita darł się wniebogłosy: "ty draniu! TY DRANIU! ZABIŁEŚ ICH!", Shinigami wciąż stał, przyglądając się temu, a na twarz Hayamiego wypełzł - niczym wąż - zdradliwy, przerażający uśmiech. Zło, które walczyło w nim o lepsze z dobrem, chwilowo wygrywało, przerażająca i mroczna część natury każdego człowieka, wspomnienie poprzednich walk i wojen sprawiało, że Lew z Yinzin nie zamierzał ustępować. Niełatwo jest powstrzymać głodnego drapieżnika, który zaczął już szerzyć śmierć, tak samo jak nie jest prostym zadaniem namówić lwa, by porzucił szkielet, który właśnie obgryzał. Chłopak...Ta jego twarz, zrozpaczone, puste spojrzenie, krew...
Po prostu do szeregu widm, które szły za jego zbyt szkarłatną duszą, dołączyło kolejne, wyglądające jak on. Jego wierna - prawie - cholerna kopia. Jego odbicie, zniekształcone przez krew, przerażenie, splamione wściekłymi ciosami zadawanymi w sumie bez potrzeby. Więc to tak wygląda prawdziwe zabijanie.
Oblizał wargi, spierzchnięte od tego wszystkiego, czuł niezłą suchość w gardle. Głosy, zdarzenia, wonie, słowa przesuwały mu się w głowie, wyły jak głodne wilki[, rozszarpywały go na strzępy tak, jak on rozbijał maski swoich przeciwników, odzierając ich z ostatnich przedśmiertnych zasłon. Ten krzyk sumity męczył go, drażnił...

- ZAMKNIJ SIĘ! - warknął chrapliwie jak głodny drapieżnik. Jego złote, tak jasne oczy płonęły dziką nienawiścią i złością, gdy wznosił w górę swoją yari. Jak najszybciej skupił w sobie tą chakrę, która mu jeszcze została, po czym wściekle machnął yari, posyłając w jego stronę kolejne potężne uderzenie Issen, falę zagrożenia, mającą go trafić dokładnie w sam środek pleców - nigdzie indziej. Dyszał ciężko, a twarze tych, których zabił, leżących pod nim, co chwila - niczym w kalejdoskopie - przybierały inną formę. I to taką, o której Hayami najbardziej na świecie pragnąłby zapomnieć. Dygotał jak oszalały, jakby dostał ataku febry, uśmiech nie chciał mu zejść z twarzy.

Sorede nantoka yarisugoshite kita desho?
Demo sore ja mou boku wo damasenai desho?


- Zamknij się, koleś! - powtórzył wściekle, próbując od siebie odgonić natrętne głosy, śmiechy małych kuzynek, z którymi biegał, zanim to wszystko się stało, uderzenia i wrzask Yosuke, kiedy razem, przez całą noc, okładali się poduszkami, odgonić małego Ryuujina od siebie, tą świadomość, że gdyby tylko chciał, mógł odrąbać beznamiętnie jednym ciosem głowę tego dzieciaka...Teraz Ryuujin musi już być dużym dzieckiem, gdy ostatnio go widział, był jeszcze niemowlakiem. Przecież nie mógłby...Nie mógłby zabić takiego maleństwa, na litość bogów, nie był jakimś cholernym potworem!

A jednak skamieniałe spojrzenie tamtego gnojka i krew mówiły same za siebie.


Don't go! It's a mighty long fall
When you thought friendship was the top
Oh no! It's a wake up call
When your life went into shock



- SEINARU, DO ŚNIEŻNEJ CHOLERY!

Lwiątko, które stało się mordercą, chciało obronić biedną, rzuconą na ziemię Modliszkę. A czy mu się to udało? Czy krzyki i wściekłość drzewa, podpory lwiego rodu, które okazało się w ostatecznym rozrachunku jedynie dzieckiem, zrobiły jakieś wrażenie na otoczeniu, czy w ogóle cokolwiek mu się udało zrobić w tym kierunku? To już zostawmy w sferze domysłów.

Jeśli udało mu się trafić w sumitę i chociaż go zranić, Hayami - o ile sam w międzyczasie nie został niczym zraniony, nie zaszło nic niespodziewanego ani nikt nowy go nie zaatakował, chociażby Cana (bo wszystko może się zdarzyć) - przygotował się na potencjalny, kolejny atak z jego strony (chyba żeby go zabił, w co wątpił). W każdym razie wciąż dyszał, trzymał sztywno yari w dłoni, a przerażająco wściekły uśmiech i błysk w oczach mówiły, że nie ma dość. Jeszcze. Ale to, co działo się wewnątrz, było wystarczającą barierą, by powstrzymać go przed atakiem w kierunku stojącego wciąż gospodarza. Tamten nie miał chyba żadnej broni albo Hayami jej nie dostrzegł, ale młodzieniec potrzebował chwili, by złapać dech w piersiach, by zrobić sobie przerwę po tych durnych zabójstwach, które w sumie nie miało sensu...
...jak całe życie samurajów, oparte przecież na mordowaniu w imię nigdy nie spisanych zasad, w imię tego honoru, którego twarz nie śniła się ludziom po nocach.


DON'T GO, IT'S A MIGHTY LONG FALL
WHEN YOU THOUGHT FRIENDSHIP WAS THE TOP
OH NO! IT'S A WAKE UP CALL
WHEN YOUR LIFE WENT INTO SHOCK
WHOA!



UŻYTE JUTSU:

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



EKWIPUNEK:

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


STATYSTYKI:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



CHAKRA:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1119
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 15:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Seinaru » 8 wrz 2018, o 16:31

- O kieeeerwa...! - Zdążył tylko wykrzyczeć w locie, gdy z impetem rąbnął o ziemię, w jednej chwili zmieniając perspektywę z podłogi na sufit. Stęknął i jęknął, gdy jego ciało powracało do pierwotnego kształtu i poczuł ulgę w bólu, bo to oznaczało, że szczęśliwie udało mu się przeżyć upadek. Jak najszybciej przywołał do swojej pozycji dwa najbliższe klony z komendą rozbicia się o cielsko sumity. Nie chodziło mu o zadanie mu obrażeń, lecz o niewielkie obłoczki dymu, które bunshiny wytwarzają podczas swojego znikania. Miało mu to kupić ułamki sekund na kolejne akcje. Szarpnął głową w prawo i w lewo dopóki nie zobaczył stopy stojącego nad nim grubasa, a następnie bez zawahania wbił mu w nią tanto. Co jak co, ale w tym miejscu nawet spaślaki muszą coś czuć. Była to próba zajęcia przeciwnika. Kei nie zastanawiał się nad jego sylwetką. Był pewny, że zaraz poleci na niego z góry wielka jak bochen ręka, która go dobije i zabije, jeśli on wcześniej nie przerwie próby ataku, a to najłatwiej było chyba osiągnąć poprzez zadanie bólu ze swojej strony. Niemniej jednak dziabnął grubasa w ten sposób tylko wtedy, gdy jego stop była pod ręką. Jeśli Seinaru poleciał dostatecznie daleko, że nie sięgnąłby obranego celu, wówczas od razu odturla się nieco na bok od swojej aktualnej leżącej pozycji, a następnie jak najszybciej postara się wstać na równe nogi. Jeśli jednak zranienie przeciwnika w stopę się powiedzie, to dopiero wtedy Kei robi roll na bok i próbuje wstać.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2108
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Uchiha Izanami » 9 wrz 2018, o 00:23

Cena Wolności
Misja rangi B[105]
Seinaru oraz Hayami Akodo

Kei nie odleciał zbyt daleko od grubego ochroniarza, ale potrzebował czasu. Tanto ledwo trzymało mu się w dłoni, ale zacisnął na nich palce i odwrócił się, aby zadać cios swojemu przeciwnikowi. W każdej chwili gotowy do uniku i uważający na każdy potencjalny cios. Ten jednak nie nadszedł. Potężny mężczyzna był zajęty głębokim oddychaniem, a po jego ramionach spływała krew. Tak, z rany, którą zadał Seinaru. Dlatego, chociaż było mu ciężko – Kei był w stanie się odwrócić i zadać przeciwnikowi ranę w stopę, wbijając w nią tanto.

Hayami właśnie przeżywał załamanie nerwowe. Młodzieniec, którego zabił w swoim szale – był taki jak on. Identyczny. W tym samym wieku, tak samo wyglądający. Spowodowało to jeszcze większe spustoszenie w głowie młodzieńca, niż pierwsza śmierć. Obrazy i dźwięki przebiegały przez jego głowę, odcinając go od rzeczywistości. Dźwięki i obrazy irytowały go, co przetworzyło się na wściekłość na inny krzyk – krzyk wściekłego i smutnego ochroniarza. Wściekłość ogarnęła jego całe ciało i zaatakował. Przygotował się do cięcia…

W tym samym momencie, kiedy Hayami chciał ciąć, potężny mężczyzna zawył z bólu i przesunął się nieco w bok, robiąc bardzo obszerny gest ręką. Włócznia Hayamiego nie miała już celu przed sobą, a ręka grubasa uderzyła Hayamiego prosto w twarz i posłała do tyłu, przewracając go. Przez chwilę pociemniało mu przed oczami i nie wiedział, co się dzieje, kiedy wylądował na podłodze, wpatrując się w szpakowatego mężczyznę o ostrym wyrazie twarzy, który leżał w miejscu, gdzie przed chwilą Hayami widział siebie.

Kei trzymając swoje tanto, wstał po tym, jak się odtoczył na bok. Gruby przeciwnik krzyczał z bólu, krew mu płynęła ze stopy i ledwo co chodził. Ale udało mu się – przypadkiem – niemal znokautować Hayamiego. Kei sam nie widział, czy Hayami w ogóle w tej chwili oddycha. Widać było, że grubas – albo za chwilę się przewróci albo znowu zaszarżuje. Z karku spływała mu krew.

W tej samej chwili, kiedy Kei stał na nogach, rozległo się klaskanie. To Shinigami klaskał w dłonie, z uśmiechem triumfu na twarzy.
- Brawo. Pięknie. Dawno nie miałem takiej zabawy. Owszem, nie chciałem, żeby nasz drogi Yami się wtrącał, ale zabiłeś jego kochanka, Modliszko – stwierdził mężczyzna z szerokim uśmiechem na twarzy. – W każdym razie, mnie już to znudziło. Możecie wziąć głowy tych idiotów i wymienić je na pieniądze – wskazał na głowę bruneta, która leżała na podwyższeniu oraz na ciało blondyna. – No tą musicie sobie odciąć. Możecie też wziąć dziewczynę. Mnie już do niczego nie jest potrzebna.

Uchiha Izanami
 

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Hayami Akodo » 9 wrz 2018, o 12:08

Obrazek


Then suddenly it's where'd you go
The system blew I knew



theme


- AAAAAAAAAAAAAAA! - wrzasnął przeraźliwie, gdy ciężka (dosłownie) ręka olbrzymiego sumity powaliła go na ziemię. Przez dłuższą chwilę leżał na ziemi, nawet nie wiedząc, co się dzieje, nie rozumiejąc dosłownie nic. Przed oczami miał mroczki i jakieś kolorowe blaski, wszystko go cholernie bolało. W głowie mu się kręciło tak, że musiał podjąć spory wysiłek, żeby się porządnie skupić. Gdy wreszcie - po kolejnych minutach, długich jak wieki i ciężkich niczym głazy - zdołał zogniskować spojrzenie na trupie, który powinien tam leżeć, osłupiał po raz kolejny. Młodego samuraja o złotych oczach nie było. Zamrugał kilkakrotnie, by upewnić się, że dobrze widzi - ale nie, ewidentnie tego mężczyzny nie było. Nigdzie. Czy uciekł? Czy zdołał się przeczołgać gdzieś między...Ale nie, to niemożliwe, Hayami był przecież pewien, że go zabił. Czy wobec tego to, co zobaczył, było jakimś demonem? Odbiciem jego stanu, psychiki, tego, co czuł? Beznadziejna wściekłość połączyła się teraz z przerażeniem i zdumieniem, tłumionymi wszakże przez ten cholerny ból. Ledwo mógł oddychać, próbował się skoncentrować. Co tu się działo, do jasnej cholery?

Shinigami był tak nabuzowany endorfinami i rozbawiony, jakby opowiadano mu najlepsze dowcipy i przedstawiano najciekawsze gejsze. Stwierdził oficjalnie, że mogą sobie zabrać dziewczynę, gdyż jest mu już całkowicie zbędna, oraz że mogą zabrać głowy tego człowieka...tych ludzi.
Nadal miał cholernie sucho w ustach. Zaklął cicho w myślach. Nie rozumiał, jeszcze mniej rozumiał, w ogóle nie rozumiał. Jakim cudem? Czy ten mężczyzna, kimkolwiek był, użył na sobie Henge no Jutsu? Hayami pamiętał z dzieciństwa, jaką świetną zabawą było dla Sagi i Tensy podmienianie się, by zrobić mu kolejny dowcip z gatunku "ha, jestem tygrysem, rawrrrr!". A może był jakimś genjutsu? Ale przecież każda technika wymagała pieczęci, a nie zauważył, by ktokolwiek, zresztą nawet, gdyby użył teraz Kai...

Co się tu tak właściwie działo? Obraz rozjeżdżał mu się jeszcze trochę w oczach, gdy się rozglądał mętnie po pomieszczeniu. Sumita - to on był Yami? - darł się na całe gardło w wielkich boleściach, a tanto niezłomnie tkwiło mu w stopie. Shinigami stał, gdzieś tam była też Cana, na pewno Seinaru chyba przeżył. Chyba? Nie miał tej pewności. Co w ogóle było teraz prawdą, a co fałszem? Co było rzeczywiste? W co Hayami powinien był wierzyć? Nie ufał zapewnieniom Shinigamiego, ale teraz, tak czy inaczej...

O ile było to możliwe w jego stanie, podniósł się najszybciej jak mógł, opierając się na włóczni yari. Cofnął się trochę w stronę Shinigamiego, starając się sobie uprzytomnić, gdzie właściwie są jego nogi i dlaczego tak zarąbiście mota mu się w głowie. Wreszcie trochę oprzytomniał, odkrył największą jego tajemnicę, to znaczy położenie swoich stóp. W głowie miał cholerny mętlik, resztki niewygasłej jeszcze wściekłości mieszały się z przerażeniem, gniew z niepokojem, do tego doszedł zwyczajny strach o siebie i o Seinaru. Nawet jeśli teatr śmierci ucieszył jej boga, to jaką miał pewność co do jego kart? Przecież ten człowiek...Ten szpakowaty mężczyzna, który wcześniej wyglądał jak on...Czy tak samo wyglądało Szaleństwo?

Te myśli, które palą, i słowa, które oddychają.

- Co tu się... - jęknął, próbując złapać oddech. Spojrzał na Shinigamiego, a w tym spojrzeniu był i obłęd, i zdziwienie dziecka.

Widocznie rzeczywiście od dziecka i od wariata dowiesz się największej prawdy.

Jeżeli było to możliwe w jego stanie, to Hayami przede wszystkim starał się wstać i odsunąć od grubasa na tyle, na ile to było w tym momencie do zrobienia. Gdy tylko ból i szok przeszły całkowicie, zamierzał zbliżyć się do Cany. Miał zamiar spojrzeć jej głęboko w oczy. Co w nich zobaczyłby? Gniew? Zdziwienie? Szok? Przerażenie? Nie wiadomo. Pewne było jedno: Hayami nie miał zamiaru walczyć dalej. A na głowach tamtych niespecjalnie mu zależało. Przybył tu przecież dla dziewczyny i na prośbę przyjaciela, nie dla Teiz. I przy tym chciał być słowny: skoro wcześniej deklarował, że tamci go nie obchodzą, trudno, by nagle oderżnął im łby.

- Wcześniej mówiłem ci, Shinigami: zależy nam tylko na kobiecie - oznajmił chrapliwie. - Ich możesz sobie już zabrać.

W każdym razie jego celem działań była Cana, którą Hayami zamierzał chwycić i odciągnąć najdalej od Shinigamiego i grubasa, jak się dało - oczywiście ostrożnie, by nie zrobić krzywdy przyszłej matce, ale jednak odciągnąć. Nie zamierzał pozwolić na to, by została tu choćby minutę dłużej, tym bardziej, że Shinigami niby tak mówił, że "nie jest mu potrzebna", ale mógł trzymać się zasady "jeśli nie ja, to nikt inny" i zwyczajnie zamordować dziewczynę, zanim którykolwiek z nich zdążyłby zareagować.

- Cana! - jego głos miał być, przynajmniej w jego zamierzeniu, donośny i spokojny. - Chodź teraz z nami. Zabierzemy cię na Teiz, do twojej koleżanki. Będziesz bezpieczna.

Zerkał też, czy Seinaru sobie radzi, czy nie jest ranny, czy Shinigami nie kombinuje nic nowego.

Somehow you've come this far with that, right?
But you can't deceive me with that anymore, right?
Now what are you going to do? What should I do?



EKWIPUNEK:

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


STATYSTYKI:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



CHAKRA:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1119
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 15:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Seinaru » 11 wrz 2018, o 13:57

Nie miał zamiaru walczyć dłużej, niż było to konieczne, aczkolwiek buta Shinigamiego grała mu na nerwach. Już kilka sekund po zakończeniu starcia wydawało mu się ono bardzo odległą przeszłością. Wszystko uspokoiło się tak nagle, że aż nienaturalnie, choć kątem oka obserwował grubasa, który był w trakcie amoku. Oczywiście podczas ostatniego ataku nie zamierzał pozbywać się tanta i zostawiać go w trafionej wrogiej stopie. Dźgnął tylko, lecz nadal trzymał sztylet w dłoni. Na słowa tamtego przewrócił tylko oczami.
- Hayamiii... zatłukę Cię za tą Modliszkę... - Syknął tylko do kolegi, który właśnie podnosił się z ziemi i podchodził do Cany. Skąd mu do łba przyszło, aby przedstawiać go jak jakiegoś robaka? Rozejrzał się dookoła. W kilka minut zrobili tutaj niemałą rzeź, sześciu mężczyzn leżało pokonanych, jednak Shinigami nie pokazywał po sobie, że pragnąłby zemsty za odebranie im życia. Widocznie byli dla niego bezwartościową własnością, jak Cana, którą teraz dobrowolnie im oddaje?
Wyglądało to na prawdziwą niespodziankę i gest dobrej woli ze strony porywacza, lecz Kei nie wierzył w to, że nagle ruszyło go sumienie.
- A co z moją notką, którą Cana podniosła podczas starcia? Widziałem, co się z nią stało? - Zapytał, gdy Akodo nie był jeszcze zbyt blisko dziewczyny.
Cały czas miał na oku dwójkę przeciwników, gotowy do wznowienia walki, choć po takim przerwaniu wątpił w zasadność jakiegokolwiek fortelu. Cały czas nienawidził tamtego, jednak ostrzeżenia strażnika, którego poznał wcześniej, bezpieczeństwo Cany, a nade wszystko trupy już teraz wyściełające podłogę pomieszczenia dały mu do zrozumienia, że najwyższy czas przestać walczyć i skupić się na tym, po co naprawdę tutaj przyszli.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2108
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Uchiha Izanami » 12 wrz 2018, o 17:16

Walka się zakończyła ponieważ żaden z młodzieńców nie miał zamiaru walczyć, kiedy Shinigami walke zakończył. Słuchali się go, bez większego szemrania. Zatrzymali, skończyli, nie próbowali dalej atakować. Sam Shinigami rozłożył ręce szeroko i się uśmiechnął, skupiając się przede wszystkim na Keiu. Jeżeli chodziło o Hayamiego – Shinigami zmierzył go chłodnym spojrzeniem i zignorował.

- Grzeczne dzieci. Cana, słonko, podaj mi notkę, o którą prosi ten bardziej rozgarnięty owad – powiedział Shinigami, a Cana bez szemrania podała mu kunai z notką, którą on wziął do ręki i przedarł. – Chyba ją wyrzuciłeś. Będziesz mogła z nimi odejść, ptaszyno – zwrócił się do Cany. - Ale najpierw...

Shinigami zniknął. Seinaru Kei i Akodo Hayami nie zauważyli, żeby on gdzieś uciekł czy gdzieś się zapadł. Nagle zniknął im sprzed oczu. Jednocześnie obaj poczuli lekkie uderzenie powietrza w swoje odsłonięte części ciała.

Kei pierwszy się zorientował. Potem Hayami.

Shinigami niezauważalnie pojawił się tuż przy grubym mężczyźnie, który był już blady z powodu utraty krwi. Obejmował go ramieniem i nachylal się nieco do jego ucha. Powiedział wyraźnie słyszalnym szeptem.

- Wyraźnie zakazywałem ci się wtrącać, prawda? – powiedział Shinigami miękko, cicho, złowieszczo. I Hayami i Seinaru poczuli dreszcz na swoich ciałach, kiedy usłyszeli ten głos. – Wiesz, jak bardzo nie lubię, kiedy się nie robi tego, o co proszę.

- Shinigami-sama, ale on... – zaczął mówić gruby ochroniarz z desperacją w głosie, jednak urwał.

Kunai niemal niezauważalnie zatopił się w krtani mężczyzny i przeciął ją od ucha do ucha, zatapiając ostrze tak mocno, że niemal cale zniknęło. Gruby mężczyzna jedynie zacharczał i upadł głucho na podłogę, brocząc ją krwią. Shinigami odrzucił nonszalancko kunai i popatrzył na Seinaru i Akodo.

- No dalej, bierzcie łby, dziewczynę i wynocha. Albo będziecie sprzątać – powiedział i wyciągnął z kieszeni chustkę, w którą wytarł ręce.
Uchiha Izanami
 

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Hayami Akodo » 12 wrz 2018, o 18:53

Obrazek

It seems like gravity keeps pulling us back down
Don't go! It's a mighty long fall
When you know time is up



theme


Nawet nie zauważył, kiedy tamten mignął mu przed oczami i po prostu zniknął...zaraz! Zniknął? Zdziwiony kasztanowowłosy rozejrzał się, niespokojny, jednak dziwny atak dotyczył innej osoby. I był dość...zaskakujący. Czy Shinigami rzeczywiście był tak teatralny, chłodny, zimny? Czy faktycznie tak szybko nudził się marionetkami, którymi poruszał? Cóż, Hayami nie miał teraz głowy do psychoanalizy, w głowie mu szumiało, czuł się pijany - ale nie alkoholem, tylko zbrodnią. Krew, którą przelali, okazała się mu nie tylko ciążyć na ubraniu, ale na dłoniach...i na duszy.
Odpędzając myśli, lęk i wirujące przed oczami obrazy, młodzieniec zbliżył się spiesznie do Cany, tak by stać idealnie obok niej. Nogi przestały mu drżeć, jakoś nabrał pewności siebie.
Pewności, która gubiła.
Wzdrygnął się, gdy Shinigami zaczął szeptać niczym wąż, zapowiadać karę, która miała dotknąć grubego Yamiego. Odwrócił głowę i gdy tamten umierał, charcząc chrapliwie, wpatrywał się w ścianę, blady, milczący, z rozpuszczoną grzywą, której już nawet nie chciało mu się związywać na podróż - teraz była to zresztą najmniej istotna kwestia. Gniewne żądanie Shinigamiego wyrwało go z tego stanu, więc chwycił ostrożnie Canę za ramię. Spojrzał w jej oczy tym swoim płonącym spojrzeniem, które mogło mówić wszystko albo nic - ale na pewno nie było ani zimne, ani okrutne jak przesiąknięty sztucznością, beznamiętny wzrok boga śmierci.

- Zatłuczesz mnie na wyspie i to ostro, teraz nie ma na to czasu! - krzyknął. - Ruszamy do portu. I módlmy się, by nie było sztormów. Ani innych kłopotów!

Spojrzał na Shinigamiego zimno, beznamiętnie, niemal z podobnym typem okrucieństwa - a jeśli był bystrym obserwatorem, biegłym w ubieranie swych myśli w słowa, to mógł był nazwać emocje malujące się na jego twarzy obłędem. Straszliwym, ubranym w czerń i czerwień szałem, który - gdyby tylko zatruł duszę Hayamiemu - mógłby sprawić, że ten jego naiwny świat stanąłby w płomieniach.
Było to jednak krótkotrwałe i raczej szybkie, jak mgnienie, a sam chłopak - ignorując głowy - stanowczo wyprowadził dziewczynę na zewnątrz. Zaczekał, aż Seinaru do niego dołączy, po czym odpiął od pasa swoją katanę i wręczył mu ją. Nie musiał wiedzieć, od kogo młody samuraj ją dostał, nie musiał też mu dziękować.

- To dla ciebie - powiedział cicho. - Żebyś miał czym walczyć. Ja i tak jej nie używam, a zanim kupisz nowy kij, będzie dla ciebie lepsza niż tanto. Najwyżej oddasz, jak zrobisz zakupy, albo weźmiesz w ramach...nazwijmy to, podziękowania za tamte treningi i za to zadanie.

Powiedziawszy to i oddawszy Keiowi broń, Hayami chwilę zaczekał. Jeśli Seinaru postanowił mu ją zwrócić, wzruszył ramionami i przypiął ją sobie ponownie; jeśli zaś ją zatrzymał, to Hayami, nie mówiąc już nic więcej, zszedł z kobietą na dół. Zignorował wszystkie potencjalne ciekawskie spojrzenia, uwagi, polecenia czy coś, skupiony na tym, by opuścić budynek możliwie najkrótszą drogą i dotrzeć do portu. To właśnie on był teraz celem chłopaka - i nawet jeśli cieszył się z uratowania Cany, to jednak radość tę tłumił głuchy niepokój oraz strach. Co zobaczy w lustrze, w odbiciu klingi, co się mu przyśni, gdy położy się spać? Z czym tym razem będzie się w nocy zmagać? Z przebudzonym niespodziewanie głuchym widmem samego siebie, wołającym jego imię milionem głosów, przekształcającym się w duchy zamieszkujące jego duszę? Do rozterek i myśli Hayamiego dołączyła jeszcze jedna. Jeżeli zabijanie obudziło w nim tak niskie instynkty, jeśli przez krótki moment był takim potworem... Jakie miał prawo nazywać nim Seijiego, który tak na dobrą sprawę był tym samym? Jaką wartość ma zemsta, wymierzona przez potwora potworowi?
Idąc z dziewczyną i uważnie się rozglądając, Hayami postanowił w duchu, że nigdy o tym nie opowie ani matce, ani braciom, ani Yōsuke. Gdyby bowiem ród dowiedział się, co właściwie stało się w Ryuzaku no Taki...gdyby matka odkryła, jakie bestie drzemią w jej synu...
Wspomnienie płaczącej Risy i jej czerwonawych włosów było zbyt bolesne. A teraz musiałoby się powtórzyć - tyle że zdrajcą, wygnańcem i diabłem byłby jej najstarszy syn.
Lwiątko, z którego lwica była najbardziej dumna.

Jeśli Shinigami nic nie robi i Cana nie stawia oporu - to poproszę o zt dla Hayamiego i Cany do portu o/

EKWIPUNEK:

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


STATYSTYKI:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



CHAKRA:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1119
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 15:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Seinaru » 13 wrz 2018, o 08:41

Poraniony grubas nie stawiał żadnego oporu swojemu panu. Może dlatego że Shinigami był za szybki, a może dlatego, że tamten trzymał po prostu wszystkich za jaja i Cana nie była jego jedyną zabawką. Cóż, wybór należał do nich obojga, a Kei w tej sytuacji mógł jedynie wzdrygnąć się z obrzydzeniem, gdy mężczyzna rozciął swojemu pracownikowi gardło. Widok był okropny, lecz chyba konieczny. Ten cały Shinigami potrzebował swojego teatrzyku, kochał mieć widownię i był gotów poświęcić dla niej ludzkiej życie. Lecz ten akt nie spotkał się z aplauzem Seinaru. Gdy Yami padł na ziemię, samuraj zignorował całe to zajście, i zamiast zachwycać się nad szybkością umazanej twarzy, podszedł do Cany razem z Hayamim.
- Hej. PRzepraszam, że tak długo trwało, ale teraz możemy już iść. - Skinął głową w kierunku Akodo, aby razem pomogli jej wstać i wyjść w najbardziej opiekuńczy sposób, na jaki było ich stać. Jeśli dziewczyna nie miał nic przeciwko wyprowadzeniu jej w końcu ze Złotej Róży, wówczas nie zatrzymują się już oni na żadne dłuższe pogawędki z nikim. Kei jedynie na odchodne rzucił:
- Niepotrzebne nam są ich głowy, nie po to tutaj przyszliśmy. - I w zasadzie tyle. Teraz należało skierować się już na zewnątrz budynku i do portu. Kei zamierzał jak najszybciej opuścić to miejsce i w końcu doprowadzić zlecenie do szczęśliwego końca.

zt. do portu jak się da
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2108
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Aka » 10 gru 2018, o 13:20

Aka kiwnął głową na znak, że zrozumiał. W sumie miał gdzieś to, czy będą torturować nieznajomego, czy nie. Ich miasto - ich prawo. Mogli go sobie nawet powiesić przed bramą miasta, no młodym Uchiha nie zrobiłoby to większego wrażenia. Żyjąc pod czyjąś władzą trzeba przestrzegać prawa, albo liczyć się z konsekwencjami jego łamania.
Nie dowiedział się niczego ponad to, co było powiedziane od początku. Szkoda, mogłoby być ciekawiej - teraz musiał błądzić po omacku. Jeżeli tak działają prawdziwi detektywi, to Aka nie zazdrościł im w najmniejszym stopniu. Wolał mieć konkretne zadanie, niżeli bawić się w kotka i myszkę - no ale przecież podjął się tego zadania i w sumie zdawał sobie sprawę z tego, z czym może się ono wiązać. Uśmiechnął się w stronę swojego zleceniodawcy i ukłonił lekko, po chwili zaś skierował się w kierunku drzwi i wyszedł z gabinetu numer trzynaście. Nie tracił czasu i od razu wyszedł na zewnątrz, starając się nie wzbudzać podejrzeń.
Szybka analiza sytuacja jasno określiła, w które miejsce się uda. Targ z oczywistych powodów odpadał - żaden zdrowy psychicznie złodziej nie wystawi dopiero co skradzionych przedmiotów na ladę w biały dzień. Jubilerów, sprzedawców pamiątek i innych uczciwie zarabiających sklepikarzy również mógł wykluczyć. Świątobliwi raczej nie parają się kradzieżą, toteż świątynie pozostawił w spokoju. Zostały w sumie dwa miejsca w których podejrzane typy lubią robić interesy. Karczmy i burdele. Pierwszą opcję postanowił póki co zignorować. Wątpił, żeby złodzieje po udanej akcji szli się zachlać - musieli być czujni, a alkohol znacząco to utrudniał. Zostały więc siedziska rozpusty i grzechu. Prawda była taka, ze do domu uciech najzwyczajniej w świecie wolał nie iść - po prostu najzwyczajniej w świecie nie miał ochoty na oglądanie roznegliżowanych panienek i chłopców, którzy za kilkadziesiąt rou gotowi są upodlić się do reszty. Niestety taka była jego praca, czyż nie? Przełknął więc gulę i skierował się do jednego z takich miejsc, Złotej Róży, czy jak on się tam zwali. Zawsze go zastanawiało, dlaczego właściciele zamtuzów dają im takie idiotyczne nazwy. Może młody Sharinganowiec był zbyt głupi by zrozumieć ukrytą głębie takich nazw, bo jedyne co w nich można spotkać głębokiego, to gardło.
Wzdrygnął się lekko i to bynajmniej nie przez chłodną temperaturę na zewnątrz. Aka wcale nie był cnotką, która uważa, że najlepszą drogą do osiągnięcia doskonałości jest życie w czystości. Brzydził go jednak ten zawód, jakim trudnili się tutejsi mężczyźni i kobiety. Gdy tylko wyobrażał sobie z iloma osobami dziennie spotykają się w łóżku, zbierało mu się na wymioty. Gardził takimi miejscami, czuł się nieswojo gdy z oddali widział czerwone światło błyszczących lampionów. Mimo wszystko szedł pewnie i nie zatrzymywał się ani na moment. Cóż, może i wyglądał młodo, ale przecież był już dorosłym człowiekiem, wolno mu było na małe co nieco! Gdyby oczywiście nie brzydził się lizania lizaka po kimś.
Zbliżył się do drzwi i otworzył je, wchodząc do środka z udawanym uśmiechem na twarzy. Oczywistą czynnością było podejście do osoby, która zarządza całym tym kurwidołkiem i zwrócić na siebie uwagę - w końcu trzeba było zapłacić za chwilę przyjemności... Na przykład błyskotkami.
Aka
 

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Jun'ichi » 21 gru 2018, o 12:07

Misja rangi C
Aka
9/30


Od dobrego shinobi oczekiwało się wiele; siły, znajomości wielu technik, posłuszeństwa orz inteligencji. O ile pierwsze trzy można było nabyć, wytrenować, o tyle inteligencja była aspektem raczej wrodzonym, który objawiał się w takich właśnie chwilach jak ta, kiedy to musiałeś zadecydować o miejscu rozpoczęcia poszukiwań. Twoja dedukcja była całkiem słuszna jednak czy prawdziwa - okaże się kiedyś, a może nigdy.
Ostatecznie po pewnym czasie Twoja noga stanęła przed ukochanym miejscem rozpustników, bogaczy i uzależnionych od uciech fizycznych osób, które niejednokrotnie przepuszczały rodzinne majątki byle ujrzeć odrobinę nagiego ciała.
Po przekroczeniu rozsuwanych drzwi, ujrzałeś śliczną kobietę odzianą w białe kimono ozdobione różami, wyszywanymi złotą nicią.
Witamy w Złotej Róży. Czy zechce Pan... - kobieta zająknęła się na moment i przyjrzała Ci się dokładniej, zwłaszcza twarzy.
Proszę wybaczyć, ale wygląda Pan bardzo młodo. Czy aby na pewno możemy zaoferować nasze usługi? - dodała z uśmiechem tak cudownym, że przeciętny mężczyzna z pewnością poczułby uginające się samoczynnie kolana.

Będąc już w środku budynku, widziałeś umiejscowioną nieopodal wejścia ławę, przy której siedziało aktualnie trzech jegomości, każdy raczył się małymi porcjami Sake, którą polewały śliczne damy o kruczoczarnych włosach. Nieco dalej widziałeś kolejne, dość duże i rozsuwane drzwi przy których siedziała kolejna kobieta zaopatrzona w sporych rozmiarów zwój, atrament oraz zdobione breloki w kształcie złotych róż, co zapewne było przedmiotem świadczącym o "wykupieniu" wspólnego czasu z jedną z "Róż".
Chętnie poprowadzę misję dowolnej rangi lub wyprawy
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) - Kōga - D -> wzrosło do rangi C
2) -
3) -
4) -


Obrazek

I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]

Refereeing lvl 100
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1382
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 12:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
Multikonta: -

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Tohaku » 10 maja 2020, o 21:21

Chłopak nie czuł, jakoby był pozbawiony moralności, a wręcz przeciwnie — zastanawiał się czasem, czy przypadkiem nie miał jej zbyt dużo w porównaniu do prawdziwie elitarnych, bezlitosnych jednostek, które potrafiły wykonywać nawet te najbardziej kontrowersyjne rozkazy bez zmrużenia oka. Wojskowa mantra wywarła swój wpływ na umyśle młodzieńca i aspirował, by stać się tak doskonałym shinobi, ale z drugiej strony obawiał się nieco momentu, w którym zatrze granicę między ludzkością a moralnością. Naiwnie, kurczowo trzymał się jakiejkolwiek ostoi dobroci, coby na dobre nie utonąć w odmętach brutalnego świata. Jak w takim razie wytłumaczyć to, że żądał zapłaty od niedawno okradzionej, prawdopodobnie głupkowatej kobiety? Ano tak, że ewidentnie było widać (i czuć), że pieniędzy miała pod dostatkiem. Kilka monet jej nie zbawi, a na żaden potencjalny zarobek nie wolno było kręcić nosem. Co prawda sprawa była dość kłopotliwa, ale cóż, i tak uważał, że spędzał za dużo czasu na tych swoich licznych spacerach. Szkoda tylko, że nie zdawał sobie przy tym sprawy z tego, że to właśnie one najbardziej pomagały pracować nad zszarganą psychiką i utrzymywały negatywne emocje w ryzach, przez co parę ostatnich miesięcy minęło względnie bezproblemowo bez większych wahań nastroju.
No, ale wróćmy do trybu "misja". Siedemnastolatek słuchał nieznajomej, notując w głowie kluczowe informacje i wyławiając z odmętów pamięci godność wspomnianego rabusia. Hira Masami, miły, wie jak się obejść z kobietą, nie byle łachmyta. Informacje dość podstawowe i Tohaku skrzywił się pod maską, szykując się na szukanie igły w stogu siana, bo lokali dla takich domniemanych elegantów było sporo, szczególnie po tak gwałtownym zastrzyku gotówki.
No ale nic, zawsze mógł po prostu zrezygnować po jakimś czasie nieudanych poszukiwań. Byłaby to strata czasu, ale nie większa niż uwzięcie się na tym, by jednak doprowadzić sprawę do końca i walić głową w ścianę aż do skutku, nie? Dlatego wziął rękawiczkę od kobiety i schował ją za pazuchę, by ruszyć w drogę powrotną do wioski. Nie czuł się zobowiązany, by pożegnać ją jakkolwiek inaczej niż skinieniem głowy. Niech sobie myśli co chce.
Miał trochę czasu, by zastanowić się nad jakimś planem działania, bo tak jak zazwyczaj zawędrował dość głęboko w las. Nie mieszkał w Ryuzaku no Taki długo, ale znał co bardziej popularne miejsca i wiedział, które były na językach. Pośród wszystkich możliwości jedna wybijała się swoim przepychem i pretensjonalnością, jak i pasowała niemalże idealnie do opisu szurniętej kobiety. Gust, kobiety, takie tam. Był to co prawda prawie ślepy strzał, ale a nuż się uda, prawda? Dlatego tym razem nie wziął nóg za pas, mimo że ziarenko niepewności zaczęło kiełkować w jego sercu, gdy stanął przed drzwiami przybytku. Wszedł do środka, wygrawszy kolejną małą walkę ze sobą. Duszny klimat dawał mu się we znaki, dlatego miał zamiar czekać tylko chwilę, by ktoś do niego podszedł, zanim weźmie sprawy w swoje ręce. Niezależnie od tego czy rzeczywiście ktoś go zaczepi, czy sam będzie musiał znaleźć kogoś odpowiedzialnego za przyjmowanie interesantów, procedura będzie wyglądać tak samo.
Nie jestem tu, by korzystać z waszych usług — zacznie rzeczowo, pragnąc jak najszybciej wynieść się z tego miejsca. — Szukam mężczyzny o imieniu Hira Masami, pewna — ugryzł się w język, by nie powiedzieć "wariatka" — kobieta go poszukuje. — Nie miał zamiaru tłumaczyć swojego toku rozumowania, dlaczego trafił akurat tam. Nie było to w tym momencie istotne, dlatego jego słowa będą krótkie, precyzyjne i wypowiedziane neutralnym tonem. Nie wiedział przecież, że to nie do końca optymalna metoda, by wyciągnąć od kogoś informacje — wciąż miał niemałe problemy ze społecznymi interakcjami i choć napady paniki stały się znacznie rzadsze, to niezdarność w rozmowach cały czas wychodziła na wierzch.
Obrazek
Avatar użytkownika

Tohaku
 
Posty: 268
Dołączył(a): 23 lut 2020, o 19:06
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Kędzierzawy młodzieniec o ciemnych włosach z cienką maseczką na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarne, skórzane rękawice na dłoniach. Dwie kabury przy prawym udzie, obok siebie. Torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8075
GG/Discord: Pralkarz#9998
Multikonta: Sentakki

Re: Dom uciech "Rōzugōrudo"

Postprzez Yamanaka Inoshi » 11 maja 2020, o 14:07

Misja Rangi - D - 15/15?


- Rok 388 - Zima -
- Tohaku -
- Rōzugōrudo -

- Łotr -





" Łotr 2 "

Moralność... To bardzo trudna rzecz, jedno jej nie mieli, to była zupełna prawda. Brakowało jej głównie przestępcom, ale też i shinobi na rozkazach wielu rodzin, zwykle były to chłodne jednostki. W twoim przypadku, możliwe, że brakowało czego innego. Życzliwej dobroci, tudzież pewnej dozy bezinteresowności. Jednak czy w takim świecie łatwo o takich ludzi? Owszem, łatwo dostrzec takich którzy zginęli i nie dostosowali się do świata wpadając w najprostsze i najgłupsze pułapki świata z czystej dobroci. Takich jednostek było coraz mniej.

Największą tajemnicą części złych osób zawsze było to przekonanie w którym myśleli, że czynią dobrze. Ty na szczęście jeszcze nie zboczyłeś jeszcze w odmęty prawdziwych dylematów z którymi musieli mierzyć się ninja. Wróćmy jednak to tego co zdecydowałeś się uczynić. Tryb misja załączył się w twojej głowie - w końcu obietnica jakiejś zapłaty była lepsza niż łażenie po mieście i kontakt z dziwnymi ludźmi za darmo, prawda? Zanotowałeś co było ci potrzebne - w głowie bo notesu nie miałeś. Informacji wiele to nie było, lecz w zupełności wystarczało by rozpocząć poszukiwanie. Trzeba jednak było zastanowić się, gdzie taki ktoś jak on mógł się udać. Lokali w samym mieście było dużo, lecz wcale nie aż tak dużo jak mógłbyś przypuszczać. Wiele z nich to nic więcej jak ciut lepsze knajpy.

Skierowaliście się więc do miasta. Przez jakiś czas szliście w pewnej odległości - jasne było to, że ty szedłeś szybciej niż ona. Dopiero po przekroczeniu bramy gdzieś zniknęła ci z widoku. Kierowałeś się prostymi założeniami i odrzuciłeś większość potencjalnych miejsc skupiając się na jednym. Skierowałeś się do domu uciech, bo w jakim miejscu jak nie tak pretensjonalnym mógł znajdować się łotr-amant z klejnotami? To było aż nazbyt oczywiste z miejsc w które mógł się skierować. Pewność siebie była czymś czego nie brakowało nikomu w takim miejscu, ani kobietom, ani odwiedzającym je gościom. Trzeba było coś w sobie pokonać by bez pardonu i nieskrępowanie spędzać tutaj czas. Co prawa cierpliwości miałeś nie wiele, zdecydowałeś się poczekać... I nikt nie podszedł, musiałeś zadbać o to sam i kogoś zaczepić. Odnalazłeś osoby pracujące w lokalu i dość szybko zacząłeś rozmowę - dość niestandardowo co od razu kupiło ci chwilę uwagi – Masami? A to tacy jak on to przychodzą tutaj tylko czasami. Na pewno nie wieczorem. Jeśli go szukasz to... No daj mi pomyśleć. — I tak musiałeś spędzić chwilę na oczekiwaniu, bo pani pracująca w lokalu w jakże oczekiwanym po tym miejscu pracy kelnerki musiała chwilę się zastanowić. Szybko jednak potrafiła udzielić ci odpowiedzi jakiej chyba oczekiwałeś – A już wiem, jeśli go szukasz to sprawdź w Kanale, trochę mniej znany, ale i bardziej ogólny lokal. — I z tym akcentem zostawili cię. Znałeś lokal o którym wspomniała. Nie był duży, nie zbyt przesadnie bogaty, ale jednak z tej wyższej półki. No i co najważniejsze. Ludzie tam się trochę bardziej ubierali niż tutaj. Mniej frywolności, a więcej zwyczajnej miastowej elegancji - choć też bez przesady bo obsługiwano tam różnych ludzi.

Cel był jasny, Lokal o swoistej, dziwnej nazwie Kanał, kultowej w pewien sposób. Ale wiedząc, że niedługo napotkasz mężczyznę który zaczął ten cały sajgon z napadem, warto było się zastanowić co należy mu powiedzieć i jak poprowadzić rozmowę, o ile w ogóle zamierzałeś z nim rozmawiać.


- Kanał -
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Prowadzone misje:
- D - Wdowa
- C - Sprawa Honoru

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 3432
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do ramion
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 161
- Łuskowaty kombinezon
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Stalowe elementy pancerza, maska
Duży miecz na plecach
Plecak
Kabura z prawej strony na udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
Multikonta: Hoshigaki Maname

Poprzednia strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość