Szpital

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 30 kwi 2018, o 21:11

Patrzyli się, ale nikt nie zareagował. Bardziej zaciekawieni trupami i tym, co dzieje się na drugim piętrze szpitala, niż wielkim dramatem małej dziewczynki. Chciałoby się powiedzieć, że to normalne, ale wcale takie nie jest. Dlaczego nikt z gapiów nie zatrzymał jej, idącej wolnym krokiem donikąd? Czy mógł powodować nimi strach? Czy sądzili, że to ona jest winna temu wszystkiemu, może nawet wymyśliła to od początku do końca? Oczywiście część z nich mogła wyczekiwać wieści o swoich bliskich, ale z pewnością nie usprawiedliwiało to ich wszystkich.
Tymczasem mała szła przed siebie, posuwając się sukcesywnie do przodu. Czy jednak naprawdę o tym wszystkim myślała? Trudno powiedzieć. Zbitek szarpiących się myśli, które tylko na chwilę, tylko czasami zakłócały pustkę. Słabych jak fajerwerk, który tylko przez moment przykuwa uwagę swym blaskiem, po czym gaśnie. Wciąż była w tym dziwnym stanie, atakującym człowieka tylko w chwilach prawdziwej beznadziei. Kiedy nie można już niczego cofnąć, ani naprawić. Znacie to pradawne, chińskie powiedzenie? „Kiedy stoisz po szyję w szambie, nie wywołuj fal”… No dobra, może nie takie pradawne, ani nawet chińskie, ale za to jakże prawdziwe! To właśnie tym kieruje się ludzki umysł, chroniąc nas i prawiając w bezczynność, a on chyba głupi nie jest.
Od kilku chwil nie była jednak sama. Znów ktoś podążał jej śladami. Kiedy ostatnim razem, raptem kilka godzin temu poczuła za sobą czyjąś obecność, ani drgnęła, sparaliżowana strachem. Teraz, gdy scenariusz się powtórzył, również nie podjęła działania. Tylko że tym razem było jej zupełnie obojętne, co się dalej stanie.
Usłyszała, że coś do niej mówi. Odwróciła się w jego stronę i uniosła głowę przed siebie. Była teraz gdzieś na wysokości… no, niech będzie, że brzucha. Spojrzała jeszcze wyżej, wprost w niego. Chyba nie do końca rozumiała, co się dzieje. Przyglądała mu się kilka sekund z miną ucznia stojącego pod tablicą na lekcji matematyki. Miał dość czasu, by porządnie jej się przyjrzeć. Musiał ponowić pytanie. Tym razem – mniej lub bardziej zamierzenie – przywrócił Rikę do żywych.
Nerwy ponownie zaczęły przewodzić impulsy, dostarczając informacji. Informacji nieprzyjemnych, ale bardzo cennych. Oto stoi przed wielkoludem ze straży porządkowej. Zadał jej pytanie. Trzeba odpowiedzieć.
-Tak. Na chwilę przed i moment po. – pokazała swoje ramię. Dopiero teraz poczuła, jak boli – ja… chciałam to wszystko naprawić.
Wzdrygnęła się. Rika dopiero teraz zauważyła, jak bardzo jest wymarznięta. Była w fatalnym stanie i zaczęło to do niej docierać. Do oczu napłynęła nowa armia łez. Spojrzała porozumiewawczo na koronę drzewa i schroniła się pod nim przed opadami deszczu. Oparta o jego pień zsunęła się na ziemię i skuliła w kłębek, próbując zachować resztki ciepła.
-Był przysłany przez miasto. Miał specjalną pieczęć. Tak mówił mi tata. Miałam zrobić totem i dać w prezencie jego siostrze, która była w szpitalu. Okazało się, że jest w śpiączce, a gdy zeszłam na dół… Chciałam go przekonać, by sam wszedł na górę, ale on… To nie ja! - zrobiła przerwę. Tym razem w jej zachowaniu nie było krzty teatru – później wbiegłam na górę, żeby… wszyscy się ratowali, a ja… - głos urywał jej się co kawałek, by wreszcie zamilknąć na dobre.
Ostatnio edytowano 1 maja 2018, o 10:57 przez Rika Kari Matsubari, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Ichirou » 30 kwi 2018, o 22:30


Misja rangi D
3/15




Obrazek
Była jak ta kropla deszczu, która uderzyła o dachówkę jednego z budynków, by później spłynąć w dół i spaść na podmokły już grunt. Całkowicie poddana, nieopierająca się wpływowi grawitacji.
Obojętna.
Los w swej kapryśności mógł teraz zgotować zobojętniałej i niemalże bezbronnej dziewczynie różne niespodzianki. Uznał jednak, że na ten dzień nieszczęść było aż za nadto i nie postawił na drodze jedenastolatki nikogo podejrzanego. Horiuchi na takiego raczej nie wyglądał. W końcu oficjalny strój, informacja o przynależności do straży miasta. Jedynie ten posępny wyraz twarzy mógł wydawać się nieprzyjemny. Najwyraźniej mężczyzna nie miał ochoty lub sił na bycie przyjaznym na siłę, tak jak to czasem bywa w przypadku dorosłych z dziećmi. To nie był czas na rozdawanie cukierków.
Kiwnął głową na pierwsze słowa brązowowłosej. Rzucił okiem na jej ranę, ale moment później jego uwagę bardziej przyciągnęła usłyszana wypowiedź.
- Jak to, "naprawić"? - mruknął pod nosem, ni to pytając siebie, ni dziewczynę. Jednak nie musiał zadawać pytań, by otrzymać rozwinięcie w temacie, która mocno go nurtowała. Z każdym kolejnym zdaniem strażnik był zaciekawiony coraz bardziej, ale też i coraz mniej rozumiał.
Sprawa była świeża. Bardzo świeża. Dopiero co poszkodowani otrzymali pomoc. Ledwo policzono odniesione straty w ludziach i dobrach. Wciąż głowiono się nad tym, kto, jak i dlaczego dokonał zamachu. Wiele pytań, ale póki co brakowało jakichkolwiek odpowiedzi.
Horiuchi zrozumiał, że dziewczyna wie dużo. Wyjaśnienia na ten moment wydawały mu się bardzo nieskładne. Musiał więc spróbować wydobyć od małej informacje, w końcu to był jego jedyny trop.
- Mam nadzieję, że rozumiesz powagę sytuacji - odparł chłodno, mierząc ją wzrokiem, jakby chcąc podkreślić, że to nie jest najlepszy moment na zabawy.
- Będziesz musiała wszystko opowiedzieć. Dokładnie. Czas jest istotny, więc muszę cię poprosić, żebyś poszła ze mną teraz do siedziby straży, dobrze? - Zapytał spokojnie, mimo wszystko oczekując zgody. Innej opcji raczej nie brał pod uwagę. Cała straż stanęła na nogach, szefowie wariowali. Powstała burza, jakiej dawno tu nie było. Należało więc działać możliwie szybko i sprawnie, a to wykluczało ceregielenie się ze świadkami. Nawet, jeśli takowi byli tylko dziećmi.
Jeżeli Rika przystanęła na dość stanowczą sugestię Horiuchiego, to ten dość pospiesznym krokiem udał się z nią do placówki służb porządkowych Ryuzaku no Taki. W drodze raczej milczał, wyglądał na przybitego. Pociągnął kilka razy nosem, być może z powodu kataru. Albo z jakiegoś innego.

Jeśli idziesz ze strażnikiem, daj w poście [zt].
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2718
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 1 maja 2018, o 10:45

Domaganie się konkretnych, spójnych informacji, najlepiej wyrecytowanych bez zająknięcia, było raczej brutalne. Rika ledwie trzymała się na nogach, a właściwie teraz nawet nie. Chciało jej się spać. To coś, podobne do zmęczenia dawało o sobie znać i było trudne do skontrolowania. W każdej chwili mogła zamknąć oczy i już ich nie otworzyć. Na szczęście jedynie na kilka godzin.
Cóż jednak z tej brutalności, skoro myślenie w tym momencie o sobie było z kolei samolubne? Zaraz, ale czy na pewno? Mówiąc o tym, co zaszło nie pomoże rannym. Co najwyżej pomoże złapać człowieka, który do tego doprowadził. W tym momencie, w dobrym kryminale pada standardowa formułka: „nie wiemy, kiedy znowu uderzy”. Rika jednak znała bieg wydarzeń, znała motyw. On już nie uderzy. Albo raczej uderzy, ale rykoszetem nie oberwie więcej niewinnych ludzi. Jeśli prawdą jest, co mówił o losach Nany, ani trochę nie będzie jej szkoda kolejnych ofiar, choć sama nie przyłożyłaby do tego ręki. Właściwie nie myślała teraz o Menmie. Nie myślała o nim odkąd doszło do wybuchu w szpitalu, a ona ruszyła pędem do środka. Jeszcze do tego wróci, ale dziś opinia o zamachowcu się jej nie wykrystalizuje. W ogóle, zamachowiec. Jakie brzydkie słowo.
Niestety, brzydkie było też to, co zrobił. Chyba rozumiała, dlaczego chciał śmierci swojej siostry, ale czy naprawdę potrzebował do tego cierpienia innych osób, już i tak poszkodowanych? No i wreszcie czy potrzebna była do tego ona? Rika przytomniała i ostatkiem sił zaczynała myśleć do rzeczy.
Właściwie wcale nie chciała z nim iść do straży. W ogóle nie chciała się stąd ruszać, a jeśli już, to do domu. Tylko że tam czekała na nią mama. Na myśl o tym na powrót zrobiło jej się słabo. Co ona pomyśli? W domu byłabym bezpieczna… ale miałabym wiele do stracenia. Cokolwiek miała na myśli, była tego pewna. Matka zawsze była przeciwna jej „zabawom w ninja”, milcząco nie godząc się na nie. Gdyby nie tatko, nigdy nie nauczyłaby się tego, co już potrafi. Ale jego teraz nie ma i nie wróci przez… trzy, cztery dni? Nie pamiętała dokładnie. W każdym razie rachunek był prosty. Nie może pozwolić sobie na wsparcie.
-Dobrze – powiedziała krótko. Z jej głosu przebijał się smutek i niezadowolenie.
Horiuchiemu ewidentnie się śpieszyło i miał ku temu mnóstwo powodów. Dookoła panował niewidziany od dawna chaos. Służby robiły co w ich mocy, aby doprowadzić wszystko do ładu i on również będzie z tego rozliczany. Na szlakach pojawiło się mnóstwo ludzi. Dziw bierze, że w Ryuzaku jest aż tyle osób, bowiem tego wieczora dostrzec można było wiele nowych, nieznanych twarzy. Ciekawe co robią i gdzie pracują, że „z widzenia” znają ich tylko najlepsze osiedlowe monitoringi? No i w dodatku ta burza. Burzy nie trzeba się bać, by poczuć dyskomfort i nieświadomie przyspieszyć po kolejnych jasnych pęknięciach na sennym niebie.
Wszystko działo się jakby w przyspieszeniu i tylko Rika wyłamywała się z tego trendu. Szła powoli. Na więcej nie pozwalały jej siły. Strażnik nie tylko szybciej przebierał nogami, ale też jego kroki były niemal dwukrotnie dłuższe. Wyglądało to dosyć zabawnie, bo gubił dziewczynkę na kilkunastu metrach. Ona tymczasem głowiła się nad tym, co powie na miejscu. Powiem jak było. O tacie, o dziwnych głosach, o totemie i o tym, dlaczego weszłam z nim do środka. Ile powiedzieć o Menmie? Czego właściwie chcę? Może zamiast o nim, opowiem co wiem o Nanie? Ktoś wreszcie musi dopaść tych oprychów! Oh, wiem też, czego nie powiem. Jeśli nie padnie dokładne pytanie, spróbuję przemycić informację o zwoju. Ciekawe, czy nadal tam leży?
Z rozważań wyrwało ją wyczekiwanie Horiuchiego. Gdyby była w pełni sił z pewnością dostrzegłaby, że już wcześniej, właściwie od samego początku, zwalnia aby dać jej czas na dogonienie. Teraz jednak stał i choć nie dawał tego po sobie poznać, pewnie był zniecierpliwiony. Rika zrobiła trzy szybsze kroki. Strażnik odwrócił się w kierunku drogi i szedł dalej. Zwykły, nic nieznaczący pic, ale podziałał. Rika jednak znowu zwolniła. Miała już dość. Poruszała się w ślimaczym tempie. Strażnik znów oddalał się od dziewczynki i po kilku chwilach przystanął. Odwrócił się i ujrzał śliczną, lecz zupełnie zrujnowaną wydarzeniami dziewczynkę, szczerzącą się do niego najładniej, jak potrafiła. W jej oczach nie było zła. Była zaś nadzieja.
-Może mnie poniesiesz?


z/t
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Ichirou » 1 maja 2018, o 14:53

Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2718
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 14 maja 2018, o 08:57

Dotarła pod szpital. Niewiele się zmienił od czasu, gdy ostatni raz go widziała. Wybuch ptasiego totemu odcisnął na nim swoje piętno i minie jeszcze sporo czasu, nim wszystko wróci do normy. Póki co zrobiono jedynie prowizorkę hamującą zimne powietrze przed dostaniem się na korytarz. Porządne naprawy zaczną się pewnie na wiosnę.
Było zimno, ale stała tak przez kilka minut w bezruchu. Rozgrywała różne scenariusze tego, co zaraz nastąpi. Wzięła haust zimnego powietrza i weszła do środka.
Wewnątrz czuła się gorzej niż zwykle. Jakby wszyscy wiedzieli, kim jest. Wątpliwe, aby któraś z urzędujących teraz na dole pielęgniarek widziała ją tego feralnego dnia. Opowieści o samotnej, zrujnowanej dziewczynie, która jak duch przemknęła wokół tłumu musiały jednak dotrzeć i tu. Oczywiście dużo jest zielonookich dziewczynek. Część z nich ma też pewnie mahoniowe włosy. Ale hej. Patrząc na Rikę wspomnienia tej historii wracały same. Nikt nie miał wątpliwości.
Podeszła do recepcji.
-Szukam takiej pani… blond włosy średniej długości, zawsze uśmiechnięta… ucierpiała w wybuchu – dodała rwanym głosem. Ta ostatnia informacja, niewątpliwie ważna, nie przysporzyła jej przychylności nowej recepcjonistki.
-Skąd mam wiedzieć, kto jest teraz uśmiechnięty? Po tym co się stało, pewnie nikt! – odburknęła. Jej ton niemal kończył rozmowę.
Rika omiotła wzrokiem hol. Szukała pomocy. Chyba ją nawet znalazła.
-Horiuchi. To chyba jej nazwisko.
Podziałało. Panna Horiuchi leży na 1. piętrze. Czas znowu pokonać te przeklęte schody. W tej informacji było jednak coś pozytywnego. Najciężej ranni leżeli na drugim. Owszem, tam kilka sal było teraz niedostępnych i może część najbardziej potrzebujących trzeba było przenieść niżej. Była to jednak nadzieja, której można się było chwycić.
Będąc na piętrze i kierując się do wyznaczonego pokoju myślała, że postradała zmysły. Słyszała dochodzące z oddali śmiechy. Były coraz głośniejsze. Gdy zbliżyła się do sali panny Horiuchi, zobaczyła, że ktoś jest w środku. Rozpędem weszła jednak do środka. Gdyby tego nie zrobiła, może zbiegłaby na dół i nie wróciła tu już nigdy. Spojrzała na łóżko i leżącą na nim kobietę. Miała ochotę przeprosić i powiedzieć, że to pomyłka. Dopiero widok stojącej do niej tyłem dużej postaci przywrócił jej pewność. To Horiuchi. Mimo to z jej twarzy nie znikało zdziwienie. Czyżbym się pomyliła i to jednak nie jest…
-To ja – odezwał się znajomy głos, jakby czytając jej w myślach – Sayaka Horiuchi. Podejdź bliżej.
W tym samym momencie stróż odwrócił się, by zostawić je same. Na jego twarzy nie było już śladów po głośnym śmiechu, który słyszała chwilę wcześniej. Mimo to przez skórę przebijała się namiastka pozytywnych emocji. Pierwszy raz widziała go takiego. Przywitali się, a ten rozczochrał jej włosy. I tyle go widziała.
Podchodząc bliżej rozpoznała 23-letnią kobietę, która dodawała jej otuchy podczas jej pierwszej misji. Później razem wniosły na górę szpitala ukryty ładunek. Dziś Sayaka wyglądała zupełnie inaczej. Wygladała na wykończoną. Jej opadające wcześniej na ramiona włosy dzisiaj ledwo sięgały uszu. Ktoś przyciął je, gdy zajęły się ogniem.
-Przepraszam… - wtuliła się w ramię Sayaki i zalała je mieszaniną łez żalu i szczęścia. Potoczył się mało treściwy dialog, który trwał blisko dziesięć minut. Obydwie brały na siebie odpowiedzialność za to, co się stało. Dochodząc na końcu do wniosku, że żadna z nich nie zawiniła. Tak miało być. Tyle.
-Stałam wtedy tyłem i wybuch pchnął mnie do przodu. Pozostało kilka oparzeń, które już nie zejdą. Na szczęście to nie całe plecy, tylko niektóre miejsca. Gdy upadłam, uderzyłam o coś głową. – pokazała bliznę na skroni. – przez to mogłam zginąć. Ta kreska będzie mi o tym przypominać do końca życia. Na szczęście mogę ją trochę zakryć włosami, a lekarze obiecują, że z czasem nie będzie jej tak mocno widać… Co tak patrzysz? Włosy odrosną! To najmniejszy problem.
-Przez kilka dni nie było ze mną kontaktuprzez kilka dni leżała tu tak, jak Nana… - Obudziłam się dwa dni temu i próbuję wrócić pomału do normalnego życia. Yanagita jest ze mną, gdy tylko może. Opowiadał mi o waszych przygodach. Nie wiem co on o tym myśli, ale ja jestem ci wdzięczna. Nie za schwytanie Rana, ale za powstrzymanie Yanagity. Gdyby to zrobił, nie wiem co by to dzisiaj było…
-Przyjdź tutaj za miesiąc albo dwa. Jak dobrze pójdzie, wrócę już wtedy do pracy. Teraz przepraszam, ale jestem wyczerpana. Mam jak najwięcej spać.
Pożegnały się i zawarły przymierze. Dla małej Riki było to coś wielkiego. Gdy zeszła na dół, zapytała jeszcze o Kuroshiego. Owszem, był wtedy w szpitalu. Został szybko ewakuowany z pozostałymi pacjentami i nic mu się nie stało. Trzy dni temu wypisano go ze szpitala. Rika szarpnęła drzwi wyjściowe i wybyła na świeże powietrze. Przez chwilę zrobiło jej się wstyd, gdy drzwi uderzyły o ścianę. Nie zatarło to jednak tego, co teraz czuła. A czuła się panią świata. Rozpostarła szeroko ręce i zbiegła po schodach. W podskokach wróciła na szlak. Miała jeszcze trochę czasu.


z/w -> "Park" w centrum osady
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Keion » 3 lis 2018, o 22:03

No i stało się, zaryzykowałem dalsze działanie, ale nic nie poszło tak jak tego chciałem, już pierwszy mój ruch został dostrzeżony przez przeciwnika. Dziadzio choć stary to był bardzo doświadczony i sprawności też mu nie brakowało, szybko po ścianie ruszył w moim kierunku, nie dając się zwieść moim bunshinem. Próbowałem użyć techniki podmiany, ale oczywiście ranna dłoń wcale mi w tym nie pomagała i gdy kończyłem składać pieczęć woła w moje dłonie uderzyło ostrze topora. Zakończyło to moją próbę podmiany, a kolejna rana i tym razem dość poważna sprawiła że straciłem kontrolę nad chakrą odczepiając się od sufitu. Szybko runąłem z hukiem uderzając głową w podłogę, a w moim stanie do zdecydowanie wystarczyło bym wypadł z walki na dobre. Najśmieszniejsze było to że już nie czułem bólu usłyszałem tylko ostanie słowa starcza, po których sądziłem że zostanę natychmiast dobity.
Jak się później okazało mój przeciwnik okazał się być na tyle dobrotliwy że oszczędził mi życie, a przekonałem się o tym budząc się w szpitalu. Gdy się obudziłem obok mojego łóżka przechodziła jedna z pielęgniarek, dzięki czemu w miarę szybko dostałem coś do jedzenia. Niestety nie było to wiele, jak to zwykle bywa w szpitalu, ale jedzenie było na tyle dobre że pomogło mi odzyskać nieco sił i świadomości że zacząłem się interesować swoim zdrowiem. Obejrzałem swoje ciało i sprawdziłem czy nie mam żadnych poważnych ran czy trwałych obrażeń. Ku mojej uciesze wszystko z czasem mogło dojść do normy, no może poza prawą dłonią która była w najgorszym staniem. W tym momencie mogłem jej używać jedynie do korzystania z pomniejszych przedmiotów i w sposób mało sprawnym, ale to dawało mi nadzieję że kiedyś to się zmieni. Bardzo chciałem się wydostać że szpitala i zejść z łóżka, ale jako osoba znająca się na medycynie wiedziałem jak ważne było żebym dał ciału dojść do siebie. -Zaletą tego że tutaj się znalazłem jest to że mogę przynajmniej przemyśleć co zrobiłem źle, a trochę tych błędów popełniłem. Przede wszystkim nie powinienem godzić się na propozycję Pana Hayamaty, po drugie powinienem być ostrożny cały czas, a ja tego nie zrobiłem.-Podpierając głowę rękoma leżałem na łóżku wpatrując się przez długi czas tylko i wyłącznie w sufit, aż zasnąłem. Jednakże nim zasnąłem zdążyłem przeanalizować cały mój dzień od spotkania Pana Hayamaty, aż do momentu w którym straciłem przytomność po upadku na głowę. Kolejne dni aż do wyjścia minęły mi bardzo podobnie, leżałem odpoczywałem i rozmyślałem nad tym czego powinienem się nauczyć, w jakich kwestiach bardziej się rozwinąć, żeby więcej do czegoś takiego nie dopuścić.
Avatar użytkownika

Keion
 
Posty: 218
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 09:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Szare włosy, szczupły w miarę wysoki, ma wcięcia koloru czerwonego na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura z prawej strony na udzie i torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?p=79323#p79323
GG: 9908468
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Keion » 5 lis 2018, o 09:32

Przez cały okres pobytu w szpitalu czas płynął mi bardzo powoli. Dni strasznie się dłużyły, a mi już ciężko było myśleć o tym co mogłem zrobić lepiej. Jasnym dla mnie się stało że mój pobyt w szpitalu jest sztucznie i niepotrzebnie przedłużanie, więc zacząłem się niecierpliwić. Co prawda wciąż nie czułem się w pełni zdrów i nie władałem prawą dłonią tak dobrze jak bym chciał, ale postanowiłem o sobie przypomnieć.
-Czy wciąż jest konieczne, żebym przebywał w szpitalu? -Zapytałem jednej z pielęgniarek podczas obiadu, na co szybko uzyskałem odpowiedź, że musiałbym porozmawiać z lekarzem. Całe szczęście jeszcze tego samego dnia ten mnie odwiedził i od którego dowiedziałem się co nieco jak to że mną jest.
Wiadomość niestety nie była zbyt radosna, ale nie była też tragiczna i musiałem przyjąć ja do siebie.
-Po roku powinienem odzyskać pełnie sprawności w dłoni, mogę też spróbować poszukać pomocy na własną rękę. -Pomyślałem niezbyt zadowolony i postanowiłem spróbować zrobić to po swojemu, bo nie mogłem dłużej przebywać w szpital.
-Dziękuję za otrzymaną pomoc, ale czas na mnie, a to łóżko bardziej pomoże komuś innemu. -Powiedziałem podnosząc się z łóżka i powoli zbierając swoje rzeczy. Wiedziałem że będę tesknił za tym miękkim łóżkiem, ale musiałem je opuścić i udać się w świat.

z/t
Avatar użytkownika

Keion
 
Posty: 218
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 09:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Szare włosy, szczupły w miarę wysoki, ma wcięcia koloru czerwonego na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura z prawej strony na udzie i torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?p=79323#p79323
GG: 9908468
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Chise » 11 lut 2019, o 19:56

Misja C
31/30, cd.


Pokój był niewielki i cichy, nie wyróżniał się niczym spośród dziesiątek mu podobnych w szpitalu jak i tysięcy innych na świecie. Wydawało się, że są zawsze takie same - zimne, pachnące nieco dziwnie i spokojne. Światło padało przez okno, ale ktoś o dobrym sercu zaciągnął firankę, więc nie raziło w oczy. Przy łóżku stał stolik z dzbankiem wypełnionym wodą oraz szklanką, nieco dalej była miska i położony obok ręcznik, standardowe wyposażenie takich pomieszczeń. Rękę miał unieruchomioną w łubkach, ale nie bolała, owiniętą bandażem miał także głowę, ale o niej nie można było powiedzieć tego samego. Łupało w niej, aż dziwne, że huk się nie rozchodził, ale jak to mówią "boli, znaczy, że żyjesz!", co w przypadku Kisho wcale nie było takie oczywiste.
W nogach łóżka miał przewieszoną kartkę, w której lekarze robili notatki co do jego stanu. Zanim się ktoś zjawił i opowiedział o tym, to właśnie tam mógł znaleźć informacje o swoim stanie. Podobno trafił do szpitala nieznacznie oparzony, za to dość znacznie przyduszony dymem, ze złamaną ręką i rozciętą głową. Leżał tu drugi dzień. Podkreślone zdanie mówiło - zatrzymać do rozmowy ze strażą!
I rzeczywiście, niedługo po tym jak lekarze odkryli, że jest przytomny, zjawili się strażnicy. Kobieta z długim, blond warkoczem i szczupły mężczyzna. Opowiedzieli mu, że mężczyzna, którego przywieziono razem z nim odzyskał przytomność pierwszy. Nazywał się Masaru i wraz z przyjacielem byli w podróży z Sogen do Ryuzaku, gdy zostali zaatakowani. Nie wiedział jednak podobno niewiele więcej. Dzieciaki zeznały, że był nieprzytomny, więc uwierzono mu, że był ofiarą tego zajścia. Od tego, co powiedział im młodzieniec zapewne wiele zależało, jednak bez względu na to szybko wyszło na jaw, że jak na niewinnego to szybko zwinął się ze szpitala. I to przez okno.
Dwa znalezione trupy uznano za agresorów, unieszkodliwionych i zabitych w obronie koniecznych lub przez przypadek. I mimo tego, jednak delikatnie zasugerowano by mu się więcej takie sytuacje nie zdarzały w Ryuzaku, gdyż może to nie zostać potraktowane jako przypadek.
Po kilku dniach był wolny i w sumie pewnie na tym by się zakończyła jego przygoda, ale ktoś jeszcze o nim pamiętał. Bukiet polnych kwiatów i kawałek pergaminu obok, z dziecinnie narysowanymi znakami życzeń powrotu do zdrowia. Zaś w środku bukietu, sprytnie ukryty mały rulonik.
Karczma "Kurinuka-me". Gdzie jest Naoki?
M.

I jeśli chwilę nad tym pomyślał, to mógł sobie przypomnieć o tej karczmie. Był w niej.. A dokładnie, to był przy niej.
Tylko czy chce to ciągnąć?


/koniec misji C! Jeśli chcesz, wątek możemy kontynuować na misji C lub B <3 Mam nadzieje, że się dobrze bawiłeś, bo ja i owszem <3 Powodzenia dalej!
Btw, szpital możesz od razu opuścić, tylko nie zapomnij wspomnieć o tym, co powiedziałeś straży.
Chise
 

Re: Szpital

Postprzez Kisho » 18 lut 2019, o 15:06

Rozszerzył nieco powieki, by zobaczyć odrobinę światła. Miał wrażenie, że właśnie obudził się po przyjemnym kilkugodzinnym spaniu ledwo nad rankiem. Jakże wielkie zdziwienie go spotkało, gdy dosłownie po sekundzie poczuł pulsujący ból w czaszce i częściowo rozchodzącym się po całym ciele, a także dotarło do niego, co właściwie się stało. Migawki wspomnień z opuszczonego budynku nadal tkwiły w jego głowie. Pamiętał, być może teraz nie tak szczegółowo, ale pamiętał co się tam działo i dlaczego. Wiedział też bez zgadywania, gdzie jest. Zaskakująco często trafiał do szpitali i o dziwo wszystkie wyglądały niemalże podobnie. Przynajmniej z zapachu, bo co jak co ale ten zawsze był tutaj specyficzny. Pewnie nagromadzone tutaj medykamenty, bądź inne typowo medyczne przedmioty wydzielały ten charakterystyczny, nigdzie indziej niepasujący szpitalny zapaszek. Skończył jak zwykle poobijany, pewnie ledwo żywy, czyli praktycznie jak zawsze po ofiarowaniu komuś pomocnej ręki. Cóż, tego można było się spodziewać.
Co zabawne, tym razem miał dodatkowo styczność ze strażą i był brany pod uwagę jako sprawca, co należało szybko wyjaśnić i dokładnie wszystko szczegółowo opowiedzieć. Co prawda nie musieli mu wierzyć, mieli takie prawo, więc na zakończenie wspomniał, że jeżeli nadal mu nie wierzą, mogą nająć kogoś z Yamanaka, by prześwietlił mu wspomnienia i tym samym potwierdził jego zeznania. Wtedy mieliby pewność całkowitą, a sam Kisho miałby w pełni czyste konto.
Po kilku dniach odpoczynku i dalszej kuracji wreszcie został zwolniony i oficjalnie mógł opuścić szpital, co nie omieszkał uczynić. Przypadkiem jednak w oczy rzucił mu się rulonik ukryty w kwiatach od bandy dzieciaków, które można by rzec, zgotowały mu ostatnio piekło. Charakterystyczne bazgroły w życzeniach powrotu do zdrowia nie mógłby być przypisane nikomu innemu, ale ten tajemniczy dodatkowy liścik?
Odwinął rulonik, przeczytał krótką informację i aż go zamurowało. Podpis „M.", a także pytanie o Naoki'ego nie mógł być przypadkiem. Masaru chciał się z nim spotkać. Chyba nie wiedział, że choć Kisho początkowo starał się mu pomóc to koniec końców i tak odstawiłby go pod posterunek tutejszej straży. Narobił sobie bałaganu, więc musiał ponieść konsekwencje swoich czynów.
Zapowiadało się więc na to, że niedawana przygoda nadal nad nim wisi i będzie musiał ponownie spotkać się z malcami i podejrzanym, za którym wysłano list gończy. Najpierw jednak wypadałoby uprzedzić straż, że w okolicy jest przynajmniej jeden ze zbiegów, o którym też im ostatnio opowiadał na przesłuchaniu.

z/t -> KLIK
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 455
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość