Szpital

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 7 kwi 2018, o 14:59

Misja D
13/15
"Morska bryza"


I tak oto wszyscy skupili się na planszy, nawet stojąca na uboczu Ayami. Pierwsze pionki poszły w ruch, po nich następne, aż wreszcie dziadek w trzecim posunięciu przesunął jedną z figur na pierwszej linii. Rika miała już pewną informację o możliwości poruszania się Złotym Generałem na skos, nie wiedziała jednak, czy przesunięcie o jedno pole było ruchem celowym, czy też wynikało to z ograniczeń samej figury. Nie mając dostatecznej wiedzy o grze, nie mogła odpowiednio jej rozegrać, choć bardzo się starała.
Analizując w myślach dotychczas widziane ruchy poszczególnych bierek, odszukała wzrokiem kompankę, która cały czas czujnie obserwowała zajście. Jej myśli krążyły wokół figury Wieży i jej możliwości. Mogła się zastanawiać, czemu staruszek nie rusza nią na skos mimo wolnej drogi, na chwilę obecną jednak myślenie nad tym do niczego sensownego nie prowadziło. Wykonała zatem swój trzeci ruch, powielając po raz kolejny manewr Kuroshiego, starając się w jakiś sposób skłonić go do komentowania partii. O dziwo, przyniosło to jakiś efekt - mężczyzna westchnął przeciągle i odchylił się do tyłu, wygodniej usadawiając na poduszkach.
- Jeszcze jeden ruch i koniec, sennichite. Specjalnie powtarzasz posunięcia. Jeśli nie masz dziś ochoty na grę, trzeba było powiedzieć od razu - stwierdził tylko, wzrok skupiając na dziewczynce. - Nie musisz specjalnie dla mnie się zmuszać, kochana. Może i twój ojciec uważa mnie za starego zrzędę, ale rozumiem, że shogi to nie jedyna forma spędzania czasu. Co zatem chciałabyś dziś robić ze swoim podstarzałym i gderliwym dziadkiem?
Przy ostatnim stwierdzeniu i zadanym pytaniu uśmiechnął się nieznacznie. Być może chciał w ten sposób dać znać, że zna opinię zięcia na swój temat, czegokolwiek nie próbowano by mu wcisnąć. To był zapewne jeden z tych przypadków, gdy o zrzędliwości danego człowieka mówiło się po cichu, przy nim zaś przywdziewano odpowiednią maskę.
- To może opowie pan o jakiejś swojej wyprawie? - zasugerowała do tej pory cicha Aya, podchodząc bliżej i samej podsuwając wolne krzesło. - Z chęcią również posłucham, jeśli nie macie nic przeciwko.
Hanzo przyjrzał się dziewczynie z uwagą, zaraz jednak jego spojrzenie wróciło na Rikę. Widać było, że to na jej barkach pozostawia wybór sposobu spędzenia tego czasu. Wysłuchamy zatem niezwykłych morskich opowieści, czy padnie inna propozycja?


Sennichite [千日手] – sytuacja, w której poprzez czterokrotne powtórzenie ruchu dochodzi do remisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 536
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 7 kwi 2018, o 22:45

Koniec. „Jeszcze jeden ruch i KONIEC”. Przez ułamek sekundy myślała, że popełniła jakiś dziwaczny błąd i przegra w czwartym, nie, w piątym ruchu. Okazało się jednak, że powtarzanie zagrań na dłuższą metę jest niedozwolone. Od samego początku – dziewczyna miała wrażenie, jakby byli raczej przy końcu partii, a nie po trzech turach – jej plan nie mógł się powieść. Był po prostu zakazany. W obliczu tego nietrudno zauważyć, że Kuroshi najzwyczajniej musiał przejrzeć jej zamiary. Choć nie do końca, bo przecież Rika wcale nie chciała sennichite Ba, nawet nie wiedziała, co to takiego. Chciała po prostu wygrać.
Było jej strasznie głupio. Szczególnie, że dziadek nawet nie był na nią zły. Zupełnie jakby nakrył ją na złym uczynku i miał w sobie dość klasy, by machnąć na to ręką i powiedzieć, że nic się nie stało. Co więcej, swoją wypowiedzią odsłonił przed Riką człowieka, jakiego od razu polubiła. Kuroshi okazywał się być świadomy tego, co mówi się za jego plecami, a przecież przez pogarszające się zdrowie coraz trudniej musiało mu być nadążać. I jeszcze nazwał się gderliwym w taki sposób, jak gdyby cały świat, włącznie z Riką uważał, że taki właśnie jest. Co mam zrobić?
Można by powiedzieć, że odniosła sukces. Przystąpiła do obcej gry z obcym człowiekiem, z powodzeniem udając osobę, która już na zawsze miała pozostać jej obca. Jak dotąd nie wpadła. Dalej jest Akirą, którą miała się stać. Jednak jej tok myślenia był zupełnie inny. Przyszła tu, by sprawić przyjemność temu nieszczęśnikowi, który prędzej czy później dowie się całej prawdy. Chciała, żeby miło spędził czas i był szczęśliwy. Jak dotąd zmierzała do przerwania ulubionej gry staruszka i choć ten najwyraźniej nie był zły, to musiało mu się zrobić szkoda. Rika była wściekła.
Dlaczego nikt mi nie powiedział wcześniej o shogi? Zawczasu bym się nauczyła! A teraz co? Ta niedokończona partia to jedna, wielka porażka. No bo jak mam ją dokończyć? Zaraz by się okazało, że nie umiem grać i wszystko runie.
I jeszcze Ayami próbuje ratować sytuację… Aaa! Przecież sama wiem, co mam robić… - spojrzała na dziadka, który nie odrywał od niej wzroku. Wiedziała, że ma u niego naturalne pierwszeństwo i ucieszyło ją to.
-Dziadku, to nie tak, że nie chcę grać. Po prostu bardzo chciałam wygrać, a dzisiaj… - tak jak ostatnio, uciekła wzrokiem do okna – nie mam pomysłu, jak to zrobić. – dodała ściszonym głosem. Ostatnie słowo pozostało na dłużej w pomieszczeniu, a gdy tylko się ulotniło, szybko kontynuowała z obawy przed odebraniem głosu:
-Wcale nie jesteś zrzędą. Może tata tak myślał… myśli. Nie wiem tego. Ale ja lubię z tobą być. Zostawmy dzisiaj tę planszę – wstała i spojrzała na nią z góry. Wiedziała co chce zrobić. Nie wahając się chwyciła znajdujący się skrajnie po zewnętrznej stronie pionek Kuroshiego i przesunęła go o jedno pole do przodu. Po chwili odtworzyła ten ruch po swojej stronie planszy.
-Sennichite. Dzisiaj mamy remis. Czy zawsze ktoś musi wygrywać i przegrywać? – przybliżyła się do dziadka i wtuliła twarz w jego ramię – To świetny pomysł. Opowiedz nam coś ciekawego, prosimy.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 9 kwi 2018, o 12:48

Misja D
15/15
"Morska bryza"


Partia, która wcale nie tak dawno się zaczęła, miała się zaraz skończyć. A przyczyną tego była nieznajomość zasad gry u młodej kunoichi. Skąd jednak dziewczyna, która nigdy właściwie nie miała styczności z grą shogi, mogła wiedzieć, że powtarzanie ruchów przeciwnika jest niedozwolone? Ano nie mogła. Kuroshi uznał po prostu, że dziewczyna najzwyczajniej w świecie zmierza do szybkiego zakończenia partii remisem, co mogło być prawdopodobne, gdyby siedziała przed nim jego własna wnuczka, nie zaś odgrywająca jej rolę Rika. Mimo wszystko staruszek nie był zły, zależało mu po prostu na spędzeniu czasu z Akirą, a przebieg spotkania nie musiał się skupiać wyłącznie na grze.
Panna Matsubari nie czuła się zbyt dobrze w aktualnej sytuacji. Prawda, nie wyszła z roli, nadal pozostawała w oczach dziadka osobą, którą miała być, podjęła wyzwanie, grając w shogi bez znajomości zasad. Mimo wszystko ta wizyta miała na celu uszczęśliwić starego rybaka, a wychodziło z tego zupełnie co innego. Dziewczyna była na siebie po prostu zła, ale nie zamierzała się poddawać, nie na tym etapie. W końcu cała ta farsa była częścią jej misji, prawda? Starsza koleżanka wyszła z propozycją, jednak to do Riki należało podjęcie decyzji i tu dziewczyna przejęła inicjatywę.
- Rozumiem... - zaczął Hanzo, słysząc jej wyjaśnienia, młoda jednak kontynuowała. Słuchał jej uważnie i patrzył, jak przesuwa pionki, doprowadzając do końca czwarte powtórzenie ruchu a tym samym - sennichite. Uśmiechnął się delikatnie, gdy ogłosiła remis, i już miał odpowiedzieć na to z pozoru retoryczne pytanie, gdy dziewczynka zbliżyła się do niego i go przytuliła. Przez chwilę trwał w bezruchu, jakby zdziwiony zachowaniem wnuczki, zaraz jednak przygarnął ją do siebie, zamykając w chwilowym uścisku. Rika mogła poczuć wydychane przez nos powietrze na włosach, moment później już mogła zająć swoje miejsce.
- Dobrze, opowiem wam coś, czego żadna z was jeszcze nie słyszała - rzucił staruszek z błyskiem w oku. Teraz wydawał się nieco żwawszy, pogodniejszy, choć w szarym oku, którym patrzył na świat, dostrzec można było też coś jeszcze, coś bliżej nieokreślonego. - Miałem wtedy jakieś trzydzieści lat i pływałem po mroźnych morzach otaczających Morskie Klify...
I tak dziadek zaczął opowieść o spotkaniu z wielkim wielorybem, największym, jakiego udało mu się spotkać. Opisywał kolejno przebieg zdarzeń, polowanie wraz z innymi rybakami, a ostatecznie - cud narodzin młodego wieloryba. Każdy fragment tej historii pełen był szczegółów i przekazywanych wraz z nimi emocji. Opowieść zmierzała już właściwie ku końcowi, gdy do sali wszedł dość młody mężczyzna w kitlu lekarskim.
- Kuroshi-san, przepraszam, że przeszkadzam, ale zaraz będę musiał zabrać pana na badania - poinformował krótko, na co staruszek tylko przytaknął.
- Czyli to już koniec spotkania - podsumował z delikatnym uśmiechem na ustach i jeszcze na moment ujął dłoń Riki we własną, pochylając się nieco do przodu i ściszając głos. - Dziękuję ci, drogie dziecko, za tę namiastkę szczęścia. Doceniam twoje poświęcenie.
Obdarzył ją szczerym uśmiechem, w którym czuć było także ulgę. Wyprostował się na posłaniu i skierował spojrzenie na okno, w stronę wybrzeża. Jego twarz pozostała uśmiechnięta, mimo to Rika przy wyjściu mogła dostrzec pojedynczą kroplę spływającą po nieco pomarszczonym policzku. U boku Ayami opuściła salę, której drzwi zamknął za nimi lekarz.
- Dobrze się spisałaś - powiedziała cicho Aya, prowadząc dziewczynę w stronę schodów a następnie wyjścia. - Akira wiele dla niego znaczyła.
I właściwie na tym kończyła się rozmowa na ten temat. Rika spełniła dobry uczynek, dając schorowanemu człowiekowi odrobinę szczęścia, i właściwie mogłaby teraz o wszystkim zapomnieć. Mogłaby. W głowie jednak cały czas rozbrzmiewały jej słowa dziadka. Słowa świadczące o tym, że on wie...

END
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 536
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 9 kwi 2018, o 18:17

Z ust Kuroshiego popłynęła rybacka opowieść. Gatunek, który dobrze znała z własnego domu. Historia dziadka tylko trochę różniła się od tego, co do tej pory słyszała. Trzeba było jednak przyznać, że potrafił on opowiadać. Emocje, którymi barwił całą swą historię niemal bezpośrednio spływały na Rikę. Z jej perspektywy był to zdecydowanie najprzyjemniejszy moment misji. Nie czuła na sobie presji opiekowania się starszym panem. To ona była zabawiana. Dokładnie tak, jak powinno być.
Wszystko przerwał ubrany w biały kitel lekarz. Jego sukienka, choć kolorystycznie podobna do jej własnej, nie wydała się równie gustowna. Rika spodziewała się, że Kuroshi zaoponuje i poprosi o jeszcze kilka minut, ale tego nie zrobił. Miast tego obwieścił koniec spotkania. Przybliżył się do dziewczynki, a ta poczuła się dziwnie zagrożona. Przyjęła podziękowania, nie mówiąc więcej, niż to konieczne. Po tym, co usłyszała nie odważyła się na dalsze odgrywanie swojej roli. Dziadek odwrócił się w stronę okna, a po jego policzku spływała samotna kropla. Z perspektywy, którą miała mogło się wydawać, że to pot. Rika wiedziała jednak, że to słona jak morskie wody łza. Wszystko układało się w logiczną całość. Szarpnął ją dreszcz i zupełnie opadła z sił. On wszystko wie – pomyślała. Wychodząc z sali czuła na sobie spojrzenie Kuroshiego. Spuściła głowę jeszcze niżej.
Wszystkie wydarzenia od przyjścia lekarza potoczyły się bardzo szybko, jakby bez jej udziału. Myśląc o tym pod drzwiami szpitala doszła do wniosku, że każde inne zachowanie tylko pogorszyłoby sytuację. Zamieniły kilka zdań z Ayami. Przyjęła pochwałę. Mowa ciała dobitnie przeczyła wszystkim słowom Riki. Dziewczynka nie miała już mocy więcej udawać. Jakby nie było dla kogo. Chciała być sama.
-Za wcześnie na powrót do domu. Nie musisz mnie odprowadzać. Przejdę się okrężną drogą. Dzięki za dziś i do zobaczenia!
Jak powiedziała, tak zrobiła, oddalając się z pola widzenia starszej koleżanki. Coś w niej pękło. Ja udawałam wnuczkę, a on udawał dziadka. Zalała się łzami. Przypomniała sobie widok Kuroshiego i pomyślała, że może każdy ma ograniczoną ilość łez do wypłakania? Ona ma ich bardzo dużo. Przestraszyła się, że ktoś ją usłyszy, ale po chwili przestała się tym przejmować. Przysiadła przy kamieniu. Rozmyślała nad tym, co zrobiła źle. Czy podeszłam zbyt blisko? Rozpoznał mnie albo wyczuł mój zapach? Może słabnący wzrok zrekompensował słuch. Czy ktoś się zastanawiał, czy mamy podobne barwy głosu? Albo te przeklęte shogi… - do głowy przychodziły kolejne pomysły, żaden z nich nie był satysfakcjonujący. Odtworzyła w pamięci moment, gdy Kuroshi spojrzał się w okno. Powiedział mi, że wie, co myślą o nim inni. Doskonale wiedział też, CO SIĘ WYDARZYŁO NA MORZU. Zrozumiała wszystko, a jednocześnie owo „wszystko” wydawało się takie bez sensu. Zupełnie, jakby ktoś wpakował ją tym zadaniem na minę. Czyżby staruszek przechytrzył wszystkich?
Pomału dochodziła do siebie. Straciła poczucie czasu, ale na niebie wciąż widniało słońce. Nie wycierała łez, nie chcąc brudzić sukienki. Dotknęła swoich policzków i skóry wokół oczu. Wolała nie wiedzieć, jak teraz wygląda. Unikając ludzi, skierowała się w stronę zbiornika wodnego. Obmyła twarz i nabrała do płuc świeżego powietrza. Nie było jednak czasu na zadumę. Matka mogła się już niepokoić, a to na pewno nie jest do niczego potrzebne. Ruszyła w drogę powrotną. Już nie musiała nadkładać drogi i poszła najkrótszą z możliwych ścieżek. Postanowiła nie myśleć o tym, co się stało. Na to przyjdzie jeszcze czas. Teraz musi pokazać mamie, że było fajnie. Inaczej czekałaby ją zacięta walka o kolejną misję. Oczywiście by ją wygrała, ale po co komplikować? W plecy paliło ją słońce, a delikatny wiatr powiewał zachwycającymi zielenią liśćmi. Gdyby była sobą, pewnie widziałaby, jak uśmiecha się do niej cały świat. Teraz jednak zignorowała to wszystko.
Zbliżając się do domu, stanął jej przed oczami lekarz. Co się działo przed, a co po jego pojawieniu się? Stanęła przed furtką do ogrodu. Kuroshi nie dokończył opowieści o wielorybach… - gdzieś w głębi serca podjęła niedostępną teraz decyzję. Zacisnęła piąstki i ruszyła w stronę drzwi. Wiedziała, że historia dziadka i wnuczki również nie dobiegła jeszcze końca.

[z/t] -> Domek Matsubari
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 22 kwi 2018, o 22:17

Praca szła w najlepsze. Owszem, sama też dałaby sobie radę, jednak teraz budowa przebiegała znacznie szybciej. Jej cienkie rączki, choćby wsparte motywacją i zapałem, nie zastąpią prawdziwej siły mięśni. Nie było to zbyt pocieszające, na szczęście tyczyło się jedynie szczególnych robót, takich jak ta. Zresztą czy byle osiłek zrozumiałby instrukcję? Chciała wierzyć, że nie i pewnie miała rację.
Rzucała kolejne polecenia i wspólnie pracowali nad ptasim totemem. Gdyby okazało się, że jest tu ktoś jeszcze, ktoś kto obserwuje nie tylko ją, ale i jego, to z pewnością ta scena wydawałaby mu się zabawna. Jej władza nie trwałą jednak długo, bowiem w momencie pojawienia się nieznajomego nie zostało już wiele etapów budowy do przebrnięcia. Przymocowali figurę do podstawy, przyprawili jej pióra i po kilkunastu minutach totem był gotowy. Jego widok napawał Rikę satysfakcją. Satysfakcją przysłaniającą to wszystko, co działo się wokół. Co tu się dużo rozwodzić? Człowiek zdolny jest przyzwyczaić się do wszystkiego. Do smaków, do zapachów i do upioropodobnego przybysza u swego boku. Im mniej latek na koncie, tym bardziej elastyczna nie tylko nasza skóra, ale i umysł.
Tym razem to on przejął inicjatywę. Zdecydował się unieść podstawę, by mała podłożyła pod nią kółka. Słysząc, że ptak nie odleci i trzeba mu pomóc, poczuła wręcz rozczarowanie. Jej wewnętrzne ja szybko puknęło ją w głowę. Ona jednak nie czuła się w pełni swobodnie. Choć wbrew pozorom wcale nie było tak źle! Nieznajomy zdawał się dobrze bawić, śmiejąc się przy tym… nieco inaczej, niż do tej pory. Nie było czasu zastanawiać się nad tym wszystkim, co się dziś wydarzyło. Zajęli się flagą i po chwili wszystko było już gotowe. Usłyszała, że przeniosą teraz swoje dzieło do miłych ludzi – powtórzyła w myślach. Tych dwóch słów razem sparowanych nigdy nie należało traktować dosłownie. Zapaliła jej się lampka ostrzegawcza, ale co właściwie miałaby zrobić? Jakkolwiek głupio to zabrzmi, z nim była bezpieczna!
Ruszyli więc w drogę, którą znał tylko on. Zmierzali raczej ku centrum Ryuzaku, więc nie było powodów do niepokoju. Ależ zabawnie musieli razem wyglądać! Rika i „Ktoś”, oboje przyciągający uwagę z zupełnie innych względów, a między nimi ptasi totem jeżdżący na kółkach. Gdyby urodzili się wiele, wiele lat później, ich przemarsz zdobiony byłby błyskami fleszy, a ich zdjęcia właśnie obiegałyby Internet. A tak szli, przyciągając jedynie uwagę gapiów. Jakoś nieszczególnie się tym przejmowali, a że nikt ich nie zaczepił, obiektywny obserwator mógłby uznać tę scenę za normalną. Szli w milczeniu, koncentrując się na totemie i tym, by dostarczyć go na miejsce w jednym kawałku. Z rzadka oglądali się na boki. Czując, że niedługo jej dzieło trafi w czyjeś ręce, postanowiła jeszcze raz mu się przyjrzeć. Uwagę przykuła flaga, jako element, który pojawił się na samym końcu. Już wcześniej było w niej coś dziwnego, ale teraz Rika nabrała podejrzeń. Flagi zazwyczaj są dwustronne, a tutaj symbole widać tylko z jednej strony. To dziwne. Zupełnie tak, jakby ktoś chciał coś ukryć. Niezręczną ciszę wypełniał ruch gałęzi i aktywności zwierząt.
Zatrzymali się przed szpitalem, Rika poczuła deja vu. Jeszcze tydzień temu nie wiedziała, jak wygląda od środka szpital. Teraz zapowiadało się, że odwiedzi go ponownie. Rozejrzała się na boki, pytająco szukając innych miejsc, w które mogliby się kierować. Na próżno. Są takie oczywiste chwile jak ta, gdy nie pozostaje nic innego, jak zapytać, co dalej. Takie, w których wszyscy wiedzą, co zaraz nastanie i czekają niecierpliwie na czyiś pierwszy krok. Oh, czyż nie ustaliliśmy dzisiaj, że nic nie jest takie, na jakie wygląda?
-Ja jestem Rika Matsubari… - uniosła głowę w jego stronę - a ty… A ty kim jesteś?
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Hitsukejin Shiga » 23 kwi 2018, o 14:06


Misja D
13/15

Oczywiście, że wszystko pójdzie o wiele łatwiej, w momencie gdy robi się coś razem. Ja wiem, ja wiem, Rika na początku pracowała sama i trzeba jej przyznać z całym szacunkiem, że praca szła jej naprawdę zacnie. Jest wyjątkowo dzielną dziewczynką i mimo zlecenia jej wyjątkowo chłopięcego zadania - bo całe te konstrukcyjne mecyje i układanki z drewna, rurek, metalu to raczej chłopięce zabawy są w jakieś rzeźby, totemy, samochodziki, nie oszukujmy się, ale dziewczynki to jednak bardziej kojarzą się chyba z... nie wiem, lalkami? Z szyciem? Z gotowaniem? Może Rika powinna dostać zlecenie, jak ktoś inny w tym mieście pare dni wstecz, na wykonanie ciasta czy uratowanie skradzionych ciastek. Byłoby to jednocześnie zadanie doskonałe dla Shinobi jak i, że się brutalnie wyraże, idealne dla dziewczynki. Stereotypowo, ale jednak coś w tym jest, bądź co bądź - to Rika radziła sobie z tym zleceniem bardziej niż świetnie. Jest, co widać na pierwszy rzut oka, Shinobi z krwi i kości i nie straszne jej jest żadne zlecenie ani żaden potwór. Nawet jeśli ten wyrasta znikąd za plecami i jest... no dokładnie tak straszny jak go Sobie Rika wyobrażała. Ale jest powiedzenie by nie oceniać książki po okładce, a na razie nowo poznany jegomość nie robił nic co by mogło świadczyć o tym, że oprócz strasznego wyglądu ma także straszny charakter. Wydawał sie, hm, miły. Nawet... Dziewczynka postanowiła, po skończeniu ptasiego totemu i zatknięciu flagi, udać się z panem od bandaży tam, gdzie on prowadził. A zaprowadził ją z polanki prosto do miasta, przeszedł cały rynek, nie oglądając się ani razu w żadną stronę, patrząc tylko przed Siebie... i dotarli do szpitala. Wydawał się w ogóle nie zauważać, że wyglądem przyciąga uwagę, spojrzenia, że ludzie niemalże wytykają ich jak cyrkowych klaunów. Albo inaczej, on o tym wiedział, ale miał to zupełnie gdzieś dopóki nikt ich nie zaczepiał i nie zagrażał jego małej koleżance...
Przed szpitalem, w odległości kilkunastu metrów od szpitala, była ławeczka. Mężczyzna skierował ku niej swoje kroki i przysiadł sobie.
-Riko Matsubari mi na imie jest Menma. A teraz główna część zadania... Ja się trochę wstydzę, bo widzisz, w tym szpitalu leży moja siostrzyczka młodsza. Nie widziałem się z nią z rok, bo podróżowałem. Kochała zawsze ptaki i jest zapaloną historyczką! To będzie piękny prezent, jeśli zawieziesz ptaka na salę na drugim piętrze i powiesz, że to od Menmy... Rozpoznasz ją. Blondynka, jasne włoski, w twoim wieku mniej więcej.. - W głosie jego obecna jest prośba, troska... wstyd nawet. - A potem tu przyjdziesz i powiesz mi jak zareagowała! - I znów wrócił entuzjastyczny, radosny Menma!

W szpitalu rzeczywiście jest opisywana dziewczynka, lecz na miejscu dowiesz się (od pielęgniarki), że od długiego czasu nieprzytomna.

Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2754
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 23 kwi 2018, o 17:30

Nigdy nie słyszała tego imienia. Może dlatego, że zawsze skrywa się pod bandażami? Menma. Chciała poczuć to imię. Zrozumieć je. Właściwie równie dobrze mogłoby być damskie. Rika nie pozostawia wątpliwości, ale Menma? Tak czy siak, bardzo cieszyła się, że mogła je poznać. Kto wie, być może przedstawia się wszystkim napotkanym osobom, ale swoista maska powstała z bandaży nadaje tajemniczości i wzbudza ciekawość. Tacy ludzie zachowują dla siebie wszystko, nawet imiona.
Słuchała z uwagą właściwej części zadania. Ponownie miała pomóc w szpitalu. Wpłynąć na dobre samopoczucie chorego. Słysząc o chorej siostrzyczce w wieku zbliżonym do niej nie mogła pomyśleć o tym, że i ona pewnie nie jest ze stali. Jednak nie wzruszyło jej to zanadto. Siostra Menmy jedynie leżała w szpitalu. To nie to samo, co spotkało biedną Akirę na morzu – pomyślała. Poza tym Akira była tylko odległym wspomnieniem. Tutaj mamy do czynienia z dziewczyną, która kocha ptaki i historię. Ona JEST, a nie BYŁA. Wrr…
Teraz jednak ma być przyjemnie. Wręczy prezent, i zrelacjonuje Menmie dziką radość jego siostry. Swoją drogą, chyba poczuła do niego sympatię. On się wstydził! Wiele pytań samoistnie znalazło odpowiedź. Dlaczego nie zrobił totemu sam, dlaczego ją śledził, dlaczego... No, może te śmiechy były dla niej trudne do wyjaśnienia, ale teraz to już nieważne. Zaufał jej. Nie mogła zrobić mu krzywdy, ale mogła przecież zranić. Wbrew pozorom to było całkiem bezpieczne przymierze.
Nie pamięta, co mu odpowiedziała. Było to coś w stylu „jasne” albo „w porządku”. Pociągnęła za sobą totem, ostrożnie przechodząc przez drzwi. W środku ujrzała dobrze znaną jej twarz. Blondynkę, recepcjo-pielęgniarkę, która jeszcze wczoraj była dla niej miła. Takie rzeczy się pamięta. Podeszła do niej, ciągnąc ze sobą ptasi totem. Przywitały się ze sobą. Jej obecność chyba ucieszyła pielęgniarkę. Już miała zapytać, gdzie znajdzie… no właśnie, kogo? Menma nie podał jej żadnego imienia.
-Na pewno tutaj leży. Ma blond włosy. Jasne… Hmm… lubi historię i ptaki! – mało nie wykrzyknęła, będąc przekonana, że to kluczowa informacja.
Blondynka w pewnym momencie przypomniała sobie o pacjentce pasującej do opisu.
-Jest na drugim piętrze, ale…
-Który pokój?
-Od dłuższego czasu jest nieprzytomna. – urwała w pół słowa.
To ten moment, kiedy powinno zrobić się cicho, lecz pomimo mikrotragedii w dialogu nikogo więcej to nie wzruszyło. W szpitalu dalej panowała ta sama krzątanina, co wcześniej, a zakłopotane rozmówczynie czekały w nadziei na nie wiadomo co.
-Od jak dawna? – rozejrzała się na boki i ściszyła nieco głos – możesz powiedzieć mi coś więcej?
Odwróciła się na chwilę w kierunku totemu, przypominając, że przecież nie pyta ze zwykłej ciekawości.
To co usłyszała sprawiło, że wspinaczka z totemem na 2. piętro wydała się bez sensu. Dziewczynka nie zareaguje. Nie ucieszy się tak, jak miałaby. Wręczenie prezentu jest niemożliwe, bo ona nie jest w stanie go przyjąć. Co powiem Menmie? – Rika bała się tego. Czuła jego zażenowanie, gdy przyznawał się, że potrzebuje pomocy w doręczeniu prezentu. Wiedziała, jak bardzo jest to dla niego ważne. Zapowiada się kolejna trudna rozmowa.
Podziękowała recepcjonistce i skierowała z totemem ku drzwiom wyjściowym. Ku jej zdziwieniu okazało się, że w holu było pusto. Najwyraźniej wszyscy rozeszli się w swoje strony. Stanęła jeszcze na moment, dumając nad totemem. Czy dopadnie go wściekłość Menmy? To głupie, ale czy nie szkoda było tej budowy, by teraz wynosić go z powrotem? Pomyślała o bezimiennej siostrze i zrozumiała, że nie może tak po prostu wyjść. Muszę ją chociaż zobaczyć. Jestem mu to winna. Podjęła decyzję. Zawróciła wraz z ptasim totemem i ponownie udała się do recepcji. Wejdzie na górę, pozna siostrę Menmy. Złapie ją za rękę i posiedzi kilka minut.
-Mimo wszystko chce się z nią zobaczyć. Pomożesz mi?
Pielęgniarka, przywykła do prowadzenia gości, skinęła głową i ruszyła przed siebie. Właściwie od razu zostawiła Rikę na kilka metrów. Odwróciła się i spojrzała na ptasi totem.
-Potrzebuję pomocy z tym. – Rika przygryzła wargę, aby łatwiej jej było dalej mówić. – to prezent dla niej.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Hitsukejin Shiga » 23 kwi 2018, o 19:45


Misja D
15/15

Menma, czyli wysuszony na słońcu bambus, sfermentowany, całkowicie zmieniający swoją naturę w związku z tymi procesami. Gdyby Rika pofatygowała się spytać Menmę, opowiedziałby jej historię, którą utwierdziłby dziewczynkę w tym, jak bardzo to imie jest do niego pasujące. Rika rezoty)lutnie postanowiła pomóc, a po rozmowie z zaprzyjaźnioną pielęgniarką ustaliła, że dziewczynka której szuka rzeczywiście w szpitalu przebywa. Dowiedziała się, że od ośmiu miesięcy dziewczyna jest w śpiączce. Pielęgniarka zgodziła się z ptakiem, a że ona sama była dość silną i mocną kobietą, nie było żadnych problemów z tym, by go wtargała. Rika zdobyła informacje, wie, gdzie jest dziewczyna, jest także z totemem na drugim ppiętrze... chyba wszystko idzie po jej myśli, prawda?

Tak, to jest streszczenie posta. Poprzedni sie usunal gdy pisalem kolejny (17ty), a wg. Buki niemożliwe było ogzyskanie go :(

Ostatnio edytowano 26 kwi 2018, o 19:21 przez Hitsukejin Shiga, łącznie edytowano 2 razy
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2754
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 23 kwi 2018, o 22:08

Kolejne informacje były trudne do przetrawienia. Wdrapując się na drugie piętro nie potrafiła połączyć ich w całość. Myślała tylko o siostrze Menmy. O tym, co mogło jej się stać, ale przede wszystkim o tym, co jeszcze może się stać. Osiem miesięcy to długo, ale chyba nie za długo? Tak naprawdę nie wiedziała, myślała po prostu. Wchodząc do sali spodziewała się odwiedzić smacznie śpiącą dziewczynkę. Mniej więcej taką, jak ona sama, gdy układa się do snu. I prawie tak się stało. Prawie. Znaczna część twarzy pacjentki była pokryta poparzeniami. Z niedowierzaniem dostrzegła, że rany rozchodzą się na niemal całe jej ciało. To był okropny widok dla kogoś, kto nie widział jeszcze wiele zła.
Stała na środku sali nie bardzo wiedząc, co począć. W łóżku leżało niemal nieruchome ciało kogoś, kto kiedyś lubił ptaki i historię. Podeszła bliżej. Nie była już tak pewna kolejnego ruchu, mimo to możliwie delikatnie chwyciła dziewczynę za rękę. Dotyk spalonej skóry zdecydowanie nie był przyjemnym doświadczeniem. Usiadła przy łóżku.
Próbowała dotrzymać towarzystwa siostrze Menmy, jednak po chwili dziecięca uwaga rozproszyła się na wszystko wokoło. Zresztą nie mówmy tu o wieku, każdy zachowałby się tak samo. Rika chciała wiedzieć, jak doszło do tych potwornych poparzeń. Oczywiście mogła o to zapytać, ale niekiedy czyjaś obecność jest tylko iluzoryczna. Rika była już w tym momencie sama, składając ręce i przykładając do ust, zatopiona we własnych myślach.
Jeśli jest w śpiączce od ośmiu miesięcy, a Menmy nie ma od roku, to skąd wiedział o siostrze? A może nie wiedział? Wiedział! Ktoś musiał napisać ten list do ordynatora. Troszczył się… ale go tu nie było. Przez tyle czasu…
Siedziała i nic się nie zmieniło. Nic a nic. Wpatrywała się w nią intensywnie, jakby zaraz miało się coś stać. Uzmysławiając sobie ten fakt, sama zganiła się za naiwne myśli. Mimo to, przypomniała sobie ostatnie słowa nowopoznanego kompana. „A potem tu przyjdziesz i powiesz mi jak zareagowała”… O co tutaj chodzi? Jest skończonym tchórzem, który boi się odwiedzić własną siostrę. Jest w śpiączce, a on każe powiedzieć o reakcji. Czy to jest normalne!? Zostawił ją samą przez osiem, osiem miesięcy i nadal nie potrafi tu przyjść! Omiotła wzrokiem salę i zawiesiła wzrok na znajdującym się w głąb pomieszczenia ptasim totemie. Szaleństwo myśli ustąpiło miejsca olśnieniu. Kolejnemu naiwnemu pomysłowi, którego pragnęła kurczowo się trzymać. Podniosła się, przeszła przez połowę pokoju i pchnęła stworzoną przezeń konstrukcję. Wprowadzone w ruch kółka zaniosły totem do lewej strony łóżka. Rika obróciła go tak, by był skierowany przodem do dziewczynki.
-Lubisz ptaki, prawda?
Salę wypełniła cisza. Nic się nie stało. Rika spoglądała to na ptasi totem, to na dziewczynkę, to na totem, to na dziewczynkę. Zagotowało się w niej. Czasem bardzo czegoś chcemy, a to zdaje się być daleko poza naszym zasięgiem. Kończy się czas i desperacko chcemy się zbliżyć do celu. Mijają kolejne sekundy i uzmysławiamy sobie, że cel oddala się i oddala, a nasze wysiłki idą na marne. Jeszcze raz przyjrzała się dziewczynie. Zaszkliły jej się oczy. Zacisnęła piąstkę i uderzyła w totem. „Młotkiem”, a więc dokładnie tak, jak kilka godzin temu składała części. Uderzenie nie mogło zrobić krzywdy ani Rice, ani totemowi. Chyba trafiła w jakiś blaszany element, bo rozszedł się niespodziewanie głośny dźwięk. Odwróciła się do wyjścia i zrobiła pierwsze kroki. Zaraz wszystko mu wygarnę! W drzwiach stała teraz blond pielęgniarka. Musiała usłyszeć hałas. Patrzyła w głąb sali.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Hitsukejin Shiga » 24 kwi 2018, o 12:48


Misja D
17/15

Jeśli mamy być ze sobą do końca szczerzy, to rozważny kilka czynników. Czy w tej całej sytuacji są jakieś informacje które da się dobrze połączyć w całość? Prześledźmy całość od początku i rozważmy, co już wiemy i czy coś się da poskładać do kupy tworząc jakąkolwiek jednolitą układankęz tych pozornie brutalnie pogiętych, rozsypanych i porozrzucanych elementów. Najpierw sama misja - dlaczego Menma nie poczekał na Rikę przed jej domem, nie poczekał też przy jej ojcu, choć znając go i wiedząc, jakim ojciec Riki jest człowiekiem - pewnie nie miałby nic przeciwko temu, by Menma z nim poczekał na pojawienie się Riki. Nie, on chciał, by Rika otrzymała zwój, dlatego zostawił go jej ojcu, a on go przekazał Rice. To już samo w sobie było ciut dziwne, ale może nie chciał straszyć dziewczynki swoim bardzo, bądź co bądź, specyficznym wyglądem? Ale to zamiast rozwiązywać jakikolwiek problem wręcz dostarcza kolejnych. Bo potem kazał jej ten zwój jednak otworzyć dopiero na dworze... Co było odrobinę specyficzne, ale przecież w domu też gdyby się te części wysypały to nic by się nie stało, a może nawet by panował większy porządek? Po co więc dwór? Może zależało mu na tym, by Rika wyszła z domu, by mógł ją kontrolować i mieć pod swoim wpływem? Zwłaszcza, że ktoś cały czas - być może to był właśnie menma - podróżował za Riką, śledząc ją niczym duch czy cień. I ten chichot, ten śmiech... To pełniło rolę zmobilizowania dziewczynki do pracy, nakierowywało ją na odpowiednie tory. Czemu zwyczajnie nie podszedł i nie poprosił o pomoc w stworzeniu totemu? No nie zrobił tego. Krył się, prowokował ją, starał się techniką kontrolować jej zachowanie. To budziło pewien niepokój, bo jedynym środkiem porozumienia z Menmą dla Riki był zwój - a niewinne genjutsu rzucone na jego powierzchnię sprawiło, że obandażowany postanowił jednak wyjść ze swojego ukrycia... I pomóc z totemem. To w takim razie kompletnie nie ma sensu, czemu nie pomógł wcześniej...
No i ta siostra. I ta śpiączka. I to wszystko. Więcej pytań niż sensu, naprawdę.
To, że Rika była przy dziewczynce, w raz z totemem nic nie zmieniło. Pytanie o to, czy dziewczynka rzeczywiście lubuje się w ptakach... nie zmieniło nic jeszcze bardziej. Naprawdę, zero zmian. Kiedy jednak hukło, pojawila się pielęgniarka, która poprosiła Rikę, by była ciut ciszej. No i spytała też, czy coś jej potrzeba. Mniej więcej.
-Przyszłaś tu z polecenia jej brata? Mogłabyś spróbować go namówić, żeby wreszcie się pojawił. Straszna tragedia, odkąd trafiła tutaj poparzona po tej traumie jedyne co się zmieniło z katatonii to to, że zapadła w śpiączkę... Biedny Ran. On też został ciężko ranny... - westchnęła piguła.

Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2754
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 24 kwi 2018, o 15:09

Zbiegła na dół, pokonując z osobna każdy schodek. Ze słów pielęgniarki jasno wynikało, że nazywał się Ran. Wniosek może być tylko jeden: To dziwaczne imię, które nadał sobie pod szpitalem, było zmyślone. Tylko po co i dlaczego takie? Przypomniała sobie wcześniejsze myśli. Tacy ludzie nie zdradzają swoich imion. Skoro tak, Ran również mogło nie być jego prawdziwym imieniem. Tylko co z tego? Nie to było teraz najważniejsze.
Najważniejsze były bandaże Menmy – Rika wolała zostać przy poprzednim imieniu – i to, co kryło się pod nimi. On sam twierdził, że nie widział się z nią „z rok” i początkowo można było przypuszczać, że rozpoczął swą podróż przed nieszczęściem siostry. Teraz wiedziała, że to niemożliwe. Cokolwiek się stało, a prędzej czy później dowie się i tego, Menma tam był. Tak samo jak siostra, tak i on został ranny, ale jakoś się z tego wykaraskał. Ona nie miała tyle szczęścia. Rzecz jednak w tym, dlaczego tak się stało. Dlaczego doszło do kontaktu z ogniem i gdzie w tym wszystkim kryje się powód, przez który nie chce wrócić.
…Ratując siebie, opuścił siostrę, nie udzielając jej pomocy? Albo do pożaru doszło z jego winy? Musiało chodzić o coś takiego. Nie będzie się nad tym szczególnie wiele głowić. Zaraz i tak wszystkiego się dowie. Jedno już teraz nie budzi wątpliwości. Jego ucieczka, to nie była podróż turystyczna.
Zupełnie inną kwestię stanowiły poczynania Menmy od samego początku. Domyślała się, że kolejne ruchy miały na celu zdobycie jej pomocy przy udzieleniu minimum informacji. No bo czy inaczej męczyłaby się z totemem dla kogoś, kto nie może go otrzymać? Właściwie nie wiadomo. Tak czy siak wszystko to z pewnością było po coś. Tworzyło jakiś plan, który chyba się nie powiódł. Wielkie pomieszanie z poplątaniem. Jak zasupłana sznurówka, z której trzeba odciąć końcówkę, aby dało się jeszcze zawiązać węzeł. Rika nie zamierzała tego zapomnieć. O nie. To by nie byłoby w jej stylu. Policzy się z Menmą w swoim czasie. Teraz jednak musi zrobić coś innego. Ostatnie dni i dwukrotne odwiedziny w szpitalu nauczyły ją tego, że są sprawy ważne i ważniejsze.
Szybki, rytmiczny stukot małych bucików o schody ustał i Rika była już na dole. Bez namysłu przeszła przez hol. Miała już plan. Udała się do drzwi, te otworzyła najszerzej, jak to możliwe i już była na zewnątrz. Wzięła głęboki oddech i zapatrzyła się w niebo. Teatralnie zmieniła pozę. Ramiona opadły jej wzdłuż tułowia, a zaciśnięte piąstki skierowała na zewnątrz. Lekko się zgarbiła, a głowę ustawiła nieznacznie w dół. Przy ostatnim z tych ruchów ukradkiem dojrzała Menmę. Nie było potrzeby poświęcać mu więcej chwil. Przez bandaże i tak nie dało się dostrzec zbyt wiele. Ruszyła do przodu, nieznacznie odrywając stopy od podłoża. Przyspieszała z każdym krokiem, szła jak taran. Jak pewny swego taran wagi piórkowej, który pędzi wprost na Ciebie. Masz pewność, że po kontakcie z Tobą odbije się i upadnie na ziemię, ale odsuwasz się. I to nie w obawie o małą, a o siebie.
Koniec przedstawienia. Zatrzymała się w rozsądnej odległości od niego. Gdyby podeszła bliżej, Menma patrzyłby sobie pod stopy, a to odebrałoby jej powagę. Miała nadzieję, że choć trochę go wystraszyła, albo raczej że choć chwilę miał obawy w związku z tym, co zamierza zrobić. Że podniosła mu się gotowość. Jeśli choć trochę zależy mu na tym wszystkim, powinno się udać. Każdy słyszał o dobrym i złym policjancie. Mało kto wie jednak, jak łatwo zastosować ten mechanizm w życiu i jak szerokie ma on zastosowanie. Wystarczy wprowadzić kogoś w stan lęku, a następnie wycofać bodziec, który ten lęk spowodował. U naszej ofiary nastąpi ulga, zagrożenie minęło. Taka sekwencja emocji, swoista huśtawka nastrojów – bo tak nazywa się ta technika – prowadzi do bezrefleksyjności, która znacznie zwiększa uległość. Bowiem skoro jednak nie spotka nas nic złego, dlaczego nie mielibyśmy pójść na rękę komuś, kto do tego doprowadził?
Jednak, zapewne wszyscy się z tym zgodzą, jęknięcie butów przy gwałtownym zatrzymaniu się to średni zwiastun poprawy sytuacji. Czas na drugi etap planu. Oh, jak chciałaby teraz wyrzucić wszystko, co leży jej na sercu. Czy jednak zabandażowany człowiek, wielomiesięczny uciekinier, który wije się w niezręcznych ruchach na samą opowieść o tym, co go męczy, zmężnieje do podjęcia odważnej decyzji, gdy wgniecie go podeszwą w ziemię? Nie zrobi tego. Ucieknie jeszcze dalej, zakrywając się płaszczykiem iluzji po samą szyję. Dokładnie tak, jak jego siostra w szpitalnym łożu. Ten głupek… ahh. W jednym ma rację. Jestem mu potrzebna. Są sprawy ważne i ważniejsze…
-Słuchaj, Menma… – rozpoczęła łagodnie, wzrok zawieszając gdzieś na wysokości kolan towarzysza – zostanę przy tym imieniu, jeśli nie masz nic przeciwko. Wtachałam prezent od ciebie na 2. piętro. Przywitałyśmy się, a w zasadzie to ja się przywitałam. Pewnie ucieszyłby ją nasz ptaszek, ale nie zareagowała. Ona jest w śpiączce. Wiesz o tym? Nie widziałeś jej prawie rok, dokładnie 8 miesięcy, ale nie dlatego, że udałeś się w podróż. Te bandaże… byłeś, gdy to coś się stało i zostawiłeś ją. Może nie wszystko dokładnie rozumiem, ale mniej więcej tak było. Nie musisz już kłamać. Przypomnij sobie jak było naprawdę, bo zaraz wszystko mi opowiesz. Wiesz dlaczego? Bo teraz tkwimy w tym razem. Minęło już osiem miesięcy i z każdym dniem jej szanse na powrót do zdrowia maleją. – poczekała aż miną ich przechodzący ludzie, teraz patrzyła w drzewa. Gdzieś za nimi kryło się morze. Nie patrzyła mu w oczy. To on powinien unikać mojego wzroku. Menma chyba nieszczególnie wiedział, co powiedzieć i to nawet dobrze. Podjęła dalej:
-Byłam u niej i myślę, że nie możemy tego tak zostawić. Zrobiłam co mogłam, ale to nie ma większego znaczenia. Potrzebuje ciebie, a problem w tym, że póki co zrobiłeś ode mnie mniej. Zobacz się z nią. Jesteś już tak blisko. Naprawdę nie wszystko stracone. – chciała wtrącić, że pomocy udzielono by i jemu, ale to przecież w tej chwili mrzonka - Musisz ją odwiedzić. Pójdę z tobą i zaprowadzę cię do sali, dobrze?
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Hitsukejin Shiga » 26 kwi 2018, o 21:16


19/15

Każdy schodek był dla Ciebie Riko krokiem w nieznane. Może ci się wydawać, że nie czułaś tego ciężaru, ale to jest złudne. Oszukujesz sama Siebie. Doskonale wiesz, że nie możesz ufać Menmie albo Ranowi, ciekawe które imię jest prawdziwe. Zdaje ci się, że się z nim zaprzyjaźniłaś, ale nic kompletnie nie trzyma się kupy, wszystko się nagle sypie, kłóci ze sobą, nic nie zgadza i nie spaja układanki w całość - części puzzli są coraz to mocniej rozsypane, a nie rozwiązane. I o ile wydaje ci się, że ta misja jest śledztwem, to właśnie dotykasz serca ciemności.
Jeden krok, drugi krok, trzeci krok. Nie jest ci łatwo, bo te schody nagle wydłużył się do kilometrowych długości - i to każdy schodek oddzielnie. Co powiesz Menmie? Jak zareagujesz na jego reakcję? Co jeśli zastaniesz płacz, gniew, złość, nienawiść, przemoc? Czy na każde z tych uczuć masz jakiś plan? Chciałabys wszystko już teraz, pokonując schodki, mieć opracowane, ale im bardziej twoje ciało rozumiało, że nadchodzi konfrontacja tym bardziej zasychało ci w ustach i ciało ciążyło. Nazywa się Ran, a nie Menma. Albo Menma, a nie Ran. Któreś z was okłamał, albo Ciebie, albo pielęgniarkę. Tak czy siak któreś z was - bo obie byłście pewne co do prawdziwości poznanego imienia, dopóki na jaw nie wyszły nowe fakty, po których ty masz teraz wątpliwości co do tego, czy twój przyjaciel jest szczry pod jakimkolwiek względem i w jakiejkolwiek sprawie. Nie wiesz tego.. Nie możesz wiedzieć już nic. Nie pokazał ci insygni od miasta o których mówił twój ojciec. A tam mogła być fałszywka. Skoro imię i tożsamość prawdopodobnie też są podróbami i wymyślonymi falsyfikatami, to co mu przeszkadza podrobić znak od miasta? Tylko po co, to sie nie robi wcale jaśniejsze, prawda? No jasne, że nie. To nijak nie jest rozjaśnione, a tylko coraz bardziej mętne się robi - jaki Menma miał cel w swoich czynach, czemu wszystko co robił nie było możliwe do powiązania w jakąkolwiek rozsądną całość, ktora stanowiłaby synkretyczny twór pozwalający ocenić moralność i efekt. Nie, nie ma tego. Jest pomieszanie z poplątaniem. I to bardzo solidne. Interesują cię jego bandaże. Jeśli pielęgniarka powiedziała, że Ran jest także biedny, to może pod bandażami skrywa się prawda co do tego, co naprawdę miało miejsce? Widziałaś spalone ciało dziewczynki w twoim wieku. Było.. pokraczne i nie na miejscu. Wyglądało na martwe, skóra była sucha i szorstka, bardzo nieprzyjemna w dotyku. Trup za życia, martwa z bijącym sercem, w wiecznym śnie spalona ogniem pogrążona mała księżniczka, do której nie przyjdzie nigdy jej książe. Jeśli dziewczyna przezyje nawet kolejne lata, to na wiele procent już jest w krainie Kamisamy umysłem, a jej ciało zostało klątwą skazane na wieczny sen... Widzisz, teraz się zastanawiając, że okłamał cię nawet co do daty tego, kiedy miało miejsce ostatnie spotkanie. Przecież mógł sądzić, że się dowiesz prawdy. Czyżby wstyd był aż tak wielki, że wolał narazić się na oskarżenia o fałsz i śmieszność - bo kłąmie w tak błahej i niegroźnej sprawie! - niż przyznać do błędu? Biorąc pod uwagę to, że nie mógł sie przy niej pojawić, albo nie chciał się przy niej pojawić... Rozważasz możliwości, które wyjaśnić może tylko Menma. Ty tworzysz wrota, tworzysz zamki w nich, to Menma posiada klucz do nich, a gdy je otworzy oboje ujrzycie całość historii. Wybiegłaś prawie na zewnątrz i widzisz Menmę. Próbujesz go zastraszyć swoim zachowaniem, jednak widzisz co robi... dotyka dłonią bandaża przy oczach. Soczewki wypadają, bandaż nasuwa się na oczy. Łapie dłonią jego fragment i powoli zaczyna odwijać go ze swojej skóry. Chce, byś go zobaczyła.
Spalone. Wszystko spalone. Nieludzko spalone ciało nadające mu wyglądu bestii nie z tego świata, potwora któremu daje się śmierć w ramach łaski, nie chcąc by taka bestia chodziła po ziemi, męczyła tym Siebie i innych. Ściągnięta skóra, zęby na wierzchu, wytrzeszczone pełne żył i wylewów oczy, ktore cud, że jeszcze coś widzą. A może po to były mu soczewki?
-Dziękuje, że wniosłaś prezent. - Wypowiedziała spalona pokraka, z wybałuszonego oka wyglądającego jak poligon testowy popłynęła łza. - WIem, że jest w śpiączce. Nasz ojciec okazał się bandytą. Po jego śmierci, a zginął zabierając ze sobą informacje co do skradzionego towaru od innych ludzi na wiele, wiele ryou, bandyci przybyli do nas. Do mnie i do Nany. Mnie zaprzęgli do pracy w palącym słońcu, gdzie musiałem pracować niemalże całymi dobami, z Nany zrobili... - kolejne łzy. - Złamali jej ducha. Miała w sobie tak wielu mężczyzn. Jesteś za mała, nie rozumiesz o co chodzi pewnie nawet... Pszczółki i kwiatki. Robienie dzieci. Wielu mężczyzn chciało robić dzieci z Naną wbrew jej woli. Bijąc ją, katując. Aż umarła jej dusza. Co z tego, że w śpiączke zapadła osiem miesięcy temu, skoro od dwóch miesięcy wstecz była już martwa za życia? Nie chciała żyć. Chciała umrzeć. Nie umiałem jej pomóc, mimo, że liczyłem. Przez miesiąc pracy było u niej dziewięćdziesięciu ośmiu mężczyzn, Rika. I tylu też ludzi musi odejść by okupić jej śmierć. Spoczywaj w spokoju aniołku...Przepraszam, że byłem zbyt słaby by ci pomóc. - Szepnął Ran i nie zwracając już uwagi na Rikę złożył dłonie w pieczeć, aktywując notki schowane w fladze przy totemicznym ptaku. Bardzo wiele notek. BARDZO wiele notek.
Podmuch gorąca, błysk, kakofonia szkła, metalu, drewna.... Totem eksplodował z wielką siłą pochłaniając życie siostry Menmy, pielęgniarki - ktora zbyt blisko podeszla, zainteresowana totemem i niektorych pacjentow. Wybuch usytuowany idealnie w centrum budynku praktycznie nie zniszczył za mocno budynku, a jednak uszkodził go, zasiał także strach w sercach tych, co przeżyli i co są świadkami - osamotnił rodziny.

Ostatnio edytowano 27 kwi 2018, o 13:28 przez Hitsukejin Shiga, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2754
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Natsu » 27 kwi 2018, o 12:50

Pożoga.
Chorągiewka łopocząca na wietrze i łapiąca każdy skrawek powietrza. Notki, który był w niej pochowane. Życia, które miała odebrać. Budynek, który miał zostać zniszczony. Szczęściem Riki było to, że nie zawsze każdy plan idzie po naszej myśli - tym razem plan nie poszedł po myśli zbrodniarza.
Wybuch wstrząsnął głównymi ścianami. Zadrżały. Bardziej od drżenia zdradliwy był jednak huk i słup dymu, który wzbił się do nieba zamkniętego dachem szpitala. Wszyscy ci pacjenci, którzy przyszli tutaj ratować swoje życie, ci leżący na łóżkach i ci spacerujący spokojnie po korytarzach. Równo stojący i tamci, którzy trzymali się blisko ścian, żeby się nie przewrócić, bo byli na to za słabi. Ci najsłabsi osunęli się na kolana i osiedli na łydkach. Wszystkie sylwetki pochyliły się, ręce wyciągnięte zostały do głów w naturalnym odruchu, by chronić tę część ciała. Podniósł się kurz, płomienie wyrzucone wokół liznęły meble, liznęły podłogę, szczątki zniszczonej ściany wyleciały w powietrze. I rzeczywiście ktoś miał tutaj dziś stracić życie. Strop zawalił się w dół, spadł na sylwetki stojących najbliżej, a sam wybuch? Najeżona notkami flaga pochłonęła życia tych nieświadomych, którzy stali blisko ptaszyska. Miał chronić - przecież był totemem.
Więc co poszło nie tak w boskich zamiarach?
Pewnie to, że Boga tu nie było.
Pożar nie zdołał się rozprzestrzenić.
Podmuch gorąca oparzył ręce i twarze, pojedyncze resztki ścian i sufitu poczyniły szkód na zdrowiu tych, którzy znaleźli się w zasięgu wyrzutu kawałków ściany, ale cały szpital się nie zawalił. Zniszczenie jednej ściany i kawałka sufitu, przez które teraz do wnętrza zaglądały promienie jesiennego słońca, nie przesądzało o stabilności całej konstrukcji. Dym i kurz w końcu mogły ulecieć ku Niebu.
Tak samo jak dusza pewnej dziewczyny, której to wszystko zostało dedykowane.
Dwa zniszczone pokoje w samym sercu szpitala. Duża dziura w suficie, przez którą miał do wnętrza teraz wpadać deszcz. Straż, która zbiegła się w to miejsce, a wcześniej pacjenci, którzy wydobywali się z pogorzeliska i medycy, którzy wyprowadzali ich, starając się wyciągnąć jak najwięcej osób i pomóc im. Wyleczyć najdrobniejsze nawet zadrapanie - tylko najpierw zacznijmy od tych naprawdę poważnych. Ludzie zbierali się wokół szpitala. Słup dymu, który wzbił się w powietrze, przyciągnął gawiedź. Ludzie kochali przecież tragedie, a ta była całkiem namacalna. I jak zwykle dziejąca się gdzieś obok. Strażnicy badali sprawę. Co, jak, gdzie i dlaczego. Pytali świadków. Szukali winnych. Ciała zostały wyniesione na noszach, nakryte białym materiałem, który skrywał twarze, a raczej to, co zostało z tych twarzy. Niektóre ciała były tak wypaczone, że nikt nie chciałby ich oglądać. Na końcu musieli zrobić to, co było najgorsze w tej pracy - stanąć przed rodzinami zmarłych i z pochyloną głową powiedzieć: przykro mi, nie żyje.
Więc jeszcze zapraszam na identyfikację zwłok.
Parę dni po tym wydarzeniu robotnicy zaczęli powolną i mozolną odbudowę szpitala. Musieli go zabezpieczyć przed zimą.


UWAGA!
W wyniku wybuchu w centrum szpitala część kompleksu jest niedostępna!
Szpital nadal funkcjonuje.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2276
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Szpital

Postprzez Rika Kari Matsubari » 28 kwi 2018, o 15:41

Oh, jak niedobrze, że nie da się czasem oszukać natury! Spryciula wciąż dawała się ponosić kreowanej bajkami wizji świata, która nigdy, przenigdy nie istniała i nie zaistnieje. Dzieci, a zwłaszcza dziewczynki z tylko sobie znaną łatwością potrafią kreować piękne, naiwne scenariusze z nawet najbardziej beznadziejnych sytuacji. Dlaczego nikt nie wpadł jeszcze na pomysł, by dać im kamerę, kilka groszy i wysłać do Hollywood?
Dlatego, choć istotnie sama mamiła innych, wykorzystując swoje mocne strony, sama również mogła wpaść w pedantycznie przygotowaną przez kogoś intrygę. Rzadko miała do czynienia, a więc rzadko rywalizowała - jeśli założymy, że każdy kontakt jest swego rodzaju konkurencją, przeciąganiem liny - z dorosłymi. Wynikająca z wiadomych źródeł przewaga nad rodzicami była przecież tak druzgocąca, że aż nie fair. Teraz, wkraczając powolutku do świata shinobich, poznawała jeszcze bardziej bezwzględne reguły gry.
Mowa o bezwzględności, gdyż Rikę do zguby doprowadziło zaufanie. Oh, i nie chodzi nawet o zaufanie do obcego! Czyż nie inne byłoby jej podejście, gdyby wymazać wszystko, co wydarzyło się przed dotarciem do polanki? Gdyby Menma rozpoczynał w jej główce z czystą kartką, tabula rasa? Miast tego miała już ułożoną pewną wizję swojego zleceniodawcy. Efekt halo, brzmi znajomo? To zwykła, ludzka tendencja do przypisywania ludziom cech na podstawie tego, co już o nich wiemy, np. po pierwszym wrażeniu. Owe pierwsze wrażenie nie było może zbyt przyjemne, ale… Rika poznała Menmę wcześniej. Dokładnie wtedy, kiedy opowiadał jej o nim tata.
Zatem do tragedii doprowadziło ją zaufanie. Do Menmy, ale też do dwóch instytucji, które powinny ją chronić. Do ojca i władz. Właściwie, to wyprzedzając to, co zaraz się stanie można by pochylić się nad insygnowaną pieczęcią Ryuzaku no Taki, którą zobaczył Hayato. Sądząc po sztuczkach ze zwojem, Menma mógł pokombinować i z pieczęcią. Idąc jednak tym tokiem rozumowania, skoro okłamał Rikę, to samo mógł zrobić z władzami.
A teraz stał, niezbyt przejęty swą towarzyszką. Ciekawe co by poczuł, gdyby dał się ponieść słowom dziewczynki? Gdyby uwierzył, że jego obecność tam, na 2. piętrze szpitala, tuż obok uroczego totemu, mogła w jakiś magiczny, niewyobrażalny sposób pobudzić jego siostrę do życia? Jednak i on miał już swoją wizję świata, dokładnie tak samo jak Rika miała wcześniej wizję jego. Niestety nie była to przyjemna wizja i – o zgrozo – znacznie bliższa prawdy.
Obnażone skrawki ciała Menmy nie robiły już takiego wrażenia. Dopiero co widziała podobne rany u jego siostry. Opowieść zaś, którą zdecydował się z nią podzielić, była równie wymyślna jak te, która sama lubiła opowiadać. Tyle tylko, że znajdowały się skrajnie na przeciwnych biegunach dobra i zła. Opowiadał z przejęciem, roniąc przy tym łzy, a Rika chłonęła każde jego słowo. Niczego nie dopowiadała, nie wczuwała się w sytuację, nie zastanawiała nad głupotami. Tylko bezrefleksyjnie słuchała. Słowa musiały wystarczyć, bowiem Rice brakło wyobraźni. Jej zielone oczka nigdy jeszcze nie widziały takiego okrucieństwa. Nie była taka zupełnie… zielona. Miała aż jedenaście lat i etap „gniazdka i kontaktu” miała już za sobą, ale to właściwie tyle. Obcy ciągnął swą historię, a Rika stała w nieznacznej odległości, nie mogąc się doczekać jej końca. Nie było to jednak to samo, podniecające wyczekiwanie, co przy większości historyjek, które słyszała. Później wielokrotnie będzie wracała do poszczególnych słów, które wypowiedział.
Z otępienia wyprowadziły ją słowa o śmierci 98 mężczyzn. Zaczął przepraszać i żegnać się z siostrą. Zobaczyła, jak jego ręce składają się w pieczęć. Co tu się dzieje!? Nastąpił głośny wybuch, mieszanka niszczejących elementów konstrukcji szpitala wdarła się do jej uszu. Odwróciła głowę. Ze szpitala unosił się dym. Jedna ze ścian była w zrujnowanym stanie.
-Nieee! – z jej ust wydobył się gardłowy krzyk.
Przestała cokolwiek czuć. Spojrzała kątem oka na Menmę, który wciąć tam stał i popędziła w kierunku szpitala, wrzeszcząc po drodze, by ktoś wezwał pomoc. Wbiegła do środka. Nie był to szczególny akt odwagi, a raczej działanie na autopilocie. Wewnątrz odbywał się prawdziwy dramat. Na parterze ludzie, którzy nie ucierpieli w wyniku eksplozji pośpiesznie kierowali się do wyjścia. Rika zaś popędziła na samą górę. To, co zastała na miejscu było najokropniejszym widokiem, jaki kiedykolwiek widziała. Spękane ściany, mnóstwo gruzu i pył unoszący się w powietrzu. Z pomieszczenia, w którym była raptem kilka, kilkanaście minut temu, wydobywał się ogień. Na korytarzu, leżące przy ścianach ciała cierpiących ludzi. Walczący o życie pacjenci jęczeli z bólu i prosili o pomoc. Prócz nich, na górze było kilku sanitariuszy, którzy próbowali pomóc. Rika szukała wśród ofiar pielęgniarki. Na próżno. Boże, nie pozwól jej umrzeć! Nie przeze mnie! Szybko uzmysłowiła sobie, że w szpitalu mógł wciąż być Kuroshi, którego odwiedziła ostatnim razem. Nie powinien być na drugim piętrze, ale zawsze mógł kogoś odwiedzić. Tak czy siak, jego również nie znalazła. Dostrzegła leżącą kobietę, dla której najwyraźniej zabrakło rąk do pomocy, przygniecioną czymś, co pozostało z konstrukcji dachu. Podbiegła do niej, a ta odpowiedziała niemym przerażeniem. Próbowała ściągnąć ze staruszki cały ciężar, ale ważyło to nieco więcej, niż ona sama. Pochylona nad ciałem rannej nie mogła spostrzec, jak jeden z metalowych elementów konstrukcji leci w jej kierunku. Pręt ten musnął dziewczynę, pozostawiając wzdłuż jej ramienia długą na 10 centrymetrów ranę, z której leniwie sączyła się krew. Szczypało. Być może po raz kolejny uratował ją naszyjnik ze szkarłatnym kamieniem, babciny amulet, z którym nigdy się nie rozstaje? Upadek zatrzymała oparciem się na drewnianych pozostałościach dachu, leżących na staruszce. Dzięki bogu, że nie zajęły się ogniem. To na nic. Były teraz niespodziewanie blisko siebie. Ona i kobieta kilkukrotnie starsza od niej. W milczącym uścisku zrozumienia, oddzielone drewnianą barierą.
-Musi pani pchać razem ze mną. Sama nie dam rady!
Wstała i pociągnęła jeszcze raz, wkładając w to całe swoje siły. Drewno zsunęło się z ciała poszkodowanej w momencie, w którym Rika nie była na to gotowa i przekoziołkowała do tyłu, dziurawiąc przy tym suknię i zarabiając kolejne obtarcia. Ku jej zdziwieniu, z góry zaczęły spadać rozwścieczone krople wody. Nie był to bynajmniej efekt jakichś wymyślnych systemów przeciwpożarowych, ani czyjegoś jutsu. Był to siarczysty deszcz, który przedostawał się przez dziurę w dachu, wielką jak… jak coś naprawdę dużego! Deszcz ten padał między innymi na kobietę, którą zajmowała się Rika. Dopiero, gdy ponownie się do niej zbliżyła, poczuła, jak lodowate były te wodne igiełki. Być może ocuciły one staruszkę, a być może stało się coś jeszcze innego, bo po dłuższej chwili, z pomocą dziewczyny, stanęła ona na nogi. Widocznie nie była w tam dramatycznym stanie, jak choćby siostra Menmy. Spoczywaj w pokoju. Doczłapały z wolna do drzwi prowadzących na klatkę schodową. Tam akurat wbiegał na górę jakiś mężczyzna, który wziął babcię na ręce i zniósł na dół. Okazało się, że nadeszło wsparcie, a jej uwadze umknęło kilka nowych sylwetek na korytarzu. Nie wiedziała, co dalej robić. Ktoś wreszcie zwrócił na nią uwagę. Był to jeden z nowych. Sądząc po ubiorze, nie mógł pracować w szpitalu. Nawrzeszczał na nią, a ona dalej stała w miejscu. Przyglądała się z otępieniem w to, co się stało. Po chwili zwrócił się do niej jeszcze raz, tym razem bliżej, odkładając na chwilę swoją pracę:
-Jeszcze tu jesteś?! Nic tu po tobie, spieprzaj stąd albo zaraz sam ci pomogę! – krzyczał, machając przy tym zapamiętale rękoma.
Był to policzek, na który w innych okolicznościach pewnie by sobie nie pozwoliła. Teraz jednak, będąc w kompletnej znieczulicy, nie drgnęła nawet i po dłuższej chwili ruszyła dopiero w kierunku klatki schodowej. Już drugi raz schodziła tego dnia tą spiralą schodów prowadzących na dół. W jakże odmiennych nastrojach! Wtedy, pełna nadziei i skupiona na zadaniu. Teraz? Bardziej, jak nieobecna.
Nie wiedziała, co się dzieje. Ani gdzie się znajduje. Nie wiedziała nawet, czy wciąż jest sobą. Nieświadoma niczego chwyciła tępo za klamkę i wyszła przed szpital. Wyglądała jak wybrakowany duch człowieka, którego wszyscy znali. Pełne cierpienia oczy i zabrudzone policzki, na których kurz zmieszał się ze łzami. Oblicze przysłonięte pozlepianymi od deszczu włosami, z których samoistnie uformowana grzywa sięgała aż do klatki piersiowej. Czerwona kreska na prawym ramieniu cierpiała na brak zainteresowania. Suknia pełna była plam krwi i błota zmieszanego z pyłem, co tworzyło wyjątkowo nieciekawą mozaikę na śnieżnobiałym niegdyś materiale. Sięgające kolan zakończenia sukienki rozszarpane były niemal w każdym miejscu. Co wnikliwsi obserwatorzy zauważyliby też nieznaczne dziury. Niosące ją, choć z trudem, nogi wyglądały względnie najlepiej, choć i one nie uniknęły kilku zadrapań. Jeden z sandałów właściwie nie trzymał się już stopy. Patrząc na nią trudno byłoby uciec od ambiwalentnych uczuć. Nie wyglądała źle. Tylko przerażająco. Cała drżała.
Szła tak przed siebie ze wzrokiem wbitym w ziemię. Gdyby go uniosła, dostrzegłaby, że pomimo siarczystego deszczu, który zaciekle atakował jej ciało, wokół szpitala pełno było ludzi, którzy właśnie się jej przyglądali. Gdyby cokolwiek czuła, pewnie zdziwiłoby ją, że wśród tej zgrai są i tacy, którzy czekają specjalnie na nią. Oh, ale to nic w porównaniu ze zdziwieniem, które oni właśnie teraz przeżywali.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 655
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 14
Ranga: Akolitka
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Szpital

Postprzez Ichirou » 30 kwi 2018, o 18:07


Misja rangi D
1/15




Obrazek
Nad kupiecką osadą zebrały się czarne, posępne chmury i nie chodziło tu wcale o sam fakt ulewy, która nastała po makabrycznym wydarzeniu.
Czy był to deszcz, czy też łzy tych, którzy odeszli?
Czy krople były wstanie obmyć ręce młodej dziewczyny, na których była krew niewinnych?
A może jej dłonie pozostawały czyste? Wszak nie były skalane złymi intencjami. Nie ich przecież wina, że chcąc nieść pomoc, przyniosły śmierć i pożogę. Były jedynie narzędziem. Oszukanym, zmanipulowanym narzędziem. Przecież osądza się mordercę, a nie ostrze, którym zabił innego człowieka. Tyle że miecz był tworem pozbawionym woli, a w przeciwieństwie do niego dziewczyna była istotą rozumną. Może i miała zaledwie jedenaście lat, ale czy prawdziwy shinobi powinien zasłaniać się młodym wiekiem?
Jak widać, nawet najbardziej szczere intencje mogły przynieść ból i cierpienie.
Dla pacjentów szpitala, personelu, straży i wielu innych ludzi ten dzień miał trwać jeszcze bardzo długo. Wybuch postanowił na nogi sporą część wioski. Ci z góry byli zajęci podejmowaniem istotnych decyzji w obliczu krytycznej sytuacji, przedstawiciele różnych służb musieli działać, by możliwie najszybciej przywrócić porządek, ofiary wylizywały się z ran i otrząsały z szoku, inni z kolei zamartwiali się o swoich bliskich lub poddawali wątpliwościom bezpieczeństwo swej przyszłości.
Dla wielu najbliższa noc miała być nieprzespana.
Być może miało tak być również w przypadku Riki. Choć brązowowłosa dziewczyna już dawno oddaliła się od miejsca wstrząsającego wydarzenia, to jednak myślami wciąż była blisko niego. Tułała się uliczkami wioski, nie przeszkadzał jej deszcz i nie przeszkadzały jej spojrzenia ludzi.
Ile czasu od momentu wybuchu zdążyło już minąć? Godzina, dwie, może więcej? A wydawało się, że to zaledwie chwila.
Dłoń, która spoczęła na jej ramieniu była równie chłodna jak spadający deszcz. Dziewczyna była zbyt skupiona na przeżywaniu wciąż świeżych spraw, by zauważyć, że od dobrych kilku chwil ktoś podążał za nią i próbował ją zatrzymać.
Był to wysoki mężczyzna, mający na oko więcej niż dwadzieścia, ale mniej niż trzydzieści lat. Jego długie, czarne włosy były spięte w koński ogon. Ubrany był w niebieski, tradycyjny strój, który aktualnie był przemoknięty do suchej nitki, przez co przylegał mocno do szczupłej sylwetki osobnika. Przy pasie miał zawieszony miecz, najprawdopodobniej wakizashi, oceniając po długości. Z tego wszystkiego najbardziej jednak rzucała się w oczy jego twarz - głównie przez bardzo pociągły, wręcz karykaturalny podbródek.
- Yanagita Horiuchi ze straży porządkowej - przedstawił się dość oschle, z posępnym, a może i nawet smutnym spojrzeniem.
- Czy byłaś w szpitalu na chwilę przed wybuchem? - zapytał prosto z mostu. Najwyraźniej dziewczyna mimo młodego wieku nie mogła liczyć na przesadnie ulgowe traktowanie. Cóż, zresztą nie było się czemu dziwić. W końcu chodziło o naprawdę poważny, wstrząsający incydent, który w wielu sferach na pewno nie przeszedł bez echa.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2717
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Toshiro i 1 gość