Świątynia Bishamona

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Masaru Yoshida » 11 cze 2017, o 21:00

Masaru po zadaniu pytania kapłanowi tego wielkiego boga który czerpał moc z narkotyków spodziewał się jakiejś instrukcji czy czegoś tego typu a tutaj ten go okrzyczał tak że kuglarz był gotowy do odskoku i ciśnięcia w niego jakąś techniką. Na szczęście dziadziu szybko się opamiętał i zaproponował mu zajaranie razem z nim papierocha. Miał wtedy usłyszeć głos boga, tak więc Yoshida z rodu Ayatsuri odwinął kawałek dolnego bandaża w tym momencie ukazując poza zawsze widocznym okiem jeszcze wyblakłe usta i całkiem, ale to całkiem ładne zęby. Polizał usta i wziął od mnicha skręta. Wyjął z kieszeni zapałki zapalił jedną i zajarał to boskie cudo. Przeczucie mówiło mu że to będzie dobry wybór, był ciekawy co się stanie. Po tym jak posłucha boga uda się do wioski nieopodal zakupić kilka sztuk tego narkotyku. Jak by mu zostało troszkę to by było fajnie ponieważ mógłbym wtedy pokazać to komuś ponieważ nie znałem dokładnej nazwy tego tajemniczego specyfiku.
Masaru Yoshida
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Yamiyo » 12 cze 2017, o 08:37

Obrazek
Spizgany Mnich kontraatakuje!
Masaru Yoshida - ranga D - 9/15

- Zaraz zobaczysz cud i pogadasz z samym Bishamonem. - mnich wydawał się nad wyraz spokojny. Nie krzyczał już i wyglądał na bardzo zadowolonego. W końcu jeden nawrócony poganin był dla kapłana wart więcej niż 100 wierzących, prawda? A przynajmniej tak głosiły niektóre religie. Masaru miał własny ogień, więc mnich nawet nie wyciągał swojego. Chłopak odpalił szluga i zaciągnął się zielonym dymem. Ten zaczął go z początku niesamowicie dusić, niemniej jednak płuca po chwili przyzwyczaiły się do tego i ciało się rozluźniło. Oczy zaczęły szczypać, ale także nie minęło 30 sekund a zyskały jakąś dziwną osłonę antydymną. Oczywiście specyfik ten był halucynogenny i pewnie dlatego mnich zachowywał się tak a nie inaczej. Masaru mógł doświadczyć tej dziwnej iluzji, której nie szło rozproszyć za pomocą techniki Kai. Przecież to nie było genjutsu, nie? Cóż takiego się stało? Mnich nagle się rozpłynął, a na jego miejscu pojawił się sam Bishamon (spoiler - treść +18, więc radzę uważać).
Spoiler: pokaż
Bishamon przybrał postać pięknej kobiety na tle oceanu i księżyca, a także chmur. Wokół Masaru zapanował mrok nocy, chociaż tak na prawdę panował tutaj dzień. Kobieta ta aż emanowała mocą i była całkowicie naga. Oczywiście byłby to mega widok, gdyby nie jeden szczegół. Jeden malutki, a może nawet trochę większy szczegół ... ta goła piękność miała penisa i rozmawiając z Masaru wywijała nim na wszystkie strony, a jej cycki poruszały się także na wszystkie strony, dotrzymując niejako kroku swojemu partnerowi - kuśce.

Bishamon wydawał się bardzo zadowolony ze spotkania z Masaru.
- Daj mi więcej mocy! Więcej mocy! Więcej mocy! Więcej mocy! - krzyczał tak jak niedawno mnich.
Yamiyo
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Masaru Yoshida » 12 cze 2017, o 10:50

Spotkanie mnicha który zamiast odprawiać jakieś sakramenty lub rytuały spokojnie sobie jarał na schodach świątyni. Kto by pomyślał że kuglarz lada moment będzie jarać z nim zielsko? No na pewno Masaru tego nie wziął pod uwagę. Ale jakoś dziwnie do tego doszło że on również próbował usłyszeć boga w ten sposób. Tak więc jak postanowili tak zrobili. Po chwili w zielonych oparach zatracił się i przeniósł do innego wymiaru lub jak kto woli innej czasoprzestrzeni. Była noc a przed nim stała jakaś dziewczyna. Ujdzie można by powiedzieć. Chociaż ujdzie to troszkę słabe słowo, lepsze będzie że no od biedy może być. Byłoby za pewne lepiej gdyby nie miała TEGO CZEGOŚ między nogami! Pierwsza reakcja to to co zrobiłaby większość osób na jego miejscu czyli cisnęła bronią w tą osobistość. Ale no w końcu to był bóg, a takie coś może być uznane za naruszenie jego autorytetu. Chociaż możliwe że to halucynacje i tak naprawdę widzi starego mnicha ponieważ mówią bardzo podobnie. Nie ważne czy iluzja czy na prawdę Bóg. Jedno było pewne. Masaru Yoshida choćby miał wybić cała wieś zdobędzie więcej tej ,,mocy" i spizga się porządnie. Może zobaczy boga bez tych nie fajnych akcesoriów? Tak jest mistrzu zdobędę ci twoją moc, wiesz może gdzie się znajduje? Po otrzymaniu odpowiedzi pobiegł w dół do wioski. W końcu miał dalej połowę blanta w ręce więc w sumie może po prostu pokazać go wieśniakowi i ten wyśle go do kupca który mu opyli więcej towaru. Wtedy tu wróci o północy.
Masaru Yoshida
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Yamiyo » 12 cze 2017, o 16:52

Obrazek
Spizgany Mnich kontraatakuje!
Masaru Yoshida - ranga D - 11/15

Bishamon nic nie powiedział. To była tylko iluzja, prawda? Oczywiście na początku coś tam mówił, ale być może to także było wymysłem wyobraźni, nie? A może to był głos mnicha, który jeszcze przebijał się przez tą zasłonę złudzeń, która stawała się coraz grubsza aż w końcu całkowicie odcięła chłopaka od rzeczywistości. Masaru jednak myślał. Myślał o Bishamonie, ale tym razem bez dodatkowego sprzętu. Nie mógł mu się tak ukazać? Może jeśli zdobędzie więcej tego specyfiku to się to uda? Ale czyżby chciał się uzależnić od jakiegoś gówna? Czy to było mądre? Nie pozostało mu nic innego jak tylko biec do miasta i spróbować dostać więcej tego specyfiku. Jednak ... był tak odcięty od rzeczywistości, że pokonanie schodów w takim stanie było niezwykle trudne. Potknął się i poleciał w dół. Strasznie się poobijał i nawet stracił przytomność. Oczywiście był ninja, więc nie zginął tak po prostu. Nagle obudził się ... i zobaczył innego mnicha.
- I jak się spało? - zapytał. Okazało się, że Masaru jest w jakiejś szopie, a wokół pachniało coś na wzór ziół. Pewnie byli w pobliżu tej świątyni. Mnisi zazwyczaj nie mieli co robić, więc po prostu uprawiali jakieś zioła czy coś w tym stylu. Ten młody mnich pewnie znalazł poobijanego Masaru i zajął się nim jak należy. Ale przecież trzeba było jeszcze znaleźć magiczną moc, prawda? Jeśli to był ten skręt, którego Masaru już nie miał pod ręką ... to niesamowicie mocna była ta moc. Aż dziw bierze, że taki stary pryk jak ten zjarany mnich w ogóle trzymał jakiś kontakt z rzeczywistością po tym zielsku. Pewnie lata praktyki zajęło mu osiągnięcie takiego mistrzostwa.
Yamiyo
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Masaru Yoshida » 14 cze 2017, o 09:14

Masaru miał dziwną przygodę mianowicie widział panienkę z kuśką, jarał zioło z mnichem, spotkał boga od którego dostał boskie zadanie polegające na znalezieniu boskiej mocy, i może zostanie za to bosko wynagrodzony czy coś. W sumie to kuglarz spaprał robotę w momencie kiedy po narkotykach chciał zbiegać ze schodów, możliwe że odjęły mu one trzeźwość osądów sytuacji. Tak więc był szczęśliwy że po obudzeniu nie szczypał go tyłek, oraz miał kończyny oraz inne części ciała na swoim miejscu. W końcu mógł go nie przytomnego dorwać jakiś zboczeniec, albo gorzej handlarz ciał i organów. Ale znalazł go mnich który był nawet miły. Usiadł powoli orientując się że uprawia się tutaj jakieś zioła, może i boska moc tutaj też się znajdzie? To była szopa która znając życie była miejscem gdzie ten człowiek spędzał swój wolny czas, bo co miał robić w chwilach gdy nie służył bogu, albo nie pomagał mieszkańcom. Dziękuję za pomoc, jestem ci dozgonnie wdzięczny. Moje imię to Masaru Yoshida. Mam problem pewien, szukam specyfiku prawdopodobnie halucynogennego. Pewne zioło które po zajaraniu go robi zielony dym. Jest mi potrzebne do pracy. Starał się potem najdokładniej opisać jego działanie. Miał nadzieję że dostanie instrukcje gdzie rośnie wtedy pobiegnie je zerwać i wróci do mnicha o tej północy,.
Masaru Yoshida
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Yamiyo » 14 cze 2017, o 13:49

Obrazek
Spizgany Mnich kontraatakuje!
Masaru Yoshida - ranga D - 13/15

Chłopak uśmiechnął się. Wiedział już wszystko co miał wiedzieć. Masaru spotkał starego jaracza jakiegoś zioła.
- Do pracy powiadasz? Pewnie spotkałeś starego Hābu. To on Ci kazał zdobyć to zioło? - zapytał i rozłożył ręce, ciągle się szczerząc. - Ten staruch jara to dzień w dzień i ciężko go od tego odwieść. Gdyby nie moje zioła już dawno wyzionąłby ducha. Nie hoduję tutaj tego świństwa, a ten stary pierdziel zaopatruje się gdzieś na mieście. Gdzie? Nawet nie chcę wiedzieć. Wybacz, nie pomogę Ci w tej sprawie.
Oczywiście młody mnich szanował wszystkich starszych mnichów i nawet jeśli nazywał swojego starszego (i to dużo starszego!) kolegę staruchem i pierdzielem, to robił to z niezwykłym wręcz szacunkiem. Prawdopodobnie nawet go lubił, ale nie lubił tego, że ten psuje sobie zdrowie. Nie lubił tego, że musi mu codziennie przedłużać życie. Wracając jednak do opowieści. Po jakimś czasie Masaru mógł już się normalnie ruszać. Młody mnich dał mu się napić i coś na szybko przekąsić (a nawet jeśli Masaru nie chciał, to ten po prostu go do tego zmusił; nie pytajcie jak, bo to bolesna i gówniana sprawa). W każdym bądź razie. Masaru został w końcu wypuszczony z chatki medyka.
- Dobra. Możesz już iść. - powiedział i jeśli Masaru zbierał się do wyjścia, to prawie wpadł na spizganego mnicha, który widocznie szukał swojego "Wybrańca Bogów".
- TTYYY TUUUU JESTEŚ! - wrzasnął - MOC BOGA, MOC BOGA, MOC GOBA!
Ostatnie słowo ... wyszło tak sobie, a młody mnich skrzywił się lekko. Nie był zadowolony.
- Pan też może opuścić to pomieszczenie - rzucił tylko. Stary mnich jednak ani myślał to uczynić ...
Yamiyo
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Masaru Yoshida » 14 cze 2017, o 22:40

Protagonista był na prawdę zdziwione tym co usłyszał. Okazało się że bóg i mnich to tak naprawdę wytwór jego wyobraźni, a ten drugi to zwykł ćpun. Masaru zazgrzytał zębami zaczynając rozumieć że został wymanewrowany przez uzależnieńca która chciał po prostu zdobyć więcej narkotyku. Stwierdził że tak przy okazji to ten młodszy mnich jest równym gościem, ponieważ pomógł mu i jak wychodzi na załączonym obrazku pomaga również starszemu koledze który niszczy sobie zdrowie z własnej woli. Gdy tamten wtoczył się drąc japę o boską moc kuglarz miał ochotę sprzedać mu kilka strzałów ale się powstrzymał. Uzależnionych się nie bije. A przynajmniej nie mocno. Został poproszony o wyjście więc podziękował jeszcze raz i wyszedł. Przy okazji wcześniej podszedł do starego mnicha i pomógł mu dojść do łóżka czy gdzie tam ten chciał iść. Ważne że chciał być blisko niego i w razie czego móc mu ukraść jakiś mieszek z drobnymi. W ten sposób nie chodziłby kupować tego świństwa, a całe to bawienie się zwróciłoby się młodemu Yoshidzie i nie wyszedłby z pustymi rękoma z tej wyprawy do świątyni.
Masaru Yoshida
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Yamiyo » 15 cze 2017, o 09:09

Obrazek
Spizgany Mnich kontraatakuje!
Masaru Yoshida - ranga D - 15/15

Młody Masaru postanowił wykorzystać sytuację i okraść mnicha. To było całkiem niegłupie posunięcie, jednak trzeba to było zrobić tak, by żaden z tych dwóch mnichów się nie pokapował. Nie było to jednak trudne. Staremu mnichowi zaczęło się kręcić w głowie i Masaru mógł go odprowadzić do łóżka, gdzie ten młody już szykował odtrutkę. Oboje byli więc nieuważni i to można było wykorzystać. Masaru sięgnął więc do kieszeni mnicha i wyciągnął z niej woreczek. W środku pobrzękiwało kilka monet (10 Ryo). Chociaż tyle, nie? O taką kwotę mnich będzie zdrowszy, chociaż z tym też różnie może być. Chłopak dopóki nie podliczył tych pieniędzy, to nie wiedział ile tam się znajduje. Jednak po ciężarze wiedział, że mało. Mógł więc wyjść trochę rozczarowany. Sęk jednak w tym, że nie wyszedł. Stary mnich dogonił go i krzyknął:
- CZEEEEEEKAJ!
- O Wielki Bishamonie ... zaczyna się ... - w oddali słychać było pomruki niezadowolenia, płynące od młodego mnicha. Ciekawe tylko czy on wiedział, że wzywa nadaremno imienia kobiety z ... dodatkiem. Stary mnich jednak to olał. On także nieraz wzywał to imię, więc był przyzwyczajony.
- DOKONAŁEŚ CUDU! - Tak? Masaru dokonał cudu? Jedyną rzeczą, którą mu się udało zrobić to walnąć się w głowę, stracić przytomność i okraść starego mnicha. Wielkie mi rzeczy. - NAGLE SPŁYNĘŁA NA MNIE WIELKA MOC! POPATRZ!
Mnich rozłożył swój płaszcz, a były tam poukrywane wewnętrzne (w sensie, że znajdujące się po wewnętrznej stronie płaszcza) kieszenie. Strasznie dużo wewnętrznych kieszeni. A w każdej po jednej paczce z "papierosami", chociaż doskonale wiadomo co to jest.
- WCZEŚNIEJ TEGO NIE MIAŁEM! - Musiał więc kupić te paczki i przypisał sam fakt ich kupienia istnieniu boskiego wybrańca Masaru. Ewentualnie miał je podczas pierwszego spotkania z wybrańcem i po prostu o nich zapomniał, a teraz sobie przypomniał i to też zasługa Masaru. W każdym bądź razie ... mnich szybko wyciągnął z jednej wewnętrznej kieszeni mieszek z pieniędzmi (100 Ryo) i wręczył go chłopakowi. Dodatkowo wyciągnął jedną paczkę z fajkami (chociaż to nie były fajki) i także ją podarował Masaru! Niestety była to paczka niemalże wypalona. Został tam bowiem tylko jeden "papieros".
- MISTRZU! UŻYWAJ TEJ MOCY ZGODNIE Z TWOJĄ WOLĄ, A ZA PIENIĄDZE KUP SOBIE WODĘ OGNISTĄ! - Ciekawe czy mieszanie tego z alkoholem to dobry pomysł? W każdym bądź razie, Masaru był wolny i mógł odejść w pokoju.

MISJA WYKONANA
Wynagrodzenie: 20 PH, 110 Ryo, Paczka "Papierosy z Narkotykiem" (zawartość: 1 magiczny papieros)*


* Info dla administracji:
Jeśli chodzi o te papierosy ... to oczywiście Wy, drodzy Administratorzy i Moderatorzy, podejmiecie decyzję co z tym zrobić. Ja bym jednak sugerował, żeby umożliwić Masaru korzystanie z tego w takiej formie jaka była przedstawiona na misji, jednak z wyraźnym dopiskiem "Narkotyk działa JEDYNIE podczas fabuł".


EDIT:
Zgodnie z zaleceniami, dałem Ci 1 papieros zamiast 20. Wybacz, stary XD.
Ostatnio edytowano 15 cze 2017, o 17:04 przez Yamiyo, łącznie edytowano 1 raz
Yamiyo
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Masaru Yoshida » 15 cze 2017, o 16:27

Masaru chcąc opuścić tą szopę wstał i udał się do wyjścia. Przy okazji jak przystało na dobrego człowieka uwolnił mnicha od kilku drobniaków by ten nie kupił sobie przez chociaż trochę czasu znowu narkotyku. Nie miał czasu go niańczyć, a był dorosły i wiedział co robi. A raczej zaczynając zabawę z tym świństwem powinien był wiedzieć. Chociaż kuglarz zdawał sobie sprawę że samemu też mu się to podobało. Dlatego gdy tamten go zawrócił i podrzucił troszkę narkotyku i jeszcze kilka gorszy ukłonił się nisko dziękując temu uduchowionemu człowiekowi. Nie wiedział czy po prostu miał halucynacje, czy na prawdę bóg do niego wtedy przemówił. Jedno było pewne, za każdym razem jak tu będzie przyniesie na ołtarz jakieś dary. Po za tym warto wiedzieć że miejscowy zna się na ziołach więc jak będzie chciał się troszkę podtrenować w tym temacie to będzie można się do niego zwrócić o pomoc. Dziwne w tej całej sytuacji było tylko że staruszek nie wiedział że ma w kieszeni tyle papierosów! czy on naprawdę tak tracił kontakt z rzeczywistością że nie wiedział co ma przy sobie? Przynajmniej zarobił, dostał mały bonus, w miarę ładne widoczki, oraz został okrzyknięty boskim wysłannikiem. Można rzec że Yoshida czuł się nad wyraz miło. Ktoś go docenił, przypisując mu co prawda boskie moce, ale zawsze lepsze to niż nic. Wyszedł żegnając się ze wszystkimi i udał się w dół schodów do sklepu.
z/t
Masaru Yoshida
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Reigen » 17 wrz 2017, o 18:25

Świątynie to z całą pewnością miejsca zupełnie obce Reigenowi. Nigdy nie uważał siebie za osobę religijną czy wyznającą jakieś siły wyższe. Nie można było jednak powiedzieć, że czarnowłosy był niewierzący - on wierzył, ale nie wyznawał, bo miał własne zdanie odnośnie wszelkich bóstw. Był bliżej przeklinania ich i wojny z nimi, niż czczenia. Do głowy może przyjść pytanie - co zatem robi Reigen na terenach poświęconych chwale Bishamona? Hōzuki znalazł im znacznie bardziej przydatne zastosowanie, niż modlitwa. Schody, po których wspinali się wierni były długie i chodzenie po nich należało do męczących czynności, więc idealnie nadawały się do treningów. Wystarczyło wbiegać i zbiegać na dół bez omijania stopni, a nogi wyjątkowo szybko odmawiały posłuszeństwa. Nie tylko kondycja rosła, ale także szybkość dolnych partii ciała dzięki temu, iż należało stanąć na każdy kamienny stopień. Reigen nie omijał żadnego, a jednocześnie starał się być jak najszybszy, więc jego nogi musiały jeszcze szybciej stawać na wyjątkowo niskich schodkach i unosić się, by zaraz powtórzyć czynność.
Wystarczyło kilka rundek w tę i z powrotem, aby poczuć, że ciało odmawia posłuszeństwa. Przynajmniej w przypadku Hōzukiego, który po pobycie w więzieniu stracił bardzo wiele ze swej poprzedniej formy. Potrzebował odpoczynku, więc usiadł na samym szczycie schodów i obserwował to, co niżej. Przy okazji wyciągnął zatyczkę ze swojego drewnianego bukłaku na wodę i pociągnął kilka konkretnych łyków, by uzupełnić stracone płyny. Trening potrafił wyciskać z człowieka ogromne ilości potu. I w taki sposób mijał chwilowo czas Reigenowi. Chwilowo, gdyż powoli odzyskiwał siły i zamierzał zrobić jeszcze kilka rundek w górę i w dół zanim wróci do domu.
Reigen
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Naoki » 18 wrz 2017, o 08:58

Obrazek

Kieł. #1



Reigen chodził po schodach. Dało się nazwać tą czynność inaczej, ale było to milsze określanie rzeczywistości. Młodzieniec trenował, ale wybrał sobie jedną z najdziwniejszych możliwych na to dróg. Większość ninja skupiało się na walce samej w sobie, nowych technikach albo obmyślało strategie. Najwidoczniej shinobi dysponował już tym wszystkim, a jego słabą stroną była wytrzymałość i kondycja. W końcu pokonanie schodów nawet parędziesiąt razy dla wprawionego wojownika nie było wyzwaniem. Dla początkującego ninja jednak stanowiło problem, co zresztą widać po stanie Reigena. Sapie, zipie, przerwy musi robić. Taki z niego skrytobójca.
Jesień zaczęła się niedawno, przynajmniej według kalendarza, ale pogoda była wyjątkowo paskudna. Niebo przysłonięte przez ciemne chmury, znaczy, że dziś jeszcze lunie deszcz. Słońce może i świeciło, ale przez tą zasłonę z cumulusów w stolicy i na jej obrzeżach wcale nie było jakoś widno. Nawet zważywszy na porę dnia, południe, i tak było niezbyt widno. Na dodatek wiał wiatr, który pewnie denerwował większość ludzi. Jedynym ładnym elementem dzisiejszego dnia były liście na drzewach. Czerwone, żółte, pomarańczowe. Różne odcienie barw ciepłych wyglądały całkiem godnie.
Mijany przez ludzi przemieszczających się do i z świątyni, Reigen przestał obserwować otoczenie. Po prostu zawiesił się i skupił wyłącznie na treningu, co nie było dziwne. Kiedy jednak pokonał trasę kilkanaście razy, podczas obecnej przerwy, usłyszał coś niespodziewanego.
Znał ten głos. W końcu wyszedł z więzienia niedawno. Ale czy on nie miał dłuższego wyroku? Tak, powinien siedzieć jeszcze rok. Ale skoro Reigen słyszał głos Kao, to nie mogło być inaczej. Skończył odsiadkę.
- Reiguś, kochanie, co ty tutaj robisz? Wierzysz w boga, że siedzisz pod świątynią? Odbębniasz pokutę, że tak biegasz po schodach? Nudzi ci się czy kurwa co? - krzyknął mężczyzna. Kao, czyli młodzieniec mniej więcej w wieku Reigena, niższy i szczuplejszy, zamknięty na pięć lat za rozbój. W zakładzie wszyscy wiedzieli, że powinien dostać dłuższy wyrok, ale wpływy reszty gangu, w którym działał skróciły jego wyrok. Może to i dzięki nim wyszedł wcześniej, cholera wie. Typek o niezwykłym wyglądzie. Chuchro, zawsze ubrane w czarne obcisłe szmatki, z blond włosami i tęczówkami w dwóch różnych kolorach. Był zamknięty na innej sali niż Reigen, a kontakt między sobą panowie mieli raz na miesiąc, w czasie wspólnych odsiadek i prac na rzecz społeczeństwa. Dwóch ninja miało ze sobą względnie dobre kontakty, chociaż raz prawie dali sobie po mordzie. Dziwne jednak było to, że blondas zjawiał się teraz. W końcu w pierdlu pozostała cała przeszłość Reigena.
Naoki
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Reigen » 18 wrz 2017, o 16:04

Skrytobójca. Termin uważany przez niektórych za synonim słowa "ninja". Cóż, w większości przypadków nie mylili się, lecz Reigen był tym wyjątkiem. Hōzuki należał do shinobich, ale z całą pewnością nie wpasowywał się idealnie w grupę. On był siepaczem - brał w rękę miecz i to nim walczył na otwartym polu przy wsparciu jutsu. Nie ukrywał się, nie robił pułapek, nie zachodził od tyłu. Twarzą w twarz stawał z przeciwnikiem i pokonywał go w ten bezczelny sposób, udowadniając często, że oponent nie był dla niego wyzwaniem. Czy był dumny? Oczywiście. Czy był arogancki? Bez wątpliwości. Aktualnie jednak brakowało mu tej dawnej pewności siebie. Dwa lata to dużo i niedużo jednocześnie. Czas nie mógł zabrać doświadczenia i sprytu, ale zabrał wprawę oraz kondycję fizyczną. Kiedyś ciało Reigena radziło sobie bez problemu z długimi dystansami i intensywnymi walkami, jednak jak mógł zachować swoją świetność, gdy do dyspozycji miał jedynie kilka metrów kwadratowych celi i niewiele więcej spacerniaka, na którego wyjścia i tak były dosyć rzadkie. Zresztą tam też biegać nie mógł, a miejsc do ćwiczeń nie było. Pompki i brzuszki - na tyle mógł sobie pozwolić. Bieganie po schodkach w górę i w dół wydawało się bez sensu dla kogoś, kto nie był nauczony porządnego treningu. Ojciec Hōzukiego wpoił mu, że we wszystkim co robisz jest trening, gdy robisz to wystarczająco intensywnie lub rozważnie. Dlatego też pierwsze ćwiczenia chłopaka polegały na pracy, a później doszedł do tego cykl katorżniczych treningów. Praca i treningi rozwijały ciało błyskawicznie. Wielu ninja popełniało też, przynajmniej dla Reigena, oczywisty błąd - trenowali technikę i walkę, a nie mieli odpowiednich warunków fizycznych. To też przekazał czarnowłosemu jego ojciec. By ćwiczenia walki miały sens, należało mieć do nich podstawę. Co z tego że ćwiczysz walkę mieczem i masz perfekcyjny blok, skoro w twoich ramionach brakuje siły, by nie dać go przełamać? Co z tego, że tniesz pod idealnym kątem, skoro robisz to zbyt powoli i bez energii? O to właśnie chodziło. Należało najpierw wypracować fundamenty, na których opierał się dalszy rozwój. Reigen też nigdy nie postrzegał siebie jako ninja, a jako wojownika. Awanturnik, pirat, pijak, skazaniec.
Kiedy zaczynał się trening, to otoczenie przestawało mieć znaczenie. Odpoczynek zazwyczaj posiadał te same cechy, więc Hōzuki pogrążony we własnym świecie patrzył gdzieś w dal i z czystego, chwilowego braku zajęcia popijał co jakiś czas łyk wody. Uwielbiał ją, chociaż nie wiązała się z tym żadna specjalna historia - był z takiego, a nie innego klanu, więc woda była dla niego życiem i to znacznie bardziej dosłownie, niż dla innych. Z zamyślenia wyrwał go znajomy głos. Przez chwilę nie mógł go dopasować do właściciela, gdyż świat zza krat pozostawił jako coś, co już nie wróci. A jednak wracało wraz ze skazańcami, którzy się pojawiali. Kao, Ty niepozorna szmato. Myśl była natychmiastowa, a drobny uśmiech nieświadomy. Bądź co bądź darzył tego człowieka pewną sympatią, bo wśród wielu ludzkich śmieci zamkniętych w pace, akurat ten blondasek był względnie w porządku, a z pewnością nie brakowało mu intelektu, więc dało się zamienić z nim kilka słów.
- Ta, pokutowałem za Ciebie, żebyś szybciej spierdolił z pierdla. Wymodliłem to, chuju. Nadal masz zamiłowanie do tych babskich ubranek? - zwyczajnie z nim żartował w taki sposób, w jaki zazwyczaj to się odbywało jeszcze w więzieniu. I to właśnie takie żarty kiedyś przerodziły się w poważniejszą sprawę, która prawie wykwitła do rozmiaru bójki, ale dosyć szybko się uspokoili. Reigen wstał i skierował się w stronę znajomego, by wystawić w jego stronę dłoń na przywitanie. - Kao, Kao, trzy lata jeszcze miałeś być zamknięty. Co Ty tu robisz? - postanowił zapytać już poważniej, aby zrozumieć sytuację. Jebaniec uciekł? Nie, nie pokazywałby się wtedy tak swobodnie. Pewnie ten jego cały pierdolony gang zapłacił za wyjście. Tak czy siak - był na wolności, a to oznaczało, że zapewne znów był uwikłany w jakąś działalność przestępczą. Reigen nie chciał do tego wracać, bo to mogło wiązać się z powrotem za kraty. Drobne przewinienia to codzienność, więc je należało ignorować, zaś małe akcje były nieopłacalne względem ryzyka jakie przynosiły, więc jedynie duże były sensowne. Te jednak podnosiły zagrożenie. Czarnowłosy nie potrzebował wcale tak dużego zastrzyku pieniędzy, więc nie interesował się aktualnie przestępczą działalnością. Mógł swobodnie małymi kroczkami zarabiać po trochu. Zresztą i tak chciał niedługo wrócić na wyspy i tam rozpocząć swoją karierę na nowo. Jeżeli Kao potrzebował jego pomocy, to wszystko zależało od sprawy, zagrożenia i rozmiaru akcji. Drobne ryzyko było zabawne.
Reigen
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Naoki » 19 wrz 2017, o 17:12

Obrazek

Kieł. #3



Szermierz wyznawał swoje zasady. Twierdził, że trening kondycyjny to coś, o czym zapominało większość wojowników. Może miał rację, a może nie. Jak na razie w swoim życiu przeżył dwie większe bitwy i trudno było powiedzieć, że to właśnie dobre warunki wytrzymałościowe zapewniły mu wtedy przeżycie. Wszystko sprowadzało się do Kekkei Genkai, którym obdarzony został Reigen. Hōzuki nie musiał unikać większości ciosów, po prostu przyjmował je na ciało, dzięki czemu za niewielkim kosztem chakry mógł zaskoczyć przeciwnika i zadać mu pojedynczy cios. To zadziwiające jak wiele problemów potrafił załatwić jeden mocny atak.
Znajomy zza krat odnalazł się w końcu w pamięci młodzieńca i jeszcze niedawno trenujący Reigen odwrócił się w stronę Kao, po czym wymienił z nim uprzejmości. Blondyn zupełnie się tym nie przejął, nawet nie wzruszał ramionami. Po prostu zbliżał się do właściciela szkarłatnej kurtki, samemu mając ręce w kieszeniach, a na twarzy mając szeroki uśmiech.
- Chuja, nie wymodliłeś. Wyszedłem za kaucją. - odpowiedział młodzieniec, jakby był to powód do dumy. Ubrany w przylegające do chudego ciała ciuchy, blondas nic nie robił sobie z obelg. Może już do nich przywyknął. Trzeba było mu przyznać, że w swetrze, materiałowych spodniach, grubym pasie i trampkach wyglądał nawet nieźle. Chociaż co złośliwsi powiedzieliby, że jest jeszcze mniej widoczny. W końcu czarny wyszczupla. - A skoro mnie wykupili, to jak możesz się spodziewać, szykuje się grubsza zabawa. Szukamy chętnych, ale co ci będę opowiadał przy świątyni. Jak się nie zesrałeś do tej pory, to chodź ze mną. Reszty dowiesz się przy sake.
Przybysz zbliżył się również do rozmówcy, jednak nie po to, aby wyszeptać mu coś do uszka, lecz spojrzeć z uznaniem na kyu kunaia. Broń była nieporęczna dla zwykłego śmiertelnika, jednak dobry szermierz potrafił z nią czynić cuda.
- Jak chcesz władać czymś oprócz tego długiego nożyka to dobrze by było, żebyś do nas dołączył. Roboty mamy w bród.

Naoki
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Reigen » 30 wrz 2017, o 02:21

Dwie większe bitwy i wiele starć na morzu - tyle miał doświadczenia Reigen. Nie liczył już pijackich lub nawet trzeźwych mordobić barowych i bójek. Może uczyły czegoś, chociaż ciężko powiedzieć czego. Może wykorzystywania czegokolwiek jako broni? Krzesła, stoły, ławki, kufle, talerze, sztućce - to wszystko mogło stać się orężem. Z pewnością wykorzystanie byle jakiego przedmiotu do walki, to jakaś umiejętność, która kiedyś może okazać się przydatniejsza.
A jednak zapłacili za niego. Trochę im to zajęło. Potwierdziły się założenia Reigena - Kao nie bez powodu był znów na wolności i znów działał w swojej strefie. To spotkanie nie mogło być przypadkowe. Oczywistym było, że potrzebował kogoś sprawdzonego i zaufanego. Znajomości z więzienia rządziły się swoimi prawami. Na pomoc nie było co liczyć, ale jeżeli w grę wchodził zarobek... wtedy relacje były znacznie, znacznie serdeczniejsze. Hōzuki był zdecydowany, że nie weźmie udziału w niczym większym, a Kao w nic małego raczej by nie wchodził. Chociaż powinien aktualnie kryć się lepiej, bo dopiero wyszedł zza krat i na pewno był na oku strażników, a może nawet kogoś jeszcze.
Blondyn znał Reigena i wiedział, że wielki kunai nie jest jego szczytem ambicji szermierskich. Czarnowłosy znacznie lepiej czułby się z bronią z prawdziwego zdarzenia - najlepiej większą i masywniejszą niż katana, za którą nie do końca przepadał. Wydawała mu się zbyt popularna i... niegroźna. Od zawsze jego zainteresowanie przykuwały miecze o potężnych rozmiarach. Czuć było w nich siłę, a władając była świadomość, że jedno trafienie wystarczy w zupełności. Jedno dobre trafienie. Przeciwnik mógł też zostać zastraszony lub po prostu poczuć respekt, bo wielka broń wymagała jeszcze większej siły, a szczególnie jeszcze większych umiejętności, by rozmiary i waga nie przeszkadzały.
- Znacznie lepiej wygląda ubabrany w krwi. - odezwał się i wyszczerzył swoje rekinie kły. Wielki kunai raczej respektu nie wzbudzał, jednak to nie oznaczało, że nie był groźny. Oręż sam w sobie nie miał wielkiego znaczenia, ale szermierz, który nim włada, to już inna sprawa. Największą rolę i tak odgrywały umiejętności. Bez nich nawet najwspanialszy miecz świata może być równie dobry, co zwyczajna katana albo nawet gorszym. Mimo wszystko Reigen należał do ludzi, którzy lubili zbierać ulubione cacuszka. Niektórzy byli smakoszami i kosztowali potraw z różnych regionów, niektórzy gromadzili książki oraz zwoje, a czarnowłosy chciał kolekcjonować oręż - zrobić swój własny arsenał.
- Nie ma co zapierdalać do knajpy, jak mogę z niej od razu wyjść. Dawaj konkrety. Ile zarobię i jakie ryzyko? Wtedy zastanowię się czy napijemy się, czy nie. - znajomi znajomymi, ale Reigen nie chciał wracać za kratki. W Ryuzaku mógł być obserwowany jako świeżo były skazaniec. Tak samo Kao, który uwikłany był w działalność zorganizowaną. Co prawda czarnowłosy Hōzuki też niegdyś należał do znacznie większej bandy, ale to nie na tym go złapano, zatem najpewniej uważano go za mniejsze zagrożenie. W każdym razie - istniało spore ryzyko, że są obserwowani. Jeżeli zarobek będzie marny, a ryzyko duże, to nie ma co nawet poznawać szczegółów. Powtarzanie przestępstw na terenie Kraju Kupieckiego nie należało do rozsądnych. Reigen już tutaj wystarczająco narozrabiał i wolałby w tym samym miejscu nie zaczynać broić od nowa.
Reigen
 

Re: Świątynia Bishamona

Postprzez Naoki » 30 wrz 2017, o 22:04

Obrazek

Kieł. #5



Reigen raczej nie wątpił w swoje możliwości bojowe. Co prawda bardziej doświadczeni ninja mogli go bezproblemowo ubić, ale Kao nie oferował mu niczego ponad jego siły. Jeśli grupa bandytów, którzy lekko liznęli sztuczki ninja, chciała się na coś rzucić, to na pewno nie byłoby to starcie z garnizonem pełnym wyszkolonych shinobi i kunoichi. O nie. W grę wchodziły raczej delikatne sprawy, takie jak rozbój, gwałt, pobicia, zabójstwa, rabunek i kradzież. Coś w ten deseń.
- Mi jest bez różnicy czy kroisz nim chlebek, czy małe dzieci. Wiem, że potrafisz nim władać, a do tego sprowadza się twoja pomoc. - obwieścił wesoło blondyn. Kao zdecydowanie cieszył się z nowej robótki, pewnie bardziej niż z wolności, którą otrzymał. Nie ma co tu wiele mówić - więzienie jest okropne nie tylko dlatego, że zamyka ludzi i izoluje od świata. Przede wszystkim zabiera ono finezję i możliwość robienia tego, na co się ma ochotę. Nie da się wyjść i zaśpiewać o północy w centrum, rozwalić bar, a co dopiero zająć czymś jasno określanym jako nielegalne. Przestępcy zazwyczaj lubili swój fach. Był prosty, dawał wysoki zarobek i satysfakcję. Nie to, co większość konwencjonalnych robót. - A jak chcesz. 250 ryo, ryzyko względnie niskie. Robota na terenie Aburame. Zleceń jest co najmniej kilka, może i więcej, dlatego można łatwo dorobić się większej sumki.
Blondyn przekazał wreszcie najważniejsze informacje. Pozostawało spytanie tylko o co konkretnie ma chodzić w misjach, jednak takiego pytania miecznik nie zadał. Chodziło też pewnie o drażnienie się młodzieńców. Ludzie po pierdlu raczej zbyt mili dla siebie nie byli, nawet jeśli łączyły ich wspólne interesy.
Naoki
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość