[Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 11 wrz 2018, o 18:39

Oshi nadawał się na bohatera, najmniej z tu zebranych. Wciąż szukał odpowiedzi, na pytania które dręczyły młodą głowę. Wszystko co mogło stać się odpowiedzią, było zbyt kuszące. Bohaterstwo wymaga poświęcenia własnej osoby dla sprawy, gdzie miejsce na cichy przenik. Gdy istota pojawia się i znikna, zaraz po swojej robocie. W tej chwili stał przed kolejną taką szansą, wielkim wyzwaniem ujawnienia z czego był zbudowany.
Ogień trawiący budynek, rozprzestrzeniał swe zniszczenia na kolejnych częściach rezydencji. Chłopak zdając sobie sprawę z całkowitej izolacji od pomocy z zewnątrz, odetchnął głęboko po czym wbiegł na wyższe piętro.
Kolejny senny koszmar, pojawił się szybciej niż oddech który łapał w zmęczone płuca. Wiedział do czego zdolny jest ten żywioł, wiedział też że jego umiejętności to nic, w porównaniu destrukcji katonu. Oshi spojrzał w drzwi prowadzące do pokoju rady, oraz mężczyznę albo inną podobną postury istotę, ukrywającą się pod czarnym płaszczem. Biała maska bez wyrazu nie przedstawiała nic... Jak gdyby pusty obraz miał wyrazić koniec Oshiego, życie które nie odnalazło spełnienia.
Wojownik jednak miał swoje wady, wcześniej było o kilku z nich, i teraz możemy opisać pychę... Coś co podczas wszelkich starć nie pozwala mu się ugiąć, nawet gdy przeciwnik jest silniejszy. Wzrok wroga wlepiony prosto w jego odbiciu, chwila gdy to co do tej pory obaj poznaliście, decyduje o wygranej...
Burū również czekał na chwilę gdy chłopak się poruszy, gdy zacznie na nowo makabryczny taniec, kojący wszystkie chore pragnienia. Niebieski ogon mocniej zacisnął się na ramieniu młodzieńca, w chwili gdy wykonał wyczekiwany krok.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 1 rok i 2 miesiące
•Płeć: Męska
•Wielkość: 70 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 351
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 18
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy
-Blada cera
-Zlote oczy.
-Biało/niebieskie kimono.
-Czarny płaszcz z kapturem.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Drewniana maska węża, przy pasku.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy)
-Torba biodrowa
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 12 wrz 2018, o 21:26

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Ledwie weszła do środka, a dająca nieocenione światło kulka chakry lewitująca nad jej dłonią oświetliła dużych rozmiarów przestrzeń, która wcale nie okazała się być pomieszczeniem „za drzwiami”. Trudno powiedzieć, czy miała jakieś szczególne oczekiwania w związku z drzwiami, które właściwie nic nie znaczyły. Mogły tkwić w umyśle dziewczynki jako swoista ziemia obiecana, ale aż tak bardzo się do tego nie przywiązywała. Niemniej było to nieco rozczarowujące, że się tam nie znalazła. Po części dlatego, że miejsce w którym się obecnie znajdowała nie było tym, czego oczekiwała, a może z prozaicznego faktu że po prostu chciała zobaczyć co jest właśnie tam.
Teraz jednak nie miała zbyt wiele czasu na rozglądanie się. Załapała kilka szczegółów. Wysoki sufit i położona tam krata, która mogła być łącznikiem ze ściekami, w których zapewne dalej była. Pomieszczenie było zaniedbane, co chyba nie może dziwić… Co jednak ważniejsze. Gdzieś tam w oddali znajdował się stół, a na nim dwie fiolki. Początkowo nie domyśliła się ich zawartości, ale kiedy zobaczyła wielkiego mężczyznę, który sprawiał wszelkie pozory by uznać go za zarażonego, dodała dwa do dwóch i miała jakąś dziwną nadzieję, że to nie przypadek. Gdyby jednak było to lekarstwo, to dlaczego on tego nie zażył?
Teraz jednak były sprawy ważniejsze od takich rozważań. Kolos, wyraźnie pobudzony odrobiną światła, jaka pojawiła się w jego ciemnej norze (skąd on się w ogóle tu znalazł!) wyrwał w jej stronę. Miała wiele pomysłów, ale większość była zawodna. Na pewno nie chciałaby walczyć z nim wręcz. Klony również odpadały, bowiem jeśli tylko chciała przechwycić fiolki i dopaść do dźwigni, potrzebowała światła. Być może mogłaby wykorzystać wysokość sufitu, ale każdy mógłby ją przeczekać, a ktoś taki jak on pewnie nawet sięgnąć łapą.
Miała trochę czasu. Wykorzystując dystans dzielący ją od mężczyzny, nie przestając świecić wyjęła z torby stalową żyłkę i odrzuciwszy ją nieznacznie od siebie poczekała, aż mężczyzna będzie blisko, by wskazać paluszkami na jego nogi. W domyśle rozpędzony „zombie” miał przewrócić się gdzieś w jej okolicy, blisko przeciwległej ściany do tej, która ją teraz interesowała. Jeśli zabieg się uda, w pośpiechu popędzi przed siebie, zgarnie ze stołu obydwie fiolki i doskoczy do dźwigni, która – miała nadzieję – otworzy drzwi albo zrobi coś innego, co pozwoli jej się stąd wydostać przed uwolnieniem nóg zarażonego. Jeśli tak się stanie, rzeczywiście podejmie natychmiastową ucieczkę.
Wiedziała, że w ten sposób nie wyrządzi mu większej krzywdy, a on sam niedługo odblokuje kończyny i będzie mógł dalej funkcjonować.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 464
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yamanaka Inoshi » 13 wrz 2018, o 20:09

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Dzielnica Nihya~tsu -- 地区二百 -Yami, Rika, Oshi
Obrazek



" Niebezpieczeństwo... "


Rika, Oshi, Yami
Mała Rika rozglądała się po pomieszczeniu korzystają z małej ilości czasu jaka została jej dana. Poznanie całego pomieszczenia w tą krótką chwilę nie należało do problemów, mogła się rozejrzeć dzięki swoim zmysłom które mogłyby być nieco bardziej trzeźwe. Dostrzegłaś kogoś, albo i duże coś, trudno powiedzieć czy coś tak wielkiego można dalej nazywać człowiekiem. No nic, ruszył on w stronę malutkiej dziewczynki która dla niego była niczym lalka do zabawy jeśli wziąć pod uwagę, że gość miał ze dwa metry albo i więcej... Mała jednak była cwana i już miała pewien pomysł w swojej główce, oj jakże to był dobry pomysł. Ale zaraz... Jak ten gigant tutaj wlazł? Mniejsza jak się tutaj dostał, nie ma czasu, trzeba działać. Fiolki i dźwignia, to był jej cel. Właśnie ku nim chciała się udać gdyby nie wielka przeszkoda mogąca równie dobrze świadczyć o końcu jej żywota jeśli popełni błąd... Odległość jaka was dzieliła wydawała się bezpieczna, mimo to... Miałaś czas by wyciągnąć żyłkę. Chciałaś go spętać i wykorzystać jego wagę oraz wielkość przeciwko niemu, odrzuciłaś od siebie linkę nie wiedząc czemu i wskazałaś palcem na jego nogi... A linka co? A no nic, leżała tam gdzie była rzucona a olbrzym dopadł do ciebie i chwycił oburącz za ręce i popchnął na ścianę dociskając cię do niej całkiem mocno... Wtedy dopiero mogłaś sobie zdać sprawę z tego, że by przelać na linkę chakrę i wydać jej rozkaz musisz trzymać ją w rękach, nic się nie dzieje samo...

Drzewny bohater na posterunku, albo płonące drzewo? To byłoby świetne określenie gdyby Oshi stał się człowiekiem pochodnią. Znowu spotkałeś się z użytkownikiem żywiołu ognia, byli oni przerażający, prawda? Zwłaszcza, że twoja drzewna sztuka była podatna na katon. To był twój naturalny przeciwnik, żywioł drewna przeciwko żywiołowi ognia, to starcie mogło się zakończyć tylko w jeden sposób, to on był na szczycie piramidy pokarmowej podczas gdy ty, w jego mniemaniu byłeś na jej spodzie. Płonące korzenie to dla niego chleb powszedni... Wlepiłeś swoje oczy w zamaskowanego oponenta który nie zamierzał odpuścić i zaczął wydmuchiwać dym w twoim kierunku. Buru, był podekscytowany a może trochę się bał? Temperatura w pomieszczeniu wciąż rosła, żarzący się pył wraz z drobnymi płomykami niedopalonego wcześniej ognia tworzyły gorącą atmosferę którą można porównać do słońca znajdującego się wysoko na horyzoncie, słońca które strzelało na glebę i każdego kto się tam znajdował swoimi promieniami których uniknąć niestety nie sposób. Nie w tej sytuacji, wydmuchiwany przez niego pył został jednak całkiem szybko zablokowany przez drewnianą ścianę która stanęła na jego drodze, większość pyłu odbiła się i poleciała w niego zarazem sprawiając, że całkowicie nieumyślnie uniknął mokutonowych kolców podczas gdy cofał się w tył, nie mogłeś wycelować, strzelałeś na ślepo bo przez ścianę nic nie widziałeś. Usłyszałeś kilka kaszlnięć dochodzących zza ściany. Oponent cofnął się najdalej w korytarzu jak tylko mógł. Musiał pozbyć się pyłu a i zarazem twojej ściany. Nie minęła chwila a twoja ściana stanęła w płomieniach a wraz z nią cały korytarz, pył zrobił swoje i palące się powietrze dotarło nawet do twojego rękawa również pozostawiając i jego w ogniu. Pomiędzy zamaskowanym a Oshi jest bliżej niesprecyzowana odległość gdyż on się cofnął a cały korytarz płonie i jest pełen dymu utrudniając widoczność.



Nazwa
Katon: Karyūdan

Pieczęci
Tygrys

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Bardzo dobra technika, jeśli chodzi o spełnienie kilku roli. Karyūdan polega na złożeniu pieczęci i wystrzeleniu ognistego promienia, o dosyć niezłym zasięgu. Technika ma jednak pewną zaletę. Mianowicie, nadaje się wprost idealnie do podpalenia jakichś broni, pocisków, czegokolwiek, a i przy okazji zaatakowania przeciwnika. Można więc wyrzucić shurikeny, zapalić je, a następnie zdzielić przeciwnika płomieniem i przedmiotami.


Dotarliście całą grupą do budynku a ty nie przestawałeś pytać... Zrobiłbyś coś użytecznego a mimo to wciąż pytałeś co częściowo wprowadzało w stan poirytowania nie tylko Herolda ale i towarzyszących mu ludzi.
- Męczysz mnie tym wszystkim... Dlaczego zadajesz tak dużo pytań? Tego podpalacza też będziesz pytał dlaczego ciebie podpalił albo kogoś? Wiem tyle bo hej, uwaga! Jestem Heroldem, przemawiam do ludu! Czy to ci nie wystarczy? - Westchnął ciężko wyraźnie poirytowany. Tutaj nie chodziło tylko o Yamiego i jego serię pytań. Cała ta sytuacja która ze stabilnej nagle przekształciła się w beznadziejną grała tutaj największą rolę.
- I myślisz, że co ci powiedzą, he? - Skwitował odpowiedź Yamiego. Czego tak naprawdę mógł się dowiedzieć od rady? Tego, że panuje zaraza? Że robią co mogą? Wszystko to to nic innego jak jedynie utarte slogany które powtarzane tysiąc razy doznają jakiegoś przekształcenia w prawdę bądź rzeczywistą troskę.
Na miejscu usłyszałeś dziwne stukanie, kto wie co to mogło być, to mogło być nic albo rzeczywiście coś. Co jak co ale twoja nijaka aparycja i prezencja niby-przywódcy sprawiła, że nagle każdy się posłuchał. Wszyscy się uciszyli pozostawiając jedynie ciebie i te głuche pukanie zza drzwi. Chciałeś to zbadać, korciło cię strasznie, prawda? Podszedłeś tam więc cichuteńko i przyłożyłeś ucho jak prawdziwy shinobi zwykły człowiek. Przelałeś tą swoją leniwą energię i skupiłeś się na odkrywaniu tajemnic powietrza za tamtymi drzwiami. No i rzeczywiście mogłeś usłyszeć wszystko. Tak słuchałeś, słuchałeś i prócz uderzenia które zwiększyło swoją siłę i natężenie... Jedynie z powodu twojego nasłuchiwania to słyszałeś kroki które odpowiadałyby komuś kto zwyczajnie stuka w drzwi, może nie ręką a czymś innym. Może głową? Jeślibyś oddalił ucho od drzwi to stwierdziłbyś, że to dzięki technice dźwięk stał się klarowniejszy i silniejszy a uderzanie jakie było takie było. Wcale się nie zmieniło...
Herold stuknął cię parokrotnie w ramie szepcząc ci na ucho
- Hej i co? Co tam jest? - Powiedział patrząc się na klamkę wraz z zamkiem który być może służył kiedyś do zamknięcia tego pomieszczenia.





Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Tutaj będzie spis npc i ich kolorków
  • Tsobuki
  • Pan Koyama
  • Yukari Narahasi
  • Haruko Ihara
  • Kazumi
  • Właściciel Ryokanu
  • Biedna kobieta
  • Uczeń
  • Herold


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 25 wrz 2018, o 14:55 przez Yamanaka Inoshi, łącznie edytowano 1 raz


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 14 wrz 2018, o 22:40

Nie było wiele czasu, ale wystarczyło na plan. Nie był przemyślany, ale był niezły. Nie było szczególnego ryzyka niepowodzenia, ale stało się. Olbrzym biegł prosto na nią, a ona wyciągnęła w tym czasie stalową żyłkę. Miało być łatwo. Żyłka miała obwiązać nogi mężczyzny, unieruchamiając go chociaż na tyle, by mogła go sprawnie wyminąć, wziąć co ją interesowało i uciec. Odrzuciła więc linkę przed siebie, z zamiarem rozwinięcia jej i przytrzymania za czubek, ale obecne w pomieszczeniu ciemności, a może i zdenerwowanie wszystkim tym, co się dziś wydarzyło doprowadziło do tego, że żyłka wypadła jej z dłoni. Był to błąd, na którego naprawę nie było już czasu.
Nacierający na nią King-Kong dopadł celu, mijając leżącą na ziemi żyłkę – jedyną osłonę, która nie zdała egzaminu. Popchnął dziewczynę na znajdującą się za jej plecami ścianę. Różnica masy zrobiła swoje i Rika nie stawiając fizycznie większego oporu odleciała, jakby… właśnie mała dziewczynka zderzyła się z jakimś kolosem. Już podczas tego krótkiego zataczania się na ścianę coś zaczęło dziać się z jej włosami. Uderzyła łokciami o mur i jęknęła z bólu. I tak miała sporo szczęścia, bowiem oparcie znajdowało się dosyć blisko. W innym wypadku trudno byłoby utrzymać równowagę, a to bardzo zbliżyłoby ją do podzielenia losu Chiakiego. Ciekawe, czy pozostali wciąż żyją?
Gdyby Rika była jedną z bohaterek komiksów, które czasem czytała, w tym ułamku sekundy przefilozofowałaby całe swoje życie. Cofnęłaby się do wybuchu szpitala w Ryuzaku, o który prędzej i później tak bardzo się starała. Wspomniałaby senseia Kiharę i pierwszą samotną pogoń za złoczyńcą, z której jakimś cudem wyszła bez szwanku. Skończyła na sytuacji, która najbardziej przypominała jej obecną. Pierwsze zranienie po walce z dwoma gangsterami, którzy chcieli przegonić ją i ziomali z placu zabaw.
Tylko że Rika nie pochodziła z komiksu, a wszystko działo się naprawdę. I to bardzo szybko. Obita o ścianę, orientując się w sytuacji nie mogła nie dostrzec, że zrobiło się kompletnie ciemno. Jej światełko przepadło niemal od razu po kontakcie z wielkoludem. Choć nie planowała tego, mogło się to okazać zbawienne. Nie widział co robi. Mimo to nie miała odwagi tego wykorzystać. Czuła na sobie jego wielkie łapska. Zdążyła zauważyć, jak bezradna jest wobec jego brutalnej siły. Nie zamierzała nawet używać pieczęci, aby nie sprowokować go do zrobienia czegoś złego. Jej włosy zaś stawały się gotowe do wystrzału.
Wystrzeliła salwę gdy tylko była na to gotowa (dziesięć, przecież nie będziemy go faszerować!). Nie mogła przewidzieć, jak to się skończy, ale doskonale wiedziała co robi. Włosowe senbony nie były może równie silne, co inne dostępne techniki, ale trudno było podejrzewać przeciwnika o noszenie zbroi. Włosów było natomiast dużo, a z takiej odległości trudno było chybić.
Jeśli tylko uda jej się wyswobodzić, szybko zejdzie z linii ciosu. Nie wiadomo przecież, jak wielkie szkody mu wyrządzi. Gdy Rika była mała… znaczy młodsza, bawiła się na placu z równie małym chłopcem, którego wcześniej nie znała. W pewnym momencie wspięła się na zjeżdżalnię, a chłopczyk stanął tuż pod nią, aby dziewczynkę złapać. Ta ruszyła w dół i nabierając prędkości wbiła filigranowe sandałki prosto w jego krocze. Oboje nie wiedzieli wówczas co to może znaczyć. Chłopiec zrobił się cały czerwony i uszła z niego cała energia. Tatusiowie się śmiali, a chłopiec uznał, że chce mu się spać i zaniesiony przez ojca trafił do domu. Tą fantastyczną lekcją zadośćuczynienia za kobiecą fizyczną kruchość inspirowała się teraz. Uchylając się gdzieś pod jego ramionami, wiedząc że będzie się spodziewał jej ucieczki z boku i przechodząc w przykucu między jego nogami poinformowała go o swoim wyczynie pełną złości piąstką w jajka.

Dalej uciekała realizując swój plan. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, czasu powinno wystarczyć do zabrania fiolki, ogarnięciu dźwigni i ucieczki gdzie pieprz rośnie. Gdy będzie trzeba, ponownie zapali światełko.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 464
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yami » 15 wrz 2018, o 12:10

Czy tylko ja tu myślę trzeźwo? Czy tylko ja jestem jedyną racjonalną osobą w tym gronie dziwnych ludzi. "Zadajesz dużo pytań" Przecież do jasnej cholery zadałem w sumie jedno, no niech będzie, że dwa bo spytałem wyłącznie o to kim jest jedna osoba i skąd Herold wie tak wiele o samej zarazie. Jeśli te dwa pytania są rozumiane jako nawałnicę od której kręci się ludziom w głowach to ja dziękuję, widać nie wiem nic o świecie urzędasów. Sam Herold jak tylko mnie dostrzegł zadał mi ich chyba z sześć więc przy moich dwóch to wychodzę tutaj na świętoszka. Dlaczego ci urzędasy tak mnie męczą pytaniami?
Westchnąłem. Irracjonalność na poziomie kobiety podczas jej dziwnych kilkudniowych okresów czasu w przeciągu miesiąca. Do tego określenie, że Herold wie wszystko bo jest Heroldem. Równie dobrze można powiedzieć że najniższy członek yakuzy zna sekrety jego przełożonych bo halo, jest yakuzą. Nie wiem czy ten człowiek próbuje się kryć w bardzo nieudolny sposób bądź zwyczajnie jest głupi lecz widząc jego poważną minę zacząłem raczej stawiać na to drugie. Ten dzień zaczął popadać na dno męczarni związanej z szalejącą zarazą, męczącymi ludźmi i braku możliwości odpoczynku. Wszystko muszę robić sam jakbym miał być gwiazdą jakiejś opowieści. Chodź w sumie może niekoniecznie ja, zostawiłem przecież młodego Hebiego w walce z napastnikiem. Niech będzie, że to on robi więcej, a tak poza tym to jestem na drugim miejscu. Jeden dziadek zniknął w tłumie. Mała dziewczynka z chęcią wsadziłaby łeb do każdej dziury i każdego niebezpieczeństwa. Blondyn, który raz prawie zginął a potem jakoś zniknął mi z oczu albowiem nie dostrzegłem jego osoby na niebie, a miał niby patrolować okolice.
Teraz znajdowałem się w domu wraz z drżącymi poirytowanymi urzędasami. Najchętniej teraz bym ich zostawił i sam znalazł jakiś zaciszny kącik. Ależ oczywiście doszło do jakiegoś walenia. Pewnikiem głowy o drzwi, bo w sumie można określić na jakiej wysokości znajduje się ten dźwięk. Przecież słyszałbym wszystko tak jakbym był w środku. Tak więc tylko i wyłącznie jeden dźwięk walenia świadczył, że jest tam tylko jedna osoba. Z jedną osobą chyba dam sobie radę a tak przynajmniej urzędasy nie będą robić pod siebie a wtedy sobie zwyczajnie pójdę. Kiedy tak planowałem podszedł do mnie herold. Na jego pytanie odpowiedziałem, krótko.
- Jedna osoba. Przynajmniej tak na to wskazują pewne czynniki. Obezwładnię ją... jeśli będzie zarażona bądź agresywna. Wszak jeśli taka będzie i uda jej się obezwładnić... lepiej nie rozwiązywać problemów na przyszłość.
Oczywiście sam to robiłem. Zawsze zostawiałem wszystko do ostatniej chwili. W tym jestem najlepszy, bo zwyczajnie nie chciało mi się tego robić wcześniej. Jednak w tym wypadku rzeczywiście lepiej nie zostawiać tego na później. Im większa agresja tym więcej problemów. Dlatego też wstałem i zbliżyłem się do drzwi. Ktoś znajduje się tam za nimi. Nie spodziewa się raczej wejścia młodego kupca. Westchnąłem cicho i naparłem z całej siły na drzwi. Otwierały się do środka co można było określić po framudze okna. Stojąca za nimi osoba z pewnością zostanie powalona a ja będę miał chwilę czasu aby ocenić sytuację. Trzymałem jednak prawą dłoń blisko lewego karwasza aby w razie co szybko dobyć broń: Boken bądź kuszę. Choć prędzej boken bo nie zamierzam nikogo zabijać.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yami
 
Posty: 954
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 15 wrz 2018, o 19:38

Kogo mogła zdziwić obecność podpalacza... Z pewnością nie Oshiego, który miał już trzech na swoim koncie. W tym wypadku, należało zauważyć ze znalazł się w ponownie kiepskim położeniu. Jego zamaskowany przeciwnik nie zamierzał się poddawać, tak samo oczywiście jak młody Senju. Technika którą zastosował, nie była tak sprawna jak mu się wydawało. Zanim minęło kolejnych kilkanaście chwil, piroman wystrzelił kilka pocisków katonu, a przestrzeń która i tak kipiała od temperatury, zawrzała... Oshi miał zaledwie sekundę by spisać swoje grzechy, jednak zamiast tego wolał spróbować ratować resztę domu.
Ogień był najgorszym z przeciwników jego stylu walki, bazując na tym co dała mu krew, starał się zawsze znaleźć słaby punkt przeciwnika. Tutaj jednak trudno było tego szukać, szalejąca bestia bez szans na okiełznanie. Oshi skupił się na wszystkich pokładach swojej chakry, przepuszczają ją przez punkty odpowiedzialne za prawidłowe wykonanie szybkiego planu... Znak węża, po którym mokuton miał otoczyć go szczelnie kokonem. Nie ważne ile energi przyjdzie mu zmarnować, musiał podtrzymać tarczę by nie spopieliło go na skwarę... Tamten chyba chciał zginąć, jednak Senju nie miał najmniejszego zamiaru oddawać życia. Zwłaszcza że nie bardzo wiedział dla kogo... Gdyby sytuacja była kryzysowa, zawsze mógł przez podłogę wyjść na niższe piętro.
Musiał dorwać tego który stanął mu na przeciw, przecież nie bez powodu postanowił wpakować się w to wszystko... Tym razem kolce nie mogły zawieść, ukryty w kokonie miał następnie wystrzelić ostre szpile z podłogi i ścian, krzyżując je tak by ofiara na pewno zmieniła się w durszlak... Przecież wciąż miał kilka planów do spełnienia, kolejna przeszkoda na długiej drodze.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 1 rok i 2 miesiące
•Płeć: Męska
•Wielkość: 70 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 351
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 18
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy
-Blada cera
-Zlote oczy.
-Biało/niebieskie kimono.
-Czarny płaszcz z kapturem.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Drewniana maska węża, przy pasku.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy)
-Torba biodrowa
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yamanaka Inoshi » 17 wrz 2018, o 18:36

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Dzielnica Nihya~tsu -- 地区二百 -Yami, Rika, Oshi
Obrazek



" Udało się? "


Rika, Oshi, Yami
Gdyby Rika była bohaterką komiksów których nikt nie pisywał w tym czasie to by jej nie było. Widziała całe swoje krótkie życie, kto by pomyślał, że taka sytuacja sprawi, że przypomni sobie wszystkie najważniejsze i najstraszniejsze momenty z jakimi miała do czynienia podczas tych kilkunastu lat stąpania po ziemi. Była bardzo bezradna w tej sytuacji, przyszpilona do ściany, ona, mała, sama przeciwko takiej górze mięsa. Nie mogła zrobić zbyt wiele, jedynym ratunkiem były jej włosy które pod wpływem chakry były w stanie się nastroszyć i wystrzelić niczym kilkadziesiąt grubych ostrych kolców. Wystrzelone niczym igły naszpikowały giganta, przynajmniej na tyle na ile dziesięć mogło to zrobić. Odsunęła się momentalnie podczas gdy on cofnął się w tył wyjąc i łapiąc za głowę. Wył strasznie rozpaczliwie i wyciągał sobie poszczególne kolce zarówno ze swojego wielkiego torsu jak i te kilka które skończyły w jego głowie. Nie stało się mu nic strasznego, przynajmniej nie wyglądało na to jakby miał od tego umrzeć... Czy to dobrze? Uderzyłaś go tam gdzie mężczyznę boli najbardziej, mimo to twój cios nie zrobił mu wielkiej różnicy, bolały go i kolce, i tamto miejsce, chociaż chyba kolce bardziej. Dalsza realizacja planu przebiegła bez najmniejszego problemu, zgarnęła fiolkę z " czymś płynnym w środku " pociągnęła za dźwignię i co się okazało? Usłyszała dźwięk otwierających się nieopodal drzwi... Szybko jedna ze ścian odsunęła się prezentując korytarz który wydawał się prowadzić do drzwi które jeszcze przed chwilą były zamknięte jednak wraz z dźwignią zostały również otwarte. Oczywiście mały tunel wciąż pozostawał wolny i można go było wykorzystać. Światło rzeczywiście cały czas było przydatne i pozwalało zachować zarówno wizję terenu oraz nie wpaść na coś nieprzewidzianego...

Cały Yami, wciąż szukający okazji do skrycia się w najmniejszym dostępnym pudełeczku albo mysiej dziurze. Byłeś pewien, że jest tam jedna osoba, to by dopiero było zaskoczenie gdyby było tam więcej osób niż jedna, prawda? Nieee nie mogło być. Tym razem jednak postanowiłeś stanąć na wysokości zadania i przydać się, ochronić tych biednych urzędasów przed tajemniczym zagrożeniem które znalazło się w tym jednym pokoju. Nie mogłeś czekać dłużej, czas nastał już teraz, w tej chwili. Nikt nie zamierzał powstrzymywać chłopca przed tym co zechciał zrobić, był bohaterem, czyż nie? Westchnąłeś lekko i rzuciłeś się na drzwi, naparłeś na nie i z całej siły przebiłeś się na drugą stronę. Oczywiście, że otworzyły się do środka. Pierwsze co to pod wpływem impetu drzwi stuknęły w w ścianę ponieważ jak się okazało prowadziły do całkiem wąskiego korytarza który również nie był długi, na jego drugim końcu do którego pod wpływem impetu Yami bez problemu mógł dobiec znajdowały się drugie drzwi, nie zamknięte jednak to właśnie one wydawały dźwięk stukania, stukały od framugę zamykając się i otwierając pod wpływem wiatru bądź wadliwego mechanizmu... Nawet po przekroczeniu drugich drzwi okazało się, że w środku nie ma nikogo. Jest to zwyczajny pokój gabinet w którym znajduje się biurko, kilka świeczek oraz biblioteczek, nic więcej.

Wydawać by się mogło, że wszystko spłonie, cały budynek był w coraz gorszym stanie biorąc pod uwagę sam ogień jaki rozprzestrzeniał się po tym piętrze, czasu na reakcje również nie było wiele. Mimo to użytkownik Mokutonu nie mógł poprzestać, nie zamierzał się poddawać. Nie było czasu by zastanawiać się nad dalszymi działaniami, ruchy były instynktowne, znak węża po którym drewno skutecznie otoczyło chłopaka tworząc swojego rodzaju barierę przeciwko nadlatującym kulom. Fakt faktem stanęła ona w płomieniach to zatrzymała lecące w jego kierunku pociski na sobie, nie mogły one zrobić mu większej krzywdy prócz podgrzania atmosfery jaka w jego kokonie panowała a było w nim wtedy cholernie gorąco, dotkniecie się nawet kawałka drewna mogło skutkować dotkliwym poparzeniem. Ostre szpile kontrolowanego drewna które zaczęły się wysuwać w korytarzu w którym znajdował się przeciwnik dosięgnęły tym razem celu. Trudno tutaj mówić o czymś innym niż szczęście bo tylko dzięki lekkiemu zuchwalstwu wpadł w tą samą pułapkę zastawioną drugi raz. Widząc jak tarczę opuszcza jego energia sprawiając, że kokonik zamienia się w popiół chciał zaatakować... Nie zdążył bo został przebity nie raz i nie dwa pod wpływem podstępnego drewna... Padł na ziemię i gdyby zdjąć maskę na jego twarzy rysowałoby się zaskoczenie... Ciekawe czy ma przy sobie coś ciekawego, coś co wyjaśni tą sytuację... Czy jednak można się tym teraz przejmować podczas gdy budynek znajduje się w płomieniach? Przyszła pora na dalsze działania.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.





Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Tutaj będzie spis npc i ich kolorków
  • Tsobuki
  • Pan Koyama
  • Yukari Narahasi
  • Haruko Ihara
  • Kazumi
  • Właściciel Ryokanu
  • Biedna kobieta
  • Uczeń
  • Herold


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 25 wrz 2018, o 14:55 przez Yamanaka Inoshi, łącznie edytowano 1 raz


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 17 wrz 2018, o 23:53

Doprawdy okrutny jest to człowiek, co ukrywszy się pod postacią zielonookiej blondynki wtargnął do świata Riki Matsubari, by podstępnie podrzeć wszystkie jej komiksy. Zniweczył jej dziecięcą radość i fantazjowanie o życiu podobnym do superbohaterów, wymyślonych przez twórców, których już wcześniej jegomość skazał na ścięcie.
Okrutne były i bardziej przyziemne istoty. Dziewczynka nie miała okazji spotkać ich zbyt wielu. Byli to zazwyczaj zwykli bandyci, ewentualnie handlarze. Ze spotkań tych Rika wychodziła zazwyczaj obronną ręką. Trudno powiedzieć, czy mężczyznę przyciskającego ją do ściany można zaklasyfikować do grupy okrutnych, wszak nie od dziś wiemy, że ludzie chory często nie panują nad swoimi zachowaniami. W obliczu problemu, w jakim znalazło się całe miasto, o wiele łatwiej było o zrozumienie dla tego człowieka.
Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie walczyła. W pojedynkach niekiedy zdarzyło jej się oberwać, a niemal zawsze bez wyjątku wychodziła ze starć poszarpana. Teraz poszarpana została już wcześniej. Cóż… wbrew pozorom wydarzyło się trochę w ostatnim czasie. Mocowała się z hełmem Yukariego, usypiała dobijający się do bram szpitala tłum. Szarpała się z zarażonymi i turlała w „formacji jeża”, aż w końcu utknęła pod zapadnią i trafiła na tego człowieka. Długa droga, której na pewno nie przebyła po to, by teraz umierać.
Sensei Kihara miał rację twierdząc, że sama iluzja to za mało. Potwierdziło się to teraz, gdzie bez użycia pieczęci nafaszerowała mężczyznę włosowymi igłami. Jutsu to zmusiło zarażonego do wycofania. Rika próbowała go jeszcze dobić, ale najwyraźniej miał stalowe jaja albo ochraniacz. Na szczęście igiełki zaabsorbowały go na tyle, że miała trochę czasu. Pobiegła z dala od niego, chwyciła fiolki i schowała ją do torebki. Koniecznie będzie musiała się jej później przyjrzeć. Pociągnęła za dźwignię i czekała, aż coś się stanie. Usłyszała mechanizm w drzwiach, a po chwili jedna ze ścian odsłoniła przed Riką tunel prowadzący do owych drzwi. Nie było czasu do stracenia. Niedługo pewnie mężczyzna wróci do siebie i nie byłoby zaskoczeniem, gdyby jeszcze bardziej chciał ją teraz skrzywdzić.
Pobiegła więc, „rzucając” jedynie światłem na lewo i prawo, by ewentualnie czego nie przegapić. Czuła się trochę jak bohater filmowy uciekający tunelem przed lawą, choć sama nie wiedziała jak się czują tacy bohaterowie. Dla mnie Rika poniekąd jest właśnie filmowa. W każdym razie jej bieg był tylko nieznacznie wolniejszy i bardziej zachowawczy, wciąż cechował go brak większych kalkulacji. Serce biło jej jeszcze bardziej, niż podczas bezpośredniego kontaktu z tamtym mężczyznom, bowiem dopiero teraz dotarło do niej będące z tyłu zagrożenia i poczucie, że za drzwiami może wcale nie być lepiej.
Dlatego zwolniła, pomimo że chciała już stąd uciec. Zabrane fiolki dawały nadzieję, że wyprawa przez podziemia nie była do końca pozbawiona sensu. Im dalej szła, tym bardziej natarczywa była pewna myśl i choć nie przestawała poruszać się do przodu, to jeśli stanie się coś jeszcze, może będzie musiała zmienić plan.
Fiolki, serum, ten człowiek… Izo?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 464
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 18 wrz 2018, o 18:18

Koniec końców unikał śmierci... Z całą odpowiedzialnością za własną pychę, był w stanie przyznać że stał się cierniem w jej oku. Gdyby zliczyć wszystkie próby spalenia, zgniecenia, rozszczepienia, zatrucia jego osoby... Chłopak mógł uznać się za weterana. Tym razem znów było blisko, Burū wraz z ludzkim towarzyszem, gotował się w trumnie z mokutonu. Oshi czuł jak twory poza kokonem przebijają jego przeciwnika, a chwilę później znów znikają w ziemi... To był właśnie ten moment. Młodzieniec szybko anulował osłonę, po czym skoczył w miejsce gdzie zaległo ciało oponenta. Temperatura, oraz to co działo się do okoła, można było opisać czystym armagedonem... Oshi chciał jedynie dowiedzieć się dlaczego znalazł się w sercu płonącego domu. Informacje oraz rzeczy które posiadał zamaskowany jegomość, mogły stanowić zbyt wartościowy kąsek by tak to zostawić. Starając się unikać strzelających iskier, wojownik skupił się na płaszczu osiłka. Licząc że i tym razem nie podjął złej decyzji...

- Powiedziałbym żebyś sobie lepiej poszedł... Ale i tak wiem że zostaniesz.

Powiedział bardziej do siebie, czując jak mały wąż owija się wokół zmęczonego ciała. Na swój dziwny sposób dodawał mu sił... Upływające pokłady chakry, oraz adrenalina walki powodowały mętlik w jego umyśle. Coraz trudniej było skupić rozmyty wzrok, wszystko tak bardzo piekło gdy temperatura paliła niemal samym dźwiękiem swego znaczenia...
Jednak czy mógł się poddać?
Teraz już nie chodziło tylko o jego życie, odpowiadał przecież za Burū... Zabrał go z ciała tamtego węża, szedł po niego aż do zakazanego lasu. Tam gdzie czekała kolejna część układanki... Ich los złączył się na długo przed urodzeniem...
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 1 rok i 2 miesiące
•Płeć: Męska
•Wielkość: 70 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 351
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 18
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy
-Blada cera
-Zlote oczy.
-Biało/niebieskie kimono.
-Czarny płaszcz z kapturem.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Drewniana maska węża, przy pasku.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy)
-Torba biodrowa
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yami » 19 wrz 2018, o 18:58

Uderzyłem barkiem w drewniane drzwi. Bolało ale to nie było istotne. Już wyczuwałem jak osoba, która za nimi się znajduje odlatuje pod drugą ścianę lecz oczywiście coś musiało jednak być na rzeczy. Coś musiało stanąć mi na drodze. Zamiast osoby, która za sprawą informacji zdobytych dzięki mej technice miała znajdować się tuż za drzwiami dostrzegłem długi pusty korytarz a na jego końcu drzwi, które co rusz się otwierały i zamykały.Stałem jak wryty, moje usta się rozwarły, a oczy zionęły brakiem jakiejkolwiek życiodajnej iskry. Wszystko przeczy sobie. Dźwięki dobywający się z zupełnie innej strony, powtarzalność uderzeń nie powinna być tak dokładna za sprawą byle przeciągu. Poza tym gdyby był przeciąg to by te drzwi piżły raz i nie byłoby problemu. Zamknęłyby się i koniec ale nie, te waliły jak zaczarowane niemal w idealnych odstępach czasu. Nie chciałem odwracać się. Nie chciałem widzieć tworzy Herolda, który pewnie miał mnie teraz za jakiegoś idiotę, który robi z siebie nie wiadomo kogo. I co ja niby mam robić kiedy sam świat jest przeciwko mnie? Sięgnąłem ręką za ramę drzwi i zatrzasnąłem je za sobą. Może zwyczajnie to wszystko iluzja? Przecież... taki rozkład pomieszczeń nie ma żadnego sensu. Kto stawia wąski korytarzyk do małego gabinetu? Przecież... Westchnąłem.
Ruszyłem przed siebie. Miałem wrażenie że coś ciepłego spłynęło po moich polikach. Choć już sam nie wiem, może to tylko mi się tak wydaje, że żałosność świata zwyczajnie mnie dopadła?

Przekroczyłem próg tych nienormalnych drzwi i w końcu wszedłem do tego pomieszczenia, w którym nic nie było. Początkowo myślałem, że nie ma nawet okna. Już miałem nadzieję, że gdzieś tutaj znajduje się ukryte pomieszczenie lecz wtedy usłyszałem głos jakby pochodzący z wnętrza mojego umysłu "Spójrz na lewo" i rzeczywiście otwarte okiennice otwierały się na miasto. Ot cała zagadka. Coś mną tknęło.Miałem wrażenie, że ktoś zwyczajnie się mną bawi, że chce abym stał się bohaterem tragicznym. Poczułem jakby ktoś z dużą siłą wbił mi się w brzuch raz, drugi trzeci. Taki świat nie istnieje, to niemożliwe aby tyle "przypadków" mogło natrafić się w zaledwie kilku minutach mego życia. Iluzja to jedyna opcja. Złożyłem znak, zamknąłem oczy. Kai. Oczywiście do niczego nie doszło.
Leniwie zbliżyłem się do biurka otworzyłem je poszukując jakiś informacji. Przeczuwałem, że nic w nich nie znajdę. Dzień na opak. Moje szczęście przeradza się w nieziemskiego pecha. Westchnąłem. Nie chciałem tutaj być. Chciałem wracać. Wolałem już walczyć niż być wiecznie poniżanym przez bóstwa w tak dotkliwy sposób. Nie miałem także sił konfrontować się z Heroldem, który wie wszystko bo jest Heroldem.

- Co!? - zakrzyknąłem. Miał to być dźwięk wyrażający zaskoczenie - Muszę szybko wracać do siedziby rady! - dopowiedziałem i wyskoczyłem przez okno kierując się tam skąd wcześniej uciekałem. Nie chciałbym aby ktoś widział płynące po mych polikach łzy.

Widocznie grałem w przedstawieniu. W przedstawieniu w którym odgrywałem rolę postaci tragicznej.
Ostatnio edytowano 20 wrz 2018, o 18:49 przez Yami, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Yami
 
Posty: 954
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yamanaka Inoshi » 20 wrz 2018, o 16:25

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Dzielnica Nihya~tsu -- 地区二百 -Yami, Rika, Oshi
Obrazek



" Udało się? "


Rika, Oshi, Yami
Fałszywy alarm... Kto by się spodziewał, że rzeczywiście nie było o co się martwić. Tyle strachu a okazało się, że to tylko i wyłącznie nie zamknięte okno, czasem nawet i przedmioty martwe potrafią napędzić stracha. Wkroczyłeś do pomieszczenia i począłeś sprawdzać jego zawartość zaczynając od szuflad w biurku które nie skrywały w sobie niczego przydatnego. Jedynie zwyczajne dokumenty kogoś kto tutaj całkiem niedawno mieszkał. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie skrywają żadnej tajemnicy wymagającej odkrycia. Może i nie miałeś sił na kolejną konfrontację z Heroldem... Los jednak był innego zdania ponieważ zaraz za tobą i on wpadł do pomieszczenia, ty kończyłeś akurat przeglądać szuflady gdy i on wszedł do pokoju.
- Już jest bezpiecznie? - Przekroczył próg rozglądając się uważnie po pomieszczeniu, nie umknęło mu uwadze twoje grzebanie po szafkach. W tej chwili jednak zdecydował się tego nie komentować, przynajmniej w złośliwy sposób.
- Nie wiem czego tam szukałeś... Powiem innym, że nie ma się już czym martwić - Zwrócił się do ciebie, obserwując jak wyskakujesz przez okno. Nie zamierzał cię powstrzymywać, przynajmniej nie chciał się ku temu starać.
- Ej, poczekaj! - Podbiegł do okna przyglądając się jak ruszasz w stronę budynku z którego wnętrza unoszą się całkiem sporawe kłęby dymu. Syn kupca o aparycji nikogo w końcu dobiegł do płonącego budynku rady w którym ostatnio znajdował się Oshi. W dalszym ciągu uwagę zwracała dziura na balkonie pierwszego piętra stworzona przez ogniową technikę która spopieliła Satoriego.

Sam parter wydawał się być dużo gorętszym miejscem niż przed chwilą a już w środku temperatura rosła konkretnie, głównie za sprawą ognia który przygrzał pierwsze piętro...
Oshi mógł rzeczywiście nazwać się weteranem, czy jednak nie znajdą się bardziej doświadczeni i wprawieni w boju od niego? Na pewno nie jeden doświadczył podobnego losu i wyszedł z niego z bliznami które nie pozwalają mu o błędach zapomnieć, jak natomiast jest z Oshim który wydaje się unikać wszelkich przeciwności.
Twoja technika sięgnęła celu a ty w przeciągu kilku kolejnych chwil znalazłeś się przy nim przetrzebiając jego płaszcz. Sprawdzając to co chował zarówno po jego kieszeniach jak i swojej torbie doszedłbyś do wniosku, że w płaszczu znajduje się zwitek papieru, nie jesteś jednak w stanie przeczytać tego co jest tam zapisane. Z drugiej kieszeni udało ci się wydobyć pewnego rodzaju drewno porośnięte małymi grzybkami które na pierwszy rzut oka wygląda na spróchniałe. Jego torba skrywała fiolkę z ciemno czerwoną mazią przypominającą krew, nie mającą jednak jej konsystencji...
Piętro budynku dalej znajdowało się w ogniu temperatura rosła wszystko zdawało się rozprzestrzeniać. Mimo rozmytego wzroku i wszechobecnego dymu łatwo było dostrzec kolejne schody prowadzące na górę. Z tamtej strony też dobiegały odgłosy przesuwanych mebli.

Rzeczywiście, człowiek ten był niezwykle okrutny, starał się wykorzystać każdy, najmniejszy nawet ruch Riki przeciwko niej, nawet te które wydarzyły się w przeszłości... Zarażony zwijał się zajęty iglastym pancerzykiem podczas gdy mała zwijała wszystko ze stolika. Zwłaszcza fiolkę która zdawała się nie być tam bez powodu. Ukryte pomieszczenie mimo to wydawało się być interesujące, pozostawiało wiele pytań, samo jego istnienie... Mała dalej skutecznie oświetlała sobie drogę, nie mogła przecież się przewrócić i zrobić sobie przez przypadek krzywdy, czyż nie? Była pewna i uważała na każdy swój krok... Ściana która się odsunęła skrywała całkiem nowy korytarz do którego prowadziły, otwarte teraz drzwi na zewnątrz. By jednak zamknąć za sobą tunel Rika musiałaby pociągnąć ponownie za dźwignie zamykając jednocześnie drzwi które pozwolą jej się wydostać. Ruszyła dalej oświetlając sobie drogę w tym ciemnym i pozbawionym zarówno kolorów jak i atrakcji korytarzu. Sama droga mogła jej zająć kilkadziesiąt dłuższych minut, pełna pajęczyn i śliskich kamieni trasa którą przebywała nie należała do najprzyjemniejszych w końcu spostrzegła jednak drabinę prowadzącą do zapadni na górze która być może mogła zostać otwarta... Poruszając ją okazałoby się, że nie jest w stanie jej ruszyć, przynajmniej nie bardziej niżeli o kilka minimetrów, coś blokuje ją od zewnątrz.





Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Tutaj będzie spis npc i ich kolorków
  • Tsobuki
  • Pan Koyama
  • Yukari Narahasi
  • Haruko Ihara
  • Kazumi
  • Właściciel Ryokanu
  • Biedna kobieta
  • Uczeń
  • Herold


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 25 wrz 2018, o 14:55 przez Yamanaka Inoshi, łącznie edytowano 1 raz


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Rika Kari Matsubari » 20 wrz 2018, o 23:31

Mężczyzna mógł zareagować różnie. Mógł w furii popędzić za nią mimo bólu, popychany żądzą rewanżu albo skoncentrować się na igłach wbitych w jego ciało. Nie było to pewne, ale druga opcja dawała nadzieje, że zostawi ją w spokoju. Czy był sens zamykania za sobą drzwi? Skądże znowu. Gdyby nawet wymyśliła odpowiedni sposób, to mężczyzna i tak w dowolnej chwili mógłby sobie przejście otworzyć, bowiem dźwignia znajdowała się właśnie w pomieszczeniu, w którym przebywał.
Mimo to liczyła, że za nią nie pójdzie. Miała taką nadzieję. Choć wyglądał, no… normalnie, to gdzieś z tyłu głowy kołatała jej myśl o tym, że to mógł być Izo. Szła jednak dalej, bo nie przychodziło jej do głowy żadne sensowne wytłumaczenie tego pomysłu. Ot, fiolka i człowiek. Fiolka, która mogła mieć w sobie wszystko. Oczywiście mała wierzyła, że może tam być jakaś cenna substancja, może nawet serum w jakimś wstępnym etapie przygotowań, albo… nie. Nie chciała nawet marzyć o tym, że wpadła w posiadanie czegoś tak cennego. Tym bardziej, że znowu: skoro tak, to dlaczego ten człowiek tego nie zażył? Były dwie fiolki, które leżały teraz gdzieś w kieszonce jej torebki. Kto wie, czy gdyby nie miała więcej czasu na rzetelne rozejrzenie się po pomieszczeniu, nie znalazłaby ich więcej, np. pustych.
Dalsze rozważania na ten temat nie miały jednak sensu, bowiem i tak Rika nie była teraz w stanie ocenić zawartości fiolek, ani też pozostałego gdzieś za jej plecami mężczyzny. Był zarażony, co do tego nie miała wątpliwości. Oprócz tego było jednak stanowczo zbyt wiele znaków zapytania. Gdzie właściwie była? Odkąd spuściła się po włosach w dół, nie miała zbyt wiele czasu na zastanowienie się. Teraz miała jakby szerszy obraz sytuacji. Zeszła na dół, a zapadnia tajemniczo zamknęła się. Rika odratowała się i następnie ruszyła tunelem. Tam były drzwi, a zaraz dalej malutka szczelina, przez którą przedostała się – mogłoby się zdawać – do pomieszczenia, które skrywały za sobą drzwi. Tam jednak trafiła na agresywnego mężczyznę, który trochę ją poobijał, nim uciekła z tajemniczymi, zabranymi ze stołu fiolkami i otwierając dźwignią kolejne drzwi, dostała się do pomieszczenia, do którego prowadziły te pierwsze. Tamtędy szła z kolei blisko dwadzieścia minut, gdy zaczęła główkować nad sensem tego wszystkiego. Skąd się wzięło tutaj takie miejsce i co tu robi ten mężczyzna? To doprawdy dziwaczne połączenie z leżącymi na stole fiolkami, mając na uwadze sytuację u góry. Wszystkie hipotezy Riki wydawały jej się mało prawdopodobne, jak np. mówiąca o tym, że mężczyzna ten sam opracował lekarstwo albo odbywały się tu na nim jakieś eksperymenty… Chciałaby mu pomóc, ale w tej chwili może to zrobić tylko uciekając od niego.
Szła więc i szła tym obskurnym, zdającym się nie mieć końca korytarzem. Końca nie miała również motywacja Riki, która – mając teraz pobudzające wyobraźnię fiolki – wiedziała że prędzej czy później musi natknąć się na jakieś wyjście. Minęło bardzo dużo czasu, gdy wreszcie je znalazła.
Zanim podeszła do znajdującej się nad drabinką zapadni, bardzo podobnej do tej, do której wcześniej wchodziła, naszła ją pewna myśl. Chodzę i chodzę tymi tunelami… ciekawe gdzie się teraz znajduję? – nie pozostawało nic innego, jak to sprawdzić.
Wspięła się po drabince i zapierając się nogami oraz przytrzymując jedną ręką, próbowała pchnąć zapadnię do góry. Ta niemal się nie ruszyła. Dziewczynka przyłożyła uchu do zapadni, próbując coś usłyszeć. Winna była domyślić się, że to nie pójdzie tak łatwo. Przecież w Nihya-tsu tak ciężko było jej podnieść zapadnię, mając do tego o wiele wygodniejszą pozycję.
Zrezygnowana zeszła na dół, zastanawiając się chwilę nad rozwiązaniem. Czuła, że jeśli pójdzie dalej, będzie się błąkać przez kolejną godzinę, a nie daj Boże okaże się, że zatacza koło… Zakładając, że pomieszczenie z tamtym zarażonym mężczyzną ma jakieś znaczenie, wiązać je należy z najbliższą zapadnią. Musiała znaleźć sposób. Gdyby ktoś ją teraz obserwował, po szerokim uśmiechu na jej buzi od razu by się zorientował, że to ten moment.

Rika poszperała chwilę w torebce (przez cały przemarsz oświetlała sobie drogą własną chakrą) po czym wyjęła z niej… wybuchową notkę. Ponownie powędrowała na drabinę i przykleiła notkę do spodu zapadni. Powolutku zeszła i oddaliła się o jakieś trzy metry. Dobrze znała już działanie wybuchowych notek, bowiem raz wybuchła jej taka niemal przed twarzą. Sądziła, że jeśli notka nie zniszczy zapadni, to mając na uwadze fakt, że i jej udało się nieco ruszyć zapadnię, siła wybuchu przynajmniej ją wypchnie i otworzy. Do tego dym… za chwilę może się tu zrobić mało widno. Dała więc sobie chwilę na przyjrzenie się ścianom i oszacowaniu odległości do zapadni. Nabrała powietrze w płuca:
-CHOODUUUUUUU! – wykrzyczała co sił. Minęły trzy sekundy do złożenia pieczęci. I wtedy stało się bum. Można było odnieść wrażenie, że czekała na taką akcję od początku swojej krótkiej przygody kunoichi. Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, powinna utorować sobie drogę na zewnątrz. Drabina była raczej w kiepskim albo nawet żadnym stanie, toteż w dymie szła ścianą idąc w stronę zapadni. Zamierzała wyskoczyć z niej na zewnątrz. Dym, który pewnie znajdował swe ujście u góry, na świeżym powietrzu, powinien Rikę nieco zasłaniać. Tą z kolei unosiła ekscytacja, co też może spotkać po drugiej stronie. To miało być jej wejście smoka.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 464
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Oshi » 21 wrz 2018, o 19:10

Dzieciak z rodziny drewnianych władców, znalazł się w potrzasku odwiecznego wroga. Ogień potrafił zabrać wszystko, jednak rzeczy które miał szansę znaleźć przy podpalaczu, nie mogły przepaść. Chłopak najszybciej jak mógł zebrał wszystko do wnętrza własnej torby, analizując jedynie pobieżnie, to na co natrafił... Z pewnością nikt nie potrzebował tego do przygotowania kolacji. Pozostawił niepotrzebne ciało na pastwę żywiołu, licząc na szybką ewakuację z tego piekarnika.
Wciąż jednak zostało ostatnie piętro, droga prowadząca po schodach do miejsca gdzie wciąż mogło coś się wydarzyć... Zawsze istniała szansa na niespodziewane zwroty akcji. Oshi wstał z miejsca, po czym ruszył na spotkanie z nieznanym. Temperatura dawała mu się we znaki, a powolny spadek chakry nie pozwalał na pełne skupienie. Lepiej żeby nie spotkał nikogo, kto znowu bez powodu będzie chciał go wypatroszyć. Walka zdecydowanie nie leżała w jego naturze... Szybkie zebranie co swoje, nie naruszając przy tym zbytnio kręgosłupa. Burū znajdując się na barkach swego przyjaciela, niewzruszenie był przy nim do samego końca... Gdy Oshi chwycił za klamkę prowadzącą do środka, wąż zniknął za kołnierzem. Gdyby coś blokowało drogę, zawsze mógł użyć prostych sztuczek do poradzenia sobie z problemem. Ktoś szkolny w zabijaniu innych ludzi, przecież musiał umieć radzić sobie z problemami... Nieskruszone serca, które nie miewają koszmarów o zabitych ludziach, o wrogach którzy jak zmora wracają w koszmarach. Oshi już dawno zaczął traktować to jak grę, rozrywka między życiem a śmiercią... Wciąż jednak brakowało dobrego zakończenia.
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 1 rok i 2 miesiące
•Płeć: Męska
•Wielkość: 70 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 351
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 18
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy
-Blada cera
-Zlote oczy.
-Biało/niebieskie kimono.
-Czarny płaszcz z kapturem.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Drewniana maska węża, przy pasku.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy)
-Torba biodrowa
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yami » 22 wrz 2018, o 10:47

Tak jak wspominałem, gram w przedstawieniu. W przedstawieniu z którego chciałem uciec. Miałem ku temu okazję ów otwarte okno. Symbol przejścia oraz ucieczki. Coś co oddziela jedną strefę od drugiej. Mogłem więc wyjść z tej, która mnie więzi i wkroczyć do wolnej od nici marionetkarza wolności. Ten jednak widząc co planuję zrobić jeszcze mocniej zacisnął więzy na moich kończynach.
Tak jak się spodziewałem w pokoju nie znajdowało się nic co było warte uwagi. Kiedy w głowie zaczął pojawić się mój plan wówczas do pomieszczenia wszedł Herold, który widocznie chciał mnie powstrzymać. Z jego ust sączył się jad. No dobra przesadzam. Chciał mnie włączyć w jakąś rozmowę, powstrzymać mnie przed ucieczką lecz ja zdążyłem już przeciąć krępujące me więzy. Oczywiście chodzi tutaj o metaforę nie zaś o czyn dosłowny.
Nie zależnie od tego co mówił wypadłem przez okno. To co powiedziałem powinno wskazywać, że martwię się o los swoich ziomków i pędzę im na pomoc. Prawda wyglądała jednak inaczej. Chciałem oderwać się od wątku ucieczki urzędników. Każda minuta, chwila przyprawiała mnie o zmęczenie porównywalne po długim wyczerpującym treningu Dziadka Zrzędy. Nie mogłem już tego znieść dlatego wróciłem czy raczej wracałem. Do miejsca w którym młodzieniec Hebi który włada technikami wykorzystującymi rośliny walczyć mógł z bestią, która wszystko podpaliła.
Biegnąc, oczywiście nie na 100%, mijałem kolejne budynki, kolejne zdawać się mogło puste kamienice, nie było nikogo kto by raczył pomóc w gaszeniu pożaru. Wszyscy albo ze strachem siedzieli w swych domostwach bądź już dawno umknęli z miasta, gdy tylko nadarzyła się okazja. Przynajmniej im się udało. Mi zawsze wiatr w oczy wieje. Nie mniej jednak musiałem w końcu coś zrobić aby nie trwać w tym stanie letargu. Samo się przecież nic nie zrobi prawda? Oczywiście, że zrobi. Może młodzian o białych włosach już pokonał oprycha i uratował wszystkich radnych, a mój powrót tak naprawdę nic nie znaczy. Jednak jeśli mam do wyboru. Siedzieć z urzędasami, samemu schować się gdzieś w kącie gdzie dopadną mnie zarażeni (a znając moje szczęście z pewnością tak się stanie), bądź samemu ocenić sytuację, wolałem wybrać tę ostatnią opcję.
Kiedy więc dopadłem w końcu do Siedziby Władz miejskich ta płonęła intensywnym, czerwonym płomieniem. Walka musiała na dobrze rozgorzeć, a jej efekt właśnie teraz docierał do mnie w postaci niesamowitego ciepła. Wejście teraz do budynku, nie będąc przygotowanym będzie bardzo bolesnym doznaniem. Jednak miałem sposób aby nie doprowadzić do własnej śmierci a i może coś zdziałać dodatkowo. Sięgnąłem lewą ręką do prawego naramiennika i przelałem odrobinę chakry weń. Niewielki, nieszkodliwy dym uniósł się znad pieczęci z a niej pojawił się bandaż długi na dwa metry. Część oderwałem i złożyłem na trzy razy aby stworzyć pewnego rodzaju maskę przed trującym dymem. Następnie dłuższą część bandaża wykorzystałem jako pas, którym mógłby ów maskę zamocować na swojej twarzy. Nos i usta miałem zasłonięte. Pewnie wyglądałem dziwnie ale przynajmniej będę żył. Ostatnia rzecz jaka mi pozostała to uporanie się z tą horrendalną ilością ciepła która emanowała z Budynku Rady. Aby uporać się z tym problemem sięgnąłem do torby i wyjąłem z niej zwój, który rozwinąłem nad głową. Przelanie do niego chakry sprawiło, że część zimnej wody o objętości wiadra spadła na moją głowę. Nie było to zbyt wiele ale zawsze to jakaś ochrona. Kierując się w stronę budynku zwinąłem zwój w którym znajdował się jeszcze drogocenny płyn i wpadłem do budynku.
Kiedy przekroczyłem próg masa ciepłego powietrza uderzyła mą twarz. Czyżbym właśnie wsadził głowę do wielkiego pieca? Powiedziałbym, że to trafna analogia. Co ciekawe poza niesamowitą temperaturą nie dało się słyszeć dźwięków walki. Widać ta się zakończyła jednak nie wiedziałem kto jest zwycięzcą. Przeszedłem korytarzem uważnie spoglądając i oczekując zetknięcia się z oponentem, do tego jednak nie doszło. Miałem jednak w pogotowiu prawą rękę przyłożoną do lewego przedramienia. Szybki dostęp do ekwipunku byłby tutaj kluczowy. Dotarłem w końcu do schodów, po których zacząłem się wspinać lecz gdy dotarłem do ich szczytów powstrzymałem swój krok. Głowa wychynęła poza obręb ściany pozwalając dostrzec jakie piekło miało miejsce na pierwszym piętrze. Kątem oka dostrzegłem jak białe włosy przemknęły gdzieś i skierowały się na kolejne piętro. Całe szczęście. Nie muszę walczyć.
- Oshi - zawołałem w jego stronę i zasłaniając częściowo twarz przed siłą intensywnych płomieni pobiegłem tuż za nim.
Avatar użytkownika

Yami
 
Posty: 954
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: [Zwodniczy Karmazyn] Dzielnica Nihya~tsu 地区二百

Postprzez Yamanaka Inoshi » 22 wrz 2018, o 20:56

Zwodniczy Karmazyn

- Rok 385 - Wiosna - - Dzielnica Nihya~tsu -- 地区二百 -Yami, Rika, Oshi
Obrazek



" Udało się? "


Rika, Oshi, Yami
Rika miała przeróżne myśli odnośnie tego co działo się podczas tego gdy szła tunelem, rzeczywiście mężczyzna po tym jak się uspokoił mógł za nią podążyć, nie byłoby nadużyciem stwierdzić, że jego rozjuszenie było całkiem oczywistą rzeczą. Mimo to prawdopodobnie usłyszała by go już teraz gdyby ją gonił. Jej obecność przy zapadni nie sprawiła jednak, że mężczyzna się pojawił czy nagle wyskoczył z tunelu. Ot, nie dobiegały do niej nawet dźwięki które by o tym mówiły. Było potencjalnie bezpiecznie i mogła w spokoju przystąpić do grzebania w swojej bezdennej torbie. Ta to miała tam skryte całe oceany sprzętu na różne okazje, kto wie czy nie chował się tam jakiś komiks za przysłowiową sałatą. Linki i inne badziewia a pośród nich kunai oraz notki. Nie wspominając o zabranych przez nią ze stolika rzeczach. Co było w fiolce pozostawało tajemnicą bez rozległej wiedzy medycznej albo i o truciznach, kto wie co tam rzeczywiście jest. Czerwonawa maź wyglądała niczym zwyczajna mikstura leczenia jednak kto wie o jakie efekty przyprawi tego kto ją wypije... Nie było zbyt wiele czasu na próby i rozprawianie o niczym i trzeba było działać.
Gdy w końcu była pewna tego co chcę zrobić przystąpiła do działania uprzednio jednak sprawdzając czy zapadnia się nie podniesie. Nie podniosła, tak jak się można było tego spodziewać. Zamierzała wykorzystać notkę którą wygrzebała ze swojej torby, rachu ciachu i przyklejona na zapadnię. Co jak co ale notka to nie jakiś komiksowy dynamit o którym Rika na pewno czytała jeśli rzeczywiście jest fanką komiksów których nie ma... Przykleiła notkę i zaczęła uciekać. Tylko po co? Wybuch notki wcale nie jest tak duży bo nagle niebo spadło jej na głowę lub stała się jej krzywda, kilka metrów i już była bezpieczna. Daj dziecku zabawki... Przynajmniej była ostrożna, złożyła pieczęcie i wybuchło, nastało bum. Wystarczyłoby, że odeszła by kilka kroków, złożyła pieczęcie by aktywować wybuch, wystarczyłoby. Drabince nic się nie stało po tym jak wybuch strawił i otworzył szeroko zablokowane przejście.
Po wyjściu na zewnątrz Rika mogła ujrzeć zaułek który nie wyglądał zbyt przyjemnie, był dosyć ciasny, miał jedynie kilka metrów. Trochę różnego śmiecia leżało w pobliżu. Było z niego jedno wyjście, ścieżka na której znajdowało się nieco krwi, już z oddali dziewczyna mogła zobaczyć, że wystaje zza rogu fragment ręki przyczepionej do czegoś, może ciała? idąc dalej dostrzega ścieżkę w zaułku która jest dużo jaśniejsza niż sam zaułek. Leżą w nim trzy ciała, trzech średniej wielkości mężczyzn, są martwi, jeden leży z powbijanymi w głowę senbonami, drugi jest przecięty mieczem, tak samo pozostały z którego torsu nie wycieka już krew, całkiem sporo jest zaschniętej od kilku ran kłutych których doznał. Dalej za zaułkiem znajduje się powóz blokujący ulicę która prowadzi do jakiejś dzielnicy. Całkiem obok, nawet niedaleko leży sobie ciało młodej kobiety którą Rika mogła minąć dzisiejszego poranka podczas gdy wchodziła do Ryokanu. To właśnie ona i jej partner napatoczyli się wtedy na zamaskowanego kapelusznika. Przy zastawionej wozem bramie nie było nikogo kto przypominałby strażnika. Na budynku natomiast stał ubrany w skórzaną zbroję łucznik. Rika była daleko od dzielnicy Nihya tsu i zerkając na ulicę mogłaby w oddali dostrzec znajome jej wzgórze.

Jeden ruch dłonią i już zacząłeś tworzyć coś w rodzaju maski chroniącej przed dymem, była czymś co mogło sprawić, że wytrzymasz w tym dymie chwilę dłużej. Ponownie sięgnąłeś do torby, to już twój zwyczaj, grzebanie w torbie niemal jak mała Rika która poszukiwała w niej artefaktów poprzedniej ery. Nie trwało to rzecz jasna tak długo jak w jej przypadku, nie była to kobieca pełna bałaganu torebka a prawdziwe męskie kinchaku w którym wszystko leżało jak na dłoni. Już po chwili wyjąłeś zwój i odpięczętowałeś z niego wodę, zalała cię całkiem konkretnie tworząc swoistą mokrą warstwę na tobie. Ta warstwa nie wytrzyma jednak długo i szybko wyparuje, musiałeś być tego pewien. Wszedłeś do środka wielkiego pieca, dokładnie tak jak pomyślałeś. ruszyłeś korytarzem, byłeś gotowy na zasadzkę, na niespodziewany atak, wiedziałeś, że musisz się spodziewać ataku od nieznajomego. Wbiegłeś na pierwsze piętro, dostrzegłeś wtedy jak fragment białych włosów znika ci na granicy zadymionej wizji na kolejnym piętrze pozostawiając przy sobie martwe ciało zabójcy. Człowieka w masce oraz ciemnym stroju. Zawołałeś w jego stronę, mimo to skwierczący ogień oraz odległość jaka was dzieliła skutecznie sprawiła, że ciebie nie usłyszał. Ruszyłeś za nim, jak wskoczyłeś na kolejne schody prowadzące na drugie piętro zdałeś sobie sprawę z tego, że twoja ochrona już nie działa. Widziałeś jak stoi przed jedynymi drzwiami które się tam znajdowały a w środku? Kilka osób...

Oshi dalej pozostawał w sytuacji pozornie, albo nawet i rzeczywiście niebezpiecznej, pozbył się już jednak głównego zagrożenia w postaci podpalacza shinobiego który teraz pozostawał już tylko wspomnieniem a z niego samego pozostanie jedynie popiół jeśli nikt nie ugasi szybko tego ognia. Nie był już potrzebny, spełnił swoje zadanie, co najważniejsze zostało z niego ograbione. Część rzeczy była dosyć tajemnicza, mimo to on nie był tutaj ostatnią rzeczą. Wciąż pozostawało niezbadane ostatnie piętro z którego dochodziły nieznane odgłosy. Temperatura nie należała do najmniejszych toteż zebrałeś co swoje i ruszyłeś dalej na piętro. Drzwi otwarły się bez problemu, mogłeś szybko pokonać schody i znaleźć się wyżej. Był tam korytarz oraz jeden pokój. Po wejściu do środka mogłeś zobaczyć jak kilkoro ludzi przestawiło wszystkie meble w jeden róg pomieszczenia i powoli wychodzą przez okno na dół po linie zrobionej z prześcieradła oraz innych materiałów. Akurat ta strona budynku po której schodzili nie stała jeszcze w płomieniach. Widząc ciebie zamarli w przerażeniu. Były tam dwie kobiety i dwóch mężczyzn ubranych w całkiem bogate i zdobione stroje których można pozazdrościć. Mogłeś wyczuć pewną osobę z którą miałeś już do czynienia, że znajduje się w tym budynku i jest nie daleko...





Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Tutaj będzie spis npc i ich kolorków
  • Tsobuki
  • Pan Koyama
  • Yukari Narahasi
  • Haruko Ihara
  • Kazumi
  • Właściciel Ryokanu
  • Biedna kobieta
  • Uczeń
  • Herold


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 25 wrz 2018, o 14:55 przez Yamanaka Inoshi, łącznie edytowano 1 raz


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron