Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Kraj kupiecki położony na wschód od Prastarego Lasu. Graniczy z prowincjami Midori, Sogen i Kaigan. Ryuzaku no Taki jest znane ze swojego bogactwa i szeroko zakreślonych wpływów - związane jest to z dobrym położeniem i łatwym dostępem do morza, czym nie może się pochwalić Shigashi no Kibu. Kraj ten ma bardzo żyzne gleby i przyjazny klimat, co korzystnie wpływa na jego stan. Na terytoriach tej prowincji, wśród nielicznych pagórków, można też znaleźć główną świątynię Wyznawców Jashina.

Re: Gdzieś w Lesie Pamięci (W BUDOWIE)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 21 lip 2018, o 08:11

Wychodząc, a właściwie wyskakując z Lasu Pamięci Rika miała spory kawałek do domu. Gdy jednak znalazła się na rozgałęzieniu dróg, miast w kierunku łóżka skierowała się do centrum osady. Czy była to pomyłka wynikająca ze zmęczenia, a może celowy zabieg? Mała zbyt często hasała po tych terenach, by popełnić podobny błąd. Nie inaczej było i tym razem. Uhahana rozejrzała się po okolicy, szukając czegoś, na co wcześniej prawdopodobnie nigdy nie zwróciła uwagi. Błąkała się tak niecałe pięć minut i była na miejscu. Przyjdę tu z samego rana. – pomyślała i wreszcie poszła do domu. Szybko położyła się spać. Wiedziała, że rano nie będzie próżnować.

Wszystko się trzęsło. Zupełnie jakby ktoś chciał oderwać sobie las niczym kawałek ciasta z blachy, przy okazji krusząc i obracając wszystkim na każdą możliwą stronę. TRZĘSIENIE ZIEMI! Jeśli Sumairu wciąż spał, z pewnością obudziło go brzdąkanie pojedynczych śrubek, które wydostały się z worka i teraz skakały niesfornie po podłodze ze świeżo przybitych desek, wydając z siebie irytujący dźwięk. Jeśli zaś – co bardziej prawdopodobne – wyczekiwał małej dziewczynki, która nie przyszła na wyznaczoną godzinę, wstrząsy mogły mocno podważyć jego poczucie bezpieczeństwa na domku. Suma, to zaraz jebnie - zdawało się wrzeszczeć wszystko dookoła. Sceny w jak najgorszym koszmarze, tylko że na jawie. Szczypcie się ile chcecie, nic wam to nie da. Przesiadujące w pobliżu ptaki szybko powzięły decyzję o czasowej ewakuacji, inni nie wiedzieli co się dzieje.
Ziemia uginała się pod ciężarem kół, które – trzymając się analogii – wchodziły w nią jak nóż w świeżo upieczone ciasto. Jedynie wielka siła istot będących z przodu powstrzymywała koła i to co było na nim przed zapadnięciem się gdzieś aż do jądra ziemi. Choć ten nie bardzo wie o co chodzi, Sumairu z pewnością nie chciałby, aby tak się stało. Bowiem gdzieś u góry stoi mała dziewczynka, którą poznał dzień wcześniej, a która powinna być na miejscu cholerne 40 minut temu.
Pomimo że hałas był bez wątpienia dla otoczenia nieznośny, to im absolutnie to nie przeszkadzało. Wielki wóz cały się kołysał, a w środku transportowane elementy wydawały wszystkie możliwe dźwięki. Jedno szczęście, że wóz nie skakał, bo byłoby jeszcze gorzej. Jednak przy jego ciężarze niszczył wszystko, co stanęło mu na drodze. Obok Riki, stojącej dumnie tuż przy miejscu „pilota”, stał właśnie szefuniu tej bryki – woźnica, którego konie Rika uratowała kilka dni wcześniej, niejaki Takanobu Ikea.
-Wioo! – krzyczała, gdy ten pociągał za cugle. Wóz ten, aby w ogóle ruszyć musiał zostać zaprzężony nie w jednego, ani dwa, a cztery konie! Cztery konie! Cztery konie ze stutonowym wozem i mała dziewczynka to dostatecznie dużo, by postawić na nogi cały las. Jedynie pan Ikea, zdawał się być cicho, choć w tym jazgocie pewnie i tak nikt by go nie usłyszał. Jego twarz mówiła jednak, że sam wczuwał się w tę absurdalną atmosferę. To był uśmiech, jakiego nie wywołają jedynie tłuste ryo, jakie również wpadły mu dzisiaj w łapki.
Rika wciąż stojąc jak kapitan na statku, instruowała woźnicę, dokąd ma jechać. Najwyraźniej nie powiedziała mu, że jest to niemal dokładnie tam, gdzie kilka dni temu przeżywał swój dramat. Czyżby obawiała się, że ten nie zechce zatrzymać się znowu w tych okolicach? A może chciała się po prostu chwilę porządzić. Właściwie dlaczego nie?
Dotarłszy na miejsce Takanobu Ikea nie był szczególnie zdziwiony. Spojrzał się tylko na małą z wymownym: „no tak…”. Jego mina zmieniła się natomiast, gdy zobaczył co powstało z desek, które postanowił porzucić.
-Prawda, że ładnie? Teraz proszę sobie jeszcze wyobrazić że jest dach, te piękne okna i drzwi. Tutaj barierka żeby nikt nie spadł, stolik… - nie chcecie słuchać tego do końca.
Mała nie widziała nigdzie Sumairu, a gdy takie małe berbecie nie mają tego, czego chcą, albo po prostu tracą to z pola widzenia, robią jedno. I mówcie sobie co chcecie, nic nie jest tak skuteczne.
-Sumairuuuu! – wrzeszczała na cały głos, aż ten gdzieś się nie pojawił. – Chodź, musisz mi pomóc w rozładunku! – zniecierpliwiona najchętniej podeszłaby do niego i chwyciła za rękę, żeby go popędzić. Tym razem podskakiwała jednak w miejscu, jak gdyby to miało jakoś pomóc.
-Młodzieńcze, tylko nie wskakuj na pakę. – powiedział z przekąsem puszczając oko Rice. Całe szczęście teraz parkował na stabilnym gruncie.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Gdzieś w Lesie Pamięci (W BUDOWIE)

Postprzez Sumairu Abe » 22 lip 2018, o 13:11

Chłopak był przygotowany na najdrobniejszy skrzek drabiny, w razie gdyby ktoś próbował wejść do domku bez zaproszenia i ze złymi zamiarami, a więc Sumairu zerwał się z podłogi i próbował ocenić sytuację gdy trzęsienie zaczęło o sobie dawać znać. Był to pierwszy raz kiedy samuraj doświadczał trzęsienia ziemi, więc nie do końca wiedział jak się zachować, ale podstawą zawsze było opanowanie. Riki jeszcze nie było, a domek był o krok od rozpadu.
-Cholera... - jęknął wychylając się z "okna" i obserwując okolicę. Nie wiedział, czy matka natura ma po prostu zły humor, czy może dzieje się coś zupełnie innego i jest w o wiele większym niebezpieczeństwie.
-Nie ma czasu... - rzucił sam do siebie i zaczął kierować się do drabiny, żeby zaraz czym prędzej opuścić domek, w który włożył z Riką bardzo dużo wysiłku i czasu. Nim schylił się do drabiny, usłyszał znajomy głos.
-Rika! - odkrzyknął widząc, że dziewczyna przybyła na miejsce i to w jakim stylu i z jakim towarzystwem.
Chłopak uśmiechnął się i zaczął schodzić z drabiny. Gdy jego stopy postawiły pierwsze kroki na ziemi, chłopak ruszył do wozu na którym przybyła Rika i prawdopodobnie jakiś jej znajomy. Może tatko? Wujaszek? Może kolejny nieznajomy, z którym po prostu szybko nawiązała kontakt. Miała coś w sobie, że przychodziło jej to z łatwością.
-Witam. Nazywam się Sumairu. - przedstawił się woźnicy z uśmiechem, a następnie rzucił spojrzenie na Rikę.
-Jaki jest plan, mała? - zapytał żartobliwie.
Spokojnym i ostrożnym krokiem zaczął wchodzić na wóz, aby sprawdzić co ze sobą przywieźli i co trzeba rozładować.
Przed wejściem Sumairu dał woźnicy wymowne spojrzenie, tak jakby zapytał się nie używając słów czy może wejść na jego wóz. Gdy tylko zobaczył wielki głaz załadowany na pace, wiedział że ponownie zacznie się fizyczna męczarnia.
-No tak... Mam to wnieść prawda? - westchnął z opuszczoną głową.
Nie czekał na odpowiedź Riki, bo domyślił się, że właśnie taki jest plan względem tego głazu.
Lepiej oszczędzić stresu, żalu i współczucia, których nabawić by się można po poznaniu całego procesu wnoszenia kamienia do domku na drzewie, więc w skrócie - było ciężko...
Trwało to mnie więcej półtorej godziny, nie mówiąc o czasie przeznaczonym na wymyślenie sposobu by ten kamień tam umieścić.
-To co dalej?....Mała?... - zapytał zdyszany leżąc na kamieniu, który "już" był na pokładzie domku. Domku na drzewie.
Sumairu Abe
 

Re: Gdzieś w Lesie Pamięci (W BUDOWIE)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 22 lip 2018, o 13:33

Chwila szczęśliwego przywitania, wzajemne przedstawienie się i nagle było jasne, co kogo tutaj sprowadza. Elementem spajającym była Rika, która wszystko dobrze sobie zaplanowała. Było w tym trochę więcej, niż tylko łut szczęścia, ale podobno sukces jest wtedy, kiedy okazja spotyka się z przygotowaniem. Mała była zadziwiająco dobrze przygotowana, a szczęście tylko to ułatwiało. Po krótkiej pogawędce Suma wziął się za wnoszenie kamienia, a Rika wróciła do pana Ikei, żeby ustalić jeszcze jakieś formalności. Widać było, że tę dwójkę łączyła jakaś nietypowa sympatia. Z tego wszystkiego dziewczynce nie przyszło na myśl, że wniesienie tego głazu do domku na drzewie może być trudne i niestety Suma został z tym sam. No, ale przecież jej wkład w organizację tego wszystkiego też był niemały.
Podczas gdy Suma wciągać kamol na górę, Rika rozmówiła się z woźnicą, który czekał. Mieli do załatwienia jeszcze pewne interesy, więc nie śpieszyło mu się z odjazdem. Takanobu Ikea nie należał do biednych ludzi. Pieniądze dawały mu nieco szczęścia, a resztę dostarczało mu życie. Szczęśliwi czasu nie liczą, lubi mawiać. Przerwał im dopiero Suma, który uporał się z najgorszą częścią zadania. Wiedzieli, że pora kończyć. Rika zeskoczyła z wozu i odsunęła płachtę, odsłaniając tym samym resztę przedmiotów, które kupiła w fabryce pana Ikei. Mała nie narzekała na brak pieniędzy. Jej rodzice dawali jej sporo pieniążków, a ona za ostatnią misję dostała od władz w Hyuo kilkakroć tego wszystkiego. Poza tym dostała po znajomości niemały rabat.
-Co dalej… Stolik, osiem krzesełek, zegar, dwie lampy, łóżko, materac, poduszki, wazon, jeszcze trochę desek, składany daszek do barku, dwa duże okna i drzwi. Poza tym szafa, kilka półek, blaty. – podrapała się z grymasem na twarzy. – wiem, że nie ma tego za dużo, ale na początek musi wystarczyć.
Suma widział za plecami Riki pana Ikeę, który śmieje się do rozpuku.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Gdzieś w Lesie Pamięci (W BUDOWIE)

Postprzez Sumairu Abe » 22 lip 2018, o 15:01

Milczenie... właśnie milczeniem zareagował na wyliczankę drobiazgów z listy Riki, która tłumaczyła wszystko z dołu.
Właściwie to nie załatwić, bo wszystko załatwiła Rika, ale na pewno będzie trzeba jej z czymś pomóc.
-Dach... - wydusił z siebie leżący na kamieniu Suma. Rika spisała się na medal z załatwieniem kolejnych materiałów i dodatków, ale przecież nie mieli dachu. Sumairu aż zadrżał na samą myśl o kolejnych zmaganiach z deskami. Pozytyw tego wszystkiego był taki, że na pewno deski nie będą cięższe od głazu, który musiał jakoś wnieść do domku, ale nie wracajmy już do tego dramatu i tragedii. Chłopak zszedł na dół, aby zerknąć czy nie znajdzie jakichś materiałów do zrobienia dachu spośród tych wszystkich elementów dekoracyjnych, o które zadbała Rika i jej znajomy Ikea.
-No ładnie, mała.- wyszeptał, gdy zauważył drewniane belki pięknie wyprofilowane w łuk. Bez zbędnych słów i kombinacji, Sumairu wziął się do (Znowu...) do roboty. Młotek, wkręty, śruby - klasyczny już zestaw dzięki któremu powstał cały szkielet domku. Teraz powstanie dach.
Po ostatnich zmaganiach Sumairu nabrał niezłej wprawy w tych klockach, a więc gdy tylko zobaczył kształt belek i sposób w jaki zostały wyprofilowane, wiedział jak wszystko ma wyglądać i za co się zabrać.
W godzinę uwinął się z wyprofilowanymi, "łuczastymi" belkami, które nadawać miały charakter domku, a po krótkim odpoczynku wziął się za wypełnianie pustych miejsc zwykłymi deskami. Z tym poradził sobie znacznie szybciej niż z poprzednimi materiałami. Otarł pot z czoła i zszedł na dół. Chłopak podszedł do woźnicy i w ramach szacunku oraz wdzięczności, ukłonił się delikatnie.
-Dziękuję za pomoc. To bardzo miły gest. - powiedział do Ikei, po czym podniósł głowę i posłał uśmiech do Riki.
-Teraz wystrój wnętrza, młoda... - zaśmiał się i zaczął przenosić wszystkie przedmioty do domku. Wszystko było ciekawie podobierane i wydawałoby się, że albo Rika miała bardzo dobry gust, albo przypadkowo wybrała co jej wpadło w ręce, lub ktoś jej doradzał. Co by nie było - zapowiadało się ciekawie.
Sumairu Abe
 

Re: Gdzieś w Lesie Pamięci (W BUDOWIE)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 22 lip 2018, o 15:28

Robota dachu przebiegła sprawniej niż dotychczasowe prace. Raz, że poszczególne drewniane elementy były lepiej przygotowane, a dwa że Sumairu coraz lepiej posługiwał się młotkiem. W Ryuzaku krążą słuchy, że opanował Hammeru na rangę B.
Bardzo miły gest? – pomyślała. Niby miły, ale Ikea nie robił tego przecież za darmo. Nie zamierzała jednak poruszać teraz tego tematu. Wszystko szło dobrze i podobał jej się obecny tok wydarzeń. Dach był gotowy, a oni wszyscy stali teraz na dole, zbierając się do opróżnienia wozu. Pan Ikea nie może przecież siedzieć tutaj cały dzień, też ma pewne obowiązki przed sobą. Opróżnili więc wóz, odkładając wszystko w bezpieczne miejsce… no dobra. Na podłodze.
-Dziękujemy za sprawną obsługę, panie Ikeo! Na pewno nie raz się jeszcze spotkamy! – wyznanie było szczere i w tym momencie Rika nie liczyła wydanych pieniędzy. Wszystko było przecież jak trzeba.
-Mam nadzieję, do zobaczenia! – odpowiedział.
Gdy odjechał, zostali sami z mnóstwem drobiazgów do wprowadzenia w obieg domku na drzewie. Zrobiło się dziwnie pusto, a pracy wciąż było do wykonania sporo.
-Może zostawmy na razie okna i drzwi. Będzie łatwiej wnosić wszystko do środka. – zaproponowała przytomnie.
I tak zaczęli nosić na zmianę wszystkie lampki, wazoniki i inne drobiazgi, które miały nadać domkowi charakteru. Gdy patrzyło się na niego teraz, był zdecydowanie surowy, ale niedługo miało się to zmienić. Lampka przed drzwiami, lampka w środku. Zegar powieszony nad łukiem, w którym niedługo będą drzwi. Wnoszone przez miejsce na okno szafki, blaty i stolik. Krzesełka, których zapas ma pozwolić na ugoszczenie tu większej liczby osób. Latem będzie można wystawić stolik na taras… - rozmarzyła się. Właśnie!
-Sumairu, znajdziesz jeszcze coś, żeby zrobić tutaj płotek? Będzie dużo bezpieczniej…
W tym czasie sama ustawiała wszystkie rzeczy. Przesuwała łóżko, które jednak nie powinno stać z tej strony, pięć razy poprawiała wazon i widzący jej zdaniem krzywo zegar. Po kilku godzinach całkiem przyjemnej pracy, której owoce było widać na bieżąco, wszystko zdawało się lśnić.
-Teraz jeszcze tylko te drzwiczki i okna i będzie można powiedzieć, że skończyliśmy!– wykrzyczała z radością. Tuż za nią stały oparte o ściany domku drzwi i dwa duże okna.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Gdzieś w Lesie Pamięci (W BUDOWIE)

Postprzez Sumairu Abe » 22 lip 2018, o 18:08

Z płotkiem nie było problemów, więc po kilkudziesięciu minutach wybierania desek, kilkunastu minutach poświęconych na połączenie ich ze sobą, ekipa mogła się nacieszyć drewnianym płotkiem, który miał zapewniać poczucie bezpieczniejszego spędzania czasu na tarasie. Tego właśnie chciała Rika, a Suma spróbował swoich sił by jej to dać. Rewelacji nie było, ale przecież można urozmaicić płot jakimś bluszczem, czy innymi ciekawymi dodatkami, które będą w stanie dodać nieco uroku temu dziełu.
Suma zajrzał do Riki, żeby ocenić jej starania i wystrój wnętrza.
-Jest pięknie. - oznajmił młodej dekoratorce i kilka razy zakręcił się dookoła przeglądając każdy detal i element wystroju, który do tej pory udało się jej umieścić w domku. Chłopak nie byłby sobą gdyby nie pomógł dziewczynce w dalszym dekorowaniu, więc nie czekając ruszył z pomocą, choć i tak najwięcej pomysłów i najwięcej do powiedzenia miała Rika.
Na samym końcu spojrzenie Sumy zatrzymało się na drzwiach i okienkach, które oczywiście wypadałoby zamontować.
-Z tym nie powinno być problemu. - uspokoił Rikę i samego siebie. Nie wiadomo nawet po co.
Z montowaniem drzwi miał już w swoim życiu styczność, więc uporał się z tym niewiarygodnie szybko. Tak jakby jego ukrytą pasją był właśnie montaż, a nie katany, czy życie i kroczenie ścieżką samuraja. Kto wie...
Sprawa wyglądała inaczej z oknami. Ich, Sumairu nigdy nie miał okazji montować, więc trochę czasu minęło nim doszedł do poprawnego sposobu montażu. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało w porządku. Okna się otwierały i zamykały. Wszystko chodziło pięknie i było raczej równe.
Chłopak z lekkim niedowierzaniem westchnął i zaczął rozglądać się po wnętrzu. Wnętrzu, które już było skończone - przynajmniej na ten moment, bo wiadomo że z czasem będzie się tu wiele zmieniać. Z uśmiechem i dozą satysfakcji, Sumairu podszedł do dziewczynki i ni z tego ni z owego zwyczajnie ją przytulił do siebie.
-Udało się, mała. - po chwili dziewczynka została uwolniona z objęć samuraja, a na jej czuprynie spoczęła jego ręka, którą kilkakrotnie ją poklepał.
Suma podszedł do łóżka i usiadł na jego brzegu wciąż wpatrzony w wystrój pomieszczenia.
-To co teraz? Domek zbudowany i udekorowany... Będzie trzeba jakoś to świętować! - zażartował tak jakby zaraz miało wpaść mnóstwo dziewczyn, alkoholu i jakby domek na drzewie byłby tym samym co świętowanie nowego roku w niektórych rejonach świata. -Chcąc nie chcąc, prawdopodobnie niedługo będę musiał wracać do miasta. Siostra pewnie się o mnie martwi. Nie wróciłem do niej na noc, więc kolejna noc w domku raczej odpada... a szkoda, bo teraz przynajmniej mamy łóżko. - uśmiechnął się i ruszył na taras. Położył dłonie na drewnianym płotku, który wcześniej zrobił i nim cały się o niego oparł, najpierw kilka razy nim potrząsnął, żeby upewnić się czy jego kunszt budowlany wytrzyma ciężar swego stwórcy.
-Jest pięknie. - powtórzył.
Sumairu Abe
 

Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 23 lip 2018, o 08:50

Zabawa z dekorowaniem wnętrza poszła jej jak z płatka. Do tego nie potrzebne było szczególnie dużo siły fizycznej. Niosło również poczucie, że praca ma się ku końcowi. No i jakby nie patrzeć, było to całkiem przyjemne, nakładać na surowe pomieszczenie nieco kolorów, dzięki czemu z każdą chwilą domek stawał się odrobinę ładniejszy. Te kilka rzeczy złożyło się na fakt, że umeblowanie i zagracenie domku bibelotami zajęło subiektywnie bardzo mało czasu. To tak jak z powrotem z podróży, która mija kilkakroć szybciej, niż dotarcie do celu. Bo miast koncentrować się na oczekiwaniu i tym co nastąpi, możemy już przeżywać wspaniałe chwile, cieszyć się nimi wraz z innymi ludźmi. Happiness sharing, czyli dzielenie, a właściwie mnożenie szczęścia, które polega na tym, że gdy dzielimy się z kimś swoim szczęściem, nie tylko szczęśliwsza jest druga osoba, ale jej zachowanie dokłada jeszcze więcej radości i nam. Człowiek smutny jest bardziej refleksyjny, trudniej go oszukać i świadomość takiego człowieka w wielu sferach również wzrasta. A szczęściarz? Ten będzie płynął z flow i nie oglądał się na nic. On się obudzi, gdy będzie już ciemno.
Zatem teraz minęło mało czasu. Subiektywnie, bo niebo stawało się coraz ciemniejsze, a słonko pomału chowało się za horyzont. W międzyczasie i Suma dokończył swoje obowiązki złotej rączki i nagle, nie wiedzieć kiedy, wszystko zdawało się być gotowe. Wszystko. Od drabinki, przez fundamenty, na które teraz nikt nie zwróci uwagi, przez ściany i dach, dające ochronę przed opadami i chłodniejszymi dniami. Po superciężki głaz, który służy jako blat oddzielający salon od części kuchennej i mały wazonik, który również ma swoją wartość. Okna, drzwi, łóżko i inne rzeczy niezbędne do względnie samowystarczalnego życia w tym miejscu. Parę miłych słów z obu stron po ukończeniu pracy i chwila zadumy, że pewien proces właśnie się skończył.
Rika podeszła do swojej torebki i wyjęła dwie butelki soku pomarańczowego. Jedną z nich podała Sumie.
-Wcześniej był chłodny, ale minęło już dużo czasu, proszę.
I tak wylądowali przy stoliku. Dzisiaj nie było na nim nic do jedzenia. Żadnej wielkiej uczty i świętowania, jakie pewnie nie raz się tu odbędą. Teraz niestety nie mieli tyle czasu, by nacieszyć się nie wiadomo czym.
-Jeden kluczyk dla ciebie i jeden kluczyk dla mnie. – pokazała, odpinając jeden kluczyk od kółka. Wręczyła Sumairu przez długość stołu kluczyk z kółkiem, a swój wczepiła do pęku kluczy przedłużonego brelokiem z miniaturowym pluszowym misiem.
-Byłbym zapomniała! – zakryła usta jakby zrobiła coś naprawdę złego. – Gdzie jest młotek!? – zapytała, śpiesząc się bardzo. Dopiero gdy go odnalazła, nieco się uspokoiła. Ale temat ucichł.
Korzystając z reszty czasu, jaka została Rice przed powrotem do domu (a i Suma musiał w końcu wrócić do siostry), rozmawiali o tym, co to kiedyś tu nie powstanie. Domek wspaniała rzecz, ale powiedzmy sobie uczciwie, to tylko miejsce. Nadal potrzeba inicjatyw, które uczynią je magicznym.
Nadszedł czas pożegnania, udali się powoli w kierunku drzwi. Rika wzięła młotek i gwoździk, jeden z ostatnich jakie zostały.
-Nasz domek na drzewie. – powiedziała, podsumowując dokonania ostatnich dwóch dni. Stojąc przy drzwiach wyjęła z torebki małą tabliczkę i przybiła ją nieopodal drzwi. Z pewnością będzie on mieszał wszystkich, którzy przyjdą tu na ostrą bibę:

Domek Malej Ksiezniczki


z/t -> Domek Matsubari
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Postprzez Sumairu Abe » 23 lip 2018, o 19:02

-Jeszcze się spotkamy, mała.- wyszeptał do RIki przy ich pożegnaniu. Faktycznie robiło się już coraz ciemniej, a siostra na pewno głowiła się nad obecną lokalizacją Sumy. To był zdecydowanie odpowiedni moment by zamknąć domek na klucz i ruszyć do centrum Ryuzaku.
-No może jeszcze chwilę...- zamruczał w zadumie nad swoim (i nie tylko swoim) dzieckiem, a raczej tworem - domkiem na drzewie. Wrócił do stoliczka by dokończyć sok pomarańczowy, który dostał od dziewczyny. Lepszy byłby schłodzony, ale w życiu nie ma co wybrzydzać i narzekać bez potrzeby. Przecież niektórzy mają o wiele gorzej. Efekt końcowy był bardzo zadowalający i aż ciężko było opuszczać ten przytulny kącik.
-Będzie trzeba tu zaglądać od czasu do czasu. - oznajmił samemu sobie po czym podniósł się z krzesełka i zrobił ostatni obrót po domku żeby nacieszyć się jego wnętrzem. Po chwili ruszył do drzwi i delikatnie je domknął, żeby nie trzaskać na darmo.
Zamek w drzwiach działał poprawnie, lecz dla pewności Suma sprawdził kilka razy czy aby na pewno drzwi są dobrze zamknięte.
Sumairu nie spieszył się, choć może raz w życiu powinien. Nie było go już prawie drugi dzień, więc na pewno będzie miał prawione morały od swojej starszej siostrzyczki. Mimo wszystko, samuraj dreptał powoli i w zadumie, tak jakby każdy krok miał jakieś większe znaczenie i poetycki wyraz.
Słońce już prawie zaszło.
[z/t]
Sumairu Abe
 

Re: Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Postprzez Ryuji » 28 lip 2018, o 22:36

Ryuji gdzieś przez moment się zapomniał i ponownie zgubił. Tylko jak to możliwe skoro przed chwilą miał aż dwóch opiekunów przy sobie? Przecież pomagał również przy budowie więc jakim cudem można się zgubić?! Chłopak miał do tego zdecydowanie talent. Gdzie był jak go nie było sam nie wie. Jedynie co pamięta to drzewa, drzewa i jeszcze raz drzewa. Za bardzo się oddalił nie wiadomo po co i już nie potrafił wrócić. Całe szczęście udało mu to, a to dzięki temu pięknemu budynkowi wniesionym na drzewie. Mając sporo szczęścia karzełkowi udało się trafić na tyle blisko aby go dostrzec. Teraz miał już z górki wystarczyło podejść do niego bliżej i przeprosić za zniknięcie. Tak też zrobił nasz bohater tylko, że... Jakby to ująć już nikogo tutaj nie było. Jedynie ta piękna konstrukcja, której był współautorem. Nie było ani małej dziewczynki, ani samuraja. No cóż nie było tutaj nic więcej do roboty więc i Ryuji postanowił w końcu opuścić to miejsce. Spojrzał jeszcze z dumą i zadowoleniem na ten piękny domek aby następnie się odwrócić i z uśmiechem odejść.

z/t
Ryuji
 

Re: Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 27 mar 2019, o 23:58

Minęło wiele czasu, nim ostatni raz bawiła się w ninja. Ostatnia przygoda zraziła ją kompletnie, oddalając od jawiącej się wówczas absurdalnie przygody. Tego dnia poczuła przemożną chęć powyginania trochę rączek w gestach rozmaitych, zwierzęcych pieczęci. Czy można było się jej dziwić, wszak dopiero co została akolitką! Potrzebowała jednak wiedzy, a podstawowe techniki, jakie spisane były w jej notesiku przez senseia Kiharę już dawno miała w małym palcu. Pofatygowała się więc do pobliskiej biblioteki. Od jej położonego na obrzeżach miasta domku, z którego blisko było jedynie do otaczających go plaży i lasu, dotarcie zajęło blisko 30 minut. Co dla wielu byłoby już solidnym spacerem, dla Riki było jedynie początkiem. Ze wszystkich pozycji na półkach, których prawdę mówiąc nie bardzo chciało jej się przeglądać, poczciwy pan wyselekcjonował jej pięć pozycji, z których mała bez większego zastanowienia wzięła największą z nich. Wracając do domu wyglądała niczym żołnierz na poligonie maszerujący w pocie czoła z wielokilogramowym plecakiem obciążającym. Postanowiła nie wracać do domu, a skierować się do Lasu Pamięci, a konkretnie Domku Małej Księżniczki, który postawiła kiedyś ze skromną pomocą Sumairu. Weszła schodkami na górę i rzuciła księgę na solidny, drewniany stół. Mało nie spowodowała trzęsienia ziemi. Otwierając książkę uzmysłowiła sobie, że zaufała bibliotekarzowi na słowo, a po otworzeniu równie dobrze mogła zobaczyć serię przepisów na ramen.
Zapał nie opadł jej nawet po stwierdzeniu, że w księdze nie ma obrazków. Przerzuciła ¾ książki niczym mistrzyni, która nie zamierza nawet patrzeć na techniki dla początkujących. Szybko wpadła jej w oko technika, która mogłaby chociaż częściowo ograniczyć niepotrzebną utratę sił na przemieszczanie się. Przeczytała uważnie, po czym zamknęła oczy i próbowała wyobrazić sobie, jak fajnie byłoby umieć coś takiego. Realne? Być może. Nie należało się jednak napalać i miast cieszyć buzię na samą myśl o nowej sztuczce, przeczytać jeszcze raz. Wpadła na to jakieś 10 minut później, po czym gotowa była spróbować.
Wyszła więc z Domku, pozostawiając w środku instrukcje, które teraz – miała nadzieję – były w jej główce. Odeszła kawałek i postanowiła spróbować. Złączyła lewą dłoń z prawą tworząc figurę umownie nazwaną baranem. Z tego co wiedziała, powinny zacząć dziać się czary, jednak mina wiewiórki bacznie przyglądającej się gotowej do natychmiastowej teleportacji dziewczynce nie pozostawiała złudzeń. Rika wciąż stała w tym samym miejscu i błyskawicznie odeszła z niej nadzieja. Poczuła się głupio. Jeszcze gorzej było blisko godzinę później, gdy wciąż stała w tym samym miejscu. Od samego początku chciała przenieść się w pobliże wyróżniającego się wielkością (i zapewne wiekiem) drzewa. Poszła więc w oddalone o ponad 100 metrów od niej miejsce, jakby chcąc je zaczarować, stała w nim przez chwilę po czym wróciła na miejsce. Przez pierwsze kilka prób wydawało się, że wszystko na nic. Czuła zmęczenie, rozczarowanie i rozpraszające burczenie w brzuchu. Dopiero potem, po entej już próbie jej starania zostały docenione skromną chmurką pokrywającą jej niewielkie ciało. Następnie stało się coś dziwnego i przemieściła się tak blisko drzewa, że niemal dotykała je noskiem. Obejrzała się wokół, jakby nie będąc pewna, czy tak to miało wyglądać. Słońce zaczęło zachodzić. Czas wracać do domu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 28 mar 2019, o 00:08

Nazajutrz wstała co świt i ponownie poszła do Domku Małej Księżniczki. Księga leżała dokładnie tak, jak została pozostawiona dzień wcześniej. Na stronie z wysokorangową techniką. Rika przypomniała sobie, jak długo siedziała przy niej dzień wcześniej i nie zamierzała poświęcać tyle samo czasu, bo wieczorem chciała trochę poganiać z koleżankami. Cofnęła się więc o kilkanaście stron i jęła wertować tak samo, jak wcześniej. Zatrzymała się palcem na technice bliźniaczo podobnej do ostatniej. Początkowo zastanawiała się, czy jest w ogóle sens powielania tego samego, jednak z kolejnymi zdaniami zaczęła pojmować subtelne różnice między technikami.
Ta, którą obrała sobie za cel również opierała się na pieczęci barana, istniał jednak wariant bezpieczęciowy. Miał on jedną zasadniczą wadę – znacznie ograniczony zasięg. Całą techniką zresztą można było objąć mniejszy obszar, była jednak znacznie szybsza i bardziej praktyczna w sytuacjach niecierpiących zwłoki.
Jako że poprzednim razem udało jej się osiągnąć sukces, postanowiła nie kombinować. Ponownie wyszła przed domek i ustawiła się mniej więcej w tym samym miejscu. Daleko przed nią stało wyróżniające się gabarytami drzewo, do którego miała nadzieję szybko przeskoczyć. Gdy już tego dokona, będzie w stanie ocenić różnicę w odległości, jakie oferują jej obie techniki. Naturalnie nie wszystko szło zgodnie z planem, bo gdyby nauczyła się od razu, mogłaby szybko zapomnieć (?). Kolejne próby obfitowały w zadziwiająco silny spokój, umacniany świadomością, że wczoraj w końcu się udało, to i dziś się uda. Gdy już się udało, poczuła silną dezorientację, jakby kompletnie nie wiedziała gdzie się znajduje. Wszystko wydarzyło się tak szybko. Dopiero potem oszacowała dystans i musiała przyznać, że był znacznie krótszy. Identyczne wnioski wysunęła blisko 20 minut później, gdy po raz pierwszy „przeskoczyła” bez użycia pieczęci.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 28 mar 2019, o 00:17

Miała nadzieję, że nigdy nie użyje czegoś takiego. Nie przychodziło jej do głowy również żadne sensowne zastosowanie, ale kierowała nią motywacja. Chęć ponownego zwrócenia na siebie uwagi. Chęć zabłyśnięcia i wykrzyczenia wszystkim zainteresowanym i niezainteresowanym: „Właśnie tak. Umiem!”. Dlatego postanowiła spróbować. No może niezupełnie spróbować.
Z opisu techniki wynikało jasno, że do jej użycia niezbędna jest… twarz martwej osoby. To stanowiło pewien problem. Co prawda pradawne chińskie porzekadło mówi jasno: „techniki trenuj na członkach rodziny”, ale przy tej jednej nie należało bezrefleksyjnie kierować się tą regułą. Usiadła więc wygodnie i udźwignąwszy księgę położyła ją sobie na udach, opierając o krawędź stołu.
Rozpoczęła naukę. Siłą wyobraźni tworzyła obrazy zastosowań jutsu i jego przewagi nad innymi technikami przemiany, jak choćby Henge no Jutsu. Z użyciem tej techniki nie byłoby jej równie łatwo zdemaskować. Mogłaby nie tylko szpiegować, ale również walczyć, używając jutsu pod postacią innej osoby. Była to więc zdecydowanie trwalsza i bezpieczniejsza wersja przybierania postaci innej osoby. Doskonale! I jakby tego było mało, to wszystko bez użycia choćby jednej pieczęci. Wystarczy tylko… oh, no właśnie. Rika mało nie zapomniała, że do techniki potrzebna jest maska z czyjejś twarzy… Tak, to wiele komplikuje. Ponadto… sensorzy! Rika nienawidziła sensorów od swojej ostatniej misji, a z opisu wynikało, że maska nie do końca jest w stanie ich oszukać. Wrr! Mimo to przeczytała po kilkakroć instrukcję i wydawało jej się, że wszystko jest jasne. Co prawda nie wykona jej teraz, ale gdy zajdzie taka potrzeba powinna być gotowa.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 28 mar 2019, o 18:54

Każde dziecko potrzebuje uwagi rodzica. Chłopcy przychodzą do tatusiów, aby się trochę powygłupiać, a córki do matek zaglądają nie rzadko po rady. Rika miała te same potrzeby i te same zajęcia, ale na tle innych wyróżniała ją zdolność czarowania wygibasami z rąk. Dlatego kiedy zapukała w drzwi własnego domu, który w okresie wiosenno-letnim był dla niej niczym hotel, wiedziała jak absurdalnie będzie brzmiała jej prośba. Chłopcy idą do tatusiów, a córki do matek, ale Rika od razu skierowała się do ojca, wiedząc że tylko on może się zgodzić.
-Tatusiu, czy pozwolisz mi osłabić się techniką iluzji, a następnie wejść w twój cień, abym mogła przejąć kontrolę nad twoim ciałem? – nie są to dosłowne jej słowa, ale leciało to mniej więcej tak.
Odpowiedź mogła być tylko jedna. Oczywiście, Skarbie.
Zgodził się, ponieważ to on miał największą dumę z postępów kłopotliwej córki i nikt tak jak on nie przeżywał jej tajemniczej utraty zainteresowania drogą ninja. Poszli więc do znajdującego się w Lesie Pamięci Domku Małej Księżniczki, gdzie przed przystąpieniem do działania pokazała ojcu co zamierza zrobić. Ten zaproponował, by wyszli z Domku i aby jego ciałem weszła do niego z powrotem. Przyjęła wyzwanie.
Choć stali jak osły przed Domkiem, podczas gdy raz za razem działo się nic, fajnie było spędzić razem trochę czasu. Do „osłabienia” tatka Rika użyła zapachowej techniki, wypełniając nozdrza Hayato Matsubariego jego ulubioną wonią morskich wód. Poza tym szło jej do bani, a po blisko godzinie wyczuwany na kilometr udawany entuzjazm rodzica doprowadzał ją do wściekłości. Ta technika podobała jej się o wiele bardziej od poprzednich i koniecznie chciała wykonać ją na oczach taty. Udało się za próbą daleko przekraczającą tę, do której ktokolwiek mógł liczyć. Rika wtopiła się w cień ojca, po czym nieco niezdarnie zrobiła krok do przodu. Jakże dziwnie było też mówić jego głosem! Bała się, że w każdej chwili coś zerwie technikę, ale nic takiego nie miało miejsca. Wykonała zadanie i dezaktywowała jutsu, to była jej chwila chwały. Tego dnia dostała podwójny podwieczorek.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 28 mar 2019, o 18:56

Kolejne kilka dni upłynęło pod znakiem błogiego nicnierobienia. Leżała sobie na łóżku w swoim leśnym azylu i gapiła się w sufit. Widziała w księdze skomplikowaną technikę z użyciem jej ukochanych włosków, ale nie miała sił ani zamiaru nawet jej próbować. Patrzyła bezradnie na leżącą na stole książkę. Znała już kilka technik tego rodzaju i pomyślała, że może spróbuje czegoś sama. Jak ze wszystkim co nowe, szło jej bardzo opornie. Po kilku minutach włoski zaczęły jednak podrygiwać. Rozochocona próbami wzmagała swe starania, czego efektem była rosnąca kontrola nad włoskami. Te zaczęły formować się w pasma, przeplatające siebie nawzajem. Zwieńczeniem dzieła był długaśny warkoczyk zrobiony bez użycia rąk.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Domek Małej Księżniczki (na drzewie)

Postprzez Rika Kari Matsubari » 28 mar 2019, o 18:57

Bańki.
Bańki? Przeczytała w „księdze czarów” nie bardzo rozumiejąc o co chodzi. Wiedziała, że to coś takiego trochę jak sensoryzm, a że wciąż na myśl o sensorach robiło jej się niedobrze, chciała się wyleczyć nabywając podobne doń zdolności.
Technika, którą wzięła na celownik wyróżniała się nieco formą wykonania. Do jej użycia nie była potrzebna żadna pieczęć, ale też nie wystarczyło zwyczajnie skupić chakry. O co więc mogło chodzić, jak nie o jedno ani drugie? Otóż o… klaśnięcie. Tak, właśnie tak. Klaśnięcie, a następnie specyficzne złączenie dłoni.
Według tego, co było tam napisane, w obszarze wspomnianej wcześniej bańki Rika powinna wyczuwać każdą żywą istotę, nie tylko człowieka, ale i zwierzęta, owady i generalnie wszystko. Bańka się rozciąga do określonych rozmiarów, a następnie nikt w jej obrębie nie może się ukryć i to niezależnie od tego czy się porusza, czy nie. Równie dobrze może ucinać sobie drzemkę. Myślała o poproszeniu kogoś o pomoc, ale okazało się, że powłoczka ta widoczna jest tylko dla niej i tych przeklętych sensorów. Tyle z teorii, do dzieła.
Pracowała bez wytchnienia i bodaj pierwszy raz ściekała jej po policzku struga potu. Był upalny dzień i nawet korzystne położenie Domku, skrytego pod gęstą warstwą liści z koron drzew nie pomagał tego zwalczyć. Tak się składa, że nie pomyślała o klimatyzacji, choć może mieć to pewien związek z faktem, iż ówcześnie nikt o klimatyzacji nie myślał. W każdym razie kolejne próby kończyły się niepowodzeniem, a gdyby ktoś przypadkiem zbłądził i zawędrował w okolice Domku Małej Księżniczki, to mógłby nawet pomyśleć, że ktoś w środku ćwiczy klaskanie.
Niestety nie wyczuwała obecności innych istot. Początkowo łudziła się, że może najzwyczajniej niczego w pobliżu nie ma, ale nawet gdyby jakimś cudem tak było, to jak wyjaśnić, że nie widzi bariery? Nie, zdecydowanie nic jej nie wychodziło. Pierwszy raz opuściła Las Pamięci bez nowej zdobyczy. To był okropnie rozczarowujący dzień.
Nazajutrz ponowiła swoje starania i tym razem dopięła swego. Co ciekawe, skoncentrowała na jak najlepszym wykonaniu techniki nawet nie zauważyła, kiedy roztaczała się od niej ledwie zauważalna bańka, oznaczająca obszar działania jutsu. Dopiero gdy wyczuła inny obiekt, przerwała technikę i ruszyła za tropem, który znajdował się… na dachu. Wyszła ze swojego leśnego azyla, aby szukać czegoś u góry. I słusznie. Z wysokości dachu okolicę obserwowała jej sówka Fumo, jedyna pamięć po jednodniowej, najlepszej przyjaciółce, o której pamięć od czasu do czasu odżywała na nowo. Popróbowała sobie jeszcze kilka razy i wykonanie jutsu wychodziło coraz łatwiej. Zazwyczaj ograniczała ubytki w chakrze poprzez zerwanie „pieczęci” zaraz po zobaczeniu otoczki. Nie chciała już niczego wykrywać, a jedynie wiedzieć, że to co robi działa. Była z siebie bardzo zadowolona. Myślała o przeklętych sensorach.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość