Szlak transportowy

Kraj kupiecki położony na wschód od Prastarego Lasu. Graniczy z prowincjami Midori, Sogen i Kaigan. Ryuzaku no Taki jest znane ze swojego bogactwa i szeroko zakreślonych wpływów - związane jest to z dobrym położeniem i łatwym dostępem do morza, czym nie może się pochwalić Shigashi no Kibu. Kraj ten ma bardzo żyzne gleby i przyjazny klimat, co korzystnie wpływa na jego stan. Na terytoriach tej prowincji, wśród nielicznych pagórków, można też znaleźć główną świątynię Wyznawców Jashina.

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 2 lip 2019, o 21:33

Misja C
Ame
27/30


Obrazek


Och, notka wybuchowa faktycznie mogłaby pokrzyżować plany. Całe mnóstwo planów – i nie tylko Amego. Woźnicy, handlarza, hehe, koni. Nawet wozu, jakby się uprzeć! Wystarczyło tylko rzucić kunaia z doczepioną nieco inną notką, taką, która robi bardziej ka-boom niż świecu-świecu. Wystarczyłaby ta jedna notka, by wóz poszedł w drzazgi, razem z częścią towaru na nim się znajdującego. A jeśli sam wybuch nie zmiótłby Amego czy Shinobu – to zapewne oberwaliby rykoszetem. Może by przeżyli, ale w jakim stanie? Kto by im pomógł? Ci, którzy ich zaatakowali? I to pewnie z zamiarem dobicia. Pytanie – co było ich celem? Jeśli rabusie… To pewnie dlatego nie poleciała żadna notka wybuchowa. Przecież ładunek kupiecki był cenny i warty zdobycia, czyż nie?
Shinobu mruknął coś pod nosem niewyraźnie, gdy Ame wydał komendę. Grubasek skulił się na dnie wozu i oplótł swoją głowę ramionami, jakby chcąc się uchronić od oberwania czymś… nagłym i bliżej niezidentyfikowanym. Woźnica cały czas trzymał się jedną dłonią za oczy, trąc jedno z nich, a drugim trzymał się ławeczki – złapał się chyba w ostatniej chwili, gdy konie poniosły – i cudem tylko nie spadł. Za to piękny kapelutek zerwał się z jego głowy i został gdzieś w tyle.
Ame zręcznie przeskoczył na ławeczkę, sadowiąc się niezgrabnie obok woźnicy. Rączo niczym profesjonalista często powożący wóz złapał za lejce i pociągnął za nie, dając znak wystraszonym koniom, by się zatrzymać konie. Musiał pociągnąć mocno trzy razy, nim konie załapały i w końcu zwolniły, by ostatecznie się zatrzymać. Ich szaleńczy bieg znaczyły kopyta mocno odbite w ściółce leśnego traktu, tak samo zresztą jak koła wozu, które w kilku miejscach zaorały ziemię niebezpiecznie mocno.
- Czy to już? – zapiszczał Shinobu i nawet zabrał z głowy jedną z rąk, nieśmiało wystawiając łeb w górę, ale widząc, że Ame nie stanął sobie lekko, że nie mówi „ee, już po wszystkim”, tylko zeskakuje za wóz, za którym się chowa, szybko przyjął pozycję wyjściową. - Kitaro, szybko, schowaj się ze mną! – powiedział głośnym szeptem (och, na pewno wiecie, o co mi chodzi!), a woźnica, dość niezgrabnie zaczął gramolić się na wóz, nadal będąc częściowo oślepiony.
Niebieskowłosy przysiadł za wozem, znajdując sobie pozycję, by móc zacząć obserwować otoczenie. Czy coś się zbliżało? Czy ktoś…? Dźwięk… Szelesty, jakby drżenie przesuwanych liści, ciche, może nieco głuche tąpnięcie drewna. Gałęzi? Ktoś się zbliżał? Od prawej strony – więc właśnie z drugiej strony, niż nadleciała notka. Więc z tej strony, po której właśnie znajdował się Ame. Ale nie na wprost niego, tylko pomiędzy drzwiami. Albo… na nich?

Spoiler: pokaż
Shinobu Hiro
Karczmarz
Mężczyzna z blizną


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1340
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Ame » 7 lip 2019, o 15:28

Na całe szczęście plany kopytnych przyjaciół nie zostaną pokrzyżowane przez wybuchowe notki. Co jak co, ale przy braku realizacji tychże świat mógłby zmienić się na jeszcze gorsze. Wóz, jeżeli miał jakieś plany, to na nieszczęście niebieskowłosego charakteryzował się bierną postawą, całkowicie podporządkowując się woli koni. Widocznie napastnikom zależało na towarach najbardziej, ewentualnie na tym żeby nie zaprzepaścić ambitnych planów wozu, który w przyszłości zapewne zostanie pierwszym prezydentem na kołach, wyprzedzając tym samym nawet Roosevelta. Ame nie widział jednak w nim takiego potencjału jaki widzieli przeciwnicy, gdyż ten zachowywał się jakby był zrobiony z drewna. W oczach chłopaka miał tylko jedną cechę typową dla liderów - stanowił osłonę dla mniej odpornych od siebie.
Rekin widząc hehe, że woźnicę w tym momencie nie stać na taki luksus, wskoczył na jego miejsce. Oślepiony zareagował tak jak niewidomy koń zapytany "czy weźmie udział w zbliżającym się wyścigu?" - nie widział przeszkód. Przynajmniej nie zwerbalizował tego w wyraźny sposób, co chłopaka cieszyło. Trzy mocne pociągnięcia lejców wystarczyły, aby zatrzymać przestraszone konie.
- Nawet jeszcze się nie zaczęło. - odpowiedział Shinobu, chowając się za wozem. Zarówno kupiec jak i woźnica byli na tyle przytomni na umyśle, żeby zrobić dokładnie to co shinobi. Zaczął obserwować linie drzew, zza której rozpoczął się atak. Zaskoczenie pojawiło się, gdy zmysł wzroku okazał się bezużyteczny, zaś okazje miał wykazać się jego słuch. Zrozumiał, że jest otoczony niczym samotna kasjerka dzień przed niedzielą niehandlową w dużym markecie. Wiedział, że nie jest w stanie samotnie podjąć walki na wielu frontach. Wody jak na złość nigdzie nie było, więc nie da rady po prostu zmieść ich wszystkich jedną techniką. Nie dość, że musiał przynajmniej zmusić napastników do odwrotu, to jeszcze musiał to zrobić w taki sposób żeby kupcowi i woźnicy nic się nie stało.
- Pod wóz! - wydał komendę takim samym głośnym szeptem jak wcześniej handlarz. Ame nie czkając na reakcje wyjął bombkę dymną i rzucił ją na powierzchnie wozu. Miała uniemożliwić przeciwnikom atak z ziemi jak i z powietrza, przechylając bonusy związane z elementem zaskoczenia na swoją stronę. Następnie zamierzał dobyć kunai. Żaden z jego mieczy nie sprawdziłby się idealnie w walce w tych warunkach. Przede wszystkim musi być w stanie walczyć zarówno na dystans jak i w zwarciu, więc tutaj mamy do czynienia z sytuacją, gdy rozmiar to nie wszystko. Nie był w stanie zlokalizować przeciwników, więc ruszył do prawej, tam gdzie wcześniej słyszał niepokojące odgłosy. Jego celem było wbiec na drzewo żeby zyskać jeszcze szersze spojrzenie na pole bitwy. W najgorszym przypadku przeciwnik wbiegnie mu prosto pod nóż. W takim wypadku chłopak postawi na swoje atrybuty fizyczne, licząc że mięśnie nadrobią braki wodowo-technikowo-intelektualne.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Przez miesiące, patrzył na pełny lili wodnej staw i stawał się świadom, że nie może być to zwykły rekin morski. Element, który zmienił jego charakter to wlasnie wybor bestii. Kiedy wrócił był nieco inny. Nie posiadał jeszcze paktu, jednak już do czegoś się zobowiązał, reprezentowania cechy tego zwierzęcia swoim nastawieniem. - Hakai o Ame.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 628
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 9 lip 2019, o 20:25

Misja C
Ame
29/30+


Obrazek


Shinobu Hiro nie był człowiekiem, którego trzeba namawiać dwa razy, jeśli chodzi o kwestię jego życia. Był to człowiek bardzo przezorny, a przezorny – znaczy ubezpieczony. Dlatego też zadał sobie trud, by znaleźć dla siebie (i swojego towaru, ale głównie dla siebie) ochroniarza. I dlatego też, gdy tylko padła komenda „pod wóz!” – Hiro zerwał się na równe nogi jak sprężynka, grubiutka sprężynka, hop-hop, gramolu-gramolu, bo trzeba było przerzucić najpierw jedną nogę przez drewnianą konstrukcję wozu, potem drugą, zsunąć się i opaść miękko na ziemię iii… już leżał pod wozem, znowu z łapami na głowie – i tylko pyzata twarz skierowana była w stronę drogi, którą tutaj przybyli, a jego oczy tańczyły to w lewo to prawo, szukając zagrożenia, z którym i tak nic by nie zrobił. Mógłby jedynie dać nogi za pas. A nie, bo pewnie wóz mu przeszkodzi. Woźnicy nieco dłużej zajęło zlezienie z wozu, raz nawet przyrąbał stopą w jedną z wielkich skrzyń, rozległ się stłumiony syk, ale za chwilę też dołączył do kupca.
Dym pojawił się na powierzchni wozu, rozwijając się i kłębiąc, niczym tworząca się komórka burzowa, tyle, że znacznie, znacznie szybciej. Zaraz objął całą powierzchnię drewnianej fury – a nawet więcej, ukrywając obiekt(y) i ludzi przed oczami nieprzyjaciół. A przynajmniej – tak miało być w założeniu. Przecież Ame nie miał zielonego pojęcia z jakimi wrogami ma do czynienia. Czy byli to zwykli bandyci posiadający dostęp do nieco bardziej wyszukanej broni jak oślepiająca notka, czy raczej wyszkoleni wojownicy…? Wyszkoleni ale – zbuntowani, czyż nie? Trudno to było jednoznacznie stwierdzić. Fakt był natomiast taki, że ktoś zbliżał się od prawej. I Ame nie zamierzał dawać mu czasu na reakcję.
Odbił w prawą część lasu, dokładnie tam, skąd dochodziły dźwięki. Kilka sekund, i już był na drzewie, ach, ten Rekin drzewny, skąd zamierzał zrobić rozeznanie. Drzewa rosły gęsto, ale nie na tyle, by całkowicie odciąć widoczność. Rozejrzał się wokół, a na pewno tam, skąd docierały dźwięki, wabiące go na tę stronę. Nikogo jednak nie zobaczył. A przynajmniej nie tutaj, bo kątem oka mógł zaobserwować ruch. Zgadnij gdzie…? Po drugiej stronie wozu, od lewej strony lasu. Brązowa plama na zielonym tle, ledwo widoczna – ale zdecydowanie ktoś, lub coś, się poruszało.
Konie zarżały, pochłonięte dymem, i spięły się, po czym ruszyły znowu przed siebie – z kopyta, piszcząc dziko.
- Mój wóó-! – zajęczał Hiro i zresztą bardzo szybko jego głos się urwał, gdy…
Pomiędzy drzewami Ame mógł zobaczyć samotną postać. Trzymała miecz. A miecz… zdawał się poruszać. Zbliżał się w kierunku rozwiewającej się chmury dymu. I wyglądał, jakby wcale się nie spieszył.

Spoiler: pokaż
Shinobu Hiro
Karczmarz
Mężczyzna z blizną


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1340
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Ame » 16 lip 2019, o 18:47

Chłopak chciałby móc powiedzieć, że wszystko szło jak po maśle. Niestety było kompletnie na odwrót. To znaczy zależnie od perspektywy, bo z punktu widzenia przeciwników wszystko przebiegło gładko, więc nie ma tak, że komuś tutaj łatwo nie poszło, nie? Na nieszczęście pewnego człowieka, bardziej interesuje go perspektywa niebieskowłosego i dlatego nie może cieszyć się teraz z cudzego sukcesu. Albo może, ale jest wredny.
Grubas, który miał mu zapłacić wbił się pod wóz wbił się pod wóz. Hozuki założył, że zasłona dymna będzie wystarczającą obroną przed uprowadzeniem towaru i zabiciem kupca. Ten w tym czasie leżał tak samo jak wcześniej za wozem, jego perspektywa zapewne zmieniła się w taki sposób, że nie mógł się wyprostować w razie czego, czyli nie bałdzo. Ukrycie się poszło trochę gorzej woźnicy, ale to nie był czas żeby się śmiać i oceniać.
Ame pognał do prawej licząc na szybką konfrontacje z przynajmniej jednym przeciwnikiem żeby uniknąć walki na dwa fronty. I tu właśnie zaczynały się problemy. Okazało się, że źródło dźwięku było fałszywe albo co gorsza był to człowiek, który się wycofał i realna liczba napastników jest jeszcze większa. W każdym razie siedząc na drzewie dostrzegł tylko jak ktoś kradnie wóz przy akompaniamencie w postaci wycia kupca.
- Debil. - rzucił pod nosem krótkie podsumowanie swojego działania. Ktoś odjechał wozem, ale to nie oznaczało końca problemów. Pomiędzy drzewami kluczył jakiś kształt trzymający miecz i na dodatek mu się nie spieszyło. To znaczy, że został dokończyć robotę, pewnie nie chcieli mieć świadków, ani żeby ktoś się przez przypieczek upomniał o skradzione dobra.
- Do mnie! - wykrzyczał komendę do kupca i woźnicy, którzy powinni być w stanie dojść w okolicę drzewa, na którym znajdował się Ame. W tym czasie chłopak wyjmował z torby shurikena, którym zamierzał poczęstować miłośnika wędrówek leśnych z obnażonym mieczem. W razie gdyby tamten niespodziewanie zaatakował tamtych dwóch, Rekin zamierzał zeskoczyć z drzewa i uniemożliwić mu to związując go walką w zwarciu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Przez miesiące, patrzył na pełny lili wodnej staw i stawał się świadom, że nie może być to zwykły rekin morski. Element, który zmienił jego charakter to wlasnie wybor bestii. Kiedy wrócił był nieco inny. Nie posiadał jeszcze paktu, jednak już do czegoś się zobowiązał, reprezentowania cechy tego zwierzęcia swoim nastawieniem. - Hakai o Ame.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 628
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 25 lip 2019, o 14:34

Atakowane zwierzę bardzo często nim odpowiedziało atakiem broniło się, wycofując się, aż dotykało ściany. Ta ściana była taką granicą, bardzo namacalną, w której następowała zmiana. Następował atak. Shikarui wydawał się być przyparty do muru i zaczynał kąsać, ale twardy, cholernie wytrzymały kryształ pokrywający jestestwo Asaki był na miejscu i choć ta trucizna, jad, gdzieś tam się na nim rozlał - spłynął zaraz, jak woda ze szkła. Shikarui bronił się tak, jakby faktycznie było przed kim, jakby przypadkiem odsłonił swoje czułe punkty, a Asaka niecnie to wykorzystała, wciskając kunai w teraz wolne miejsce. Nie robiła tego. Nie uniosła nawet rąk, by wyciągnąć jakąkolwiek broń. Nie trzeba było. Słowa potrafiły ranić równie skutecznie co najostrzejsza brzytwa. Sanada zdawał sobie z tego sprawę doskonale, był niekwestionowanym mistrzem słowa i gładkich gadek. Tyle, że… Słowa, które wypowiedziała Asaka nie miały być tym ostrzem. Nie miały być bronią. Nie miały atakować tak, by trzeba się było przed nimi bronić. Przed nią bronić. Miały nim potrząsnąć, wylać kubeł zimnej wody na głowę, by w końcu obudził się z tego snu, który sam na siebie roztoczył i tkwił w nim, czepiając się go kurczowo, jakby był największym skarbem. Może był… Ale sen - to tylko i wyłącznie sen. Ułuda. Śnił, choć tak mocno cierpiał na bezsenność. Asaka jeszcze w Sogen zastanawiała się co zrobić, by mu pomóc z tą przypadłością, z ciągłym kręceniem się po posłaniu, bo ten kojący sen nie chciał nadejść. I ona była samolubna? Nie. To po prostu Shikarui śnił na jawie.
Nie poganiała go. Widziała na własne oczy, że jest roztrzęsiony, zresztą powiedziała już chyba wszystko, co powiedziane być powinno. Albo do niego dotrze, albo będą mieli ogromny problem, bo Asaka nie wyobrażała sobie stać z tyłu i na wszystko tylko kiwać główką i godzić się ze wszystkim bez najmniejszego zająknięcia. To nie wchodziło w grę, nawet jeśli była wychowana w tradycjach Karmazynowych Szczytów, gdzie uczono ją od dawna, gdzie jest jej miejsce. Tyle, że okazało się, że nie jest ono w domu przy garach i dzieciach, a na szlaku. Owszem, jak się okazało, u boku męża, ale czy to znaczyło, że musi się zgadzać z każdym słowem, które wypowie? nie było takiej opcji, zbyt ceniła sobie swoją niezależność i to, że może sama o sobie decydować. Shikarui też mógł. Tutaj chodziło przecież tylko i wyłącznie o bycie ze sobą szczerym. Przed sobą jak i przed tą drugą osobą, która nie chce twojej zguby. Przed kim, jak nie przed nią? Bo… jeśli nawet przed nią nie potrafił się otworzyć, to po co to wszystko? Skoro nawet przed nią kalkulował co powiedzieć, a czego nie, żeby coś się nie zepsuło. Skoro nawet przed nią musiał uważnie stawiać kroki, żeby przypadkiem się nie potknąć. Jak na ironię potknięcie nie nastąpiło z powodu ogromnego głazu, którego trudno nie zauważyć; tak i potknięcie nie zostało spowodowane powiedzeniem czegoś, czego się nie powinno. Potknięcie było jednym wielkim milczeniem. Teraz jednak pozwoliła mu tak trwać i milczeć. Pozwoliła mu sycić się swoim zapachem i swoim delikatnym dotykiem - bo gdy chciała, to była całkiem łagodna. Jak baranek. Jej dłonie nie były stworzone tylko do łamania nosów i wybijania zębów - o dziwo. Teraz nie przeszkadzało jej, że milczał. Wyrzucił z siebie to, czego wcale mówić nie chciał i… czy było gorzej? Odepchnęła go? Zostawiła tutaj samego? Nie? Granica przyzwoitości została już nakreślona, wóz albo przewóz, prawda? Pewnie jakiś czas jeszcze wytrzymałaby w tamtym milczeniu, ale któregoś razu na pewno powiedziałaby, że ma dość. I’m done, we are done. Ale nie dziś.
- Jasne. Sama nie mam siły nigdzie dzisiaj wyruszać - odpowiedziała mu, gdy już się od niej odsunął. Jej twarz nie wyrażała złości, nie wyrażała gniewu, może jedynie odrobinę smutku, ale w większości po prostu widać po nie było, że była po prostu zmęczona. Tak podróżą tutaj, jak i kłótnią. Zwłaszcza kłótnią. Przyjęła do wiadomości to co powiedział, nie do końca wiedząc kiedy było to “kiedyś”, bo nie chciał sobie nawet przypominać w którym roku się urodził. Pamiętała to dokładnie, to jak urażona jego podejściem wtedy była - też. Naprawdę, próba dowiedzenia się czasami czegokolwiek od Shikaruia to była wielka przeprawa. Dziewczyna kiwnęła tylko głową, że niby w podziękowaniu, że zauważył, że faktycznie nie zasłużyła na takie traktowanie i… w drodze wyjątku złapała go za rękę by spleść ze swoimi jego palce. Publicznie bardzo rzadko okazywała mu taką czułość, zresztą Shiki wcale się o nią nie dopominał. No a znalezienie ryokanu na resztę dnia i noc nie stanowiło żadnego problemu.
Shikarui mówił długo. Miał przecież do opowiedzenia tak wiele… Z dala od tłumów, w ciszy pokoju karczmy, który wynajęli. Asaka raczej mu nie przerywała, gdy już zaczynał jakiś temat, chyba, że coś było straszliwie niejasne. Była mu cholernie wdzięczna, że jednak nie zepchnął jej do roli przedmiotu. Że jednak pokazał jej to zaufanie, o którym tyle mówił. To nie były łatwe tematy, wiedziała o tym, zresztą słyszała na własne uszy. Jedyne co mogła zrobić, to czasem potrzymać go za rękę, by dodać mu otuchy, albo uśmiechnąć się blado. Bo jakoś… nikomu nie było do śmiechu. Dziwne, nie? Dla niej to też nie były łatwe tematy. Znowu poczuła wściekłość na niesprawiedliwość; nie mogła zrozumieć jak ojciec może tak traktować własne dziecko. Bo odziedziczyło inne zdolności. Traktować go jak… jak przedmiot, jak śmiecia, jak… A Jugo przecież sami mieli wiele za uszami. No po prostu nie mogła tego znieść. A musiała. To i tak należało już przecież do przeszłości. Cała reszta rzeczy… Wtedy, tam, powiedział to tak, jakby mnich zrobił wiele więcej niż w rzeczywistości. Mogła tylko odetchnąć z ulgą, że nie było tak źle, jak na początku myślała, chociaż wcale nie było przecież dobrze. Inoshi, której intencje źle odczytała na weselu - ale to już wiedziała, to wtedy jej przecież wytłumaczył. Aka… Nie przyszło jej w ogóle do głowy, że ich relacja wykraczała poza przyjaźń. Że… Ach, poczuła lekkie ukłucie, znowu zabolało, na drobny moment, bo… niespodziewałasię. Informacja, że twój facet, twój mąż lubi mężczyzn, którzy to nie taka prosta sprawa... Chyba nie powinna się dziwić już niczemu. Czy była zazdrosna? Nie, nie bardzo, oprócz tej jednej drobnej chwilki na początku. To wszystko należało przecież do przeszłości. A ludzie robili w swoim życiu różne rzeczy. Ona też nie była święta nim spotkała Shikiego, a bogowie jej świadkami, teraz nie była święta tym bardziej. Dlatego nie było tutaj miejsca na zwykłą ludzką zazdrość. Ani na złość. Przecież co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Zresztą powiedziała mu o tym. Że nie jest zazdrosna i zła. Powiedziała też wiele więcej, te wszystkie komentarze, swoje przemyślenia. Odnośnie wszystkiego. Cały ten syf… Chyba nie tak trudno było spojrzeć w oczy Wilczycy, która po każdej historii dawała coś od siebie. I nie wyglądała na zawiedzioną. Nie wyglądała też na taką, która miała w nocy spakować swoje rzeczy i po cichu wyjść przez okno, by nawet się za siebie nie obejrzeć i zniknąć. Jak sen.
Nie zniknęła. Prawdę mówiąc tym razem siedziała tak długo, aż to Shikiemu udało się zasnąć pierwszemu. Nie chciała go zostawiać z kłębiącymi się pod czaszką myślami samego.
Nazajutrz znalezienie statku, który zabierze ich na wyspy Cesarstwa nie stanowiło problemu. Powietrze między nimi było zdecydowanie czystsze i białowłosa nawet czuła ekscytację z powodu podróży statkiem. Jeszcze nigdy tego nie robiła. Ale… to opowieść na inny czas.

Dokąd: Kantai
Czas podróży: 30 minut
Środek transportu: statek

[z/t] + Shikarui
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1340
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 26 lip 2019, o 22:28

Prędzej czy później ptaszek musiał wylecieć z gniazdka. Czy to za sprawą ciekawości, czy matki, która zniecierpliwiona tym, że reszta pisklaków już dawno lata a ten jeden wciąż się boi, wypycha go z ciepłego i bezpiecznego domku. Dzieciak w końcu musi zacząć żyć, inaczej wszystko prześpi i się zmarnuje. A przecież mógł mieć potencjał. Część takich ptaszków pewnie zbyt przerażona spadnie na ziemię i na tym skończy się ta historia. A część rozwinie skrzydła i wzbije się wyżej, w przestworza, ponad chmury. Tym razem to nie matka wypchnęła swoje dziecko z gniazdka a żona. Kochająca żona, która nie mogła znieść tej ciszy, tych niedopowiedzeń, tego bajerowania i ściemniania, które wcale nie było kłamstwami, ale nie było też żadną prawdą. A Shikarui… Mógł tego nie chcieć, ale nie był już małym chłopcem, tylko dorosłym mężczyzną, który w końcu musiał spojrzeć prawdzie w oczy. Sobie w oczy. Pogodzić się z przeszłością, zaakceptować ją i żyć dalej, silniejszy niż wcześniej. Asaka tego mu właśnie życzyła i niczego innego. Nigdy nie chciała dla niego źle. Ale trzeba się było w końcu obudzić, choćby w najbardziej bolesny sposób. Jak inaczej chciał prowadzić tę rodzinę? Jako mąż, w przyszłości być może jako ojciec, skoro wciąż z lękiem myślał o dawnych dziejach, zamykając szufladkę na kłudkę i udając, że nie istnieje. A klucz wcale nie został wyrzucony. Szuflada została otwarta, bałagan, który się tam zrobił zasyfił wszystko wokół… Teraz trzeba było tylko posprzątać, choć bardzo, bardzo mocno się tego nie chciało. Asaka to rozumiała, aż za dobrze, choć ona do takiej szuflady zajrzała już wcześniej. Też wcale tego nie chciała, ale tak trzeba było. Dlatego też dużo łatwiej było jej opowiedzieć mu historię jej życia; wtedy też bała się jego reakcji, tego co powie, gdy dowie się, że Asaka nie jest czystej krwi, a jest zwykłym bękartem. Bała się, ale jednak czuła, że powinien wiedzieć. By nie zrobił czegoś, czego nie chce. By też… cóż, odsiać ziarno od plew. Wtedy wiedziałaby, czy chce z nią być za to jaka jest, czy chce z nią być przez to, co mógłby z tego mieć. Na przykład pieniądze jej rodziny. No ale to nie Asaka była tym najważniejszym dzieckiem w rodzinie, choć pierwszym i ze zdolnościami, które były pożądane. Nie Asaka, a jej siostra, najmłodsze dziecko – bo z prawego łoża i ze zdolnościami rodu. Jej brat, urodzony w środku miał nieco mniej szczęścia… bywało. Ale to i tak Asaka miała najgorzej. Cóż zrobić. Jej rodzina i tak stanęła na wysokości zadania wyprawiając im wesele. Wcale nie musieli. Ale jednak była zaakceptowana w rodzie, w nazwisku i rodzinie. Była im cholernie wdzięczna. I wiedziała też, że warto mu było powiedzieć o tym wszystkim. Przez to mieli też jasność co do tego, co działo się w Okurze i co działo się wtedy w jej głowie. Nie musiała mu nic mówić, bo wszystko wiedział. A to tylko dlatego, że nie bała mu się wyspowiadać ze swoich grzechów.
Długo wpatrywała się w przepiękne kanzashi, które sprezentował jej Shikarui. Nigdy nikt nie wykonał dla niej żadnej biżuterii, dlatego nic nie miała i dlatego żadnej nie nosiła. Wmówiła sobie nawet, że takie rzeczy nie są dla niej, a dla dobrze urodzonych panienek. Jednak oczy jej się zaświeciły, gdy Shiki wręczył jej tę piękną ozdobę. Słowa podziękowania w końcu same się znalazły, wraz z gwałtownym rzuceniem się na jego szyję. A później poprosiła go, by wplótł spinkę w jej włosy. Więcej się z nią nie rozstawała.
Zgoda. Na Morskich Klifach było zdecydowanie za zimno. Chwila ochłody była przyjemna, ale przy dłuższym przebywaniu tutaj zaczynało się to odczuwać. Zwłaszcza, jeśli było się przyzwyczajonym do pogody i klimatu Daishi – w lecie gorąco, w zimie zimno. Tak, by nic nie zdążyło się znudzić. Ach, no i mrowie gorących źródeł. Żyć nie umierać. Góry i jeziora, malownicze tereny. Ale też dzikie. I ludzi było jakby mniej. Czy to ze względu na to, że Daishi było naprawdę sporym terenem, czy przez to, ze było na zadupiu i większość ludzi myślała, ze mieszkają tam takie same dzikusy jak za Murem… Asaka miała to w głębokim poważaniu. Bo jej to jak najbardziej odpowiadało. Podróż powrotna za to nie odpowiadała jej wcale. Ale tym razem zaopatrzyła się w wiadro, by ciągle nie wisieć przez burtę, a chociaż dłużej poleżeć w kajutce statku.
Gdy dobili do Ryuzaku Asaka znowu potrzebowała czasu by dojść do siebie. I szczerze? Miała dość statków na najbliższy rok, albo i dłużej. Może i z Sogen mieli możliwość popłynąć do Daishi i skrócić sobie czas na podróż maksymalnie jak się da, ale Asaka wolała nadrobić drogę i podreptać do domu na nóżkach. Na nich przynajmniej czuła się pewnie – gdy już przestała chorować. Zresztą zamarudzenie w Ryuzaku miało też swoje plusy. Małżeństwo usłyszało pogłoski o tym, że w Midori dzieje się coś dziwacznego. Coś nadnaturalnego. Asaka nie byłaby sobą, gdyby ciekawość nie wzięła górę – no i zawsze mogliby coś przynieść Kazuo-dono. Niedźwiedź, jak nazywała go w myślach dziewczyna, pewnie byłby zadowolony za relację z pierwszej ręki.
A skoro aż tak bardzo im się do domu nie spieszyło…

Dokąd: Midori
Czas podróży: 30 minut
Środek transportu: pieszo

[z/t] + Shikarui
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1340
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 27 lip 2019, o 17:08

Misja C
Ame
31/30+


Obrazek


Oczywiście – punkt widzenia zawsze zależał tylko i wyłącznie od punktu siedzenia. Wyglądało na to, że każda strona tutaj chciała jakoś zarobić, wzbogacić się. Kupiec na swoim towarze, woźnica i Ame za wykonaną robotę. Bandyci… cudzym kosztem. Tak to już na tym świecie właśnie wyglądało. Każdy miał swoje cele, swoje priorytety, a gruntem było znaleźć miejsce dla samego siebie.
Punkt obserwacyjny na drzewie okazał się strzałem w dziesiątkę, więc to wcale nie tak, że Ame zachowywał się jak debil, prawda? Drzewa mocno ograniczały widoczność i trzeba było znaleźć dla siebie miejsce, w którym tę przeciwność jakoś się pokona. A, ze akurat został w tamtym kierunku zwabiony… Przeciwnicy ewidentnie tez doskonale wiedzieli co robią. I wiedzieli, że ktoś na tym wozie jest dla nich zagrożeniem. Czy to nie powinno podbić ego Rekina? Chociaż odrobinkę?
Drzewo, na którym siedział Ame nie znajdowało się daleko to i widział wszystko dokładnie. Wóz, który wyjechał z kłęby dymu nie był przez nikogo prowadzony – wyglądało na to, że to koniki same z siebie się spłoszyły. Cóż, rozbłyski, dym…Pewnie wyczuwały też strach woźnicy i kupca. Okrzyk Amego dotarł do kulących się na ziemi mężczyzn. W pierwszej chwili chyba oboje nie wiedzieli za bardzo co zrobić, ale zaraz Shinobu pozbierał się i rzucił w linię lasu, w stronę, z której wołał ich Rekin, byle dalej od kolesia z mieczem. Chyba nawet trzęsły mu się nogi, a może nawet i gacie… Kto wie. Woźnicy zajęło to znacznie dłużej – a przeciwnik doskoczył do niego susem
…tylko po to, by go wyminąć i pobiec za handlarzem. Pierwszy shuriken wbił się w lewe ramię mężczyzny, który syknął z bólu i… zatrzymał się, byt rozejrzeć się za tym, który weń celował, bardzo szybko zresztą lokalizując rybę siedzącą na drzewie, zaś drugi śmignął mu koło ucha. Hiro w tym czasie oddalił się głębiej w las i krzaki – to, ze się raz potknął i wywalił to nic, miał szczęście, że Ame odwrócił od niego uwagę przeciwnika.
Gdy zeskakiwał z drzewa mógł zobaczyć, jak mężczyzna składa pieczęci. Smok, tygrys, zając. Jak nadął się i… z jego ust wytrysnął szeroki, szybki strumień wody, celujący wprost w Amego.

Spoiler: pokaż
Shinobu Hiro
Karczmarz
Mężczyzna z blizną


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1340
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Ame » 28 lip 2019, o 19:09

Wszyscy chcieli jakoś zarobić, ale problemem było tutaj to, że jak Ame zabrać komuś krowę to dobrze, ale jak ktoś zabrać krowę Ame to źle. Niebieskowłosy uważał, że to on powinien być tym, który ma krowę, niezależnie od tego czy ma ją tylko zatrzymać czy też zdobyć. Niezależnie od tego nawet czym i gdzie jest ta krowa, bo przecież uciekły konie a nie łaciaty burger potencjalny.
Ame ciągle był na drzewie jak przystało na rekina drzewnego. Wysokość jego punktu obserwacyjnego na pewno nie ułatwiała mu odbicia wozu, ale też uświadomiła mu coś jeszcze - wcale nie musiał go odbijać. Zwierzaki same uciekły, bo prawdopodobnie jako jedyne nic na tej sytuacji nie mogły zyskać. W końcu jakim koniom zależy na tym żeby mieć krowę? Przeciwnicy najwidoczniej założyli, że jest tak głupi na jakiego wygląda, ale się pomylili. Hozuki okazał się jeszcze głupszy i dzięki temu zyskał niewielką przewagę. Coś takiego nie mogło podbić mu samooceny nawet o milismażony boczek czy innej jednostki używanej w pewnych zakątkach wszechświata.
Mężczyźni po donośnym okrzyku Ame zdecydowali się na chaotyczną ucieczkę w kierunku lasu. Chłopak wolał mieć ich przy sobie, żeby uniknąć sytuacji, w której jeden z nich stałby się zakładnikiem. Przewrotny los chciał jednak inaczej. Przeciwnik nie zachował się jak gentleman, a może po prostu niebieskowłosy źle wyobraził sobie dystans między wozem, drzewami i napastnikiem lub zlekceważył szybkość przeciwnika. Tak czy siak na razie idzie średnio, ale nie beznadziejnie. Jak już było wspomniane, mężczyzna nie wykazał się dobrymi manierami i nie dał im czasu na zajęcie bezpiecznych pozycji, za co został ukarany za pomocą shurikena, który wbił się w jego lewe ramię. Rekin w ten sposób dał się zlokalizować, ale też skupił agresora na sobie. Kupiec i woźnica pognali w las. Normalnie miałby nadzieje, że chociaż odnajdą wóz i konie, żeby Ame mógł mieć krowę, ale teraz jest już mądrzejszy. Niczym naukowiec NASA - zakładał, że nie są sami. W najgorszym scenariuszu ktoś właśnie zabijał handlarza i zaraz zakradnie się żeby wbić mu coś w plecy, ale póki co miał inne zmartwienia - napastnika składającego pieczęci i wypluwający z siebie suitonową technikę. Wyglądało na to, że Hozuki zaraz będzie w stanie odpowiedzieć na pytanie czy ogień może zabić smoka... czy tam woda rekina i tak dalej.
Tym razem wyciągnął zanbato. Zakładał, że jest na tyle silny, że przebije się przez wodny strumień, a nawet jeżeli nie przynajmniej sprawdzi czy wyżej wymienione zdanie jest prawdziwe czy fałszywe. Zamierzał skoczyć wprost na przeciwnika i za pomocą niepotrzebnie wielkiego miecza przynajmniej pozbawić go inicjatywy a docelowo życia.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Przez miesiące, patrzył na pełny lili wodnej staw i stawał się świadom, że nie może być to zwykły rekin morski. Element, który zmienił jego charakter to wlasnie wybor bestii. Kiedy wrócił był nieco inny. Nie posiadał jeszcze paktu, jednak już do czegoś się zobowiązał, reprezentowania cechy tego zwierzęcia swoim nastawieniem. - Hakai o Ame.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 628
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 4 sie 2019, o 13:05

Misja C
Ame
33/30+


Obrazek


Ano właśnie, każdy uważał, że to jemu należy się zarobić. Każdy chciał przeżyć. Każdy chciał mieć za co kupić jedzenie (albo je ukraść… ale to w sumie inna sprawa), ubranie, ewentualną broń. Jak wyżywić rodzinę (no chyba, że też kradła, albo była w stanie sama o siebie zadbać). Życie nie było kolorowe jak tęcza, ale nie było też czarno-białe. Kogo jednak obchodził przeciwnik i to, czego chciał, gdy to nasz bohater pragnął krowy dla pysznego boczusia? Kartkóweczki? Mielonego-wołowego? Ach, cudowny zapach mięska…
Przeciwnicy, a już zwłaszcza bandyci mieli to do siebie, że nie zachowywali się jak idealnie zmanierowani i wychowani panowie. Nikt nie czeka, aż przeciwnik zajmie dobrą pozycję – bo wtedy zmniejszasz swoje szanse na powodzenie. W wojnie tak jak w miłości – wszystkie chwyty dozwolone, wiedziały to nawet dzieci udające, ze patyk to miecz. I wiedział to też ten facet, skoro (a wszystko na to wskazywało) zaatakował oślepiającą notką w momencie, gdy najmniej się tego spodziewano. Ugranie cos dla siebie w takiej sytuacji bez zakładników? Nie ma szans. Ale szczęście Amego nie opuściło, skoro zdołał na siebie przejąć jego uwagę.
Czy więc woda może zabić rekina? Pewnie, gdyby okładać go odpowiednio długo – tak. Dużo czasu jednak nie było. Szeroki strumień wody pod ciśnieniem, który wystrzelił w Amego uderzył w niego z całą swoją mocą, przeciwnik był pewien swojej wygranej, skoro Rekin wcale nie umknął. Ba, skoro skoczył wprost w niego, z wyciągniętym w górę KW mieczem. Tylko, że… Nie przewidział, ze ciało niebieskowłosego… zamieni się w wodę. Nie całe, a jedynie tam, gdzie cięła woda – w jego tors. Faceta tak bardzo wyprowadziło to z równowagi, szok – że zamiast morza krwi jest… morze. Zwykłe, wodne morze, że Ame miał czas, by pozbierać się do kupy i spaść na mężczyznę z góry, tnąc mieczem. Nie tak łatwo było go utrzymać, ciężkie to było żelastwo, a Amemu jeszcze troszkę brakowało, ale pęd spadania zrobił swoje. Przeciwnik opamiętał się w ostatniej chwili, ale to było trochę za późno. Spróbował odskoczyć w bok, ale zwyczajnie nie zdążył, a kupa stali opadła prosto na niego. Można powiedzieć, że… prawie nie było czego zbierać. Krew zrosiła trawkę.
I jakoś tak cicho się zrobiło. Nikt dodatkowy się nie zbliżał. A Ame, jakby się tak facetowi przyjrzał, to zobaczyłby długie, ciemne włosy zebrane w warkocz i bliznę ciągnącą się przez twarz mężczyzny od zewnętrznego kącika lewego oka aż do linii żuchwy.

Spoiler: pokaż
Shinobu Hiro
Karczmarz
Mężczyzna z blizną


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1340
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Ame » 4 sie 2019, o 14:08

Życie nie jest kolorowe jak tęcza, nie jest czarno białe. W takim razie jakie jest? Ame miał nadzieje, że niebieskie jak w tej piosence im blue da bu dee bu dee da. Sam był niebieski i woda była niebieska, więc jeżeli całe życie jest niebieskie to znaczy, że się do niego to życie dostosowuje, więc jest królem życia. To już krok od występu w jakimś reality show o dziwnych ludziach.
Przeciwnik nie zamierzał dać mu forów, ale nie widział, że Ame gra tylko na jednym i więcej mu nie trzeba. Jeżeli wszystkie chwyty były dozwolone, to atakujący zachował się i tak nadzwyczajnie miło - nie zabił kupców, nie próbował chwytać zakładników mimo nieogaru niebieskowłosego. Wygląda na to, że Hozuki dopuścił się tylu głupich zagrań, że ten go kompletnie zlekceważył i uznał, że pozbędzie się go bez problemu. Prawdopodobnie bardzo się cieszył gdy Rekin wpadał wprost w jego technikę. Ciekawe tylko czy cieszył się przez cały czas jaki mu został do uderzenia czy w ostatnich milisekundach (albo milismażonych boczkach) zrozumiał, że coś jest nie tak i być może Rekin najwyżej jest tak głupi na jakiego wygląda a nie bardziej? Chłopak był zbyt skupiony na ciężarze miecza, do którego najwidoczniej jeszcze nie dorastał i nie do końca zaobserwował ostatnie ruchy tamtego. Na szczęście fizyka związana z atakiem z góry była po jego stronie i pozwoliła mu na gruchnięcie mieczem nie tylko w ziemie, ale też prosto w pechowego użytkownika suitonu. W uszach chłopaka zagościła cudowna cisza, która tym razem nie pochodziła z wnętrza głowy tylko z otoczenia. Można było odczuć tę samą pustkę, którą odczuwa się kiedy ktoś z rodziny wyłączy telewizor, gdy ten gra od rana do wieczora. Miał cichą nadzieje, że ten nie okaże się jakimś nieumarłym demonem i nie wstanie zaraz szukać zemsty. Ociekał kropelkami wody, które stanowiły istotę jego ciała. Oparł się na swoim kawałku żelastwa i z dozą zaskoczenia obserwował to co zostało z niedawnego problemu. Odpowiedział sobie na dwa ważne pytania - woda nie jest w stanie go zabić, za to jego miecz tnie głowy na kącki. No nie do końca głowy, bo widział bliznę szpecącą twarz napastnika, chociaż w jego obecnym stanie ta wydawała się wręcz ozdobą na tle reszty. Chyba ją gdzieś już widział, ale trudno.
- Możecie już chyba wyjść. - rzucił do kupca i woźnicy po odczekaniu kilku minut w ciszy.
- Znasz tego człowieka? - zapytał handlarza, gdy ten był dostatecznie blisko żeby ocenić z kim ma do czynienia. W tym czasie Ame zdecydował się na odzyskanie shurikena, którym wcześniej trafił w nieszczęśnika o ile ten jeszcze się do czegoś nadawał.
- Powinniśmy poszukać koni. - oświadczył po czym ruszył w kierunku, w którym zwierzaki uciekły.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Przez miesiące, patrzył na pełny lili wodnej staw i stawał się świadom, że nie może być to zwykły rekin morski. Element, który zmienił jego charakter to wlasnie wybor bestii. Kiedy wrócił był nieco inny. Nie posiadał jeszcze paktu, jednak już do czegoś się zobowiązał, reprezentowania cechy tego zwierzęcia swoim nastawieniem. - Hakai o Ame.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 628
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 4 sie 2019, o 17:03

Misja C
Ame
35/30+


Obrazek


Życie Amego mogło być w jakikolwiek odcieniu koloru, który sobie wybrał. Mogło być niebieskie jak jego włosy, niebieskie jak woda, którą było jego ciało. Niebieskie jak… jak niebo. Jak morze. Jak rzeka. Proszę bardzo. Świat w odcieniach niebieskiego. Jaki on był? Oprócz tego, że… niebieski?
Kilka minut minęło… bardzo szybko. Ame w tym czasie mógł spokojnie dojść do siebie, mógł też obserwować, jak krew z rozpłatanego barku przeciwnika wylewa się powoli i wsiąka w ziemię. Nie oddychał. Jego życie zostało zakończone jednym, co prawda mało precyzyjnym, ale wyjątkowo silnym ciosem. Może i było co zbierać… Ale po co? Niedługo później dało się słyszeć szelest w krzaczorach i ciche przekleństwo, będące następstwem równie cichego „ała!”. A zaraz z zarośli wychynęła rumiana buźka Shinobu Hiro. Wyglądał na przestraszonego i zziajanego, jakby nie był przyzwyczajony do szlajania się po lesie i to dosyć gęstym. Jakieś pojedyncze gałązki i listki wystawały mu spod różnych części ubrania, chyba naprawdę stoczył walkę. Z natrurą. I samym sobą.
- Wykończyłeś drania? Idealnie – ucieszył się i przyłożył dłoń na wysokość serca, musiał odczuwać prawdziwą ulgę. - Tam dalej nie było nikogo więcej, facet musiał być sam – dodał jeszcze po czym zbliżył się ostrożnie do Amego, jakby chciał spojrzeć w twarz tego, który zakłócił im podróż. Jego mina wyraziła prawdziwe obrzydzenie. Tylko w pierwszej chwili trudno było powiedzieć – krwią czy twarzą trupa. Zaraz jednak wszystko się okazało i… Ame faktycznie dobrze kojarzy. Gdzieś faktycznie widział tę bliznę. - To Kazuki Ao. Widziałeś go rano – ano… to był ten sam człowiek, który podobno groził handlarzowi od dwóch miesięcy. Ten, przez kogo Hiro zdecydował się wynająć ochronę. No i proszę. - A niech zeżrą go dzikie zwierzęta! – jeszcze splunął na trupa, nim razem z Ame ruszyli w stronę traktu.
Konie to jedna sprawa. Wóz to druga. A woźnica – trzecia. Szczęśliwym zrządzeniem losu wszystkie trzy znajdowały się w tym samym miejscu – kilkadziesiąt metrów na wprost, na szczęście widoczni, tak, że nasz niebieskowłosy bohater i jego pracodawca nie musieli się długo namyślać.
- Nu, jak ten paskudny pobieg za wami, to ja hyc na druga strona, koniki spłosone znalazłeh. Trawke se jus skubały. No. To co. Jus sprawa załatwiona, tak? – wyseplenił Kitato-woźnica, właściciel trzech zębów na krzyż. Hiro, cały rozpromieniony, od razu wskoczył na wóz, by sprawdzić, czy wszystkie skrzynie są na miejscu. Były.
Niedługo później mogli podjąć dalszą drogę do celu. I tylko Kitaro coś smęcił pod nosem, aż w końcu, gdy znaleźli się w Kamo, Hiro poklepał go po plecach.
- Kupię ci nowy kapelusz, tak samo słomiany – to udobruchało woźnicę. - Co do ciebie.. Równy z ciebie gość! Zapracowałeś na swoją dolę, trzymaj! – i odliczył z mieszka odpowiednią ilość ryo, by przesypać ją do mniejszego woreczka i podać Amemu. Tłuściutkie, śliczniutkie, mieniące się złotem 500 ryo. - Jakbyś był kiedyś w okolicy i szukał pracy, to wiesz, gdzie uderzyć. No, chyba, że chcesz wracać z nami – a Shinobu nie miałby nic przeciwko, a?
Jednak… To nie on potrzebował ochrony, a jego towar. Czy nie tak to było? A towar był już w swoim miejscu docelowym. To jak będzie?

Misja zakończona pomyślnie

Spoiler: pokaż
Shinobu Hiro
Karczmarz
Mężczyzna z blizną - Kazuki Ao
Woźnica - Kitaro
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1340
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Ame » 4 sie 2019, o 17:48

Może faktycznie lepiej będzie zostawić świat takim jakim go zastano, nawet jeżeli Ame obserwuje go przez niebieskie okulary. Kolory za bardzo się nie liczą. Wszyscy i tak widzą je inaczej.
Kilka chwil, w których oczekiwał na atak reszty bandytów minęło. Pozostali albo nigdy nie istnieli albo uciekli w popłochu widząc to co zostało z ich szefa. Stało się co miało się stać, już niczego nie zmienisz. Miecz się oblał czerwienią i tak dalej. Tak czy siak nikt nie rzucił mu rękawicy.
Po chwili z buszu wyłonił się jego pracodawca. Hozuki miał wrażenie, że był bardziej zmordowany walką z naturą niż on po tej konfrontacji. Kupiec był wyraźnie zadowolony z zastanego stanu rzeczy. Nikt więcej nie będzie go gnębił, to zrozumiałe, że się cieszył. Przynajmniej dla Rekina. Nie reagował na słowa handlarza. Dla niego już jakiś czas temu stało się oczywiste, że facet działał sam. Najlepszym dowodem na to było to, że teraz ze sobą rozmawiali.
- To w taki razie była krótka znajomość. - podsumował fakt, że przeciwnikiem był ten, który rano groził im przy stajni. Ame strzepnął krew z miecza za pomocą energicznego ruchu i umocował go ponownie na plecach. Skoro kupiec nie zamierzał się fatygować żeby ukryć ciało, to on nie będzie tym bardziej. W końcu nikt go tu nie znał, a on sam zamierzał wyruszyć w drogę.
Woźnica też się przydał i odzyskał konie. Do końca podróży chłopak się nie odzywał, z grubsza olewając rozmówki tamtych dwóch. W pamięci zostało mu tylko jedno - słomiany kapelusz. Może jemu też by się taki przydał? Ale nie taki zwykły! Musi wymyślić coś kreatywnego i użytecznego. Pewien pomysł pojawił się w jego głowie, ale ten definitywnie trzeba dopracować.
- Jadę do Sogen. - rzucił gdy przyjmował ciężko zarobione pieniądze. Chętnie wróciłby z kupcem, gdyby nie miał wypłaty w rękach. Następnym razem chłopak powinien zażądać wypłaty w jakiś śmieszny sposób. Dasz mi to, co masz, a o czym jeszcze nie wiesz? Brzmi dobrze.
Po dopełnieniu formalności rozstał się z handlarzem i ruszył na wiedżmiński szlak, prosto do Sogen. Bez żadnego konkretnego celu. Tak chce przeznaczenie.

z/t
Dokąd:Sogen
Czas podróży: 30 min. 17:48 - 18:18
Środek transportu: Piechota ta szara piechota
Przez miesiące, patrzył na pełny lili wodnej staw i stawał się świadom, że nie może być to zwykły rekin morski. Element, który zmienił jego charakter to wlasnie wybor bestii. Kiedy wrócił był nieco inny. Nie posiadał jeszcze paktu, jednak już do czegoś się zobowiązał, reprezentowania cechy tego zwierzęcia swoim nastawieniem. - Hakai o Ame.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 628
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902

Re: Szlak transportowy

Postprzez Rika Kari Matsubari » 2 wrz 2019, o 21:27

A było tak blisko! Rika uwielbiała koniki i wyczuła okazję na kolejną przejażdżkę. Nawet wymyśliła rozsądne argumentu ku temu, jednak Ichi zarządził, że zrobią inaczej. Ciężko opisać smutek i rozczarowanie, jakie jej towarzyszyły. Ichi musiał żyć z widokiem minki zbitego szczeniaczka przez jakieś dziesięć sekund. Po czym spojrzy wymownie na Ichiego. Przynajmniej próbowałam, okej?
Jej towarzysz zszedł z domku i dał jej chwilę na przygotowanie. Ona właściwie nie potrzebowała za wiele. Poprawiła kwiatuszek we włosach i upewniła się, że wszystko gra. Torebkę założyła nie na ramię, a w poprzek klatki piersiowej, by nie bimbała zanadto. Wciąż miała swobodny dostęp do swojego sprzętu. Była gotowa wyjść Ichiemu naprzeciw.
I tak zaczęła się pogoń za Czarnymi Płaszczami. W drodze nie odzywali się do siebie zbyt wiele. Bo niby co mieli mówić? Każde z nich skupione było na kolejnym kroku, na otoczeniu i kontrolowaniu oddechu. Rika na tym etapie nie była jeszcze zbyt czujna. Zgodnie z jej teorią raczej niemożliwe było, aby zatrzymali się tak wcześnie. Minęło jakieś 30 minut, kiedy przodujący Ichi odwrócił się na chwilę i Matsubari mogła ujrzeć jego oblicze w ruchu. Znowu był TAMTYM Ichim, który należy do mafii i... cóż. Pewnie zdolny jest do wszystkiego. A ona była z nim właśnie w jednej ekipie. Zobaczyła też jakby jakiś błysk, jednak po chwili zastanowienia jej myśli znowu uciekły gdzie indziej. To było za mało czasu, by jakoś bardziej rzuciło jej się w oczy. Może tylko się przewidziała?
Rika ku swojemu zaskoczeniu dawała radę. Trudów pościgu nie odczuwała kondycyjnie. Nie jest już tą wątłą, kruchą dziewczynką, na którą trzeba chuchać i dmuchać. Teraz jest wątłą, kruchą dziewczynką, na którą wciąż powinno się chuchać i dmuchać, ale i bardziej zahartowaną w boju i sprawniejszą. To efekt ostatnich treningów i na myśl o tym wyraźnie się uśmiechnęła. I uśmiech ten mógł bardzo szybko zniknąć z jej twarzy (a w zasadzie tak się właśnie stało) gdyby nie Ichi, który wyrwał ją z letargu ostrzegawczym okrzykiem i sprawnym ruchem wyjętej w mgnieniu oka katany powstrzymał lecące w nich kunai'e. Zatrzymała bieg w mgnieniu oka i mimo woli znów jakby nieznacznie się uśmiechnęła. Ichi właśnie strącił dowody na to, że wszystko idzie po ich myśli.
Szef exprzestępca postanowił rozejrzeć się po okolicy. Akolitka kiwnęła mu głową na zgodę i ruszyła w swoim kierunku. Czas odłożyć na bok świetną zabawę i skupić się na tym, co może ją czekać. Nie spodziewała się żadnych mafiozów. Wciąż uważała, że to za blisko. Poza tym... gdyby rzeczywiście tak miało być, gdyby rzeczywiście tutaj byli, to chyba powinni zaatakować po wystrzeleniu kunaiów. Tylko co odpaliło mechanizm? A może nie było żadnego mechanizmu, może powinna się bać i być czujna jak nigdy dotąd!?
Rozejrzała się na wysokości swojej głowy i nieco wyżej. Potem na drzewa. W krzakach na pierwszy rzut oka nic nie było widać, więc zrobiła kilka niepewnych kroków, szukając na ziemi jakichś żyłek czy innych cudaków. Podeszła aż do końca wydeptanej ścieżki i delikatnie rozchyliła rękami krzewy. Jeśli nie zobaczy nic nadzwyczajnego, mimo to wejdzie nieco głębiej, ostrożnie stawiając kolejne kroki. Lewo-prawo. Lewo-prawo. Następnie odwróci się za siebie, wyglądając gdzieś w oddali sylwetki Ichiego.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Szlak transportowy

Postprzez Meijin » 3 wrz 2019, o 22:42

Misja rangi B
19/x


Ichi skierował się w stronę, z której wyprowadzono w waszym kierunku ten podstępny atak. Mężczyzna dla pewności raz jeszcze rozejrzał się po okolicy. Niestety, nic nie znalazł. Jego wzrok nie wyłapał nikogo ani niczego podejrzanego. Nie pozostało mu nic innego jak skierować się w chaszcze, które znajdowały się niedaleko szlaku transportowego. To właśnie tam musiała znajdować się pozycja wystrzelenia kunaiów... przynajmniej tak podpowiadała mu intuicja. Przez kilka minut mężczyzna oglądał każdy możliwy liść, każdą gałązkę, każde zagłębienie w ziemi aż w końcu natrafił w ziemi na ślad jakiejś stopy. Co prawda tylko jeden jedyny odcisk, ale lepsze to niż nic. Nie pozostało mu nic innego niż skierować się w tę samą stronę, w którą zmierzał właściciel tego odcisku. Kilka kroków później okazało się, że śladów jest więcej... Podążanie tym tropem doprowadziło go w okolice drzewa, z którego był idealny przestrzał na szlak transportowy. Ichi zaczął się rozglądać. Znalazł już ślady stóp na ziemi, a także ewidentne ślady wchodzenia po drzewie. Tak więc ktoś musiał się tutaj kręcić, wejść na drzewo, a potem rzucić w was kunaiami. Problem był jeden, nikogo w okolicy nie było... Jedynie te leżące pod gałęzią grudy ziemi. Ichi się nie poddawał. Musiał rozejrzeć się dokładniej.Czyżby był to ziemny klocn?

W tym czasie Rika rozpoczęła swoje poszukiwania, po drugiej stronie traktu. Nie miała w tym takiego doświadczenia, jak zdecydowanie starszy od niej Ichi, z tego też powodu na samym początku trudno jej było cokolwiek wypatrzeć. W szczególności na linii drzew albo na nich samych nie widziała nic podejrzanego, do tego ani żywej duszy. W końcu jednak jej jeszcze troszkę dziecięca ciekawość "zmusiła" ją do głębszego wejścia w chaszcze. Taka decyzja okazała się być strzałem w dziesiątkę. Nie minęło kilka sekund, a dziewczyna zauważyła wyraźne ślady stóp. Jednakowoż nie miała czasu na uradowanie się tym odkryciem, ba, nie miała czasu na zrobienie czegokolwiek, gdyż odezwał się do niej jakiś głos. Bardzo chłopięcy głos. -Odejdź stąd i ocal życie. My chcemy tylko Szkarłatnego Demona, nikogo więcej. To on musi zapłacić za swoje grzechy, nie ty. Głos zdawał się dochodzić znad ciebie, czyżby więc któreś z drzew? Tylko które? Niestety twoja percepcja nie pozwalała na dokładne określenie miejsca pobytu tego potencjalnego przeciwnika, jedyne co ci zostało to przypuszczenie, że chowa się on na którymś z drzew przed tobą.

Tak więc byliście od siebie oddaleni o ładnych kilkanaście metrów. Ani Rika nie widziała Ichiego, ani on jej. Każdy z was robił swoje. Cóż więcej można powiedzieć?

Legenda:
Spoiler: pokaż
-Szef exprzestępca
-????
I z tych nieobecnych:
-Strażnik Kizo
-Twój przyszły chłopak: kucharz


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Meijin
Gracz nieobecny
 
Posty: 64
Dołączył(a): 14 sie 2019, o 11:59
Wiek postaci: 17
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Blady, niebieskie oczy, czarne włosy. Normalna waga i wzrost.
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na prawym udzie. Torba po lewej stronie lędźwi.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=7623&p=123776#p123776

Re: Szlak transportowy

Postprzez Rika Kari Matsubari » 4 wrz 2019, o 20:26

Ichi poszedł w swoją stronę, a ona w swoją. Teoretycznie to ex-mafiozo brał na siebie większe niebezpieczeństwo. To w końcu z jego strony przyleciały kunai'e. Panienka Matsubari nie bardzo wiedziała czego szuka i jak ma tropić. Była w końcu panienką. Na misjach nierzadko wcielała się w czyjąś rolę i czekała, aż ktoś sam się ujawni przeprowadzając atak na nią. Właśnie dotarło do niej, jakie to było wygodne. I to wbrew temu - podkreślmy to raz jeszcze - że Rika jest do przytulania, a nie do bicia. Patrzyła więc początkowo na krzaczki z dystansu, nieco obawiając się niebezpieczeństwa, a nieco dlatego, że najzwyczajniej nie wiedziała jak się do tego zabrać. Jej biała suknia też na pewno nie zaprzyjaźni się z krzaczorami. No ale dobra, wydaje się bezpiecznie...
Weszła więc, ale tam także nie mogła nic znaleźć. Nie wiedziała jak szukać ani czego szukać. Rozglądała się więc zupełnie tak, jakby była na grzybach. Metoda ta przez długi czas nie dawała żądnych rezultatów, w pewnym momencie zauważyła jednak na ziemi tłuściutki odcisk czyjegoś buta. To mogło oznaczać tylko jedno i nawet ona, pomimo świadomości swojego nikłego profesjonalizmu łowcy, była tego niemal pewna.
Ktoś tu był.
Na potwierdzenie nie musiała długo czekać. Ledwie uniosła głowę do góry, a usłyszała głos. Zadziwiająco chłopięcy głos, który "dawał jej szansę" ujścia z życiem, jeśli zostawi teraz Ichiego. Szkarłatny Demon... - powtórzyła w myślach jego pseudonim. Ichi miał zapłacić za swoje grzechy, ale właściwie jakie? Z tego co pamiętała, nie wchodzili w szczegóły jego mafijnej przeszłości. Ona po prostu była i koniec. Potem Ichi wydał swoich ludzi z mafii, odkupując swoje winy na rzecz innej prowincji. Teraz próbował rozpocząć na nowo swoje życie w Ryuzaku. Wierzyła, że mówił prawdę i wierzyła, że ma się to należy. Nie zostawi go, co to, to nie. Ale co ma zatem zrobić? Serce zaczęło jej bić jak szalone, pompując krew i przygotowując ciało do reakcji. Doświadczenie pomagało jej, że głos może być wynikiem zastosowania jutsu. Nie chciała zaatakować i się wygłupić. Zwłaszcza, że nie było wiadomo gdzie są zakładnicy.
-Porwaliście ludzi z osady Ryuzaku no Taki i musicie za to zapłacić. - powiedziała mało przekonującym głosem i... właściwie tyle ją widzieli. Rika mówiąc to odwróciła się tyłem i nie składając żadnej pieczęci, najzwyczajniej znikła. Wyszukała wzrokiem mniej więcej położenia Ichiego i hycnęła unikając przeszkód. Po "wylądowaniu" spróbuje po omacku znaleźć cokolwiek, by utrzymać równowagę i odczekać gorszą chwilę.
-Oni tam są. - powie cicho. Rika nie mogła walczyć z kimś, kogo nie widzi. Nie mogła ryzykować swoich przyjaciół z Restauracji, choć ich życia i tak były już postawione na szali.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron