Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Kraj kupiecki położony na wschód od Prastarego Lasu. Graniczy z prowincjami Midori, Sogen i Kaigan. Ryuzaku no Taki jest znane ze swojego bogactwa i szeroko zakreślonych wpływów - związane jest to z dobrym położeniem i łatwym dostępem do morza, czym nie może się pochwalić Shigashi no Kibu. Kraj ten ma bardzo żyzne gleby i przyjazny klimat, co korzystnie wpływa na jego stan. Na terytoriach tej prowincji, wśród nielicznych pagórków, można też znaleźć główną świątynię Wyznawców Jashina.

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Mai » 28 gru 2015, o 19:07

15/15
Niezapowiedziany znak


Byłeś nie tyle w amoku, co morderczym szale, który prawdę mówiąc nie trwał długo. W Twoim odczuciu trwało to nawet mniej niż pół minuty i tyle Ci wystarczyło, by dać upust swej żądzy krwi w imię słusznej sprawy, kierując się własnymi celami, zdaniem, racjami. Jeśli chodziło o samą dziewczynkę - chciałeś nią rzucić, lecz wolałeś rozprawić się w pierwszej kolejności z tymi, co dopuścili się karygodnego czynu. Grzechu ciężkiego, śmiertelnego. Ruszyłeś w ich stronę jak czarna pantera, królowa dżungli, a Twoje oczy aż lśniły się pod wpływem wściekłości. Zażarta wiara wręcz uciekająca z Twojego ciała jak para sprawiła, że oczy zaczęły Ci krwawić, co tylko dodało grozy Twej aparycji. Śmiałeś się z ich cierpienia jak maniak. Prawdziwy diabeł czerpiący przyjemność z zadawania bólu innym istnieniom, gdzie nie liczyła się dla niego płeć, wiek, pozycja w hierarchii czy cokolwiek innego, lecz sam fakt bijącego serca, które za wszelką cenę powinno zostać zatrzymane. Na koniec jeszcze wykorzystałeś wnętrzności "niewiernych" w "słusznej sprawie", aby jako-tako podreperować stan zwęglonego ołtarza. Kompletnie zapomniałeś przez to wszystko o wcześniej spotkanej, dziwnej dziewczynce, lecz szybko sobie ją przypomniałeś, kiedy w końcu Twe uszy zaczęły być otwarte na otaczający Cię świat, a nie tylko jęki, krzyki, ból i cierpienie oraz szklisto-czerwona posoka sącząca się z ofiar. Młoda, dziesięcioletnia osóbka, pomimo bycia w samych majteczkach, nie wyglądała na jakkolwiek zawstydzoną. Ba! Nawet nie ukazało się jej na twarzy żadne zmieszanie czy inne emocje, mające na celu doprowadzenie do zaczerwienienia się. Kątem oka spostrzegłeś jak klęka przy ołtarzu, zaraz przy Tobie, przy okazji tnąc sobie nieco pazurkami wewnętrzne części dłoni, pozostawiając na nich krwiste symbole Jashina. Złożyła ręce jak do modlitwy, a znak na karku rzeczywiście wyglądał, jakby płonął, albo żarzył się.
- Spisałeś się. Nasz Pan będzie dumny. - to mówiąc, jej wcześniejsze rany, bruzdy i naderwane kłębki włosów zaczęły znikać. Jedno trzeba było przyznać - dobrego miałeś nosa. Nigdy wcześniej nie słyszałeś o tym, aby tacy... hm... ludzie istnieli, lecz ona z pewnością była swego rodzaju kapłanką Jashina - Pan będzie miał Cię na oku, abyś postępował słusznie. - obróciła twarz w Twoją stronę, otwierając jedno oko, które nie dość, iż było absolutnie czarne, białko przybrało koloru czerwonego, to krew z niego ulatywała. Mogłeś się jedynie domyślać o co może chodzić - Czeka na Ciebie kolejna próba. - dodała.


Koniec misji! \o/
Mai
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Kaori » 28 gru 2015, o 22:06

Reiji po skończeniu modlitwy i uczty jeszcze przez jakiś czas klęczał w ciszy przed prowizorycznie odratowanym ołtarzem. Powoli uspokajał emocje, ci niewierni dostali to, na co zasłużyli - śmierć. Był z siebie dumny, że to wszystko zrobił dla Jashina. Gdy większość myśli zatrzymała się, a umysł był cichy i nienaruszony, ponownie spojrzał na dziewczynkę, która bez jakichkolwiek oznak zawstydzenia klęknęła obok niego. Jednak tym razem do głowy nie wdarło mu się pokrętne zdziwienie bądź coś podobnego. Uświadomił sobie, że była ona kimś w rodzaju kapłanki Jashina, a utwierdził się w tym przekonaniu, gdy wydrapała sobie Jego symbole na dłoniach. Dlatego też skłonił pobożnie głowę, obserwując ją i wysłuchując, co miała do powiedzenia. Potem z trudem wytrzymał spojrzenie tego strasznego oka, aż w końcu pokłonił się uniżenie.
- Dziękuję Ci, Władco - zaczął w rodzaju męskim, bo uważał, że przez dziewczę przemawiał sam Jashin. - Zaszczytem dla mnie jest wypełniać Twą wolę, dlatego poddam się każdej próbie, jeżeli tylko mi rozkażesz. - Po tej wypowiedzi trwał dalej w tej samej pozycji, czekając na odpowiedź. W głębi duszy przepraszał także Boga, że chciał wcześniej zranić Jego pośredniczkę.
Kaori
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Mai » 29 gru 2015, o 22:01

Misja D, 1/15
Drugi test, Wytrwałość


Najwyraźniej wszystko wskazywało na to, że pierwszy test, próba, cokolwiek to było - poszło Ci nie tyle znakomicie, co naprawdę dobrze. Nie usłyszałeś ani jednego złego słowa, chociaż chłodny jak arktyczny lód głos, acz miękki i delikatny, mógł wskazywać wiele myśli na temat lekkich niepowodzeń i niedociągnięć. Wszystko mogło jednak się odgrywać tylko i wyłącznie w Twojej głowie, bo pewności nigdy byś nie miał, dopóki cisza nie zamieniłaby się w słowo.
- Twoją kolejną próbą, a raczej jej początkiem, będzie znalezienie mi odzienia zwierzchniego. Ludzki organizm mimo wszystko ma swoje granice, pomijając opokę, którą obdarza nas, wiernych, Wspaniały Jashin. Następnie skierujemy się na północ do malutkiej wioski. Jako kapłanka Jedynego Boga ogłoszę im ultimatum, a Ty będziesz przez całą drogę mnie niósł. Nie mogę chodzić. - stwierdziła na koniec krótko, lecz ton jej głosu ani nie raził w ucho, ani też nie wkurwiał. Było w nim wręcz coś sympatycznego, co z kolei bardziej Ci nie odpowiadało niż zwykły rozkaz. Niemniej jednak wypadałoby nie buczeć na lewo i prawo, nawet pod nosem, skoro jest ona osobą głoszącą prawo boskie. Co z kolei też nie ma swego poparcia w prawdzie - zawiłość i kara za poprzednie czyny - skoro dostałeś raczej pochwałę, aniżeli naganę.
Niebo jakby się trochę rozpogodziło, zwierzęta zaczęły wypełniać okolicę, a nieśmiałe listki wznowiły swój lot ku ziemi, skutecznie odchudzając rozłożyste korony drzew, dając Słońcu więcej miejsca na swe świetlne uśmiechy. Krótko mówiąc - ohyda i nuda. Dla kogoś takiego jak Ty, oczywiście. O dziwo jednak twarz dziewczynki nabrała rumieńców. Wyglądała na bardziej żywą. Cokolwiek to mogło znaczyć w jej, lub ogólnie Waszym Jashinistowskim przypadku. Tylko czemu nie mogła chodzić?... Spytać nie zaszkodzi, lecz czy na pewno chcesz się pokusić o kolejny rąbek tajemnicy odkrywany z chwili na chwilę o tajemniczej dziewczynie spotkanej może i przypadkiem, a może i z woli boskiej, gdzieś w środku lasu? Wiedziałeś gdzie iść, przypominając sobie jej słowa, a w dodatku dobrze się orientowałeś, iż znajdujecie się na skraju i to zaraz przy dróżce. Może jakieś pięćdziesiąt metrów lub więcej. Wszystko na to skazywało. Mniejsza liczba zwierząt w stronę drogi, rzadkie zalesienie i takie tam.
Mai
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Kaori » 30 gru 2015, o 12:14

Misja D [2/15]

Reiji był na siebie zły w duchu, że nie wypełnił woli Boskiej perfekcyjnie, jednak co się stało, to się nie odstanie, prawda? Dlatego klęczał jedynie, pokornie pochylając głowę i wręcz nieśmiało spoglądając na dziewczynkę. Trudno mu było wytrzymać ten wzrok, a także głos, który jednocześnie go koił i przerażał, ale musiał. Musiał to wszystko wytrzymać dla Boga i dla Jego posłannicy. W końcu od jego ziemskiej służby zależała ilość darów od Pana, prawda? Dlatego też wysłuchiwał pokornie kapłanki, nie zamierzając pytać o cokolwiek. W tym momencie pragnął tylko jak najlepiej wypełniać rozkazy, by przychylić się Jashinowi i zyskać sobie Jego łaski. Ale, trzeba przyznać, polecenie było dość nietypowe. Zastanawiał się, dlaczego nie mogła chodzić, skoro jeszcze niedawno przeżyła bez zadraśnięcia takie "katusze". Cóż, nieważne, trzymał się dzielnie swojego postanowienia i nie zadawał zbędnych pytań.
- Zrobię co rozkażesz, Władco, i będzie to dla mnie zaszczytem - powiedział uniżenie i pokłonił się po raz kolejny, aż wreszcie wstał, obserwując przy tym powracającą dobrą pogodę. Po raz kolejny musiał znieść trudy spokoju dla zaspokojenia Władcy. Wierzył, że doczeka się krwi i cierpienia, gdy tylko wraz z kapłanką dotrą do wioski, którą upatrzył sobie Jashin. Więc pomimo tego, że wszędobylskie zwierzęta, słońce bezczelnie przenikające przez korony drzew i rozmaite kolory, którymi wypełnił się świat go denerwowały, powstrzymał się od komentarzy, nawet tych wypowiedzianych w myślach.
W końcu, przeżegnawszy się jeszcze raz przed ołtarzem, otrzepał ubranie ze ściółki i kurzu, po czym ruszył w stronę drogi, by stamtąd skierować się do Ryuzaku no Taki, gdzie zamierzał kupić lub ewentualnie ukraść jakieś odzienie dla posłanniczki Boga. Szedł szybkim, równym krokiem - nie chciał kazać czekać swojemu Panu.
Kaori
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Mai » 30 gru 2015, o 22:56

3/15
Drugi test, Wytrwałość


Mając nadzieje tak wielkie, jak i wiarę, starałeś się wytrwać kolejną próbę, którą zlecił Ci Twój Pan za pośrednictwem półnagiej dziewczynki kapłanki. Powodów, dla których mogła nią zostać, pewnie było tak dużo, jak tylko można było sobie wyobrazić. Generalnie chyba nikt nie wiedziałem w jaki sposób stać się kapłanem lub kapłanką i oczywiście jak rozpoznać bycie kimś takim. Niemniej nie zaprzątałeś sobie zbytnio tym głowy, ponieważ dobrze się czułeś w obecnej skórze, chociaż bycie prawą ręką Jashina było iście obiecujące... Lecz jak wysoko, lub jak nisko w hierarchii stoją tacy, jak ona?
- Dziwne. Co najmniej nietypowe. - zaczęła dziewczynka, którą niosłeś na plecach, choć niezbyt czułeś jej ciężar. Musiała rzeczywiście malutko ważyć, a co najmniej o kilka kilogramów za mało, jak na prawidłową wagę dziesięciolatki z jej wzrostem - Wydawać by się mogło, że jeszcze pół godziny temu jechał tędy powóz. Patrz. - wskazała Ci małym, wskazującym paluszkiem lewej dłoni ślady kół, które były ledwo widoczne, a Ty przedwcześnie nie byłeś w stanie ich dostrzec, ponieważ zajęty byłeś nie tyle wypełnieniem woli boskiej, co samym dotarciem do Ryu i obmyślaniem planu, żeby Cię nagle nie dopadli ludzie nie patrząc, lecz reagując dziwnie na kogoś niosącego(z ich punktu widzenia) kompletnie nagą dziewczynkę. Co prawda nie wyrywa się ona, ani nie płacze, ani w ogóle nie wygląda na jakąś taką pożałowania(oprócz braku odpowiedniej wagi[nie wygląda jak anemiczka i żebra jej nie wystają] i ubrań), lecz nadal mogą myśleć różne rzeczy. Ważne, aby jak najszybciej dorwać dla niej jakieś ciuchy i z powrotem lecieć w drugą stronę. Nie podała Ci w jaki sposób masz je zdobyć, więc najwyraźniej miałeś wolną rękę. Kupić, otrzymać, zerwać z kogoś, ukraść - dla Ciebie samego i Twojej "zdrowej" psychiki najlepszym rozwiązaniem byłaby opcja trzecia i czwarta, lecz to już zależy od Twej woli.
Zbliżaliście się już do czegoś w rodzaju wioski. Tak przynajmniej wyglądało to dla Ciebie, a miejsce te było znane. Prawdopodobnie Ryuzaku no Taki, a w zasadzie obrzeża. Przez cały ten czas w końcu dotarło do Ciebie, iż to, co mówiła o swoich nogach, było niczym innym, jak samą prawdą. Niosłeś ją kilkanaście minut, nieznacznie się tylko męcząc, a mając ręce blisko jej ud udało Ci się(dziwnie to zabrzmi) nie wyczuć jakichkolwiek ruchów mięśni w jej dolnych kończynach. Żadnych skoków, ani nawet skurczy. Dosłownie jakby czucie w nogach spadło jej aż do zera. W dodatku stawały się zimne, pomimo bycia całodobowo muskane świeżymi, słonecznymi promieniami. To, czy zapytasz, leżało tylko i wyłącznie w Twojej gestii, lecz teraz raczej nie będzie na to zbyt dużo czasu, ponieważ w zasięgu wzroku pojawił się niewielki.... ni to obóz, ni to stragan, ot po prostu dwójka kupców urządziła sobie postów trzydzieści metrów od Was(jesteś na skraju lasu) i pięćdziesiąt od Ryu. Chyba napawali się ciszą i spokojem. Jeden był rosły, bo mierzył prawie dwa metry, lecz kapkę chuderlawy i odziany lekko, figlarnie, acz schludnie. Drugi natomiast, spasły do rozpuku, opinał swój brzuch trzema pasami, posiadając przy boku dwie litrowe, drewniane flaszki, od dołu aż do podbrzusza zakrywało go coś w rodzaju sutanny, jednakże pantalony także mu wystawały, kiedy niczym rusałka skakał dookoła ogniska na jednej nodze, śpiewając coś pod nosem. Wyżej zaś, zdobioną wieloma kolorami, aksamitną szatę brudził rozlewanym trunkiem koloru brudnoczerwonego. Istny szał tęczowy opiewał jego nader pulchną osobę. Z wozu rozstawili sobie na bok metrową kapotę, która podparta była dwoma kijkami, skutecznie tworząc cień i miejsce odpoczynku. Obydwaj byli w kwiecie wieku, to samo zresztą ich dwa konie zajęte zżeraniem stosiku siana. Ten wyższy z lekka zajęty był drugą stroną wozu. Nad czymś mocno gdybał.
Mai
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Kaori » 31 gru 2015, o 14:17

Misja D [4/15]

Reiji rzeczywiście nigdy nie słyszał o jakichkolwiek kapłankach tego Wspaniałego Boga. Ba, nawet ani razu nie spotkał kobiety wśród wierzących. Istniały tylko rzesze mężczyzn, podległe Najwyższemu Kapłanowi, który był tak jak reszta podległy Władcy. Taka uproszczona hierarchia, bez udziwnień. A teraz wszystko to się zburzyło, bo poznał jakąś dziewczynkę, która okazała się pośredniczką między Jashinem a wierzącymi. Cóż, przynajmniej tak wierzył, dokładne prawdy nie zdał, jednak nieśmiała logika skrywająca się na dnie duszy została wyparta przez fanatyzm. Dlatego też był dumny. Cieszył się, że mógł pomagać swemu Panu, że mógł nieść ciało, które On sobie przywłaszczył. Nie wysilał się za bardzo, a wypełniał Jego wolę, idealnie, prawda? A więc kroczył szybko, w zamyśleniu, skupiając się też na tym, żeby ktoś ich ewentualnie nie ujrzał. No bo półnaga dziewczynka na plecach dorosłego mężczyzny wyglądała co najmniej podejrzanie, co nie?
Po kilku minutach kapłanka odezwała się. Młody jashinista całkowicie "wyłączył" część mózgu, wręcz z czcią w całości skupiając się na słowach Pana. Gdy je usłyszał, zdziwił się nieco. Rzeczywiście był za bardzo skupiony na rozglądaniu się, by zauważyć, że kroczył po śladach kół. Może gdyby spotkał ich łut szczęścia, udałoby się coś zrabować jeszcze poza wioską. Nie nastawiał się na to w stu procentach, lecz w głębi duszy liczył, że jednak tak się stanie. Tymczasem podzielił się swoimi przemyśleniami z kapłanką.
- Tak, Panie, może, jeśli szczęście nam dopisze, zdążymy coś zrabować przed wejściem do wioski. - Po tych słowach znowu skupił się na tym, żeby jakiś przypadkowy przechodzień ich nie zauważył. Wreszcie ujrzał obrzeża miasta kilkaset metrów od siebie, dlatego nieco zboczył ze ścieżki, krocząc pomiędzy rzadszymi już krzakami i drzewami. W międzyczasie zauważył też jakoby brak jakichkolwiek skurczy czy ruchów w nogach dziewczynki, co wyjaśniało, dlaczego nie mogła poruszać się o własnych siłach. Jednak, tak jak postanowił na początku, nie miał zamiaru się o to pytać.
Tymczasem szczęście się jednak do nich uśmiechnęło. Zatrzymał się na granicy drzew, przyglądając się, powoli i dokładnie, obozowi. W duchu już myślał, co mógłby zrobić tym ludziom, jednak uświadomił sobie, że musiał działać szybko. Ich krzyk mógłby zwabić kogoś niepożądanego, dlatego szybkie morderstwa, szybka kradzież i szybka ucieczka - taki był plan. Właściwie to nawet nie rozważył pokojowych opcji, dostrzegając w grubasie i chudzielcu dwa łatwe cele.
- Poczekaj chwilę, Panie, szybko to załatwię - szepnął, delikatnie sadzając dziewczynkę pod drzewem. Po tym ruszył skrajem lasu tak, żeby w miarę możliwości okrążyć obóz i nie sprawić zbyt dużego hałasu. Gdy tylko dotarł na tyły, szybko jeszcze przeanalizował sytuację i jak gruby akurat był odwrócony plecami do wozu, doskoczył szybko do wysokiego. Wykonał kopnięcie w dół podkolanowy, a gdy tamten się zgiął, zacisnął mocno dłoń na ustach, podrzynając gardło za pomocą sprawnie wyjętego kunai. Jeżeli udało mu się to zrobić w miarę bezszelestnie, bez zwracania uwagi drugiego kupca, to samo powtórzyłby także z nim, w chwili nieuwagi zachodząc od tyłu i tnąc sprawnie szyję. Jeżeli jednak chudy w jakiś sposób krzyknął, jashinista nie dając grubemu czasu na namysł podbiegłby do niego i po kopnięciu w piszczel szeroko ciął nożem przez ciało i twarz. Jeżeli cała akcja zakończyła się powodzeniem, pospiesznie schował kunai do kabury i poszedł przeszukiwać wóz.
Kaori
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Mai » 31 gru 2015, o 17:11

5/15
Drugi test, Wytrwałość


Plan, który obmyśliłeś sobie czysto na poczekaniu, ziścił się prawie w stu procentach. Zaczynając od początku - odstawiłeś ważną osobistość na miękkim, zielonym puchu, gdzieś pod drzewem na skraju lasu. Odchodząc jeszcze widziałeś jak lekko się zaczyna trząść, pocierając swoje malutkie ramionka, lecz i tak stwierdziłeś, że skoro Ci się z pewnością uda, no i że to jest wysłanniczka Waszego boga, to nie umrze tak łatwo, ani tym bardziej nie zamarznie. Kiedy tylko byłeś gotowy - puściłeś się pędem w kierunku celu. Nie trzeba było długo czekać, aż grubasek będzie odwrócony tyłem, bowiem bardzo wesoło i głośno sobie harcował wokół ogniska, śpiewając jakieś dyrdymały o piciu, pieniądzach, ogólnej zamożności i tym podobnych. Z pierwszym chłopem poszło Ci bezproblemowo. Niczym prawowity skrytobójca mianujący się ninją dokonałeś morderstwa w biały dzień i skupiając jego ciężar na sobie - osunąłeś go na ziemię, aby nie robił hałasu upadając. Słyszałeś jedynie buczenie i jakieś jęki, ale ciche, kiedy podrzynałeś mu gardło. W dodatku oślinił Ci dłoń od wewnętrznej jej strony. Gruby natomiast zmęczył się i rzucił w tył pustym dzbankiem, który przeleciał nad Twoją głową i rozbił się jakieś dwa metry za Tobą. Jegomośc momentalnie się obrócił i pijanym wzrokiem wpatrywał w tamtą stronę, nie widząc przy okazji swego towarzysza, który powinien w czymś gmerać.
- Ej! Babaya! *hyp* Dzo tak długo! Kończy się miód, a Ty nawet nie skosztowałeź! - wyczuwałeś w jego głosie mocne upojenie alkoholowe, aczkolwiek sprawności lingwistycznej w takim stanie mogli mu zazdrościć nawet sami władcy krain - No ho! Dzo się czaisz jak b... jak s... niee pamięęętam.. - obecnie chowałeś się za wozem, więc zauważyć Cię nie mógł. Natomiast nawet nie ruszał się z miejsca, pomimo wyraźnego brzdęku wyciągania kolejnej butelki i odkorkowania jej. Niestety co do misji pobocznej - nie widziałeś po tej stronie wozu jakichkolwiek ubrań. Same narzędzia typu młotek, kowadło, imadło, kilka podków, gwoździe i inne takie. Konie były cały czas zajęte swoim siankiem, więc o nich nawet nie musiałeś myśleć.
Mai
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Kaori » 31 gru 2015, o 17:33

Misja D [6/15]

Kurwa, obrzydliwe - zaklął w myślach Reiji, wycierając pospiesznie oślinioną dłoń w trawę. Cóż, mimo wszystko nie szło źle, ale według niego nie szło też dobrze. Działał zbyt wolno, głównie przez tego spaślaka, który ciągle wpatrywał się w miejsce, w którym się ukrywał. Poczekał jeszcze chwilę, ale kupiec nie odwracał się, na przemian pił i wygadywał jakieś mało zrozumiane rzeczy, słowem, wkurwiał. A na dodatek po tej stronie wozu nie widział niczego, co mogłoby się nadawać na ubiór dla kapłanki. Dlatego zarówno przez nerwy, jak i przez to, że tamten najprawdopodobniej nie wiedział co się wokół niego dzieje, jashinista postanowił się nie patyczkować. Wytarł kunai o podłoże i włożył go z powrotem do kabury. Rozprostował palce i ponownie zacisnął w pięść kilkukrotnie, jakby je "rozgrzewając". Cholera, dawno nie używał jakiegokolwiek jutsu, no ale co mogło pójść źle przy tak marnej technice? Uspokoił emocje na tyle ile umiał, by po tym skoncentrować chakrę w pięści, która po chwili zaczęła jakby lekko elektryzować. Na raz wyskoczył zza wozu i pędem zbliżył się do grubasa. Zamachnął się i uderzył go centralnie w brzuch, powodując dość bolesne "kopnięcie" prądem poprzez uwolnienie chakry, w końcu duża część ludzkiego ciała to woda, prawda? Ale jeśli to nie wystarczyło, żeby go powalić, to dodatkowo mocno wleciał w niego, celem wepchnięcia do ogniska. Nie miał czasu babrać się z jakimiś grubasami.
Gdy już było po wszystkim Reiji pospiesznie wskoczył do wozu od drugiej strony, szukając czegokolwiek, co mogłoby się nadać na ubranie. Poza tym zerkał na konie, których mógłby użyć do ewentualnej ucieczki, ale wolał pominąć tę opcję. Nie chciał ryzykować pierwszej przejażdżki bez jakiegokolwiek przygotowania. Niemniej, jego ręce pospieszne przetrząsały ładunek. Nie mógł zbyt długo tam pozostać, bo zapewne zaraz ktoś będzie przejeżdżał, a wtedy mogło być nieciekawie. Owszem, umiał się obronić, ale nie przed kilkunastoma ludźmi i strażami wioski.

Chakra: 88%.
Użyte jutsu: Raiton: Dendō Hando.
Ostatnio edytowano 1 sty 2016, o 20:32 przez Kaori, łącznie edytowano 1 raz
Kaori
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Mai » 31 gru 2015, o 19:37

7/15
Drugi test, Wytrwałość


Prawdą było, iż być może nie używałeś dawno jakichkolwiek technik, lecz nawet to nie sprawiało Ci problemów po uprzednim przygotowaniu się do wykorzystania jednej z nich. Widziałeś wyraźnie, jak chakra, której natłok sprawiający przyjemne mrowienie w dłoniach, przyprawiała Twoją skórę o zgrabne, acz chaotyczne wiązki elektryczności skaczące od palców, aż po przedramię. Nie chciałeś więcej czekać, zresztą technika też nie trwa wiecznie. Zdecydowałeś się na pewny, męski ruch, który położy ofiarę na plecy przy odrobinie szczęścia za pierwszym ciosem. Biegnąć czułeś jak rozszalałe błyskawice nasilają się wokół Twej ręki, co mogło być tylko i wyłącznie dobrą nowiną - jakimś cudem technika wydawała się mocniejsza, niż ją zapamiętałeś.
Mężczyzna ledwo co beknął i prawie się obrzygał, lecz nie było mu dane uczynić tego drugiego, ponieważ po jego ciele rozniosły się wyładowania elektryczne, uciekające z ręki Reijiego w wręcz zastraszającym tempie. Mężczyzna mógł jedynie dostrzec jak gałki oczne grubasa wywijają się do góry, a następnie padł swoim opasłym, ponad stukilogramowym cielskiem obok ogniska. Przeżył. To pewne. Ale bardziej liczyło się, że jest nieprzytomny, a Ty wolałeś teraz sprawdzić wóz. Dobry wybór. Jeden z koni parsknął i smagnął Cię przypadkiem ogonem po twarzy, ale wcale Cię to nie zabolało. Odczułeś to jako rzucenie Ci w twarz garścią liści. Szukałeś i szukałeś, aż w końcu znalazłeś. Nie było to coś dobrego na nią, bo niestety nie wieźli ze sobą dwaj jegomoście kobiecych ubrań, lecz jak się okazało - jedzenie. Byli to zwykli handlarze warzywami i owocami. Koszulka, którą znalazłeś, była cała czarna i dużo za duża jak na nią, co podpowiadało Ci, że jednak będzie pasowało na nią idealnie. Jest niska, drobniutka, więc odzienie takich rozmiarów sięgało będzie kapłance aż do kolan(minus kilka centymetrów. Tak, że widać jej kolanka). Zamaszystym gestem ściągnąłeś coś w rodzaju chudziutkiego, wąskiego paska do kimono od grubasa i uszyłeś z powrotem niemalże przewracając się o jeden z kamieni. Dotarłeś do niej z ogromną koszulką o krótkim rękawku, czarną oczywiście, oraz takiego samego koloru z nutką białego motywu pasek, aby ją przepasać, coby jakkolwiek to wyglądało.
- Pomóż mi. - uniosła ramiona do góry i czekała na Twoją reakcję. No, wypadałoby ją teraz ubrać, bo sama może sobie nie poradzić, a potem ruszać.
Mai
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Kaori » 1 sty 2016, o 15:01

Misja D [8/15]

Reiji ponownie mógł się nacieszyć przyjemnym uczuciem mrowienia, gdy używał tej techniki. Od dłuższego czasu nie był do tego zmuszony, to dlaczego by nie miał wtedy skorzystać? Dodatkowo jej siła była jakby nieco większa niż zapamiętał. Rozpędził się wprost na grubasa i powalił go jednym celnym ciosem w brzuch, uwalniając falę błyskawic z dłoni. Wszystko poszło jak z płatka i mężczyzna padł obok ognika. Niestety przeżył, ale jashinista nie miał czasu go dobijać Pospiesznie wskoczył do wozu i zaczął go przetrząsać. Po dłuższych niż zamierzone poszukiwaniach wreszcie udało mu się znaleźć jakąś czarną koszulę, która wydawała mu się odpowiednia. Wziął ją spomiędzy sterty różnych innych rzeczy i zeskoczył z powrotem na trawę, ściągając jakiś cienki pas z kupca, który fortunnie nie był obrzygany tak jak reszta jego stroju. Po tym wszystkim pospiesznie ruszył w stronę miejsca, w którym zostawił dziewczynkę, po drodze jeszcze potykając się o kamień.
Dotarł na miejsce bez przeszkód i zastał ją siedzącą tak jak wcześniej, ale lekko trzęsącą się z zimna. Na polecenie zareagował natychmiast. Gdy podniosła ręce delikatnie nałożył na nią koszulkę, po czym delikatnie uniósł, by przewiązać biodra pasem. Oczywiście wciąż ją trzymał, gdyż pamiętał o problemie z nogami. Gdy wszystko było już załatwione, nie zacierając nawet śladów zbrodni wziął kapłankę znowu "na barana" i ruszył na północ, w stronę wioski, która została celem Jashina.
Kaori
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Mai » 1 sty 2016, o 18:03

9/15
Drugi test, Wytrwałość


Ubieranie kapłanki poszło Ci płynnie, szybko i bez pomyłek. Co prawda nie musiałeś za bardzo zajmować się podtrzymywaniem jej, coby miała upaść, bo sama się Ciebie na wszelki wypadek trzymała, lecz przezorny zawsze ubezpieczony, a Ty z takiego właśnie założenia wychodziłeś. Szło Ci to na tyle dobrze, że sam się zdziwiłeś. Może pomimo braku takiego w miarę przyziemnego kontaktu z dziećmi, czyli wykluczając z tego patroszenie ich i zjadanie, to może i byłby z Ciebie dobry ojciec, a przynajmniej wystarczająco zaradny dla dziesięcioletniej córki. Dziwnej córki, he.
Dwójka "nowo poznanych" wyznawców Boga Śmierci ruszyła w kierunku wcześniej wyznaczonym przez tą młodszą. Mieli oni przed sobą całkiem spory kawałek, bo nawet ze pięć kilometrów. Bądź co bądź Jashinista liczący czterdzieści-sześć lat musiał kilka razy przystawać, lecz bardziej po przebyciu pierwszej połowy dystansu, ponieważ pomimo małego ciężaru, jakim raczyła go zaszczycić kapłanka, pozycja była ta jednak niewygodna, no a poza tym po jakimś czasie nawet jej kilogramy robią swoje. Jedno było pewne - ściemniało się. Może nie jakoś drastycznie, lecz za godzinę lub dwie miał być zachód słońca. Reiji jednak nie musiał się nie wiadomo jak spieszyć, bo już na horyzoncie widział wioskę, o której wcześniej pouczyła go dziewczynka. Wiedział, że to ta, bo jeszcze dziesięciolatka wskazała na nią swym małym paluszkiem.
- To tutaj. Jak już wejdziemy do środka i dotrzemy do kaplicy - zsadzisz mnie z pleców i będziesz podtrzymywał, aby jako tako stała na nogach. Wtedy przedstawię im ultimatum. Będziesz musiał też ich zwołać. Jeśli się nie zgodzą - będziesz musiał zareagować. Zabijesz kapłana ich fałszywego boga na oczach wszystkich. Jeśli tak - wszystko pójdzie zgodnie z planem i zostanę tutaj, aby ich nauczać. - czułeś w dodatku, jakby była z lekka zmęczona, chociaż nie wiesz czym. Świtało Ci jedynie, że jej młode ciało jest nie do końca przystosowane do niesienia takiego ciężaru, jakim było głoszenie i działanie w imieniu Jashina. Nie było Ci jednak jej żal. Co to, to nie. Bardziej Cię jedynie zastanawiało "czemu". Czemu pokusiła się o taki swój los? A może to nie było jej decyzją. Tak czy siak - uczucie gęsiej skórki, którą mogłeś wyraźnie wyczuć dotykając jej nogi, zniknęło. Dobry znak. To oznacza, że Twoje wcześniejsze starania się opłaciły.
Mai
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Kaori » 1 sty 2016, o 18:29

Misja D [10/15]

O dziwo, pomimo tego, że wcześniej nie był zmuszony do ubierania dziesięciolatki, poszło mu bardzo sprawnie. Nie przewróciła się ona, nie udusił jej ani nic z tych rzeczy. Po prostu założył koszulę i obwiązał pasem bez większych problemów, przez co po raz kolejny był z siebie dumny, że tak dokładnie wypełniał Boską Wolę.
Chwilę po tym wypełniał ją dalej i z czcią "założył" dziewczynkę na swój kark, by potem szybkim, zdecydowanym krokiem ruszyć na północ, gdzie znajdował się ich kolejny cel. Niestety perfekcja się skończyła. Po przebyciu około dwóch kilometrów co raz częściej musiał przystawać, ponieważ kapłanka po prostu uwierała go, a ręce zaczynały boleć od ciągłego przytrzymywania nóg. Nie skarżył się jednak, a ponadto starał się ograniczać przerwy do minimum. A jak już się jakaś zdarzyła, to czekał maksymalnie kilka minut, by jak najszybciej wykonać rozkaz Jashina. Powoli się także ściemniało, co dopóki nie widział wioski na horyzoncie nieco go martwiło, ale gdy tylko pojawiła się wszystkie obawy minęły. Zdążyli na czas i mieli jeszcze jakąś godzinę albo dwie do zachodu słońca, czyli wystarczająco, by ogłosić wiosce ultimatum. Gdy tylko zdał sobie z tego sprawę, kapłanka odezwała się ponownie, a jego umysł znów skupił się jedynie na jej słowach, praktycznie ignorując pozostałe bodźce. Z uwagą ich wysłuchał i postarał się zapamiętać, a gdy ta skończyła swą wypowiedź kiwnął głową i dodał na potwierdzenie:
- Tak jest, Panie. - Tyle w jego opinii wystarczyło, by okazać swoje uniżenie. Nie zamierzał się tak jak niektórzy inni wyznawcy bawić w zawiłe ciągi słów. Używał ich tylko w modlitwie, a tamci używali ich po to, żeby usprawiedliwić przed Bogiem swój brak lojalności. Przynajmniej w jego fanatycznej opinii.
Tymczasem przyspieszył nieco, chcąc jak najszybciej wejść do wioski i ponownie zobaczyć przerażenie w ludzkich twarzach, gdy usłyszą ultimatum Wspaniałego Boga. Całkowicie ignorując spojrzenia ludzi, którzy dziwili się widząc mężczyznę niosącego dość dziwnie ubraną dziesięciolatkę, ruszył wgłąb, szukając wzrokiem kaplicy. Gdy wreszcie udało mu się to, bezceremonialnie wszedł do budynku, po czym stanął w przedsionku tak, żeby niektórzy ludzie z zewnątrz także go słyszeli. Sycąc się ich zaskoczeniem zawołał donośnie:
- Wy, marni mieszkańcy ludzkiego padołu, niewierni i grzeszący przeciw Jedynemu i Prawdziwemu Bogu Jashinowi, wysłuchajcie Jego Woli, albowiem tylko Ona jest słuszna. - Jeżeli ktoś coś szeptał w kaplicy całkowicie to ignorował. Po wypowiedzeniu tych słów zdjął dziewczynkę i postawił ją po swojej lewej, podtrzymując delikatnie, by nie upadła. Prawą rękę miał w gotowości, gdyby musiał sięgnąć po broń.
Kaori
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Mai » 1 sty 2016, o 20:01

11/15
Drugi test, Wytrwałość


Zaraz po wejściu do miasta zaczęły się szepty. Nie było Ci dane ich dosłyszeć, lecz mogłeś się jedynie domyślać, że jest tutaj tak, jak w każdej innej wioseczce - szepty przyjemne, neutralne, a tych złych więcej niż pierwszych dwóch razem wziętych. Niemniej postąpiłeś tak, jak na posłańca przystało - ignorowałeś je. Od jednych można było popaść w samozachwyt, od innych natomiast wpaść w szaleńczą furię, a furiaty raczej Jashin by w tym momencie nie potrzebował. Kapłanka za to obserwowała. Bacznie lustrowała swymi pięknymi, dziecięcymi oczkami teren dookoła, aby nie tylko wyszukać kaplicę, lecz także rozeznać się w terenie. Poszło Ci mimo wszystko całkiem sprawnie pierwsze zalecenia kapłanki. Jedni z zaciekawienia, inni aby oczernić, zaś ci ostatni "bo po prost ktoś woła, to idę chopie".
- Przybyłam do Was ja, kapłanka Boga Śmierci, Pana Losu każdego z Was, niewiernych, wiernych i wciąż szukających. Wraz ze mną jest jeden z wyznawców, uniżony sługa Wspaniałego Jashina, jedynego słusznego boga. Prowadzi on tryb życia taki, jaki nakazuje sam Wszechmogący, zaś wypełnianie woli boskiej odpłaca mu się po stokroć. - jej młody, aksamitny głosik opiewaj uszy słuchających i koił skołatane nerwy, zasiewając przy okazji ziarnko niepewności oraz wątpliwości - Przybyliśmy do Was w woli boskiej, która nakazuje nam sprostanie trudowi wiary. Wam zaś, wola boska, nakazuje ukorzyć się i poddać jedynemu słusznemu bogowi, jakoby nie ukarał Was bólem, upokorzeniem i niekończącym się cierpienie. Ta wioska ZOSTANIE oczyszczona. Albo przez Wasze poddaństwo, albo przez rozlew krwi. Wasz kapłan będzie od dzisiaj nie tylko praktykował, lecz także nauczał Was woli Jashina, Boga Śmierci i kowala Waszego marnego losu, pod moim skromnym okiem. Wybór należy do Was. - na twarzach niektórych było widać rozpacz, inni zaś kierowali się nutką zadowolenia, lecz zdecydowana większość ukazywała złość i gorycz. Kapłan obecnie nie miał zdania. Był jedynie przerażony, lecz nie przychylał się do jakiejkolwiek odpowiedzi. Kilkoro wieśniaków wzięło widły, inni za to noże kuchenne. Było słychać pogardliwe szepty typu "Szarlataństwo!", "To obraza!", "Herezja...", lecz nie obeszłoby się także bez szeptu dziewczynki, mówiącej Ci "Naszym zadaniem nie jest wyplewić miasto doszczętnie. Swoje dusze na ucztę Jashina oddadzą tylko ci, co sprawiają problemy.", a takich osób było dziesięć.
Mai
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Kaori » 1 sty 2016, o 20:31

Misja D [12/15]

Reiji, tak jak postanowił przy wchodzeniu do wioski, ignorował wszystkie szepty czy to przychylne, czy to neutralne, czy też negatywne. Po prostu szedł szybkim krokiem, wypatrując kaplicy, a gdy do niej dotarł wszedł do środka i skupił wzrok wszystkich na sobie, po czym kapłanka ogłosiła Wolę Bożą. Także słuchał jej z zapałem, a gdy skończyła mówić spodziewał się wiwatów i szybkiej uległości. Niestety przeliczył się. Na większości twarzy ujrzał złość i momentalnie zapragnął ich wszystkich pokarać za znieważenie wysłannicy Jedynego Pana. Właściwie już miał to zrobić, gdy nagle usłyszał jej szept, który kazał zająć się tylko tymi, którzy sprawiali najwięcej problemów. Cóż, niestety musiał się ograniczyć w takim razie, ale nie mógł sprzeciwić się zaleceniom Władcy.
- Zrozumiałem, Panie - odszepnął i posadził dziewczynkę przy ścianie, po czym zwrócił się do ludzi. - Za znieważenie Boga ci z was, którzy najbardziej wykrzywili swoje marne mordy, zostaną ukarani. - Po tych słowach uniósł dłoń nad głowę i ponownie skupił w niej chakrę. Ponownie także poczuł delikatne mrowienie, ale tym razem energia nie ograniczyła się do dłoni, acz rozeszła się po całym ciele, tworząc swego rodzaju powłokę z elektryczności. Uśmiechnął się, widząc prawdopodobne zdziwienie na twarzy tych ludzi. O tak, zabawę czas zacząć - pomyślał jeszcze i natychmiastowo ruszył sprintem do pierwszej ofiary. Jak na standardy shinobi nie był zbyt szybki, jednak dla cywili mógł się poruszać wręcz niespodziewanie szybko. Każdemu z "buntowników" miał zamiar wymierzyć sprawiedliwość poprzez silne kopnięcia i uderzenia, które wzmocnione Raitonem powodowały u nich mocne poparzenia, paraliż lub, w skrajnych przypadkach, omdlenie. Powłoka "odbijała" też ewentualne ciosy obrońców. Jeżeli wszystko powiodło się, Reiji wrócił na swoje miejsce przy kapłance i dezaktywował technikę, patrząc groźnie na zgromadzonych.

Chakra: 76%
Użyte jutsu: Raiton: Hiraishin.
Kaori
 

Re: Gdzieś na zachód od wioski, głęboko w lesie

Postprzez Mai » 1 sty 2016, o 21:27

13/15
Drugi test, Wytrwałość


Ludzie rzeczywiście byli zszokowani. I to nie tylko psychicznie. Co prawda mieli już do czynienia z ninja wszelakiej maści, zarówno w pozytywnych, jak i negatywnych kwestiach, lecz na pewno nie było to chociaż trochę widowiskowe, jak to, co Ty tutaj ukazałeś. W jednym momencie nawet iskry od Ciebie poszły, jak tylko cała powłoka rozlała się po ciele. Ruszyłeś pędem, przy okazji wzmacniając wiązania skaczące po Twojej skórze i ubraniu to tu, to tam. Zwykła kolejność zdarzeń. Najpierw pierwsza osoba, babka w wieku średnim, padła pod wpływem ciosu w podbrzusze, lecz nie umarła. Po prostu osunęła się na ziemię jeszcze trochę dygocząc, bo mimo wszystko zemdlała ze zbyt dużej ilości paraliżu. Cios i elektryczność razem tworzyły zabójczą mieszankę. Kilku kolejnych po prostu zamarło ze strachu, lecz niektórzy dołączyli do - khem - opozycji. Musiałeś się z nimi rozprawić, lecz raczej nie sprawiłoby Ci to żadnego problemu. Kątem oka widziałeś, jak kapłan stoi obok dziewczynki i z niedowierzaniem patrzy na całą akcję. Wygląda też na takiego, co zmiękł, ale zabrakło mu języka w gębie, aby się wypowiedzieć, uspokoić i ustawić do pionu podda-... niewiernych.
- D-...dosyć... - burknął pod nosem, a pierwsza kropla potu zaczęła swą powolną, smutną wędrówkę od skroni w dół twarzy. Ty natomiast kontynuowałeś swe dzieło z poleceń kapłanki. Każdy jeden padał jak mucha od packi, lecz co kolejny to bardziej rosły. Phi! Co to niby za wyzwanie dla ninjy! Dwóch umarło, ponieważ spotkanie Twej pięści z ich splotami słonecznymi przyprawiło ich o brak tlenu na zbyt długo. Ty się z tego cieszyłeś, a co do wieśniaków - mało Cię to interesowało. Zadanie było jasne i klarowne - pozbyć się tych, co utrudniają. Jednakże dopiero teraz, kiedy w końcu odezwał się w miarę odważnie kapłan, cały tłum się uspokoił.
- Dosyć! Nie potrzebujemy w-więcej rozlewu krwi! Nie tutaj!... Wybaczcie nam... - spojrzał na kapłankę, zaś ta, kierując na niego swój wzrok, którego Ty sam doświadczyłeś, nie ukazała żadnej emocji. Dosłownie jakby kazała mu mówić dalej, samym swoim wyrazem twarzy rozkazując "Kontynuuj." - Nie wiedzieliśmy, że źle kroczymy przez nasze dni i codzienne znoje, a wiarę objęliśmy po pewnym mnichu z południa. To on nauczył naszą wioseczkę wszystkiego, co zgłębił. Jednakże! Jeśli taka jest prawdziwa wola boska, to z pokorą przyjmujemy prawdziwą wiarę... - to mówiąc ukłonił się, a wieśniacy zaczęli robić to samo.
- "Idź, mój synu!" - odezwał Ci się głos w Twej głowie - "Naznacz ich i pomóż im zrozumieć!" - ponownie rozgrzmiał potężny, barytonowy, niecierpiący sprzeciwu głos, mający na celu ruszyć Twoim ciałem, które mimowolnie drgnęło, lecz nie wiedziałeś już czy ze strachu, zdziwienia, zachwytu czy jeszcze czegoś innego. Jedno było pewne - zstąpiła na Ciebie łaska dokończenia dzieła.
Mai
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość