"Ī tabemono" Ryokan

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 18 maja 2019, o 18:00

Misja C
5/45


Oj, chyba rzeczywiście robił się za stary do tej roboty. Dom, żona, rodzinne ciepełko? To były nawet zabawne marzenia jak na shinobiego, w końcu im najczęściej w głowie było coś zupełnie innego! Pieniądze, władza, potęga swoja i klanu, zemsta albo szukanie sprawiedliwości - to były rzeczy, które zazwyczaj ich interesowały! A rodzina? Wychodziła im jakby przypadkiem, przy okazji. Może dlatego tyle ninja ginęło młodo, zanim zdążyli osiągnąć pełnię potencjału i dojrzałości?
Ale czas uciekał, swoją drogą. Jeszcze parę lat i w końcu żadna panna nie zechce takiego staruszka i pozostaną mu kobiety takie jak kelnerka w Szkarłatnej Spelunie, która nie porażała urodą ani wdziękiem. A teraz.. Jeszcze dziewczyny się do niego śmieją i nie traktują jak podstarzałego oblecha.
Jednak rzeczywistość dość sprawnie odwróciła jego uwagę od tego bujania w obłokach. Dziewczynka na kuckach powolutku przesuwała się w kierunku Sabaku, który postanowił udawać przed matką, że nie widzi ani jej ani bąbelka. Parę osób na jej wezwanie pokręciło głowami, nawet kelnerka pospieszyła do kobiety by powiedzieć jej, że będą się za małą rozglądać, ale gdyby tu była to przecież na pewno ktoś by to zauważył. Na słowa Kuroia dziewczyna podniosła się wdzięcznie i dała mu znak ręką, że słyszała i przyjęła do wiadomości. Nawet właściciel wychylił się z zaplecza, przejrzał salę i uśmiechnął do staruszka zanim znów się schował, jak żółw do skorupki.
Zrezygnowana kobieta wycofała się, przepraszając za zamieszanie, a malutka odezwała się zza pleców Piaskowego.
- To nie jest moja prawdziwa mama - oświadczyła ze złością swoim piskliwym, dziecięcym głosikiem - Moja prawdziwa mama by mnie znalazła od razu, bo ma magiczne oczy. Tak opowiadała mi babcia - dodała z dumą, lokując się na ziemi pod stolikiem, obok nogi Kumy. Mogło to wyglądać przez to trochę śmiesznie, jakby miał gadający stolik, ale na szczęście mała mówiła cicho i pozostawało to między nimi. Gorzej gdy staruszek zechce odpowiedzieć, wtedy to on będzie wyglądał jakby gadał sam do siebie.
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 18 maja 2019, o 18:38

Dziewczynka była swoistą zagadką - co tu robiła, czemu nie chciała, by rodzicielka ją znalazła? Może to był kolejny kapryśny bachor, który po prostu stwierdził że zabawi się ze swoim rodzicem? Tak sądził, więc postanowił pobawić się chwilę w tą przedziwną zabawę. Zrezygnowana matka poszła dalej szukając swojej pociechy. Tylko co dalej? Przecież nie zajmiesz się nią, pójdziesz sobie gdzieś w cholerę, a ta mała będzie dalej się błąkać... - odezwał się w nim jakiś głos, możliwe nawet że rozsądku, bowiem mówił całkiem sensownie. To jednak nie był jego problem, to nie on narobił sobie dzieciaków. Może dlatego właśnie ciągle uciekał przed osadzeniem się w jednym miejscu - nie chciał odpowiedzialności, która spoczywa na Tobie w momencie, gdy podejmiesz tę decyzję. Ile rzeczy ogranicza cię w momencie, gdy stwierdzisz że to najwyższy czas i wypadałoby założyć rodzinę? Nie ruszysz nigdzie bez zaplanowania podróży, nie wyjdziesz tak po prostu, gdy ktoś będzie cię potrzebować. Z jednej strony wiesz, że masz na kim polegać, z drugiej zaś cóż... kula u nogi zawsze będzie ciążyć, niezależnie od tego jak wielka będzie.
Dziewczynka podeszła bliżej niego i usadowiła się tuż obok jego nogi. Zerknął odruchowo w to miejsce, chociaż nie było widoczne bo tak na drodze miał jeszcze stół.
-Magiczne oczy? - powtórzył bezwiednie, chociaż na tyle cicho, by nikt nie zwrócił na to uwagi. Bardziej jakby gadał do siebie, jakby analizował coś w swojej mózgownicy. Jakby nie patrzeć tak właśnie było, bowiem mama dziewczynki musiała być shinobim, albo przynajmniej kimś posiadającym dosyć niecodzienne zdolności. Problem miał jednak taki, że nie wiedział co dalej. Dziewczyna była tuż obok niego, bez matki, do tego ktoś się podaje za nią i jeszcze nie ma za bardzo jak się pogadać, by nie wyglądać na obłąkanego. Kuma wyciągnął z plecaka zeszyt, a chwilę później ołówek. Ułożył na stole i miał już coś pisać tylko zdał sobie sprawę, że takie dziecko pewnie nawet nie potrafi odczytać literek, a co dopiero ułożyć z nich jakiś większy sens. Zerknął w lewo, w prawo, nikt nie widzi? - zepchnął ołówek pod stół, gdzie siedziała dziewczynka, oczywiście by podnieść narzędzie do pisania, jakżeby inaczej!
-To gdzie ona jest w takim razie malutka?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1093
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 18 maja 2019, o 20:40

Misja B
7/45


Ha, czy nie zawsze tak było? Człowiekowi marzyła się czy rodzina czy pozycja w rodzie albo inne przywileje, ale za nimi zawsze szły obowiązki oraz odpowiedzialność, z której należało zdawać sobie sprawę. Może dlatego teraz właśnie Kuroi zamiast być Sentokim gdzieś w Kinkotsu z żoną i gromadką dzieciaczków siedział w karczmie w Shigashi oglądając się za kelnerkami, jako doko swojego klanu i gadał z obcym dzieciakiem z niewiadomo jakiego powodu? Po prostu bał się odpowiedzialności?
Dziewczynka spojrzała na niego zdziwiona kiedy ten schylił się pod stół żeby z nią porozmawiać. Cóż, tak mała istotka mogła nie rozumieć, że mężczyzna gadający do nikogo mógłby wyglądać dziwnie, a nurkowanie pod stół już takie nieco było. Ale też nie wykraczało najwyraźniej zbytnio poza przyjęte zachowanie, bo nie była też bardzo przejęta tym, bardziej zaciekawiona. Bardziej zaaferowana była swoją matką, o którą to piaskowy dziadek zapytał, wywołując lawinę słów.
- Jest w szpitalu, bo jest bardzo bardzo bardzo chora i to już bardzo długo i czasem do niej chodzę, ale rzadko, bo tatuś się złości jak babcia mnie tam zabiera i ona mówi, że to nie jest moja mamusia tylko powiedziała o mniej bardzo bardzo bardzo brzydko i zabroniła mi powtarzać, ale ja powiem Panu, tylko bardzo bardzo bardzo cichutko - dziewczyna nachyliła się do chłopaka - Babcia powiedziała, że ona jest dziwka, ale nie powiedziała co to znaczy, tylko żeby nie powiedzieć tatusiowi. Ale Pan to nie tatuś, prawda? I czasem jest bardzo bardzo bardzo zła na tatusia, bo powiedziała, że nie można zostawiać mamusi, bo jest bardzo bardzo bardzo chora i to bardzo bardzo.. - dziewczyna się zapowietrzyła, złapała głęboki wdech i dopiero wróciła do wypowiedzi - niedobrze - dokończyła z westchnięciem. Nagle Kuroi zobaczył czyjąś parę butów i ciche odchrząknięcie tuż przy stoliku. Nie stała jednak przy nim Kaori, jak można by się spodziewać, a brat karczmarza, patrzący na niego wpół rozbawionym, wpół zaciekawionym wzrokiem.
- Może przyniosę jakiegoś dango.. Tak na osłodę dnia? - rzucił, przymrużając jedno oko.
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 18 maja 2019, o 20:54

Gdy próbujesz zachowywać się normalnie, udawać że nie jesteś po prostu kolejnym świrem, który chodzi z pojemnikiem na piasek po wioskach, który nie wyróżnia się wiekiem na tle całej reszty bachorów, i kiedy próbujesz skrycie zerknąć do dzieciaka, ale ten zaczyna swoją opowieść, która zdecydowanie jest za długa jak na zwykłe podniesienie ołówka. Kuroi musiał więc spędzić tam chwilę, wysłuchując historii o chorej matce. Choroba cóż... no przykra sprawa, a jeszcze gorsza, jeżeli rodzina nie za bardzo chce ze sobą współpracować i wychodzi z tego taki oto potworek. Nie wyjaśniało to jednak jednej rzeczy, czyli co takiego robi tutaj ten berbeć i czemu nie jest z babcią, ojcem czy kij go wie jeszcze z kim. Chciał uspokoić dziewczynkę, by nie nawijała jakby ją nakręcili, ale usłyszał dźwięk. Chrząknięcie - od razu wyrwał się spod stołu z ołówkiem w ręku, zupełnie jakby to miało być jego wyczyn roku. Zrobione, już więcej nie potrzeba, mogę iść położyć się spać i obudzić znowu za rok.
-Ha! Mam! - wykrzyknął uradowany pokazując bratu karczmarza ołówek znajdujący się w jego ręku - A poproszę, przyda się. Jeżeli możesz, to przygotuj jeszcze pokój. Powoli robi się późno, a nie chcę tu przesiedzieć nocy - dodał bez żadnego "panie" ani nic w tym rodzaju. Uratował mu cztery litery, pomógł z hazardem, więc miał do tego prawo. No i jeszcze uratował mu życie, ale to akurat drobnostka, bo kto by się nim przejmował. Miał jednak problem taki, że dziewczynka nadal znajdowała się pod spodem i musiał ją stamtąd jakoś wydostać. Musiał ją zabrać do rodziny, najpewniej do matki, bo ta skoro chora, to nie powinna się nigdzie wybierać. To wydawało się najrozsądniejsze wyjście z tej sytuacji. Pytanie tylko komu i do czego była potrzebna malutka? Czyżby dziewczynka także miała owe magiczne oczy i potrafiła odnaleźć swoich? Gdy tylko brat karczmarza odszedł kawałek, Kuroi znowu się schylił pod stół i rzucił krótko
-Gdy tylko stąd pójdę, chodź za mną, dobrze? Zabierzemy Cię do mamy, nie martw się. - uśmiechnął się do niej i wyszedł spod stołu, by dokończyć spokojnie to, co mu zostało na stole. Miał tylko nadzieję, że nic się nie stanie i dziewczynka nie wpadnie w jakąś histerię. W sumie jak na zagubione dziecko była bardzo spokojna, nawet za spokojna jeżeli Kuroi miałby być szczery. Zwykle takie bachory drą się wniebogłosy, że słychać je na drugim końcu wioski. A tu proszę, taka niespodzianka.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1093
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 18 maja 2019, o 21:39

Misja B
9/45


Kuroi wyrwał się spod stołu jak, nie porównując, 17latek złapany z ręką w spodniach i równie ciekawą miał wymówkę. I w sumie w obu przypadkach wyszło niezręcznie, choć oczywiście nikt Niedźwiadka nie podejrzewał o to, że molestuje się pod tym stołem. Chociaż, kto go tam wiedział, co robił tam tyle czasu i dlaczego słuchać spod niego jakiś popiskujący głosik? Na pewno nie pytał o to brat karczmarza, który po pierwsze, z zawodu zapewne zdążył już się nauczyć, że paplanie językiem na prawo i lewo o klientach nie jest grzeczne i nie przysparza większej ich ilości, a po drugie to miał olbrzymi dług wobec mężczyzny. Taki, że nawet jeśli słyszał dziewczynkę i nawet jeśli wymówka Kumy była absurdalna to i tak by się o nic nie zapytał. Był na takiej fali wdzięczności, ze pewnie nawet gdyby ten przyniósł mu do karczmy trupa to ten by tylko zapytał gdzie go zakopać. Dlatego bez słowa pokiwał głową i po odłożeniu miski z ramen, który zamówił wcześniej, skierował się w stronę kuchni i dziewczyn, by wydać im kolejne polecenia. Kaori tęsknie spoglądała na niego z drugiego kąta sali, ale musiała się zajmować własnymi obowiązkami, choć pewnie z chęcią pościeliłaby łoże piaskowemu dziadkowi.
Kiedy Kuroi rzucił swoje do dziewczynki, to ta niemal nie zaczęła piszczeć z uciechy, ale szybko urwała. Ludzie spojrzeli się na Sabaku dziwnie, ale co mieli poradzić, najwidoczniej mu się odbiło czy coś. Nie minęło wiele czasu, aż zjawił się ponownie z dango i informacją, że pokój jest gotowy. Pytanie brzmiało jak staruszek zamierzał przetransportować dziewczynę tak, by nikt jej nie zauważył? A może zamierzał zwyczajnie dać jej wolną rękę? Do tej pory nieźle jej szło to ukrywanie się przed wzrokiem innych jakby nie patrzeć, prawda? Ale była spokojna, nie darła się, co dobrze wróżyło na dalszą współpracę. Co prawda co jakiś czas kiedy jadł to go szturchała w nogę, chyba niechcący, ale to była raczej mała cena za milczenie, prawda? Pozostała tylko kwestia wyjścia z lokalu tak by nikt nie zauważył.
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 18 maja 2019, o 22:14

Cóż, gdyby miało tutaj dość do jakichkolwiek rękoczynów, to raczej Kuroi nie schylałby się pod stół. Żebra chcąc nie chcąc mimo że pomagały utrzymać cały tors w jakimś większym ładzie, tak w niektórych czynnościach po prostu przeszkadzały i staruszek - co tu dużo mówić - po prostu by się tak nie zgiął. A były przecież łatwiejsze sposoby, nieprawdaż?
Karczmarz, a konkretniej jego bezimienny brat był miły, nie komentował niczego po prostu zrobił swoje. Tego w sumie powinno się wymagać od karczmarza. Czasami nie powinni mówić za wiele, po prostu robić swoje. Niektórzy potrzebowali rozmowy, wtedy też siedzieli za barem i wylewali swoje gorzkie żale, które nikomu w sumie nie były potrzebne. Ci jednak, którzy zasiadali przy stolikach woleli, by ich prywatność nie wyszła spoza tego ograniczonego obszaru. Przyjął dango, podziękował skinięciem głowy i usiadł wygodniej, by przyjrzeć się karczmie. Był już wieczór, ludzi nie powinno być tak wiele, a skoro malutka dodreptała aż tutaj, to powinna dać sobie radę przedostać się do pokoju, prawda? Dziabnął jedną kulkę i żuł ją rozmyślając jakie ma opcje do wyboru. Nie było tego za wiele, więc musiał zdać się na to, że dziewczynka da sobie radę sama. Jak przystało więc na odpowiedzialnego dorosłego wszystko zrzucił na karb dzieciaka. NIECH SE RADZI! Skoro nie potrafi dojść do pokoju tuż za nim, to jak miał ją przetransportować bezpiecznie do matki? Dotarła tutaj, to dotrze i tam! - takim oto sposobem Kuma wszystko sobie wytłumaczył i... czy trzeba było coś więcej dodać? Dumny z siebie dokończył posiłek ignorując szturchanie. Młodziutka spokojnie, tutaj dorośli robią dorosłe rzeczy i dzieci się nie wtrącają teraz - powiedział jego wewnętrzny głos, którego nikt nie mógł usłyszeć, a jeśli potrafił, to miał coś nie tak z głową. Wsunął ostatnią kulkę do ust, odbeknął sobie i odsunął krzesło. Dziewczynka miała swój znak, na który powinna zacząć działać! W razie czego Kuma pozwolił, by wsunęła się pod jego płaszcz i poruszała się pomiędzy nogami. Pewnie jest na tyle mała, że nie będzie mu przeszkadzać w chodzeniu, a gdy zasunie płaszcz to powinien spokojnie zakryć i ją i siebie. Potem ruszył do pokoju mając nadzieję, że tam w końcu będzie mógł pomyśleć co dalej. Pytanie co zrobisz staruszku, gdy dziewczynka będzie u Ciebie, a Kaori przyjdzie po swojej zmianie - dodał wewnętrzny diabełek Kumy, lecz ten tylko uśmiechnął się zadziornie i szedł dalej.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1093
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 18 maja 2019, o 23:00

Misja B
11/45



Kuma zachował się jak prawdziwy dorosły i wziął odpowiedzialność za.. STOP! W sumie już mówiliśmy jak się ma odpowiedzialność do Kuroia, prawda? No nijak. Wiec jak przystało na nie przejmującego się wieloma sprawami jegomościa, tak i tutaj stwierdził, że lepiej będzie zrzucić troski na kogoś innego, nawet jeśli ten ktoś ma jakieś pięć lat i dwa długie warkoczyki. Ale hej, skoro dotarła aż tutaj, to ma z pewnością w tym wprawę, prawda? Niewielkiej kruszynie będzie łatwiej się przedostać bez pomocy dorosłej osoby, która będzie zwracała na nią uwagę. Można było do tego podejść i w ten sposób.
Ruszyli więc w stronę części przeznaczonej dla gości nocującej w lokalu. Dziewczynka zgrabnie przemykała między stolikami - może ma potencjał na kunoichi, kto wie - i Niedźwiadek nie musiał trzymać jej pod parasolem, zarówno w przenośni, jak i dosłownie, bo płaszcz był jej zupełnie zbędny. Najtrudniejszym w sumie momentem było przejście przed drzwi rozdzielające te dwie strefy, ale i tu dziewczynka bez problemu wykorzystała swojego dużego towarzysza, by na czworaka szybko się przedostać na drugą stronę. Dojście już do pokoju Kumy było najłatwiejsze i po chwili mogli się cieszyć spokojem i brakiem ciekawskich spojrzeń, mogli porozmawiać na spokojnie.
Dziewczynka szybko przetuptała na łózko i wdrapała się na nie, burząc pozostawiony przez kogoś (nie Sabaku bynajmniej) porządek, rzucając się na plecki i spojrzała na piaskowego dziadka poważnym wzrokiem.
- A czy pomożesz mojej mamusi, jak ją znajdziemy? - zapytała całkiem serio. Jak na takiego malca to rezolutny był z niej brzdąc, rozglądając się za pomocą dla ukochanej rodzicielki nawet nieznajomych. Może taki cel przyświecał jej ucieczce od opiekunki podającej się za jej matkę?
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 19 maja 2019, o 03:08

Brwi dziewczyny zbliżyły się ku sobie. Kaguya przechyliła głowę od niechcenia to na prawo, to na lewo, palcem wodząc po krawędziach czarki, która jeszcze chwilę wcześniej dotykała jej ust. Po odpowiedzi byłaby skłonna powierzyć swoje nikłe zaufanie kobiecie. Ale zaraz potem przypomniała sobie ten huczący jak płomień głos bez głosu, ten przekaz czytelny i ostry jak miecz bity w serce. Powinna mieć wątpliwości. I miała. Wiele, wiele powątpiewań. Ostatnio, gdy dała wiarę losowi okazało się, że bezimienny rudzielec, pieprzył żonę jakiegoś bossa w wiosce Ayatsuri. Ale był rudy, więc to w sumie żaden argument. Kobieta mogła mieć tak samo dobre, jak i złe zamiary. Ta niewiadoma męczyła umysł białowłosej. Do szaleństwa wręcz.
— Nie wyglądasz — rzuciła od niechcenia złotooka. Na licu kobiety nie widniały żadne blizny, czy odrapania. W spojrzeniu brakowało również typowego dla pokrzywdzonych osób błysku. Czy ktoś taki naprawdę mógł doświadczyć jakichkolwiek nieprzyjemności? Harumi z pewnością odpowiedziałaby, że nie. Ale to tylko subiektywne odczucie, które wiodło w ocenie sytuacji prym.
Zweryfikowany, pod względem autentyczności, przedmiot położyła na stole. Wszak przypatrywanie się mu w nieskończoność byłoby równoznaczne z waleniem głową w mur, to znaczy - nieskuteczne. Powoli przesunęła biżuterię w stronę, jak mniemała dziewczyna, służki. Następnie poprawiła się na krześle i wzruszyła ramionami. Siedząc w ciemnym, przesyconym oliwkowymi zieleniami wnętrzu miała wrażenie, że znajduje się na dnie akwarium. Dość dawno nieczyszczonego. Ale kto wie, może taka przywara ów kolorystyki.
Harumi spojrzała na kobietę z niepokojem w chwili, gdy ta skończyła swoją wypowiedź. Nie podobały jej się ani słowa, które opuszczały drobne, ściśnięte usta, niemówiąca nic ekspresja, ani gorliwość w wypełnianiu powierzonego zadania. Kaguya spuściła wzrok. Czy naprawdę? — pomyślała, nieco zbita z tropu. Cholera, a co jeśli tak?
— Nie popadajmy w paranoję — westchnęła, zagapiając się na własne palce i z trudem przełknęła lepką bryłę śliny. Sytuacja była z tych z gatunku podbramkowych. Z jednej strony, wizja powrotu do domu, z drugiej jednak, lustro wspomnień ufania przypadkowym ludziom. Kaguya nie potrafiła odczytać prawdziwych intencji kobiety. Czuła się tak cholernie wytrącona z rytmu toczącego się roku.
Dopiero te parę słów wyszeptanych przez Etsuyę sprawiło, że odnalazła rozwiązanie sytuacji. A przynajmniej nadzieję na takiż obrót spraw. Rzec by można, sprzyjający. I jednej, i drugiej stronie po równi. Kiwnęła lekko podbródkiem. Wskazówka była clou całej rozmowy. Coś co może wiedzieć tylko ktoś bliski... — powtórzyła w myślach. I gwałtownie uniosła wzrok. Wprost w brązowe tęczówki nieznajomej.
— Służysz mojej rodzinie, jak twierdzisz — powiedziała, starając się, żeby nie zabrzmiało to jak warknięcie. — Więc musisz wiele spraw z mojego życiorysu znać, skoro cię tu wysłali. Opowiedz mi o nich. O mnie — dodała i natychmiast przechyliła głowę w prawo. W oczach białowłosej pojawił się blask ciekawości.
Ostatnio edytowano 19 maja 2019, o 15:12 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 1 raz
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 19 maja 2019, o 10:54

Sam zdziwił się jak to wszystko sprawnie poszło. Przeszedł do swojego pokoju nie naruszając niczyjego spokoju, a do tego nikt się nie darł, że "Panie, jakieś dziecko za Tobom idziem!" czy coś takiego. Pewnie znalazłaby się niejedna osoba poruszona historią matki, która szuka swojego dziecka, a tu nagle jakieś zbłąkane dziecko się odnajduje! Co z tego, że malutka nie była wcale jej córką, kto by się takimi rzeczami przejmował w końcu to dziecko. No właśnie... czy malutka mogłaby kłamać? Nie była taka niewinna, w sumie uciekła od swoich opiekunów, tak więc czy nie mogłaby nagiąć nieco prawdy, by wyjść na tym lepiej? To było bardziej jak prawdopodobne, jednak Kuma miał w głowie jedno - skoro uciekła, to było coś nie tak, skoro chce iść w dane miejsce, to dobrze je kojarzy i musi się tam też dobrze czuć. Nie wszystko było czarne i białe, wszystko pozostawało w odcieniach i takim świat właśnie widział staruszek.
Wszedł do pokoju, który był taki jak każdy inny. Zamknął za sobą zamek, czy to zasuwę czy cokolwiek co blokowało drzwi. Odłożył gurdę, gdzieś w kąt, by nie przeszkadzała, zdjął płaszcz, w sumie wszystko co nie było na tę chwilę potrzebne pozostając w spodniach i koszulce. Uniósł brew widząc jak młoda pakuje się na łóżko bez żadnych zahamowań, ale zaraz machnął ręką. To dziecko, jeszcze nie wie o wielu rzeczach. W sumie nie różniła się wiele od młodej Kaguyi, którą spotkał na swojej drodze. Nadal była w tym wszystkim jeszcze iskra niewinności, zaufania do świata, który sam gubił się w swoich kłamstwach.
-A jak mógłbym jej pomóc? - spytał, bo nie wiedział czy choroba to jedyny problem, który by jej dotyczył. Już same stosunki pomiędzy członkami rodziny były zagmatwane, a już nawet nie chciał myśleć jak ich sytuacja przedstawiała się na innych płaszczyznach. Usiadł koło niej i uśmiechnął się szczerze.
-To teraz mi powiedz gdzie jest Twoja mama. Jakoś będziemy musieli się do niej dostać.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1093
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Murai » 19 maja 2019, o 17:38

Odkupienie
Misja rangi C dla Harumi
7/30+


Sytuacja, jak łatwo było stwierdzić, nie była taka trudna dla Harumi przez brak dowodów. Ich było pod dostatkiem, chociażby pierścień z symbolem jej rodziny. Teoretycznie każdy mógłby zabrać go kobiecie i powoływać się na niego. Nawet zrobić duplikat, sama konstrukcja nie była skomplikowana. Znaki znoszenia podrobić. Same informacje o aktualnym stanie jej nagrody i stosunku rodziny do niej - zmyślić. To wszystko mogło faktycznie być sztuczne i nieprawdziwe, dowody więc były. Kwestią kluczową było tutaj uwierzenie w autentyczność tego wszystkiego. Bez stuprocentowego dowodu nawet słowa kobiety o poznaniu gniewu światka mafijnego w Shigashi mogły być wyssane z palca. Harumi podchodziła do wszystkiego skrajnie krytycznie.
- Odsłoniłabym moje ciało w celu potwierdzenia moich słów, jednak okoliczności i obecność innych ludzi zmusza mnie do wstrzymania się. - odpowiedziała. Dyplomatyczne odbicie piłki. Faktycznie mogłaby roznegliżować się żeby swoje stanowisko obronić, ale nawet gdyby tego dokonała - to jakie miało to znaczenie? Kogo obchodziła przeszłość tej wytwornej, eleganckiej kobiety? Znaczenie miało tylko to, kogo sobą reprezentowało. I co ten ktoś chciał od Harumi.
Obecność Etsui, towarzysza Harumi, pozornie tylko nie miała wpływu na jej zachowanie. Bez niego dziewczyna mogła wszak nie mieć śmiałości do stawiania aż takiego oporu. Do tej pory całkowicie ignorowany przez służkę, teraz zyskał sobie jej uwagę. Podsunął pomysł na ukazanie dowodu, którego nie dało się podrobić. Wspomnień rodzinnych. Posiadanych tylko przez rodzinę Harumi. Kobieta jedynie przymrużyła oczy patrząc się na chłopaka, jak gdyby jego interwencja nie była przez nią oczekiwana i jedynie przeszkodziła jej w szybszym przekonaniu Harumi. Albo całkowicie zniweczyła jej plany. Każdy niewielki gest można było zinterpretować w sposób dowolny. Równie dobrze owe przymrużenie oczu mogło znaczyć "Schrupałabym chłoptasia tu i teraz". Albo "Jak on śmie? Zajebałabym gdybym mogła". Albo cokolwiek innego.
- Rodzice mówią do ciebie "Shiro". Po czternastu lat twoi rodzice wysłali cię do Shigashi no Kibu, rok później przenieśli do Ryuzaku. Twój nauczyciel nazywał się Jin, miał brunatne oczy i białe włosy. Coś jeszce? - zapytała kobieta z równą obojętnością co reszta prób przekonywania kobiety. Tym razem jednak zmieniała kierunek spojrzenia, kierując je to na dziewczynę, to na Etsuyę. Sprawdzała, czy którekolwiek z nich ma coś do dodania. Chłopak miał wyraźny wpływ na młodą Kaguya, podsuwając całkiem racjonalny pomysł. Zwiększył trud, jaki służka musiała włożyć w przekonanie córki swojego pracodawcy. Kobieta nie okazywała zmęczenia sytuacją, a przez zajęcie miejsca obok nich nie wzbudzała swoją obecnością sensacji. Mogła tutaj siedzieć i przekonywać ile tylko chciała, chociaż pewnie nie miała aż tyle czasu na wykonanie polecenia.
Murai
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 19 maja 2019, o 18:31

Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Dowody i słowa kobiety byłyby z pewnością przekonujące, gdyby nie fakt, iż wydarzenia minionego roku odcisnęły na Harumi piętno, które objawiało się trudnościami w zawierzaniu komukolwiek i w cokolwiek. Zapewne gdyby nie powyższe, już dawno byłaby w drodze do Sabishi. A tak? Siedziała, wpatrywała się mętnym wzrokiem w rozmówczynię i próbowała rozdzielić fakty od kłamstw. Nieco nieudolnie.
Harumi, dziwnie zniechęcona, odwróciła wzrok w kierunku sufitu, jakby szukała tam sojusznika. Szybko jednak powróciła oczyma na pierwotny obiekt. Komentarz dwórki wolała zostawić bez komentarza, bowiem oferowanie negliżu jako dowodu wydało jej się, cóż, skrajnie głupie. W tym momencie najchętniej palnęłaby dłonią w stół i wyszła. Jak obrażone dziecko. Coby nie mówić, Kaguya wciąż cechowała się infantylnością. Próby losu nie były w stanie doszczętnie ich wyprzeć. Może i dobrze.
Shiro.
Cisza, która zapadła, była ciężka i przykra jak awantura na stypie. Dziewczyna poczuła, że coś w niej pęka. Oczy, z ciepłym odcieniem tęczówek, nagle przybrały na rozmiarze za sprawą głębokiego poruszenia malutkim słówkiem. Tak niewiele znaczącym dla postronnych. Jednak dla Harumi warte było więcej, niż cokolwiek. Tak dawno nie wirowało ono w jej uszach, że była bliska zapomnienia o jego istnieniu. A to głównie za sprawą tego, iż nie było ono używane na co dzień. Właściwie nie określał jej tak nikt, poza rodzicami i rodziną. O takim pseudonimie wiedziały zatem jedynie osoby, które były niesamowicie blisko względem rodu.
Białowłosa zaczęła stukać palcami o blat. Naprawdę nie wiedziała co myśleć, bowiem nie mógł istnieć lepszy dowód na szczere intencje, niż to, co właśnie wypłynęło z ust kobiety. Odchrząknęła nagle, zacisnąwszy dłonie na oparciach krzesła.
— Etsuya, pozwól na chwilę — mruknęła złotooka trochę za cicho i za spokojnie. Następnie wstała z zajmowanego miejsca i odeszła parę kroków. Odległość pozwalała na swobodną rozmowę bez możliwości bycia podsłuchiwanym, czy lustrowanym przez brunetkę.
Przystanąwszy zaciągnęła mocno powietrze.
— Co mam zrobić? — wyrzuciła w końcu. — Ona mówi prawdę... Boję się tego. Co jeśli... — urwała gwałtownie. — Co jeśli to jakiś podstęp? Mogę tu zostać, wierzyć, że tak jest i nigdy więcej nie zobaczyć rodziny. Mogę też iść, ale wtedy cholera wie co ze mną zrobią.
Chuda i ściągnięta twarz Harumi była teraz pełna żalu, a rozwarte powieki z oczami podobne tym kocim, przelane goryczą. Kaguya doskonale wiedziała, że Etsuya jest obiektywnym obserwatorem. Toteż znacznie bliżej było mu do podejmowania poprawnych decyzji, niż białowłosej. Nic zatem dziwnego, że postanowiła oprzeć się na jego przeczuciu.
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 19 maja 2019, o 22:38

Etsuya mielił w ustach resztę posiłku, starając skupić się na dwóch rzeczach jednocześnie. Bardzo nie lubił kiedy przeszkadzano mu w jedzeniu, jednakże była to jedna z niewielu sytuacji, w której zupełnie stracił apetyt i poruszał ustami niemalże się do tego zmuszając. Według zaleceń młodzieńca Harumi zadecydowała się przesiać słowa nieznajomej przez jeszcze jedną warstwę weryfikującą prawdomówność. Pytanie zadane zostało wystarczająco dobrze, aby ten podniósł wzrok z talerza, będąc ciekawym zarówno reakcji jak i samej odpowiedzi kobiety. Wcześniej zaproponowane przez nią rozwiązanie było nieco... dziwne, a ponadto kompletnie odbiegało od standardów, jakie przyjęto w rodzinnych stronach Hyuończyka. Był to jakiś znak? A może nieznajoma chciała pokazać jakieś piętno poddaństwa rodzinie białowłosej? Ostatecznie największe prawdopodobieństwo w jego mniemaniu miało to, że zwyczaje na pustyni były skrajnie odmienne od tych mu znanych, toteż nie zamierzał roztrząsać dłużej tej kwestii. Jedyne co się teraz liczyło to odpowiedź na zadane pytanie.
Wsłuchując się w słowa, które zaważyć miały o decyzji Harumi, przeskakiwał wzrokiem pomiędzy nimi obiema starając się domyślić, czy wszystko co było w nich zawarte zgadzało się z prawdą. Nastała chwila ciszy, podczas to której młodzieniec mógł łatwo domyślić się rozterki toczonej w głowie towarzyszki. Gęsta atmosfera była niemalże namacalna, a obecność obcej osoby, która wymuszała podjęcie decyzji w krótkim czasie wcale nie pomagała. Poproszony o odejście nieco na bok, Etsuya odgarnął ręką włosy do tylu i podpierając się o blat stołu powoli wstał z miejsca, a następnie udał w kierunku czekającej już na niego dziewczyny. Wzrok miał skierowany gdzieś w przestrzeń, trawiąc całą sytuację, której przed chwilą był świadkiem. Dopiero kiedy ta odezwała się do niego, skupił swój wzrok na jej twarzy.
- Sprawia jako-takie wrażenie - skomentował, przekazując w paru słowach swój osąd na temat nieznajomej. Rzadko kiedy brał coś za pewnik, a praca z nieobliczalnymi ludźmi nauczyła go ograniczać zaufanie do minimum - Jak dotąd historyjka ma ręce i nogi - dodał. Nastąpiła chwila pauzy charakterystyczna dla sposobu mówienia chłopaka, podczas której to można było się spodziewać, że dorzuci coś jeszcze - Jeżeli czujesz się niepewnie możesz zadać więcej pytań. Zastanów się też w jaki sposób ktoś obcy mógłby uzyskać takie informacje - rozwinął się nieco bardziej, a w jego oczach dało się dostrzec, że też jest w jakimś stopniu przejęty sytuacją. Kobieta szukała ich pewnie tygodniami, więc dłuższa wymiana zdań nie powinna zrobić jej różnicy. Ważyły się losy białowłosej, a w takich sytuacji ostrożności nigdy nie było za wiele. Etsuya żałował, że nie może dać Harumi zero-jedynkowej odpowiedzi, ale w gruncie rzeczy tylko ona była w stanie zweryfikować słowa kobiety.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 14:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 19 maja 2019, o 23:31

Harumi przytaknęła na opinię swojego towarzysza. Fakt, kobieta mówiła składnie, a argumenty, które przedstawiała trafiały w klucz. Tylko to wszystko ginęło w morzu niepewności i złych wspomnień. Norma stawała się antynormą, a szczere intencje białowłosa widziała jako tani podstęp. Zaskakująco normalna reakcja, jeśli wziąć pod uwagę to, co działo się na przestrzeni ostatnich miesięcy.
Dziewczyna pokręciła głową.
— Nie sądzę, by to cokolwiek zmieniło — wtrąciła szybko. — O tyle, o ile o nauczycielu mógł się dowiedzieć każdy, tak o tym, że nazywali mnie shiro, już nie — podsumowała — nawet zakładając, że jest wysłanką jakiś zbirów, to kto normalny pytałby o to jak zwracali się do mnie moi rodzice? A jeśli, to z pewnością skłamaliby.
Absolutnie wszystko dało się w tych czasach wyciągnąć siłą. Kwestia tego, czy tak zebrane informacje będą prawdziwe. Oczywiście, można je zweryfikować. Problem pojawia się w momencie, gdy w żadnych księgach, ani nawet plotkach nie wspomina się o ów zwrocie. Wtedy całość zaczyna mieć naprawdę ogromną moc przekonywania.
Harumi stała w ciszy rolując w palcach materiał semi-kimona. W umyśle złotookiej toczyła istną wojnę między tym, co chciałaby zrobić, a co powinna. Z jednej strony - mogła wrócić do domu, z drugiej - Etsuya. Nieważne jaką decyzję by podjęła, każda będzie zła. Ewentualnie można podzielić to na złą bardziej i złą mniej.
Kaguya zagryzła wargę.
— Podjęłam decyzję — powiedziała z powagą, patrząc wprost w oczy Etsuyi. Choć równie dobrze mogłaby spoglądać w dwa, bursztynowe lustra. Źrenice Nakiriego zawsze wydawały jej się puste i chłodne jak krainy, z których pochodzi. Mimo to, ufała mu bardziej, niźli komukolwiek innemu na tym parszywym świecie. — Wracam tam — dodała już nieco ciszej, z racji obawy o szereg słów perswadujących głupotę tego zamiaru. Nawet jeśli ów przewidywanie nabrałoby realizmu, to dziewczyna nie zamierzała zmieniać swojej decyzji.
— Wolałabym, byś nie podążał ze mną — mruknęła. — Czas dorosnąć. Nie możesz mnie wiecznie niańczyć, nie? — Kwestię zakończyła uśmiechem. Gorzkim i niepewnym, bowiem tak trudno przychodziła jej myśl rozstania z przyjacielem. Kimś, kto sprawił, że jeszcze oddycha. Niemniej jednak świadomość tego, iż czas mija nieubłaganie, sprawiał, że doprawdy czuła potrzebę życia na własnych warunkach, w świetle własnej siły i decyzji. A póki był z nią Etsuya, gotów pomóc w każdej sytuacji, nie mogła tak naprawdę dorosnąć. Bo jak ptak ma nauczyć się latać, jeśli wciąż siedzi na gałęzi?
— Chodźmy — rzuciła i ruszyła w stronę stolika.
Zasiadłszy w poprzednim miejscu od razu poinformowała dwórkę o swoim werdykcie. Więc wracam do domu, ha?
— Kiedy możemy wyruszyć? — zapytała spokojnie. — Jeśli zamierzasz zaprowadzić mnie do Sabishi, to wciąż pozostaje możliwość, że ktoś mnie rozpozna. Co wtedy?
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Murai » 20 maja 2019, o 00:55

Odkupienie
Misja rangi C dla Harumi
9/30+


Co mogła zrobić służka? Najpewniej pozwolić jej na opuszczenie pomieszczenia. Istniała oczywiście opcja w której dziewczyna wraz z towarzyszem ucieknie. Że pomimo użytych argumentów i wartości merytorycznej całej dyskusji, Harumi po prostu da nogę. Ucieknie, nie mogąc wytrzymać wizji udania się w rodzinne strony, z woli rodziny. Nawet dla jej dobra. Ogromna ułomność ludzkich istot, ale wszyscy musieli sobie z tym radzić, czyż nie? Owa służka, której imienia nawet Harumi nie poznała,
jakoś sobie radziła z potencjalnie dużym bagażem emocji i doświadczeń. Ale ta była odpowiednio wiekowa i doświadczona życiowo, młoda Kaguya nadal była dzieckiem. Nieco wyrośniętym, ale nadal dzieckiem.

Służka nawet nie zareagowała, gdy Etsyua wraz z Harumi, na jej życzenie zresztą, odeszli nieco na bok żeby móc porozmawiać w spokoju. Jedynie zerkała na nich co chwila, faktycznie bojąc się że mogą uciec. Całe poszukiwania poszłyby w cholerę przez jedną chwilę nieuwagi z jej strony, nie mogła pozwolić sobie nawet na to. Niegrzecznym było co prawda opuścić ją bez słowa, jakiegoś "Przepraszam" albo "Daj mi chwilkę". Olała kobietę i ta miała pełne prawo poczuć się obrażona. Ta jednak pozostała niewzruszona. Nawet jeśli ugodziło ją to prosto w serce, to nie obnosiła się z tym. Siedziała sztywno, jak manekin treningowy. I czekała.
W końcu wrócili. Po krótkiej dyskusji, poradzie Etsui. Ułożenia sobie wszystkiego w głowie, na spokojnie i bez pośpiechu. Do tej pory faktycznie wszystko miało ręce i nogi, przynajmniej patrząc na to z punktu widzenia bezstronnego obserwatora. Shinobi towarzyszący Harumi miał tą ważną funkcję, że mało co wiedział o jej sytuacji rodzinnej. Jego spojrzenie na problem było dla niej bardzo ważne, bo nieskażone osobistymi uprzedzeniami i przykrymi wspomnieniami. Wrócili do stolika, informując kobietę i Etsuyę o swojej decyzji. Nawet pomimo twarzy kobiety, jakby wykutej w litej skale, to można było poczuć u niej ulgę. Lekki znak wypuszczanego powietrza, mrugnięcie. Delikatne rozluźnienie postawy. I momentalne jej przywrócenie w obliczu kolejnych pytań.
- Możemy od razu, jestem gotowa do drogi. A bycie rozpoznanym można skorygować twoimi technikami zmiany wyglądu. Jako kunoichi musisz znać chociażby najbardziej podstawowe, sama także je znam. Szanse na rozpoznanie są małe, wątpię by całą prowincję patrolowali najemnicy drugiej strony. I do tego sprawdzający każdego kto nawinie się pod rękę. - kobieta mówiła, kolejny raz, sensownie. I do tego posiadała wyszkolenie ninja? Zwykła służką zdecydowanie nie była, ale to akurat było do przewidzenia. Z pewnością z jaką powierzono jej symbol rodu i informacje o Harumi nie mógł wiązać się przypadek.
Murai
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 20 maja 2019, o 01:55

Harumi wolała nie wdawać się w dyskusję z Nakirim. Dalsze drążenie mogłoby wzbudzić w białowłosej wątpliwości i kolejny raz pchnąć ją w przepaść nieumiejętności podejmowania własnych decyzji. Zatem sam fakt tego, że uszanował jej zamiar wystarczył do zakończenia wątku.
Wrócili do stołu, a tam czekała na nich służka. Spokój w postawie kobiety miejscami przerażał złotooką. Głównie dlatego, że sama cechowała się zbytnią emocjonalnością i ciągotami do dramatyzowania. A brunetka? Zapewne Kaguya mogłaby napluć jej w twarz, a jej mimika nie zmieniłaby się nawet tyci, tyci.
Na samą myśl o bezpiecznym powrocie do domu, o wróceniu do dawnego życia, cóż, białowłosa promieniała. Gdzieś między próbą zachowywania się jak dorosły człowiek, a utrzymywaniem pozornie stałego wyrazu twarzy, wyciągały się kąciki ust. W górę, rzecz jasna. Jej serce biło tęsknie i boleśnie.
Dom.
Znowu zobaczę dom.
I rodziców.
I dziadków.
I wyliczeniom nie było końca.
Harumi, niegdyś posłuszna jak pies, potem przymusowo usunięta z wioski i wpisana do rejestru "złych ludzi", ograbiona z dóbr dobrego imienia uciekinierka... Zobaczy dom. Ta wizja wydawała jej się tak nierealna. Z trudem tłumaczyła własnemu umysłowi, że to żaden miraż, tylko jawa. Bo chociaż wewnętrznie rozdzierała się na kawałki jak jedwab, walczyła z chęcią pozostania w bezpiecznym, znajomym towarzystwie, klęła i zamartwiała się, to decyzję już podjęła. A tych nie zwykła poddawać zmianom.
Teraz jednak Haru skupiła swój wzrok na brunetce, bowiem odpowiedzi na zadane pytania były kluczowe dla całej sprawy.
— Oczywiście, że znam — obruszyła się gwałtownie, gdy brunetka skończyła zdanie. Jednak po chwili zelżała z tonu wiedząc, że zapewne kobieta nie chciała jej urazić. Summa summarum, nawet nie mogła. Wedle słów, które słała, mogłaby zostać za to srogo ukarana. A to całkiem realne, jeśli wziąć pod uwagę, że zlecenie wystawiła rodzina będąca zasłużonymi członkami społeczności ludzi związanych z rodem Kaguya.
— Potrzebuję paru... — to mówiąc spojrzała pytająco na Etsuyę, siedzącego po jej prawicy, wymuszając nieomal gorzki uśmiech — godzin, minut?
Można by uznać, że białowłosa chce się z nim pożegnać. Nic bardziej mylnego. Żegnają się ci, którzy więcej się nie zobaczą. A dziewiętnastolatka nie dopuszczała takiej myśli. Czas spędzony z Nakirim na zawsze pozostanie w jej pamięci. Bynajmniej z racji samej jego pomocnej ręki. Ot, za całokształt; za cenne rady, wskazówki, pomoc, troskę i rozmowy. Ale jak już sama powiedziała - czas dorosnąć. Jednak nie kosztem urwania kontaktu, bowiem nawet w tak prymitywnych czasach istnieją drogi komunikacji, choćby poprzez listy. Zwłaszcza, gdy twoja rodzina może pozwolić sobie na szastanie kasą na prawo i lewo byle cię zadowolić.
Kana Yuki
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron