"Ī tabemono" Ryokan

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 12 maja 2019, o 20:46

-Bardzo możliwe, przynajmniej takie mam plany. A co się wydarzy to... ciężko powiedzieć - rzucił do Etsu mając w głowie to, że przecież zawsze mógł się pojawić jakiś zagubiony karczmarz, który potrzebuje pomocy i jakoś dziwnym trafem zostanie wplątany w jakieś jeszcze dziwniejsze wydarzenia. Kuroi jakoś nigdy nie planował za bardzo wprzód. Ostatnim razem, gdy zaplanował coś na dłużej, pojawił się pewien jegomość i zaproponował mu coś ciekawego. Udział w rebelii... walce o wolność, która w sumie była niczym więcej jak kolejną masakrą. Niby władza się zmieniła, lecz sprowadzało się to do wybrania po prostu mniejszego zła. Wolność kosztem ludzkiego życia. Chociaż ile w ten sposób uratowali? Tego nikt nie potrafił zliczyć -Dobrej i spokojnej nocy - dodał po chwili, gdy tamten ruszył na górę, do ciepłego i wygodnego przynajmniej jak na standardu Kumy łóżka. Został on i mała gaduła pożerająca wszystko, co w ogóle istniało w obrębie wzroku.
-Nigdy nie wiesz. Z resztą tyle mi wystarczy, to bardziej z łakomstwa, niżeli z chęci do jedzenia - chociaż misiek nie zaniechał swoich działań tylko zabrał jedną kulkę z patyczka, by zaraz skryć się za plecami Kumy. Ten tylko wzruszył ramionami, nie miał przecież wpływu na działania swojego piasku, prawda? A skoro już maluszek zabrał jedną kulkę, to szkoda byłoby jej nie spróbować. Wziął więc ją do ręki, poklepał miśka po główce, po czym z powrotem posłał go do gurdy. Sam zrobił minę zupełnie niewinną, jakby nie chciał robić tego, co robi i po prostu szamnął kradziony smakołyk.
-Z czystej ciekawości, jak to się skończyło ostatnio? - zapytał nim jeszcze przełknął, więc nie do końca było to piękne, ale jak najbardziej zrozumiałe.
-Może nie sparing, bo ciężko coś takiego zrobić w mieście. Ale jest pewne miejsce - w miarę spokojne, gdzie nikt nie będzie przeszkadzać. A o moje kości się nie martw, są ciągle na chodzie - uniósł się z miejsca, zapiął gurdę na plecy i skierował się w stronę wyjścia. Machnął jeszcze do dziewczęcia, żeby podążała za nim. Jeszcze miał trochę dnia, więc godzinka czy dwie go nie zbawią. Ciekawiło go co młoda Kaguya potrafi i czy walczy tak samo, jak jej pobratymcy. Brutalnie, bez żadnych barier. Najgroźniejsi byli Ci, którzy nie mieli nic do stracenia, a tak właśnie można było krótko opisać ten barbarzyński styl walki.


z/t x2
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1093
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 14 maja 2019, o 23:18

Etsuya obudził się wyspany następnego dnia rano, jednakże zanim jeszcze podniósł się leniwie z łóżka dał sobie kilkadziesiąt minut na bezproduktywne leżenie i odpoczynek. Było to coś, czego brakowało mu przez tyle upierdliwych nocy, w których to musiał uważać na czyhające z zewnątrz niebiezpieczeństwa. Przez okno mógł zobaczyć, że słońce widnieje już wysoko na niebie, jednakże wcale mu to nie przeszkadzało. Po tym jak udało mu się już zwlec i ogarnąć całego siebie, upewnił się, że Harumi śpi sobie w swoim wyrku, a następnie schował bezpiecznie swój ekwipunek pod własne łóżko. Miał plan przejść się dzisiaj trochę po Shigashi w samotności, a następnie udać się nieco za miasto, aby odbyć niezbędny trening, które ostatnimi czasy trochę zaniedbywał.

[z.t]
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 14:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 17 maja 2019, o 14:44

Kuma miał rację, w teorii wciąż podlegała rządom Nariko-dono. Nawet jeśli była poszukiwanym zbiegiem, to przecież nie zagroziła klanowi. A przynajmniej nie tak, jakby mogła. Jedynie Ayatsuri mogli żywić nienawistne uczucia. Domeną Kaguya była gwałtowna walka bez opamiętania, a Harumi przecież nie zabijała z niezrozumiałych pobudek. Broniła się. I o to cały ambaras. Zupełnie zresztą niepotrzebny.
Kiwnęła głową na boki rozluźniając szyję. Noc niechybnie pochłaniała nieboskłon. A temperatura, cóż, z racji zimy osiągała nieprzyjemną temperaturę. O ile Kuma był wyposażony w czapkę, tak Harumi już nie. Nic więc dziwnego, że po chwili jej ręka pokryła się gęsią skórką, a po dłuższej - zaczęła przebierać szczęką jak chihuahua dygocząc z zimna.
— Przepadam, przepadam — zawtórowała radośnie. — Ale nie wtedy, kiedy mam na sobie tak cienkie ubrania — to mówiąc, dłonią przeciągnęła po pięknie skrojonym materiale o grubości zapałki. Choć i to byłoby nadinterpretacją. Mimo pozornego przeświadczenia, że dwie warstwy będą wystarczające, to cała kreacja była niezwykle przewiewna. Trudno zatem oczekiwać, iż uchroni skórę przed chłodem.
— Bez ciebie nic bym nie zrobiła — przyznała Haru. Nie chodziło o jakieś wielkie zagrania, a pchnięcie ją wprost w przepaść. To jak z nauką pływania; od razu na głęboką wodę. W innym przypadku mogłaby wzbraniać się od podobnych czynów. Wtedy wszystko spełzłoby na niczym.
Dotarłszy do Ryokanu pożegnała się z Kumą, jeszcze raz dziękując mu za pomoc. Umiało się dziewczę odwdzięczyć. Machnęła mężczyźnie na odchodne i przebiegła w stronę wydzielonego pokoju. Łoże było niezwykle miękkie, a pomieszczenie przytulne. Jeszcze nim złożyła się do snu została poinformowana o planach blondyna na następny dzień. A skoro on zamierzał kontynuować trening, to, rzecz jasna, Harumi nie będzie próżnować.
No i jeszcze ten sen. Ciepły jak wrześniowe popołudnie, ożywczy sen, po którym dziewczyna obudziła się spokojniejsza i weselsza niż zwykle. Przepojona nagłym uczuciem, że może osiągnąć wszystko to, czego chce. Wystarczy po to sięgnąć.
Otwarłszy powieki przetarła kąciki oczu, a następnie usiadła na łóżku obwijając się ówczesną pościelą pełną, zapewne, pierza jakiegoś ptaka. Leniwie przeciągnęła rękoma w górę, potem rozciągnęła je wzdłuż pleców i ziewnęła. Kątem oka dostrzegła puste łóżko towarzysza. Nie martwiła się, wszak nie było o co.
Gospoda była idealnym miejscem na wcielenie w życie niedawno wymyślonej techniki. Co prawda, nijak nie była przydatna w boju. A przynajmniej wedle rysunków, które Harumi nabazgrała na chusteczce. Wyjąwszy skrawek papieru z torby, która dotąd leżała w kącie, przyjrzała mu się uważnie. Oczyma wodziła po kartce analizując wytwór swej radosnej twórczości. Wydawało się, że jest prosta. Choć, a jakże, bynajmniej taka nie była.
Dziewczę usiadło, krzyżując obie nogi, na podłodze. Wizualizacja, taaak! Wczorajszy dzień sprawił, że zaczęła wierzyć w jej potęgę. Korzystając, można rzec, z pełni jej potencjału.
Przymknąwszy oczy zaczęła wyobrażać sobie wyrastające z czoła rogi. Zupełnie nieostre, choć wyglądające dość groźnie. Prawdopodobnie, gdyby nie wcześniejsze próby wykonywania, skończyłaby leżąc z bólem głowy i poczuciem, że zawiodła samą siebie. Tym jednak razem obyło się bez powyższego. Po dwóch, no - może trzech, próbach z płatu czołowego wysunęła się para rogów. Naturalnie nie miała możliwości ich obejrzenia, wszak pokój wolny był od luster. Zamiast tego rękoma przejechała po ich długości. Zadowolenie nieco zniknęło, gdy zdała sobie sprawę, że to dopiero początek treningów.
Akuma no tsuno (悪魔の角) | E, Technika Fabularna

z/t
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 17 maja 2019, o 21:40

Duża utrata chakry sprawiła, że dziewczyna wróciła do Ryokanu, by odpocząć. Oczywistą oczywistością było, iż spotkała tam Etsuyę. Już od dawna oboje wiedzieli, iż w momentach nauki nie warto tracić czasu na zbędne rozmowy. Tak więc mimo pozornego mijania się i, można by rzec, nikłego wzajemnego zainteresowania, tak naprawdę szanowali swoje potrzeby, którymi, rzecz jasna, było samodoskonalenie.
Po spędzeniu dnia na studiowaniu, wypożyczonych w Antykwariacie, książek uczących o kontroli chakry, zapadła w sen. Krótki, acz treściwy. Jego długość podyktowana była przechylaniem kolejnych, i kolejnych kartek. Z treści tekstu dowiedziała się, iż chakra to nic innego, jak dwa, nieodłączne elementy; energia duchowa oraz fizyczna. Na każde z tych zagadnień poświęciła odpowiednią ilość czasu. Oprócz obalenia własnej teorii "pojemników" na chakrę, zdaje się, ułatwiła sobie zadanie, bowiem oprócz stosu nic nie wartej teorii znalazł się fragment, niejako poradnik, jak ów energię dawkować.
Obudziwszy się z ramion samego Morfeusza oparła plecy o ścianę. Ponownie, co typowe dla dziewczyny, przymknęła oczy wyodrębniając wizualnie chakrę. Praktyka czyni mistrza, jak to mówią. Toteż nic dziwnego, że dziewczyna szła za ciosem.
Z wciąż zamkniętymi oczyma składała pieczęcie potrzebne do zmaterializowania klona. Wpierw jednego, potem dwóch, potem trzech. W parę minut pokój zalało sześć Harumitworów. Każda kreacja imitacji była poprzedzona głębokim skupieniem nad wydzielaniem potrzebnej ilości do realizacji techniki. Nic więc dziwnego, że trening zakończył się pomyślnie.
Kontrola Chakry C

Ów wysiłki należało nagrodzić porządnym posiłkiem. Najwyraźniej Etsuya wyczuł zamiary białowłosej, bowiem podążył jej śladem wprost do części restauracyjnej Ryokanu. Oboje zasiedli przy jednym z wielu stolików zamawiając ulubione potrawy. Milczeli. Najwyraźniej nie mieli nic ciekawego do opowiadania, a treści porównywalne z mówieniem dla mówienia woleli pozostawić własnym umysłom.
Harumi wpasowała się drobnym ciałem w siedzisko, jednocześnie odchylając swe ciało. Przymknąłwszy powieki oczekiwała na zamówienie, które poprzedził stukot czarki wypełnionej życiodajnym płynem. Dźwięk spotkał się jedynie z otworzeniem jednego z oczu, by po chwili znów wrócić do stanu początkowego.
Z kuchni uniosły się cudowne zapachy pożywienia, w "Ī tabemono" brzdąkała muzyka licho-wie-skąd. Całość była przyjemna zarówno dla ucha, jak i duszy. Relaks on-point.
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Murai » 17 maja 2019, o 23:08

Odkupienie
Misja rangi C dla Harumi
1/30+


Po wszystkich atrakcjach dnia dzisiejszego, dziewczyna mogła zaznać spokoju. Wdzięczność uratowanego była wielka, do tego stopnia że przygotował im najlepsze jadło jakie miał na stanie, udostępnił łaźnię i dał klucze do lepszych pokojów w przybytku. No i jeszcze pokrycie potencjalnych dodatkowych potrzeb, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku i przyzwoitości. Wszystko za darmo. Luksus aż do grobowej deski i odpowiednia ilość brzęczących monet w zamian za uratowanie interesu? Czemu nie, był w stanie pozwolić sobie na ten szczodry gest. I Harumi jak najbardziej z niego korzystała.
Mogła spać snem sprawiedliwego. Zrobiła co mogła, żeby pomóc w potrzebie, nawet jeśli decyzja podyktowana była częściowo brzdękiem srebrnych i złotych monet. Nie zmieniało to rzeczywistości ani jej dobrych zamiarów. Dzięki jej staraniom głupia decyzja rodziny właściciela została naprawiona, w sposób który jeszcze przyniósł wymierne korzyści. Dziesięć procent w zamian za ukrycie się pod skrzydłami jednej z mafijnych rodzin? Sensowne, zwłaszcza że dzięki temu unikali też potencjalnych pożarów, napadów, wyłudzeń i innych prób zrujnowania interesu. Zgodnie z powszechną opinią rodziny starały nie wchodzić sobie w drogę i to bezpośrednio łączyło się z bezpieczeństwem lokalu.
Dzień nadszedł szybko. Sen jak to sen, kilka minut z zamkniętymi oczami i już nastaje nowy, pełen światła i życia. A i to niekoniecznie, zależnie od zegara biologicznego danego osobnika. U Harumi zegarek chodził w miarę poprawnie, ale chyba mogła sobie pozwolić na nieco lenistwa. Nikt jej nie pośpieszał, mogła zejść na dół i zjeść śniadanie o której tylko chciała. Także opłacone, także bez większych przepychów. Może przyczyniła się znacząco do rozwiązania problemu, ale jej pojemny żołądek nie mógł narazić lokalu na straty. Albo i mógł, czemu nie. Skoro zachęcał ich tego sam właściciel, to niegrzecznym byłoby odmówić.
Zeszła na dół, zajęła wolne miejsce przy którymś ze stolików i złożyła zamówienie. Od razu została przywitana przez stojącego za barem mężczyznę serdecznym pomachaniem dłonią. Podszedł nawet osobiście, zbierając zamówienie. Chwilę po tym jak ten wrócił na swoje stanowisko, jeden z nielicznych klientów wstał i skierował się bezpośrednio do duetu. Właściwie była to klientka. Elegancko ubrana, z widocznym poczuciem stylu. Młoda, około dwadzieścia pięć lat. Kobieta jak kobieta, każdy widzi. Poruszająca się z wyraźną gracją i lekkością, niby pannica z wysokiego stanu, takie jakie szkolone są na wzorowe żony dla bogatych kupców i arystokratów. Jej oczy utkwione były wyłącznie na siedzącym przy stoliku duecie. Będąc przy ich stoliku wykonała głęboki ukłon zarówno w kierunku Harumi. Zbyt głęboki jak na zwykłe przywitanie, bez cienia wątpliwości.
- Harumi-dono. - delikatny głos, przepełniony kobiecością i szacunkiem, sączył się z ust dziewczęcia niczym najpiękniejsza melodia. W bardziej prostych słowach z kolei - jej głos był po prostu przyjemny dla ucha.
- Zostałam wysłana z wiadomością. Sprawa usunięcia twojego nazwiska z rejestru poszukiwanych jest rozpatrywana przez władze Sabishi. Twoi rodzice podjęli już odpowiednie ku temu kroki, jednak potrzebne jest twoje stawienie się w celu złożenia wyjaśnień władzom. - wyjaśniła, tonem całkowicie neutralnym, formalnym wręcz. Na tyle cicho, żeby nie przeszkadzać w posiłku innym klientom, ale na tyle głośno, żeby dziewczę nie musiało się wysilać żeby usłyszeć. Z Etsui nie robiła sobie zupełnie nic, traktując go bardziej jak powietrze. Każde kolejne zdanie ujawniało coraz to więcej o tej kobiecie. Kolejne szczegóły, na bieżąco wychwytywane przez młodą Kaguya, dodawały kolejne fragmenty do tej układanki. W końcu była ona na tyle skompletowana, że można było dojść do pewnych wniosków. Kobieta stała w miejscu i oczekiwała, na reakcję Harumi albo też jej odpowiedź, z lekkim uśmiechem na jej twarzy. Łagodnym i całkowicie naturalnym, nie było zresztą jakichkolwiek znaków jego fałszywości.
Murai
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 17 maja 2019, o 23:58

Proces usuwania z myśli trapiących wspomnień z Sabishi został, cóż, przerwany chichotem losu. Konkretniej dźwięcznym głosem, podobnym barwie ludziom pustyni. Spod zamkniętych powiek nie był widoczny ukłon, jednak same słowa zatoczyły krąg w uszach białowłosej. Wpierw otworzyła jedno oko, jakby oceniając sytuację i to, czy wydarzenia przed jej obliczem są jawą, a w następstwie gwałtownej pewności, drugie. Natychmiast zlustrowała brunetkę; od stóp, do głów. Z pewnością, kiedyś, uciekałaby już w popłochu na sam nieznajomy głos wypowiadający jej imię. Teraz jednak jawiła się spokojem, swoistym opanowaniem własnego umysłu i słabości. Obecność Etsuyi dodatkowo wzmagało poczucie bezpieczeństwa.
Oczy Harumi, wraz z wyprostowaniem postawy, wpatrywały się przez chwilę w sylwetkę kobiety. Kaguya powtarzała w głowie jej słowa niezbyt rozumiejąc ich zasadność. W tym momencie najchętniej wgramoliłaby się do łoża, na którym do niedawna sypiała, i ułożyła głowę na nieziemsko miękkiej poduszce. Nie chciało jej się z nikim gadać i o niczym myśleć. A tym bardziej o tym, że ktoś wprost wytyka jej figurowanie w bingo booku.
Złotooka przywdziała lekki grymas, bowiem świadomość, że ignorowanie wypowiedzi brunetki może skończyć się kolejnym problemem napawała ją swoistym obrzydzeniem. Nawet po odbiciu karczmy, ciągu treningów nie miała chwili spokoju, którego tak bardzo potrzebowała.
— Nie rozumiem — wymamrotała po chwili. — Po co? — Wypowiedź bynajmniej nie była podyktowana głupotą czy brakiem obycia w świecie. Nie. Kaguya najzwyczajniej powątpiewała w realność takiegoż obrotu spraw. Minęło sporo czasu, odkąd list, z nakazem powrotu, wylądował w jej dłoniach, by w następstwie zastosowania się do polecenia zostać, cóż, niemal wyklętą z wioski. Nic nie wskazywało na to, by kobieta miała czyste intencje. A przynajmniej na ten moment. Niepozorna aparycja i kojący głos nie działał na dziewczynę przekonująco. Wręcz przeciwnie. Od jakiegoś czasu przestała wierzyć w takie miraże.
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Murai » 18 maja 2019, o 02:02

Odkupienie
Misja rangi C dla Harumi
3/30+


Pojawienie się kobiety nie wywołało zamieszania pośród reszty gości. Była niczym duch - ledwo zauważalny w swojej nietypowości. Jedynie Harumi mogła zauważyć jej obecność, cała reszta gości zajęta była sobą, swoimi sprawami i swoimi talerzami. Najpewniej kobieta mogłaby zrobić potrójnego fikołka z lądowaniem na głowie i nikt nie zwróciłby uwagi. Szczęśliwie dla nich, nie musieli wynosić się z izby jadalnej żeby cokolwiek przedyskutować. Mimo tego kobieta, żeby nie zwracać na siebie jakiejkolwiek uwagi, po prostu dosiadła się do duetu. Zajęła wolne miejsce, pozwalając sobie na ten delikatny akt naruszenia przestrzeni osobistej.
Zwątpienie ze strony białowłosej było jak najbardziej uzasadnione. Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty tej sprawy, dziwnym było że minęło aż kilka miesięcy zanim zechcieli się po nią pofatygować. Nie miała chwili spokoju, co jakiś czas wpadając w kolejne znajomości i kłopoty. Kobieta rzecz jasna wysłuchała pytania Harumi. Nie prosiła o jakiekolwiek szczegóły czy dokładne elaboraty. Po prostu chciała wiedzieć dlaczego. Po co? To można było różnie interpretować i sam gość nie był chyba pewien, czy odpowiedź kobietę usatysfakcjonuje.
- Jest za ciebie wyznaczona nagroda, Harumi-dono. Kwestią czasu jest jak ktoś się tobą zainteresuje i na siłę przyprowadzi do Sabishi, możliwe nawet że martwą. Zwłaszcza ludzie związani z tamtym incydentem mogą chcieć się odwdzięczyć. Twoja rodzina nie ma zamiaru na to pozwolić. Wysłali swoją służbę gdzie się da, żeby tylko cię znaleźć i pomóc zanim dojdzie do tragedii. - odpowiedziała. Czy ktoś chciałby polować na dziewczynę za tysiąc ryo? Tutaj dochodziła jeszcze kwestia wmieszania się w nieswoje sprawy. Ważni ludzie zazwyczaj nie przepadali za płotkami które mąciły w ich stawach, woleli je wyłapać i zachować czystość, spokój tafli wody. Harumi była właśnie taką niewielką rybką - wprawdzie wygonioną do innego jeziorka, ale nadal pływającą na wolności. Intencje kobiety mogły być tak samo prawdziwe, jak i fałszywe. Tak samo jak każdego obcego człowieka. Harumi całkowicie jej nie pamiętała, a z jej relacji wynikać miało, że służyła rodzinie dziewczyny. Dużo czasu minęło od jej ostatniej wizyty w domu, grono sług mogło w tym czasie ulec zwiększeniu. Najwidoczniej kobieta też o tym pomyślała, wyciągając z sakwy przy pasie niewielki przedmiot. Pierścień zawieszony na cienkim, złotym łańcuszku.
A właściwie to pierścionek. Cienka złota obręcz z czerwonym okrągłym kamieniem ozdobnym, prawdopodobnie rubinem. Klejnot nie był duży, może nieco większy niż kobiecy paznokieć. Mimo tego widoczny był na nim specyficzny wzór, biały kolor dobrze wyróżniał się na czerwieni kamienia. Stosunkowo prosty, wykonany tak wiernie jak pozwalała na to sztuka jubilerska. Harumi go rozpoznała - symbol jej rodziny. Godło, herb - jak zwał tak zwał. Posługiwała się nim wyłącznie jej rodzina, a niewielkie rozmiary pierścionka wskazywały na płeć osoby noszącej. Na męskim palcu z pewnością by się nie zmieścił.
- Pierścionek twojej matki. Każdy ze sług szukających cię otrzymał taki jako dowód służby. - rzekła kobieta, podając biżuterię Harumi. Może chciała przyglądnąć się mu bliżej, poszukać jakiś oznak fałszu. Nic na to nie wskazywało, z dużą dozą pewności był to autentyk. Noszony na jednym z palców przez matkę dziewczyny. Kobieta z poważnym wyrazem twarzy czekała na reakcję. Mimo całkiem niezłego ukrywania swoich emocji, ten konkretny stan był dość jasny do odczytania - była niespokojna, w napięciu oczekiwała na odpowiedź kunoichi. Może myślała o karze jaka ją czeka z rąk swoich pracodawców w przypadku niepowodzenia?
Murai
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 18 maja 2019, o 02:58

Harumi przełknęła głośno ślinę. Sytuacja, w której aktualnie się znalazła, wcale nie była jej na rękę. Nie sam fakt powrotu do domu i zostania oczyszczoną z zarzutów, bowiem ten dar przyjęłaby z pocałowaniem dłoni. Chodziło raczej o decydowaniu o tym, czy słowa kobiety mają realne odzwierciedlenie. Białowłosa nie czuła, by posiadała jakiekolwiek umiejętności, które ułatwiłyby jej decyzję. Nic więc dziwnego, że odnosiła wrażenie tracenia gruntu pod nogami. Gruntu, który tak długo utwardzała. Nieomal rok. Czas, w którym musiała się nauczyć żyć na własną rękę wśród sprawdzalnych faktów, wydarzeń, z których najchętniej wypisałaby się na starcie. A wszystko to jak krew w piach.
Ot tak, w parę minut wszystko roztrzaskało się o posadzkę z irytującym, niemym hukiem. Jeszcze zaledwie parę dni temu Haru rozmyślała nad sytuacją w ojczyźnie, zdaje się trącała nawet o tęsknotę za domem. A teraz? Teraz nie mogła wyzbyć się podejrzeń, snucia teorii i tego, że nawet jeśli złudna nadzieja prawdy okaże się realna, to ród najwidoczniej zwęszył w sprawie interes. Kaguya nie figurowała jako głupia i naiwna. Już nie. Gdzieś między jednym, a drugim treningiem, przestała ślepo wierzyć w ckliwe zapewnienia o alterocentryzmie. Znała tę parszywą linię krwi, była za pan brat z motywacjami swoich stwórców, rodziców. Zwał jak zwał. Niemniej jednak głupie dziecko w jej głowie wtórowało, że powinna iść.
Teraz.
Już.
Natychmiast.
Szara myszka ani na chwilę nie pozostawała bez obserwacji. Jak mówił Kuma; nigdy nie wiesz. Znakiem tego nie Haru nie zamierzała oddawać jestestwa ślepemu losowi. Konsekwentnie wolała samo stanowić o swoim życiu lub, co gorsza, śmierci. Zmarszczyła brwi, gdy kobieta, zdaje się "bon ton", bez pytania przysiadła się do ichniego stolika. Kaguya wzrokiem wędrowała to na drobne dłonie, to na lico. Nie odnajdywała zagrożenia, choć nie mogła go również wykluczyć.
Dziewczę nie chowało się żałośnie po koszarach i opuszczonych budynkach. Nie unikała także konfrontacji z mieszkańcami jednego z większych miast kupieckich. Tłumaczenie więc wydawało jej się tyradą farmazonów tak realnych, jak istnienie przybyszów z innego świata. Wciąż jednak słuchała tego, co mówi dwórka. Bowiem zarówno aparycja, jak i umiejętność stąpania po cienkiej granicy między wkurwieniem kogoś, a dobyciem celu, wskazywała na wysokie pochodzenie. Harumi, która wychowała się w świetle jasnego kodeksu i zasad savoir vivre'u doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
— Więc moja rodzina sądzi, że jestem zbyt słaba, by poradzić sobie we własnym zakresie? To właśnie insynuujesz? — zapytała Kaguya. — Znam ich na tyle, by wiedzieć, że w tym naczyniu jest jedynie promil troski — dodała w momencie, gdy krawędzie czarki przywarły do jej ust. Kaguya, naturalnie, zamierzała sprawdzić każdą ewentualność, a wszystkie słowa płynące z ust kobiety poddać dogłębnej, jak nienawiść Sabaku, analizie. Prowokować. Ot co.
Powolny ruch skierowany ku torbie nie umknął złotym oczom. Nie zamierzała atakować. Choć w innych okolicznościach z pewnością by to zrobiła. Tym jednak razem był Etsuya, który gotów był natychmiast reagować, gdy znajdzie choć cień nieprawidłowości. Milczał. A to było wyraźnym sygnałem, że białowłosa może być spokojna.
— Nie przypominam sobie, żeby matka nosiła więcej, niż jeden — podsumowała chłodno, choć nie szczędziła w wypowiedzi swoistej podszewki z jadem pustynnego skorpiona. O tak, przecież to całkiem normalne, że tworzy się milion takich samych pierścionków, by podarować je służbie. No i oczywiście wierne kopie, rzec by można, nieomal ściągnięte z palca rodzicielki. To się kupy nie trzyma. Dowód służby, a to ci heca! — burknęła w myślach.
Złote oczy kątem zlustrowały mimikę Etsuyi, by w następstwie ostrożnie sięgnąć pod przedmiot. Powolnie przewracała ów pierścień w drobnych dłoniach, ba, nawet stuknęła nim parokrotnie o blat doszukując się taniego tworzywa. Dźwięk przeczył podejrzeniu, toteż skierowała obiekt ku źrenicom wnikliwie badając malowidło na nim umieszczone. Nie ulegało wątpliwości, że był to duplikat, o ile nie autentyk, tej biżuterii, którą latami nosiła jej matka.
Coś tu nie grało. Dzwony dzwoniły, tylko... W którym kościele? Młoda kunoichi nie była w stanie tego określić. Enigma. Przysięgam, enigma.
— Oczekujesz współpracy, prawda? — zapytała gwałtownie podnosząc wzrok znad błyskotki. — Więc bądź szczera.
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Murai » 18 maja 2019, o 03:33

Odkupienie
Misja rangi C dla Harumi
5/30+


Mogłaby przyjść z najszczerszymi intencjami. Chcąc zaoferować worki ryo, spokój do końca życia i jeszcze największe luksusy. Mogłaby chcieć pomóc ze szczerego serca i bezinteresownie. Niestety Harumi była już zbyt negatywnie nastawiona na przyjęcie argumentów takimi, jakie są. Wspomnienie o rodzinie dziewczyny wywołało już falę podejrzeń i zwątpień. Jak gdyby tylko czyhali na to, żeby ją w coś wrobić albo użyć. Nie dopuszczała opcji autentycznej pomocy z ich strony. Nawet jeśli mieli jakieś plany w stosunku do dziewczyny, to czy oczyszczenie swojego imienia nie byłoby dla niej korzystne? Nawet jeśli, to nie mogła tego zobaczyć. Nie kiedy obraz zasłaniały jej zwątpienie i brak chęci. Niewątpliwie jej przeszłość miała z tym wiele wspólnego i w pełni uzasadniała takie a nie inne akcje. Ale kobieta zdecydowanie nie podzielała jej opinii.
- Nic nie insynuuję. Mówię jak jest. Szczególnie tutaj, rodziny tej prowincji nie pogardzą zarobkiem. Nie ważne czy chodzi o cywila, czy o wyszkolonego ninja, tym bardziej jeśli zdążyli się z nimi skontaktować. Nie ma pośród służby twojej rodziny osoby, która zna okrucieństwo tutejszych grup lepiej, niż ja. - kobieta zabrzmiała poważnie, grobowo wręcz. Jej wyszkolenie w tajnikach kultury osobistej i dobrego wychowania nie zdołały zasłonić tego nijakiego tonu. Jak gdyby chciała rozmawiać o wszystkim, poza tą jedną rzeczą. Którą tak czy siak powiedziała. Co mogła innego zrobić? Siłą jej nie weźmie, jeśli dostała rozkaz polubownego sprowadzenia Harumi to konsekwencje chociażby drobnego zadrapania mogły być opłakane. Wolna wola, niestety, była tutaj kluczem. Chyba.
Mając Etsuyę za ochroniarza, dziewczę mogło pozwolić służce na wyciągnięcie z sakwy pierścionka. Jej stan emocjonalny idealnie oddawał fakt, że byłaby w stanie nawet kobietę zaatakować. W biały dzień, w środku karczmy którą nie tak dawno uratowała. Sprowadzić kolejne kłopoty dla swojego bezpieczeństwa. Czy może raczej - ucieczką od niebezpieczeństwa? Służka nie zareagowała na informację o pierścieniu. Można było założyć, że każda kobieta ma w swojej sypialni tą niewielką szkatułkę wypełnioną biżuterią wszelkiego rodzaju. A już na pewno kobieta pokroju matki Harumi, która musiała mieć pewne ilości naszyjników, kolczyków, medalionów, bransoletek... Niczym pawie ozdabiające swoje kupry w piękne piórka. Strategiczną różnicą był tutaj fakt, że to samce pawi posiadają swoje charakterystyczne upierzenie, ale dla każdego kto nie zna tego faktu i podstaw nauk przyrodniczych analogia wciąż działała.
- Tak, tego oczekuję. - odpowiedziała kobieta praktycznie natychmiastowo - Polecono mi sprowadzić cię do Sabishi polubownie i zapewniając bezpieczeństwo, w celu oczyszczeniu twojego imienia. Dano mi ten pierścień w ramach potwierdzenia moich intencji. Nie otrzymałam jakichkolwiek innych rozkazów. Jeśli któraś z moich decyzji skłoniłaby cię, Harumi-dono, do zwątpienia we mnie i odrzucenia dobrej woli twojej rodziny, równie dobrze mogłabyś mnie zabić. - kolejny raz kobieta przedstawiła nienaganną postawę i kamienną twarz. Ciężko było z niej cokolwiek wyczytać, nie pozwoliła sobie nawet na cień emocji podczas wygłaszania tej deklaracji. Czy kłamała? Mówiła prawdę? Sztuka odczytywania mikro ekspresji nie była znana Harumi, więc nie mogła potwierdzić żadnej z tych opcji. Służka nie wydawała się wściekła, zmęczona, ani jakkolwiek inaczej tknięta nieprzystępnym zachowaniem córki swojej pracodawczyni. Postawiła swoje życie na szali bez mrugnięcia okiem. Jedynym, co od niej biło, to pewność siebie. Szczęśliwie dla siedzących przy tym stoliku, nikt nie interesował się nimi. Nadal pozostawało to tylko pomiędzy nimi. Jedyną osobą okazującą umiarkowane zainteresowanie był barman. Ten sam wdzięczny człowiek, co jakiś czas zerkał na Harumi i Etsuyę. Pewnie żeby sprawdzić, czy czegoś im nie trzeba. Ale dołączenie nieznanej mu osoby pewnie także miało na to wpływ.
Murai
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 18 maja 2019, o 11:59

Seria niebywale męczących treningów i darmowy nocleg w restauracji I tabemono zaowocował tym, że młodzieniec wspólnie z białowłosą zatrzymali się w Shigashi na dłużej. Nie ulegało wątpliwości, że w pewnym momencie będą musieli się wynieść od właściciela Ryokanu, jednakże Etsuya postanowił zabawić tutaj jeszcze parę dni. Nie przepadał za byciem od kogokolwiek zależnym, toteż o wiele bardziej komfortowo czułby się wynajmując mieszkanie na własny rachunek. Życie w centrum kupieckim było niezwykle absorbujące i nijak miało się do zwyczajnych osad, które młody podróżnik poznawał na swojej drodze. Tutaj wszystko to sprawiało wrażenie bardziej... cywilizowanego. Pomimo mafii walczącej o wpływy w mieście i niemalże zerowym odsetku ludzi pochodzących z wysp, czuł się tutaj dobrze. Kultura pieniądza i brak uprzedzeń sprzyjały charakterystyce najemnego shinobi z dalekich stron, a w najbliższej okolicy chłopak stawał się nawet rozpoznawalny, nie tylko poprzez swój nietypowy wygląd czy akcent, ale i pomoc mieszkańcom. Interesowną, ale nadal pomoc.
Wyjście do sali głównej na posiłek stało się już niemalże rytuałem, dzięki któremu Etsuya mógł zregenerować siły przeznaczone na treningi. Stacjonarne życie sprzyjało rozwojowi jego umiejętności, gdyż miał na nie znacznie więcej czasu niż na szlaku. Podróżując tygodniami przez palącą pustynię trzeba było oszczędzać siły, dbać o swoje rezerwy konsumpcyjne jak i przeć bez ustanku do przodu. Pomijając już kwestię praktyczne, pośrednio poprzez agresywną dla jego ciała pogodę najzwyczajniej mu się nie chciało, a przecież najgorszym co można było zrobić ćwicząc regularnie to wypaść z rutyny. Powrót wymagał od Nakiriego niemało samozaparcia, jednakże w środowisku, gdzie łatwo było zostać pozbawionym sakiewki lub nawet zdrowia, wysoka forma zarówno fizyczna jak i intelektualna była wysoce wskazana.
Etsuya nie chciał się zapychać niczym ciężkim, aby strawa nie bulgotała mu w brzuchu przez najbliższych kilka godzin. Przegryzał sobie warzywa z ryżem, aby uzupełnić węglowodany, które dodawały mu energii i poprawiały ogólne samopoczucie. Od piwska zrobił sobie dłuższą przerwę, przerzucając się z powrotem na wodę, do której zresztą dawno już przywykł. Racząc się leniwie posiłkiem zerkał od czasu do czasu na Harumi, która również zeszła wrzucić coś na ruszt. Nawet Etsuya raz na sto lat odczuwał potrzebę otwarcia do kogoś gęby, koniec końców ludzie byli zwierzyną stadną. Już zamierzał ją o coś spytać, aby zainicjować rozmowę, kiedy to obok nich jak gdyby znikąd wyrosła miła w aparycji kobieta, swoim wyważeniem i elegancją jasno dająca do zrozumienia, że nie przyszła żebrać o drobne.
W głowie Nakiriego szybko zapaliła się czerwona lampka, kiedy do jego uszu dotarło wytłumaczenie w jakiej sprawie się tutaj pojawiła. Wzmożona uwaga i badający wzrok szybko określiły potencjalne zagrożenie z jej strony, a ponadto młodzieniec nie żałował chakry ku temu, aby aktywować na wszelki wypadek swoje sensoryczne zdolności i zostać wcześniej zaalarmowanym, że nieznajoma zaczyna mieszać chakrę. Mimo swoich podejrzeń Etsuya nie odezwał się ani słowem. W gruncie rzeczy nie była to jego sprawa i mimo, że białowłosa spędzała z nim sporo czasu to nie była przecież od niego zależna. Podróżnik bardzo cenił sobie niezależność, toteż szanował też innych, starając się nie wchodzić z nosem w cudze sprawy. Jedna z niewielu sytuacji, kiedy jego lakonizm, czy lepiej by powiedzieć wydmizm, był mile widziany. W końcu mógł siedzieć cicho i nikt nie zarzucał mu lenistwa.
Nakiri obserwował całe zajście, co jakiś czas spuszczając wzrok z kobiety, aby zbadać reakcje Harumi czy chce w ogóle podejmować konwersacje. Po tym jak nieznajoma wyjęła rodzinny sygnet, jej słowa zaczynały mieć podstawy i odzwierciedlenie w rzeczywistości. O ile wcześniej Etsuya odradziłby dziewczynie ufać komuś przychodzącemu z taką sprawą, tak teraz stawał się nieco bardziej spokojny o jej życie. Rzecz jasna dalej pojawiały się pewne wątpliwości i tak jak to białowłosa zauważyła, kwestia kopii, które mogły zostać wykonane przez jakiegoś oszusta, jednakże chwilę później przyszły tłumaczenia nieznajomej. Nakiri napił się wody, lustrując jej oblicze podczas wypowiadanych przez nią słów, jednakże nie usatysfakcjonowały go one w wystarczającym stopniu.
Dopiero w tym momencie Etsuya zdecydował się wspomóc towarzyszkę w rozwianiu jej wątpliwości i po krótkiej chwili ciszy nachylił się flegmatycznie do jej prawego ucha i wyszeptał słowa na tyle cicho, aby trzecia strona rozmowy ich nie usłyszała - Spytaj ją o coś, co może wiedzieć ktoś bliski rodzinie - Jeżeli miało to w jakikolwiek sposób zweryfikować prawdomówność nieznajomej to warto było spróbować. Odchylił się ku swojej wyjściowej pozycji, nie zwracając kompletnie uwagi na to, czy kobieta uznała to za niegrzeczność, a następnie skierował swój wzrok ku jedzeniu i kontynuował w milczeniu posiłek, wsłuchując się w dalsza konwersację.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 14:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 18 maja 2019, o 12:24

[b]-Polecam się[/b - dodał na koniec, gdy dotarli już do karczmy, a Harambe poszła swoją drogą. Usiadł przy jednym ze stolików wcześniej odpinając gurdę. Spojrzał na swoje dłonie zupełnie tak, jakby były cudze, jakby nie należały do niego samego. Od dawna toczy ze sobą walkę co tak naprawdę jest słuszne, co powinien robić w sytuacjach bez wyjścia. Z jednej strony coś mówiło mu, by robić to co nie powoduje dla kogoś szkody. Z drugiej zaś zdawał sobie sprawę z tego, że najbardziej musi się martwić o swoje życie, dopiero później powinny iść kolejne. Było w tym wiele egoizmu, nie ma co temu zaprzeczać, ale... życie masz tylko jedno i najlepiej przeżyć je jak tylko długo się da. A będąc shinobim to niezwykle trudne. Czasami zaskakiwał sam siebie, jak przy tym jeziorku. Czemu nie zareagował na ten przejaw agresji ze strony dziewczyny? Niegdyś pewnie by się nie zawahał, zrobiłby swoje i odszedł w siną dal nie patrząc na innych. Miał pewne wątpliwości co do moralności jako takiej. Wszystko jednak sprowadzało się do jednego - nie poznasz tajników życia, gdy będziesz martwy.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1093
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 18 maja 2019, o 14:06

Misja B
1/45


Kuroi po powrocie do karczmy zastał jej właściciela, który jeszcze raz wylewnie mu podziękował. Tym razem wyglądał już nieco lepiej, najwyraźniej zdążył już do siebie dojść po ostatnich wydarzeniach, Kumą natomiast zajęła się jedna z kelnerek, poinstruowana, że ten młodzieniec je i pije na koszt firmy i by nie żałować mu niczego. Po takim przedstawieniu nic dziwnego, że dziewczyna mu nadskakiwała i usługiwała. Faktem było, że o tej godzinie karczma nie grzeszyła zabójczą ilością klientów. Był to spokojny lokal, większa ilość osób w środku gromadziła się dopiero wieczorami, gdy podróżnicy i zmęczeni pracą mieszkańcy wpadali do miejsca, które słynęło z szybkiego jedzenia i taniego alkoholu w miłej atmosferze.
Miał już całkiem obficie zastawiony stół, gdy kelnerka po raz kolejny do niego podeszła. Wydawało się, jakby jej kimono za każdym razem było jakby luźniejsze i luźniejsze, co zupełnie jej nie przeszkadzało. Uśmiechnęła się do Sabaku i zaczęła uprzejmie dopytywać, czy niczego mu nie brakuje i czy ma coś donieść.
Stojąc plecami do drzwi, w przeciwieństwie do chłopaka nie zauważyła jak te powolutku i ostrożnie się uchylają, a do środka wślizguje się niewielka istotka, która z podobnym namaszczeniem drzwi zamknęła i rozejrzała się szybko. Musiała chyba stawać na palcach, bo dziewczynka była niemal jak ze znanej, dziecięcej rymowanki - głową niewiele sięgała ponad stół. Spotkała wzrokiem Kumę i zatrzymała się przy nim na moment, marszcząc brewki, po czym zanurkowała pod stołami, przykrytymi kolorowymi obrusami, znikając mu z oczu. Z jej wzrostem nie było to zapewne nic trudnego, wystarczyło lekko się schylić. Ciekawsze było pytanie co tak małe dziecko robi w barze, na dodatek zachowując się w tak dziwny sposób?
- Dziś polecamy ramen z podwójną wołowiną oraz takoyaki, a do picia herbatę jaśminową i wino ze śliwek ume naszej własnej produkcji - mówiła dalej kelnerka, nieświadoma tego co działo się za jej plecami.
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 18 maja 2019, o 14:33

Nie było wiele rzeczy, które przekonywały staruszka od razu. Nigdy nie był zbyt ufny przy pierwszym spotkaniu, wolał utrzymywać dystans przez pewien czas i stopniowo próbować na ile może sobie pozwolić. Trochę jak dziecko, które próbuje ustalić swoją pozycję w towarzystwie i dlatego czasem psoci. Podobnie było i w tym wypadku. W Ryokanie jednak czuł się już dosyć swobodnie, bowiem hej, jakby nie patrzeć to stał dzisiaj tylko dzięki pomocy sławetnej trójki i jakiegoś randoma! Oczywiście Kuma skorzystał z propozycji, bowiem nigdy nie odmawiał darmowej wyżerki (przynajmniej wtedy, gdy był pewien, że jedzenie nie jest zatrute). Zaczął ucztę, chociaż nie jak poprzednio łykając co popadnie, tylko powoli, na spokojnie. Nigdzie się nie spieszył, nie miał nic do zrobienia, a że miał jeszcze zapewniony nocleg w razie potrzeby, to gdzie miał tak pędzić? Alkohol jednak sobie odpuścił, staruszek bowiem o ile nie wylewał za kołnierz, to nie lubił pić w samotności, a że ludzi było mało, godzina wczesna, to trzeba było sobie niestety odpuścić tak prymitywne zachcianki. Zerkał sobie jednak na kelnerkę i jej kimono, które wyglądało zupełnie jak zaproszenie. Skąd to nagłe zainteresowanie?
-Nie nie, wszystko mam pod ręką, w razie czego będę wołać kochaniutka - rzucił do niej i wychylił się zerkając jak uchylają się drzwi i wchodzi mała istotka. Przekrzywił głowę i zastanawiał się czy to nie przypadkiem córka czy wnuczka któregoś z właścicieli.
-Jak Ci na imię? - dodał jednak po chwili do kelnerki odrywając wzrok od szkraba, który poruszał się pomiędzy stolikami. Tajemnica przekradającego się dziecka musiała chwilę poczekać, z resztą w końcu będzie musiało wyjść spod tego stolika, albo wślizgnąć się do jakiegoś pokoju. Może nawet karczmarz przyłapie dzieciaczka na buszowaniu po jego lokalu?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1093
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 18 maja 2019, o 15:34

Misja B
3/45


Dziewczyna uśmiechnęła się do niego grzecznie, nachylając się i zbierając naczynia ze stołu. Skąd to zainteresowanie? Cóż, może sama rekomendacja ze strony właściciela uczyniła z niego kogoś interesującego, a można dla samej dziewczyny był ciekawy, może się jej podobał zwyczajnie? Skąd to nagłe założenie, że musiał być inny powód niż jego przystojna facjata?
Dobra dobra, żarty na bok.
- Kaori, proszę Pana - przedstawiła się grzecznie, zabierając puste i brudne naczynia, po czym odeszła w stronę zaplecza. teraz już wiedział kogo wołać.
Mała głowa wysuwała się co jakiś czas zza stolików, przesuwając powoli w jego stronę, przystając co jakiś czas. W końcu pojawiła się obok niego.. Gdy drzwi do karczmy się otworzyły. Tym razem z impetem.
Stojąca w progu kobieta była średniego wzrostu i urody. Ubrana była w dość powszechne, nieco znoszone ubrania i prezentowała jak typowa mieszkanka tego miasta w czasie wykonywania normalnych, domowych prac. Przez ramię była przewieszony wyjątkowej długości warkocz, sięgający aż do uda. Rozejrzała się po lokalu panicznie, wzbudzając dość powszechne zainteresowanie. Każda atrakcja była miła, prawda? Najwidoczniej nie zauważyła obiektu swoich poszukiwań, więc odezwała się głośno.
- Przepraszam, nie widział ktoś może dziewczynki mniej więcej takiego wzrostu - wskazała na swoje biodro - Z dwoma warkoczami, ludzie na zewnątrz widzieli ją w tej okolicy - dodała z nadzieją.
Tymczasem mała siedziała obok.. A raczej, pod stolikiem obok Kuroia, patrzyła się na niego wielkimi oczami i przykładała palec do ust w uniwersalnym geście.
Ciiii…
Tylko kogo dorosły, odpowiedzialny człowiek powinien się słuchać? Matki desperacko szukajacej swojej pociechy czy owej pociechy, która bez widocznego powodu ukrywa się przed swoja opiekunką. Wybór był w miarę jasny, ale kto wie, co się za tym kryło?
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 18 maja 2019, o 16:12

-Kaori... - powtórzył to imię bezwiednie, kiwnął kilka razy głową z uśmiechem zadowolenia na tej przystojnej jak pole minowe facjacie, po czym odprowadził ja wzrokiem, gdy oddalała się na zaplecze. Oczarowany wdziękiem dziewczyny przez chwilę wyobraził sobie jakby to było, gdyby po prostu pewnego dnia zasiadł w jednym miejscu i nie musiał już więcej wędrować, tylko wieść spokojne życie. Za stary się na to robisz, wiesz? Wziąłbyś się w końcu w garść - dodał mały głosik w jego głowie, który pogroził mu paluszkiem, gdy tylko zaczął się rozwodzić na tym jakby mogło być. Z tej konsternacji wyciągnęła go jednak mała głowa, która przemieszczała się pomiędzy stolikami. Kuma nachylił się, ułożył ramiona na stoliku i złożył przed sobą. Pokręcił głową śmiejąc się pod nosem, bo w sumie taki bąbel był nawet zabawny w tej swojej nieporadności.
Wejście smoka odwróciło jego uwagę, od razu odwrócił wzrok ku drzwiom upewniając się, że jednak opryszkom, którzy uprzednio "wygrali" karczmę nie zachciało się próbować dochodzić swoich racji. Jednak zamiast trójki chłopaczków zobaczył tam kobietę w słusznym już wieku. Miał już unosić rękę, by zgłosić, że brzdąc chodzi sobie po karczmie i w sumie to lepiej, by znalazł się pod opieką matki, ale zrezygnował, gdy dzieciaczek go uciszył. Nie ma co, kilkulatka pokonała staruszka jednym gestem. Nie będzie przecież świnia i nie zrobiłby czegoś takiego. Musiał jednak coś z tym zrobić i odwrócił wzrok w kierunku zaplecza, czy gdziekolwiek znajdowała się teraz kelnerka.
-Kaori, może jednak bym się skusił na ten ramen? - rzucił próbując zachowywać się jakby wzywał po prostu kelnerkę. Zero podejrzeń, zachowuj się normalnie i udawaj, że tego dzieciaka tak naprawdę tam nie ma. Chyba że ktoś cię wkopie, wtedy po prostu udawaj staruszka i że nie zauważyłeś uśmiechu tego bombelka
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1093
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość