"Ī tabemono" Ryokan

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 21 mar 2019, o 08:16

Etsuya otworzył jedno oko będąc przebudzonym przez właściciela i leniwie podniósł się z łóżka, kiedy ten już sobie poszedł. Przetarł ślipia, wpatrując się martwym wzrokiem przez kilka minut gdzieś w przestrzeń, a następnie zabrał się do ogarniania własnych rzeczy oraz siebie samego. Pojawił się w sali głównej jakiś czas po reszcie, aby zjeść wspólnie z nimi śniadanie. Bez słowa mielił posiłek w ustach, wlepiając w niego swój wzrok - Sam się tym zajmę - oświadczył obojętnie w pewnym momencie. Nie wymagał od nikogo, aby wyręczano go w jego własnych porachunkach. Nie chciał również, by ktokolwiek robił sobie problemy w mieście za sprawą Etsuyi.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 22 mar 2019, o 22:24

Białowłosa była zdziwiona, że Etusyi wciąż tu nie ma, bowiem zawsze to on wstawał pierwszy, przygotowywał posiłek, dbał o ich wspólne dobro. A teraz? Nie było go ani po prawej, ani po lewej, ani nawet na schodach. Harumi kilkukrotnie rozejrzała się po każdym siedzeniu z osobna, po każdym kącie. Nie ma go... Może jeszcze śpi? Droga dedukcji doprowadziła ją do powyższej teorii. A skoro Nakiri śpi, to nie będzie go przecież budzić. Ostatnie miesiące były dość intensywne pod względem wojaży. Nic więc dziwnego, że zaspał. Harumi była przekonana o jego umiejętności w boju i bynajmniej nie zamierzała się martwić na zapas. Z uwagą przysłuchiwała się opowieści brata karczmarza. Każdy szczegół jest istotny i pomocny. Zwłaszcza w potyczce z trzęsącą miastem mafią. Całkiem groźną mafią.
— To straszne... — wtrąciła cicho przykładając palec wskazujący do ust. Nigdy wcześniej nie słyszała o podobnych praktykach w Shigashi no Kibu. Ba! Nigdzie na świecie. Nie dziwiła się zatem, że dobra passa przekonała brata karczmarza do dalszej inwestycji w negocjowanie uczciwą praktykę hazardową. Na odpowiedź na swoje pytanie jedynie przytaknęła. No ładnie. Jesteśmy w czarnej dupie. Właśnie w tym momencie zrozumiała, że jakiekolwiek wtrącanie się było błędem. Jebitnym, skurwiałym błędem. Do cholery, przecież to jakiś koszmar. Trójka ludzi naprzeciw chmarze wyszkolonych, zapewne, w boju złoczyńców. Dziewczyna przetarła czoło czując, jak robi jej się coraz cieplej.
— Rozumiem — mruknęła od niechcenia. W tym też momencie do stolika dołączyło zaginione ogniwo. Harumi uśmiechnęła się nieco drętwo. Nic więcej nie potrafiła z siebie wykrzesać, a przynajmniej na ten moment. — Więc władza nie ma szans w starciu z tymi troglodytami. A to ci nowość. Powiedz nam dosłownie wszystko co o nich wiesz, nawet najmniej istotne szczegóły — dodała sięgając po czarkę z herbatą.
Ostatnio edytowano 26 mar 2019, o 00:32 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 4 razy
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Yami » 23 mar 2019, o 00:23

Siedziałem sobie spokojnie przy stole. Nie wiem, kto siedział po mojej prawej, kto po lewej a kto na przeciw. Znaczy to nie jest trudne zwyczajnie spojrzeć i o tym powiedzieć wszak kto mi zabrania? Jednak czy to było warte opisywania? Przecież zamiast wchodzić w szczegóły można zwyczajnie opowiedzieć, w stronę kogo się zwracasz nie zaś kierunek w którym spoglądasz. Można mówić spoglądam na prawo lecz czy osoba rzeczywiście tam się znajduje? Ja to wiem bo tam siedzę lecz niekoniecznie ktoś kto wie tylko częściowo o tym co się tutaj działo, szczątkowo. Sięgnąłem po miskę i nałożyłem sobie trochę smażonej ryby i dołożyłem porcję ryżu. Po co ja tak właściwie o tym myślę?
Posilając się nadal doskonałym posiłkiem, który wszak musiał być dobry znając renomę tego miejsca oraz samego kucharza. Ten jest dość dobrze znany w okolicy dlatego w sumie ciekawym jest, że ktoś chciałby przejąć ten lokal. Każdy przyjmie teraz go z otwartymi ramionami, gorzej jeśli chodzi o brata. Jednak nie moja to kwestia, wszystko zależało od tego czy uda się "odbić" ten lokal z rąk nieznanej grupki.
Historia, którą opowiadał mężczyzna była dojść zwyczajna. Zawsze kusi się poprzez dobrą passę a potem podmienia kości na trochę bardziej dociążone. Jak się jest dostatecznie zręcznym, a ktoś za bardo nabuzował się kolejnymi wygranymi to dziecinna igraszka. Raczej już nigdy nie da się tak ograbić, pytanie tylko czy będzie miał jeszcze do czego wracać. Westchnąłem wkładając do ust kolejną porcję ryżu i przeżuwając go leniwie. Sięgnąłem następnie po kubek z zieloną herbatą. Uniosłem go i zbliżyłem do ust lecz nagle ktoś mi przerwał rzucając kąśliwą uwagę. Był to najstarszy z trójki, który teraz zwrócił się w moją stronę. Zerknąłem na trzymane w prawej dłoni pałeczki i kubek znajdujący się w lewej.
- Książkę? Jem wyśmienity posiłek. Jeśli masz taką wadę wzroku może lepiej nie walczyć z tą "mafią". Możesz przypadkiem trafić swoich towarzyszy - odparłem pobierając większy łyk dobrego trunku. - poza tym równie dobrze mogę powiedzieć, że zostałeś zwerbowany przez inną "rodzinę". W takim przypadku masz powód aby pomóc gospodarzowi. - dodałem spokojnie.
Westchnąłem spoglądając na własną miskę ryżu. Najłatwiej jest komuś zarzucić coś drugiej osobie nie znając jej, a sama nie pomyśli, że równie dobrze ktoś może tak myśleć o niej samej. Myślałem, że zjem sobie spokojnie posiłek i zbiorę się do dalszej drogi a tu proszę jetem oskarżany o przynależność do mafii bo jem śniadanie. Ja to mam szczęście...
Gracze gdy zbliża się Han

NEW YAMI THEME
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 2039
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 23 mar 2019, o 23:38

Misja C
29/60 ALBO 33/75


Pytanie czy też może wnioski wysunięte do rozważenia przez Kuroia wydawały się dość kluczowe. Co to dokładnie było? Zaplanowana akcja mafii, która chciała przejąć ten lokal? A może to była ich samowolka, którą uprawomocniali swoją pozycją w mafii, która nie była zbyt wysoka?
- To byli.. Akiyama.. Ale nie orientuje się kim oni tam są, to ich wewnętrzne sprawy. Ale.. Masz rację! Jeśli nie mają wysokiej pozycji to rzeczywiście wszystko ułatwia! Wystarczy się odegrać! - zapalił się właściciel od razu nabierając nadziei. Zwrócił się do swojego brata, kiwając na niego głową, by opowiadał dalej na żądanie dziewczyny, a on podrapał się po głowie.
- Szczegóły no.. Ale że co? Jeden z nich miał taki śmieszny tatuaż no.. Taki garbaty koń. Upośledzony jakby. No i.. Hm.. - podrapał się z tyłu głowy - Mieli ciężkie kostki, chociaż wydawały się kościane. W dotyku, w sensie. I w sumie dziwne było, że w sumie niewiele tej ich nalewki wypiłem, a mnie strasznie ścięło. A dali mi jej spróbować tylko kieliszek, ziołowej takiej, a potem piliśmy coś innego, ale słabszego. No i w sumie więcej to już nic nie przychodzi mi do głowy. Mogę was zaprowadzić gdzie graliśmy - powiedział skruszony, wyraźnie kończąc wysilanie umysłu z westchnięciem. I dobrze, bo jeszcze trochę i by się chyba chłopaczek przegrzał.
Ale i tak się okazało, że ciężko było się zjednoczyć gdy emocje nieco opadły. Harumi, myśląc nieco trzeźwiej, zaczęła się dość słusznie obawiać konfrontacji z przestępczością zorganizowaną, Kuroi z Yamim przerzucali się oskarżeniami kto z nich pracuje dla mafii, a Etsuya oświadczył im wszystkim, że poradzi sobie sam. Karczmarz zaczynał mieć przerażoną minę, strzelając oczami od jednego do drugiego.
- Ale.. Nie zaczniecie się tu bić? - zapytał niepewnie, sam nie wiedząc chyba czego się spodziewać po grupie w sumie nieznajomych, który obiecali mu pomóc.
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 24 mar 2019, o 18:29

Kaguya spojrzała na karczmarza z przerażeniem, czując, jak wszystkie ostatnie napięcia, emocje i obawy szukają ujścia w wybuchu. A ujście okazało się szerokie niczym dolina Eufratu. W sumie cała ta parodia chwały i odpowiedzialności za swoje czyny ku czci Mafii Akiyama okropnie ją wkurzyła. Jako rzeczniczka empatii i pogardy dla nieuczciwego postępowania nie miała zamiaru tolerować szkodliwych społecznie wydarzeń. Dobrze, że przynajmniej nie widziała niewinnych cywilów z krwią tryskającą wokół lub, niech Amaterasu ma w opiece tych żałosnych dupków, umęczonych zwierząt. Bo wtedy naprawdę by ją poniosło. Poniosło niczym woda rydwany faraona. Nic nie jest chyba tak smutne, jak to znajome poczucie odpowiedzialności, kiedy wiesz, że już nie możesz się cofnąć, a twoje życie… Ah, twoje życie – diabli wzięli. I wszystko, co było twoje na tym niesprawiedliwym, zimnym świecie. Prawda wygląda tak – sama się w to wkopałaś, sama, własnymi rękoma, nogami i głową. Ty, „wielka wojowniczko”, rycerzu prawa, pieprzona bohaterko. Tak, ty Harumi. A jedyne co masz, to garść informacji, parę sztuczek z kośćcem, wybuchowego przyjaciela i drugiego… Kolegę, towarzysza niedoli, pobratymca. Zwał jak zwał – Kuroia, który skupia się na łapaniu za nogawkę, siedzącego parę krzeseł dalej, ciemnowłosego chłopaka. Over and over again. A to wszystko, ponieważ miałaś fantazję ratować i zbawiać świat. Po pijaku. Fajnie, co? Tak fajnie, że tylko siąść i płakać. Niemniej jednak to Harumi robiła, ostatnimi czasy, nazbyt często. Ah, piękne użalanie się nad sobą. Ale czego chcieć od dziewczyny, której dziecinność wznosi się niczym pokrywka na czajniczku? Naiwnym byłoby oczekiwać, że podejmie jakąkolwiek dojrzałą decyzję z przewidzeniem ewentualnych konsekwencji. Białowłosa westchnęła ociężale, dość głośno, a przynajmniej na tyle, by poirytowany wyraz dotarł do uszu siedzących przy stole ludzi.
– Pan wybaczy, ale oglądanie tego miejsca na niewiele się nam zda, a być może zrodzi kolejne, raczej niepotrzebne, problemy – przygryzła nerwowo wargę. Starała się, by zabrzmiało to stanowczo, choć w sumie nie wypadło tak asertywnie, jak tego pragnęła. Zamiast stawiać warunki wolała poczekać. Cierpliwość to cnota. I tak przecież przyjdą. Prędzej czy później. Tę lukę czasową warto było zamienić w coś pożytecznego. Choćby uzbrojenie karczmy. Zasadzenie pułapek. Wszystko, co pasywne, wydawało jej się lepsze.
– To miła propozycja, ale obawiam się, że można rozegrać to o wiele lepiej – odpowiedziała karczmarzowi, a kąciki jej ust poszybowały w górę tworząc rozbawiony wyraz. Z trudem powstrzymywała się od wybuchu śmiechu. Tak. Kuroi i ten drugi przypominali dwie, małe chichuachuy ujadające do siebie zza płotu. Ba! Rzucające się w popłochu nań malutkimi, słabymi ciałkami.
Przybliżyła się maksymalnie do ramienia Kumy,
– No więc jak będzie? Wchodzisz w to? – zapytała cicho, wyraźnie usatysfakcjonowana coraz większą dozą aktywności ze strony bruneta. Skoro miał siłę na przepychanki słowne, to niech po przepycha się fizycznie. Albo umysłowo. Się zobaczy.
Ostatnio edytowano 26 mar 2019, o 19:10 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 3 razy
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 24 mar 2019, o 20:08

Dziamgał sobie w spokoju posiłek przysłuchując się innym, w nadziei, że nikt nie będzie mu zawracał gitary. Towarzystwo nic sobie nie zrobiło z tego, że Etsuya chciał wziąć wszystko na siebie, ale jakoś go to nie dziwiło. Każdy miał swoje pobudki i z różnych przyczyn chciał pomóc karczmarzowi... bądź też nie. Zadzieranie z mafią było głupsze niż się Nakiriemu wydawało, ale młodość nie zawsze szła w parze z rozwagą. Szczególnie gdy towarzyszyła jej duma i chęć odegrania się za zniewagę.
Pomiędzy Kumą, a nieznajomym chłopakiem nastąpiła utarczka słowna, która całkiem zainteresowała niemrawego jak dotąd Etsuyę. Spode łba spojrzał na jednego i drugiego, podnosząc wzrok znad swojego posiłku, a słysząc odpowiedź nieznajomego uśmiechnął się mimowolnie kącikiem ust w lekkim rozbawieniu. Nie dało się ukryć, że poza potyczkami słownymi lepsza od nich była tylko i wyłącznie ich obserwacja. A może na tym się skończy? Jak dotąd Kuma dał się poznać jako osoba spokojna i ugodowa. Nie sprawiał też wrażenia jakby zadowolony był z wyniku zajścia z mafią. Na ten moment wyglądało na to, że dzień mógł zakończyć się na milion różnych sposobów, albo i zakończyć się dla niego przedwcześnie. Ostatniej z możliwości Nakiri nawet nie brał pod uwagę, toteż wyrzucając jakiekolwiek wątpliwości z głowy nadal w milczeniu przysłuchiwał się rozmowie.
Tylko Harumi wydawała się jak dotąd zaangażowana w rzeczywiste przemyślenia odnośnie planu rozwiązania sytuacji. Etsuya nie wiedział czy to za sprawą poczucia winy, czy chęci pomocy karczmarzowi, ale niemo zgadzał się z tym, że wybranie się do miejsca rozgrywki w kości nie jest najlepszym pomysłem. Opuszczanie restauracji mogło wiązać się z tym, że pod ich nieobecność stanie się coś złego. W końcu nie mieli pojęcia, w którym dokładnie momencie pojawi się wesoła ekipa czterookiego kurdupla.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 24 mar 2019, o 23:57

Na chwilę myślami gdzieś odpłynął, wzrok skierował na sufit i zaczął się zastanawiać czy może Yami nie ma racji i może po prostu sobie odpuścić. Rzucić to wszystko w cholerę i ruszyć dalej w swoją drogę, skoro nic go tutaj nie trzyma. Kiwnął leniwie głową, by zaraz znowu wrócić wzrokiem do młodziaka.
-Smacznego, przemyślę propozycję, a mówić możesz sobie co chcesz, póki gospodarzowi to nie przeszkadza, ja tutaj porządku nie utrzymuje - puścił mu krótki, acz złośliwy uśmieszek. Potem gestem ręki uspokoił karczmarza, że wszystko będzie w porządku. To nie jego przybytek, więc to nie on tutaj był od ustawiania ludzi. Nie chciał, by stracił przez niego klientów - przynajmniej do czasu, póki jeszcze ta knajpka była w jego rękach. Kuma wolał nie wgryzać się w takie zatargi słowne i do tego jeszcze z jakimś gówniarzem, który swoją drogą był tutaj... z niewiadomego dla nikogo powodu. Może i był gościem, ale przecież knajpka miała być zamknięta, prawda?
-Gdybyś nas zaprowadził w tamto miejsce, może udałoby się nam jakoś ruszyć do przodu - dodał po chwili, jednak już do brata wspomnianego wcześniej karczmarza. Nie widział dużej nadziei w tym, jednak zawsze to było coś. Przecież nie mogli siedzieć cały czas w jednym miejscu lub błąkać się bez celu. Zwiesił głowę zastanawiając się jak w ogóle ugryźć ten problem. Obstawiał, że po prostu trzeba było przemówić tej trójce do rozumu, tylko że w taki sposób, by mafia nie wzięła tego za bardzo do siebie. Z zamyślenia wyrwała go białogłowa, która przybliżyła się niebezpiecznie blisko. Odsunął się odruchowo, dosłownie niczym poparzony i popatrzył na nią zmieszany.
-Nie wiem czy przyda się wam ślepiec, ale skoro prosisz młodziutka, to nie mogę odmówić - kiwnął głową w niemym ukłonie i cóż... czas ruszyć śladem pieniędzy, bo nikt z nich nie będzie czekać, aż oni ułożą w głowie jakiś plan.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1090
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Yami » 25 mar 2019, o 01:13

Starszy z trójki odpuścił. Nie wiem czy to z braku chęci czy zwyczajnie moje słowa namieszały mu w głowie. Najważniejsze, że nie musiałem się już mocniej wysilać, choć w tej kwestii niewątpliwie odegrał właściciel gospody oraz dziewczyna, która przykleiła się do staruszka. Patrząc na różnice między nimi równie dobrze mogłaby być jego córką, co świadczyłoby łatwość z jaką pokonuje barierę przestrzeni osobistej, choć ze względu na użyte słowa raczej ta kwestia upadała.
- Nie miałem zamiaru - odparłem w stronę właściciela - chciałem jedynie wskazać, że bardzo łatwo oskarża się drugą osobę pomimo, że może to działać w obie strony.
Jak to ktoś powiedział źdźbło w oku przyjaciela dostrzeżesz i wypomnisz mu a belki w swoim nie zauważysz. Zawsze problemem jest to, że część ludzi myśli, że osoba, której nie zna z całą pewnością może mieć ukryte, nieprzyjemne zamiary. Tak jak w tym przypadku ja, który za zgodą właściciela jadłem śniadanie stałem się nagle obiektem podejrzewań, bo byłem osobą, której waść nie znał. Czy to jednak źle? Skądże znowu, ostrożności nigdy zbyt wiele, wszak nie wiadomo co czai się za płaszczem starowinki sprzedającej jabłka.
- Smacznego - dodałem w końcu w stronę mężczyzny. Skoro życzył mi, go choć w sumie już w połowie posiłku, wypadałoby odwzajemnić choć odrobinę uprzejmości.
Odwzajemnić uprzejmości. Westchnąłem głęboko odkładając pałeczki oraz kubek z herbatą. Podróżni często myślą swoimi kategoriami nie mając pojęcia jakie konsekwencje mogą doprowadzić ich działania. Honor, dobrotliwość, chęć niesienia pomocy, są to cudowne cechy, które niestety mogą czasem ze względu braku przemyślenia doprowadzić do większego zła. Z tej rozmowy przy śniadaniu mogłem określić co tu się mniej więcej działo. Mogłem spróbować rozwiązać ten problem w sposób najbardziej bezpieczny, taki, który weźmie pod uwagę większą część możliwości. Westchnąłem ponownie.
- Jeśli pójdziecie i spotkacie tych zbirów co zrobicie jeśli was sprowokują? - rzuciłem w stronę Kumy, znaczy tego "Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik" - Czy jesteś w stanie zapewnić, że nie podejmiesz działań siłowych w takim przypadku? Nawet jeśli są najmniejszymi z rodziny Akiyama to z pewnością rozdmuchali sprawę wśród towarzyszy. Pozbycie się trójki niczego nie zmieni jeśli obiekt należy do rodziny - złożyłem ramiona na klatce piersiowej i kontynuowałem głośne gdybania. - Co jeśli tylko się przedstawiali jako członkowie rodziny tylko po to by zapewnić sobie jakieś bezpieczeństwo, choć rzeczywiście do nich niej należą? Myślicie, że jeśli ogracie ich w kości to oddadzą budynek po dobroci? Pewnikiem zaatakują, a wówczas co? Obezwładnicie ich? Dojdą do siebie i z zawiści mogą spalić karczmę. Zabijecie więc? Wówczas rodziny i przyjaciele mogą pójdą w odwet.
Zamknięte od jakiegoś czasu powieki (nawet nie wiem kiedy wszedłem w stan zadumy) rozwarły, zaś oczęta me skierowały się w stronę kubka z gorącą jeszcze herbatą. Dobrze, że nie wypiłem wszystkiego od razu. Powoli zasycha mi w gardle. Sięgnąłem po kubek i upiłem z niego kolejny większy łyk.
- Jeśli chcecie ten problem rozwiązać musicie znaleźć takie rozwiązanie, które zapewni temu przybytkowi ochronę przy jednoczesnym odzyskaniu praw do lokalu, choć w gruncie rzeczy te wciąż należą do właścicieli wszak wszystkie dokumenty znajdują się u niego oraz w urzędzie. No chyba, że podpisał po pijaku jakieś papiery... - tutaj zerknąłem w kierunku "gagatka" po czym znowu zamknąłem powieki. - Nie mniej jednak istnieje sposób aby zapewnić temu przybytkowi ochronę choć dziwię się, że przy takiej lokacji nie zrobił tego właściciel wcześniej. Trzeba użyć nazwiska innej, większej rodziny. Nawet jeśli coś zrobicie to Ryokanowi nic się nie stanie. Wiadomo przecież co się dzieje kiedy stanie się na drodze mafii, czyż nie? Kolejną kwestią o której należy pamiętać, jest fakt, że większe rodziny nie rozpoczną walnej walki, nie o lokal. Dlatego najpierw trzeba odzyskać prawa do lokalu np. wygrywając w kości bądź przyłapując kogoś na oszustwie. Do walki nie dojdzie jeśli członek rodziny, o którego protekcję poprosicie będzie na miejscu i opowie się za wami. Kwestią jest jedynie złożenie oferty i wybranie jednej rodziny. Biorąc pod uwagę możliwość udziału Akamiyi zostają tylko dwie. Taka jest moja propozycja rozwiązania konfliktu i utrzymanie spokoju na dłuższy czas. Problemem może się tutaj okazać ilość przekazywanego, procentowego zysku rodzinie za wykorzystanie ich imienia.
Zwróciłem się w końcu w stronę kucharza, który przygotował dla nas ten wspaniały posiłek.
- Choć tą myślą mogę odwdzięczyć się za gościnę. Nie wiem czy okaże się pomocna ale mam nadzieję, że wniosła nowe światło w tej... dyskusji?
Ostatecznie przejechałem spojrzeniem po znajdujących się tutaj osobach. Czy mi się wydaje, czy trochę za bardzo się rozgadałem? Heh przynajmniej wczoraj nie musiałem szukać innego lokalu a i właściciel w zamieszaniu zapomniał odebrać ode mnie paru monet za posiłek oraz klucz do pokoju z wygodnym łóżkiem.

Gracze gdy zbliża się Han

NEW YAMI THEME
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 2039
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 25 mar 2019, o 05:04

Misja C
33/60 ALBO 38/75
Tak czy siak połowa za nami, yeeeey


Karczmarz był trochę uspokojony po słowach Harumi, ale równocześnie coraz bardziej zdezorientowany. Jedno mówi, że tam nie idą, drugie chwilę po nim mówi, że dobrze byłoby gdyby ich tam zaprowadzić, jeden się patrzy na wszystkich spod byka... No i był Yami. Jedyny miejscowy z całej czwórki wspaniałych i chyba tak naprawdę jedyny, który rozumiał grozę sytuacji. Rozwiązanie siłowe czy umysłowe, to może być niewystarczające, bo w momencie gdy czwórka wspaniałych sobie odejdzie właściciel lokalu może zostać z kolejnym kłopotem, to znaczy upokorzonymi przeciwnikami lub mszącą się rodziną. Choć słowa chłopaka były logiczne, to ta logika niezbyt sprzyjała nastrojowi właściciela, który chyba wcześniej o tym nie pomyślał. Faktycznie, było bardzo dużo "a co jeśli?" w tym planie by odegrać lokal w karty.
Ale jednocześnie przy wszystkich tych wytkniętych możliwych brakach, miał też rozwiązanie. Dość nietypowe, trzeba było przyznać, przypominające nieco zwalczanie ogień ogniem.
- Nie chciałem się mieszać i ich przeklęte porachunki i do tej pory udawało mi się to powstrzymywać - rzucił ponuro właściciel - Chociaż miałem z dwa razy wizytę ludzi, którzy obiecywali mi "protekcję", ale nie byli z rodziny Akiyama. Właściwie to zostawili chyba nawet jakiś papier, coś w stylu "odezwij się jak zmienisz zdanie", ale nie sądziłem, że będzie mi potrzebne. Z zasady jednak zachowuje wszystko, co może mieć jakiekolwiek znaczenie, może więc to gdzieś mam.. Jednak zapewne za taką ochronę sobie pewnie życzą, słyszałem wśród znajomych z branży, co też było powodem by się nie zgadzać - było widać wstyd na twarzy mężczyzny gdy to mówił. Przyznawanie się do bycia sknerą nie było zapewne za miłe. Ruszył jednak za ladę i gdzieś z pod niej wyciągnął pudło pełne różnych papierów, rachunków i innych pism. Wśród nich znalezienie dość niewielkiej karteczki jak się okazało chwilę trwało. Na nie dosłownie było napisane: "Jeśli zmienisz zdanie w sprawie ochrony, znajdziesz nas w Pod Włosami Kinko".
- Myślicie, że to dobry pomysł? Boję się czy to nie ładowanie się z deszczu pod rynnę - mruknął cichy do tej pory brat.
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 26 mar 2019, o 00:17

Utarczka słowna dwójki sąsiadów zakończyła się równie szybko co wyeskalowała, toteż zawiedziony Etsuya powrócił znudzonym wzrokiem na własny posiłek. Wyjątkowo mocno nie chciało mu się ani dyskutować o mafii, ani nawet o niej słuchać. Mimo iż rozsądnym wydawało się wziąć pod uwagę wszystkie pomysły i dobrze rozplanować całą akcję, tak dla Nakiriego sprawa nie była jakoś super skomplikowana. O ile rzeczywiście rozpoczęcie jatki ze zbirami nie skończy się dobrze dla restauracji oraz nich samych, tak początkowa próba podjęcia gry da szanse zażegnać problem raz na zawsze. O ile rzecz jasna uda mu się rozgryźć oszustwo i nie przegrać. Tak czy inaczej, obie te możliwości pozostawiały wiele niewiadomych i ani jeden plan ani drugi nie był w pełni satysfakcjonujący w swojej skuteczności.
Siłą rzeczy słuchał w milczeniu chłopaczka, który z zmienił swoje zachowanie o sto osiemdziesiąt stopni i zaczął prawić swoje kazanie odnośnie sytuacji niczym kapłan w Hyuuońskiej świątyni - Tylko tego brakowało - załamał się w myślach, przekonany, że będzie musiał wysłuchiwać całego stosu debilnych pomysłów jakiegoś pseudo-inteligenta. Nie raz zdarzyło się, że do Etsuyi przyczepiał się w karczmie jakiś łachmyta opowiadający historie życia, przedstawiając genialne pomysły na biznes. Przerost formy nad treścią - tak zwykł nazywać tego typu oferty Nakiri. Przez chwilę rozważał zostawienie w sali klona i powrót do łóżka, jednakże mimo nienaturalnie dużej liczby słów wypowiadanych przez nieznajomego oraz sposóbu konstruowania zdań nie dającego chwili wytchnienia, to co mówił miało sens. Etsuya podniósł głowę raz jeszcze i spojrzał na właściciela, badając jego reakcje na tę propozycję. Tego typu rozwiązanie było znacznie mniej upierdliwe niż gimnastyka słowna z jakimiś troglodytami.
Nakiri dał karczmarzowi wypłakać się do końca ze swoich rozterek i kiedy ten poszedł szukać schowanego papierka, podążył za nim wzrokiem. Jak wrócił już do grupki i przeczytał jego treść, Etsuya wziął łyk z podanego mu wcześniej kubka z wodą i podjął tym samym decyzję o głębszym rozważeniu tego planu. Przy odrobinie szczęścia może uda im się nawet z czystym sumieniem nakopać tym wesołkom do dupy - To jakaś karczma? - podpytał miejscowych, odnosząc się rzecz jasna do wspomnianej nazwy przybytku. Wyglądało bowiem na to, że będą musieli się tam udać z właścicielem i albo robić za jego obstawę, albo objąć rolę pełnomocników tego wystraszonego mężczyzny.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 26 mar 2019, o 21:33

Kuma dał się poznać jako miły, spokojny, a także stroniący od obijania ryjów gość. Tylko te docinki, żarciki nieco psuły obraz dobrego wujka z wąsem. Sum summarum, obawy mężczyzny były, co by nie mówić, uzasadnione. I Harumi powoli zaczynała widzieć w nich coś więcej, niźli potyczkę słowną. W ty mieście wszystko jest możliwe. Nawet to, że łańcuch szczeka, a psa nie ma, a siedzący, niewinnie wyglądający chłopak jest członkiem mafii, informatorem.
Całe szczęście obawy o przeniesienie słów na czyny były nieuzasadnione. Ciemnowłosy mistrz piasku pozostał przy swej naturze i odpuścił dalsze podgryzanie nieznajomego. Białowłosa skwitowała to uśmieszkiem, takim lekkim, wskazującym niezaprzeczalną ulgę płynącą wprost z umysłu. Jeszcze tego brakowało, by i oni przeszli do działania. Wtedy zamiast karczmy jawiłby się cyrk. Cyrk z małpami. Zgoda Kuroia sprawiła, że dziewczyna poczuła się nieco pewniej. W końcu, teraz jest ich trójka. To wciąż mało, jak na stado dzikusów, ale przy dobrej technice można zabić i wykałaczką. Kaguya zdecydowanie wolała stać przy jak najmniej ryzykownym rozwiązaniu sytuacji. Defensywne dziewczę!
– Gwóźdź, który wystaje, będzie wbity w ścianę – wtrąciła beznamiętnie zwracając się ku Yamiemu. Nic się nie zmieniło. Mieszkańcy wciąż mają podróżnych za idiotów. Nie bała się o wybuch Kuroia, ani tym bardziej swój. No chyba, że osiłki postanowią ponownie przyrównać ją do karczemnej dziewki. Wtedy będzie niefajnie. Stosy będą syczały ogniem i biły podmuchami żaru.
Dziewczyna pozwoliła na kontynuowanie monologu. Oparłszy policzek na zgiętej w łokciu dłoni chłonęła słowa i wnioski, nieco odmienne od tych, do których doszła we własnym zakresie.
– W tym przypadku każda decyzja może być tą złą. Równie dobrze może na nas spaść deska z drewna i tyle będzie z tej rozmowy. Największe jest to zwycięstwo, które obyło się bez rozlewu krwi. Oczywiście, teraz może być o to trudniej. W końcu chcą czegoś, co jest niezaprzeczalnie ich. Zdobyli tę karczmę w haniebny sposób, ale to nic nie zmienia. Wciąż jednak nie zamierzam się na to godzić – zapewniła po chwili milczenia w momencie, w którym Yami sięgnął po czarkę z kwiatową herbatą. – Fakt faktem, to będzie walka z wiatrakami. Nawet jeśli pozbędziemy się jednej zarazy, to nieomal natychmiast przyjdzie następna. Kolejna mafia. Kolejne problemy. I tym razem wątpię, że będą się cackać biorąc pod uwagę to, jak szybko rozchodzą się wieści. Najrozsądniej byłoby, tak jak mówisz, zawrzeć pakt z inną rodziną. Trzeba rezygnować z rzeczy małych, by osiągnąć te większe – skwitowała żywo gestykulując. Być może rozmowa z Yamim nie należała do tych najbardziej przemyślanych, być może był i członkiem mafii. Ale ile razy można zakładać „co będzie jeśli”? Białowłosa preferowała podejmowanie stanowczych, nieodwołalnych decyzji. Gorzej na pewno nie będzie. A czarnowłosy nieznajomy wydał się całkiem inteligentnym gościem. A przynajmniej na ten moment. Brakujące ogniwo w łańcuchu reakcji na mafijne zagrywki?
Harumi wezbrała ciężki oddech i założyła nogę na nogę. Plan był trudny do wykonania. Nieco ryzykowny. Dziewczyna nie potrafiła przenieść tegoż zdarzenia na żadne znane jej dotąd doświadczenia. W końcu daleko jej było do bojowniczych kobiet z Yinzin.
– Problem wydaje sam się rozwiązywać – rzuciła w stronę karczmarza masując pulsujące ze stresu, wywołanego podejmowaniem ciężkich decyzji, skronie. – Gorzej nie będzie, to pewne. Procent, cóż, może być całkiem spory. Ale lepsze to niż utrata karczmy, nieprawdaż? Być może uda się wynegocjować całkiem uczciwe warunki? Najlepiej byłoby rozmawiać z kimś postawionym nieco wyżej, niźli zwykłe mięso armatnie. Ci pierwsi, zazwyczaj, mają nieco więcej oleju w głowie – wzruszyła ramionami wodząc wzrokiem za karczmarzem.
– Cóż, za dużego pola manewru nie mamy. Chyba, że fantazjuje pan o krwawej jatce i głowach toczących się po ulicach, to można czekać na zbawienie i to, że nie zjawią się tak, jak zapowiadali – dodała znudzonym tonem.
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 27 mar 2019, o 01:37

Gdyby jeszcze Kuroi kogoś oskarżał, ot po prostu nie widział jakiegoś głębszego sensu w tym, że Yami po prostu tutaj był. Zachowywał się jak niechciany gość, który ani się nie przyłoży do sprawy, ani nic więcej nie zrobi, ale po prostu siedział i gawędził sobie jak gdyby nigdy nic. Słowa Kumy nie były oskarżeniem, a raczej po prostu napoczęciem tematu, by dowiedzieć się co ten chłopak tutaj robi, czego chce i czego oczekuje od reszty.
-Ja? Czy ja kogoś tutaj prowokuję? - zapytał Kuma patrząc na młodzika. Był tutaj chyba jedyną osobą, która chciała to załatwić w sposób polubowny. Może i nie uda im się dogadać ze "zbirami", ale przynajmniej liczył na to, że nie będą musieli przyczyniać się do dalszego rozlewu krwi. Ten jednak... zawsze się odbywał, jak bardzo Kuma się nie wzbraniał od tego, tak zawsze ktoś musiał ponieść ofiarę. Nigdy nie potrafił się do tego przyzwyczaić, jednak z upływem lat stawał się po prostu... normalny. Mimo tego że usilnie starał się mu przeciwdziałać, tak zawsze ktoś był ofiarą jego decyzji, ktoś zawsze był tym jednym, który oberwał. Kuroi nie był sędzią, nie jemu było decydować kto powinien przeżyć, a kto powinien odpowiadać za swe kary. Zwykle określał siebie jako pośrednika pomiędzy sędzią, a śmiercią i działał po prostu jako kat.
-Nikt tego nie wie młodzieniaszku i w tym cała zabawa. Może nawet pochodzą z innej rodziny, a po prostu tak powiedzieli, by pozbyć się konkurencji. Nigdy niczego nie wiesz, nigdy niczego nie jesteś pewien, nigdy nie wiesz, czy postępujesz dobrze, póki nie zobaczysz efektów swoich działań. Czy oddadzą budynek po dobroci? A skądże, na to nawet bym nie liczył. Nawet jeżeli wygrali przez oszustwo, to wygrali. Inni to widzieli, a nasz... towarzysz po prostu przerżnął i tyle. Naszym zadaniem jest rozwiązać to tak, by rodzina do której należą nie posądzała nas o przekręty, a ich potępiła jako swoich członków. Inaczej sobie z tym nie poradzimy, bo w przeciwnym razie rodzina zawsze będzie nas ścigać. Mięso armatnie czy nie, ale myślę, że trzymają stronę swoich. Według mnie nie ma sensu mieszać w to inne rodziny, wtedy cóż... albo to zadziała, albo będziemy mieli pogrom i mało kto w tej okolicy przeżyje... - na chwilę przerwał i zwiesił głowę i wpatrywał się w posadzkę próbując zebrać myśli do kupy. Yami chyba nie sądził, że ustawienie się z inną rodziną po prostu rozwiąże konflikt. To był niby tylko lokal, jednak generował zyski, o które przecież nie jeden się zabijał. Okazywanie haraczu komuś innemu było w sumie niczym innym, jak po prostu oddaniem lokalu. Chcesz go prowadzić, fajnie, tylko oddaj nam procent i próbuj z tego wyżyć. A jeżeli doliczyć do tego walki pomiędzy rodzinami, a
-Według mnie to ostateczność, do której nie warto się ładować. Ochrona rodzin jest... okej, ale jednak może się odbić czkawką. Jeżeli raz z nimi zadrzesz, to później się z tym męczysz aż do usranej śmierci. Nigdy nie wiesz ile pieniędzy z Ciebie zedrą, ile będą chcieli zabrać. To już decyzja tylko i wyłącznie Twoja - odpowiedział zaraz do karczmarza, jednak nie był do końca zadowolony. Wolał uniknąć takiego obrotu spraw, bowiem ten karczmarz na to po prostu nie zasługiwał. Prowadził spokojny dobytek, w którym każdy mógł zjeść niezależnie od przynależności do rodziny. Każdy wędrowiec mógł tutaj zajrzeć i po prostu dobrze zjeść. Harumi także nie odpowiadał ten stan rzeczy i prawdę powiedziawszy imponowało to w pewnym stopniu Kumie. Mimo że była tak młodziutka, to już mniej więcej rozumiała jak naprawdę ten świat działa. Jeżeli raz postawisz nogę w złym miejscu, to zawsze będziesz w to miejsce wracać. Godziła się jednak na ugodę - fakt, to było dosyć mądre rozwiązanie, które oszczędzało problemów na przyszłość ALE... nigdy nie było wiadome, co przyniesie następny dzień i na co tak naprawdę się zgadzamy.
-Przejdźmy się do tego miejsca gdzie przerżnąłeś tą karczmę, prowadź, bo nie ma czasu do stracenia. - stwierdził Kuma do brata karczmarza i postanowił, że tam zacznie i tam rozwiąże ten problem o ile los mu na to pozwoli. Jeżeli ktoś pójdzie z nim to super, jeżeli nie, to cóż... każdy mógł to rozwiązać na swój sposób.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1090
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Yami » 27 mar 2019, o 02:05

Sobie tak siedziałem i wysłuchiwałem tego co ludzie mieli do powiedzenia. Karczmarz wykazywał chęć przystania do mojego planu. Leń co najmniej mego poziomu, co spóźnił się na śniadanie nie wykazywał żadnych chęci. Białowłosa zaczęła początkowo bredzić o jakichś gwoździach lecz potem po swojej części wypowiedzi stwierdziła, że mój pomysł jest najlepszy. Zaś ostatni, tutaj spojrzałem na staruszka, był temu przeciwny.
Myślenie w stylu skocz do wody by sprawdzić jak jest głęboka nie jest najlepszym rozwiązaniem, szczególnie jeśli skacze się z wysoka na możliwą płyciznę. Nie jest miejscowym i myśli, że wszystko łatwo przychodzi. Pisze o wielkim rozlewie krwi w Shigashii o jedną karczmę gdzie trzy rodziny nie prowadzą walnych walk w obrębie miasta. Choć to paradoks tak nawet Mafia "dba" o zdrowie cywili.
-Widzisz. Gdyby było tak źle jak mówisz, czyli jeden budynek oznacza wojnę między dwiema rodzinami, to miasto już dawno przestałoby istnieć. Jak widać jeszcze stoi.- odparłem krótko - Nie wiem czy potępią kogoś kto właśnie zasilił ich zbiory o kolejną siedzibę. Jeśli jednak ją stracą tak właśnie się stanie. Poza tym jak mówiłem, a chyba Ty widocznie nie zwracałeś uwagi, kwestia ochrony to jedno, kwestia udowodnienia oszustw/odegrania Ryokanu to drugie. Żeby móc obiegać się o ochronę trzeba mieć lokal. Wieści w mieście szybko się roznoszą. Umowa z inną rodziną ma służyć za ochronę przybytku PO jego odebraniu, nie przed. Poza tym... już wczoraj wykazaliście niechęć do mafii. Jak mówiłem, wieści szybko się roznoszą, kto wie ile z tego co jawnie mówiliście doszło do innych uszu. Czyż nie ty - tu wskazałem w stronę Harumi - nie powiedziałaś na głos czegoś w stylu "Siłą czy bez niej, pożałują"?

Sięgnąłem ręką po kubek z herbatą, który powoli stawał się pusty. Westchnąłem i wzrokiem przeleciałem po oknach przybytku. Uniosłem kubek i wypiłem jego zawartość do końca. Opuszczając rękę stuknąłem denkiem kubka o podłoże.
- Dziękuję za posiłek. Był wyśmienity.
Gracze gdy zbliża się Han

NEW YAMI THEME
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 2039
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 27 mar 2019, o 20:26

Misja C
37/60 ALBO 43/75


Grupa po dość burzliwej dyskusji zawierającej wzajemne oskarżenia o bycie w mafii lub pomaganie jej doszła w końcu do tego co zamierza zrobić. Minusem było to, że decyzja nie była jednoznaczna, więc doszło do pewnego rozłamu.
Kuroi, samotny bohater, koniec końców jako jedyny z grupy obstawiał za tym, by nie mieszać do tego kolejnej rodziny, widząc w tym więcej możliwych problemów niż zysków. Po jego stronie, dość nieoczekiwanie, stanął sprawa całego zamieszania, brat właściciela karczmy, zdeterminowany by odzyskać karczmę i się odegrać za to, że dał się ograć jak dziecko. Zresztą, i tak musiał z nim iść, by wskazać mu drogę, w końcu Sabaku nie był miejscowy by znać tutejsze meliny i podejrzane kasyna.
Innego zdania była trójka młodych gniewnych. Po wyłuszczeniu wszystkiego przez Yamiego Harumi i Etsuya byli bardziej przekonano do jego pomysłu, nawet jeśli po cichu jasnowłosy młodzieniec liczył jeszcze na jakąś rozróbę z udziałem chamskiej trójki. Do tego potrzebowali właściciela, który chyba pogodził się z tym, że jego brat idiota sprawił, że musiał się tak czy inaczej związać się z mafią i chyba nawet po cichu już liczył ile to będzie go kosztowało. Na pewno było to rozwiązanie bardziej długofalowe i obejmujące być może wiele aspektów, nie tylko ochronę przed innymi rodzinami. Kto wie, może nawet wyjdzie mu to na dobrze? Ciężko było myśleć o tym teraz. Karczmarz nieco się zaczerwienił na pytanie Etsyi i wyjąkał tylko, że to "coś w rodzaju karczmy". A zresztą, niedługo zobaczycie!
Pora było w każdym razie ruszyć dalej. Na drzwiach była kartkach, że karczma jest dziś nieczynna, śniadanie zostało zakończone, a sprzątanie po nim przełożone na później. W końcu, jak się im nie uda, nawet nie będzie ich karczma, więc po co się przejmować?



Harumi, Etsuya, Yami -> viewtopic.php?p=114192#p114192
Kuroi -> viewtopic.php?f=58&t=398&p=114183#p114183
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 5 maja 2019, o 10:32

Szermierz nie był już taki skory do walki, piasek faktycznie przygwoździł go do ściany jak robaka. Potem stanęło się coś zaskakującego, czyli brat karczmarza... po prostu chciał ograbić ich z pieniędzy. Jeszcze chwilę temu był prawie martwy i prawie przegrał życie swoje, swojego brata, a do tego jeszcze swojego dziecka, a teraz coś takiego. Ciekawe, że był na tyle odważny, że chciał jeszcze sobie tak nagrabić u mafii. Nie miał dość problemów? Poczekał aż wyjdą z baru, po czym zabrał jeden z woreczków facetowi i rzucił go kobietom pracującym na barze.
-Nie było nas tu okej? Nic się nie wydarzyło, nic się nie zniszczyło, to był bardzo spokojny poranek, prawda? - rzucił do nich, po czym przeniósł wzrok na brata karczmarza, którego imienia całkowicie zapomniał.
-Jak chcesz - rzucił do brata karczmarza, gdy było już po wszystkim. Jednocześnie był zadowolony, że ta historia dobrze się skończyła. Ciekawiło go to jak idzie pozostałej trójce. Zadawanie się z mafią nie było najrozsądniejszym podejściem, ale faktycznie ta ochrona mogłaby się im przydać. Niby było to wchodzenie z deszczu pod rynnę, bo teraz już zawsze będzie musiał płacić haracz. Jednak jeżeli ma im się wieść lepiej, jeżeli ich życie będzie przez to choć trochę spokojniejsze to chyba tak ogromna cena była tego warta. Na sam koniec, gdy mieli wychodzić z karczmy założył gurdę z powrotem na plecy i wykorzystał reberu, by zebrać cały zużyty piasek. Nie trzeba było dokładać tym kobietom jeszcze problemów, a może i Kuma przyjdzie się do nich kiedyś zaopatrzyć po raz kolejny?
Ruszył razem z karczmarzem (teraz pełnoprawnym, bo znowu był jej właścicielem) do przybytku. Tuż po wyjściu wyjął trochę ziela z pudełeczka, nabił do fajki i podpalił to wszystko. Dawno tego nie było, co staruszku? Nie było to może najwyższej klasy, ale faktycznie dobra rzecz.
-Nie mieszaj się już do takich spraw. To nie jest tego warte. Prowadź to tak, by ludzie byli zadowoleni, by wychodzili z pełnym żołądkiem, a nigdy nie będziesz mieć problemów z pieniędzmi. - dodał mu nim weszli z powrotem do karczmy. Tam zamierzał coś zjeść i no... ruszyć dalej.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1090
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość