"Ī tabemono" Ryokan

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 11 mar 2019, o 23:37

Etsuya wysłuchał do końca słów właściciela baru marszcząc przy tym w skupieniu brwi. Pierwszy raz przebywał w Shigashi no Kibu toteż nigdy wcześniej nie obiło mu się o uszy nic związanego z tutejszymi mafiami. Jeżeli w rzeczywistości trójka przyjemniaczków miała jakieś plecy, oznaczało to, że w dniu jutrzejszym, niezależnie od obrotu wydarzeń, będą musieli opuścić miasto. Jakkolwiek pewnym swoich umiejętności by się nie czuł, w starciu ze zorganizowaną grupą przestępczą nie miał większych szans. Co nie znaczyło jednak, że nie zechce poszarpać ich za nogawkę i przysporzyć paru nieprzyjemności.
- Zagram z nimi jutro - odparł, będąc ciekawym jakie sztuczki mogli zastosować przestępcy. Rzecz jasna jeżeli ta metoda zawiedzie, lub mafiosi nie będą zainteresowani jego propozycją, nie zostanie nic innego jak użycie siły. Chociażby tylko po to, aby mieli świadomość tego, że zadarli z niewłaściwą osobą.
Niespodziewanie rozwarły się drzwi, a wejście nieznajomego wybiło Etsuyę z rytmu, przez co na moment skierował on ku niemu swoją uwagę. Gość najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego co się właśnie tutaj stało, albo średnio go to obchodziło. Nakiriemu również zdarzało wparować się do knajpy zaraz po rozróbie, z zamiarem odszukania noclegu, więc wcale nie dziwił się chłopakowi, że średnio go interesowały wcześniejsze awantury. Za jego pomocą wpadł jednak pewien pomysł, dzięki któremu jego grupka mogła zaoszczędzić nieco grosza.
- Będziemy potrzebować noclegu dla trzech osób - zwrócił się do właściciela, zmieniając tym samym plan tymczasowego opuszczenia lokalu. Nie wpadł wcześniej na to, że tego typu restauracja może mieć jakieś wolne dla gości łóżka, ale jeżeli rzeczywiście tak było, to warto byłoby z tejże usługi skorzystać i oszczędzić sobie tym samym dalszego szukania.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 13 mar 2019, o 01:26

Cisza w restauracji "Ī tabemono" z każdą uciekającą minutą gęstniała niczym dym. Smog znad pogorzeliska. Paskudny, ciężki swąd popalonych nerwów. Dziewczyna stała nieruchomo starając się nie wybuchnąć gniewem. Takim wprost z samego piątego kręgu piekielnego. Uśmiechnęła się. Paskudnie. Naprawdę paskudnie. Z pasją. Wiedziała, że jutrzejszego dnia krew popłynie ulicami Shigashi no Kibu, a przynajmniej według prymitywnego planu. Obecnie daleko jej było do grzecznej pacyfistki. Może to wpływ Etsuyi, a może turbina zmian, biorąc za energię sumę ostatnich wydarzeń, zaczęła porządnie oddziaływać na charakter złotookiej? Nie wiem. No Kaguya się wkurzyła. Wkurzyła naprawdę. Mogli zrobić jej wszystko. Wydłubywać oczy, urywać uszy, wyrywać żebra, gruchotać kości, skręcić kark czy nawet przebić ostrzem. Ale pod żadnym pozorem nie mogli używać takich słów, choćby byli upośledzeni, a sukkuby odwiedzały ich co księżyc. Jeśli ktoś złamał tę zasadę, nie mógł liczyć na żadną litość. Nie i już. Znieważenie było dla kościanej księżniczki gorsze, niźli śmierć. Zwłaszcza z tak robaczywych ust, które mogłyby być ostoją dla larw i roztocz, a jakby się postarać to i dla karaluchów. Pewnie jeszcze nie zdawali sobie sprawy, jak poważny błąd popełnili. I dobrze. Urocza i cholernie niewinna aparycja bywa atutem. Elementem zaskoczenia. Zaskoczenia, które będzie mogło kosztować ich więcej, niż są w stanie wyciągnąć z obrzydliwego procederu jakim są rozboje, haracze i inne tym podobne.
W knajpie panował chaos gorszy niż w Czasach Ostatecznych. Harumi nie zwracała na to uwagi. W głowie miała jedno: ukarać ich. Najlepiej teraz, zaraz. Albo nie. Jutro. Okrutnie, zgotować im istny potop. Jak Bóg Noemu. Tyle, że bez arki i stada zwierząt na pokładzie. Harumi przymknęła oczy wypuszczając powietrze z płuc i dołączyła do swoich towarzyszy. Stanęła, tuż obok kucharza, w lekkim rozkroku, z dłońmi skrzyżowanymi na wysokości biustu. Mafiozi. Kolejni pokroju tego skurwiela Musashiego. Myśli białowłosej znów zaczęły oscylować wokół pomysłów na egzekucję. O, choćby i połamania na kole, umieszczenie ich nań z szeroko rozstawionymi kończynami, rozpostartych w pozycji „orła”, przywiązanych do metalowych pierścieni na szprychach lub na jego obręczy i powolnego obracania tegoż przedmiotu, zupełnie jak kat, tak, aby masakrowaniu ulegały kolejne części ichnich ciał. Całkiem uczciwa zapłata za „dziunię” i „suczkę”. Nieprawdaż?
— Siłą nie siłą, pożałują — wtrąciła chłodno. Tak czy tak, nie zamierzała puścić im tego płazem. Shigashi, to nie małe Sabishi. Tutaj mafie nie są mile widziane. Może nawet przyjdzie im uzyskać jakieś benefity z tytułu usunięcia tej plamy na mapie miasta? Kto wie. Dalszej wypowiedzi wysłuchiwała z uwagą i ciszą wypisaną na ustach, choć wciąż targała nią złość. Czyżby cecha, tak typowa dla klanu, z którego pochodzi, w końcu dała o sobie znać? To mogłoby być całkiem ciekawe.
— Wie pan o nich coś jeszcze? Im więcej informacji, tym lepiej dla interesu. Naszego i pańskiego. Rzecz jasna — zapytała nim kucharz uderzył pięścią w podłogę, a drzazgi rozbryznęły się wokół jak pył wulkaniczny. Cały spektakl skwitowała uniesieniem białych, jak śnieg, brwi. — Etsuya, masz bandaże? — Obróciła łeb w kierunku blondyna i wyciągnęła ręce. Pytanie retoryczne. Oczywiście, że miał. W końcu nosił ze sobą cały dom. Dosłownie. Jebany miał nawet namiot. Otrzymawszy dłuższe pasmo kompresu przyklęknęła i zaczęła powolnie, bezpardonowo, obwiązywać go wokół poranionej dłoni nieszczęśliwca. Co prawda, nijak nie było to ani staranne, ani nie przypominało porządnego bandażowania na miarę kogoś ze znajomością Iryōjutsu, w końcu nawet nie liznęła ni chu chu tego tematu, ale opatrunek robił to, co robić miał. Tamował. Kiwnęła głową na pytanie o profesję, a wraz z ów ruchem zakończyła wiązać bandaż. Na kokardkę, żeby było bardziej uroczo. Wstała z klęczek prostując plecy łopatkami. — Dokładnie tak — potwierdziła słowa Etsuyi. Zemsta nie zemsta, czas na sen.
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 13 mar 2019, o 21:17

Kuma odczuwał wrażenie, że wszyscy podnieśli się tylko po to, by wpaść na tą bandę i rwać się do pijackiej bitki. Etsuya jako rycerz na białym koniu, Harumi jako dama w opresji, które sama w sumie mogłaby pozarzynać ich jak świnie, ale przecież to nie wypada. A w tym wszystkim Kuma, który UWAGA stał i na dodatek nie robił nic więcej, by nie prowokować grupki. A niestety, ale jego przypuszczenia się sprawdziły i owa trójka była członkami goszczących w owym mieście mafii. Nie komentował, gdy usłyszał w jaki sposób restauracja została przegrana, bo gdyby mógł, zapewne sam obiłby mordę bratu właściciela za taką lekkomyślność. Przegrać dobytek w kości i mieć tupet, by się pojawić przed swoim bratem.
Kuma popatrzył po ludziach, którzy nadal byli w restauracji i chyba niekoniecznie chcieli wysłuchiwać monologu właściciela. Znajdowali się w miejscu, które przejąć miało mafię, więc pokazywanie się tutaj nie było najlepszym pomysłem. Potakiwał właścicielowi wpatrując się w jego brata aż usłyszał, że mają się odegrać. Stanął jak wryty i przez chwilę sądził, że mają z nimi wygrać w te kości czy co? Postawili im się w drzwiach, a nie wytarli nimi podłogę. Nie za bardzo podobało mu się zadzieranie z mafią, a odzyskanie tego lokalu... przecież to masa pieniędzy, pewnie mogliby kupić sobie własną i serwować ramen, bo przecież w świecie naruto nie ma nic innego. Etsuya jednak zgodził się na ten jakby nie patrzeć szalony plan, a Kuma westchnął. W sumie... dołączył do nich na drodze, nic go przy nich nie trzymało i mógł po prostu pójść swoją drogą nie patrzeć an nikogo. Przez ten krótki czas jednak trochę się do nich przyzwyczaił i trochę ciekawiło go co wydarzy się dalej. Nie musiał brać czynnego udziału i sam stawiać czegoś w kościach, ale mógł przy tym być i zostać obserwatorem. No i tego, został wzięty pod uwagę podczas noclegu, więc już miał szacuneczek na dzielni i trzeba był to wykorzystać.
-A przed chwilą taka przeciwna walce byłaś, coś się zmieniło - spojrzał na Harumi unosząc wymownie brew i śmiechnął pod nosem widząc tak nagłą zmianę. Zostawił ich dwójkę i podszedł do brata właściciela - jeżeli nie wstał to mu pomógł, a jeżeli nie, to cóż...
-Szczerze powiedziawszy powtórzyłbym Ci tą lekcję jeszcze raz, byś o niej pamiętał w przyszłości, ale nie chcemy mieć tutaj trupa na miejscu. Już wystarczy, że tamta dwojga nie może się doczekać - ułożył swoją rękę na jego głowie zastanawiając się czy przypadkiem faktycznie nie doprowadzić do ponownego jej spotkania z bardzo twardą powierzchnią ale nie, nie było takiej potrzeby. Tuż po chwili jego dłonie rozbłysnęły na zielono, a kto wiedział ten wiedział i nie trzeba było więcej mówić, ale rany chłopaka powoli powinny się zasklepić. Przynajmniej na tyle, by nie dostał jakiegoś krwotoku, a na pewno nie zaszkodzi sprawdzić jego stanu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1090
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 17 mar 2019, o 01:08

Misja C
17/60 ALBO 18/75

Jedno trzeba przyznać: całą czwórkę na pewno coś łączyło. W tym momencie łączyło ich wyjątkowo kiepskie wyczucie czasu. Wszystko rozbijało się o minuty. Gdyby Etsuya, Kuroi i Harumi postanowili zabrać się z karczmy kilka minut wcześniej nie wpadliby na bandę przejmującą karczmę, gdyby Yami przyszedł kilka minut później, może nie zastałby już nawet śladu po wcześniejszym zamieszaniu. A tak.. Jeszcze wszystko może się wydarzyć!
Emocje jednak powoli zaczęły opadać. Po trzaśnięciu dłonią w stół szybko okazało się, że młodzi ludzie są nie tylko zgrani, ale i także pomocni, dziewczyna zaczęła organizować bandaże, by opatrzeć mu skaleczenie. W tym czasie piaskowy dziadek, który chyba zaskoczył wszystkich swoimi medycznymi umiejętnościami, zajmował się rozbitą głową brata. Kiedy Harumi zajmowała się jego ręką, karczmarz odpowiadał na pytania, chociaż miał pewnie niemałą zagwozdkę z decyzją na które pierwsze dać odpowiedź. Koniec końców, pierwszeństwo zyskał Yami, w którego stronę się wykręcił by nie zmuszać dziewczyny do tańca z jego ręką.
- Oczywiście, załatwi się, ale będzie musiał pan trochę zaczekać - uśmiechnął się.. Nie, prędzej nazwać to było nerwowym i bardziej odruchowym skurczem ust niż uśmiechem, ale lepsze to niż nic. Młodzieniec mógł się czuć nieco zignorowany, gdy właściciel wrócił do rozmowy z innymi zamiast się nim zająć.
- Dla was oczywiście też miejsce się znajdzie. Przygotuje coś dla was, byście jutro mogli to załatwić raz na zawsze - klapnął energicznie drugą dłonią w kolano, najwyraźniej nie mogąc się tego doczekać - Ale o szczegóły najlepiej zapytajcie jego - szarpnął głową w kierunku swojego brata, nie chcąc pewnie nawet wymawiać jego imienia. Harumi nie bandażowała szczególnie dokładnie, więc zeszło się szybko i mężczyzna ruszył w kierunku lady.
Jeśli zaś chodzi o rzeczonego brata, to jego stan poprawiał się z minuty na minutę, ciężko powiedzieć czy po prostu dochodził do siebie po uderzeniu czy technika lecząca Sabaku mu pomagała. Lepiej było jednak wierzyć w to drugie. Na razie jednak siedział cicho, nie do końca rozumiejąc o co tu chodzi i czemu ta trójka zachowuje się jakby właśnie przejęła kontrolę nad całą sytuacją.
- Kim.. Kim wy jesteście? - wybełkotał nieco mało zgrabnie, ale zrozumiale. W sumie to brzmiał tak jakby przy uderzeniu mocno ugryzł się w język albo był podpity lub w szoku. Dużo opcji. Mimo tego wykazał sporą przytomność umysłu, większą od brata, który gotów był własną córkę wydać za któregoś z mężów w podzięce, ale nawet nie zapytał ich o miana.
- Co dokładnie Pan sobie życzy? - padło pytanie w stronę Yamiego, które dla reszty stanowiło pewnie tło.
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 17 mar 2019, o 07:07

Kiedy emocje już opadły, a zarówno Etsuya jak i reszta ekipy przeszli do konwersacji z właścicielem baru, dotarła do niego myśl, że nawet jeżeli uda im się odegrać na mafiosach odbijając bar, to młodzieniec nie zostanie w pełni usatysfakcjonowany obrotem spraw. Jedyne czego z początku pragnął to to, aby jego but znalazł się na czole napakowanego prymitywa. Nie była to nawet kwestia obrony damy w opałach, lecz faktu, iż neandertalczycy z tego typu nastawieniem działali na niego niczym zapalnik. Będąc szczególnie wyczulonym na punkcie poniżania, nie wahał się ani chwili w takich sytuacjach.
- Coś się znajdzie - odpowiedział Harumi, kiedy spytała go o bandaże, po czym rozmawiając w międzyczasie z właścicielem wygrzebał z plecaka potrzebną ich ilość. Miał ochotę zakończyć już ten dzień i z nikim nie rozmawiać. Interakcji ludzkiej wystarczy mu z zapasem na kilka dób, a jeżeli ktoś jeszcze zechciał mu utrudnić dziś życie, to tym razem Etsuya nie ręczył za swoje nerwy.
Potyczka słowno-wzrokowa z dryblasem częściowo przyćmiła Nakiriemu trzeźwy osąd sytuacji i nawet pomijając fakt, że obity delikwent sam sobie zasłużył na takie traktowanie, ważniejszym teraz było dla młodzieńca to, aby postawić na swoim i pokazać kto tutaj rządzi. Spojrzał w kierunku wspomnianego brata i przyjrzał się kątem oka zabiegowi wykonywanemu przez Kumę - Interesujące - pomyślał, wyostrzając w ciekawości wzrok oraz wytężając sensoryczne zmysły. Próbował w pełni zrozumieć zachodzący przy użyciu techniki proces, ale był on zdecydowanie zbyt skomplikowany, aby pojąć go bez konkretnych instrukcji kogoś, kto się na tym zna.
Po chwili Etsuya ocknął się z zadumy i powrócił odruchowo na swojego poprzedniego rozmówcę, będącego wcześniej zajętym obsługą klienta - Dziś nie chcę już o tym nawet myśleć - odparł na propozycję zamienienia słowa z jego bratem. Żywił szczerą nadzieję, że zajmie się tym po prostu ktoś inny, a jeżeli nie, to zrobi to on sam następnego dnia. W tym momencie miał już wszystko gdzieś. W najgorszym przypadku posunie się do najbardziej prymitywnej metody perswazji, czyli siły - Jutro - ziewnął, zasłaniając przy tym usta zewnętrzną częścią dłoni, po czym ruszył w kierunku pokojów, odbierając po drodze klucze. Był najedzony i wyczerpany po całym dniu podróży, podobnie zresztą jak Harumi. Kiwnął głową w jej kierunku, aby ruszyła za nim, po czym zniknął gdzieś za rogiem, odetchnąwszy nareszcie z ulgą.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Yami » 17 mar 2019, o 20:33

Obserwowałem z nie lada zdziwieniem to co aktualnie się działo w zajeździe. Mężczyzna, który klęczał zapłakany przed grupką trójki okazał się być właścicielem. Początkowo widząc nóż tuż przy nim myślałem, że a) mężczyzna przegrał w karty i rzucił się, żeby odebrać to co należało do niego, b) to trójka przyszła rozwiązać sprawy z stałym bywalcem Ryokanu. Teorie zostały podważone kiedy tylko nieznajomi zaczęli zajmować się dwójką poranionych bywalców.
Gdy więc zawołałem z prośbą o przydzielenie pokoju nie można omieszkać iż na mojej twarzy pojawił się widok zdziwienia gdy to mężczyzna z czerwoną od łez twarzą poprosił mnie o chwilę cierpliwości. Tak więc biorąc pod uwagę to co się mogło dziać w ciągu ostatnich minut było tajemnicą, którą można rozwiązać myśląc chwilę nad problemem. Tak więc wpadłem na trójkę nieprzyjemnych skorych do bitki osób. W środku jedna osoba z nożem klęczała przed trójką podróżnych inna miała rozwalony łeb. Skoro osobą klęczącą i we łzach był mężczyzna... wówczas trójka która tutaj przyszła z całą pewnością musiała grozić bądź domagać się czegoś od właściciela. Mafia? Mają dostateczną siłę by nie obawiać się walki zwrotnej. Konkludując. Właściciel ma przerąbane.
Oczywiście właściciel dość otwarcie mówił o swoich problemach. To nie było zbyt mądre. Jeśli w ośrodku znajduje się ktoś z rodziny bądź zwyczajnie doniesie o wydarzeniach po odejściu możliwych bandziorów wówczas dostanie mu się podwójnie. Choć teraz to pewnie już za późno. W końcu mężczyzna zbliżył się do lady pytając czego sobie życzę. Nie wyglądał najlepiej choć w sumie sam byłem brudny i z całą pewnością po treningu najlepiej co nie pachniałem.
- Coś ciepłego do zjedzenia i pokój na noc. Najlepiej dla jednej osoby. Do tego jeśli to nie problem bale z gorącą wodą. Warto byłoby się wykąpać. - kiedy to powiedziałem zbliżyłem się do niego bliżej i powiedziałem znacznie ciszej - jeśli chcą załatwić sprawę siłowo to z pewnością wyjdziesz na tym dużo gorzej. - oczywiście zaoponowałem do słów dziewczyny, która opatrywała właściciela.
Spojrzałem się w stronę młodzików i mężczyzny w kwiecie wieku. Podróżni zawsze myślą jak to łatwo rozwiązać konflikty. To miasto działa nieco inaczej i jeśli będą kierować się swymi zaściankowymi poglądami z całą pewnością zostaną tu na znacznie dłużej. Westchnąłem głęboko.
Gracze gdy zbliża się Han

NEW YAMI THEME
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 2039
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 17 mar 2019, o 21:02

Brat opatrzony, przynajmniej tyle mógł zrobić w tej już i tak bardzo nieprzyjemnej sytuacji. Nie za bardzo był z tego zadowolony, że jakby nie patrzeć przez Etsuyę został wciągnięty w całą tą intrygę i stety niestety, ale będzie musiał grać według zasad tej gry. Odszedł kawałek od brata karczmarza, by ten jeszcze się mu nie narażał bardziej, bo jeszcze zmieni zdanie. Przycupnął sobie na blacie jednego ze stolików, jedną nogę ułożył na siedzisku krzesła, po czym usadził tam łokieć i podparł sobie głowę.
-A czy to ma jakiekolwiek znaczenie kim my jesteśmy? Ważne jest kim Ty jesteś, kim oni są, a także jak bardzo jesteś w złej sytuacji... - odpowiedział bratu karczmarza, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Wolał zapytać o to, póki jeszcze braciak był na świeżo z sytuacją i nie zrobił nic jeszcze głupszego.
-Branoc - rzucił do Etsuyi, który postanowił się jednak zwinąć. Dziadek nie lubił pozostawiać spraw rozbabranych, o których potem myślał i zadręczał się. Wolał mieć już jakiekolwiek informacje na ten temat. Już sama przynależność tej bandy do mafii sprawiała, że ta sprawa bardzo mu śmierdziała. Mafia miała swoje wtyki wszędzie, prawdopodobnie już wiedziała, że pewien młody chłopaczek chce im się postawić.
-Nie to żebym Ci nie wierzył, ale dzisiaj zostań na noc tutaj, nie ruszaj się nigdzie, a najlepiej to zamknijcie knajpkę przynajmniej do jutra, może tak być? - lustrował braci wzrokiem, czy zgadzają się na ten plan. Wolał, żeby wszyscy się skupili na tym co trzeba zrobić. Goście może i będą zawiedzeni, że nie odwiedzą swojej ulubionej knajpki, ale jeżeli im się nie uda to właściciel pewnie będzie żebrał po ulicach, więc to miejsce nie będzie już takie samo. Każdy detal można było zachować, ale to nie czyniło tego miejsca wyjątkowym. To obsługa, to jedzenie, to pełnia doświadczenia, którym było Ī tabemono Ryokan. Potem zaś jego uwaga skupiła się na przypadkowym gościu, który znalazł się - tak samo jak i oni - w nieodpowiednim miejscu i czasie. Odwrócił się w jego stronę, zaśmiał się raz, krótko, po czym dodał zaintrygowany:
-Nie dziwi cię ta sytuacja, nie wolisz po prostu udawać że niczego nie widziałeś i iść gdzieś indziej? - chwilę później wstał i zabrał kluczyk do jednego z pokojów, jeżeli żaden z braci nie miał nic ciekawego do dodania.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1090
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 17 mar 2019, o 23:12

Wiecie czym jest efekt motyla? Ja wiem. Jeśli coś miało się stać, to i tak by się stało. Czy Harumi, Etsuya oraz Kuma znaleźliby się w "Ī tabemono" Ryokan, czy też nie. Jakiekolwiek dłuższe dywagacje na ten temat, to najzwyklejsza w świecie strata czasu. Tak cennego w świecie shinobi. Białowłosa nie zamierzała obwiniać karczmarza o uwikłanie w tę irytującą karuzelę wydarzeń. Gdyby nie chcieli — nie wskoczyliby na tego neonowego konika wydającego irytujące do granic wytrzymałości melodie. Proste i logiczne. A skoro już podjęli decyzje, to należy się ich trzymać. A przynajmniej nie poddawać w wątpliwość.
— Byłam. Właśnie, byłam — odparła Kuroiowi, gdy odchodził w kierunku brata kucharza. Pokłady żelaznej cierpliwości i dobroci, względem amebiątek, złotookiej zostały wyczerpane do cna. W tym wszystkim zabrakło jej dla mafiozów. Dziwne, nie? Bo przecież, jak ktoś pluje ci w twarz, to powinieneś udawać, że pada deszcz. Deszcz w karczmie. No, pustynna dziewoja taka nie była. Choć wiele potrafiła unieść, nawet uniżyć głowę i obsypać popiołem, to tych obelg po prostu nie.
Dziewczyna leniwie odgarnęła włosy do tyłu tak, by nie wadziły na bladej skórze twarzy. Skupiona na opatrywaniu dłoni pokrzywdzonego nie zwróciła uwagi na medyczne umiejętności Kumy. Ale czy było to jej potrzebne do życia? Niezbyt. W końcu nie zapowiadało się na dłuższą interakcję między nimi. Był za stary na niańczenie rozpieszczonego, nieprzystosowanego do życia poza złotą klatką, bachora jakim jest Harumi. Co innego Etsuya, on po prostu wiedział, że bez jego pomocy białowłosa zginie.
Dopiero po wypowiedzi bandażowanego mężczyzny spostrzegła stojącego nieopodal chłopca o ciemnych, krótkich włosach i zielonych, rzucających się wzrokowi białowłosej, oczach. Ot, zwykły szarak. Niespecjalnie wybijający się ponad tłumy. Zresztą, teraz nie w głowie były jej interakcje z przypadkowymi przechodniami. Miała hierarchię wartości i, szerze, brakowało w niej miejsca na pogaduszki o dupie-marynie. Na ten moment najważniejszym punktem było ustalenie wszystkich szczegółów, które ułatwią ich zadanie. Dożywotnia wdzięczność, możliwość posiadania swoistego domu... Ah, jakże ją to kusiło. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że ów nocleg byłby w jej ukochanym mieście. Na deklarację mężczyzny kiwnęła głową z nieudawaną satysfakcją. Miękkie łóżko, istna idylla w obliczu ostatnich miejsc noclegowych Etsuyi i Harumi.
Wzrokiem sięgnęła ku bratu kucharza i, stojącego nad jego cielskiem, Kumy. Zmrużyła oczy nie rozumiejąc tego, czym była zielononiebieska poświata wokół jego dłoni. Tymczasem utrzymując się, z wyraźnie mniejszymi oznakami upojenia alkoholowego, na równych nogach zwróciła się do Etsuyi.
— Idź, odpocznij. Zaraz do ciebie dołączę — odpowiedziała cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu. Choć sama była niezwykle zmęczona, to silne poczucie niesprawiedliwości tego, co wydarzyło się w życiu karczmarza, sprawiło, iż czuła ogromną potrzebę, by zgłębić wydarzenia. Odprowadziła towarzysza oczyma i poczyniła parę kroków ku Kuroiowi.
— Dowiedziałeś się czegoś? — wypaliła zupełnie nieświadoma toczącej się przed chwilą rozmowy. Przytaknęła aprobująco głową, gdy brunet zaproponował zamknięcie restauracji. — To dobry pomysł — potwierdziła następnie udając się z Kumą na piętro z pokojami. Lokalizując uchylone drzwi była przeświadczona, iż jest to ichni pokój, a Etsuya już czeka w środku na wiadomości od brata karczmarza.
— Więc... do jutra — rzuciła niepewnie i oddaliła się w kierunku swojej pryczy.
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 18 mar 2019, o 12:50

Misja C
21/60 albo 23/75



Brat nadal wydawał się mało przytomny. Z pewnością jakby go przycisnąć to zaczął by myśleć sprawnie, ale to wymagało czasu i zachodu, a chętnych na to, by poświęcać i jedno i drugie jakoś nie było za wielu. Tylko Kuroi jeszcze próbował coś z niego wyciągnąć.
- Oni.. Oni musieli oszukiwać! Taka passa, to było niemożliwe do przegrania? Bogowie, co teraz, co teraz? Przecież oni nas wszystkich zabiją! - złapał się za głowę, tym razem z rozpaczy niż z bólu, i zaczął bujać i lamentować. Chyba był nadal zbyt roztrzęsiony i pijany by składać logiczne zeznania.
Przed akcją zawsze lepiej było odpocząć i tak chyba uważał każdy rozsądny człowiek. Nic dziwnego, że grupa powoli się wyłamywała i zbierała do snu. Nawet Yami, co wpadł tu właściwie przypadkiem, nie wyłamał się z trendu. Właściciel co prawda po propozycji grupy chciał zamknąć knajpę, ale chyba równocześnie głupio mu było odprawić gościa, który poprosił go o nocleg. Interes mimo wszystko musi się kręcić dalej, czyż nie? Dlatego odchrząknął, rozglądając się.
- A, niech będzie. Możesz tu zanocować chłopaku. Ale reszta.. - po tym zdaniu wyraźnie podniósł głos - Dobra, koniec na dziś! Zamykamy! - w lokalu nie zostało już wielu gości, większość już spłoszyła awantura, a część z nich została tylko po to by zobaczyć ciąg dalszy i to co będzie dalej. Ci zbierali się ospale i z opóźnieniem. Jednak właściciel zajmował się na razie swoimi.. Pracownikami? Osobami, które postanowiły mu pomóc. Wydał klucze do pokoi - jako, że cała czwórka była jedynymi gośćmi dzisiaj, to miejsca mieli w bród, mogli nawet spać każde oddzielnie jeśli sobie życzyli.
Karczmarz przygryzł wargę na uwagę Yamiego. Był miejscowy, więc rozumiał to dobrze, był więc tylko jeden problem.
- Ja to wiem. Mam nadzieję, że oni też - i westchnął głęboko. Zadzieranie z mafią nie było dobrym pomysłem, ale z drugiej strony już i tak siedział po uszy w bagnie. Przygnębiony ruszył najpierw w stronę brata.
- Zostaw go, Panie. Ja do rana już go doprowadzę do stanu używalnosci - położył mężczyźnie dłoń na ramieniu i ścisnął, aż się skulił i cicho jęknął, ale nie miał odwagi protestować. Poszedł zamknąć drzwi i przygotować Yamiemu kąpiel, a potem jeszcze przez jakiś czas można było usłyszeć stłumione odgłosy sprzątania i porządkowania w karczmie.
Nie wiadomo czy kładł się spać, bo już wcześnie rano był na nogach. Okal chyba nigdy tak nie lśnił, tak wszystko było wypolerowane, a oprócz tego rzucał się w oczy ustawiony na środku stół. Właściwie to nawet nie on się rzucał w oczy, a to co na nim.

Spoiler: pokaż
Obrazek


Czego tam nie było! Wędliny, ryby sery, pieczywo, ryż, dania surowe, gotowane, smażone, wędzone, na gorąco i zimno, no i obowiązkowa miseczka miso na start. Właściciel zapraszał, a brat stał z boku i kłaniał się grzecznie, trzeźwy, czysty i skruszony.
- Proszę, proszę! Jedzcie! Mój B R A T po jedzeniu wszystko wam opowie. Zadawajcie mu wszystkie pytania. Ja już mu odświeżyłem pamięć - rzucił wymienionymi surowe spojrzenie, a ten natychmiast się ukłonił.
- Wybaczcie, że moja głupota doprowadziła do tej sytuacji! - wykrzyczał w podłogę.
- No, jak widzicie, teraz już widzi swój błąd - dokończył, zakładając ręce na pierś.
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Yami » 18 mar 2019, o 14:10

Chociaż tyle dobrze, że nie muszę już nic szukać. Mam przynajmniej na dziś dach nad głową. Potrzebny mi jest choć jeden dzień co by oderwać się od tego starego pierdziela. Choć raczej kwestia siłowego przejęcia dość znanego Ryokanu blisko centrum miasta jest raczej niespodziewaną sytuacją. Oczywiście musiałem trafić w sam jej środek. Bo jakżeby nie inaczej. Cicho westchnąłem słysząc odpowiedź odpowiedź właściciela lokalu. W między czasie jeden z trójki w średnim wieku rzucił we mnie jakąś uwagą lecz nie miałem zamiaru mu odpowiadać. Czy trochę nie przeczył sam sobie? Jeśli bym udawał, że nic się nie stało to prędzej bym tu został niż odszedł. Gdybym jednak nie udawał i się przejął z całą pewnością bym znalazł inne miejsce. Jednak kosztowałoby mnie to dodatkowego trudu a z tego co słyszałem i zrozumiałem noc raczej będę miał bezpieczną. Wypuściłem z ust kolejne głębokie westchnięcie.
Udałem się do pokoju, w którym była przygotowana bala z ciepłą wodą. Zanurzyłem się w niej i oddałem chwili relaksu. Oczywiście nie było tutaj takich dogodności jak kamienna wnęka pod którą paliłby się ogień nieustannie podgrzewając dno bali. Nie mniej jednak wystarczało na te 30min rozkoszy. Wyszorowałem dobrze twarz oraz ciało. W końcu byłem cały spocony i brudny od kurzu. Teraz jednak piękny i pachnący. No dobra zwyczajny i nieśmierdzący ale i to było dobre. Moje ubrania również nie były w zbyt dobrym stanie zakurzone i przepocone. Nie miałem drugich na zmianę. Może pora by nosić zapasowe w zwoju? Poprosiłem właściciela o jakieś na zmianę a sam w ciepłej jeszcze bali wody przeprałem to co miałem. Miałem nadzieję, że wyschną do rana. Następnie po tym wszystkim udałem się na spoczynek.
Obudziłem się rano w moim samotnym jednoosobowym pokoju. Za sprawą dziadka i ostatnich katorżniczych treningów zmienił i się zegar biologiczny. Obudziłem się rano. Ziewnąłem przeciągle i założyłem otrzymane od właściciela kimono (moje ubrania wciąż były mokre). Zszedłem na dół gdzie moim oczom ukazała się prawdziwa uczta. Skinąłem głową w kierunku właściciela i zbliżyłem się do stołu. Podrapałem się leniwie po czuprynie. Pod oczami miałem pewnie fioletowe worki, gdyż powieki kleiły się przy każdym mrugnięciu. Usiadłem na jednym z brzegów złożyłem ręce i odprawiłem krótkie klasyczne podziękowanie za posiłek mówiąc "Itadakimasu". Sięgnąłem po miskę ryżu i rozbiłem nad nim jeszcze ciepłe jajka, których żółtko rozlało się po ryżu.
Nie miałem ochoty włączać się do rozmowy i pytać o całe zajście. Niech życie toczy się swoimi krokami.
Gracze gdy zbliża się Han

NEW YAMI THEME
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 2039
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 19 mar 2019, o 01:13

Odwrócił się w stronę Harumi nie wiedząc o co jej chodzi, by zaraz potaknąć. Najpierw raz, dosyć niepewnie, by zaraz to powtórzyć już nieco bardziej zdecydowanie. Wcale mu nie chodziło o jej sytuację, a o karczmarza, który to stracił cały swój (i brata) dobytek, a do tego jeszcze prawie utracił też i życie. Pozwolił jej jednak myśleć, że się nie pomyliła, niech żyje w swojej błogiej nieświadomości.
-No bardziej bym powiedział, że należało to do najgorszych pomysłów. Cóż, uważajcie na siebie, w razie czego krzyczcie. Mam nadzieję, że ta noc będzie spokojna. Skoro karczma jest w ich rękach, to nie mają co tutaj robić rozboju - ugryzł się jednak po tych słowach w język, bo nie chciał dobijać dwójki braci. Ot dla niego to był fakt, ale wolał dmuchać na zimne. Skoro mają ich pomoc, to nie muszą już działać na własną rękę, bo jeszcze przegrają i pół miasta. Odszedł od nich, by odpoczęli w końcu. Ten dzień był pełen wrażeń, w sumie był najwyższy czas go zakończyć tylko że... jakoś tak miał jeszcze ochotę coś zrobić, jakoś pozytywnie go zakończyć. Wszyscy jednak zbierali się spać, więc i on udał się także na górę, by po drodze trafić na Harumi.
-Nic ciekawego, wszystko ma się wyjaśnić jutro. Teraz jednak idźcie spać młodziaki, przyda się wam. Ja jeszcze chwilę posiedzę, może znajdę coś jeszcze. Branoc - wzruszył ramionami, rzucił jej uśmiechem i poszedł do swojego pokoju. Nie zamykał jeszcze drzwi, zapomniał bowiem zabrać rzeczy z dołu, więc przytargał je tu z powrotem i zaczął przeszukiwać torby. Znalazł jednak jakieś resztki ziela, które zaraz nabił na fajkę i odpalił. Otworzył okno (o ile takowe było w pokoju) i wyjrzał na zewnątrz, by nie smrodzić w środku. Ten mały rytuał go uspokajał, sprawiał że myśli się klarowały, stawały się bardziej czyste, przejrzyste - w przeciwieństwie do powietrza dookoła staruszka. Gdy jednak zakończył, wyrzucił popiół, zdjął wierzchnie ubranie pozostając tylko w koszulce i położył się spać.
Rano wstał dosyć wcześnie, obudził go zapach jedzenia, który roznosił się na dole. Może i nie był rannym ptaszkiem, ale nigdy nie odmówiłby sobie jedzenia! Trzeba się szanować, tak? Ubrał się tak szybko jak mógł i zszedł na dół. Usiadł przy stole, przywitał się z Yamim po prostu skinąwszy mu głową i nie czekając na to aż reszta przyjdzie i zaczął pałaszować.
-No to wracając do wczorajszego pytania kim oni są i jak bardzo jesteś w dupie? - spytał się brata dopiero wtedy, gdy zakończył swój posiłek, a nie jadł zbyt mało.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1090
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 20 mar 2019, o 00:56

Całkiem ładna pomyłka w zrozumieniu posta, wuja. Ale wróćmy do tematu. ♥
Znajdując się tuż obok prawego ramienia Kumy zadała krótkie, acz ważne pytanie. Ważne z uwagi na to, co ma się zdarzyć następnego dnia. Albo nie. Kto wie jak będzie wyglądać nastawienie bojowe Kaguyi następnego dnia. Bo przecież kobieta zmienną jest, nie? Harumi podniosła zmęczony wzrok na bruneta, następnie na brata karczmarza. Plan był, o dziwo, całkiem dobry. Przynajmniej w teorii. A ta, cóż, lubi być pieprzonym paradoksem. Wracamy do punktu wyjścia. Teoria chaosu. Jeśli coś ma się stać, to i tak się stanie. I nie zatrzyma tego ani Harumi, ani Kuroi, ani Etsuya, ani ten dziwny typ chuj wi skąd. Dziewczę powoli zaczynało poddawać w wątpliwość sens całego spektrum tegoż przedsięwzięcia. Z jednej strony — zdecydowanie wolała unikać walki, z drugiej jednak — obrazili ją. Obrazili, nie zaatakowali. Obrazili, dobrze czytacie. Jednak kiedy masz do wykonania parszywo—honorowe zadanie, zdaje się całkiem naturalne, że chronicznie czujesz się podle. Ale gdy zadanie jest grą o, coby nie mówić, życie — w końcu zadzierasz z mafią — to możesz mieć wszystkiego dosyć i być zmęczonym jak chart po medalowym biegu. I Harumi była zmęczona. I cholernie wkurzona. Na mafiozów, którzy nagle, nie wiedzieć czego, nabrali fantazji, żeby rzucać w jej stronę nietaktowne sformowania, na całą tę zasraną sytuację, a w szczególności na samą siebie. Gdzieś w toku podążania za krokami — z przerwą na sięgnięcie po zostawioną torbę i klucze do oddzielnego pokoju — Kumy wmawiała sobie, że to podjęcie się tegoż zadania, to była mądra i światła decyzja. Sęk w tym, że nie była. W końcu, do diabła, było ich, biorąc optymistyczną wersję, troje, biorąc tą mniej optymistyczną, dwoje. No, nijak ma się do mafijnych zasobów. Trudno. Powiedziało się "A", powie się i "B". Dziewczyna, z racji wyjątkowego cenienia sobie dotrzymywania obietnic nie potrafiła się wycofać.
Białowłosa wyglądała teraz na zmęczoną i zniechęconą zerową wiedzą, jednak przytaknęła. Nie będzie przecież wybrzydzać.
— Oyasumi nasai — dodała gdzieś w końcu zdania uśmiechając się serdecznie. Na życzliwość odpowiadaj życzliwością. Tak, jak mówiła mama. Jak mówił Jin. Jak mówił ojciec, dziadek i babka. Nie, poprawka. Jak mówił Jin. Reszta przestała być ważna. Albo Harumi chce, by tak było. Obrażona na świat księżniczka. Kanarek, którego wypuścili ze złotej klatki. Tylko czy słusznie?
Po pożegnaniu się z Sabaku podreptała wprost do ujrzanego wcześniej pokoju.
— Etsuya? — Wywołała swego towarzysza wyglądając zza uchylonych w połowie drzwi. Tak, wyglądało to komicznie. Zwłaszcza w połączeniu z jej głupkowatym ryjcem. — Mooogę? — Nie czyniąc sobie większej różnicy z odpowiedzi blondyna po prostu weszła. Pytanie właściwie mogłoby nie paść. W końcu byli już jak rodzeństwo! Miesiące tułaczki, te sprawy.
— Niczego się nie dowiedziałam — mruknęła wzruszając ramionami. — Wszystko wyjaśni się jutro. Więęc... Nic nie straciłeś
Skończywszy usiadła na pryczy chłopaka, przekręciła łeb i spojrzała na niego mrużąc oczy. — Chcesz iść spać? — imperator myślenia i słusznych wniosków, kręcąc pękiem kluczy na palcu, właśnie przemówił. Pytanie z serii maminego "śpisz?". Tak swoją drogą, też zawsze macie ochotę odpowiedzieć "Nie kurwa, tańczę na lodzie"?
— Pierwszy raz od dawna będziemy spać daleko od siebie. Nie na wozie albo pod gołym niebem. Dziwnie, nie? Chyba się odzwyczaiłam. Dobrze, że tu nie ma skorpionów albo innych paskudztw. Choć kto wie, może przyjdą. No wiesz, oni — białowłosa wstała i obróciła się przez ramię patrząc pytającym wzrokiem. — Myślisz, że dam radę się obronić? — Dotąd Etsuya był obok. Zawsze bronił, zawsze pomógł. Jak starszy brat. Jak Jin, kiedyś. Tak dawno. To bezgraniczne poczucie bezpieczeństwa zniknęło, ale blondyn wzbudzał jego malutką część. Dobre i to. Wciąż czuła się mała. Nazbyt mizerna na samotne wojowanie ze światem. Nakiri był swoistym substytutem tego, co utraciła kolejno w Ryuzaku no Taki, a następnie w Sabishi.
Złotooka ziewnęła przeciągle wyciągając ręce ku górze.
— Powinnam już iść, padam na twarz. Dzisiaj będę spać sama, dam radę, nie?*** Harumi, jak to Harumi. Kładła się wcześnie, wstawała późno. Tejże nocy zasnęła całkiem szybko. Ba, runęła. Nie zdążyła zamknąć oczu, a już zaciągała nosem jak stary pierdziel niespecjalnie zwracając uwagi na ewentualne próby dialogu. Maksimum jakie mogła zaoferować, to ciche pomruki w stylu "yhm", "yym".
Paradoksalnie, wbrew swej naturze, obudziła się rankiem, rześka jak ptaszek. Przetarłszy oczy, chwiejnym krokiem podreptała ku przewieszonemu, przez ramę łóżka, jednolicie zszytemu, eleganckiemu materiałowi z wykrojonymi ramionami i rękawami przyszytymi jedynie od wewnętrznej strony. Ospale wciągnęła odzienie na swe ciało i dołączyła do całej, wesołej gromadki u stołu celem zadania pytań. Nie obyło się bez lekkiego szoku. Fakt faktem, ta gościna nie była niczym dziwnym. Ale dla Haru, ostatnimi czasy, nawet kolejny oddech bywał miłym zaskoczeniem. Nieco wybita z rytmu zasiadła u boku, a jakże, Kuroia. Oczyma przewertowała każde krzesło. Etsuyi nie ma. Dziwne. Potarła dłonie z zadowoleniem. Ile pyyyszności.
— Itadakimasuuu — uśmiechnęła się od ucha do ucha sięgając po miskę Miso. Po przełknięci, właściwie wchłonięciu całości dorzuciła swoją porcję pytań. Tu warto zauważyć, że ostatnimi czasy coraz częściej jadała z przyjemnością. Dziwne.
— Ilu ich jest? Władza nie powinna tego jakoś ukrócić? W końcu to ich tereny, chyba chodzi o to, by było bezpiecznie...
Ostatnio edytowano 22 mar 2019, o 20:30 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 3 razy
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 20 mar 2019, o 08:37

Kiedy Etsuyi udało się już dotrzeć do pokoju i usadowić się na jednej z dwóch znajdujących się tam pryczy, zrzucił z siebie cały balast na podłogę, po czym westchnął cicho odgarniając do tylu włosy. Właśnie tego mu brakowało od wielu, wielu dni - samotności i momentu refleksji. Siłą rzeczy introwersja sprawiała, że niezależnie od tego z kim miał do czynienia na co dzień, ostatecznie i tak przepełniała go potrzeba pobycia tylko i wyłącznie we własnym towarzystwie - Pieprzone klauny - skwitował w myślach całe zajście krzywiąc twarz, po czym oparł się do tyłu na obu łokciach i przymknął na chwilę oczy.
Nie zaprzątał sobie głowy tym, jak potoczy się jutrzejszy dzień; szkoda było jego czasu i nerwów. Chciał się jedynie zrelaksować i odpocząć od innych ludzi. Jeżeli mafia nie wpadnie na pomysł, aby zabarykadować drzwi i spalić całą knajpę w płomieniach o 4 nad ranem, to mógł być spokojny. Jakoś się ułoży. Zawsze jakoś się układało. Jeśli chodzi o gagatka, który zainicjował cały ten nieprzyjemny konflikt interesów, czyli brata właściciela restauracji, to Etsuya już teraz był pewien, że z pewnością zawoła niemałą sumkę za zażegnanie jego problemów... tymczasowych lub też nie; to już nie był jego problem.
Nakiri usłyszał kroki docierające z korytarza, co pobudziło otępione już ze zmęczenia zmysły, ale po sposobie poruszania się prędko udało mu się rozpoznać w nich Harumi. Leciutkie, niezbyt śmiałe dźwięki stykającej się z podłożem stopy zbliżały się do jego uszu coraz bardziej, ostatecznie sprawiając, że Etsuya spojrzał w kierunku uchylonych drzwi, zanim pojawiła się w nich białowłosa - Wchodź - odparł miękko w tym samym momencie, w którym dziewczyna tak czy inaczej przekroczyła próg.
- Tak myślałem - skwitował na wieść o tym, że niczego konkretnego nie udało się im ustalić. Nic dziwnego... sprawa wydawała się mu prosta jak drut i ciężko było w niej o jakieś zmieniające stan rzeczy fakty. Być może, kiedy pobity fajtłapa prześpi się i ochłonie, wyjawi im coś konkretnego, ale na tę chwilę Nakiri porzucił go raz jeszcze w zapomnienie. Odprowadził Harumi wzrokiem do swojego łóżka i przechylił głowę jej kierunku, słuchając co jeszcze ma mu do powiedzenia. Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią, wracając wzrokiem w kierunku sufitu, po czym odparł spokojnym, lekko obojętnym głosem - Pierwszy nocleg po podróży jest najlepszy - wiedział to z doświadczenia i nie było ku temu żadnych wątpliwości. Czekał na tę chwilę od wielu tygodni tułaczki.
Na obawy dziewczyny odnośnie noclegu i zagrożenia ze strony kryminalistów spojrzał raz jeszcze w jej kierunku i wskazał ruchem głowy drugie łózko kilka metrów dalej - Prześpij się tutaj - zaproponował jakby odpowiedź na jej wątpliwości znajdywała się w zasięgu wzroku - Wszystko będzie dobrze - dodał uspokajająco i na powrót wlepił wzrok w sufit, aby po chwili zamknąć oczy.
Po zakończonej rozmowie ogarnął się prędko do snu, chcąc zamknąć już ten upierdliwy dzień, a zanim jeszcze władował się pod kołderkę, cały swój dobytek, jak to miał w zwyczaju robić, wcisnął pod poduszkę na wypadek nieproszonych gości. Sen przyszedł szybko, zalewając go kojącym uczuciem ulgi. Co przyniesie jutro, to się jeszcze się miało okazać.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Chise » 20 mar 2019, o 15:04

Misja C
25/60 albo 28/75


Śniadanie wyglądało na tyle kusząco, że niemal wszystkich od razu sprowadziło od razu do jedzenia. No właśnie, niemal. Przy stole siedziała już trójka gości, tylko jeden wciąż się nie pojawiał. Miso już zaczynało stygnąć, a Etsuyi nadal nie było, karczmarz zaczął się nieco denerwować, aż w końcu zdecydował się sam po niego pójść. Najpierw delikatnie zapukał do drzwi, ale nie dało to żadnych efektów, więc w końcu wszedł do pokoju i stanął nad chłopakiem.
- Proszę Pana? - powiedział cicho, nachylając się - Proszę Paaana? - sięgnął do niego i potrząsnął w ostateczności delikatnie ramieniem. Pierwszą rzeczą jaką chłopak ujrzał po przebudzeniu była pucołowata twarz karczmarza. Kiedy już wszyscy się najedli, a trochę to zajęło, przeszedł czas na zadawanie pytań, co zapoczątkował Kuroi. Na jego pytanie wystąpił brat, a raczej przysiadł do stołu.
- Ta trójka co ją widzieliście.. To są ludzie z którymi grałem. Na początku wyglądało to normalnie, zwykła gra, szło mi dobrze.. Oni się chcieli odegrać, namawiali mnie na coraz wyższe stawki, na które nie powinienem się zgodzić, ale szło mi tak doskonale, no i byłem już trochę podpity.. Byłem pełny wygranej, więc postawiłem w końcu na szali karczmę. I wtedy nagle wszystko się odwróciło. Rozegrali mnie jak dziecko! Potem chciałem się z tego wycofać, jakoś to naprawić, to powiedzieli bym nie fikał, przyznali, że to wszystko była ustawka. Od początku, od początku do końca była to zaplanowana akcja. I przypomnieli, że z mafią się nie zadziera. Nie wiedziałem co zrobić, więc pobiegłem prostu tu.. A oni poszli za mną - skończył tu, bo przecież dalej już wiedzieli co się działo. Bandyci dali im termin i tyle. Dla nich to był niemal koniec historii, i może gdyby nie waleczna trójka, tak by właśnie się stało. Pytanie Harumi spowodowało za to konsternację.
- Masz na myśli.. Ile jest tu członków mafii? - zapytał niepewnie karczmarz - W Shigashi to nie jest takie proste. To trzy rodziny mafijne praktycznie rządzą miastem. Jakby ktoś próbował zgłosić jakiś problem z mafią to by zniknął wcześniej niż zdążysz powiedzieć "Amaterasu chroń tego głupca" - wzruszył ramionami z westchnieniem - A już szczególnie ta rodzina. Oni się z nikim nie cackają, znani są z tego.
Chise
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 20 mar 2019, o 20:47

Kiwnął białogłowej, która wstała niedługo później i także przystąpiła do posiłku. Normalnie by się przywitał, jednak Kuma był niczym w transie jedzeniowym, bo najbliższa taka okazja mogła być dosyć odległa w czasie. Skoro wyruszali na potyczkę z mafią, to wypadałoby się do nie jakoś przygotować. Tylko co miało być później, gdy już skończą to zadanie? Kuma pewnie ruszy w swoją wędrówkę, a Harumi i Etsuya ruszą swoim torem. Swoją drogą gdzie podziewał się ten drugi? Dogorywał jeszcze po krótkim śnie, czy to białogłowa go tak wymęczyła, ze nie jest w stanie się ruszyć?
Brat karczmarza w końcu przystąpił do opowieści, która nie była zbytnio zaskakująca. Czego on jednak oczekiwał, że zostawią go w spokoju? A tak zaprowadził ich do miejsca, które jakby nie patrzeć wygrali. Tylko czemu od razu go nie przyswoili, skoro powiedzmy "półlegalnie" je wygrali? Nie za bardzo rozpoznawał się w mafii, wiedział tylko że jest w Shigashi i nic więcej. To była jedna z tych tajemnic, którą każdy zatrzymuje dla siebie, a jednak każdy o niej wie. Ot niektórzy wolą żyć z przekonaniem, że tego po prostu nie ma, że to nie dotyczy ich samych i próbują żyć w słodkiej niewiedzy. I zapewne się to sprawdzało, bowiem do tej pory Kuma nie miał problemów z mafiami, zawsze jakoś działał w kupieckim mieście i nie miał żadnych problemów.
-Hmm... bardziej nasnuwa się pytanie, czy naraziłeś się im, czy mafii jako takiej. Jeżeli to jakaś trójka o... powiedzmy takie mięso armatnie, zwykłe opryszki, które znalazły - wybacz za stwierdzenie - łatwy cel, to problem nie jest taki wielki. Gorzej jeżeli to się rozniosło i ta knajpa ma być własnością tej rodziny. Przypomnisz mi ich nazwę? Wczoraj się dużo działo... - zaczął Kuma po skończonym posiłku, oczywiście wcześniej otarł usta z resztek jedzenia, ułożył łokcie na stole. Mówił jednak dosyć posępnie, dało się wyczuć, że nie jest zadowolony z takiego obrotu sytuacji. Liczył jednak że Harumi i Etsuya mają plan jak z tego wybrnąć. Niby Etsuya zgłosił się do pomocy, więc ta druga była tutaj podpięta z miejsca. Skoro zaoferowało się pomoc, to głupio byłoby teraz tak po prostu odejść, co nie?
-Smacznego, Ty jesteś jakimś mafijnym obserwatorem, książkę piszesz? - popatrzył na Yamiego, który był tutaj cały ten czas i w sumie nikt na niego nie zwracał uwagi. Szarak zobowiązywał.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1090
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość