"Ī tabemono" Ryokan

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 1 mar 2019, o 11:06

Wymijająca odpowiedź dotycząca możliwości piachu nie zaspokoiła w pełni ciekawości Etsuyi. Najchętniej sprawdziłby jego maksymalne możliwości podczas walki, ale aktualnie nie miał ku temu ani warunków, ani energii. Nie chcąc być wścibski, odpuścił temat i przysłuchał się rozmowie na temat wojny pomiędzy dwoma klanami. Przy okazji dowiedział się też, że Harumi pochodzi od Kaguya, o co nigdy wcześniej jakoś nie miał sposobności podpytać. Wojna nigdy nie była niczym łatwym, a w przypadku Nakiriego, zawsze wiązała się z tym, że jego ojciec opuszczał dom na dłuższy okres czasu, aby zarobić jako najemnik. Jeszcze podczas batalii pomiędzy Hozuki oraz Yuki przed powstaniem Cesarstwa, chłopakowi zdarzało się odwiedzać posterunki i podpatrywać z ukrycia innych shinobi. Mógł sobie jedynie wyobrażać okrucieństwo pustynnych wojen, a nawet w Hyuo był w pewien sposób zdystansowany od krwawych potyczek zwierzchniego rodu. Co by nie mówić, nie dotyczyły one bezpośrednio jego własnej rodziny, w przeciwieństwie do Kumy i Harumi. Jakby się nad tym zastanowić, byli oni wyżej urodzeni, będąc naturalnie obdarzonymi unikalnymi zdolnościami. W pewien sposób Etsuya im zazdrościł, ale wzmagało to jedynie ambicję w nim samym, która podjudzana była też przez uwielbienie do rywalizacji.
Przyjrzał kątem oka się niewielkiej spince, którą białowłosa miętoliła w rękach, aby chwilę później pokazać ją Kumie. Nie wiedział jak bardzo sprawa ta jest dla niej ważna, ale faktem było, iż dochodzenie po czymś tak drobnym, tak jak mężczyzna wspomniał, było niczym szukanie igły w stogu siana. Coś jednak udało się ustalić, gdyż wskazanie klanu Ayatsuri było już jakimś kierunkiem w dochodzeniu. Kierunkiem prowadzącym prosto do prowincji, z której złotooka została wygnana i z której przybyli po tygodniach męczącej drogi. Co za ironia losu - pomyślał, raczej niechętnie podchodząc do potencjalnego pomysłu, aby tam wracać. Etsuya wzruszył jedynie ramionami i rozwalił się na krześle ze splecionymi na brzuchu rękoma. Nie mając jak włączyć się w dyskusję, zwyczajnie oddał się relaksowi, od czasu do czasu, kiedy było trzeba, podnosząc kolejny raz czarkę. Najedzone, popite... powiedziałoby się teraz jeszcze "do spania", ale do nocy jeszcze było trochę czasu. Chociaż na upartego... - pomyślał, wnioskując że Harumi też niebawem zrobi się śpiąca - Poszukałbym noclegu - rzucił na głos sam do siebie, nie ruszając się jednak z miejsca.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Jun'ichi » 4 mar 2019, o 02:26

Kości niezgody
Obrazek
C - 1/60
Etsuya / Harumi / Kuroi Kuma


Ī tabemono był niezwykle przyjemnym miejscem, co widać było zwłaszcza po klientach. Wszyscy zajęci rozmową lub spożywaniem przepysznych dań, spożywaniem sake lub herbaty, dokładnie tak jak marzył każdy właściciel podobnego dobytku. W tej chwili to jednak Matou Yoko napawał się tym widokiem, chłonął chwilę i napawał się własnym sukcesem chociaż nadal pozostawał skromny dla oczu osób postronnych. Po prostu stał za ladą, gdzie wokół niego przechadzali się dwaj, młodzi kelnerzy, gdzie za jego plecami dosłownie buchał ogień na jednym z wielkich woków, gdzie co chwilę słychać było "jeszcze jedną!". Im dłużej właściciel stał przy ladzie, tym ciężej było mu oprzeć się przed ciągłym zerkaniem w kierunku Harumi, która po prostu wyróżniała się na tle pozostałych klientów pod względem urody. Dla człowieka, który całe życie poświęcił doskonaleniu sztuki gotowania oraz stworzeniu tego miejsca, nie był obcy widok ślicznej dziewczyny, jednak w tej jednej szczególnie utkwił swoje niebieskie, błyszczące oczy.
Kiedy Etsuya próbował wypocząć nieco przy stole, obok niego zjawił się kelner z tacą, na której znajdowały się trzy, niewielkie talerzyki. Na każdym z nich znajdowało się przepyszne, cudownie delikatne, świeżutkie ciasteczko oblane niebiańską czekoladą.
To dla państwa, z pozdrowieniami od właściciela. - młodzieniec z pustą już tacą zniknął równie szybko jak się pojawił, a przed każdym z was znajdował się teraz przysmak.
Jeśli któreś z was zdecydowało się zerknąć w stronę kuchni, mogło ujrzeć zerkającego właściciela, który najwyraźniej próbował dostrzec wasze reakcje. A może chodziło tylko o reakcję Harumi? A może ciastka były zatrute i nie należało ich w ogóle dotykać?

Ilu ludzi tyle historii, tyle problemów, a każdy inny i trudny na swój sposób. Kiedy waszym jedynym zmartwieniem było to czy ciastko zmieści się w ustach na jeden kęs, czy może jednak na dwa, w knajpy wszedł ktoś ze znacznie mniejszym szczęściem. Lekko podpity mężczyzna na miękkich nogach wtoczył się na salę i lawirując między stolikami niemal doskoczył do baru, zaczepiając się o niego rękoma które zarzucił nań od góry niczym haki.
Yo-yo-yo... yo-to-o! O! - wybełkotał nowy gość na tyle głośno, że nawet przy waszym stoliku było to doskonale słychać. Właściciel lokalu najwyraźniej znał tego człowieka, bo podszedł do niego i podpierając na własnym ramieniu wyprowadził do stoliku na uboczu, postawił szklankę wody i mokry ręcznik, a następnie zaczęli rozmawiać o czymś najwyraźniej mało przyjemnym.
Wy jednak mieliście swoje ciasteczka i tylko to było w tej chwili ważne.

Nagle trzask łamanego drewna rozniósł się po całym budynku. Pijany jegomość uderzył w stolik własną głową tak mocno, że teraz leżał już tylko między przechylonymi połówkami twarzą w dół. Było to dość dziwne jak na taki spokojny lokal, jednak najdziwniejsze było zachowanie właściciela lokalu, który zupełnie nie zareagował na to co stało się z jego rozmówcą. Skrył jedynie twarz w dłoniach i co chwilę kiwał tylko nieznacznie głową na boki.
Chętnie poprowadzę misję dowolnej rangi lub wyprawy
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) - Kōga - D -> wzrosło do rangi C
2) -
3) -
4) -


Obrazek

I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]

Refereeing lvl 100
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1417
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 12:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
Multikonta: -

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 5 mar 2019, o 00:47

Westchnęła. Więc jednak sporą część utajniono przed jej młodzieńczym umysłem. A o tym, że pomijano w tym wszystkim winę jej klanu już nie wspomnę. Zacmokała ustami i pokręciła głową z dezaprobatą. Bezsensowny rozlew krwi nigdy nie był tym, w czym czuła się dobrze. Najchętniej wszystko rozwiązywałaby rozmową, choć rzadko kiedy ów konwersacje sprawiały, że coś kończyło się pozytywnie. Najwyraźniej ludzie muszą, ot tak, dla zabawy, czasem powyrzynać cywili, pozabijać się nawzajem. Brat-brata. Coraz bardziej wątpiła, że postępując zgodnie z moralnością można przeżyć więcej niźli dwadzieścia lat.
— Co za idiotyzm. Pewnie nawet nie wiedzą, o co walczą. Walczą dla walki — odparła wzruszając ramionami. Może ta złota klatka, w której ją zamknięto, nie była taka zła? Może wcale nie miała pecha, a jebitne szczęście mogąc uniknąć rejestrowania tych wszystkich okrutnych obrazów? Alkohol coraz bardziej dawał się jej we znaki, rozluźniał, pozwalał kontynuować swobodnie rozmowę zupełnie tak, jakby Kuma był jej zaginionym wujkiem. Dla Haru powód do ataku był tylko jeden - obrona. Nigdy nie atakowała pierwsza, ba, nawet druga. Co innego, gdy atakowano bliską jej osobę. Wtedy nie było litości, ni grama. Z kruszyny, delikatnego stworzenia pełnego miłości zmieniała się w istną maszynę do mordowania w najokrutniejszy sposób. Paradoks, co? Z nadzieją obserwowała bruneta. Choć doskonale zdawała sobie sprawę, że szanse na rozwikłanie zagadki są nikłe.
— Myślę, że całą — wtrąciła z wiarą w to, że zaraz powie jej coś, co pozwoli odnaleźć sens podarunku. Na marne. Ayatsuri. Mina jej zrzedła. Oczywiście, nie miał prawa wiedzieć, że, nie tak dawno, otrzymała bilet w jedną stronę, a na tablicach ogłoszeniowych w stolicy ów klanu wisi kartka z wyceną jej głowy. — Tak zrobię — dodała. Choć oczywiście, nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że wypowiedziane przez nią słowa nigdy nie zostaną zrealizowane. Kto normalny pakuje się w paszczę lwa? Harumi miała jeszcze resztki rozsądku, a przynajmniej na tyle, by własnoręcznie nie popełniać swoistego samobójstwa. Ponownie, po chwilowej przerwie na przeciągnięte ziewnięcie, zaangażowała się w pałaszowanie podsuniętego przez Etsuyę posiłku, który sum summarum bardzo trafiał w jej gusta smakowe. Potrzebowała snu, zwłaszcza po takiej ilości alkoholu. Co innego rośli mężczyźni w kwiecie wieku. Dla nich to mógł być dopiero początek "zabawy". Najwyraźniej podobnego zdania był również właściciel baru. Z zaciekawieniem spojrzała na kelnera, który przyniósł do ichniego stolika jakieś ciasteczka. Na odchodne kiwnęła mu głową. Zmierzyła je oczyma. Wspomnienia z Wietnamu. Znaczy się z Herbaciarni w Ryuzaku no Taki. Nim cokolwiek uczyniła skierowała wzrok ku barze od razu łapiąc wzrokiem właściciela. Naturalnie posłała mu piękny, pełen wdzięku uśmiech i machnięciem ręki wskazała na nieomal cały zjedzony posiłek. Fakt faktem, była pełna. Następnie trąciła łokciem pierwszą osobę po jej boku.
— Już ja znam te ich specjały, nie jedzcie tego — wypowiedziała to na tyle cicho i z tak niewinną miną, że właściciel nie miał prawa tego zauważyć. Zwłaszcza z uwagi na wcześniejszą reakcję. Przezorny zawsze ubezpieczony moi drodzy. Odsunęła od siebie prawie pusty talerz Etsuyi próbując dostrzec "znajomego" kelnera. No i dostrzegła, ale niewiele bardziej nawalonego od niej jegomościa. Typ: agresor. Złote oczy uważnie rejestrowały jego poczynania do czasu, w którym właściciel wziął go pod ramię. Odpuściła. Ponownie lawirowała wzrokiem w poszukiwaniu obsługi. No i nagle trach. Odruchowo spojrzała w stronę, z której nadchodził dźwięk. Połamany stolik i pijak pośrodku dwóch połówek drewna. Trochę jak Mojżesz pośrodku Morza Czerwonego, nie? Może to jakiś Mesjasz, a oni zamiast składać pokłony patrzą się jak na debila?
— Jestem śpiąca, możemy stąd iść? — spytała nieco poirytowana wstając od stolika. Wolała się nie wtrącać. Ludzie powinni prać swoje brudy na osobności... Teraz tylko poczekać, aż oboje mężczyźni zadecydują, czy wolą się bawić z alkusem, czy jednak wykorzystać cenny czas na sen.
Ostatnio edytowano 9 mar 2019, o 01:43 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 4 razy
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 5 mar 2019, o 20:25

-Noc jeszcze długa, chociaż nikogo nie zatrzymuje na siłę - rzucił do Etsuyi, chociaż połowicznie sądził nawet, że to nie był taki zły pomysł. Po większym posiłku zawsze przychodziła mu ochota rozłożyć się na wygodnym wyrku, dać odpocząć ciału po całym dniu. Z drugiej strony jednak było jeszcze w miarę wcześnie, nocleg zawsze znajdzie się jakiś, a że sam Kuma do wygodnickich nie należał to nigdy nie stanowiło to dla niego problemu.
-W sumie to każda walka tak wygląda, więc się nie dziw. Czasami ludzie po prostu mają za mało problemów i doszukują się ich w innych. A inni po prostu lubią przelewać krew, ot takie hobby. - wzruszył ramionami źle czując się z tym, że nie może jej pomóc. Wolał nie wypytywać o co chodzi, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że cóż... ich klany nie za bardzo się lubiły. Czy uczestniczyła w wojnie czy też nie - pewnie nigdy się tego nie dowie, bo dla niego temat skończył się już dawno temu. Zerknął na Etsuyę i ciekaw był ile wie na ten temat i czy sam może nie był w niego zaplątany.
Pojawienie się deseru trochę wybiło go z rytmu rozmowy, spojrzał to na deser, to na właściciela i znowu na deser, na Etsuyę, na dziewczynę, na właściciela i potaknął widząc, że chyba ktoś tutaj ma niecne zamiary. Był tylko jeden problem, bowiem... Kuma średnio przepadał za słodyczami. Po prostu mu nie smakowało i dlatego też niestety, ale musiał zrezygnować z deseru podanego przez karczmarza. Spodziewał się jednak, że dziewczyna będzie pierwsza do zjedzenia deseru i jeszcze weźmie ich porcje. W sumie ten gest był przygotowany dla niej, więc coś było na rzeczy.
-Cóż, no to się zmarnuje - odsunął talerzyk od siebie i wychylił nalane sake, które niestety powolutku się kończyło. Pojawienie się nowego człowieka w sumie nawet nie odwróciło uwagi Kuroia. Byli w miejscu publicznym, gdzie można dobrze zjeść, wypić, więc normalnym było, że co i rusz przychodził ktoś o własnych nogach lub trochę mniej. Sam nie raz wtaczał się do baru po następną kolejkę, więc po prostu zerknął w tamtą stronę widząc coś ciekawszego i zaraz wrócił do tej dwójki. Na niezbyt długo, bo hałas i uderzenie łbem w stolik należało już do ciekawszych rzeczy.
-Szkoda talerza - skomentował i zerknął na właściciela oczekując jakiejś nieco bardziej żywej reakcji na to, co się przed chwilą wydarzyło. Ten jednak chyba nie robił sobie nic z tego, więc nie było potrzeby, by Kuma się tym przejął. Słysząc pytanie Harumi przez chwilę przeszło mu przez głowę, czy także jest skierowane do niego samego, jednak kilka kieliszków, które pozwoliły mu się już nieco rozluźnić zrobiło swoje - kiwnął potakująco głową i przepuścił zaczął iść, by otworzyć im drzwi.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1068
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 6 mar 2019, o 00:51

Trwał w bezruchu, beznamiętnie wlepiając swoje oczy na bok i kompletnie wyłączając się od świata. Obudził się dopiero kilka sekund po tym, jak Kuma skończył mówić w jego kierunku. Ocknął się momentalnie, zdezorientowanym wzrokiem badając jego mowę ciała i starając się odgadnąć o co mu dokładnie chodziło. Ahh - doszedł po chwili do jakiejś konkluzji, przypominając sobie z trudem poszczególnie słowa z wypowiedzianego zdania. Wzruszył charakterystycznie ramionami, jakby sam jeszcze nie podjął decyzji, po czym powrócił raz jeszcze do swojego stanu. Mieli za sobą drakońsko długą drogę i przyjemnym byłoby walnięcie się do miękkiej pościeli, ale Nakiriemu nie zależało na tym aż tak bardzo, aby napierać już w tej chwili na nocleg. Zazwyczaj w takich momentach zwyczajnie czekał, aż ktoś inny przechyli szalę na którąś ze stron i dopiero wtedy zapadnie bezwzględna decyzja. Tymczasem... nie było mu aż tak niewygodnie.
O ile sprawa spinki nie pobudziła wystarczająco zmysłów zasypiającego z każdą chwilą Etsuyi, tak Harumi wcinająca ze smakiem jego posiłek już go zaskoczyła. Albo tak jak i on doszła do wniosku, że pomoże to w walce organizmu z alkoholem, albo zwyczajnie jej posmakowało. Na szczęście zarówno dla niego jak i białowłosej porcja była dosyć spora, więc oboje mogli się najeść. Nie lubiąc paplać o duperelach przemilczał też i tę kwestię, a następnie odchylając głowę do tyłu zamknął oczy, aby oddać się na kolejną chwilę samemu sobie. Alkohol pomógł jego mięśniom w pełni się zrelaksować, a umysł mógł na przynajmniej tych kilka chwil odciąć się od otaczających go bodźców. Zdolności Nakiriego były zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem, wobec czego momentami ciężko było w pełni skupić się na rzeczy innej, niż ciągłe czuwanie na niebezpieczeństwo. Alkohol działał na niego na dwa sposoby, co uzależnione było od warunków jego przyjęcia. Etsuya albo w pełni się odprężał, siłą rzeczy stając się senny, albo tryskał energią i chciał robić wiele rzeczy, których nie robił nigdy wcześniej. Wlazł kotek na płotek... - mamrotał sam do siebie w głowie, poruszając przy tym nieznacznie własnymi ustami.
Z letargu wybudził go dopiero dźwięk talerza uderzanego przez obsługę o blat stolika. Młodzieniec otworzył jedno oko przyglądając się całemu incydentowi i szybko skierował je pierw na Harumi, następnie ku potencjalnemu dobrodziejowi, a na sam koniec na własną porcję ciastka. Utrzymał go tam w zadumie przez kilka sekund, jednakże przez jego głowę nie przebiegały żadne konkretne myśli. Bardziej porównać można było to do powolnego szacowania własnego apetytu, który zapewne nie opuściłby go, gdyby przed chwilą nie został zaspokojony przez ciężkie danie. Na szczęście rozterki chłopaka nie trwały zbyt długo, gdyż uwagę wszystkich przykuła zupełnie inna rzecz, a raczej osobnik bez pardonu wpadający do knajpy z pianą na ustach. Etsuya wydał z siebie zaciekawiony dźwięk, nieznacznie przesuwając głowę na bok i ułatwiając sobie tym samym obserwację. Jeżeli była rzecz, która nie nudziła mu się prawie wcale, to stanowiła ją obserwacja dziwnie zachowujących się ludzi. W jego mniemaniu było w tym coś na swój sposób fascynującego, nie pozwalającego odwrócić wzroku od przeróżnych incyndentów.
Mężczyzna mimo robienia hałasu i lekkiego rozpierdolu w restauracji, nie sprawiał wrażenia niebezpiecznego. Mimo to, Nakiri przyjrzał się uważniej zarówno jemu jak i właścicielowi restauracji. Pomiędzy nimi wyraźnie była jakaś nietypowa relacja, którą ciężko było teraz jakoś sklasyfikować. W głowie Etsuyi pojawiało się wiele domysłów, ale z serii dywagacji wybiła go Harumi, najwyraźniej ostatecznie przekonana o tym, aby lokal opuścić. Wzruszył obojętnie ramionami i powoli zaczął zbierać się z siedzenia, zabierając bez słowa własne rzeczy. Owinął w chusteczkę ciastko, aby mieć coś na zapas, a następnie ziewnął, zakrywając sobie przy tym usta i ruszając w kierunku drzwi. Interesy pomiędzy dwoma nieznanymi im osobnikami kompletnie ich nie dotyczyły, toteż angażowanie się w te kwestie, było zarówno w jego odczuciu jak i według ogólnie przyjętych zasad niewskazane - Znasz jakieś noclegownie w Shigashi? - spytał ospale Kumy, przechodząc przez próg.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Jun'ichi » 6 mar 2019, o 13:24

Kości niezgody
Obrazek
C - 5/60
Etsuya / Harumi / Kuroi Kuma


Właściciel knajpy był dobrym człowiekiem i wiedział o tym każdy, kto bywał w tym miejscu częściej. Pasjonata o dobrym sercu i niesamowitych umiejętnościach, dla którego to miejsce było dorobkiem życia, spełnieniem marzeń i wszystkim na czym szczerze mu zależało. Dbał o swoich klientów, starał się spamiętać wszystkie imiona oraz upodobania, na zapleczu wisiał nawet list ze szczerymi podziękowaniami od stałych bywalców, którzy nieprzebierając w słowach wychwalali i dziękowali za wszystkie cudowne wieczory spędzone pod dachem jego knajpy.
Ale Wy nie mogliście o tym wiedzieć, tak samo jak on nie miał okazji dostrzec jak uznaliście jego podarek za podstęp i pozostawiliście dwie sztuki ciastek na stole. Zapewne dostrzegłby to po czasie, gdyby jego oczy oraz umysł nie były zajęte czymś znacznie ważniejszym. Ale znowu - czy to was obchodziło? Absolutnie nie, w końcu przybyliście tu w konkretnym celu - zjeść, wypić, porozmawiać i odejść. Tak po prostu. Potraktowaliście Ī tabemono jak dziwkę, której na koniec wystarczy sypnąć parę monet i zapomnieć o wszystkim.
Ruszyliście całą trójką w stronę drzwi, które otwierały się do środka. Kuma pierwszy wyciągnął dłoń w stronę wyjścia jendak w tym samym czasie ktoś zrobił dokładnie to samo po drugiej stronie. No, może nie to samo ponieważ użył znacznie większej siły i niemal trafił nimi w lekko podchmielonego Kuroia, który aż poczuł powiew na twarzy. Drewniane drzwi uderzyły z impetem w ścianę i niemal wypadły z zawiasów, a w wejściu pojawiło się dwóch, rosłych mężczyzn o których z całą pewnością nie można było powiedzieć "przyjaźnie wyglądający".
Pierwszy przez drzwi przecisnął się - doslownie - ogromny mężczyzna odziany w spodnie i całe mnóstwo tatuaży, które z daleka mogły wyglądać niczym górna część odzienia. Smoki były tu motywem przewodnim, zaś katany, shurikeny, pokonani przeciwnicy oraz lejąca się strumieniami krew dopełniały tego wspaniałego dzieła. Kolos stanął w wejściu blokując je całkowicie i tylko przez krótką chwilę spojrzał na Waszą trójkę. Potem zrobił krok do przodu zmuszając Kumę do zrobienia dosłownie pół kroczku w tył. Teraz przez drzwi weszło jeszcze dwóch mężczyzn; jeden ubrany w czarne kimono i wyposażony w dwie katany, drugi znacznie mniejszy i dość wątły w porównaniu do kolegów. Na nosie miał fikuśne, okrągłe okularki, włosy ulizane do tyłu oraz zakręcony wąsik tuż nad parszywym uśmieszkiem.
Matou Yoko! Jakże cieszy mnie widok Twojej zatroskanej mordy! Widzę, że brat już zdążył powiedzieć Ci o swoich dzisiejszych poczynaniach. Świetnie, pysznie wręcz! - skrzeczacy głos mężczyzny wwieracał się w głowę wszystkich gości lokalu, a zwłaszcza tych, którzy tego wieczoru skosztowali nieco alkoholu. Jako stojący najbliżej, byliście najbardziej katowani jego skrzeczeniem.
Masz czas do jutra, do zmierzchu. Po tym czasie wywalimy stąd wszystko na ulicę. Czy to jasne?
W tym czasie stojący przed wami wielkolud zerkał na śliczną Harumi, zupełnie ignorując jej towarzyszy, których zapewne uznał za muszki niegodne uwagi.
Chętnie poprowadzę misję dowolnej rangi lub wyprawy
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) - Kōga - D -> wzrosło do rangi C
2) -
3) -
4) -


Obrazek

I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]

Refereeing lvl 100
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1417
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 12:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
Multikonta: -

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 6 mar 2019, o 19:42

-Bo to jedno? To miasto kupieckie, na co drugim rogu jest jakieś zakwaterowanie - odpowiedział mu po chwili, bowiem nad tym nie trzeba było się zastanawiać. To miasto tętniło życiem w dzień czy w nocy, tam gdzie kupcy, tam zawsze działo się coś ciekawego i można było wiele zobaczyć. Jeżeli chciało się dostać coś niekoniecznie legalnego, było to chyba najlepsze miejsce i pierwsze w kolejce do odwiedzenia. Co przypomniało mu, że najwyższy czas napełnić czymś fajkę, dlatego też następnego dnia będzie musiał trochę się rozejrzeć po targowisku.
Będąc już przy drzwiach, gdy tylko pociągnął za klamkę, a te otworzyły się z zaskakującą łatwością zrobił krok w tył, bo po prostu nie chciał nimi dostać. Dwójka mężczyzn - klienci? - zastanawiał się Kuma, jednak ich miny nie wyglądały na takich, którzy przyszli do przyjaznej knajpki, by odpocząć, napić się po ciężkim dniu i zjeść coś dobrego. Jeden z nich chyba stwierdził, że idealnie wpasuje się w przejście i to będzie jego miejsca na świecie. Gdyby nie to, że udają się na zewnątrz właśnie dlatego, by uniknąć problemów, to Kuma by się po prostu przepchał pomiędzy nimi. Ten jednak po prostu odszedł to pół kroku do tyłu nie chcąc przeszkadzać skrzeczącemu kolesiowi w jego tyradzie, odwrócił wzrok w stronę pozostałej dwójki i wzruszył ramionami. Byłoby smutno, gdyby coś innego wywaliłoby ciebie na zewnątrz - dodał sobie w myślach i zerkając na kolosa. Sam tego jednak nie chciał zrobić, bo straż pewnie natychmiastowo by się tym zainteresowała. Zawsze byli, gdy ich nie potrzeba, lecz nigdy nie pojawiali się tam, gdzie akurat byli potrzebni najbardziej. Popatrzył na właściciela i (jak się okazało) jego brata i współczuł im całym sercem, że wdali się w jakieś szemrane interesy.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1068
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 6 mar 2019, o 23:49

Etsuya z pustym wzrokiem brnął przed siebie w kierunku drzwi, nie odnosząc się w żaden sposób do odpowiedzi Kumy. O ile był świadomym istnienia wielu miejsc do spania, chodziło mu raczej o jakiś polecany przybytek. O wiele bardziej preferował noc pod własnym namiotem w dziczy, niż sen w pościeli pełnej pluskiew czy innego robactwa. Tak czy inaczej księżyc był jeszcze nisko więc młodzieniec był pewien, że znajdą coś odpowiedniego.
Już mieli opuszczać lokal, gdy w drzwiach zrobił się zator, który nie był zupełnie przypadkowy jak młodzieńcowi się z początku wydawało. Podniósł wzrok, wyostrzając go nieco i przyjrzał się całemu przedstawieniu, marszcząc przy tym brwi. Z początku większość uwagi Nakiriego przykuły tatuaże na całym ciele ogromnego mężczyzny i jego nieprzyjazna postawa, torująca przejście przez próg. Tego typu rzeczy działały na niego niczym płachta na byka, a alkohol wcale nie pomagał w opanowaniu nerwów. Wręcz działał w zupełnie druga stronę, odpalając swój tryb numer dwa. Chyba im się coś pojebało... - doszedł do wniosku.
Zrobił krok do przodu, aby wyprzedzić Kume i samemu utorować sobie drogę, ale szybko zatrzymany został przez nieprzyjemny dźwięk, który dotarł do jego uszu. Obrócił głowę, z ciekawością upatrując autora tej symfonii spierdolenia. Etsuya miał gdzieś tutejsze vendetty tak długo, aż nie wywęszył możliwości zarobku, jednakże kiedy ktoś zabraniał mu przemieścić się z punktu A do punktu B, sprawa stawała się osobista. Mając w sobie silne poczucie niezależności, wolałby wyłapać parę guzów w karczemnej bijatyce, niż dać komuś za wygraną.
Nakiri spojrzał w kierunku swoich towarzyszy, prędko wyłapując ich bierność, po czym raz jeszcze zerknął na stojącego im na przejściu goryla. Co jest... - pomyślał, orientując się od razu co ten widział oczyma swojej wyobraźni. Wraz z chwilą, w której impuls dotarł do głowy Etsuyi, jakiekolwiek szanse na pokojowe załatwienie sprawy legły w gruzach. Oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, a serce podskoczyło mu do gardła. Adrenalina pobudziła go w dosłownie kilka sekund, a po klatce piersiowej zaczęła sunąć fala gniewu, szukająca ujścia - Przyjaciół szukasz kundlu? - wycedził przez zęby łapiąc z nim kontakt wzrokowy. Jeżeli będzie trzeba stanie w tym celu przed Harumi, aby odebrać dryblasowi przyjemność pożerania jej wzrokiem. Opanowując z trudem nerwy, Nakiri przygotował się do ewentualnej reakcji, kładąc dłoń na kaburze z kunaiami na wypadek eskalacji konfliktu. Nie zamierzał zaatakować jako pierwszy, ale wypowiedziane przez niego słowa miały jasno dać do zrozumienia, że nie są byle bydłem do kopania.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 7 mar 2019, o 22:13

— Prawda zawsze jest pośrodku. Tam, gdzie giną ludzie. Zazwyczaj za cudze ideały — mimowolnie zacisnęła mocniej palce. Po co to wszystko, na Amaterasu, po co? Nawet w pijackim, oderwanym od rzeczywistości umyśle, nie potrafiła dosięgnąć sensu całego tworu, jakim jest wojna. Okrutna i bezlitosna Matka Śmierć rodząca dzieci tragedii. Tylko dlaczego wszystkim wydaje się, że władza to coś naprawdę wspaniałego? Czemu wszystkie istoty jej pożądają? Ludzie. Paskudne kreatury. Jeśli dostaną choćby cień szansy, zaraz próbują zabierać się do rządzenia i włażenia wszystkim na łby. Czy to błąd bóstw, czy po prostu tępa, ale konieczna siła generująca zmiany w strukturze wszechświata i napędzająca w ten sposób machiny rozwoju? Co gorsza, w tym wszystkim, głos umarłych może dotrzeć tylko do tych, którzy także są martwi. Ludzie są głusi. — Chyba nie powinnam oceniać czegoś, w czym nie brałam udziału. Wybacz — zreflektowała się nieco bełkocząc. Nieomal odruchowo założyła, że Kuma odczuł piętno wojny na swoich plecach. Nie ma nic gorszego, niż wysłuchiwanie ocen osób postronnych, zupełnie niewiązanych z danym wydarzeniem, nie? Harumi po prostu było wygodnie sądzić kogoś, kogo nie zna, sądzić ludzi, których domy stawały w płomieniach. W końcu nie był to JEJ dom. W tym miejscu warto wspomnieć, że rodzina Haru nie ucierpiała w żadnym stopniu.
Specjały specjałami, ciasiunia ciasiuniami. A Harumi ma wspominki z Ryuzaku no Taki i tamtejszej herbatki z prądem wprost od syna właścicieli. Wystarczyło, że upiła łyk i znalazła się w ostrych jak brzytwa szponach bydlaka. Mało brakowało, a plomby gwarancyjne uszłyby pod naporem zboczeńca. No, ale sum summarum wszystko skończyło się miarowo dobrze, nie ma co płakać. Raczej nikt już jej teraz za to, hehe, nie wygna. Rozumiecie, o co chodzi, nie? W każdym razie białowłose dziewczę postąpiło tak, jak nakazał jej rozsądek — odmówiła sobie wątpliwej przyjemności powtórzenia powyższych wydarzeń. Co prawda, teraz był przy niej Etsuya, no i ten dziwny, brodaty typ, ale bynajmniej ta pewność ochrony własnego tyłka, nie sprawiała, że Haru chętniej pchała się w kłopoty. Wręcz przeciwnie. W końcu za swoje błędy nie odpowiadałaby już sama.
— Bywa i tak — rzuciła od niechcenia łypiąc okiem na talerz. Raz, że nie przepadała za słodkościami w postaci ciastek i słodziaków (cukierków!), dwa, wszelkie podarki mierzyła podejrzliwym wzrokiem. Przynajmniej wyciągnęła jakąś cenną naukę ze swoich poczynań, a nie zdarza się to nazbyt często. W dalszej części tegoż przedstawienia rzucane były talerze. Bynajmniej rękoma Haru. Ot, typowa dla knajp wszelakich, k u l t u r a l n a wymiana poglądów. Mózg białowłosej zrobił taktyczny odwrót i wywiesił biała flagę. Klamka zapadła. Wychodzą. Dziewczę stroniło od kłopotów, zwłaszcza teraz, w ukochanym mieście. A sen... Ah, słodki sen. Kto go nie lubi? Złotooka dała się już poznać Etsuyi, jako kochanka Morfeusza. Dzień kończyła wcześnie, a zaczynała, cóż za niespodzianka, późno. Ot, ogromne potrzeby regeneracji. W tym wieku, to bardzo istotne. Tak samo, jak wcinanie Danonków! Nieco chwiejnie zebrała swoje manatki i podreptała w stronę drewnianych drzwi grzecznie czekając, aż brunet otworzy ów wrota. Sięga do belki i... I zonk. Zamknięte. A właściwie przytrzymywane z drugiej strony, jednak tylko przez chwilę, bowiem po chwili runęły z trzaskiem na ścianę. Harumi z przerażeniem w oczach klatkowała kolejne sekundy; wchodzących mężczyzn i ich uzbrojenie. Powolnie odgarnęła włosy z czoła i popatrzyła ponuro po gorylach. Za drzwiami fioletowiał zmierzch. a h a. Uszy złotookiej postawiły się na baczność, zupełnie jak te kocie. Wychwyciła wszelkie paskudne nuty gróźb, ale jej usta milczały, stulone w pąki, okryte woalami płatków i baldachimami liści. Inaczej zareagował blondyn. Nie, żeby to była, dla Kaguyi, nowość. No to teraz zacznie się bal — pomyślała z niepokojem i klnąc w duchu na czym świat stoi, depnęła mocno na stopę Etsuyi i wysłała mu porozumiewawcze, pełne reprymendy spojrzenie. Po chwili wzrok skierowała ku dwóm negocjacyjne mądrym półgłówkom. Ci, z pewnością mieli już stalowe, pełne złości oczyska i wlepiali je w całą trupę.
— Za kolegę przepraszam, alkohol szkodzi mu — wymamrotała nieskładnie Harumi jeszcze mocniej dociskając stopę. Jakiś wredny, niepozbawiony humoru przypadek sprawił, że akurat trójka wędrowców musiała wpaść w wir nieprzyjemnych wydarzeń. Dziewczę najchętniej rzuciłoby się na ratunek staruszkowi, ale a) przeciwnicy, to goryle z pięć razy więksi od niej, b) ledwo stoi na swoich chuderlawych nóżkach, c) zaraz padnie okoniem, jak kłoda z tartaku i zacznie się ślinić pochrapując. Bo po alkoholu można, a jak! Jeśli Etsuya prędko nie skończy dawać upustu swej agresji, to w najlepszym przypadku walną go z bani i poćwiartują w dorodne kawałki mięcha. A wtedy to się dopiero rozpocznie bal. Bal nad bale, jak śpiewała Marylka.
Ostatnio edytowano 9 mar 2019, o 01:10 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 1 raz
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Jun'ichi » 8 mar 2019, o 13:59

Kości niezgody
Obrazek
C - 9/60
Etsuya / Harumi / Kuroi Kuma


Sytuacja w której się znaleźliście wcale nie powinna się wam przytrafić i w pewnej chwili Harumi zdała sobie sprawę, że to przez jej decyzję stali teraz w najmniej dogodnym miejscu, w równie nieodpowiedniej porze. Mogli przecież jeść darmowe ciasto, oddaleni od drzwi o dobrych kilka metrów, gdzie dryblas zapewne nawet nie zauważyłby drobnej dziewczyny. Było już jednak za późno, a czasu nie dało się cofnąć tak samo jak wypowiedzianych z nienawiścią słów.
Wielki, wytatuowany mężczyzna od niechcenia skierował wzrok na niziutkiego Etsuyę. Ich oczy wpatrzone były w siebie wzajemnie i nie trzeba było żadnych słów, aby każdy wiedział co drugi o nim myśli i jakie ma wobec niego plany. Kuma zauważył jak rosły mężczyzna zaciska swoje ogromne niczym głazy pięści, a grube żyły zaczynają uwypuklać się na całym ramieniu.
Gotai, uspokój się. Jutro to będzie nasza knajpa, szkoda byłoby ją teraz zniszczyć. - powiedział nagle czarnowłosy szermierz, opierając swoją katanę o klatkę piersiową towarzysza. Ten spojrzał na niego niezadowolony, jednak odpuścił i zwrócił oczy ponownie na Etsuyę.
Nie, ale znalazłem dla siebie niezłą suczkę. - odpowiedział patrząc blondynowi prosto w oczy i uśmiechając się szyderczo. Widział w Nakirim żyłkę wojownika i chyba liczył na to, że tymi słowami ugodzi jego męską dumę. Następnie przeniósł wzrok na Harumi i puścił jej oczko co było jednocześnie obrzydliwe i przerażające biorąc pod uwagę jego aparycję.
Gotai, Homei, idziemy. Jutro zabawisz się z tą dziunią. Jeśli wytrzyma zabawy z Tobą, może pozwolę jej tu pracować i obsługiwać naszych klientów, haha! - zaskrzeczał mały okularnik zanim ktokolwiek zdążył zareagować na słowa wielkoluda. Czarnowłosy opuścił powoli swój miecz, ciągle mierząc spojrzeniem zarówno Etsuyę jak i Kumę. Z tej trójki bandytów chyba tylko on zdawał się rozumieć czym mogą zakończyć się takie przepychanki słowne.
W całym tym zamieszaniu nie zauważyliście właściciela restauracji, który podszedł nieco bliżej i stał zaraz za waszymi plecami trzęsąc się ze zdenerwowania. Jego oczy były wyraźnie wilgotne, jakby lada moment miał zalać się łzami. Jednak cóż mógł on teraz zrobić, poza odprowadzeniem wzrokiem swoich oprawców do wyjścia? Z całą pewnością nic ponieważ nie był shinobi, nie potrafił walczyć, a jego jedyną bronią był nóż do krojenia warzyw.


Czarnowłosy szermierz
Wielkolud z tatuażami
Okularnik z wąsem - przywódca grupki
Chętnie poprowadzę misję dowolnej rangi lub wyprawy
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) - Kōga - D -> wzrosło do rangi C
2) -
3) -
4) -


Obrazek

I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]

Refereeing lvl 100
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1417
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 12:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
Multikonta: -

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Etsuya » 8 mar 2019, o 15:10

Wpatrywał się prosto w olbrzyma z szeroko rozwartymi oczami i niepodważalną chęcią mordu. Czuł narastające z każdą sekundą napięcie, ale nie ruszył się nawet o milimetr do tyłu. Gość był większy, a dzieląca ich odległość była niebezpiecznie mała, lecz logika stanowiła któryś z kolei priorytet, będąc zastąpioną przez dumę oraz pogardę. Do niektórych ludzi nie przemawiały słowa, a jedyną szansą na wyperswadowanie im swoich racji była siła. Etsuya po kilku karczemnych burdach szybko doszedł do wniosku, że jeżeli przemoc nie rozwiązała problemu, to znaczy że użyto jej za mało.
- Słyszałeś, Gotai. Spokój - warknął raz jeszcze w jego kierunku wtórując za facetem dzierżącym katanę. Nie zamierzał odpuścić, ale jak dotąd nie wykonał żadnego ruchu sygnalizującego chęć agresji. Następne słowa wypluwane przez dryblasa były wymierzone po to, aby go sprowokować, lecz Nakiri znał podobnego rodzaju sztuczki. Miał nawet opracowany szablon zachowania, niezawodny w swojej skuteczności. Odwzajemnił paskudny uśmiech, szeroko rozwierając mięśnie twarzy, a buzująca w nim agresja zatrzymała się na jednym poziomie, dając mu możliwość bardziej taktycznego podejścia do sprawy.
Po słowach wypowiedzianych przez bossa grupki, doszedł do wniosku, że jemu również nie jest na rękę walka w środku restauracji, więc postanowił nie wszczynać burdy. Oczywistym było dla Etsuyi to, że na pewno nie odpuści wypowiedzianych przez kupę mięsa słów i miał świadomość tego, że ten dobrze o tym wie. Jedyne pytanie brzmiało czy zrobi to za kilka minut na uliczkach Shigashi no Kibu narażając się na kłopoty ze strony straży, czy odczeka do jutra, wcześniej wypoczywając i wiedząc doskonale gdzie grupka mafiosów się pojawi.
Jeżeli banda opuści lokal bez dalszych ekscesów, dopiero wtedy Nakiri rozluźni napięte mięśnie i skieruje wzrok gdziekolwiek indziej niż na potencjalnych rywali. Serce cały czas dudniło w klatce piersiowej, a ręce świerzbiły do tego, aby po amerykańsku (tzn. kantaisku) zaprowadzić pokój na świecie. Wziął głęboki wdech, odgarniając do tyłu włosy i kątem oka wychwycił chowającego się za nimi właściciela restauracji. A Etsuya? Etsuya właśnie kombinował jak ugrać swoje i przy okazji na tym zarobić - Sypniesz groszem i pozbędę się twojego problemu - zwrócił się do przerażonego mężczyzny. Mówił zdecydowanie szybciej niż zazwyczaj, a w jego tonie dało się wyczuć bezwzględność - Będę jutro obserwować okolicę, prześpię się nieopodal - poinformuje, jeśli kucharz okaże choć odrobinę zainteresowania jego propozycją. W tym wszystkim pominął kwestię swoich towarzyszy i ich własnych potrzeb, ale cóż... kiedy konflikt zaczynał przybierać tak osobistą formę, wszystko inne przestawało mieć dla niego większe znaczenie. Od zawsze był indywidualistą i od zawsze pracował sam, zarabiając w ten sposób na życie.
Avatar użytkownika

Etsuya
Gracz nieobecny
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kuroi Kuma » 8 mar 2019, o 19:25

Puścił jej oko, było minęło, wojna się skończyła, ale przyjdzie kolejna i kolejna, i kolejna aż wyginą wszyscy. Albo się z tym pogodzisz, albo dalej będziesz się wściekać i ciskać piorunami w tych, których do tego ciągnie. Kuma jednak doszedł do wniosku, że trzeba być ponad to, że nie będzie przykładał ręki do bezsensownego rozlewu krwi. Chyba to najbardziej skłoniło go do dołączenia do grupy mającej zająć się liderem i jego poplecznikami. To tam powinni być najbardziej posłuszni Naohiro, który swoją drogą do grzecznych baranków nie należał. Rozpatrywanie przeszłości było dla niego zbędną stratą czasu. Uczył się na błędach, które popełniał, nie lubił przeżywać tych samych sytuacji w kółko i w kółko szukając co takiego mu umyka. Przyjmował rzeczywistość taką, jaka jest i po prostu żył.
Kiedy Kuma przyglądał się tylko temu wszystkiemu chcąc po prostu przeczekać burzę i po prostu ruszyć dalej z prądem zobaczył jak wyprzedza go Etsuya. Wiedział już co się szykuje i że chłopak zapewne zechce się zabawić w rycerza, który broni swojej damy. Staruszek spoglądał na goryla, który aż kipiał nie mogąc powstrzymać swojej chęci do walki - tej jednak u Kuroia nie było, wolał unikać niepotrzebnych bitek, a ta na takową wyglądała. Pocieszyła go jednak reakcja szermierza, bowiem miał chyba najwięcej rozumu z z całej tej przeklętej szajki. Zauważył że ten jednak też jest gotowy na rozwalenie tej knajpki. Kuroi powstrzymywał się, by nie wypuścić piasku z gurdy, by po prostu nie zasypać ich masą piachu, usunąć z przejścia i iść się położyć. Czuł, że w innym wypadku po prostu wypuściłby piaskową mackę w kierunku grupki i zacisnął na ich mordach. Kierowało nim lenistwo i zwyczajna niechęć do takich sytuacji, więc wolał rozwiązanie nieco spokojniejsze. W przeciwieństwie do Etuyi, którego podejście było całkowicie przeciwne. Uderzyły go jednak słowa, które nastąpiły po wyjściu grupki.
-Czy byli zwykli goście czy coś więcej? - zapytał właściciela, bo to mogło wiele zmienić. Obawiał się, że ktoś tu zadarł najprościej w świecie z mafią i wtedy problemy stawały się bardziej skomplikowane. Jeżeli zadrzesz z niewłaściwymi ludźmi to lepiej zdawać sobie z tego sprawę.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1068
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Kana Yuki » 9 mar 2019, o 00:22

Harumi nawet się nie odezwała, tylko wojowniczo wysunęła podbródek. Ciepłe, przeszywająco-promieniujące złoto zmierzyło się teraz z oczyma wytatuowanego wielkoluda. Tak wielkiego, że za młodu chyba połknął własne rodzeństwo. Albo całą rodzinę. Bankowo mógłby złapać ją za łeb i podnieść do góry trzęsąc jak grzechotką. Prawo—lewo, potwórz. Rynsztokowe słownictwo, jakiego użyły te półgłówki zawtórowało jej w głowie niczym echo. Impuls. Zsunęła ręką do torby przymocowanej do pasa, już właściwie chwytała jedno z ostrzy, a oczy rozbłysły jej jeszcze mocniej. Nie. Daj spokój. Cofnęła dłoń. Jeszcze nie teraz, nie dziś. Odszczekacie to. Właśnie w tym momencie stała się pewna, że tu wróci. Wróci, a wtedy wyplują te słowa razem z popróchniałymi zębami wprost na dechy tej knajpy. Wszystko miało swoje granice, również i cierpliwość Kaguyi. A kończyła się ona gdzieś między "suczka", a "dziunia". Gwałtownie obróciła pociągłą, chudą twarz, na której malował się wyraz irytacji — poprawka — wkurwienia ku okularnikowi. To obrzydzenie, w oczach białowłosej, przywodziło na myśl ujrzenie paskudnego prezentu urodzinowego. Zmarszczyła brwi. Resztki rozsądku powstrzymywały ją od rzucenia się do gardzieli całej trójce. Przynajmniej na ten moment. Naprawdę miała ochotę zmazać im z gęby butne uśmieszki, zmienić ich ciała w kawał świeżego befsztyka, mózg rozmazać po ścianach, a całość udekorować zgrabnym wetknięciem ich własnych narządów rozrodczych w sam środek swego makabrycznego dzieła ala Pablo Picasso po piątym wylewie. Zdusiła palący pod żebrami ogień. Harumi nie obchodziło czy jutro powalą ich wspólnym wysiłkiem, czy zrobi to sama ostatecznie ginąc nabita na ostrze. Była teraz naczyniem gniewu, a to naczynie w każdej chwili mogło pęknąć, wylewając niszczycielką zawartość na każdego z tych karaluchów. Jedno jest pewne — nikt, ani nic nie będzie jej obrażać, ani przyrównywać do karczemnej dziwki. Nikt. Na ten moment musiała jednak odpuścić. Alkohol, zmęczenie i walka, to nie jest dobre połączenie. Była pewna, że tu wrócą. W całym zamieszaniu został pominięty kucharz. Biedny, przerażony kucharz, na którego Harumi bynajmniej nie zwróciła uwagi.
Kana Yuki
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Jun'ichi » 11 mar 2019, o 14:56

Kości niezgody
Obrazek
C - 13/60
Etsuya / Harumi / Kuroi Kuma


Ciężko było stwierdzić jak niewiele brakowało do tego, by ktokolwiek z tu obecnych wreszcie pękł i rozpoczął mordobicie. Cała wasza trójka była zgodna co do jednego - należy im się porządny łomot, zwłaszcza grubas i jego czterooki szef. Kiedy przez kilka sekund panowała cisza pełna nienawiści, wielkolud wreszcie odwrócił się na pięcie w stronę wyjścia, obdarzając jeszcze przed tym Etsuyę szerokim uśmiechem, a Harumi obleśnym buziakiem. Wreszcie drzwi zamknęły się za nimi, a właściciel knajpy opadł na kolana i skrył twarz w dłoniach. Dopiero kiedy usłyszał propozycję Nakiriego, uniósł oczy na waszą trójkę i dalej klęcząc zaczął tłumaczyć całe to zajście.
Chętnie to zrobię ale to chyba nie jest sprawa, którą można załatwić siłą. Ta trójka to członkowie tutejszej mafii, rodziny Akiyama. Ich wpływy są ogromne, a prawdziwej siły całej rodziny nie zna nikt. Problem w tym, że mój brat postawił restaurację podczas gry w kości w jednym z okolicznych barów. Ostrzegałem go, że od pewnego czasu czyhają tam pewni ludzie, którzy zawsze wygrywają to czego chcą, ale on rzekomo miał świetną passę i dlatego zaryzykował, licząc na to że wygra dla nas nowy, jeszcze większy lokal w świetnej dzielnicy. O bogowie... gdyby tylko mnie posłuchał, nie byłoby całej tej sytuacji. - kucharz uderzył pięścią w podłogę tak mocno, że jedna z desek pękła, a z jego dłoni zaczęła pomalutku ściekać pojedynczymi kroplami krew.
Jeśli chcecie mi pomóc i oczywiście zarobić, musicie odegrać się, odzyskać knajpę! Ja z całą pewnością nie będę w stanie z nimi wygrać, jestem tylko zwykłym człowiekiem ale wy... postawiliście się im, musicie albo być szaleńcami, albo drzemie w was ogromna siła i pewność siebie. Jesteście shinobi, zgadza się? Podejrzewam, że tylko shinobi będzie w stanie przejrzeć i przezwyciężyć ich sprytne oszustwa. Jeśli odzyskacie moją knajpę, sowicie was wynagrodzę, a miejsce to będzie już zawsze oferowało dla was darmowy posiłek i wygodny nocleg. Tylko tyle i aż tyle mogę zaoferować. - z każdym kolejnym zdaniem właściciel chyba sam coraz bardziej zaczynał wierzyć w to, że jeszcze uda się to wszystko odwrócić. Pytanie tylko czy teraz znając szczegóły tej awantury, zdecydujecie się zadrzeć z mafią Shigashi? Było to bez dwóch zdań bardzo niebezpieczne, ale z drugiej strony czekała was za to sowita nagroda i pewna sława w okolicach.
W międzyczasie spomiędzy połamanego stołu zaczął podnosić się ledwie przytomny brat właściciela, którego szalone spojrzenie wędrowało to na podłogę, to na ściany, między stolikami i wszędzie gdzie tylko się dało. Podparty na trzęsących się rękach chyba bardzo chciał wstać, jednak doskonale było widać, że jest to teraz wyczyn znacznie wykraczający poza jego możliwości.
Chętnie poprowadzę misję dowolnej rangi lub wyprawy
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) - Kōga - D -> wzrosło do rangi C
2) -
3) -
4) -


Obrazek

I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]

Refereeing lvl 100
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1417
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 12:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
Multikonta: -

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Yami » 11 mar 2019, o 20:42

Drzwi do lokalu niespodziewanie ponownie się rozwarły. Patrząc na ostatnie wydarzenia nie byłoby nic dziwnego, gdyby grupa dość niebezpiecznego trio ponownie wparowała do środka przypominając o niezałatwionej sprawie bądź tak zwanej "przypominajce" w postaci złamanej ręki właściciela. To często przypomina o długu, jaki najlepiej spłacić, stąd właśnie ta nazwa. Nie mniej jednak w drzwiach stanął młodzieniec w kwiecie wieku. Krótkie ciemne włosy, lekko zaokrąglona twarz, jednak nie do przesady, pyzaty to on nie był. Powieki opuszczone do połowy a spod nich dostrzec było można zarys zieleni, choć dość ciężko w takim oświetleniu. Ubrany był w dość prosty strój ot jakaś tunika i materiałowe spodnie, przecież to nie były czasy dżinsów i gładkich bawełnianych koszulek. To co było po nim widać to częściowo umorusana i zmizerniała twarz. Chłopak widocznie trenował, a tym chłopakiem byłem JA.
Trzymałem się za lewy bark i wykonywałem nim drobne ruchy kuliste. Nie było to przyjemne albowiem gdy wpada na ciebie z 200kg mięsa raczej nie zostanie się bez najmniej siniaka. Mimo, że była to ewidentnie wina bysiorka jakoś nie miałem chęci aby walczyć o swoje i sam przeprosiłem. Choć ten niechętnie tak za namową towarzysza dał mi już spokój. Kto normalny by chciał tłuc się z czymś takim? Samobójcą nie jestem, jestem za to zmęczony głodny i przydałaby mi się kąpiel.
- Co za bydło - odparłem popychając drzwi i wchodząc do lokalu.
Kiedy tylko wszedłem do środka raczej zastała mnie niezbyt zwyczajna scena. Jakiś człowiek podnosił się spod połamanego stołu, łeb chyba miał rozkwaszony. Przede mną stałą trójka młodzików, a tuż za nimi klęczący na kolanach mężczyzna obok którego znajdował się nóż chyba do krojenia warzyw, choć jakoś nie miałem większej wiedzy z tego zakresu. No nie powiem nie było to zbyt normalne nawet dla wieczornych knajp w Shigashi, choć niewątpliwie ten Ryokan cieszył się jakimś poważaniem, dlatego postanowiłem właśnie skorzystać dzisiaj z jego usług. Choć teraz zaczynam się zastanawiać czy dobrze zrobiłem.
Nie chciało mi się jednak szukać kolejnego lokalu i kręcenia się po okolicy. Byłem zbyt zmęczony... no dobra nie chciało mi się. Dlatego ominąłem czwórkę osób, które stały mi na drodze do szynkwasu. Przechodząc obok spojrzałem w ich stronę zastanawiając się co tu tak właściwie się działo choć czy tak naprawdę było to istotne. Tak więc ominąłem ich i zbliżyłem się do pustego szynkwasu. Podrapałem się po głowie i rzuciłem w stronę drzwi, które najpewniej oddzielały główną salę od części robotniczej to jest kuchni czy innych pokojów gospodarczych.
- Przepraszam chciałem wynająć pokój na jedną noc oraz zjeść coś wieczorem. - rzuciłem oczekując odpowiedzi.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1986
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Gundan, Jun i 1 gość