Posiadłość Yumichików

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 15 cze 2019, o 13:44

I wszystko rozbiło się o książkę kucharską. Człowiek tak lamentował o swój zajazd, o zyski, o to go jak pobili i stracił wszystko i ostatecznie prosi o odzyskanie książki kucharskiej? Co ci ludzie mają w głowach? Gdyby był dobrym kucharzem to powinien pamiętać o wszystkich przepisach. Co jak co ale jeśli robi się coś latami to chyba powinno mieć się to i owo w głowie. Tak więc albo nie chce aby książka tam została albo jego pobicie mogło mieć inną kwestię - próba wykradnięcia przepisów prosperującego zajazdu. Widząc, że jej zdobycie nie jest możliwe postanowił odejść i tak trafił tutaj, gdzie widząc możliwość ponownego sukcesu wciąż go szukał. Trochę to naciągane...
Westchnąłem.
- Dobra, jak poczujesz się an siłach to przejdziemy się w jedno miejsce i zobaczymy co tam miła Pani powie.
Chciałem pozbyć się tego typa w taki sposób aby brat nie truł mi dupę o moralności i empatii.


z/t -> Zamtuz "Pod Włosami Kinko"
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 10:13

Kolejny męczący dzień. Jak zwykle zostałem zwleczony z mego legowiska przez jednego z braci, których zostawiła mi tutaj pewna zielonowłosa. Oznajmiała, że po nich wróci. Wraca po nich już tak chyba rok. Śladu po niej ani widu ani słychu, a dzieciaki zdążyli się już chyba zaaklimatyzować. Nie zdziwiłbym się gdyby powiedzieli jej prosto w nos, żeby szła sobie dalej ponieważ mają już nowy dom. Nie wiem co między nimi się wydarzyło lecz biorąc pod uwagę jej pośpiech nic wyjątkowego.

Śniadanie zjadłem z bratem. Również i tam dowiedzieliśmy się, że czeka nas kolejny trening. Tym razem jednak nie z dziadkiem a jednym ze strażników, który zaznajomiony jest z dziedziną jeszcze mi nieznaną. Głowa stała się niebywale ciężka co doprowadziło do zderzenia jej z blatem stołu.

Mikatsu bo tak nazywał się nasz dzisiejszy trener czekał na nas nie jak pierdziel na polance ale już przy wyjściu z jadalni. Nie wiem czy to wytyczne czy raczej instynkt go ostrzegł o moich siłach i drzemiącej w trzewiach energii. Już byłem tym wszystkim zmęczony.

- Widzicie jeśli do broni zostanie doczepiona linka, to podczas wykonywania rzutu jesteśmy w stanie sterować nieznacznie orężem aby nadać mu dokładnej paraboli. Może być to przydatne jeśli zajdzie potrzeba skorygowania lotu bądź w celu np. zaskoczenia oponenta, chowającego się za jakąś osłoną. Pokażę wam.

Mikatsu wydobył z torby dwa shurikeny. Przybrał odpowiednią pozę i cisnął nimi w kierunku drzewa po nieznacznym łuku. Lecąca broń zdawała się, że chybi obrany cel jednak strażnik odsunął nadgarstkiem bardziej do swojego prawego ramienia zaś palec wskazujący dociągnął do dłoni. Wówczas jeden z shurikenów skręcił i uderzył prosto w pień drzewa, zaś drugi przeleciał obok i nagle zakręcił dzięki czemu zaczął obwiązywać pień. Biedne niewinne nikomu rośliny.

- Każdy będzie miał to samo zadanie rzucacie dwoma shurikenami jednocześnie mierząc na metr od pnia czy to z prawej czy lewej strony. Następnie korygując linkami doczepionymi do palców będziecie kierować jednego tak aby uderzył w pień a drugiego aby go obwiązał. Do dzieła.

Odebrałem swój przydział od strażnika. Każda linka to jakieś 15m długości. Dobrana do odległości drzewa. Wszystko przygotowane. Westchnąłem i ziewnąłem. Za wcześnie na takie rzeczy. Przyjąłem postawę i cisnąłem shurikenami. Leciały tam gdzie miały. Odciągnąłem następnie naciągnąłem linkę przyczepioną do palca serdecznego a następnie szybciej podciągnąłem palcem wskazujący do wewnętrznej części dłoni. Efekt był następują: pierwszy kunai zamiast trafić w drzewo uderzył w ziemię 2m na prawo, ten który miał się owinąć, owinął się. Zmiana jest łatwa ale dobra kontrola to wyższa szkoła...

Rzucaliśmy z bratem te pieprzone shurikeny przez bite 3 godziny aż w końcu rozbolała mnie ręka. Zadanie do prostych nie należało zwłaszcza jeśli opiera się na takiej monotonii. Dostaliśmy chwilę na odsapnięcie. Tyle by się napić, odetchnąć świeżym powietrzem przez 10min i potem czekała nas kolejna droga przez męki.

Kiedy zaczynało nam wychodzić Mikatsu dodawał nam kolejnego shurikena. Potem jeszcze jednego i jeszcze jednego. Ostatecznie stanęło na 3 shurikenach na każdą dłoń po trzech dniach treningów. "Do następnego" które padło z ust strażnika zapowiadało kolejny marsz przez piekło.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 10:41


Wiele się nie pomyliłem. Otrzymaliśmy jeden dzień czy raczej mój brat by mógł załatwić dla rodziny jakieś prawy w Shigashi a następnego dnia ponownie zostaliśmy zaprzątnięci do pracy.

Mikatsu stał trzymając w ręku cztery kunai'e. Po dwa na każdą dłoń. Nie wyglądał na zbyt zadowolonego. Nie wiem czy wynikało to z pracy z nami czy pracy w oświacie. Sam wiele razy cierpię katusze próbując coś wyjaśnić.

"Odskoczcie na bok". Słowa padły z jego słów po czym cisnął w nas trzymanym w ręku orężem. Cholera pogięło go? Jednak nie stanowiło mojego zdziwienia. Mimo, że trzymał cztery kunaie, a teraz żadnego, w stronę moją i Yuno leciał tylko po jednym sztylecie. Zdołałem z łatwością uskoczyć na prawo. Widocznie moje umiejętności motoryczne uległy poprawie na przestrzeni tych wszystkich lat ciężkiej pracy. Wracając jednak do meritum. Kiedy umknąłem usłyszałem świst lecącego Kunaia a zaraz za nim... kolejny? Ale jak?

- Czasem lepiej zaprezentować niż opowiadać - od strony kata zaczęły płynąć słowa wyjaśnień - To co właśnie doświadczyliście to tak zwana technika Cieni Broni. Nazwa wzięła się za sprawą sztuczki przy niej wykorzystywanej. Podczas rzutu jedna z broni puszczona jest w cieni drugiej dlatego niewprawione oko dostrzeże tylko jedną. Jest to idealna metoda by zakamuflować pułapkę np. gdyby w cieniu tego pierwszego kunaia schować kunai z owiniętą notką wybuchową na rączce, wówczas nie mielibyście szans.

Pokrzepiające, nie powiem.

- Przez najbliższy czas nie będzie ciskać w drzewa a we mnie. Samodzielnie też ciężej określić czy dobrze wykonujecie rzut poprawnie. Tak będę mógł je poprawiać.

Dziś dla zmiany klimatu otrzymaliśmy po 10 kunai. Tuż za Mikatsu została ustawiona tarcza aby nie musieć biegać po broń za każdym razem. Miało to umożliwić nam skupienie się na treningu techniki a nie bieganiu.

Przyjąłem pozycję do rzutu i oczekiwałem na znaku. Miałem nadzieję, że to wszystko się już skończy (a doskonale wszyscy wiemy że nie skończy). Broń rzucona. Strażnik unika bez większych problemów a broń wbija się w tarczę.

- Yami za długo czekałeś przed wyrzutem, nie dość że broń nie była w cieniu to zaczęła się oddalać od pierwszej. Yuno oba oręże muszą być wyrzucone z tą samą siłą. Jeśli drugi kunai będzie leciał wolniej wówczas każdy przejrzy ten fortel. Jeszcze raz.

...

- Yami za bardzo dociągasz kciukiem przez co nie możesz uzyskać tego samego ruchu obu broni. Yuno ten sam błąd co u Yamiego. Jeszcze raz.

...

- Tym razem przedobrzyłeś Yami z siłą drugiego. Może się zdarzyć, że broń nie tylko wyprzedzi ale zbija pierwszą. W najgorszym wypadku nie tylko fortel się nie powiedzie ale i sam atak. Yuno musisz pracować więcej nadgarstkiem. Jeśli będziesz miał go tak sztywnego nigdy nie uda się tobie ta sztuka. Jeszcze raz.

...

- Jeszcze Raz.

...

- Jeszcze Raz.
- Jeszcze Raz.
- Jeszcze Raz.

Mikatsu chyba odbywał jakieś lekcje u pierdziela bo ten miał bardzo ale to bardzo podobny charakter prowadzenia nauk. Jedyne co go wyróżniało to brak obijania mojej głowy drewnianym wachlarzem, znaczy drewnianą obudową wachlarza. Trening trwał 5h z przerwami na 10min po każdej godzinie. Ręka to chyba mi odpadnie. Łącznie dziś wykonałem chyba z tysiąc rzutów, choć niby Yuno wskazuje na mniej niż 300. Najgorsze, że jutro będzie powtórka z rozrywki. Chyba zacznę trenować lewą rękę, inaczej będę musiał prosić o wystruganie dla mnie jakiejś protezy.

Czwarty dzień treningów był ostatecznym. Otrzymaliśmy nawet pochwałę od tego szaleńca, miły uśmiech oraz krótkie "Bywajcie". A anieli śpiew już oczekuje mego przybycia do wrót Pana.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 29 lip 2019, o 12:56 przez Yami, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 11:45

Byliśmy już po dwóch sesjach treningowych, przy czym sesja w tym przypadku dotyczy jednego ze sposobów wykorzystania broni. Szkolący nas strażnik oznajmił nam, że dwie poznane przez nas techniki są tymi najprostszymi do wykonania a skoro one zajmowały nam po 2 3 dni lepiej być już nie może. Widząc moje zadowolenie i chęć do pracy strażnik zapewnił mnie o tym, że dwie kolejne techniki jakich planuje nas nauczyć nie wymagają aż takiego przeszkolenia albowiem częściowo opierają się na chakrze i dobrym wyczuciu momentu.
Jakoś nie byłem przekonany co do prawdziwości tych słów jednak coś świsnęło mi tuż koło ucha. Znaczy wykonałem instynktowny unik, a drewniany wachlarz zwyczajnie spudłował. HA refleks się wyrobił po tych wszystkich latach.

- Chyba zapominasz dlaczego się szkolisz podrostku. Lepiej byś wiedział jak się bronić gdy podczas przewozu zostaniesz napadnięty.

No tak. Taka była nasza rola, szkolić się na kupców i świętych wojowników. Mój talent i aspiracje są zerowe. Szkoda, że nic w tej sprawie nie mogę zrobić, chyba że pierdziel kopnie w kalendarz, choć znając go... mogą minąć jeszcze dziesięciolecia.

Mikatsu zabrał mnie samego na polankę. Yuno miał trenować w tym czasie coś zupełnie innego. Technika której miałem się uczyć nie należała do tych, które szkoli się w grupie.

- Yami technika, choć raczej powinienem nazwać to sztuczką, polega na wystrzeliwaniu senbonów ze specjalnej parasolki. Ukryte są w niej mechanizmy spustowe aktywowane chakrą. Dlatego najpierw przelewasz do niej chakrę, czy może raczej do mechanizmów spustowych, rzucasz parasolką ku górze a następnie aktywujesz zapadki przy wykorzystaniu pieczęci tygrysa. Dostaniesz do dyspozycji jedną parasolkę i 25 Senbonów. Mimo, że można załadować ich więcej nie będzie takiej potrzeby na czas szkolenia. Drobna rada, zanim będziesz aktywował pieczęć sprawdź jak parasolka jest ułożona inaczej mogą być pewne...kompilacje.

Strażnik sięgnął po leżącą pod drzewem parasolkę i rzucił ją ku górze. W trakcie lotu ta przechyliła się niemal pod kątem 90 stopni, a mężczyzna aktywował pieczęć. Pięć Senbonów wbiło się kilka centymetrów od jego stóp, mijając tym samym głowę i tors z bardzo niewielkim marginesem błędu.

- Inaczej może to bardzo zaboleć. To właśnie jest największa bolączka tej techniki, taki wyrzut parasolki aby broń poleciała tam gdzie chcesz. Wymaga wyczucia i chwili treningu ale ogólnie jest dosyć banalna.

- Świetnie - odparłem "pełen optymizmu i energii".

- To dobrze, w takim razie zbierz się do roboty, a i parasolkę będziesz musiał sam uzupełniać.

Świetnie...

Pierwsze próby nie należały do najprzyjemniejszych. Nie nie zrobiłem sobie żadnego kuku. Kto by się spodziewał że Parasolką to trzeba umieć rzucać. Małpa obkręca się, wykrzywia, lata jak głupia niezależnie od tego jak się zabierałem do jej rzucania. Przygotowana tarcza strzelnica unikała metalowych igieł jak tylko umiała najlepiej. Z 5 prób tylko 3 senbony trafiły celu. Kolejnym nieprzyjemnym elementem treningu było zbieranie całego tego porozrzucanego żelastwa i wkładanie w zapadki. Samo to zabierało gro więcej czasu niż realny trening. Małpiszon chyba myślał, że jak się znudzę zbieraniem to będę bardziej się starał. Nie, moje chęci, czy raczej ich całkowity brak, nie miały z tym nic wspólnego.

Minął pierwszy dzień treningów. Odbyłem łącznie 5 15 minutowych przerw (nie wliczam w to czas poświęcony na zbieranie żelastwa), oraz wykonałem technikę chyba z milion razy. Staw barkowy prawej ręce marudzi, że już nie może, ja również więcej sił nie miałem.
Koniec końców po tym dniu potrafiłem trafiać około 10% Senbonów w cel. Osiągnięcie 100% realne nie jest skoro to technika obszarowa.

Popołudnie drugiego dnia. Osiągam swój pełny sukces. Przejdę jednak do początku. Z samego rana nim jeszcze trening się nie zaczął dowiedziałem się, że zwiększona zostaje ilość złomu 2x czyli do 50. Oznaczało to, że każda próba to dłuższe zbieranie uzbrojenia i dłuższe jego ładowanie. Nie muszę mówić, nie byłem szczęśliwy. Przy mojej dwudziestej chyba turze w końcu nadszedł mi druh, który miał ocenić me postępy i zezwolić na przerwę bądź gorzką powtórkę. Usadowił się kilkanaście metrów w cieniu drzewa, ja na środku polanki. Westchnąłem. Zassałem powietrze przez nos. Ustawiłem parasolkę do boku. Przelałem odrobię chakry a następnie cisnąłem ją ku górze. Ta otworzyła się i zawisła idealnie nade mną. Złożyłem pieczęć i spojrzałem ostatni raz na drewnianą nasadę aby upewnić się, że nic mi nie grozi. Aktywowałem zapadki, które rozsypały się po okolicy.

- Nono, popracować trochę nad szybkością i jakoś to będzie. Możesz odsapnąć. Swoją drogą Yuno też skończył więc od jutra zamienicie się rolami. Bywaj.

Kurza... stopa.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 12:40

Ponad tydzień już trenowaliśmy pod okiem nowego instruktora. Nie mogłem jednak narzekać. Strażnik zajmował się nami w sposób mniej kontaktowy w porównaniu do dziadka, ten lubił wykorzystywać podręczne przedmioty do zadawania cierpienia chcącym odpocząć. Moja głowa wie o tym z pierwszej ręki. Dziwnie to brzmiało, przejdźmy jednak do kwestii dzisiejszego treningu. Zaczął się on na całe szczęście z opóźnieniem. Podobnież miał przekazać pewne wytyczne reszcie pracowników. Chyba coś się szykowało grubszego ale nie moja to rzecz jeśli zapewnia mi to trochę spokoju. Godzina sądna musiała w końcu wybić a kiedy tak się stało znajdowałem się na niewielkiej polance poza terenami posiadłości. Wewnętrzny plac treningowy był za mały. Postanowiono więc abym odbył praktyki z dala od domu, w lesie.

- Widzisz czasem niektóre techniki wykorzystują zwoje z zapieczętowanym ekwipunkiem. W kanonie technik, których was uczę znajdują się trzy takie, choć nauczę ciebie i Yuno tylko dwóch. Korzyści trzeciej są zbyt małe względem uzyskanych możliwości, a no i są pewne restrykcje. Na samym początku opowiem o Kyosei no Kaifu czyli wystrzeliwaniu przy pomocy chakry broni ze zwoju.

Mężczyzna wyjął jeden ze zwojów, które miał schowaną w torbie przypasanej do prawego uda. Stanął naprzeciw swojego celu czyli biednego drzewa rosnącego na skraju polany. Błyskawicznie rozwinięty zwój pokrył się niewielką linią dymu, zaś z niego wystrzeliły z odpowiednią prędkością kunaie. Ciekawa technika, zwłaszcze jeśli można wykorzystać ją jeszcze inaczej, wyczuwam spory potencjał...

- Tak naprawdę technika ta nie należy do trudnych. Tak jak w przypadku zwykłego odpieczętowania sprawiasz, że przedmiot opuszcza pieczęć tak z wykorzystaniem większej ilości chakry efekt ten zaczyna być bardziej widoczny. Przypomina trochę naciąganie łuku. Jeśli nie przyłożysz żadnej siły strzałą opadnie lecz im więcej jej nadasz - i tutaj mężczyzna wskazał na drzewo z wbitymi w nie kunaiami. Zaraz po tym wręczył mi dwa zwoje. - Są wypełnione kunaiami. Nie wiem czy znasz dziedzinę Fuinjutsu bardziej aniżeli zwykłe odpieczętowanie/pieczętowanie więc nie siliłem się na silną kompresję. Jeden zwój powinien ci starczyć na kilkanaście prób.

Westchnąłem ciężko. Fuinjutsu znałem dość dobrze, nie mogłem uznawać się za eksperta ale niewątpliwie jest to dziedzina, która jest przyjemna funkcjonowaniu w społeczeństwie. Zawsze można coś ukryć, zniknąć, nie wspominając o pułapkach czy korzystaniu z innych natur mimo, że samemu ma się jakiś tam wiatr...

Odebrałem zwoje i jeden rzuciłem wręcz sobie pod nogi. Mężczyzna rozwinął go i przelał chakrę. Ująłem początek zwoju i pociągnąłem papier. Ten rozwinął się bez problemu a ja przelałem trochę więcej chakry niż zwykle. Niewielka linia dymu, dwa kunaie spadły na ziemię. Tyle dobrego, że nie musiałem po nie daleko iść. Westchnąłem i ponowiłem próbę. Nie trzeba było być członkiem klanu Nara by wiedzieć jak to się skończy.

- Wskazówki? - rzuciłem w stronę mężczyzny.

- Brak... a teraz wybacz muszę też ocenić pracę twojego brata.

I tak oto trener zostawił mnie sam na sam z nauką techniki.

Głowiłem się i męczyłem. Każda próba kończyła się porażką. Raz tylko kunai zdawał się polecieć trochę do prodzu. Tak z 40 może 60cm. Zawsze to lepsze niż jakby miał spaść mi na nogę. Po tylu próbach pod moimi nogami walały się sterty żelastwa, a i pierwszy zwój zdawał się być już wyczerpany do cna. Sięgnąłem po drugi, otarłem czoło z potu i pojawiających się kropelek i ponowiłem próby. Następnych dziesięć prób nie zaprowadziło mnie daleko a jedynie wyczerpywało moje pokłądy siły, chakry, oraz chęci.

Po zakończonej serii położyłem dwa zwoje i zapieczętowałem w nim żelastwo w tych samych ilościach oraz potem zwinąłem zwoje. Musiałem chwilę odpocząć dlatego położyłem się pod drzewem, gdzie oddałem się godzince przerwy aby odzyskać siły.

Obudziło mnie westchnięcie. Mój nauczyciel stał nade mną. Z ramienia zwisała mu torba, a z niej wychodziły wspaniałe aromaty. Obiad? Dla mnie? Dzięki wam bogowie. Mimo, braku treningu ten nie skarcił mnie zbyt mocno a i przekazał posiłek jak należy. Po nim sprawdził rezultaty mojej pracy.

- Dam Tobie jednak radę. Z tego co mi się wydaje przelewasz więcej chakry aby odpieczętować przedmiot a nie żeby go wystrzelić. Spróbuj najpierw wtłoczyć chakrę do zwoju a następnie wykorzystaj drobną ilość aby odpalić ładunek. Tak jak w przypadku kuszy.

W sumie... nie głupie... Przynajmniej to lepsze niż siedzenie i rozmyślanie samemu. Miałem jeszcze sił na może z 10 prób. I te skończyły się przekroczeniem progu 1m.

Całość przygotowanego treningu trwała 3 dni. Nie należełem do ludzi obdarowanych niebotycznymi pokładami energii, gdy poczułem się zmęczony robiłem przerwę. Wiedząc jednak jaki jest mój dziadek nie chciałem przekraczać granicy cierpliwości jego oraz pomagającego nam strażnika.

W czasie kolejnych dni zasięg jaki pokonywała moja broń zwiększał się. Głównie było to przyczyną lepszego składowania chakry i ukierunkowania broni. Nikt przecież nie strzela z łuku nakładając strzałę w poprzek. Ta pewnie by się złamała, obiła o łuczywo i pewnikiem jeszcze zraniła samego strzelca. Problem tutaj może nie była aż tak dramatyczny.

Tak więc po tych 3 dniach rozwinąłem zwój i przelałem do niego chakry a następnie dodałem jeszcze odrobinę aby wszystko wystrzelić. Trzy kunaie poleciały w stronę drzewa. Siłą nie była wyśmienita albowiem wbiły się one u samej podstawy pnia, jednak to wciąż było trafienie.

- Trochę poćwiczysz samemu i jakoś to będzie. Jednak jeszcze zostały 3 sztuki, których pragnę ciebie nauczyć.

To będzie długi tydzień...



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 14:07

Obudziłem się rano z bólem głowy i ociężałymi mięśniami. Ostatnimi dniami nie robiłem nic poza nauką technik miotania broni czy wystrzeliwania jej. Wszystko to jednak wpływało na naprężenie mięśni, które teraz niczym kamień nie pozwalały rozpocząć dnia zbyt przyjemnie. Kombinowanie, mieszanie chakry również nie należało do najprzyjemniejszych doświadczać długo terminowych. Sam nie pracowałem na 100% a i tak czułem się jak pracownik kamieniołomu. Wiedziałem również, że jak każdy pracownik mnie również zmuszą do pracy.

Nie myliłem się o godzinie 11 ja i mój brat stawiliśmy się na niewielkim terenie treningowym tuż za posiadłością Yumihcików, czyli naszą. Przyszliśmy tutaj po późnym śniadaniu wraz ze strażnikiem, który podobnież czekał na nas w jadalni od godziny 8. Posiłek zaczęliśmy nieco przed dziesiątą. Rozmowy oraz delektowanie się posiłkiem ciut trwały.

- Pokażę wam dziś w ramach odpoczynku - ja już dziękuję za taki odpoczynek - sztukę podkręcania bronią. Tym jednak razem będziecie mogli to robić przy pomocy samego nadgarstka. Wszelkie linki nie będą potrzebne, choć te mogą umożliwić wam tworzenie jeszcze bardziej skomplikowanych ruchów. Zacznijmy jednak od samych podstaw. Cała rzecz rozbija się o wykonanie drobnego ruchu tuż przed wyrzutem. Nadajemy jej przez to specjalnej rotacji, która umożliwi zbaczanie broni w trakcie lotu.

Mężczyzna nie wykonał tym razem demonstracji na biednym drzewie, podszedł do nas bliżej trzymając shurikene w ręku.

- Spójrzcie jak wygląda ten obrót. Nieznacznie trzeba odciągnąć nadgarstek w stronę przeciwną do rzutu. - mężczyzna kilkukrotnie pokazał jak to powinno wyglądać w zwolnionym tempie - Dzięki temu uda się wam osiągnąć spodziewany sukces. Jednak nie przesadzajcie jednak za bardzo. Możecie przypadkiem rzucić bronią nie tam gdzie chcecie. Drobnymi krokami uda się wam osiągnąć cel.

Tym o to sposobem mieliśmy teoretyczne pojęcie jak wykonać daną sztuczkę. Nie wydawała się zbyt trudna, jak zresztą wszystko czego uczyliśmy się ostatnimi tygodniami. Dlatego też niechętnie bo wiedziałem, że to nie będzie moje ostatnie spotkanie z tym Panem, rozpocząłem żmudny choć na całe szczęście niezbyt męczący trening. Choć swoją drogą zacząłem zauważać, że ten sam męczący trening już aż tak mnie nie wycieńczał. Chyba ciało przystosowało się do sprawy.

Trening w moim przypadku nie rozpoczął się od rzucenia broni ale próby powolnego odtworzenia ruchów Mikatsu. Początkowo powoli potem szybciej. Chciałem aby mięśnie na samym już początku zaaklimatyzowały się z ruchem aby nie było to coś całkowicie obcego, a autonomicznego. Dlatego dopiero po dobrych dziesięciu minutach machania nadgarstkiem jak ten burak przeszedłem do realnego treningu. Odciągnąłem rękę do tyłu, przygotowując się do rzutu. Ugiąłem nogi w kolanie, aby zapewnić sobie lepsze rozłożenie masy. Spojrzałem na drzewo, które było moim celem. Nie wiedziałem jeszcze jak mocno muszę rzucić oraz jak mocno odciągnąć nadgarstek aby obrać odpowiednią parabolę lotu. Broń pomknęła do przodu. Odciągnąłem nieznacznie nadgarstek co zaowocowało ostatecznie niewielkim odchyleniem toru lotu shurikena. Za mało jednak wpływałem na lot broni. Podczas kolejnej próby zwiększyłem siłę szarpnięcia nadgarstkiem. Tym razem jednak zrobiłem to za mocno, a chwyt miałem za słaby dlatego shuriken pomknął w stronę krzewów będących po mojej prawej. Dobrze, że nie stał tam brat, który teraz przyglądał mi się chyba ze strachem w oczach, zaś nasz trener westchnął głęboko i przyłożył z pożałowaniem dłoń do twarzy.

Kolejne próby wychodziły mi jako tako. Nie była to czynność trudna ponad miarę, zwłaszcza, że jako tako byłem już zaznajomiony z tymi wszystkimi sztuczkami. Dokładna ocena jak broń powinna być rzucona stanowiło największą bolączkę techniki. Obiekty się mogą przemieszczać, trzeba ocenić gdzie rzucić by trafić biegnący cel. Pierwszy lepszy matoł może rzucić kamieniem i mieć szansę na trafienie. Ja... to bym jednak wolał mieć pewność, aby to wszystko nie poszło w błoto.

Po 3h broń była już w stanie zataczać ładne łuki. Precyzji w tych rzutach wielkich nie było jednak wiedziałem już jak odciągać nadgarstek aby nadać taki kierunek lotu. Wiedzieć a mieć wyczucie to też inna kwestia dlatego co jakiś czas już po wyrzuceniu broni wiedziałem, że ta nie poleci tak jakbym tego chciał. Nic nie przychodzi od razu, wszystko wymaga czasu. Dlaczego musi?

Już następnego dnia po południu załapałem wprawę. Nie byłem mistrzem, zdarzały się wpadki jednak występowały w mniejszości. Również i strażnik nas uczący, był widocznie zadowolony. Mimo, że wspólne treningi z bratem często kończyły się moim sukcesem tak teraz on mnie wyprzedził. Miał większy talent w przeciwieństwie do mnie w kwestiach ciężkiej pracy oraz wszelkich sprawnościach fizycznych. Mi lepiej szły teoryjne natury chakry, co uwidaczniało się pod skrzydłami Mikatsu.

- Macie jutro wolne. Poznacie jeszcze dwie techniki nim dam wam spokój.
- Dwie? Nie miało być jednej?
- Owszem, jednak ta technika może się wam przydać.

Jednak moja wolność jest dalej niż bliżej.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 15:25

Nie muszę chyba opowiadać jak rozpoczął się kolejny dzień z cyklu: obudź się za sprawą krzątającego się dziecka, które zostało pozostawione przez zielonowłosą Suzu, pójść zmęczonym na śniadanie, porozmawiać z bratem a następnie udać się z Mikutsu na polankę treningową. Wróć... dziś poszliśmy na polankę ale tę ukrytą w lesie tuż obok. Przeczuwałem, że to czego chciał nas nauczyć wymagało przestrzeni i nie myliłem się.

- Nauczyłem was już całkiem sporo technik, więc zauważyliście z całą pewnością, że nie licząc ostatniej potrzeba spełnić odpowiednie wymogi. Tak jak dwa dni temu uczyliście podkręcać miotane shurikeny tak teraz pokażę wam jak zaatakować oponentów będąc otoczonym. Technika ta nazywa się Enbu: Ni no Dan. Podczas szybkiego obrotu wokół własnej osi wyrzuca się broń w stronę przeciwnika. Za sprawą rotacji nie dość, że przyspieszacie lecącą broń to również możecie atakować kilka celów jednocześnie. Odsuńcie się trochę.

Cofnąłem się z bratem kilka kroków w tył a i sam mężczyzna zbliżył się do środka polanki. Złożył parę pieczęci a z ziemi wyłoniły się ziemne/kamienne słupki, które miały robić za cele. Następnie wyciągnął z torby 10 kunai'i na każdą rękę 5 i rozpoczął obrót. Ciało zaczęło obracać się z dużą szybkością przez co drobinki z ziemi zaczęły unosić się ku górze a sam Mikatsu zamienił się w bączka, nie mogłem określić nawet z której strony ma twarz. Stan nie utrzymywał się długo albowiem kunaie pomknęły z zaskakującą prędkością w stronę celów i wbiły się w nie po samą rękojeść, a bączek przestał się obracać.

- Wygląda to mniej więcej tak. Kluczem do wykonania tej techniki jest świadomość gdzie się aktualnie jest zwróconym. Podczas szybkich obrotów wszystko będzie się wam zamazywać dlatego musicie pamiętać gdzie był przeciwnik, tak jak wam pokazałem. Będziecie trenować w odległości od 40m od siebie. Przygotuję wam stanowiska.

Nasz nauczyciel, który był znacznie milszy od pierdziela złożył pieczęci, z jednej strony polanki wyrosło 8 celów, następnie przeniósł się na drugą stronę i ponowił czynność. Po wszystkim podszedł do nas i wręczył dwa zwoje.

- Wypełnione są kunaiami, gdybyście latali po broń po każdej próbie trening nie byłby efektywny. Zaczynajcie.

Stanąłem w wyznaczonym miejscu, o ile się orientuję najlepiej będzie wykonać obrót obiema stopami a następnie przenieść się na jedną nogę, wówczas obniżę tarcie do minimum. Wciąż jednak musiałem się nauczyć jak wejść w te obroty dostatecznie szybko, przecież to był anormalny ruch. Nie można zmniejszyć swojego ciężaru, tak to każdy chodziłby po wodzie. No ale przecież ludzie chodzą po wodzie. Odpowiedzią byłą chakra. Jeśli wypuszczać z stóp chakrę mógłbym nie tyle może co unosić się na wodzie co obniżyć siłę z jaką moje ciało pracowicie oddziaływałoby na ziemię, a co za tym idzie... móc zwiększyć swoje obroty. Mimo, że była to moja pierwsza próba bez broni udało mi się osiągnąć zadowalające rezultaty, nawet dostrzegłem jak Mikatsu rozwarł nieznacznie usta. Może i brat szybciej opracuje rzut jednak w tym wypadku przewaga badań chakry stoi po mojej stronie.

Wyrzut broni był znacznie trudniejszy niż myślałem. Obrót zniekształcał to co widziałem więc często rzucałem na chybił trafił. Co skutkowało w stu procentach spudłowanie celów. Musiałem znaleźć sposób aby określić gdzie jestem. Czy to poprzez zieleń drzewa, choć zielono było wszędzie, odpada. Musiał być to mocny impuls, który pozwoliłby mi na ocenę takich rzeczy, potem tylko wyczucie kiedy rzucić broń. I taki impuls również dostałem od losu. Słońce wyszło zza chmur. Nie znajdowało się dokładnie nad naszymi głowami. Była to w końcu 4 godzina treningu, to może nie tyle co zaczęło przygotowywać się do snu co wyraźnie ukierunkować swoje położenie. Dzięki temu drobne błyski mówiły mi, że aktualnie patrzę w słońce. Wykorzystałem ten patent do treningu. Wiedziałem z góry gdzie są przeciwnicy, dało mi to wszystko przewagę.

Kiedy minęła 8h treningów byłem w stanie trafiać cele, które miałem w polu widzenia. Tym razem uniknęliśmy również wpadek jak to było w przypadku podkręcania shurikenów. Mimo, że technika była zdecydowanie trudniejsza... te kilka rzeczy, które indykowały jej poziom zostały pokonane za sprawą odrobiny szczęścia i gwałtownemu natłokowi myśli. To jednak nie był koniec starć z technikami Seido.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 19:00

Dziś miał nastąpić ostatni dzień moich męczarni z Mikatsu i jego treningiem technik umiejętnego władania bronią miotaną. Nie mówię, że to był zły okres. Powiedziałbym, że pomimo częstości tych akcji przyjemne usposobienie trenera dawało więcej spokoju niż ciągłe stanie nad głową starego pierdziela co często zwyzywa od leni i najgorszego tałatajstwa. Tak więc nie wiem czy to ostatecznie dobrze czy nie. Byłem przekonany, że gdy będę szkolił się w technikach wietrznych znowu pierdziel będzie tłukł po łbie. Gdzie w tym frajda i motywacja? Dobra na pewno frajdy to i teraz nie mam ale jakoś zmotywować mi się bardziej chce.

Dziś ponownie mieliśmy udać się na polanę niedaleko naszego domu. Jak za każdym razem nasz trener ustawił się naprzeciw nas. Złożył ręce za plecami, nogi wyprostowane, klatka piersiowa i głowa podniesiona. Wyglądał niczym niewzruszona skała.

- Dziś nie będziecie ani się kręci, ani odpieczętowywać ani nawet trafić celu. Samą sztukę już znacie. To czego was pragnę nazywa się Samedare Kekka. Technika pochodna do Jouro Senbon choć tak naprawdę jest dokładnie tym samym z jedną drobną różnicą. Nie rzucacie parasolem a skaczecie ku górze razem z nim. Dodatkowo przy wykorzystaniu drobnych ilości chakry tak jak w przypadku chodzenia po wodzie można szybować w powietrzu. Wystarczy, że będziecie rozprowadzać chakrę po wewnętrznej części. Celować też nie musicie, gdyż doskonale wiecie jak to wygląda i z czym to się je. Możecie więc skupić swój trening tylko i wyłącznie na skoku i szybowaniu. Nie męczy to aż tak jak inne techniki więc możecie trenować w spokoju.
Zacznijcie.


Z tego co wnioskował nie byłą to trudna sztuka, lecz przeczuwałem, że był w tym jakiś haczyk. Tak jak w przypadku chodzenia po drzewach i wodzie. To jest podstawa podstaw jednak trening jest dosyć ciężki i męczący. Postanowiłem zacząć na ten tychmiast. Wybrałem prawą stronę polanki. Otrzymany od mężczyzny parasol zamknięty znajdował się w mojej dłoni. Doskonale wiedziałem, że gdybym wyskoczył ku górze, a ten byłby otwarty, to daleko bym nie poleciał. Westchnąłem cicho i zamknąłem powieki aby się skupić. Kiedy zebrałem już myśli rozpocząłem bieg i wybiłem się ku górze, a kiedy byłem na szczycie i miałem zacząć spadać otworzyłem parasolkę po czym... gruchnąłem na ziemię. Za mało siły i czasu aby skupić energię, rozprowadzić ją tak jak trzeba. Ta jedna próba pokazała mi, że z tym czymś przelewek nie będzie.

Moja szósta próba wyglądała już lepiej. Zmieniłem wówczas sposób dozowania chakry. Zacząłem przelewać energię w momencie kiedy dopiero docierałem do najwyższego punktu mego skoku. Tak więc kiedy otwierałem parasolkę chakra powinna już znajdować się w parasolce i działać błyskawicznie. I to była prawda. Jednak nie miałem jeszcze wyczucia jak dokładnie wydzielać tę chakrę z całej powierzchni parasolki. To nie jest moje własne ciało a i obszar działania jest znacznie większy niż w przypadku stóp. Przynajmniej wiedziałem już jak mam do tego podchodzić.

Po 25 próbie powoli zaczynałem odczuwać sztywniejące nogi. Podskakiwanie nie było niby męczące lecz ja dawałem z siebie 80% podczas skoku aby dłużej znajdować się w powietrzu. Dawało mi to więcej czasu na ćwiczenie. Gdybym mógł wydłużyć ten czas, abym mógł poćwiczyć przez dłuższy czas a nie bieg skok parę sekund i finito. Gdyby znajdował się jakiś sposób... Jestem głupi... mogę przecież ćwiczyć z miejsca. Wtedy będę miał lepsze pojęcie jak efektywnie rozprowadzać chakrę a następnie manipulować. Do tego będę mógł to robić znacznie dłużej niż tylko skakać. Taki był mój kolejny krok treningu. Tego dnia już więcej nie skakałem jak wsza. Z przerwami na wodę i posiłek spędziłem z 3 do 4 godzin siedząc i trzymając parasolkę w dłoni. Mikatsu nie był tym faktem jakoś poruszony, chyba nawet nieznacznie się uśmiechną. Widocznie wpadłem na dobry plan, który podłapał również mój brat obserwując mnie ukradkiem.

Następnego dnia czy raczej pod jego koniec byliśmy w stanie z bratem wykonać technikę bez większych problemów. Wydłużenie czasu treningu rozprowadzania i kontroli chakry po parasolce z całą pewnością przyspieszyło nasz trening o niebotyczny ilość. W końcu nie samą tylko wolą i ciężką pracą można osiągnąć najlepsze rezultaty.

- To już ostatnia rzecz jaką chcę was nauczyć. Z tego co mi wiadomo za 3 dni Pan Souren przyjedzie do domu. Do tego czasu możecie odpoczywać. Powiedziałbym, że nawet musicie. Sami wiecie, że jego powrót oznacza ponowną pracę. Jeśli będziecie chcieli się jeszcze czegoś nauczyć w tej dziedzinie... możecie poprosić Pana Sourena o spotkanie ze mną. W końcu... mam z tego niewielki dodatek do pensji - po czym uśmiechną się nieznacznie.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 20:07

Nie mogłem zbyt wiele czasu nacieszyć się wolnością. Tak jak mówił Mikatsu dziadek powrócił do domu po 3 dniach. Pierwszy dzień porządkował swoje sprawy ale kolejny... no w kolejnym zaczął się już na nas wyżywać. Zaczęło się oczywiście od klasycznego "Yami, Yuno macie stawić się w moim gabinecie zaraz po śniadaniu", oczywiście było to podczas śniadania, więc nie miałem nawet chwili aby umknąć złowieszczym szponom bestii. Dlatego pozwoliłem sobie trochę przeciągnąć śniadanie, co brat skwitował długim westchnięciem.

- Nie wiem jak tutaj krążą informacje jednak w Midori doszło do czegoś niespodziewanego, jedne z rejonów granicznych został... skażony. Władze regionu wystosowały pismo, w której rekrutują osoby chętne do pracy. To idealny moment aby wyjść z inicjatywą. Nie wiadomo co można tam znaleźć ale z całą pewnością pomoc rejonowi może otworzyć nam drogę do rozszerzenie naszych wpływów. Dlatego... udacie się tam razem. Yami jako uczestnik ekspedycji a Yuno jako wsparcie tamtejszej gildii.
- Uczestnik? Przecież ja nic ni...
- MILCZ CHŁOPCZE. Może nie wiesz ale to wszystko czego ciebie nauczyłem stawia ciebie na pozycji lepszej niż niejednego najemnika. Masz siłę, żeby tam iść oraz zrobisz to.
- Ale.. Przecież to wymaga chyba jakiegoś przygotowania czy coś...
- O to się nie martw. Jako, że pójdziesz razem z ekspedycją, odpowiednio ciebie wyposażę. 5000 Ryo powinno ci wystarczyć. W razie gdyby czegoś zabrakło to weź ze sobą informację od sklepikarza z pieczęcią sklepu. Zwrócę ci wszystko coś sam nadpłacił. Chyba, że sam napiszesz listę przedmiotów. Ceny w mieście są stałe. Nie powinieneś mieć problemów by wyliczyć to i owo. Jutro zaś będziesz ćwiczył ze mną jedną z technik, które mogą się tobie przydać... aby przeżyć.

No to pięknie... Mikatsu mówił abym się wypoczął ale chyba sam nie był świadomy tego co miało nadejść. Horroru jakiego jeszcze w życiu nie widziałem i chyba pierwszego realnego zagrożenia. Choć z drugiej strony walka z białookim w knajpie również nie była zbyt przyjazna i również mogłem źle skończyć... w sumie przy odbieraniu tamtej książki tydzień czy półtora temu również jakoś mogło to nie wyglądać najlepiej. Nie zapominajmy o epidemii w Ryuzaku!!! Może... może nie będzie tak źle?

Dziadek wezwał mnie już do pobliskiej polanki już o 8 rano. Czy wy to rozumiecie? O ÓSMEJ. Do tego miałem przynieść ze składzika 2 bokkeny. Widocznie czekała mnie kolejna nauka z serii strzelania z miecza. Nie pomyliłem się kiedy na miejscu rozpoczął pierdziel swój monolog.

- Technika której pragnę ciebie nauczyć Yami to Fūton: Senmōfū. Jest to technika, która może błyskawicznie wywrócić rozgrywkę do góry nogami. Wiem, że jako użytkownicy Futonu potrzebujemy wielu narzędzi, takich jak na ten przykład wachlarze, czy właśnie miecze, często decydujemy się na jedno jednak w ferworze walki nie wiesz kiedy przeciwnik zniszczy twoje ulubione narzędzie. Trzeba wiedzieć jak wówczas zareagować.

Zdziwiłem się. Pierdziel był niemal zawsze w stosunku do mnie oschły jednak teraz wykazywał pewną formę troski. Przynajmniej nie opierdzielał mnie na każdym kroku. Czyżby ten potwór i bestia... martwiła się o mnie? Chyba zaczyna wątpić w słuszność swojej decyzji stąd chęć przekazania kolejnej techniki.

- Technika nie różni się od Gokuho czy Shōgekiha Katto. Podczas wyprowadzania cięcia krzyżowego wysyłasz silny strumień chakry. Za sprawą nadanej ostrości jesteś w stanie przeciąć bezproblemowo człowieka czy grube konary drzew. Do tego jest to technika szybka w wykonaniu. Nie wymaga pieczęci więc możesz zaskoczyć przeciwnika. Dlatego chciałbym abyś się jej nauczył. Wiesz już jak nadać ostrość swoim technikom. Hien opanowałeś bez problemów również Dai Kamaitachi No Jutsu więc powinno Tobie szybko pójść. Zaczynaj.

Tak. Brak jakiejkolwiek agresji w jego usposobieniu. Ze zdziwienia nawet nie pozwoliłem sobie na kąśliwą uwagę. Chyba trochę się przyłożę. Nie ze względu na pierdziela tylko zbliżające się piekło w którym mogę się znaleźć, a czasu nie pozostawało zbyt wiele. Ustawiłem się naprzeciw drzewa. Dłonie miałem wyprostowane a miecze równolegle do dłoni. Zacząłem zbierać chakrę. Nie byłem z tych, którzy machali jak głupi mieczem. Wiedziałem już jak robi się niektóre z podobnych technik więc świadomość wstępnego, powolnego wyczuwania energii to podstawa. Kiedy zebrałem energię, którą mogłem przyrównać do Shōgekiha Katto z nutą Hien wykonałem zamach. Podmuch pojawił się, lecz brak mu wszelkiej ostrości. Ustawiłem się ponownie. Użyłem za mało chakry. Westchnąłem i ponowiłem próbę.

5 Próba zakończyła się kolejnym fiaskiem. Byłem już mocno zmęczony. Ilość przelewanej do techniki chakry była miażdżąca. Dyszałem ciężko a pot lał się obficie. Pierdziel mimo, że nigdy tego nie robił nie tyle co pozwolił co wręcz nakazał odpoczynek. Nie zwróciłem też uwagi kiedy służka przyniosła coś do picia i jedzenia, a ja byłem aktualnie bardzo spragniony i głodny. Odpoczynek mój trwał godzinę. Nie zregenerowałem w pełni sił lecz znacząco je podbudowałem... na 2 może 3 kolejne próby. Tak jak zawsze mogłem znaleźć trick w próbie szybkiego nauczenia się techniki tak tutaj nie było to możliwe. Potrzebowałem kilku dni aby dojść do zadowalającego poziomu. Dzień Pierwszy zakończyłem po 15 próbie.

Podczas drugiego dnia treningów nie udało mi się osiągnąć zadowalających rezultatów. Tak przynajmniej myślałem jednak dziadek zwrócił mi uwagę iż na drzewie pojawiła się głęboka rysa. Rzeczywiście. Udawało mi wtłaczać w technikę więcej ostrej chakry, co było najważniejszą częścią tej techniki. Uśmiechnąłem się nieznacznie kiedy po 16 próbie drzewo pokryte było centymetrowe cięcia.
Trzeci dzień przyniósł już lepsze rezultaty. Wystrzeliwana technika była na tyle ostra, że cięła drzewo do 5cm głębokości. Było to efektem wypoczęcia się po wczorajszym dniu. Widziałem również zadowolenie w oczach dziadka. Co się dziwić dziś był pierwszy sukces, który był efektem połączenia wszystkich obrażeń zadanych sośnie. Ta w końcu przewróciła się po 8 próbie dzisiejszego dnia. Wybrałem kolejną ofiarę, jej sąsiadkę i ponowiłem trening. Po 15 próbie padło i kolejne drzewo.

W czwartym dniu po mniej więcej 8 próbie drzewa padały z każdą kolejna wykonaną techniką. Nadawałem już odpowiednią chakrę ostrzom, czy raczej bokenom (ciężko nazwać to długim ostrzem). Trening był męczący ale udało mi się dojść do zadowalającego efektu. Ustawiłem się ponownie, zebrałem w broni chakrę i wykonując krzyżowe cięcie wypuściłem ostry strumień wiatru, który przeciął trzy drzewa, znajdujące się w jednej linii.

-Doskonale... możesz dziś i jutro odpocząć a następnie zajmij się przygotowaniami do wyjazdu.

Moją odpowiedzią było głębokie westchnięcie i padnięcie plecami na trawę.

z/t

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 20:27

Zakupiłem już potrzebny sprzęt. Jednak chciałem przed samym wyjazdem nauczyć się czegoś jeszcze. Wiedziałem jak działa RaikoKenka, wiedziałem jak i pieczętowanie dlatego czemu by tak nie zrobić pieczęci RaikoKenki tylko dla innego stanu skupienia. Pozwoliłoby mi to wpleść swój plan w życie.

Usadowiłem się w pokoju. Tuż obok mnie znajdował się notes. To właśnie jego kartki miały mi posłużyć aby samemu ustalić co i jak powinienem robić. Przecież tworzyłem własną specjalną przestrzeń a to wymaga odpowiedniego medium... choć to może nie jet najlepsze słowo bo dotyczy komunikacji z duchami. Wiadomo jednak o co chodzi. Zacząłem więc swoją naukę nie od tworzenia pieczęci ale rozłożenia zwykłej Raikokenki na czynniki pierwsze. Zastanawiałem się jak kształtuje się chakra dokładniej, próbowałem wyczuć w tym wszystkim chakrę klasycznego pieczętowania. Był to etap w którym poświęciłem kilka godzin tworzenia kolejnych Raikokenk i ich usuwania, czyli w tym przypadku rozrywania kartki. Trochę to męczyło jednak miałem już jako takie pokłady chakry dlatego z krótkimi przerwami udało mi się wykonać dziesiątki prób. Prób które pozwoliły znaleźć to czego szukałem czyli gdzie dokładniej zmienić strukturę Raikokenki.

Następnego dnia udałem się na dwór. Rozpaliłem tam ognisko i przygotowałem notes, kartek w nim sporo ubyło ale jeszcze powinienem się wyrobić z nauką. Tak więc przyłożyłem dłon do kartki i zacząłem wlewać w nią chakrę. Efektem było pojawienie się czarnej pieczęci. Wszystko się udało, jednak musiałem przekonać się czy rzeczywiście działa dlatego przelałem chakrę do pieczęci Raikokenki aby ta zassała ciemny dym ogniska. Ten tylko się zachwiał, pewnikiem za sprawą wiatru i nie drgnął. Pierwsza próba okazała się klęską. Dopiero podczas 12 dym zaczął powoli wpływać do pieczęci i zapełniać ją. Wiedziałem jednak, że mozolność działania jest winą pieczęci. Dlatego przerwałem kartkę i ponowiłem próbę.

Sukces udało mi się osiągnąć dopiero następnego dnia, czyli przeddzień wyjazdu do Midori. Udało znaleźć mi się drobnostkę w tworzeniu pieczęci, która działała niczym zawór. Sukces oznaczał jedno, że mogłem przejść do kolejnego kroku.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2019, o 20:31

Do pokoju przytaszczyłem wszystko co kupiłem i miałem do tej pory. Odpieczętowałem niemal wszystko z karwaszy aby zdrobić drobne przetasowanie przedmiotów oraz stworzniu dodatkowych RaikoKenk, tych Kemrui. Znajdowały się one na wewnętrznych częściach rękawiczki. Jedna miała służyć mi do pieczętowania dymów a druga sama zawierać nieprzyjazną substancję jaką była... Bombka Chili. Wyciągnąłem jedną i przełknąłem ślinę. To będzie nieprzyjemne jeśli nie zadziała. Wyciągnąłem lewą rękę i całkowicie rozwarłem dłoń aby pieczęć była rozciągnięta i nie było na niej żadnych śladów. a bombkę cisnąłem w róg pokoju. Ostry, wręcz żrący dym szybko zaczął wypełniać pomieszczenie lecz nie dotarł do mnie albowiem był zasysany przez pieczęć znajdującą się na rękawiczce. Mogłem w całości wchłonąć to obrzydlistwo. Miałem nadzieję, że nie będę musiał tego na kimś użyć.


z/t
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość