Posiadłość Yumichików

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na południe od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzi graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzą w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Suzu » 28 lip 2018, o 22:29

Zmartwienie nie pojawiło się na obliczu Zielonowłosej. Jeśli spojrzeć na całą sytuację jak na walkę to Yami przegrał jeszcze przed rozpoczęciem starcia, choć zdaniem Suzi trochę dramatyzował. Takie rozmowy biznesowe to z pewnością była niełatwa rzecz i jeżeli jego ojciec decydował się go wysłać to musiało oznaczać, że czarnowłosy się do tego zwyczajnie nadaje - w co nie wątpiła zresztą, był chyba najlepszym analitykiem jakiego poznała. Problem leżał raczej w tym, że brakowało mu motywacji, może to klątwa dobrego urodzenia i braku konieczności starania się o cokolwiek?
- Dobrze. Sama od razu udam się do szpitala poinformować ich o wszystkim, żeby nie przestraszyli się obcej osoby chcącej ich zabrać.
Wszystko jakoś się ułożyło, szkoda tylko, że teraz już Suzu z pewnością nie zdąży dogonić Satoriego. Miała nadzieję, że się nie obraził, bo choć nie poznali się za dobrze to jednak miała nadzieję, że kiedyś jeszcze uda im się spotkać i może nawet znów współpracować. Interesująca wydawała jej się także opcja wspólnej misji z Yamim, ale na razie nie chciała go bardziej dręczyć, i tak już chyba balansowała na granicy jego dobrej woli. Poza tym naprawdę była mu bardzo wdzięczna i miała nadzieję, że będzie mieć okazję do spłaty długu - i raczej oprowadzenie po osadzie na pustyni tutaj już nie wystarczy. To nic. Optymistyczna natura pozwalała wierzyć, że prędzej czy później będzie mieć odpowiednią okazję i cierpienia ciemnowłosego zostaną wynagrodzone.
- Hej, Yami? - zatrzymała go jeszcze, gdy już niechętnie zaczął planować swoje kolejne kroki - Dzięki za to, że nie wycofałeś się z danego słowa. Jestem pewna, że w Ryuzaki poradzisz sobie świetnie. Trzymam kciuki!
Odprowadzana dziwnymi spojrzeniami dotarła do drzwi, przez które przepuścił ją znajomy strażnik. Patrząc z zewnątrz na rezydencję dziewczyna wciąż trochę dziwiła się tym, co w środku zobaczyła. Kto by pomyślał, że zwykły spacer wzdłuż rzeki doprowadzi do tak wielu znaczących doświadczeń. Trochę się zraziła do ludzi, ale też i znalazła osoby, które miały potencjał stać się kimś ważnym w jej życiu. Liu i Miu, uroczy bliźniacy, których od tej pory miała zamiar tytułować swymi braćmi. Satori, pochodzący z pustyni jak ona. No i Yami, który zaskoczył ją wsparciem, choć wcale nie musiał go udzielać. Ta przygoda zasiała ziarno, z którego kiedyś może wzejść plon. Suzka będzie miała o czym pisać w kolejnym liście do swego kuzyna.
- Oczywiście ty też jesteś super, Rizu - nie zapomniała o wiewiórce, która wierciła się na jej ramieniu.
Szkoda tylko, że w tym wszystkim ciągle nie miała okazji by zjeść jakiś posiłek. Poczłapała już bez dalszego rozglądania się ku osadzie, z nadzieją, że Satori nie obraził się jeszcze na śmierć.

[zt]
remember my heart
how bright I used to shine
Avatar użytkownika

Suzu
 
Posty: 463
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 21:48
Wiek postaci: 18
Ranga: Doko
Krótki wygląd: - zielone włosy i oczy
- średniego wzrostu, opalona
- odkryty brzuch i przepaska na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura, gurda, zwoje przy pasie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5306&p=80371#p80371
GG: 0
Multikonta: Miwako

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 29 lip 2018, o 12:05

Wszystko zdawało się w końcu zbiegać do końca. Widząc jak dziewczyna zaczęła iść w stronę drzwi ruszyłem za nią.
- Odprowadzę cię, chociaż do bramy. Potem będę musiał iść dowiedzieć się to i owo odnośnie wyjazdu.
Nasze spotkanie nie było wszak długie i częste sprzeczności. Kiedy ja byłem zwykłym człowiekiem, który miłował spokój ona była energiczną duszą, która lubi niebezpieczeństwa. Może coś w tym jest, że przeciwieństwa się przyciągają wszak spotkałem ją przypadkiem dwa razy podczas dość krótkiego okresu czasu. Westchnąłem. To wszystko wydaje się jakieś popieprzone. Zawsze kończy się to jakąś formą roboty i męczeńskiej służby. Czasem przez zwykły los czasem przez przejęzyczenie.
Choć biorąc pod uwagę, że mam dość nietypowego farta... może kiedyś to spotkanie wyjdzie mi na dobrze? Kto ich tam wie. Mój fart jest taki jak życie. Czasem daje radość czasem kopie po żebrach ale niby zawsze się potem wraca się niby wytrwalszym i silniejszym.
- Miejmy nadzieję - odparłem na jej życzenia.
Stanąłem przy bramie i patrzyłem jak młoda dziewczyna w zielonych włosach odchodzi w stronę wioski. Westchnąłem i odwróciłem się w stronę ścieżki prowadzącej do domu. Stał tam mój młodszy brat Yuyo z wytrzeszczem na twarzy. Podszedł do mnie i owinął się ramieniem o moją szyję.
- No no braciszku, nie sądziłem, że lubisz obcokrajowców. Do tego tak urodziwych czyżby cię coś strzeliło? Musisz mi to wszystko opowiedzieć.
Zaśmiał się burak jeden tuż przy moim uchu. Złapałem jego rękę i ściągnąłem z siebie.
- Nie ma co mówić. Raz się przejęzyczyłem i taki los mnie spotyka.
- Co? Wyznałeś jej coś?
- Chyba na łeb spadłeś. Przez nią muszę jechać do Ryuzaku. Wiesz jaka to mordęga?
- Ale chyba nie wyglądała na taką co lubi ludzi wykorzystywać. Może w przyszłości coś rozkwitnie z tego spotkania?
- Chyba siniaki na dupie, kiedy będę jechał wozem.
Tak też wróciliśmy do posiadłości.
Następnego dnia wybrałem się w stronę gildii kupieckiej. Podobnież do Ryuzaku miał ruszać wóz. Sam biegać nie mam zamiaru a tak to chociaż nogi mi odpoczną...

z/t
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1100
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 8 paź 2018, o 13:31

Podróż z Ryuzaku była cholernie męcząca. Oczywiście były jakieś problemy kiedy chcieliśmy przejść przez granicę prowincji coś się spieprzyło. Okazało się bowiem, że kupiec chcąc wykorzystać dość nieciekawą sytuację w jakiej znalazło się miasto i ogólne zamieszanie postanowił przewieść przez granicę niezbyt legalny ładunek. Oczywiście cała grupa ludzi mi towarzysząca została zatrzymana. Wśród tej grupy znajdowałem się oczywiście i ja. Trwające godzinę przesłuchania, biurokracja i niezbyt mili strażnicy zbiegły się do tego, że byłem wyczerpany psychicznie i fizycznie kiedy dotarłem do domu. Nie muszę chyba wspominać, że wóz został zarekwirowany a resztę drogi musiałem odbyć pieszo. Dopiero udało się wsiąść na coś lepszego jak wkroczyłem do Shigashi no Kibu.
Kiedy dotarłem w końcu do własnego domostwa przywitała mnie straż, która pozwoliła sobie tym razem pominąć uszczypliwości między sobą na mój temat i wpuściła mnie przez główną bramę. Nie wiem czy to był efekt mojej zmęczonej miny czy raczej tego, że informacja o mojej podróży obiegła dom dość szybko. Oczywiście mój powrót był niezapowiadany albowiem nie chciało mi się wypełniać formalności związanej z nadaniem poselstwa co też wiązało się z utrudnieniami w dostarczaniu informacji z i do Ryuzaku. Wkroczyłem do domu gdzie spostrzegła mnie Toshiko, główna służka w domu.
- Witam panicza z powrotem w domu. Jak minęła podróż? - zapytała uśmiechając się lekko zaś ów uśmiech zasłoniła nieznacznie dłonią. Wie doskonale, że nie przepadam za podróżami. Ostatnia do Sogen też nie była miła zaś ta, która doprowadziła mnie do tego przeklętego Ryuzaku wręcz piekielna. Nie miałem jednak sił na zbędne przekomarzania się. Wolałem jak najszybciej iść do pokoju i odbyć długi sen. Najchętniej bym wziął jeszcze kąpiel ale nie miałem na to zbytniego sił.
- Powiem, że były pewne problemy na trasie. - odpowiedziałem zdawkowo - Jest Dziadek albo Ojciec? Mam dla nich przesyłkę od tamtejszych kupców.
- Pański dziadek jest u siebie, z pewnością będzie chciał usłyszeć o przebiegu rozmów.
Kiedy tak rozmawialiśmy z Toshiko, dwie niewielkie głowy wychynęły z lewego korytarza. Zdawały się być dziwnie znajome. Szybko zacząłem przeczesywać pamięć aby połączyć wątki i otrzymać klarowną odpowiedź. Bliźniaki, które były powodem mojej wizyty w Ryuzaku. No może nie one ale zielonowłosa dziewczyna, która za nimi stała (nie dosłownie).
- Jak się mają młodzi?
Toshiko spojrzała w stronę młodzieńców i gestem ręki poprosiła ich by się oddalili zapewne do swojej pracy. Nie wiem czy byli tutaj katowani ale raczej po ciekawskich minach wnioskowałem, że żyje im się tutaj całkiem dobrze. Wtedy też wzrok służki spoczął na mnie.
- Szybko przystosowali się do nowych obowiązków. Początkowo były drobne problemy. Chłopcy miewali koszmary. Tamtejsze wydarzenia miały na nich wielki wpływ. Dopiero po dwóch dniach udało im się otworzyć na nas. Przekonali się, że tutaj jednak ni im nie grozi. Swoją pracę wykonują należycie w przeciwieństwie do pewnego młodzieńca mieszkającego tutaj na co dzień.
Co za zołza. Uciekałem przed bandą zarażonych. Walczyłem w pożarze by uratować możnych oraz zwykłych urzędników a dodatkowo sam byłem struty wodą ze studni, którą karczmarz podał mi do posiłku. Nic dodać nic ująć. Wspaniała rodzina i pracujący tutaj ludzie. Skwitowałem jej wypowiedź machnięciem dłoni i skierowałem się do gabinetu dziadka. Uderzyłem dwukrotnie i szybko usłyszałem ponaglający głos "Wejść". Nie miałem zamiaru powstrzymywać się aby czekał. Wtedy byłoby to ze stratą dla mnie. Rozsunąłem więc drzwi i wkroczyłem do środka. Jak zwykle porządek musiał być zachowany. Dziadek siedział przy stoliku zaś na nim znajdowały się dwa pliki papierów odpowiednio przy lewym i prawym rogu stołu. Na środku znajdował się natomiast aktualnie rozpatrywany dokument.
- A więc wróciłeś. Mam nadzieję, że ustaliłeś korzystne dla nas warunki. - Dziadek odłożył dokumenty i zaczął stukać palcem o blat stolika - Inaczej będziesz miał poważne tarapaty.
- Powiedzmy. - odpowiedziałem zdawkowo - wszystko zostało spisane w tym zwoju - wyciągnąłem go i przekazałem odpowiedniej osobie. - Najlepiej będzie jeśli przejrzysz to dziadku na spokojnie. Pozwolę się oddalić. Podróż nie była zbyt przyjemna.
Ten popatrzył na mnie z poirytowaną miną. Chyba dostrzegłem jak pojawia się żyłka na czole wskazująca niezadowolenie. Nie mniej jednak skinął głową zezwalając mi na oddalenie się. Dusza moja się cieszyła lecz coś mi podpowiadało, że nadchodzą ciemne dni dla mego lenistwa.
Ostatnio edytowano 15 paź 2018, o 10:38 przez Yami, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1100
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 12 paź 2018, o 21:12

Spałem w swoim wygodnym, miłym, ciepłym, kojącym, przytulnym łóżku w moim domu w Shigashi. No może nie domu ale pokoju albowiem cała posiadłość jest własnością mego dziadka, który po kopnięciu w kalendarz przekaże spuściznę ojcu przejmie wtedy on jego obowiązki zaś obowiązki ojca przejmie mój młodszy brat Yuno. Ja nie nadawałem się do takiej pracy więc mnie już dawno wyrzucili z rozważań nad tym kto stanie się przyszłą głową rodu.
Leżałem więc z zamkniętymi oczami w łóżku lecz wtedy poczułem jak coś pociąga mnie za nogę. Swoją drogą była jakaś dziwnie zmarznięta jakbym wsadził ją do lodu. Wsunąłem więc nogę z powrotem pod pierzynę lecz znowu poczułem jak coś ciągnie je ku lodowym otchłaniom piekielnym. Podniosłem zmęczony łeb i zwróciłem się w kierunku tajemniczej siły. Była to niewysoka istotka, która usilnie ciągnęła moją nogę lecz brak siły sprawiał, że jedynie zapierała się nogami o kant łóżka. Gremlin był rozmazany i miał krótkie włosy. Budową przypominał jakieś małe dziecko. Kiedy wzrok zaczął nabierać ostrości poznałem w stworzeniu jednego z bliźniaków, którzy rezydowali tutaj za sprawą Serii niefortunnych zdarzeń.
- Co jest? - zapytałem ledwie przytomny.
Chłopiec na moją niespodziewaną odpowiedź puścił moją nogę i z łopotem poleciał na deski pokoju. Przetarł ręką tył głowy ale szybko się podniósł co świadczyło o raczej minimalnym uszczerbku na zdrowiu, co najwyżej siniaku na tyłku a i to jest wątpliwe.
- Pana dziadek prosił abym ciebie obudził bo jest coś ważnego do zrobienia - odparł bliźniak.
- Ważnego?
Odpowiedzią było jedynie wielokrotne kiwnięcie głową.
Rąbnąłem głowę w poduszkę i wyzionąłem ducha.
* * *
Kroczyłem w kierunku polanki treningowej w typowym dziennym ubraniu. Ziewnąłem przeciągle i podrapałem się po głowie. Był ranek. Najgorsza pora dnia do wstania i jakiejkolwiek pracy. Na miejscu czekały na mnie dwie jednostki. Jeden młodszy i jeden od którego śmierdziało starością. Dziadek i Yuno oczekiwali mojego przybycia. Oczywiście nie dało się uniknąć pierwszym krzyków związanych ze znacznym opóźnieniem. Pomijam jednak tę kwestię. Pisanie bluzgów raczej nie należy do najmilszych.
- Zapewne chcielibyście wiedzieć dlaczego was tutaj zebrałem - rozpoczął już nieco spokojniej Souren - Ma to związek z wydarzeniami, które miały miejsce w Ryuzaku.
Dziadek spojrzał się na mnie i o dziwo w jego oczach nie dostrzegłem złości a pewną formę podziwu. Choć nie był to może podziw wynikający z mojej osoby jako tako lecz wyczułem może w tym raczej nutę zdziwienia, takiego pozytywnego. Yuno widząc tę wymianę spojrzeń Yuno szturchnął mnie lekko.
- Co tam właściwie się działo?
- Nic wartego uwagi. - odparłem krótko.
- Nie wiem czy takie nic. List, który mi dałeś był na tyle mało precyzyjny. Postanowiłem powęszyć i dotarły do mnie słuchy co tak naprawdę wydarzyło się w Ryuzaku i twoją rolę w sprawie. Yuno - tutaj zwrócił się do braciaka - w Ryuzaku doszło do wybuchu epidemii, która swoje źródło miała w zatruciu miejskich studni. Trucizna powodowała gwałtowny wzrost agresji oraz czerwone plamy na ciele. Do tego zamachowiec zaatakował jawnie siedzibę rady miejskiej. Został jednak powstrzymany przez grupę którą to podobnież kierował twój leniwy brat. Słyszałem, że również zajmował się ewakuacją mniejszych urzędników oraz samej rady.
- No no braciszku nie sądziłem, że taki z ciebie altruista. Prędzej bym powiedział, że schowałbyś się gdzieś i przeczekał a nie rzucał się ludziom na pomoc.
- Taaaaak. Też się sobie dziwiłem - Miał rację. Wolałem jednak mu jej nie przyznawać.
- Przejdźmy więc jednak do sedna sprawy. Nie znany był powód ataku na Ryuzaku lecz to co stało się w mieście kupieckim powinno postawić nas w stan gotowości. Dlatego też wasza dwójka przez najbliższe 2 tygodnie odbędzie trening, który przygotuje was do walki z nieznanym przeciwnikiem.

Cudownie. Nie marzyłem o niczym innym. Gdy tylko dopadnę tę zielonowłosą...

- Hien w swej prostocie jest niczym innym jak techniką zwiększającą właściwości tnące oraz zasięg wykorzystywanej broni. - Dziadek obchodził mnie i Yuno kiedy razem siedzieliśmy po turecku trzymając w rękach kunai i skupiając na nim swoją calusieńką uwagę - Poprzez manipulację chakry natury Wiatru jesteśmy w stanie wykorzystać możliwości tnące tej ofensywnej natury. Technika mimo, że wykorzystuje pryncypia manipulacji wymaga niesamowitych umiejętności i skupienia podczas nauki.
Ziewnąłem przeciągle. Wszystko zdawało się zbiegać do kolejnego przydługiego teoretycznego wstępu. Jest to najgorsza część jakiegokolwiek treningu. Przypomniałem sobie jak musiałem czytać opis dość rozległy aby w ogóle zacząć kombinować jak to zrobić. Ciężki cios spadł na moją głowę. Dziadek strzelił mnie w łeb trzymanym w ręku zwojem. Mimowolnie syknąłem z bólu i złapałem się w miejscu, w którym miał narodzić się guz.
- Skup się gamoniu. To, że w zostałeś uznany w Ryuzaku nie znaczy, że masz spocząć na laurach - po tych słowach spadło kolejne uderzenie.
Yuno uśmiechnął się nieznacznie widząc moją wykrzywioną w bólu minę. Nie życzył mi źle. Miałem wrażenie, że wspomniał właśnie stare czasy. Kiedyś więcej czasu spędzaliśmy wspólnie właśnie w ten sposób, jednak za sprawą nauk przygotowujących do objęcia stanowiska nasze drogi rozeszły się. On kształcił się w dziedzinach handlowych a ja coraz częściej leniuchowałem pod drzewami. Kontakt dalej mieliśmy dobry lecz widywaliśmy się coraz mniej.
- W celu stworzenia tnącego wiatru a co za tym idzie stworzyć nie tylko technikę Hien ale również inne techniki ofensywne należy doprowadzić do stanu, w którym dwie przeciwległe chakry, tj. o innym zwrocie a tym samym kierunku ścierały się ze sobą tworząc cienką linię, która w stanie jest przeciąć nawet i skałę. Dlatego też waszym zadaniem będzie wzmocnienie kontroli natury swej. W aktualnym stanie nie będziecie mogli nauczyć się techniki, którą w was próbuję wpoić.
Staruszek postawił przed nami dwa drewniane kołki. Te były grube ja przedramię i tak samo długie. Spoglądałem na kołek to na staruszka zastanawiając się czego tak naprawdę od nas wymaga. Przebić serce potwora osikowym kołkiem? Czy wbijać je w ziemię robiąc miejsce pod grządkę. Cholera wie. Yuno przyłożył dłoń do podbródka i zmarszczył brwi również poddając się przemyśleniom zapewne trochę odmiennym od moich.
- Mamy to przeciąć wzdłuż czy wszerz? Z wykorzystaniem samej chakry?
Dziadek pokiwał głową twierdząco.
- Początkujący adepci uczą się kontroli próbują przeciąć liść. Powinniście już dawno być ponad ten poziom. Inną kwestią jest też fakt, że nie posiadacie zbyt dużo czasu do nauki. Zaczynajcie pamiętając co wam mówiłem.

Yuno przyłożył obie dłonie do końców kłody. Usiadł po turecku. Zamknął powieki. Miałem wrażenie wtedy, że siła jego koncentracji nad wykonaniem zadania była gęsta wręcz namacalna. Nie chciałem mu przerywać. Zapewne imponowałoby mi to, gdyby nie fakt, że tak naprawdę wolę cieszyć się spokojnym życiem, więc z mojego punktu widzenia ciężka praca jest niczym innym jak ścianą stojącą na drodze mego spokoju. Nie byłem jednak też z tych ślepo zapatrzonych w swoje racje. Nie uważam, że jeśli ktoś pracuje to traci. Niech robi co chce dopóty nie przekroczy to strefy mojego komfortu, a taką przekroczył staruszek potwór zmuszając mnie do przecinania kłody chakrą.
Westchnąłem i usiadłem tak jak mój brat, jednak ciut dalej niż początkowo planowałem. Nie odtrącałem go ot zwyczajnie czułem ciężar jego głowy, która w zawrotnym tempie analizowała problem i próbowała znaleźć odpowiedni sposób na wykonanie zadania tak przynajmniej przeczuwałem, mógł równie dobrze uspokajać swoje myśli i ciało aby swobodniej manipulować energią.
Osobiście, mimo że lubiłem się lenić, częściej używałem głowy... albo wcale tego nie robiłem gdy nie było potrzeby. Jeśli pojawiał się jakiś problem próbowałem albo dowieść rozumowo jak go rozwiązać dzięki czemu zużyję mniej sił albo odwieść kogoś od wykonania jakiegoś założenia, które zakończyłoby się moją aktywną pracą fizyczną.
Teraz musiałem ogarnąć jak przeciąć kłodę najszybciej jak to tylko możliwe aby dziadek dał mi wreszcie chwilę spokoju. Mogłem dokonać prostego oszustwa zwyczajnie nacinając kłodę. Pomysł szybko zostawiłem pogrzebany głęboko gdy tylko spojrzenie padło na wzrok dzikiej bestii gotowej do ataku. Dziadek obserwował każdy mój ruch. Najmniejsze nawet podejrzliwe zachowanie skończy się potężnym ciosem w głowę, który może nie połamie mi łba ale zostawi guza, który na kilka dni będzie mi dowodem w sprawie maltretowania niewinnych w domu Yumichików, szkoda, że taki proces nigdy się nie odbędzie. Stanie się tak również gdy dojdzie do stagnacji w mojej postawie. Musiałem więc obrać strategię, która pozwoli wykonać zadanie relatywnie szybko i bez większego wysiłku. Misja niemożliwa do wykonania. Ranga SSS bym powiedział.
Ująłem kłodę tak jak młodszy braciszek. Pierdziel wspominał o wzajemnie trących się strumieni chakry jak jednak to przełożyć na praktykę i efektywny wpływ takiej chakry bez wykorzystania technik? Manipulacja a techniki to wszak dwie różne rzeczy tak więc ciężko znaleźć odpowiednią bazę pod którą mógłbym się podpiąć. Również jak efektywnie wpływać tą chakrą na końce kłody oraz jak sprawić aby udało mi się to robić szybciej. Tyle pytań tak mało odpowiedzi. Wśród technik, które już znałem znajdowała się taka, która wykorzystywała już niejako wykorzystywała właściwości tnące tej natury. Nie wiem jednak czy pływ na to nie ma wykorzystywany w niej wachlarz.
Dwie trące się strumienie wiatru. Już wiem na czym polega problem w tym całym zadaniu. Dwukierunkowa manipulacja energii. Brzmi jak prawdziwy koszmar. Nadanie chakrze jednostronnego kierunku przepływu wszak do trudnych nie należy.
Cholera. Mijają minuty a ja wciąż nie jestem w stanie znaleźć odpowiedzi na ten problem. Nie zacząłem pracy dlatego już raz oberwałem. Świst pięści był dość nieoczekiwany gdyż wpadłem w głębokie rozważania nad naturą problemu. Cierpię za niewinność! Nie odważyłem się jednak protestować. Jestem na tyle bystry by wiedzieć, że skończy się to kolejnym ciosem. Czasem nie warto wychodzić przed szereg. Zapamiętajcie to moi drodzy.
Siedziałem więc tak w miejscu "nic" nie robiąc. Zerknąłem w kierunku Yuno, który już zaczął jakąś formę pracy. Mimo, że dłonie zakrywały wierzchnią część kłody widziałem na jego dłoniach drobinki startego drewna. Był więc o kilka kroków przede mną. Nie robił tego dostatecznie szybko bym się zmartwił, ot kropla drąży skałę.
Aby uniknąć kolejnego skarcenia przez sędziwego demona postanowiłem jakoś zabrać się do pracy. Miałem jakąś formę pomysłu lecz nijak nie pomogłoby mi rozwiązać wcześniejszy problem. Może nawet utrudniałem sobie pracę ale cholera ich tam wie. Pracujące w młynach żarna kręcą się wszak w jedną stronę lecz jeśli dodamy do nich drugie, w przeciwną się kręcące i zbliżymy do siebie uzyskamy coś o czym wspominał dziadek czyli dwie przeciwległe strumienie, które trą o siebie. Jeśli będą ustawione pod odpowiednim kątem może doprowadzić do ostrzenia takich żarn. To był aktualnie jedyny trop jaki posiadałem. Nie mam zamiaru długo przy nim zostawać ale czas gonił a łeb pulsując dawał znać, że kolejny wstrząs może być druzgocący.
Rozpocząłem więc od formowania chakry w dłoniach tak by strumień energii wiatru kręcił się w jedną stronę. Dla prawej ręki kręcił się zgodnie z ruchami zegara słonecznego (mechanicznych to my chyba jeszcze nie mamy, choć kto tam wie), zaś lewy przeciwnie. Mimo, że dwa takie strumienie nie ścierały się ze sobą pozwoliły mi przynajmniej zaznajomić się z lepszą kontrolą. Jeśli potem uda mi się doprowadzić potem do wykonania tych dwóch różnych czynności do formy jednej ręki będę w domu, mimo, że tak właściwie to już w nim jestem.
Przepływająca energia ocierała się o drewienko. Już samo to pozwalało nieznacznie je "przecinać", może właśnie dlatego brat miał brudne od kurzu dłonie. Taka praca byłaby jednak zbyt mozolna a ja nie miałem czasu i chęci do niej. Za sprawą manipulacji mogłem przyspieszyć proces "obrotu" mojej chakry co przyspieszyło proces żłobienia. W sumie to nie jest taki zły sposób jeśli masz jedną energię, która obraca się z dużą prędkością niż tworzenie osobnych strumieni, które cieły. Może kiedyś coś nad tym pomyślę ale nie teraz. Wykonywanie kilku czynności jednocześnie jest ponad moje możliwości.
Brat chyba podpatrzył mój pomysł albowiem mam wrażenie, że nagle i jemu zaczęło iść dużo sprawniej aniżeli na samym początku, choć mogło być to również wynikiem zwiększającej się jego skuteczności. Wciąż miał zamknięte oczy i oddawał się pracy lecz miałem wrażenie, że co jakiś czas, kiedy jego skupienie słabło mimowolnie sprawdzał jak mi idzie. Co za zbój. Powinienem powołać się na prawa patentowe... o ile by istniały.
Mijały kolejne minuty, zaś za nimi kolejne dziesiątki. Minęła już chyba godzina od rozpoczęcia treningu. Byłem już zmęczony zaś drewienko miało na sobie nacięcie z każdej strony o góra 2cm grubości. Biorąc pod uwagę, że miało około 40cm, oraz czas w jaki potrzebowałem do uzyskania aktualnych efektów estymowany czas siedzenia na tej polanie to coś ponad 7h (załóżmy wzrost szybkości żłobienia w czasie). Łącznie miało być to ok 8h ciężkiej, męczącej fizycznie i psychicznie pracy.
Po kolejnych 30min poczułem już pierwsze poważniejsze symptomy wycieńczenia mianowicie na moim czole pojawiły się pierwsze krople potu. Westchnąłem i odłożyłem kłodę. Teraz miała z każdej strony około 3cm wyżłobienia. Nie były gładkie więc ciężko mówić tu o cięciu, trafniejszy wyrażeniem byłoby tarcie. Otarłem głowę z potu i podniosłem się z ziemi. Nie musiałem długo czekać na reakcję bestii zamieszkujące te regiony. Szybko do mnie doskoczyła i pokazała długie białe kły.
-Wracaj. Natychmiast! - kilka kropelek poty trafiły mą twarz, przynajmniej takie miałem wrażenie.
-Zaschło mi w gardle dziadku - musiałem nieźle powstrzymywać się aby rzucić jakimś malowniczym frazesem - pójdę do kuchni i przyniosę jakiś coś do picia dla mnie i dla Yuno. - jakaś forma odpoczynku mi się chyba należy, choć taka krótka. Pójść, napić się ot przypadkiem potknąć i stracić przytomność w objęciach Morfeusza. Moje myśli chyba zostały przejrzane albowiem linia brwi potwora zbliżyła się niebezpiecznie do kącików oczu.
- Doskonale wiem co knujesz Yami. Siadaj i wracaj na ten tychmiast do ćwiczeń. Po wodę poślę, za jakiś czas.
- Ale...
- Nie ma ale - powiedział, a trzymanym w ręku zwoju trzasną mnie po głowie, aż poniosło się echo.
Zrezygnowany usiadłem, ująłem kawałek kłody i gorzko załkałem.

Po trzech godzinach od rozpoczęcia otrzymaliśmy w końcu zgodę na chwilę przerwy. Puściłem tę pierdzieloną kłodę i padłem na plecach. Ręce rozłożyłem niczym rozgwiazda i zacząłem dyszeć. Co to za anormalne warunki. Zero przerw, zero możliwości odpoczynku w chwili zmęczenia tylko praca praca i praca. Yuno też był zmęczony choć nie wykazywał aż takich objawów jak ja. On tylko lekko westchnął i podniósł się z ziemi. Otaczają mnie same potwory.
Jedna ze służek przyniosła dwa dzbanki z czystą, chłodną, błogosławioną przez bóstwa wodą. Sięgnąłem dłonią po dzbanek i haustem wypiłem połowę jego zawartości. Dźwięk zachwycenia i radości mimowolnie opuścił moje usta. Stary pryk popatrzył się na mnie z politowaniem. Yuno jedynie uśmiechnął się. Nie byłe przekonany co ten uśmiech ze sobą niósł ale nie wyczuwałem z nich złych intencji. Ten zbliżył się do do służki i ujął w dłonie dzbanek, podziękował za jej pracę i upił kilka łyków. Oddał dzbanek i wrócił na swoje miejsce.
Jeśli patrzeć po rezultatach Yuno przodował. Dzięki większej wytrwałości mógł pracować niemalże non stop z taką samą prędkością. Przodował o jakiś centymetr dla każdej ze stron. Wydaje się mało? Ludzie wiecie ile się namęczyłem, żeby tyle "wyciąć". Pod koniec, kiedy ledwo już dyszałem, 45min zajęło mi skrobanie tego 1cm na każdą ze stron. Chciałem aby ta przerwa trwałą jak najdłużej lecz już po 10min stary pierdziel stanął nade mną, pochylił się i złapał za kołnierz. Szybko wstałem z grobu.
- Jesteś żałosny. Myślałem, że wydarzenia z Ryuzaku pokazały Tobie, że siła nawet dla kupca jest wymagana. Nie znasz dnia ni godziny. Przyda się Tobie zahartować ciało, czy to chcesz czy nie. Teraz wracaj do treningu.
Służka chciała zabrać dzbanek z moją wodą lecz gdy tylko przejrzałem jej zamiary pochwyciłem go błyskawicznie i przycisnąłem do klatki piersiowej. Muszę chronić ten skarb. Nie znam przecież dnia ni godziny a tam znajduje się jeszcze kilka kropel cudownego napoju. Nie wiem przecież kiedy nadejdzie godzina mojego kolejnego odpoczynku a tak będę miał jakiś zapas. Czyż nie stary pryku? Nie to przed chwilą wspomniałeś? Spojrzałem na niego z dzikością w oczach lecz kiedy on odpowiedział na mój "atak" momentalnie spotulniałem. Dzbanka jednak nie puściłem.

* * *

Mijała już czwarta godzina ćwiczeń. Miałem nadzieję, że pierdziel gdzieś sobie pójdzie, że nadejdzie jakiś wybawca, który zajmie go na chwilę. Pomoc jednak nie nadchodziła. Postanowiłem upić teraz połowę z tego co zostało mi w dzbanku. Mimowolnie upiłem jednak trochę więcej. Zostało mi wody może na dwa większe łyki. Moja osobista przerwa nie mogła jednak trwać zbyt długo. Każda mijająca chwila sprawiała, że szansa na kolejne "naprostowanie" zwiększała się diametralnie. Odstawiłem więc dzbanek i wróciłem do katorgi. Jak inaczej mogłem to nazwać?
Mniej więcej byłem już wprawiony w tym co robiłem. Pora więc przejść do drugiej, planowanej części czyli wytworzenie dwóch przeciwstawnych strumieni okrężnych w jednej dłoni. Odłożyłem kłodę i przeciągnąłem się kilkukrotnie. Mimowolnie ziewnąłem zaś powieki opadły kilkukrotnie ku dołowi. Było już popołudnie. Słońce powoli zbierało się do opuszczenia nieba. Nic więc dziwnego, że zmęczenie jak i częste popołudniowe drzemki dawały sobie o sobie znać. Wróciłem do pozycji startowej i skupiłem swoją uwagę na prawej dłoni. To właśnie na niej miał odbyć się główny test. Wytworzyłem obracający się strumień chakry, który zaczął żłobić ponownie w drewienku. Następnie zacząłem dodawać kolejną chakrę, która w założeniu miała obracać się w kierunku przeciwnym lecz gdy tylko rozpocząłem próbę kontroli tej chakry, wcześniejsza ulatywała i oddając miejsce nowej. Nic przecież w życiu łatwo nie przychodzi.
Dotarłem do 6h treningu (3 jeśli uznamy ją jako czas po przerwie). Nie muszę chyba opowiadać, że stanowiłem wrak człowieka pod względem fizycznym jak i psychicznym. Wysiłek, jakim zostałem poddany, przekraczał wszelkie dopuszczalne normy mojego organizmu. Podobne oznaki widziałem po moim bracie, który również przejawiał podobne objawy. To chyba właśnie dlatego dziadek zarządził dłuższą przerwę zaś my mogliśmy udać się na spożycie posiłku. Kiedy mijałem pierdziela dostrzegłem w jego oku złą intencję. "To jeszcze nie koniec". Takie właśnie słowa przezeń przemawiały.

* * *

Przygotowany posiłek był iście królewski. Było tego dużo i dużo. Nie obchodziły mnie walory smakowe, byłem zwyczajnie głodny. Dopadłem solidnej miski ryży i w ciągu ułamka sekundy połowę jej zawartości wepchnąłem do ust. Część ziaren stanęła w gardle. Zacząłem się dusić. sięgnąłem po kubek z wodą i wypiłem ją całą. Kaszel ustąpił dopiero po w chwili. Kąciki oczu były wypełnione łzami. Sięgnąłem po miskę, w której znajdowały się podsmażane kawałki wołowiny. Już miałem zanurzyć zęby w pełnym soków i aromatów mięsie gdy wtem powstrzymały mnie słowa brata.
- Wiesz Yami, cieszę się, że dziadek wpadł na ten pomysł.
- Aż tak mnie nie lubisz? - odparłem z przekąsem.
Yuno zaśmiał się życzliwie.
- Nie, nie. Zwyczajnie brakowało mi tych wspólnych chwill. Radosne wspomnienia z przeszłości jakby znowu wróciły.
Doskonale wiedziałem co miał na myśli. Kiedyś spędzaliśmy ze sobą więcej czasu. Część z tego stanowiły właśnie treningi. Jednak jako dzieci w wolnych chwilach bawiliśmy się wspólnie, na tyle ile mi się chciało. Już wtedy przejawiałem pierwsze oznaki nieróbstwa. Lata jednak mijały. Brat spędzał więcej czasu na nauce fachu, krasomówstwa, pisma, charyzmatycznej mowy. Częściej też wyjeżdżał to z starym prykiem bądź ojcem w interesach. Potrafiliśmy nie wiedzieć się czasem tygodniami. Brat to jednak brat. Czasem żałuję, że wziął to na siebie. Wtedy jednak kładę się na polance i poczucie to znika w odmętach spokoju. Ostatecznie nie odpowiedziałem mu.
- Muszę ci podziękować. - podniosłem powiekę i spojrzałem w jego stronę - miałeś dobry pomysł z tą manipulacją, idzie znacznie szybciej.
- Zwykły łut szczęścia.
- Nie. - odparł a jego uśmiech, mimo, że nie zmienił kształtu stał się jakiś... jakby ktoś zakrył go całunem - masz do tego dar. Zawsze jesteś wstanie znaleźć odpowiedź na pytanie, znaleźć rozwiązanie zagadki. Ty powinieneś się zajmować interesami domu. Masz ku temu większe predyspozycje.
Ciężko mi było mu odpowiedzieć. Nie wiedziałem czy czuł do mnie żal czy zwyczajnie sam nie widział się w tej nowej roli. Nie mogłem jednak tym razem biernie siedzieć. Przesunąłem miskę z mięsem ku niemu po tym jak sam założyłem na swój talerz sporą porcję.
- Kiedyś miałeś lepsze oko. Gdzie ja się tym zajmować? Po kilku spotkaniach miałbym dość tych wszystkich zrzędliwych kupczyków, którzy chcą dla siebie jak najwięcej i nie pozwalają zrzucić się z twojej głowy. Już po dwóch dniach zrobiłbym co chcieli aby tylko się ode mnie odczepili. W przeciwieństwie do mnie cechujesz się większą nieugiętością i hartem ducha. To cecha prawdziwego zarządcy. Jesteś w tej roli o niebo lepszy niż ja.
- Yami, boję się. Boję się, że podejmę złą decyzję, że przeze mnie wszystko stracimy, że zwiążę współpracę z kimś z kim nie powinienem. Nie chcę wpływać na życie bliskich mi osób, nie chcę aby z mojej winy żyło im się gorzej.
Nie dziwiłem się mu. Cholerna odpowiedzialność. Nie mógł jednak teraz zaprzątać swojej głowy takimi rzeczami. To chłopak w sile wieku a nie zrzędliwa dupa.
- Pewnie raz i dwa noga się podwinie. To jest rzecz normalna nikt ciebie winić nie będzie. Poza tym jeśli będziesz kiedyś potrzebował pomocy możesz zwyczajnie dać znać. Zawsze znajdzie się osoba, która będzie chciała pomóc. W tym jesteś wybitny, w zawiązywaniu dobrych przyjaźni.
Kąciki ust podniosły się nieznacznie. Chyba mu się poprawiło co potwierdził zdawkowym "Dzięki". Potem wróciliśmy do posiłku od czasu do czasu rozmawiając o pierdołach. Yuno jest chyba jedyną osobą z którą rzeczywiście mogę porozmawiać nie męcząc się bądź nie zastanawiając czy ma jakąś ukrytą intencję.

* * *

Po posiłku na którym spędziliśmy 30min dostaliśmy jeszcze chwilę nim zaczęła się trzecia tura treningów. Była jesień więc zaczynało już powoli zmierzchać. Za dwie godziny można wręcz powiedzieć, że zastanie nas noc jednak pierdziel nie myślał dawać nam spokoju.
Gdy tylko dostrzegłem jego oblicze od razu cała energia, którą skumulowałem podczas posiłku znalazła ujście. Wystrzeliłem w kierunku murów rezydencji. Przedarłem się przez krzaki i odbiłem się z ziemi gdy dostrzegłem linię obronną chodź dla mnie więzienną. Nie miałem takiej siły w nogach więc będę się musiał jeszcze raz odbić od jego szczytu. Jeden sus i znajdę się poza tym przeklętym więzieniem. Byłem w lepszej pozycji niż początkowo bestia strażnicza nie zareagowała od razu. Nie słyszałem nawet czy podąża moim tropem ale obawiałem się spojrzeć za siebie.
Docierałem już do lekko ukośnej lini, na którą skadał się "daszek" murów. Uśmiechnąłem się mimowolnie myśląc o dywanie trawy i miłych, choć chłodnych podmuchach wiatru. Coś zacisnęło się na mojej kostce. Parabola lotu uległa zmianie. straciłem kontrolę i przyfasoniłem twarzą o dachówki, które niewytrzymały impetu uderzenia i popękały licznie. Chciałem się podnieść lecz rozpocząłem ruch trąc całym ciałem o dach. Nie wiedziałem co ale ktoś ściągał mnie na dół.
Daszek miał ograniczoną długość dlatego w pewnym momencie poczułem pustkę pod nogami, następnie brzuchem i klatką piersiową. Ostatecznie spadłem na ziemię. Coś chrupnęło. Miałem przynajmniej takie wrażenie. Mimowolnie jęknąłem z bólu.
- Już dawno powinienem odpuścić sobie ciebie darmozjadzie ale nawet takich jak ty można w odpowiedni sposób wykorzystać. Musisz jednak żyć, dlatego będziesz trenował. W ramach kary za ucieczkę dostaniesz kolejną godzinę.
Znowu coś szarpnęło za kostkę. Tarłem brzuchem o miękką trawę. Wyciągnąłem rękę w kierunku muru, w kierunku krat albowiem za nią znajdowała się wolność. Wolność którą chciałem, a która odchodziła ode mnie co raz to większymi krokami.
Dziadek zaciągnął mnie aż na samą polankę treningową umieszczoną w rejonie domostwa. Rozluźnił chwyt na mojej nodze tak, że i ta padła na ziemię. Wywinąłem się na plecy i podniosłem w brzuchu. Twarz jak i ubranie miałem pobrudzone. Co się dziwić skoro ziemia jest wilgotna.

Na wyprostowane jeszcze nogi spadła moja zguba, czyli kłoda z którą spędziłem wiele godzin. Ująłem ją w dłonie, opuściłem głowę i gorzko załkałem. W tym samym czasie Yuno pogrążony był już w skupieniu trwalszym niźli stal samurajska.
Każda bestia ma jakiś słaby punkt, moment, w którym traci swoje siły a zmysły dogasają, jednak ten stary pierdziel po ponad 7h pilnowania naszej dwójki nie wykazywał takich oznak. Musiałem dalej męczyć się z tą pieprzoną kłodą. Zostało mi już naprawdę niewiele. Może z 2-3cm. Yuno swoją część zakończył. Mógł udać się na spoczynek. Wciąż próbowałem stworzyć piłę, która obracając się przecięłaby ten kawałek lecz nie udawało mi się to a i sam nie miałem pomysłu jak to wszystko zrobić. Przekraczało to moje aktualne możliwości.

W końcu udało mi się dokonać przełomu. Zwyczajnie trochę mocniej nacisnąłem rękoma na pieniek z każdej strony i ten zwyczajnie się naderwał dzięki czemu przyspieszyłem koniec dzisiejszej katorgi. Odłożyłem odłamki. Pożegnałem dziadka i udałem się na spoczynek. Wróć. Udałbym się gdyby nie zaciskająca się na mym barku dłoń.
- A gdzież to się wybierasz? Jeszcze Kara a próbę ucieczki.
Nie wyrywałem się. Wiedziałem, że kolejna próba sprzeciwu doleje jedynie oliwy do ognia. Kolejną ostatnią godzinę ćwiczeń spędziłem wykonując jakieś chore ćwiczenia związane z miotaniem broni.
Śmierdzący od potu, zmęczenia i cholera wie czego jeszcze padłem na łóżko. Zasnąłem niemal od razu.

* * *

Nie wiem o czym śniłem. Wiem jednak, że stanowczo za krótko. Dlaczego za krótko? Zostałem podniesiony z mego leża w dość brutalny sposób. Przeraźliwy chłód związany z gwałtownym opadem dużej ilości zimnej wody szybko podniosło mnie do pionu. Przemarznięty, w amoku szukałem źródła tego niecodziennego zjawiska. Chwilę trwało mi ogarnięcie co się tak właściwie stało. Tuż przed wejściem do mego pokoju z jakimś wiadrem stałem dziadek, a tuż za nim jeden z bliźniaków, które to zabłąkały się z pustyni. A może to ktoś inny był z pustyni? Czy to ważne? Liczyło się to, że leżałem w moim pokoju mokry i przemarznięty.
- Koniec gnicia. Pora na kolejne ćwiczenia. Masz 10min na stawienie się na tyłach rezydencji.
Pierdziel opuścił pokój zostawiając tylko młodego za sobą. Ten zdawał się bać. Chyba przeczuwał, że przeładuję swoją złość na niego. Nie jestem potworem. Znaczy byłem zbyt obolały aby nim być. Wczorajsze ćwiczenia zbyt mocno dały mi się we znaki. Każdy skrawek mięśni bolał zaś łeb pękał od zbytniego wykorzystania chakry minionego dnia. Nie zdążyłem odzyskać pełni sił. Ciekawe kiedy nadejdzie chwila spokoju dla mnie.
- Co się stało? - zapytałem zachrypniętym głosem wypełzając spod przemokniętego futonu.
- Ja... Pański Dziadek poprosił abym Ciebie obudził. Próbowałem ale nie udało mi się i powiedziałem o to Pańskiemu Dziadkowi. Powiedział do mnie wtedy "Czyżby?" i wziął wiadro i zaczerpnął ze studni wody, a wtedy...
No tak to bardzo w jego stylu. Menda pozostanie mendą. Bycie Kupcem zobowiązuje. Zdjąłem z siebie przemoczone ciuchy i ubrałem się w coś świeższego.
- Dzięki.
Rzuciłem w stronę młodego i wyszedłem z pokoju. Miałem jeszcze może z 5min. Przetoczyłem się po korytarzu i skierowałem się do kuchni gdzie planowałem wybrać jakąś bułkę czy cholera co wie i zjeść po drodze. Moim oczom ukazał się jednak wspaniały widok albowiem czekało na mnie śniadanie. Ryż i wbite dwa jajka. Dziękuję wam powiedział w duchu ująłem pałeczki w dłonie i wystartowałem.
W kuchni znajdowało przejście na zachodnią część ogrodu gdzie znajdował się magazyn. Stamtąd mogłem udać się w wyznaczone przez psubrata miejsce. Ciekawe ile jeszcze będę wstanie wymyślić obelg, które idealnie będą opisywać tego ciemiężcę. Coś czuję, że prędzej wybije źródło w środku pustyni niż mi zasób słownictwa.
Kiedy minąłem jeden z krzewi wzrok skupił się na postaci młodziaka i starca o okropnych liniach twarzy, diabelskim ogonie oraz rogach. A nie to tylko wynik zmęczenia. Yuno trzymał już między swymi dłońmi kawałek drewna. Powtórka z rozrywki? Nie miałem zamiaru tu spędzić całego kolejnego dnia. Postawiłem krok do tyłu a po całym Shigashi przetoczył się dźwięk łamanej gałązki. Ucho szubrawcy poruszyło się a głowa niczym kukiełki skierowała się nienaturalnie w moją stronę.
- Miło, że nie zmusiłeś mnie abym siłą ciebie tutaj przytaszczył. Chociaż tyle dobrego.
Kącik warg zadrżał. Napiąłem mięśnie myśląc o ucieczce ale zawężające się powieki pierdziela dały mi jasno do zrozumienia, iż on niczym łowca oczekuje tylko najmniejszego ruchu swojej uciekającej ofiary. Wypuściłem powietrze ustami z charakterystycznym dźwiękiem i skierował się w stronę mej komnaty tortur.
Zwinąłem się do pozycji embrionalnej, cokolwiek to znaczy. Gdzieś kiedyś to słyszałem, a może się tylko i wydawało. Jakoś tak obco brzmi to słowo... Nie ważne. Siedziałem, nogi miałem skrzyżowane tuż kostkach. Stopy zaś wciśnięte pomiędzy przeciwległe uda. Plecy zgarbione. Tuż przede mną znajdowała się kłoda. Ten sam koszmarny przedmiot, który śniłem wczoraj cały dzień. Ostatecznie udało mi się z nim zmierzyć lecz ten powrócił znacznie szybciej niż się spodziewałem.

Sięgnąłem przed siebie i prawą dłonią ująłem górny trzonek kłody. Przyjrzałem się jej uważnie, a następnie zerknąłem w kierunku brata. Tak, zdecydowanie jego była cieńsza. I co z tego, że siedział dalej i tak mi się tylko wydawało. Był to dostateczny powód wywołania wojny między mną a starą be...
- Długo masz zamiar tak siedzieć? Mam dać ci powód do rozpoczęcia praktyk?
Dreszcz przeszedł po moich plecach. Wolałbym nie wiedzieć co znowu dziad planuje, ostatnio nie skończyło się to zbyt dobrze dla mnie. Samo wspomnienie dodatkowego treningu oraz tego jak łbem piżłem o ziemię powoduje nieprzyjemne brzęczenie między uszami. Nie miałem wyjścia, znaczy miałem, zawsze jest jakieś wyjście jednakże trzeba brać uwagę ewentualne zyski i straty. W tym przypadku niezależnie od wybrania drogi będę stratny, pytanie tylko jak bardzo. Odrzucając więc wszelkie możliwości została mi ta, która zmusza mnie do posłuszeństwa.
Przyciągnąłem kłodę do siebie i otoczyłem oba końce wewnętrznymi częściami dłoni. Zamknąłem powieki. Nie skupiłem się od razu, o nie. Pierwsze co przyszło mi do głowy to widok pierdziela u mych nóg, który prosi o łaskę. Miły widok dla oczu i serca. Mogłem choć tu, w sferze marzeń przenieść część swych rozterek i gniewu. Westchnąłem. Nie mogłem tutaj wiecznie trwać. Wziąłem się w końcu do roboty.
Kropla wody zaczęła zsuwać się ze wzgórza po łagodnym kącie aż w końcu dotarła do urwiska. Zawiesiła się na nim w nadzieją, że zjawi się pomoc, ta jednak nie nadeszła. Na domiar złego po tym samym zboczu zaczęła schodzić kolejna, która zderzyła się z proszącą o pomoc kroplą i razem spadły w stronę przepaści.
Otarłem spoconą twarz rękawem. Po dwóch godzinach udało się przeciąć kłodę. Yuno zajęło to kwadrans krócej. Miałem nadzieję, że zaraz na nasze nogi nie spadnie kolejna kłoda. Modły moje zostały wysłuchane albowiem dziad stanął przed nami i o dziwo z jego ust padły dość niespodziewane słowa.
- Już wczoraj dziwiłem się, że tak szybko waszej dwójce udaje się osiągnąć aktualny poziom umiejętności.


Nauka techniki 1/inf+
Ostatnio edytowano 24 paź 2018, o 20:03 przez Yami, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1100
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yamanaka Inoshi » 20 gru 2018, o 22:12

Misja Rangi - C - 1/...


- Rok 386 - Zima -
- Yumichika Yami -
- Posiadłość Yumichików -

- Formuła -





" Jak to dobrze jest spać... Byłoby. "

Miły byłby to widok, tryiumf nad starym dziadem który osiągnąłeś po odrobinie tych męczących ćwiczeń, mimo to, wiedziałeś przecież, że Souren robi to dla twojego dobra i Yuno jakby nie patrzeć. Trudno jednak pogodzić się z czymś z czym się nie zgadzasz, prawda? Mimo to wydarzenia w Ryuzaku pokazały, że ten świat nie jest bezpieczny i z każdym dniem staje się coraz większym problemem z którym tacy jak ty czy on będą musieli sobie poradzić a niby jak masz to zrobić gdy nie jesteś na to gotowy. Dziadek przypatrywał się zarówno tobie jak i bratu, udało się wam zakończyć przynajmniej pewien etap treningu, czy był dumny? To już ty wiedziałeś najlepiej...
- Niestety... Na dzisiaj wystarczy. Yuno, jesteś wolny. Ty Yami... Zostań, musimy porozmawiać. - Rzekł starzec. Czy spodziewałeś się tak poważnego tonu jakim Ciebie uraczył? Nie spuszczał z ciebie wzroku, widział, że jesteś zmęczony odbytym treningiem, nie mogło być inaczej. Bo nawet jeśli leń to się starał, inaczej nie byłoby widać efektów. Yuno oddalił się od waszej dwójki, zdecydował, że pozwoli wam na rozmowę bo i tak miał ważniejsze sprawy na głowie jako przyszła głowa rodu.
- Yami, zdaje się, że twoja wizyta w Ryuzaku podczas tego kryzysu przyprawiła cię o pewną sławę... Przybył posłaniec od władz Shigashi i chcą byś stawił się u nich w siedzibie najpóźniej jutro rano. - Dziadek westchnął bowiem zaczynał się zastanawiać czy rzeczywiście Yami jest tylko leniem, bo możliwym było, że tylko udaje i stanie się nie kupcem a shinobim a ród Yumichika stanie się nie tylko potężną gałęzią handlową w tym regionie ale też zapuści ponownie korzenie jako Shinobi tego regionu. Yami mógł być tym pędem który kto wie, może to jednak on przejmie kiedyś ród oraz stanie się prawdziwym ninją, nawet jeśli od niechcenia lub z nudów...

Yumichika Souren



Prowadzone misje:
B - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
C - " A happy life consists in tranquility of mind " - Ame, Kaito Hozuki
Rezerwacje:
Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2535
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy za ramiona, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://i.imgur.com/zaBOeOp.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 24 gru 2018, o 23:35

Wydałem przy pomocy języku dźwięk podobny do cykady, oczywiście wyrażając moje niezadowolenie. Zrobiłem to jednak możliwie cicho choć znając pierdziela i mojego brata z całą pewnością to usłyszeli. Co to miało znaczyć, że Yuno jest wolny, a ja wciąż mam tutaj zostać. Przecież pryk mówił, że nie tracił dziś z mojego powodu czasu więc nie miał za co mnie karać. Może zwyczajnie zaczęło to być jego hobby na starość aby znęcać się nade mną. Czemu? A mnie wiedzieć co w gnijącej głowie się dzieje? Zbliżyłem do siebie powieki przyglądając się uważnie dziadkowi. Szukałem poszlak w jego postawie, w spojrzeniu, drobnych ruchach mięśni. Coś co by mnie naprowadziło na to czego tak właściwie stary pryk ode mnie chce.
Nie wiem ile to trwało ale w końcu raczył odciążyć mnie z tego potoku myśli i sam powiedział o co chodzi. Posłaniec? Ryuzaku? No jeśli sam dowiedział się tego i wymusił na mnie katorżniczy trening pod pozorami mojego "bezpieczeństwa" to raczej coś o mnie mówią ale czego chcą ode mnie władze Ryuzaku i to do tego w siedzibie władz Shigashi? A może to posłaniec z władz Shigashi, który dowiedział się o sprawie Ryuzaku? Czasem przerwa może nadać innego znaczenia wypowiedzi.
Poza tym nie miałem ochoty włóczyć się do miasta i zajmować jakimś beznadziejną sprawą. Pewnie chodzi o złożenie szczegółowej informacji co tam tak właściwie się działo. Będą wchodzić mi na głowę i zadawać nieprzyjemne pytania.
Zamknąłem powieki i opuściłem głowę. Westchnąłem głęboko.

- Nie ma mo...
Nie, coś jest nie tak. Otworzyłem gwałtownie powieki. Zbliżyłem dłoń do podbródka. Coś podpowiadało mi, że powinienem bardziej zastanowić się nad tą sprawą lecz pod jakim kątem. Spojrzałem wtedy na pryka i szybko do mnie dotarło jakie miałem wyjście. Powiedzieć nie i być maltretowany kolejnymi treningami, być budzony o świcie wiadrem zimnej wody, ćwiczyć do stanu wycieńczenia fizycznego i psychicznego bądź odbyć niemiłą lecz z całą pewnością mniej męczącą pogawędkę z władzami. Jak to było? Trzeba zwracać uwagę na zyski i straty.
- Jakie masz plany na dzisiejszy dzień jeśli udam się tam dopiero jutro z rana?
Wszak było jeszcze wcześnie, sam byłem zmęczony i jeśli nieboszczyk planuje rozpoczęcie kolejnych ćwiczeń... No chyba nie muszę mówić co planuję wtedy zrobić.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1100
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yamanaka Inoshi » 25 gru 2018, o 16:01

Misja Rangi - C - 3/...


- Rok 386 - Wiosna -
- Yumichika Yami -
- Posiadłość Yumichików -

- Formuła -





" Prztyczek w nos "

Stary pryk był zgryźliwym dziadem w twoich oczach, czyż nie Yami? Pewnie, że słyszał dźwięk który wydawałeś, nim jednak zdałeś sobie dobrze sprawę, że i on przeminął poczułeś jak kijaszek z którym przyszedł staruszek wbija się w twoje czoło, jak taki prztyczek który miał sprawić, że poczujesz oddech na plecach i odcisk drewna na swoim ciele. Nie robił ci krzywdy, był jednak nadzwyczaj irytujący. Dopiero po chwili mogłeś zobaczyć jak stary stoi naprzeciw ciebie. Dosyć blisko odsuwając kij z przed twojej twarzy i kładąc go na ziemi, podpierając o niego swoją rękę. Bardzo dobrze myślałeś, że wybór przed jakim stanąłeś jest okazją nie do odrzucenia. Wiedziałeś jak skończy się odmowa i to, że dziadyga ma dla ciebie całe stosy ćwiczeń i zadań które nie pozwolą ci zaznać prawdziwego spokoju aż do twojej przedwczesnej śmierci z wycieńczenia, bo przecież o to tylko mu chodzi. By uczynić twoje życie tylko trochę bardziej upierdliwym i beznadziejnym.
- Wtedy dokończymy dzisiejsze ćwiczenia sami. Będziesz mógł odpocząć wieczorem przy kolacji. Później poćwiczymy cierpliwość a teraz... Determinację i upewnimy się, że odruchowo potrafisz zgromadzić chakrę na dłonie by skierować ją na przedmiot, tak. Będziemy dalej ćwiczyć Hien. - Wtedy tąpnął swoim kijem w ziemię, opierając na jednej z jego stron swoje obydwie dłonie. Sam wydawał się odrobinę zmęczony nadzorowaniem szkolenia twojego oraz brata, zdecydował się jednak nie wspominać o tym, że on radzi sobie lepiej od ciebie.
Było wcześnie, bo nawet nie wiedziałeś kiedy to się stało ale dochodziło południe, zbliżała się godzina dwunasta, czyli wciąż cały dzień przed tobą, dzień pełny treningów, katuszy lub potencjalnej biurokracji. Było całkiem jasno a słońce również powoli zaczynało nie dawać innym wytchnienia, takie to bywają kapryśne pory roku i wiosna która zaczynała rozkwitać, całkiem sporymi krokami. Czego mogli chcieć od ciebie w ratuszu Shigashi? Może właśnie oni docenili twoją największą zaletę z pośród wielu kwestionowalnych umiejętności, mowa oczywiście o sztuce kamuflażu którą opanowałeś do perfekcji ponieważ mało kto zwraca w ogóle na ciebie uwagę... Pomijając to wsławienie się poprzez nie zrobienie praktycznie niczego. To był twój wybór. Wybierz sobie własną śmierć.

Yumichika Souren


Prowadzone misje:
B - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
C - " A happy life consists in tranquility of mind " - Ame, Kaito Hozuki
Rezerwacje:
Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2535
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy za ramiona, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://i.imgur.com/zaBOeOp.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 26 gru 2018, o 16:03

Tego właśnie się spodziewałem. Pieprzony dziadyga. Jeszcze mnie mięśnie po wczorajszym bolą a on dalej naciska, jak jakiś na jakiś pryszcz na czole. Wyciągnąłem nogę spod tyłka i postawiłem ją równolegle do podłoża, zaś rękę oparłem o kolanie. Westchnąłem. Naparłem dłonią na kolano i podniosłem się z klęczek. Otrzepałem ubranie z kurzu, który z pewnością rozniósł się grubą warstwą po żłobieniu w kłodzie chakrą wiatru. Spojrzałem w stronę pryka i uśmiechnąłem się z przymuszeniem.
- Możliwe, że to coś ważnego. Lepiej będzie stawić się tam jeszcze dziś.
Skinąłem głową dziadyce, żegnając go a następnie skierowałem się w stronę domostwa. Chciałem najpierw coś zjeść nim opuszczę posiadłość. Oczywiście napoić również. Dlatego też dobrałem się do suszonego mięsa zaś przy pomocy drewnianego kubka wydobyłem z cebra zimnej wody. Chociaż tyle po tak długim treningu mi się należy.
Kiedy już zdążyłem zaspokoić pewne swe potrzeby opuściłem posiadłość Yumichików.
Nie skierowałem się oczywiście od razu do siedziby władz od razu. O to to nie. Miałem w końcu możliwość odpocząć więc nie będę jak głupi biegł dobić się kolejną męczącą robotą o to to nie. Skierowałem się na jedną z polan gdzie mogłem odbyć jeszcze cztery godziny błogiej drzemki w celu zregenerowania sił i dopiero wówczas skierowałem się do siedziby władz. Powiedziałem wszak, że zjawię się dzisiaj. Nie sprecyzowałem jednak kiedy to się stanie. HeHe.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1100
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yamanaka Inoshi » 26 gru 2018, o 21:20

Misja Rangi - C - 5/...


- Rok 386 - Wiosna -
- Yumichika Yami -
- Posiadłość Yumichików -

- Formuła -





" Prztyczek w nos "

Zdecydowałeś się jednak wysłuchać dziada. Na całe szczęście opiewało to w wiele nowych możliwości. Mogłeś iść do siedziby władzy już teraz i uniknąć dalszych ćwiczeń i katorgi z dziadkiem, który raczej nie poprzestałby na prostym " dziadku, jestem już zmęczony " Wiedziałeś, że na niego takie gierki nie działają i póki możesz ustać, to możesz ćwiczyć. Podjąłeś decyzję o faktycznym wyruszeniu. Nie byłbyś jednak sobą jeśli nie próbowałbyś czegoś na tym ugrać, a co mogłeś ugrać na wyjściu z domu i wyprawie do miasta? A no bardzo wiele. Nikt nie wspominał o godzinie w jakiej miałeś się tam pojawić to też wykorzystanie tych kilku godzin wydaje się jedynym sensownym i logicznym ruchem.

Przytaknąłeś swojemu dziadkowi i udałeś się do domu, nikt nie mógł mieć z tym problemu. Przecież nie wyjdziesz na takie spotkanie brudny, zmęczony i śmierdzący. Musiałeś się najpierw przygotować, nie były to jednak wszystkie rzeczy o które musiałeś zadbać przed wyjściem, jedzenie oraz picie. W tej sytuacji musiałeś zachować się jak typowy wielbłąd Yami. Najeść się i napić do syta. Nie możesz wrócić póki nie odbędziesz rozmowy, a nie zamierzasz jej odbywać za szybko ani zbyt szybko, to by oznaczało przecież powrót do dalszego treningu a dlaczego miałbyś się dodatkowo, ponad wymagania, męczyć? Trochę ci zajęło zanim zająłeś się tymi swoimi podrzędnymi potrzebami. Dziadek nie dawał za wygraną i obserwował jak kierujesz się do bramy posiadłości a dalej z pod bramy patrzył czy rzeczywiście udajesz się we właściwym kierunku. Tak właśnie było!

Ty byłeś natomiast szczwaną bestią, dużo szczwańszą niż ktokolwiek mógł przewidywać. Postanowiłeś jeszcze trochę odpocząć w przydrożnym polu, a właściwie polanie, to był dobry pomysł. Świeciło wciąż trochę słońca i przymknięcie oczu w szczerym polu byłoby dosyć trudne, stąd też znalazłeś idealną kryjówkę w postaci drzewa pod którym mogłeś się położyć. Prawda, że idealnie? No i tak leżałeś kilka minut aż w końcu udało ci się zasnąć. Obudziłeś się gdy było ciut ciemniej a tym co wybudziło cię ze snu był ciepły, mokry, lepki dotyk który zaczął wypełniać twoją twarz. Już po chwili jak dochodziłeś do siebie nie miałeś żadnego suchego miejsca na twarzy. To co zobaczyłeś to był dzik, ten taki dziki z lasu który z jakiegoś powodu zdecydował się przymilić do ciebie i zaczął zwyczajnie wylizywać twoją twarz... Hmm, wydawałoby się, że jednak teraz jest idealna godzina by udać się na spotkanie, no bo przecież tam też mają swoje godziny pracy i po pewnej konkretnej godzinie można już było nikogo nie zastać...

Yumichika Souren


Prowadzone misje:
B - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
C - " A happy life consists in tranquility of mind " - Ame, Kaito Hozuki
Rezerwacje:
Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2535
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy za ramiona, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://i.imgur.com/zaBOeOp.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 28 gru 2018, o 00:22

Usytuowałem się tuż pod jednym z drzew zważywszy, że było już po godzinie dwunastej słońce zaczęło przyjemniej pieścić skórę i ofiarowywać kojące ciepło. Zielona trawa posłużyła za wygodne posłanie zaś pień drzewa za podgłówek, ten choć był twardy, wciąż spełniał swoją rolę kiedy podłożyło się pod głowę coś jeszcze.
Nie istotne jest czy coś mi się śniło czy nie. Wszak nie jest to historia o moich magicznych przygodach w krainie snów w której spotykałem Shinigami, który ofiarowywał mi swoje moce abyśmy mogli razem podróżować po świecie w poszukiwaniu siedmiu magicznych kul aby znaleźć skarb One Piece, którego strzegą psy z długimi włosami mówiące mi "braciszku" co powoduje dziwne kłucie w sercu. O nie. Wiem jedynie, że na koniec tego snu ładna dziewczyna ocierała moją twarz ręcznikiem, był wilgotny ale niesamowicie szorstki, wręcz bolesne.
Powoli zacząłem podnosić powieki. Mimo, że sny zniknęły, uczucie zdzierania mojej skóry nie zanika. Szybko do mnie dotarło, kto czy raczej co było powodem takiego stanu rzeczy. Serce zaczęło bić jak szalone. Tuż przy mnie znajdował się dzik, który swoim ryjkiem zaczął jeździć po całej mojej twarzy. W pierwszej chwili nie zrobiłem nic lecz ten nie zaprzestawał swojej czynności. Wtedy postąpiłem pierwszy krok. Podniosłem rękę i poklepałem wielki włochaty łeb.
- Już wystarczy tych czułości.
Następnie powstałem i zacząłem kierować się w stronę miasta. Dobrze, że miałem bandaże, którymi mógłbym wytrzeć twarz no i mieć nadzieję że dzik/loszka nie przywiąże się za bardzo.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1100
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yamanaka Inoshi » 29 gru 2018, o 12:26

Misja Rangi - C - 7/...


- Rok 386 - Wiosna -
- Yumichika Yami -
- Posiadłość Yumichików -

- Formuła -





" Prztyczek w nos "

Kto by się spodziewał, że polubisz loszkę. Albo może i dzika... Nie sprawdzałeś, prawda? Nie mniej jednak wstałeś i nie chciałeś więcej marnować czasu ani popadać w zażylsze czułości ze swoim nowym najlepszym przyjacielem. Skierowałeś się w stronę miasta, wciąż coś jednak nie dawało ci spokoju bo za tobą cały czas kręcił się ten dzik. Przynajmniej dreptał za tobą do samego miasta chrumkając co mare minut. Niemal jak pies podążał za tobą. Miasto wydawało się dosyć zatłoczone odkąd tylko postawiłeś nogę za jego bramami. Dzik natomiast... Stanął kawałek od bramy przy drzewie i przysiadł wciąż delikatnie machając ogonkiem, jakby czekając na ciebie. Podczas przekraczania bramy uwagę na ciebie zwrócił strażnik który pilnował przejścia.
- Ey mały. To twój dzik? - Zapytał całkowicie odpalony. Nigdy nie spodziewał się, że zada komuś to pytanie. Był trochę zaskoczony tym jak dobrze wytresowałeś swojego pupilka.
- Um... No wiesz, ludzie są różni chłopcze. Mogę go przypilnować ale... No wiesz - Wystawił otwartą dłoń w twoją stronę i ruszył palcami tak jakbyś winien mu był przynajmniej ze dwa smoki. Strażnik nie ukrywał swojej niepewnej miny pod którą kryło się coś więcej, coś bliższego determinacji. Czy zapłaciłeś za bezpieczeństwo swojego kompana czy nie, musiałeś iść dalej w kierunku siedziby władzy gdzie też miała czekać na ciebie niespodzianka. Minąłeś strażników przy drzwiach wejściowych, obyło się bez specjalnych ekscesów, po prostu cię wpuścili, dalej recepcjonistka siedząca naprzeciw wejścia od razu się odezwała.
- Yumichika? Jeśli tak to piętro drugie, korytarz " W " i pierwsze drzwi na prawo. - Uśmiechnęła się szeroko w kierunku Yamiego i wróciła do swoich obowiązków do jakich należało wypełnianie papierów, stawianie pieczątek oraz, co najważniejsze ploteczki z koleżaneczką obok, nie ma przecież nic złego w rozmowie z kumpelą którą zna się od lat. Jakbyś się rozejrzał za planem to dostrzegłbyś jedynie plany pierwszego piętra budynku z informacją, że rozkład drugiego jest na drugim piętrze.




- Siedziba władzy -
Recepcjonistka
Strażnik
Yumichika Souren


Prowadzone misje:
B - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
C - " A happy life consists in tranquility of mind " - Ame, Kaito Hozuki
Rezerwacje:
Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2535
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy za ramiona, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://i.imgur.com/zaBOeOp.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 27 sty 2019, o 20:46

Zbliżała się noc. Do posiadłości miałem jeszcze kawałek drogi jednak nie miałem zamiaru się spieszyć. Nie było mi to na rękę. Jeśli wróciłbym wcześniej możliwym by było, że pierdziel zmusiłby mnie do dalszych treningów a to leżało w opozycji z moimi chęciami i siłami. Choć i tak czeka mnie jeszcze rozmowa z nim co całkowicie wyciągnie ze mnie wszelkie siły. Znając go nie powie mi po prostu co wie. O nie. To jest stary pryk, bestia, demon który wyciągnie ze mnie każdą kroplę krwi. Westchnąłem ciężko.
Ulice wciąż były tłoczne. Zbliżał się zmrok a więc większość ludzi zaczęła zwijać swoje interesy i kierować się do swoich domostw. Zwykli pracownicy grupami szli do karczm aby ulżyć sobie po ciężkim dniu jednym bądź kilkoma kuflami zimnego piwa trzymanego w beczkach, w piwnicach przybytków. Część przyjezdnych próbowała znaleźć zajazd, który przyjmie ich na jedną dobę, aby kolejnego dnia mogli wyruszyć dalej w trasę. Można powiedzieć, że Shigashi poza tym, że było miastem kupieckim było też Hubem między krainami. Wszak gdzie ma zatrzymać się karawana zmierzająca z Karmazynowych Szczytów do Samotnych wysp bądź pozostałych południowo-zachodnich regionów kontynentu?
Kiedy zbliżałem się do bram te były dość... przeludnione. Prawdopodobnie jakaś z większych karawan "zgubiła" swoją przepustkę czy inny papierek umożliwiający wjazd do miasta. Znając, życie pewnikiem ktoś już sprawdza w księgach czy rzeczywiście tak duży transport miał przybyć. Zawsze jednak są z tym problemy. Westchnąłem i wsadziłem ręce do kieszeni. Kiedy w końcu doczłapałem do samej bramy okazało się, że Shigashi znalazło sobie nową maskotkę. Dzik, który przypałętał się za mną zrobił furorę wśród drącej się dzieciarni oraz rodziców, którzy wesoło rozmawiali. Chciałem przemknąć obok tego wszystkiego lecz wtedy dostrzegł mnie strażnik.
To, że do mnie podszedł zwróciło uwagę kilku osób i pewnego cosia. Kiedy otrzymałem woreczek z pieniędzmi nie mogłem marudzić. Darmowe pieniądze zawsze dobrą sprawą lecz niekoniecznie wielkie pędzące w twoją stronę cielsko. Pierwszym moim odruchem było postawienie kroku do tyłu zaś na mojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia i przerażenia. Kiedy cielsko się było coraz bliżej chętniej stawiałem kolejne kroki do tyłu aż w końcu plecami dotknąłem murów miasta. Jestem zgubiony. Choć czekaj nie po to uczyłem się tego całego chłamu związanego z chakrą aby teraz zginąć z powodu pieprzonego dzika. Już chciałem wskakiwać na mur gdy bydle nagle zwolniło i stanęło tuż przy mnie starając mnie swym grubym nosem po nodze. Dobra to jest jeszcze gorsze. Gdyby chociaż chciało mi zrobić krzywdę nie wahałbym się. Jednak kiedy coś jest tylko i aż uciążliwe jakoś ciężej mi podjąć odpowiednie kroki. To, że mam sporo rzeczy w dupie nie oznacza, że jestem bezlitosny, ok?!
Moim ratunkiem okazał się być strażnik, który ofiarował swoją pomoc. Fakt, że wcześniej wręcz mi pieniądze wynikało, że wyniuchał interes. Kto nie zapłaci paru monet aby dziecko mogło pobawić się z oswojonym dzikiem. Przecież takiego okazu nie będzie w stanie zobaczyć nigdzie indziej. Skoro tak może i ja coś będę w stanie wyciągnąć.
- 20% z Zysków - odpowiedziałem z ni to uśmiechem ni to grymasem. Wszak wciąż ten pieprzony dzik smyrał mi nogę. To nie było coś przyjemnego!
Skierowałem się następnie do dzika, który merdał ogonkiem i przyglądał mi się spode łba. Czy to coś mnie tak właściwie rozumie?
- Eee... Dobry... dzik... dobry... Ten pan się tobą zaopiekuje. Ja... nie mam odpowiednich warunków... tutaj będzie ci lepiej.
To było dziwne, kłopotliwe, żenujące. Chłopak rozmawia z dzikiem mając nadzieję, że ten posłucha moich słów. Błagałem w duchu, żeby to starczyło inaczej cierpliwość moja by się skończyła a cała historia nie byłaby odpowiednia do opowiadania dzieciom na dobranoc.

Niezależnie od tego co dzik zrobił udałem się do posiadłości Yumichików. Jeśli za mną poszedł... będzie spał pod murem a ja będę każdego dnia przeskakiwał nad nim z drugiej strony aby mieć spokój. Jeśli nie poszedł, chwalcie niebiosa.
Będąc przed bramą uderzyłem dwukrotnie w drzwi. Z całą pewnością ktoś przesunie wizjer i zobaczy, że to panicz wrócił. Wejdę przez nie przejdę po kamienistej ścieżce aż do samego domu i zapytam jedną ze służek gdzie jest stary pierdziel ee to znaczy dziadek, tak tak dziadek. Nie mógł raczej nigdzie wyjeżdżać biorąc pod uwagę trwający trening tej pieprzonej techniki. Tak więc skierowałem się do jego gabinetu, gdzie prawdopodobnie przebywał. Westchnąłem ciężko i rozluźniłem ciało. Uderzyłem dwukrotnie w drzwi.

- Czy mogę Tobie zająć chwilkę - odparłem pokornym głosem.

Kiedy zostałem wpuszczony do środka (o ile zostałem) usiadłem na poduszce przed biurkiem i kiedy dostałem przyzwolenie aby mówić rozpocząłem swój długi monolog.
- Dziadku chodzi o sprawę związaną z tym porannym zleceniem. Kiedy dotarłem do siedziby władz zostałem skierowany do pokoju w którym znajdował się jeden z urzędników oraz osoba, które przedstawiła się jako O... Oci... jako właściciel trzech aptek w Shigashi - cholera zapomniałem jego imienia - Opowiedział historię w której inny alchemik, który ma swoje lokum tuż przy bibliotece wykorzystuje jego recepturę, recepturę która jest dość niebezpieczna w przygotowaniu. W trosce o własne zyski oraz dobro innych ludzi - w odpowiednio ważniejszej dla alchemika kolejności - poprosił mnie abym wykradł recepturę. Poprosiłem wtedy aby podał mi częściowy skład mieszanki abym się nie pomylił przypadkiem przy podkładaniu. Następnie skierowałem się do sklepu drugiego alchemika aby wybadać sprawę. Co ciekawe jego sklep był chroniony przez osobnika, który podobno mógł widzieć nie przyglądając się niczemu. Dziwnie to brzmiało. Pomijając krótką przerwę na posiłek - nagle zaburczało mi w brzuchu. Cholera od rana nic nie jadłem - drobny posiłek... zacząłem pytać się ludzi o ew. zdanie odnośnie sklepu jednego i drugiego osobnika. Oczywiście pytałem tylko o jeden sklep jedną osobę. - musiałem jakoś zatuszować sprawę przespania na polanie kilku dobrych godzin - Ciągle miałem jednak wrażenie, że coś jest nie tak. Dlaczego władze miejskie proszą o pomoc akurat mnie, dlaczego nie są w stanie sami zainterweniować w takiej sprawie, dlaczego zwykły alchemik potrzebuje ochroniarza? Dlaczego ten pierwszy mówi, że po wykonaniu zadania mogę zostać głową rodu? Dlaczego zwykły alchemik miałby taką siłę sprawczą? Pierwsze co przychodzi mi do głowy to Mafia, coś z czym raczej nie warto się wiązać dlatego... przyszedłem prosić ciebie o... radę.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1100
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yamanaka Inoshi » 28 sty 2019, o 22:59

Misja Rangi - C - 29/...


- Rok 386 - Wiosna -
- Yumichika Yami -
- Posiadłość Yumichika -

- Formuła -





" Dziadyga!? "
Ruszyłeś w końcu do swojej posiadłości. No a dzik... Został jak mu kazałeś, słuchał się każdego twojego polecenia, z jakiegoś dziwnego powodu. Nie mniej dotarłeś do posiadłości swojego dziadka i domu w którym mieszkałeś. Sama droga zajęła ci nieco czasu i dzień powoli dobiegał ku końcowi, biorąc pod uwagę samo podróżowanie, kluczenie po uliczkach miasta, rozmowy z alchemikiem czy też nawet zabawę z dzikiem albo drzemkę na polanie... Było już grubo po południu. Było tak jak się spodziewałeś, dostosowałeś się do rytuału wkroczenia do posiadłości, dostrzegli cię i wpuścili, w końcu byłeś paniczem, najmniej ważnym ale zawsze. Dziadyga raczej nie zamierzał ci odpuścić tej techniki, nawet jak już skończysz zadanie które rzucono ci pod nogi. Pytanie dziadka o rady nigdy nie przychodziło prosto, było to niczym przyznanie się do intelektualnej porażki, popełnienia błędu i kompletnej nieudolności ale też strachu i potrzeby mądrości, co tylko udowadniało Sourenowi, że nie jesteś gotowy i potrzebujesz więcej szkolenia. Gdybyś go nie potrzebował radził byś sobie sam. Zastukałeś do drzwi i po krótkiej chwili nieznacznie się one rozsunęły a z małego lufciku wyglądał twój dziadek z piekielnie poirytowanym spojrzeniem.
- Już wróciłeś? Pewnie powiedziałeś, że ci się nie chce i spałeś na polu nim tutaj wróciłeś. Już ja cię znam leniu! - W tej chwili uderzył swoją laską w podłogę która wydała z siebie dźwięczący stukot który wgryzał się w twoją głowę jak jakiś drewniany świder.
- Chodź... - Cofnął się wtedy i skierował do swojego fotela. Sam musiałeś otworzyć sobie drzwi, trochę wysiłku raczej ci nie zaszkodzi, a te minimum potrzebne do drzwi jest w sam raz na pokorę.
- Ohaju? Czasem u niego kupujemy produkty. Dość w porządku handlowiec, nie powiem. Nigdy nie starał się mnie okantować a takich to ja od razu poznaję z moją laską. - Twój dziadek nie tańcował ostrożnie nawet w handlu. Jeśli było trzeba to nie tylko pieniądzem potrafił wyperswadować swoją racje. Co jak co ale nawet mimo temperamentu raczej nie oszukiwał innych a dążył do korzyści rodu ale i korzyści dla innych wynikającej z wspólnej współpracy.
- Niektóre produkty są niebezpieczne, nie można z nimi igrać. Kradzież? Takie rzeczy się zdarzają, konkurencja jest wysoka. - Mówił zainteresowany tematem dziadek, o ile początkowo był poirytowany to teraz już się uspokoił bo może faktycznie dobrze zrobiłeś przychodząc do niego ze swoim problemem. Wierzysz we wszystko co usłyszysz Yami? Jeśli tak to musisz się pilniej uczyć - Powiedział zdegustowany twoim pytaniem o ochroniarza. Nie mniej sam ochroniarz w tym miejscu mógł wydawać się dziwnym posunięciem, któż jednak mógł wiedzieć po co Hideyoshiemu takowy.
- Może wynajął go bo ktoś mu groził albo się kogoś bał? Takie rzeczy się zdarzają a wydaje mi się, że konkurencja pomiędzy nim a Ohaju jest spora. - Spekulował bo nie włączał się w wojnę handlową która go nie dotyczyła. Obserwował i monitorował chcąc wysunąć z niej jak najwięcej wniosków i kto wie, jak zareagować w przyszłości. Czasem lepiej jednak nie reagować wcale by zbudować sobie jeszcze większe pole do kolejnych poczynań.
- A przyszło ci do głowy, że to Ohaju chciał się z tobą spotkać i tylko wybrał tamto miejsce płacąc urzędnikom za załatwienie sprawy w tamtym miejscu? Może myślał, że Hideyoshi będzie wiedział... Powiem chłopcze, że ta sprawa staje się skomplikowana i jeśli czegoś nie zrobimy to może dojść do eskalacji. Jeśli obydwaj, zakładając, że boją się siebie nawzajem... - Wtedy przerwał opierając się mocno plecami o oparcie. Wziął głęboki oddech oddając się na chwilę przemyśleniom które w przypadku tej sprawy musiały być dokładne.
- A skąd pewność, że zwykły? Nie zastanowiło Cię dlaczego samotny sklepikarz rusza na wojnę z całym koncernem? Jest albo głupi albo ma jakieś plecy... Co do nich mamy trzy wyjścia. To musi być któraś z rodzin. - Dalsza twoja wypowiedź traktująca o głowie rodu w postaci Yamiego spotkała się jedynie z szerokim uśmiechem niedowierzania. Kto by chciał uczynić faktycznie Yamiego głową jakiegokolwiek rodu?
- Ohaju naprawdę musi Ciebie nie znać skoro takiego lenia jak ty próbował w ten sposób przekonać. Chcesz to zrobić, Yami? - Musiał zapytać czy rzeczywiście planujesz jakiś ruch w tej sprawie. Dziadek pilnował bezpieczeństwa swoich młodych lecz, ostatecznie miałeś prawo o sobie decydować sam, do pewnego stopnia i najwyżej płacić tego konsekwencje. Nie byłeś następcą więc... W razie czego byłaby to marna strata.

Kafuso
Ohaju
Recepcjonistka
Strażnik
Yumichika Souren
Hideyoshi


Prowadzone misje:
B - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
C - " A happy life consists in tranquility of mind " - Ame, Kaito Hozuki
Rezerwacje:
Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2535
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy za ramiona, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://i.imgur.com/zaBOeOp.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 30 sty 2019, o 22:52

Wysłuchałem całego długiego monologu dziadka. Nie przerywałem mu. Lepiej żeby wyrzucił z siebie wszystko co leży mu na starej wątrobie, niż potem miałbym dostać w łeb za to, że się wtrącałem. Z częścią rzeczy się zgadzałem. Nawiązanie do mafii było pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy jeszcze za czasów rozmów z kilku co prawda powodów. Nie mniej jednak rzeczywiście brać na wiarę większość rzeczy jest zwyczajnie głupie. Choć głupim byłoby rzucenie w ochroniarza swoim notesem by sprawdzić, że rzeczywiście widzi. Głupi/Mądry po szkodzie. Sam nie wiem czy ostatecznie bym to zrobił, no ale cóż.
Kwestia spotkania w urzędzie też jest jakaś taka niepewna. Jeśli rzeczywiście pokój został wynajęty wówczas kim był ten śmieszny ludzik? Zwykłym pomocnikiem czy rzeczywiście urzędnikiem? W sumie nie jest to teraz jakoś mocno istotnie. Jednak to właśnie ten pomocnik ostatecznie nawiązał łączność między mną a alchemikiem... ten nie koniecznie by o mnie słyszał, prędzej władze miejskie, do których informacja o wydarzeniach z Ryuzaku... Choć z drugiej strony jeśli sprzedaje swoje towary w Ryuzaku i do niego informacja o tych rzeczach powinna trafić... choć przecież nigdy nie mówiłem, że jestem Yumichika ani skąd pochodzę... chyba... tak więc jak?
Głowa zaczęła mnie cholernie mocno boleć, złapałem się za nią i zacisnąłem zęby. W końcu dłonie ześlizgnęły się z czarnej czupryny i opadły na nogi. Westchnąłem. Nie dojdę do tego tylko myśląc biorąc pod uwagę wszystkie dzisiejsze rozmowy. Jednak słowa dziadka dotyczące Mafii sprawiły, że odetchnąłem z ulgą, znaczy nie do końca albowiem oznaczało to, że mogłem wpakować się w niezłe szambo. Mogłem się czuć spokojniejszy będąc świadomym, że nie tylko ja tak to wszystko odebrałem. Tak więc co zamierzam począć?
- Jak to mówiłeś dziadku? Bilans zysków i strat... Niepowodzenie oznaczałoby po pierwsze zrujnowanie nazwiska a więc także dotknęłoby to i Ciebie i całą tą rodzinę, dodatkowo sam trafiłbym do więzienia i pewnikiem tam jedna z rodzin zaczęłaby by próbę "zawarcia przyjaźni". Poza tym jaką mamy pewność że to nie zostało z góry opracowane przez Ohaju i tego drugiego? Przecież, to my prowadzimy gildię kupiecką, nie mamy konszachtów z Mafią... prawda? - spojrzałem na dziadka podejrzliwie - nie odpowiadaj nie chcę wiedzieć - szybko dodałem - tak więc próba przejęcia przez jednej z rodzin jest prawdopodobna. Co mamy po zyskach - rozłożyłem ramiona - O ile wszystko z góry nie było prowokacją to tylko parę złotych monet i wdzięczność alchemika. Gra nie warta świeczki. Nie dla mnie.
Spojrzałem w kierunku dziadka oceniając jego oblicze. Nie miałem pojęcia czy podejmuję słuszną decyzję, z całą pewnością bezpieczną. Wszak dla czego miałbym ryzykować tak wiele? W imię jakiej sprawy? Jeśli Hideyoshi jest szarlatanem po jednej czy dwóch nieudanych próbach straci zaufanie klienteli a ta określi go mianem partacza. Ocipiał wygra na każdym froncie. Po co więc się wychylać?
Podniosłem się z klęczek i podziękowałem pierdzielowi za radę. Całe szczęście nic nie mówił odnośnie "należnego za pomoc", co prawda jesteśmy rodziną ale ta zołza zawsze znajdzie jakiś sposób aby mi dopiec. Westchnąłem.
- Jutro z rana udam się do Siedziby władz miejskich, chciałbym mieć to jak najszybciej z głowy.
Po tych słowach wyszedłem z gabinetu mając nadzieję, że będę mógł spokojnie iść spać, jest już wszak noc, czy raczej późny wieczór. Mogłem udać się na spoczynek.

Następnego dnia udałem się do Siedziby władz. Nie było to jednak z samego rana, lubiłem się dobrze wyspać po wyczerpującym dniu a biorąc pod uwagę ostatnie dni... przydało mi się to niesamowicie. Kiedy znalazłem się już w Siedzibach zwróciłem się do osoby obsługującej recepcję iż chciałbym spotkać się z Kwasem. Dopiero po dojściu do mego... przejęzyczenia miałem nadzieję, że uda mi się spotkać z grubasem. Dlaczego nie z Alchemikiem? Ma trzy sklepy, szukanie każdego z osobna będzie zbyt męczące.
Kiedy już w końcu udało mi się spotkać z grubasem odparłem leniwym tonem.
- Mam wrażenie, że coś zostało przede mną ukryte w ramach zadania alchemika. Dodatkowo uznałem, że ryzyko jest stanowczo za duże. Może się znajdzie ktoś inny, który zdoła wam pomóc. Żegnam.
Opuściłem siedzibę i wyruszyłem na łąkę, przecież zawsze mogę powiedzieć, że było tłoczno i trochę trwało nim dotarłem do odpowiedniej osoby, a tak... mogłem jeszcze trochę odsapnąć nim ponownie zostaną wrzucony w czeluści męczeństwa.

Taki przynajmniej były plany. Tak to wszystko wyglądało w mojej głowie. Jak będzie naprawdę? Mam nadzieję, że tak jak sobie to planowałem.


z/t ?
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1100
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yamanaka Inoshi » 30 sty 2019, o 23:48

Misja Rangi - C - 31/31


- Rok 386 - Wiosna -
- Yumichika Yami -
- Posiadłość Yumichika -

- Formuła -





" Rezygnacja "
Dziadek wysłuchał tego co miałeś mu do powiedzenia, wyraz jego twarzy, jak zawsze był pełen zagadek i tajemnicy która gdzieś tam siedziała głęboko w tej starej głowie. Wyraziłeś to co leżało ci na wątrobie, młodej, nie przepitej sake oraz, ostatecznie, nawet mimo nie bycia następcą głowy rodu, wciąż zależało ci na rodzinie i na jak najlepszej ocenie, sławie i imieniu rodu Yumichika.

- Sam podejmujesz swoje decyzje Yami. Czas pokaże czy było warto. - Zakończył enigmatycznie, chociaż w tych słowach było trochę racji, jako kupiec musiałeś oceniać zyski i straty, dobrze o tym pamiętałeś. Musiałeś myśleć o tym co będzie jutro, po jutrze i za miesiąc, tak jak prawdziwy sprzedawca oszacowałeś, że nie warto się w tą sprawę mieszać, nie będzie zysków ale nie będzie też strat w postaci pieniądza ani jeszcze wartościowszej reputacji. Dziadek miał swoje sprawy którymi musiał się zająć, lepiej było mu nie przeszkadzać, zawsze się przecież denerwował gdy przerywało mu się pracę bez powodu lub zabierało cenny czas marnując go na jakieś głupoty. Poinformowałeś go o swojej decyzji, chciałeś zrezygnować z tego zadania, dziadyga przyjął to całkiem spokojnie ze spokojem wymalowanym na twarzy. Mruknął kilkukrotnie tylko gdy wychodziłeś.

Kolejny dzień niósł za sobą koniec tej jakże zaskakującej oferty pracy. Udałęś się ponownie do siedziby władzy i umówiłeś się na spotkanie z pośrednikiem, urzędnikiem Kafuso. On siedział w swoim gabinecie do którego skierowała Cię recepcjonistka panie Masahi Kishimoto. Na miejscu rozochocony urzędnik był zainteresowany tym czy masz jakieś nowe informacje czy może przyszedłeś zadać dodatkowe pytania. Jego uśmiech zrzedł gdy oficjalnie odmówiłeś zajęcia się sprawą. Nie mógł nalegać dalej bo wiedział, że nic nie wskóra, gdyby to było wczoraj to kto wie, lecz dzisiaj, prawdopodobnie po dokonaniu drobnego zwiadu, już takiej szansy nie było. Nawet nie miał za bardzo jak cię powstrzymać, bez Ohaju w pomieszczeniu zgubił swój język i nie wiedział na co może sobie pozwolić a na co nie. Nie łatwo być chorągiewką na wietrze która obraca się w kierunku tego który zapłaci więcej, w tym wypadku Ohaju. Musiał znaleźć kogoś innego a było mu to jednak bardzo nie na rękę.

Twoje męczeństwo miało wciąż trwać, nawet nie spodziewałeś się jaki psikus został Ci zgotowany przez los. Zarówno teraz jak i wcześniej nie napotkałeś pod bramą strażnika ani dzika. Wyglądało na to, że dogadali się ze sobą i poszli. Zamiast tamtego mężczyzny stał inny, który całkowicie cię ignorował. Jedna dziwność mniej... Do czasu bo jak dotarłeś na łąkę zobaczyłeś chłopa w białej koszuli o rysach twarzy strażnika który siedział pod twoim drzewem a obok niego spał sobie w najlepsze dzik...

Kafuso
Ohaju
Recepcjonistka
Strażnik
Yumichika Souren
Hideyoshi


Prowadzone misje:
B - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
C - " A happy life consists in tranquility of mind " - Ame, Kaito Hozuki
Rezerwacje:
Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2535
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy za ramiona, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://i.imgur.com/zaBOeOp.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość