Opuszczony Budynek

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 10 gru 2017, o 19:35

Niewielki budynek znajdujący się na wschód od traktu swe najlepsze lata ma już za sobą... Spróchniałe drewno, ledwo trzymające się drzwi czy pokaźna dziura w dachu są pewnymi problemami, jednak nie można odmówić jednego... Dalej znajduje się w niej część mebli i być doskonałą bazą wypadową, pomimo, że pozory mówią inaczej... Chatka posiada tak właściwie cztery pomieszczenia: Ogólne które zajmuje połowę powierzchni, stara sypialnia ze zniszczonym łóżkiem oraz całkowicie pusty pokój mogący być niegdyś kuchnią... A także piwnica, która jest największa bo zajmująca tyle samo metrów kwadratowych co nadziemna część budynku.
Na zewnątrz znajduje się kilka pozostałości płotu, dziko rosnące rośliny oraz pokaźny dołek... Nic więcej. Jednak trakt jest dość niedaleko, więc można go obserwować stamtąd i nawzajem.

Obrazek

Jednak niekiedy stare rzeczy znajdują użyteczność z biegiem czasu, tak też i było tym razem... Ruina stała się praktycznie bazą zamaskowanego najemnika o imieniu Kurusu, kuglarza który pilnie potrzebował taniego schronienia oraz miejsca na warsztat do projektowania i tworzenia nowych kukieł... A akurat ten budynek był idealny, pomimo okropnego stanu który mógł przynosić na myśl wygląd nieruchomości przed zawaleniem, pobyt wewnątrz był darmowy a miejsca wystarczająco na wszelkie ustrojstwa...
Nowy właściciel zajął się nawet remontem mebli, niewielu ale tych najbardziej potrzebnych... O ile na połamanym łóżku dało się spać, to praca przy mechanizmach na podłodze nie była najmilszą rzeczą dla pleców... Dlatego w piwnicy na czas zimy stoi naprawiony, duży choć o wątpliwej solidności stół oraz krzesło znajdujące się obok. Domontował nawet rurę w piwnicy, która odprowadza na powierzchnie dymy z procesu spalania pochodni, która często jest zapalona.
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 13 gru 2017, o 17:23

Ruinę którą niegdyś można było nazwać budynkiem, wypełnił dźwięk ciężkich kroków... O to obecny "domownik" schodził do piwnicy wraz z zakupionym towarem... A ta, była idealna jako warsztat i tymczasowa sypialnia na czas zimy... Kolejnym dźwiękiem był huk uderzenia worka o stół... Kurusu właśnie wyjmował wszelkie elementy do swojej nowej kukły, rzucił wzrokiem w bok, by ujrzeć rozmontowaną lalkę którą dostał od Masaru, nie podobała mu się a akurat potrzebował kilku części, a gdy wszystko wyłożył już na stole sięgnął do swego uniwersalnego niezbędnika, wyjmując śrubokręt, młotek i inne narzędzia.
- A więc do roboty. - mruknął do siebie, zapalając pochodnie a następnie siadając przy stole, rozłożył jeszcze kartkę z planami konstrukcyjnymi i sięgnął po pierwsze części...
Na szczęście zamówienie zostało zrealizowane po mistrzowsku, kształt wszelkich części był przygotowany tak samo jak metalowy szkielet, który czekał na podłączenie stawów. Jednak zanim się tym zajmie... Sięgnął do korpusu, by włożyć do środka najważniejszą obecnie rzecz... Dwa magazynki, staranie ułożył bronie na ich taśmach podających a następnie kanistry znalazły się obok siebie, teraz tylko jedną część szkieletu między nie, by ustabilizować wszystko... I gotowe! Teraz czas zająć się bronią... Począwszy od Wielkich Kunaiów, z nimi nie było trudne... Wystarczyło po włożeniu ich w wycięte już otwory, przykręcić kilka grubych śrub, by unieruchomić broń a następnie domontować do ręki. To był mały problem, większym była wyrzutnia kunaiów. Trzeba było poprowadzić jej segmenty obok metalowych części, tak, aby nie osłabić budowy całego tworu.
Na szczęście, pomimo potencjalnej pracochłonności poszło nawet gładko. Schody były przy skalibrowaniu podajnika kunaiów, ale udało się...
Teraz czas zająć się nogami... Te były najprostsze bo nie istniały tam żadne mechanizmy poza stawami. Tu było prosto. Pozostała wyrzutnia senbonów... Była krótka, więc nie problem było ją włożyć. Problemem było dopasowanie "czaszki", by nie blokowała broni i jednocześnie utrudniała dostrzeżenie lufy. Koniec końców, rozwiązaniem okazało się nieznaczne wysunięcie czaszki do przodu. Potem połączenie stawów i vualla! Kukła gotowa.

Zrobione. Kurusu jedynie wstał i sięgnął do worka po dwie rzeczy...
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 13 gru 2017, o 17:37

Dwa zwoje leżały przed Kurusu, a ten spoglądał to na nie, to na Ichitsu a to na Niitsu... To był czas, aby zapieczętować te kukły w zwojach, by oszczędzić sobie problemów z plecami... Jeszcze tylko tego mu brakowało, ledwo przeżył spotkanie z karczmarzem w Sogen i tyle mu wystarczy. Przeciągająca się cisza trwała i trwała, jednak została przerwana przez strzał palcami... Kuglarz sięgnął po zwój i kilka kartek obok wczytując się w nie, dawno tego nie robił... Wiedział co i jak, ale praktyka była... Chyba jeszcze zanim opuścił wioskę.
W teorii brzmiało to łatwo, ba! Powinno być łatwe, to po prostu pieczętowanie broni ale większej. Co może być w tym trudnego?
- No to jedziemy z tym koksem... - westchnął kładąc Ichitsu na stole, ręka na zwoju i minuta skupienia, po której powinna się pojawić formuła... Ta na szczęście się pojawiła a teraz... Przelanie chakry do pieczęci i kukły. Da się zrobić. Najemnik przez pewną chwilę wahał się, ale zrobił tak jak mu umysł i instrukcje spisane na szybko podpowiadały... Zapomniał jak to jest, gdy koło ciebie pojawia się dym... Przynajmniej jedna z lalek była zapieczętowana... Czas powtórzyć operację z Niitsu. Tym razem zrobił to pewniej i musiał przyznać, że cóż... Było to nawet ciekawe. O ile nigdy nie lubił pieczętować czegokolwiek, to tym razem miał swego rodzaju uśmiech na twarzy. Wspaniała nazwa jego kukły pojawiła się na zwoju! Przygotował szybko te dwie sztuki i przypiął w swoim pasie, by były gotowe. A potem będzie musiał się zająć resztkami kukły Masaru, bo jej części dalej się tu walają... Ale teraz czas wrócić do miasta, trzeba zarobić...
Nauka Kugutsu no Fūin


z/t
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 25 kwi 2018, o 21:03

Oto znowu powrócił do swojego Batcave'a. Jego baza nic się nie zmieniła od kiedy tu ostatni raz był, poza brakującymi deskami w dachu czy gdzieniegdzie plantacją grzyba. Gdyby nie to, że teraz nie ma czasu, to próbowałby ocenić jaki to jest gatunek... Jednakże znajdywszy się wewnątrz, od razu skierował swoje kroki do piwnicy, która była jedynym pomieszczeniem utrzymanym w jako takim porządku. Musiał rozlokować swój nowy ekwipunek tam, a targać tylu rzeczy nie ma zamiaru.
Sprawnie przesunął dodatkowy stół w okolice podobnego, który służył mu jako stanowiska pracy nad lalkami, a następnie otworzył worek wyjmując z niego najróżniejszą zawartość... Potężna ilość fiolek, szkła i innego przedłużenia aparatury chemicznej znalazła się na stole, a następnie upewniając się, że szuflada jest dość sucha schował w niej zioła. Tak o to pozbył się ładunku i od razu skierował się do wyjścia, bo czas, aby ponownie zająć się czymś użytecznym w Shigashi no Kibu...

z/t
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 24 maja 2018, o 23:18

W ruinie dało się usłyszeć wiele dźwięków tego dnia... Obecny władca tej posiadłości, Kurusu, siedział przy swojej aparaturze chemicznej znajdującej się w piwnicy, mając przed sobą kartkę i zestaw dużej ilości ziół. Dzisiaj w końcu jego kukła miała osiągnąć 100% możliwości bojowych. Na razie jednak musiał w rozsądny sposób stworzyć swoją pierwszą toksynę, niezbyt silną w założeniach, ale wystarczającą na dobry początek.
- Trzy garście skrojonego Pustynnego Języka... - mruczał do siebie, tnąc roślinę, która kształtem przypominała język... Za każdym cięciem wydobywał się z niej dość... Nieprzyjemny dźwięk a także ogromna ilość soku, stąd starał się ciąć tuż przy misce, by jak najmniej tej substancji zmarnowało się. Było to proste, nawet śmieszne zważywszy na gąbkowatość zielonego organizmu, dlatego też szybko się z tym uwinął.
- Zmiażdżona garść Szyszek Słonecznych... - kolejne słowa pod nosem i dźwięk wspomnianych szyszek, wpadających do moździerza, a następnie energiczne uderzanie w przyrządzie i pękanie wspomnianych obiektów. Kuglarz przez około dwie minuty miażdżył je, chcąc się upewnić, że będą odpowiednio zgniecione, gdy tylko skończył przesypał zawartość do tej samej miski, gdzie znajdowały się kawałki Pustynnego Języka.
- Jeden Korzeń Brunatny... - dźwięk silnych uderzeń małą siekierą o wspomniany element rośliny, wypełnił piwnicę, a następnie uderzenie jej resztek o pozostałe elementy. Zamaskowany sięgnął następnie po glinianą butelkę i po powąchaniu jej, przelał zawartość do naczynia. Pomieszczenie wypełnił silny zapach alkoholu, bardzo silny. Następnie w ruch poszła łyżka, gdy mężczyzna zaczął mieszać wszystkie komponenty swej toksyny, przy tym obserwując czy aby na pewno się rozpuszczają jak należy... Bardzo powoli szło, stąd podstawił obok pochodnie, by podwyższych temperaturę całej mieszanki... Wszystko zaczęło powoli zieleniec, a z każdym ruchem łyżki całość wyraźnie stawała się coraz bardziej rzadka, do tego stopnia, że możliwe, że by woda stawiała mniejszy opór... Tak czy inaczej, wszelkie składniki znajdujące się wewnątrz rozpuściły się pod wpływem alkoholu, który powinien wkrótce stracić swoją moc. O to było zakończone.

Zamaskowany wstał od stołu i biorąc sporą misę, podszedł do swej zaufanej kukły, Ichitsu, której ostrza jeszcze dziś zakosztowały krwi, a następnie zaczął przelewać zawartość do zbiornika znajdującego się wewnątrz. Niewiele wypełniło... Niestety. Ale na obecną chwilę, było to wystarczające. Chyba. Powinno być przynajmniej. Gdy tylko zamknął ponownie "wnętrzności" Jedynki, ponownie zapieczętował ją we zwoju.
- Czyżby nadszedł czas, na odbiór zamówienia? - mruknął sam do siebie, obserwując przy wychodzeniu z piwnicy ułożenie Słońca na niebie, wszystko na to ewidentnie wskazywało, ale musiał jeszcze jedną rzecz zrobić...
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 24 maja 2018, o 23:24

Falowanie... Falowanie... Zamaskowany właśnie starał się wprowadzić swoją broń w ruch falisty. Po co? Właśnie uczył się techniki Genjutsu, która z pewnością uratuje mu wiele razy życie. Choć po ostatniej misji stał się troszeczkę... Pewny siebie? Tak, to dobre słowo. Ale wracając. Niestety pozbawiony królików doświadczalnych, musiał poświęcić się samej teorii. Dlatego też bez przerwy falował swym mieczem, starając się nadać temu efekt podobny do falowania liścia na wietrze... Robił to tak cały czas... Akurat obserwowała go jakaś surykatka, która zahipnotyzowana była w ruch miecza obosiecznego... Najwyraźniej technika zaskutkowała, choć trudno było sensownie przelać chakrę… Tak czy inaczej, czas ruszyć się po zamówienie...


z/t
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 18 cze 2018, o 23:11

Tygrys i Baran... Jedynie dwie pieczęcie niezbędne, do nauki jednego prostego Jutsu... Genjutsu krępujące to jedna z najwspanialszych rzeczy, jaką wymyślili Shinobi a przy tym coś, co będzie nieopisywalnie użyteczne w rękach Nowego Członka Triady. Łapanie celi będzie łatwe jak nigdy dotąd... A teraz do roboty, na szczęście w tym budynku krząta się wiele zwierząt, które mogą posłużyć za doskonałe króliki doświadczalne! A znalezienie ich nie jest problemem biorąc pod uwagę, że znajdują się w jednym pomieszczeniu, niczym w terrarium. Kurusu nie myśląc długo powoli otworzył drzwi, płosząc nieco szkodniki i zaczynając składać pieczęcie i przelewać chakrę w swym organizmie. Zgodnie z Jego przewidywaniami, pierwszy lepszy szczur - to znaczy ten na którego patrzy, powinien zostać unieruchomiony... Według opisu przez ruchome piaski lub coś w tym rodzaju... Cholera wie. A efekt był... Przewidywalny. Szczur stanął i pomimo rozpaczliwych ruchów, nie mógł wydostać się z pułapki swego umysłu. Więc nauka Kyakubu Satsu jest zakończona sukcesem. Wspaniale...
Po stwierdzeniu tego prostego faktu, Kurusu jedynie zamknął drzwi za sobą i ruszył w kierunku wyjścia w oczekiwaniu na jedną postać, z którą był tutaj umówiony.

Nauka Kyakubu Satsu
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 18 cze 2018, o 23:40

Przed drzwiami już stał Potężny Człowiek. Blondyn ubrany w czerwony bezrękawnik, szare spodnie oraz czarne, skórzane, okute buty stał z założonymi rękoma przed budynkiem. Pierwszym co rzuciło się w oczy to wzrost, który na pewno wynosił minimum 2 metry oraz złowrogi uśmiech. Gdy tylko ujrzał wychodzącego z wewnątrz mężczyznę, ubranego w co najmniej eleganckie ciuchy jego uśmiech jeszcze bardziej się powiększył i uniósł rękę w geście przywitania.
- O! Maskuś! - rzucił prześmiewczo, wyraźnie żartując sobie z ogromnego kontrastu pomiędzy jego ubiorem, a tym Kurusu. Nawet pomimo temperatury, z pewnością mięśniakowi nie było zimno. Zanim jednak zdążył odpowiedź, rozmówca o imieniu Iwane podniósł palec, jakby przewidując, że Kuglarz zechce zripostować lub grzecznie poprosić o nieużywanie tego przezwiska.
- Zanim cokolwiek powiesz, powiem Ci jedno. Gówno mnie obchodzi to co wyjdzie z twoich ust! Idziemy za tą twoją ruinę i trenujemy! Rozumiesz?! - niemalże krzyknął z chorym podnieceniem, Ayatsuri nie od dzisiaj wiedział, że Iwane swego czasu wywołał niezłą bójkę w Szkarłatnej Spelunie i tam też zabił trochę ludzi. Od tamtego czasu ma zakaz pojawiania się, ale tu i tam słychać o pobiciach. Pewnym było, że uwielbia walczyć, a chęć nie dostania w twarz z pięści wielkości kuli armatniej, był wystarczającą motywacją. Dlatego w milczeniu zaprowadził go na tył budynku.
Tam też stanął przed nim w odległości 15 metrów. Dzisiaj miał zamiar przetestować technikę Hana Kahen Tonsou. Kolejne Genjutsu, które tym razem nie wymagało żadnych pieczęci, absolutnie żadnych... A na czym polegało? Na tym, że trafiony widzi setki lub tysiące płatków kwiatów, a używający między nimi "pływa"... Trudno trafić coś co rozpływa się nienaturalnie prawda? Zaburzenie kształtu, to jeden z tych szczegółów, który może zrujnować zbudowaną przewagę przez najzwyklejsze nietrafienie o milimetry w jeden punkt. Przeciwnik wtedy z pewnością zdąży zadać jeden potrzebny cios, by wyrównać losy walki i odwrócić kartę! W czasie walki z tamtym Samurajem byłoby to nieocenione...
Jednak co innego teraz przykuło uwagę Kurusu, konkretniej nagły ruch Iwane, który zamierzał wpakować swoją pięść w twarz, a także i maskę Zamaskowanego. Chodząca góra była szybka, ten problem. A przy tym jej uderzenie mogło zabić, jego "kolega" i partner treningowy raczej nie będzie miał z tym żadnych problemów... Stąd Elegancki zareagował szybko, czuł jak chakra przepływa przez swoje ciała a następnie widząc zdezorientowanie na twarzy przeciwnika, był pewny, że Genjutsu zadziałało. Chaotyczne uderzenia były wymierzane tu i tam, jednak za pomocą kabury od miecza dał rady lekko uderzyć swego, dużego kolegę. W odpowiedzi ten po prostu się... Zaśmiał. Klepnął w plecy Zamaskowanego, przez to ten niemalże nie zrobił naleśnika na ziemi. Wyglądało, że kolejna technika nauczona... Ale odpoczynek dobrze zrobi...

Hana Kahen Tonsou - nauczone
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 19 cze 2018, o 13:04

Jedziemy dalej... Tym razem techniką do nauki jest Jigoku Koka no Jutsu. Genjutsu o tyle specyficzne, że działa nawet na zmysł dotyku, co jest dość... Niespotykane. Przynajmniej na tym poziomie, nie mówiąc o wcześniejszym. Z tego co zdążył wyczytać jest to technika często mylona z Techniką Kuli Ognia, głównie ze względu na wspólny element w postaci wspomnianej kuli oraz podobne pieczęcie. Osobiście nie mógł tego, stwierdzić ale skoro tak mówią, to tak pewnie. Z pewnością się przyda, w razie sytuacji, gdzie trzeba wyciągnąć ciężką artylerię. Trafi się jakiś Łysol, który będzie chciał mu przełożył pałką przez pysk, ram-pam-pam i leci miła kula ognia, której tak naprawdę nie ma! Czysty profit.
Dlatego czas przejść do praktyki. Kurusu zaczął składać pieczęcie Węża, Tygrysa, Małpy, Świni, Konia i Barana, przy tym przyglądając się swojemu partnerowi. Po pierwszej sekundzie, na minie tamtego widać było zaskoczenie.
- Hola! Hola! Hola! Nie umawiałem się na jakieś Katony! - krzyknął biegnąc w bok... Po kilku sekundach krzyczał, pewnie go "nieprawdziwe ognie" dosięgły, nie pozostawało nic innego, jak go wyciągnąć z Genjutsu za pomocą przelania Chakry. Poskutkowało. I to był moment na chwilowy odpoczynek.

Jigoku Koka no Jutsu - zrobione.
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 19 cze 2018, o 18:26

Sesja Treningowa praktycznie już się skończyła... Iwane zbierał się, coś tam mamrocząc, że Genjutsu jest dobre dla pedałów. Kurusu jedynie przekręcił głowę, nie zgadzając się z jego stwierdzeniem, ale nic nie mówił... Czemu? Bo miał doskonały plan jak przetestować technikę Kori Shinchu no Jutsu... Polegała na tym, że poszkodowany wpada w błędne koło a do zadziałania, potrzebowała jedynie złożenia trzech pieczęci... Nie było to najbardziej skomplikowane jutsu na świecie, jednak uczciwie trzeba stwierdzić, że przydatne. Po co ma walczyć z kimś tam, skoro ten zmęczy się z 20 razy będąc w tym Genjutsu? A teraz czas przejść do praktyki, a celem będzie nie kto inny jak Iwane. Tygrys, Wąż i Baran... Trzy pieczęcie zostały momentalnie złożone, a teraz ten kretyn będzie okrążał jego mieszkanie, przy tym nie będąc nawet świadom tego faktu! Ach Kurusu, ty geniuszu!
I cóż... Tak było, najwyraźniej iluzja zadziałała jak miała, bo co jakiś czas widział swego partnera, który mijał jego "domek"... Da mu 10 minut, a potem go uwolni z niej, bo to aż przykre na to patrzeć. I tak też się stało, choć pod koniec ten skapnął się, że gdzieś widział tą chatkę... Po lekkim dotknięciu go i przelaniu chakry, wszystko przestało działać. Ten jedynie nabluzgał i sobie poszedł, mamrocząc, że jest spóźniony.

Kori Shinchu no Jutsu - już.
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Kurusu » 20 cze 2018, o 12:09

I ostatni trening na dzisiaj... Przy tym najgorszy. Kokoni Arazu no Jutsu. Technika do której zbędne były pieczęcie i polegała na zmianie pewnego szczegółu. Choć większe obrazy także mogła zmieniać, podobno nie wyglądało to specjalnie dobrze i realnie, więc nie jest to coś co zamierza testować... Przynajmniej nie teraz. Głównym problemem była jednak nauka tej przeklętej techniki, najlepszą opcją był jak na razie trening teoretyczny... Więc czytanie, czytanie i jeszcze raz czytanie... To było coś co Kurusu w tej chwili robił, bo co miał innego do roboty? Inaczej się nie nauczy... Zamiana małych szczegółów takich jak cyfry, litery, czy może i nawet kolor oczu? Chyba. Tak czy inaczej, potencjalnie przydatne, jak będzie trzeba komuś utrudnić dotarcie do upragnionego celu, bo nie ma co się oszukiwać. Poza tym te Jutsu może być bezużyteczne. Ot tak po prostu. Do niczego nikomu nieprzydatne i leżące w szufladce technik. Choć może kiedyś będzie użyteczne, gdy będzie twierdził, że cena jakiegoś produktu jest inna? W sumie... To jest myśl, najwspanialsze fałszerstwa cenowe zawsze są wspaniałe dla portfela. Szczególnie portfela Kuglarza, ale jak na razie trening raczej skończony, czas się zająć sensownymi rzeczami.

Kokoni Arazu no Jutsu - wyuczone


z/t
Kurusu
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Jun'ichi » 28 paź 2018, o 17:02

Smoczy oddech
D
Zan
1/15


Wszystko wokół wirowało, podskakiwało i falowało z niewiadomego powodu. Może było to święto lasu? W końcu z jakiego innego powodu drzewa otaczające Cię ze wszystkich stron miałyby bujać bioderkami na boki i gałęziami w rytmie melodii, która siedziała ci w głowie od... właśnie, od kiedy? Wytężając swój zapijaczony już z lekka umysł, zdałeś sobie sprawę z tego, że ostatnim razem słyszałeś tą melodię w pewnej karczmie, która znajdowała się... no tam, wiesz gdzie. Ale nie wskażesz, jest już daleko. A może blisko? Kogo to właściwie obchodzi? Tak czy inaczej wszystko wyglądało fantastycznie i przyjaźnie, słońce dość przyjemnie grzało mimo tego, ze była już jesień, a ptaki ćwierkały wszędzie wokół. Ćwierkały wprawdzie odrobinę zbyt głośno ale... nie! W sumie to darły ryje jak powalone! Z każdą kolejną chwilą zdawało Ci się, że to nie ćwierkanie, a same dzioby tych opierzonych szatanów wbijają Ci się w głowę, w której i tak miałeś już niezła sieczką po wczorajszej imprezie urodzi... imieninowej? Nie, to chyba była impreza z okazji braku okazji.
Nie szedłeś ścieżką, zgubiłeś ją już jakiś czas temu i teraz po prostu błądziłeś po lesie nawet nie zdając sobie z tego do końca sprawy. W głowie kręciło Ci się coraz mocniej, a z brzuszka doszedł jakiś stłumiony odgłos, jak gdyby cała zawartość domagała się uwolnienia. Obraz stawał się coraz bardziej zamazany, zakręcony jak Ty sam, a gdzieś między tańczącymi drzewami zdawało Ci się, że widzisz jakiś budyneczek, ruinkę, ruderkę, w kazdym razie coś gdzie można byłoby spokojnie odpocząc o ile w środku nie kryje się niedźwiedź.
Chętnie poprowadzę misję dowolnej rangi lub wyprawy
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) - Kōga - D -> wzrosło do rangi C
2) -
3) -
4) -


Obrazek

I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]

Refereeing lvl 100
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1417
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 12:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
Multikonta: -

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Zan » 28 paź 2018, o 19:04

Był na kołyszącym statku niesionym w nieznane przez nieregularne fale. To on kierował, ale nic nie zależało od niego. Właściwie były tam też drzewa… i nie było statku. Ani wody. Ale reszta jakby się zgadzała! Kołysało. Niosło przed siebie. Zan dobrze się odnajdował w tym stanie. Lubił, gdy wszystko tańczyło dla niego. Bo przecież to wszystko było dla niego, prawda? Uwielbiał to. Uwielbiał gdy wszystko wirowało. W stanach większego wstawienia zastanawiał się, czy jeśli wprowadza świat w ruch, to ma przewagę nad innymi. Świat wiruje. On również wiruje. Jeśli inni nie wirują, to jak sobie z tym radzą? Dla niego to nie było nic takiego. Był genialnym slalomistą. Mistrzem w slalomie bez tyczek. Tylko teraz były te cholerne drzewa, które w dodatku poruszały się. Wniosek był prosty. Jeśli świat wokół niego się kręci, to albo wprawił go za słabo w ruch, albo sam wypił za mało. Najlepiej byłoby nie ryzykować i zrobić jedno i drugie, ale nigdzie nie miał żadnej butelki, ani nawet widoków na butelkę.
Wracał z jakiejś imprezy. To pamiętał. Mogło to być godzinę albo 5 godzin temu. Trudno powiedzieć. Nie wiedział nawet, czy wraca z wczorajszej imprezy, przedwczorajszej czy tej sprzed tygodnia. Sprzed tygodnia! Głuptasek postradał zmysły. Mimo to było mu całkiem dobrze.
Gdyby tylko te ptaki były trochę ciszej… No ale nie mógł on tak po prostu powiedzieć, by przestały drzeć pizdę. Nie lubił takich słów. W dodatku rozumiał je. Ćwierkanie było w ich naturze tak jak… no nie wiem. Ah, biorę się za tłumaczenie bez pytania… O, wiem! Ćwierkanie było w ich naturze dokładnie tak, jak picie było w naturze Zana. Czy Zan przestałby pić, gdyby ktoś mu brutalnie zabronił? No jasne, że nie!
-Ptaszki kochane, możecie nieco ciszej? – zapytał, zatrzymując się i czekając na reakcję. Uśmiechnął się. Chyba naprawdę wydawało mu się, że go usłuchały.
Szedł więc dalej, odzyskując rezon. Przecież nawet ptaki ucichły, aby go wspomóc. Nie mógł ich zawieść. Szedł tak gdzieś między drzewami, krzakami i innymi cudeńkami, fartownie unikając jakichkolwiek korzeni. Może drzewka również wspierały go w podróży i odmówiły sobie przyjemności podłożenia mu haka? Gdy ponownie się zatrzymał, stał w niewielkiej odległości od jakiejś rudery. Rudera w lesie? Statek w lesie byłby lepszy, ale czemu nie.
Wewnątrz mogło być wiele niebezpieczeństw. Zan jednak nie wierzył, że ktoś mógłby zrobić krzywdę komuś takiemu jak on. Złoczyńcy, zwierzyna? Dajcie spokój. Może jeszcze niedźwiedź? Pił kiedyś z takim okrągłym, zarośniętym na twarzy mężczyzną. To chyba było już po przybyciu do Shigashi. Niedźwiedź na niego mówili. Poczęstował go piwem z domieszką miodu. Do dziś pamięta ten smak. Zan zaprzyjaźnił się z Niedźwiedziem, przynajmniej tej jednej nocy. Może kiedyś się jeszcze widzieli, ale Zan nie pamiętał już jak wyglądał jego kompan.
-Nie ma co, chyba czas na przystanek. – powiedział do siebie, niosąc się z zamiarem wejścia do środka i przycupnięcia dosłownie gdziekolwiek.
Zan
 

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Jun'ichi » 30 paź 2018, o 11:58

Smoczy oddech
D
Zan
3/15


Wszystko wokół bezustannie falowało, drgało i podskakiwało w zależności od tego... właściwie nie było żadnej zależności, wszystko działo się jak chciało i to bez żadnego ostrzeżenia. Faktycznie jednak ćwierkające wokół ptaki zdawały się zniżyć ton, jednak w zamian zacząłeś czuć na sobie dziesiątki, jeśli nie setki maleńkich, ptasich oczek wlepionych w Ciebie.
Zanim doczłapałeś się do znalezionej w lesie rudery, zdążyłeś porzucić jeden, solidny ładunek pod jednym z tańczących drzew. Na odgłos jaki z siebie przy tym wydałeś, mnóstwo ptaków odleciało najwyraźniej uznając, że zmieniasz się w bestię i stąd te dziwne odgłosy i plucie dziwnymi płynami. Po chwili otarłeś jednak zarost i ruszyłeś dalej. Jednym, mało zgrabnym ruchem otworzyłeś drzwi, które z łoskotem uderzyły o ścianę i pozostawiły po sobie tuman szarego kurzu. Odruchowo zakaszlałeś i zasłoniłeś oczy, a w żołądku znowu solidnie się zakotłowało, tym razem obyło się jednak bez zrzutu.
Mmm! Mmmmm! - coś skrzypiało, huczało, może wiatr albo myszy? Coś słyszałeś kiedy tylko wszedłeś głębiej w główne pomieszczenie. Ale czy to pierwszy raz słyszałeś głosy, odgłosy, hałasy?
Kiedy złapałeś ostrość obrazu, zobaczyłeś że rudera jest konkretnie zapuszczona i z pewnością nikogo nie było tu od bardzo długiego czasu. Kilka połamanych desek, zbite lusterko zakurzone na tyle by nie odbijać nawet promyka światła, poplamione, brudne skrawki ubrań, ślady butów, ślady walki, więcej połamanych desek, jakieś uszkodzone meble, jakieś poruszające się, sporej wielkości zawiniątko w kształcie człowieka, jeszcze więcej desek, kurz i trociny i wiele innych, typowych dla opuszczonych miejsc przedmiotów. Przez potłuczone okiennice wpadały promienie słońca, które przecinały domostwo niby ostrzami, w których dostrzec mogłeś przelatujące, niezliczone drobinki kurzu i pyłu. Zastanawiające było to, że niemal wszystkie te ostrza padały na jedyny w domu przedmiot, którego chyba mogłeś teraz pragnąć - w miarę czysty, tylko trochę dziurawy futon, na którym leżał nawet jakiś prawie niezjedzony przez mole koc!
Mmmmm! Mmmmmm! - tym razem poczułeś kolejne, nawet mocniejsze zamieszanie w żołądku i czułeś, że lada moment nastąpi rozładunek.
Chętnie poprowadzę misję dowolnej rangi lub wyprawy
Aktualnie prowadzę:

Spoiler: pokaż
1) - Kōga - D -> wzrosło do rangi C
2) -
3) -
4) -


Obrazek

I do not want the sun to rise if she will not be there

[color=#4080BF]

Refereeing lvl 100
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 1417
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 12:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
Multikonta: -

Re: Opuszczony Budynek

Postprzez Zan » 1 lis 2018, o 20:20

Boże, tylko nie to… Chwila moment i Zan przypomniał sobie swój ostatni posiłek. Niewiele jadł. Głównie pił. Pewnie gdyby nie to jedzenie to byłoby lepiej. No ale i on miał swoją słabość i musiał czasem coś przegryźć. Były tego też zalety. Przynajmniej ptaki odfrunęły i zrobiło się przez chwilę błogo. Pozostał tylko jeden, ale do pawia zdążył już przywyknąć i całe szczęście był on cicho.
Dotarł wreszcie do budynku, który w tej chwili jawił się jako prawdziwy schron. Była jesień. Wciąż daleko było do dużych mrozów, ale pogoda nie rozpieszczała już jak jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Wtedy było wszystko jedno, gdzie się znajdował. Teraz o niczym nie marzył tak bardzo, jak o chwili odpoczynku w miejscu osłaniającym go przed przeszywającym wiatrem.
O dziwo, chyba tylko jemu mogło się to do czegokolwiek przydać. Gdy tylko wszedł do środka, wzniesiona otworzeniem drzwi kurzowa, dialogowa chmurka przekonywała, że dawno nikogo tu nie było. I rzeczywiście, co najwyżej insekty, które Zan miał obecnie w dupie.
Okej, już lepiej. Można otworzyć oczy i zastanowić się, co począć. Rozejrzał się po wnętrzu, a to opowiedziało mu całą historię. Historie noclegów, szarpaniny i regularnych walk. Chętnie przejrzałby się w skrawku lusterka, ale sama myśl o szorowaniu go z tego czegoś sprawiała, że ponownie zbierało mu się na wymioty.
Jeśli przeznaczenie rzeczywiście istnieje, to właśnie wskazało Zanowi drogę do koca. Najwyraźniej coś sprzyjało mu przez okno, przez które w przeciwieństwie do lusterka było cokolwiek widać. Podszedł więc i upewniwszy się, że jest ono we względnie dobrym stanie, złapał za dwa końce i potrząsnął mocno, odwracając zawczasu głowę w drugą stronę. Zależnie od efektu ponowił próbę lub zarzucił sobie koc na ramiona. Wolał nie wiedzieć jak teraz wygląda i ile razy będzie musiał czyścić swoje stylowe kimono.
Ponownie zbierało mu się na wymioty. Właśnie wtedy, gdy podchodził do okna, z którego struga światła padała przed chwilą na koc. Chyba chciał zobaczyć, kto jest po „drugiej stronie” i dlaczego życzy mu dobrze.
Zan
 

Następna strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość