Stary plac zabaw

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Re: Stary plac zabaw

Postprzez Rindou Arashi » 21 cze 2018, o 15:28

Zielonowłosy puścił Suzu wraz z nowo poznanym towarzyszem przodem, samemu płacąc za swoje jedzenie i ustawiając krzesła przy stoliku na miejsce. Była to powoli pora wieczorna, więc sporo ludzi wchodziło i wychodziło z lokalu, tworząc całkiem gęsty tłum. Chłopak nie zamierzał się przepychać, więc powoli przemieszczał się w kierunku wyjścia, co jakiś czas czekając aż trochę się przerzedzi. Kiedy w końcu udało mu się wyjść na ulicę, spostrzegł powoli zanikające za horyzontem słońce. Nie wiedział jak to się stało, że trwało to tak długo, jednak oznaczało to, że zapewne przegrał wyścig z pozostałymi. Ci już pewnie od jakiegoś czasu trenowali na polanie bez niego, jednak znał on pewien sposób, w jaki mógłby trochę nadrobić. Każde miasto ma jakieś skróty, nieoczywiste przejścia, które pozwalają stałym bywalcom przenikać przez tłumy przybyszy. W końcu dlaczego złodzieje mają taką przewagę nad przyjezdnymi?? Arashi uśmiechnął się, sprawdził czy ma wszystko, poprawił pas na którym wisiał mu trzymany na plecach zwój, po czym zaczął biec, starając się przypomnieć sobie gdzie dokładnie była polana na której mieli się spotkać.



Okazało się, że Shigashi no Kibu zmieniło się trochę od jego ostatniej wizyty, a przynajmniej zapamiętaj je trochę inaczej. Ścieżki, które zdawały się być dobrymi skrótami, tak na prawdę wywiozły go w zupełnie inną część miasta. Dzień powoli się kończył, a marionetkarz był już trochę zmęczony tym bieganiem, więc postanowił odsapnąć sobie na momencik i przemyśleć co zrobić dalej. Jak znaleźć kuzynkę w mieście bez ustalonego punktu zbornego. Zamyślony wszedł na teren opuszczonego placu zabaw i usiadł na jednej ze znajdujących się tutaj ławek. Wziął głęboki wdech i spojrzał na niebo, gdzie powoli pokazywały się pierwsze gwiazdy. Nie wybaczy sobie, jeżeli jej się coś stanie przez jego zgubienie. Obiecał sobie, że będzie pilnował Suzu, a znając jej porywczy charakter nie trudnym było, żeby wpadła w kłopoty. Z drugiej strony była silna, pokazała, że jest w stanie poradzić sobie nawet z dużo większym robalem.
Jego przemyślenia przerwało skrzypienie, które usłyszał. Dochodziło z tyłu, z jednej ze znajdujących się tam huśtawek. Zdawało mu się, że był sam, więc od razu opamiętał się i wstał z ławeczki, spoglądając na starą, dziecięcą zabawkę. Dostrzegł tam rozmyślającą dziewczynę, jakim cudem nie widział jej kiedy tutaj wchodził? A może przyszłą przed chwilą?? Czy powinien jej przeszkodzić w rozmyślaniach? Przeskoczył przez ławkę i oparł się plecami o oparcie, spoglądając w jej kierunku. Wsunął rękę do swojej kieszeni, gdzie delikatnie odwinął zwój z jedzeniem i wyciągnął z niego dwa patyczki z legendarnym zielonym Dango - przysmakiem produkowanym przez rodzinę jego mamy od pokoleń oraz powodem, dla którego wielu przybywa z kontynentu na piaszczyste równiny kraju marionetkarzy.
- Może Dango na osłodę życia?? - rzucił w jej kierunku, wyciągając w jej stronę jeden z patyczków. Była kilka metrów od niego, jednak i tak powinna dostrzec cudowne kuleczki nadziane na szaszłyk. W końcu nic nie pomaga w rozmyślaniach niż słodycze!!
Rindou Arashi
 

Re: Stary plac zabaw

Postprzez Arisa Terumi » 23 cze 2018, o 20:23

We'll tell everything - of the sunrise and the sunset,
The mountains of cinder, and enlightened bitter
That we loved just all our traitors,
And of how the Motherland was like prison.



Obrazek


Na widok nieznajomego mężczyzny Arisa wrzasnęła i o mało nie spadła z huśtawki. Nie spodziewała się, że ktoś zakłóci jej spokój, jej samotność, że ktoś do niej podejdzie ot tak, z dobrym słowem, z sercem na dłoni, z ręką pełną dango i szczerym uśmiechem. Osłupiała, a powodem jej osłupienia było nie tylko bijące szybciej serce, ale i aparycja nieznajomego. Wyczuwała od zielonowłosego samo dobro, samą sympatię, szczerość i dobroć. Wpatrzyła się w niego z lękiem, a po chwili z zaciekawieniem, które na widok słodyczy przerodziło się w radość i wdzięczność. Wstała, nawet nie mamrocząc niczego pod adresem zabrudzonego kimona, i pospiesznie przyjęła dango. Było zbyt piękne, zbyt zielone, by je zostawiać samemu sobie, a nieznajomy zbyt słodki i dobry, by ranić jego serce odmową. Była ciekawa, z jakiego klanu pochodzi i czemu ma takie dziwne włosy? Dlaczego mówi z takim fascynującym akcentem? Co w nim jest takiego, że czuje się przyciągana, bliska...a jednocześnie tak bardzo daleka od jego osoby? Że nie mogąc pojąć jego istoty, tego, kim i czym jest, jednak jest zachwycona, bo zieleń po prostu jest zielenią?

- Och! Jesteś szalenie uprzejmy, nieznajomy-kun! - uradowała się. - Bardzo ci dziękuję! A teraz...Itadakimaasu~~!

Momentalnie umieściła owo pyszne dango w ustach i zaczęła jeść. Cieszyła się każdym kęsem, każdą cząsteczką posiłku, który nasycał jej zmysły, czynił je rozbudzonymi, sprawiał, że zaspokajała swoje potrzeby - i po prostu był przy tym zielony! Gdyby Arisa miała nadawać kolory twarzom, przypisywać je ludziom, których spotkała w życiu, to zieleń, czysta, radosna i wiosenna, pasowałaby właśnie do nieznajomego. Pochłonąwszy owo dango, zdała sobie sprawę, że wypadałoby się przedstawić i jakoś zatrzeć negatywne pierwsze wrażenie, spowodowane tym, że wydarła się na jego widok, jakby postradała wszystkie zmysły.

Głupia jesteś.

- Raz jeszcze bardzo dziękuję. Nie byłam smutna, ale dango dało mi zielony humor! Jak twoje włosy, nieznajomy-kun - oświadczyła wesoło, po czym dodała z układnym ukłonem:
- Jestem Terumi Arisa z Yusetsu, a dokładniej to z osady rodu Terumi, Sanjin. A ty?
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 69
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 17:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
Multikonta: Akodo Hayami

Re: Stary plac zabaw

Postprzez Rindou Arashi » 24 cze 2018, o 12:53

Krzyk zaskoczonej dziewczyny rozbrzmiał na całym placu zabaw, a ta prawie spadła z huśtawki. Zielonowłosy przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien jej pomóc, jednak ta szybko poradziła sobie i wstała, sięgając po jego podarek. Kiedy obierała dango z jego dłoni, marionetkarz przywitał ją szerokim uśmiechem, po czym sam ściągnął pierwszy słodycz ze swojego bambusowego patyczka.
- Jestem Arashi. - powiedział, przyglądając się zajadającej dziewczynie. Musiała być jedną z tych, która po raz pierwszy czuła ten niecodzienny smak skarbów pustyni. Uśmiechnął się pod nosem, widząc jaką radość jej to sprawia, samemu siadając na ławce i spoglądając na niebo, gdzie pojawiały się kolejne gwiazdy. Minęło trochę czasu odkąd rozdzielił się ze swoimi towarzyszami i ciekawiło go co takiego robią, mieli trenować, jednak znając Suzu, mogli wpaść w jakieś przedziwne kłopoty. Tetsu nie wyglądał na takiego, który poradziłby sobie z jej gorącym, pustynnym temperamentem, a przekazanie jej w pełni sterów to szalony pomysł. Z zamyślenia wyrwał go głos dziewczyny, która postanowiła się przedstawić. Osada rodu? A więc pochodziła z jednego z wielkich klanów shinobi, jednak nigdy nie słyszał o tej rodzinie, zaciekawiło go czym wyróżnia się jej rodzina i jakie specjalne umiejętności posiada, oczywiście wiedział, że nie może od tak zapytać, jednak nie przeszkadzało mu to pobawić się w delikatne podchody.
- Panienko Terumi. - skłonił się przed nią, pozostając przez chwilę z opuszczoną głową, po czym wyprostował się i poprawił swoją zieloną grzywkę. - Nazywam się Rindou Arashi z pustynnej osady Sabishi. Cóż cię sprowadza na tę samotną huśtawkę z dala od domu? - Postukał ręką o oparcie ławki na którym się opierał, wskazując aby się do niego dosiadła, po czym wyciągnął ze swojego zwoju kolejne dwa patyczki ze słodyczami i poczęstował nową koleżankę. Tym razem jednak zawierały one w sobie nadzienie z kawałkami aloesu, które mogło być niemałym zaskoczeniem dla niczego niespodziewającej się kunoichi.
Rindou Arashi
 

Re: Stary plac zabaw

Postprzez Arisa Terumi » 24 cze 2018, o 15:22

Obrazek

Arisa zarumieniła się delikatnie, jednak spojrzała w ślad za Arashim. Po chwili zrozumiała, czego zielonowłosy młodzieniec od niej oczekuje, i pospiesznie dosiadła się do niego. Z wdzięcznością przyjęła kolejne słodycze, rumieniąc się nadal lekko, i zabrała się najpierw za jedzenie; rozum szybko stawał się sługą żołądka, zwłaszcza w obecności takich pyszności jak bardzo dziwne dango. Dango, w którym wyczuła smak...jakiejś rośliny?! Oczy rozszerzyły się jej w zaskoczeniu, jednak przełknęła bez problemu słodycz, marszcząc brwi. Po chwili uśmiechnęła się subtelnie.

- Pyszne! - zaanonsowała z zadowoleniem. Rindou Arashi. Ciekawe nazwisko, nigdy nie spotkała się dotąd z rodziną Rindou, nawet pośród kupców; ten tutaj był chyba shinobi, choć BARDZO oryginalnym - ta świeżość i młodość zieleni bardzo ją intrygowała. Na tyle, by chciała ciągnąć to dalej. Siedziała obok, a nad nimi, na niebie, pojawiały się powoli, acz nieubłaganie pierwsze gwiazdy. Nikt ze śmiertelników na ziemi nie znał losu, jaki był zapisany gdzieś tam, w tych lśniących punkcikach, choć rzekomi wróżbici i rzekome wróżki zapewniały, że mają dar pozwalający to odkryć. Arisa w to nie wierzyła, ale szanując cudze przekonania, pozostawała przy stanowisku, że przyszłość można sobie wykuć, niczym w kuźni pana Masamune, jedynie samemu. Należało brać ją w swoje ręce, jak trzeba, póki było się młodym i miało się jakiś wpływ na to wszystko. Pochodził z pustyni, tak? Cóż, panienka Terumi nigdy tam nie była - a szalona ciekawość i żądza przygód ciągnęły ją ku światu, tak obcemu, a zarazem znanemu.

- Musi tam być pięknie, w tym Sabishi - westchnęła. Jednak na pytanie, skąd się tu wzięła i co nią kierowało, by znaleźć się tu, na tej huśtawce, nie umiała zrazu odpowiedzieć. Po prostu tu przyszła. Czy powinna była mieć jakiś powód, by się wytłumaczyć zaskoczonemu młodzieńcowi? Spuściła głowę w dół, by ukryć zakłopotanie i zdziwiony uśmiech. Poprawiła włosy, które zaczynały jej irytująco wymykać się spod perfekcyjnego upięcia.

- Nie znamy naszych gwiazd i dróg, którymi nas prowadzą - powiedziała enigmatycznie, tajemniczo, jak to ona miała w zwyczaju. Po chwili jednak Arashi doczekał się nieco mniej tajemniczej odpowiedzi: - Sama nie wiem...Po prostu tutaj przyszłam. Opuściłam dom w Sanjin, gdzie pozostawiłam matkę i rodzeństwo, a sama szukam szczęścia w życiu jako shinobi, zanim klan postanowi, że będę musiała znaleźć sobie męża. Może dokonam czegoś wielkiego, może nie. Wszystko zależy ode mnie i od bogów. A ty, Arashi-san? Co tutaj robisz?
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 69
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 17:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
Multikonta: Akodo Hayami

Re: Stary plac zabaw

Postprzez Rindou Arashi » 25 cze 2018, o 00:26

Nie minęła chwila, kiedy to dziewczyna dosiadła się do Arashiego, częstując się jego kolejnymi przysmakami. Miło mu było, widząc jej uśmiech oraz słysząc jak jej smakuje, w końcu sam także zajmował się tworzeniem tych specjałów w rodzinnej kuchni. Wrzucił kolejne kuleczki do swoich ust i zjadł je, milknąc na chwile, przecież nie wypada tyle gadać. W tym czasie to Arisa miała chwilę na zadanie pytania, padło na jego rodzinne strony.
- No cóż, widzisz tę piaskownicę? No to wyobraź sobie, że z każdej strony otacza cię gorący, żółty piasek. Z piasku wykonany jest twój dom, prowadząca przez osadę droga czy broniące jej mury. Wiatr, który prawie cały czas wieje, podnosi tumany kurzu, atakując twoje oczy, dodatkowo gorące słońce parzy twoją skórę. To nie są najlepsze warunki do życia, jednak my - ludzie pustyni, przywykliśmy do tego. Nasze osady są kolorowe w naszych sercach, zawsze przyjmiemy strudzonego wędrowca, poczęstujemy go wodą, w końcu kiedyś to właśnie my możemy być w takiej sytuacji... - zaczął opowiadać naokoło, jednak po chwili spostrzegł, że trochę zboczył z tematu, więc postanowił do niego wrócić, dając w tym czasie czas dziewczynie na degustację kolejnej kuleczki.
- jednak czy Shigashi jest piękne? Mieszkańcom kontynentu może wydawać się nudne, nie ma u nas zbyt wielu kwiatów czy też drzew, staramy się to nadrabiać ozdobami, kolorowymi dywanami, czy też ubraniami. - uśmiechnął się i zarzucił grzywką, poprawiając ją. - Musiałabyś kiedyś tam przyjechać, aby poczuć jak to jest na własnej skórze, jednak uważaj, ostatnio trakty zrobiły się niezbyt bezpieczne. - ostrzegł ją i zabrał się za wyciąganie kolejnego skarbu, tym razem padło na soczystego grejpfruta, którego sprawnym ruchem ręki obrał i podzielił na cząstki, podając część rozmówczyni. Nie wiedział, czy będzie lubiła ten delikatnie kwaskowy smak, jednak wypadało trochę się napis po spożytym posiłku.
- To dziwne, dobrze zrozumiałem, że to rodzina wybiera ci małżonka? A co jeżeli go nie pokochasz?? U nas kobieta sama sobie znajduje męża, a raczej to mężczyzna szuka, a kiedy znajdzie tę jedyną to stara się ją jakoś przekonać, że to nie jest jednostronne uczucie. - Słyszał o dziwnych obyczajach odnośnie planowanych małżeństw, jednak nie mógł tego pojąć. Jak tacy ludzie mogli potem ze sobą żyć? Przecież często poznawali się dopiero na ceremonii...
- Co ja tutaj robię? To dobre pytanie. - uśmiechnął się i rozsiadł, gładząc swój podbródek. - Podróżuję. Wraz z kuzynką postanowiliśmy opuścić bezpieczne rodzinne strony, trochę zasmakować świata, zobaczyć i przeżyć wiele ciekawych przygód. To jedna z ostatnich chwil nim będziemy musieli na dobre zając się sprawami rodziny, klanu. Dlatego też chcemy zdobyć przyjaciół i dowiedzieć się jak najwięcej. W końcu to wszystko kiedyś się przyda. - puścił jej oczko i rzucił przed siebie skórką z owocu, tak aby wylądowała na jednym z trawników. Po chwili wstał i podszedł do jednej z huśtawek zawieszonych na starym drzewie. Odepchnął się nogami aby poczuć trochę wiatru we włosach, dawno tego nie robił.
- Masz jakiś szczególny cel? My wyruszamy za kilka dni do Sogen, słyszeliśmy, że może być tam coś ciekawego do roboty. - uśmiechnął się po raz kolejny w jej kierunku i spojrzał na gwiazdy. Niebo było dzisiaj takie spokojne...
Rindou Arashi
 

Re: Stary plac zabaw

Postprzez Arisa Terumi » 7 lip 2018, o 20:11

Obrazek

The only lasting life...

Uśmiechnęła się szeroko i z zaciekawieniem utkwiła w nim spojrzenie, gdy zaczął opowiadać o ziemiach rodziny Rindou, z których pochodził. Niemal widziała tą jego opowieść: żółty, gorący, parzący w stopy piasek przesypujący się przez palce od stóp, duszna atmosfera, skąpo ubrani ludzie, zgrzane kobiety niosące dzbany pełne wody tak ostrożnie, jakby chodziło o ich dzieci...Zamknęła oczy. Śmiech dzieci bawiących się w piasku. Domy zbudowane tak, by wpuszczać jak najwięcej powietrza i chronić przed upałem. Gorący temperament mężczyzn, gotowych walczyć o swoją piaszczystą ojczyznę...

is this life with family.

- Musi tam być pięknie - westchnęła z podziwem. - Chętnie bym kiedyś odwiedziła twój kraj, Arashi-kun.

Pytanie o małżonka wprawiło ją w zakłopotanie. No właśnie - co, jeśli go nie pokocha? Przecież to nie będzie dobre małżeństwo. Takie szczęśliwe, bajkowe, jak z marzeń. Ale czy miała wybór? Staropanieństwo i kariera kunoichi też nie były najlepiej widziane w rodzinach z Wietrznych Równin. Losy nie dla każdego były łaskawe, nie do każdego uśmiechała się Amaterasu zza chmur i gwiazd. Historie dziewczyn były trudne, skomplikowane, i nie zawsze przynosiły takie szczęście, jakiego się oczekiwało. Kobiety z Wietrznych Równin, młode Terumi, Inuzuki, Uchihy musiały przyjmować swój los w milczeniu i z pokorą - nawet, jeśli cierpiały, trzeba było to znosić, mając nadzieję na to, że zmieni się po ślubie.

- Jeśli go nie pokocham... - westchnęła. Co mam mu powiedzieć...? - Będę musiała. To tyle.

Powoli wstała. Uśmiechnęła się delikatnie.

- Dziękuję ci za dango i za wszystko, Arashi-kun. Twoje towarzystwo jest fascynujące, ale muszę już wracać. Jest późno, a na ciebie pewnie czeka już czcigodna kuzynka. Proszę, myśl o mnie jak o przyjaciółce...a właściwie to myślcie o mnie oboje. Yusetsu przyjmie was z otwartymi ramionami.

Skłoniła się nisko, wyjątkowo nisko, po czym odeszła powoli i cicho - jak gwiazda lub sen.


__________________________________________________________________________________________________________
zt, przepraszam za jakość, nadrobimy następnym razem! ;(
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 69
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 17:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
Multikonta: Akodo Hayami

Re: Stary plac zabaw

Postprzez Rindou Arashi » 11 lip 2018, o 15:45

Widać było, że mimo wszystko coś trapi dziewczynę. Była zamyślona i nie odpowiadała zbyt często, kiedy to Zielonowłosy snuł opowieść o swoich rodzinnych stronach. Czy były one aż tak inne? Czy na prawdę świat poza pustynią aż tak się różni? Z każdym kolejnym dniem spędzonym poza rodzinnymi stronami stawało się to dla niego coraz wyraźniejsze. Nie mógł zrozumieć jak można było zgodzić się na małżeństwo z kimś kogo się nie zna, albo gorzej, kogo się nie lubi... Dziwne zwyczaje panują na tych zielonych terenach. Może to przez rośliny!?!? Nim zapędził się dalej ze swoimi przemyśleniami, dziewczyna wstała. Czyżby nie spodobało jej się jego towarzystwo??
- Jeżeli tylko będziesz miała na to chwilę, zapraszam. Z chęcią Cię ugoszczę i oprowadzę. - uśmiechnął się do niej i spojrzał jak się kłania. Wykonał krok do przodu, zbliżając ją do siebie i po prostu, bez ceremonialnie ją przytulił, tak jak to często robił ze swoimi koleżankami z północy.
- Miło było Cię poznać, szkoda, że tak krótko. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz los skrzyżuje nasze drogi. - wrócił na swoje miejsce i skłonił się jej. - Do zobaczenia, Arisa-chan! - pomachał jej jeszcze jak odchodziła, po czym przeskoczył przez oparcie ławki, siadając na niej jeszcze na chwilę. Pozostał sam, nie wiedział gdzie jest i co robi Suzu, musiał przemyśleć jakiś plan. Musiał wymyślić sposób w jaki mógłby skutecznie ją odnaleźć. Miasto jest wielkie a on nie ma teraz nic, mógł jedynie liczyć, że to ona go znajdzie korzystając ze swoich rodzinnych zdolności.

Kiedy tak rozmyślał, siedział i bawił się dłoniach zwojem ze swoją kukiełką. Miał on w niej jeszcze jeden mechanizm, którego w żadnym stopniu nie mógł jeszcze użyć, brakowało mu do niego amunicji, której stworzyć jeszcze nie potrafił. Miał kilka pomysłów, jednak te wymagały dłuższego treningu. Chociaż w sumie, to czemu nie mógłby go przeprowadzić teraz, kiedy to w samotności przesiaduje i rozmyśla nad sobą. Być może oczyszczenie umysłu przez naukę pomoże mu znaleźć rozwiązanie.
W koło panowała cisza i spokój, idealne warunki do rozmyślania i trenowania nowych zdolności. Umiał pieczętować w zwojach wodę, jednak nie to było mu potrzebne do uruchomienia miotacza Usagi'ego. Ten chodził na ogień i to właśnie jego trzeba będzie zapieczętować w jednym z posiadanych przez chłopaka zwojów. Na szczęście nie musiał on wymyślać koła na nowo, w końcu przygotował się, że ta wyprawa może trochę trochę potrwać. Znał Suzu i wiedział, że z nią to i na koniec świata by zajechali, gdyby tylko starczyło im pieniędzy. Wyciągnął jeden ze skryptów, posiadający wiedzę z dziedziny Fuinjutsu i rozwinął go, szukając konkretnej techniki. Opisy były dużo krótsze niż w normalnych wersjach, w końcu był to skrypt mieszczący kilka przeróżnych umiejętności, dlatego też nasz zielonowłosy miał przed sobą trochę trudniejszą sprawę. Jednak nim mógł rozpocząć prawdziwe szkolenie, musiał skądś wytrzasnąć ogień, który zamknie w swoim zwoju. W koło było trochę drewnianych elementów, jednak nie chciał ich spalić. Na szczęście w okolicy rosło usychające drzewko. Arashi szybkim ruchem Kunai'a odciął kilka suchych gałązek, po czym w okolicznej piaskownicy wykopał dołek, w którym planował rozpalić ognisko. Ułożył ładny kopczyk, którego środek wypełnił uschniętą trawą, po czym uderzył o siebie kilka raz ostrzami, wytwarzając w ten sposób iskry. Te zapaliły stosik, rozświetlając teren dokoła, wyrzucając przy okazji płomienie w niebo. Teraz nasz heros mógł zabrać się za samą technikę. Rozłożył zwój i wyrysował na nim znaki, które znajdowały się w skrypcie, po czym zaczął formować odpowiednie pieczęci. Z manipulacją chakrą nie było problemu, gdyż technika była bardzo podobna do tej odpowiedzialnej za pieczętowanie wody, a to już potrafił, także już po kilku próbach udało mu się osiągnąć swój cel i zobaczył jak płomień z ogniska zaczął wirować, najpierw wydłużając się w górę a chwilę później zakręcając i uderzając w zwój. Wyrysowana pieczęć lśniła, a kiedy ostatni płomyczek zniknął w papierze, wróciła do swojej poprzedniej formy, informując o zakończeniu procesu.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Fūka Hōin

Pieczęci
Szczur → Ptak → Specyficzna dla techniki pieczęć → Tygrys

Zasięg
10 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Posiadanie zwoju ze specjalną formułą

Opis Kolejne już rozwinięcie Fūin no Jutsu - tym razem otrzymujemy również możliwość pieczętowania ognia. Użytkownik kładzie zwój na dowolnej powierzchni, po czym nakłada na nią pieczęć właściwą i przesyła do niego swoją chakrę. Po chwili zaś pieczęć wchłania do siebie wszelki ogień, jaki znajduje się w pobliżu. Niezależnie od źródła i jego rodzaju - technika pozwala również wchłonąć czarne płomienie Amaterasu! Pieczęci niestety nie można już złamać. Możliwe jest także przygotowanie zwoju wcześniej. Na zwój nakładana jest specjalna pieczęć, która utrzymuje się do czasu, aż zwój pozostaje zamknięty, przy otwarciu musimy jednak ponieść koszt techniki. Po jego otwarciu zasysa on płomienie na zasadzie jak wcześniej - może także pochłonąć wybuch notki.

Po skończonym treningu Arashi spostrzegł się, że złapał go środek nocy, dlatego też pozbierał swoje manatki i opuścił placyk, planując trochę powłóczyć się po okolicy. Jedno dziwne spotkanie tego dnia już miał, więc może pora na kolejne...
[z/t]
Rindou Arashi
 

Poprzednia strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość