Czarny las

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Czarny las

Postprzez Wataru » 25 kwi 2015, o 22:02

Obrazek
    Trzask suchej gałęzi rozbrzmiał echem między mrokiem gęstego lasu. Rozrywając ciszę i rytmicznie opadający deszcz stopa mężczyzny zawahała się, zatrzymała. Czarny las nie należał do gościnnych miejsc na północy z pewnością nie w jego środku, gdzie słońce nie mogło przebić się nawet za dnia przez długie suche gałęzie drzew. Dłoń pokryta zszarzałym bandażem przywarła do śliskiej od deszczu ciemnej kory zatrzymując resztę ciała. Głowa poruszyła się wyłaniając spod cienia słomianego kapelusza. Ciemnoniebieskie oczy zlustrowały mrok do którego przystosowały się idealnie. Mężczyzna podróżował Czarnym lasem już wiele dni za opadającym deszczem który w tym miejscu było bardziej słychać niż czuć.

    Deszcz przerywał nienaturalną ciszę tego miejsca w którym życie było jedną wielką grą, zabawą w drapieżnika. Podróżnik zdołał wtopić się w system, ulec czarowi jaki rzucał Czarny las na każdego kto w nim przebywa. Zapomniał o słońcu, zapomniał, że istnieje coś poza mrokiem i walką o kolejne uderzenie serca. Ruszył dalej, prawdopodobnie wataha wilków która od dłuższego czasu polowała na mężczyznę zdołała usłyszeć trzask pośród deszczu. Musiał być ostrożniejszy, nie mógł pozwolić na pomyłkę w tej grze. Ponieważ pomyłka oznaczała tu jedno - śmierć.

    Puste oko białego tworu złudnie przypominającego kruka kręciło głową na boki cierpliwie wyczekując. Mężczyzna nie mylił się, wataha szybko podjęła jego nowy trop. Przerośnięty ssak pociągnął nosem przy złamanym patyku i zawarczał nisko obnażając potężne kły. Podróżnik już wcześniej pozbył się swojego zapachu, przez co łowcy mogli podążać jedynie słuchem. Kruk zatrzepotał glinianymi skrzydłami. Przeleciał nisko nad ziemią i prowadząc hałasem przecinającego powietrza prowadził drapieżników za sobą. Wilki ruszyły szybko dorywając gliniany twór i rozrywając go swoimi niewyobrażalnie ostrymi kłami. Samiec alfa, którego wzrok zanikł już prawie kompletnie ujrzał rozmazany obraz człowieka. Podróżnik siedział pod drzewem masując swoją kostkę. Kiedy jego wzrok spotkał się z ślepnącym wilkiem od razu z trudem poderwał się. Plecy przywarły do drzewa, jakby miało ono zapewnić więcej ochrony człowiekowi. Pięć wilków obniżyło śliniące się pyski warcząc. Przerażający dźwięk mroził krew w żyłach, krew której żądały te bestie.

    Dłoń mężczyzny powoli wsunęła się w rękaw wyciągając ostry przedmiot, w momencie gdy wilki powoli otaczały swoją ofiarę. Rzuciły się, każdy w inną część ciała z innego miejsca i w innym ułamku sekundy. Mężczyzna nie miał szans na obronę, a jego ciało rozerwane z równą łatwością co uschnięty liść zmieniło swą barwę na białą. - Potworna siła. - Odezwał się podróżnik, którego prawdziwe ciało stało ukryte pośród gałęzi drzew. Zabandażowana dłoń złożyła szybko pieczęć a ukryte pod glebą gliniane byty wybuchły razem z rozszarpanym ciałem klona. Wybuch rozerwał ciała wilków, lecz nie samca alfy. Jego ciało w stanie krytycznym jeszcze napędzane żądzą krwi próbowało powstać. Mężczyzna bezszelestnie znalazł się na ziemi i powoli kroczył w kierunku żyjącego wilka. Ten słysząc kroki rzucił się ostatkiem sił z otwartą paszczą do której zza pleców podróżnika wyleciał biały kruk i wysadził głowę przerośniętego ssaka.

    Nie trzeba było wiele czasu, aby kruki oblazły rozerwane złowi wilków częstując się ich mięsem oszczędzając jedynie białe kości. Podróżnika jednak już tu nie było, od dawna kroczył wraz z deszczem dalej przez las. W grze o przetrwanie albo się wygrywa albo ginie, a mężczyzna doskonale wiedział, że wilki były najmniejszym z problemów jakie mógł napotkać w Czarnym lesie. Ponieważ to co mogło zbudzić się przez donośne wybuchy bez nuty przesady można było określić znacznie gorszym. Jedyną pozytywną kwestią pozbycia się wilków w tak donośny sposób było wypróbowanie nowej techniki jakiej uczył się od wejścia do Czarnego lasu. Nendo Bunshin w końcu wyszło tak jak powinno pozwalając użytkownikowi na znacznie więcej możliwości, a Czarny las był miejscem w którym przetrwanie nie przychodziło z łatwością - zwłaszcza zwracając na siebie oczy lasu.

    [Nauka: Nendo Bunshin (Ranga C - klanowe] - 5h
    22:10 start
    03:10 koniec



Uwaga! W Czarnym lesie nie ma światła, wysokie drzewa o suchych szkieletopodobnych gałęziach skutecznie uniemożliwiają przedostawanie się czegokolwiek. Panuje tu mrok, ponury klimat, cisza i gra o przetrwanie.
Wataru
 

Re: Czarny las.

Postprzez Kenji » 27 kwi 2015, o 03:22

    Ile to już krain Kenji zdążył odwiedzić w poszukiwaniu swojej siostry? Przebywał na terenach piaszczystych, gdzie wiatr uderzał nieprzyjemnie w skórę, wysuszał usta i kaleczył oczy. Odwiedził również połacie terenu, na których ukojenie dawała delikatna, morska bryza. Niedziwnym były mu również wszelakiego rodzaju pagórki, góry i doliny. Kanekawa naprawdę zwiedził już kawał świata w poszukiwaniu jednej, niby nieznaczącej osoby, która jednak dla niego byłą całym światem. Imał się przy tym zajęć przeróżnych, jednak nigdy nie zdołał nawet usłyszeć najmniejszej plotki o Kazuko. Jego malutka siostrzyczka zapadła się pod ziemię i nie zostawiła swemu bratu żadnych poszlak. W chwili obecnej całe te poszukiwania przypominały raczej złudne nadzieje łysego na to, że kiedykolwiek zapuści bujną grzywę. Mimo tego Kenji nie zamierzał rezygnować z tego delikatnego płomyka, który tlił się gdzieś głęboko w jego wnętrzu. Cały czas miewał sny, w których Kazuko wybiega zza zakrętu i wpada wprost w jego ramiona. To między innymi one trzymały go na duchu i pchały do dalszych podróży, chociaż nie wszystkie należały do najprzyjemniejszych. Nierzadko Kanekawa musiał uporać się z deficytem pieniędzy i żywności, ale czy jest to wielka cena za odzyskanie rodziny? Za poskładanie do kupy tego, co zniszczył los i ich właśni rodzice? Rogacz był gotowy przecierpieć wiele byle tylko Kazuko nie czuła się odrzucona.

    Teraz jego kroki powoli kierowały się do terenu, który swym wyglądem na pewno nie zachęcał podróżników. Gęste korony drzew sprawiały, że światło prawie nie dosięgało podłoża. To właśnie takie miejsca często były podstawą do większości legend i ludowych podań zawierających w sobie niestworzone historie o stworach, jawach i marach nękających nieostrożnych podróżników. Jednak czy gdyby teraz zupełnie losowa osoba ujrzała Kanekawę kroczącego pośród gęstwin nie pomyślałaby podobnie? Szarość jego tęczówek sprawiała, że oczy wydawały się puste, a sam wzrok mógł momentami przyprawiać o ciarki na plecach. Jednak to raczej nie ten element straszyłby najbardziej. Było bowiem coś, co wzbudzało o wiele groźniejsze skojarzenia - rogi. Ten atrybut od wieków przypisywany był siłom nieczystym, stworzeniom nadnaturalnym i wszelkiego rodzaju innym wynaturzeniom, które powinny pozostawać jedynie w koszmarach sennych. A jednak po świecie żywych kroczył jeden z przedstawicieli tych dziwaków, który utrzymywał, że jest człowiekiem. Oczywiście rzadko kiedy mu wierzono, a większość żywych przyglądała mu się z nieufnością i strachem wymalowanym na twarzy, ale taka była jego kara za przedłużenie życia, które dawno powinno było upłynąć.

    Niemniej jednak teren ten wydawał się doskonały do przetestowania nowej techniki. Wszędzie było ciemno, wilgotno, a przede wszystkim w miarę bezpiecznie. Kanekawa nie sądził, żeby do tego miejsca zapuszczał się ktokolwiek o zdrowych zmysłach, więc wydawało się, że nie będzie większych problemów z odpowiednim skupieniem się. Kenji nie był jakimś wybitnie utalentowanym ninja, ale z pewnością potrafił wykrzesać z siebie o wiele więcej, niż przeciętny śmiertelnik i to kosztem o wiele mniejszym. Mężczyzna stanął teraz pomiędzy drzewami i wyjął ręce ze swoich rękawów, robiąc przy tym kilkanaście głębszych wdechów. Musiał sprawdzić czy potrafi jeszcze technikę, którą opanowywał przez długi czas. Element ziemi nie był najłaskawszym dla ludzi, którzy nie potrafili go opanować, ale za to doskonałym dla jego posiadaczy. Kanekawa miał nawet okazję do przetestowania swojego jutsu. Na jednej ze skał znajdował się bowiem czarny kruk - ptak, który był częstym towarzyszem jego niedoli. Kenji nie postrzegał go jednak jako przyjaciela, a raczej jako wroga, który wyglądał zza okna i naśmiewał się ze stanu w jakim znalazł się wraz z siostrą. Zapewne nie był to ten sam osobnik, ale należało mu się wszystko, co najgorsze. W jednej chwili został przebity na wskroś przez wystający kolec i jego żywot uległ szybkiemu zakończeniu. Bez bólu, bez zbędnego strachu i obudzenia instynktu. Ciało ptaka zostało zawieszone niczym truchło przybite do drzewa, co mogło dodać nutki grozy i tak przerażającej już scenerii. A może jakiś wędrowiec zawróci widząc takie ostrzeżenie? Kto wie.

    Kenji stracił jednak wystarczająco dużo czasu w tym paskudnym miejscu. Na pewno nie znajdzie tutaj żadnego śladu Kazuko, a jeszcze bardziej wątpliwe jest to, żeby odnalazł tutaj samą siostrę. Jednakże myśli o niej zaczęły go męczyć do tego stopnia, że musiał w jakikolwiek sposób ulżyć smutkowi, który ogarniał jego duszę. W takich sytuacjach nic nie pomagało bardziej od prostego, malutkiego źdźbła trawy. Tak niewielka roślinka mogła w mig przegonić każdy smutek i krzywdę, która dokuczała Kanekawie. Wystarczy, że mężczyzna przyłoży ją do swoich warg i zacznie w odpowiedni sposób wydmuchiwać powietrze. Wtedy już po chwili w powietrzu zaczynała roznosić się miła dla ucha muzyka. Mało kto znał w ogóle jej nuty, a jeszcze mniej osób wiedziała co oznacza dla Kenjiego i Kazuko, jednakże Ci, którzy myśleli, że jest to jedynie zbieranina kilku tonów bez znaczenia nie mogli być w większym błędzie.


Nauka jutsu rangi D - Doton: Doryūsō. Czas trwania 3h, koniec nauki o 6:22
Kenji
 

Re: Czarny las.

Postprzez Wataru » 27 kwi 2015, o 21:46

    Która to już noc, który dzień odkąd podróżnik wszedł wgłąb Czarnego lasu owianego bardzo złą sławą wśród okolicznych wiosek? Prawdopodobnie on sam tego nie wiedział, być może nawet nie dbał. Powiadają iż to szczęśliwy czasu nie liczą, lecz prawda była zupełnie inna. Wataru ponieważ tak zwał się mężczyzna podróżujący w deszczu, nie był szczęśliwy. Czas przestał mieć dla niego znaczenie w momencie gdy serce jego ukochanej przestało bić. Nasuwa się więc pytanie, czemu błąka się pośród mroków tego lasu. Czy ruszył w bezcelową wędrówkę ku nicości?

    Sen w tym miejscu nie mógł być głęboki. Powodował to czysty instynkt samozachowawczy i upominający się bólem każdy skrawek ciała. Mężczyzna zdołał już przywyknąć do takich warunków przez całe swoje życie. Pojawił się jednak kłopot, ponieważ gdy odzyskał zmysły nie słyszał już słodkiego dźwięku deszczu. Poderwał się i panicznie rozejrzał jakby mogłoby cokolwiek dać to w tym przeklętym miejscu. Zgubił deszcz, a to oznaczało same złe rzeczy. Tylko deszcz sprawiał, że czuł obecność Kazuko. Obecność której potrzebował, aby nie oszaleć, nie stać się pustym ciałem takim jakim był od swojego poczęcia do poznania sensu jego życia. Musiał odnaleźć jak najszybciej deszcz, lecz nie mógł również celu w jakim przybył do tego miejsca.

    Krok za krokiem podróżnik próbował odnaleźć spełnienie słodkiej i bardzo naiwnej obietnicy. Nie wierzył w nią naturalnie, stare wioskowe gusła o tym miejscu nie mogły mieć w sobie żadnego pokrycia. Staruszka z wioski przypominała obłąkaną i tak też się zachowywała. Lecz była to nadal obietnica, na której końcu mógł znaleźć się zawód, bądź to czego pragnął najbardziej na świecie - Kazuko. To właściwie wystarczyło, aby Wataru spróbował. Spróbował odnaleźć plugawą istotę, władcę tego przeklętego lasu i wyrwać z jej piersi serce. Organ ten miał przy odpowiednim rytuale przywrócić do życia las, albo człowieka którego ostatnie tchnienie zostało już wydane.

    Deszcz nie był łatwy do odnalezienia w tych warunkach. Musiał skierować się bardzo ostro na wschód, czego nie przewidział Wataru. Nie graniczyło to jednak z niemożliwym i podróżnik był w stanie dogonić słodkiego ducha Kazuko. Zanim jednak zdołał poczuć niosące ulgę krople deszczu z trudem przedzierające się przez gęste sklepienie. Zamarł, jego serce stanęło a chakra zaczęła buzować jak szalona. Melodia, słodka melodia jaką Kazuko wygrywała mu na źdźble trawy. Pięści zacisnęły się, a całe ciało skręciło natychmiastowo. Ruszył, prędko nie dbając o hałas który przy tym robił. Gałąź uderzyła jego policzek, szkarłat wylał się z rozciętej skóry pozostawiając ślad na suchej strukturze. Teraz już nie liczyło się nic, nic poza Kazuko.

    Biały kruk który uformowany w jamie ustnej wewnątrz dłoni podróżnika leciał nisko tuż obok głowy Wataru. Pośpiech miał swoje uzasadnienie, melodia którą znała jedynie Kazuko wiódł ciało mężczyzny. Na końcu trasy miały znaleźć się odpowiedzi. Sens życia mężczyzny czy postradane zmysły? Być może las tak mocno zajrzał wgłąb podróżnika, że postanowił wykorzystać to co kocha do jego zguby. Prawda zaś okazała się być zupełnie inna. Mijając ostatnie drzewo z mroku wyłoniła się postać. Coś co prawdopodobnie było panem tego miejsca. Okrutna istota pogrywała z Wataru. Prawdopodobnie przyglądała się mu cały jego pobyt tutaj. Wyczekiwała, aż nadejdzie dla niej odpowiedni moment do konfrontacji. Kruk osiadł spokojnie na ramieniu, które pozostało w bezruchu. Granatowe oczy zlustrowały rogatą istotę, która w całym swoim podłym bytem postanowiła dosypać soli do rany mężczyzny. Wyglądał złudnie podobny do Kazuko, demon idealnie wiedział jak zagrać, aby znacznie osłabić rozum i załamać wolę. - Twoje serce będzie należeć do mnie. - Wycedził przez zaciśnięte zęby. Skoro demon, władca tego przeklętego lasu naprawdę istniał. Skoro potrafił zajrzeć w dusze Wataru i odnaleźć to co mu najdroższe to jego serce również powinno przywrócić Kazuko do życia. Nie można było dać ponieść się emocją, cena było zbyt wielka. Odbił się piętami od gleby okrążając demona. Jedna z rąk wpadła do rękawa, a gdy znów ujrzała mrok lasu rzuciła w kierunku rogatej istoty ostry przyrząd zwany kunai'em. Kruk zaś leciał za swoim panem czekając na instrukcje, które bez wątpienia musiały poczekać. Nie wiadomo czym dokładnie była tym istota. Wiadomo było tylko jedno. - Odzyskam Kazuko, choćbym miał wyrwać setki takich serc. - Rzekł jeszcze bardziej podle. Miał teraz przed oczami jedną drogę, na której końcu mogło znajdować się przywrócenie Kazuko, a by to osiągnąć był w stanie poruszyć niebo i ziemię, był w stanie poświęcić swoje życie.
Wataru
 

Re: Czarny las.

Postprzez Kenji » 28 kwi 2015, o 21:25

    Gusła były straszliwą bronią, która najczęściej wymierzona była w biednego i poturbowanego przez życie Kenjiego. Nie inaczej było tym razem, bowiem okazało się, że kolejny wędrowiec uwierzył w dziwne opowieści i dybie na jakiś organ Kanekawy. Tym razem nie miały to być jednak rogi, które rzekomo, przyłożone do ciała, leczą każdą ranę! Nie było tu nawet ważne czy pacjent stracił rękę, bowiem ta miała magicznie odrosnąć w momencie kontaktu z naroślami na czole bruneta. Śmiesznym jest, że ludzie wierzą jeszcze w takie cuda w momencie, kiedy człowiek potrafi wystrzeliwać z ust ogień lub manipulować wodą wedle własnej woli, prawda? Sami w sobie są już niesamowici, a mimo to szukają po świecie innych dziwactw, w których pokładają swoją nadzieję. Tego niestety młody Kanekawa nigdy nie mógł zrozumieć i dla głupich nadziei nie zamierzał również oddawać swoich rogów, nerki czy serca. Niech doskonalą się lepiej w iryojutsu.

    O wilku mowa! Kenji doskonale zdał sobie sprawę, że nie jest w tym lesie sam, kiedy usłyszał dźwięk łamiących się gałęzi i szurających liści. Definitywnie ktoś się do niego zbliżał, ale nie było to wielkie zwierze. To robiłoby o wiele więcej hałasu i zapewne byłoby szybsze. Tymczasem Kanekawa zgadywał, że musi to być jakiś człowiek i jak widać nie pomylił się tak bardzo. Przed nim pojawił się bowiem trochę niższy od niego chłopak, którego jednak nigdy nie widział na oczy. Nie przypominał też sobie, żeby kiedykolwiek mijał go po drodze, więc nie wiedział czego tak naprawdę od niego oczekuje. Jednakże samo otoczenie mogło wskazywać, że spotkanie to nie będzie należało do najprzyjemniejszych. Kto normalny mógłby czekać na Rogacza w ciemnym, wilgotnym lesie? No może Nikusui, ale ten młodzieniec z pewnością na nią nie wyglądał. Chyba, że Kenji był nieźle pijany podczas ostatniego spotkania...

    - Kolejny głupiec wierzący w gusła? - odwarknął w kierunku nieznajomego, kiedy ten wymamrotał coś o jego sercu. Nie spodziewał się jednak, że jegomość tak szybko przejdzie do ataku. Na razie Kanekawa poczuł się jednak trochę pewniej, bowiem zobaczył w jaki sposób porusza się jego przeciwnik. Nie wyróżniał się niczym nadzwyczajnym, nie był za specjalnie szybki czy też nie wyglądał na osiłka. Pierwszy rekonesans wyszedł więc dość dobrze, ale dokładniejsza obserwacja została w jednej chwili brutalnie przerwana przez metalowy przedmiot zmierzający w kierunku Kenjiego. Ten jednak nie pozostawał bierny i sam wyrzucił z rękawa identycznego kunaia, który spotkał się z pociskiem przeciwnika i już po chwili obydwa kawałki stali wbiły się w ziemię.

    - Kazuko? - Kanekawa zawiesił się przez moment, ale nie miał czasu na przepytywanie nieznajomego, na pewno nie teraz. Przyjął bowiem specjalną pozycję, unosząc jedną rękę do góry. W tym lesie było dość wilgotno, co mogło działać na jego korzyść. Jeśli przeciwnik chce zabrać jego serce, to niestety najpierw powinien go widzieć, więc najprostszym sposobem będzie ucieczka. Wataru być może i był silny, ale czy potrafi widzieć przez mgłę, która nagle zaczęła się gromadzić w miejscu, w którym do tej pory stali? Kenji wykorzystał tę zasłonę do tego, żeby zmienić pozycję. Przeciwnik może próbować do niego rzucać bądź też strzelać, ale po swojej stronie Kanekawa miał gąszcz drzew, które w każdym momencie zamortyzują wszelkie ataki.
    - Kazuko?! Kanekawa Kazuko? Co wiesz o mojej siostrze? Gadaj, jeśli chcesz mieć jęzor w gębie pod koniec dnia! - krzyczał do Wataru, nadal ciągle zmieniając swoją pozycję. Na razie nie atakował, bowiem na to zawsze przyjdzie czas. O wiele lepiej jest najpierw dowiedzieć się wszystkiego. Nie wiadomo w końcu, która kulka może zabić źródło informacji! Zresztą całkiem możliwe, że to tylko zbieżność imion i tak naprawdę Kenji będzie mógł w spokoju udać się w swoją stronę bez zbędnej walki. Nie miał zamiaru tracić chakry i sił na potyczkę z opętanym zabobonami wariatem.
Kenji
 

Re: Czarny las.

Postprzez Wataru » 30 kwi 2015, o 17:45

    Brwi wygięły się pod ciężarem determinacji i gniewu. Blada twarz mężczyzny, który przypominał trochę aparycją porcelanową lalkę skierowana w stronę rogatej istoty nie spuszczała swojego wzroku. Każdy mięsień, każda cząstka podróżnika bez wątpienia miała jeden cel. Słodka obietnica odzyskania ukochanej, przywrócenia jedynego światła do tego świata otumaniała zmysły i władała duchem mężczyzny. Był na swój sposób głupcem, który zadowolił się obecną sytuacją i zamierzał wyrwać serce obcej istoty, pozbawić jej życia. Czy Kazuko chciałaby jego czynów? Czy nie złożył jej obietnicy stworzyć ten świat lepszym?

    Teraz istniało tylko serce, ciepły bijący organ wewnątrz klatki piersiowej rogatej istoty, władcy tego ponurego miejsca. Wataru poświęciłby wszystko, aby przywrócić do życia ukochaną. Zabójstwo, czy utrata własnego życia nie była wyjątkiem. Właśnie dlatego w jego oczach tlił się ten przerażający płomień nadziei zbudowanej na czystym źle. Wszystko ułożyło się na niekorzyść rogatej istoty, ponieważ każdy znak wskazywał iż jest on władcą tego miejsca, demonem, a jego serce ma szanse przywrócić dobro do tego przeklętego świata. Gliniany kruk ruszył.

    Rogata istota postanowiła odezwać się i wykonać czynności, które bardzo mocno i szybko sprowadziły podróżnika na ziemie. Skontrował jego kunai własnym, wykonał pieczęci do techniki, a co najważniejsze wypowiedział słowa. Wataru nie był kompletnym głupcem, ta istota była człowiekiem tak samo jak on. Jego rogi nie miały znaczenia przecież pod luźnym bandażem na dłoniach mężczyzny znajdowały się jamy ustne - równie nienaturalne co rogi. Używał on broni shinobich oraz wykonywał techniki. Był zwykłym przypadkowo spotkanym mężczyzną o niewłaściwym czasie i miejscu.

    Kruk został jednak już posłany, jego ciało zetknęło się z pierwotną pozycją w której znajdował się rogaty mężczyzna i wybuchnął starając się rozwiać przy tym tworzącą się mgłę. Kolejny wybuch, który przeszył echem Czarny las zwracając całą jego uwagę w tym miejscu. Usta podróżnika otworzyły się w zdziwieniu, dłoń zsunęła z głowy słomiany kapelusz, który swobodnie opadł na plecy. Obca istota przypominała pod wieloma względami Kazuko, znał również melodie wygrywaną przez ukochaną. Ten człowiek mógł na prawdę być bratem zmarłej kobiety, lecz czy taki przypadek mógłby mieć faktycznie miejsce?

    Początkowo Wataru był w szoku, który sparaliżował jego ciało. Nie wiedział co ma powiedzieć, od czego zacząć, co myśleć. Zamknął oczy marszcząc brwi i przypominając smutek Kazuko ogarniający ją za każdym razem w którym wspominała o swojej rodzinie. Nigdy nie mówiła złego słowa lecz cierpiała rzadko wspominając o swoich bliskich. Dłonie zacisnęły się w pięści a otwierające się oczy przepełnił smutek. Podróżnik przypominał teraz deszcz o który teraz błagał bogów. Chciał otulić się tym co kochała Kazuko i odciąć od smutku chwili w której ją stracił. Wyciągnął ręce przed siebie patrząc w pustkę między nimi. Właśnie tam spoczywało jej ciało, tam czuł uchodzące z niej ciepło. - Jedyne dobro i światło tego przeklętego świata zgasło. Kazuko nie żyje. - Cierpienie tłumione przez mężczyznę łamało mu głos, a spojrzenie opadło pod ciężarem grzechu bezradności. Podróżnik po raz kolejny stracił nadzieje na odzyskanie swojej miłości. Po raz kolejny obłudne misje nie prowadziły do niej, lecz do pogłębiającej się rozpaczy.
Wataru
 

Re: Czarny las.

Postprzez Tamiko » 30 kwi 2015, o 19:07

Tamiko nie pamięta całej drogi, nie pamięta do końca co zrobiła, a raczej czego nie zrobiła. Żałowała swojego postępowania, Waru przecież mówił, że powinna zabić. Jej dłonie w pewnej chwili było imadłem, mocnym, żelaznym zaciskiem, które miało zniszczyć krtań tamtego osobnika. Miało to być wspaniałe przeżycie, czemu zatem się zawahała? Bo wypuścił kunaia? Cała ta scena prześladowała dziewczynę od kilku godzin. Za każdym razem przewijała wspomnienia, by po chwili zmienić ich bieg, by zabić. Krew na pewno by ją uspokoiła... Wspaniała, lśniąca. Czerwonowłosa uniosła do góry dłonie by wyobrazić sobie jakby wyglądały po owym przestępstwie, zmieniły by się? A może jednak pozostałyby takie same, ale jej dusza uległa by zmianie?
Po chwili wróciła do rzeczywistości. Była w dość dziwnym miejscu. Las od zawsze był jej domem, ale ten wydawał się być inny. Swoją ciemnością otulał ją w łagodny sposób. Te miejsce ją przytłaczało, ale chciała usiąść, chciała odpocząć. Zobaczyć ich ponownie, znaleźć odpowiedzi, widzieć.
Ciemność nie była już taka straszna, gdy zamknęła oczy i ich zobaczyła. Dwie najpiękniejsze istoty, które kiedykolwiek widziała. Para, która stała przy niej od najmłodszych lat, która zmuszała ją do rzeczy niemożliwych, która...Tami, skarbie, musisz stąd iść-szeptała do jej ucha, cichy głosik, pełny ukojenia. Zaś drugi, ten surowszy nakazał jej się uczyć. Te drugie zawsze bolały. Ból głowy pojawiał się znikąd zmuszając do posłuszeństwa, ale było to dla jej dobra...
Tamiko rozsiadła się wygodnie, bowiem chciała nauczyć się technik jej klanu, no dobra, w tym momencie chciałą nauczyć się tylko jednej, niewielkiej techniki, która miała jej pomóc w dalszej grze, a może... Tak. Musiała nauczyć się tworzyć z kryształu inne bronie, bowiem nie mogła polegać tylko na łańcuchu, którego rozwinięcie trwało bardzo długo. Z cichym westchnieniem dziewczyna rozluźniła swoje ciało. Chciała zajrzeć wgłąb swojej duszy, odnaleźć chakrę, która tutaj odgrywała ogromną rolę. Z zamkniętymi oczyma skupiła się na swoim ciele. Musiała zajrzeć głębiej, by znaleźć to, co potrzebowała. Błękitna energia płynęła strumieniami, wolna, bez życia. Jak ona sama w tej chwili, ale co tam, trzeba było ją rozruszać. Widząc z każdą chwilką jak energia coraz to bardziej wrze w jej ciele postanowiła zacząć skupiać się na tym i formować kryształ na kształt kunaia, którego oddała jakiś czas temu. Zatem zaczęła od ostrza, które było ostre. Na początku musiała uzyskać kształt niby to trójkąta. Starała się, by jego brzegi były ostre niczym brzytwa, a kółeczko, którym powinna go trzymać, gładkie. Wszystko to połączone czymś na pozór patyczka, czy coś. Dziwne porównanie aczkolwiek trafne. Tamiko spojrzała na swój wytwór i była zawiedziona, dobrze. Może nie było to idealne, aczkolwiek próba to coś co uwielbiała dziewczyna. Musiała powtarzać ową czynność wielokrotnie. Raz za razem kunai wyglądał coraz to lepiej. Aczkolwiek próby które podejmowała dziewczyna były nużące. Dopiero gdy Waru ryknął na jej osóbkę ocknęła się i postarała się zrobić już teraz wszystko dokładnie, od początku do końca. Jeżeli teraz jej się nie uda to pójdzie dalej, bez zbędnych pytań i prób. Z drugiej strony wyczerpanie było czymś co lubiła, a determinacja była jej drugim imieniem. Raz jeszcze zaczęła skupiać w sobie energię. Powoli zaczęła przesuwać bladoniebieską energię wzdłuż ciała aż do dłoni. Postanowiła bowiem rozdzielić to na dwie ręce, będzie rzeźbiła kunaia niczym najlepszy artysta tego wieku. Potrafiła to zrobić... Wiedziała że to ostatnia próba i starała się dać z siebie jak najwięcej. A więc powolutku, gdy energia rozrywała jej malutkie dłonie zaczęła wypuszczać ją wraz z dwoma żywiołami tworzącymi jej naturę. Delikatnie, z największą gracją muskała, wyginała owy twór na wzór kunaia jaki teraz leżał przed nią, wspaniałe ostrze, które powoli rozszerzało się ku górze. Pięknie gładkie, zwężało się raptownie tworząc coś co będzie łączyło ostrze z kółeczkiem. Pięknym kółeczkiem, które służyło do trzymania. Wszystko idealnie piękne. Była artystą, tworzyła broń do zabójstwa. Tworzyła magię. Po ciężkiej próbie wykończyła swój twór, ujęła go w dłoń i zaczęła oglądać z każdej strony. Piękny, ostry... nóż do zabójstwa.-Udało mi się...-szepnęła, a może jednak tylko pomyślała?
Shōton no Jutsu: Reberu Shi
Tamiko uniosła wzrok z błyskiem w oczach, czuła się inaczej niż przed chwilą, uwielbiała ten stan wycieńczenia, gdy nie miała już siły, czuła się wtedy wspaniale. Była spełniona, wiedziała bowiem, że kolejnym razem uda jej się wycisnąć jeszcze więcej. Z delikatnym uśmiechem skinęła głową w dal, po czym zarzuciła na głowę kaptur i szczelnie schowała włosy pod materiał. Chciała ukryć swoją tożsamość bowiem nie wiedziała co spotka ją dalej w lesie. Może była wariatką, jednakże ciemność przyciągała ją do siebie, wołała swą ciszą.
Już miała iść dalej gdy usłyszała huk, gdzieś nieopodal. Rozejrzała się wokoło, po czym nie czekając na nic, użyła jedną z prostszych technik, by wejść swobodnie na drzewo i po nich się przemieszczać. Nie ufała dla podłoża, gdzie mogłaby ustać na jakieś gałęzie, aczkolwiek musiała sprawdzić co się dzieje. Okrywając się jeszcze szczelniej, ruszyła w stronę walki. Nawet nie starała się za bardzo ukrywać, bowiem wiedziała, że osoby walczące większą uwagę zwracają na przeciwnika, aniżeli na otoczenie, które staje się ich największym przeciwnikiem.
Po niedługim czasie dziewczyna w końcu znalazła się nieopodal źródła tego całego zamieszania. Nie widziała zbyt wiele, aczkolwiek nie przeszkadzało jej to w niczym, bowiem usiadła tylko w cieniu jednego z drzew i starała się wyłapać jak najwięcej z tego przedstawienia. Nie była głupia, by ujawniać się nie wiedząc nic o swoich, prawdopodobnych przeciwnikach....
Ostatnio edytowano 30 kwi 2015, o 20:13 przez Tamiko, łącznie edytowano 1 raz
Tamiko
 

Re: Czarny las.

Postprzez Kenji » 30 kwi 2015, o 19:59

    Czyli jednak ten człowiek nie był zwykłym łowcą, który chciał jego rogów? Po co więc tu przybył? Sam kunai raczej wskazywałby na to, że był shinobim, ale Kenji w żaden sposób nie mógł wykluczyć tego, że zwyczajnie nie zebrał go z jakiegoś pola bitwy czy też najzwyczajniej go kupił. Spotkanie z nieznajomymi zawsze dostarczało nowych pytań, na które ciężko było znaleźć odpowiedzi, ale Kanekawa nigdy nie przypuszczał, że będzie miał do czynienia z takim ich nawałem! Biały kruk - zwierzę tak bardzo znienawidzone przez Rogacza - ożył i wybił się z ramienia swojego stwórcy. Nie wyglądał jednak tak, jakby był faktycznie istotą stworzoną boską ręką, której forma istnieje na tym świecie od zarania dziejów. Na dodatek, co niecodzienne, wybuchł rozrzedzając tym samym mgłę stworzoną przez Kanekawę. Ten oczywiście mógł ją zagęścić po raz kolejny, ale nie zamierzał tego robić. Nie po tym, co zobaczył przed własnymi oczami.

    Przez pozostałości mgły dało się dostrzec sylwetkę napastnika, która teraz nie wyrażała żadnej morderczej intencji. Istniała również możliwość, że zwyczajnie tak dobrze się maskował, ale Kenji natychmiast ją odrzucił. Zaufał bowiem swojej intuicji, która do tej pory rzadko kiedy go zawodziła. Być może później będzie żałował, ale teraz nie czas na to. Wszystko za sprawą słów Wataru, które były równie zaskakujące, co jego zachowanie. Czy oni na pewno mówili o tej samej Kazuko? Kanekawa Kazuko, jedyna córka bogatej rodziny kupieckiej, która zapadła na nieuleczalną chorobę? Nie... To niemożliwe. Kenji doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że je choroba była śmiertelna, ale przecież nie miała umrzeć jeszcze przez kilka lat. Tak mu powiedziano i tej nadziei się trzymał. Tymczasem mężczyzna stojący przed nim mówił kompletnie co innego. Czyżby chciał go wyprowadzić z równowagi, żeby przegrał walkę? To był... błąd!

    Theme
    - Zamknij mordę. - warknął cicho ze spuszczoną głową i bezwiednymi rękoma - Zamknij swoją parszywą mordę! - tym razem już to wykrzyczał, a na jego twarzy dało się widzieć istny obłęd. Mimika w połączeniu z rogami dawała naprawdę fantastyczny efekt. Kenji nie wyglądał więcej jak zwykły człowiek, za którego miał go Wataru, ale nie powinno to nikogo dziwić. Kanekawa nie mógł sobie pozwolić bowiem na to, żeby ktoś mówił o jego siostrze w tak plugawy sposób. Kazuko nie mogła zginąć. Nie mogła odejść z tego świata zapomniana przez swoją rodzinę, a przynajmniej z poczuciem takiego porzucenia. Mimowolnie jednak mężczyzna nie mógł powstrzymać uczuć, które teraz wypływały z jego serca. Gdzieś tam głęboko w środku istniała bowiem myśl, zgodnie z którą Kazuko już nie żyła. Nie było to jednak teraz, nie w takim miejscu, a łza, która wydobyła się z lewego oka Kenjiego nic nie znaczyła. Zamiast tego wolał chwycić w swoje dłonie po kunaiu i "wyjaśnić" wszystko z Wataru.

    - Więcej już nie będziesz mielił tym jęzorem. Kazuko nie mogła zginąć. Nie moja siostra! - wykrzyczał po raz kolejny i z całej siły wybił się stopą od podłoża. Nie zwracał teraz uwagi na nic, bowiem przed nim znajdował się cel, który musi za wszelką cenę wyeliminować. Douhito powiedział o jedno zdanie za dużo i będzie musiał za to zapłacić. Właśnie w tym calu Kenji podniósł prawą rękę, aby zaraz gwałtownie ją opuścić i wbić czubek żelaznego kunaia prosto w głowę nieszczęśliwca, który miał czelność nakłamać mu o śmierci jego siostry. Zaraz po tym ruchu miał nastąpić kolejny, który polegał na obróceniu się na pięcie i zadaniu poziomego cięcia w klatkę piersiową kunaiem, trzymanym tym razem w ręce lewej. Nie było teraz ważne to, że Wataru mógł być mistrzem walki w zwarciu. Nienawiść potrafiła byś bowiem niezwykle potężna.
Kenji
 

Re: Czarny las.

Postprzez Wataru » 1 maja 2015, o 14:14

    Krew pompowana przez żyły podróżnika znacznie przyśpieszyła. Nie chciał tego wszystkiego, nigdy nie miał ochoty oglądać rodziny swojej ukochanej. Kazuko wcale nie żywiła do nich urazy, była na to za dobra, była lepszą istotą od wszystkich które dane było spotkać i będzie dane spotkać Wataru. Tego jednak nie można było powiedzieć o samym mężczyźnie przypominającym deszcz. Ci którzy śmiali nazywać się rodziną jego ukochanej byli zwykłymi śmieciami, którzy ją porzucili. Pozwolili tułać się jej w samotności, aż do jej śmierci w poczuciu odrzucenia i pogardy przez najbliższych. Kazuko zawsze pogrążał taki smutek gdy o nich wspominała, a smutek ten właśnie w pełni przypomniał sobie mężczyzna.

    Rogaty mężczyzna śmiał nazywać Kazuko swoją siostrą. Osoba, która również ją porzuciła i zmusiła do tak ogromnego smutku. - Przestań kpić! Twoja siostra?! - Ostrze zbliżało się razem z bratem ukochanej, a dłoń przybysza sięgała po własne. Obniżył się nieco, aby mieć więcej czasu skontrować kunai przeciwnika. Iskry posypały się gdy dwóch siłujących się mężczyzn zbliżyli się do siebie tak mocno, że ich gniew mieszał się ze sobą powodując aurę prawdziwej bestii. - Nie masz prawda nazywać jej swoja siostrą! Żadne z Was! Porzuciliście ją! Zmusiliście do tej przekątnej samotności, bólu i smutku! Nie jesteś wart być nazywany jej bliskim! - Serce biło coraz mocniej, chęć zabicia rogatego mężczyzny powróciła. Wataru zapomniał pogrążony w gniewie o tym, że Kazuko nigdy nie życzyła źle swojej rodzinie, nigdy nie chciała zemsty. Pomimo ich czynów dalej kochała ich jak swoich bliskich.

    Po wypowiedzianych słowach Wataru odskoczył kilka metrów w tył czując, że niewiele zda się tu walka wręcz. Rogaty mężczyzna był silniejszy i szybszy. Znów rzucił kunai w linii prostej wykrzykując swój gniew. Prawa ręka uniosła się, zaś lewa zerwała bandaż z dłoni. Jama ustna ukazała się wystawiając swój śliniący się język. - Zapłacisz za to co uczyniłeś Kazuko! - Krzyknął a jego usta poruszyły się. Zamierzał wysadzić wszystko, całą okolicę. Zamierzał posłać rodzinę ukochanej tam gdzie ich miejsce. Prosto do piekła.

    Pierwsza kropla deszczu była niezauważona przez mężczyznę. Dopiero gdy kolejne spadły na jego ramię i głowę poczuł obecność Kazuko. Jego gniew ulatywał razem z kolejnymi kroplami z trudem przedzierającymi się przez suche gałęzie. Deszcz sam go odnalazł, być może sama ukochana przybyła tu aby powstrzymać gniew Wataru. Nigdy nie chciała ich krzywdy. Dłoń z jamą ustną zacisnęła się w pięść podoknie jak druga, a sam mężczyzna unosząc lekko głowę w kierunku sklepienia stworzonego ze splątanych suchych gałęzi krzyknął. Głos pełen rozpaczy i bólu zagrzmiał, a z oczu Wataru popłynęły łzy mieszające się z deszczem. Jak mógł chcieć zabić brata Kazuko. Jak mógł podnieść rękę na to co kochała ta cudowna istota. Nawet po śmierci czuwała nad nim i zmieniała w lepszego człowieka. Piękna, wspaniała Kazuko.
Wataru
 

Re: Czarny las.

Postprzez Tamiko » 1 maja 2015, o 15:22

Całe to przedstawienie trwało niemalże wiecznie. Mężczyzna próbowali na siebie nacierać, a nawet walczyć. Niestety nienawiść do siebie przyćmiła nieznajomych, do tego stopnia, że Tami w każdej chwili mogła podejść i ich zabić. Dokładnie tak. Cicho, niczym kotka strzelić z łuku i pozbawić życia mężczyzn, tak jak zawsze była uczona. Złośliwy uśmiech pojawił się na jej twarzy, a ona zwinnie przeskoczyła na kolejne drzewo, by być bliżej całego zamieszania. Miała pod sobą ofiary, które chciała złapać w swe szpony...
Wszystko musiało iść jednak po jej myśli. Wyciągnęła bombę świetlną, chciała już ją rzucić, aczkolwiek zawahała się w ostatnim momencie. Coś bowiem zaczęło się zmieniać. Coś znowu szło nie tak. Na początku zmienił się ton głosu, po chwili, na dodatek zaczął jeszcze padać deszcz... Pierwsza kropla musnęła jej twarz, dając tym samym sygnał, a może raczej to było ostrzeżenie? "Co mam zrobić?" Myślała gorączkowo. Po czym przypomniała sobie co robiła jeszcze przed chwilą. To był ten czas. Tamiko skupiła się, by zrobić coś pięknego. Jej kryształ będzie śmiercionośną bronią, i właśnie w tej chwili chciała to udowodnić. Wspaniały łuk zaczął powstawać w jej dłoni, jak także dwie strzały, które miały zadać ostateczne ciosy. Gdy wszystko było gotowe czerwonowłosa zaczęła przeczyć wszystkim prawom fizyki....
Jej szczery śmiech niósł się echem po całym lesie. Wiedziała, że teraz zwróci na siebie ich uwagę, ale nie przejęła się tym. Wręcz przeciwnie, stanęła na równe nogi, po czym napięła cięciwę łuku. Mierzyła w stronę chłopaków, dobrze znała ich położenie by wiedzieć gdzie mierzyć.-To było przepiękne, jestem pod wrażeniem. Szkoda tylko, że pochłonęła was taka nienawiść, że nie zwracaliście uwagi na otoczenie. A tam czyhało prawdziwe niebezpieczeństwo-powiedziała spokojnie, ruchem głosy zrzucając kaptur, który mógłby zasłaniać jej pole widzenia. Krwisto czerwone włosy opadły kaskadą na jej plecy.-I nie radzę wam robić jakichkolwiek gwałtownych ruchów. Nie chcemy się przecież pozabijać prawda?-dodała po chwili. Czuła jak jej ciało napinało się od atmosfery, jak wszystko w niej wrzało. Miała ochotę zabić, ale historia tych osób była jeszcze ciekawsza...
Tamiko
 

Re: Czarny las.

Postprzez Kenji » 1 maja 2015, o 18:46

    - Co Ty możesz o niej wiedzieć?! Nie wypowiadaj się tak, jakbyś znał ją od lat - złość wylewała się z niego teraz bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Wataru powiedział coś, z czego doskonale zdawał sobie sprawę Kenji. Jego rodzina była zepsuta, chora i miała obsesję na punkcie przedłużenia własnej świetności. On jednak nie był taki! Od zawsze tęsknił za siostrą, szukał jej po całym świecie przez ostatnie kilkadziesiąt miesięcy. Nigdy jej nie porzucił, nigdy nie chciał, żeby ta umarła. Tymczasem jakiś nieznajomy wchodził ze swoimi zabłoconymi buciorami do ich życia rodzinnego i myślał jeszcze, że może ich pouczać tak, jakby znał całą sytuację. Nie mieszkał z nimi, nie przechodził przez ten sam koszmar, co rodzice Kenjiego i Kazuko oraz nie był na ich miejscu, kiedy musieli podjąć decyzję, które dziecko uratować. Jak wobec tego śmiał cokolwiek mówić i w jakikolwiek sposób ich oceniać?

    Najwidoczniej jednak nie tylko Kenji był tutaj nietypowym stworzeniem. Sam nieznajomy również miał część ciała, która znacznie różniła się od standardów prezentowanych na co dzień. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jego modyfikacja była jeszcze dziwniejsza niż rogi na czole Kanekawy. Te przynajmniej nie otwierały swojej jadaczki i nie śliniły się jak szalone. I ten dziwak był przy ostatnich chwilach Kazuko? Ten ktoś śmiał twierdzić, że był dla niej lepszym kompanem niż rodzony brat, który porzucił wszystkie luksusy i wygody tego świata tylko po to, żeby odnaleźć swoją ukochaną siostrę? A co on dla niej poświęcił? Czemu nie oddał jej życia, czemu nie udało mu się go uratować, skoro był zaraz obok niej? Za nic miał więc jego oskarżenia i próby zrzucenia całej odpowiedzialności na niego. Nie uwierzy zresztą, że jego siostrzyczka umarła dopóki na własne oczy nie zobaczy jej grobu. To wszystko nie było przecież możliwe.

    - Nie wymawiaj jej imienia! - warknął na niego, odbijając zwyczajnie lecący w jego stronę kunai. Nie wiedział co ten człowiek chciał osiągnąć, ale na pewno nie uczyni tego za pomocą jakiegoś ostrza. Już ten biały kruk, który przedtem wybuch byłby bardziej odpowiedni do wyrządzenia krzywdy Kenjiemu, niż to maleństwo. Do zabawy postanowiła dołączyć jednak kolejna mrówka. Czemu ich się tyle tutaj zlatuje? Las taki jak ten powinien raczej odstraszać przybyszów, niż ich do siebie zachęcać, a mimo tego w ciągu jednej chwili zrobiło się tutaj tłoczno. Kanekawa z początku posłusznie zamarł w bezruchu, aby następnie odwrócić się, z której dobiegał kobiecy głos. Może i był teraz wściekły, ale nie oznaczało to, że stracił cały zdrowy rozsądek. Tamiko popełniła jednak mały błąd. Jeśli chciała ich zaskoczyć, to powinna raczej wystrzelić swoje strzały z ukrycia, a nie pojawiać się wprost przed nimi. To jednak mogło również oznaczać, że nie do końca chciała ich śmierci. Kenji nie zakładał, że była na tyle głupia, aby tak po prostu wyjść z ukrycia.

    - "Nie chcemy się pozabijać"? Mocne słowa jak na kogoś, kto mierzy do obcych ludzi z łuku, nie sądzisz? - zapytał przybyszki i choć jego głos wcale nie był uniesiony, to dawało się w nim usłyszeć swego rodzaju powarkiwanie, towarzyszące Kanekawie przy każdej, potężniejszej dawce negatywnych emocji. Niemniej jednak, Wataru mógł na tę chwilę zaczekać. Najwidoczniej nie był w pełni władz umysłowych, skoro zachowywał się w ten sposób, ale nadal miał z nim parę spraw do przedyskutowania. Właśnie dlatego Kenji nie mógł pozwolić na to, żeby przybyszka z dziwnym łukiem od tak zaczęła im grozić śmiercią. I mogło to w tym momencie wyglądać tak, jakby był samobójcą, ale bez cienia strachu ruszył w stronę Wataru, całkowicie ignorując ostrzeżenie Tamiko. Może i czuła się pewniej siedząc na tym drzewie, ale wystarczyło kilka pieczęci, zeby to zaraz znikło, być może razem z nieproszonym gościem.
    - Nie wiem czego od nas chcesz, ale pobawię się z Tobą kiedy z nim skończę. Przeszkadzasz! - odwrócił na moment głowę w jej stronę, a ostatnie słowo już wykrzyczał. Naprawdę nie chciał teraz przejmować się jakimś piątym kołem u wozu, kiedy wreszcie miał okazję do dowiedzenia się co wydarzyło się z jego siostrą. Strzały go teraz nie dosięgną, a póki nieznajomy pogrążył się w rozpaczy, będzie miał okazję na wyciągnięcie z niego kilku informacji.
    - Co się stało z moją siostrą? Nie wierzę, że zginęła. Nie Kazuko! - zwrócił się teraz do Wataru, kucając jakieś dwa metry od niego. Teraz właśnie to było najważniejsze, więc jeśli Tamiko czuje się zignorowana, to trudno! Kanekawa nie zamierzał być jej niańką i bawić się w kotka i myszkę. Z kolei musiał dowiedzieć się całej prawdy od faceta z ustami na dłoniach. Nie uwierzy w jego słowa dopóki nie zobaczy jakiegoś dowodu.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Suiton: Mizu Kawarimi

Pieczęci
Brak

Zasięg
Maksymalnie 20 metrów

Koszt
E: 12% | D: 10% | C: 6% | B: 3% | A: 2% | S: 2% | S+: 2%

Dodatkowe
W pobliżu musi być jakiś zbiornik wodny

Opis Najzwyklejsze Kawarimi no Jutsu - lecz z jedną, za to znaczącą różnicą. Tym razem użytkownik może się zamienić miejscem z dowolną cieczą o tej samej objętości, co jego ciało. Dzięki temu można podmienić się z odrobiną wody z np. jeziora, nie zaburzając jej powierzchni - i co ważniejsze, wychodząc z opresji. Aby technika zadziałała, trzeba spełnić te same warunki co przy normalnym Kawarimi - trzeba być świadomym nadchodzącego ciosu.

Tak dla Waszej wiadomości, żebyście wiedzieli jak zmienia się Kenji w razie gdyby Tami do niego strzelała~
Kenji
 

Re: Czarny las.

Postprzez Wataru » 2 maja 2015, o 00:25

Obrazek

    Krople deszczu opadały na bladą cerę mężczyzny. Jego ciemne włosy powoli przesiąkała zimna woda przylepiając je do skóry. Łzy ciężko było odróżnić od kropli deszczu. Gdy z ust przestał wydobywać się krzyk ręce opadły bezwładnie. Bandaż wcześniej zerwany opadał na ziemię przesiąkając brudem tworzącego się błota. - Nie wiem... - Wypowiedział słabo słowo odnosząc się do czegoś co działo się głęboko w jego głowię. Przez moment wydawało się, że przestał reagować na otoczenie. Jakby odciął się w momencie gdy deszcz dotknął jego skóry, jakby uciekł do zupełnie innego świata. Wspomnienia napłynęło do niego ochładzając temperament i przywracając do stanu który władał nim zazwyczaj.

    Spokój ducha nie mógł trwać wiecznie. Okazało się bowiem, że mężczyźni nie byli tu sami. Zwrócili uwagę na siebie całego Czarnego lasu oraz jego gości. Było to miejsce pełne bestii, a szczęściem można nazwać sytuacje w jakiej oboje się znaleźli. Ponieważ wyłaniająca się z mroków kobieta najwyraźniej już dawno mogła pozbawić ich życia. Jej zwykłą zachcianką było ich dalsze tchnienie. Wataru zdołał zapomnieć w jakim miejscu się znajdowali, zapomnieć o grze która tu się odbywała. To, że krwistowłosa jeszcze nie posłała w ich kierunku strzał było zwykłym szczęściem. To wcale nie musiało trwać wiecznie dlatego chakra po raz kolejny zawrzała w ciele podróżnika. Nie zamierzał umierać, ponieważ wiązała go obietnica i pewien cel.

    Twarz obróciła się w kierunku nowego uczestnika teatrzyku nie obniżając się nawet o cal. Deszcz spływał z bladych policzkach i teraz trudno było stwierdzić czy mężczyzna w ogóle płakał. Być może był to tylko deszcz. Smutek w oczkach przebił się przez mrok lasu i zajrzał głęboko w ślepia przybyłej kobiety. Jak kompletnie się różnili. On przypominał deszcz, a ona? Jej uśmiech tak szczery i głęboki wywołany z mało istotnych powodów nie mógł nigdy pojawić się na twarz Wataru. Wtedy wgląd w duszę przybyłej przerwał brat jego ukochanej. Wypowiedział słowa, wykonał ruchy w momencie gdy podróżnik stał w ciszy pozwalając deszczowi obmywać ciało. Broda uniesiona nadal znacznie wyżej niż zazwyczaj obróciła się w kierunku rogatej istoty. Wzrok wykonał tą czynność nieco później wpadając w bezkres oczu drugiego mężczyzny. - Nie chce śmierci, ani Waszej ani własnej. Nie teraz. - Powiedział znacznie ściszając swój głos przy wypowiadaniu drugiego zdania. Zamknął oczy i obniżył swoją głowę. - Ten las nie jest bezpiecznym miejscem. Proponuje skierować się w swoje strony unikając niepotrzebnych czynności, póki to co tu żyje ma cierpliwość nas tolerować. - Kilka dni spędzonych w ciemnościach tego miejsca pozwalały Wataru na doskonałą wiedzę o otoczeniu. Wiele razy musiał on unikać czegoś niebezpiecznego, czasem wchodzić w brutalny kontakt. Jeśli ktokolwiek tu myśli, że był drapieżnikiem mylił się. Kobieta celująca w ich stronę mogła być w każdej chwili porwana w ciemność tak gwałtownie jak z niej się wyłoniła. Czarny las nie był miejscem na teatr i deszcz przypomniał ten fakt Wataru - pozwolił mu na chłodną kalkulacje.

    Coś poruszyło się. Złamało suchą leżąca gałąź, poruszyło lasem i rzuciło spojrzenie na trójkę. Mężczyzna o dodatkowej parze ust skierował szybko swoje spojrzenie w kierunku mroków lasu. Brwi zmarszczyły się. To coś podróżowało za nim odkąd przybył do lasu. Ciała wilków, które pozostawił szybko zniknęły, a ślady zostawione na tym miejscu niepokoiły. Wolno i uporczywie pełzło za Wataru i zdołało go ponownie dogonić. Poczuł stukot, na całym ciele. Słabe wibracje zatrzęsły jego ciałem. Czy dwójka obcych miała teraz jakiekolwiek znaczenie? Nie chciał ich śmierci, lecz blokowali mu drogę.
Wataru
 

Re: Czarny las.

Postprzez Tamiko » 2 maja 2015, o 22:47

Czerwonowłosa stała wyprostowana patrząc się na chłopaków. Została zignorowana. Zignorowana jak w dniu swoich urodzin. Iskra pojawiła się w jej oczach, palce puściły cięciwę, a strzała poleciała. Szybko, z cichym sykiem wystrzeliła do przodu. Gdzie trafiła? Tego Tamiko nie mogła określić, bowiem chłopak w tym momencie ruszył do przodu. Strzała mogła przelecieć przed nim, za nim, a w najgorszym wypadku mogła utkwić w ciele mężczyzny, co było by na rękę dziewczynie. Nienawidziła ignorancji, a teraz została zrównana z błotem. Od raz na miejsce poszła kolejna strzała. Cięciwa ponownie była naprężona. Chciała strzelić ponownie, ale jeden z mężczyzn nie pozwolił jej na to. Cichy głos w jej głowie krzyczał z oddali, a ona pod wpływem emocji chciała go odepchnąć na drugi plan. "Nie chce śmierci, ani Waszej ani własnej. Nie teraz"...
Mimowolnie rozluźniła ręce. Teraz nie trafiłaby nawet słonia, gdyby chciał ją staranować. "Zabij go. Po co się wahasz?"- cichy głos szeptał w jej głowie. Wiedziała, że powinna się go słuchać. Wiedziała, że musi w końcu zabić, by poczuć się wspaniale, by być wolną...
Jej rozmyślania o niczym, przerwały jakieś wibracje. Nie wiedziała co to jest, aczkolwiek dreszcz przeszedł po jej ciele. Coś się zbliżało i to bardzo szybko. Rezygnując z jakiegokolwiek logicznego myślenia opuściła łuk i zaczęła się rozglądać po otoczeniu w poszukiwaniu czegokolwiek, co chciało zapewne jej zabić. Jakoś myśl, że coś wielkiego mogłoby być łagodne przeczyło jej przekonaniom.
Za mężczyznami Tamiko zobaczyła kształt. Ogromny kształt zbliżał się do nich. W pierwszym momencie myślała, że to niedźwiedź, aczkolwiek im był bliżej tym widziała coraz to więcej szczegółów. Jego głowa była inna. Przypominała bowiem kreta, nieposiadającego oczu, pysk zaś jego usłany był kłami. Przerośniętymi, które kaleczyły jego dolną szczękę. Sierść pokrywała zaledwie część twarzy, a druga, była wręcz przezroczysta. Gdyby zaświecić latarką, zapewne można by zobaczyć jego wnętrzności. Ogromny tułów był pełny blizn, przez co biała skóra była grubsza. To pozwoliło jedynie zobaczyć więcej szczegółów, bowiem wyróżniały się one na tle nocy. Łapy jak u niedźwiedzia były przerośnięte z szponami około piętnastocentymetrowymi. Kiedyś zwierz mógł być niedźwiedziem, aczkolwiek teraz był potworem...-Uważajcie... Za wami!!-krzyknęła chcąc zwrócić na siebie uwagę monstrum. Automatycznie napięła łuk i strzeliła. Czemu zatem zwierze wydało z siebie ryk i ruszyło dalej w ich stronę? Czemu nic mu się nie stało? Idiotko...Pomyślała szukając innego rozwiązania. Teraz musieli walczyć zespołowo inaczej zginą... Tamiko mimowolnie zaczęła się śmiać. Cichy chichot był nieco obłąkany, jakby coś w nią wstąpiło, jakby nie była już tą samą osobą, co przed chwilą.
Tamiko
 

Re: Czarny las.

Postprzez Kenji » 3 maja 2015, o 05:05

    Jak przewidywał, dziewczyna postanowiła nie dać za wygraną i za wszelką cenę chciała odpłacić Kenjiemu za zignorowanie jej. Chłopak był jednak na to przygotowany i nie zrobił sobie kompletnie nic ze strzały, która zmierzała w jego kierunku. Ba! Ta nawet przeszyła jego ciało na wylot, aby następnie wbić się w ziemię i zakończyć swój śmiercionośny lot, który jednak tym razem nie przysporzył żadnych ofiar. Dlaczego? Pocisk powinien wbić się w Kanekawę na wysokości uda, a być może i nawet bioder, jednakże jego ciało rozstąpiło się zupełnie tak, jakby było z samej wody. Po prostu strzała w kontakcie z powierzchnią wytworzyła dziurę, która zaraz została załatana. Sam Rogacz natomiast obdarzył przy okazji Tamiko karcącym spojrzeniem, ale nie wypowiedział żadnego słowa. Sam pewnie zachowałby się podobnie, gdyby został w tak jawny sposób zlekceważony.

    Ważniejszy był za to Wataru, który w mniemaniu Kenjiego starał się zwyczajnie wykręcić od odpowiedzi. Lewa brew chłopaka drgnęła niebezpiecznie, kiedy usłyszał jego pierwsze słowa. Nie chce ich śmierci? Dlaczego więc przed chwilą próbował go zabić, a następnie jeszcze wysadzić? To zdarzenie na pewno mu się nie przyśniło. Co więcej, jeszcze przed kilkoma sekundami ta dziewczyna wystrzeliła do jednego z nich pocisk, więc nieważne jak bardzo kolorowy byłby świat, ktoś tutaj na pewno miał zamiaru pozbawić drugą osobę życia!
    - Przestań pieprzyć. Nie ruszę się stąd, dopóki nie powiesz mi wszystkiego, co wiesz o Kazuko. Nie wywiniesz się jakimś chrzanieniem o... cholera. - po raz kolejny zaczął wyładowywać swoją złość na chłopaku, kiedy wypowiedź przerwała mu nie tyle sama Tamiko, co bestia, która wyłoniła się zaraz za nimi. Czyli jednak Wataru nie kłamał z tym niebezpieczeństwem w czarnym lesie. Świetnie! Ten dzień naprawdę należał do udanych. Nie dość, że o mało co nie pozabijał się z jakimś wariatem, którego pierwszy raz widział na oczy, strzelała do niego kolejna wariatka, której nawet dobrze nie widział, to na samą dokładkę spod ziemi musiało wyskoczyć to COŚ.

    Kanekawa mimowolnie chwycił za fraki Wataru, zmuszając go tym samym do tego, żeby stanął na równe nogi. Jeśli zostawi go na ziemi, to z tego świata zniknie jedyna poszlaka prowadząca do jego siostry, jaką spotkał w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Kenji miał jednocześnie nadzieję, że ten shinobi, który przed chwilą tak ochoczo przystąpił do próby zabicia rogacza, będzie umiał teraz o siebie zadbać przy okazji walki z wielkim monstrum, które nie przypominało żadnego zwierzęcia opisanego w książkach. Sam Kanekawa odskoczył gwałtownie w bok, chcąc jednocześnie zejść z toru przemieszczania się dziwactwa. Przygniecenie łapą było ostatnim, czego mu teraz szczerze brakowało. Mężczyzna nie zamierzał być jednak całkowicie bierny w takiej sytuacji. Jego dłonie uniosły się teraz na wysokość klatki piersiowej, aby od razu zacząć formować pieczęcie. Na pierwszy rzut poszła pieczęć szczura, a cały ciąg został zakończony tygrysem. Wtedy to w stronę potwora wyleciały trzy pociski, które na moment rozświetliły mroki tego nienaturalnego lasu i pozwoliły się również lepiej przyjrzeć bestii. Jeśli dobrze pójdzie, ta może nawet odwrócić się przestraszona widokiem ognia, którego raczej nie zdołała uświadczyć na tym odludziu. Swoją drogą zabawne było to, jak ludzie, którzy przed momentem chcieli się pozabijać, podejmują wspólny wysiłek w walce z jednym wrogiem, który pojawił się znikąd. To był jego pechowy dzień, bowiem raczej każdy z ludzkich dziwaków miał jakiś powód, dla którego zamierzał żyć, a to właśnie determinacja często pozwala przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
Spoiler: pokaż

Nazwa
Katon: Hōsenka no Jutsu

Pieczęci
Szczur → Tygrys → Pies → Wół → Królik → Tygrys

Zasięg Max.
35 metrów

Koszt
E: 8% | D: 6% | C: 6% | B: 4% | A: 3% | S: 2% | S+: 1% (od pocisku)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Najprostsza technika Katonu. Polega ona na nabraniu powietrza i wypluciu pewnej ilości kul ognia o małej wielkości. Ogromną zaletą techniki jest to, że w pociskach można ukryć mniejsze bronie, np. shurikeny, co sprawia, że pomimo małej rangi Jutsu to może sprawić wiele kłopotów. Jednak nic nie trwa wiecznie i po wykonaniu jednej salwy kul ognia trzeba nabrać powietrza na następną. W jednej salwie mieści się 15 pocisków. Przerwa między salwami trwa mniej więcej tyle co długi oddech, a następnie można wykonać kolejną salwę, bez składania pieczęci.

Tradycyjnie~
Kenji
 

Re: Czarny las.

Postprzez Wataru » 3 maja 2015, o 14:21

    Dźwięk zwalniającej się cięciwy i przecinanego powietrza przez kryształową strzałę wywołał u podróżnika skurcz wszystkich mięśni. Nie nadążał, gdyby ta strzała skierowana była w niego wtedy oznaczałoby to koniec. Pocisk jednak miał inny tor lotu. Przebił rogatą istotę na wylot rozdzierając ciało z łatwością. Czyżby tak miał skończyć jeden z bliskich Kazuko? Ta myśl wcale nie spodobała się podróżnikowi - choć sam nie do końca wiedział czemu. Nie dbał o nic, nie przywiązywał się do nikogo. Brnął przez świat już przez długi okres czasu mając jeden cel i będąc związany z jedną obietnicą. Nic innego się nie liczyło.

    Umysł Wataru usilnie szukał wyjścia z niekorzystnej sytuacji. Szczęśliwie nieznajomy mężczyzna przygotował się na ewentualność ataku i jego ciało zmieniło się w wodę. To trochę poprawiało wszystko co działo się dookoła, lecz nic nie rozwiązywało. Kobieta strzeliła przez co napięcie w Czarnym lesie rosło. Wzrok podróżnika przeniósł się na obcą krwistowłosą istotę, która przybrała postawę pasywną. Granatowe ślepia znów poruszyły się opadając na rogatym mężczyźnie. Ten zbliżał się dalej próbując wyciągnąć informacje od podróżnika. Chwila wydawała się być idealną do ucieczki, lecz tylko przez moment.

    Wibracje stały się coraz donośniejsze, aż w końcu czuć było obecność i ciężki oddech istoty. Kobieta krzyknęła, a wyciągnięta dłoń mężczyzny okazała się być pomocna. Mięśnie Wataru przygotowane do poderwania się już od kilku odbić serc teraz miał znacznie ułatwioną pracę. Kilka sprawnych podskoków pozwoliło znaleźć się parę metrów dalej. Twarz obróciła się zerkając przez plecy na istotę, która ścigała go od samego początku. Olbrzymie cielsko niemalże ciągnięte po podłożu przez masywne łapy zwieńczone paskudnym pyskiem mogącym zmieścić nie jednego człowieka. Obrzydlistwo oddychało ciężko tocząc pianę z pyska. Podróżnik miał teraz wiele możliwości, stwór przesadzający mu od początku teraz mógł pozwolić uciec z tej niekorzystnej sytuacji.

    Kolejna kryształowa strzała przecięła powietrze, lecz teraz w żadnego z mężczyzn. Nowy celem był wyniszczony przez Czarny las niedźwiedź. Pocisk wbił się w masywne udo na nie więcej niż cal, a bestia wydawała się nawet tego nie zauważyć. Ślepa istota polegająca na swoim słuchu i węchu również nie dostrzegła lecących w nią ognistych pocisków. Te uderzyły w jej pysk i tors stawiając w płomieniach pozostałości futra. Płomień wywołał okropny smród i rozdrażnił bestię, która rzuciła się do przodu. Być może nie należała do najszybszych, lecz za to wyglądała na silną. Zderzenie z jej łapą nie mogło się dobrze kończyć. Wataru zgiął kolana zamierzając jak najszybciej uciec z tego miejsca. Potwór wydawał się cały czas mierzyć w niego, jakby podróżnik był jego jedynym celem. Wtedy granatowe oczy znacznie mocniej uwydatniły się. Powieki poniosły się w geście zaskoczenia, a Wataru przypomniał sobie. Stara kobieta z wioski opisywała króla lasu, nie miała pojęcia jak wyglądał ponieważ każdy kto rzekomo widział stwora podawał zupełnie inny opis. Mimo to, jedno się zgadzało w niemal każdym opisie. Blizna ciągnąca się od czoła przez oko, w końcu kończąc się na szczęce rozdzierając mocno skórę w tym miejscu.

    Mięśnie w końcu wykonały swój ruch. Uskakujący podróżnik przed atakiem niedźwiedzia - którego położyła z łatwością drzewo stojące na drodze - przykleił się za pomocą chakry do drzewa osadzonego z boku. Jego ręce skrzyżowały się przed klatką piersiową kierując otwarte dłonie w stronę bestii. Druga zabandażowana dłoń poluźniła nieco wiązanie przy pomocy języka który wypełzł spomiędzy materiału ukazując drugą porcje dziwactwa w ciele Wataru. Para ust na dłoniach wyszczerzyła zęby poruszając się. Niewiele gliny zostało wewnątrz jam ustnych. Również jeśli chodzi o chakre, to podróżnik zdołał już zużyć jej trochę. Nie miał więc wiele podejść. - W końcu się spotykamy. Twoje serce należy do mnie! - Teraz wszystko było już jasne. Czemu bestia ścigała Wataru. Ponieważ podróżnik polował na bestie, a tylko jeden z polujących mógł wyjść z tej gry żywy. Teraz już nie liczył się ani rogaty mężczyzna, ani krwistowłosa kobieta. Miał w zasięgu ręki serce, które miało możliwość przywrócić do żywych Kazuko.

    Bestia obróciła się znów kierując swój pysk w stronę trójki gatunku ludzkiego. Wataru odskoczył z drzewa, które stanowczo zbyt blisko znajdowało się niedźwiedzia. Znalazł się pod drzewem na którym mierzyła z łuku kobieta. Usta na dłoniach otworzyły się. Na ziemie opadły stworzone z białej gliny stworki. Pojedyncza pieczęć pozwoliła na powiększenie ich i określenie czym są. Cztery dość duże i długie stonogi od razu ruszyły pełznąć po ziemi w kierunku niedźwiedzia. Zaś biały kruk wzleciał mając na celu krążyć w pobliżu uszu bestii i odwracać jej uwagę. Wataru zamierzał podejść tym razem do zabierania serca bardzo poważnie, a dwójka obcych nieświadomych jego celu mogła mu w tym pomóc.


    Spoiler: pokaż

    Nazwa
    Shī Wan

    Pieczęci
    Połowa Barana (przy detonacji)

    Zasięg
    Dowolny

    Koszt
    E: 12% | D: 10% | C: 6% | B: 3% | A: 2% | S: 2% | S+: 2% (za 5 bomb)

    Dodatkowe
    Brak dodatkowych wymagań

    Opis Najsłabsze wybuchowe twory, którym można nadać rangę wybuchu C1. Stworzone twory swoim wyglądem przypominają zwierzęta. I tak przykładowo wyróżnić można poszczególne typy tworów:
      • owady, pająki – lądowe typy bomb, odznaczającą się niedużymi rozmiarami, w trakcie pojedynku nie trudno je przeoczyć,
      • ptaki – powietrzne typy bomb, które mogą być wykorzystywane do transportu bądź atakowania celów powietrznych
      • ryby, meduzy – morskie typy bomb, wykorzystywane do atakowania celów podwodnych bądź znajdujących się na powierzchni wody. Bomby mogą być także w tym przypadku wykorzystywane jako miny wodne.
      • Węże, stonogi – podziemne typy bomb, które mogą zostać wykorzystane do unieruchomienia przeciwnika.
Wataru
 

Re: Czarny las.

Postprzez Tamiko » 4 maja 2015, o 16:20

Jeden z mężczyzn jednak postanowił odłożyć nienawiść na bok i zaczął współpracować. Jakie szczęście, że go nie zabiła. Mogła teraz przynajmniej dobrze wykorzystać obce jej osoby do własnych celów. Chociaż czy celem było zabicie potwora przed nią? Chaos tego miejsca doprowadzał ją do bólu głowy. Krzyki, które słyszała nie chciały się uciszyć, jakby miały być karą za to, co chciała zrobić. Czerwonowłosa zaczęła tworzyć kolejne strzały, szukając słabego punktu u zwierzaka. Oczy, a raczej puste miejsce, które niegdyś nimi było, powinno być dobrą opcją. Nie wierzyła, że skóra była tam tak twarda jak w innych partiach jego cielska. Seria strzałów poleciała w odpowiednią stronę.
Radość, ze światła, który stworzył rogaty człowiek była ogromna. Teraz mogła celniej strzelać, dlatego też wykorzystała tą chwilę najlepiej jak umiała. Chciała jeszcze znaleźć się za jego plecami, wbić mu ostrze między jego kręgi szyjne. Czemu zatem widząc jak drugi mężczyzna znajduje się pod jej drzewem, zaczęła się wahać? To co zobaczyła ją przeraziło. Otwory gębowe umieszczone na dłoniach otworzyły się, a z nich zaczęły wychodzić potwory. Cała pewność siebie na chwileczkę uszła z jej ciała. Te sekundy spowodowały, że była bezbronna, była tak bardzo bezbronna, że nie odparła by w tym momencie żadnego ataku, który byłby skierowany w jej stronę. "Zapamiętaj to, Tami"
Te słowa spowodowały, że zaczęła racjonalnie myśleć. Chęć obcięcia mu dłoni była kusząca. Chciała bowiem zobaczyć jak zachowają się jego usta, gdy będzie brakować im krwi. Jak będzie wyglądał proces umierania? Pytania tworzyły się w jej głowie, a ona po raz kolejny wystrzeliła serię strzałów w głowę potwora. Czy to coś dawało? Na pewno, bowiem potwór nie nacierał na nich od razu, a bawił się z jej strzałą utkwioną gdzieś w głowie.
Czerwonowłosa znowu ruszyła po drzewach w przeciwną stronę do Wataru. Postanowiła uczynić to, o czym myślała jeszcze przed chwilą. Okrążyła zwierzynę niczym kotka. Gdy była na odpowiednim miejscu wyrzuciła łuk. Straciła już sporo chakry, ale wystarczy jej zupełnie na to co sobie wymyśliła. W jej głowie pojawił się obraz prostej katany, którą zaczęła materializować w dłoni. Miała jednak nadzieję, że potwór wystarczająco ją zasłania, by mężczyźni nie widzieli zbyt wiele. Nie chciała zdradzać za dużo swych umiejętności...
Minuty mijają, a Tamiko chciała zaatakować. Wahała się jedynie tego, że te białe zwierzaki zabiją ją, gdy podejdzie za blisko potwora. Starała się zwrócić uwagę mężczyzn, bowiem dopóki nie będzie pewna, że ją osłonią, to nie zacznie nacierać...
Tamiko
 

Następna strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron