Osada przy granicy z Sashibi.

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Marusa » 4 wrz 2016, o 18:18

Misja dla Shintaro i Ryuuhei, post 28 Shintaro, sprawdziłeś stopień uszkodzenia miecza, czyli czy się nie łamie. Otóż miecz pod zwykłym naciskiem się dosyć mocno wygina, ale nie łamie. Ale na pewno uderzenie czegoś tym mieczem skończy się jego złamaniem. Dalej, sprawdziliście worki. Były w środku dwa bochenki chleba, kilkanaście jabłek, 3 duże koła sera żółtego, kilka różnorakich szynek i to by było na tyle z jedzenia. W drugim worku widać było trochę monet i banknotów, na oko z kilkaset ryo. Do tego jakaś tania świecąca się biżuteria oraz stary mosiężny świecznik. Kiedy zwróciliście uwagę Kazuo na czerwień, widać było po jego minie, że nie chce w coś uwierzyć. Dalej Ryuuhei postanowił pójść sprawdzić co to za czerwień, jego czarnowłosy kolega go ubezpieczał piaskiem. Więc białowłosy, podchodziłeś z każdym krokiem coraz bliżej tego koloru, co się wydawał wam świecić. Odchylasz krzaki i musiałeś się odwrócić. To co zobaczyłeś było okropne.

Uwaga! Brutalność! Wchodzisz na własną odpowiedzialność!
Spoiler: pokaż
Pierwsze co rzucało się w oczy to pełno czerwonej krwi. Całe ciało i ziemia pod nim było od niej czerwone. Kolejna rzecz, to jelito z trzustką i wątrobą, wychodzące z rozciętego brzucha i zwisające z boku. Jakby tego było mało, to jedna noga została tak złamana, że w kolanie wygina się w drugą stronę niż powinna. Jednej jego dłoni brakuje dwóch palców, a drugiej trzech. Jeden z nich widać jak wystaje z ust martwego. Do tego brak jednego oka i nosa. Całe ciało pokrywały setki niewielkich cięć. O ile z ran spowodowanymi tymi cięciami krew już przestała cieknąć, to z oka, nosa i brzucha dalej krew powolutku wydobywała się. Drugie oko jest wytrzeszczone tak jakby zmarł bardziej z powodu bólu niż obrażeń. Jeśli podniosłeś ciało, obróciłeś trochę, albo spojrzałeś do środka brzucha, to widać jest, że jest do tego przebitym włócznią na wylot. Wchodziła od siedzenia, a wychodziła w okolicach łopatek. Gdzie niegdzie widać było, jakby ptaki go już poskubały częściowo, gdyż można znaleźć kilkanaście dziur, czy otworów, w tym większość we flakach tego pechowca.


Krótko mówiąc było to brutalnie zmasakrowane ludzkie ciało, ciało starszej osoby. Zapewne żył, kiedy większość z tych rzeczy były mu robione. Pomimo odwrócenia się od tego widoku, było ci niedobrze. Do takich rzeczy się po prostu nie da się przyzwyczaić i jedynie ludzie bez człowieczeństwa są w stanie to zrobić i się z tego cieszyć. Kazuo widząc twoją reakcję, zaczął podchodzić do ciebie, by spojrzeć co wywołało twoją reakcję.
Marusa
 

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Ryuuhei » 4 wrz 2016, o 18:36

-Och. Coś mi mówi, że mogliście się kiedyś znać - oświadczyłem, rozsuwając rękoma zarośla i dostrzegając zmasakrowane przez napastników zwłoki. Bezcelowa, głupia brutalność, dużo krwi, wnętrzności, setki cięć tępiących broń. Robota psychopaty lub kogoś, kto chciał dać przykład. -Ostrzegam, to cię bardzo zaboli. Jeśli jednak zaczniesz krzyczeć, będę zmuszony cię ogłuszyć. Zaglądasz tu na własną odpowiedzialność - przestrzegłem zbliżającego się Kazuo. Zaczęli mnie zastanawiać bandyci, którzy napadli na wioskę. Nie w takim sensie, jak przedtem. Przedtem intrygowało mnie, czego szukali, co było motywem ich działań, czy może zmusili wieśniaków, by gdzieś ich zaprowadzili... ale teraz szokowała mnie bezcelowość, płytkość i głupota. Jedzenie? Biżuteria? Pieniądze? Prosty napad rabunkowy. Byłem niemalże zażenowany, zdemotywowany, zawiedziony poziomem moich wrogów. Nieważne, jak silni byli, irytowała mnie głupota w każdej postaci.
-Prawdopodobnie zostawili jakieś ślady. Z krwi chociażby. Wątpię, by wszystkie rany zadano wieśniakowi w tym miejscu. Ciężko tu o wygodę w torturowaniu. Ktoś musiałby być nie tylko sadystą, lecz również masochistą. Co by tu zrobić? Możemy iść po śladach, ale Kazuo pewnie już nam nie pomoże. No i jest jeszcze Shintaro. Jak zobaczy kasę, to może całkiem zignorować misję, a sam nie mam zamiaru doprowadzać jej do końca. Nie interesuje mnie pomaganie ludziom, nie jestem altruistą ani nie proszę się o śmierć... - z takimi oto myślami spojrzałem na mojego towarzysza, jednocześnie kontrolując starucha, by w razie potrzeby zamknąć mu usta i uderzyć go rączką kunaia w tył głowy.
Ryuuhei
 

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Shintaro » 4 wrz 2016, o 19:01

Czarnowłosy ochraniał piaskiem białowłosego aż do momentu gdy zobaczył że czerwień którą źle zinterpretował to krew, tak naprawdę ochrona piaskiem nie potrwała zbyt długo ponieważ chłopak wycofał piach chowając go do swojego plecaka, Shintaro podszedł odrobinę bliżej i stanął tuż obok Kizoku który przyglądał sie krótko mówiąc rozpierdolonym zwłokom na milion cześć jak nie więcej. - uuu... brutalnie nie ma co.. zaczynam myśleć czy w ogóle damy sobie radę - Powiedział na głos wyrażając swoje wątpliwości, nie ukrywał że odczuwał już całkiem spory ubytek w swojej chakrze, zwłoki nie interesowały go zbyt długo chłopak odszedł od ciała i podszedł bliżej do obu ciał martwych mężczyzn kucnął przy obu ciałach i zaczął szukać wskazówek które pomogłyby mu w odnalezieniu reszty bandytów, przeszukiwał ich kieszenie oraz różne zakamarki w poszukiwaniu jakiegoś liściku lub też poszlaki która mogłoby mu pomóc. - Poszukaj śladów krwi, - Odparł spokojnie podnosząc się z ziemi wziął głębszy oddech po zobaczeniu zwłok i przemyślał na spokojnie całą sytuację. " Mam bardzo mało chakry.. za mało.. jeśli jest ich jeszcze trzech może damy radę jednak.. nie wiemy gdzie są ani w jakiej sytuacji dokładnie się znajdujemy tak więc... " Przemyślał czarnowłosy zaglądając do worka, dostrzegł w nim jedzenie natomiast w drugim worku pieniądze... momentalnie jego wzrok otrzeźwiał natomiast spojrzenie pokierowało sie w kierunku starucha oraz Kizoku, chłopak wziął do rąk worek z hajsem i przerzucił go sobie przez plecy. - Starcze prowadź w las do miejsca w któym ostatnio widziałeś goniących cie bandytów, tam może być więcej poszlak skoro do tamtego miejsca udało im się dotrzeć może tam czekają twoi kumple - Dodał radośnie jakby nigdy nic z workiem przerzuconym przez ramię, uśmiechał się jak nigdy wcześniej szczerząc zęby do swojego towarzysza.
Shintaro
 

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Marusa » 4 wrz 2016, o 19:17

Misja dla Shintaro i Ryuuhei, post 31 Kazuo zaczął od spojrzenia na zwłoki. Szybko się od nich odwrócił z kompletnie białą twarzą. Jego usta raz się zamykały, a raz otwierały. Jednak coś w jego wyglądzie, może sztywna postawa, a może wyraz twarzy, podpowiadał patrzącemu, że nie chce uwierzyć w to co widział. W pewnym momencie się odezwał, mówiąc jedynie jedno imię.
- Ryoko.
Widać było, że nie chce uwierzyć, że nie żyje jego przyjaciel. Minęło trochę czasu, zapewne szukaliście w tym czasie śladów krwi. Były one... jednak dużo ich nie było. szły one w stronę osady, a kończyły się tuż za linią krzewów. Musieli to zrobić tuż obok lasu, by nie musieć nosić ciała. Jak już staruszek się trochę uspokoił, zaczął do was mówić drętwym, cichym głosem, jakby nie miał już sił.
- Biedny Ryoko. Zapewne im się stawiał i dlatego to zrobili. Zawsze był uparty jak osioł. Mam nadzieję, że reszta nie skończyła jak on. Słuchajcie, pomoglibyście mi go zakopać? Nie mogę go tak tu zostawić. A co do miejsca, gdzie ich ostatnio widziałem, to jak dobiegali do osady od strony Sabishi. A czy za mną pognali do lasu, tego nie widziałem.
Kazuo zaczął iść do osady, gdzie podszedł do najbliższej obory i wziął łopatę. Kolejna chwila minęła zanim wrócił. Zaczął kopać obok lasu. Widać było u niego postanowienie pochowania Ryoko.
Marusa
 

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Ryuuhei » 4 wrz 2016, o 19:38

Nijak nie ruszyła mnie śmierć nieznanej mi osoby ani też fakt, że był przyjacielem Kazuo. Z zażenowaniem i cichym westchnięciem patrzyłem, jak mimo mojego ostrzeżenia, bez namysłu podchodzi do zwłok, a potem przeżywa małe załamanie nerwowe. Każdy zbiera, co posiał, prawda? Sytuacja stawała się za to coraz trudniejsza. Ślady krwi prowadził do miejsca niedaleko stąd i właśnie tam planowałem się udać, by poszukać dalszych poszlak, ale starzec zaczął mówić o czymś niesłychanie idiotycznym, czyli o natychmiastowym zakopaniu zwłok. Sparaliżował mnie na chwilę ten pomysł, a raczej jego głupota.
-Bezmyślne. W środku poszukiwań? Kiedy nie wiemy, gdzie są bandyci, do czego są zdolni i kiedy nas zaatakują? Może już teraz się na nas czają? - pomyślałem z grymasem na twarzy.
-Ktoś musi cię pilnować, jeśli chcesz kopać, co zresztą ci odradzam. Jeśli zaatakują nas z zaskoczenia, trzeba będzie zakopać o trzy ciała więcej, a twojemu przyjacielowi nic się nie stanie, jak poleży w trawie trochę dłużej. Przede wszystkim myśl o przeżyciu. Jeśli nie chcesz, miej na uwadze życie pozostałych mieszkańców - skrytykowałem Kazuo, po czym skinąłem na Shintaro. Postanowiłem podążyć za nikłymi plamami z krwi. Gdziekolwiek by nie prowadziły, nawet jeśli to tylko kilka metrów, na końcu drogi mogły kryć się jeszcze jakieś wskazówki, a ja nie zamierzałem takowych zmarnować. Gdybyśmy nie dali rady nic znaleźć, planowałem powrócić do budynku, w którym zabiliśmy dwóch bandytów i tam przemyśleć sprawę. Gdyby sytuacja miała nas przerosnąć, nasze życia wciąż były kwestią priorytetową.
Ryuuhei
 

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Shintaro » 4 wrz 2016, o 19:53

Czarnowłosy z odrobinę mniejszym zapałem wysłuchał starszego człowieka który stwierdził iż nie wie do którego miejsca gonili go bandyci, wzdychnął cicho po czym odłożył płócienny worek tuż pod drzewem w miejscu w którym zostawili zwłoki Ryoko, chłopak zawiązał worek aby nic się z niego nie wysypało po czym przykrył go bardzo dokładnie krzakami. - Cała sytuacja staje sie coraz bardziej beznadziejna pomimo wyeliminowania już dwójki z nich.. co do twojego pomysłu w obecnym momencie bardzo ale to bardzo go nie popieram.. jednak jeśli masz taką potrzebę zrób jak uważasz jednak przypominam tak jak mówiłem przed przybyciem tutaj, za śmierć z własnej głupoty nie odpowiadamy drzyj się głośno na sam widok zbirów jakbyś tylko ich zobaczył, tylko nie "chłopaki ratujcie pomóżcie" a na przykład " O kurwa! znaleźli mnie! " my idziemy szukać sprawców powodzenia z ciałem, składam kondolencję - Odparł z zrezygnowaniem podążając za śladem swojego przyjaciela zapewne nic nie znalazł w kieszeniach obaj rabusie tak więc obecnie mieli trochę mniej niż gówno w którym się znajdowali. Chłopak ubezpieczał Kizoku z wyjętym ostrzem kunai na zewnątrz był gotów do walki po czym odezwał się. - Wiesz tak sobie myślę... skoro bandytów nie widać nigdzie na terenie wioski.. to może są ukryci w jakiejś z piwnic w którymś z domów? przeszukałem wszystkie oraz każde piętro, i zero śladów ludzi.. po ilości wieśniaków jaką przedstawił pryczek zastawiam się czy nie zostali związani i wjebani do piwnicy albo gdzieś w lesie.. - Odparł chłopak obserwując otoczenie.
Shintaro
 

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Marusa » 4 wrz 2016, o 23:06

Misja dla Shintaro i Ryuuhei, post 34 -Macie rację. - Kazuo odezwał się, pokazując, że już się uspokoił. - Po za tym Ryoko by mnie zabił, za to, że przekładam jego, do tego już martwego nad resztę osób. Nie posiadamy piwnic, więc nie macie co ich szukać. Jeśli nie ma ich w budynkach, to wątpię, żeby czatowali w lesie. Za łatwo się w nim można zgubić.
Staruszek postanowił wam pomóc, całą swoją wiedzą. Chociaż dużo tej pomocy nie było to zawsze jakaś. Łopatę wbił w ziemię i ruszył za wami, wyraźnie zamyślony. Jak tak dotarliście za drugi koniec osady, nagle się odezwał:
-Wiecie, jest taka niewiele większa osada niż nasza niedaleko granicy po stronie Sabishi.
Wy w tym czasie zaczęliście szukać śladów. Nie było to trudne zadanie, trudniejszym jest rozczytanie ich. Wam się udało tylko tyle, że sporo ludzi ostatnim czasem tędy przełaziła, a największa grupa na pewno poszła w stronę granicy i być może dalej za nią, ale ile ludzi, czy jacyś spętani czy coś, tego nie wiecie, tylko, że jakaś grupa w ciągu ostatniego dnia, maksymalnie dwóch poszła w stronę granicy.
Marusa
 

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Ryuuhei » 4 wrz 2016, o 23:22

-Coś podobnego! Udało się przemówić mu do rozumu - pomyślałem z sarkastycznym zaskoczeniem, patrząc na reakcję Kazuo. Cóż, zmądrzał. Jakkolwiek zły nie byłby jego stan psychiczny, mógłby być jeszcze gorszy, więc nie wypadało narzekać. Towarzyszył nam podczas poszukiwania śladów i faktycznie był świadkiem znalezienia czegokolwiek. Czego? Ano nie byliśmy pewni, bo ślady zostawiane przez ludzi nie były wcale tak oczywiste i jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać domorosłemu tropicielowi. Ustaliliśmy zaledwie kierunek, w którym poruszali się ludzie oraz ich liczbę. Wszystko wskazywało na to, że mogli to być nasi bandyci, a być może również rodacy Kazuo.
-To by się zgadzało. Idą ku granicy, czyli ta twoja wioska może być ich potencjalną bazą. Wiesz coś o niej? Macie tam jakichś wrogów? A może ona również została zaatakowana, tylko bandyci zrobili sobie z niej jakiś obóz wypadowy? - zapytałem starca w nadziei, że jeszcze jakoś się przyda. Tymczasem należało podjąć decyzję odnośnie tego, co robić dalej. Teoretycznie powinniśmy byli ruszyć za bandytami i spróbować dokonać zemsty, tudzież ocalić jeńców. Praktycznie należało brać pod uwagę odległość, domniemaną liczebność wroga i ubytek chakry Shintaro.
-Daleko ta wioska? Damy radę w miarę szybko się tam dostać? I czy w ogóle mamy po co tam iść? - dwa pierwsze pytania skierowałem w stronę Kazuo, ale przy ostatnim sugestywnie złapałem kontakt wzrokowy z Kapitanem Piaskownicą.
Ryuuhei
 

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Shintaro » 5 wrz 2016, o 16:29

Shintaro ruszył wraz z białowłosym w kierunku drugiego końca osady poszukując dalszych śladów na temat bandytów którzy zabili przyjaciela starszego mężczyzny który prosił nas o pomoc w uratowaniu jego towarzyszy. Shintaro uważnie badał ślady które pozostawiła dość spora grupa ludzi spoglądając w kierunku pustyni zastanawiał się nad tym czy przypadkiem bandyci nie odeszli już stąd na dobre. Niedługo po tym doszedł do nich starzec przepraszając tak by przynajmniej się wydawało za swoje głupie i nieodpowiedzialne zachowanie, jednak był tylko zwyczajnym starszym człowiekiem który również miał prawo popełniać błędy. Niedługo później postanowił dodać nam jeszcze to że niedaleko ich osady bardziej na pustyni znajduję się kolejna osada większa od tej w której obecnie się znajdowali, chłopak zostawił dwójkę ludzi znajdujących się z nim i udał się do lasu gdzie z płóciennego worka przełożył sporą cześć pieniędzy do kieszeni w swoim plecaku która nie była wypełniona piaskiem, do tego to co nie zmieściło się w plecaku schował do kieszeni oraz skórzanego mieszka tak więc.. był obłowiony do tego dochodziła później zapłata za misję więc był szczęśliwy. Następnie podszedł do dwójki znajdującej się obok domów i odparł - Lot odpada, mam za mało chakry a czeka nas jeszcze walka musimy udać się pieszo ruszajmy - Odparł spokojnie idąc w kierunku kolejnej osady która prawdopodobnie znajdowała się niezbyt daleko od tej.
Shintaro
 

Re: Osada przy granicy z Sashibi.

Postprzez Marusa » 5 wrz 2016, o 17:16

Misja dla Shintaro i Ryuuhei, post 37 -Na piechotę w moim tempie, to pół dnia. I szybciej się tam nie dostaniemy. Ci z Sabishi swoje osady zaczęli kamuflować dla bezpieczeństwa, więc nie raz osada wygląda jak zwykły kawałek pustyni. - Odpowiedział staruszek do Ryuuhei'a, po czym odpowiedział ci na trzecie, tak jakby się nie zorientował, że to nie do niego było to pytanie. - Jak to po co? Uratować moją mieszkańców mojej osady. A co do bandytów, to ja o nich nic nie wiem, może w tej osadzie będą wiedzieć.
Wyglądało to tak, jakby ci bandyci pochodzili właśnie z Sabishi. Tak czy siak musieliście przewędrować do kolejnej prowincji, co w sumie wam na rękę. Staruszek skierował was na główny trakt, tłumacząc, że to najszybsza droga, do tamtej osady, z racji tego, że przez dłuższą część trasy będą mogli iść na utwardzonym trakcie, zamiast przez miękkie piaski pustyni. Ślady co prawda widocznie prowadziły do Sabishi, ale w drugą stronę niż prowadził was Kazuo. Jednak ewidentnie ślady stóp i butów prowadziły ku Sabishi. Pogoda zrobiła się już bezwietrzna, a słońce zaczynało coraz bardziej grzać, a powietrze zdawało się gotować.
Piszecie teraz post na szlaku transportowym, a kolejny temat podam wam na gg.
Marusa
 

Re: Osada przy granicy z Sabishi.

Postprzez Mai » 2 lut 2020, o 21:34

    Mai po opuszczeniu swojej kryjówki w Sabishi, wędrował około trzy dni pieszo na północy wschód, co jakiś czas przystając w okolicznej oazie czy też innym przybytku w którym mógł się napić wody, zjeść coś i ruszyć w dalszą podróż. Po wielu godzinach wędrówki udało mu się dotrzeć do osady, która leżała niemal przy granicy z Sabishi, miejsce to okazało się jednak niespecjalnie takim jakiego spodziewał się piętnastolatek, bo w sumie oprócz bujnej roślinności i czterech domów obok siebie to nie było tu nic ciekawego, chłopak akurat nie czuł pragnienia, więc nie było też potrzeby aby odwiedzać mieszkańców tejże malutkiej wioski. Uznał, że w sumie wypadałoby zrobić jakiś mały przystanek w swojej podróży, a to miejsce wydawało się właściwym do przycupnięcia i może podszkolenia się przy okazji. Podszedł do jednego z większych drzew rosnących w pobliżu wioski, a następnie usiadł przy nim wyjmując jednocześnie ze swojej torby notes w którym wcześniej zapisywał swoje szkice.
    Chłopak przed opuszczeniem swojego miejsca zamieszkania zapisywał w notatkach wstępny szkic tego, w jakiej formie chciałby nauczyć się wykorzystywać swoje kekkei genkai, który manifestować można było na masę sposobów i przy odrobinie treningu można by było nauczyć się używać swojego szkieletu w niemal dowolnie zmodyfikowanej formie. Była akurat okazja, więc dlaczego by z niej nie skorzystać w celu poszerzenia wachlarza swoich umiejętności, a i przy okazji odpoczęcia od tego ciągłego marszu.
    Mai wpadł na pomysł, według którego miałby opanować Jutsu, które pozwoliłoby mu na stworzenie kościanej broni w nieco bardziej złożonej formie, niż tak jak to robił do tej pory, gdy wysuwał pojedyncze kości z wewnętrznej części dłoni, co jest raczej bronią kująca i blokującą możliwość składania pieczęci.
    Według szkicu w notesie, nowa technika miała pozwolić na wysunięcie z obu dłoni po trzech ostrzy, delikatnie zakrzywionych przy końcach, które według teorii Mai'a na podstawie swojej wiedzy o tym jak działa Shikotsumyaku, powinny mieć strukturę i wytrzymałość taką jak szkielet użytkownika, czyli w tym wypadku można by było porównać te ostrza z żelaznymi.
    Mai odłożył notes na bok i usiadł po turecku. Nigdy nie tworzył broni tego typu, zwykle były to średniej długości miecze kujące, którymi można chaotycznie zaatakować przeciwnika, zalewając go całą salwą pchnięć, w tym wypadku miała to być broń umożliwiająca dosłowne siekanie wybranych przez siebie celów.
    Chłopak trening tejże sztuki zaczął od złożenia pieczęci ptaka, a następnie skoncentrował swoją czakrę w kościach - w tym wypadku rąk - tak jak to zazwyczaj robił tuż przed wyciąganiem i zastępowaniem kości na nową. Siedząc po turecku z tak utrzymaną pieczęcią, cały czas koncentrował energię w odcinkach od łokcia aż do kostek u dłoni. Tym razem zrobił inaczej niż zwykle, gdy tworzy po osiem kolców w różnych miejscach ciała - młody Kaguya zamiast tego, skupił się na zmianie formy swojego szkieletu, by wydłużyć go o sześć ostrzy, które za to miałyby wychodzić spomiędzy jego kostek. Z początku praktyka nie wyglądała obiecująco, młodzieniec odczuwał jedynie lekkie mrowienie w dłoniach spowodowane gromadzeniem czakry w kośćcu, jednak po kilkudziesięciu minutach siedzenia ze złożoną pieczęcią i skupiania siebie i swojej woli, powoli zaczął odczuwać delikatne kłucie w obu rękach, konkretnie między kością śródręczną a paliczkami, sygnalizowało to, że szpony powoli wydostają się z wnętrza rąk, a chłopak uczył się tej techniki tak jak powinien, teraz zostaje już tylko praktykować aż do skutku.
    I Mai tak siedział, skupiając swoją wole na tym, by ostrza w końcu wydostały się z rąk, no i skutkowało to tym, że w końcu niewielkie czubki kościanych noży zaczęły się delikatnie wyłaniać spomiędzy palców młodego Kaguy'i, i czym dłużej siedział skupiony, tym lepsze rezultaty były widoczne, oczywiście trwało to nużące wieledziesiąt minut, które wolałby zdecydowanie poświęcić na dalszy marsz do wyznaczonego sobie celu, jednak nowe jutsu może mu się przydać w miejscu do którego idzie.
    W pewnym momencie, gdy ostrza wyszły już mniej więcej na długość dwudziestu centymetrów, piętnastolatek gwałtownie rozłożył ręce na boki i zacisnąwszy je w pięści próbował utrzymać wysunięte kości bez potrzeby wykorzystania pieczęci. Jako, że był już nieco obeznany ze swoim limitem krwi, udało mu się to, jednak wciąż długość oraz kształt był niezbyt satysfakcjonujący, kolejne kilkadziesiąt minut chłopak poświęcił na modyfikacje kształtu na bardziej zakrzywiony, ostry i spłaszczony, co miało się oczywiście przełożyć na lepsze możliwości ofensywne w starciach z shinobi czy innych konfrontacjach, kiedy to trzeba się nadmiernie wysilać.
    Długość ostrzy doszła w końcu do czterdziestu centymetrów, jednak nie były to wciąż liczby które Mai'a zadowalały, bo był w stanie osiągnąć taką długość przy pomocy wcześniej wspomnianej techniki Yanagi no Mai. Był już zmęczony długim treningiem, można było dostrzec, jak delikatnie z jego rąk - konkretnie z miejsca z którego wyłaniały się ostrza - kapie krew, do tej pory używanie swoich technik nigdy nie sprawiało mu w żaden sposób bólu, to chyba jednak był efekt uboczny wielogodzinnego modyfikowania szkieletu pod swoje widzimisię. Niełatwo było przełamać piętnastolatka, bo poświęcił On dalszy czas na siedzenie z tak rozłożonymi rękoma, utrzymywał skupienie jeszcze do momentu, w którym każde z sześciu ostrzy osiągnęły na oko lekko ponad pół metra. Po kilku godzinach, gdy uznał, że wystarczająco czasu już poświęcił na nadawaniu kształtu i długości, teraz był czas aby skupić się szybkości z jakim technika była wykonywana. Chłopak w jednej chwili momentalnie przerwał całe skupienie, i wsunął ostrza z powrotem, skóra się zasklepiła i nie został po niczym nawet ślad. Tak jak wcześniej młodzieniec złożył ptaka i skupił się na wysunięciu szponów z dłoni, mniej więcej przerywając pieczęć gdy te dochodziły do długości dwudziestu centymetrów, następnie wymiary tychże tworów kształtował już bez pieczęci, trwało to tym razem znacznie krócej niż wcześniej, bo zajęło to chłopakowi niecałe piętnaście minut, jednak całą czynność musiał powtórzyć jeszcze wielokrotnie, do momentu w którym udało mu się uzyskać upragniony efekt w mniej więcej dwie sekundy i to bez trzymania żadnej pieczęci, Jutsu było w końcu wykonane w taki sposób jak wcześniej naszkicował sobie Mai w swoim notatniku.

    Po wielu godzinach siedzenia pod drzewem i nadwyrężania swojego układu czakry wraz ze szkieletem, młody Kaguya po prostu najzwyczajniej padł na ryj i zasnął. Po kilku godzinach snu przebudził się, wstał i sprawdził czy nic mu aby nie wypadło z torby czy też z kabury przy okazji całego treningu. Po upewnieniu się że wszystko jest na swoim miejscu, zarzucił kaptur na głowę i ruszył dalej na północny-wschód, w stronę osady Shigashi no Kibu.

    [z/t]


Spoiler: pokaż
Nauka Własnej Techniki: Shiroi Shujin
Mai
 

Poprzednia strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość