Dom Panny Itori

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 5 wrz 2016, o 15:28

Okno także było zamknięte, to jednak nie przeszkadzało mi w wybiciu go za pomocą pościeli. Zniszczyłam zarówno okno jak i pościel, która została potargana przez rozpadające się ostre kawałki szyby. Byłam jak w transie. Nie wiedziałam co robię. Będę musiała to potem jakoś wyjaśnić Itori-sensei. Ale czy będzie potem? Tego nie wiedziałam. Wyszłam i zobaczyłam inne trupy. Tym razem na drzewach. Zaskakująco dużo. Był to widok jak z jakiejś bitwy ninja. Czyżbym trafiła w sam środek bitwy? Czy Itori była jedynie żołnierzem w jednej z walczących frakcji? Czy może cała ta armia martwych ninja przybyła tutaj w jednym celu? Zabić moją Mistrzynię? Jeśli tak to komu Ona podpadła, że zmobilizował aż tyle wojska? Jedno było pewne. Wychodziło na to, że starania tego kogoś najwidoczniej były bezskuteczne. Trupy ... chociaż może to być dziwne ... kojarzyły mi się z nadzieją. Itori była potężna i miałam tego świadomość. Ona była w stanie dokonać takiej rzezi, a nawet jeśli nie Ona jej dokonała, to przeciwnicy nie byli aż tak potężni, skoro leżeli tutaj martwi. Tacy nie mieli szans zabić Itori. Na pewno więc żyła. Ja nie miałam swojego ekwipunku, który został prawdopodobnie w domu i strata miecza nie robiła mi różnicy, bowiem leżało tutaj mnóstwo innych, tak strata moich kabur z bronią była trochę bolesna. Miałam tam wybuchowe notki, których prawdopodobnie tutaj nie znajdę, miałam dzwoneczki z senbon użyteczne do pewnej techniki, miałam też oczywiście pigułkę żywnościową ... taką, którą mogłabym użyć w sytuacji, gdybym jednak zużyła zbyt dużo chakry, co mogłoby uratować moje życie. To była dość znaczna strata i pójście na tą wojnę bez tego było trochę nierozważne. Niemniej jednak nie mogłam wrócić. Na mej drodze stanęła jakaś bariera, która otaczała dom i nie pozwalała mi do niego wejść. Byłam taka głupia, że go opuściłam. Niemniej jednak ... bariera nie uniemożliwiała mi wyjścia. Czyli Itori nie chciała mnie zablokować. Czyżby to była ukryta sugestia, że jednak chciałaby, żebym do niej dołączyła? Tak to odbierałam, a każdy inny scenariusz umykał mojej uwadze. Mogło być tak, że Itori zwyczajnie nie była w stanie zablokować drogi z wewnątrz na zewnątrz, ale nie myślałam o tym w ten sposób. Usłyszałam głos. Czyżby mówił o mnie? To ja jestem tym kimś kogo chcą złapać żywego? Jeśli tak to była to dobra wiadomość. Nie będą mnie atakować z całą swoją siłą, bowiem moje życie jest zbyt cenne. Prawdopodobnie chcą mnie wziąć za zakładnika i zażądać od Itori tego, by się poddała. Oczywiście jeśli dam się złapać ... to byłoby tak, jakbym tą kobietę po prostu zabiła, ale dopóki byłam wolna, taka sytuacja dawała mi przewagę. Chcieli też wejść do środka. Oczywiście. Myśleli, że tam będę. Nie wiedzieli, że wyszłam. To była dobra okazja do tego, by odzyskać swój sprzęt. Wystarczyło się gdzieś ukryć i poczekać, obserwując wrogów. Jeśli uda im się sforsować barierę, to się ich sprzątnie i wejdzie do domu. To był idealny plan. Wzięłam więc dwa miecze - jedno tanto i jedną katanę, a także jakiś pas (zapewne jakiś znalazłam przy jakimś trupie), który obwiązałam wokół pasa i zarówno katanę jak i tanto umieściłam za pasem.
- Nie wiem jak się nazywacie - powiedziałam szeptem do "swoich" nowych broni, spoglądając na nie i gładząc rękojeści - ale zapytam Itori o to jak już Ją spotkam ... pomożecie mi?
Ostatnie pytanie zadałam trochę retorycznie. Bronie bowiem nie mogły mi się sprzeciwić. Chociaż oczywiście zmuszanie ich do walki mogło nie być czymś moralnym. Miały charakter. Miały duszę. Może tego nie chciały? Może powinnam się z nimi najpierw zaprzyjaźnić? Udałam się w stronę głosu, obchodząc dom. Byłam uważna i nie chciałam wpaść w zasadzkę. Jednocześnie rozglądałam się za kryjówką - jakieś krzaki, róg domu, itd. itp. - w której mogłabym się ukryć i obserwować faceta, próbującego wejść do domu. Póki co niczego nie robiłam. Nie było potrzeby. Chciałam rozeznać najpierw sytuację.
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 7 wrz 2016, o 10:51

~Potwór też potrzebuje miłości...
~15/30 Misja C




Ciekawy plan zrodził się w jej myślach, był dość dobry ale jednak niezrozumiały, przecież miała tyle dobrych ostrzy tuż obok siebie, nie potrzebowała swojego tanto, nie musiała czekać, aż Ci przejdą przez barierę. Podjęła więc bardzo bezużyteczną decyzję, która może być przypłacona życiem, bo przecież atak z zaskoczenia byłby najlepszy. Trzymała tuż obok siebie, przy pasie zamienne ostrza, wybrała te odpowiednie dla siebie, by przejście niepostrzeżenie, jak najciszej tylko mogła tuż domu, przy jednej ścianie. Stawiają krok za krokiem, który odbijał się jedynie cichym echem w jej wyobraźni. Nie była mistrzem precyzji, nie uczyła się nigdy perfekcyjnie skradać, więc wytwarzała jakiś delikatny dźwięk przy poruszaniu się. Docierając do końca ściany, za której rogiem był przeciwnik. Wychyliła kawałek łba spoglądając na swój potencjalny cel. Był to oczywiście dorosły mężczyzna, który odziany był w długi płaszcz zasłaniający mu całe ciało, na plecach nosiła sporej wielkości miecz, trochę mniejszy od broni Itori, z którą wczoraj się mierzyłaś, lecz dalej jest to spory kawał żelastwa, który może zabić Cię jednym cięciem. Czarne krótkie stojące na wszystkie strony włosy, ciężkie i charakterystyczne rysy twarzy. Widać było, że sporo już bijatyk czy walk przetrwał, a do tego chyba prawie stały dobór alkoholu robił swoje. Nagle spod płaszcza wyjął butelkę... Otworzył korek i napił się sporej ilości trunku. Z mlaskiem odłożył pojemnik na miejsce, pod płaszcz, zapewne przyczepiając do pasa jakimś sznurkiem.
-Mhm, dobre. Choć chce mi się lać... Gdzie ten Watoshi? -w momencie powiedzenia tego znajdujące się 15 metrów od Ciebie krzaki zadrżały jakby ktoś przez nie przechodził, Twoje ślepia od razu rzuciły się w to miejsce, dostrzegając wychodzącą personę. Mężczyznę, który wyglądał chyba straszniej, od tego stojącego przy wejściu. Postać odziana w długi płaszcz, założona na głowę miała kaptur, włosy nie wystawały zza niego więc nie widziałaś ich kolory czy ogólnego wyglądu. Na twarzy tuż przy lewym oku miał opatrunek. Jego ślepia leniwie się unosiły jakby był znudzony aktualną pracą czy zadaniem. Zatrzymał się zaraz kiedy Cie zobaczył, zmrużył ślepia i krzyknął.
-Tutaj! Ktoś tutaj jest! -po czym zaczął na Ciebie biec, ręce miał ukryte cały czas pod płaszczem, a od Ciebie dzielił go krótki dystans 15 metrów.

Wygląd postaci:
Ten z wielkim mieczem
Ten biegnący na Ciebie
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 7 wrz 2016, o 15:18

Miałam co do tego bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony wyszłam właśnie po to, by wspomóc Itori w walce i byłam świadoma, że nastąpi sytuacja, w której stanę oko w oko z uzbrojonym przeciwnikiem, jednak z drugiej strony ... ten miecz mnie przerażał. Tak zwyczajnie. Po prostu. Niby nie chcieli mnie zabić, niemniej jednak zdałam sobie sprawę, że zabiją mnie jeśli tylko poczują, że jestem zagrożeniem i nie mogą mnie tak po prostu pojmać. Zabiją mnie też jak już mnie uwiężą, przystawią sztylet do gardła na oczach mojej ukochanej Mistrzyni, zażądają Jej kapitulacji, a ona się podda. Wtedy nie będę im już do niczego potrzebna i się mnie zwyczajnie pozbędą. Jeśli dam się im złapać to skończę martwa na sto procent. Jeśli nie dam się im złapać to też istnieje szansa, że stracę życie. Mogą to zrobić w desperacji albo przypadkiem. Dla mnie to była żadna różnica. Najlepiej było ich po prostu zabić, ale trochę się bałam. Serce zaczęło mi szybciej bić, a czas tak jakby stanął. Nie było czasu myśleć nad jakimś planem i rozważać dużą ilość opcji. Trzeba było działać, bowiem zostałam nakryta. Jakiś koleś wyłonił się z krzaków i to przyspieszyło moją reakcję. Bez zbytniego zastanawiania się, postanowiłam działać. Bardzo mnie jednak niepokoiły ręce schowane pod płaszczem. Nie mogłam ocenić co robi. Składa pieczęcie? Szuka broni? To nie wróżyło nic dobrego. Świadczyło to bowiem o tym, że szykuje jakąś cwaną zagrywkę i jeśli dam się podejść to będę martwa. Tak właśnie wyglądały walki ninja. Można było być niesamowicie silnym wojownikiem, znać masę technik i mieć niesamowicie wytrenowane ciało, ale jeden błąd, jedno zagranie tak jak przeciwnik sobie tego życzy, jedno wpadnięcie w zasadzkę i twoje ciało mogło stracić życie. A ja nie byłam silna. Nie byłam w stanie walczyć mieczem jak Itori. Znałam tylko kilka mniej lub bardziej silnych technik, których teraz musiałam użyć. Musiałam pokonać ich intelektem. Itori powiedziała, że jestem przebiegła, więc na przebiegłość nie powinni ze mną wygrać. Uśmiechnęłam się, by dodać sobie odwagi i powiedziałam do tych ludzi. W sumie do tego, który nadbiegał, ale miałam świadomość, że ten drugi także to usłyszy.
- Oboje zginiecie. Fajnie, nie? :)
Zaczęłam się też wycofywać wzdłuż muru i przechodzić na bardziej otwartą przestrzeń. Nie chciałam bowiem być skupiona jedynie na nadbiegającym przeciwniku, a temu stojącemu przy drzwiach z wielkim mieczem dać się po prostu zaskoczyć. Wolałam, stojąc na otwartej przestrzeni widzieć ich wszystkich. Tak też będzie łatwiej ocenić skutki działania mojej techniki i potem ewentualnie dobić przeciwników. Pierwszy, nadbiegający wróg był ciągle w zasięgu. Biegł więc w moją stronę, a początkowa odległość wynosiła jakieś 15 metrów. Ja się wycofywałam wolniej, więc odległość między nami dodatkowo się zmniejszała. A jeśli chodzi o drugiego przeciwnika? Nie było znaczenia czy wejdzie w zasięg mojej techniki czy nie. Z jednym mogłam spróbować walczyć. Miałam oczywiście świadomość tego, że jeśli nie złapię dwóch przeciwników jedną techniką to strasznie się zmęczę. Musiałam jakoś dostać się do domu, bo tam był mój ekwipunek, a w moim ekwipunku pigułka żywnościowa, która wg producenta odnawiała chakrę. Na tym mi zależało najbardziej. W sumie to trochę dziwne ... dlaczego Itori nie zostawiła mojego sprzętu przy łóżku? Zapomniała? Dlaczego zostawiła mnie bezbronną? Nawet jeśli chciała, bym nie walczyła ... zagrożenie jednak istniało. Być może sądziła, że nie uda im się sforsować bariery i nie zostawiła sprzętu, by mnie nie kusić? Ona mi pomoże, tak? Jakby iluzja nie działała? Złożyłam znak barana i wyobrażając sobie odpowiednie wyobrażenie wyzwoliłam chakrę. Jakby spod ziemi ... wokół wszystkich wrogów znajdujących się w zasięgu techniki wystrzeliły pędy groszku i oplątały ich, uniemożliwiając ruch. Tak. To była moja technika.
Użyte Techniki:

Nazwa
Kurama Himo Baindo

Pieczęci
Baran

Zasięg
15 metrów

Koszt
E: 35% | D: 30% | C: 20% | B: 15% | A: 10% | S: 4% | S+: 4%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Specyficzne jutsu, które jednak pozwala unieruchomić przeciwnika i ułatwia nam tym samym wyeliminowanie go. Po uruchomieniu jutsu, wokół oponenta (bądź oponentów) pojawiają się ogromne pnącza czegoś w rodzaju groszku, które po chwili atakują i ściśle obwiązują przeciwnika, uniemożliwiając mu ruch. W międzyczasie, użytkownik techniki rozpływa się dosłownie w powietrzu, znikając całkowicie by pojawić się zaraz w jednym z strąków mając pełne pole do popisu jak zabić swojego przeciwnika.


(Wg opisu technikę można stosować na wielu przeciwnikach jednocześnie)

Chakra: 80%
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 9 wrz 2016, o 15:36

~Potwór też potrzebuje miłości...
~17/30 Misja C




Rozpoczęła się akcja, Narubi w myślach miała pomysł, miała też pytania, jak i oczywiście otaczał ją strach. Czym prędzej zaczęła się wycofywać na otwartą przestrzeń, składając po chwili jedną pieczęć. Zwykły znak, zwiastujący nadejście techniki. W tym samym czasie oponent z wielkim ostrzem spoglądał już co tam się wyprawia, natomiast szarżujący zdziwił się wielce, od razu reagując gwałtownym zatrzymaniem się i odskokiem w tył.
-Uważaj, ten gówniarz coś umie! -krzyknął by ostrzec swojego... Kto wie kim dla niego był, nazwać go można więc partnerem. Choć nie wiedzieli jaka to technika, więc instynktowny odskok w tył i zwiększenie dystansu było dobrym zagraniem, ale nagle w ich ślepiach zaczęłaś znikać. Ulatniając się niczym dym z papierosa, wywołałaś kolejne zdziwienie na ich twarzy.
-Gdzie ta mała suka!? -obydwoje obijali się w Twoich ślepiach, niczego nieświadomi, że wpadli w iluzję, która od razu zaczęła działać, dosłownie sekundę po tych czterech słowach zaczęły pojawiać pnącz, wtem obydwoje sięgnęli po swoje ostrza. Spod płaszcza zakapturzonego wyłoniły się dwa myśliwskie noże, które trzymał w dłoniach. Natomiast ten drugi sięgnął po znajdującą się na jego plecach broń. Zaczęli wymachiwać ostrzami w pustą przestrzeń, rozcinając nadciągające pnącza, ale efekt był nieunikniony, zostali złapani i obezwładnieni, nie mogli się ruszyć, mimo szamotań i starań nic nie skutkowało.
-Kurwa! Co to za jebane sztuczki!? -jednocześnie wypowiedzieli słowa... Będąc teraz na Twojej łasce.
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 9 wrz 2016, o 17:14

Uśmiechnęłam się ponownie. Normalnie kamień spadł mi z serca. Technika iluzji zadziałała, co oznaczało dla mnie praktycznie wygraną walkę. W porównaniu do Herszta Bandytów, z którym się spotkałam w ośrodku tych dwoje nie potrafiło się raczej uwolnić z tej iluzji. Ciężko było stwierdzić czy byli potężniejsi czy słabsi. Po prostu Herszt miał w schowany kunai, którym przerwał iluzję. Ci widocznie nie mieli. Chociaż jeden z nich wyciągnął dwa noże. Drugi dobył swojej potężnej broni. Oboje zaczęli wymachiwać ostrzami w pustą przestrzeń. Tak jakby chcieli pozbyć się pnączy. To tak nie działało. Mnie nie widzieli, więc jedyne co mi pozostało to poczekać aż zostaną całkowicie unieruchomieni, tak, żebym mogła się do nich zbliżyć bez narażania na niespodziewany atak mieczem - chociaż byłam niewidzialna, to jednak nie byłam nieśmiertelna i ciągle mogli mnie zabić, oczywiście gdyby się ruszali - a następnie dokonać mordu. W odpowiednim momencie, gdy już się nie ruszali, podeszłam do tego z wielkim mieczem. On był bardziej niebezpieczny, bowiem jego broń była większa. Oczywiście nie wiedziałam czy są szybcy czy wolni, ale sam fakt posiadania tak wielkiej broni ... bardziej mnie przerażał ten wielki miecz niż noże myśliwskie, dlatego zdecydowałam się najpierw ściąć właśnie tego, który władał tą wielką bronią. Gdy już byłam przed nim, dobyłam katany i trzymając ją oburącz odcięłam mu głowę. Chwilę przed śmiercią wydawało mu się, że wyłaniam się z jednego strąku i wtedy zadaję finalne cięcie. Tak działała ta iluzja. Krew prawdopodobnie trysnęła na wszystkie strony, a głowa gdzieś się tam potoczyła. Zabijanie przeciwników nie należało do moich ulubionych hobby, niemniej jednak trzeba było to robić. Po wyeliminowaniu pierwszego celu podeszłam do drugiego i stanęłam przed nim. Wydawało mu się, że także wyłaniam się ze strąku rośliny. Dla niego wyglądało to tak, że moje nogi aż do pasa były schowane w wewnątrz tej dziwnej rośliny, a tułów wystawał na zewnątrz. Uniosłam ręce z mieczem, tak by zadać finalne uderzenie. I już miałam to zrobić, jednak coś sobie uświadomiłam. Byli, a właściwie był, na mojej łasce. To ja byłam zwycięzcą tego jednostronnego starcia. Może to była pycha, a może chęć wykorzystania sytuacji, ale nie zabiłam go od razu. Zapytałam:
- Coście za jedni? Czego chcecie od Itori-sensei? Dlaczego na Nią polujecie? Dlaczego z Nią walczycie? Nie wiecie, że nie jesteście w stanie Jej pokonać? Dlatego chcieliście mnie wziąć żywcem? Żeby Ją szantażować? Gadaj! Jak mi powiesz, to puszczę Cię wolno ...
Oczywiście ... kłamałam. Przełknęłam ślinę, bowiem towarzyszył mi stres. Nie miałam zamiaru zostawić go przy życiu, jednak chciałam zdobyć informacje, których pewnie od Itori nie zdobędę. Ta cała sytuacja powodowała, że strasznie się denerwowałam. Itori słusznie zauważyła. Byłam jeszcze dzieckiem i chociaż ... nie byłam podobno słaba, to i tak ... dziecko to dziecko.
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 9 wrz 2016, o 20:33

~Potwór też potrzebuje miłości...
~19/30 Misja C




Krok za krokiem, będąc niewidzialnym, widząc zarazem swoje ofiary, które są na Twojej łasce, był niezwykle kojący... Narubi oczywiście, że nie jest psychopatką czy seryjnym mordercą, nie czerpie przyjemności z zabijania, lecz w jej myślach pojawił się dymek, mówiący że Ci dwaj nie są specjalnie silni, nie będziesz musiała stawiać na szali swoje życie, bo przecież walka już się skończyła. Niczym samuraj złapałaś drobnymi dłońmi katanę, która po chwili ścięła łeb oponentowi, przed śmiercią zdążył jednak krzyknąć.
-Zapamiętam Twoją twa... -krew trysnęła, katana spotkała się z lekkim problemem, przez co cięcie nie było perfekcyjne, lecz lekko nadszarpnięte. Ale przecież nie jesteś mistrzem w walce przy pomocy takiego ostrza, to też nie można było Ci nic zarzucić. Następnie podeszłaś do drugiej ofiary, tym samym zatrzymując się w pozycji gotowej do wykonania cięcia, by również pozbawić życia kolejnej osoby. W momencie kiedy skończyłaś mówić, mężczyzna uśmiechnął się szeroko i powiedział.
-Nikt jej nie chce zabić. Hah! My wszyscy chcemy zabić Ciebie, wszystko to by Akane wróciła tam gdzie jej miejsce... A to miejsce to... -w tym momencie przerwał, z ust pociekła mu krew, a on znów sięgnął szybko po swoje noże wykonując jedno cięcie. Ty natomiast zareagowałaś odskokiem do tyłu, lecz zbyt późno, ostrze końcówką zanurzyło się w Twoim brzuchu i zrobiło delikatną ranę. Cóż, nie zagrażała życiu, nie była teraz problemem, ale trzeba ją będzie oczywiście później opatrzyć, choć charakterystyczny ból mógł trochę irytować, to nie przeszkadzał w kontynuowaniu walki. Stojąc jakieś pięć metrów od przeciwnika, który splunął po chwili śliną wymieszaną wraz z krwią na ziemię. Ten wyprostowany spoglądał na Twoje zdziwienie wymalowane na twarzy.
-No dawaj! -poruszył dłonią prowokując. -Genjutsu nie jest takie straszne, jeśli zorientujesz się, że w nim jesteś. Im szybciej Cie zabije, tym być może tym razem wreszcie do niej dotrze, że nigdzie nie będzie mogła żyć normalnie. -czekał, ugiął nogi w kolanach, wpatrywał się w Ciebie będąc gotowym na starcie na bliski dystans.
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 9 wrz 2016, o 22:30

Zabiłam kolesia z wielkim mieczem. Ostatnie co powiedział, znaczy co chciał powiedzieć, to, że zapamięta moją twarz. Ogólnie rzecz biorąc to mózg pamiętał twarze, a jego mózg po śmierci raczej przestał funkcjonować. Chyba, że koleś ten mówił o jakimś przekleństwie zza grobu. Sama nie wiedziałam czy mam w to wierzyć. Ninja potrafili robić rzeczy, o których zwyczajnemu człowiekowi nawet się nie śniło, ale pewnie istniały jakieś granice. Czy oddziaływanie na rzeczywistość po śmierci była w ogóle możliwa? Czy zmartwychwstanie było możliwe? Albo wskrzeszenie kogoś? Nie wiedziałam. Miałam bowiem inny problem.
- Akane? - zdziwiłam się. Tak bowiem miała na imię mama mojej przyjaciółki - Iwaru. Akane Waneko. Czyżby Itori miała tak samo na imię? To byłby niesamowity zbieg okoliczności. A może to nazwisko? Od razu przypomniałam sobie o Iwaru i ... naprawdę chciałabym, żeby Ona tutaj była. Ze mną i Itori. Razem stworzyłybyśmy naprawdę zacny trójkącik. Może Iwaru zostałaby też uczennicą Itori i byśmy trenowały razem? To była bardzo obiecująca wizja i chciałam, żeby kiedyś się spełniła. Moje rozmyślanie o tej jakże cudownej wizji przerwał jednak niespodziewany atak przeciwnika, który zdołał wyrwać się z iluzji. No tak ... chciał mnie zabić. Z tego co usłyszałam to oni wszyscy chcieli mnie zabić. Bardzo dziwna sytuacja. Z jednej strony poczułam się tak bardzo ważna. Oni wszyscy tutaj przyszli i zginęli, chcąc mnie zgładzić. Moje życie było dla nich bardzo cenne, skoro tak bardzo chcieli je ukraść. To trochę śmieszne. Moje życie należało do Itori i gdyby tylko ją poprosili i gdyby tylko się zgodziła, to nie musieliby ginąć, a ja byłabym martwa. Z drugiej strony jednak ... bałam się. Tak najzwyczajniej na świecie bałam się. Z trzeciej strony ... byłam wkurwiona. Itori walczyła w mojej obronie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Oni chcieli Ją tylko odzyskać. Czyżby byli jej przyjaciółmi? Przyjaciółmi, których zabiła dla mnie? To była myśl, która wwiercała się w moją głowę i nie pozwalała racjonalnie myśleć. Poczułam ból, jednak udało mi się odskoczyć. Zranił mnie.
- Uh ... - jęknęłam i przyłożyłam jedną rękę do rany i tak trzymając się za nią, lustrowałam przeciwnika wzrokiem. Chwyciły mnie okropne wyrzuty sumienia. Co jeśli zabiłam przyjaciela Itori? Teraz to już było nieważne. Facet nie żył. Ja byłam gotów ponieść wszelkie konsekwencje swojego czynu. Nie chciałam jednak walczyć z tym drugim kolesiem. Nie chciałam mieć na rękach kolejnej przyjacielskiej krwi. Powiedziałam więc:
- Nie chcę z Tobą walczyć. Ja poznałam Itori-sensei wczoraj. Przyniosłam Jej przesyłkę ... i od razu się w Niej zakochałam. Dziwne, prawda? Poprosiłam Ją, bym mogła zostać na noc, bowiem bałam się wracać sama po ciemku do domu przez las ... a było już prawie ciemno ... I mylisz się. Ja nie trzymam Itori. Jestem gównem. Śmieciem. Nic nie znaczę. Nie jestem w stanie trzymać porządnie nawet miecza i pewnie bez trudu mnie zabijesz. Jak mogłabym więzić Itori? Ona jest ... doskonała. Piękna. Silna. Mądra. Jeśli nie chce z Wami iść to jest to tylko Jej decyzja.
Mówiłam to z miłością do Itori, wyczuwalną w głosie. Mówiłam to z lekkim smutkiem. Mówiłam to z niesamowitym przekonaniem. Wierzyłam w to, że jestem gównem i śmieciem. Przy Itori miałam niesamowicie niską samoocenę. Jednak nie byłam zrezygnowana. Tą rękę, którą trzymałam się za ranę podniosłam do góry, na wysokość piersi, a katanę schowałam do pochwy. Zaczęłam składać znaki. Nie chciałam umrzeć i nie zamierzałam dać się zabić. Tygrys → Świnia → ... (kombinację pieczęci dokończę w następnym poście).
- Moje ... moje życie należy do Itori. Tak. Dobrze słyszałeś. Jestem Jej własnością - a przynajmniej za taką się uważałam - Niewolnicą. Tylko Ona może mnie bezkarnie poniżać, torturować ... zabić. Jeśli zechce z Wami pójść i mi każe, to pójdę z Nią ... a nawet jeśli mi zabroni iść to i tak pójdę. Przyprowadź Ją tutaj i powiedz Jej, że zabiłam Twojego i Jej przyjaciela. Powiedz Jej, że zbiłam szybę, by wydostać się z pokoju i potargałam Jej pościel ... powiedz Jej, że nie posłuchałam Jej polecenia i zniszczyłam Jej mienie. Ja poczekam. Jeśli za wszystkie moje grzechy postanowi mnie ukarać, to ja przyjmę z pokorą każdą karę, nawet najbardziej okrutne tortury. Ty natomiast jeśli mnie zaatakujesz, to nie będę miała oporów. Zabiję Cię jak psa! Zdechniesz, rozumiesz?!
Mówiłam to, będąc ciągle czujną. Chciałam, by wysłuchał mnie do końca, ale zawsze byłam gotowa przerwać swój monolog i zrobić odpowiedni unik. Mówiłam te słowa z wielkim przekonaniem. Poniżałam się i głęboko wierzyłam, że to co mówię jest prawdą. Nie byłam smutna. Nie byłam też wesoła. Ostatnie słowa natomiast powiedziałam tak, by poczuł na sobie groźbę. Groziłam mu, chociaż tak na prawdę nie było w tej groźbie nienawiści. Motałam się też trochę, bo raz twierdziłam, że to on mnie zabije, drugi raz, że to ja zabiję jego. Jednak ciągle coś nie dawało mi spokoju.
- Jak to wszyscy chcą mnie zabić? Dlaczego? Przecież ten martwy koleś powiedział, że chcecie mnie żywą ... - nie rozumiałam tego.

Statystyki:
SIŁA 20
WYTRZYMAŁOŚĆ 3
SZYBKOŚĆ 41
PERCEPCJA 19
PSYCHIKA 85
KONSEKWENCJA 5
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 10 wrz 2016, o 18:10

~Potwór też potrzebuje miłości...
~21/30 Misja C




Jemu się najwidoczniej nie śpieszyło nigdzie, stał i czekał na Twój ruch, był niemal pewien, że zaraz nastąpi z Twojej strony jakiś atak... ale przeliczył się. Ty po prostu jak to dziecko, które zbyt mało wie o świecie, a to jest po prostu wina doświadczenia, niczego innego. Zrozumiałaś wszystko tak jak chciałaś zrozumieć lub innego stwierdzenia nie mogłaś do siebie dopuścić. Wyrzucane z ust słowa były jakby cudowne, piękne, przepełnione dziecinną niewinnością i zarazem naiwnością... Głupotą młodzieńczego umysłu... Mężczyzna zaczął się śmieć w połowie Twoich słów "zabiłam Twojego i Jej przyjaciela", tak głośno że przerwał płynący potok wypowiadanych przez Ciebie myśli, przeplatającymi się wraz z uczuciami.
-Hahah...! Ty nic nie rozumiesz, jesteś po prostu głupia. Tak samo naiwna i głupia jak pozostali kochankowie, kochanki, uczniowie, uczennice czy jak tam się nazywacie. Nic niewarte, wykorzystane do jej własnych celów, jesteście jej zabawką. Tak, byli inni. Było ich całkiem sporo. Ale zawsze kończy się to tak samo, umieracie i to wszystko. Naiwni... Jak w ogóle możecie myśleć, że ktoś taki jak Akane może się wami interesować. Hah! -przerwał śmiejąc się znów, by jakby podkreślić kolejną wypowiedź.
-Nikt kto dołączył do Otoroshi, nigdy nie będzie mógł żyć normalnie... Takie są warunki. Zabijemy Ciebie na jej oczach, później Twoich następców, aż wreszcie zrozumie, że to nie ma sensu i wreszcie wróci. -szyderczy uśmiech rozdarł jego usta. -Więc jeśli nie przyjdziesz do mnie, to ja pójdę do Ciebie! -od razu zaczął biec prosto na Ciebie, a że dystans był mały masz bardzo ograniczony czas na reakcję. Ręce miał skrzyżowane na klacie, w dłoniach noże, lekko pochylony do ziemi, zapewne będzie chciał wykonać cięcie, ale ma też kilka innych możliwości... Na które przygotuje się Narubi?
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 10 wrz 2016, o 22:14

Jego śmiech przerwał moje słowa, do których później nie miałam okazji wrócić. Wysłuchałam tego co ma mi do powiedzenia. Jego słowa mnie bolały. Rzeczywiście byłam głupia i rzeczywiście podejrzewałam, że jestem tylko zabawką. Utwierdził mnie w tym przekonaniu. Gdybym potrafiła to pewnie bym się może nawet rozpłakała czy chociaż uroniła jedną łzę, może nawet kilka. Zgodziłam się na to, by być zabawką Itori-sensei. Wiedziałam też, że jestem skończoną kretynką. Chociaż zawsze uważałam się za mądrą i inteligentną ... ostatnio jednak coraz bardziej w to wątpiłam. Mimo tego, że akceptowałam swoją głupotę i prawo Itori do mojej osoby, to jednak bycie głupią zabawką nie sprawiało mi radości. To bolało. Naprawdę. Jednak było to cierpienie, które byłam gotowa ponieść. Byłam gotowa cierpieć dla Itori bowiem niesamowicie Ją kochałam i jeśli tylko Ona tego chciała to musiałam spełnić Jej wolę. Ktoś jednak mógłby powiedzieć, że to było głupie zaślepienie. Ja jednak wiedziałam, że nawet gdybym chciała Jej się sprzeciwić to nie miałam wystarczająco dużo siły. Gdyby chciała mnie pobić do nieprzytomności to zrobiłaby to niezależnie od tego czy ja bym się na to zgodziła. Gdyby chciała mi połamać wszystkie ręce i powyrywać paznokcie u rąk ... także nie potrzebowała mojej zgody. Mogła zrobić ze mną wszystko co chciała, ale ja godziłam się na to z miłości, a nie dlatego, że Ona była silniejsza. Gdybym się nie zgodziła, a Itori by mnie torturowała ... to w mej głowie narodziłaby się jedynie nienawiść. Nienawidziłabym Jej wtedy z całego serca. Za to, że mnie torturuje. Za to, że nie pozwala mi umrzeć. Jednak ja tą nienawiść zastąpiłam miłością. Gotowa byłam cierpieć dla Itori. Gotowa byłam, by pozwolić Jej siebie gwałcić, bić, torturować, obrażać, poniżać, a nawet zabić. Skazywałam siebie na cierpienie z powodu tej nastoletniej miłości. Niemniej jednak Itori zdawało się, że tego nie chciała. Ona chciała mego dobra, a przynajmniej tak to wyglądało. Nogi się pode mną ugięły, gdy to sobie uświadomiłam. Nie potrafiłam się skupić.
- Rozumiem. Chcecie mnie pojmać, a następnie zarżnąć na oczach mojej Mistrzyni. Rozumiem. Czy w takim wypadku pozwolicie mi chociaż się z Nią pożegnać?
Odkąd moi rodzice umarli starałam się nie pokazywać żadnych uczuć. Jednak uczucia te we mnie jednak były i w ostatnim czasie ten wulkan po prostu eksplodował. Czy chciałam go wziąć na litość? Nie wiem. Mówiłam po prostu to co czułam. A czułam dziką mieszankę wielkiego smutku, paradoksalnie także radości i wielkiej determinacji. Smutku dlatego, że wizje bólu, który sprawiłyby mi tortury były niezwykle bolesne. Smutku dlatego, że wizje własnej śmierci, pożegnania się z kobietą, którą kochałam i życiem, z którym żegnać się jednak nie chciałam także mnie bolały. Smutku także dlatego, że wizja płaczącej Itori ... chociaż już raz płakała przy mnie ... krajała mi serce. Radości natomiast dlatego, że wiedziałam, że Itori jednak trochę chyba na mnie zależy. Być może to była tylko gra, ale nawet taka gra ... nawet zwyczajne udawanie ... dawało mi tą radość. Itori była niezwykła. Determinacji natomiast dlatego, że jedynie mojej Mistrzyni zezwoliłam na obrażanie mnie, krzywdzenie i pozbawianie życia, a koleś stojący przede mną nie był Itori. On chciał zagarnąć coś co do Niej należało. Chciał mi odebrać życie, a moje życie należało do Czerwonowłosej. Chciał Ją pozbawić Jej własności. Nie godziłam się na ból, który mi sprawiał. Nienawidziłam go i nagle znowu potrafiłam się skupić na walce.
"Zdechniesz, skurwysynie!" - myślałam, dokańczając składanie sekwencji znaków. ("Tygrys → Świnia → ..." - to było w poprzednim poście) Wół → Pies → Wąż. Jeśli tylko jego ostrze wbiło się w moje ciało, to nie wbiło się w moje ciało, a ciało jego martwego towarzysza, z którym dokonałam podmiany. Następnie dobyłam katany i trzymając ją oburącz ruszyłam do ataku na plecy wroga, który mógł być wtedy lekko zdezorientowany, może nawet przez chwilę przyblokowany przez ludzkie zwłoki. Zamierzałam mu wbić ten miecz w bebechy. Wbicie miecza było bardziej efektywne niż cięcie, bowiem zasięg mojego ataku był większy, a jego broń średnio nadawała się do zmiany trajektorii takich ataków. Wykonując to wszystko zastanawiałam się jednocześnie nad Otoroshi. Ze słów mężczyzny wywnioskowałam, że to jakaś dziwna organizacja, do której przyłączyła się Itori. Teraz odeszła i próbują sprawić, by znowu do nich dołączyła. Czy nie widzą, że to bezcelowe? Tracą setki członków na zabijanie kochanków, kochanek, uczniów, uczennic tej kobiety, by tylko zmusić ją do powrotu, a mogliby po prostu złożyć z tego armię i podbić jakieś miasto. Nie rozumiałam tego. To oni byli idiotami! Chociaż dzięki takiemu jednemu idiocie miałam już o co zapytać Itori i to napawało mnie radością. Zapytam Ją o Jej imię czy nazwisko ... Akane, tak? Zapytam ją też o Otoroshi. Jeśli to organizacja to zawsze mogę poprosić Itori, żebyśmy razem się tam ponownie przyłączyły. Wtedy może dadzą nam spokój. Nawiasem mówiąc ... jeśli ja byłam tylko zabawką ... to jakie to było uczucie zostać zabitym przez zwykłą zabawkę? Gdy już z nimi skończę to z pewnością się nie dowiem!
Użyte Techniki:

Nazwa
Kawarimi no Jutsu

Pieczęci
Tygrys → Świnia → Wół → Pies → Wąż

Zasięg Max.
30 metrów

Koszt
E: 5% | D: 4% | C: 3% | B: 2% | A: 1% | S: 1% | S+: 1%

Dodatkowe
W pobliżu musi się znajdować przedmiot możliwy do podmienienia

Opis Kolejna pomocna technika, która niejednokrotnie może uratować życie. Otóż jest to technika podmiany która pozwala w momencie ataku podmienić nasze ciało z zawczasu przygotowaną podmianą z beczką, kłodą bądź innym przedmiotem który znajduje się luźno na powierzchni oraz rozmiarami jak i wagą nie przekracza ½ naszego ciała. Kolejnym ograniczeniem techniki jest świadomość nadchodzącego ciosu. Użytkownik może podmienić się tylko w momencie gdy widzi nadchodzący atak. Wtedy tuż przed zadaniem ciosu następuje podmiana i nasze ciało zajmuje przedmiot wcześniej przez nas wybrany do podmiany.


Plus używam także Kenjutsu na randze D (podobno coś to pomaga).

Chakra: 77%
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 13 wrz 2016, o 09:11

~Potwór też potrzebuje miłości...
~23/30 Misja C




Narubi, dziewczę rozmyślające o wszystkim na przeróżnego rodzaju sposoby, jedną niewinną informację, zamienia na lawinę pytań, potok emocji i niepewności... Ale to być może jest tylko efekt uboczny bycia jeszcze dzieckiem, a może będzie tak już zawsze... Oponent nie odpowiedział na Twoje pytanie, po prostu je olał, chciał to już zakończyć. Miał swój cel i zamierzał go osiągnąć w przeciągu zbliżających się chwil. Dokończyłaś składanie pieczęci, zaraz poczułaś nadchodzące ostrze, był tuż obok Ciebie. Technika została aktywowana, krew trysnęła, a na jego twarzy pojawił się przez ułamek sekundy triumfalny uśmiech, który zmienił się na wściekły, od razu kiedy spostrzegł, że nie przebił Ciebie, a martwego znajomego.
Ty tymczasem szarżowałaś mając swój własny plan zabicia członka organizacji. Był prosty, przebić go... Ale zbyt prosty, skoro wiedział mniej więcej na czym polega Genjutsu, mógł być świadomy techniki podmiany. Obrócił się i ruszył na Ciebie, widziałaś w jego oczach zdecydowanie, niewzruszoną chęć mordu i prosty zwyczajne zadowolenie. Spowodowane prawdopodobnie tym, że to być może on będzie tym, który sprowadzi Akane czy Itori do organizacji. A choć Twoje myśli na temat armii mogły by być trafne, to przeliczając potęgę Mistrzyni, można by ją porównać do kilku armii takich kilka razy większych niż ta, która zaatakowała Was. Więc, czyż nie jedna jednostka jest tego warta?
Zdecydowanie biegliście na siebie, nie było czasu na reakcję, trzeba było wejść w wymianę ciosów. Z racji, że byliście w podobnych fizycznych atrybutach pierwszy ruch należał do agresora, który trzymał dalej swoje noże, były szybsze niż katana. Od razu wykonał cięcie, które zablokowałaś, Ty zrobiłaś to pod odpowiednim kątem by zaraz wyprowadzić pchnięcie prosto na w jego ciało, to natomiast zostało zdmuchnięte przez drugą jego rękę, nóż zmienił tor pchnięcia, które trafiło w powietrze... Wtem przyszła jego kolej teraz to on jakby rzucił wolnym ostrzem, tak... Na tak bliskiej odległości po prostu cisnął nim z palców, bez zamachnięcia się ręką. Ty zauważając to pomknęłaś jakby dalej za swoim atakiem, robiąc piruet i znajdując się za jego plecami... Dosłownie staliście plecami do siebie, cóż za taktykę przybierze Narubi?
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 13 wrz 2016, o 10:37

Rzeczywiście czasem za dużo myślałam. Po prostu lubiłam myśleć i nie było to nic złego. Jednak podczas walki myślenie czasem bywało zbędne. Lepiej było po prostu przestać myśleć i pozwolić własnemu ciału działać zupełnie nieświadomie i zatracić się w ferworze walki. Pozwolić działać swoim instynktom. Tak więc przestałam myśleć i zatraciłam się w walce. Chciałam go zaatakować z zaskoczenia jednak to nie podziałało. Skrzyżowaliśmy więc ostrza w walce. Ja byłam na tym stratna, bowiem zużyłam chakrę na próżno, jednak ciągle mogłam walczyć, a chakry miałam pod dostatkiem. Jednak pierwszy zaatakował on. Udało mi się zablokować atak i wyprowadzić kontrę, która jednak nie okazała się skuteczna. A potem stało się coś dziwnego. Jego nóż pomknął w moją stronę, na bardzo bliskiej odległość, cudem jednak udało mi się go uniknąć. Wykonałam jakiś dziwny piruet i znalazłam się za jego plecami. Zyskałam jednak przewagę. Wyrzucony nóż oznaczał to, że przeciwnik nie będzie mógł go używać. Pozbawiłam, a właściwie sam się pozbawił, go broni. Ja natomiast, co pewnie umknęło jego uwadze, miałam za pasem jeszcze tanto. Być może przeciwnik miał jeszcze gdzieś zapasowy nóż, ale nie miałam zamiaru pozwolić mu go dobyć. Postanowiłam wykorzystać sytuację. Od razu po wykonaniu piruetu zrobiłam lekki odskok do przodu (na jakieś półtorej metra), jednocześnie wykonując obrót, tak by widzieć swojego rywala. Mogłam oczywiście od razu go jakoś zaatakować, niemniej jednak bałam się, że przyjdzie mu do głowy to samo i w wyniku jakiegoś dziwnego zamachu oberwę jego nożem w plecy czy gdziekolwiek indziej. Był to po prostu prewencyjny unik połączony z próbą odzyskania kontroli nad sytuacją. Po wykonaniu obrotu, prawą ręką chwyciłam katanę i natarłam na przeciwnika tnąc go w plecy (jeśli się nie obrócił) lub w klatkę piersiową. W tym czasie drugą ręką wyjęłam tanto. Plan był następujący. Atakować jednym ostrzem, zmuszając przeciwnika do blokowań, a gdy jedne z jego ostrzy jest zajęte, zaatakować swoim drugim. Znaleźć lukę w jego defensywie i wykorzystać ją. Nie martwiłam się tym, że katana trzymana jedną ręką będzie słabsza. Koleś był w stanie zbić nawet katanę, którą trzymałam dwoma. Czy to robiło jakąś różnicę? Nie wiedziałam. Chociaż strata katany i równowagi mogłaby zakończyć się moją śmiercią, zwłaszcza, że przeciwnik mógł złapać broń oburącz i zwiększyć siłę uderzenia. Czy się tym martwiłam? Nie. Szłam na żywioł.
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 14 wrz 2016, o 20:36

~Potwór też potrzebuje miłości...
~25/30 Misja C




Kiedy tak staliście tuż obok siebie, myśląc podczas zatrzymanego przez myśli czasu, chcąc wydobyć z tej sytuacji jak największy profit, zakończyć lub mocno zranić drugą osobę. Obydwoje mieliście w łbach gotowy manewr, obydwoje napięliście mięśnie... Wiatr mocniej przywiał, obydwoje odwróciliście się ruchem w bok całego ciała z zamiarem wyprowadzenia ataku, lecz między wami nagle stanęła persona, ze spuszczoną głową, zalana prawie wszędzie krwią. Sekunda i postać rozjaśniła się w myślach, była to Itori. To był moment, ułamek sekundy, spoglądałaś na nią nie mogąc się zatrzymać, ostrze leciało, cięcie mknęło, powietrze krzyczało. Identycznie z drugiej strony... Widziałaś drżącą dłoń swojej Mistrzyni, była najwidoczniej zdenerwowana lub tego typu podobne emocje rozrywały ją od środka. Dostrzegłaś też jedną zasadniczą różnicę w jej ubiorze, nosiła rękawiczki, czarne skórzane, z wejściami na palce. Nagle w jej dłonie zostały spowite na równie ułamek sekundy przez dymek, który został rozcięty przez dwa ostrza. Wyglądały identycznie... Czyżby jakieś bliźniacze katany? Tak... Obydwie miały te same wyryte znaki na ostrzu, tą samą rękojeść i tą samą bijącą ostrość. Jakby powietrze samo się na nich rozcinało. Uniosła ręce, zablokowała obydwa ataki, a z jej ust wypadły słowa.
-Dość... Zgadzam się... -spokojnie, bez krzty strachu, smutku czy zwykłej emocji, dłonie również przestały drgać, czyżby się uspokoiła? Usta mężczyzny natychmiast się uniosły z zadowolenia, śmiech rozdarł chwilową ciszę.
-Hah! Czyli wreszcie wracasz... Czyżbyś wreszcie zrozumiała, że to nie ma sensu? Hah! Zabawne, wychodzi na to, że ta oni umarli na darmo, hah! -Itori od razu zareagowała.
-Zamknij się! Idziemy... Natychmiast! -ostrza zostały spowite przez dymek i zniknęły. Mistrzyni zaczęła kroczyć przed siebie, cały czas trzymała głowę spuszczoną w dół, jakby nigdy nic idąc w głąb lasu...
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 14 wrz 2016, o 21:57

Gdy już mieliśmy rozstrzygnąć nasz pojedynek, a przynajmniej trochę go przyspieszyć i sprawić, by wszedł w swoją finalną fazę, Itori interweniowała i zakończyła tą farsę. Dla Niej byliśmy jak małe dzieci walczące o wpływy w piaskownicy. W sumie mogłam się spodziewać, że jakoś nagle zainterweniuje. Ta kobieta była przerażająco szybka i inteligentna. Pewnie zdążyła się zorientować, że uciekłam. Wyglądała okropnie; cała we krwi. Ale musiałam przyznać. To co zrobiła było niezwykłe. Pojawiła się znikąd i już myślałam nawet, że moje ostrze ją dosięgnie. Przez moment wydawało mi się, że Jej własna krew dołączy do krwi którą już miała na sobie. Ja nie byłam w stanie powstrzymać tego cięcia. Ona jednak zdołała wykonać technikę przywołania i ... zablokować te dwa ataki. Gdybym z Nią walczyła na śmierć i życie ... umarłabym w ułamku sekundy. Nie miałabym szans i marny byłby mój koniec. Tak naprawdę to Ona wcale nie musiałaby zapewne używać broni. Rozbroiłaby mnie i zabiła gołymi rękami. A nawet nie musiałaby mnie zabijać. Dla Niej byłam nikim. Jednak ... to było fajne uczucie podziwiać Jej potęgę. Naprawdę. Lubiłam na to patrzyć i nie mogłam wyjść z zachwytu. Byłam szczęśliwa, że się pojawiła. Schowałam więc swoje pożyczone miecze z powrotem za pas. No, ale Ona była zdenerwowana, co i mnie zasmuciło. Nie chciałam, by się denerwowała. Za bardzo Ją kochałam. Powiedziała, że się zgadza, a w Jej głosie nie było już takich emocji. Uspokoiła się? Znałam Ją niedługo, ale zdążyłam poznać na tyle, żeby wiedzieć, że prawdopodobnie zdusiła w sobie te emocje. Nie była typem osoby, która nic nie czuje. Wczoraj wieczorem przecież się nawet rozpłakała! A ten idiota jeszcze miał czelność się śmiać! Miał później czelność z Niej szydzić i sprawiać Jej ból! Nie mogłam tego słuchać. Po prostu w pale mi się to nie mieściło! Oboje mnie zignorowali. Zarówno Itori jak i ten koleś. To, że Itori mnie zignorowała sprawiło mi naturalnie ból, niemniej jednak wtedy już byłam zaślepiona niesamowitą rządzą. Nie ... nie seksualną. Rządzą mordu. Rządzą zemsty. Poślę tego kolesia prosto do piekła i nawet sama Itori nie da rady go uratować! Pozwoliłam więc, by mnie wyprzedzili. Miałam plan, ale musiałam działać za plecami mojej Mistrzyni. Po raz kolejny Jej nie posłuchać. Następnie kroczyłam za nimi, składając znaki. Utrzymywałam stosowną odległość. Koleś nie był tak szybki jak Itori, więc mało wątpliwe, by mi uciekli. Jakie znaki składałam? Smok -> Królik -> Małpka ->Wąż. Wyobraziłam sobie, że znikam. Wyobraziłam sobie, że na moim miejscu pojawia się mój klon. Wyzwoliłam chakrę, kończąc sekwencję pieczęci. Wtedy aktywowałam swoją technikę. Zniknęłam. Zostałam wymazana z percepcji tego gościa i podstawiłam na swoje miejsce klona. Ta technika nie działała na Itori.
- Zamknij się, skurwysynie! - krzyknął klon do tego niegodziwego człowieka. Itori nie była pod wpływem tego genjutsu, więc tego krzyku nie słyszała. Nie słyszała tego co klon mówił. Chyba, że w jakiś sposób rozpoznała, że używałam genjutsu i jaką iluzję tworzyłam. Słyszał to jednak ten gość i to było pewne - Jak śmiesz krzywdzić Itori?! Jej ... jej ... jej ... jej znajomi nie zasłużyli sobie na śmierć ... Ona cierpi, do cholery! Ty też straciłeś na darmo wielu towarzyszy! A teraz ja zajebię ciebie! Rozumiesz!? Zajebię jak psa!
Brzmiało to jak zwyczajne pogróżki niedorozwiniętego umysłowo, rozchwianego emocjonalnie dziecka. Ja, to znaczy mój klon, nie mówił tego na darmo. To nie były czcze groźby. W rzeczywistości, gdy mój klon wypowiadał te słowa, które zostały wyryte w mózgu tego faceta (być może też odwrócił się i zobaczył moją postać, stanął i przyglądał się i takie tam), prawdziwa ja, będąc dlań niewidzialną, po prostu podbiegłam do niego, a w biegu dobyłam katany. Chwyciłam ją oburącz i ... szybkie cięcie, wycelowane w szyję gościa ... Wykonałam cięcie, które miało pozbawić go życia ... Niech idzie do diabła ...
Użyte Techniki:
Nazwa
Kuroichi

Pieczęci
Smok -> Królik -> Małpka ->Wąż | Sharingan - Brak pieczęci

Zasięg
20 metrów

Koszt
E: 35% | D: 30% | C: 20% | B: 15% | A: 10% | S: 4% | S+: 4% (Tura)

Dodatkowe
Sharingan - można złapać za pomocą wzroku

Opis Chyba najlepsza technika dostępna na tej randze. Bowiem dzięki niej możemy stworzyć u przeciwnika w głowie naszą iluzję, swego rodzaju klona. Jest dokładnym odzwierciedleniem naszego wyglądu, a także może wykonywać wszelakiego rodzaju gesty, mówić i się ruszać. Niestety w przypadku próby walki tym klonem technika zostaje rozproszona. Jednak to nie jest wszystko, gdyż samo stworzenie klona jest słabym wyjściem czyż nie? Otóż, po wykreowaniu Genjutsu nasza postać jest niewidoczna. Możemy zajść przeciwnika od tyłu, z boku czy po prostu wyprowadzić niespodziewany atak. Zaraz po takowym ruchu Kuroichi rozpada się na węże. Dzieje się tak w każdym wyjściu z techniki. Możemy również użyć tego na większej grupie.


Chakra: 57%
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 17 wrz 2016, o 20:56

~Potwór też potrzebuje miłości...
~27/30 Misja C




Emocje ostatnio towarzyszyły w każdym prawie kroku, nieodłącznie młodej Narubi. Dziewczyna zmagać się musiała z miłością, odrzuceniem, akceptacją, nadzieją i po raz kolejny odrzucenie... Które, tym razem chyba bardziej ją dotknęło, gdyż wtedy została jedynie odepchnięta na lata kiedy to dorośnie do miłości, tym razem pchnięta by stracić równowagę i przewrócić się na ziemię, skręcić kostkę i z grymasem bólu unieść głowę by spojrzeć na odchodzącą Itori...
Nie dopuszczając do siebie tego wyobrażenia, z zdecydowaniem i irytacją zaczynała wprowadzać swój plan w życie. Poczekała moment, ruszyła i zaczęła składać pieczęcie... W pewnym momencie Itori zniknęła sprzed jej oczu, mężczyzna zaczął się rozglądać, lecz Ty nie musiałaś. Pojawiła się tuż przed Tobą, trzymając w dłoni jedno z bliźniaczych ostrzy. Poczułaś paraliżujący ból, który zaraz ściął Cie z nóg. Kolana ugięły się pod Twoim ciałem, upadłaś. Nachylona do przodu, ze wzrokiem wbitym w stopy swojej mistrzyni. Coś kapnęło na ziemię, po sekundzie znowu... Mroczki pojawiły Ci się na moment przed oczyma zasłaniając kapiącą ciecz, jeszcze jednak organizm walczył i dostrzegłaś, że jest to krew. Odruchowo skręciłaś głowę w stronę masakrycznego bólu. Ostrze wbiło Ci się tuż przy sercu, jak daleko nie wiedziałaś, chyba... Jednak odczuwałaś to bardzo dobrze, mimo że ledwo to do Ciebie docierało. Bijące serce uderzało o zimne ostrze. Było tuż obok. Świat w około mógł się zawalić, a do Twoich uszu wdarły się słowa.
-Wszyscy jesteście głupi... Nigdy się nie słuchaliście... Idiotyzm, beznadzieja, ścierwa. Zdechnij spoglądając na odchodzącą "Mistrzynię"... -zaraz zrobiła krok w tył, odwróciła się i ruszyła. Mężczyzna na nią czekał obserwując wszystko, mówiąc do zbliżającej się Itori... Czy Akane? Kto wie jak ona w końcu ma na imię.
-Przebiłaś jej serce? Więc jednak to prawda, wracasz. Demoniczna Akane, Akuma Akane... Witam znów w szeregach, pewnie szybko otrzymasz zadanie, heh. -bez zbędnej odpowiedzi minęła mężczyznę i ruszyła przed siebie. Ty natomiast miałaś siłę by unieść jedynie głowę, a strach przed bliskością ostrza lub ból uniemożliwiał Ci ruch. Ale co to dokładnie było... Tego jeszcze nie mogłaś zrozumieć.
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 18 wrz 2016, o 09:07

Zostałam odepchnięta, upadłam, skręciłam kostkę, jednak ciągle szłam w zaparte i realizowałam swój plan. Wykonanie techniki było utrudnione, bowiem ból kostki dawał o sobie znać. A jeszcze musiałam podejść do celu i go zwyczajnie zabić. Niemniej jednak ... nawet nie miałam takiej możliwości. Przede mną pojawiła się Ona. Prawdopodobnie nie było to "pojawienie się", a zwyczajne przybiegnięcie, jednak Jej szybkość sprawiała takie wrażenie. W ręku trzymała miecz. Ja natomiast byłam zajęta składaniem pieczęci, a moja pożyczona katana ciągle spoczywała u mojego pasa.
- Ito ... - byłam zdziwiona, lecz dosłownie tyle zdążyłam powiedzieć zanim Jej ostrze weszło w moje ciało. Poczułam niewyobrażalny ból. To nie była iluzja. Moje życie właśnie się kończyło. Upadłam na kolana, nachyliłam się do przodu, podpierając jednocześnie rękami, tak, by nie upaść na rękojeść miecza Itori (która go pewnie puściła) i nie wepchać go mocniej w swe bebechy. To byłaby szybsza śmierć, jednakże instynktownie ciągle próbowałam złapać się życia. Tonący brzytwy się chwyta jak to mówią. Widziałam Jej stopy. Usłyszałam coś kapiącego i chociaż z powodu zamroczenia nie widziałam co to jest, to doskonale się domyślałam. To była moja własna krew. Po chwili też to dostrzegłam. Szybko obejrzałam miejsce, w którym tkwił miecz Itori. Serce. Czyżby przebiła mi serce? Gdyby tak było to pewnie umarłabym na miejscu, a przecież jeszcze żyłam. Konałam. Żelazo dotykało jednak tego bardzo istotnego dla życia mięśnia. Musiałam to przyznać. Itori pewnie wiedziała co robi i gdzie trafić. Wysłuchałam ostatnich słów tej dwójki. Itori mówiła tak jakby mnie szczerze nienawidziła. Zawiodłam ją. Byłam głupia i właśnie zdychałam jak ten pies. Facet natomiast zdawał się być zadowolony. Odzyskał Akane ... Itori ... czy jak Jej tam było. Ja jednak jeszcze żyłam i miałam prawo do ostatnich słów. Nawet jeśli zdradziłabym tym samym to, że jednak Itori nie przebiła mi serca. To nie było ważne. I tak już byłam martwa, a do tego musiałam się z Nią pożegnać. Mimo tego co mi zrobiła ciągle Ją bowiem kochałam. Nie miałam do Niej żalu. Podniosłam więc głowę i z wielkim trudem wypowiedziałam do Niej ostatnie słowa. Być może słyszała, a być może nie. Ja jednak nie byłam w stanie krzyczeć. Nie miałam sił.
- Itori ... sensei ... moje życie należało do Ciebie i miałaś prawo mi je odebrać. Nie mam do Ciebie żalu. I przepraszam, że Cię nie posłuchałam ... byłaś dla mnie tak ważna, że musiałam spróbować Ci pomóc ... przepraszam za zbitą szybę, potarganą pościel, niezjedzone śniadanie ... za to, że uciekłam i za to ... co ... co ... chciałam przed chwilą zrobić - każde słowo sprawiało mi niewyobrażalny ból i wymagało monstrualnego wysiłku. Ja jednak byłam zdeterminowana. Chciałam Jej jeszcze tyle powiedzieć i o tyle zapytać ... A co chciałam zrobić przed chwilą? Oczywiście zabić Jej towarzysza - Dlaczego nie zabiłaś mnie, chociażby ścinając głowę? Wtedy bym się aż tak ... tak ... nie męczyła ... uh ... Czy to dodatkowa kara? Wiedz jedno ... wczorajszy wieczór był najwspanialszą chwilą w całym moim życiu. Dziękuję Ci ... z całego serca ... hha ha kha ... - zaśmiałam się ostatkiem sił, bowiem był całkiem dobry kawał. Moje serce ciągle było całe, chociaż naczynia krwionośne wokół niego prawdopodobnie poprzecinane. Umierałam na wskutek krwotoku wewnętrznego. O ile na zewnątrz kapało stosunkowo niewiele krwi, o tyle w środku krew pewnie wylewała się strumieniami. Wykrwawiałam się do wewnątrz. Zakrztusiłam się krwią podczas tego śmiechu, wyplułam ją i kontynuowałam - Będę nad Tobą czuwać z Zaświatów, bo Cię ciągle ... koch ...
No i to był mój limit. Chciałam powiedzieć, że Ją kocham, ale te dwie minuty podczas których przemawiałam to było zbyt mało, by tego dokonać. Zakręciło mi się w głowie. Przygotowywałam się do tego momentu i ciągle próbując chwytać się brzytwy, spróbowałam upaść tak, by nie wbić głębiej miecza mojej Mistrzyni. Z oczu poleciały mi pierwsze od dawna łzy. W ostatniej chwili mojego nędznego życia przypomniałam sobie jak się płacze. Zapewne nie było to spowodowane emocjami, bowiem na emocje już się uodporniłam. Prawdopodobnie było to spowodowane bólem. To ból otworzył ten długo nieużywany kran i pozwolił emocjom sprowadzić płacz. Nie trwał on jednak długo. Gdy tylko moje ciało dotknęło ziemi straciłam przytomność. Co mi pozostało? Chyba tylko czekać aż moje życie się zakończy. Przynajmniej nie czułam już bólu. A co wyrażała moja twarz? O dziwo ... uśmiech. Uśmiechałam się, leżąc na ziemi bez przytomności. Koniec końców byłam szczęśliwa, że to się tak skończyło.

;(
Narubi
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość