Dom Panny Itori

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 29 sie 2016, o 21:42

~Dom Itori



Domek znajdujący się na południowym trakcie, to znaczy... Leży na jego poboczy, głęboko w lesie, od Shigashi idzie się drogą gdzie ludzie zmierzają do wioski i z wioski, lecz później trzeba skręcić w swego rodzaju mniejszą ścieżkę niezbyt widoczną dla niewtajemniczonych, gdyż skryta jest przez rosnące tutaj trawy, które przeprowadzi nas przez las, ciągnąć się ona będzie dobre kilka minut, do momentu kiedy nie zostanie rozdarta przez kamienie i płynący w korycie malutki strumyczek. Ot takie naturalnie źródło wody, z którego korzystają nieliczni, a w głównej mierze są to zwierzęta. Ale służy on też jak do wczorajszego dnia jedynej mieszkance o postaci ludzkiej w tym terenie, kobiecie, która na imię ma Itori, lecz o niej nieco później trzeba będzie wspomnieć, najpierw delikatnie jeszcze doprowadzić do niej trzeba pewnym krótkim słowem. Trzeba przedostać się przez strumień i kierować się dalej prosto, aż wreszcie cudowny ogród zostanie wymalowany na przestrzeni wzroku, a barwy tysięcy kwiatów przyćmią nas swym blaskiem. Tuż za jego cieniem widnieje drewniany domek, który właśnie należy do niej... Czerwonowłosej potężnej kobiety.
Nie jest on specjalnie duży, w porównaniu do ogrodu jest zupełnie malutki. Choć mieści w sobie zaraz po otworzeniu drzwi przedpokój, gdzie zostawia się płaszcze, kurtki i buty. Salon przyozdobiony jest w liczne drewniane meble, stół i krzesła, komody i szafki, półki i zwierzęce trofea, dodatkowo na ścianach wiszą jeszcze ręcznie malowane przez nią obrazki, najcudowniejszych dla niej miejsc, które to miała okazję zobaczyć na własne oczy. Wszystko co drewniane przyozdobione we wszelakiego rodzaju wzorki, znaczki czy podobizny. Sofa i fotel również mają swoje miejsce w tym rejonie, a dokładnie położone są naprzeciw kominka, w którym starannie ułożony jest kubik drzewa, przygotowany do rozpalenia i ogrzania całego domu. Zaraz naprzeciw wejścia do salonu, po przeciwnej ścianie znajdują się szklane drzwi, które rozsuwa się w bok by przejść na swego rodzaju pole treningowe. Wykonane z suchej ubitej ziemi, na której widać różnego rodzaju efekty treningów Itori.
Z salonu można przejść przez zwyczajne wejście jak na drzwi, tylko bez drzwi, prosto do kuchni. Ta wyposażona we wszystko co potrzebne do przygotowania standardowego i nawet niespecjalnie niestandardowego posiłku. Spiżarka gdzie chowane są warzywa i słoiki, powieszone na hakach suszone czy wędzone mięso, znajdą się tam też jakieś owoce. Po zwyczajne świeże i surowe mięso wystarczy udać się do lasu i przyodziać cierpliwość do pary, by upolować coś co zaspokoi nasz apetyt na dobre kilka dni.
W kuchni na drewnianej podłodze jak w całym domu takowa była, znajduje się dywan, zrobiony z futra jakiegoś upolowanego jakiś czas temu zwierza, cienkie i krótkie włosy wskazywać mogą na rodzinę sarnowatych, jeśli tak możemy to nazwać. Ale bardziej interesujące jest to co pod dywanem, a mianowicie klapa, prowadząca krok za krokiem po schodach gdzie drogę oświecamy sobie świeczką lub czymkolwiek co daje nam światło. Schodząc minutkę w dół docieramy do kolejnego pola treningowego, a także swego rodzaju gorących źródeł. Ot takie powiązanie z wcześniejszym strumykiem. Ściany i sufit, wraz z okolicami źródła wykonane z kamienia, natomiast plac treningowy z piasku (podłoże oczywiście).
Tym samym dół cały mamy cały zobrazowany, z salonu dostajemy się również schodami na wyższe piętro, gdzie znajduje się jeden pokoik sypialny...

Itori
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 30 sie 2016, o 12:54

Gdy zadała mi pytanie nagle sobie uświadomiłam jak głupie było to co powiedziałam. Rzucić się na nią i co zrobić? Pewnie bym ją zmacała, gdybym tylko mogła, ale raczej chciałam, żeby to ona zmacała mnie. Tak po prostu było lepiej. Itori-sensei dominowała mnie w każdym możliwym aspekcie i dlatego pewnie nie miałam żadnych obiekcji, by ją właśnie tak a nie inaczej nazywać. Podniecało mnie w niej ciało. Podniecały mnie też jej umiejętności. Podniecała mnie jej potencjalna wiedza. Podniecało mnie jej zachowanie. Weszłam za nią do wody. Strasznie dziwnej wody. Czyżby miała właściwości lecznicze? W każdym razie była bardzo mętna. Wysłuchałam do końca tego co Itori ma mi do powiedzenia i w sumie niestety musiałam przyznać jej rację. Kobieta na oko była starsza ode mnie ze dwa razy, a moje ciało prawdopodobnie nie było jeszcze wystarczająco dojrzałe. Oprócz ciała nie była dojrzała moja psychika, nie tylko jeśli chodzi o zawód shinobi, którym się parałam i konieczność uśmiercania innych ludzi, ale także pewnego rodzaju stałość w emocjach. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że mój charakter bardzo się zmieniał. Byłam więc narażona na pewnego rodzaju manipulację. Byłam złośliwa i wredna i obrażałam innych, dystansując się od nich, ale gdy tylko ktoś przezwyciężył mój złośliwy, wredny i obrażający innych charakter i okazywał mi zrozumienie, ciepło i sympatię to bardzo się zmieniałam. Pragnęłam, by moje zimne serce ktoś w końcu rozgrzewał i wtedy taka osoba mogłaby bez problemu mną manipulować, bowiem za tą odrobinę ciepła byłam w stanie zrobić bardzo dużo. Tym właśnie sposobem Itori namówiła mnie na pojedynek. Moja misja była prosta. Dostarczyć przesyłkę i wrócić. Nie miałam wobec kobiety żadnego długu czy obowiązku. Mogłam po prostu pójść, chociaż trochę się bałam chodzić samej po ciemku. To samo było z Iwaru. Ta dziewczyna okazała mi tyle ciepła, że po prostu nie mogłam jej nie pokochać, zwłaszcza, że wtedy nie byłam jeszcze wredną istotą. To przyszło dopiero później. Jak każda osoba, zwłaszcza taka, której coś nie wychodzi i która zatraca się w przekonaniu, że jest totalnie bezużyteczna i bezwartościowa, pragnęłam ciepła praktycznie od zawsze. Ciągle ją kochałam. Byłam jednak rozdarta między nią, Itori czy nawet chłopakiem o imieniu Kin'yu. Każdą z tych osób w pewien sposób kochałam. Jednak to Itori miała tą przewagę, że obecnie była najbliżej. Tak czy siak moja psychika nie była jeszcze w pełni ukształtowana i musiało się to zmienić. Zwłaszcza, jeśli dążyłam do czegoś w rodzaju związku, seksualnej relacji opartej na miłości i zrozumieniu.
- Rozumiem, Itori-sensei ... wiem, że jestem dzieckiem ... i że, póki co nie jestem dla Ciebie odpowiednia ...
Mówiłam to z lekkim smutkiem, ale także ze zrozumieniem. Rozumiałam bowiem jej motywy. Nie chciała mnie skrzywdzić "złym dotykiem" czy czymś w tym rodzaju, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zamierzałam jeszcze poczekać, ciesząc się Nauczycielką w tak dużym stopniu jak tylko mogłam, a w przyszłości się zobaczy. Nie wiedziałam czy mnie usłyszała, bowiem zanurzyła się już pod wodę. Ja także usiadłam, zanurzając się do szyi w wodę. Siedziałam na lekkim pochyleniu, ale utrzymywałam się i nie zjeżdżałam w dół. Oczywiście nie byłam tak daleko wgłąb basenu jak Itori, bowiem im dalej tym było głębiej, a ja siedziałam, ona natomiast stała. Zaraz jednak się wynurzyła i zadała mi pytanie odnośnie moich pytań. Trochę zwlekałam z odpowiedzią.
- To krępujące ... nie wiedziałam czy wypada mi Ciebie o coś pytać ...
W sumie to mówiłam prawdę. Rzeczywiście czułam lekkie obawy przed zadawaniem pytań. Nie chciałam zadawać niemądrych i głupich, chociaż podobno są tylko głupie odpowiedzi. Zabawnie też musiała wyglądać moja głowa, jakby odcięta od ciała, które było schowane pod wodą. To ona gadała.
- W sumie mam trzy ... Po pierwsze dlaczego zechciałaś mi pomóc, udzielić noclegu, w ogóle ze mną rozmawiać, czemu zechciałaś mnie uczyć, bo chcesz, prawda, Sensei? Czemu nie kazałaś mi spadać do domu?
I nagle ja także zrobiłam się czerwona. Być może był to wynik tej wody, chociaż ona nie była zbyt gorąca. Nie parzyła ciała. Jednak przyjemnie grzała. Może po prostu i to jest bardziej prawdopodobne zrobiłam się czerwona, bowiem moja myśl była taka a nie inna. Uśmiechnęłam się i zasłoniłam ręką usta, próbując zdławić śmiech. Nie wychodziło mi jednak i powodowało, że skala komizmu tej sytuacji wystrzeliła gwałtownie w górę. Opanowałam się dopiero po jakichś 30 sekundach.
- Przepraszam ... właśnie pomyślałam, że być może się we mnie zakochałaś, ale zakochać się w dziecku? To chyba niezbyt normalne, prawda? Hahaha.
Ponownie wzięłam oddech.
- Drugie pytanie. Nie jesteś mną rozczarowana? Tym, że jestem taka słaba i nie mogłam Ci dotrzymać kroku w sparingu? Tym, że nie przetestowałyśmy wszystkich mieczy? Zdaję sobie sprawę, że to starcie było bardzo jednostronne i gdyby to była prawdziwa walka to straciłabym głowę ... w ułamku sekundy. Nie jesteś zła?
Doceniłam jej siłę. Sprawiłam komplement, jednakże uświadomiłam sobie też jedną rzecz. Jeśli bym kiedykolwiek jakoś ją zdenerwowała to marny mój los. Użycie przez nią tego wielkiego miecza byłoby wtedy aktem łaski dla nieposłusznej, niegrzecznej, złej i rozwydrzonej uczennicy takiej jak ja. Kara śmierci wymierzona tym wielkim mieczem ... była bezbolesna. Dużo bardziej bolała kara śmierci wymierzona rękami. Tak. Ona była tak potężna, że samymi pięściami mogłaby bez problemu mnie połamać. To byłaby śmierć w męczarniach. Mimo, iż byłam bezpieczna ... ciało odczuwało lekki ból. Samo wyobrażenie sprawiło, że me nagie ciało reagowało tak, a nie inaczej.
- Kolejne i ostatnie pytanie. Miałaś mi opowiedzieć o mieczach. Powiesz coś o nich? Masz ich bardzo dużo. Wszystkich używasz? Masz może innych uczniów, którzy Cię odwiedzają i trenujecie razem? A może tworzysz prywatną armię? Czy kiedyś ich poznam? A może to prostu kolekcja? Masz w niej dwa takie same miecze czy każdy jest różny? Co z tymi co Ci przyniosłam?
Zadałam w końcu pytanie o miecze i po tym zamilknęłam. Powiedziałam trzy i były trzy pytania. Znaczy się nie były to dokładnie trzy pytania, ale po prostu coś jak trzy tematyczne bloki, z których zamierzałam wyciągnąć jak najwięcej informacji. Zadawałam więc serie pytań dotyczące jednego zagadnienia, jednakże różnych jego aspektów. Jednak to nie były wszystkie pytania o wszystkie aspekty. Itori mogła coś dopowiedzieć, jeśli chciała. Czekałam więc na odpowiedzi.
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 30 sie 2016, o 22:28

~Potwór też potrzebuje miłości...
~2/30 Misja C




Nie trzeba być wielce utalentowanym w dziedzinie czytania z ludzkiego ciała by dowiedzieć się, iż Narubi jest pochłaniana przez własne myśli, stara się doprowadzić do uporządkowania tego wszystkiego, a jednak to prowadzi dalej do zwiększenia się bałaganu. Łapiąc jedną chmurkę, ta rozpadała się na kolejne i tak stworzyło się ich miliony, prowadząc do zamieszania, jakie dla takiego dziecka jest ciężkie do ogarnięcia...
Itori słyszała wszystko co do niej mówiłaś, choć sama wydawała się ostoją spokoju, istotą która kontroluje wszystko co dzieje się w jej głowie, to być może robiła, dokładnie to co Ty. Zakładała własną maskę, w której zakochała się Narubi, a sama była zupełnie inną osobą, która poprzez noszenie tego rekwizytu chce coś osiągnąć na scenie swojego życia. Przekręciła głowę na bok, jakby zdezorientowała Twoimi słowami.
-Głuptasie, dlaczego masz nie pytać. Ten kto pyta, nie błądzi. Czyż nie tak brzmi to stare mądre przysłowie? -spoglądała na Ciebie, cały czas wsłuchując się w wypowiadane przez usta słowa, ale też i te przez resztę ciała. Jej włosy rozpływały się na wszystkie strony, powolnie dryfowały na tafli wony jakby były do tego stworzone, unosiły się i z każdym drgnięciem dwójki dziewczyn zmieniały swoje położenie. Choćby nabierając jeden dech przesuwały się w prawo czy lewo... I tak spoglądała, kiwając głową z lewej do prawej, czekając na zakończenie i miejsce na wtrącenie odpowiedzi.
-A czemu miałaby Ci nie pomóc? Świat co prawda jest okrutny, ale jest też naprawdę dużo ludzi na nim, którzy pomogli by Ci równie jak ja. Być może sprawia to moja siła, być może mój charakter, lub coś innego... Ale kiedy widzę słabą, malutką, delikatną istotę, staram się jej pomóc jeśli czegoś potrzebuje. Choćby była to zwykła prosta prośba, nie widzę problemu by takowej nie wykonać. Wiesz dziecko... Kto w dłoniach swych siłę ma, ten rozwiązać problemy słabszych ma... Czy jakoś tak, heh! -przytaknęła kiwnięciem głowy do przodu i akcentując przymrużeniem ślepi wraz z malującym się uśmiechem. Włosy wyskoczyły na moment z wody, wylatując przed nią i zlatując jej na twarz. Ta nabrała troszkę powietrza i zaczęła dmuchać jak małe dziecko, które próbuje pozbyć się czegoś z twarzy jakimś dziwnym własnym sposobem, a zamiast tego mogłoby użyć rąk i poszło by to znacznie szybciej zarazem i prościej. I tak nadszedł moment dziwnego śmiechu Narubi, wraz z prostym stwierdzeniem dla Itori. Ta przestała bezsensownie dmuchać w czubek nosa, wyciągnęła dłoń z wody i zarzuciła włosami znów do tyłu.
-Co złego jest w kochaniu dziecka? Każda matka kocha swoje dziecko, każdy ojciec oddałby życie za własne dziecko... Choć takim uczuciem jak miłość jest to ciężko nazwać, nie mam na to określenia... Czuje coś, ale nie wiem co. Gdybyś zdecydowała się wracać sama nocą przez las, zapewne śledziła bym Cie do samego domu by być pewną, że nic Ci się nie stało. Wybacz, nie umiem ubrać tego w jedno naturalne znane słowo. -westchnęła jakby zrezygnowana. Czasem bywały momenty czy sytuacje, kiedy siła, wiedza i ogólna potęga na nic się nie zdadzą. To była jedna z tych chwil i nie sposób tego wyjaśnić, potrzeba czasu by wszystko samo się wyjaśniło.
Kiedy z ust Narubi wyleciały kolejne słowa, Itori roześmiała się bardzo... Wpadła w ten śmieszkowy stan, kiedy ciężko jest nawet złapać oddech, ale kiedy doszła do siebie, wycierając łzy z oczu zaczęła znów mówić.
-Rozczarowana? Gdzieżby, poszło Ci całkiem całkiem. Myślę, że jesteś bardzo silna jak na swój wiek, a i dodatkowo mogę stwierdzić, że od niedawna dopiero stałaś się wojowniczką, czyż nie? Właśnie dlatego mogę określić Twój rozwój jako bardzo dobry. Ta technika... Tak, to genjutsu. Było silne i ciekawe. Bandyci czy nawet jakoś średnio wyszkolone zbiry nie mają z Tobą szans. Wystarczy jedynie czasu, wysiłku i cierpliwości, a pewnego dnia możesz być nawet najsilniejszą personą na świecie. Nie widzę przeciwwskazań. -dokańczając wycieranie łez, choć nie wiadomo z jakiego powodu, gdyż i tak jest cała mokra, lecz to pewnie ludzki odruch by przetrzeć ślepia, wsłuchiwała się dalej. Wiedziała wszystko co mówisz, rozumiała i starała się odpowiedzieć jak najbardziej dokładnie i wystarczająco. Można było powiedzieć, że poświęcała Ci całą swoją uwagę, jakby matka słuchała bezsensownych pytań swojego dziecka.
-Miecze? Są częścią mnie, każdy z nich jest traktowany identycznie, wszystkie mają swoją nazwę, każdy był przynajmniej raz używany... A wszystkich w domu mam ponad sto... Każdy z nich miał na sobie krew, ranił i odbierał życie... Przynajmniej raz... Te nowe, będą pewnie niedługo potrzebne, ale o to się nie musisz martwić, obronię Cię przed tym co nadciąga. Co do uczniów, niestety nie mam żadnych. -wyciągnęła rękę z wody i podrapała się po głowie jakby z zakłopotania. Dodając zaraz. -Hah! O wszystko wypytasz co? Słodziak, a może chcesz wiedzieć, też z iloma mężczyznami i kobietami spałam? -przysunęła się bliżej Ciebie, jej dłonie skierowały się na Twoje piersi, po chwili były już na nich i jakby zaciskały się, obmacywały i poruszały. -Ciekawski mały zboczek, hah! -po kilku ruchach zaśmiała się znów w momencie kiedy przestała ich dotykać i usiadła obok Ciebie, czekając na kontynuację pytań lub być może potwierdzenie, że nie ma ich już, wtedy może i ona przejmie inicjatywę, znów.
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 31 sie 2016, o 12:43

Wysłuchałam z niezwykłą uwagą wszystkiego co mówiła mi Itori. Nie komentowałam niczego, jednak rozważałam wszystko w swojej głowie. Dlaczego miałabym nie pytać? To już rozważyłam. Miałam wątpliwości, ponieważ nie chciałam ujść za kogoś kto czegoś nie wie, zwłaszcza, jeśli to coś było oczywiste. Niemniej to o co zapytałam nie było chyba zbyt oczywiste, więc rzeczywiście nie było powodu, bym milczała, nie zadając pytań. Druga sprawa dotyczyła pomocy. Widać było, że Itori ma powołanie. Dzierżyła w swoich rękach naprawdę wielką siłę i wykorzystywała ją dla dobra ogółu, a nie tylko dla osiągania własnych korzyści. Była bohaterem, nie złoczyńcą, chociaż świat przepełniony szarością trochę inaczej mógł to interpretować. Trochę poczerwieniałam, gdy tylko mówiła o słabej, malutkiej i delikatnej istocie. Wiedziałam, że mówi o mnie. Nie poczerwieniałam ze złości. Nie uważałam, że się mnie tutaj obraża. Poczerwieniałam ze wstydu. Swoją drogą skoro ja byłam malutką, delikatną, słabą istotą, to ciekawe czym byli ci bandyci, których swojego czasu zabiłam? Ich herszt był mocny, chociaż do Itori się nie umywał. Kobieta rozpłatałaby go jednym cięciem i nic by nie mógł zrobić. Mogłam to ocenić. Dla niej on też byłby słabą, delikatną i malutką istotą. Chyba, że chodziło mojej Mistrzyni o wygląd, to wtedy mogłaby go inaczej opisać. Podziwiałam jej urodę. Jej włosy, które zakrywały twarz. Jej nagie ciało. Jej urocze dmuchanie. Podziwiałam, zadając kolejne pytania i śmiejąc się.
- Nie o taką miłość mi chodziło ... - powiedziałam w końcu - Nie o miłość rodziców i dzieci, a o miłość dwóch kochanków ...
Kolejne moje pytanie wzbudziło śmiech Itori. Było to naprawdę urocze. Nie była mną rozczarowana i mówiła, że jestem silna. Ja natomiast wcale w to nie wierzyłam. Mój wiek też był już dość wysoki. Niektórzy shinobi w wieku 15 lat są jeszcze potężniejsi. No i w sumie ... wojowniczką byłam już od jakiegoś czasu. Pokręciłam więc przecząco głową. Być może Itori nie wiedziała ile dokładnie mam lat. To mogło tłumaczyć ten błąd. Jednak wyglądałam dziecinnie. Niska i niesamowicie chuda, a do tego płaska jak deska. Jak typowe dziecko.
- Niestety nie masz racji. Prawdopodobnie jest mnóstwo osób, które mając tyle lat co ja ... - zaczerwieniłam się jeszcze bardziej, krępując się zdradzić swój prawdziwy wiek. W końcu jednak się na to zdobyłam - czyli 15 lat, są dużo mocniejsi. Ja jestem słaba. A wojowniczką jestem już od jakiegoś czasu. Uczyłam się ninjutsu w szkółce ninja przez jakiś czas. I tak, to było genjutsu. Skąd wiedziałaś? Skąd wiesz jak to działa, skoro na Ciebie nie podziałało?
No i zarzuciłam ją kolejnymi pytaniami. Ciekawiło mnie jak rozgryzła moje genjutsu. Ciekawiło mnie bardzo, bardzo wiele rzeczy. Taka już byłam. Niesamowicie ciekawska. Itori jednak potwierdziła. Zbiry i bandyci nie mieli ze mną szans. To było pocieszające trochę. Ale ja najsilniejszą? Toż to była jakaś brednia. Nie chciałam być najsilniejszą.
- Najsilniejszą? Zaklepuję sobie trzecie miejsce. Pierwsze należy do Ciebie, a drugie do mojej przyjaciółki Iwaru - uśmiechnęłam się. Były to dwie osoby, które ceniłam najbardziej na świecie i dlatego chciałam im odstąpić te zaszczytne miejsca. Oczywiście Itori była na pierwszym, bo na to zasługiwała, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wysłuchałam też o mieczach. Pokiwałam potwierdzająco głową. W sumie wyłapałam przy tym kilka bardzo interesujących fragmentów. Imiona mieczy, to raz. Coś nadciągało, to dwa. Nie miała uczniów, to trzy. Jak to nie miała? A ja!? A potem stało się coś niesamowitego. Nigdy nie wpadłoby mi do głowy pytanie o życie seksualne mojej Mistrzyni.
- Nie, nie śmiałabym ... - zaprzeczyłam, ale ta była szybka. Wnet poczułam jej ciepłe dłonie na moich piersiach. Miękka skóra rozbudzała żar w moim wnętrzu. Serce znowu zaczęło bardzo szybko bić. A ja nie mogłam się powstrzymać.
- Och, och, ach ... Itori ... och ...
Wszystko jednak po chwili minęło, a ja ciągle oddychałam bardzo szybko i jakby nieregularnie. Próbowałam unormować oddech, jakby sapiąc po bardzo ciężkim wysiłku. Zaczęłam cała drgać. Dobrze, że siedziałam, bo inaczej pewnie bym się wywróciła. Co prawda Itori zbyt krótko mnie pieściła, ale ja zbyt długo już pobudzałam swoje myśli, patrząc na jej nagie ciało i na to jak ona patrzy na moje i zbyt długo rozpalałam się wewnętrznie. Byłam beczką prochu. Wystarczyła ta drobna przyjemność, ta drobna iskra, by ta beczka wybuchła. Miałam mokro między nogami, jednak woda idealnie to maskowała.
- Prze, przep, przeprasz, przepraszam - wydukałam, a drgawki ciągle mnie męczyły - Chy, chyb, chyba do, dos, ta, tał, am org, ga, zmu ...
Jęki przerodziły się w jąkanie. Podniecenie w przepraszanie. Oparłam się o nią i przez chwilę trwałam w takim stanie, a następnie, gdy już opanowałam swoje ciało, przeszłam do kolejnych pytań:
- Mówiłaś, że nie masz uczniów. Czy zatem ja jestem Twoją uczennicą czy nie? Chciałabym, żebyś to powiedziała, bo ciągle targają mną wątpliwości ... Potrenujesz mnie? - zapytałam. Było to dla mnie ważne. Następnie zadałam też pytania o inne, mniej lub bardziej ważne rzeczy:
- Jak ma na imię miecz, którym ze mną walczyłaś? Chciałabym je znać ... Dlaczego masz tyle mieczy? Rozumiem to, że je kochasz ... ale równie mocno byś kochała jakbyś miała ich powiedzmy 20, a może nawet bardziej? Co takiego nadciąga przed czym chcesz mnie ochronić? I jak chcesz to możesz mi powiedzieć z iloma mężczyznami i kobietami spałaś, ale ja nie nalegam ...
Ostatnie pytanie było opcjonalne. Nie musiała mi tego mówić, ale byłam gotowa wysłuchać jej historii, a nawet ją pochwalić. Chociaż nie ukrywam, że było to dla mnie dość ciężkie, bo robiłam się zazdrosna. No i nagle coś we mnie pękło. Byłam osobą, która za wszelką cenę chciała ukryć swoje uczucia, a jednak te były zbyt silne.
- Nie myśl sobie tylko, że we wszystkim będę się z Tobą zgadzać. Nie pozwolę ... - powiedziałam, a mój głos się załamywał. Okrutne wizje nie dawały mi spokoju - Nie pozwolę, żebyś mnie chroniła. Zakazuję Ci tego robić! - wykrzyczałam niemalże z dziką furią i niezwykłą determinacją. Wiedziałam, że nie mogłam jej do niczego zmusić, niemniej jednak musiałam spróbować. To była niesamowicie desperacka próba - Jeśli ktoś Ci przebije serce, to wyrwiesz moje i będziesz go używać jak własnego! Jeśli nie będzie ani ucieczki ani tarczy, to złapiesz mnie i się mną zasłonisz! Jeśli będziesz uciekać przed krwiożerczym i głodnym potworem, a zmęczenie będzie powodować, że Twój koniec jest bliski, to mi rozkażesz, a ja z przyjemnością stanę między Tobą, a tym potworem i pozwolę się pożreć, by kupić Ci trochę czasu na ucieczkę! Zrozum ... nie chcę umierać ...
Zamilkłam na sekundę, próbując zdusić emocje, które mną targały i odzyskać swobodę wypowiedzi. Po chwili podjęłam urwany wątek na nowo:
- Ale ... - znowu przerwałam, bo to było zbyt bolesne - Ale, ale ... ale ... - ciągle jedno i to samo słowo aż w końcu padły inne - Ale jak się dowiem, że umarłaś, to popełnię samobójstwo! Utnę sobie głowę! Więc co to za różnica?! Jak zginiesz to i tak umrę, więc wolę zginąć, ratując Twoje życie, Itori-sensei ... To nie jest bardziej sensowne zachowanie?
I nagle wstałam i przeszłam kawałek, a następnie, ciągle będąc w wodzie, stanęłam przed twarzą Itori. Sięgnęłam do pasa, po miecz. Oczywiście miecza nie było i nagle sobie o tym przypomniałam.
- Oddam Ci swoje Tanto. Nazwij go. Używaj go. Używaj wszystkiego co mam. Cały mój sprzęt. Moje ciało. Moje życie. Wszystko co miałam od teraz należy do Ciebie. Bo ...
I znowu przerwałam, ale po chwili wykrzyczałam jej niemalże prosto w twarz.
- Bo ja Cię kocham, do cholery! - dodałam na końcu przekleństwo. Było ono pewnym magicznym słowem, które pozwoliło mi to wyrzucić i nie załamać się totalnie. Dzięki tej cholerze wydusiłam z siebie to co chciałam powiedzieć. Chociaż znałam ją dopiero od niedawna to ... dokładnie, zakochałam się. Inaczej tego nazwać nie można było. Pokochałam ją. Jej siłę, jej piękno, jej mądrość i jej dobroć. Wszystko w niej było piękne. A miłość ... to nie było tylko pożądanie cielesne. Miłość to było przede wszystkim poświęcenie.
- Przepraszam ... ale ... rozkazuj mi. Cokolwiek nadejdzie ... zrobię dosłownie wszystko ... za wyjątkiem poświęcenia Twojego życia w zamian za moje ...
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 1 wrz 2016, o 11:33

~Potwór też potrzebuje miłości...
~3/30 Misja C




Siedziała tuż obok, uśmiechając się do Ciebie, tuż po swoistym ataku macania, spoglądała na Ciebie, czekając aż dojdziesz do siebie, bo przecież w takim stanie ciężko Ci było cokolwiek zrozumieć, a tym bardziej poprawnie i normalnie odpowiedzieć. Pochłonięta przez rozkosz i delikatne tylko pieszczoty osiągnęła swoisty szczyt, kto by pomyślał, że coś takiego wystarczy. Ale z drugiej strony, była młoda i fantazjowała już od jakiegoś czasu o Itori, w takim stanie jeden dotyk mógłby wystarczyć by zaprowadzić ją do niezapomnianej krainy rozkoszy. Widząc, że wracasz do siebie, do zdrowego rozsądnego myślenia zaczęła mówić.
-Nic się nie stało skarbie, zdarza się, hah! A co do miłości... Wybacz. -westchnęła głęboko. -Ale jak mówiłam, jesteś jeszcze dzieckiem. Musisz dorosnąć, wtedy Twoje uczucia i spojrzenie na świat się zmieni. Priorytety, marzenia i cała otaczająca Cie rzeczywistości. Będziesz patrzeć na wszystko zupełnie inaczej. Dodatkowo, mówiłam przecież, że nie umiem opisać swojego uczucia, do Ciebie... -spuściła głowę, wraz ze spojrzeniem, lustrując taflę wody, jakby na moment zamyślając się nad czymś. Nie widać było oznak smutku, a zwykłego zamyślenia. Po chwili wydarła się z tego tłoku i znów spojrzała na Ciebie. Kąciki ust się uniosły, ślepia zamknęły, a ona wyciągnęła dłoń by położyć ją na Twojej głowie.
-Głupiutka... 15 latek to mało, niektórzy dojrzewają później. I nie mówię tutaj o piersiach czy sposobie myślenia teraz. O ogólny rozwoju bojowym. Czasem brakuje motywacji, czasem po prostu czasu, innym razem jest to wina różnych sytuacji, które wpływają na kształtowanie Twojej mocy. Masz czas... Nie musisz się śpieszyć. Lepiej być czasem słabym, niż silnym... Wtedy masz mniej obowiązków, mniej powodów do obwiniania się za błędy czy nawet... Nie musisz się przejmować, że coś stało się z Twojej winy, ponieważ zabiłaś nieodpowiedniego człowieka. -przerwała dając Ci miejsce na kolejne słowa, kiedy tylko skończyłaś. Ta zabrała swoją rękę, poprawiła opadające jej na oczy włosy i otworzyła usta bardzo szeroko, ot tak ziewając. By to zaraz odpowiedzieć, mimo że ogarniało ją powoli zmęczenie, którego nawet nie było po niej widać.
-Źle dobrałam słowa, miałam na myśli, że przed Tobą nie miałam uczniów. -jasno można było zrozumieć jej słowa wypowiadane przez usta, czyż nie? Ale te rzucane przez ciało, dokładniej przez zmącone jakimiś myślami ślepia mówiły, że coś jakby ukrywało się w tym wszystkim. Kłamała lub nie mówiła całej prawdy. ALe jakie to ma znaczenie. Przyszło jej zaraz mówić o swoich mieczach, po raz kolejny. O jej dumie, którą pozostawi po sobie nawet po śmierci.
-Rose... Tak się nazywa. Nasi przodkowie określali tym słowem bodajże jedną z bogini śmierci, określali tym czas żałobny, czas cieknących łez lub można też to porównać, do zwykłej róży, którą wrzuca się do grobu na pożegnanie bliskiemu. A mam ich tyle, ponieważ każdy miecz jest inny. Wszystkie mają własną duszę i charakter. Są jak ludzie, są jak rodzina. Zawsze chciałam mieć dużą szczęśliwą rodzinę, tak więc teraz ją mam. I robi się coraz to większa. Każdy z nich ma mi coś do przypomnienia, czyli czas spędzony ze mną na podróży czy czymkolwiek innym. -odnośnie intymnego pytania, po prostu ominęła je. Nie zwróciła na nie uwagi, ot tak pozostawiła bez komentarza. Narubi zebrała w sobie wszystkie uczucia, wszystkie myśli, wreszcie ogarniając to co dzieło się w jej głowie, wyrzucając wszystko z siebie, a każde słowo było przepełnione uczuciem, jakim darzy się prawdziwą miłość. Choć dziecku z łatwością przychodzi kochać, to powinno się tą miłość szanować. Twarz Itori jakby zabrała, jej uwaga uciekła prosto do Twoich ust, na moment jakby zatrzymał się dla niej czas ale... On dalej brnął i leciał. Uciekał... Dla niej płynął zupełnie inaczej, tworząc zawirowanie w jej sercu, ukazując coś czego Ty nie byłaś w stanie zobaczyć, sprawiając, że ze ślepi zaczęły płynąć łzy, najpierw jedna z prawego zaszklonego oczka, później z drugiego, wywołując prawdziwą lawinę kropli i myśli. Nim się spostrzegłaś byłaś w jej ramionach, trzymała Twoją głowę na swoich piersiach, wciskając ją bardzo mocno. Niemal bolało, ale ten cichy nieśmiały ból był tłumiony przez uczucie bijącego serca. Tak... Czułaś, słyszałaś jak jej serce przyśpiesza, choć nie wiedziałaś z jakiego powodu to się działo, to łzy kapały Ci na czubek głowy. Zaraz jej usta otwarły się, a głos brzmiał iście drżąco i panicznie.
-Nie bądź t-tak naiwna... Ła-łatwo jest oddać życie, za kogoś... -cały czas słowa padały z między strumienia łez, co prawda ciężko było zrozumieć, jednak coś takiego po prostu zapisywało się samo w myślach poprawnymi słowami.
-O wiele trudniej jest żyć dla kogoś kto umarł... -trzymała Cie dalej w tym uścisku i chyba nie zamierzała puścić nim się nie uspokoi. Ale co takiego powiedziałaś, że wpadła w taki stan? Trzeba wszystko przeanalizować i wyłapać słowa kluczowe, by zrozumieć co też mogło wywołać u niej taki napad. Nie wspomniała o wszystkim, o co pytałaś, niezbyt rozwinęła wszystkie tematy, ale przecież można spytać jeszcze raz, bo czasu jest mnóstwo, choć niekiedy i cała życie nie wystarcza do otrzymania odpowiedzi na zadane pytanie...
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 1 wrz 2016, o 20:27

Jej ręka znowu spoczęła na mojej głowie. Chyba lubiła to miejsce. Nie miałam już czego komentować. Oczywiście nie mogłam zostać kochanką Itori. Byłam za młoda i z biegiem czasu jeszcze wszystko mogło się zmienić, jednak na chwilę obecną po prostu bardzo, ale to bardzo ją kochałam. Oczywiście zgodziłam się także z tym, że nie wszystkie osoby w moim wieku są silniejsze. Dużo było słabszych. Itori twierdziła, że byłam silna. Przyjęłam więc także i ten komplement. Mówiła też, że brak siły może spowodować, że ktoś nie będzie czuł się odpowiedzialny za coś. Tutaj niestety nie mogłam się zgodzić, jednak postanowiłam trzymać język za zębami. Gdy matka zginie to najczęściej właśnie dziecko obwinia się za jej śmierć. Gdyby Itori zginęła, to ja bym się obwiniała. Dlatego brak siły nie zwalniał mnie z odpowiedzialności za Jej życie. Na koniec oznajmiła, że nie miała przede mną uczniów, dając jasno do zrozumienia, że jednak uważa mnie za swoją uczennicę. Niezmiernie się z tego cieszyłam. Dowiedziałam się, że miecz to Rose. W sumie logika tego imienia była trochę pokrętna, ale uznałam ją. Moje imię też nie było jakieś super wyszukane i zawsze mogłam mieć lepsze. Zawsze też mogłam mieć gorsze. Niemniej jednak to nie wielkie imię świadczyło o wielkości człowieka. Podobnie to nie imię świadczyło o wielkości miecza. Ten był przeogromny. Róża natomiast była malutka. Rodzina, tak? Traktowała swoje miecze jak rodzinę. Ciekawe. I chciała ją powiększać, a ja się w sumie temu nie dziwiłam. Też bym kiedyś chciała mieć dużą rodzinę. Nie odpowiedziała mi jednak na intymne pytanie, ale nie miałam jej tego za złe. Nie odpowiedziała mi natomiast kto lub co nadciąga. Nie mówiła mi o niebezpieczeństwach, które czyhają na nasze życia. Następnie wyznałam swoje uczucia. Itori zareagowała na nie zupełnie inaczej niż się tego spodziewałam.
- Itori? Itori-sensei? - zapytałam, widząc łzy w jej oczach. Następnie znalazłam się ... w jej piersiach, a dokładnie moja głowa. To było bardzo dziwne uczucie. Nie mogłam wyrzucić z siebie żadnego słowa. Czułam ból, brakowało mi tchu. Czułam też bicie serca i łzy kobiety na swojej głowie. Naprawdę płakała. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że ona może płakać. Była niesamowicie potężna, a nawet ja, po stracie rodziców, oduczyłam się płakać. A ta płakała ... bardzo mocno. Słuchałam jej słów. Oddanie życia było bardzo łatwe. Wystarczyło zrobić pierwszy krok, poczuć przeszywający ból i chwilę później skonać. Życie "dla kogoś kto umarł" było trudniejsze. Osoba, która umierała zapewne chciałaby, żeby jej przyjaciel czy ktoś ważny odnalazł własne szczęście, podczas gdy śmierć przynosiła takiemu przyjacielowi tylko smutek i rozpacz. Dlatego życie "dla kogoś kto umarł" było trudniejsze. Czasem kończyło się samobójstwem. I tak zapewne by było i w moim przypadku. Zastanawiało mnie czy ona już jest w takiej sytuacji czy dopiero będzie po mojej śmierci. Nie chciałam wyciągać zbyt daleko idących wniosków, więc ciągle milczałam. Pokusiłam się jedynie na objęcie jej rękami i odwzajemnienie tego przytulenia. Chociaż tuliłam ją z mniejszą siłą, ale za to z wielkim uczuciem. Gdy już się rozłączyłyśmy, powiedziałam:
- Ja wiem, że życie po stracie bliskiej osoby jest ciężkie ... straciłam obojga rodziców i obecnie jestem sierotą. Nie wiem o kim Ty mówiłaś, ale jeśli o mnie ... to powiem tak: jesteś silna. Chyba z milion razy silniejsza niż ja i ja umrę, kiedy Ty umrzesz ... bo życie bez Ciebie będzie dla mnie za trudne. Wiem, że to egoistyczne. Ty natomiast ze swoją siłą podniesiesz się po mojej śmierci i żyć będziesz dalej. Nie przywiązuj się do mnie. Traktuj mnie jak powietrze, jak mebel, jak rzecz, jak swoją własność, jak gówno, które możesz rozdeptać. Wysługuj się mną, poniżaj mnie, krzywdź i pozwól Siebie kochać. Wtedy ... nie odczujesz tego, że mnie nie ma. Zapomnisz ...
Głos mi się łamał i gdyby nie to, że oduczyłam się płakać, zapewne me łzy potopiłyby nas obie. Weszliśmy na bardzo nieprzyjemne tematy. Z miłości do śmierci. Mówiłam to tak, jakbym zwyczajnie była pewna, że za niedługo umrę, chroniąc Itori. A przecież pragnęłam żyć z nią. Trenować i śmiać się i ... stworzyć rodzinę. Nieważne jaką. Niech będzie moją kochanką. Albo niech zastąpi mi matkę bądź starszą siostrę, której nigdy nie miałam. Nie znałyśmy się długo, ale czułam, że ona jest dla mnie kimś bardzo, ale to bardzo ważnym. Nagle trochę się rozpogodziłam i uśmiechając się, zadałam kolejne pytanie. Nie było to pytanie odnośnie mieczy, niebezpieczeństw i tego typu rzeczy. Było to pytanie odnośnie nas.
- Em ... przepraszam - zaczęłam się czerwienić - Itori ... ja wiem, że pozwoliłaś mi tutaj nocować. Przespać jedną noc. I wiem, że nie jestem z metalu i nie jestem twarda ... ani ostra. Wiem też, że nie znamy się długo, ale ... nie potrafię tego wyjaśnić ... po prostu ... - motałam się we własnych słowach, nie wiedząc jak to powiedzieć - aktualnie moim marzeniem jest ... dołączenie, jeśli mogę ... to tak nazwać ... do Twojej rodziny.
Powiedziałam to. Wzięłam oddech i teraz poszło szybko.
- Miałabyś coś przeciwko? Nie jestem mieczem, wiem. Jednak mieszkam sama, mam tylko jedno Tanto i nawet nie znam jego imienia, ani charakteru, ani nie słyszę jak do mnie przemawia. Czuję się trochę samotna ... Czy mogłabym ewentualnie z Tobą zamieszkać? Mogę spać na kanapie, na podłodze, nawet w budzie dla psa. Mogę gotować, chociaż nie umiem za dobrze, i wykonywać inne obowiązki domowe. Mogę chodzić na zakupy. Mogę się dokładać do budżetu ...
Trochę się wstydziłam to mówić. Odwoływałam się teraz do miłości. Tej, którą Ją darzyłam i prawdopodobnie do tej, którą Ona darzyła mnie. Było to trochę dziwne, bo parędziesiąt sekund temu poradziłam jej, by mnie nienawidziła i mną gardziła. Jednak godziłam się na takie traktowanie, mieszkając pod jednym dachem.
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 1 wrz 2016, o 23:19

~Potwór też potrzebuje miłości...
~5/30 Misja C




Stały w objęciach ramion, uczuć i myśli. Jedna płakała, jakby przed momentem umarł jej ktoś bliski, jakby przed momentem ta sama osoba powstała z martwych, ciężko było określić ciężar tych łez... Pewnością jest jednak, że są mieszane. Być może płynęły na zmianę, było w nich trochę szczęścia i troszkę smutku. Natomiast tuż obok, stała mniejsza młoda kobieta, która nie uroniła łzy, Itori płakała za dwoje. Ale miała w swojej głowie własny zamęt, który jakby znów został rozpętany. Kiedy przed momentem wszystko zostało poukładane, wpadła niezapowiedziana wichura zrzucając wszystko na ziemię. Czas na moment zakręcił się w około nich, spirala tej sytuacji była niezwykła. Dwie persony, które potrzebowały kogokolwiek, kto po prostu będzie i to wszystko. Nie potrzebują niczego innego poza obecnością. Ot tak, z jednej głupiej błahostki, jakim była zwyczajna codzienna przesyłka, zrodziła się więź... Ale wcześniej wypowiedziane słowa czerwonowłosej zapowiadają wielkie wyzwania dla trwałości tego wszystkiego.
Pierwsza odezwać się odważyła Narubi, z zapytaniem, przechodząc dalej do kontynuacji poruszonego przed potokiem łez tematu. Słowa padały raz po raz, a nastolatka starała się bezustannie wypowiadać synonimy swojej trwałej myśli o "traktowaniu". To jakby omijało potencjalnego odbiorcę, ona po prostu nie przyjmowała czegoś takiego... Ignorowała i jedynie komentowała nieudolnie z drżącym cały czas głosem i przerywem w postaci zająknięcia się.
-J-ak? Czemu to zawsze s-silny ma się ppp... dnieść... Dlaczego!? -wyrzuciła siebie ostatnie słowo z krzykiem i impetem, przerywając na moment zachwiany głos. Słowo o sile, która poruszyła nawet wodą, miało zabrzmieć tak jakby miała pretensje, bo miała... Narubi nie znała przeszłości swojej kolejnej miłości, a ta była od niej starsza. Mogła przeżyć o wiele więcej, niż dziecko może sobie wyobrazić... Dziecko, czyli istota mająca największą wyobraźnię na świecie. A w tym przypadku ta zawodziła.
Łzy zaczynały kapać na głowę nastolatki coraz to rzadziej, najwidoczniej zaczynała się uspokajać. Dudniące serce, również wracała do swojego normalnego, naturalnego rytmu. Oddech stawał się również równy, a uścisk powoli zwalniał. Po ostatnim słowie wypowiedzianym Czarnowłosą, ręce zwisały już przy wzdłuż ciała Itori, ta jakby na moment zamarła we własnych myślach, a ostatnie łzy właśnie uderzały tym razem o taflę wody, gdyż jej głowa odchyliła się do tyłu. Spoglądała teraz na sufit, choć pewnie gdyby nie było to zamknięte pomieszczenie zawiesiłaby wzrok na księżycu. Nagle wreszcie przemówiła ale dalej nie spojrzała na Ciebie.
-Witaj... w domu... -powolnie z przerwami, obejmując się w ostatnim akcencie dłońmi za policzki. Delikatnie, jakby nie chcąc obudzić śpiącego dziecka, tak jak matka przykrywa swoje dziecko do snu by to obudziło się w nocy z niespodziewanym ciepłem zamiast zmarzniętym ciałem... Jej głowa nachyliła się w Twoją stronę szybko i również niespodziewanie, złączając wasze usta w jedno... Zwyczajny ale niezwyczajny, magiczny a naturalny, bajeczny ale rzeczywisty... Pocałunek. Trwało to może kilka sekund, jej ślepia były zamknięte, a kiedy odsunęła głowę do tyłu, z uśmiechem, zaszklonymi ślepiami i resztkami łez w ich kącikach dodała. -Narubi... -ale co to miało oznaczać?
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 2 wrz 2016, o 10:56

Jej krzyk mnie przeraził. Nie dlatego, że się bałam, że coś mi się złego stanie, bo na to byłam przygotowana. Pozwoliłam jej bowiem na to, by mnie krzywdziła, jednak ona nie potrzebowała nawet tego pozwolenia. Dlatego mnie przeraził, bo był to zwyczajny ludzki odruch. Dlatego mnie przeraził, bo uświadomiłam sobie, że uraziłam kobietę swoimi słowami. Były bardzo nietaktowne. Nie na miejscu. Nie powinnam tego mówić. Jednak po jakimś czasie kobieta zaczęła się uspokajać. Rytm jej serca się wyrównywał, łzy kapały w mniejszych ilościach. Puściła mnie i uniosła wzrok w górę, nie wiedziałam co to znaczy i dlaczego tak się zachowuje, ale przyjęła mnie pod swój dach. Przyznam, że trochę mnie to zdziwiło. Dlaczego miałaby to robić? A potem stało się coś jeszcze bardziej nieoczekiwanego. Jej ręce spoczęły na moich policzkach, tak jakby unieruchamiając głowę, by była sztywna i nigdzie nie uciekała. A następnie mnie pocałowała. Czułam jej usta na swoich, a moje otwarte oczy wyrażały wielkie zdziwienie i jednocześnie wielką radość. Kobieta jednak tego nie widziała, bowiem miała zamknięte oczy. Ciepło tego pocałunku napełniało całą mnie. Było to cudowne uczucie i chciałam się rozpłynąć, rozpłakać ze szczęścia, ale zwyczajnie już nie potrafiłam. I nagle to ciepło przerodziło się w gorąco. Gorąco w ogień. Niesamowicie palący i przynoszący ból ogień. Ogień wyrzutów sumienia.
- Dziękuję - powiedziałam do niej, uśmiechając się jednak. Wyrzuty sumienia ciągle męczyły, ale miałam zamiar dać im upust. Nie chciałam jednak pokazać jej, że zrobiła coś złego. Bowiem niczego złego nie zrobiła. To była piękna rzecz, którą zapamiętam na bardzo, bardzo długo - Dziękuję. To było bardzo miłe ... ale, obie wiemy, że nie powinnaś tego robić. Nie zasłużyłam na to ... moje słowa Cię skrzywdziły. Przepraszam. Masz rację, nikogo nie można zmusić, by się podniósł po stracie bliskiej osoby. Nie ważne czy jest silny czy słaby ... każdy ma prawo do smutku czy łez. Nie powinnam Ci tego prawa odbierać. Przepraszam.
Zamilkłam na parę chwil, głównie po to, by wziąć oddech. Zamierzałam Jej jeszcze wyjaśnić przyczynę tych słów i trochę o sobie opowiedzieć. Zwierzyć się Jej i jeszcze raz Ją przeprosić. Po chwili więc kontynuowałam swoją wypowiedź.
- Moi rodzice umarli i została mi jedynie Iwaru, najdroższa memu sercu przyjaciółka, ale ona wyjechała do Ryuzaku no Taki i nie jestem w stanie jej odnaleźć. Aż do dzisiaj, kiedy to Cię poznałam, Itori-sensei, byłam więc samotna. Żyłam bez marzeń i starałam się przeżyć każdy kolejny dzień. Moja egzystencja nie miała sensu, bowiem nie widziałam żadnego celu w swoim życiu. Jednak cieszyłam się każdym dniem, bowiem każdy dzień był dla mnie szansą.
Wzięłam kolejne wdechy i wydechy i popatrzyłam na Itori. Z moich ust ponownie zaczęły płynąć słowa, a ja spuściłam wzrok ze wstydu.
- Ale to, że jeszcze żyję nie jest niczym więcej jak tylko szczęściem. Szczęściem albo zrządzeniem losu albo decyzją jakiegoś boga. Ktoś najwyraźniej chce, żebym jeszcze żyła. Mieszkałam w pewnym pensjonacie i pewnej nocy zaatakowali go bandyci. Ze słabszymi rozprawiłam się bardzo szybko i zostało mi jedynie zabicie herszta. Użyłam jednak potężnej techniki, która nie zadziałała. Straciłam chakrę i zostałam niesamowicie osłabiona. Zmęczenie było tak wielkie, że praktycznie już widziałam swoją śmierć. Koleś nijak nie mógł się z Tobą równać, ale ... czułam, że jest znacznie potężniejszy niż ja, chociaż go osłabiłam. Jakoś udało mi się przeżyć i go zabić. Byłam słaba, ale miałam szczęście. Jakiś czas później ... przepraszam, że to powiem, ale nie byłaś pierwszą osobą, która dotykała moich piersi. Nie gniewaj się ... ja, ja, ja nie, nie, nie, nie chcia, chciał, chciałam ...
Zaczęłam się jąkać i zamknęłam oczy. To było straszne. Wyparłam to zdarzenie z pamięci, odzyskując kontrolę nad własnym charakterem i myślami. Kiedy to się działo ... nie wyglądało to aż tak strasznie. Jednak gdy mówiłam to Itori ... nabierało to rangi najstraszliwszego grzechu. Czynu za który powinna mnie od razu zabić, uprzednio poddając rozmaitym torturom, bym do końca swego żywota zapamiętała jedną rzecz. Nie wolno zdradzać swojej miłości. Tak, to była zdrada i chociaż zdarzyła się przed poznaniem Itori ... tak, to była zdrada, a przynajmniej tak to odbierałam.
- Do mojego pokoju w pensjonacie przyszedł mężczyzna. Był to przedstawiciel handlowy firmy sprzedającej czekoladki, a przynajmniej tak się przedstawił. Robił ankietę na temat swoich wyrobów. Wiesz, degustacja, a potem kilka pytań i kasa płatna z góry. Niemniej jednak ... moja głupota ... sprowokowałam go. Rzucił mnie na łóżko i obezwładnił moje ręce ... a następnie zdarł ze mnie ubranie i zaczął się w najlepsze bawić moimi cyckami ... a ja ... ja byłam od niego silniejsza. Mogłam go pokonać bez problemu. Zabić ... niemniej jednak poddałam się, desperacko prosząc, by przestał, a co mogły dać takie prośby? Nic. Gdyby nie jego kolega, który go zawołał ... wsadziłby swojego fiuta w moją cipkę i w najbardziej brutalny sposób na świecie odebrałby mi dziewictwo ... i pewnie zostawił dzidziusia ... Byłam słaba, ale los mi zesłał pomoc. Miałam szczęście.
Następnie podniosłam wzrok na Itori i w mych oczach pojawiło się coś na wzór błagania. Nie wiedziałam czy ona była w stanie to odczytać, ale błagałam ją, by mnie uderzyła. By mnie ukarała. Zasługiwałam bowiem na karę.
- Pamiętasz, kiedy walczyłyśmy jakiś czas temu? Gdy schowałaś Rose'a za plecy ... myślałam, że ... takie miecze zazwyczaj nosi się na plecach, bo do pochwy przy pasie się nie zmieszczą ... myślałam, że chcesz go schować i walczyć na pięści ... dlatego także schowałam swój miecz. Istna głupota. Naiwność. Byłam słaba i durna, ale los mi zesłał Ciebie ... Ty nie chciałaś mnie zabić ... Dziękuję i jeszcze raz przepraszam ... Zdaję sobie sprawę z tego, że mój limit szczęścia wkrótce się wyczerpie ... a wtedy umrę. Jednak moje życie właśnie nabrało sensu. Ty jesteś tym sensem. Mój życiowy cel to sprawienie, byś była szczęśliwa i wiem, że nie mam prawa tego od Ciebie wymagać, ale ... po prostu ... bądź szczęśliwa ... nawet jeśli udam się na tamten świat. Jestem straszną gadułą, prawda? Wybaczysz mi to wszystko?
Zamilkłam. Pewne rzeczy wyolbrzymiałam, jednak chciałam, żeby moja miłość nie miała na sobie żadnej skazy. Chciałam Itori perfekcyjnie kochać. Nie pozwolić Jej płakać. Wspierać ją myślami, wspierać ją czynami ... Chociaż znałyśmy się tak krótko. Smutno mi było. Smutno dlatego, że sprawiłam Jej ból, ale też smutno dlatego, że jak przypuszczałam ... wkrótce się rozstaniemy. Jednak przyrzekłam sobie, że zrobię wszystko, by to opóźnić. Wykorzystam maksymalnie czas jaki będzie nam dany. Wzięłam na świadka tą wodę, w której stałam, a której wtedy nawet nie zauważałam. Sceny, które się tutaj rozgrywały były ... tak przejmujące, że wszystko wokół przestawało istnieć. Stałyśmy na górze? Na łące? Pośrodku wielkiego miasta? W gorących źródłach? To wszystko się nie liczyło.
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 3 wrz 2016, o 09:52

~Potwór też potrzebuje miłości...
~7/30 Misja C




Zdawała sobie sprawę, że pocałunek nie był właściwy, wiedziała, że to nie ten czas, że jeszcze nie... Że sama to mówiła, ale w myślach chciała Ci dać to czego Ty pragnęłaś, mimo że była to chwila, jeden moment, to zrobiła to dla Ciebie. Kto wie kiedy będzie następny. Czasem można było otrzymać to czego się pragnęło, tak też było w tym przypadku. Itori wsłuchiwała się w Twoje kolejne słowa, które jakby to nazwać były cały czas bez znaczenia. Każdy mógł robić co chciał, wszyscy mogli decydować o własnym życiu, o własnych błędach i porażkach, tym samym stojąca naprzeciw Ciebie kobieta tak właśnie robiła. To nie życie mówiło jej co ma robić, to ona sama wykonywała to co chciała, to na co miała ochotę i dążyła do tego co uznała za słuszne. Nie wiedząc czy będzie to jej porażka czy wygrana... Słowa wypowiadane przez Narubi nie miały końca, nasycone ociekającym żalem, bólem i smutkiem, desperacko mówiąc między wierszami, powtarzając się, że Czerwonowłosa jest dla niej zbawieniem, w wszelakiej postaci. Czy to miłości, kochanki, mistrza czy nawet rodziny. Błagając również, o to by z nią zostać... Mimo, że to już było ustalone, to chyba do jej świadomości, do rozumowania nastolatki nie docierało to w żadnym stopniu. Dalej chyba myślała, że jest sama i dalej musi szukać Iwaru, by mieć swoje upragnione szczęście... Sekundy mijały, przerodziły się w mniejsze minuty, aż do ostatniego słowa. Po którym, kobieta znów objęła Cie w swym uścisku, znów spoczęłaś tuż przy jej piersiach, czując tym razem spokojny rytm serca, który wpływał nawet na Ciebie.
-Już dobrze... Jestem tutaj i będę cały czas... Być może nawet poczekam, aż dorośniesz... Ale teraz... -nachyliła głowę do przodu, jakby spoglądając na czubek Twojej głowy, by złożyć tam zwykły całus, po którym poczułaś swego rodzaju ukłucie i nadeszła ciemność, ogarnął Cie sen, zabierając w całości do innego świata, gdzie marzyć możesz o wszystkim, o czym tylko zapragniesz.
-Śpij, za dużo emocji jak na pierwszy dzień... -uniosła jeden kącik ust do góry, wydmuchała charakterystycznie powietrze, w delikatnym uśmieszku, który zaakcentował jej również zmęczony wyraz twarzy. Twoja głowa w całości położyła się na piersiach Itori, ta natomiast trzymała Cie tak przez chwilę, rzucając się we własny wir myśli. Aż dochodząc do pewnego wniosku, po którym złapała Cie pod kolanami i tuż pod główką. Unosząc do góry.
-Aleś Ty leciutka, chyba moje piersi są cięższe, hah! -delikatny żart ot tak, choć dobrze że nastolatka go nie słyszała, mogła by się delikatnie zdenerwować, bo któż wie jakby uznała tą malutką docinke. Zaczęła kroczyć do wyjścia, powoli... Nie śpieszyła się. Wiedziała, że nie obudzi jej, gdyż jej sztuczka wprowadzała w głęboki sen, ale po prostu chciała ją potrzymać na rękach, w jej ślepiach odbijał się teraz uroczy obraz śpiącego dziecka...
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 3 wrz 2016, o 21:04

Uśmiechnęłam się. To było przyjemne uczucie. Przyjemne słowa koiły moje nerwy i strach. Znowu zostałam przytulona i znalazłam się w jej piersiach. Myślałam czyby nie użyć w takiej sytuacji języka i polizać Itori po cyckach. Ciekawe co by zrobiła. Jednak w tym wypadku czysta ciekawość ... ciekawość Jej reakcji, ciekawość smaku Jej piersi ... przegrała ze zdrowym rozsądkiem, poczuciem hierarchii społecznej, w której stałam niżej niż Ona i ze zwykłą ludzką przyzwoitością. Ona jednak zachowywała się wobec mnie zupełnie inaczej. Macała, całowała, tuliła do piersi, chociaż ciągle powtarzała, że jestem dzieckiem. Robiła to dla mnie? Czy może dla siebie? Nie wiedziałam, ale wolałam myśleć, że robiła to po prostu dla nas. Kochałam ją i w głębi serca i duszy chciałam, by i ona pokochała mnie. Jej słowa dały mi nadzieję. Poczeka aż dorosnę. To wyryło się na moim umyśle. A potem nastąpiło ukłucie, a po nim ciemność. Nie miałam Jej tego za złe, niemniej jednak zaskoczyło mnie to. Pozwoliłam Jej się nade mną znęcać, poniżać mnie, bić, okłamywać i robić wszystkie inne okropieństwa ... Nie sądziłam jednak, że to nastąpi tak szybko; że Itori-sensei najpierw mnie okłamie, a potem z zaskoczenia mnie zabije. Nagle z ciemności wyłonił się obraz. Widziałam siebie. A dokładnie coś co wygląda jak ja. To coś jednak leżało w kałuży krwi, a krew dalej wylewała się z miejsca, w które przed śmiercią ukłuła mnie Itori. Niewielka rana na karku, jednakże na tyle głęboka, że prawdopodobnie przebiła ważne żyły i tętnice. Nie byłam medykiem i pewnie już nim nie będę. Chciało mi się płakać, gdy widziałam własne ciało. Niemniej jednak byłam duchem, spoglądającym na własne zwłoki, a duchy nie mogły płakać. Nie miały kanalików łzowych. Nie miały łez. Uklękłam smutna przy własnym ciele i spróbowałam je dotknąć. Nie potrafiłam. Następnie zobaczyłam Itori, która stanęła obok mnie. Nie widziała mojej osoby. Nie widziała ducha. Przyglądała się jedynie mojemu ciału beznamiętnym wzrokiem, a potem stało się coś niezwykłego. Itori ujęła to ciało w ramiona i ... przeraziłam się ... obok stał stos polany oliwą, a w pobliżu stosu płonąca pochodnia, umocowana we wnęce na ścianie. Itori trzymając mnie w ramionach podeszła do stosu ... mnie to znaczy moje ciało ... i położyła mnie na stosie, a następnie także na nim stanęła.
- Nieeeeeeeeeee! - krzyczał mój duch, gdy Itori sięgała po pochodnię - Nie umieraj!
Krzyczałam desperacko, ale mój głos ... on nie przebijał się przez barierę wiecznego snu. Nie słyszała mnie. Zapaliła stos i wkrótce zarówno Ją jak i moje ciało objęły płomienie, tak, że straciłem je z oczu. Spłonęły, a stos palił się jeszcze w najlepsze. A ja dalej nie mogłam płakać i tylko wypatrywałam ducha Itori. Skoro chciał do mnie przyjść ... po tym jak mnie zabił ... to znaczy, że mnie kochał. Oczekiwałam go, mając nadzieję, że pojawi się, by podziwiać jak Jego ciało płonie. Jednak nie pojawił się. Wiedziałam, że mnie kocha, ale nie pojawił się. Pojawiła się jednak ... Jego miłość. Itori mnie kochała, a Jej miłość buchała wprost z tego wielkiego płonącego stosu. Rozgrzewała mnie, chociaż byłam tylko duchem. Teraz nie płakałam. Zbliżałam się do tego wielkiego ogniska miłości, by zaczerpnąć z niego każdą kropelkę tego drogocennego żaru. To była miłość w najczystszej postaci. I nagle dostałam wizji. Mój wzrok powędrował wiele kilometrów dalej. Do Ryuzaku no Taki, gdzie tłum ludzi zebrał się wokół z 10 razy większego stosu. Na nim płonęła ... Iwaru. Jednak ogień Jej nie zabijał. Byli tam też rodzice Panny Waneko. Wiedziałam, że oni także czerpią z tego ognia miłość Iwaru, tak jak ja czerpałam miłość Itori z tego co był przy mnie. Jednakże ciepło stosu Iwaru nie dolatywało do mnie. Był to jasny przekaz. Nie ważne jak wielka jest miłość, ważne jak jest blisko. Czy zatem wolno mi było zdradzać Iwaru. Ciągle ją kochałam, ale pokochałam też Itori. To wszystko było bardzo zagmatwane. Niemniej jednak nie miało to znaczenia. Byłam martwa i nic tego nie mogło zmienić.
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 4 wrz 2016, o 21:32

~Potwór też potrzebuje miłości...
~9/30 Misja C




Sny, koszmary, marzenia, myśli... Wszystko to tworzone kiedy zamknie się ślepia, kiedy zgaśnie światło, a nam pozostaje udać się w spokojny nasz wyimaginowany świat. Narubi spała w nowym, wspólnym i też własnym łóżku. Spokojnie jakby nigdy nic, zaczynała się przebudzać. Najpierw poczuła jak powietrze przepływa przez jej nozdrza, nabierając większego haustu powietrza, by później leniwie otworzyć powieki, ujrzeć przebijające się przez okno oślepiające światłu, z natychmiastowym skrzywieniem na twarzy zamknąć je znów i odwrócić wzrok od irytującego światła. Zaraz delikatnie przecierając oczęta by pozbyć się niechcianych mroczków, dodając później do tego mrugnięcie połączone z ziewnięciem. Dziewczę, które wczoraj przeżyło tyle emocji, nawet jeszcze nie pamiętało dobrze wczorajszego dnia... Ot taki efekt, kiedy budzi się w nowym miejscu. Tak właśnie obraz nowego pomieszczenia odbił się w Twoich ślepiach. Sporej wielkości łóżko, spokojnie mogło by pomieścić nawet trzy dorosłe osoby, na nim oczywiście Ty pod czerwoną kołdrą, była tylko jedna, w miejscu gdzie miałaś głowę podczas snu była jedna z trzech poduszek o kolorze czarnym, miękkie wypełnione w środku jakimś pierzem, kiedy tylko kładło się na niej głowę, uczucie było identyczne do rozpływania się w niej, głowa wpadała w nią, a wolna przestrzeń poduszki nachodziła delikatnie na Ciebie. Pomieszczenie samo w sobie podobne do innych w tym domu, ściany drewniane, tutaj również były obrazki, część z nich przedstawiała śnieżne krajobrazy, a inne natomiast pustynne czy górzyste. Jedno okno z widokiem na polankę treningową, no i oczywiście tuż obok łóżka, po obydwu stronach mała półeczka gdzie leżały dwie lekko nadpalone świece. Meble również wykonane z drewna, Itori chyba lubiła takie rzeczy, choć ciekawostką jest, że te wykonane są z innego gatunku.
Starając się przypomnieć dlaczego znajdujesz się w zupełnie nieznanym Ci pomieszczeniu i co się wczoraj działo, tuż przed momentem Twojego zaśnięcia, usłyszałaś jakich przytłumiony wybuch gdzieś z okolic lasu. Odruchowo, jeszcze z opadniętymi powiekami spojrzałaś w stronę okna, widząc na parapecie tackę, na której było jedzenie. Kromki z masłem, żółtym serem, jakimś plastrem mięsa, ogórkiem, cebulą i przyprawione czymś dodatkowo, wyglądało do na pierwszy rzut oka jak pieprz. Tuż obok dodatkowo szklanka z wodą, przykryta karteczką. W tym momencie przypomniałaś sobie wszystko co się wczoraj działo, wszystkie obrazy, emocje i słowa, smak, zapach, dotyk i uczucie... Kiedy tylko wstaniesz zobaczysz, że na sobie masz ubrane spodenki, krótkie czarne szorty (jesteś bez bielizny), a także szarą zwisającą na Tobie koszulkę, cóż... Był to efekt zupełnie innego ciała Itori. Szory również nie były jakoś specjalnie dopasowane, były dość luźne, choć z tyłka Ci nie spadną, to nogawki luźno zwisały.
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 4 wrz 2016, o 22:27

Sen zdawał się trwać wiecznie, a ja ciągle myślałam, że umarłam. Jednakże przebłyski światła oznajmiły mi, że jednak nie umarłam. Oczywiście nie nastąpiło to od razu. Światło mogło oznaczać wędrówkę w zaświaty. Przecież mówi się, żeby nie iść w stronę światła. Iluzja własnej śmierci mijała z czasem jak moje oczy coraz bardziej przyzwyczajały się do znajomego, żywego światła słonecznego. Zaczęłam też czuć całym swoim ciałem obcą pościel i obce ubranie, obce chociaż ... niesamowicie miłe. Widziałam też piękne obrazy Itori. Bardzo szybko sobie o Niej przypomniałam. A wspomnienie to było także bardzo miłe. Przypomniałam sobie wszystko co się zdarzyło jeszcze parę godzin temu. Itori ... no właśnie. Nie widziałam swojej ukochanej Mistrzyni. Widziałam jednak ubranie, które miałam na sobie. Pewnie to Itori i trzeba było przyznać, że niesamowicie seksowne to było i ... niesamowicie seksownie się czułam, zwłaszcza, że nie miałam na sobie bielizny. Niemniej jednak spokoju nie dawało mi wspomnienie tego wybuchu ... Ktoś atakował. Być może Itori szybko mnie uśpiła, żebym nie przeszkadzała Jej w walce z wrogiem. Nagle zamarłam ze strachu. Byłam przerażona. Drżącą ręką wyciągnęłam liścik i zaczęłam czytać. Chciałam, by tam pisało coś w stylu "Dzień dobry, Narubi-chan. Nie martw się. Poszłam po zakupy". Wtedy martwiłabym się mniej. Zagrożenie ciągle istniało, jednak Itori go nie szukała. Ale jaka była prawdziwa treść listu? Z nerwów i z głodu ... nie jadłam kolacji ... jadłam te kromki, popijając wodą i czytając liścik. Modliłam się tylko, żeby Jej nic nie było. Gdyby Jej się coś stało, nigdy bym sobie tego nie darowała, nawet biorąc pod uwagę fakt, że ta uparta cholera nie pozwalała mi nic konkretnego zrobić. Kanapki były smaczne, wypełnione miłością.
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 5 wrz 2016, o 12:02

~Potwór też potrzebuje miłości...
~11/30 Misja C




Kiedy tylko podeszłaś do okna, chcący czy niechcący zauważyłaś jak w miejscu gdzie wczoraj toczyłaś sparing z Itori, leżało kilka ciał jak i samych kończyn. Wszystko na tle kilku wielkich plam krwi, które nasycały się w to wydeptane podłoże. Mężczyźni, nie było między ciałami chyba żadnej kobiety, a przynajmniej tak z Twojego położenia to wyglądało. Źrenice natychmiast Ci się powiększyły, starały się ogarnąć co się działo, kiedy Ty smacznie spałaś, tuż u Twojego boku działa się istna masakra. Obok każdego ciała znajdował się miecz, albo dwa... Co mogło powiedzieć jedno, zostałyście zaatakowane albo raczej Itori została. Kto by chciał zabić Ciebie? Małą dziewczynkę, które nic nie wie, nic nie umie, nie posiada odpowiedniej siły, nikt nie wiedział o Twoim istnieniu... Nikt z agresorów.
Łapiąc w drżące dłonie liścik, z rozrywającym dudnięciem serca w klatce piersiowej, które chciało Cię rozerwać od środka. Łapiąc karteczkę, a następnie wolną dłonią, które również drżała, za nadgarstek pierwszej, chcąc uspokoić swój odruch, by jakoś być w stanie przeczytać...
-Smacznego skarbie, jak już wszystko zjesz poczekaj w pokoju, muszę tylko załatwić jedną rzecz... Niedługo wrócę. -kto wie kiedy to się wszystko zaczęło, kto wie czy Twoja Sensei dalej żyje, któż mógłby usiedzieć w miejscu w takiej sytuacji, kto był za to wszystko odpowiedzialny... Tysiące pytań zasypały Cie lawiną myśli, jakby chcąc przytłamsić i zdusić wszelaki ludzki ruch. Liścik zsunął Ci się z uścisku, jakby bezwładny moment zawładną Twoim ciałem. Spoglądając przez okno, można było dostrzec pewien schemat upadku ciał, jakby ich położenie wskazywało na chęć oddalenia walki jak najdalej od domu, czyżby był to Plan Itori, która nie chciała Cie w nic wciągać? Najwidoczniej tak... A ciał na przestrzeni wzroku było nie mało, liczyło się ich mniej więcej do piętnastu, gdzie nie wszystko dało się dokładnie zliczyć, a to wynik przeróżnych odciętych kończyn. Więc mogło być ich o wiele więcej. Jeśli tylko podejdziesz do drzwi, okazuje się, że są zamknięte.
Yoshimitsu
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Narubi » 5 wrz 2016, o 13:07

Już miałam zjeść sobie pyszne śniadanie, aż tu nagle zobaczyłam ten przerażający widok na zewnątrz. Wyglądało to tak jak kiedyś u mnie w pensjonacie tylko, że pięć razy więcej ciał. Widocznie nawet nieświadomie przyciągałam kłopoty. A może nawet gdyby mnie tutaj nie było to tak by się to skończyło? Nie wiedziałam jeszcze dokładnie, ale przeczuwałam kłopoty. Być może będę miała swój epizod w tym wszystkim. Przeczytałam więc karteczkę, chociaż nie było to proste. Starałam się też racjonalnie myśleć, co proste nie było. Po pierwsze chciałam pogratulować Itori, że nawet pomimo zagrożenia zdołała przebrać mnie, napisać karteczkę i zrobić mi jedzenie. To był wielki wyczyn. Być może jednak jedzenie było przygotowane wcześniej. Kto wie? Tak czy siak ... musiałam to przyznać, że zaaranżowała, jeśli mogłam się tak wyrazić, całkiem klimatyczną scenę. Gdybym opis tej sceny przeczytała w jakiejś książce ... to moje serce zostałoby niesamowicie poruszone i chciałabym się zagłębić w ten horror jeszcze bardziej. Była jednak jedna różnica. Ten koszmar był realny. Druga sprawa, która mi przyszła do głowy ... smacznego. Jasne, bo na pewno będę potrafiła to zjeść po tym co widzę za oknem. Mogła to przynajmniej położyć w pobliżu drzwi, z dala od okna, wtedy mogłabym to zjeść. Pewnie się spieszyła, a ja nie miałam jej tego za złe. Po trzecie jakie "poczekaj w pokoju"? To w ogóle było możliwe? Nie. Nie było. Pierwsze co zrobiłam to rozglądnęłam się po pokoju. Na oknie leżały jeszcze nawet kromki, które chciałam zjeść, ale których teraz nie mogłam. Byłam głodna, ale obrzydzenie wzięło nade mną górę. Widziałam te obrazy, jednak moje oczy szukały czegoś innego. Szukały mojego ekwipunku, który podobno Itori miała umieścić w tym pokoju. Tanto i dwie kabury na broń, zawierające ekwipunek, który teraz był mi bardzo, ale to bardzo potrzebny. Gdy tylko to znalazłam, to od razu założyłam. Tanto w pochwie umieściłam przy pasie (o ile go miałam, jeśli nie, to zwyczajnie trzymałam w rękach). Kabury obwiązałam wokół prawej i lewej nogi. Jeśli nie znalazłam ekwipunku to stwierdziłam, że moim pierwszym krokiem będzie właśnie znalezienie tego sprzętu. Jeśli natomiast i to nie będzie wykonalne to postanowię przejść się na dół i wziąć jakąś broń, należącą do agresorów. Udałam się więc do drzwi. Niestety były zamknięte. Itori musiała mnie zamknąć, by mieć pewność, że spełnię jej prośbę. Gdyby jednak miała pewność, że nie uda mi się wyjść to pewnie by nie prosiła, bym tego nie robiła, tak więc zapewne jakieś wyjście z tego pokoju było. Jakieś 30 sekund zastanawiałam się co powinnam zrobić, a to moje zastanawianie się przybrało postać walki trzech różnych idei. Pierwsza idea była podobna do wielkiego i śmierdzącego trolla. Odstraszała mnie, jednocześnie się zbliżając. Ta wizja prezentowała obrzydzenie tym co się stało na zewnątrz i jednoczesny strach o własne życie i życie Itori. Pozostałe wizje nie chciały mnie dopuścić do tego trolla ani go do mnie i walczyły z nim. Kolejna wizja była wizją Pani Itori w złotej koronie i z w wielkim królewskim mieczem. Była moją królową, która nie pozwalała mi na spotkanie z tym trollem, zakazując wychodzić na zewnątrz. Kolejną wizją była Narubi, czyli ja, zagorzały łowca trolli, który robi wszystko, by się do tego trolla dostać i za wszelką cenę go zabić, broniąc własnego życia i życia królowej. Dokładnie takie miałam rozterki. Czy miałam iść pomóc Itori, jednocześnie ukazując jej już pierwszego dnia swoje nieposłuszeństwo? Czy miałam zostać tutaj gdzie jestem, narażając jej życie? Czy byłam cokolwiek w stanie zrobić, gdy strach i obrzydzenie ogarniały me serce? Jednak przypomniałam sobie swe własne słowa: "Nie pozwolę, żebyś mnie chroniła. Zakazuję Ci tego robić!". Już na samym początku jasno to powiedziałam. Musiałam Jej pomóc. Drzwi jednak były zamknięte. Na szczęście było inne wyjście. Okno. Otworzyłam je i używając pewnej techniki przylepiłam się do ściany i zeszłam na dół.
Spoiler: pokaż
Użyte Techniki:


Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.
Narubi
 

Re: Dom Panny Itori

Postprzez Yoshimitsu » 5 wrz 2016, o 14:49

~Potwór też potrzebuje miłości...
~13/30 Misja C




Jak się okazało okno było również zamknięte, jednak to nie powstrzymało Cie przed wyjściem na zewnątrz, po prostu owinęłaś dłoń kołdrą i uderzyłaś w szybę, ta po jednym uderzeniu pękła rozbijając się na dziesiątki kawałeczków. Poprawiłaś ów wyjście, dołamując pozostałe mogące Cie zranić kawałki i wyszłaś na zewnątrz, schodząc po pionowej ścianie w dół, zbliżając się do pobojowiska. Spoglądając między każdego trupa czy przypadkiem jakiś jeszcze być może dycha, jednak nie. Wszyscy byli martwi, ale między tymi małymi poszukiwaniami wzrokiem, dostrzegłaś miecz, był to ten z którym walczyłaś, tak... Dzierżyła go Itori podczas waszego sparingu. Wbity prosto w ciało jednego z oprychów, przebijając go na wylot przy klatce piersiowej. Kiedy zeszłaś z domu, chciałaś udać się do salonu by sprawdzić czy być może tam Itori nie zostawiła Twojego ostrza, niestety... Ale coś nie pozwoliło Ci w ogóle wejść do środka. Odrzucało Cie za każdym razem kiedy starałaś się złapać za szklane drzwi, jakby była tutaj bariera, która nie pozwala na wejście, jednak pozwala na wyjście. Tym samym nie masz powrotu do bezpiecznego miejsca, jakim był tamten pokój. Odwracając się więc od domu znów z przymusu spojrzałaś na ciała, które były po prostu wszędzie. Jak się okazuje z góry poprzez ograniczoną widoczność nie mogłaś dostrzec tego co przysłaniały znajdujące się już poza polem treningowym, drzewa. Korony drzew dobrze ukrywały kolejne stosy trupów, wszystkie były identycznie ranne, precyzyjne cięcia, bez skazy szarpnięcia, to co miało zostać przebite czy rozcięte było zrobione jednym ruchem, a tuż obok również leżał miecz czy był wbity w ciało czy ziemię. Wtem w oddali usłyszałaś jak coś znów huknęło, miejsce docelowe znajdowało się chyba trochę ponad 5 minut drogi stąd. Słychać również było krzyki, a także... Kilka słów dotarły do Ciebie bardziej wyraźnie, dobiegały z przodu domu, z głównych frontowych drzwi.
-Matari mówił, że ta suka ma znów kogoś, tym razem nie możemy popełnić błędu i musimy złapać ją lub jego żywego. Tylko jak się dostaniemy do środka?-męski ciężki głos, należący zapewne do faceta w średnim wieku, słychać w nim było również nutkę chrypnięć, jakby głos był lekko przepity. Więc co też zrobi Narubi?
Yoshimitsu
 

Następna strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość