Przydrożna polana w cieniu drzew

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Ryuuhei » 27 sie 2016, o 17:53

Ciemność. Wszędzie tylko ciemność. Tak niepokojąca i chłodna, tak odległa, że nie mogę po nią sięgnąć, lecz jednocześnie tak bliska, że zdaje się mnie ściskać, pokrywać mnie, przytłaczać. Jest gęsta, jest zła. Nie wiem, gdzie jestem. Nie znam czasu, nie widzę nic, tylko czerń. Coś się dzieje? Nie wiem. Co mi się stało? Czym jestem? Po co jestem?
-Myśl! - każę sobie, chcąc sprawdzić, czy do tej pory w ogóle myśli formułowałem, czy też tylko miałem takie wrażenie. -Myśl, mówię! O czymkolwiek, już! - każę sobie i wyciągam dłonie. Przed siebie, nad głowę, na boki. Macham nimi, jak popierdolony, ale nie potrafię niczego dotknąć, niczego zahaczyć. Jest tylko ciemność, nieodgadniona ciemność.
-Zimno mi - mówię. Albo myślę, że mówię. Albo w ogóle to wszystko to tylko sen i wcale nie jest mi zimno. Jeśli to sen, to zwyrodniale realistyczny, bo moja skóra szczypie, jak diabli, mrożona w temperaturze, której nie umiem zmierzyć. Nienawidzę zimna. Chyba... Na pewno nie jest przyjemne, aczkolwiek nie jestem w sytuacji, w której warto jest opowiadać o znienawidzonych rzeczach.
Sięgam do nóg... i nie mam nóg! Szlag! Nie mam! NÓG. Jak można nie mieć nóg? Jakże mógłbym tam przyleźć bez nóg? I GDZIE jest "tam"?
_____________________________________________________________________________________
Minął czas. Nie wiedziałem, jak długi, ale minął na pewno. Nie pamiętałem swoich myśli, choć ból w niewidzialnej dla mnie głowy doprowadzał mnie do wniosku, że bardzo mocno myślałem. Poruszyłem się niespokojnie w zimnym, chłodnym mroku, szukając kończyn i przypomniało mi się, że już to robiłem. Wówczas kończyn nie znalazłem. Okazało się, że jestem zbyt uparty, by słuchać sam siebie, więc poszukałem ich znów. I co? I nie znalazłem. Nie znalazłem WŁASNEGO CIAŁA!
-Kurwa, to czym ja się ruszam? - pomyślałem niemal świadomie. Pech chciał, że kiedy człowiek myśli, nie wydaje odgłosów, a jeśli nie wydaje odgłosów, trudno poznać jego płeć. Szukałem krocza z pół godziny - nie znalazłem. Dryfowałem w mroku, zziębły, jak odcięty i wyrzucony na mróz kutas, zastanawiając się, jaką ja właściwie mam płeć.
-Kim ja w ogóle jestem? - spytałem.
-Nie wiem - odpowiedziałem.
I rozmowa trwała w najlepsze. Ubaw po pachy. Zapytałem siebie o tyle cudnych rzeczy, że zaschłoby mi w gardle... gdybym je miał. Dowiedziałem się jednak tylko jednego - że gówno wiedziałem. Westchnąłem niewidzialnym aparatem gębowym, przewróciłem się na niewidzialny bok, spojrzałem w ciemność i czekałem. A nuż ktoś pojawi się i powie mi, kim jestem? Albo urosną mi genitalia, żebym chociaż wiedział, czym sikam.
________________________________________________________________________
Białowłosy chłopak leży, jak długi w cieniu drzew. Krew z rozbitej czaszki spływa na trawę. Nieprzytomny shinobi czeka nieświadomie na niechybną śmierć.
Ryuuhei
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Shintaro » 28 sie 2016, o 01:28

Młody czarnowłosy młodzieniec przemierzał proste ścieżki świata rozglądając się co rusz w prawo czy też w lewo, poruszał spokojnie głową obracając nią w powolnym procesie myślenia, leniwie spoglądał na otoczenie podziwiając widoki jakie przystało mu teraz odwiedzić i oglądać. Chłopak poprawił swój kij do kendo który zawieszony miał z lewej strony biodra, Shintaro wsunął ręce do kieszeni i spojrzał na moment w dół "Minęło już trochę czasu odkąd opuściłem Sabishi... jak ten czas szybko leci.. gdyby tak mógł chodź na trochę zwolnić mógłbym poprawić się w moich umiejętnościach." Pomyślał Shintaro spoglądając na opaskę obwiązaną w okół prawego nadgarstka i uśmiechnął się delikatnie ruszając w dalszą drogę,widok opaski poprawił mu znacznie humor motywując go do dalszej drogi. Po pewnym czasie czarnowłosy w oddali wypatrzył drzewo, cień który rzucało drzewo był całkiem spory co świadczyło o możliwości wypoczynku i zjedzenia czegoś w tym miejscu " To nie głupi pomysł, przegryzę onigiri wypoczywając w cieniu i wypocznę przed dalszą drogą, " Tak więc jak pomyślał tak zrobił i ruszył leniwie w kierunku drzewa na tle polany, znajdując się z dwadzieścia metrów od drzewa chłopak wypatrzył leżącą w cieniu personę, na początku nie zareagował podszedł jeszcze kawałek i rozejrzał się po miejscu. " Został zaatakowany.. jakiś obiekt został roztrzaskany podobnie jak jego czaszka, krwawi z głowy, Jest coś jeszcze ślady stóp wskazują na to że odeszli dawno temu, muszę mu pomóc" Pomyślał i przyśpieszył kroków podbiegając to białowłosego, jego włosy zalane były krwią, chłopak kleknął przy chłopaku i potrząsnął nim porządnie z całej siły. - Żyjesz? halo.. żyjesz? - Chłopak spojrzał na białowłosego i uniósł w lewej dłoni jego głowę, następnie wymierzył mu dwa silne policzki na ocucenie, podciągnął go pod drzewo i oparł plecami o pień a następnie urwał kawałek rękawa nieprzytomnego rówieśnika tak przynajmniej wydawało się Shintaro, że są w podobnym wieku. Chłopak obwiązał rękaw wokół głowy poszkodowanego i usiadł na przeciwko niego, gdy chłopak się ocuci i ogarnie młody Sabaku unosi w jego kierunku głowe i ospałym wzrokiem zerka na niego mówiąc wprost -Jestem Shintaro, jak się czujesz? pomogłem ci i zabiorę cie do lekarza - Odparł wiedząc jak uspokoić kogoś kto wybudził się po ataku na niego.
Shintaro
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Ryuuhei » 28 sie 2016, o 14:20

-Co się, kurwa dzieje? - pomyślałem nagle, poczuwszy zimną, mokrą trawę pod plecami i przerzucaną z boku na bok twarz. Czyjeś plaskacze rozbijały mi się o policzki, bawiąc się moją głową, jak jakąś piłką. -Czemu mnie napierdalasz, osobo? Gdzie est moa ochrona... - usiłowałem skonstruować zdania w swej świadomości, ale dzwoniło mi we łbie tak mocno, że wszystkie słowa zaczynały się rozmywać. Byłem prawie pewien, że pierdoliłem od rzeczy. W sumie nie, na sto procent pierdoliłem od rzeczy. Co prawda nie używałem w tym celu aparatu mowy, ale jednak. Do dzisiaj nie wiem, z jakiej racji miałem posiadać jakąś ochronę ani skąd mi się to wzięło.
Po pewnym czasie bezlitosnego wymierzania mi płaskich ciosów na pysk, zaczęto mnie ciągnąć po trawie, jak worek kartofli. Nieporadnie i gwałtownie.
-Zabijo me. Zabijo me, jak chuj. Skurwiel leci me zakopać - pomyślałem sobie z miejsca, ale w pewnym momencie poczułem, jak ustawia się mnie w pozycji siedzącej. Z nieustającym szumem w uszach otworzyłem oczy, dostrzegając przed sobą jakiegoś niepokojąco wyglądającego dziwaka, gapiącego mi się w twarz. Byłem zbyt skonsternowany, by coś powiedzieć, a ból głowy trochę utrudniał mi układanie zdań, więc pozwoliłem sobie obwiązać łeb. Bolało, czyli pewnie musiałem w tenże łeb oberwać. Nie to było zresztą teraz najważniejsze, bo dziwaczny jegomość przedstawił mi się jako Shintaro. Próbował mnie uspokoić i zapewnić o szybkim pojawieniu się w szpitalu, ale gdy wyskakujesz komuś przed ryjem, kilkukrotnie go wcześniej spoliczkowawszy i ot tak zaczynasz gadać o czymś takim, NIE budzisz zaufania.
-Aha - odparłem na to, co mi powiedział. Przez kilka chwil panowała niezręczna cisza, przerywana tylko okazjonalnymi podmuchami wiatru. Tylko świerszczy brakowało. I tych takich kłębków zielska, czy kurzu, jak na pustkowiach.
-To ten... nie wiesz ty może, kim jestem? - zapytałem z absolutną powagą.
Ryuuhei
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Shintaro » 28 sie 2016, o 15:12

Muszę go jakoś wybudzić z tego snu w którym znajduję się teraz ten chłopak, tylko pytanie jak? i tak pojawił się właśnie pomysł by sprać go po mordzie a nóż się uda. " Zaatakowali go najpewniej bandyci... brak śladów walki wskazuję na to że wzięli go z zaskoczenia, no i oberwał dość mocno w głowę" Przemyślał czarnowłosy sadzając go w pozycji półsiedzącej pod drzewem udzielił mu prowizorycznej pierwszej pomocy a następnie klapnął sobie na przeciwko niego czekając na jakieś oznaki odzyskania świadomości przez znalezionego rannego jegomościa, chłopak czekając tak przez niezbyt długi moment ziewnął sobie kierując głowę ku koronie drzew nawet nie zakrywając ust zbędne gęsty w obliczu nieprzytomnego chłopaka byłyby jedynie dowodem na obecność głupoty zakorzenionej w kimś od postaw. Shintaro spojrzał raz jeszcze na chłopaka widząc że ten otwiera oczy zaciekawił się dalszym rozwojem sytuacji, przedstawił się na spokojnie białowłosemu i zapewnił go o zabraniu do szpitala oraz o tym że to właśnie on udzielił mu pomocy, białowłosy skomentował jego wypowiedź krótkim aha po czym zapadła niezręczna cisza. Czarnowłosy przyglądał się z uwagą mimice twarzy białowłosego i zastanowił się na spokojnie nad tym dlaczego oboje milczą. " Aaa... dochodzi do siebie no tak..." Przeszło mu przez myśl, po czym wsunął dłoń do kieszeni w poszukiwaniu swojej przekąski którą postanowił podzielić się z nowo poznanym znajomym, niedługo po tym chłopak zapytał się czy przypadkiem nie wiem kim jest a najpewniej gdyby mógł zapytałby również gdzie jesteśmy. " Ma amnezję... to pierwsze pytanie od razu na to wskazuję... w co ja się wpakowałem. eh.. " wzdychnął w swojej podświadomości po czym wyciągnął w jego kierunku rękę z odwiniętymi trzema kawałkami onigiri. - Zupełnie nie mam pojęcia, dopiero co cie znalazłem i udzieliłem ci pomocy niewdzięczniku, masz jedz wrócą ci siły i zaraz na spokojnie zastanowimy się nad twoją sytuacją. Powiedz mi lepiej czym jest to coś rozbite na kawałki które walają się pod całym drzewem, może to ci coś przypomni - Odparł z wyczuwalną nutką urazy spowodowaną brakiem dziękuje, następnie wyjął z opakowania jedno onigiri i przegryzł górę będąc zadowolony z swoich umiejętności przygotowania posiłku, trzecią kulkę zawinął w papier i schował ponownie do kieszeni.
Shintaro
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Ryuuhei » 28 sie 2016, o 17:11

-Och - skomentowałem krótko, gdy okazało się, że nieznajomy mnie nie znał. W sumie też siebie nie znałem. Właściwie to nie wiedziałem nawet, jak wyglądam, bo skąd niby miałbym wiedzieć? Potrzebowałem jakiegoś lusterka, tafli wody, czegokolwiek, co mogłoby odbić światło i pokazać mi moją twarz. Przynajmniej wiedziałem już, że jestem facetem.
-Chyba dosyć młodym - pomyślałem. -Jaka gładka skóra... - zauważyłem, jakby nigdy nic szczypiąc się w ramię pozbawione kawałka rękawa. Nie poświęcałem mojemu wybawcy tyle uwagi, ile się spodziewał, co zresztą od razu wyraził, ale też nieszczególnie przejmowałem się jego irytacją. Shintaro sprawiał wrażenie człowieka, którego stan wkurwienia jest częścią jego istnienia, tak nieodzowną, jak chociażby oddychanie. Właściwie był nawet zabawny, kiedy się wkurwiał, choć nadal wyglądał, jak skończony dziwak. Mogłem w sumie wyglądać gorzej, niż on, ale póki nie byłem tego świadomy, mogłem go oceniać do woli.
-Itadakimatsu~ rzuciłem, akcentując końcówkę i wgryzając się w jakąś dziwną, białą kulkę zlepiona z mniejszych białych drobinek i owiniętą od dołu czymś ciemnym i płaskim, przypominającym kawałek worka na śmieci.
-Co ja, kurwa, jem? - zastanawiałem się, jedząc. W milczeniu. Sytuacja była tak dziwna, że trudno było pomyśleć o jakimś ciekawszym temacie do rozmowy. Z nudów zacząłem grzebać w trawie w poszukiwaniu wspomnianych przez Shintaro fragmentów "czegoś", ale było ich tak wiele i były tak małe, że zebranie wszystkich okazałoby się chyba niemożliwe. Wciąż jednak udało mi się uzbierać małą kupkę... drewna?
-Nie, to nie takie zwykłe drewno - zacząłem mówić do siebie. -Wyrzeźbione, gładkie, z kształtem. To nie przypadkowe kawałki, części większej całości. Takiej... "robionej", dzieło pracy rąk ludzkich. Ciekawe... ale nie zmienia to faktu, że za chuj nie wiem, co to mogło być... - stwierdziłem, po czym westchnąłem lekko, kończąc pałaszowanie białej, słonawej kulki. To coś, te drobinki były gotowane. Czymkolwiek by nie były.
-To... często znajdujesz prawie martwych ludzi w trawie? - spróbowałem zagaić rozmowę z Shintaro.
Ryuuhei
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Shintaro » 28 sie 2016, o 17:49

-Ja ci dam och ty przypale... - Skomentował krótko czarnowłosy czując jak białowłosy rozbija cały jego spokój ducha zwykłymi reakcjami i krótkimi stwierdzeniami, pomijając już całkowity brak ogłady oraz dobrego wychowania. Jednak czego można oczekiwać od półgłówka który dał się zaskoczyć atakiem od tyłu i stracił pamięć? pieprzyć to. Shintaro dostrzegł jak chłopak unosi delikatnie rękę i szczypię się w ramię, tylko po co? być może banał tej całej sytuacji sprawia że nie chce mu się wierzyć czy aby na pewno żyje czy też przypadkiem nie śni a gdy się uszczypnie cały sen pryśnie. - Spokojnie jeszcze żyjesz, bynajmniej też nie śpisz - Czarnowłosy wzdychnął cicho czując że ściągnął sobie na głowę całkiem spory ciężar w postaci uratowanego rozbitka. Wziął do dłoni białą kulę ryżową i zgryzł ją spokojnie do połowy jednym kęsem po czym przeżuł pokarm połykając go, zastanawiał się nad całym ogółem postaci z którą przystało mu teraz rozmawiać. - Idatakimasu - Rzucił niechętnie i pomyślał " Nieokrzesany a do tego niezwykle irytujący... zero wyrazów wdzięczności a do tego traktuje to wszystko jak naturalny stan rzeczy... przynajmniej przed posiłkiem potrafił coś powiedzieć.. " Niedługo po zaczęciu posiłku chłopak postanowił pogrzebać w trawie by rozeznać się chodź trochę w sytuacji rozbitego czegoś, z tego co majaczył Shintaro udało wywnioskować się dwie proste rzeczy, w sposób w jaki opisywał oraz rozeznał drewno świadczyły najprawdopodobniej iż pochodzi on z klanu Ayatsuri zachowywał się on jak specjalista od tych rzeczy, do tego najprawdopodobniej to rozbite coś należało do niego i była to kukła kuglarska. Jego rozmyślania przerwała ostatnia wypowiedź chłopaka która rozbawiła naszego bohatera - Hah to żeś pytanie zadał, nie nie często jesteś pierwszy, słuchaj mnie bo nie będę się dwa razy powtarzał, z tego co mówisz wnioskuję że należysz do klanu Ayatsuri a to rozbite coś to najprawdopodobniej twoja kukła. Ja pochodzę od Sabaku a nasze klany są w pewien sposób zaprzyjaźnione ze sobą więc masz farta, wiem gdzie mieszkałeś więc najprawdopodobniej tam będziemy musieli się udać byś coś sobie przypomniał, jednak najpierw odwiedzimy moją rodzinną osadę muszę zajrzeć do mojej restauracji czy te kucharskie przygłupy radzą sobie chodź trochę. Wybieraj ruszamy dupy do Osady czy najpierw do lekarza w Shigashi, wydaję mi się że druga opcja jest najrozsądniejsza.- Odparł Shintaro podsumowując cały ogół.
Shintaro
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Ryuuhei » 28 sie 2016, o 18:18

-O nie, on chyba jest upośledzony - pomyślałem, usłyszawszy od Shintaro w odpowiedzi "IDATAkimasu". Cóż, nie każdy może być inteligentny i uzdolniony w mówieniu, prawda? On najwyraźniej nie był, ale po kilku chwilach zaskoczył mnie niemożebnie. Wyglądało na to, że wiedział o mnie nieco więcej, niż ja sam. W jakiś sposób rozpoznał moje nawyki i niewiadomego pochodzenia zdolność do analizowania jakości drewna... przyporządkowując obie te rzeczy do jakiegoś rodu.
-Ayatsuri... - powtórzyłem, zatapiając się w sobie, byle tylko cokolwiek sobie przypomnieć. Nic mi nie mówiła ta nazwa. Nie umiałem połączyć jej z żadnym znanym mi imieniem. Na moim ubraniu nigdzie nie było inicjałów, czy podpisu, co akurat nieszczególnie mnie dziwiło. Kto normalny miałby ciuchy z podpisem? Chociaż z drugiej strony fakt, że ja ich nie miałem oznaczał, że byłem chyba względnie normalnym człowiekiem.
-Marionetka? Taka... na sznurkach? Jak u przejezdnych kuglarzy? Takich, co robią przedstawienia dla dzieci? Powiedz mi wszystko, co wiesz! - zarządziłem nagle, podrywając się na nogi z tyłem bluzy mokrym od krwi, która zdążyła wyciec z rozbitej głowy. -Aha, miło by było, gdybym wiedział, gdzie jestem. I czemu jestem. Tak, to by się przydało. Najlepiej w ogóle opowiedz mi o wszystkim, co uważasz za ważne. Jak chcesz czegoś w zamian to... - przerwałem, macając się po wszystkich kieszeniach dziwacznych, pełnych zamków ekspresowych spodni. -To chyba mam pieniądze, ale nie wiem ile. O, to w sumie ciekawe, że mi ich nie ukradli. Ktokolwiek mnie zaatakował...
Ryuuhei
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Shintaro » 28 sie 2016, o 18:58

Czarnowłosy siedział spokojnie na tyłku naprzeciwko białowłosego kuglarza który próbował przypomnieć sobie cokolwiek z swojej przeszłości aby móc teraz odgadnąć kim jest, wymamrotał pod nosem nazwisko swojego klanu i zatopił się w sobie poszukując najpewniej jakichkolwiek wspomnień na swój temat. Nie wydawało się jednak aby miał sobie coś szybko przypomnieć tak więc.. Shintaro wzdychnął cicho z bezradności również podnosząc się powoli z ziemi widząc jak chłopak z naprzeciwka zerwał się porywczo wstając. - Wszystko po kolei, nie ruszaj się tak gwałtownie bo jeszcze zakręci ci się we łbie i będę musiał cie taszczyć - Odparł poprawiając swój kij do kendo zawieszony przy lewym biodrze i zerknął w kierunku przeciwnym od drzewa, a dokładniej w kierunku w którym znajdowała się brama wioski Shigashi, w tym samym czasie w którym czarnowłosy rozmyślał drugi chłopak gadał coś o marionetkach, sznurkach oraz przedstawieniach dla dzieci. - Tak coś w tym stylu, ty powinieneś móc tworzyć je z chakry i poruszać przedmiotami nieożywionymi, a teraz ruszajmy wszystko po drodze - Chłopak nie chciał tracić już więcej czasu na wypoczynek w tym miejscu a do tego jego kolega krwawił i trzeba go będzie należycie opatrzyć u lekarza tak więc ruszył przed siebie idąc obok Kuglarza a następnie usłyszał kolejne wymagania oraz pytania odnośnie wyjaśnienia mu w jakiej sytuacji się znalazł, Shin wzdychnął cicho i przerzucił leniwie oczami na chłopaka. - Jesteś w Shigashi na niepodległym terenie, z tego co wiem nikt nie powinien nas tu atakować, Sigashi graniczy z samotnymi wydmami na których terenach znajduję sie mój i twój dom, zostaniemy na jakiś czas w tej wiosce i przygotujemy się do podróży, uzbieramy trochę pieniędzy oraz wypoczniemy a następnie wyruszamy - Odparł spokojnie podróżując już tym razem wzdłuż wydrążonej ścieżki do wioski, gdy białowłosy zaczął o zyskaniu czegoś w zamian za informacje i tak by sie przynajmniej wydawało pomoc, czarnowłosy warknął na niego przerywając mu poszukiwania. - Nie trzeba, wystarczy żebyś wkurzał mnie odrobinę mniej i podziękował chociaż za pomoc, nie cierpię niewdzięczników.. - Odparł z irytacją i klepnął go mocniej w plecy widząc ze się ociąga. - Szybciej bo się wykrwawisz. - Przyśpieszył kroku.
Shintaro
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Ryuuhei » 28 sie 2016, o 19:11

-Co za dziwny człowiek. Nie chce pieniędzy? Są tacy jeszcze? - pomyślałem zaskoczony. Wszystko wskazywało na to, że Shintaro był zbyt prostym człowiekiem, by zależało mu na dobrach materialnych i przytroczony do pasa kij do kendo wystarczał mu aż nadto. To nie tak, że mi to przeszkadzało. Uważałem to po prostu za rzecz osobliwą... co z drugiej strony znaczyło, że jednak zachowałem w sobie coś z moich przekonań i poglądów. Liczyłem na to, że wyciągnę ze swojego mózgu nieco więcej, bo brak pamięci nieco mnie przerażał.
-Przydałoby się poznać swoje imię... - westchnąłem. Nie wiedziałem nawet, jak powinien się zachowywać ktoś z amnezją. Byłem nieco zagubiony, ale... nic poza tym. Było mi pusto, dziwnie. Jakbym był sobą, a jednocześnie kimś innym. Jakbym po raz pierwszy obudził się w tym właśnie ciele. Kiedy ktoś jest w takim stanie, staje się podatny na sugestię. Z tego też względu dreptałem za Shintaro bez żadnego sprzeciwu, niewiele rozumiejąc z tego, co do mnie mówił. Raz się denerwował, raz udawał oschłego, innym razem faktycznie był oschły. Zastanawiał mnie. Nie pamiętałem standardów panujących we własnym świecie. Nie wiedziałem, jacy z reguły bywali ludzie, ale ten facet wydawał się inny, niż większość.
-Aha... to dzięki - rzuciłem, gdy zaczął się dopominać podziękowań, a potem znów nastała dziwna cisza. Krew kapała mi po karku, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Nie czułem się szczególnie osłabiony... ale wolałem też nie ruszać ani prowizorycznego opatrunku z rękawa, ani tym bardziej ukrytej pod nim rany.

z/t obydwaj
Ryuuhei
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Shintaro » 1 wrz 2016, o 20:27

Soundtraczek

Czarnowłosy chłopak znajdujący się jeszcze w budce z ramenem postanowił uwolnić swojego towarzysza broni wchodząc na zaplecze dostrzegł obezwładnionego w dość okrutny sposób białowłosego chłopaka, widząc to wzdychnął cicho i pomyślał sobie "Co on takiego zrobił że go tak potraktowano? do tego pozbyłem się części zapłaty na rzecz tego małego darmozjada... to się chyba nazywa być dobrym kumplem nie? " Chłopak podszedł do białowłosego i zaczął od ściągnięcia mu z oczu opaski oraz taśmy z ust po czym po prostu rozwiązał jego ręce i podniósł się wyprostowując plecy zerknął na niego i wysłuchał co ten ma do powiedzenia. - Daj spokój... czasami praca w kuchni jest bardziej męcząca od tej w fachu Shinobi, pomimo braku zagrożenia życia odczucia są momentami podobne... co do wyspania się oraz traktowania zakładnika odrobinę w milszy sposób... masz rację jednak nie sądzę by w twoim przypadku groziła ci jakaś trauma - Odparł spokojnie stwierdzając aby oboje wyszli z kanjpy bo nic tam po nich, oboje opuścili budkę a rozmowa między nimi kontynuowana była w drodze na polanę na któej pierwszy raz się spotkali bowiem tam właśnie swe kroki kierował Shintaro uważał że jeśli tego dnia nie potrenuje również jako Shinobi to dzień nie zostanie w pełni wykorzystany, a może i dzięki wspólnemu treningowi chłopaki zrozumieją się odrobinę bardziej. - Możesz go nie lubić, jednak ja go szanuję ponieważ mieszka w nim kucharz który przekazał mi bardzo cenne informację odnośnie przypraw które mogę sprzedać za całkiem niezłe pieniądze tak więc.. to tyle no i nauczyłem się tu czegoś nowego, kraj nie zrobił mi krzywdy w sumie.. to jest mi obojętny - Powiedział opuszczając wraz z chłopakiem bramę wioski, oboje szli prostą ściemnioną ścieżka w kierunku drzewa pod którym chłopak go znalazł i udzielił mu pomocy. - Co do tych ludzi... pomimo że mnie czegoś nauczył to tak czy siak mnie irytował... walić go przed wyruszeniem w podróż wstąpię tam sam po mapę do miejsca w które będę chciał się kiedyś udać, to wszystko a teraz czas na trening.. po za tym.. dochodzę do wniosku że poprzez znajomość z tobą naprawdę zacząłem sporo więcej gadać... przeszkadza ci to? mi trochę tak.. sporo się przez to wysilam - Dodał do swojej wypowiedzi w momencie gdy już dotarli pod drzewo. - Dobra.. ja zaczynam od kontroli chakry.. chciałbym lepiej panować nad piaskiem w trakcie treningu będziesz świadkiem w jaki sposób używam go. TRENING Zaczął się w sposób następujący, chłopak rozpiął jedną dłonią jeden z suwaków znajdujących się w plecaku po czym złożył podstawową pieczęć do wykonania jutsu, przymknął delikatnie powieki co skutkowało u niego już całkowitym zamknięciem oczu po czym wyobraził sobie jak przesyła stopniowo od małych do coraz większych ilości chakrę którą wtłaczał do piachu znajdującym się w plecaku, Ryuuhei był świadkiem tego jak piach zaczął wylatywać powoli z plecaka Shintaro tworząc nad głową chłopaka pewnego rodzaju parasol, chwilę później piach wystrzelił z sporą prędkością z plecaka opuszczając pojemnik i znalazł się w powietrzu zakrywając od góry głowy obok chłopaków, Ryuuhei mógł odczuwać jak z góry w jego kierunku zsypując się malutkie opiłki piasku które Shin starał się kontrolować, próbował dojść do takiej wprawy żeby ani jedno ziarnko piasku nie uciekło mu z kontrolowanej całości, kiedy w końcu uda mu się osiągnąć taki efekt będzie wiedział że udało mu się poprawić swoje umiejętności w trakcie przesyłu chakry nie odzywał się, bardzo skupiał się na tym co robił.

3h
-40ph
+Kontrola chakry (D)
Shintaro
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Ryuuhei » 1 wrz 2016, o 21:46

-Czyli jesteś po prostu oportunistą. I materialistą. Szacunek do kraju nie bierze się z tego, co ci obieca jeden jego mieszkaniec, a z tego, co oferuje sam kraj. Z tego też bierze się brak szacunku. Mój na przykład - odparłem na bzdurne spojrzenie na sytuację mojego towarzysza. -Z mojej perspektywy jest to miejsce, w którym mnie napadnięto, prawie zabito, odebrano pamięć, obrażono, uwięziono, zakneblowano, poniżono i pokazano mi, jak niewielu ludzi zasługuje na mój szacunek. Ciekaw jestem, czy czułem się podobnie, zanim straciłem wspomnienia. Nie wydaje mi się, bym szczególnie lubił ludzi. Ani wychodzenie z domu... Tak czy owak, ta rodzinka była żenująca. Ukarzę ich kiedyś. Właściwie to mogliby nie żyć. Wtedy nigdy już by mnie nie związano, nie zakneblowano i nie uderzono patelnią w jądra - podsumowałem, drapiąc się po nosie. Ostatecznie udało nam się dotrzeć na tę samą polanę, na której zostałem zaatakowany i prawie zabity. Bardzo przyjemny widok i uczucie, nie ma co...
-Dużo można zarobić na handlu przyprawami? Skoro są tak trudne do zdobycia, że potrzeba znajomości i mapy, to przypuszczam, że tak. Mógłbym ci pomóc i podzielilibyśmy się zyskami. Albo mógłbyś mnie olać... czego raczej nie zrobisz. Oby. Też lubię pieniądze. Uświadomiłem to sobie, siedząc na krześle przez kilka godzin - zwróciłem się ponownie do Shintaro, jako że nie miałem do kogo mówić, a wolałem formułować w zdania wszystko, co przychodziło mi do głowy. Czemu? Bo on nie miał patelni. -Właściwie to gówno mnie obchodzi, jak dużo lub jak mało gadasz, więc chyba nie mogę powiedzieć, żeby mi to przeszkadzało. Słowa to wiatr. Czyny się liczą. Uratowałeś mi życie, zabrałeś do szpitala, postawiłeś żarcie i prowadzisz mnie przez nieznany kraj. Szanuję cię. Choć wciąż uważam cię za nadpobudliwego gbura, podniecającego się na widok jedzenia - dołożyłem brutalnie szczerze w jego kierunku, a on już po chwili zaczął trenować, bawiąc się piaskiem w powietrzu. To nie tak, że już to kiedyś widziałem... choć mogłem widzieć, ale po prostu rzadko kiedy coś mnie zaskakiwało. Powinno być odwrotnie przy amnezji, ale cóż... taki chyba byłem.

Wyłączył się chłop całkowicie, kiedy zaczął trenować, więc co miałem zrobić? Też zacząłem trenować. Szczególnie, że i tak nie znałem swojej natury chakry, a do głowy przychodziły mi tylko podstawowe techniki. Jakim cudem pojawiło się tu słowo "szczególnie"? Nie wiem. Fakt faktem, że ze wspomnianym zestawem problemów mogłem zająć się tylko kontrolą chakry, co Shintaro chyba również uskuteczniał na swój pokręcony, piachokinetyczny sposób. Wziąwszy głęboki oddech, skrzyżowałem nogi i raptownie usiadłem po turecku pod jego piaskową parasolką. Drobinki spadające na głowę uznałem za dodatkowe utrudnienie. Utrudniało to skupienie, więc musiało być dobre.

TRENING!
-Jak mógłbym nauczyć się lepiej kontrolować chakrę? - zastanowiłem się i pierwszym, co przyszło mi do głowy było proste skupienie chakry. Złożywszy oburącz pieczęć i przymknąwszy oczy, zacząłem kumulować w sobie energię, czując powoli, jak miesza się wewnątrz mojego ciała. Na co ją przeznaczyłem? Na klony. Ano proste Bunshin no Jutsu. Jeb! Nie było klona, jest klon. I dym. Jaki był? Idealny. Dryg, smykałka, coś w tym guście. Sęk w tym, że klon wyłuskał ze mnie trochę chakry. Natychmiast siadł po mojej lewicy w taki sam sposób, jak ja, a ja, wciąż trzymając pieczęć, usiłowałem wykonać kolejnego. Oczywiście utrzymywałem przy tym poprzedniego, a drugi miał mnie kosztować mniej chakry. Starałem się uczynić moje tworzenie klonów jak najbardziej efektywnym i jak najmniej chakrochłonnym, ponieważ uznałem, że praktyka czyni mistrza i wielokrotne powtarzanie tej samej techniki sprawi, że moja kontrola chakry poprawi się.

Trening: Kontrola chakry na rangę D
Koszt: 40 PH
Ryuuhei
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Ryuuhei » 2 wrz 2016, o 14:28

Po paru godzinach, kiedy zacząłem dostrzegać postęp w kontrolowaniu chakry, Shintaro nadal męczył się ze swoją piaskownicą. Musiałem zatem w jakiś sposób zagospodarować czas, co wiązało się z koniecznością zapoznania z pewnym ważnym aspektem, który wyleciał mi z głowy po uderzeniu mnie w głowę - naturą chakry. Musiałem jakąś mieć, prawda? Co zrobiłem? Ano zacząłem podejmować próby zmienienia kumulowanej przez siebie energii w którykolwiek z żywiołów, by wiedzieć, na czym stałem. Wystarczyłoby mi najmniejsze, co da się zaobserwować - kropelka wody, mała iskra płomienia, delikatny podmuch powietrza. To nie mogło być takie trudne, czyż nie? Nie, nie było. Szybko okazało się bowiem, że porażenie sobie jednej ręki prądem przy pomocy drugiej ręki stanowiło rzecz niebywale prostą i bolesną przy okazji.
-Raiton, co? - pomyślałem w zadumie. Zastanowiwszy się głęboko nad sposobami i sytuacjami, w których można było wykorzystać elektryczność, pierwszym wynikiem były... elektryczne ciosy. Albo elektryczne kopniaki. W ogóle uderzenia kończynami ociekającymi prądem. Skoro zatem pojawił się pomysł, musiałem już tylko to przetestować, dopracować i upewnić się, że będę w stanie wykonać wszystko perfekcyjnie. Wyskoczyłem spod shintarowego parasola, by mieć trochę więcej miejsca i zacząłem kumulować moją energię w pięści, zmieniając ją w miarę możliwości w ładunki elektryczne, mające krążyć po jej powierzchni. To nie mogło być przecież aż tak trudne. W istocie, nie było... choć może to zasługa mojej polepszonej kontroli chakry. Tak, czy owak, po paru próbach byłem w stanie wykonać technikę bezbłędnie, a po parunastu - szybko i bez marnowania nadmiernych ilości mocy.

Trening: Raiton: Dendō Hando (D)
Czas: 3h
Ryuuhei
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Shintaro » 2 wrz 2016, o 18:00

Chłopak wysłuchał co do powiedzenia miał białowłosy tuż po opuszczeniu bramy mówiąc mu o jego materializmie oraz oportunizmie na co Shintaro uśmiechnął się delikatnie w jego kierunku stwierdzając jedną krótką rzecz - Nie zaprzeczam - Odparł idąc w dalszą drogę z coraz to lepszym humorem po ciężkiej pracy jaką musiał odwalić w budce ramen. Shintaro nie mógł jednak długo nacieszyć się całkiem przyjemną ciszą jaka trwała w przerwach pomiędzy wymianami zdań jednak odkąd obaj się poznali coś zdążyło się już zmienić, czarnowłosy przyzwyczaił się do obecności Kizoku a co jeszcze śmieszniejsze nawet polubił sam fakt tego że obaj rozmawiali ze sobą coraz więcej. Wczuł się w sytuację chłopaka który opowiedział mu o swojej perspektywie oraz o tym że cała rodzina kucharza była żałosna i będzie musiała po prostu zdechnąć dodając o uderzeniu patelnią w jądra. - Gdy tak o tym opowiadasz w ten sposób to to co mówisz nabiera całkiem nowego sensu... masz racje kucharzyna z tą puszczalską byli idiotyczni... co do śmierci... całkiem ciekawa opcja oraz rozwiązanie problemu, podoba mi się, jednak poczekaj za nim odbiorę mapę - Chłopak wydawał sie zainteresować tematem przypraw na którym zależało szermierzowi, od początku ich rozmowy białowłosy zgarniał u towarzysza same plusy co jakby się wydawało było całkowicie sprzeczne z początkiem ich znajomości, może coś z tego wyjdzie " Kurde... całkiem w porządku sięz nim gada... być może jak odzyska pamięć będzie z niego bardziej równy gość " Pomyślał na spokojnie odpowiadając mu - Na przyprawach idzie dorobić się całkiem niezłe kasy... zwłaszcza jeśli są rzadkie i tylko raz w roku można zebrać składniki do wykonania ich, tak więc.. jeśli misja pewnego czasu okaże się całkiem trudna chętnie wezmę cie ze sobą.. co do pieniędzy nie lubię się dzielić ani ich tracić ale... co mi tam nie ma sprawy - Dodał spokojnie dochodząc z swoim kolegą do polany na której mieli obaj rozpocząć swój trening. Gdy dotarli na miejsce chłopak usłyszał coś czego nie spodziewał się po pierwszych wrażeniach z Kizoku... jedyne czego oczekiwał to podziękowań.. które tak jakby przed chwilą otrzymał, czarnowłosego zamurowało kiedy białowłosy podsumował ich znajomość i odparł że szanuję go, oczywiście nie mogło zabraknąć też jakiejś obraźliwej kwestii inaczej oboje nie byli by tym kim są - E... dzięki i tak.. ty też się pierdol - Odparł krótko wybity z kontekstu podziękowaniami chłopaka. Niedługo po tym rozpoczął sie trening obu shinobi, Shintaro siedział skupiony panując nad swoim piaskiem aż w pewnym momencie Kizoku odczuć mógł że piasek nie sypał mu się już na łeb, delikatnie otwarte oczy Shintaro pozwoliły podsumować efekty, chłopak wstał z miejsca a następnie cały piasek unoszący się w powietrzu jednym susem znów znalazł się w plecaku który chłopak zapiął suwakiem. - Skończyłem a jak tobie idzie? - Chłopak dostrzegł jak jego towarzysz ćwiczył pewnego rodzaju technikę która ewidentnie pochodziła z dziedziny raitonu. - Raiton? całkiem nieźle... ciekawe jaką ja będę miał naturę chakry... dobrze byłoby mieć wodę do wspólnych technik jednak.. ten styl całkowicie nie łączyłby się z moim piaskiem... odpada.. - Dodał Shintaro obserwując rezultaty kolegi.
Ostatnio edytowano 2 wrz 2016, o 19:33 przez Shintaro, łącznie edytowano 1 raz
Shintaro
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Ryuuhei » 2 wrz 2016, o 19:15

Myślę... że całkiem dobrze - odpowiedziałem kuchcikowi, zderzając ze sobą moje dwie naelektryzowane pięści, czym wywołałem głośne, iskrzące się spięcie. Odkryłem przy okazji, że miałem niezłą podzielność uwagi, bo mogłem zarówno gadać z Shintaro, jak i szlifować swoje umiejętności... których zresztą zbyt dużo nie miałem. -Z mokrego piasku mógłbyś zrobić błoto. Coś w rodzaju bagna. Nie byłby wtedy twardy, ale przeciwnik mógłby "wsiąknąć" pod spód i przestać oddychać. A bez oddychania się umiera. Ot, luźna sugestia - odpowiedziałem towarzyszowi, z miejsca biorąc się za opracowywanie nowego manewru. Skoro bowiem nauczyłem się kopać i uderzać z prądem w łapach, uznałem że dobrze byłoby w podobny sposób przed takimi atakami się bronić. Co to oznaczało? "Płaszcz elektryczny", jak to nazywałem. O co chodziło? O pokrycie ciała ładunkami elektrycznymi - prostą, acz skuteczną pułapkę na użytkowników Taijutsu, czy może z czasem nawet Kenjutsu. Jeśli miano by mnie pociąć, to przynajmniej raziłbym w ramach rewanżu.
Co postanowiłem, to uskuteczniłem. Zacząłem kumulować chakrę w swoim ciele, rozprowadzając ją pod samą skórą, zanim "wycisnąłem" ją przez pory na zewnątrz i rozłożyłem na powierzchni. Wtedy z kolei, jedną dłoń trzymając w górze, niczym swego rodzaju odgromnik, zacząłem przemieniać zgromadzoną energię w elektryczność, poczynając właśnie od wysoko położonych palców. Całość miała funkcjonować, jak wodospad. Elektryczność pojawiała się na mnie stopniowo, falami, z góry do dołu, może nie nazbyt skutecznie, ale czego oczekiwać po kimś na moim ówczesnym poziomie? Ta technika i tak była czystą prowizorką, jako że ograniczała mój wachlarz ruchów z powodu podniesionej ręki.
-Chcę odebrać im życie, Shintaro - powiedziałem wprost, ni stąd, ni zowąd. -Tej dwójce. Czuję... mierzwienie we wszystkich krańcach mojego ciała, kiedy o nich myślę. Czuję ich zbędność. Brak możliwości kooperacji, brak zrozumienia, niechęć do szczerości, do prawdy, do dobrych intencji, do cudzych obyczajów. Wiem, że tego po mnie nie widać... ale nienawidzę ich. Chcę, żeby przestali istnieć - zwróciłem się do Shintaro. Czułem się... dziwnie. Byłem niemal całkowicie pewny, że ta część mojej osobowości, która właśnie otrzymała prawo głosu nie istniała wewnątrz mnie przed napadem na polanie.

Trening: Raiton - Hiraishin (D)
Czas: 3h
Ryuuhei
 

Re: Przydrożna polana w cieniu drzew

Postprzez Shintaro » 2 wrz 2016, o 23:39

- W takim razie cieszę się że twoje umiejętności rosną w siłę, dzięki temu będziemy w stanie wykonywać trudniejsze za dania za większą ilość pieniędzy - Odparł spokojnie gestykulując dłońmi w kierunku swojego rozmówcy, chłopak już dawno temu zwrócił uwagę na to że gdy z kimś rozmawiał dość sporo machał rękoma lub pokazywał nimi pewne rzeczy, w pewien sposób pomagało mu się to skupić chłopak rozejrzał się po polanie było już dość ciemno co wskazywało na dość późną godzinę, w tych ciemnościach był w stanie dostrzec nie wiele, na szczęście techniki jego kolegi świeciły dość przyjemnym dla oczu światłem z wyładowań elektrycznych, czarnowłosy zdjął z pleców plecak i ułożył go pod drzewem przykucnął przed plecakiem i dopiął mocniej suwak w nim przyglądając sie uważnie czarnemu plecakowi. "Jest tak ciemno że gdybym go tu sam nie położył to bym go nie zobaczył... przytnę sobie komara na trochę póki on trenuje" Ziewnął sobie podnosząc się wyprostował nogi w kolanach i obrócił się w kierunku białowłosego - Fakt.. jednak mogę zrobić to samo z piaskiem odcinając komuś tlen - Odparł nie skupiając się już zbytnio na niczym był zmęczony i musiał odpocząć bo czuł że zaraz padnie z nóg, chłopak usiadł na ziemi a następnie wyciągnął się i ułożył głowę na plecaku przymykając oczy dosłownie na moment - Ten plecak był moim najlepszym pomysłem... aaaahh.. - Ziewnął głośno zakładając rękę za głowę. Chłopak leżał tak przez jakiś czas za nim jeszcze udało mu się zasnąć wiec mógł wysłuchać dalszych słów białowłosego, nagłe stwierdzenie że chce odebrać komuś życie sprawiło że coś w Shintaro ruszyło się, gdy mówił dalej o tym jak bardzo odczuwał braki w tamtych osobach oraz stwierdził ze nie widać tego po nim ale nienawidzi ich. Czarnowłosy przemyślał to przez moment za nim mu odpowiedział i postanowił stwierdzić krótko lecz życiowo na przyszłość - Nie tylko oni przestaną istnieć jeśli tylko tego zapragniemy... przysnę sobie na trochę bo padam z nóg... ta praca i dwudniowa podróż po terenach tego kraju mnie zmęczyła... obudź mnie jak skończysz albo też się prześpij, musimy wypocząć za nim znów wyruszymy w drogę. - Dodał spokojnie zasypiając po chwili.
Shintaro
 

Następna strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość