Południowy Trakt

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Re: Południowy Trakt

Postprzez Etsuya » 19 lut 2019, o 23:30

Upewniwszy się w tym, że dziewczyna jedynie żartuje, z Etsuyi momentalnie zeszło ciśnienie, natomiast on sam wypuścił powietrze z ulgą. O ile nie szukał aktualnie żony, tak bliższe towarzystwo białowłosej kunoichi o dziwo wcale mu nie przeszkadzało. Jeżeli cokolwiek miało z tego wyniknąć, musiało to wyjść naturalnie, a nie być wymuszane przez idiotyczne tradycje - Pff, tylko udawałem - wyparł się szybko, unosząc do góry podbródek i idąc dalej przed siebie. Odpowiedź Harumi na pytanie odnośnie włosów zbiła go lekko z tropu, ale młodzieniec predko zrozumiał z czego wynikło nieporozumienie - Czyli nie działa to w dwie strony? - spytał retorycznie, wnioskując po reakcji białowłosej, że facet niż obcinać sobie na szczęście nie musiał.
Powróciwszy na szlak, Etsuya raz jeszcze zerknął na zbliżające się ku horyzontowi słońce, a następnie określił kierunek świata ku jakiemu zmierzali. Jeżeli się nie mylił, idąc na północ z Atsui można było dotrzeć do Wietrznych Równin, gdzie jeszcze nie przyszło mu postawić swojej stopy. Wiedząc już mniej więcej gdzie się znajdują, Nakiri śmiało mógł porzucić bezpieczną podróż bezpośrednio na wschód - w końcu stamtąd właśnie na piaskowe tereny przybył.
Zamyśliwszy się, jak to miał w zwyczaju, dopiero po paru sekundach zorientował się, że dziewczyna zadała mu pytanie. Kolejnych kilka chwil musiała tez poczekać na odpowiedź. Czasami, będąc pochłonięty własnymi refleksjami, zwyczajnie mu się nie chciało mówić - Z tego co zawsze - odparł lakonicznie, czując jednak się zobowiązany, aby te kwestię rozwinąć. Westchnął, zbierając myśli, odgarnął włosy ze spoconego od słońca czoła i wciąż patrząc przed siebie kontynuował - Zlecenie tu i tam, jakaś grupka chciwych kapłanów do ograbienia... Przy dobrych wiatrach można sprawić sobie wakacje w którejś z handlowych wiosek. Przywykniesz - wyjaśnił. Co prawda niemalże każde dziecko w Hyuo od 7 roku życia potrafiło też polować, ale tym Etsuya od dawna się nie zajmował. Nie przepadał za monotonią, a siłą rzeczy życie w jednej osadzie musiało być w pewnym stopniu nią obarczone.
***
Ostatnia z walk pokazała, że zasoby chakry młodzieńca, który posługiwał się w głównej mierze skomplikowanymi jutsu, nie są wystarczające dla jego potrzeb. Wycieńczenie chwilę po zakończeniu starcia mogło go kiedyś kosztować życie, toteż Etsuya, jak tylko powrócił do formy, rozpoczął na nowo ćwiczenia. Każdego wieczora przed pójściem spać, siadał po turecku kilkanaście metrów dalej i skupiając się tylko i wyłącznie na sobie, rozpoczynał monotonny trening. Miał on na celu poprawę zarówno mieszanie energii toczącej się w jego przewodach, jak i ograniczenie jej zużycia, co w ostatecznym rozrachunku powinno mu pozwolić na korzystanie ze znacznie większej ilości jutsu niż było to wcześniej możliwe. Ćwiczenia w głównej mierze polegały na głębokiej medytacji i absolutnym skupieniu na własnych pokładach. Naturalne zdolności młodzieńca niemało mu w tym pomagały, wobec czego, tego typu treningi przychodziły mu niezwykle łatwo, zaskakując efektywnością. Etsuya rozpoczął od rozgrzewki przemieszczając chakrę do różnych części swojego ciała. Następnym etapem ćwiczeń było jak największe skupienie własnej energii w jednym punkcie, co paradoksalnie wymagało od niego całkiem sporego wysiłku oraz determinacji. Wykonał tak kilka serii po pięć powtórzeń, a jego trening nieco przypominał ten, który wykonywali różni siłacze w celu zwiększenia wydajności własnych mięśni. Ciało ludzkie było niebywale skomplikowane, ale jego rozwój opierał się na podobnych schematach. Coś powtarzanego do oporu w pocie czoła, obarczone dozą systematyczności i determinacji, z upływem czasu stawało się silniejsze, a właściciel bardziej biegły w tym co robi. Podobnie było w układem chakry młodzieńca, dzięki czemu po każdym treningu, następnego dnia efekty były niemalże namacalne. Po zakończonych ćwiczeniach, niebywale wycieńczony Nakiri wracał do tymczasowego legowiska i oddawał się długiemu wypoczynkowi. W końcu następnego dnia czekał go jeszcze monotonny spacer po pustyni.
Kontrola Chakry B

***

Droga do krótkich, ani przyjemnych nie należała. Po paru kolejnych nocach spędzonych na zimnej po zmroku pustyni, Etsuya miał już jej dość na całkiem spory okres czasu. Marzenie odwiedzenia krain z opowieści ziściło się, a on z czystym sumieniem mógł oddać się eksploracji bardziej przyjaznych miejsc. Z każdym przebytym kilometrem teren stawał się zdatniejszy do życia, a od czasu do czasu dało się nawet zobaczyć jakieś samotne drzewo. Sawanna... - wywnioskował, porównując okalające ich widoki do tych zasłyszanych w historiach. Drogi coraz częściej krzyżowały się z innymi, a na szlaku dało się dostrzec więcej karawan - Byłaś kiedyś poza pustynią? - spytał z ciekawości Harumi, brnąc dalej przed siebie.
Avatar użytkownika

Etsuya
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kana Yuki » 20 lut 2019, o 20:34

No nie oszukujmy się. Samoświadomość Haru nie obligowała do jakiegokolwiek myślenia na temat bliższych relacji z mężczyznami, a co dopiero małżeństwa. Tematy te wydawały jej się tak odległe i tajemnicze, iż wolała nie roztrząsać jakichkolwiek ich fragmentów. Może to i lepiej.
W odpowiedzi tylko przytaknęła głową zaprzestając kontynuowania tematu i czepiania się słówek. Jeszcze będzie na to czas, z pewnością. Wciąż nie przestawała się szczerzyć gęby. W jakiś sposób bawiły ją reakcje Etsuyi. Zdecydowanie coraz lepiej czuła się w jego towarzystwie, przede wszystkim — bezpieczniej. W końcu zaufanie, to podstawa każdej relacji międzyludzkiej, czyż nie?
— Nie, nie — zaprzeczyła. — W Sabishi, w teorii, kobiety są na równi z mężczyznami. W praktyce w każdej rodzinie wygląda to troszkę inaczej. U mnie właśnie tak.
Wzruszyła ramionami. Fakt faktem, sama nigdy nie doświadczyła jakiś nierówności między płciami, ale zdawała sobie sprawę, że istnieją. Bowiem w każdym środowisku istnieje inny model rodziny; patriarchat, matriarchat, zależy to w głównej mierze od historii i tradycji. W przypadku rodziny Harumi dominował mężczyzna, to on odpowiadał za zadbanie o wszelkie materialne sprawy, dbanie o rodzinę i przypieczętowywanie wszelkich decyzji — można by tak bez końca...
Godziny mijały, słońce witało się z horyzontem, a niebo przywdziało ciepłe, rudawe odcienie. Ciepłota spadała z minuty na minutę — znak, by zacząć szukać miejsca do snu. Przemęczenie nigdy nie kończy się dobrze, a w czasie tygodniowej wędrówki warto przecież zadbać o zdrowie zarówno ducha, jak i ciała.
— Z tego co zawsze... — wtrąciła. Czy naprawdę chcę żyć z grabieży i sprawiania bólu innym? Dobra natura ponownie przywdziała umysł w ciąg zapytań. Myśl została szybko odrzucona; przecież i tak już była "tą złą", nieprawdaż? Więc skoro włożyli ją w schemat, to w tym schemacie pozostanie.
Wraz z zajściem słońca odnaleźli miejsce — prowizoryczne, bo prowizoryczne — do snu. Oboje, zamęczeni przebytymi kilometrami, powstrzymali się od większych dywagacji na temat prozy życia.
Tsubaki no Mai - C
Sen? Nie tym razem. Widząc oddalającego się chłopaka poczuła przypływ motywacji; zatem przyszedł czas na szybki trening o zmroku! Temperatura nie osiągnęła jeszcze najniższego, całe szczęście, pułapu. Przyjemny chłód pozwolił na rozpoczęcie ciężkich, no może nie do końca, ćwiczeń. Ćwiczeń, które pomagają każdemu shinobi stać się coraz silniejszym. Sens istnienia i takie tam. Odeszła parę metrów od miejsca spoczynku, coby uniknąć kolizji z towarzyszem. Trzeba się przecież porządnie skupić, nieprawdaż?
Tsubaki no Mai... - Powtórzyła w głowie chcąc przypomnieć sobie choćby fragment treści zwoju. Wytężony umysł nieomal natychmiastowo utworzył wizję kolejnych literek, które komponowały się w punktowo ułożoną instrukcję. Miecz... Stojąc na wyprostowanych nogach sięgnęła ku ramieniu wyciągając z niego kość uformowaną w krótki, acz ostry szpikulec. Zlustrowała błyszczącą w świetle księżyca rękojeść. Trening, to przede wszystkim praktyka. Godziny treningów. Co prawda, sama technika nie była skomplikowana; zadawane na oślep ciosy, niesamowita prędkość ich wykonania. Jednak zupełnie nie to stanowiło o trudności, natomiast rozchodziło się świadomość, władzę nad dzierżonym orężem. Z braku odpowiedniego celu; drzewa, kamienia, etc, cięła powietrze. Przez najbliższe kilka godzin wokół rozlegał się świst powietrza.
Po zakończonej serii udała się na zasłużony spoczynek.
Ostatnio edytowano 21 lut 2019, o 04:03 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 12 razy
Kana Yuki
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kana Yuki » 20 lut 2019, o 20:35

Harumi nie należała do osób w typie rannego ptaszka. Bynajmniej, moi mili. Jednak chęć szybkiego wydobycia się z pustyni górowała nad chęcią snu. Nudna, wlekąca się wycieczka. Tak można określić drugi dzień podróży Harumi i Etsyui. Przez tydzień powtarzał się schemat; rano - wędrówka, południe - odpoczynek, napełnienie sił, wieczór - trening i sen. Oboje zdawali sobie sprawę, iż trzeba mierzyć siły na zamiary, a wędrówka to doskonały moment na oszlifowanie swoich umiejętności. Rzecz jasna, rozmawiali. Można rzec - całkiem sporo. Naturalnym było to, iż stawali się sobie coraz bardziej bliscy.
Konoha Raiken [C]
Kolejna noc, kolejny raz trening w świetle księżyca. Po nawodnieniu ciała udała się ku wielkiej, kamiennej bryle nieopodal miejsca, w którym dzisiejszego dnia stacjonowali. Upewniwszy się, iż nic jej nie zagraża poczęła rozciąganie własnego ciała. Ręce, szyja, nadgarstki, dłonie, plecy, nogi, kostki. Wszystko, co tylko tego wymagało. Pominięcie tegoż kroku mogło zakończyć się nieprzyjemną kontuzją. A tego byśmy nie chcieli. Dwa wdechy, dwa wydechy. Szybkie zlustrowanie kamienia. Dysonans - bo niby jak, ona, ma to rozbić? Jednym ciosem? Niemożliwe. Mamusia powtarzała; metodą prób i błędów. Chcąc oszczędzić samej sobie zawodu przyzwała klona. W końcu lepiej wylądować twarzą w piasku, niż w twardej bryle. Lustrzane odbicie stało porządnie, niczym kukła treningowa.
— To do dzieła — mruknęła sama do siebie. Przełknąwszy głośno ślinę ugięła się na kolanach. Wdech, wydech. Z impetem wyskoczyła w powietrze. Po chwili, odpowiednie przenosząc ciężar ciała, zaczęła opadać w kierunku stojącego jak posąg klona. W odpowiednim momencie wykonała skręt swojego ciała przy tym samym wyprostowując pięść. Już po chwili cała siła uderzenia została wpakowana w niematerialnego przeciwnika. A on? No cóż, buchnął jak trzeba. Z oczywistych względów trening został jeszcze parokrotnie powtórzony.
Ostatnio edytowano 21 lut 2019, o 04:02 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 6 razy
Kana Yuki
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kana Yuki » 20 lut 2019, o 20:35

Konoha Shōfū [C]
Wycieczki ciąg dalszy, ptaszki śpiewają - tralala. Wędrówka, odpoczynek, wieczór. Każdy, pozytywnie zakończony trening sprawiał, iż Haru czuła się coraz bardziej przydatna. Znikający każdej nocy Etsuya nie pozwolił, by zwolniła tempo nauki. Skoro on umie, to ona też! Idąc tym tokiem rozumowania - każdej nocy udawała się w dyskretne miejsce coby nauczyć się nowych, coraz lepszych technik. Naprawdę chciała móc kiedyś go ochronić. Sprawić, by Nakiri również czuł się przy niej bezpiecznie. No i bach, wytworzony bliźniaczy jej licu klon dzierżący w dłoni kościane ostrze. Po co? Ano po to, by opanować Konoha Shōfū. Zwój, opisujący tę technikę miała okazję przeczytać jeszcze w ośrodku shinobi. Biblioteczka przyośrodkowa obfitowała w księgi wszelakiej maści. Także takie, które zawierały dokładny, skrzętny opis umiejętności z gatunku Taijutsu. Drapu, drapu w białą czuprynkę i do roboty. Klon, zgodnie z poleceniem stwórcy, uniósł broń ku naturalnemu satelicie. Dziewczyna doskoczyła do wytworzonego przez siebie przeciwnika i wykonała mocne kopnięcie wzwyż, tym samym trafiając w nadgarstek klona. Broń bezwarunkowo opuściła dłoń lustrzanego odbicia. Technika - zaliczona.
Ostatnio edytowano 21 lut 2019, o 04:02 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 3 razy
Kana Yuki
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kana Yuki » 20 lut 2019, o 20:36

Konoha Toppū [B]
No i zaś moi mili - lecimy dalej z tematem! Schemat, schemat i jeszcze raz schemat. Dzień upalny, noc chłodna. Księżyc świeci, ptaszki nie ćwierkają. Początkowy impuls, swoista chęć bycia coraz lepszą zastępowało znudzenie. Znudzenie tak potężne, iż ledwo zwlekała się o zmroku, by ponownie potrenować. "W końcu!" stało się zrzędliwym stwierdzeniem "znowu!". Żyć nie umierać, moi drodzy słuchacze. Niestety, nikt nie mówił, że będzie ciekawie, kolorowo i wciągająco. Nauka nigdy nie była czymś, co radowało i przyprawiało o wypieki na licu. No bynajmniej. Pierwsza godzina treningu rozpoczęła się od rozciągnięcia każdego stawu, kosteczki, a następnie wielu prób wykopów; prawo, lewo, góra, dół. Nic ciekawego. Po kolejnej nocy coraz bardziej wątpiła w słuszność wykonywanych czynności. Jak mus, to mus. Ścięte włosy, na całe szczęście, nie przeszkadzały w mordowaniu własnego ciała. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak wielką przysługę wyświadczył jej przybysz z dalekich krain - Etsu. Gdyby nie on, cóż, prawdopodobnie potykałaby się o własne kłaki. Do kopnięć doszły obroty; powolne, średnie i coraz szybsze. Początkowo jakiekolwiek dłuższe piruety obfitowały w zawroty głowy; błędnik-buntownik. Wolała oszczędzić sobie bycia ratowanym przez towarzysza podróży, toteż w każdym przypadku chęci zwrócenia śniadania przysiadała na podłożu do czasu ustąpienia niepożądanych objawów. Raz, dwa, trzy... I tak aż do upływu nie więcej niż dziesięciu minut. Nauczona doświadczeniem na każdy trening przynosiła wypełnioną po brzegi manierkę.
Technika nijak nie przypominała tego, co powinna. Zdeterminowana dziewczyna przysiadła na kamieniu ponownie analizując urojony w głowie obraz. Coś muszę robić nie tak... No i bingo, eureka. Kolejność wykonywanych czynności okazała się błędna; najpierw wcielenie się w baletnicę, a dopiero potem wysunięcie nogi.
Po wychwyceniu błędu całość stała się spójna. I zabójcza!
Ostatnio edytowano 26 cze 2019, o 10:12 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 4 razy
Kana Yuki
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kana Yuki » 20 lut 2019, o 20:36

Konoha Tsumuji Senpū [B]
Pojawiła się na wyznaczonym przez siebie miejscu do treningu przed zmrokiem, przynosząc, za pomocą klonów, ogromną ilość kamieni. Kunoichi postanowiła, że dziś opanuje jedną z wielu technik Taijutsu, na pierwszy rzut oka wyglądającą na całkiem łatwą do opanowania. Co prawda, rangi B, ale skoro poprzednie były o całkiem znośnym poziomie trudności, to ta też będzie, prawda? Szybko jednak okazało się, że wykonanie tejże czynności wcale nie było tak proste, jak mogłoby się wydawać. Wiele początkowych prób skończyło się zawodem, gdyż współpraca, mimo że z klonem, okazywała się najzwyczajniej w świecie trudna; odpowiednie wymierzenie ciosu, zgranie się w czasie. Już nawet nie myśląc o tym, jak trudno byłoby dany cios wykonać, gdyby cel poruszał się jak żywy człowiek. Kolejna próba - kolejna nieudana. Wraz z upływającymi minutami zapał białowłosej opadał. Naprawdę chciała zrezygnować. Jedynie świadomość, że tam, nieopodal, Etsuya również trenuje, sprawiała, iż ciągnęła ten ambaras.
Na całe szczęście wraz z kolejnymi podejściami technika wychodziła coraz lepiej. Kolejny raz wytworzyła dwa klony. Jeden stał nieruchomo, drugi atakował. I tak aż do znudzenia. Formacja zdawała się być owocniejsza. Wiedząc, że przeciwnik nie będzie stał w miejscu podniosła nieco poprzeczkę i zawalczyła z ruchomym kolonem. Ponownie, początkowe próby spełzły na niczym, ale jak to mówią - trening czyni mistrza. Tak też było w tym przypadku. Dzięki uporowi udało jej się, jeszcze przed końcem zaplanowanego czasu, ukończyć trening. Trening treningiem, ale spać też trzeba. Otarła czoło z potu. Satysfakcja płynąca z udanego treningu to coś, czego nawet wieszcz narodowy nie byłby w stanie opisać wszelkimi znanymi ludzkości słowami.
Ostatnio edytowano 21 lut 2019, o 18:17 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 2 razy
Kana Yuki
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kana Yuki » 20 lut 2019, o 20:36

Dainamikku Akushyon [D]
Czas się wziąć do dalszej pracy. Wraz z upływającymi dniami, upływały również chęci dalszych trudnych, okupionych litrami potu, treningami. Najlepszym wyjściem z tejże sytuacji była nauka techniki rangi D! A jakże!
Wykonanie obrotu okazało się samo w sobie nikłym wyzwaniem, tak samo kopnięcie. Po kilku nocach zwieńczonych pozytywną nauką technik na znacznie wyższym poziomie, ta wydawała się być najzwyklejszą w świecie formalnością. Przy jednej z pierwszych prób była właściwie gotowa dać uznać, iż to zwykła zabawa i wziąć się za coś mniej wyrafinowanego. Szybko jednak zdała sobie sprawę, iż technika ta może się w przyszłości okazać kluczowa w sparingu. Wszak nie wolno umniejszać jakimkolwiek kopniakom i ciosom, nieprawdaż? Dopiero, gdy perfekcyjnie udało jej się odtworzyć technikę podreptała ku prowizorycznemu łożu.
Ostatnio edytowano 21 lut 2019, o 18:33 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 4 razy
Kana Yuki
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kana Yuki » 20 lut 2019, o 20:37

Dainamikku Entorī [D]
Po krótkiej rozgrzewce była gotowa, by zabrać się do monotonnej nauki. Początkowe ulubienie ku fizycznym ciosom stawało się coraz mniejsze. Bez zbędnych ceregieli i przygotowań wybiła się ze sporą siłą od podłoża i zakończyła skok mocnym kopnięciem z wyprostowaną nogą w zgrabnego klona o obliczu rudego pierdziela z Sabishi. Tak, taka motywacja do treningu była tyn, czego dziewczyna potrzebowała. Klon uległ ciosowi, a następny podzielił jego żywot. Niestrudzenie powtarzała ćwiczenie, pozwalając sobie na krótkie przerwy tylko po to, by napić się trochę wody, a następnie katować własne imitacje. Czy to już sadyzm? Poranny trening zakończony, czas ruszać w nieznane!

Wędrówka była męcząca. Fakt faktem, sami dokładali do tego cegiełki; trening, nikłe zapasy pożywienia. Sam zamysł podróży już na starcie był... naiwny. Nie była to w końcu wyprawa po cukier do babci, dwa bloki dalej, a tygodniowy marsz wśród piasków, skorpionów i innych, niebezpiecznych tworów pustyni. Miasto było coraz bliżej. Wraz z kolejnymi krokami, ukazywały im się coraz wyraźniejsze budynki.
— W końcu! — krzyknęła wskazując palcem na ledwie widoczne budynki. Na umęczonej dotąd buzi zagościł promienisty uśmiech.
— Pół życia spędziłam w Ryuzaku no Taki — odparła. — Ośrodek shinobi, te sprawy. Rodzice chcieli żebym wychowywała się wśród shinobi z innych krain. Gdybym mogła cofnąć czas... - urwała. Gdybym mogła cofnąć czas, nigdy bym się na to nie zgodziła.
— A ty? Gdzie już byłeś? Odnoszę wrażenie, że wszędzie.
Uśmiechnęła się. Dobra mina do złej gry i zmiana tematu, tak, tak trzeba. Prędkość przekładania nóg wydawała się zwiększać wraz ze zmniejszającym dystansem. Albo to zwykły miraż. Nie wiadomo. Okolica wydawała jej się taka... Obca, nieznana, nieco przerażająca. Niemniej jednak Kraj kupiecki = kraj jedzonka. A jedzonko Haru uwielbia. Zwłaszcza małe, trójkolorowe kuleczki.
— Pójdziemy na dango? Chodźmy, chodźmy, jestem głodna! — wypaliła tonem pięcioletniego bąbla. Wraz ze swobodniejszym przebywaniu u boku blondyna rosła w niej chęć bycia sobą. Całą sobą. Zarówno dzieckiem, kobietą, miłym stworem, jak i potworem. Ależ się zrymowało, hej!
Ostatnio edytowano 21 lut 2019, o 20:15 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 16 razy
Kana Yuki
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kuroi Kuma » 20 lut 2019, o 21:43

Podróż minęła mu dosyć szybko, dokoptował się do karawany i w zamian za kawałek chleba i wody czuwał, by nikt im nie zakłócił spokoju. Nie zaglądał im pod płachty, ale sądził, że wiozą coś nie do końca legalnego. Za bardzo strzegli tego, co tam mieli, ale skoro miał kogoś do towarzystwa, nie musiał całej tej drogi przemierzać sam, to co miał się kogoś czepiać. Opuścił ich niedaleko miasta, pomachał na pożegnanie, puścił dalej życząc powodzenia. Wsparł się po bokach i zastanawiał się co dalej powinien ze sobą zrobić. Plan był prosty - do przodu, lecz z każdego miejsca chciał coś wynieść nowego. W Shigashi był już nie raz, więc nie za wiele pozostało tutaj do odkrycia, lecz zawsze coś się znajdzie. Nie wierzył w to, że miasto kupieckie nie zmieni się wcale od ostatniej wizyty.
Dał sobie jednak czas do namyślenia, usiadł przy ścieżce, wyjął drewienko, ostukał je, by wyrzucić resztki popiołu, zaraz napchał czego potrzeba, zapalił i pogrążył się w myślach na jakiś czas. Zaczynał coś nowego, można powiedzieć, że był to pierwszy krok, więc nie mógł tak po prostu pójść do karczmy i nawalić się jak szpak, a później... A później to nie ważne. Wypuścił ostatnią strużkę dymu z ust, po czym zajrzał niechętnie do środka fajki i westchnął ciężko. Nawet nie zorientował się kiedy ten czas minął. Nie lubił tego momentu, bo musiał decydować co dalej. Stał na rozdrożach, ostukał drewienko o gurdę, drobinki pyłu poleciały dalej, niesione wiatrem. Im było łatwiej, poddawały się prądom, nie wystarczyło że nie przeszkadzały sobie wzajemnie i po prostu płynęły dalej naturalnym dla siebie rytmem. Podniósł się, otrzepał z piachu. Obecnie nie wyglądał zbyt dobrze - straszny ukrop, wszędobylski piach tym bardziej temu nie pomagały, ale chociaż próbował nie wyglądać jak obdartus. Zerknął na szlak i zobaczył tam dwie postaci, dwójkę podróżników, którzy także zbliżali się do miasta. Przekręcił głowę i pomyślą, że w sumie może by się do nich dołączył? Kuroi wędrowny pustelnik - zaczynało się ciekawie.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 865
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 37
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Południowy Trakt

Postprzez Etsuya » 21 lut 2019, o 18:14

Rozciągająca się na wiele kilometrów sawanna z czasem ustąpiła bardziej zielonym terenom. Od czasu do czasu dało się nawet minąć pomniejszą wioskę czy parę odnóg, które prowadziły do pojedynczych chat ana uboczu. Nie ulegało wątpliwości iż zbliżali się do miasta, chociaż Etsuya nie bladego pojęcia czy była to kwestia jednego dnia drogi czy trzech.
Spojrzał nieco dłużej na Harumi, kiedy ta z życiem opowiadała o swoim pobycie w Shigashi no Kibu. Na zadane mu pytanie z zadumą skierował wzrok ku niebu - Hmm... - zastanowił się chwilę - W Hyuo, Kantai, Kaigan, Shinrin, Sakai, Atsui, Sabishi... - wymieniał po kolei obojętnym tonem - W każdej zatrzymywałem się na jakiś czas. Dalszą historie znasz - wyjaśnił, kończąc. Mógłby opowiadać o tych krainach godzinami, ale czułby się ze sobą źle przechwalając bez oporów.
- Mamy jeszcze kawałek - odparł na urocze prośby białowłosej, nie mogąc powstrzymać lekkiego uśmiechu. O ile faktem było iż zbliżali się do miasta, jego bramy mogły znajdywać się wiele kilometrów przed nimi. Był pewien, że w najgorszym wypadku zajdą do przydrożnej oberży, gdzie najedzą się do syta. Nakiri w pewnym momencie doszedł do wniosku, że czemu by nie rozwiać własnych wątpliwości i nie odezwać się do zarośniętego mężczyzny, którego właśnie mijali na trakcie - Daleko do stolicy? Wyglądasz waść na podróżnego - spytał, przystając na moment i wycierając rękawem spocone czoło. Swój swego pozna, a nikt tak dobrze nie orientował się w terenie jak ludzie przenośnym domem na plecach.
Avatar użytkownika

Etsuya
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kana Yuki » 21 lut 2019, o 20:46

Kroczyli teraz pięknymi, kupieckimi drogami. Jedni mówią, iż są one jednymi z lepszych na całych świecie. Wokół naiwnie doszukiwać się roślinności, tereny są bardzo równe, ale daleko im do pustynnych krajobrazów wypełnionych monokolorem. Wszelkie trakty są gęsto obstawiane przez straż. I choć parę tygodni wcześniej dygotałaby już ze strachu, tak teraz... Stoicki spokój. Prawa, lewa, lekko uniesiony podbródek i promienisty, serdeczny uśmiech; byle do przodu! Jakże uroczo. Towarzystwo Etsuyi dodatkowo wzmacniało uczucie beztroski; spędzony czas, walka ramię w ramię (no może bez tego). Blondyn stosunkowo szybko zyskał sporą dozę zaufania.
— Sporo — podsumowała.
Białowłosa spojrzała na towarzysza podróży z zaciekawieniem. Od zawsze intrygowały ją inne krainy, a przede wszystkim odmienne kultury ichnich mieszkańców. A fakt, że Nakiri nie wyglądał na kogoś, kto wędrowałby z konkretnym zamysłem, a także towarzystwem, dodatkowo wzmagał chęć poznania szczegółów. Wszystkich, co do jednego.
— Opowiesz mi co nie co gdy dojdziemy? — Zapytała natarczywie, a w jej głosie obudziły się wszelkie pokłady ekscytacji. Kąciki ust wykrzywiły się w jeszcze większym niż dotychczas uśmiechu. Wytężywszy wzrok dojrzała, gdzieś w oddali, kolejne budyneczki. Znak, iż przyjazna, kupiecka osada jest coraz bliżej. O ile oczy jej nie mylą. A jak wszyscy wiemy — lubią.
Niespecjalnie zwracając uwagę na wszystko, co roztacza się wokół, wyrwała przed blondyna. Szybko zorientowała się, że towarzysz przystanął. Toteż niedbale obejrzała się za siebie. Stojąc, nie dalej niż metr od Etsuyi, zlustrowała widniejącego przed swymi oczyma nieznajomego mężczyznę. I oto on, o kruczoczarnych, potarganych jakby przez uderzenie piorunu, kłakach sięgających nie dalej niż łopatki z kilkudniowym zarostem i kilometrowymi zasinienia pod oczami. Bynajmniej aparycja mężczyzny nie zachęcała do jakichkolwiek konwersacji. A przynajmniej Haru. Toteż z uwagą wsłuchała się w konwersację szczędząc niepotrzebnych wtrąceń.
Ostatnio edytowano 21 lut 2019, o 23:26 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 1 raz
Kana Yuki
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kuroi Kuma » 21 lut 2019, o 21:20

Podrapał się po twarzy, by zdać sobie sprawę, że minęło już kilka dni i wypadałoby o siebie zadbać. To że wyglądał na podróżnego nie robiło żadnych wątpliwości, może bardziej ten worek z piachem na plecach. Już raz musiał się tłumaczyć do czego to, bo to dosyć niecodzienny "dodatek".
-Ach, no tak... - rzucił pod nosem kiwając głową i obrócił głowę w stronę miasta będącego w sumie nie aż tak daleko. Wskazał na nie palcem, by zaraz znowu spojrzeć na dwójkę białasów, którym także przyszło wędrować w tych okolicach. Chłopaczek mówił jednak jakoś dziwnie, zupełnie jakby zamienili się rolami i teraz mógłby do kogoś innego mówić per Dziadku.
-W sumie tuż tuż, wystarczy tylko że... - i przerwał na chwilę, bo spojrzał na dziewczynę o jeszcze bardziej nietypowej urodzie, bo szczerze powiedziawszy wyglądała, jakby ktoś zabrał z niej cały kolor. Biała od góry do dołu z jednym tylko wyjątkiem, który zainteresował Kumę najbardziej. Dwie, czerwone jak ogień kropeczki, które prawdopodobnie każdemu Sabaku kojarzyło się negatywnie. Dawno nie widział przedstawicieli Kaguya, przynajmniej tak swobodnie poruszających się po terenach tak bliskich pustyni. Szczerze powiedziawszy powoli zaczynał uważać że wyginęli, albo przyczaili się pod ziemią i teraz żyją jak jakieś skorpiony. Zaczął się w nią wpatrywać, zastanawiał się czy to możliwe, że ludzie dorastający pod ziemią tracą kolory na swoim ciele. Tylko czy słońce nie byłoby dla nich czymś równie śmiertelnym, co pięknym?
-Czy my się gdzieś nie spotkaliśmy? - cofnął na chwilę ku sobie dłoń, by zaraz skierować swojego palucha w jej stronę, w stronę jej czoła -A no! Miasto, też się tam wybieram więc no... tego... panie przodem? - rzucił prawie ziewając i puścił białogłowę przodem, by zaraz związać włosy z tyłu głowy kawałkiem sznurka. Może przynajmniej dzięki temu nie będzie wyglądać jak "podróżny waść". Ciekawe czy ten chłopak chciał go urazić... W sumie to trafił całkiem ciekawie - jedna, która prawie już wymarła i ktoś młodszy wiekiem, ale mówiący zupełnie jak dziadek. Będzie musiał o tym opowiadać tym, którzy tak odważyli się go nazwać. Jak widać nie był tutaj na najgorszej pozycji!
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 865
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 37
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Południowy Trakt

Postprzez Etsuya » 21 lut 2019, o 22:11

Obserwując ekscytacje dziewczyny, popatrzył na nią jeszcze przez chwilę i uśmiechnął się ponownie kącikiem ust - Opowiem - odparł bez dłuższego zastanowienia. Pomimo iż nigdy nie należał do osób takich jak ojciec, które potrafiły pięknie wykładać różne wydarzenia ze swojego życia i trzymać wszystkim przy tym w napięciu, to jeżeli coś było wystarczająco interesujące, broniło się same.
Napotkany facet w swoim zachowaniu wydał się Etsuyi całkiem nietypowy, jednakże ciężko byłoby stwierdzić, że ma wobec nich złe zamiary. Normalnym nawykiem każdego samotnie podróżującego człowieka było określenie potencjalnego niebezpieczeństwa. Ludzie byli najbardziej nieprzewidywalnym gatunkiem, a co za tym idzie, naturalnym było im nie ufać od samego wejścia. Twardy, wyspiarski akcent z Hyuo i mniej używane w tych rejonach określenia zapewne nie pomagały w tym samemu młodzieńcowi, jednakże bardziej ciekawska osoba mogłaby to uznać za coś intrygującego i podpytać o kraj pochodzenia.
Nakiri odruchowo zerknął w kierunku wskazanym przez nieznajomego, by moment później kątem oka dostrzec jak ten im się przygląda, przerywając po chwili swoją wypowiedź. Etsuya zmrużył lekko oczy, starając się wyczuć o czym facet może teraz myśleć. Nie miał pojęcia czy ocenia właśnie ich siły lub po prostu nietutejszy wygląd, więc musiał przynajmniej przez chwilę pozostać w stanie wzmożonej ostrożności. Niespodziewanie skierowany palec ku Harumi wcale nie pomagał we wzbudzeniu zaufania, ale po paru kolejnych chwilach Nakiri przekonał się ostatecznie, że nieznajomy jest ekscentrykiem o dosyć luźnym przysposobieniu. Dużo udało się określić po tych paru zamienionych zdaniach, ale Etsuya równie dobrze mógł za moment dostać rozbitą butelką w tył głowy. Nic tak jednak nie rozwiewało wątpliwości co do drugiej osoby jak zwykła konwersacja.
- Jesteś stąd? - spytał kulturalnie, ruszając powoli w kierunku miasta. Nie wyprzedzał, ani nie zostawał w tyle. Szedł jakieś dwa metry od nieznajomego, kątem oka obserwując jego reakcje. O ile wzmożona w głowie Nakiriego ostrożność mogła zaskakiwać przesadyzmem, a wręcz pewnej dozy paranoją, to z zewnątrz sprawiał wrażenie raczej obojętnego. W pierwszym kontakcie z ludźmi był zazwyczaj całkiem uroczy, do czasu aż jego emocje nie powiedzą mu co czuć wobec danej osoby.
Avatar użytkownika

Etsuya
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 15:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kana Yuki » 22 lut 2019, o 00:21

Skakała oczyma to na Etsuyę, to na dziwnego, zdecydowanie starszego od niej, mężczyznę. Raz za razem wydawał jej się coraz bardziej dziwny, nieprzyjazny. Jednak w kwestii podróży i ich przebiegu wolała polegać na wiedzy blondyna. Przynajmniej wtedy miała pewność, że nie zginie za pierwszym rogiem. A przynajmniej w teorii.
Utkwiony w niej wzrok sprawił, że odczuła swoisty, wewnętrzny niepokój. Co prawda, była z daleka od Sabishi i szansa na spotkanie osób, który wiedziałyby, że ta niepozorna, białowłosa dzierlatka ma wpis w bingo, była bliska zera, ale wciąż. Milczała, a ciśnienie rosło. Wie czy nie? Czytać w myślach jeszcze nie umiała, a dziwny człowiek nie miał wypisane na czole kim jest i jakie ma zamiary. Niestety. Na łowcę głów, w mniemaniu Harumi, nie wyglądał. Choć pozory lubią mylić.
— N-nie... Nie sądzę proszę pana. Nie jestem stąd... — odparła robiąc krok w tył, tym samym unikając kontaktu wzrokowego. Nie czuła się komfortowo, no ni chu chu. Badawczy, przenikliwy wzrok sprawiał, że miała ochotę odejść stąd jak najdalej. Czy mogła liczyć, że Nakiri ją obroni? Na ten moment mogę stwierdzić, że tak. Nie znali się zbyt długo, ale,całe szczęście, na tyle dobrze, by wiedzieć, że mogą na sobie polegać. Zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach.
Powolnym krokiem podeszła do pleców Etsuyi oczyma obserwując reakcję nieznajomego. Chowając się za balustradą barków przełknęła głośno ślinę. Co się stało? No zupełnie nic. Rozmowa nie została przerwana, nikt nie rzucał w nią ostrzami. To już paranoja... Pomiędzy przezornością, a szaleństwem jest tylko cienka, czerwona linia. Bardzo cienka, bardzo szkarłatna. Tajemniczy jegomość, po chwili, wydał się nieco bardziej sympatyczny. Choć pierwsze wrażenie zawsze było tym, czym dziewczyna starała się kierować. Rzadko kiedy ją myliło.
Bynajmniej nie skorzystała z propozycji mężczyzny. Znacznie lepszym wydało jej się trwanie u boku towarzysza. Tak w razie "w". Toteż, dotrzymując mu kroku, poczęła kierować się we wskazany przez "nowego kolegę" kierunku; do miasta. W głowie nie przestawała świecić czerwona lampka niebezpieczeństwa. Tylko czy słusznie? Skoro Etsu mu zaufał, to ona chyba też powinna, nieprawdaż?
Kana Yuki
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Kuroi Kuma » 22 lut 2019, o 01:22

Ruszył razem z nim, chociaż pytanie zbiło go z tropu. Uważali go za podróżnego, czy miejscowego? A może jednak miejscowego podróżnego! W każdym razie trochę mijało się to z prawdą. Pytanie przez chwilę trzymał jakby w eterze, nie chciał go ruszać, po czym podparł brodę palcem i zamyślił się na chwilę - może nawet dwie, zupełnie jakby to przeciągał.
-Ja? Nieee, jestem tylko małym, wędrownym sprzedawcą piasku. Chociaż ostatnio interes nie kwitnie tak, jak kiedyś. - westchnął ciężko i pokręcił głową bo faktycznie, obecnie nie było już ludzi chcących kupić piasek. Kiedyś pewnie też, ale na bezrybiu i rak ryba, to może kiedyś jakiś szajbus będzie chciał zamawiać sobie piach do domu. Dziewczyna wcale nie wyglądała na podejrzaną, sam przecież nie był stąd, więc mógłby ją znać. Jeżeli jednak ich drogi się nie skrzyżowały nigdy wcześniej - a o tym pewnie by się dowiedział mając przebite ciało kościanym ostrzem - to cóż... nie robiło mu to żadnej różnicy. Nie byli na pustyni, nie wojowała z mieczykiem w ręku i okrzykiem na ustach mordując bogu ducha winnych ludzi. Póki Kaguya, Haretsu, czy ktokolwiek inny był grzeczny to mu nie przeszkadzał. Każdy toczy swoją wojenkę, każda prowincja się żre zupełnie tak, jakby nie wiedziała o otaczającym ich świecie, ale dużo jest takich właśnie jak sam Kuma. Kiedy go wezwali to przybył, ale nie miał zamiaru toczyć otwartej wojny w każdym możliwym miejscu, gdzie tylko spotka jakiegoś Kaguyę. To też są ludzie staruszku - rzucił do siebie w myślach i obdarzył uśmiechem białogłowę tak podejrzana jak tylko można.
-No cóż... a szkoda! A za wszelkie "panowanie" będę rzucał piaskiem w oczy! - pogroził im obu, a co jak co, ale piaskiem rzucać umiał całkiem nieźle -Wystarczy Kuma, ot tak. A co was sprowadziło tutaj? Powiem wam wyglądacie dosyć specyficznie jeżeli mam być szczery. Zwłaszcza Twoja koleżanka, bielutka jak śnieg. Wychodzi czasem na powietrze? Nie szkodzi jej? - zapytał faktycznie zafascynowany, bo chociaż jego wyobrażenie na temat Kaguya spiskujących pod ziemią był całkowicie nierealny, to coś z tyłu głowy chciało, by w to uwierzył nawet na sekundkę. Nawet jeżeli było go głupie - chociaż Dohito spiskowali pod ziemią... - wtrącił sobie jeszcze w myślach. Ale spodobała mu się ta idea nawet jeśli miałaby zostać tak brutalnie rozwiana. Czemu by czasem nie odpłynąć i zanurzyć się w innym, fantastycznym świecie. Po to jest, by marzyć, bo gdy tylko spełnisz swoje marzenia puff... przestają być marzeniami.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 865
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 37
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość