Południowy Trakt

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Południowy Trakt

Postprzez Murai » 17 sty 2016, o 23:33

Główny trakt handlowy na południe od osady Shigashi no Kibu. Tędy przejeżdżają wozy kupieckie wypełnione towarami, które później znajda nabywców we wszystkich prowincjach Samotnych Wydm. Do traktu podczepiona jest gęsta sieć pomniejszych dróg rozgałęziających się potem w kierunku pomniejszych wiosek i osad. Istna pajęczyna dróg. Oczywiście takie kuszące okazje przyciągają wiele elementu przestępczego do okolicznego drzewostanu i osad, ale regularne patrole straży Shigashi no Kibu gwarantują bezpieczeństwo w transporcie. Z uwagi na duży potencjał zarobkowy przy dość dużym ryzyku, dość nieliczna grupa kupców decyduje się na handel z tamtą częścią świata.


~~~~~~~~~

Problemy Kadrowe
13/45+
Hakai & Kirito


Kapitan straży po swojej spektakularnej przemowie wykrzyczanej dostał kolejny bodziec do zmienienia swojego koloru twarzy. Jeszcze jeden szczur wylądował w żołądku Hakaia. Kapitan miał chyba ochotę rzucić go czymś cięższym, na przykład całym biurkiem. Sądząc po jego krzepie takie coś nie byłoby niczym specjalnym dla niego. Zanim wyszliście z gabinetu, mężczyzna znowu zaczął wydawać dźwięki świadczące o jego irytacji, w tym głośne krzyki "małe niewychowane kurwie". Kiedy tylko drzwi się zamknęły, nic nie słyszeliście. Absolutna cisza jak makiem zasiał. Nie wyglądał na takiego, co potrafiłby się uspokoić, więc może to...
- Dźwiękoszczelne. Na takie właśnie sytuacje. Mimo pozorów dość ciężko go zdenerwować. Ale jestem zaskoczony, że trafiła mi się taka niewychowana persona. Makoto Tanaka, ale macie mi mówić Kapitanie. Jestem waszym przełożonym i to od mojego raportu zależy wasze wynagrodzenie i wolność po patrolu. Radzę więc wykonywać moje polecenia i zachowywać się odpowiednio. Jakieś pytania? Nie, nie będzie kuponów na ramen! - uprzedził pytania Hakaia i szybko kroczył przed siebie. Niedługo później już wychodziliście na Południowy Trakt. Nie było mowy o wleceniu się za nim niczym syf u nogawki, nadawał szybkie tempo. Przez ten czas mieliście wystarczająco dużo czasu na przyjrzenie się mu. Na pewno był starszy od was, w pełni dorosły osobnik. Co prawda miał dość pyzatą twarz i gdyby nie zarost i czujne oczy, z łatwością można by go pomylić z jakimś dzieciakiem bawiącym się w cosplaye. Przy jego boku wisiały dwie pochwy na miecz - jedna wyglądała na katanę, druga była nieco mniejsza. Na pewno jako strażnik był dobrze wyszkolony w walce orężem. Nadal kierowaliście się wzdłuż traktu, nic nie wskazywało na jakieś kłopoty. Las po obydwu waszych stronach był cichy i spokojny. Żadnych bandytów próbujących robić napady, żadnych samobójców czy podpalaczy lubujących się w hajcowaniu dzieł Matki Natury... ogólnie było dość spokojnie.
- Rozglądajcie się wokoło, zwłaszcza po drzewach. Na jednym takim patrolu dwóch strażników poległo tylko przez to, że byli bardziej zainteresowani wiewiórką na środku drogi. - rzekł strażnik, samemu badając teren wokoło siebie.
Murai
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Tsuyoshi » 18 sty 2016, o 00:30

Kapitan straży zrobił się znowu cały bordowy po tym jak Hakai zjadał sobie smakowicie kolejnego szczura. Poprzedni ogon na biurku, a teraz następny na podłodze. Nie chciałbym być koło niego gdy w końcu znajdzie ten drugi ogonek. Cały budynek chyba rozniesie, jeśli teraz tak go nabuzowało. Wszelkie krzyki, wyzwiska w naszą stronę, okrzyki godowe czy inne tam ryki ucichły momentalnie z zamknięciem drzwi. Od razu domyśliłem się, że są dźwiękoszczelne. Dopiero po chwili nasz "opiekun" potwierdził moją tezę i dodał, że dosyć często to się wydarza. Co prawda wolałbym sam z Hakaiem, gdyż nas "towarzysz" już zdenerwowałem mnie zwrotem, że jesteśmy niewychowani. - Ci bardziej niegrzeczni stanowią większą siłę w walce podobno - powiedziałem ironicznie się uśmiechając. Kapitanie... ja to mogę przetrawić, zależy mi na szybkim zarobieniu floty, ale gorzej z niebieskowłosym. Mam nadzieję, że nie wysadzi go w powietrze. - Niech tak będzie... kapitanie. Ruszajmy. - powiedziałem chwilę zatrzymując mowę przed słowem kapitanie. No, ale nic, w drogę. Chwilę później byliśmy już na południowym trakcie. Zapierdalał jakby miał korek w dupie. Przez drogę miałem wystarczająco dużo czasu, aby przyjrzeć się naszemu tymczasowemu kapitanowi. Chodził taki spięty, widać było, że to jakiś społeczniak, który ciągle pilnuje się zasad, ale tacy chyba powinni być strażnicy. Było widać też dwa pokrowce na miecze. Na ostrzach się nie znam więc trudno było mi je ocenić. Jedyne co mogłem powiedzieć to to, że jeden był większy od drugiego. Wszędzie cisza i spokój, a dookoła pełno drzew, w końcu idziemy lasem. Szedłem sobie trochę przyspieszonym tempem żeby nadążyć za naszym przełożonym, ale zachowywałem spokój ducha dzięki czemu się nie męczyłem. Co prawda skupiałem się cały czas na tym co dzieje się dookoła.
Tsuyoshi
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Hakai » 18 sty 2016, o 00:31

Niebiesko włosy poznając nową osobę był mocno uśmiechnięty. A zresztą różnicy widać nie było na pierwszy rzut oka. W ciągłym uśmiechaniu się jest jedna wada. Mało kto dostrzega poziomy uśmiechu. A tych jest mnóstwo. Hakai opanował wszystkie. W każdym razie przemówił spokojnym zamyślonym głosem.
- Siema ziomek. Ja jestem Hakai a to mój uczeń.
O czym myślał nastolatek? Było to odlegle od jego zadania. Choć może tego nie widać jakąś tam podzielną uwagę hakai ma. Ale to sekret więc Ciii! W każdym razie myślał o ramen. Nie jest to zaskoczeniem nie??? W każdym razie po pewnym czasie. Kiedy byli już gdzie indziej.
Hakai szedł po środku. Czasami patrzył się gdzieś na bok ale chyba bardziej pasowało mu pilnowanie kończącej się na horyzoncie drogi. Pewnie tylko złudnie bo idąc tak i idąc odkrywał kolejne końce. W każdym razie skupiony jakoś nie był. Skakał niby tym wzrokiem ale szczytem koncentracji się nie wykazywał. W końcu... Ma dwie tarcze po bokach które mogą go poinformować o niebezpieczeństwie którego starannie wypatrują a ktoś przodem i pięknym słonecznym niebem się zająć musiał. Więc czasami zerkając na bok bardziej przez znudzenie postanowił i urozmaicić trochę podróż.
-Zjadł bym raaaamen!
Po czym napędzony głodem wyciągną szczura...
PERCEPCJA:24|34
Hakai
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Murai » 18 sty 2016, o 22:55

Problemy Kadrowe
16/45+
Hakai & Kirito


Patrol po okolicy trwał nadal bez większych przeszkód czy innych problemów. Kapitan kolejny raz usłyszawszy słowo-klucz "ramen", tylko cicho wzdychnął pod nosem i zaczął coś mruczeć do siebie. Nie mogliście tego usłyszeć, ale z pewnością komplementy to nie były. Obydwaj NInja zaczęli się rozglądać zgodnie z zaleceniami/rozkazami Kapitana. Na szczęście nie zauważyli niczego poza kilkoma sytuacjami, gdzie w krzakach coś się poruszyło trochę mocniej, ale okazała się to wina królika czy lisa. Las tętnił życiem mimo bliskiego sąsiedztwa z ludzkim szlakiem transportowym. Co jakiś czas mijaliście uliczki boczne, w lewo i prawo, a potem jeszcze raz zakręcające i jeszcze raz... to była istna sieć mniejszych ścieżek, z czego wszystkie ostatecznie i tak prowadziły tutaj, na główną drogę. Jakby nie patrzeć to sprawny system dróg przynosi same korzyści, zwłaszcza w prowincji nastawionej głównie na handel.
- Tutaj schodzimy na prawo. Znajduje się tam duża ilość mniejszych osad i gęste lasy, istny raj dla elementu przestępczego. Na szczęście ostatnio nie było doniesień z tamtych obszarów. - rzekł wasz Kapitan, po czym skręciliście w jedną z wielu ścieżek, pozornie identyczną ale oznaczoną drogowskazem. Był on w formie drewnianego słupa z przyczepioną tablicą z nazwami większych wiosek w tamtym obszarze. Całkiem przemyślane ze strony budowniczych, trzeba było przyznać. I tak minęła wam pierwsza godzina - na chodzeniu mniejszymi nieco trasami, przypatrywaniu się drzewom i szukaniu wszelkich nieprawidłowości. Oczywiście absolutnie nic się nie działo, samo zajęcie może i było ważne i niebezpieczne, ale też dość nudzące. Skręciliście w prawo, idąc na uboczu drogi i wtedy zobaczyliście obraz dość niecodzienny. Potrzaskany wóz leżał w lesie. Całkowicie w kawałkach jedynie koła się ostały. Obok niego leżała para karych koni z przebitymi bokami. Otwarta rana wylewała z siebie duże ilości krwi, które szybko pokryły ziemię. Wóz był pusty. Czy ktoś przeżył? Co tu się stało? Strażnik przez chwilę patrzył na to wszystko, po chwili jednak pobiegł na miejsce.
- Cholera, i zbójce się doigrają. HALO? KTOŚ PRZEŻYŁ? - krzyknął mężczyzna, całkowicie ignorując was. Nie zauważył przy tym jednej ciekawej rzeczy - palec. Pod jednym z drzew leżał czyjś odcięty palec, prawdopodobnie serdeczny. Jeszcze ciepły, więc pewnie miało to miejsce nie tak dawno temu. Fajnie, ale co z tym palcem?Ano nic. Żadnych śladów stóp czy czegokolwiek. Chyba że... jeśli dobrze się przyjrzeć, to obok tej ogromnej plamy końskiej krwi jest inna, mniejsza. I to od niej odchodzą małe plamki, prosto w głąb lasu...
Murai
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Tsuyoshi » 19 sty 2016, o 00:24

Patrol przebiegał swoim powolnym tempem. Hakai gadał co chwile o ramen, a nasz kapitan tylko się denerwował i majaczył coś ciągle przed nosem. Pewnie ciśnie ciągle na nas, w końcu już na samym początku naszej współpracy nie darzył nas sympatią. Pewnie gdyby tak nie srał w gacie przed swoim kapitanem to może by coś się odezwał. Ale to nic, teraz trzeba zająć się patrolowaniem wyznaczonego terenu. Chodzimy tutaj już od godziny i nic się nie dzieje. Co jakiś czas przebiegnie w krzakach między drzewami jakiś lis czy też poskacze jakiś króliczek, ale nic poza tym. Podczas gdy szliśmy główną trasą, można było zauważyć co chwilę odchodzące na boki ścieżki. Jedne prowadzą do wioseczek, drugie do małych osad, a jeszcze inne do ogromnych osad. Ale tak na prawdę nie wiadomo co czeka cię w każdej z nich. Nie dziwię się, że jest to główna droga handlowa, a tym bardziej, że tak często dochodzi tu do napadów przez przestępców. Dostaliśmy polecenie od przełożonego, że wchodzimy w uliczkę, która jest kwiatem lotosu przestępców. - Ok. - powiedziałem i ruszyłem za nim. No, zaczyna się robić ciekawie. Przeszliśmy chwilę drogi na tej ścieżce i zobaczyliśmy coś nieoczekiwanego. A już myśleliśmy, że wszystko przejdzie spokojnie. Całkowicie rozwalony wóz leżał przy drzewie w lesie. Konie przebite na wylot i kałuże krwi. Przez chwilę zamarłem, jednak była to tylko chwila. Z mniej opanowanym wyrazem twarzy, ale nadal spokojnym podbiegłem do kapitana. - Chyba tu nikogo nie ma kapitanie! - również krzyknąłem. Było widać, że nie zwraca na nas uwagi, ale trzeba pamiętać, że jesteśmy tutaj żeby mu pomóc i razem współpracować. Zaraz po tym zacząłem się rozglądać dookoła, nadal zachowując. Gdyż spokojny człowiek to bardziej skupiony umysł. Po chwili ujrzałem plamię krwi koło koni, ale nie to mnie zdziwiło. Zdziwiła mnie mniejsza plama obok tej ogromnej. Czerwona ciecz, z której było widać czerwone plamki kierowane do lasu. Prowadząc wzrok za plamkami... ujrzałem obcięty palec koło drzewa. Ohyda, ale może to być jakaś poszlaka. - Spójrz na to! - krzyknąłem po to żeby zwrócił w końcu na mnie uwagę. - Koło plam krwi od koni, jest mniejsza plama od, której ślady prowadzą do lasu. Zaś obok tamtego drzewa jest ucięty palec. Może to być poszlaka przęspęcami, albo kogoś z napadniętych. Wypadałoby to sprawdzić. - powiedziałem już spokojniej.
Tsuyoshi
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Hakai » 19 sty 2016, o 01:29

"Achhh! Nigdy się nie nauczą. Krzyki nie pomagają ani szukanym ani szukającym...."
Hakai przyglądał się wszystkiemu z uśmieszkiem nie ingerując mocno w działania swoich sojuszników. Spojrzał tylko na konia poszerzając uśmiech choć może paradoksalnie względem części myśli ale instynkt sadysty jakoś mu ten uśmieszek poszerzył.
"Tyle koniny. Mogła by być niezła uczta. Szkoda ,że pewnie będziemy musieli bawić się w szpiegów."
Przeleciał wzrokiem jeszcze raz po wszystkim go otaczającym i oparł się o drzewo lekko ziewając. Bezużyteczny trochę się zdawał być. Ale po co ma coś robić skoro inni spisują się idealnie. Nie ma co się przemęczać skoro nie ma większego powodu. Jedyne co dodał to jedno małe zdanie w którym ton nie był oczywisty bo lenistwo było równie wielkie co chęć pomordowania.
-A myślałem ,że to będzie łatwa kasa. No cóż przynajmniej się rozerwiemy...
Hakai
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Murai » 19 sty 2016, o 23:31

Problemy Kadrowe
19/45+
Hakai & Kirito


Nietypowa sytuacja nie przyćmiła umysłów młodzieńców. Co bardziej złośliwi mogliby powiedzieć, że nie ma czego przyćmiewać, na szczęście żadnych postronnych na miejscu brakowało. Była tam tylko wasza trójka. A może pomiędzy drzewami ktoś się czaił, tylko wy nie mogliście go zauważyć? Może to nawet sam bandyta, który skrycie patrzył na wasze ruchy. Oczywiście taki rozwój wydarzeń był możliwy, nie mieliście jak go potwierdzić ani obalić. Strażnik dokładnie zaglądnął w każdy zakamarek, unikając zwinnie ogromnej plamy końskiej krwi. Kilka razy przyłożył rękę do ziemi, jak gdyby czegoś szukał. W końcu odwrócił się do was i powiedział co nieco o obecnej sytuacji:
- Było ich dwóch. Nie ma ciał, więc pewnie wzięli ich żywcem. Wygląda na napad rabunkowy. Też zauważyłem te ślady. Faktycznie mogą prowadzić do ich kryjówki. Idziemy. Mam nadzieję, że jesteście sprawni w boju, nie mam zamiaru was asekurować. Nasz cel: znaleźć cywili, uratować ich, wziąć żywcem agresorów. ŻYWCEM. - mocno zaakcentował ostatnie słowo i ruszył w kierunku, w którym wskazywały ślady krwi. Jego polecenia były jasne, klarowne i niepozostawiające luk na interpretację. Widać było, że nie jest to jego pierwsza tego typu akcja. Doświadczony strażnik u boku dwóch Ninja może okazać się zaskakująco dobrą kombinacją. Pozostaje jedynie pytanie - na jakim poziomie są bandyci - pierwsze lepsze rzezimieszki czy zawodowcy w swoim fachu? Bez względu na opcję jedno było pewne: Sprawiedliwości musi stać się za dość. Ślady krwi stawały się coraz to bardziej nieregularne. Czasami były na ziemi, czasem na korze, trochę dalej od siebie a raz kilka bardzo blisko. Po około pół godzinie takiego powolnego i cichego tropienia, udało wam się zobaczyć w oddali coś w rodzaju kawałka płótna na kilku kawałkach gałęzi, coś w rodzaju prowizorycznego namiotu. A obok niego kolejny. I trzeci. Ustawione w kółeczku, a pomiędzy nimi ktoś zbudował niewielkie palenisko. Jednak jedno zaskakiwało - było opuszczone. Nikogo nie było. Pusto. Jedynie ciche dźwięki uderzania metalem o metal dochodzący kawałek dalej wgłąb lasu, w naprawdę gęstej kupie drzew.
Murai
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Tsuyoshi » 20 sty 2016, o 00:50

Po naszym przełożonym było widać, że nie jest to jego pierwsza misja i ma za sobą bagaż doświadczeń. Szybko przeanalizował wszystko co się tutaj wydarzyło i wydał nam polecenia. Podstawy, znaleźć, obronić zakładników i złapać przestępców żywcem. Po tym jakie zrobili można było wnioskować, że nie byli bardzo doświadczeni, gdyż narobili dużo bałaganu. Rozwalony wóz, poprzebijane konie. Ale to wszystko mogło też świadczyć o dużej sile. No nic trzeba to sprawdzić, od razu ruszyłem za kapitanem śladami krwi wołając Hakaia. Ślady znajdowały się w różnych miejscach. Na drzewach, na liściach, na ziemi. W końcu doprowadziły nas do miejsca gdzie ktoś najprawdopodobniej obozował. Trzy namioty w kółko, a pośrodku nich ognisko. Najdziwniejsze było to, że jest ono opuszczone, ale czy na pewno? - Kapitanie, mogę wysłać mojego karcianego motyla, żeby sprawdzić czy aby na pewno nikogo tam nie ma. - powiedziałem po czym złożyłem pieczęcie do techniki Kami Chou Sekkou no Jutsu. Wyciągnąłem dwie kartki ze swojej ręki i stworzyłem białego motyla i wysłałem go w stronę obozowiska. - Ostrożności nigdy dosyć. Może chcieli nas zaskoczyć. Jeśli nikogo tam nie ma, to całkiem możliwe, że koczowali tutaj już jakiś czas, czekając na ten wóz. Może coś bardzo ważnego nim przewozili - zaraz powinienem wiedzieć czy aby na pewno nikogo tam nie ma.
Tsuyoshi
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Hakai » 20 sty 2016, o 03:38

Hakai przyglądał się całej sytuacji. Sam jednak nie zaproponował nic. Słyszał co prawda metaliczne dźwięki ale wszystko w swoim czasie. Najpierw jego uczeń zrobi tą swoją papierową ćmę a potem się pomyśli. A właśnie podczas robienia papierowej ćmy w głowie hakaia zaistniało parę myśli.
"A to ciekawa umiejętność! Ciekawe... Jak on to robi.... Musi być to jakieś Hijutsu... Może być przydatne! Może mnie tego nauczy?...."
Hakai obdarowany uśmiechem rozglądał się dalej nie robiąc nic pożytecznego. A może i te jego rozglądanie było w jakimś stopniu pożyteczne? Nie wiem. Czas pokaże w każdym razie kiedy tak podziwiał korony drzew i czasami przypatrywał się miejscu z którego mógł by się wydobywać metaliczny dźwięk gdzieś czuł ze rozkaz chwytania żywcem może być problematyczny. Tak bardzo to czuł że nawet wspomniał o tym lekkim szeptem wzrokiem latając dalej po lesie.
-A jak niechcący kogoś zabije to co?
Hakai
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Murai » 20 sty 2016, o 21:34

Problemy Kadrowe
22/45+
Hakai & Kirito


Sielanka w zaledwie kilka sekund zmieniła się w pełną skupienia operację, w której gra toczy się o wysoką stawkę - ludzkie życia. Nie tylko waszej trójki, która przypadkowo mogła zostać zaatakowana przez bandziorów, a teraz to już było pewne. Wchodząc do lasu i idąc za śladami krwi wmieszaliście się w tę sprawę. Co prawda mogliście zawsze sobie odejść i gwiżdżąc pod nosem wmawiając sobie, że niczego się nie widziało. Ale Kapitan był wysłannikiem Sprawiedliwości - może i zwykłym szaraczkiem, ale jednak broniącym słabszych i bezbronnych. Kapitan spojrzał na Kirito, który zaproponował wysłanie swojego motylka w celu rekonesansu. Mężczyzna kiwnął głową, co miało wyrażać aprobatę dla tego pomysłu. Negatywnie natomiast zareagował na, kto by się spodziewał, pytanie Hakaia. Chociaż może nie zareagował czysto negatywnie, co odpowiedział na pytanie zaskakująco poważnym tonem.
- To wtedy zostaniesz ukarany za niewykonanie rozkazu. W najlepszym wypadku miesiąc o chlebie i wodzie w celi z innymi mordercami, w najgorszym życie za życie. - jego odpowiedź budziła dość mieszane uczucia, ale co się dziwić. W takiej stresującej sytuacji chłopak pyta się o dość oczywistą rzecz, czyli konsekwencję niewykonania rozkazu. Teraz byliście niczym strażnicy, a ci mają bardzo rygorystyczne prawa. Tymczasem motylek Kamiru leciał w kierunku obozowiska. Pojedynczy motylek wiele nie powie, ale coś udało mu się dowiedzieć. Przede wszystkim w obozowisku nie było nikogo. Dopiero za nim zobaczyliście wyjątkowo dziwną scenę. Na jednej z gałęzi wisiała dwójka ludzi. Obdarci z ubrań, pozostawiając jedynie przepaski na biodra by ukryć wstydliwe rejony. Ich ciała zdobiło mnóstwo poparzeń i innych ran. Byli przytomni. Powieszeni byli za ręce na metalowym łańcuchu, a na nogach mieli solidne okowy. Obok nich leżał duży pakunek przykryty płachtą. Co pod nim było nie wiecie. Obydwoje byli mężczyznami. Jeden dość stary, drugi znacznie młodszy. To właśnie ten młodszy wydawał dźwięk uderzania metalu, waląc jedną obręczą na nodze o drugą. Stary też był przytomny, ale widać było że mocno odczuwał obecną sytuację. Stan ogólny: Bardzo zły, ale przeżyją. O ile komuś się nie zechce pozbawić ich głowy.
- I jak? Widzisz tam coś?


//Następnym razem Proszę opisy używanych technik
Murai
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Tsuyoshi » 20 sty 2016, o 23:18

Naszemu kapitanowi spodobał się mój pomysł z obczajeniem terenu. Stworzyłem swojego motylka i wysłałem go w stronę małego obozowiska. Hakai, skup się i tylko kogoś nie wysadź, chyba, że będzie tak potrzeba. Co do gróźb w stronę niebieskowłosego - na pewno na to nie pozwolę. Wolałbym zostać wyrzutkiem, niż nie zadbać o swojego przyjaciela. Dobra wróćmy do wykonywania swojego zadania. Motylek był już na terenie trzech namiotów. Gdy tylko usłyszałem pytanie swojego przełożonego, od razu zacząłem zdawać relację. - Kapitanie, na terenie obozu nikogo nie ma - krótka przerwa - ale chwila, coś tam się dzieje. Za obozowiskiem... za obozowiskiem, na gałęzi wisi dwóch mężczyzn. Co najdziwniejsze są nadzy, zakryte mają tylko genitalia. Są ranni i to bardzo, ale jeszcze utrzymują się przy życiu. Wokół nie widać niczego podejrzanego, ale dziwna jest ta płachta obok nich, która coś zakrywa. Możliwe, że to ojciec z synem, bynajmniej tak wyglądają wiekowo. Trzeba im pomóc, starszy wygląda jakby ledwo zipał. - zdałem relację z tego co zauważyłem. Spojrzałem na strażnika - Ty tu jesteś od rozkazów, co robimy? Po prostu wchodzimy, czy jeszcze sprawdzamy jakieś ewentualności? - powiedziałem i patrzałem bojowym wzrokiem na kapitana.
Tsuyoshi
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Hakai » 20 sty 2016, o 23:47

"Chym... Teraz ich nie ma ale w każdej chwili mogą wrócić. lepiej się jakoś przygotować. łapiemy żywcem bleblebleble ... chuja powiem że niechcący! W końcu jestem HAAAAKKAAIII!!!!!! (destrukcja)"
Niebieskowłosy stał jak stał jedynie dotykając jednym palcem pare razy czegoś pod rękawem. Po chwili już miał na każdym z palców po kamiennym kunaiu. Drugą rękę wsadził w torbę i wyciągnął małe notki. Obkleił rączkę każdego kunaia pięcioma i rozkładając po dwa na środkowym i wskazującym palcu każdej dłoni z dodatkiem ostatniego kunaia na serdecznym ręki prawej spoglądał uważnie po otaczającym go lesie. Uśmiechnięty po zakończonej wypowiedzi kirito dopowiedział coś z początku entuzjastycznym tonem a potem skrajnie różnym bo znudzonym.
-Robimy zasadzkę ? Pewnie uwolnienie ziomeczków nie wystarczy bo tępimy zło bla...bla...bla.

Nazwa
Kuchiyose: Raikō Kenka

Pieczęci
Brak

Zasięg
Dotykowy

Koszt
E: 25% | D: 20% | C: 10% | B: 7% | A: 5% | S: 3% | S+: 3% (od jednej pieczęci)

Koszt
E: 5% | D: 4% | C: 3% | B: 2% | A: 1% | S: 0,5% | S+: 0,5% (od jednego przedmiotu)

Pojemność
40

Dodatkowe
Metalowa Plakietka większa niż 8cm na 8cm lub inny podobny przedmiot do pieczętowania

Opis Technika polega na stworzeniu małej pieczęci na metalowej plakietce czy innym nośniku którego wymiary nie mogą być mniejsze niż sama pieczęć dzięki czemu uzyskujemy mały schowek (pojemność małego zwoju). W pieczęci możemy zapieczętować broń, niewielkie przedmioty o ile nie przekraczają wagi Fūin 5. Pieczętowanie jak i odpieczętowanie w jednym, tak więc największym kosztem jest tutaj pieczętowanie przedmiotów, lecz samo odpieczętowanie zabiera już o wiele mniej chakry. Metodą prowadzącą do tego jest dotknięcie plakietki i wysłanie wiązki chakry, następnie materializuje się tuż pod ów miejscem pieczęci przedmiot.


Odpieczętowanie X 5
Hakai
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Murai » 22 sty 2016, o 00:38

Problemy Kadrowe
25/45+
Hakai & Kirito


Zwiad motylkiem był zagraniem rozsądnym i niepośpiesznym. Dokładnie takim, jakie do tej sytuacji pasowało. Dowódca otrzymał stosowne informacje szybko i wyjątkowo dokładnie. Nic dodać nic ująć. Mężczyzna rozglądał się jeszcze wokoło, jak gdyby oczekiwał że ktoś pojawi się pomiędzy drzewami i przypuści atak. Tak się jednak nie stało. To, co powiedział chwilę namysłu później, zdjęło z jego możliwą etykietkę człowieka przezornie ostrożnego.
- Idziemy. Priorytetem jest uratowanie cywili. Wy pilnujcie, ja ich uwolnię. Za mna. - powiedział i po skończeniu swojej kwestii wybiegł przed siebie. Był bardzo szybki i mimo tego nie wytwarzał praktycznie żadnych dźwięków podczas poruszania się. Nie było rady, trzeba było iść w jego ślady. No chyba, że nie chcecie i wolicie zignorować jego rozkaz. Dezercja z pola bitwy też jest możliwa - praktycznie nie ma ograniczeń. Co prawda za zdecydowaną większość zachować niepożądanych mogą wystąpić stosowne kary, ale i tak ostatecznie ludzie są wolnymi, prawda? Bez względu na to czy pójdziecie czy nie, mężczyzna w biegu wyciągnie swój miecz z pochwy i wykona błyskawiczny zamach nim. Celem była gałąź na której zawieszeni byli obydwaj mężczyźni. Jedno płynne cięcie wystarczyło, by przeciąć gałąź. Ranni runęli na ziemię, ale strażnik wykazał się zaskakującym refleksem. Starca złapał, odrzucając broń, podczas gdy młodszego mężczyznę odepchnął delikatnie na stos obok, który okazał się bardzo miękki. Ktokolwiek go tam położył musiał być strasznym idiotom.
- Idziemy. Weźcie młodszego, za zajmę się starcem - wydał wam jasny rozkaz. Jednak wtedy zobaczyliście coś dziwnego. Obszar wokoło was został zagrodzony. Nie mieliście drogi ucieczki przez solidne żelazne liny rozciągnięte wokoło was, tworząc mniej więcej koło o promieniu 10m. Liny miały wplątane jakieś małe gwiazdki, chyba makibishi. Nikt nie wiedział co się dzieje. Ani gdzie jest przeciwnik. Ani co się za chwilę stanie. Po prostu nagle się pojawiły. Czy to była pułapka?
Murai
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Tsuyoshi » 26 sty 2016, o 12:09

Moje zagrania okazało się skuteczne i szybko przekazałem najpotrzebniejsze informacje dla naszego dowódcy. Po chwili namysłu wydał nam rozkaz i sam wybiegł w niewiarygodnie szybkim tempie w stronę cywili. Chwilę się na niego przyglądałem, ale po chwili ruszyłem za nim - Hakai, lecimy - powiedziałem spoglądając na niego. W biegu sięgnąłem swojego Kunai i rozglądałem się po terytorium. Jednym cięciem przeciął całą gałąź, musi być na prawdę dobrym szermierzem. Jeszcze ten refleks, odrzucił własną broń byleby ochronić przed twardym upadkiem cywili. Co jeśli ktoś by tu był i tylko czekał na taki ruch? Ale na szczęście się tak nie stało. Gdy kazał nam się ruszyć i zabrać młodszego zakładnika, nagle wokół nas pojawiły się olidne żelazne liny, mierzące na wysokość 10 metrów. Nie wiedziałem co się dzieje. Pojawiły się tak nagle, że nawet ich nie zauważyłem. Kto jest postawił? Co powinienem zrobić? Nie wiem mam pustkę w głowie. Myśl, myśl. - Hakai! - krzyknąłem z nutką olśnienia - Lubisz wysadzać? To działaj i wysadź to ogrodzenie!
Tsuyoshi
 

Re: Południowy Trakt

Postprzez Hakai » 26 sty 2016, o 18:39

"Chym...... Powinniśmy się ruszać czy nie ruszać... To jakieś podejrzane ale... urodziłem się by niszczyć a nie myśleć!"
Niebiesko włosy rzucił kunaiem. Reszta parzystymi liczbami wisiała na palcach. Uzbrojone notki już za chwile miały dotrzeć i wybuchnąć. Kunai leciał oblepiony notkami. Lecz jeszcze poprzedzony krzykiem niebieskowłosego pełnym satysfakcji.
-Hakai już do was idzie! Odliczajcie ostatnie sekundy życia!
Nie spojrzał nawet na samuraja którego obraz walki różnił się kolosalnie od tego prezentowanego przez Hakaia. Szczerze mówiąc miał go w dupie. Czekał na walkę. Czekał na śmierć którą jego ostrza będą nieść. Pod jarał się całkowicie. Ale póki co jedynym przeciwnikiem była lina.
Hakai
 

Następna strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość