Kumo Tenka

W tym dziale lądują zaakceptowane karty postaci. Na ich podstawie można się upewnić wyglądu właściwie wykonanej KP, aby uniknąć późniejszych poprawek.

Kumo Tenka

Postprzez Tenka » 3 gru 2019, o 23:58

Obrazek

DANE PERSONALNE


IMIĘ: Tenka
NAZWISKO: Kōseki Kumo
KLAN: Kōseki
WIEK [DATA URODZENIA]: 20 lat [2 maja 367 rok]
PŁEĆ: Shinobi
WZROST | WAGA: 1,78m, 65kg
RANGA: Wyrzutek D


APARYCJA

Obrazek
WYGLĄD:
Shinobi? Oczywiście, że nie. Tenka miał naprawdę niewiele wspólnego z obecnym systemem szkolenia chodzących morderców, więc też w żaden sposób nie jest do nich podobny. Wysoki chłopak o czarnych włosach i ostrym spojrzeniu, które raczej nie należy do najprzyjemniejszych i to do tego stopnia, że można poczuć się niemile widzianym w jego otoczeniu. Na całe szczęście to wrażenie prawie nigdy nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Skupiając się na jego wyglądzie, nie sposób pominąć rozwichrzonych kosmyków włosów, które nigdy nie prezentują jednego, ustalonego z góry porządku. Z początku można nawet przypuszczać, że Tenka każdego dnia układa sobie inną fryzurę, ale prawda jest taka, że nie ma on na nią żadnego wpływu. Odstaje raz na lewo, raz na prawo, a jeszcze kiedy indziej po prostu przyklapnie. Całe szczęście, że jest coś, co utrzymuje je jednak we względnym ładzie! Tą rzeczą jest damska, czarna wpinka do włosów, która doskonale wtapia się w tło. Dlaczego damska? Tenka nie posiada żadnych niezdrowych fetyszów czy udziwnień, a wszystkie akcesoria jakie posiada są pamiątką po jego matce. Niby nie przystoi ich nosić mężczyźnie, ale to akurat kompletnie mu nie przeszkadza. Pomimo rzadkich, dziwnych spojrzeń dzierży je z dumą.

Oczy, jak już wcześniej było wspomniane, nie mogą być zaliczane do najprzyjemniejszego elementu aparycji chłopaka. Mimo tego, ich oliwkowy kolor sprawia, że ostatecznie można znaleźć w nich lekkie ukojenie. Wzrok wyrzutka momentami przeradza się z tego zimnego, niedbającego o rzeczy dookoła niego w całkiem spokojny, ale pewny siebie wyraz. Są to jednak drobne momenty, w których Tenka zapomina o rządzących tym światem zasadach i ich destrukcyjnym wpływie na ludzi. Najczęściej dzieje się tak w towarzystwie przyjaciół lub dwójki jego młodszych braci.

Uśmiech Tenki jest czymś, co zasługuje na specjalną uwagę. Mówi się, że podczas uśmiechania się człowiek zdejmuje maskę, którą nosi na co dzień. W przypadku tego mężczyzny, takie powiedzenie nie do końca się sprawdza. Faktycznie, w normalne dni uśmiech nie znika z jego ust nawet na moment, ale przybiera on niestety różne formy. Nie bez powodu ludzie wytykają mu jego lekko niepokojace wyrazy twarzy, bowiem w momencie ekscytacji czy walki szeroki uśmieszek w niczym nie przypomina radości. Nieznajomi porównywali go raczej do uśmiechu demona, który niekiedy potrafił przyprawić o niewielki dreszczyk. W normalnych sytuacjach przynosi jednak na myśl rozbawione, zaciekawione dziecko, więc nie jest tak źle.

Jeśli natomiast chodzi o samą sylwetkę, to nie różni się ona w żadnym stopniu od przeciętnych dwudziestoparulatków, jakich spotyka się na ulicach nie tylko wiosek shinobi, ale zwyczajnych mieścin. Kumo nie ma w zwyczaju przesadnie dbać o swoje ciało, a prawdę mówiąc, to nawet nigdy się nad nim nie zastanawiał. Zwyczajnie nie odczuwał żadnych niedogodności związanych ze swoim wyglądem, bo i po co? Ten w każdej chwili można zmienić wedle swojej woli, więc lepiej nie zawracać sobie tym głowy.

Jego ciało posiada także jeden znak, który sprawi, że nie będzie można go pomylić z nikim innym. Przecież rzadko trafiają się dwie, takie same blizny. Na dodatek ta, której właścicielem jest Tenka wydaje się całkiem wyjątkowa. Przechodząc jednak do meritum, mężczyzna posiada szramę ciągnącą się po całej linii kręgosłupa. Niby nic dziwnego, ale zadziwiająca jest precyzja z jaką zostało zadane cięcie - jest ono całkowicie proste, a narzędzie, którym je zadano, nawet na moment nie przesunęło się chociażby o milimetr w którąkolwiek ze stron.
To tyle jeśli chodziłoby o znaki szczególne występujące u najstarszego z braci Kumo. Ogólnie rzecz ujmując, jest on zwykłym chłopakiem, który dość często bywa jednak postrzegany przez płeć przeciwną jako atrakcyjny. Sam nie przykłada do tego zbytniej uwagi i skupia się na rzeczach ważniejszych.

UBIÓR:
Przymus życie poza głównymi wioskami sprawił, że Tenka nie odczuwał na sobie żadnej presji społeczeństwa i nie musiał wpasowywać się w aktualnie panujące trendy. W końcu życie shinobi wymaga określonego ubioru i sposobu zachowania się, ale te zasady w żaden sposób nie znajdowały odzwierciedlenia w przypadku Kumo. O ile od ninja wymagałoby się raczej stroju lekkiego i niekrępującego ruchów, o tyle sam Tenka postawił bardziej na tradycję i osobiste preferencje. Efektem takiego podejścia było zamówienie kimona szytego ręcznie z jednej beli białego materiału. W tym momencie w grę weszły osobiste preferencje Kumo, który osobiście pomagał w farbowaniu kimona pastą ryżową tak, aby mniej więcej od połowy ud biel przechodziła w delikatny róż, a następnie czerwień. Przy samym dole kimona dodano również symbole przedstawiające chmury będące czarne z góry, a czerwone na dole, co ma symbolizować przebijające się promienie słoneczne. Zabarwiony został również lewy rękaw, który także posiada na sobie odcień czerwieni, uzupełniony tym razem jaśniejszymi elementami przypominającym płatki sakury. Pod kimonem można natomiast znaleźć wrzosowy hadajuban, czyli jedwabną koszulę bez guzików, wystający delikatnie spod materiału i nadający całości swego rodzaju harmonii.

Kolejnym elementem stroju jest czarne haori, które prawie nigdy nie znika z pleców Tenki. To również zostało ozdobione specjalnie na jego życzenie elemntami czerwieni znajdującej się przede wszystkim na wykończeniach materiału w formie długich linii. Ta sama barwa została także zaimplementowana do uroczystego, ale jakże prostego haori-himo. To ozdobione frędzlami, sznurowane zapięcie do haori rzadko kiedy znajduje zastosowanie w przypadku Kumo, ale mimo wszystko dobrze jest mieć je pod ręką na trochę wietrzniejsze dni. W pasie znajduje się natomiast datejime, czyli kawałek bawełny, który ma utrzymać cały ubiór w jednym miejscu. W tym przypadku ma on wrzosowy kolor tak, jak hadajuban. Natomiast, aby tradycji stało sie za dość, na nogach można znaleźć najzwyklejsze drewniane sandały zwane geta. Tenka posiada również niewielki zestaw akcesoriów pozostawionych mu przez matkę. Jest to komplet trzech bransolet, z których dwie zakładane są na nadgarstki, a ostatnia na szyję. Wszystkie składają się z rombów jednej wielkości i są zabarwione na czerwono. W jego uszach znajdują się również czerowno-złote kolczyki.

Całość wygląda dokładnie tak

ZNAKI SZCZEGÓLNE:
  • Wieczny uśmiech.
  • Czerwone końcówki włosów.
  • Pionowa blizna wzdłuż kręgosłupa

OSOBOWOŚĆ

Obrazek
CHARAKTER:
ADHD, nadpobudliwość, zespół niespokojnych kończyn. Pierwszym, co rzuca się zapewne w oczy jest niesamowita i nieposkromiona energia chłopaka, która wypływa z niego z każdej strony. Zawsze musi się czymś zajmować, bo po kilku sekundach bezczynnego siedzenia zwyczajnie zaczyna się nudzić, a wtedy staje się niezwykle marudny i uszczypliwy. Te wielkie pokłady energii przekładają się natomiast na jego charakter również w inny sposób - jest dość porywczy. To właśnie porywczość jest cechą, z którą powinien walczyć za wszelką cenę, jednocześnie będąc cechą, z którą sromotnie przegrywa. Niestety często nie potrafi poskromić swojego tempreamentu, co pakuje go w kłopoty, ale obecnie i tak wygląda to o wiele lepiej, niż chociażby sześć lat temu. Od momentu, w którym musiał dwójce swoich braci zastąpić ojca, sukcesywnie nad sobą pracował tylko po to, by dwójka najważniejszych dla niego osób wyrosła na prawdziwych, godnych podziwu mężczyzn. To właśnie ta sytuacja wpłynęła najbardziej na cały charakter Tenki. Z dnia na dzień stawał się bardziej opiekuńczy, odpowiedzialniejszy, mądrzejszy i choć obecnie nie może się poszczycić osiągnięciem mistrzostwa, w którejkolwiek z tych cech, to na pewno jego postawa jest godna podziwu. Nie ma jednak róży bez kolców, więc takie podejście ma również swoje wady. Jedną z nich jest tendencja Kumy do brania wszystkich problemów na swoje barki. Tylko on może je rozwiązać, tylko on powinien się nimi przejmować, tylko jego dotyczą. Odcina dwójkę swoich braci od wszelkich, możlliwych kłopotów, przez co często dochodzi między nimi do kłótni, ale uważa, że robi to dla ich dobra. To właśnie upartość jest bowiem kolejną cechą, na którą należy zwrócić uwagę. Jeśli Tenka zakoduje sobie w głowie, że coś jest odpowiednie lub nawet najlepsze w danej sytuacji, to będzie uporczywie trzymał się tego aż do ostatniej chwili. Wszystko to ma jednak jakiś głębszy sens i w tym przypadku mężczyzna chce tylko sprawić, by na twarzach jego braci śmiech był zjawiskiem normalnym.

Jak to bywa ze starszymi braćmi, muszą oni też delikatnie podkreślić swoją wyższość i podroczyć się z rodzeństwem. Tenka nie posiadał nad sobą rodziców, którzy by go strofowali i z tego też powodu jego buzia bywa trochę niewyparzona. Czarnowłosy nie stroni zatem od niewygodnych komentarzy czy żartów na czyjś temat. Uwielbia się także droczyć, przekomarzać, a nawet sprzeczać o najmniejsze sprawy. Ma on jednak słaby punkt. Bardzo, ale to bardzo bardzo zależy mu na tym, żeby jego bracia widzieli w nim idola, więc jeśli któryś chociażby na moment odwróci wzrok w inną stronę, to momentalnie popada w depresję i stany agonalne. Można to porównać do ekstremalnej huśtawki nastrojów, która odnosi się także do osób niespokrewnionych z nim w takim samym stopniu, jak jego bracia. Mam tu na myśli osoby przebywające z nim na tyle długo, że zasłużyły sobie na miano przyjaciół na dobre i na złe. To właśnie takie osoby Tenka będzie traktował jak swoją rodzinę. A za rodzinę i dla rodziny zrobiłby wszystko, co tylko leży w jego mocy. A do diabła z tym! Zrobiłby nawet więcej, niż jakikolwiek człowiek mógłby znieć, aby tylko nie stała im się żadna krzywda. Najlepszym tego dowodem jest blizna znajdująca się na jego plecach. W zamian za takie poświęcenie będzie trzeba jednak tolerować jego głośną obecność dookoła siebie. W tym wszystkim nie pomaga wcale fakt, że Kumo uwielbia alkohol, a alkohol uwielbia jego. Niestety trochę za mocno, bo nie potrzeba znowu tak wiele, aby uderzył mu do głowy. Nie ma jednak powodu do obaw, bowiem poza większą ochotą na przytulanie, chwalenie i śpiewanie, żadne głupie pomysły przeważnie mu do głowy nie przychodzą.

Jedynym momentem, kiedy Tenka potrafi się zamknąć jest praca. Wtedy jego wyraz twarzy zmienia się nie poznania, a sam mężczyzna skupia się na swoim zajęciu tak, jakby właśnie tworzył istne arcydzieło. I nie ma tutaj znaczenia to, czy naprawia dziecku zepsutą zabawkę, czy też wykonuje jakieś płatne zlecenie. Jego stoicki spokój i niesamowita precyzja objawiają się w każdym z tych przypadków. Może dlatego, że jest on perfekcjonistą i akurat dokładność oraz symetria zawsze są jego punktem odniesienia przy wykonywanej pracy. Jeśli ktoś zleci mu przeniesienie drewna z jednego miejsca na drugie, to będzie krążył między tymi dwoma punktami, aż przeniesie ostatni kawałek kory czy drzazgi. W końcu wynagrodzenie czy wdzięczność otrzymuje się za dobrze wykonaną pracę, a o takiej nie ma mowy, jesli nie zostanie ona wykonana w stu procentach.

Ostatnim, ale za to jednym z ważniejszych elementów jest fakt, że Tenka nie czuje się zbyt pewnie w towarzystwie kobiet. Oczywiście wszystko jest w porządku, dopóki te zachowują względną odległość i zbytnio się nie narzucają, a on sam nie musi im słodzić, ale w momencie kiedy ta bariera pomiędzy nimi znika, wyrzutek zaczyna odczuwać spory dyskomfort i ciepło na policzkach. Nie jest to na tyle niemiłe uczucie, żeby przeszkadzało mu normalnie funkcjonować, ale chyba każdy choć raz w życiu czuł jak ktoś go obserwuje. Emocje targające Tenką znajdującym się w pobliżu kobiet są podobne właśnie do takiego czegoś. Oczywiście, jeśli jakąś przedstawicielkę płci pięknej zna trochę lepiej i dłużej, to ta niewidzialna bariera gwałtownie znika i wszystko jest tak, jak być powinno. Inną kwestią jest wytrzymanie z nim tak długo, aż ten moment nastąpi.


NAWYKI: Uśmiechanie się niezależnie od sytuacji, zamartwianie się o braci, przyjacielski stosunek do alkoholu, częste ziewanie.
NINDO: "Udawaj twardziela, śmiej się, bądź dumny ze sposobu w jaki wiedziesz swoje życie!"


HISTORIA

Obrazek
Spoiler: pokaż
Obrazek

Oddanie klanowi i strzeżenie jego honoru - to dwie, główne zasady, którymi powinien kierować się każdy Kōseki, choć nie zawsze może. O tym drugim przypadku będzie właśnie ta historia. Być może nie będzie ona dramatyczna i chwytająca za serce, ale na pewno niesamowicie ludzka. Trochę dziwnie będzie opowiadać swoją historię mając jedynie dwadzieściaparę lat, ale jeśli tak bardzo chcecie ją usłyszeć to chyba nie mam zbytniego wyboru.

Jestem synem Kōseki Hanatabe zwanego również Orochi i aby dobrze zrozumieć moje położenie, muszę również wspomnieć i o nim. Urodził się w 315 roku i od najmłodszych lat został objęty patronatem wielu znamienitych wojowników, którzy widzieli w nim talent, jaki nie zdarza się często w rodzie. Mój ojciec wykazywał niezwykłe zaawansowanie w sztukach tworzenia kryształu, jak i w szermierce, co szybko pozwoliło mu awansować w hierarchii rodu. Jak szybko? Ano do tego stopnia, że jako nastolatek był poważnym kandydatem do grona najlepszych shinobi przemieszczających się po tym padole pod nazwiskiem Kōseki. Hanatabe posiadał również brata, któremu na imię było Kiyoshi. Młodszy z rodzeństwa nie był już jednak tak utalentowany i chociaż od początku nie pokładano w nim zbyt wielkich nadziei, to i tak czuł na sobie niesamowitą presję. Takie rozlokowanie oczekiwań na dwójce braci sprawiło, że ich relacje uległy gwałtownemu pogorszeniu, a efektem było rozejście się ich ścieżek zaledwie kilka lat później. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby brać pod uwagę tylko ich charaktery. Hanatabe był bowiem człowiekiem oddanym klanowi, zawsze poważnym shinobi, który nigdy nie mógł pozwolić sobie chociażby na chwilę odpoczynku, a tym bardziej, jeśli w grę wchodziło przysłużenie się w jakikolwiek sposób rodowi lub jego przyjaciołom. Kiyoshi natomiast nie odznaczał się żadną cechą szczególną, która mogłaby go wynieść ponad poziom zwykłych shinobi i chociażby w niewielkim stopniu pomóc mu dosięgnąć do piedestału, na którym stał jego starszy brat. Był on dość leniwy, zawistny i często szukał wymówki, żeby wymigać się z co trudniejszych misji. Brzmi jak normalna, braterska relacja, w której to ten młodszy ma żal do starszego o to, że jest bardziej doceniany, jednocześnie nie dostrzegając przy tym, że sam nie robi nic, co mogłoby mu dać szacunek otoczenia. W przypadku Kiyoshiego zawiść przybrała jednak na sile tak mocno, że całkowicie go zaślepiła i doprowadziła do odrazy względem starszego brata, która nie mogła zostać zmazana pomimo wielu próśb i prób ze strony Hanatabe. Ostatecznie mój ojciec odpuścił, co wiązało się z zerwaniem wszelakich kontaktów z bratem. Jeśli chodzi o moją opinię, to stoję oczywiście po jego stronie. Uważam jednak, że zrobił on błąd. Rodziny nie powinno się odrzucać. Ja nigdy nie zostawiłbym swoich braci. Jeśli bym musiał, to wybiłbym im braterską pięścią tę nienawiść z głowy. Nie byłem jednak w jego skórze, w jego pozycji, więc mogę się mylić. Dlatego też nie odbierajcie moich słów jako osąd, a bardziej jako opinię. Wracając jednak do historii... Czemu Orochi? Przydomek został mu nadany częściowo za jego zasługi, a częściowo za sprawą Hana Sōzō. Tak, Hanatabe znajdował się w oddziale, który został posłany przez Kōseki Yasuhiko w celu unieszkodliwienia niebezpiecznego mężczyzny, kiedy ten chciał podsycić ród Kōseki do wojny. To właśnie wtedy mój ojciec po raz pierwszy ukazał swoją technikę kryształowych wężów, które podobno natruły niemało krwi Hanowi. Gdyby jednak chodziło tylko o to, to nie wyjaśniałoby do końca czemu mój ojciec nazywał się tak, jak boski smok. Jak już wspominałem, Hanatabe był utalentowanym shinobi, ale nie miał jeszcze na tyle doświadczenia, żeby móc wyjśc z walki z Hanem bez szwanku. Pomimo asysty znamienitszych wojowników, ofiary i tak były nieuniknione, a mój ojciec miał być jedną z nich. Jak sam opowiadał, nie docenił przeciwnika, rozkojarzył się, a następnie odczuł dotkliwe konsekwencje swoich czynów. Otrzymał on osiem ran ciętych, które z powodzeniem zwaliłyby z nóg dorosłego cżłowieka. Jego młodzieńczy zapał i hardość sprawiły jednak, że nie zamierzał się poddać i za pomocą swoich kryształowych węzów pozostawał dalej w walce. Zawsze opowiadał, że gdyby nie doskonałe umiejętności medyka zwanego Kōseki Naretsu i przychylność losu, na pewno nie byłoby mnie na tym świecie. Hanatabe przeżył mimo śmiertelnych ran, a ich ilość oraz sposób w jaki wytrwał na polu walki nadały mu przydomek Orochi.

Znacie już mojego ojca, wiecie jaki jestem ja. Różnica w charakterach jest niesamowita, prawda? W takim razie jak doszło do tego, że ten niezłomny wojownik zajął się nagle rodziną i wychowywaniem synów. Doszło do tego za sprawą zwykłej kunoichi, która była tylko troszkę ponadprzeciętna zarówno pod względem umiejętności, jak i pod względem aparycji. Szara mysz, o której powiedziałbyś, że nie urzekłaby nikogo. Taka właśnie była moja matka. A pomimo tego udało jej się złapać w sidła miłości jednego z bardziej utalentowanych shinobi z rodu Kōseki. Jak? Tego niestety nigdy mi nie chciala zdradzić, ale do tej pory pamiętam jej zawadiacki uśmieszek, który pojawiał się pod jej nosem za każdym razem, gdy słyszała to pytanie. Może uzała, że jestem za mały, żeby wiedzieć takie rzeczy? A być może miała to być tajemnica, której rodzice nigdy mi nie wyjawią? Z przykrością stwierdzam, że tego nigdy się nie dowiem. W każdym razie, przez mój krótki okres przebywania z rodzicami nigdy nie wątpiłem w ich wielką miłośc. Zresztą była ona widoczna jak na dłoni. Kto z dorosłych wita się ze sobą za każdym razem pocałunkiem? Kto jest gotów rzucić wszystko, żeby tylko pomóc swojemu małżonkowi? Która kunoichi chce wyjść szybciej ze szpitala tylko dlatego, że nie wierzy w umiejętności kulinarne męża i obawia się, że swoimi rarytasami zatruje ich syna? Taka była właśnie moja matka. Wspaniała kobieta, która dla rodziny zrobiłaby wszystko i to właśnie za jej sprawą ojciec zaczął się zmieniać. Ród Kōsekich oceniał to jako zmiany na gorsze, a ja do tej pory stoję na stanowisku, że akurat Mayuri była istnym darem od losu dla mojego ojca. Oczywiście, stracił on szansę na zostanie najlepszym z najlepszych, ale za to zyskał rodzinne ciepło i miłość, których powinni mu zazdrościć wszyscy mężczyźni tego świata. Niestety nie wszystkim przypadło to do gustu. Ludzie zaczęli mieć żal do Hanatabe za straty poniesione na misjach, w których nie brał udziału. Nie mogli zrozumieć, że ten zaczął powoli wycofywać się ze stania na przodzie rodu tylko po to, aby być pewnym, że jego syn otrzyma odpowiednie wychowanie. Tak, to właśnie ja byłem ostatecznym gwoździem do trumny zwanej przyszłością Kōseki. To za sprawą moich narodzin ojciec podjął decyzję o stopniowym wycofywaniu się z trudniejszych misji i nieukazywaniu pełni swojego potencjału. Zatrzymał się w rozwoju sztuk shinobi, ale rozwijał się za to w byciu ojcem. A tym drugim był akurat wspaniałym. Rozpieszczał mnie na co dzień, ale dawał także nauczkę kiedy przekroczyłem stosowną granicę. Tak między nami... Przekraczałem ją naprawdę ciężko. Ile to razy mówiono mi, żebym nie bawił się kunaiami, po czym zostawiano mnie na moment samego, a po powrocie ściany miały nowe dziury. Nie zliczę! Nie mogę więc narzekać na swoje życie. Pewnie, że rodzice od czasu do czasu musieli udawać się na jakieś zlecenia, ale wtedy sam organizowałem sobie czas. W wiosce było również pełno rówieśników, więc nie mogłem na nic narzekać. W sumie teraz dziwię się sobie, że w ogóle myślałem o jakimkolwiek marudzeniu. W końcu w wieku sześciu lat okazało się, że będę starszym bratem. Z początku obawiałem się, że przez to rodzice będa mi poświęcali znacznie mniej uwagi, ale gdy zobaczyłem te zamknięte oczka i czarne włosy coś się we mnie zmieniło. W tym momencie nie liczyło się już dla mnie to, jak bardzo spoglądają na mnie rodzice. Moje oczy skierowały się w stronę młodszego brata, który szybko stał się moim oczkiem w głowie. Z dnia na dzień wydoroślałem i wziąłem dobie do serca słowa ojca mówiące o tym, że powinienem stać się ostoją dla swego rodzeństwa, żeby nie powtórzyć historii jego i mojego wujka. Stałem się więc obrońcą i niańką Soramaru, który stawiał swoje pierwsze kroki w tym świecie. Można mnie nawet nazwać przewodnikiem przez życie! W końcu ktoś musiał mu podcierać ten jego tyłek i, choć pewnie teraz będzie się tego wypierał, tym kimś byłem ja. Jednak, żebym zbytnio się nie nudził, ojciec sprawił mi niespodziankę i cztery lata później pojawił się kolejny braciszek. Nie sądziłem, że w tym wieku będzie mu się jeszcze chciało mieć kolejne dzieci, ale najwyraźniej był to wpływ matki. Tak dołączył do nas mały Chuutarou, przy którym było jeszcze więcej roboty. Teraz wiem, że się opłacało, bo kurdupel ma mnie za idola i wielbi mnie na każdym kroku. Rozumiecie, że robi wszystko, co mu każę? Jak kiedyś powiedziałem, że jest uziemiony, to próbował się zakopać.

Nasze domostwo nabierało więc barw, a na pewno nowych dźwięków. Nie było dnia, podczas którego w naszych ścianach nie rodzchodziły się radosne śmiechy czy głośny płacz młodszych braci. A płakali o wszystko. Nawet nie mogłem sobie dobrze z nich pozartować, żeby nie poskarżyli się rodzicom. I kiedy wydawało się, że nasza rodzina nie może być już żywsza i pełniejsza, wtedy w drzwiach domu stanął on - Kiyoshi. Po kilkudziesięciu latach ciszy, ignorowania i patrzenia z pogardą na mojego ojca, nagle przyszedł się pojednać. Do tej pory pamiętam, jak Hanatabe wyrzucił mnie z pokoju, żebym nie słyszał ich rozmowy. Ja byłem jednak sprytniejszy i wyłapywałem wszystko z sąsiedniego pokoju. Okazało się, że nagle, po tylu latach, Kiyoshi chciał odnowić kontakty z rodziną. To nic, że do tej pory tylko szkalował mojego ojca, wymyślał na jego temat niezliczone plotki, a nawet raz próbował zniszczyć jego małżeństwo. Zdawało się też, że mój wujek kompletnie zapomniał o tym, jak bardzo podkopywał rolę ojca w rodzie tylko po to, aby zwrócić przeciwko niemu starych przyjaciół i patrzeć jak ten stara się wszystko odkręcić. Swojego wujka spotkałem tylko kilka razy, ale nigdy nie wywarł na mnie pozytywnego wrażenie. Już z jego wzroku mogłem wywnioskować, że pała do nas nienawiścią. Podczas jego wizyty w naszym domu nie mogłem jednak nic odczytać. Ojciec wyrzucił mnie od razu, a zresztą widziałem też, że prawie przez całą, aczkolwiek krótką, rozmowę, spoczywa na kolanach z czołem przytwierdzonym do podłogi. Wtedy nie mogłem uwierzyć w to, że taki człowiek pragnie wybaczenia. Ojciec najwidoczniej podzielał moje zdanie, bo po paru minutach z krzykiem wyrzucił swojego brata za drzwi, każąc mu tutaj więcej nie przychodzić. Kiyoshi jednak nie spoczął i cały czas nękał naszą rodzinę. Cały proceder powtarzał do tego stopnia, że raz nawet zrobiło mi się go żal. Facet stał pod drzewem stojącym przed naszym domem przez cały dzień, czekając na to, żeby mój ojciec zamienił z nim parę słów, a od samego rana lało tak, że nawet nie mogłem wyjść na dwór i pobawić się z braćmi. Kiyoshi powoli stapiał nie tylko moje serce, ale również serce matki, choć o to akurat trudno nie było. To była złota kobieta, więc nic dziwnego, że koniec końców, to właśnie ona wyciągnęła rękę do młodszego brata Hanatabe. Pewnego dnia tak po prostu, naprzeciw zakazom i prośbom ojca, wzięła ze sobą herbatę oraz kulki ryżowe i wyszła z nim porozmawiać o całym zajściu. Kiyoshi napsuł krwi i jej, ale mimo tego potrafiła przymknąć na to oko, a następnie wyciągnąć nawet do niego dłoń z nadzieją na pojednanie. Dlaczego to zrobiła? Tego nie wiem do dzisiaj, ale na pewno zrobiła to dla naszego dobra. Być może chciała, żebyśmy mieli wujka, a być może chciała tylko ukrócić wszystkie plotki, które mogłyby zaszkodzić i nam. W każdym razie poczyniła pierwszy krok, z którego odwrotu już nie było. Ojciec miał do niej wyjątkową słabość, więc nie mógł długo stawiać się jej prośbom i ostatecznie zaprosił swojego brata na wieczór, żeby wypić z nim sake. Tam też się pogodzili, choć Hanatabe zaznaczył, że wszystko mu wybaczył, ale nie zapomniał. Okazało się, że nasza rodzina miała znowu być kompletna, choć ja sam podchodziłem do tego bardzo sceptycznie. Byłem jeszcze dzieckiem, które nie potrafiło wybaczać. Nie mogłem zrozumieć, czemu mam miło odnosić się do człowieka, który mówił złe rzeczy o moich rodzicach. Gdyby jeszcze było w nich chociażby ziarno prawdy, to być może wyglądałoby tak inaczej, ale wtedy po prostu nie chciałem się widzieć z Kiyoshim. Wybiegałem z domu do pobliskiego lasu za każdym razem, kiedy ten przychodził do nas w odwiedziny. Moi bracia za to podchodzili do niego kompletnie inaczej. Z racji swojego młodego wieku zwyczajnie go zaakceptowali i z czasem nawet dopytywali się o kolejne odwiedziny. Nikt jednak nie pomyślał, że ta akurat okaże się dla wszystkich katastrofalne w skutkach. Wspominałem już o wybieganiu do lasu za każdym razem, kiedy przychodził. Wybierałem las z tego powodu, że nasze domostwo było położone na obrzeżach wioski. Z poczatku miało to być wygodne dla ojca, który potrzebował odpoczynku po misjach, ale później stało się jego swoistym azylem od oczekiwań całego rodu. My też na to nie narzekaliśmy. Przynajmniej nie byliśmy uwięzieni przez cały dzień pomiędzy budynkami. Nie byliśmy też na tyle odrzuceni od centrum wioski, żeby nie przychodzili do nas również goście. Właśnie dlatego pewnego wieczoru matka bez większego zastanowienia otworzyła drzwi, kiedy ktoś przed nimi stanął. Nie widziałem sylwetki gościa, ani tym bardziej nie wiedziałem kim on jest. Pamiętam tylko, że wybiegłem z pokoju brata w momencie, w którym usłyszałem dźwięk rozbijanego szkła. Matka miała już swoje lata i czasem narzekała na nagłe skurcze, więc to był pewnie jeden z tych przypadków. Jednak widok, który zobaczyłem przeszedł moje najgorsze koszmary. Leżała tam na ziemi, przebita na wylot kryształem. Nie było wątpliwości, że zaatakował ktoś z rodu. Nikt inny poza Kōseki nie wytwarzał takiego materiału. W tamtej chwili jednak kompletnie o tym nie myślałem, bo jedynym co przychodziło mi do głowy była pomoc matce. Zrobiłem nawet kilka pierwszych kroków, ale szybko zostałem odepchnięty do tyłu przez mojego ojca, który sam zaatakował. Nie pamiętam jak przebiegała walka, nie wiem ilu ludzi nas zaatakowało, ani co mówił do mnie Hanatabe. Byłem w szoku. Pamiętam tylko kolejną scenkę, kiedy dołączył do mnie Soramaru. Ze strachu, bądź ze złości, chwycił tantoi zaczął biec na napastnika. Moje ciało zareagowało automatycznie. Nie było mowy, żeby tak młode dziecko dało radę przeciwstawić się przeciwnikom, przy których poległ wielki Orochi. Odbiłem się stopami od podłogi i rzuciłem się na swojego braciszka, żeby uratować go od cięcia, tym samym przyjmując je na siebie. Do tej pory czasem bolą mnie od niego plecy. Do tej pory pamiętam jego minę, kiedy zorientował się, że krawię. Strach wymieszany z żalem i pretensjami do siebie, bo ruszył się z miejsca. Zrobiłem wtedy jedyną rzecz, na jaką było mnie stać - uśmiechałem się. Powtarzałem mu, że wszystko jest w porządku, bo inaczej na mojej twarzy nie gościłby uśmiech. Byłem dzielny i udawałem, że nic się nie dzieje tylko po to, aby jego ostatnie chwile były mniej straszne. Te jednak na razie miały nie nadejść. Po zabiciu naszych rodziców napastnicy zwyczajnie się wycofali. Wtedy nie starałem się wchodzić w ich głowy i myśleć dlaczego tak się stało, ale jednego byłem pewien - skoro taki atak odbył się w granicach wioski rodu, to na pewno nie jest tu bezpiecznie. Obiecałem sobie, że nawet jeśli sam miałbym od tego zginąć, to wyprowadzę dwójkę braci w bezpieczne miejsce. Chwyciłem Soramaru za jedną rękę, a drugą objąłem Chuutarou, który sam jeszcze nie potrafił zbytnio chodzić. Pomimo palącego bólu pleców i opuszczających mnie sił wybiegliśmy z domu, żeby zniknąć w lesie. Do tej pory nie wiem jak wielkie mieliśmy szczęście, że po godzinie dotarliśmy do obozu kłusowników. Wiedziałem jednak, że to właśnie oni byli naszą ostatnią nadzieją. Upadłem na kolana i mamrotałem coś o braciach i pomocy. Tylko tyle. Potem zemdlałem.

Obrazek
Obudziłem się następnego dnia, zabandażowany, umyty, z miską ryżu przy twarzy. Bardziej ode mnie obchodzili mnie jednak moi bracia, którzy spali w drugim kącie niewielkiej chaty. Okazało się, że kłusownicy byli o wiele bardziej przyjaźni, niż z początku zakładałem. Nie mogłem im jednak wyjawić mojej historii, ani prosić o pomoc. Miałem zbyt wielki mętlik w głowie. Hah, wtedy uważałem, że każdy dookoła mnie może być kolejnym wrogiem, który zagrozi życiom moich braci. Okazało się także, że sam Soramaru pod wpływem szoku zapomniał o całym wydarzeniu. Dziecięcy umysł wyparł ze swoich rubieży informację o mordzie dokonanym na naszych rodzicach. Mój jednak doskonale o nim pamiętał, ale nie był zafiksowany na punkcie zemsty. Być może, gdybym był jedynakiem to wszystko potoczyłoby się kompletnie inaczej. W tamtym momencie chciałem jednak zadbać o przyszłość moich braci, więc poprosiłem kłusowników, żeby powiedzieli Soramaru, że dopadł mnie dzik, a oni nas uratowali. Sam też podtrzymywałem taką wersję, bo nie chciałem wyjawić mu prawdy. Nie chciałem, żeby musiał przeżywać ten koszmar, z którym musiałem zmierzyć się ja. Po kilku dniach opuściliśmy las, choć do tej pory uważam cały incydent za dziwny. Zostawiono nas przy życiu, nikt nie zareagował, nikt nas nie szukał, nikt nie wydał za nami listu gończego. Wszystko wyglądało tak, jakby celowo zapomniano o naszym istnieniu, a chciano tylko dorwać mojego ojca. To męczy mnie przez te wszystkie lata. I nie pomogły tutaj nawet mądrości Chiyo, która zawsze kazała mi nie wpychać nosa w nieswoje sprawy. Nie wiecie kim jest Chiyo? Nie powiedziałem? Mój błąd. To staruszka, która położyła kres szwendaniu się trójki braci. Po opuszczeniu obozu kłusowników chwytałem się wszystkiego, żeby tylko zapewnić swoim braciom jakikolwiek dach nad głową i jedzenie. Sam często przez to nie miałem ani jednego, ani drugiego. Wiedziałem jednak, że musimy uciekać, że musimy żyć, a do tego wszystkiego potrzebne były pieniądze. Po tygodniach tułaczki natrafiliśmy właśnie na Chiyo, która była kapłanką w Świątyni Chmur. Był to niewielki budynek położny na wzgórzu, który miał strzec mieszkańców przed złymi duchami, a przy okazji pomagał im w codziennych czynnościach. Dodatkowo miał kilka wolnych pokojów, do których staruszka od czasu do czasu przyjmował darmozjadów. Ostatnimi darmozjadami byliśmy my, ale nie mogłem zbyt długo przyjmować jałmużny. W końcu wybłagałem ją, żeby pozwalała sobie pomagać i tak zacząłem przejmować jej obowiązki, w międzyczasie zajmując się swoimi braćmi, którzy dość szybko zaaklimatyzowali się w nowym miejscu. Jeśli chodzi o historię, która nam się przydarzyła, to zarówno Soramaru, jak i Chuutarou myślą, że nasi rodzice zginęli na nieznaną chorobę. Chiyo natomiast poznała prawdę, bo czułem, że jestem jej nią winien, jeśli mamy zostać w jej świątyni i narażać ją na ewentualne niebezpieczeństwo. To jednak nigdy nie nadeszło, a lata upływały. W międzyczasie staliśmy się całkiem sławni w pobliskiej wiosce za sprawą naszych wybryków, zabaw, a także pomocy. Wszystko dlatego, że chciałem pokazać braciom to, co w życiu najważniejsze - śmiech, zabawa, dobroć, sprawiedliwość. Zająłem miejsce rodziców i przejąłem na siebie cały trud wychowania, ale chyba wychodziło mi to nawet dobrze, skoro każdy nas polubił. Co więcej, Soramaru i Chuutarou nigdy mnie poważnie nie zawiedli, chociaż czasami nasze relacje były chwiejne. Dorastające dzieciaki są wścibskie i chcą wiedzieć o wszystkim, co dzieje się dookoła nich, chcą pomagać we wszystkim, zdobywać coraz to nowsze zasługi. Nie mogłem ich jednak do wszystkiego dopuścić. Kategorycznie zabraniałem im na przykład pogoni za drobnymi złodziejaszkami czy rzezimieszkami. Tym zajmowałem się tylko ja, choć nawet tego nie musiałem robić. Z czasem zżyłem się jednak zarówno z Chiyo, jak i z mieszkańcami pobliskiej wioski, więc robiłem to z radością. Cały czas męczyła mnie jednak sprawa naszych rodziców, więc czekałem tylko na odpowiedni moment, żeby porozmawiać z Soramaru. Ten moment nastąpił, kiedy Sora skończył czternaście lat. To właśnie wtedy oznajmiłem mu, że zostawiam pod jego opieką Chuutarou i Chiyo. Uznałem, że jest już wystarczająco dorosły i odpowiedzialny, żeby wziąć na swoje barki ten ciężar. Z początku chciał wyruszyć ze mną, ale po moich odmowach w końcu przestał nalegać. Tylko Chiyo wiedziała czemu opuszczam świątynię. Musiałem dowiedzieć się czegoś o przyczynach tego, co nas spotkało. Musiałem znaleźć ludzi odpowiedzialnych i wyciągnąć konsekwencje. Nie pragnę jednak zemsty. Nie chcę ich zabijać, nie chcę, żeby cierpieli tak samo, jak ja. Chcę ich tylko doprowadzić przed wymiar sprawiedliwości i ewentualnie oczyścić dobre imię ojca. Jestem mu to winny. Jemu, matce i moim braciom.

Obrazek


WIEDZA


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Duża torba

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



ROZLICZENIA


PIENIĄDZE: Pieniądze
PH: Punkty
MISJE:
    D -
    C -
    B -
    A -
    S -

PREZENT OD ADMINISTRACJI:
Ostatnio edytowano 6 gru 2019, o 00:35 przez Tenka, łącznie edytowano 3 razy
Obrazek
Avatar użytkownika

Tenka
 
Posty: 25
Dołączył(a): 1 gru 2019, o 20:02
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7882
Multikonta: nie

Re: Kumo Tenka

Postprzez Tenka » 4 gru 2019, o 00:00

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Tenka
 
Posty: 25
Dołączył(a): 1 gru 2019, o 20:02
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7882
Multikonta: nie

Re: Kumo Tenka

Postprzez Venus » 5 gru 2019, o 21:45

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1605
Dołączył(a): 10 cze 2015, o 00:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
Multikonta: Nikusui

Re: Kumo Tenka

Postprzez Tenka » 5 gru 2019, o 22:31

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Tenka
 
Posty: 25
Dołączył(a): 1 gru 2019, o 20:02
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7882
Multikonta: nie

Re: Kumo Tenka

Postprzez Venus » 5 gru 2019, o 22:56

Wszystko się zgadza. Dodaj jeszcze link do KP w polu profilu. Karta zaakceptowana.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla uczestników tematu
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1605
Dołączył(a): 10 cze 2015, o 00:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
Multikonta: Nikusui


Powrót do Zaakceptowane karty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości