Michirin Shiroikanzen

W tym dziale lądują zaakceptowane karty postaci. Na ich podstawie można się upewnić wyglądu właściwie wykonanej KP, aby uniknąć późniejszych poprawek.

Michirin Shiroikanzen

Postprzez Michirin » 5 gru 2017, o 00:04

Michirin Shiroikanzen
Obrazek


DANE PERSONALNE


IMIĘ: Michirin
NAZWISKO: Shiroikanzen
KLAN: ---
WIEK [DATA URODZENIA]: 17 lat [08.08.366]
PŁEĆ: Kobieta
WZROST | WAGA: 170 centymetrów | 60 kilogramów
RANGA: Dōkō



APARYCJA


WYGLĄD: Ogólnie rzecz biorąc, Michirin uważana jest za wyjątkowo urodziwą, a także zgrabną niewiastę czego sama nie może potwierdzić. Jak na kobietę w swoim wieku, to należy raczej do grona wysokich, chociaż to wszystko jest zasługą jej długich, zgrabnych nóg. Szczupłe łydki, znacznie mniej szczupłe uda, odpowiedniej szerokości biodra i... krągłe pośladki - tak można w skrócie opisać dolną część ciała dziewczyny. Mimo tego, że do najsłabszych nie należy, to jej ciało nie nabyło wizualnych efektów treningu, zatem ma płaski brzuch pozbawiony zarysowanych mięśni. To samo tyczy się ramion, które są w stanie unieść znaczny ciężar, jednak na takie nie wyglądają. Michirin tworzy obraz zdecydowanie delikatniejszej dziewczyny, niż w rzeczywistości jest. Jasna karnacja zdaje się jedynie podkreślać wizerunek słabej, a może nawet chorowitej niewiasty. Blada, gładka, pozbawiona opalenizny skóra łatwo się czerwieni niezależnie czy to z zimna, czy z zawstydzenia. Nie posiada żadnych skaz, blizn czy pieprzyków oprócz jednego - tuż pod kącikiem ust, po lewej stronie. Michirin z pewnością wizualnie dorosła czego dowodem jest nie najmniejszy obwód klatki piersiowej. Mowa tutaj o dopasowanych wymiarach do reszty sylwetki - proporcje muszą zostać zachowane. Jej twarz jest smukła, pozbawiona ostrych rys i młodzieńcza. Drobne, aczkolwiek pełne usta o malinowej barwie wspaniale kontrastują z jasnością skóry, a szczególnie włosów Michirin. Nos ma drobny, delikatnie spiczasty. Oczy... cóż, ślepota wcale nie musi sprawiać, że te wyglądają gorzej, niż jakiekolwiek inne. Można by pokusić się o stwierdzenie, że nawet je upiększa. Spore, jasne tęczówki o chłodnej, błękitnej barwie podkreślone są przez firmament długich, kruczoczarnych rzęs. Należy podkreślić, że oczy dziewczyny nie są puste, jak to bywa u osób obarczonych tym samym problemem ze wzrokiem, chociaż jej spojrzenie nadal pozostaje... nieobecne. Zdaje się normalnie widzieć, chociaż nie jest problemem dostrzec, iż jej wzrok nie podąża za obiektem, na którym jest skupiona. Spogląda gdzieś w dal, jakby była wielce zamyślona. Niestety nieliczni, jedynie najbliżsi niewiasty zostali uraczeni widokiem jej oczu, wszak nieco się ich wstydzi z powodu jej nieodmownego kalectwa. Fryzura Michirin należy do tych ładnie ułożonych oraz schludnych, które dodają niewiastom klasy. Śnieżnobiałe kosmyki nie sięgają dalej, niż twarz dziewczyny, zaś jej grzywka przedzielona jest na dwie części - jedna ułożona w prawą stronę, a druga w lewą w taki sposób, że często zasłania lewe oko. Mogłoby to być problemem, gdyby nie fakt ślepoty młodej kunoichi.
UBIÓR: Michirin z oczywistych powodów nie jest w stanie samej dopasować do siebie ubrania, zatem zmuszona jest zaufać doradzającym jej osobom. Nie wiadomo czy to szczęście, czy uczciwość krawczyni, czy zwyczajnie prawdziwość powiedzenia "ładnemu we wszystkim ładnie", jednak strój białowłosej naprawdę do niej pasuje i podkreśla jej nietuzinkową urodę. Czarne, stylowe zakolanówki wyszczególniają długie nogi dziewczyny, zaś nieco wyższe, skórzane obuwie przypominające sandały dodaje jej wizualnie nieco centymetrów wzrostu. Biust delikatnie obwiązuje bandażami, aby nie podskakiwał i przeszkadzał w poruszaniu się lub walce. Tors okrywa śnieżnobiałą, prostą koszulką, na którą zarzucone jest wspaniałe czarno-złote kimono o wyjątkowo szerokich rękawach, na końcu których są sznureczki. Długość tej części garderoby zmusiła Michirin do noszenia czarnych, krótkich szortów, aby nie świecić bielizną podczas akrobacji czy to nieświadomie - wszak nie zawsze jest w stanie stwierdzić czy ktoś nie zagląda jej w miejsca, w które nie powinien. Na dłoniach Michirin znajdują się szczupłe, długie do połowy przedramienia, czarne rękawiczki z białymi dodatkami. Kimono zaś utrzymane jest pasem obi, który został zawiązany nie z tyłu, lecz z przodu - na niewielką, zgrabną kokardę. Szczególnie ważnym elementem jest czarna, skórzana opaska na oczy, która niemalże zawsze znajduje się na swoim miejscu. Dodatkowo dziewczyna nosi jeszcze czarną, matową opaskę na włosy. Wszystko to wykonane jest z dobrych, całkiem kosztownych materiałów, jako że Michirin doskonale zna się na nich.
>WIZUALIZACJA STROJU<
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Czarna, skórzana opaska na oczach; śnieżnobiałe włosy; jasna karnacja; pieprzyk poniżej lewego kącika ust.


OSOBOWOŚĆ


CHARAKTER: Do pełnego zrozumienia osobowości Michirin niezbędne jest zapamiętanie, że posiada duszę ambiwertyka. Preferuje spokój oraz ciszę, jednak nie sprawia to, że jest aspołeczna. Zawsze jest skora do rozmów, a szczególnie na tematy niejasne i filozoficznie obszerne. Nie można pomylić tego z gadulstwem - zwyczajnie chętnie zabiera głos w dysputach i niekiedy je prowokuje, jednak nie wymusza. Uwielbia rozmyślać nad wieloma sprawami, które niekiedy są przytłaczająco ciężkie, a niekiedy zaskakująco błahe. Tutaj rodzi się problem, gdyż zmaga się z mnogością myśli. Często w jej głowie jest istny chaos, a im bardziej skomplikowany temat, im bardziej trudny i uderzający w Michirin, tym większy rozgardiasz. Ten nieład i hałas rozmyślań niekiedy frustruje ją, a szczególnie wtedy, kiedy nie znajduje odpowiedzi. Nie pomaga fakt, że na każdy problem stara się spojrzeć z wszystkich możliwych stron, a zatem również tych, które nie są dla niej wygodne czy burzą jej dotychczasowe przekonania. Sfera uczuciowa jest wyjątkowo rozwinięta w tej młodej dziewczynie. Pełno w niej różnego rodzaju emocji, które wręcz kotłują się w niej, jednak rzadko wydostają się na zewnątrz. Michirin jest zwyczajnie ostrożna, zatem tłumi uczucia. Euforię okazuje jako drobny uśmiech, a poważne zmartwienie można wyczytać z jej zmarszczonych brwi. Wszystko jest uszczuplone do subtelnego stopnia. Nie jest to nieświadomym zabiegiem - robi to z własnej woli i gdyby tylko chciała, to mogłaby śmiać się do rozpuku czy krzyczeć ze złości, jednak nie chce. Taka ekspresja zwyczajnie jej nie pasuje. Bywa uparta, nawet bardzo, jednak nie jest to po prostu tępym uporem, a bardziej stanowczością we własnych przekonaniach. Ciężko ją przekonać do własnej racji, a wiele argumentów nie robi na niej żadnego wrażenia, jednak nie dlatego, że je ignoruje. Michirin we własnych myślach stoczyła setki batalii z samą sobą nad różnymi tematami, dlatego jej opinie są twarde, przepełnione pewnością w ich słuszności. Trzeba być naprawdę dobrym mówcą z jeszcze lepszymi argumentami, aby przekonać dziewczynę do porzucenia swych stalowych racji. Młoda kunoichi mogłaby wydawać się nadmiernie poważną jak na swój wiek i zapewne tak jest, jednak nie w takim stopniu, w jakim się wydaje. Lubi żarty, chociaż raczej jest w nich kiepska. Posiada odpowiedni dystans do własnej osoby, aby móc żartować ze swej ślepoty. Nierzadko z pełną powagą jest w stanie wypowiadać się w taki sposób, jakby posiadała wzrok. Niełatwo ją rozśmieszyć, bo tłumi swe rozbawienie jak każdą inną emocję, jednak ci, którym się to powiedzie zostaną nagrodzeni jej melodyjnym, beztroskim śmiechem, którym potrafi zarazić. Wracając do jej ograniczonej ekspresywności - radzi sobie z tymi uczuciami, które doskonale zna. Obce jest dla niej uczucie miłości czy zainteresowania drugą osobą w sferze tych relacji, zatem mimo usilnych prób często się rumieni, gdy ktoś ją komplementuje lub zwyczajnie podrywa. Nierzadko stara się zbyt mocno ukryć swe onieśmielenie, co doprowadza do komicznych zachowań. Świadoma jest swej atrakcyjnej aparycji, którą w ostateczności jest w stanie wykorzystać. Wdzięk to w końcu najpotężniejsza broń kobiet. Niestety późniejsze zażenowanie swoimi wyczynami nie pozwala jej spać i tylko dodaje chaosu do myśli. Nie lubi zwracać na siebie szczególnej uwagi, a szczególnie krępują ją momenty, w których wszystkie oczy są na nią wpatrzone. Chociaż nie widzi spojrzeń innych, to czuje ich wagę i to jest dla niej najgorsze. Michirin stara się walczyć ze swą ignorancją, którą obdarza świat. Wiele ze spraw, które dla innych są niezmiernie istotne, dla niej nie mają żadnej wartości i nie zostaną obdarzone jej uwagą czy zainteresowaniem. Ma też problem z motywacją czy ambicjami. Jej strefa komfortu jest wąska, zatem jeżeli coś wykracza po za nią, to ma nikłe szanse, by dziewczyna obdarzyła to swą uwagą i zapałem nawet wtedy, kiedy byłoby to przydatne czy pomocne. Nie pomaga również fakt, że opinia innych nie ma znaczenia dla Michirin. Nie przejmuje się zdaniem na jej temat co z pewnością ułatwia życie. Ta cecha ma wadę, gdyż niekiedy trafne uwagi spływają po białowłosej jak po kaczce i szansa na poprawę własnej osoby pryska. Nieco inaczej jest z osobami bliskimi, bardzo bliskimi, ponieważ tylko ich opinia liczy się dla dziewczyny. Sporą część swego życia uważała, że jest bezwartościowa z powodu swej ślepoty i mimo wyzbycia się tej niskiej samooceny, to gdzieś w głębi niej wciąż pojawia się obawa, że jest bezużyteczna lub zwyczajnie gorsza. To doprowadziło do ambicji umocnionej uporem, która każe Michirin udowadniać, że mimo swego kalectwa wcale nie odstaje od reszty shinobi, a nawet może ich przewyższać. Warto wspomnieć, że dziewczyna ma koci charakterek. Lubi swobodę i niezależność, zatem raczej ciężko ją sobie podporządkować. Nienawidzi, gdy ktoś próbuje na niej coś wywrzeć lub na nią narzucić. Nie ma jednak problemów ze słuchaniem rozkazów, z którymi się zgadza. Na ogół jednak robi tylko to, co lubi i na co ma ochotę. Chodzi własnymi ścieżkami i nierzadko nie zwraca uwagi na innych, co często doprowadza do wczesnych rozpadów znajomości. Nie lubi kłamać, brzydzi się fałszem, jednak jest świadoma, że niekiedy jest niezbędny do lepszego rozwiązania sytuacji. Zdawałoby się, że osoba z jej charakterem unikałaby sporów, jednak Michirin śmiało angażuje się czy to w walki na słowa, czy na pięści. Lubi rywalizację, a także zwyczajną walkę. Taki dreszczyk emocji uznaje za przyjemny, odświeżający. Brakuje w tym oczywiście brutalności i nie ma nic wspólnego z zamiłowaniem do krzywdzenia innych - chodzi o sam pojedynek. O tej białowłosej można by pisać jeszcze długo, jednak resztę warto poznać samemu, by mogła czymś nas zaskoczyć.
NAWYKI:
  • Michirin często nuci pod nosem jakieś melodyjki. Głównie są to lekkie i przyjemne pioseneczki dla dzieci.
  • Jeżeli intensywniej się zastanawia, to gładzi lub bawi się kosmykiem włosów.
  • Jak jest zakłopotana, to zaczyna lekko nerwowo bawić się palcami.
  • Każdemu znajomemu nadaje jakieś ksywki lub hasła, które z nimi kojarzy, jednak nigdy ich nie używa na głos. Pozostają jej tajemnicą.
NINDO:
  • Zawsze, gdy ratujesz czyjeś życie uczłowieczasz swoje
  • Jeśli nie stawiasz oporu, to stajesz się częścią terroru

HISTORIA:
Moja historia? Nie należy do szczególnie ciekawych, a raczej typowych dla współczesnej rzeczywistości. Jak to bywa - zawiera sporą nutkę tragizmu, jednak czyja jest tego pozbawiona? Na tym świecie istnieje mało, naprawdę mało ludzi, których życie usłane było różami. Jeżeli już, to nie były pozbawione kolców. Każdy zaznał w pewnym stopniu okrucieństw życia, jednak ja nie zamierzam oceniać tych stopni - ból jest relatywny. Moja historia zatem będzie w takim klimacie, jak każdego innego. Zwodniczo szczęśliwym, by później ukazać swą prawdziwą twarz.
Od samego początku muszę zaznaczyć, że urodziłam się pozbawiona wzroku i przez pierwsze lata swego życia nie miałam najmniejszego pojęcia jak wygląda świat. Nie wiedziałam jak jasny i czysty jest śnieg w prowincji Hyuo, z której pochodzę. Znałam za to ten chłód, to mroźne powietrze, a poza tym... wiele nie pamiętam z tej krainy skutej lodem. Mój ojciec, Takahiro, wywodził się z tych terenów, jednak matka, Tsukiko, zamieszkiwała w Ryuzaku no Taki. Nie będzie żadnym zaskoczeniem powiedzenie, że poznali się przypadkiem i w dosyć zabawny sposób. Zazwyczaj tak bywa, a przynajmniej tak mi się wydaje. Takahiro zajmował się handlem, wędrownym - warto dodać. Naturalnie musiał krążyć między dwoma krajami kupieckimi ze swoimi tkaninami. Tak, sprzedawał całkiem drogie i luksusowe tkaniny, chociaż nie tylko. Tsukiko była jedną z wielu krawczyń, które próbowały wybić się w gwarnym Ryuzaku no Taki. Oszczędzając szczegółów - wędrowny kupiec rozdarł spodnie jak schodził z wozu i trafił do krawczyni, która wyjątkowo wpadła mu w oko. Do dziś nie wiem czy rzeczywiście podobały mu się kreacje mamy, jednak zaczęli współpracę. On zaopatrywał Tsukiko w tkaniny, a ona szyła, by ten mógł sprzedawać stroje podróżując po świecie. Spotykali się rzadko, ale regularnie, chociaż z czasem widywali się częściej i częściej. Przechodząc do rzeczy, zostali małżeństwem i zamieszkali razem na Hyuo - w domu rodzinnym Takahiro. Tam po kilku latach urodziłam się ja i moja bliźniacza siostrza o imieniu Kazuyuki. Mimo że byłyśmy bliźniaczkami, to różniłyśmy się tak wyglądem, jak i charakterem. Pamiętam jej twarz, ale nie z widzenia, lecz z dotyku. Zawsze miała spore usta i dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechała. Mówiono mi o kolorach jej oczu oraz włosów, jednak określenie "czarne" czy "białe" nic mi nie mówiło, bo jakże by mogło. Byłam i jestem ślepa. Z charakteru... była radośniejsza. Nikt się temu nie dziwił, gdyż ona nie miała żadnych problemów z wadliwym ciałem. Pełna gama zmysłów. Z Hyuo szybko się wyprowadziliśmy, bo z dwójką dzieci należało lepiej zarabiać, a Morskie Klify wtedy jeszcze nie były nastawione na ekonomię, a raczej wojskowość. Nawet pokojowi Yuki. Kiedy miałyśmy z Kazuyuki po trzy latka, to rodzice postanowili tym razem zamieszkać na terenach Tsukiko, czyli w Ryuzaku no Taki. Tych obszarów nie mogę zapomnieć. Nasz domek znajdował się na samym skraju osady, jednak to nie chroniło go przed hałasem wiecznie żywej wioski. Mój wyczulony słuch nie ułatwiał niczego. Nie mogę w swej pamięci odnaleźć dnia, w którym chociaż na chwilę zaznałabym ciszy w kraju kupieckim. Po pewnym czasie dało się do tego przyzwyczaić, a całość wynagradzały zapachy. Niezależnie w której części Ryuzaku no Taki się znalazłam, to zawsze czułam te wspaniałe aromaty potraw lub przypraw, które chętnie sprzedawane były na stoiskach w różnych uliczkach. Muzyka też była świetna. W późniejszym wieku nierzadko spędzałam godziny na ławeczce przed jakimś lokalem, do którego wstępu oczywiście w swoim wieku nie miałam, a mieć chciałam, gdyż wewnątrz grali i śpiewali muzycy. Wróćmy jednak do istotniejszych spraw, nieco poniosło mnie z tymi wspominkami. Kazuyuki i ja nie zamierzałyśmy być nigdy ninja. Nie tak nas wychowywano. Osobiście dla siebie nie widziałam przyszłości. Nie widziałam, hah! Ślepa dziewczyna w czym mogłaby być dobra? Wtedy nie wiedziałam i wszystko wydawało mi się polegać na wzroku. Moja kochana siostrzyczka mimo mojej "wady" nigdy nie dała mi najmniejszego powodu, abym poczuła się gorsza. Traktowała mnie tak, jakbym była zupełnie równa niej, jednak nie udawała, że nie dostrzega mojej ślepoty. Nie ignorowała tego. Zawsze bawiłyśmy się razem, chociaż mogło to być dla niej trudne. Dzieci z Ryuzaku no Taki unikały mnie, jakby obawiały się zarażenia brakiem wzroku. Nie mogłam ich winić, bo sama nie czułam się jak one. Nawet Kazuyuki nie potrafiła tego zmienić. Problem z kolegami i koleżankami znikł w momencie, w którym Tsukiko podjęła dosyć poważną decyzję. Takahiro zaraz po przeprowadzce do kraju kupieckiego wrócił do swego dawnego zajęcia, a więc był wędrownym handlarzem. Czasami miesiącami nie było go w domu, a jaka żona chciałaby żyć w takim związku? Nie było to odpowiednie ani dla niej, ani dla nas - córek. Nasza mama uznała, że albo podróżujemy wszyscy razem jak rodzina, albo nikt z nas. No i w ten sposób ja, Tsukiko, Takahiro i Kazuyuki podróżowaliśmy przez różne prowincje, aby dotrzeć do Shigashi no Kibu, a później wrócić na chwilę do domu, do Ryuzaku no Taki i po pewnym okresie czasu znów wyruszyć w drogę. Wtedy zakochałam się w podróżach. Może to wydawać się absurdalne, mając w pamięci, że jestem ślepa. W końcu takie wycieczki polegają na oglądaniu zróżnicowanych krajobrazów. Wydaje mi się, że ludzie nazbyt skupiają się na wzroku, na estetyce, która jest widoczna. Zupełnie ignorują piękno, które można "dostrzec" innymi zmysłami. Każda prowincja to inne odgłosy. Przejeżdżając traktem słyszałam zwierzęta, które występowały tylko w tych rejonach albo odgłosy pracy przy ryżu, które różniły się od dźwięków pracy przy zbożu. Co region to zupełnie inna gama odgłosów, ale także zapachów. Leśne, świeże powietrze Prastarego Lasu to jeden z moich ulubionych, chociaż morska bryza wybrzeży Karmazynowych Szczytów też zapadła mi w pamięć. Prowincje nawet inaczej się czuło. Ta prosta droga Wietrznych Równin gdzie wiecznie czuć było podmuchy, które ruszały powozem na lewo i prawo albo to niesamowite ciepło słońca Samotnych Wydm. Muszę się przyznać, że to wszystko nie było głównym czynnikiem, przez który pokochałam podróże, bo nim były potrawy specyficzne dla rejonów. Nie wszędzie był dostęp do tych samych składników o tej samej jakości, zatem kuchnia w Soso różniła się znacząco od tej w Midori. Kazuyuki nie była tak zadowolona jak ja, jednak też lubiła przemierzać świat, bo wydawało jej się to najzwyczajniej ciekawe. Opowiadała mi jak wygląda okolica, a ja dokładałam wszelkich starań, by wyobrazić to sobie. Unosiła mój wystawiony palec ostro w górę, by później natychmiast skierować go w dół, kreśląc mi w ten sposób drapieżność szczytów górskich. Lubiła "rysować" po moich plecach palcami, bym mogła śledzić jej ruchy po mojej skórze i w ten sposób wspomagać wyobraźnie. Podobno była bardzo dobra w rysunkach, jednak z oczywistych powodów nie potrafiłam tego określić. Jak tylko nauczyła się czytać, to wiele godzin podróży spędzałyśmy na tym zajęciu. Czytała na głos, a ja słuchałam. Miała taki wspaniały głos. Prawdopodobnie piękniejszego i bardziej melodyjnego nie słyszałam nigdy w życiu. Jak tylko zaczynała śpiewać lub chociażby nucić, to przechodziły mnie ciarki z zadowolenia. Nic mnie tak nie uspokajało i nie wprawiało w lepszy humor, jak piosenka wyśpiewana przez Kazuyuki. Nic. Jak mówiłam na początku - moja historia zawiera tragiczne wydarzenia, zatem w tym momencie przejdę do nich, bo nastąpiły podczas jednej z podróży.
Byliśmy wtedy na trakcie między Soso, a Kyuzo. Dokładnie nie jestem w stanie powiedzieć gdzie. Była noc i oczywiście podróżowaliśmy z Watarim, czyli naszym ochroniarzem. Był to człowiek specyficzny, bo nie miał celu w swym życiu i ciągle powtarzał "obojętne". Nie miał nic przeciwko temu, abyśmy mu płacili w jedzeniu, piciu i noclegu, a dopiero później w niewielkiej sumce pieniędzy. Swoją karierę shinobiego zakończył na najniższej randze, chociaż miał blisko czterdzieści wiosen. Niewiele mówił i na pytania odnośnie jego przeszłości nie odpowiadał. Milczał tak długo, aż zmieniło się temat. W każdym razie... spokojnie podróżowaliśmy. Tsukiko i Takahiro siedzieli na przedzie powozu, opatuleni kocem, bo noce były chłodne. Ja oczywiście zajmowałam swoje ulubione miejsce, czyli na stercie tkanin. Lubiłam uczucie gładkiego aksamitu na skórze i miękkiego jedwabiu. Kazuyuki nie podzielała mojej opinii i jak zwykle miała tendencje do zasypiania na siedząco. Cisza zakłócana była tylko odgłosem kół wozu oraz kopyt konia, aż nagle coś zadudniło i cały powóz z wielkim trzaskiem został rzucony na lewy bok. Spadłam z góry tkanin, które mnie przysypały, a miałam wtedy ledwo dziesięć lat, zatem ciężko mi było się wygrzebać. Przestraszony koń swym rżeniem zagłuszał moje krzyki o pomoc. Nie słyszałam praktycznie nic. Zmęczyłam się, ciężko było oddychać przygniecioną towarami, zatem przestałam wołać. W końcu wszystko ucichło, jednak nie na długo. Zaczęłam słyszeć przekleństwa, przekrzykiwania się, a później ktoś wszedł do środka powozu, który wciąż leżał na boku. Coś było przesuwane, coś przekładane, a ja nie miałam odwagi zawołać. Wiedziałam, że to nie moi rodzice, że to nie Kazuyuki, ani Watari, zatem siedziałam cicho, by nikt mnie, ani mojej siostry nie znalazł. Liczyłam, że ona też leży gdzieś pod tkaninami i ktokolwiek przeszukuje wóz, to nas nie znajdzie. Wszystko to trwało nie dłużej niż piętnaście, może dwadzieścia minut. Mimo wszystko milczałam jeszcze przez dłuższy czas, czekałam, aż usłyszę rodzinę, jednak na próżno. Cisza. Zupełna cisza. Szamotałam się, krzyczałam, jednak moje wątłe ręce nie potrafiły poradzić sobie ze zwiniętymi belami materiału, a moje gardło powoli odmawiało posłuszeństwa. Udało mi się na tyle ruszyć, że czułam dopływ świeżego powietrza i zapach, okropny zapach, którego wtedy nie potrafiłam z niczym skojarzyć. Sama nie wiem kiedy zasnęłam, jednak obudziłam się u kogoś na plecach. Spanikowałam, zaczęłam wierzgać nogami na wszystkie strony i krzyczeć, aż spadłam na ziemię. Ktoś mnie dotknął w czoło i znów zasnęłam. Kolejna pobudka nastąpiła w łóżku. Czułam dosyć szorstką pościel, a świergot ptaków wskazywał, że był już dzień. Ktoś zdawał się krzątać w pokoju obok. Zaczęłam wołać to mamę, to tatę, to siostrę, a na końcu Watariego, którego nigdy nie przestałam się bać przez tą jego obojętność. Chociaż ciągle nawoływałam, to zamilkłam przestraszona, gdy usłyszałam, że ktoś się do mnie zbliża. Pierwsze słowa jakie usłyszałam brzmiały "widzisz, nie jestem Twoją rodziną". Odparłam na nie bardzo prosto "nie widzę". Głos nieznajomego był niski, bardzo spokojny, wręcz zmartwiony. Mężczyzna chwilę milczał, a później zaczął mnie wypytywać czy rzeczywiście jestem ślepa, kim jestem, skąd pochodzę oraz o różne inne sprawy. Byłam tak skołowana wydarzeniami, że wszystko mu wyśpiewałam, nie zważając na to, że mógł być moim wrogiem. Nie był nim. Przedstawił się jako Shizuya i przez pierwsze dni nie chciał odpowiadać na moje pytania odnośnie kogokolwiek z mojej rodziny. Wiedziałam, że musiała się wydarzyć jakaś tragedia, a on milczał. Nie mogłam tego znieść. Całe dnie spędzałam na leżeniu w łóżku i rozmyślaniu co mogło się z nimi stać. Nie chciałam jeść, byłam równie żywa co zapomniana lalka. W końcu nadszedł moment, że musiał mi wszystko wyjawić, bo inaczej obserwowałby dalej jak marnieję w jego oczach. Miałam rację - wydarzyła się tragedia. Zostaliśmy zaatakowani przez bandytów. Prostych, wśród których musiał być ninja. Techniką uwolnienia wiatru przewrócił powóz, który przygniótł moją matkę. Ojciec musiał ruszyć do walki, bo jego ciało znalazło się znaczny kawałek od wozu, zaraz obok Watariego - obaj byli porozcinani wieloma krótkimi, płytkimi ranami. A Kazuyuki... nie było po niej najmniejszego śladu. Na początku nie mogłam uwierzyć w żadne słowo Shizuyi. Odrzucałam tę myśl, nazywałam go kłamcą i dalej czekałam, aż wyjawi mi prawdę. Nie mógł nic poradzić. Dalej odmawiałam jedzenia, chociaż próbował je we mnie wmuszać. Byłam... byłam jak zagubione zwierzę. W końcu mężczyzna stracił do mnie cierpliwość. Powiedział, że pokaże mi to, co sam widział, gdy trafił na miejsce tragedii. Nie wiedziałam jak chce to zrobić, jednak gdy tylko dotknął mojej głowy, to nagle poczułam okropny ból, a później... zobaczyłam. Widziałam zastygłą twarz czarnowłosej kobiety, która do samej klatki piersiowej była przygnieciona powozem. Zobaczyłam leżącego na brzuchu mężczyznę o białych włosach, na którego plecach znajdowało się wiele ran. Ujrzałam drugiego mężczyznę, obok którego leżał miecz i posiadał podobne rany, co człowiek obok niego. W oddali leżało jeszcze jedno ciało, jednak nie było go widać dokładnie. Nagle, jakby po mrugnięciu zmieniłam miejsce, w którym się znajdowałam - teraz byłam wewnątrz leżącego wozu. Kolorowe tkaniny leżały porozwalane na wszystkie strony. Przebijające przez dziurę w deskach światło księżyca idealnie padało na szczelinę między rolkami materiałów. W tej drobnej luce widać było białe włosy. Kolejna zmiana miejsca - trzymałam na rękach małą dziewczynkę, tą o śnieżnobiałych włosach. Jej oczy były zamknięte. I nagle znów było ciemno. Moja głowa pulsowała z bólu, który rozsadzał mi czaszkę. Shizuya zaczął od nowa wszystko tłumaczyć. To co widziałam było dokładnie tym, co on widział. Ta kobieta, to była moja matka - Tsukiko. Mężczyzna leżący na brzuchu - Takahiro. Obok niego mężczyzna z mieczem - Watari. Mała dziewczyna... to byłam ja. W jaki sposób "widziałam"? Poprzez genjutsu. Shizuya pochodził z Rodu Yamanaka i znał się na tej sztuce jak mało kto. Te obrazy były wtedy jedynym, co przez całe swoje życie widziałam. Wyryły mi się w pamięci jak nic innego. To tylko pogorszyło sprawę. Ciągle widziałam martwą rodzinę, jednak najbardziej bałam się o Kazuyuki, której zwyczajnie nie było. Żadnych śladów po niej. Shizuya zaczął żałować, że pokazał mi tak straszne wizje. Przepraszał mnie niejednokrotnie, a ja byłam jak pusta w środku. Było mi naprawdę obojętne co się ze mną działo w tamtych chwilach. To zabawne, ale wtedy... wtedy zrozumiałam Watariego. Wiedziałam, że w swoim życiu musiał przeżyć coś podobnego. Coś tak okrutnego, że pozbawiło go zainteresowania własnym stanem. Byłam jak on, byłam jak człowiek, którego się bałam. Yamanaka zajął się pogrzebem moich bliskich tam, gdzie mieszkał - w Soso. Nie miał domku w żadnej osadzie, a gdzieś w lesie, gdzieś z dala od cywilizacji. Wtedy jeszcze długi czas nie interesował mnie ani on, ani nic na tym świecie oprócz samej Kazuyuki. Czy chciałam umrzeć? Bardzo. Ta strata była dla mnie zbyt wielka. Shizuya próbował z całych sił mnie "naprawić", abym znów normalnie funkcjonowała. Oczywiście bezskutecznie. Dopiero jak wbrew mojej woli ponownie łapał mnie w genjutsu i pokazywał mi jak wygląda świat, to wtedy zaczynałam się nieco otwierać. Codziennie po kilka razy zabierał mnie w świat iluzji, w których nie miałam żadnej władzy. Zmuszona byłam do oglądania różnych pięknych miejsc oraz pozytywnych historii z życia Shizuyi, jednak w żadnej nie pokazywał swojej rodziny. Wciskał do mojego umysłu same radosne wizje, które były jego wspomnieniami. Obiecał mi, że nie pokaże mi żadnego fałszu. Nie dbałam o to czy to prawda, czy nie. Jego specyficzna kuracja dopiero po dłuższym czasie zaczęła działać. Wypytywałam o to, co widziałam w iluzjach, a on opowiadał tak rozwlekle, jak tylko mógł, by zająć mnie rozmową. W końcu zapytałam go o jego historię i to on zamilkł. Później odpowiadał mi, że to nie jest nic ciekawego, ani godnego mojej uwagi. Tak mijały mi dni. Nie wychodziłam praktycznie poza domek Shizuyi, bo nie czułam potrzeby. Może i wróciłam nieco do siebie, byłam bardziej otwarta, jednak dalej uważałam się za bezużyteczną, a teraz, bez rodziny, nie miałam celu, ani powodu do życia. Yamanaka nie wiedział jak mi pomóc, aż w końcu wpadł na oczywisty pomysł. Powiedział mi, że muszę znaleźć swoją siostrę. Wtedy go wyśmiałam. Jak ślepa dziewczyna mogłaby znaleźć kogokolwiek? Przypomniał mi o jej głosie i to zapaliło we mnie iskierkę nadziei. Przez wiele dni spierałam się z nim, że przecież nie poradzę sobie i nie przeżyję w tym świecie, który nastawiony jest na ludzi widzących. On uparł się, że zrobi ze mnie kunoichi. Kolejny raz go wyśmiałam, lecz on był śmiertelnie poważny. Dzień w dzień w iluzjach pokazywał mi świat, walki ninja, techniki różnorakie, broń i wszystko, co powinnam znać jak osoba, która widzi. Chyba cały rok spędziłam w ten sposób. Shizuya przez ten czas zarabiał na nasze utrzymanie na misjach, które sporadycznie wykonywał. Był naprawdę silny, a był przed czterdziestką. Wykonywał wyłącznie zadania rangi C co było dla mnie dziwne. Zdawał się unikać angażowania w świat shinobich, chociaż mnie wpychał do niego na siłę. Wiedziałam, że w jego życiu też musiało wydarzyć się coś okropnego. Wtedy zrozumiałam, że moja tragedia nie jest wyjątkowa. Uświadomiłam sobie jako dziecko, iż świat jest okrutny i każdy w nim cierpi, a jednak w jakiś sposób sobie radzi i brnie dalej. Taki był Watari, taki był Shizuya. Okaleczeni przez przeszłość, nigdy tacy sami jak niegdyś, ale jednak istnieli, próbowali żyć tak, aby komuś pomóc. Zmniejszyć cierpienie i napędzić te tryby świata, bo jeżeli dobro będzie tak gwałtownie umierać, to zatryumfuje jedynie zło. Mimo tej świadomości było mi dosyć obojętne co się ze mną wydarzy, zatem nie opierałam się pomysłowi Shizuyi, bym stała się kunoichi, chociaż nadal pozostawało to dla mnie absurdem. Za pomocą klanowych technik przejmował moje ciało, a ja stawałam się "obserwatorem". Czułam ruchy, czułam wszystko tak, jakbym sama poruszała ciałem, a jednak nie miałam nad nim władzy. Yamanaka kazał mi zapamiętywać każdy, nawet najmniejszy ruch, a później powtarzać. Było to całkiem ciekawym doświadczeniem. Robiłam co mówi i wciąż podważałam swe możliwości. Trwało to naprawdę długo. Podczas tego czasu oczywiście nie tylko trenowałam, ale także wybierałam się z nim do osady i towarzyszyłam w wielu podróżach. Traktował mnie jak swoją córkę. Nie czułam jak mijają mi dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata. Dzień w dzień pokazywał mi świat przez iluzje i przejmował kontrolę nad mym ciałem, by trenować technikę walki. Później w genjutsu zaczynał ze mną walczyć. Tam mogłam ćwiczyć swoje ruchy, gdyż dobrze znał moje warunki fizyczne. W ten sposób praktycznie bez mojego zaangażowania wyćwiczył mnie. Pierwszy trening w rzeczywistości był przełomem. Potrafiłam użyć kilku technik, a nawet walczyć z nim na drewniane kije tak, jakbym widziała. Słuch zastępował mi wzrok - jak zwykle, ale teraz znacznie bardziej. Wtedy coś we mnie pękło, coś, co mnie blokowało. Zaczęłam w siebie wierzyć i w mojej głowie pojawiła się myśl, że wcale nie muszę być gorsza mimo swej ślepoty. Zapalił się we mnie płomień ekscytacji, że kiedyś mogłabym być na tyle silna, aby kogoś pokonać i obronić ludzi w potrzebie. Ta absurdalna myśl, że ślepa dziewczyna może być kunoichi zmieniła się w ambicję, by pokazywać, że mogę być silniejsza. Jednak nie to mnie napędzało najbardziej. Świadomość, że gdzieś musi być moja siostra, to było to, co pozwoliło mi otrząsnąć się z tragedii. Wiedziałam, że mogę mieć siłę, aby samej o siebie zadbać i odnaleźć Kazuyuki. Od tego momentu wszystko ruszyło lawinowo. Sama nalegałam na treningi, a Shizuya był wręcz wniebowzięty moją zmianą. Trenował mnie w używaniu iluzji i walce mieczem, a przy okazji nalegał, bym ćwiczyła również ciało. To wydarzenie sprawiło, że moje życie zaczęło się kręcić wyłącznie wokół rozwoju samej siebie. Dzień w dzień to samo - trening był naturalną rutyną, zaś wolny czas spędzałam... na samodzielnym treningu i odpoczynku. W mojej głowie była wtedy tylko jedna myśl - muszę stać się jak najszybciej silna, by znaleźć Kazuyuki. Lata mijały, aż nadszedł dzień, w którym Shizuya zwyczajnie dał mi do ręki odłożone pieniądze i polecił wyruszyć w świat, a następnie bez słowa zamknął drzwi przed moim nosem. Dobijałam się do środka, ale bezskutecznie. I tak teraz mija rok wędrówki. W tym momencie wiem, że nie chciał się ze mną żegnać, nie chciał tego utrudniać ani mi, ani sobie. Tak więc podróżuję teraz po świecie w poszukiwaniu Kazuyuki, a przy okazji staram się udowodnić światu, że ma ślepota nie musi oznaczać, że jestem słaba.


CIEKAWOSTKI:
  • Michirin potrafi pisać i czytać. Wydawałoby się to absurdalne z racji jej ślepoty, jednak została tego nauczona jak większości przydatnych rzeczy - poprzez genjutsu, które narzucał na nią Shizuya.
  • Jest oburęczna, jednak to nie tak, że wszystko potrafi robić obiema rękami. Jeżeli chodzi o posługiwanie się sztućcami i naczyniami - to używa lewej ręki, a jeżeli chodzi o władanie bronią i pisanie - to prawej.
  • Białowłosa uwielbia śpiewać, ale jednocześnie bardzo się wstydzi, że ktoś ją usłyszy, zatem jedynie nuci.
  • Michirin potrafi grać na fletach. Takich normalnych, zboczeńcy. Tej umiejętności również się trochę wstydzi, zatem rzadko ją prezentuje komuś więcej, niż lasom i zwierzętom.
  • Jej ulubionym kolorem jest błękitny, a najbardziej nienawidzi czarnego, chociaż świadoma jest, że w nim najlepiej wygląda.


WIEDZA


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): ---

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



ROZLICZENIA


PIENIĄDZE: >KLIK<
PH: >KLIK<
MISJE:
    D -
    C -
    B -
    A -
    S -

PREZENT OD ADMINISTRACJI:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Obrazek
Ostatnio edytowano 11 gru 2017, o 23:01 przez Michirin, łącznie edytowano 1 raz
Opisy | Wypowiedzi | Myśli
#6699FF
Avatar użytkownika

Michirin
 
Posty: 16
Dołączył(a): 30 lis 2017, o 15:43
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4427&p=66308#p66308
GG: 1032197
Multikonta: ---

Re: Michirin Shiroikanzen

Postprzez Venus » 5 gru 2017, o 18:53

Karta zaakceptowana.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla uczestników tematu
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1088
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui


Powrót do Zaakceptowane karty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość